Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska 2016. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska 2016. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 grudnia 2016

,,Absurdy i kurioza przedwojennej Polski" Remiugiusz Piotrowski


Przyzwyczailiśmy się do myślenia o okresie PRL-u jako o epoce absurdu. Czasem z przymrużeniem oka lub raczej politowaniem patrzymy na współczesność. A jak jest z okresem Międzywojnia? Patrzymy na nie przez pryzmat marszałka Piłsudskiego, gwałtownego rozwoju gospodarczego, niesamowitych artystów zapominając o tym, że wtedy też działy się rzeczy mniej lub bardziej dziwne.

Remigiusz Piotrowski przekopał się przez zachowane materiały prasowe i wybrał wszystko to co niezwykłe, kuriozalne lub absurdalne. Powstała z tego lekka, zabawna i wciągająca opowieść. Obejmuje przekrój przez niemal każdy aspekt codziennego życia. Bo i jest tam trochę o jedzeniu, piciu, polityce, sporcie, handlu, reklamie. Są i ,,istotne" porady życiowe (przy wyborze kandydata na męża mam kierować się kształtem jego głowy i ...brzucha :) ) jak i ciekawostki statystyczne. Wszystko to napisane ciekawie i pozbawione niepotrzebnego moralizowania czy nudnych historycznych przynudzań.

,,Absurdy i kurioza przedwojennej Polski" to pozycja obowiązkowa dla każdego zainteresowanego tym okresem historii. Dużo umiejętnie dobranych faktów tak aby pokazać to co było ,,najlepsze". Nie ośmiesza, nie robi czarnego PR-u ale podkreśla odmienność i specyfikę. Forma książki pozwala na dawkowanie sobie przyjemności bo można czytać ją na raty. Jedynym, choć niewielkim minusem, przynajmniej dla mnie, jest mała liczba fotografii. W wielu miejscach brakowało mi trochę odpowiedniego materiału, który ilustrowałby prezentowane fakty.

Spędziłam z tą książką kilka fantastycznych wieczorów. Bawiłam się fantastycznie, czytając do czego zdolni byli nasi dziadkowie, dlatego polecam ją wszystkim.

wtorek, 13 grudnia 2016

,,Ritterowie" Patrycja Pelica


,,Ritterowie" to powieść, która nie do każdego trafi, nie do każdego przemówi. Musi trafić na odpowiedni czas i nastrój aby móc zostać właściwie odczytana i odebrana.

Historia mazurskiego rodu wywodzącego się od pastora Martina płynie niespiesznie. Narracja jest pełna liryzmu i melancholii podkreślając specyfikę tego dziwnego regionu zamieszkałego zarówno przez Niemców jak i Polaków. W świecie, który koncentruje się na jednej maleńkiej wiosce zagubionej gdzieś na Mazurach obserwujemy kolejne następowanie po sobie pokoleń, nad którymi czuwa spokojne i dobre oko pastora. To ona musi znieść najwięcej - śmierci, odejścia, zawieruchy Wielkiej Historii. Trwa niezmiennie na swojej plebanii będąc opoką i ostoją. Dopiero gdy go zabraknie i nastaną obcy, sami będą musieli odkryć niezmienne prawdy o życiu i zrozumieć co jest najważniejsze.

,,Ritterowie" to nostalgia i trudna świadomość przeszłości. Uświadamia, że nie da się uciec przed tym co było. Bo przeszłe zdarzenia kształtują współczesność i przyszłość, wyznaczają kolejne zdarzenia. To także opowieść o wyobcowaniu, brutalnej pogardzie i poszukiwaniu własnej tożsamości. Dla mnie ta powieść stała się niezwykła, metafizyczną podróżą przez Mazury w czasie i przestrzeni, pełną duchów, tych którzy odeszli. Wędrówką po świecie już nieistniejącym. Zachęcam do lektury!

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 4,1 cm - 3,2 cm =  0,9 cm        

niedziela, 11 grudnia 2016

,,Świt, który nie nadejdzie" Remigiusz Mróz


Jest lepiej, a przynajmniej w porównaniu z poprzednią czytaną przeze mnie książką Remigiusz Mroza. ,,W cieniu prawa" zapowiadała się dobrze ale na zapowiedziach i oczekiwaniach się skończyło. Tym razem też autor wziął na warsztat przeszłość - Dwudziestolecie Międzywojenne i na tym tle zbudował opowieść o byłym bokserze, który przypadkowo trafia do warszawskiego przestępczego półświatka.

,,Świt, który nie nadejdzie" to zgrabnie napisana opowieść. Jednak i w niej pojawia się kilka zgrzytów. Historia Ernesta Wilmańskiego przypomina mi trochę opowieść o pudełkach, którą mój fizyk z liceum serwował każdemu kolejnemu rocznikowi. O co chodzi? W trakcie lektury nie opuszczało mnie poczucie, że w którymkolwiek momencie bym przerwała i odłożyła książkę będzie dobrze. Fabuła sprawia wrażenie trochę na siłę dopisywanej i rozbudowywanej. Nie wiem czy to było celowe działanie czy przypadkiem tak wyszło ale efektem jest poczucie nudy.

Pomysł na bohaterów był całkiem udany - policjantka i ,,dobry" gangster. Dwa różne światy i dwa różne spojrzenia. Taki zestaw w założeniu powinien gwarantować fajerwerki i dużo akcji. I nawet sporo się dzieje, akcja pełna jest niespodziewanych zwrotów ale tracą na tym postaci. W szale wydarzeń gubi się ich charakter i zaczynają sprawiać wrażenie sztucznych, wyidealizowanych lalek, które cało wychodzą z najgorszych opresji.

