czwartek, 9 kwietnia 2026

,,Tajemnica tajemnic" Dan Brown

Tytuł oryginału: The Secret of Secrets

 Moja znajomość z Danem Brownem jest raczej krótka. Dwadzieścia lat temu, gdy byłam w liceum oczywiście czytałam ,,Kod Leonarda Da Vinci" ale nic z tego nie pamiętam. Potem na studiach miałam podejście do ,,Aniołów i demonów" ale nic z tego nie wyszło (to pamiętam), że zasypiałam gdy tylko zaczynałam czytać. Ale teraz, po dobrych nastu latach postanowiłam spróbować ponownie, tym razem z najnowszą książką o przygodach Roberta Langdona. Jak wyszło? Średnio.

Lubię w książkach klimat więc na początku zaczarował mnie opis Pragi jako miejsca na stylu nowoczesności i magii. Miasta gdzie nadal żywe są tajemnice, miasta które skrywa sekret czekający na odkrycie i w którym niemożliwe staje się możliwe. Jednak to początkowe zauroczenie dosyć szybko się rozmywa.

 ,,Tajemnica tajemnic" jest, albo powinna być przygodówką z wielkim sekretem w tle. Ja mam słabość do takich historii. Moim guilty pleasurą są wszystkie książki gdzie skaczą, biegają, giną ale nie do końca a przy okazji rozwiązują zagadki z przeszłości i jeszcze biją złych. Generalnie ta konwencja jest tu zachowana ale jest tak absurdalna, że nawet ja nie mogłam tego wytrzymać. Są tajemnice i nawet niektóre się rozwiązują, źli zostają pokonani albo sami wcześniej odpuszczają i nawet tego biednego Langdona nie ma kto gonić. A on miota się po Pradze w śniegu w mokasynach i udaje herosa o połowę młodszego. Sama tytułowa tajemnica jest ciekawa ale myślę, że każdy kto dotrze do końca będzie zmęczony ilością pseudonaukowych wtrąceń i raczej poczuje ulgę, że to koniec, niż zachwyt nad geniuszem autora.

Cieszę się, że przeczytałam i dotarłam nawet do końca bo dzięki temu utwierdziłam się, w przekonaniu, że Dan Brown to nie dla mnie. Zostanę przy Jamesie Rollinsie i jego Sigma Force bo tam nie przynajmniej zaskoczą, rozbawią a nie będę wzdychać ze zniechęcenia.

wtorek, 7 kwietnia 2026

,,Morderstwo w księgarni" Merryn Allingham

 

Tytuł oryginału: The Bookshop Murder

Ta seria chodziła za mną już od dłuższego czasu ale zawsze coś innego było ciekawsze, ważniejsze. Jednak gdy w końcu zaczęłam czytać ,,Morderstwo w księgarni" przepadłam. To dokładnie to na co od dłuższego czasu czekałam.

Małe angielskie miasteczko. To właśnie tam Flora Steele prowadzi odziedziczoną po ciotce księgarnię. Ruch jest niewielki, klientów jak na lekarstwo bo kraj dopiero dochodzi do siebie bo powojennych ograniczeniach. Jednak młoda kobieta się nie zraża, chociaż prowadzenie księgarni nie było nigdy na jej liście celów. Chciała podróżować i przeżywać przygody. Jednak z pewnością na tej liście nie było znalezienie zwłok w swoim sklepie. Zaskakujące znalezisko nie pomaga w handlu, policja raczej nie widzi w tym nic podejrzanego więc rezolutna panna Steele musi sama zakasać rękawy i przeprowadzić śledztwo. Pomaga jej w tym, chociaż początkowo niechętnie, pisarz kryminałów mieszkający po sąsiedzku.

,,Morderstwo w księgarni" to kryminał bardzo sielski i przyjemny. Rezolutna panienka z darem pakowania się w kłopoty oraz trochę mrukliwy pisarz, przecież to duet idealny by rozwiązać każdą sprawę i dotrzeć do jej sedna. Uroczy małomiasteczkowy klimat potęguje tylko poczucie, że sprawę trzeba szybko rozwiązać aby przywrócić idylliczny widok. Samo śledztwo jest idealnie wyważone. Podejrzewamy od początku kto może kryć się za zasłoną ale i tak z ogromnym zaciekawieniem podążamy za śladami i śledzimy tok myślenia bohaterów. Nie trzeba się wysilać, można po prostu rozsiąść się wygodnie i obserwować.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

