Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska 2021. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska 2021. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 listopada 2021

,,Serca bicie" Katarzyna Olkowicz, Piotr Baran

 

Chyba jesteśmy pokoleniem, które wychowało się na głosie Andrzeja Zauchy nawet o tym nie wiedząc. Całe dzieciństwo towarzyszył nam w niedzielne wieczory gdy zasiadaliśmy przed telewizorem. To jego głos otwierał ,,Gumisie", to on zapowiadał kolejną przygodę. Głos z kreskówki? Nie, to tylko epizod w życiu Zauchy ale taki który mocno wpisał się w świadomość dzisiejszych trzydziesto- i dwudziestolatków.

Kim właściwie był Andrzej Zaucha? Większość pewnie nie będzie umiała skojarzyć nazwiska z jakimś konkretnym utworem. Smutne, bo to wokalista obdarzony ogromnym, naturalnym talentem, genialny w każdym gatunku muzycznym jakiego wykonania się podjął. Multiintrumentalista, obdarzony słuchem absolutnym, talent jaki zdarza się raz na milion. Przyjaciel Zbigniewa Wodeckiego (którego przecież każdy zna), Andrzeja Sikorowskiego, Krzysztofa Piaseckiego, aktor teatru STU, legenda, choć współcześnie trochę zapomniana, Krakowa. Niezwykły człowiek, który odszedł zdecydowanie zbyt wcześnie. Mimo, że został zabity w wieku czterdziestu dwóch lat to jego kariera dopiero się zaczynała. Dopiero został zauważony przez szerszą publiczność a jego talent został doceniony i wreszcie mógł rozkwitać. Wszystko to zostało dramatycznie przerwane w październikowy wieczór 1991 roku.

Minęło trzydzieści lat od zabójstwa Andrzeja Zauchy i nie jest on wymieniany na jednym wdechu z Wodeckim czy Krawczykiem. Odszedł lekko w cień a niesłusznie. To głos, talent, tak różnorodny i niesamowity, że staje się niewyczerpalną kopalnią odkryć. Także jego życie to fascynująca historią. Opowieść o samouku, z wykształcenia zecerze, który zaczarował głosem świat. Który śpiewał to co chciał, tak jak nikt nie potrafił. Który wypływał na muzyczne niezbadane wody i był w tym genialny. To opowieść o skromnym, radosnym, przyjacielskim człowieku, którego los nie oszczędził. Ale to także opowieść o podnoszeniu się po dramacie, poszukiwaniu szczęścia, które zakończy się w najbardziej dramatyczny z możliwych sposobów.

,,Serca bicie" to niesamowita opowieść. Przepełniona muzyką, oparta o głosy życzliwych Zausze ludzi ale pełna tęsknoty i żalu. Bo odszedł za wcześnie ktoś, kto powinien zmieniać polską scenę muzyczną, ktoś kogo powinniśmy nucić równolegle z hitami K.Krawczyka czy M.Rodowicz. Dzięki takiej publikacji możemy jednak odkryć go nowo. Ja czytałam, równocześnie słuchając wymienianych utworów i byłam oczarowana. Jak łatwo było zachwycić się Zauchą i ile radości sprawiało odkrywanie kolejnych perełek. Pozostaje mi tylko polecić tę książkę i zaprosić do własnego odkrywania.

 p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 10,4 cm - 2,2 cm = 8,2  cm.     

piątek, 24 września 2021

,,NOrWAY. Półdzienniki z emigracji" Piotr Mikołajczak

 

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!

Chyba dla każdego na hasło ,,emigracja zarobkowa" pierwsze i jedyne oczywiste skojarzenie to pieniądze, pieniądze i to duże pieniądze. Każdy zna kogoś, kto pracuje za granicą i wraca by chwalić się tym jak wiele można zarobić i o ile te zarobki przebijają krajowe. Łatwo można wpaść w spirale myślenia, że to są łatwe pieniądze. A tak nie jest. Za kolorową fasadą kryje się smutny, gorzki, przeplatany śmiechem przez łzy, obraz.

Piotr Mikołajczak wyjechał do Norwegii przyciśnięty okolicznościami. Rozwód, ponad dwieście tysięcy długu. Skandynawski kraj wydawał mu się nadzieją na odbicie się od dna i załatanie dziur. Aby to mogło się udać imał się różnych prac i przebywał w specyficznym środowisku polskich emigrantów, szczególnie tych wykonujących najprostsze prace.

Nie, nie jest to motywacyjna opowieść o radzeniu sobie z kłopotami i podnoszeniu się z upadku, chociaż finalnie autorowi udaje się wyjść na 0. Opowieść Mikołajczaka to polska emigracja w pigułce - smutno-gorzka opowieść o ludziach, którzy wyruszyli w świat w poszukiwanie szczęścia, które w ich znaczeniu to pieniądze. Wyrywają się w świat, żyją tam w najgorszych warunkach, dni zapełniają pracą, weekendy alkoholem i powoli tracą nadzieję, przesyłając zarobki do pozostawionych w Polsce bliskich. To prosty świat, w którym liczą się proste rzeczy. Świat szary, bolesny i trudny. Momentami tragikomiczny. Autor doskonale go oddaje, opisując całą galerię postaci z jakimi się zetknął w trakcie trzech lat, które spędził w Norwegii - cwaniaków, kombinatorów, kłamców, ludzi przegranych, żyjących nieistniejącymi złudzeniami.

Skończyłam czytać reportaż, półdziennik Mikołajczaka i czułam ten smutek, chociaż autor robi wszystko by wywołać śmiech. Chociaż ma konkretny cel, konkretny plan i wyjazd zarobkowy był tylko czasowy to i tak czuć przygnębienie wywołane otaczającą rzeczywistością, powtarzalnością zadań, samotnością i niezrozumieniem. To świat ograniczających się smutnych trzech P - pracuj, przeżyj, płać. To świat okradziony z radości, celów innych niż finansowe, sprowadzony do alkoholu w weekend i wszechobecnego papierosa. To świat prostych, czasem trochę prymitywnych ludzi, którzy tam rozgościli się na dobre. To męski, mroczny świat. Niestety, tylko jeszcze dobitniej uwypukla, że pieniądze nie są w stanie zapełnić pewnych dziur w życiu. Życie nawet w jednym z najbogatszych państw świata nie czyni szczęśliwym. To bardzo gorzki obraz ludzi pędzących za czymś przy okazji tracących bardzo dużo. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Otwarte!

czwartek, 16 września 2021

,,Nazajutrz cię odnajdę" Magdalena Wala

 

Zarówno historia Adriany jak i wojenna Agnes docierają do swojego punktu kulminacyjnego. Już nie można tylko trwać. Trzeba działać i podejmować decyzje, często trudne.

