czwartek, 1 października 2026

,,Twoja aż po grób" Ivy Fairbanks

Tytuł oryginału: Morbidly Yours

 Chyba najmniej oczywistym tłem dla komedii romantycznej jakiego mogłabym oczekiwać jest zakład pogrzebowy. Bo jak śmierć i żałoba w swojej najbardziej dramatycznej fazie w żaden sposób nie łączą mi się z zakochaniem i miłością. Jednak ,,Twoja aż po grób" udowadnia, że da się znaleźć punkt wspólny i jeszcze zrobić to w taki sposób, że zamiast kiczu czy ciar żenady, czytelnik poczuje ciepło.

Głównym celem Lark było nie tylko zaczęcie nowej pracy w Dublinie ale także odcięcie się od życia jakie zostawiła za sobą w Stanach. Tutaj chce zacząć na nowo. Tylko, że jej sąsiadem zostaje nieśmiały przedsiębiorca pogrzebowy, który musi w dosyć krótkim czasie znaleźć żonę aby móc kontynuować rodzinną tradycję. Ostatnim czego chce Lark jest związek. Jednak rodząca się przyjaźń z Callum nie pozwala jej zostawić go na pastwę losu i dziewczyna staje się jego wsparciem w ... randkowaniu.

,,Twoja aż po grób" to ciepła opowieść o dwojgu samotnych, zagubionych ludzi, którzy spotkali się w najmniej oczywistym miejscu. Tak, to przewidywalny romans ale za fasadą kolejnej komedii romantycznej jest też poruszająca opowieść o żałobie, podnoszeniu się po stracie i uczeniu się żyć dalej. Bohaterowie próbowali zbudować wokół siebie mur aby uchronić się przed ponownym zranieniem. Uważali, że wycofanie jest najlepszą strategią przed utratą pozornej kontroli nad swoim życiem oraz dzielnie udawali, że wcale nie boją się wyjść na przeciw temu co stawia przed nimi los. Jednak los, jak to los, zakpił sobie z nich i zafundował im uczucie jakiego się nie spodziewali i szansę, na jaką nie liczyli.

poniedziałek, 28 września 2026

,,Dom upiorów" Margit Sandemo

Tytuł oryginału: Bakom fasaden

 Elisabet Paladin, prawnuczka Ulvhedina, to niezwykła dziewczyna, zupełnie nie pasująca do epoki, w której przyszło jej żyć. Zdecydowana, samodzielna, nie podporządkowuje się konwenansom. Wszystko zmienia się gdy na jej drodze staje Vemund Tark. Budzi jej zainteresowanie i wydaje się idealnie do niej pasować. Jednak mężczyzna skrywa swoje tajemnice, zmuszające go do zaskakujących zachowań.

Z ,,Domem upiorów" saga wraca na stare, przewidywalne tory. Tengel Zły został odłożony na bok. Co miało się stać, już się stało. Póki co rodzina czeka na kogoś, kto dopiero ma się pojawić. Dlatego ten tom jest powrotem do klimatu gotycko-romantycznego. Ponownie, kolejny przedstawiciel Ludzi Lodu trafia do tajemniczej posiadłości i robi wszystko aby odkryć jej sekrety. Właściwie nic ciekawego, czy przełomowego się tutaj nie dzieje. A i sami Elisabet i Vemund są trochę nudni. Brakuje im tej wyrazistości, którą mieli choćby Cecylia i Alexander czy Villemo i Dominik. Ich problemy są wypadkową niedopowiedzeń i niepotrzebnych, wyolbrzymionych wyrzutów sumienia. Vemund ma ogromną wrażliwość ale źle ukierunkowaną. A Elisabet wydaje się kopiować zachowania swoich przodkiń ale brakuje jej charyzmy i zdecydowania. Jej wrażliwa i empatyczna, zdecydowanie delikatniejsza niż jej babki, które bez wahania sięgały po to co chciały. Dziewczyna bardziej poddaje się wydarzeniom i gdyby nie zaskakująca pomoc, wszystko mogłoby się inaczej skończyć.

