Seria ,,Podróż Nieoczywista" kolejny raz pokazuje nam bardzo intymny, subiektywny portret miasta. Tym razem bohaterem staje się Sztokholm. Jego obraz maluje nie gwar stolicy, nie wielkie muzea, nie centralne place czy miejsca, które powinno się zobaczyć. Patrzymy na to miasto oczami Katarzyny Tubylewicz, Polski która przybyła tam ponad dwadzieścia lat temu i która zbudowała sobie swój własny Sztokholm, odległy od turystycznego centrum.
Jej centrum jest bardziej kameralny, intymny ale mówiący wiele o tym jakie jest to miasto ale także jacy są jego mieszkańcy. To obraz pełen zaskakujących parków, nieoczywistych muzeów, schowanych gdzieś między uliczkami, pięknych willi na przedmieściach ale i dzielnic, których już nie ma bo zostały zburzone w imię postępu i nowoczesności. To właśnie miasto pokazuje fałsz pozornej otwartości Szwedów i ich tolerancji. Bo tylko tam dużo o czyjejś tożsamości może mówić dzielnica, z której się pochodzi lub mieszka. Pozorna integracja a jednak podziały na dzielnice bogate, prestiżowe ale i te w które lepiej się nie zapuszczać bo tam mieszkają imigranci. Ale to także bogactwo schowane za fasadą podmiejskiej klasycznej willi, gdzie za sąsiadów można mieć rodzinę królewską. Miasto sprzeczności, które bardzo stara się te sprzeczności schować, uciszyć, pokryć ciszą i pozornym spokojem.
Książka ,,Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą" została napisana w 2017 roku tuż po zamachach. I czuć w niej niepokój czy ten skandynawski raj przetrwa, czy harmonię uda się ocalić. Przyznam, że czytając miałam ochotę na ciąg dalszy. Chciałabym zobaczyć, przeczytać, usłyszeć co się zmieniło po tych prawie dziesięciu latach. Jak zmienił się Sztokholm po pandemii, kolejnych kryzysach? Sama Tubylewicz rozpaliła tą ciekawość sugerując, że tutaj pod płaszczykiem spokoju, zachodzą dynamiczne zmiany, które przeobrażają stolicę Szwecji. Że ta cisza jest tylko przykrywką, zasłaniającą nieustanny proces przekształceń. Dzięki pięknym fotografią syna autorki widzimy Sztokholm A.D.2017, który zachęca do odwiedzin i sprawdzenia jaki jest współcześnie, w drugiej połowie drugiej dekady XXI wieku.
Pod kołdrą
Nudny, mały, prywatny blog o książkach
wtorek, 27 października 2026
,,Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą" Katarzyna Tubylewicz
poniedziałek, 26 października 2026
,,Młócka" Marek Szymaniak
Pewnie każdy kto choć trochę interesuje się rynkiem pracy zwrócił uwagę
na niepokojące artykuły, które przewijają się co pewien czas. Kolejne
zwolnienia, a w branży korporacyjnej zagrożenie, że sztuczna
inteligencja zabierze pracę i pozbawi stanowisk tysiące. Niektóre z tych
rzeczy już się dzieją. Automatyzacja i wykorzystywanie robotów,
algorytmów czy modeli z wykorzystaniem sztucznej inteligencji stało się
codziennością. Dodatkowo pandemia bardzo mocno zmieniła model zachowań.
Powszechniejsza stała się praca zdalna czy zdalne monitorowanie
wykonywanych obowiązków. Pojawiły się nowe zawody, nowe możliwości i
nowe zagrożenia. Wydawać by się mogło, że największe zmiany zachodzą
tylko w pracy biurowej. Nic bardziej mylnego. Praca zmienia się w każdym
obszarze i czasem nawet nie zauważa się, że przyszłość już nadeszła.