Adriana nie ma już sił by walczyć o małżeństwo. Na jaw wychodzą kolejne tajemnice i młoda kobieta jest coraz bardziej zdeterminowana by zawalczyć o siebie i swoją wolność. Musi jednak zrobić ten ostateczny krok, przed którym się waha. Ma jednak obok siebie ludzi, którym na niej zależy. Po latach milczenia odnawia znajomości z przyjaciółką oraz wreszcie nawiązuje kontakt z rodzicami. Jednak nadal największym wsparciem jest dla niej wojenna opowieść Agnes, która mimo zbliżającego się finału jest coraz bardziej dramatyczna.

Ostatni tom to historia Śląska z lat 1945-46. Decydują się losy świata. Wojna jest już prawie rozstrzygnięta. Nie znaczy to jednak, że na Śląsku zapanował spokój. Wręcz przeciwnie. Zaczyna się okres rozliczeń i szukania winnych a w miejscu o tak skomplikowanych relacjach jak tutaj nic nie jest proste. To właśnie w Mysłowicach najlepiej widać, że nie ma jednoznacznej linii oddzielającej dobro od zła, czerń od bieli, Niemców od Polaków. I chociaż chciałoby się uporządkować świat według prostych zasad nie jest to możliwe.

,,Nazajutrz cię odnajdę" jest chyba najbardziej przejmującą częścią trylogii. Pełna dramaturgii, rozdarta pomiędzy sprzecznymi emocjami, pełna smutku ale i nadziei na poprawę losu. Mierzy się zarówno z trudną wojenną historią jak i osobistymi ludzkimi dramatami. I pokazuje, że nie ważne w jakich czasach przyszło żyć problemy i przeszkody zawsze są te same a do ich rozwiązania potrzeba wiele siły, odwagi i samozaparcia. Polecam! 

p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 40,0 cm - 3,0 cm = 37,0  cm. 

środa, 15 września 2021

,,Dzieci Getta. Ostatni świadkowie zagłady" Magda Łucyan


Takie książki jak ta ciężko się ocenia. Bo co tutaj napisać? Fascynująca? Wciągająca? Trochę nie wypada. Prawdziwa? Autentyczna? To jednak nie oddaje wszystkiego. Czy zwracać uwagę na styl, formę? Nie, tutaj najważniejsze jest przesłanie i pamięć. A wszystko inne schodzi na drugi plan.

Magda Łucyan przeprowadziła pięć poruszających rozmów z ludźmi, którzy jako dzieci doświadczyli prawdziwego piekła. Z dnia na dzień zostali ograbieni ze wszystkiego i zamknięci w getcie. Skazani na cierpienie, niewyobrażalny głód, choroby, zimno. Wszystko to miało jeden cel - wymordowanie. Oni jednak jakimś cudem przeżyli. Wiele lat zajęło im uporanie się z traumą i dotarcie do punktu, w którym mówią i opowiadają o tym czego doświadczyli. Mówią by to co wydarzyło się w trakcie II wojny światowej nigdy nie zostało zapomniane i nigdy więcej się nie powtórzyło.

Gdy zaczynałam czytać wydawało mi się, że wiem czego mogę się spodziewać. Mam całkiem niezły ogląd na temat II wojny światowej i zdaję sobie sprawę z tego co wtedy działo się na świecie i jak niewyobrażalne, bestialskie rzeczy wtedy się rozgrywały. Jednak cała moja wiedza nie przygotowała mnie na to co znalazłam w tej książce. Magda Łucyan nie koncentruje się tylko na doświadczeniach z getta. Ona pokazuje szerszy obraz. Zderza spokojny świat sprzed wojny z piekłem getta. Jej bohaterowie to zwyczajny ludzie, jedni pochodzili z trochę biedniejszych rodzin, inni byli całkiem nieźle sytuowani. Żyli podobnie do nas. I nagle, z dnia na dzień, wszystko im odebrano a ich samych pozbawiono nawet statusu człowieka. Te opowieści bolą gdy się je czyta, szczególnie gdy patrzy się na świat oczami dzieci, jakimi wtedy byli bohaterowie. Zostali okradzeni nie tylko z dóbr materialnych ale przede wszystkim z dziecęcej niewinności i radości. Odebrano im możliwość dorastania i uczenia się. Wystawiono na niewyobrażalne okrucieństwo, paraliżujący strach, zamknięto i zmuszono do ukrywania się. Zamordowano ich najbliższych. I to wszystko działo się tutaj w centrum Europy, nawet nie 100 lat temu.

Podziwiam odwagę i siłę rozmówców. Zdecydowali się mówić głośno o tym co ich spotkało, aby nie pozwolić na zapomnienie. Ich przesłaniem jest pamięć i niedopuszczenie do tego aby takie zło ponownie kiedykolwiek się wydarzyło. Skoro oni mówią my powinniśmy słuchać i realizować ich przesłanie. Warto, bo ,,holokaust nie spadł z nieba" on rodził się powoli obok, a skoro pojawił się raz, może znowu wrócić. Dlatego trzeba być czujnym i pamiętać aby cierpienie milionów nie poszło na marne. Polecam gorąco!

wtorek, 14 września 2021

,,Demon carskiej Rosji" Ludwik Marian Kurnatowski


Króciutka relacja z początku XX wieku polskiego urzędnika Ludwika Kurnatowskiego, który został oddelegowany do carskiej Rosji. Koncentruje się na Grzegorzu Rasputinie, demonicznym mnichu i szarej eminencji dworu carskiego.

Wydaje się, że o Rasputinie tak wiele napisano i powiedziano, że już trudno wnieść do tego obrazu coś nowego. I raczej nie jest to odkrywczy portret. Chyba najbardziej uderza subiektywizm relacji i wspomnień. Autor nie posiłku się faktami czy źródłami historycznymi - bazuje na własnych wspomnieniach, zasłyszanych plotkach i tym co widział i słyszał jako carski urzędnik. Tak, przebija niechęć i nieufność do Rasputina ale także widać pod jak wielkim jego wpływem był dwór. Wyraźnie uwidacznia się jego chamski, bezpardonowy charakter i zupełny brak szacunku do innych. Traktuje kobiety w najgorszy z możliwych sposobów. Ale jest tak pewny swojej pozycji, że nikt nie jest w stanie na niego wpłynąć.