,,Dom upiorów" uspokaja akcję. Przypomina, że to przede wszystkim romantyczna opowieść, z nutką gotyckiej magii oraz szerokim tłem społecznym. Ten tomik to potrzebny przeskok pokoleniowy i mam nadzieję, zapowiedź czegoś większego w kolejnym.

poniedziałek, 21 września 2026

,,Nadzieje" Melka Kowal


 Erin nie ma ostatnio łatwo. Wcześniej była popularną pisarką powieści romantycznych, miała krąg bliskich przyjaciółek i jak się wydawało, ukochanego. Jednak były chłopak wplątał ją w skandal obyczajowy, sprzedaż jej książek poleciała na łeb na szyję. Pod wpływem impulsu (i alkoholu) podjęła kontrowersyjną decyzję, której skutki finansowe zupełnie nie pasują do obecnej sytuacji. Krótko: Erin jest samotna, rozżalona, spłukana a jeszcze na dodatek musi pomóc rodzinie. Jedynym rozwiązaniem jest szybkie wyjście za mąż. I tutaj zupełnie przypadkowo pojawia się ktoś, kogo miała nadzieję nigdy nie oglądać, a kto dziesięć lat wcześniej boleśnie złamał jej serce.

,,Nadzieje" to ciepła, zabawna powieść o radzeniu sobie z przeciwnościami losu w bardzo nie szablonowy sposób. Erin otoczona jest bliskimi, ma przyjaciółki, które gotowe są dla niej na wszystko, ma rodzeństwo, ale uparła się, że sama będzie dźwigać na swoich barkach problemy nie tylko swojej ale i wszystkich na około. To wpakuje ją w mniejsze i większe kłopoty - spotkanie z włoską mafią będzie tylko przedsmakiem. Dziewczyna uparcie nie chce przyznać, że potrzebuje pomocy. Na szczęście na jej drodze ponownie pojawia się Fox, który znają lepiej niż ona sama. On też jej potrzebuje, żeby móc zrealizować swojej cele ale równocześnie staje się dla niej tarczą, ramieniem i poduszką do wypłakania się. Tylko, że Erin bardzo długo nie chce przyznać, że uczucie sprzed lat wcale nie wygasło. Pozwala by dawna uraza przesłoniła jej teraźniejszość.

,,Nadzieje" to książka, którą bardzo przyjemnie się czyta. Lekka, zabawna, chociaż nie każdy humor pojawiający się w niej do mnie trafiał, niesamowicie romantyczna oraz zbudowana wokół motywu drugich szans. Ma w sobie dużo ciepła, pozytywnej energii i chyba to w niej jest najlepsze. Może nie zmieni niczyjego życia ale z pewnością sprawi, że wieczór pod kocem z herbatą będzie przyjemniejszy. Ma w sobie coś co otula, jest przesycona aurą przyjaźni, pokonującej nawet najcięższe przeszkody. To po prostu książka dla beznadziejnych romantyczek, które wierzą, że wystarczy mieć nadzieję a wszystko jakoś się rozwiążę, nawet w najbardziej absurdalny czy zaskakujący sposób. 

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

sobota, 19 września 2026

,,Berlin 1936" Oliver Hilmes

Tytuł oryginału: Berlin 1936: Sixteen Days in August

 Sierpniowe dni lata 1936 roku zapiszą się na zawsze w pamięci ludzkości. To właśnie wtedy oczy i uszy całego świata zwrócone były ku Berlinowi, gdzie przez szesnaście dni miały odbywać się Igrzyska Olimpijskie. Jak się później okazało ostatnie igrzyska przed wojną, która zmieniła układy sił na świecie, granice państw a przede wszystkim zmieniła spojrzenie na ludzkość. Te szesnaście dni miało być celebracją idei humanizmu, świętem sportu. Jednak po stronie Trzeciej Rzeszy były też inne motywacje, jak pokazanie swojego przyjaznego, pokojowego oblicza, badanie nastrojów i sprawdzanie gdzie leży granica, za którą nie mogą przejść. Szesnaście dni w ciągu, których wiele się działo. I nie tylko na olimpijskich stadionach.