Marek
Szymaniak to autor mocnego reportażu ,,Urobieni" o patologiach
polskiego rynku pracy. Tym razem sięga po kolejny temat, obok którego
nie da się przejść obojętnie: zmian na rynku prace w związku z
automatyzacją, większym wykorzystaniem narzędzi zdalnych czy robotów. To
nie tylko opowieść o programikach śledzących co pracownik robi na
służbowym komputerze i mierzących aktywność (co przeżyłam) ale pokazuje
także że te rozwiązania pojawiają się w branżach odległych od korpo jak
na przykład transport. Coraz więcej kierowców jest monitorowanych w
trakcie jazdy, sprawdza się czy jadą z odpowiednią prędkością, są w tym
miejscu gdzie powinni, wykorzystują przysługujące przerwy. W teorii
brzmi nieźle ale jak wszystko taki nadzór ma też swoje ciemne strony i
generuje stres, konflikty czy koszty. Ale najważniejsza: dehumanizuje.
Gubi się decyzyjność, poczucie własnej wartości, człowiek staje się
trybikiem podporządkowanym algorytmom i schematom.
Kierowcy to
zaledwie jeden z bardziej jaskrawych przykładów przywołanych w
reportażu. Jednak Szymaniak zagląda wszędzie. Mówi o
dzieciach-influencerach, o robotach na budowie, o korporacjach. Pokazuje
jak szybko mogą przebiegać zmiany i snuje przypuszczenia kto może być
ich ofiarą. Porusza też temat teoretycznego skrócenia czasu pracy w
tygodniu ale jak zawsze okazuje się, że przy tej koncepcji jest potężna
gwiazdka bo taki system, z oczywistych względów, nie będzie dotyczył
wszystkich.
,,Młócka" to reportaż ważny. Jest wstępem do rozmowy,
do zastanowienia się. Pokazuje, że przyszłość już nadeszła chociaż
jeszcze nie w pełni. Nadal możemy zatrzymać pewne procesy, albo
przynajmniej zmienić ich charakter. Współpraca ludzi i
robotów/algorytmów jest możliwa. Jednak trzeba pamiętać by nie zgubić
wrażliwości. Czy uważam, że niektóre przykłady są przejaskrawione? Tak,
ale to dobrze. Bo czasem trzeba pokazać problem jako większy niż jest
rzeczywiście aby móc w porę interweniować.
niedziela, 25 października 2026
,,Ostatni spacer" Aldona Szostak
Nowika ma dziewiętnaście lat. Tuż przed nią matura. Jednak jej życie
znacznie odbiega od przyjętej normy. Zdolna, inteligentna dziewczyna
skrywa wiele sekretów. Toksyczne relacje rodzinne to zaledwie czubek
góry lodowej. To czego nie widać jest mroczniejsze, bardziej
przerażająca, znacznie bardziej niebezpieczne. Dziewczyna nie jest
beztroską maturzystką. Wplątała się w ryzykowny romans ze starszym
mężczyznom ale również tkwi w samym środku przestępczego interesu, który
działa w jednym z popularnych sopockich klubów. Przemoc, seks i
narkotyki to dla niej codzienność. Jednak gdy spróbuje z tym zerwać
okaże się, że była to droga bez powrotu.
Już we wstępie autorka,
żona zmarłego dziennikarza śledczego Janusza Szostaka, wspomina, że
książka ta inspirowana jest autentycznymi wydarzeniami i autentyczną
sprawą w jaką zaangażowany był mocno jej mąż. Przyznaję, że próbowałam
szukać w internecie i pojawiała mi się tylko jedna, bardzo medialna i co
roku powracająca sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Nie wiem, czy
dokładnie o tą sprawę chodzi i nie chcę tego sugerować ale nie da się
uciec od skojarzeń. Bo ,,Ostatni spacer" to wprawdzie krótka powieść ale
pełna dramatyzmu, dosadności i reporterskiego zacięcia. Przestawia
historię młodej dziewczyny z patologicznego domu, która wplątała się w
coś co ją przerasta i czego nie da się zakończyć. Mocna, dosadna, bardzo
obrazowa pokazuje ciemną stronę Sopotu, tam gdzie rządzi pieniądz,
gdzie każda nawet najgorsza fantazja może się spełnić ale zawsze ktoś
ponosi niewyobrażalny koszt. Gdzie narkotyki są na wyciągnięcie ręki a
deprawacją jest oczywistością.