Poprzez tą króciutką relację doskonale widać carski dwór w swej finalnej fazie, słaby, popadający w szaleństwo, chylący się ku upadkowi. Rewolucja październikowa i przejęcie władzy przez bolszewików, z tej perspektywy, staje naturalną konsekwencją tak mocno dekadenckiego stylu życia.

,,Demon carskiej Rosji" może nie wniesie wiele nowego ale jest autentycznym zapiskiem wrażenie z tego dramatycznego okresu. Można poczuć prawdziwe emocje, nastroje a nie tylko przefiltrowane przez sito źródeł historycznych i czasu.

sobota, 11 września 2021

,,Święty Wrocław" Łukasz Orbitowski


,,Święty Wrocław" to powieść specyficzna, mroczna, dziwna, trochę oderwana od rzeczywistości i paradoksalnie bardzo mocno z nią spleciona. To powieść o strachu, izolacji, o niebezpieczeństwie, które jest ale którego nie umiemy nazwać.

Pierwsza dekada XXI wieku, Wrocław. Zimny, wiosenny, spowity mgłą i deszczowy. To tam nagle na jednym z osiedli ściany bloków stają się czarne a ludzie, którzy tam wchodzą przepadają na zawsze. ,,Święty Wrocław" jednych przyzywa, innych przeraża. Miasto nie umie poradzić sobie z sytuacją a ludzie znikają.

Tej powieści nie da się odbierać jednoznacznie. Z zamierzenia ma być urban horrorem i taka jest. Przepełniona nienazwaną grozą, niebezpieczeństwem, wszechobecnym mrokiem. Ale to także, a może przede wszystkim opowieść o ludziach i mroku oraz złu czającym się wewnątrz nich. O pierwotnych lękach, pierwotnych instynktach. które pod wpływem nienormalnych okoliczności wreszcie dochodzą do głosu. To opowieść o drzemiącym w każdym z nas strachu, nienawiści oraz poczuciu wyobcowania. Orbitowski tym wszystkim przeraża nie siląc się na makabrę czy drastyczne opisy. Trochę leniwie, trochę niespiesznie i tak od niechcenia snuje swoją mroczną opowieść, która tak naprawdę może siedzieć w każdym z nas i czekać tylko na odpowiednio niesprzyjające okoliczności. 

,p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 44,8 cm - 2,1 cm = 42,7  cm. 

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

,,Cyrk polski" Dawid Krawczyk

 

Sezon 2019/2020 był zdecydowanie jednym najgorętszych w ciągu ostatnich lat w polskiej polityce. W przeciągu dwunastu miesięcy miały miejsce trzy duże, znaczące kampanie polityczne: do parlamentu europejskiego, Sejmu i Senatu i kończąca, rozgrywająca się w cieniu pandemii, prezydencka. Wszystkie miały ogromne znaczenie dla partii rządzącej i opozycji oraz bardzo dużo powiedziały o nastrojach jakie panują wśród Polaków.

Zaczęło się niewinnie od kampanii do Parlamentu UE. Wtedy jeszcze można było obserwować typowe przepychanki na linii PiS - opozycja. Jedni obiecywali dużo, drudzy straszyli. Nic niezwykłego i chyba to był przykład standardowej nudnej, kampanii, której jednak PiS nie wygrał taką przewagą jakiej oczekiwał. Kampania parlamentarna, to już trochę inny obraz, bardziej agresywny ale to nic w porównaniu do czego doszło w starciu Duda-Trzaskowski. Wzajemne oskarżenia, ataki na mniejszości i budowania poparcia na nienawiści pomiędzy Polakami.

Dawid Krawczyk podróżował z różnymi sztabami w trakcie tych trzech kampanii po Polsce. Rozmawiał z ludźmi przychodzącymi na wiece. Obserwował kandydatów i sztaby. No i za dużo z tego nie wyniósł. Jego reportaż ma potencjał, który częściowo zostaje zmarnowany. Sucha relacja zagłusza emocje. Kampanie z jego relacji są typowe, nudne i pozbawione iskry. A chyba od dawna zdajemy sobie sprawę, że polityka jest pełna absurdów. Tutaj jest ich jednak mało w porównaniu nawet to typowego posiedzenia. Brakuje tego wszystkiego co pamiętamy z doniesień medialnych a co pozwala jednoznacznie powiedzieć, że rozgrywał się ,,cyrk". Trzeba oddać Krawczykowi, że stara się być bezstronny i wszystkich pokazywać obiektywnie. Jest chociaż przez chwilę z każdą partią, każdym ważniejszym kandydatem na prezydenta. Rozmawia ze zwolennikami i przeciwnikami ale nie są to rozmowy wiele wnoszące i pokazujące co dokładnie decyduje o wyborze. Raczej pokazuje to co z czego zdajemy sobie sprawę, że mało znamy się realnie na władzy a o wygranej decyduje szum jakiego narobi się w kampanii.

,,Cyrk polski" jest poprawnym reportażem, obiektywnym i momentami nudnym. Wydaje mi się, że został trochę przytłoczony ogromem tematu i obawą, żeby nie ,,przegiąć". Kto choć trochę orientuje się w polskiej polityce to wie, że politycy sami bardzo dobrze dbają o to by miano ,,cyrk polski" nie znikało i naprawdę nie trzeba było tego aż tak łagodzić. Może za jakiś czas gdy emocje opadną, zmienią się nastroje i wszystkie te kampanie odejdą w zapomnienie inaczej będzie się odbierać książkę. Póki co mocno przeciętna.

środa, 25 sierpnia 2021

,,Harda" Elżbieta Cherezińska


Co to była za historia!! W tym momencie, uwierzcie, pluję sobie w brodę, że ,,Harda" leżała 5 lat na moim stosie wstydu i nie przeczytałam jej wcześniej. Ale przeczytałam ją teraz, chociaż przeczytałam to złe słowo. Ja ją pochłonęłam.

Świętosława to młodsza siostra Bolesława Chrobrego i córka Mieszka I. Od dziecka, wraz z bratem, obserwowała działania i uczyła się polityki. Wydana za mąż za szwedzkiego króla Erika nie jest posłuszną marionetką w rękach możnych. Sama zaczyna decydować o swoim losie i odpowiednio pociągać za nitki by osiągnąć własne cele. Wie, że dążenie do władzy nie obędzie się bez poświęceń. Ona kocha i pragnie tylko jednego mężczyznę ale jego właśnie musi poświęcić.

