piątek, 8 maja 2026

,,Przejścia. Którędy do miłości" Natalia de Barbaro

 


Chyba nie da się nie kojarzyć ,,Czułej przewodniczki". Nawet ja, mimo, że jej nie czytałam byłam świadoma jak wielkim cieszyła się sukcesem. ,,Przejścia", kolejna książka Natalii de Barbaro mają kontynuować nurt bardzo intymnej literatury skierowanej do kobiet. Nie jestem fanką tego typu książek ale lubię wychodzić poza swoją strefę komfortu a dokładnie tym to było.

,,Przejścia. Którędy do miłości" to książka sięgająca głęboko do wnętrza kobiecej psychiki, kobiecy emocji. Stanowi próbę przejścia od przeszłości, od narzuconych i wymuszonych ról do poznania samej siebie i odkrycia miłości, która otacza każdą kobietę. De Barbaro kreśli początkowo schematy, ogólne portrety, w których, co zaskakujące, można się odnaleźć. Jednak nie zawsze są to portrety pozytywne, czasem bywają to sztywne, niepokojące ramy, jakie narzuciło wychowanie. Aby wyjść poza nie, trzeba nauczyć się patrzeć inaczej i dostrzegać to co zostało przytłumione.

Zaskoczyła mnie forma książki. W prawdzie czytałam Annę H. Niemczynow czy ,,Urzekającą" i znam książki, które nie są tyle poradnikiem do rozmową z czytelnikiem ale tutaj widać to lepiej. Autorka chce wywołać wewnętrzny dialog, zmusić do zastanowienia się czy refleksji, do sięgnięcia do głębi by zmierzyć się z emocjami, które zostały przywalone przez codzienność, wychowanie, narzuconą presję czy strach. Ta książka, nie ma na celu być przeczytana i odłożona na półkę, ona ma stać się krokiem w kierunku tytułowego przejścia, oderwania się od wielopokoleniowych traum, naleciałości. Masz stanąć, zastanowić się i zrozumieć że jesteś pierwsza z rodu, która...

Podobała mi się wrażliwość Natalii de Barbaro, jej sposób opowiadania, prowadzenia dialogu z czytelnikiem i delikatne popychanie ku zmianie. Tutaj nic się nie wymusza ale do wielu rzeczy zachęca. Może nie jest to książka bardzo odkrywacza czy przełomowa ale doskonale porządkuje emocje, wprowadza spokój i z pewnością kogoś zachęci do działania. Mnie osobiście, otworzyła na inną wrażliwość, pozwoliła spojrzeć z innej perspektywy na moją historię ale czy zmieniła moje życie? Zdecydowanie nie.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Agora SA!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 72,4 cm - 2,0 cm = 70,4 cm

wtorek, 5 maja 2026

,,Czarny trójkąt" Bianka Kunicka

 

 ,,Czarny Trójkąt" to powieść niejednoznaczna i trudna w ocenie. Z jednej strony podziwiam autorkę za odwagę z jaką poruszą bardzo trudny i kontrowersyjny temat. A robi to z ogromną empatią i wrażliwością, bez oceniania czy stawiania jednoznacznych wyroków. Z drugiej mam problem z konstrukcją bohaterów i tym jak zostały poprowadzone ich wątki, szczególnie w wątku współczesnym. Niby nie powinno mieć to znaczenia ale cały czas mi coś zgrzyta i nie dam rady obiektywnie przyglądać się temu co się dzieje.

Powieść rozgrywa się na dwóch planach, w trakcie II wojny światowej i współcześnie. Dziś to opowieść o Marcie, która stanęła na rozdrożu swojego życia. Zdała sobie sprawę, że nie kocha męża, musi stanąć z twarzą w twarz ze skomplikowaną sytuacją syna a równocześnie dziwne zdarzenia jakie rozgrywają się wokół niej uświadamiają jej, że nic nie wie o przeszłości swojej rodziny, szczególnie o przeszłości babki Zuzanny. I to właśnie przeszłość Zuzanny stanie się osią, łączącą to co było z tym co jest.

Powieść porusza kilka trudnych, przemilczanych tematów. Jest to w pewnym sensie opowieść o miłości ale trudnej, szokującej i nieakceptowanej przez nikogo. I to właśnie ta miłość stanie się dla bohaterek wyrokiem. Za karę zostanę odarte z człowieczeństwa, ich ciała staną się przedmiotem, wykorzystywanym przez innych, bezczeszczonym, o którym decyduje ktoś inny. Ta historia ma boleć i boli, szokuje i przeraża. Autorka z ogromną wrażliwością snuje opowieść ale i tak ogrom cierpienia bije z każdej strony. Dlatego denerwowało mnie, że ta mocna historia, opowiadająca o przemilczanej stronie II wojny światowej rozmywa się w dziwnym, pokręconym, przepełnionym żydowskim mistycyzmem wątku współczesnym, który w pewnym momentach jest absurdalny. Chyba rozumiem, czemu miało to służyć ale tylko niepotrzebnie odwracało uwagę od tego co jest jądrem powieści i co powinno wybrzmieć mocniej.

