czwartek, 23 maja 2019

,,Woziłam arabskie księżniczki" Jayne Amelia Larson

 Tytuł oryginału: Driving the Saudis. (A Chauffer's Tale of the World's Richest Princesses (and their servants, nannies and one royal hairdresser)

Przyznaję, że mam spory problem z tą książką bo do końca nie rozumiem celu (poza stricte komercyjnym) po co w ogóle ta książka została napisana i wydana.

Autorka, aspirująca producentka, aktorka, scenarzystka, w momencie kryzysu finansowego podejmuje się pracy szofera. Jednym z zadań jakie zostają jej przydzielone jest siedmiotygodniowe towarzyszenie saudyjskiej rodzinie królewskiej. Larson jest jednym z wielu szoferów, który wozi członków tej rodziny ale raczej tych o mniejszym znaczeniu, częściej służące lub fryzjera. Ma możliwość podejrzeć zachowania saudyjskich elit ale w bardzo ograniczony sposób. Jej praca to tak naprawdę harówka dwadzieścia cztery godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Spełnia najdziwniejsze zachcianki i obserwuje.

No i gdyby tylko obserwowała i zapisywała to może jeszcze byłoby to sensowne ale Larson wpycha się na pierwszoplanową postać całej tej historii. To ona jest przebojowa, pomysłowa, zaradna a to, że ma dołek życiowy to przecież nic nie znaczy bo przecież jakiś producent zaciekawiony chodliwym tematem jakim są obrzydliwie bogaci Saudyjczycy przeczyta książkę i z miejsca ją zatrudni. Bo wszystko co przekazuje Larson jest strasznie powierzchowne, naiwne i skupione tylko na tym by autorka lepiej wypadła. Zaledwie kilka rozdziałów na dwadzieścia cztery można odebrać jako pokazywanie saudyjskiej rodziny królewskiej od innej, nowej strony. Większość to całe mnóstwo truizmów przedstawione w ładnej, krzykliwej i przystępnej dla większości formie.

niedziela, 19 maja 2019

,,Żeby umarło przede mną" Jacek Hołub


Długo myślałam nad tym co mogę tutaj napisać. Czy pięć historii to dużo czy mało? Czy pięć życiowych dramatów głośno krzyczy, czy przechodzi bez echa? Czy pięć rodzin, które sobie jakoś radzą - lepiej lub gorzej - może stanowić reprezentację dla całego problemu jakim jest w Polsce niepełnosprawność dziecięca? Nie wiem, nie umiem odpowiedzieć na pytania, które kłębią mi się w głowie. Ale zdaję sobie sprawę, że reportaż taki jak ten to jednocześnie za dużo na raz ale i za mało by przedstawić kompletny, wieloaspektowy obraz. To zaledwie wstęp, prolog pozwalający zobaczyć i zrozumieć świat, który jest obok nas, bardzo często schowany za drzwiami mieszkań i domów.

Jacek Hołub dotarł do pięciu kobiet, które zdecydowały się szczerze, bez ozdobników i słodzenia ale i bez tworzenia niepotrzebnego dramatu opowiedzieć jak to jest żyć z niepełnosprawnym dzieckiem. Dzieckiem, które nigdy nie dorośnie, nie będzie samodzielne nawet na najprostszym fizjologicznym poziomie, dzieckiem, które absorbuje całą uwagę, siłę, środki finansowe. Jak to jest żyć z dzieckiem, które jest inne, wykluczone ze społeczeństwa. Są to opowieści do bólu szczere, mówiące o najintymniejszych myślach, przywołujące to wszystko co się kłębi w głowie a co normalnie nie znajduje zrozumienia u innych. To opowieści o codziennym trudzie, mozole, walce o wszystko ze wszystkimi, dobijaniu się do lekarzy, rehabilitantów. Nieustanna walka o minimum potrzebnej uwagi, która mogłaby przełożyć się na godne życie dla ich dzieci. Ale to także opowieść o miłości, którą wręcz trudno pojąć. Teraz gdy mówi się tak wiele o dostępie do aborcji, słowa kogoś mówiącego, że gdyby miał wybór i jeszcze raz urodził niepełnosprawne dziecko brzmią wręcz jak akt heroizmu.