Czytanie początkowo szło mi bardzo opornie ale w pewnym momencie dałam się wciągnąć. Chyba to czar mojego ulubionego Dwudziestolecia tak zadziałał. Mrozowi udało się uchwycić specyfikę tego okresu, rzetelnie zbudować tło i wpleść w to całkiem niezłą historię sensacyjną. Nie udało mu się w prawdzie uniknąć potknięć ale nie narzekam (bardziej niż zazwyczaj:) ). Przyzwoita lektura, którą można pochłonąć w jeden weekend.

niedziela, 27 listopada 2016

,,Polska odwraca oczy" Justyna Kopińska


Jak wielu rzeczy nie widzimy? A jak wielu nie chcemy widzieć? Jak często patrzymy powierzchownie, unikając głębszego zaangażowania? Każdy indywidualnie musi sobie odpowiedzieć na te pytania. Na szczęście (lub nieszczęście) istnieje Justyna Kopińska, dziennikarka i socjolog, która wyciąga na wierzch brudy i wszelkie te sprawy, które  najchętniej zamiotło by się pod dywan.

,,Polska odwraca oczy" to zbiór szesnastu reportaży. Poruszają one wiele trudnych i niewygodnych tematów. Jeszcze raz zostaje przypomniana sprawa siostry Bernadetty ale i poruszony zostaje temat nadużyć w policji, manipulacji statystykami, umarzania spraw dotyczących gwałtu czy błędów i nadużyć w służbach więziennych. Wszystkie te tematy szokują i otwierają oczy. Bo błędy, nadużycia władzy, przekręty i przestępstwa są wszędzie wokół nas. Sprawiedliwość jest ślepa, a prawo nie sięga tak daleko. Wydaje się, że szary, zwykły człowiek zawsze jest krzywdzony i nikt na to nie reaguje. Na wolność tak po prostu wypuszczani są zbrodniarze i mordercy a gwałciciele chodzą z podniesioną głową podczas gdy ich ofiary kulą się w kącie. Kopińska to wszystko mówi głośno. Reaguje tam, gdzie nikt nie chce. Oddaje głos ofiarom i pokrzywdzonym. Próbuje zażądać dla nich sprawiedliwości.

Nie wiem czy się cieszyć, że ta książka powstała bo mówi prawdę czy być przerażoną, że tego jest tak dużo. To taki społeczny wyrzut sumienia, wyrywający nas ze spokojnych kokonów komfortu. Brutalnie otwiera oczy na krzywdę społeczną. Kopińska nie bazuje na sensacji czy medialnym temacie ale drąży głębiej, pokazuje cały obraz. Jest obiektywna, rzeczowa, konkretna ale i w tym zawiera duże pokłady empatii i zrozumienia. Chce wiedzieć dlaczego. Doskonale daje mam odczuć to o czym pisze. Jej reportaże nie należą do łatwych ale warto się z nimi zapoznać i przestać odwracać oczy. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 5,9  cm - 1,8 cm =  4,1 cm       

,,Kuba. Autobiografia" Małgorzata Domagalik, Jakub Błaszczykowski

Zawsze gdy oglądam bądź czytam wywiady ze sportowcami, muzykami, artystami, który odnieśli sukces uderza mnie jedna rzecz. Wszyscy twierdzą, że przeszli długą drogę, pokonali wiele przeciwności i musieli wiele poświęcić żeby znaleźć się akurat w takim a nie innym miejscu swojej kariery. Większość mówi to w taki sposób, żeby odbiorca odniósł wrażenie że oni zawsze byli i są biedni i pokrzywdzeni a wszyscy mamy im współczuć. Zazwyczaj wtedy wybucham śmiechem. Bo chyba osiągnięcie sukcesu oznacza że jest to trudne i przeznaczone dla nielicznych wytrwałych a budowanie kolejnego poziomu sławy na ,,byłem biedny/a" tylko irytuje.

Są jednak osoby, których historia to prawdziwy motywator i zachęta do pracy nad sobą. Jedną z takich osób jest Jakub Błaszczykowski. Jako piłkarz i sportowiec imponował mi od dawna. Podziw budził jego profesjonalizm i precyzja na boisku, waleczność, poświęcenie dla drużyny i to umiejętność budowania jedności w drużynie. Dodatkowo nie straszy z każdego rogu - nie zadręcza ludzi kolejnymi reklamami, nie ma go na portalach plotkarskich, nie udziela się jako ekspert od wszystkiego. Sprawia wrażenie normalnego faceta, podchodzącego poważnie do pracy jaką wykonuje. Dopiero stosunkowo niedawno dowiedziałam się, że ten wizerunek skrywa tragedię rodzinną. Mama Kuby zginęła zabita przez męża a świadkiem tego był mały Błaszczykowski.

,,Kuba. Autobiografia" to w zamiarze miał być pierwszy, szczery i dogłębny wywiad z Jakubem Błaszczykowskim. Wreszcie miał opowiedzieć o tragedii, sobie i roli piłki nożnej w swoim życiu. I po części książka spełnia tę rolę. Częściowo poznajemy drogę jaką przeszedł mały chłopiec od rozpaczy, przez chuligaństwo do stania się prawdziwym mężczyzną. Poznajemy jego relacje rodzinne, to co o im mówią inni: brat, babcia, przyjaciele, żona. Nie jest to biografia sportowca ale głównie człowieka. Kuba nie jest osobą wylewną, wszystko trzeba z niego wyciągać ale i tak był to materiał na zapierając dech w piersiach opowieść, które mogłaby zagrzewać do walki innych.

Niestety, czegoś tutaj brakło. Przede wszystkim denerwowała mnie Małgorzata Domagalik, która zamiast być tłem i obserwatorem na siłę wbija się na drugiego bohatera wywiadu. Drażnią i wybijają z rytmu także niepotrzebne powtórzenia i w kółko krążenie wokół mało istotnych rzeczy. Brakło tutaj też piłki nożnej. Za mało tutaj tej pasji i prawdziwego sportowego gniewu. A już zupełnie nie rozumiem idei ostatniego rozdziału. Może był pisany pod wpływem chwili i emocji ale wyszło z tego sztuczne pompowanie Błaszczykowskiego na kryształowego, niesłusznie skrzywdzonego bohatera.