,,Ostatni spacer" to nie tylko
niezły kryminał, który trzyma w napięciu od pierwszych stron. To też
powieść o młodzieńczych błędach, naiwności, że da się oszukać świat i
cenie jaką przyjdzie zapłacić gdy osunie się grunt spod nóg. Tutaj od
początku czuć, że marzenia są tylko mrzonkami, które rozwieją się wtedy
gdy uwierzymy, że da się jej zrealizować. Surowa forma podkreśla
surowość treści, jej bezlitosność. Nie ma tutaj ładnych obrazów,
romantyczności nadmorskiego krajobrazu, jest zło w najczystszej postaci,
bezwzględności, brud, zepsucie. Bagno, które coraz bardziej każdego
wciąga. Ta powieść to trochę przestroga, trochę szansa, że będzie
krokiem by rozwiązać prawdziwą tajemnicę.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Luna!
czwartek, 22 października 2026
,,Ty pieronie! Biografia Franciszka Pieczki" Magda Jaros
Zaryzykuję stwierdzenie, że w całej polskiej kinematografii, ba nawet
popkulturze, nie ma drugiej postaci, która cieszyłaby się tak ciepłymi i
pozytywnymi skojarzeniami jak Franciszek Pieczka. Każdy z nas wychował
się w jego cieniu. I nie ważne czy był to lato z powtórkami ,,Czterech
pancernych", czy ,,Quo Vadis" oglądane w szkole czy niedzielne wieczory z
,,Ranczem". Może gdzieś po drodze były też inne filmy jak ,,Żywot
Mateusza", ,,Austeria" czy nawet zapomniana już komedia ,,Sprawa się
rypła". Franciszek Pieczka był zawsze obok nas, bawił, wzruszał,
patrzyliśmy na świat poprzez jego wrażliwość ale czy właściwie cokolwiek
o nim wiedzieliśmy?
Okazuje się, że napisanie biografii kogoś
takiego jak Pieczka nie jest łatwe. To nie jest bohater skandali, w
żadnym momencie jego kariera nie zachwiała się bo powiedział coś nie
tak. Nie dzielił się swoim życiem na prawo i lewo. Właściwie poza
podstawowymi faktami niewiele wiadomo o jego prywatności. Mocno ją
chronił. Ale wynikało to także z tego kim był. Z jego śląskiego,
solidnego charakteru oraz podejścia do zawodu, który wykonywał. Książka
Magdy Jaros próbuje pokazać obraz Franciszka Pieczki właśnie z
perspektywy pracy, poprzez analizę jego najważniejszych ról zarówno
teatralnych jak i filmowych. Z analizy wyłania się człowiek skromny,
sumienny, z ogromnym etosem pracy ale równocześnie wrażliwy i potrafiący
tą wrażliwość przekazać. Postać poważna ale umiejąca żartować. Aktor,
którego nie wciągnął wir sławy, imprez czy brylowania. Ceniący sobie
rodzinę i spokój. Autorka rozmawia z ludźmi, którzy przez
dziesięciolecia byli obok i którzy z nim współpracowali. To właśnie z
ich opowieści wyłania się ciepła, pełna uroku i humoru opowieść o
człowieku, który sam o sobie niewiele mówił.
Może to nie jest
biografia na jaką się czeka. Bo nudna, bez skandali, bez mrocznych
sekretów czy trupów pochowanych w szafie. Ale jednak to biografia
pokazująca obraz człowieka silnego, mądrego, dobrego, skromnego, który
nie musi udawać. Nie musi zabiegać. Zna swoją wartość, wie co się od
niego oczekuje i który znalazł szczęście w prostym życie. Czytałam i
trochę zazdrościłam. Bo dzisiejszy świat wymaga pędu, wymaga walki,
zabiegania o uwagę. A Franciszek Pieczka był tego dokładnym
przeciwieństwem a i tak po jego śmierci płakała cała Polska. Udowadniał
swoją pracą, że solidność i wrażliwość mają sens.
poniedziałek, 19 października 2026
,,Grzeczni już byliśmy" Clare Pooley
Tytuł oryginału: How to Age Disgracefully
Dafne właśnie świętuje swoje siedemdziesiąte urodziny. Chociaż świętuje
to za duże słowo. Ona uświadamia sobie, że ma 70 lat. Kilkanaście lat
wcześniej sama skazała się na zamknięcie w mieszkaniu i samotność.
Jednak teraz postanowiła coś zmienić. Najwyższy czas wyjść do ludzi i
zawrzeć nowe znajomości. Przypadkowo trafia do pobliskiego domu kultury i
poznaje seniorów, którzy mocno wymykają się stereotypom. Idealnie, bo
Dafne też nie jest zwyczajna, tak jak sekret, który skrywa. Gdy jeszcze
dojdzie walka o przetrwanie domu kultury i ukaranie niewiernego męża
animatorki wspierającej seniorów, będzie się dziać. Jedno jest pewne, na
starość nikomu nie grozi nuda.
,, Grzeczni już byliśmy " to kolejna książka, którą czytam obalająca mit
spokojnej starości. Dafne przypominała mi trochę Kiriko (Dziennik zbrodni Kiriko). Podobnie jak tam, tutaj też staruszka uświadamia sobie,
że trzeba coś zmienić w swoim życiu i przełamać samotność. Kiriko
popełnia ,,zbrodnie" aby trafić do więzienia i mieć zapewnioną opiekę.
Ale, że jest dosyć pechowym zbrodniarzem to zamiast tego znajduje
przyjaciół. Podobnie jest z Dafne. Tylko, że ona coś mrocznego ukrywa.
Wszystko co dzieje się wokół domu kultury pokazuje, że daleko jej do
statecznej staruszki, robiącej szaliki na drutach. Dafne ma siłę,
zdecydowanie i wyjątkowy umysł analityczny. A każdy kto zadrze z nią,
lub jej nowymi, nie oczywistymi przyjaciółmi nie może spać spokojnie.
Ta książka to genialny zastrzyk pozytywnej energii. Pełna absurdalnego
humoru, ciepła, pokazująca, że gdy się chce to wiek naprawdę jest tylko
liczbą a różnice pokoleniowe wcale nie są nie do przeskoczenia. Rozbija
na drobne mit, że na starość to tylko godność zostaje. Wręcz przeciwnie,
to właśnie wtedy można robić co się chce. I że nigdy nie jest za późno
by zadbać o relacje międzyludzkie.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!
środa, 14 października 2026
,,Władza absolutna" David Baldacci
Nawet doświadczonego złodzieja da się zaskoczyć. Dla Luthera miało to być proste włamanie. Wcześniej sprawdził dom, doskonale się przygotował. Wiedział po co idzie i jak to zdobyć. Rezydencja miliardera miała być pusta. Jednak ktoś w ostatniej chwili zmienia plany. To powoduje, że Luther zostaje uwięziony w skarbcu, w sypialni, za lustrem weneckim i widzi morderstwo. Nawet nie sama brutalność aktu szokuje a bardziej to, kto jest mordercą. Bo przecież uwielbiany Prezydent USA nie może mieć aż tak mrocznego oblicza, prawda?
,,Władza absolutna" to thriller polityczny, który trzyma w napięciu od pierwszych stron. To nie jest klasyczna gra w dobrych i złych. Bo właściwie gdzie przebiega granica jeśli świadkiem jest złodziej a mordercą prezydent? To zaburzenie proporcji ujawnia szokujący obraz świata, w którym każdy może być zdolny do najbardziej szokujących zachowań byle by tylko utrzymać swoją pozycję. Ślady zbrodni, początkowo idealnie zatarte, powoli zaczynają mówić. A to wywoła lawinę zdarzeń. Nikt nie będzie bezpieczny, a oberwać rykoszetem może prawie każdy.
