wtorek, 6 października 2026

,,Obłęd na krańcu świata" Julian Sancton

 

Tytuł oryginału: Madhouse at the End of the Earth: The Belgica's Journey into the Dark Antarctic Night

,,Obłęd na krańcu świata" to książka, obok której ciężko przejść obojętnie. To nie jest fikcja literacka, a oparta na solidnych podstawach próba fabularnego przedstawienia przełomowej wyprawy Belgici w stronę bieguna południowego.

Przełom XIX i XX wieku to istny boom eksploracyjny. Wyprawy badawcze wyruszały w kierunku każdej białej plamy jaka jeszcze pozostała na mapie. Afryka, Ameryka Południowa, Arktyka. Jednak było miejsce stanowiące największe wyzwanie. Kierunek  gdzie posunięcie się choćby o kilka dziesiętnych stopnia szerokości byłaby odwołana sukcesem. Biegun południowy - miejsce osnute ciemnością, lodem i tajemnicą. Przestrzeń, gdzie nie stanęła jeszcze ludzka stopa i która nie wiadomo nawet gdzie się zaczyna bo tak skutecznie bronią jej lodowe okowy. Jednak u schyłku XIX wieku znalazła się grupa śmiałków, na czele z kapitanem de Gerlachem która podjęła próbę zmierzenia się z lodem, ciemnością i dotarcia tam gdzie jeszcze nikt nie był. Wśród załogantów były osoby, których nazwiska zapisały się na zawsze w historii odkryć jak Roald Amundsen, doktor Cook czy Henryk Arctowski.

Powieść próbuje pokazać kompletny obraz wyprawy. Od prób pozyskania środków, zdobywania sponsorów, poszukiwań odpowiedniego statku i załogi. Jednak to nie te trudności są jądrem opowieści. Najważniejsze jest to co dopiero ma nastąpić gdy statek dotrze na południe i zostanie uwięziony przez lód. Wtedy zaczyna się fascynująca, a zarazem przerażająca opowieść o ludziach i tym jak otoczenie na nich oddziałuje.Na wierzch wychodzą słabości i okazuje się, że ludzka psychika jest bardziej krucha niż bylibyśmy skłonni przyznać. Wyraźnie widać jak nuda, ciemność, jednostajne otoczenie i ci sami ludzie zmienia zachowanie, odbiera po trochę człowieczeństwo i może stać się zagrożeniem. Pozornie statyczna akcja kipi emocjami. Groza nie wychodzi z zewnątrz, ona czai się wewnątrz, w głowach marynarzy, którzy mają poczucie, że brak słońca i otaczający ich lód coś im odbiera. Przygoda, która zaczęła się od żądzy sławy i sukcesów, staje się tragedią wielu osób, przytłoczonych tym, no co nikt nie mógł być przygotowany.

Nie myślałam, że ta powieść mnie tak wciągnie. Napisana z ogromnym zaangażowanie, solidnie podparta materiałem źródłowym, sprawia, że ta wyprawa zaczyna żyć. Czuć emocje: niepokój, wzajemne napięcia, strach o zdrowie, nudę i niecierpliwe oczekiwanie na wyrwanie się z arktycznej nocy. Na podstawie pozostawionych dzienników powstaje nie tyle reportaż z wyprawy, co bardziej obraz zmian psychicznych i behawioralnych. Mrok arktycznej nocy jest bezwzględny. Osłabia każdego, odbiera siłę, wolę, chęć. Dlatego ci, którzy do końca próbowali: Amundsen i Cook wydają się być herosami o nadludzkiej sile.

 Genialna powieść trzeba przeczytać, trzeba przeżyć. Odziera wyprawy badawcze z romantycznej otoczki, a pozostawia pierwotną siłę.

niedziela, 4 października 2026

,,Pałac tajemnic Agnieszka Pietrzyk

 


Barokowy pałac skrywa nie jedną tajemnicę. Kiedyś rodowa siedziba bogatej pruskiej szlachty, dziś przerobiony na mieszkania socjalne, z których jedno staje się miejscem zbrodni. To w nim zostaje zamordowane mieszkające tam rosyjskie małżeństwo a ich nastoletnia córka znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Brak podejrzanych, brak motywu powodującą, że śledztwo tkwi w miejscu. Jednak pisarka Alicja Prus chce napisać o tym powieść. Przybywa na miejsce by poznać pozostałych mieszkańców i zrozumieć do dokładnie wydarzyło się w starym pałacu.

,,Pałac tajemnic" już od pierwszych stron nasuwa skojarzenia z klasycznymi kryminałami jak na przykład ,,Morderstwo w Orient Expressie". Zamknięta, odizolowana przestrzeń, ludzie, których nic nie łączy poza tym, że splot wydarzeń zmusił ich do zamieszkania w tym konkretnym miejscu. Wszyscy otwarci i chętnie opisujący zarówno relacje sąsiedzkie jak i to co zdarzyło się w tę sierpniową noc. No właśnie, za chętnie. Każdy mówi dużo ale równocześnie czuć, że równie dużo jest przemilczane. Pałac i jego mieszkańcy wydają się mieć drugie oblicze, które próbują maskować. Tylko, że maska zaczyna pękać a pod nią pojawia się fałsz, zakłamanie, zazdrość i nienawiść, która w końcu musi doprowadzić do zbrodni. Tylko kto tak naprawdę jest winny?

,,Pałac tajemnic" to powieść, którą da się przeczytać w jedno popołudnie. Zwarta forma, nawiązująca do klasyki gatunku, jest ogromną zaletą książki. Pozwala się skupić na tym co najważniejsze. Od razu czuje się fałsz w opowieściach bohaterów, można dostrzec, że czegoś tam brakuje. I właśnie to czego brakuje skupia uwagę i jest krokami, które będą prowadzić do ujawnienia dobrze skrywanych tajemnic. Tutaj nie ma miejsca na sztuczne przedłużanie czy pompowanie napięcia. Jest prosta forma, zamknięta społeczność i ktoś obcy mający za zadanie wybicie dziury w murze. Element po elemencie pojawiają się odpowiedzi, które zburzą spokój i odsłonią tajemnice pałacu. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Nemezis!

czwartek, 1 października 2026

,,Twoja aż po grób" Ivy Fairbanks

Tytuł oryginału: Morbidly Yours

 Chyba najmniej oczywistym tłem dla komedii romantycznej jakiego mogłabym oczekiwać jest zakład pogrzebowy. Bo jak śmierć i żałoba w swojej najbardziej dramatycznej fazie w żaden sposób nie łączą mi się z zakochaniem i miłością. Jednak ,,Twoja aż po grób" udowadnia, że da się znaleźć punkt wspólny i jeszcze zrobić to w taki sposób, że zamiast kiczu czy ciar żenady, czytelnik poczuje ciepło.

Głównym celem Lark było nie tylko zaczęcie nowej pracy w Dublinie ale także odcięcie się od życia jakie zostawiła za sobą w Stanach. Tutaj chce zacząć na nowo. Tylko, że jej sąsiadem zostaje nieśmiały przedsiębiorca pogrzebowy, który musi w dosyć krótkim czasie znaleźć żonę aby móc kontynuować rodzinną tradycję. Ostatnim czego chce Lark jest związek. Jednak rodząca się przyjaźń z Callum nie pozwala jej zostawić go na pastwę losu i dziewczyna staje się jego wsparciem w ... randkowaniu.

,,Twoja aż po grób" to ciepła opowieść o dwojgu samotnych, zagubionych ludzi, którzy spotkali się w najmniej oczywistym miejscu. Tak, to przewidywalny romans ale za fasadą kolejnej komedii romantycznej jest też poruszająca opowieść o żałobie, podnoszeniu się po stracie i uczeniu się żyć dalej. Bohaterowie próbowali zbudować wokół siebie mur aby uchronić się przed ponownym zranieniem. Uważali, że wycofanie jest najlepszą strategią przed utratą pozornej kontroli nad swoim życiem oraz dzielnie udawali, że wcale nie boją się wyjść na przeciw temu co stawia przed nimi los. Jednak los, jak to los, zakpił sobie z nich i zafundował im uczucie jakiego się nie spodziewali i szansę, na jaką nie liczyli.

poniedziałek, 28 września 2026

,,Dom upiorów" Margit Sandemo

Tytuł oryginału: Bakom fasaden

 Elisabet Paladin, prawnuczka Ulvhedina, to niezwykła dziewczyna, zupełnie nie pasująca do epoki, w której przyszło jej żyć. Zdecydowana, samodzielna, nie podporządkowuje się konwenansom. Wszystko zmienia się gdy na jej drodze staje Vemund Tark. Budzi jej zainteresowanie i wydaje się idealnie do niej pasować. Jednak mężczyzna skrywa swoje tajemnice, zmuszające go do zaskakujących zachowań.

Z ,,Domem upiorów" saga wraca na stare, przewidywalne tory. Tengel Zły został odłożony na bok. Co miało się stać, już się stało. Póki co rodzina czeka na kogoś, kto dopiero ma się pojawić. Dlatego ten tom jest powrotem do klimatu gotycko-romantycznego. Ponownie, kolejny przedstawiciel Ludzi Lodu trafia do tajemniczej posiadłości i robi wszystko aby odkryć jej sekrety. Właściwie nic ciekawego, czy przełomowego się tutaj nie dzieje. A i sami Elisabet i Vemund są trochę nudni. Brakuje im tej wyrazistości, którą mieli choćby Cecylia i Alexander czy Villemo i Dominik. Ich problemy są wypadkową niedopowiedzeń i niepotrzebnych, wyolbrzymionych wyrzutów sumienia. Vemund ma ogromną wrażliwość ale źle ukierunkowaną. A Elisabet wydaje się kopiować zachowania swoich przodkiń ale brakuje jej charyzmy i zdecydowania. Jej wrażliwa i empatyczna, zdecydowanie delikatniejsza niż jej babki, które bez wahania sięgały po to co chciały. Dziewczyna bardziej poddaje się wydarzeniom i gdyby nie zaskakująca pomoc, wszystko mogłoby się inaczej skończyć.

,,Dom upiorów" uspokaja akcję. Przypomina, że to przede wszystkim romantyczna opowieść, z nutką gotyckiej magii oraz szerokim tłem społecznym. Ten tomik to potrzebny przeskok pokoleniowy i mam nadzieję, zapowiedź czegoś większego w kolejnym.

poniedziałek, 21 września 2026

,,Nadzieje" Melka Kowal


 Erin nie ma ostatnio łatwo. Wcześniej była popularną pisarką powieści romantycznych, miała krąg bliskich przyjaciółek i jak się wydawało, ukochanego. Jednak były chłopak wplątał ją w skandal obyczajowy, sprzedaż jej książek poleciała na łeb na szyję. Pod wpływem impulsu (i alkoholu) podjęła kontrowersyjną decyzję, której skutki finansowe zupełnie nie pasują do obecnej sytuacji. Krótko: Erin jest samotna, rozżalona, spłukana a jeszcze na dodatek musi pomóc rodzinie. Jedynym rozwiązaniem jest szybkie wyjście za mąż. I tutaj zupełnie przypadkowo pojawia się ktoś, kogo miała nadzieję nigdy nie oglądać, a kto dziesięć lat wcześniej boleśnie złamał jej serce.

,,Nadzieje" to ciepła, zabawna powieść o radzeniu sobie z przeciwnościami losu w bardzo nie szablonowy sposób. Erin otoczona jest bliskimi, ma przyjaciółki, które gotowe są dla niej na wszystko, ma rodzeństwo, ale uparła się, że sama będzie dźwigać na swoich barkach problemy nie tylko swojej ale i wszystkich na około. To wpakuje ją w mniejsze i większe kłopoty - spotkanie z włoską mafią będzie tylko przedsmakiem. Dziewczyna uparcie nie chce przyznać, że potrzebuje pomocy. Na szczęście na jej drodze ponownie pojawia się Fox, który znają lepiej niż ona sama. On też jej potrzebuje, żeby móc zrealizować swojej cele ale równocześnie staje się dla niej tarczą, ramieniem i poduszką do wypłakania się. Tylko, że Erin bardzo długo nie chce przyznać, że uczucie sprzed lat wcale nie wygasło. Pozwala by dawna uraza przesłoniła jej teraźniejszość.

,,Nadzieje" to książka, którą bardzo przyjemnie się czyta. Lekka, zabawna, chociaż nie każdy humor pojawiający się w niej do mnie trafiał, niesamowicie romantyczna oraz zbudowana wokół motywu drugich szans. Ma w sobie dużo ciepła, pozytywnej energii i chyba to w niej jest najlepsze. Może nie zmieni niczyjego życia ale z pewnością sprawi, że wieczór pod kocem z herbatą będzie przyjemniejszy. Ma w sobie coś co otula, jest przesycona aurą przyjaźni, pokonującej nawet najcięższe przeszkody. To po prostu książka dla beznadziejnych romantyczek, które wierzą, że wystarczy mieć nadzieję a wszystko jakoś się rozwiążę, nawet w najbardziej absurdalny czy zaskakujący sposób. 

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

sobota, 19 września 2026

,,Berlin 1936" Oliver Hilmes

Tytuł oryginału: Berlin 1936: Sixteen Days in August

 Sierpniowe dni lata 1936 roku zapiszą się na zawsze w pamięci ludzkości. To właśnie wtedy oczy i uszy całego świata zwrócone były ku Berlinowi, gdzie przez szesnaście dni miały odbywać się Igrzyska Olimpijskie. Jak się później okazało ostatnie igrzyska przed wojną, która zmieniła układy sił na świecie, granice państw a przede wszystkim zmieniła spojrzenie na ludzkość. Te szesnaście dni miało być celebracją idei humanizmu, świętem sportu. Jednak po stronie Trzeciej Rzeszy były też inne motywacje, jak pokazanie swojego przyjaznego, pokojowego oblicza, badanie nastrojów i sprawdzanie gdzie leży granica, za którą nie mogą przejść. Szesnaście dni w ciągu, których wiele się działo. I nie tylko na olimpijskich stadionach.

,,Berlin 1936" to opowieść złożona z impresji, mignięć oka odnoszących się do codzienności obywateli pomieszanych z wydarzeniami transmitowanymi na cały świat. I to w formie wyjątkowej bo to pierwsze igrzyska obserwowane przez oko kamery. Swój materiał właśnie wtedy tworzyła Leni Riefenstahl. Cały świat obserwował jak Jesse Owens stawał się bohaterem a Hitler przyglądał się temu z trybun. Ta książka daje wyjątkową kronikę igrzysk, złożoną z wielu małych obrazków. Widać przepych, dumę, bogactwo, majestat jaki chce pokazywać Trzecia Rzesza. Ale tuż obok, przemilczane, pozornie nieistniejące jest coś ważniejszego. Zaczyna się wojna - jeszcze bez armat ale są represje, ludzie są wykluczani lub internowani. Czuć niewypowiedziane zagrożenie. Nadal działają najważniejsze kluby, bary, restauracje ale niektórzy właściciele nie czują się już pewnie. Wszystko musi być dostosowane do nazistowskiej linijki, chociaż jeszcze w łagodnej wersji bo trwa olimpijska euforia.

Lubię książki, które w nieoczywisty sposób pokazują ważne rzeczy. Tutaj nie ma jednej narracji, czy jednego wątku. Jest wiele epizodów, które dopiero złożone w całość pokazują, że Igrzyska 1936 roku były czymś więcej niż świętem sportu. Były próbą generalną przed wybuchem wojny. Testowały jak daleko sięga polityka ustępstw, dokąd sięga wzrok opinii publicznej, jak wiele można zignorować. Z pojedynczego epizodu tego nie widać. Trzeba zobaczyć całość. I właśnie to widać z tej powieści-mozaiki. Widać zarówno władzę jak i codzienność. Widać plany jak i ich realizację. Widać rodzący się terror. Mimo, że wszędzie są światła reflektorów opromieniające zwycięzców to za nimi czai się mrok. Całość sprawia wrażenie dobrze zaplanowanego przedstawienia. 



Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!

środa, 16 września 2026

,,Biel" Małgorzata Oliwia Sobczak


 Samobójstwo młodej studentki w zimowy poranek wywoła lawinę zdarzeń, które wciągnie prokuratora Leopolda Bilskiego. Bilskiemu od początku coś nie pasuje i drąży. Ślady prowadzą go do trójmiejskich klubów nocnych, skrywających drugie, mroczne oblicze. Jednak nie tylko ta sprawa pochłonie prokuratora. Trudne śledztwo, zawirowania w życiu osobistym i echa przeszłości, które nieoczekiwanie doszły do głosu - trudny zestaw się wylosował, jednak on się nie poddaje i zaczyna dostrzegać szczegóły, które innym umknęły lub które ktoś celowo chciał zatrzeć.

Moja przygoda z ,,Kolorami zła" zaczęła się już dawno temu i chociaż rzadko sięgam po kolejne tomy, i czasem szczegóły poprzednich mi uciekają, to pamiętam klimat. A klimat ,,Bieli" jest niezwykły. Od razu, w pierwszych scenach nasuwa się skojarzenie ze zdeprawowaną niewinnością. Ale i ze złudzeniem. Bo wszyscy tutaj udają kogoś innego. Każdy próbuje prezentować wybielone, idealne oblicze, za którym czai się mrok, wynaturzenie, zło w najgorszej, perwersyjnej wersji. Nie ma tutaj miłości, uczuć, jest tylko maska i oszustwo, niebezpieczna gra pozostawiająca za sobą ofiary.

Dodatkowym atutem jest dwutorowo prowadzona akcja: współcześnie i u schyłku PRL. Bardzo namacalnie została uchwycona atmosfera tamtej epoki, mentalności, kolesiostwa i szarej strefy, jaka tworzyła się pomiędzy policją i bandytami. Nic tam nie jest jednoznaczne, nikt nie jest bez skazy.

,,Biel" to bardzo mocny kryminał. Bardzo plastycznie napisany, z wyrazistymi postaciami, mocnym tłem społecznym oraz sprawą, która ujawnia najmroczniejsze ludzkie instynkty. Gdy już zacznie się czytać, nie można się oderwać.