,,Kuba. Autobiografia" to ciekawa i warta przeczytania biografia. Można sporo dowiedzieć się o Kubie, zrozumieć co na prawdę znaczą trudy w dojściu do celu, przyglądnąć mu się prywatnie ale trzeba uzbroić się w cierpliwość i wyrozumiałość dla formy książki bo to niestety najsłabsza strona tej niezwykłej historii.

p.s. WYZWANIE 2016 - Biografia/Autobiografia

środa, 5 października 2016

,,Stulecie Winnych. Ci, którzy wierzyli" Ałbena Grabowska


Bardzo nie lubię żegnać się z bohaterami, których polubiłam. A tak właśnie było z rodziną Winnych. Trzeci tom tej porywającej sagi to pożegnania - wymusza je nieubłagalnie uciekający czas. Jednak to nie temat śmierci dominuje. Jak w życiu chwile smutku szybko zastępuje radość. Rodzi sie kolejne pokolenie, którego symbolem stają się bliźniaczki Julia i Ula.

Ich dzieciństwo i młodości przypadną na okres lat 80-tych oraz 90-tych. Autorka umiejętnie kreśli obraz tych czasów. Daje się odczuć podmuchy zmian jakie zachodzą w Polsce i jak bardzo oddziałuje to na bohaterów. Mimo to, wielkiej historii jest tutaj mniej niż w poprzednich częściach. Za to więcej mamy życiowych i osobistych zawirować. Winni kochają, podejmują decyzje, próbują wpasować się w reguły obowiązujące w nowej rzeczywistości ale ponad wszystko pozostając wierni rodzinie. Ich wzajemna pomoc i wsparcie budzą podziw.

Grabowska stworzyła wyjątkowy cykl. Nakreśliła wyjątkowe portrety silnych, stanowczych ale i bardzo wrażliwych kobiet, które nie poddają się w obliczu przeciwności losu ale odważnie stawiają im czoła. Paradoksalnie uwypulając róźnice pomiędzy nimi tworzyła spójny obraz wielkiej rodziny. Ciężko mi odłożyć tę książkę na półkę bo chciałabym pobyć jeszcze z nimi i przez ich pryzmat patrzeć na zmiany jakie zaszły w XX wieku. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  27,8 cm - 2,4 cm = 25,4 cm

sobota, 24 września 2016

,,Beduinki na Instagramie" Aleksandra Chrobak


Aleksandra Chrobak spędziła kilka lat w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Owocem jej wrażeń i doświadczeń jest książka ,,Beduinki na Instagramie". Jakże inna jest pozycja od tych najpopularniejszych. Nie epatuje z niej nagonka na Islam i Arabów. Przebija za to podziw i fascynacja.

Autorka skupia się przede wszystkim na środowiskach kobiecych. Wnika w świat niedostępny dla przeciętnego Europejczyka. Tam gdzie my widzimy tylko czarne, smutne abaje (czarna, długa szata) ona wskazuje drapieżną kobiecość. Odkrywa tętniący życiem, ukryty świat przepełniony fascynacją kolorami, markami ubrań, butami, kosmetykami. Okazuje się, że i pod czujnym okiem zasad religii można flirtować, umawiać się na randki, romansować.

Zjednoczone Emiraty Arabskie widziane oczami pani Chrobak to kraj potężnych kontrastów. Nowoczesne państwo ale jednocześnie wierne swoim beduińskim korzeniom, dążące do zrównania się z krajami zachodu ale ściśle powiązane z Islamem, otwarte na inne kultury ale równocześnie potrafiące dyskryminować obcokrajowców. Niezwykłe jest to z jaką prostotą i łatwością autorka opisuje oba oblicza ZEA. Pokazuje swój zachwyt, uwypukla to co dobre i piękne ale równocześnie przestrzega. Wskazuje obszary trudne i delikatne, gdzie bardzo łatwo można popełnić błąd i napytać sobie kłopotów. Chrobak nie boi się też mówić o sprawac tragicznych jak wykorzystywanie służby, dwulicowość niektórych zwyczajów, obsesyjne eksponowanie bogactwa. Robi to jednak spokojnie, bez nadmiernego piętnowania czy budzenia grozy.

,,Beduinki na Instagramie" to bardzo ciekawa propozycja. Pozwala odkryć odmienny świat. Ogromnym plusem jest pozytywny wydźwięk treści, wyraża podziw i fascynację autorki a nie budzi strachu. Pokreśla różnice ale nie tworzy przepaści. Pozwala trochę lepiej zrozumieć tajemniczy świat muzułmańskich kobiet. Zachęcam do lektury!

p.s. WYZWANIE 2016 - Dziennik/reportaż

wtorek, 30 sierpnia 2016

,,Łaskun" Katarzyna Puzyńska


Zachęcona przez bardzo dobre ,,Utopce" postanowiłam kontyuować swoją przygodę z policjantami z Lipowa. Ciekawość jak potoczą się ich dalsze, prywatne losy sprawiła, że zamiast sięgnąć po piewszy tom, wybrałam ,,Łaskuna".

,,Łaskun" to szósty tom serii, dosyć mocno powiązany z tomem piątym. To właśnie wydarzenia jakie się rozegrały w trakcie listopadowego śledztwa ustawiły życie policjantów. Tamta sprawa dosyć mocno odbiła się na relacjach między Danielem, Emilią, Klementyną, Weroniką czy prokuratorem Gawrońskim. Dopiero makabryczna zbrodnia i oskarżenie o nią Podgórskiego sprawi, że wszyscy, choć na różne sposoby zaczną dążyć do okrycia sprawcy.

Z ,,Łaskunem" wiązałam ogromne nadzieje na mocny i elektyzujący thriller. I zaczęło się nieźle. Brutalne i makabrycznie zainscenizowane morderstwo, ,,pozytywny" bohater, który nagle staje się głównym podejrzanym i musi walczyć o uniewinnienie, nieszablonowi bohaterowie w tle. Czy to może się nie udać? Hmmm... może wyjść z tej mieszanki nie do końca to co zamierzone. Niby wszystko jest dobrze zaplanowane i przeprowadzone, akcja jest pełna niespodzianek i nieprzewidywalna a zakończenie zaskakujące ale ...