Myślę, że ten reportaż to jeden z tych, które TRZEBA przeczytać. Tak, można mu wiele zarzucić: że opowieści nie są zbyt reprezentatywne, że zbytnie uproszczenie, że to, że tamto. Tak, wszystko racja. Ale od czegoś trzeba zacząć oswajanie się z tematem i próbowanie zmiany. A warto choćby od takiego właśnie reportażu.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 98,1 cm - 1,5 cm = 96,6 cm.

sobota, 18 maja 2019

,,Koh-I-Noor. Historia najsłynniejszego diamentu świata" William Dalrymple, Anita Anand

 Tytuł oryginału: Koh-i-Noor: The History of the World's Most Infamous Diamond

Wydaje się, że kamienie to nudny temat. Bo co można o nich powiedzieć? Podać kształt, rozmiar, skład chemiczny? Nuda! Istnieje jednak taki rodzaj kamieni, który rozpala wyobraźnię, burzy krew w żyłach oraz wyzwala w ludziach najbardziej pierwotne instynkty. To kamienie szlachetne, a szczególnie diamenty. A gdy dodatkowo łączy się z nimi pasjonująca historia oraz owiane są tajemnicą oraz klątwą wtedy jak nic, mamy gotowy materiał na pasjonującą opowieść.

Taka właśnie jest książka autorstwa duetu W.Dalrymple i A. Anand o najsłynniejszym diamencie świata Koh-I-Noor. Śledzą oni historię kamienia od najdawniejszych, wręcz legendarnych czasów do współczesności. Ich książka staje się relacją z podbojów, grabieży, zwycięstw i porażek jakich świadkiem był ten właśnie kamień. Od czasów Mogołów po Elżbietę II, dla każdego Koh-I-Noor był ważnym symbolem, symbolem władzy, panowania, uosobieniem pewnego nietypowego piękna. Wielki ponad stukaratowy kamień to odwieczne pragnienie wielu, przechodzące z rąk do rąk w wyniku spisków, knowań, zdrad czy wyłudzeń. Finalnie trafiło w ręce królów angielskich, ale do dziś sposób przejęcia kamienia budzi wątpliwości. Czy rzeczywiście był bezinteresownym prezentem a nie bezczelną kradzieżą, dokonaną pod przykrywką kolonializmu?

Na pewno historia tego właśnie kamienia wyróżnia go na tle wielu innych, większych i o lepszym szlifie. Bo jego historia idealnie wpisuje się w historię Indii, kolonializmu brytyjskiego. To opowieść o najbardziej pierwotnych ludzkich instynktach, którymi kieruje zawiść, pragnienie władzy i bogactwa, brutalność. Dodatkowo wyjątkowość Koh-I-Noor podsyca plotka o związanej z nim klątwie, sprowadzającej nieszczęście na tych co go noszą.

Warto sięgnąć po tę powieść i zapoznać się z nietypową ale wciągającą opowieścią, gdzie chociaż diament zajmuje najważniejsze miejsce miejsce to tak naprawdę prym wiodą ludzie. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 100,1 cm - 2,3 cm = 98,1 cm.

,,Kluczowy świadek" Jørn Lier Horst


Tytuł oryginału: Nøkkelvitnet

W małym mieście, w jednym z domów zostają odkryte zwłoki starszego mężczyzny. Człowiek ten został brutalnie zabity. Sprawa wydaje się o tyle dziwna, że mężczyzna ten był samotnikiem, odludkiem, którego jedynymi zainteresowaniami było tango i obserwacja ptaków. Skierowany do rozwiązania sprawy William Wisting krok za krokiem odkrywa zupełnie nowe oblicze mężczyzny a przez to powoli zbliża się do rozwiązania całej zagadki.