,,Dzikie kakao" Rowan Jacobsen


Tytuł oryginału:  Wild Chocolate: Across the Americas in Search of Cacao's Soul

Mimo, że to jeszcze nie 1 kwietnia to dałam się nabrać. Przyznaję, że spodziewałam się czegoś innego po tej książce. Moje wyobrażenie kierowało się raczej w stronę ,,Prawdziwej historii czekolady" i spodziewałam się kolejnej historii o tym skąd kakao a następnie czekolada wzięły się na naszych stołach. Tylko, że to nie ta opowieść. ,,Dzikie kakao" to zaskakująca, niesamowita, wyrazista opowieść o poszukiwaniach i to bardzo współczesnych.


Ta historia zaczyna się w miejscu, które wydawało mi się, że trochę znam i w żaden sposób nie kojarzyło mi się z kakao - w Boliwii. To właśnie tam po koniec XX wieku pewien Niemiec trochę przypadkiem odkrył wyjątkowe drzewa kakaowca i od tego momentu zaczęła się historia niezwykłych ziaren i niezwykłej czekolady.

Zwykły zjadacz czekolady (jak ja) nie zdaje sobie sprawy jak potężne mechanizmy stoją za jej produkcją i jak wiele go omija gdy sięga po marketową tabliczkę. Bo to nie jest opowieść o zwykłej czekoladzie, to opowieść o ziarnach rosnących w najgłębszych odmętach Amazonii, często samoistnie, o ich pozyskiwaniu oraz o ludziach, którymi kierowała pasja tak potężna, że podjęli się ich zbierania, fermentowania, suszenia i przekształcania w czekoladę najwyższej klasy. Z każdej strony bije prawdziwa pasja i prawdziwa miłość do czekolady. Bo to nie jest działalność nakierowana na masowość. Pozyskiwanie dzikiego kakao to właściwie ruch oddolny, angażujący lokalne społeczności i próbujący w etyczny i ekologiczny sposób wykorzystywać zasoby naturalne. Ma nie tylko zapewnić rozkosz dla podniebienia ale także przynieść korzyści ekonomiczne na obszarach pozbawionych innych perspektyw. Zadziwiające jest jak niepostrzeżenie opowieść o kakao staje się opowieścią o ludziach, ich działalności oraz staje się krokiem ku ratowaniu zarówno lasu tropikalnego jak i małych społeczności.

Autor kreśli tło, które pozwala zrozumieć rolę kakao i czekolady w przeszłości ale co istotniejsze, jest to silna współczesna opowieść. I to taka, która pokazuje ruchy ekologiczne z zupełnie innej perspektywy. Tutaj jest realne, wymierne działanie korzystne dla wszystkich stron. Ale to też uświadomienie laikom, że istnieje wysokogatunkowa czekolada, która jest czymś wyjątkowym i znacznie różniącym od komercyjnej produkcji. To symbol nadziei, szansy i zmiany myślenia. Polecam!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego 

bo.wiem!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 99,0  cm - 2,4 cm = 96,6 cm

 

środa, 1 kwietnia 2026

,,Oślizgłe macki, wiadome siły" Piotr Tarczyński

 


Czy wyobrażacie sobie jakikolwiek amerykański sensacyjny film lub serial bez teorii spiskowej? Roswell, UFO, zabójstwo Kennedy'ego, 9/11, tajemnice CIA? Przecież to klasyka jednoznacznie kojarząca się z USA. Każde z tych haseł od razu przywołuje konkretne skojarzenia i historie. Tylko czy w ogóle mamy pojęcie z czego to wynika? Co sprawiło, że w ogóle mogło powstać zjawisko określane jako ,,teoria spiskowa" i dlaczego pewne wydarzenia z automatu wpisały się w tę kategorię. I tu wchodzi Piotr Tarczyński, który zabiera czytelnika w fascynującą podróż przez historię Stanów Zjednoczonych od początku ich państwowości aż po współczesność i w prosty, klarowny, zrozumiały sposób tłumaczy całe zjawisko.