Dla mnie, osoby, która wychowała się na thrillerach Johna Grishama i czytała go od wczesnych lat dwutysięcznych, ta powieść ma dodatkowy smaczek, bo rozgrywa się w latach 90tych. I ten klimat doskonale czuć. Nowe technologie dopiero raczkują, nadal najważniejszy jest spryt i zdolność logicznego myślenia. I właśnie to jest najmocniejszą bronią przeciwko spiskowi sięgającemu samych szczytów władzy. Nawet idea prezydenta-mordercy doskonale wpisuje się klimat końcówki wieku, gdy rozpadały się ideały a śledczy byli silni, zdeterminowani i nieulegający naciskom.
Thriller Baldacciego czyta się rewelacyjnie. Mocna powieść ze świetnie rozplanowaną akcję, gdzie nie da się przewidzieć kolejnego ruchu. Pełna napięcia ale równocześnie udowadniająca że władza deprawuje najbardziej i zagłusza jakiekolwiek wyrzuty sumienia.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA S.A.!
poniedziałek, 12 października 2026
,,Układ" Elle Kennedy
Tytuł oryginału: The Deal
On jest gwiazdą uniwersyteckiej drużyny hokejowej, który osiąga wszystko co sobie zaplanuje. No może prawie wszystko, bo okazuje się, że zaliczenie z filozofii jest chwilowo poza jego możliwościami. Ona wrażliwa studentka skupiona na muzyce, której w końcu ktoś wpadł w oko. Tylko, że dla tego kogoś ona nie istnieje. Inne cele, inne środki ale okazuje się, że Garrett i Hannah mogą sobie wzajemnie pomóc. Ona będzie jego korepetytorką, on pomoże jej zwrócić uwagę tego kto budzi jej zainteresowanie. Czy coś tu może pójść nie tak? Dużo, i nawet sami zainteresowani nie zdają sobie sprawy, w co właśnie się wpakowali.
Nie będę kłamać ale po ,,Układ" sięgnęłam pod wpływem serialu. Zupełnie nie wiem, dlaczego nie czytałam tej serii jedenaście lat temu, gdy pojawiła się po raz pierwszy na polskim rynku. Wtedy ominęło mnie szaleństwo ale teraz dałam się mu porwać z pełną świadomością. Bo ,,Układ" to bardzo prosta historia. Wszyscy doskonale wiemy od pierwszych stron jak to się skończy bo udawanie kochanków szybko przestaje być udawaniem. Jest zabawnie, pikantnie i z pewnością nie brakuje bardzo wyrazistych scen. Autorka próbuje pogłębić postacie serwując im kilka traum w przeszłości, co z pewnością ma swoje plusy bo jest polem do otwarcia dyskusji i pokazanie, że przeszłość nie musi determinować przyszłości. Jednak umówmy się, że traumy są dosyć powierzchowne i bohaterowie szybko sobie z nimi radą.
Chyba największą zaletą książki jest jej lekkość. To właściwie samo się czyta. Garrett i Hannah są uroczy i zabawni w tym, że nie dostrzegają tego co pomiędzy nimi się rodzi. Jest emocjonująco, seksownie i zabawnie. Trochę jednak raził mnie język tłumaczenia. Nie mam pojęcia skąd tłumaczka wzięła niektóre zwroty. Próbowałam sobie tłumaczyć to tym, że pierwsze wydanie było w 2015 roku, czyli było mi bliżej wiekowo do bohaterów niż teraz :) ale serio, nie pamiętam, żeby ktokolwiek mówił tak jak sugeruje to książka. Może mnie coś ominęło? Albo pamięć mi szwankuje. Jednak jedenaście lat to szmat czasu!