,,Kluczowy świadek" może nie jest spektakularnym kryminałem ale zaciekawia i trzyma w niepewności do samego końca. Sam autor w przedmowie do polskiego wydania, że jego pierwsza książka o Williamie Wistingu ma raczej prostą fabułę ale przynajmniej dla mnie nie stanowi to wady. Autor prowadzi ciąg zdarzeń w sposób logiczny i bardzo prawdopodobny  i chociaż nie sili się na szokujące zwroty akcji, cały czas gubimy się w podejrzeniach co dokładnie się wydarzyło w noc świętojańską. Dopiero powolne odsłania kolejnych kart pokazuje cały, dosyć zaskakujący obraz.

Powieść Horsta ma jeszcze tę zaletę, że głównym bohaterem nie jest zmęczony życiem, zgorzkniały policjant ale całkiem zwyczajny czterdziestokilkuletni komisarz, którego sprawy nadal ciekawią, który chce odnaleźć sprawców. Ne sili się na moralizowanie, po prostu wykonuje dokładnie i uczciwie swoją pracę.

A tak zupełnie na marginesie dodam, że ostatnio czytałam książkę o Norwegii i Norwegach i ciekawym doświadczeniem było odnaleźć to co autorka podaje jako typowe norweskie zachowanie na kartach powieści. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 103,1 cm - 2,8 cm = 100,3 cm.

piątek, 10 maja 2019

,,Zimowy wiatr na twojej twarzy" Carla Montero

 Tytuł oryginału: El invierno en tu rostro

O Carli Montero wiem jedno: umie opowiadać historie, w których historia odgrywa ważną rolę ale nie przesłania człowieka i jego losów. Zauroczyła mnie ,,Wiedeńską grą", zaczarowała ,,Złotą skórą", mierzyłam się ze ,,Szmaragdową tablicą" ale dopiero ,,Zimowy wiatr..." porwał mnie tak, że nie umiałam się oderwać.

Czwarta powieść autorki czerpie pełnymi garściami z jej prywatnej rodzinnej historii. Na kanwie wspomnień przodków buduje opowieść o dwojgu młodych ludzi: Lenie i Guillenie, których rozdzielił przypadek a potem podzieliły poglądy i dwie wojny - wojna domowa w Hiszpanii i II wojna światowa. Autorka opowiada o uczuciach, pasjach, przekonaniach na tle wielkich wydarzeń historycznych. Buduje bardzo wiarygodną i przekonującą opowieść, o tym że dobrzy ludzie byli po obu stronach barykady a wtedy, w tamtym momencie zdarzeń, nie zawsze od razu dało się rozróżnić, która strona jest tą właściwą. Montero tak jak i prawdziwa historia, rzuca bohaterów po całej Europie pokazując różne oblicza wojny, pozwalając odczuć to jej łagodniejsze oblicze, jak i to bardzo brutalne i okrutne.

,,Zimowy wiatr..." to opowieść, na którą od dawna czekałam. Taką, która mnie prawdziwie wzruszy, pokaże coś zwyczajnego ale w nowy sposób, da odczuć prawdziwe zdarzenia i prawdziwe emocje. Czekałam na opowieść, w której to ludzie i ich uczucia będą odgrywać główną rolę ale nie będzie banalna czy przewidywalna. Czekałam na opowieść, która zaprezentuje całą paletę wrażeń ale nie będzie przesłodzona czy zbyt idealna. Montero wszystko idealnie wyważyła i powstała powieść, którą ciężko będze zapomnieć.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 107,5 cm - 4,4 cm = 103,1 cm.

niedziela, 5 maja 2019

,,Mam chusteczkę haftowaną" Hanna Greń


,,Mam chusteczkę haftowaną" to moje pierwsze spotkanie z opowieściami kryminalnymi Hanny Greń. Spotkanie raczej przyjemne, chociaż nie obyło się bez zawirowań.