No właśnie! Mam dużo wątpliwości. Przede wszystkim długość rozdziałów. Nic tak nie działa mi na nerwy i nie wybija mnie z rytmu jak króciutkie rozdzialiki, z których większość ucina akcję, zostawiając czytelnika z niedopowiedzeniem. Kilka cliffhangerów w trakcie całej powieści rozumiem. Ale co drugi rozdział?? To nie buduje napięcia ale irytuje. Przy okazji cała fabuła sprawia wrażenie poszatkowanej i niespójnej. Traci mocno na tym dynamika.

W ,,Utopcach" bohaterowie, w tym i Daniel Podgórski zrobili na mnie niezłe wrażenie. Tutaj jest gorzej. Policjanci są strasznie rozmemłani, ma się wrażenie,że gdyby nie cywile śledztwo w ogóle nie posuwało się do przodu. Jeden cały czas myśli o tym z kim sypia była żona, drugi robi za kierowcę, trzeci - totalnie nieporadny. Co to ma być? Tylko ręce załamywać.

Sam pomysł na główną intrygę całkiem niezły. Autorce udało się tak zamieszać, wprowadzić multum błędnych tropów i czasem sprzecznych zdarzeń, że nie ma szans wcześniej wpaść na trop sprawcy ani domyślić się zakończenia. Chciałabym wyjaśnić dlaczego takie rozwiązanie mnie nie przekonuje ale musiałabym streścić całą akcję i tym samym zepsuć całą zabawę więc sobie daruję. Powiem tylko, że można by to lepiej i bardziej wiarygodnie poprowadzić.

,,Łaskun" to lekki spadek formy ale mimo wszystko dobrze się czyta. Oprócz wątku kryminalnego jak zawsze można liczyć na bogate tło obyczajowe. Przyzwoita rozrywka na kilka wieczorów.

p.s. WYZWANIE  2016 - Ma więcej niż 500 stron

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

,,Haiti" Marcin Wroński


Na szczęście fabuła kolejnego tomu opowieści o komisarzu Maciejewskim wróciła tam gdzie jej miejsce, czyli do przedwojennego Lublina. Nie lubię i nie podoba mi się ten zimny, twardy i okradzony ,,nowy" porządek więc z ogromną ulgą przyjęłam zabieg Wrońskiego żeby rok 1951 potraktować jako pretekst do zaprezentowania szerokiej retrospekcji z lipca 1938 r. Łącznikiem staje się klacz Haiti, to w jej boksie pewnej upalnej niedzieli zostaną znalezione zmasakrowane zwłoki nieznanego mężczyzny, w potem w czasach stalinizmu jej opiekunem będzie Zyga.

Tym razem zagadka kryminalna nie jest specjalnie skompliwana. Bardzo szybko się wyjaśni co wcale nie psuje powieści. Najważniejszy w niej jest wyjątkowy klimat i nostalgiczny powrót do czasów ułańskiej fantazji i ułańskiego honoru. Dla naszych bohaterowie, zabrawionych w najciemniejszych uliczkach Lublina, zaznajomionych z prostytutkami i złodziejami będzie to nowe doświadczenie ale szybko podejmą subtelną grę, w której wszelkie chwyty są dozwolone.

,,Haiti" to już szósty tom serii ale czyta się go rewelacyjnie. Wolta chronologiczna sprawiła, że wrócili starzy znajomi oraz zmniejszyła się bolesna świadomość strat. Znowu towarzyszył retro-nastrój dzięki realistycznie nakreślonemu obrazowi miasta tętniącego życiem. Wroński przekonująco pokazuje ludzi, miejsca i środowiska dając nam zakosztować tego co bezpowrotnie odeszło. Nawet zbrodnia w takim wykonaniu nie jest tylko aktem agresji ale nabiera specyficznego wyrazu i odsłania prawdziwe oraz paradoksalnie ,,szlachetne" oblicze sprawcy.

Polecam, szczególnie tym, którzy byli już zmęczeni tą serią. ,,Haiti" tchnie w nią nowego ducha i zachęca do sięgnięcia po kolejne części.

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 43,6 cm - 2,3 cm = 41,5 cm 

piątek, 12 sierpnia 2016

,,Góra Tajget" Anna Dziewit-Meller


Słyszysz płacz dziecka? Jeśli krzyczy przeraźliwie to słyszą je wszyscy wokół. A co w sytuacji gdy dziecko jest słabe, chore i tylko cicho klili? Czy zwrócisz uwagę na jego ból? Podejdziesz? A może miniesz i za rogiem ulicy zapomnisz, bo rachunki, obiad, szef... To tylko jedno dziecko, na pewno ma rodziców. A co w sytuacji gdyby takich dzieci było kilkadziesiąt? I były ukryte za murem? Co gdyby żyły dziesięć, dwadzieścia, siedemdziesiąt lat temu?

,,Góra Tajget" to powieść, do której nie powinno podejść się lekko. Pomimo niewielkich rozmiarów niesie w sobie ogromny ciężar. Zaczyna się banalnie. Młodemu małżeństwu rodzi się pierwsze dziecko. Pojawienie się córki stanie się punktem zwrotnym z życiu Sebastiana - dopiero wtedy zagości w nim strach. Zacznie się bać o życie dziecka. Każda mała rzecz będzie naznaczona lękiem przed śmiercią. Równocześnie pozna też historię budynku sąsiadującego z jego apteką - w czasie wojny prowadzone były tam eksperymenty na dzieciach. To jednak początek. Powoli wnikamy w przeszłość by poznawać kolejne przerażające i tragiczne wydarzenia i coraz mocniej uświadamiać sobie jak mało wiemy i jak mało chcemy wiedzieć.

Anna Dziewitt-Meller spokojnie odkrywa kolejne fakty. Ale ten spokój jest pozorny, sztuczny, podszyty dziesiątkami różnych emocji. Ten spokój skrywa nigdy nie wypowiedziany ból, cierpienie, lęk oraz.. wstyd. Wstyd bo zapomnieliśmy, bo odwróciliśmy się, bo nigdy ich nie opłakaliśmy. Nie da się zamknąć tej książki bezrefleksyjnie i odłożyć na półkę. Trzeba samemu zmierzyć się z tym, o czym dawno zapomniano. Polecam!