Z pewnością nie da się przejść obojętnie obok ,,Czarnego Trójkąta". Szkoda tylko, że wątek Zuzanny i Rity nie został pogłębiony bo to on robi wrażenie. To o ich losach, chciałabym dowiedzieć się więcej i to one są przykładem kobiecej siły i determinacji. 

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Skarpa Warszawska!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 74,5 cm - 2,1 cm = 72,4 cm



niedziela, 3 maja 2026

,,Pola makowe" Nikki Erlick

Tytuł oryginału: The Poppy Fields


 Gdy przeczytałam opis ,,Pól makowych" wiedziałam, że będzie to coś niezwykłego. Wyobraźcie sobie miejsce gdzie w łatwy sposób można poradzić sobie z żałobą. Pod opieką specjalistów zapasz na miesiąc lub dwa w sen, a gdy się budzisz zamiast bólu i żalu pojawia się spokój. Kuszące prawda? To właśnie sprawia, że klinika budzi zainteresowanie i wiele osób chce się tam dostać. To tam też zmierzają bohaterowie powieści, przypadkowa zbieranina osób, którym tornado uniemożliwiło podróż samolotem. Wynajmują samochód i wspólnie przemierzają kolejne stany w drodze do Kalifornii. Każdym z nich kieruje inny motyw ale i każde coś ukrywa.

,,Pola makowe" to powieść poruszająca i zaskakująca, momentami przypominająca ,,Rów mariański". Powieść drogi, w której szybko okaże się, że to nie cel jest najważniejszy ale też co się w jej trakcie wydarzy. To w jej trakcie bohaterowie zmierzą się ze swoimi lękami i wyrzutami sumienia, staną oko w oko z żałobą, którą wypierają, nauczą się, że strata nie przekreśla przeszłości i miłości oraz zaczną stawiać pierwsze kroki w przyszłość. Podróż do kliniki ,,Pola makowe" będzie pełna niespodzianek i wyzwań, na które bohaterowie niekoniecznie byli przygotowani.

Powieść stawia też przed czytelnikiem bardzo ważne pytanie: Czy da się łatwo obejść żałobę i czy naprawdę warto to robić? Mimo, że jest to główny wątek powieści to autorka nie daje jednoznacznej odpowiedzi, zamiast tego zostawia szerokie pole do samodzielnej interpretacji i refleksji.

,,Pola Makowe" poruszają trudny i kontrowersyjny temat ale mimo to nie jest to powieść przygnębiająca czy depresyjna. Wręcz przeciwnie, to afirmacja życia wraz z jego odcieniami. Pokazuje, że nie ma prostych odpowiedzi, uczy zrozumienia innych, wrażliwości, odkrywa życie w całej jego najbardziej zaskakującej formie. Jest pełna ciepła, radości, które zaczynają się od prostych rzeczy, oswaja ból poprzez przypominanie że strata nie przekreśla wspomnień. To też powieść o zrozumieniu decyzji innych i przebaczaniu samemu sobie oraz co zaskakujące, łapaniu okazji i życiu pełną piersią póki się da. To powieść otulająca, poruszająca, wywołująca wzruszenia ale i zarażająca chęcią życia.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 77,3  cm - 2,8 cm = 74,5 cm

 

środa, 29 kwietnia 2026

,,Wiatr od wschodu" Margit Sandemo

 

Tytuł oryginału: Vinden fra øst

Wreszcie zaczyna się coś dziać! Wiem, w każdym tomiku dużo się dzieje i perypetie kolejnych członków rodu są zajmujące ale od jakiegoś czasu tło czyli klątwa Tengela Złego utknęła w miejscu. Ciągle powtarza się to samo a rodzina mimo, że zmaga się ze strasznym dziedzictwem wydaje się, że nie ma pomysłu co mogłaby zrobić. Ale wreszcie to się zmienia bo pojawia się coś. A właściwie ktoś - młodziutki Vendel Grip.