To nie tylko historia Stanów Zjednoczonych w pigułce, absolutnie ciekawej i wciągającej lepiej niż nie jedna powieść kryminalna, szpiegowska czy paranormalna. To też ciekawe spojrzenie na Amerykanów jako społeczeństwo i próba wyjaśnienia dlaczego właśnie tam teorie spiskowe znalazły podatny grunt. Pierwsze amerykańskie społeczności w czasach wojny o niepodległość dopatrywały się wszędzie ingerencji brytyjskiego króla i chociaż szpiedzy i agenci byli, to nie w takich ilościach jak chciano by wierzyć. Potem tajemniczy masoni, iluminaci, agenci obcych państw z najbardziej rozpalającymi wyobraźnię sowieckimi agentami na czele. Amerykanie dopatrywali się spisków bo tak potężny naród można zwyciężyć tylko podstępem. Czy rzeczywiście tak było?

,,Oślizgłe macki, wiadome siły" to świetnie napisana praca, która w sposób przejrzysty przeprowadza od punktu A do Z. Dzięki temu łatwiej zrozumieć to co obecnie dzieje się w Stanach, a w efekcie na świecie. Ogromna polaryzacja społeczeństw czy nieufność wobec obcych nie są nowym zjawiskiem. To wszystko ma za sobą długą drogę radykalizacji i narastającej nieufności. Tak, wpłynęły na to zarówno błędne jak i celowe działania władz. Ale o tym najlepiej opowie Piotr Tarczyński więc gorąco zachęcam do sięgnięcia. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 103,1 cm - 4,1 cm = 99,0 cm

niedziela, 29 marca 2026

,,Zagubieni w mroku" Joanna Jax


Rok 1969 może stać się przełomowym dla polskiej architektki Ewy. To właśnie wtedy dostała nieoczekiwaną szansę od losu. Może rozpocząć staż w biurze projektowym w Berlinie Wschodnim. Ale to nie tylko okazja do wyrwania się z siermiężnej Polski, to także jedyna możliwość by bezpośrednio w Niemczech spełnić prośbę przyjaciółki. To właśnie tam, w Biurze Bezpieczeństwa może dowiedzieć się co stało się z bratem przyjaciółki, który jako dziecko zaginął w trakcie II wojny światowej. Ewa nie oczekuje na zbyt wiele, ale z pewnością nie spodziewa się, że zwróci na siebie uwagę Stasi, uwikła się w romans i pozna sięgające w przeszłość tajemnice.  
 

Nie do końca wiedziałam czego się mogę spodziewać po powieści Joanny Jax. Nazwisko kojarzę ale nigdy nie sięgałam po jej książki. ,,Zagubieni w mroku" to dla mnie zaskoczenie i to całkiem pozytywne. Fabuła jest dosyć prosta i raczej przewidywalna ale siła opowieści tkwi w czymś innym. Autorka tworzy wyraziste postacie, w które łatwo się wczuć oraz buduje bardzo realistyczne tło. Świetnie oddaje klimat końca lat 60-tych i wszechobecnej obecności Stasi w NRD. To świat pozbawiony zaufania, nieustannie inwigilowany, gdzie donosy są codziennością. Intrygi, tajemnice, podejrzenia egzystują nawet w obrębie rodziny. Nikomu nie można ufać, każdy jest podejrzany i każdy coś ukrywa. W tym świecie musi odnaleźć się bohaterka, początkowo zagubiona i nie rozumiejąca do końca reguł gry.

Ale nie tylko opowieść z czasów NRDowskich jest intrygująca. Wiele emocji wyzwoli także drugi wątek, rozgrywający się w czasach II wojny światowej opowiedziany z perspektywy nagle osieroconych dzieci. Wojna widziana ich oczami jest brutalna, niesprawiedliwa i przerażająca. Szokuje i porusza, z zaskoczenia pozbawiając okruchów nadziei.


Przyznam, że podobała mi się powieść ,,Zagubieni w mroku". Ma w sobie coś, co nie pozwala jej odłożyć przed skończeniem. Pozornie prosta i przewidywalna, zaskakuje detalami. Niby romans ale opowiadający głębszą historię.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Videograf!

 

 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 105,7 cm - 2,6 cm = 103,1 cm



czwartek, 26 marca 2026

,,Miasto świętych i złodziei" Natalie C. Anderson

Tytuł oryginału: City of Saints & Thieves

 Tina ma szesnaście lat i jest kimś kogo nie ma. Żyje na ulicy, pośród przestępców by stać się złodziejką i włamywaczką idealną. Potrafi przeniknąć tam gdzie nikomu się nie udało. Teraz jednak cele jej szefów są zbieżne z jej własnymi. Wreszcie ma szansę zemścić się na kimś kogo podejrzewa o zabicie jej matki. Tylko, że włamanie, które ma się stać początkiem końca zamożnego białego przedsiębiorcy nie przebiega tak jak powinno. Zostaje nakryta przez jego syna, Michaela, który kiedyś był przyjacielem Tiny.

Po opisie spodziewałam się, że ,,Miasto świętych i złodziei" będzie mocną, wyrazistą opowieścią o mrocznych stronach Kenii. I trochę takie jest ale brakuje tam najważniejszej informacji, że jest to książka skierowana raczej do młodzieży i dlatego perspektywa jest mocno złagodzona. Pokazany jest bezwzględna rzeczywistość z jaką muszą mierzyć się dzieci i młodzież, odkrywane są mroczne oblicza pozostałości kolonializmu i ciemne strony przedsiębiorstw funkcjonujących w Afryce, jednak czuć, że nie jest to pełny obraz. Rzeczywistość filtrowana jest przez oczy sprytnych szesnastolatków, którzy pakują się w niebezpieczne sytuacje a potem bez większych obrażeń z nich wychodzą. To co złe i straszne dzieje się komuś innemu lub jest opowieścią opartą na niedopowiedzeniach. Ale nawet to mocne złagodzenie nie ukrywa prawdy o Afryce, jako o kontynencie gdzie akty bestialstwa są bezkarne, gdzie panuje bezprawie a na sprawiedliwość trzeba długo czekać, o ile w ogóle można.

,,Miasto świętych i złodziei" to z pewnością ciekawa książka. Pełna akcji i niebezpieczeństw. Pozornie lekka przygodówka, która chowa w tle znacznie mroczniejszą historię. I właśnie dla tego tła warto sięgnąć by zobaczyć coś więcej.

poniedziałek, 23 marca 2026

,,Nienapisane" Anna Bichalska


 Joanna ma trzydzieści dziewięć lat i jest pisarką. Od roku mieszka w starym domu a zza okna od pewnego czasu obserwuje starszą sąsiadkę, którą nazywa Kobietą w Różu. Utarty plan dnia zmienia się gdy Kobieta w Różu zostawia list w starej skrzynce na listy. Joanna nie wie jeszcze, że ten drobny gest odmieni jej życie, będzie musiała zmierzyć się z tym co ją przeraża najbardziej, zawalczyć, odkryć tajemnice sięgające daleko w przeszłość ale dzięki temu zdobędzie coś pięknego i ważnego.

Jak łatwo zauważyć na moim profilu ostatnio czytałam ,,Zwierciadło" Nory Roberts i uderzyło mnie jak bardzo podobne są obie bohaterki. Ta Roberts i ta od Anny Bichalskiej. Młode kobiety, stare domy, prowadzące własne firmy z zacisza własnego domostwa. Pozornie sielskie środowisko ale te mury kryją też tajemnice, strachy i lęki, którym to bohaterki muszą stawić czoła. Powieść Roberts mnie drażniła swoim lukrowaniem i przesłodzeniem. Zupełnie inaczej jest w przypadku ,,Nienapisane". Tutaj świat nie jest słodko-różowo-cukierkowy, mimo, że jedna z bohaterek się tak ubiera. Ma odcienie, raz jest bardziej słoneczny, za chwilę wyłania się mrok. W obu powieściach są też strachy: w ,,Zwierciadle" w domu mieszka irytujący duch wiedźmy, który robi więcej hałasu niż efektu. W ,,Nienapisanych" strach mimo, że czai się tylko w głowie jest bardziej realny, ma większą moc i jest sprawczy. To on kieruje działaniami bohaterki, blokuje akcje lub wyolbrzymia zagrożenie.

,,Nienapisane" to powieść, która porusza i która oddziałuje. Napisana z ogromną wrażliwością i empatią. Kilka zwyczajnych historii, które się splatają opowiadając o uczuciach, emocjach, lękach, które czają się w każdym. Opowiada o radzeniu sobie z traumami ale i przyjaźniach rodzących się przypadkiem. Pokazuje też że heroizm to nie walczenie z duchem wiedźmy sprzed dwustu lat ale zrobienie kilku kroków do skrzynki na listy lub odpowiedzenie na wiadomość.

Jeśli mogę coś zasugerować to czytajcie ,,Nienapisane" a ,,Zwierciadło" bez żalu można omijać. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

 

 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 108,2 cm - 2,5 cm = 105,7 cm.