Prowincjonalne miasto, ze zwykłymi trochę przepracowanymi policjantami, na które spada nieoczekiwane i pozornie bez szans na rozwiązanie, zabójstwo. Przydzielony do niego aspirant Konstanty Nakański próbuje szukać jakiegoś tropu, który pozwoliłby mu choć trochę zbliżyć się do poznania prawdy. Jedynym tropem jest przesłana haftowana chusteczka z monogramem AB. Równocześnie młoda kobieta Eliza Rogowska w tragicznym wypadku traci oboje rodziców. Dziewczyna staje twarzą w twarz z sekretami, które ukrywano przed nią przez lata. Powoli musi poukładać sobie życie i okryć to co przed nią ukrywano. Losy Elizy i Kostka splatają się w pewnym momencie i to okazuje się, że mają ze sobą kilka punktów stycznych przez co nawzajem mogą sobie pomóc w odkrywaniu tajemnic.

Powieść Hanny Greń nie nazwałabym kryminałem, już bardziej opowieścią kryminalną, w której zagadka przeplata się z opowieścią obyczajową o odkrywaniu samego siebie i pokonywaniu przeszkód. Autorka dodała także delikatny wątek romansowy, który łagodzi wydźwięk całości i sprawia, że całość nie jest aż tak straszna i brutalna. A jaki jest właściwie ten główny wątek kryminalny? W moim odczuciu trochę nierówny. Początkowo zainteresował i wzbudzić ciekawość. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się więcej, jakie były motywy, co się wydarzyło, dlaczego? Autorka jednak skupiając się na realizmie pracy policjanta pozwoliła aby wszystkie emocje zostały stłumione przez szarą rzeczywistość i problem ze znalezieniem świadków i tropów. Był to moment, który ciężko było mi przetrwać ale cieszę się, że dałam radę bo chwilę później zaserwowana została niezła wolta, dzięki której wiele rzeczy zaczęło się rozjaśniać, akcja nabrała tempa i wszystkie elementy układanki zaczęły wskakiwać na swoje miejsce.

Ta powieść to z pewnością było ciekawe spotkanie i jestem przekonana, że jeszcze nie raz wrócę do rzeczywistości bielski policjantów by obserwować ich przy pracy oraz razem z nimi rozwiązywać kolejne zagadki kryminalne.

niedziela, 28 kwietnia 2019

,,Wrześniowe dziewczynki" Maureen Lee

 Tytuł oryginału: The September Girls

Nie jest tajemnicą, że uwielbiam wszelkiego rodzaju sagi rodzinne osadzone na tle Wielkiej Historii i pokazujące splątane losy wielu osób.

Lata 20-te XX wieku. Z powodu przypadkowego zrządzenia losu młoda irlandzka rodzina przybywa do Liverpoolu. Tam nic nie jest takie jak się zapowiadało, wita ich bieda, chłód i strach, do tego dochodzi jeszcze termin porodu. Zupełnie nieoczekiwanie znajdują schronienie w bogatej rezydencji, gdzie także pani domu rodzi swoje dziecko. Tej samej nocy przychodzą na świat dwie dziewczynki - jedna w głównej sypialni, druga w pokoiku w suterenie. I od tego dnia losy dwóch rodzin nierozerwalnie się złączą. Wspólnie przyjdzie im stawić czoła jednemu z najtragiczniejszych okresów w historii świata II wojnie światowej.

 ,,Wrześniowe dziewczynki" to doskonały przykład opowieści, która czasem bawi, czasem wzrusza, ale przede wszystkim pokazuje jak skomplikowane i poplątane jest ludzkie życie a sami ludzie są tylko marionetkami w rękach losu i nawet najlepsze, najpiękniejsze plany i marzenia bardzo szybko mogą wywrócić się na drugą stronę, a bieg zdarzeń okrutnie i boleśnie kpi ze wszystkiego i wszystkich. Ból miesza się z radością, tragiczne zdarzenia prowadzą ku zupełnie nowej, czasem lepszej drodze, śmierć miesza się z narodzinami. Miłość przeplata się z nienawiścią i zazdrością. I najważniejsze: czas zmienia wszystko - pewne rzeczy wygładza, innym nadaje nowe znaczenie, coś niszy by można było zacząć coś nowego. Ta historia to porywająca opowieść, która zawiera w sobie tak wiele obliczy ludzkiego życia, opowiedzianych z prostotą i zwyczajnością, pozbawionych patosu a przez to bardziej wymownych. Polecam!