Vendel to najmłodszy przedstawiciel tej linii rodu, o której trochę zapomniano i u której nic spektakularnego się dotychczas nie działo. Wnuk Leny Palladin jednak to zmieni. Jako młody chłopak wyrusza z wojskiem króla Karola XII na podbój Rosji. Przegrana kampania prowadzi do uwięzienia szwedzkich oficerów w głębi Syberii, a splot wydarzeń sprawia, że chłopak trafi do osady, gdzie ku swemu zaskoczeniu natrafi na dalekich krewniaków i pozna szokujący sekret.

Losy Vendela podobnie jak jego poprzedników są dramatyczne i pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji. Pozna czym jest samotność, cierpienie, zmierzy się z surowym syberyjskim klimatem ale na początku zostanie boleśnie zraniony w najbardziej czuły punkt. W młodym Gripie jednak skumulowały się wszystkie najbardziej szlachetne cechy rodu, mimo, że nie jest ani dotkniętym ani wybranym, co pozwala mu z podniesioną głową i iskierką optymizmu stawiać czoła kolejnym wyzwaniom.

,,Wiatr od wschodu" różni się od poprzednich tomiku. Jest bardziej surowy, zmienia się tło i zmienia się spojrzenie na rodzinną klątwę.To doskonała zapowiedź tego do dopiero ma nadejść. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 78,9 cm - 1,6 cm = 77,3 cm

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

,,Słowenia. Mały kraj wielkich odległości" Zuzanna Cichocka

 


Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że ta seria od wydawnictwa Poznańskiego jest niezwykła. Wyróżnia się detalami oraz odkrywa miejsca może nie tak odległe, ale z pewnością mało znane. Po Słowenię sięgnęłam z ogromną ciekawością bo nie ukrywam, że jedyne z czym kojarzy mi się ten kraj to skoki narciarskie i rodzeństwo Prevców. A chociaż niewielki, to z pewnością jest to kraj, który ma coś więcej do zaoferowania.

,,Słowenia. Mały kraj wielkich odległości" to bardzo subiektywne spojrzenie. Autorka, z wykształcenia slawistka postanowiła go przybliżyć i opowiedzieć co nie co o jego problemach oraz o swoich doświadczeniach. Słowenia to kolejny kraj powstały po rozpadzie byłej Jugosławii, o którym czytam i kolejny raz widać jak bardzo to wpłynęło na tożsamość i kształtowanie się poczucia narodowości. Bo to nie jest kraj jednolity, to mieszanina języków,narodów, kultur i religii, próbujących obok siebie istnieć. Szokująca jest z pewnością opowieść o wykreślonych - ludziach, którzy z dnia na dzień zniknęli z rejestrów i zostali pozbawieni przede wszystkim szansy. Dużo miejsca poświęca się w książce właśnie tej społecznej stronie Słowenii przywołując indywidualne doświadczenia różnych osób i poprzez które najlepiej widać z jakimi wyzwaniami musiał mierzyć się ten kraj.

Ale nie tylko o ludziach jest tutaj, także o krajobrazach - zarówno tych miejskich jaki i naturalnych. Ciekawa jest historia najważniejszego słoweńskiego architekta ale i anegdota wyjaśniająca dlaczego zdobycie Triglavu jest tak istotne dla Słoweńców. Jednak piękno krajobrazów najlepiej widać na wszystkich zamieszczonych wewnątrz zdjęciach. To one najlepiej oddają zachwyt autorki i jej fascynację tym państwem.

Jedyne co mnie rozczarowało to to, że ta książka tak szybko się kończy i kolejne rozdziały zaledwie muskają tematów. Mam poczucie, że to zaledwie wstęp, zachęta zmuszająca do dalszych poszukiwań. Rozbudziła ciekawość i porzuciła zanim usatysfakcjonowała czytelnika. Jedno czego się dowiedziałam to, że warto odwiedzić Słowenię i poznać ją lepiej.

 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 81,1  cm - 2,2 cm = 78,9 cm

piątek, 24 kwietnia 2026

,,Mamuna" Krystian Stolarz


 Na komisariacie w Nawidowie pojawia się nowy komendant. Tajemniczy, skupiony ale przede wszystkim zdeterminowany by działać. Ma coś do udowodnienia a nie ma lepszego miejsca niż to. Od lat wiadomo, że coś się dzieje w okolicy, znikają dzieci ale nigdy nikt nie podjął działań. Wiejska społeczność jest mocno zamknięta i spowita dziwną zmową milczenia. Nawet i miejscowi policjanci temu ulegli. Teraz jednak musi się to zmienić. Tylko, że nie wszyscy są tym kim się wydają. Każdy skrywa jakieś tajemnice i ma własny plan działania a gdzieś obok nich czai się Mamuna.

,,Mamuna" to moja pierwsza książka Krystiana Stolarza i to taka, która intrygowała długo przed premierą. Wydawnictwo rozkręciło świetną akcję promocyjną i po czymś takim oczekiwania były ogromne. Czy się sprawdziły? Trzeba przyznać, że powieść ma coś co skupia uwagę już od pierwszych stron. Świetnie nakreślony klimat niedopowiedzeń i tajemnic, podwójnych tożsamości i sekretów, które najlepiej by nigdy nie wyszły na jaw. Przez to wszystko musi przedrzeć się komisarz Bożydar Sokół, który też nie do końca z własnej woli znalazł się na ,,Komisariacie Wyrzutków". Śledztwo rusza bardzo szybko i agresywnie,brnąc przez narosłą zmowę milczenia pomieszaną ze słowiańskimi gusłami.

Lubię kryminały z motywem zamkniętej społeczności. Zawsze pozwala to na zdzieranie warstw i powolne dochodzenie do prawdy. Tutaj jest to wszystko a dodatkowo szybka akcja, wyraziści bohaterowie i nieoczekiwane zwroty fabularne, które tylko podkręcają, już i tak kipiącą adrenalinę. Nie spodziewałam się, że właściwie pochłonę ,,Mamunę"  na raz. Tego nie da się inaczej czytać.
 
 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Prószyńska i ska!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 84,3  cm - 3,2 cm = 81,1 cm

wtorek, 21 kwietnia 2026

,,Nawiało nam burzę" Jarosław Abramow-Newerly


 Są książki, które są zaskoczeniem. Porywające, barwne opowieści o walecznych bohaterach i dzielnych bohaterkach. Są opowieści, w których fantazja autora puszczona zostaje swobodnie by płynąć i tworzyć powieść, od której nie da się oderwać. Ale są i takie książki, gdzie rola autora sprowadza się do roli skrupulatnego kronikarza, bo właściwie nic nie musi więcej robić oprócz tego, że rozsiądzie się wygodnie i słucha. I dokładnie taką opowieścią jest ,,Nawiało nam burzę."

Powieść, a raczej kronika, opowiada dzieje rodziny Wawrów na przestrzeni całego XX wieku. Zaczyna się w dzisiejszej Ukrainie, w miejscu gdzie obok siebie żyli Polacy i Ukraińcy a przynależność narodowa była sprawą płynną. Zanim nadeszła wojna wszyscy żyli wspólnie i wspólnie dzielili trudy codzienności. Było miejsce na radości, smutki, sukcesy i zaskoczenia. Wyjeżdżano w daleki świat za pieniądzem oraz mierzona się z trudami na jakie napotykano. Świat prosty ale mający swój koloryt, swój honor i wartości. Wszystko zmieniła II wojna światowa. Pojawiły się podziały i niebezpieczeństwo z nich wynikające. Nagle Polak stał się wrogiem Ukraińca.

Powieść ,,Nawiało nam burzę" to pełna autentyzmu, żywa i oddziałująca na emocje opowieść o polsko-ukraińskiej rodzinie. Jej trudach, troskach i codzienności na tle burzliwych wydarzeń XX wieku. W bardzo prosty ale przez to mocniej rezonujący sposób, opowiada o tragediach i zawirowaniach. Jest o UPA i Banderze, o wysiedleniach, o podziałach, o momentach gdy sąsiad stawał przeciw sąsiadowi, o śmierci i życiu na emigracji. Szczerze, prawdziwie, z zachowaniem dbałości o detale ale także poszanowaniem bohaterów. To powieść na jakie rzadko się trafia a prawie wcale obecnie, pisze. Stanowi zapis dziejów i pokazuje je od środka, z perspektywy uczestników, szczególnie kobiet. Autor bardzo dba o zachowanie też wierności stylowi wypowiedzi swoich bohaterów dzięki czemu zachowuje realizm i stara się uchwycić nastrój świata, którego już nie ma.

Nie spodziewałam się, że ta powieść tak mnie poruszy. Zachwycił mnie jej realizm, ogromna wrażliwość w opisywaniu nawet najtrudniejszych wydarzeń i szacunek do postaci i czasów. To zapis zupełnie innego etosu, innych postaw i wartości. Zachowany obraz świata, który brutalnie został zniszczony. Nie sposób też nie patrzeć z podziwem na rodzinę Wawrów. Nie poddali się, walczyli z przeciwnościami, stawali z podniesionym czołem i zawsze trzymali się razem by nawet na obczyźnie zachować cząstkę rodzinnych Hadyńkowiec. To piękna opowieść, w której najbardziej zaskakujące jest to, że jest autentyczna.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 87,4  cm - 3,1 cm = 84,3 cm