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

,,Rewizja" Remigiusz Mróz


,,Rewizja" to moje trzecie spotkanie z duetem Chyłka/Oryński. Po świetnej ,,Kasacji" i słabszym ,,Zaginięciu" nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać. Lekturę jednak rozpoczęłam pełna optymizmu bo temat powieści to prawdziwy samograj. Bo co mamy: brutalne podwójne zabójstwo w Warszawie, uprzedzenie rasowe i przede wszystkim Chyłkę i Zordona po przeciwnych stronach barykady a gdy jeszcze niespodziewanie pojawi się ,,stary" znajomy to wydawać by mogło, że dostaliśmy prawdziwą bombę pomiędzy okładkami. Niestety, siła napędowa tematu szybko się wyczerpała i została tylko poprawność. Mróz prawidłowo i rzeczowo przeprowadził czytelnika przez całą fabułę, wyjaśnił wszystkie zawiłości prawa, dał pasujące i logiczne wyjaśnienie ale brakło efektu. Chciałam się poczuć tak jak po zakończeniu ,,Kasacji", miałam nadzieję, że znowu opadnie mi szczęka bo wszystko co wydawało mi się, że wiem i rozumiem zostanie zdeptane i wyrzucone, a całość akcji ukaże się w zupełnie nowym świetle. Tym razem miałam poczucie pewnej sztuczności rozwiązania i nawet sensowne wyjaśnienie go nie zmyło.

Dodatkowo na minus w tej części zapracowali bohaterowie. Aż żal było obserwować staczającą się Chyłkę, której brakuje polotu i tego błysku prawniczego geniuszu, który wcześniej prezentowała. Dobrze, że strona przeciwna była jeszcze bardziej mdła i bezbarwna to coś tam udało jej się pokazać. Jeszcze gorszy jest Zordon - miota się jak chorągiewka na wietrze, nie wiedzieć po co i za czym. Jest rozmemłany, totalnie zagubiony a jeszcze próbuje strugać lepszego. Zabrakło pazura, który cechował zachowanie i język postaci. Trudno powiedzieć, że to jest złe. Bo nie jest, tak jak napisałam na początku jest tylko poprawne.

Może to wina szaleńczego tempa pracy nad powieścią, która powstała w zaledwie miesiąc. Szczerze przyznam, że nie chcę aby kolejne części powstawały w takim pędzie jak ma na tym cierpieć napięcie, klimat i fabuła. Remigiusz Mróz wydaje mi się autorem, który ma fajne, świeże pomysły na polską literaturę rozrywkową ale trochę je spłaca wariackim tempem pracy. Dlatego proszę, wolniej!!! Chcę drugiej ,,Kasacji" albo nawet czegoś mocniejszego, bo wiem, że Pana na to stać a nie tylko produkowania dobrych książek.

niedziela, 31 lipca 2016

,,Nowy Jork zbuntowany" Anna Winnicka

,,Prohibicja" to słowo, od razu nasuwa skojarzenia ze Stanami Zjednoczonymi początku XX wieku. Czasy gangsterów, szmuglowania alkoholu i ... najbardziej szalony czas Nowego Jorku.

Ewa Winnicka zabiera nas w niezwykłą podróż w czasie. Pokazuje to co najbardziej charakterystyczne dla lat 20-tych i 30-tych. Nie ogranicza się do samego zjawiska prohibicji. To stanowi dla niej zaledwie przyczynek do pokazania jak kształtowało się współczesne społeczeństwo amerykańskie. Kilkunastoletni zakaz sprzedaży, produkcji i spożywania (przynajmniej oficjalnie) alkoholu wywarł ogromny wpływ na kraj i wywołał falę zachowań całkowicie sprzeczną z założeniami autorów XVIII Poprawki.

,,Nowy Jork zbuntowany" to przede wszystkim opowieść o narodzinach najbardziej fascynującego miasta świata. Na bakier z obowiązującym prawem powstają barwne, kosmopolityczne, świadome siebie miejsce, które zaczyna dyktować trendy na cały kraj. Jest punktem, gdzie rodzi się mit ,,od pucybuta do milionera", gdzie siedziby zakładają aspirujące do zmieniania świata firmy, kształtowane są mody i nowe modele zachowań społecznych, rodzi się nowoczesna kultura, sztuka i architektura. Ma się wrażenie, że prohibicja tam nie obowiązuje. Ba, wręcz przeciwnie. Alkohol jest stale obecny choć nie wielu otwarcie to przyznaje. Tworzone są meliny, tajne pomieszczenia, specjalne salon - wszystko co tylko potrzebne dla rządnych przeżyć i niepokornych Nowojorczyków. To także czas, który sprzyja rozwojowi przestępczości - krystalizują się struktury mafijne a przemyt kwitnie na niespotykaną wcześniej skalę.

Ogromnym walorem książki są też piękne fotografie i ilustracje. Pozwalają uchwycić klimat Nowego Jorku początku XX wieku. Wyłania się z nich obraz świata przełomów: konserwatyzm i tradycjonalizm muszą ustąpić miejsca szalejącej nowoczesności.

Gdy otwierałam książkę nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo pasjonującą opowieść mam w rękach. Czytałam i oglądałam z nieskrywaną przyjemnością. Autorce udało uchwycić i przekazać czytelnikowi klimat niepokornego miasta. Ciekawie opowiada o ludziach i zdarzeniach, sprawiając, że chciałoby się przenieść w czasie i samemu tego doświadczyć. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 54,1 cm - 2,3 cm = 51,8 cm

środa, 27 lipca 2016

,,Polskie Imperium" Michael Morys-Twardowski


,,Dawniej nie było problemem, z kim graniczyła Polska, bo… graniczyła, z kim chciała."

Ze szkolnej nauki historii powinniśmy pamiętać wielkie zwycięstwa polskiego oręża: Grunwald, Wiedeń, Kłyszyno - to nazwy kojarzące się ze spektakularnym pogromem wroga. Przerzucając strony atlasu historycznego raczej trudno byłoby nasz kraj przegapić. Na przestrzeni wieków zwiększaliśmy swoją powierzchnię, kolejne państwa zabiegały o sojusz z nami, poddawały się w lenno lub były wchłaniane przez silniejszego sąsiada - Polskę. Jesteśmy jedynym narodem, który panował w Moskwie, sułtan Sulejman Wspaniały respektował nasze prawa i nie pozwalał grabić naszych terenów.