,,Berlin 1936" to opowieść złożona z impresji, mignięć oka odnoszących się do codzienności obywateli pomieszanych z wydarzeniami transmitowanymi na cały świat. I to w formie wyjątkowej bo to pierwsze igrzyska obserwowane przez oko kamery. Swój materiał właśnie wtedy tworzyła Leni Riefenstahl. Cały świat obserwował jak Jesse Owens stawał się bohaterem a Hitler przyglądał się temu z trybun. Ta książka daje wyjątkową kronikę igrzysk, złożoną z wielu małych obrazków. Widać przepych, dumę, bogactwo, majestat jaki chce pokazywać Trzecia Rzesza. Ale tuż obok, przemilczane, pozornie nieistniejące jest coś ważniejszego. Zaczyna się wojna - jeszcze bez armat ale są represje, ludzie są wykluczani lub internowani. Czuć niewypowiedziane zagrożenie. Nadal działają najważniejsze kluby, bary, restauracje ale niektórzy właściciele nie czują się już pewnie. Wszystko musi być dostosowane do nazistowskiej linijki, chociaż jeszcze w łagodnej wersji bo trwa olimpijska euforia.

Lubię książki, które w nieoczywisty sposób pokazują ważne rzeczy. Tutaj nie ma jednej narracji, czy jednego wątku. Jest wiele epizodów, które dopiero złożone w całość pokazują, że Igrzyska 1936 roku były czymś więcej niż świętem sportu. Były próbą generalną przed wybuchem wojny. Testowały jak daleko sięga polityka ustępstw, dokąd sięga wzrok opinii publicznej, jak wiele można zignorować. Z pojedynczego epizodu tego nie widać. Trzeba zobaczyć całość. I właśnie to widać z tej powieści-mozaiki. Widać zarówno władzę jak i codzienność. Widać plany jak i ich realizację. Widać rodzący się terror. Mimo, że wszędzie są światła reflektorów opromieniające zwycięzców to za nimi czai się mrok. Całość sprawia wrażenie dobrze zaplanowanego przedstawienia. 



Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!

środa, 16 września 2026

,,Biel" Małgorzata Oliwia Sobczak


 Samobójstwo młodej studentki w zimowy poranek wywoła lawinę zdarzeń, które wciągnie prokuratora Leopolda Bilskiego. Bilskiemu od początku coś nie pasuje i drąży. Ślady prowadzą go do trójmiejskich klubów nocnych, skrywających drugie, mroczne oblicze. Jednak nie tylko ta sprawa pochłonie prokuratora. Trudne śledztwo, zawirowania w życiu osobistym i echa przeszłości, które nieoczekiwanie doszły do głosu - trudny zestaw się wylosował, jednak on się nie poddaje i zaczyna dostrzegać szczegóły, które innym umknęły lub które ktoś celowo chciał zatrzeć.

Moja przygoda z ,,Kolorami zła" zaczęła się już dawno temu i chociaż rzadko sięgam po kolejne tomy, i czasem szczegóły poprzednich mi uciekają, to pamiętam klimat. A klimat ,,Bieli" jest niezwykły. Od razu, w pierwszych scenach nasuwa się skojarzenie ze zdeprawowaną niewinnością. Ale i ze złudzeniem. Bo wszyscy tutaj udają kogoś innego. Każdy próbuje prezentować wybielone, idealne oblicze, za którym czai się mrok, wynaturzenie, zło w najgorszej, perwersyjnej wersji. Nie ma tutaj miłości, uczuć, jest tylko maska i oszustwo, niebezpieczna gra pozostawiająca za sobą ofiary.

Dodatkowym atutem jest dwutorowo prowadzona akcja: współcześnie i u schyłku PRL. Bardzo namacalnie została uchwycona atmosfera tamtej epoki, mentalności, kolesiostwa i szarej strefy, jaka tworzyła się pomiędzy policją i bandytami. Nic tam nie jest jednoznaczne, nikt nie jest bez skazy.

,,Biel" to bardzo mocny kryminał. Bardzo plastycznie napisany, z wyrazistymi postaciami, mocnym tłem społecznym oraz sprawą, która ujawnia najmroczniejsze ludzkie instynkty. Gdy już zacznie się czytać, nie można się oderwać.

poniedziałek, 14 września 2026

,,Świat jej oczami" Kim Holden

 

 Tytuł oryginału: Eye for an I

Świat Sophie jest bezpieczny i ... nudny. Stabilna, chociaż niedoceniana praca, związek z przeciętnym mężczyzną, znajome środowisko, w którym nie ma miejsca na pasję. Tylko z dnia na dzień wszystko się wali. Związek się rozpada a z pracy odchodzi z hukiem. Wtedy jeszcze nie wie, że jedno przypadkowe wyjście na koncert, jedna rolka na Instagramie, przypadkowy komentarz pod zdjęciem mogą zmienić wszystko. Nagle świat Sophie nie będzie już taki ułożony a ona sama zacznie przygodę pełną zaskoczeń, nieoczekiwanych szans i pasji.