,,Harda" to pasjonująca, pełnokrwista opowieść o Świętosławie czyli skandynawskiej królowej Sigridzie. Historycy spierają się czy rzeczywiście była piastowską księżniczką. Ale czy to prawda historyczna czy fikcja literacka nie ma znaczenia bo Cherezińska stworzyła przekonująca opowieść, która wręcz tętni emocjami i namiętnościami. Żądza władzy, pożądanie, pragnienie bogactwa i ścierające się ze sobą światy: świeżego chrześcijaństwa i odchodzących ale wciąż walecznych starych bogów. Wszystko to kłębi się i kotłuje w powieści. Intryga goni intrygę wespół z misterną i delikatną sztuką manipulowania innymi. To opowieść żyjąca własnym życie, nieprzewidywalna, mocna, trochę wyrachowana by za chwilę wybuchnąć powstrzymywanymi namiętnościami. Powieść, która się czyta bez odłożenie. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 57,6 cm - 3,6 cm = 54,0  cm. 

 

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

,,Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy" Katarzyna Kobylarczyk

 

Podobno Krakusem nie można się stać. Albo się urodziło Krakusem albo nie. Koniec kropka. I nie ważne ile lat mieszka się w Krakowie. Zasada jest jasna. A jak jest w przypadku Nowej Huty? Tą najmłodszą dzielnicę Krakowa, długo traktowaną jak osobne miasto budowali przyjezdni. Młodzi ludzie, którzy przyjechali z całej Polski. Jedni w poszukiwaniu pracy, przygody albo zmotywowani partyjnymi i ideologicznymi przemowami. Wrył się obraz mieszkańca Nowej Huty najpierw jako robotnika, potem zakapturzonego kibola. Ale czy to jedyne oblicze Nowej Huty? Czy naprawdę to miasto zbudowali tylko młodzi, zdeterminowani robotnicy? A co z kobietami?

Katarzyna Kobylarczyk postanawia odpowiedzieć na te pytania. Zbiera materiały i poszukuje pierwszych kobiet jakie zamieszkały w Nowej Hucie i odcisnęły trwałe piętno na jej rozwoju. To te co własnymi rękami pomagały budować kombinat, projektowały osiedla, były suwnicowymi. Budowały, opiekowały się, karmiły, próbowały wyciągnąć coś więcej z tego socjalistycznego krajobrazu. Jedno jest pewne. Wszystkie cechowała niesamowita siła, determinacja, pomysłowość. Uparte, zaradne i zdecydowane. Chyba tak najkrócej można je opisać. Potrafiły sobie radzić nie tylko w świecie zdeterminowanym przez mężczyzn ale i w świecie sterowanym centralnie. Łączyły pracę z troską o rodzinę. Walkę o zapewnienie podstawowych potrzeb z walką o wolność. Zwykłe, niezwykłe. Nowohuckie heroski.

Opowieść Katarzyny Kobylarczyk sprawia wrażenie trochę niepełnej. Jest w niej kilka portretów różnych kobiet, które zajmowały różne stanowiska. Jednak jak sama autorka przyznaje za późno zdecydowała się podjąć ten temat. Wiele osób już zabrało, wiele nie chciało rozmawiać. Przez to kobiety obraz Nowej Huty jest niepełny. Brakuje wielu szczegółów aby ta opowieść mogła nabrać kolorytu i charakteru. Sprawia wrażenie ledwo szkicu. Ciekawego, pasjonującego, wciągającego i rozbudzającego apetyt na więcej. To zaledwie wstęp do fascynujących, pełnych dramaturgii wydarzeń jakie skrywają bloki i ulice w najmłodszej krakowskiej dzielnicy. Historie kobiet czyta się szybko i niczym powieść i tylko żałuje się, że tak mało wiemy o tych, którym przyszło tworzyć najnowszą historię. Polecam!

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 59,7 cm - 2,1 cm = 57,6  cm. 

 

wtorek, 17 sierpnia 2021

,,Ostatnia iskra nadziei" Magdalena Wala


Dwie kobiety, dwie epoki i dwie historie, które nieoczekiwanie zaczęły na siebie oddziaływać.

Kolejna odsłona historii Adriany i Agnes. Adriana pod wpływem opowieści starszej sąsiadki zaczyna zastanawiać się nad sobą i nad swoim małżeństwem. Powoli zaczyna nabierać odwagi i chęci by zawalczyć o siebie. Poznajemy też lepiej jej własną historię i to co sprawiło, że znalazła się w takim a nie innym punkcie swojego życia. Zagubiona, przerażona, zastraszana i żyjąca w wiecznym poczuciu winy młoda kobieta zaczyna się budzić i dostrzega do dokładnie poszło nie tak.

Natomiast opowieść Agnes staje się dużo bardziej dramatyczna. Wojna wkracza w decydującą fazę, zaczyna brakować żywności, Niemcy stają się bardziej bezwzględni. Każdy zmuszony jest do walki o przetrwanie. Aby przeżyć trzeba podejmować dramatyczne, sprzeczne z własnym sumieniem decyzje oraz czasem wbrew własnej woli zgodzić się na ustępstwa względem wroga.

,,Ostatnia iskra nadziei" to dużo bardziej przejmująca opowieść. Życie obu kobiet wkracza w decydującą fazę. Obie zmuszone są do podjęcia radykalnych działań. Znajdują się na rozdrożu i to jakich wyborów dokonają zdecyduje jak potoczą się ich dalsze losy. Obie powoli odnajdują drzemiącą w nich siłę i pokazują swoje zupełnie nowe oblicze. Widać jak wzajemna przyjaźń i opowieść Agnes wpływa motywująco na Adrianę, które wreszcie decyduje się wyzwolić z klatki, w którą tak naprawdę sama siebie wtrąciła. Jeszcze długa droga przed dziewczyną i wiele musi się zdarzyć by mogła odnaleźć upragniony spokój i szczęście ale dobrze widzieć, że wykonała pierwszy krok we właściwym kierunku.

Z niecierpliwością czekam na kolejny tom aby dowiedzieć się jak zakończą się obie historie: zarówno ta z okresu wojny jak i współczesna.

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 6,5,8 cm - 2,7 cm = 63,1  cm. 

 

niedziela, 8 sierpnia 2021

,,Nora" Katarzyna Puzyńska

 

Zbuntowana nastolatka Berenika po raz kolejny znika. Tym razem jej dłuższa nieobecność budzi zaniepokojenie wśród przyjaciółek. Zmuszają one matkę dziewczyny do zgłoszenie zaginięcia na policję. Policjanci z Lipowa zaczynają poszukiwania. Prawie równocześnie w szpitalu psychiatrycznym w Świeciu w dziwnych okolicznościach traci życie inna młoda kobieta Valentine Blue a w okolicach Lipowa, w nieczynnym lunaparku zostają odkryte zwłoki trzeciej młodej kobiety. Czy te sprawy się łączą ze sobą? Pozornie wydaje się, że nie ale im bardziej wchodzimy w śledztwo to niczym w przedstawieniu teatralnym, na scenie, jako podejrzani, pojawiają się cały czas ci sami aktorzy.

Dziewiąta odsłona serii o policjantach z Lipowa zapewnia mnóstwo emocji. Kilka wątków, wąskie grono podejrzanych, miotanie się pomiędzy poszlakami oraz prywatnymi problemami i animozjami bohaterów, które nie ułatwiają skupienie się na śledztwie, które zaczyna sięgać coraz głębiej w przeszłość i zahacza o tajemniczy wypadek sprzed dwudziestu lat.

Dużo tego.. Ale trzeba przyznać jedno Puzyńskiej, nie sposób się nudzić. Tak manewruje poszlakami i bohaterami, że dopiero w finale poznajemy rozwiązanie ale i tak nie jesteśmy do końca usatysfakcjonowani bo wiele pytań nadal pozostało bez odpowiedzi a wiele nowych się pojawia. Jedno jest pewne, w Lipowie nigdy nie będzie nudno.

,,Lipowo" to seria, po którą sięgam w ciemno. Wiem czego się spodziewać i dokładnie to tam znajduję. Chyba nie ma drugiego aż tak zbrodniczego miasteczka na mapie Polski. I tak, wiele wątków jest absurdalnych i lekko naciąganych ale autorka mimo wszystko umiejętnie je wplata w realia. Miesza w życiu bohaterów, nie ma litości dla nikogo, działa z zaskoczenie i bezwzględnie, dzięki temu wkuwa w fotel i nie pozwala na odłożenie książki przed finałem. Z każdą kolejną stroną emocje i ciekawość rosną. Tym razem nie sięga po miejskie legendy aby zbudować tło. Tutaj koncentruje się na ludziach i to z nich wyciąga to co najgorsze. A trochę tego jest. Warto sięgnąć by samemu się przekonać.

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 69,7 cm - 3,9 cm = 65,8  cm. 

 

sobota, 7 sierpnia 2021

,,Aleja samobójców" Marek Krajewski, Mariusz Czubaj


 Luksusowy, nadmorski dom spokojnej starości. Jego pozorna idylla zostaje zburzona gdy jeden z pensjonariuszy zostaje znaleziony martwy w swoim pokoju a drugi znika. Grozy zbrodni dodaje fakt, że zabity został oskalpowany. Początkowo na miejsce zbrodni zostaje wezwany doświadczony śledczy Jarosław Pater. Jednak szybko zostaje odsunięty a sprawę przejmuje ABW. Pater jednak się nie poddaje, postanawia sam na własną rękę dowiedzieć się co właściwie wydarzyło się w ,,Edenie". Prywatne śledztwo prowadzi go w zupełnie nieoczekiwane rejony i odkrywa tajemnice, które wiele osób chciałoby zachować uśpione.

,,Aleja samobójców" to właściwie kryminał na jedno popołudnie. Stosunkowo krótki, o bardzo zwartej konstrukcji, skupiający się właściwie wokół dwóch ofiar. Ma momenty gdy skręca w bardzo nieoczekiwane kierunki i poprzez to próbuje zbudować otoczkę mistyki i nadać zbrodni inny wymiar. Jest to bardzo dobry wybieg by zamotać czytelnikiem i jeszcze bardziej przykuć go do opowieści. Ale tak naprawdę to bardzo klasyczny kryminał opierający się na mozolnym zbieraniu śladów i docieraniu do kolejnych świadków, z których każdy ma coś na sumieniu i coś ukrywa. Pater umiejętnie między nimi lawiruje i w finalnie udaje mu się złapać wszystkie nitki, które doprowadzą go do zaskakującego rozwiązania.

,,Aleja samobójców" nie jest specjalnie wybitnym kryminałem. Ma momenty wciągające i hipnotyzujące ale jest też wiele które nużą i niepotrzebnie wydłużają akcję. Jednak dopiero w finale widzimy, że miało to swoje uzasadnienie. Krajewski i Czubaj stworzyli mroczny, duszny, trochę przytłaczający klimat w swojej powieści, który idealnie sprawdza się w upalne, letnie popołudnia. 


  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 71,5 cm - 1,8 cm = 69,7  cm. 

niedziela, 18 lipca 2021

,,Paradoks" Artur Urbanowicz

 

Max Okrągły to najlepszy student na roku. Matematyk, perfekcjonista, gardzący innymi za ich słabości i błędy, przekonany o swojej wyższości intelektualnej ma problemy ze zjednywaniem sobie ludzi. Jednak osobą, którą gardzi najbardziej jest on sam. Każde najmniejsze potknięcie wyzwala kolejne pokłady agresji, przejawiającej się samookaleczeniem. Rutynę przerywa ciąg dziwnych zdarzeń. Nagle ktoś próbuje zabić Maksa. Ktoś, kto wygląda i zachowuje się dokładnie jak ... on.

Po lekturze ,,Inkuba" wydawało mi się, że mam już jakieś pojęcie o prozie jaką reprezentuje Artur Urbanowicz. Spodziewałam się fikcji przesiąkniętej horrorem i niezwykłymi zjawiskami. Mrocznej, niepokojącej, przerażającej ale i intrygującej, tak bardzo, że mimo ciar przebiegających po plecach nie decydujemy się na odłożenie książki na bok. W pewien sposób wszystko to jest tutaj obecne. Dodatkowo spotęgowane czasem akcji (oprócz listopada czy jest bardziej mroczny okres w roku niż przełom stycznia i lutego?). Wręcz namacalne staje się poczucie zagrożenia. Wokół głównego bohatera zamyka się klatka, która z każdą stroną staje się coraz mniejsza a zagrożenie coraz bardziej realne, wręcz namacalne.

To jednak tylko jedna strona medalu. Drugą, dużo bardziej skomplikowaną i dla humanistów mniej zrozumiałą, jest zbudowanie fabuły na mocnych naukowych, matematyczno-statystycznych podwalinach. Urbanowicz wykorzystuje matematyczne aksjomaty i nagle jego powieść to nie tylko horror, czy thriller. Przemienia się on w mocną powieść sci-fi. Nagle świat i otaczająca przestrzeń nabierają nowej głębi, wszystko staje się mniej jednoznaczne, mniej oczywiste.

,,Paradoks" to zupełnie inna powieść niż ,,Inkub". Akcja rozwija się zdecydowanie wolniej ale jest bardziej niepokojąca, sięgająca głębiej w psychikę człowieka. Nie ma straszenia z wykorzystaniem zjaw, legend czy miejskich opowieści. Tym razem autor sięga do wnętrza człowieka i wyciąga to co najgorsze, właśnie z niego. Dzięki temu otrzymujemy powieść, która jest niejednoznaczna w ocenie, niepokojąca w odbiorze, mroczna, przesycona podświadomym strachem. Jeśli ktoś szuka prostego straszenie to się srogo rozczaruje bo tutaj strach jest ale zdecydowanie dużo bardziej skomplikowany.

   p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 85,3 cm - 5,1 cm = 80,2  cm. 

środa, 30 czerwca 2021

,,W cudzym domu" Hanna Cygler


Warszawa, lata osiemdziesiąte XIX wieku. Polski nie ma na mapach Europy. Znajduje się pod wpływami władz zaborczych. To okres, kiedy duch patriotyzmu nie zginął ale działa w ukryciu. To właśnie w Warszawie krzyżują się drogi trójki bohaterów. Joachim i Luiza przybyli w poszukiwaniu korzeni i własnej tożsamości. On wychowany w rodzinie niemieckiej arystokracji z Gdańska przypadkiem dowiaduje się o swoim polskim pochodzeniu. Luiza dorasta w Paryżu w przekonaniu, że ojciec nie żyje. Z zaskoczeniem przyjmuje wiadomość, że może go znaleźć właśnie w Polsce. Na przeciwległej szali znajduje się Dymitrij, carski urzędnik, szczerze nienawidzący Polaków i skierowany do miasta tylko po to by z nimi walczyć.

,,W cudzym domu" to taka z jednej strony niespieszna opowieść o kolejnych zmianach w życiu bohaterów. Trudno wskazać coś, oprócz nich samych, co byłoby osią powieści. A równocześnie to powieść rozpościerająca cały wachlarz wątków. Są nie tylko skomplikowane relacje rodzinne, tajemnice, romanse ale także spiski i polityka. W pewien sposób, na przykładzie bohaterów, pokazana jest zwyczajna historia Polaków pod koniec XIX wieku. Zbyt łatwo i przypadkowo można wplątać się w działalność spiskową, jeszcze łatwiej można zostać wysłanym na Sybir. Wystarczy łut szczęścia i inteligencja by zbudować fortunę. W powieści zaprezentowana także zostaje cała galeria niejednoznacznych i pełnokrwistych bohaterów. Kochają, nienawidzą, marzą i uparcie dążą do wyznaczonego celu, nie pozwalając by przewrotny lot pozbawił ich tego czego pragną.

,,W cudzym domu" to powieść, która wymyka się jednoznacznej ocenie. Początek się dłużył ale w pewnym momencie książka stała się nieodkładalna. Koleje losów Joachima, Luizy i całej reszty bohaterów wciągają i fascynują. Z wypiekami na twarzy czeka się na to co jeszcze może się wydarzyć. Z pewnością sięgnę po kolejne tomy by przekonać się co jeszcze spotka bohaterów i jak poradzą sobie z przeciwnościami losu.

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 87,6 cm - 2,3 cm = 85,3  cm.

 

czwartek, 20 maja 2021

,,Brassel" Tomasz Kocowski


Alternatywna historia XIX-wiecznego Wrocławia. W mieście wybucha bunt przeciw zaborczej władzy. Mieszkańcy domagają się prawa do samostanowienia oraz otwarcia wrót do Oderthoru - podziemnego miasta zamieszkałego przez tajemnicze krasnoludy zwane Zwergami. Handel z Zwergami był przez wiele lat jednym z głównych źródeł bogacenia się mieszkańców. Wymieniali jedzenie i piwo na złoto i zaawansowaną technologicznie broń. Pruski zaborca zasypał jednak przejścia. W ciągu dziesięciu lat jakie nastąpiły po tym wydarzeniu, miasto sukcesywnie popadało w ruinę. Nadszedł jednak moment, kiedy mieszkańcy Brassel powiedzieli dość.

,,Brassel" to powieść, do której podeszłam dosyć ostrożnie. Umieszczenie elementów fantasy w realiach historycznych zawsze jest zabiegiem ryzykownym. Może powstać coś zapadającego w pamięć albo wręcz przeciwnie, lepiej przemilczeć. Tomasz Kocowski całkiem przyzwoicie wybrnął z zadania jakie postawił przed sobą. Stworzył przede wszystkim opowieść o Wrocławiu i Śląsku, z której głośno wybrzmiewają uniwersalne pytania o tożsamość narodową, honor oraz pragnienie wolności. Elementy fantastyczne są tylko dodatkiem w tak naprawdę powieści przygodowej z elementami polityki. Jest tam wszystko co sprawia, że czyta się dobrze i z ciekawością przerzuca się strony: spiski, przygoda, tajemnicze podziemne miasto, młodość i pierwsze młodzieńcze zauroczenia, walka o władzę oraz nieustające przeświadczenie o nadciągającym zagrożeniu. Do ostatnich stron nic nie jest wyjaśnione i przesądzone.

Pomimo wielu plusów ,,Brassel" nie jest jednak powieścią idealną. Chyba jej największym minusem jest niewykorzystany potencjał wątków fantastycznych. Wątek z tajemniczymi Zwergami urywa się bardzo szybko i zostaje praktycznie zostaje zapomniany. Ustępuje miejsca wątkom politycznym i romantycznym. Zaledwie zaciekawia, na chwilę przykuwa uwagę a potem zostawia czytelnika z mnóstwem pytań, na które nie ma odpowiedzi.

,,Brassel" dobrze łączy w sobie wątki historyczne, przygodowe i historyczne. Niestety trochę nierówno, przez co są momenty gdy powstaje chaos. Nie wykorzystuje też potencjału jaki leży w Zwergach. Mimo to, jest to przyjemna opowieść o odwadze, honorze, walce o wolność oraz o poszukiwaniu tożsamości. Trochę baśń dla dorosłych, niosąca w sobie mocne uniwersalne przesłanie oraz w sposób alegoryczny opowiadająca o skomplikowanych śląskich relacjach, jak i polskiej historii.

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 105,5 cm - 2,4 cm = 103,1  cm.

 

wtorek, 20 kwietnia 2021

,,Zabójcy, wampirzyce, nierządnice" Iwona Kienzler

 

Nie od dziś wiadomo,że XX-lecie Międzywojenne to specyficzna epoka. Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów, łączyła się w całość, podnosiła po wojnie. Była zlepkiem kultur, tradycji, narodowości. Ogromnym tyglem, w którym mieszali się ludzie. Mimo, że obecnie mamy dosyć romantyczne wyobrażenie o tej epoce, to wcale nie żyło się wtedy tak bajecznie, kolorowo i szalenie jak chcielibyśmy wierzyć.

Iwona Kienzler po raz kolejny zabiera nas w podróż w mroczny świat XX-lecia, tym razem by opowiadać o zbrodniach i aferach. Główną osią niniejszej pracy są kobiety - morderczynie, wampirzyce, dzieciobójczynie, nierządnice. Autorka wertuje przedwojenną prasę i pokazuje sprawy, które wtedy przyciągały największą uwagę i elektryzowały społeczeństwo. Oczywistym jest, że nie mogło obejść się bez przywołania kolejny raz sprawy Rity Gorgonowej. Ale jest i o dzieciobójczyni z Antonówki czy morderczych arystokratkach. W książce zawarte są nie tylko zbrodnie popełniane przez kobiety. Na tapet Kienzler bierze także otoczenie marszałka Józefa Piłsudskiego i afery w pewien sposób powiązane z jego osobą.

,,Zabójcy, wampirzyce, nierządnice" to kolejna praca, która w sposób łatwy, prosty i dostosowany do masowego czytelnika, pokazuje jak niezwykłym, wielowymiarowym okresem było Dwudziestolecie. Kienzler nie tworzy pracy naukowej, raczej zbiór anegdot i opowieści z dreszczykiem doskonale wpisujących się w sensacyjny, trochę brukowcowy sposób przekazy. To nie analiza historyczna. Jednak dzięki temu lepiej można zrozumieć ludzi wtedy żyjących, tak samo żądnych sensacji, afer i bulwersujących nagłówków. Chyba nie tak bardzo różnych od nas współczesnych?

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

,,Najlepsze przed nami" Zuza Kordel

 

Nie należę do fanek polskich powieści obyczajowych, ale to akurat wszyscy wiedzą bo specjalnie się z tym nie kryję. Ale nawet ja raz na jakiś czas dam się skusić i sprawdzę co w polskich obyczajówkach piszczy. Tym razem, dzięki wydawnictwo Chilli.Book trafiłam na debiutantkę, Zuzę Kordel i jak powieść ,,Najlepsze przed nami".

Bohaterami powieści jest dwójka dwudziestokilkulatków. Aniela ma już dość bycia ignorowaną przez zapracowanych i egoistycznych rodziców. Zostawia wszystko i przenosi się do Warszawy, do babci. Tam już pierwszego dnia, w trochę niefortunnych okolicznościach poznaje Łukasza. Okazuje się, że młodzi ludzie mają wspólne hobby, które ich połączy. Oboje uwielbiają szybkie samochody i wyścigi. Tylko, że Aniela ściga się nie tylko dla funu. Bierze udział w nielegalnych wyścigach by zarobić pieniądze.

Fabuła powieści jest dosyć łatwa do przewidzenia ale to nie zmienia faktu, że jest to bardzo pozytywna opowieść. Przyjemna, lekka, podnosząca na duchu i pokazująca, że w każdym drzemią pokłady siły i energii pozwalające pokonywać przeciwności losu. Dużo miejsca poświęca się także sile przyjaźni i pokazuje jak wielką wartość stanowi wsparcie rodziny. Niby truizmy ale ładnie ubrane, podane w nie za bardzo lukrowanej postaci. To co musieli pokonać bohaterowie nie jest jeszcze końcem świata, jest kryzysem, dramatem, z którym może zetknąć się każdy. Ważne by mieć oparcie i dużo siły aby zmienić swoje życie i zawalczyć o to co ważne bo najlepsze dopiero nadejdzie.

,,Najlepsze przed nami" to także romantyczna opowieść o rodzącej się pierwszej miłości. Takiej czystej, prostej, na która patrzy się z przyjemnością. Dzięki temu powieść tchnie ogromnym optymizmem, młodzieńczym zapałem, patrzy na świat przez różowe okulary. A gdy wszystkie intrygi i tajemnice wyjdą na jaw, jasnym jest że to tylko kilka chmur na letnim niebie, które za chwilę zostaną przegonione i znów zaświeci słońce.

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Chilli Book!


  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 116,6 cm - 2,4 cm = 114,2  cm.

czwartek, 8 kwietnia 2021

,,Miła robótka" Ewa Stusińska

 


Chyba nie ma w tym żadnej przesady jeśli powiem, że lata 90-te to okres niesamowity. Zachłyśnięcie się wolnością, otwarcie na nowości, ciągłe zmiany i cały ocean możliwości. Nagle w Polsce były dostępne rzeczy, o których wcześniej nie było co marzyć. Dobre i złe, mądre i głupie, pobudzające do rozwoju i te znajdujące się na zupełnie przeciwnym biegunie jak świerszyki, porno na video czy harlekiny.

,,Miła robótka" to praca, w której autorka przygląda się społecznemu odbiorowi pornografii i erotyki. Po 1989 roku, gdy zniesiono urzędową cenzurę nagle prasa, czasopisma, książki i filmy związane z seksem stały się ogólnodostępne. Zaskakujące jest to, że początkowo ich obrót i sprzedaż wcale nie były powiązane z żadnym tabu społecznym. Funkcjonowały zupełnie normalnie na bazarach, w wypożyczalniach i kioskach. Polacy oswajali się z pornografią i próbowali zrozumieć o co dokładnie w niej chodzi. Lata 90-te to okres gdy wychodziło najwięcej pism erotyczny, okres najbardziej ,,szalonej inwazji" wydawnictwa Harlequin z ich powieściami skierowanymi do stricte do kobiet i rozkwit już nieistniejącego wydawnictwa Phantom Press. Okres szalony, niejednoznaczny ale stanowiący idealną przestrzeń dla badacza.

Patrząc na Polskę lat 90-tych z perspektywy porno można wiele dowiedzieć się o nas jako społeczeństwie. Po szale eksperymentowania, ciekawości oczywiście przyszedł czas zaprzeczenia i drastycznego odcięcia się. Czas wolności minął, nastąpiła ,,wojna o kioski" a w jej konsekwencji znowu pojawiły się pomysły jak wprowadzić cenzurę i przywrócić społeczeństwo na drogę moralności i cnoty. I pewnie to wszystko miałby jakiś sens gdyby nie skok technologiczny jaki nastąpił z szerokim upowszechnieniem się internetu.

Czytałam ,,Miłą robótkę" z ogromnym zaciekawieniem. Zupełnie inaczej patrzy się na Polskę z takiej właśnie strony. Bez patosu, gloryfikacji. Nasze społeczeństwo pokazuje swoje mniej pruderyjne a bardziej ciekawskie oblicze. Okazuje się, że na każdej półce z kasetami video stała ta oglądana tylko gdy dzieci poszły spać. Gdzieś po szafach walały się gazety, gdzie kobiety nie prezentowały najnowszych trendów w modzie, a harlekiny stały wyeksponowane na meblościance. Zupełnie inne czasy, zupełnie inne spojrzenie.

wtorek, 16 marca 2021

,,Pięć Stawów. Dom bez adresu" Beata Sabała-Zielińska

 

Pięć Stawów to obok Morskiego Oka dwa miejsca tam mocno wpisujące się w ogólną świadomość, że nie trzeba być zapalonym górskim turystom, żeby je kojarzyć. Szczególnie schronisko w Pięciu Stawach, od pokoleń związane z rodziną Krzeptowskich, znana jest ze swojej specyfiki i wyjątkowej atmosfery. Ale czym właściwie jest to schronisko? Co decyduje o jego wyjątkowości? To tylko miejsce wytchnienia w trakcie górskiej wędrówki czy może coś więcej?

Beata Sabała-Zielińska pokusiła się o wejście za zasłonę niedostępną dla przeciętnego turysty. Poprzez to chciała przybliżyć historię miejsca i wyjątkowych ludzi, który je tworzą. Rozmawiała z przedstawicielami rodziny Krzeptowskich, którzy od wielu lat odpowiadają za zarządzanie schroniskiem i dla których Pięć Stawów to właściwie drugi (albo pierwszy) dom ale także ich pracownikami i zaprzyjaźnionymi turystami. Ba, sięgnęła nawet do źródła, czyli pamiętników nestorki rodu, założycielki schroniska Marii Krzeptowskiej. Opowieść jaka wyłania się z tych rozmów to przede wszystkim opowieść o pasji i miłości. Trzeba być trochę szalonym, trochę upartym, ale przede wszystkim pełnym pasji i miłości do gór aby wykonywać tak trudną i pozbawioną udogodnień pracę. I dokładnie wszystkie te elementy widać w ludziach, którzy decydują się tam pracować. Kreatywni, uparci, zdecydowani ale oddani temu co robią. Nie przejmują się przeciwnościami, szukają plusów i dobrych stron, zachwycają się górami i wolnością, przestrzenią jakie ona dają. Doceniają ich piękna ale czują pełen respekt przed nich niebezpieczeństwem. I chociaż w tej pracy każdy dzień jest wyzwaniem, każdy dzień jest trudem, walką z żywiołem aby zapewnić serwis i bezpieczeństwo turystom to oni z tego umieją wyciągnąć całe mnóstwo anegdot - zarówno tych do śmiechu, jak i tych ku przestrodze.

Książka jest fascynująca i uświadamia coś co obecnie nie zauważamy - żeby ktoś mógł odpocząć i zjeść, ktoś inny musi pracować i to ciężko. Niby oczywista oczywistość ale obecnie gdy wszystko jest na wyciągnięcie ręki, jakoś tak spychana na drugi tor. Ale mimo, że dobrze się czyta i z każdej strony bije niesamowita energia mam jakiś lekki zgrzyt. Gdzieś ten świat jest trochę za idealny, zbyt cukierkowa a Krzeptowscy to prawie mitologiczni bogowie. Nie kwestionuje, że coś w tym jest z prawdy bo trzeba mieć w sobie krzepę, zapał i hart ducha aby podołać takiej pracy i to przez tyle lat. Jednak czegoś mi brakło, czegoś co jeszcze mocniej zakotwiczyłoby opowieść w rzeczywistości. A może skoro Pięć Stawów to miejsce wyjątkowe, magiczne to nie ma co oczekiwać odzwierciedlenie w tym co znamy i rozumiemy?

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 133,9 cm - 2,4 cm = 131,5  cm.

 

wtorek, 9 lutego 2021

,,Grand Metropolitan" Agnieszka Kruk


Lu i Bo są przyjaciółkami. Jedna tłumaczka angielskiego, druga lekarz psychiatra. Szalona i rozważna. Racjonalna i marzycielka. Dwa totalne przeciwieństwa, które jednak idealnie się uzupełniają. Lu jest fanką serialowego Herculesa Poirot i jej największym marzeniem jest zobaczyć hotel Grand Metropolitan w Brighton. Jest też fanką wszelkiego rodzaju zagadek kryminalnych. Gdy nadarza się okazja bycia obserwatorką w trakcie policyjnego śledztwa, z ochotą przystępuje do działań. Tajemnicze wydarzenia jakie rozegrały się na podlaskiej wsi nieoczekiwanie zaprowadzą ją .. do Brighton.

Moje pierwsze i chyba nieustannie towarzyszące uczucie w trakcie lektury to nuda. Książka próbuje być stylizowana na klasyczny kryminał, z jego zamkniętymi ramami jednak nie ma tam absolutnie żadnego elementu, który by skupiał uwagę czytelnika. Wszystko jest takie bezbarwne, pozbawione emocji. Nawet dokonana zbrodnia i dramat jaki wywołała nic nie zmieniają. Akcja pozbawiona jest trochę sensu a na koniec właściwie rozwiązuje się poza planem, i nie wiele zmienia. Tragizm i dramaturgia jaka powinna być tego efektem zostaje całkowicie rozmyte. Wręcz można by to skwitować bezrefleksyjnym wzruszeniem ramion.   

Zazwyczaj lubię zwyczajnych bohaterów, którzy zostają wplątani w coś niecodziennego. Taką dokładnie tutaj mamy sytuację. Powinno to być katalizatorem i siłą napędową akcji. Sprawiać, że napięcie wzrasta a z nim ciekawość. Cóż, tutaj nic takiego nie ma. W momencie zarysowania dramatu jaki rozegrał się na podlaskiej wsi z prawdopodobieństwem 99 % podejrzewałam co się stało bo bardziej czytelnie nie dało się tego zasugerować. Potem nastąpiło bezsensowne brnięcie w innym kierunku, chyba tylko po to by zapełniać kolejne strony. Dotrwałam do końca tylko by potwierdzić swoje przypuszczenia.

Powieść miała potencjał, który zupełnie nie został wykorzystany a przy okazji przytłoczony banałem i bezsensem. Moje pierwsze spotkanie z autorką i jej serią skutecznie mnie zniechęciło i raczej nie sięgną po inne jej powieści.