Dużo? Tak, dużo faktów przemawia za tym, że byliśmy państwem z którym MUSIANO się liczyć. Byliśmy IMPERIUM. Jednak ta świadomość nam uciekła, przygnieciona martyrologią ostatnich dwóch  stuleci. Żyjemy z poczuciem, że byliśmy ciemiężeni, gnębieni, rozkradani zapominając, że wcześniej wiele wieków spędziliśmy jako kraj, z którym nie warto było zadzierać. Odwaga, upór, szaleństwo, waleczność to były nasze znaki rozpoznawcze. To inni się poddawali, nie Polska. Zapominamy, że kroczyliśmy w blasku chwały a nie byliśmy cierpiętnikami.

Na szczęście powstają książki takie jak ta Michaela Morys-Twardowskiego. Z humorem i swadą opowiada o największych naszych sukcesach. Kreśli nieprawdopodobną, z dzisiejszego punktu widzenia, mapę Polski obejmującą tereny nawet osiemnastu (18!!) współczesnych państw. Daje nam posmakować dumy ale i wskazuje błędy. Prezentuje barwne, czasem niezwykłe lub szaleńczo brawurowe karty naszej historii. Odsłania wszystko to o czym nigdy w szkole się nie mówi a co kryje się za suchymi datami, faktami i nazwiskami. Widzimy zupełnie inny obraz Rzeczpospolitej - silnej, trochę bezczelnej i dumnie kroczącej po swoje.

,,Polskie Imperium" to książka, którą czyta się niczym dobrą powieść. Z wypiekami na twarzy przewraca się kolejne strony, z niecierpliwością odkrywa kolejne fakty, poznaje fascynujące zdarzenia. Wszystko z poczuciem, że to wynik ciężkiej pracy, przekopywania źródeł historycznych by dostarczyć czytelnikowi solidne ale i ciekawe kompendium wiedzy. Polecam!



poniedziałek, 25 lipca 2016

,,Stulecie Winnych. Ci, którzy walczyli" Ałbena Grabowska


1 września 1939 roku otwiera nowy rozdział w dziejach rodzinny Winnych: rodzą się kolejne bliźniaczki - Basia i Kasia ale równocześnie umiera dziadek Antoni a Paweł, ojciec dziewczynek ginie w wirze wojennej zawieruchy. To nie jedyny członek rodziny, który oddzieli się od głównego pnia. II wojna światowa zamiesza, rozdzieli i boleśnie zrani Winnych, wyciągnie z nich zarówno to co najgorsze, jak i rozświetli ich dobre strony. Bohaterowie będą kochać ale i cierpieć, śmiać się  po to by za chwilę płakać, będą kłamać, fałszować i zadawać ból aby nieść ulgę i szczęście komuś innemu.

,,Ci, który walczyli" to barwnie opowiedziana historia Polski na przestrzeni trzydziestu lat, od 1939 do 1968. Bohaterowie zawsze ocierają się o wielką historię, która w ich przypadku sprowadza się do prywatnych, małych rodzinnych historii. Z takiej perspektywy lepiej widać to co zniszczyła wojna a potem jeszcze pogłębiło rodzące się państwo socjalistyczne. Przykład rodziny Winnych pozwala zmierzyć się z tym co w każdej rodzinie jest niedopowiedziane.

Ałbena Grabowska umiejętnie miesza fikcję literacką z prawdą historyczną. Tworzy wiarygodny, prawdziwy obraz wojny i okresu powojennego. Mówi o trudnych sprawach z ogromną prostotą, bez popadania w niepotrzebny patos czy sztuczność. Jej bohaterzy są silni, twardzi, czasem uginają się pod kolejnymi ciężarami ale nigdy nie łamią. W swoich słabościach stają się bardziej bliscy i tak ludzcy. Trudno oprzeć się sile tej historii, bo z pewnością to fenomen w rodzimej literaturze.

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 59,7 cm - 1,8  cm = 57,9
cm  

środa, 20 lipca 2016

,,Pionek" Małgorzata Fugiel-Kuźmińska, Michał Kuźmiński

,,Zło nie przychodzi z zewnątrz, jak wampir, który co najwyżej może nas swoim złem zarazić.Zło bierze się z nas i musimy sobie z tym radzić."

Na początku lat 90-tych Śląskiem wstrząsło za sprawą kilku tajemniczych zabójstw. Ofiarami były kobiety, a śledczy szybko dopatrzyli się silnego podtekstu erotycznego. W krótkim czasie udało się schwytać sprawcę, którego prasa okrzyknęła mianem ,,Wampira z Szombierek". Dwadzieścia trzy lata później Śląsk ponownie będzie musiał się zmierzyć z klątwą ,,wampira". W parku znowu znaleziono zwłoki młodej dziewczyny. To stanie się punktem wyjścia dla prywatnego śledztwa dziennikarza Sebastiana Strzygonia, w które oczywiście zostanie wplątana antropolog Anna Serafin.

,,Pionek" to kolejna odsłona przygód Anki i Bastiana. Po świetnej ,,Ślebodzie" przenosimy się na Śląsk - Katowice, Bytom, Zabrze, Gliwice staną się idealnym tłem do polowań na wampira. Każdy, kto poznał naszą specyficzną parę może być pewien, że nuda i marazm mu nie grozi. Bohaterowie mają wręcz magiczną umiejętność pakowania się w największe kłopoty i ściągania na siebie kolejnych wypadków. Na szczęście nie przeszkadza im to uparcie a czasem przypadkowo brnąć do poznania tajemnic i rozwiązania zagadek. Specyficzna relacja jaka się między nimi wykształciła - ni to przyjaźń, ni szczera nienawiść tylko nadaje fabule specyficzny posmak.

Ważnym bohaterem powieści są też śląskie miasta. Autorzy misternie kreślą obraz szarej kopalnianej rzeczywistości, która zaczyna się budzić do życia i na nowo odkrywać swoje oblicze. Z wielkim wyczuciem prezentują śląski koloryt, nie ograniczając się tylko do brudnych blokowisk. Mimo, że uwypuklają wszystko to co ma budować klimat mrocznego kryminału udaje im się przymycić zachwyt nad tym wyjątkowym regionem.

,,Pionek" to świetna kontynuacja w niczym nie ustępująca rewelcyjnej ,,Ślebodzie". Z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnego tomu przygód Anki i Bastiana. Ciekawa jestem gdzie wtedy autorzy ich wyślą. Polecam!

wtorek, 12 lipca 2016

,,Jak powietrze" Agata Czykierda-Grabowska

,,Nie trzeba znać kogoś całe życie, żeby go poznać. Czasami wystarczą trzy tygodnie. Czasami wystarczy jedno spojrzenie."

Nie lubię literatury spod znaku ,,New Adults". Omijam ją szerokim łukiem a kilka wcześniejszych prób przebrnięcia (inne słowo nie pasuje) skończyło się porażką po kilku stronach i rzuceniem książki w kąt. Tego samego spodziewałam się i w tym przypadku. Coś mnie jednak podkusiło, żeby dać jeszcze temu gatunkowi jedną szansę.

,,Jak powietrze" to opowieść o dziewczynie z dobrego domu i o chłopaku z blokowisk (w końcu polskie warunki). Pierwsze skojarzenia? Kicz, banał, tandeta i od razu pojawia się w głowie kilka jak nie kilkanaście innych tytułów, zarówno filmowych jak i książkowych, które oparte były na tym samym motywie. Nie oczekiwałam niczego nowego ani zaskakującego. I niczego takiego też nie dostałam. Ale to nie jest krytyka. Miała to być opowieść o niezwykłej i trudnej miłości ale takiej pokonującej wszelkie przeszkody. I taka jest. Miała to być mega romantyczna historia w polskich warunkach. I taka jest. Miało być wzruszająco. I jest. Wszystkie elementy idealnie wskoczyły na swoje miejsce, tworząc o dziwo spójną, logiczną i na prawdę (jestem szczerze zdziwiona!) dobrą historię. Świetnie się to czyta i trudno się oderwać. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że stojąc na przystanku tak się zaczytałam, że prawie swój autobus przegapiłam!

Nie powiem, że powieść Agaty Czykierdy-Grabowskiej to arcydzieło zmieniające oblicze naszej literatury bo nim nie jest. Ale to całkiem dobra obyczajówka. Świetnie ukazuje narodziny uczucia między dwojgiem młodych ludzi, pokazuje targające nimi wątpliwości ale wszystko jest bardzo naturalne i bliskie. Trudno nie śmiać się z nimi czy nie przeżywać ich problemów. Dużo zasługę w tym ma język - prosty, plastyczny ale i budujący romantyczny klimat.

Powiem wprost, autorka mnie kupiła tą powieścią. Z przyjemnością będę wyglądać jej kolejnych powieści. To doskonały przykład dobrego czytadła na lato. Zachęcam!

poniedziałek, 4 lipca 2016

,,Utopce" Katarzyna Puzynska


Mała wioska ukryta gdzieś pośrodku lasu skrywa wielką tajemnicę. Dwadzieścia lat temu w niewyjaśnionych okolicznościach znikają dwie osoby. Pozostały po nich tylko zakrwawione ubrania i dziwny ślad na progu przypisywany wampirowi. Po latach śledczy z lipowskiego posterunku próbują na nowo przyjrzeć się sprawie i wyjaśnić co dokładnie wydarzyło się w sierpniu 1984 roku. Nie wiedzą jeszcze jak mocno ta sprawa wpłynie na nich samych.

,,Utopce" Katarzyny Puzyńskiej zachwyciły mnie swoim mrocznym, ciężkim klimatem. Listopadowe długie i ciemne wieczory, gęsty las, odosobnione miejsca i  niewyjaśnione zniknięcia sprawiają, że wręcz namacalne staje się to co otacza policjantów. Zdrowy rozsądek mówi, że trzeba rozwiązania sprawy szukać w szarej rzeczywistości i sprawca powinien być człowiekiem ale niezwykła aura zaprzecza zdrowemu rozsądkowi. Wszystkim udziela się zabobonna wiara mieszkańców Utopców. Wydaje się, że wszystko może się zdarzyć. Jednak to tylko gra pozorów i cieni. Wystarczy wejść głębiej w zamkniętą społeczność by zrozumieć, że każdy skrywa swoje własne ,,trupy" w szafie a obecność węszących policjantów jest im bardzo nie na rękę.

,,Utopce" to kawał świetnej literatury kryminalnej. Cały czas trzymają czytelnika w napięciu, stopniowo budują klimat i potęgują napięcie. Z niecierpliwością przewraca się kartki snując co rusz nowe domysły. Umiejętnie podsuwana ślepe tropy, kolejne zwroty akcji sprawiają, że zakończenie jest zaskoczeniem i to całkiem satysfakcjonującym. Dużym atutem są też bohaterowie wyraziści, niebanalni, o na tyle skomplikowanym życiu osobistym, że z zainteresowaniem obserwuje się ich działania i decyzje jakie podejmują.

To dopiero moje pierwsze spotkanie z Katarzyną Puzyńską ale na tyle udane, że zamierzam kontynuować przygodę z policjantami z Lipowa. Powieści jak znalazł na letnie wieczory. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 70,2 cm - 3,5 cm = 66,7 cm  

sobota, 25 czerwca 2016

,,W cieniu prawa" Remigiusz Mróz


Alfred Hitchock twierdził, że film powinien zacząć się trzęsieniem ziemi a potem napięcie ma stale rosnąć. Remigiusz Mróz wziął sobie do serca pierwszą część tego słynnego cytatu. Na wstępie swojej nowej powieści ,,W cieniu prawa" zaserwował prawdziwe trzęsienie ziemi - w galicyjskim dworku, w środku nocy zostają znalezione zmasakrowane zwłoki dziedzica. Podejrzenie pada na nowo zatrudnionego Polaka. Chłopak trafia do więzienia a batalię o jego uwolnienie rozpoczynają narzeczona brata zabitego oraz jej przyjaciel, triesteński prawnik.

I wszystko byłoby dobre gdyby Mróz miał jednoznaczny pomysł na fabułę. A niestety, tego brakło. Zaczęło się niczym zapowiedź naprawdę mocnego thrillera co potem przekształciło się w powieść opartą na wątkach prawniczych wymieszaną z delikatnym kryminałem oraz sagą rodzinną. Doprowadziło to tylko do skutecznego rozbicia świetnie zbudowanego napięcie. Została fabuła oparta na zbiegach okoliczności, zagraniach podobnych jak w ,,Kasacji" oraz uproszczeniach i pominięciach. Mróz zdecydowanie przekombinował - chciał upchnąć wiele do jednej powieści a w rezultacie powstał chaos. Fakt, łatwo się to czyta, akcja wciąga ale nie otrzymujemy tego co obiecywał początek. A i do sagi obyczajowej wiele brakuje. Gdzieś w pewnym momencie zaczyna się opowieść o zemście ale jest mało przekonująca. Brakło w niej jakiejś pasji, gniewu, może i szaleństwa. W samych bohaterach też niewiele życia. Przez przeskakiwanie nad najistotniejszymi zdarzeniami zostali okradzeni z bardzo ważnych cech wyjaśniających ich motywacje. Zostały płaskie, papierowe laski, które sprawiają wrażenie sterowanych z zewnątrz.

Mróz na wyobraźnię, wiedzę i dar łatwego ubierania skomplikowanych spraw w słowa. Dzięki czemu jego powieści przyjemnie się czyta. Ale akurat w przypadku tej konkretnej coś nie wyszło. Czekałam do samego końca na odpowiedzi i się nie doczekałam. Brakło dużo - konsekwencji w budowaniu napięcia, ciągłości fabuły, charakteru postaciom. Została lekka opowieść na upalne popołudnie. I jako taka się sprawdziła.

środa, 1 czerwca 2016

,,Maluch.Biografia" Przemysław Semczuk


Nie trzeba być zagorzałym fanem motoryzacji żeby ten jeden samochód kojarzyć. Dziś już wyparty z naszych ulic, czasem tylko się wyłania za zakrętu ostatni niedobitek po to by w pamięci kilku pokoleń budzić wspomnienia. Bo każdy przyzna, że słyszał historie o tym ile osób się zmieściło do malucha, co w nim się przewodziło, po jakich drogach jeździło, jak się go naprawiało czy gdzie się go ... przeniosło. Historie barwne, szalone i nie do wyobrażenia w stosunku do współczesnych samochodów.

Nikt nie zaprzeczy, że maluch to samochód kultowy. Jego legenda tylko rośnie. Nie dziwi więc fakt, że doczekał się także swojej biografii. Książka Przemysława Semczuka to rzetelne kompendium wiedzy nie tylko o tym małym autku ale przede wszystkim o czasach w jakich powstawał, o realiach epoki Gierka, ale także o ludziach, którym zawdzięczamy motoryzację Polski i o miejscu w którym powstawał czyli fabryce w Bielsku-Białej. Jest to historia kompletna i bardzo szczegółowa. Świetnie kreśli dzieje Fiata 126p a początku czyli podpisania kontraktu z Włochami, poprzez rozpoczęcie produkcji, wszelkie podejmowane akcje propagandowe mające za zadanie propagowanie auta, działalność fabryki aż po smutny koniec kiedy to zjechał z taśmy ostatni ,,Happy End". Semczuk opowiada lekko i barwnie, daje czytelnikowi nie tylko suche fakty ale i mnóstwo anegdot i ciekawostek ilustrując pięknymi zdjęciami i okraszając całość popularnymi kawałami o maluchu.

Jest to kawał świetnej ,,biografii", po lekturze której, nasuwa się wniosek, że drugiego samochodu w Polsce,który by tak zapadł w serca społeczeństwa nie będzie. Ci co nie siedzieli nigdy w maluchu niech żałują. A kto go nie pchał nie wie co stracił :)

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 83,3 cm - 2,7 cm = 80,6 cm 

piątek, 27 maja 2016

,,Diabeł umiera w Hawanie" Maciej Stasiński


,,Diabeł umiera w Hawanie" to zbiór artykułów jakie ukazały się w Gazecie Wyborczej w latach 2000-20015 poświęconych sytuacji na Kubie. Porusza się w nich przede wszystkim temat sytuacji politycznej - niekończącego się panowania Fidela Castro i jak to wpłynęło na tamtejsze społeczeństwo. Dużo mniejsca poświęca się prezentacji ruchów opozycyjnych i dysydenckich, które za główny cel obrały sobie sprzeciwianie się władzy i informowanie świata o sytuacji na wyspie.

Obraz Kuby wyłaniających się z artukułów nadal jest pesymistyczny. Czuje się nieustanne wyczekiwanie na śmierć Fidela Castro bo tylko z tym wiązana jest jakakolwiek nadzieja na poprawę sytucji. Pozostaje bierny opór. Każda inna działalność prowadzi do surowych represji - kar więzienia, pobicia. Kubańczycy nawet nie myślą o zbrojnym powstaniu. Długoletni reżim skutecznie wykorzenił myśl o buncie. Wielu ucieka zmęczonych bezowocną walką, zniechęconych, ambitniejszych ucieka z kraju do USA, Hiszpanii, Kanady. Nikomu nie chce się już buntować. Pozostaje zaledwie garstka ,,starych" dysydentów, nieustannie upominających się o uwagę.

,,Diabeł umiera w Hawanie" to ważny zbiór. Otwiera oczy i dokladnie wyjaśnia o co chodzi w sytuacji kubańskiej. Jednak przeszkadzają ciągłe powtórzenia. Miało to sens, gdy teksty były publikowane w gazecie, bo każdy z nich mówi na podobny temat, co innego uwypuklając. Jeśli ktoś trafił wcześniej w Wyborczej na któryś z nich, nie ma po co sięgać po zbiór bo nic nowego tam nie znajdzie. Całą resztę zachęcam bo to kawał świetnego reportażu politycznego.