Pierwszą połowę ,,Świat jej oczami" pochłonęłam na raz. Podobała mi się historia dziewczyny, której wali się świat a ona z tego chaosu próbuje się wygrzebać. Świetnie skonstruowane były postacie drugoplanowe: jej siostra i siostrzeniec, pchający ją do zrobienia czegoś co wykracza poza jej strefę komfortu. To właśnie w tej części było najwięcej emocji: strach przez nowym, brak pewności siebie, zaskoczenie, gdy ktoś zwraca na nią uwagę i poczucie wolności gdy wreszcie się temu poddaje. Ale to nie tylko powieść o zmianach ale także bardzo uroczy romans, w którym idealny facet pojawia się z zaskoczenia, chociaż nie jest zaskoczeniem. Może za dużo tak oczywistych zbiegów okoliczności ale dodają klimatu i budują otoczkę baśniowości.

Przyznaję, że czytałam z ogromną przyjemnością, było lekko, zabawnie, z nutą pikanterii. Dlatego nie podobało mi się zakończenie, które spłyciło całość. Nagle wszystko się rozwiązało, wszyscy zachwyceni więc możemy kończyć. Zakończenie odebrało historii Sophie i Evera głębię, pozbawiło ich puenty, sprawiło, że ich problemy, ich przeszłość stała się mało ważna. Nagle zamiast dwojga zagubionych ludzi, próbujących posklejać swoje życia pojawiają się cukrowe figurki z idealnym życiem. Historia w finale straciła swoją lekkość, zadziorność, specyficzny humor, który mnie porwał na początku. Jednak nadal jest to opowieść, wobec której nie da się przejść bez uśmiechu na ustach. Z pewnością zaskoczy, wywoła wzruszenie, zaskoczenie, będziecie śmiać się z bohaterami i drżeć przed stawianiem kroków w nieznane. Ma dużo ciepła i pozytywnej energii. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!



piątek, 11 września 2026

,,Francuz" Anna K. Bandurska


 Koniec XIX wieku, środowisko polskich emigrantów zamieszkujących Francję po upadku powstania styczniowego. To właśnie tam żyje mała rodzina Dworaków. Ich główną troską jest młodsza córka, Anna, która nadal jest niezamężna. Dziewczyna już raz się sparzyła dlatego zostaje nieufna wobec mężczyzn. Jednak pojawienie się charyzmatycznego Sebastiana może wszystko zmienić. Młoda kobieta szybko się zakochuje ale droga do szczęścia będzie usłana wieloma trudnościami. Przeszkodą będą nie tylko nieporozumienia między zakochanymi ale także inni usilnie próbujący rozdzielić parę.

,,Francuz" to moje zaskoczenie, bo to jest romans historyczny napisany zgodnie z wszystkimi regułami gatunku. Czyli coś zupełnie innego, niż to co obecnie króluje na półkach bibliotek i księgarń. Tutaj nie ma silnej, zdecydowanej bohaterki z determinacją walczącą o swoje. Jest wręcz przeciwnie, Anna to idealna przedstawicielka epoki i gatunku. Delikatna, wrażliwa, z łatwością dająca się manipulować, mdlejąca na zawołanie i ulegająca wątpliwością podsycanym przez otoczenie. To wszystko sprawia, że nie ma tu zadziorności a jest baśniowa otoczka i cała gama nieporozumień, trochę wyolbrzymionych, trochę przerysowanych.

Ta książka jest schematem ale doskonale poprowadzonym, sprawiającym ogromną przyjemność bo z ciekawością obserwujemy co jeszcze może się wydarzyć. Oczywistym jest, że bohaterowie muszą się połączyć ale zanim to nastąpi będą intrygi małe i duże, ujawniane są sekrety oraz cała gama nieporozumień. W tej powieści genialne jest to, że już tak się nie pisze takich romansów, pełnych delikatności, bezradności, podążania za konwenansami. To ogromne odświeżenie i dla mnie powrót do korzeni bo dokładnie od takich romansów zaczynałam swoją przygodę wieki temu. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi!