poniedziałek, 10 sierpnia 2026

,,Ogród śmierci" Margit Sandemo

 Tytuł oryginału: Dödens trädgård


Kolejne pokolenie i kolejna cegiełka trafia na swoje miejsce. Ostatnie kilka tomów bardzo mocno koncentrują się na tym aby dowiedzieć się co dokładnie zrobił Tengel Zły przed wiekami i jak można sobie z tym poradzić. Kolejno strzępy wiedzy zbierali Vendel, Dan, Ingrid i Ulvhedin a teraz przyszła pora na Daniela i Shirę. Ród Ludzi Lodu wie już, że ich straszny przodek żyje, że oddał siebie i swoich potomków na usługi śmierci. Teraz nadeszła pora by dowiedzieć się jak dokładnie to zrobił i jak można odwrócić czar. Aby to zrobić trzeba ponownie udać się nad Morze Karskie. To tam Shira, córka Vendela i Siwniew ma trudne zadanie do wykonania.

Przyznaję, że ,,Ogród śmierci" bardzo dłużył mi się. Brakuje tutaj typowych dla Sagi perypetii. Nie miało sensu powtarzanie opowieści o wyprawie przez Syberię więc podróż Dana jest nadzwyczaj zwięźle opisana. Za to dużo miejsca zajmują kolejne próby, które musi przejść Shira. Są dramatyczne, nieludzkie, zmuszające do sięgnięcia do głębin sił fizycznych i psychicznych, testują wrażliwość i odporność ale równocześnie są nużące w lekturze. Jednak doprowadzają do tego, że ród zdobywa broń, którą kiedyś będzie można wykorzystać.

Tom bardzo mocno koncentruje się na poznaniu tajemnic przeszłości i zdobyciu przeciwwagi dla klątwy Tengela Złego, przez co nie ma miejsca na żaden dodatkowy wątek. Shira jest tak idealna, że nierealna co odbija się na tym, że brakuje emocji i typowej dla Sagi dramaturgii. Nie ma wybuchów uczuć, kierowania się uczuciami zamiast umysłem, impulsywnych zachowań, które cechowały choćby Sol, Cecylię czy Villemo. Chyba najciekawszym momentem są jej spotkania z Shamą i ich rozmowy. Z pewnością ,,Ogród śmierci" dużo wnosi co całości historii ale jego bohaterowie są tak mdli, że za chwilę ich indywidualna historia zupełnie ucieknie z pamięci. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 16,8 cm - 1,6 cm = 15,2 cm

czwartek, 6 sierpnia 2026

,,Drogowskazy Odysei" dr. Sam Akbar

Tytuł oryginału: The Odyssey Mindset

 Jako osoba, która otwarcie twierdzi, że nie lubi poradników, miękkich szkoleń i coachingu to trochę za często po nie ostatnio sięgam. I ze wszystkich jakie przeczytałam to właśnie ,,Drogowskazy Odysei" trafiły do mnie najbardziej. Nadal nie zmieniam zdania co do poradników ale jako osoba czytająca i to dużo czytająca, wierzę w ideę książki życia. Książki, która stała się wyznacznikiem czyjegoś życia. Takiej, która towarzyszyła we wzlotach i upadkach, do której się wraca i w której zawsze znajdujemy coś co trafia w odpowiednią strunę. Dla jednych będzie to Biblia, dla innych ,,Przeminęło z wiatrem", dla kogoś innego Wiedźmin. Nie ma jednej odpowiedzi i nie ma jednej książki. Dla Sam Akbar taką książką jest Odyseja. Ma ona dla niej ogromne znaczenie, umie o niej opowiadać i pokazywać w czym dokładnie tkwi siła poematu Homera.

,,Odyseję" zna każdy, chociaż nie każdy ją czytał. Nawet ja, mimo, że studiowałam bibliotekoznawstwo, ,,Odyseję" czytałam we fragmentach. Odstraszała mnie forma i sposób w jaki system edukacji zabija piękno klasyki. Jednak teraz gdy spojrzałam na poemat oczami Akbar, mam ogromną potrzebę spróbować stanąć twarzą w twarz z Odysem i zobaczyć to co zobaczyła autorka. Dla niej Odyseja to nie epos heroiczny, nie mityczna opowieść o przygodzie i wędrówce, dla niej Odyseja to stanięcie na wprost człowieka. Widzi w eposie uniwersalne prawdy, z którymi mierzymy się codziennie. Odziera Odysa ze zbroi i pokazuje człowieka wątpiącego, zagubionego, szukającego drogi do tego co dla niego najważniejsze. Pokazuje jak podnieść się po porażce, jak zdeterminować swoją inteligencję emocjonalną i nie dać zagubić się w świecie pozorów. Na przykładzie Penelopy udowadnia, że siłą może być cofanie się, a żeby komuś zaufać trzeba sięgnąć w głąb siebie i swojej historii. Odyseja, na którą patrzymy oczami Sam Akbar ma odcienie, jest wielowymiarowa, uniwersalna i głośno mówiąca o tym co wolimy przemilczeć. Ogrom różnych postaw, różnych zachowań pozwala odnaleźć coś dla siebie.

Już kilka razy przekonałam się, że trzeba coś przeczytać ponownie by zrozumieć dlaczego coś jest klasyką. ,,Odyseja" jest klasyką i to najwyższej próby ale dopiero taki tekst jak ,,Drogowskazy Odysei" uświadomił mi jak bardzo aktualna jest to historia. To książka, która w prosty sposób przeprowadza przez cały tekst eposu, zatrzymując się na najważniejszych wydarzenia i wyciągając z nich to co najważniejsze, pokazując nie herosa a człowieka z jego trudami, bolączkami i zmaganiami. Tutaj wędrówka Odysa staje się walką o zdrowie psychiczne i własną tożsamość. Odys staje się każdym i każdą z nas. Ale to nie jest mapa - to zachęta jak patrzeć na epos Homera, jak go rozumieć, a może co spróbować wcielić w swoje życie. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Otwarte!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 19,0 cm - 2,2 cm = 16,8 cm

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

,,Emigrantka" Weronika Ilska


 Gdy brałam do ręki ,,Emigrantkę" spodziewałam się powieści obyczajowej, może z nutką romansu zanurzoną w historię z czymś nietuzinkowym w tle. I dokładnie to znalazłam. Chociaż nie obyło się bez zaskoczeń bo jest to opowieść, która wymyka się stereotypom i nie da łatwo się wpasować w żadne ramy.

Początkowo byłam pewna, że nie jest to historia dla mnie. Baśniowa, senna, oniryczna atmosfera, przesycona romantycznością i napisana tak bardzo poetyckim językiem, że byłam pewna, że ma za zadanie coś ukryć. Ale jest zupełnie inaczej bo ten senny klimat doskonale oddaje życie głównej bohaterki. Poznajemy ją w Barcelonie, gdy krąży w środowisku tamtejszej bohemy. Jej hiszpańskie życie przypomina cudowny sen ale gdzieś daleko, za mgłą skrywa się prawdziwa historia, prawdziwy dramat, będący zupełnym przeciwieństwem tego co obecnie ją otacza. Z marzeń sennych wyrywa ją pojawienie się dwóch mężczyzn: jeden pragnie być jej przyszłością, drugi jest przeszłością.

,,Emigrantka" to powieść zaskakująca. Kolejna czytana przeze mnie opowiadająca o sile kobiet, ich determinacji oraz niezwykłej umiejętności stawiania czoła temu co było by finalnie odkryć samą siebie i zawalczyć o swoje życie. Lina jest dokładnie taką osobą. Była pokonana, trwała w marazmie ale odkryła to co ją determinuje i stawiła czoła temu co kiedyś ją zniszczyło. Tak, jej historia przypomina baśń o Kopciuszku. Zresztą w całej powieści jest coś baśniowego ale to sprawia, że nabiera ona lekko metaforycznego znaczenia - staje się taką, która mogła wydarzyć się wszędzie i każdej kobiecie.

W powieści jest też wątek, który lubię: starcie starego świata z nowym, tutaj na przykładzie rosyjskiej arystokracji, próbującej odnaleźć się w artystycznej, wolnej Barcelonie. Podkreślony jest upadek konwenansów, pozorów pod wpływem siły prawdziwych, żywych, mocnych uczuć i emocji.

,,Emigrantka" to powieść idealna na letnie, upalne wieczory. Przesycona klimatem gorącej Barcelony ale niepozbawiona głębi. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 21,9 cm - 2,9 cm = 19,0 cm

piątek, 31 lipca 2026

,,Przepis na potwora" Kathryn Harkup

Tytuł oryginału: Making the monster. The science behind Mary Shelley's Frankenstein

 O czym pomyśleliście patrząc na okładkę tej książki i tytuł? Z pewnością o czymś makabrycznym. Potem mogła pojawić się myśl, kto w ogóle coś takiego czyta. Pewnie nie wiele osób doczytało podtytuł (ja nie) i nie wpadło na to, że to nie do końca to czego się spodziewa. Bo ,,Przepis na potwora" skrywa zadziwiającą zagadkę. To nie jest sposób na zbrodnię doskonałą a fascynująca biografia zarówno autorki jak i dzieła. Tylko tutaj można dowiedzieć się jak bardzo Mary Shelley w swoim najsłynniejszym dziele wyprzedziła swoją epokę i jak ogromnej erudycji to wymagało.

,,Przepis na potwora" opowiada burzliwe dzieje Mary Shelley i jej rodziny, zaczynając od jej rodziców, poprzez męża, kończąc na wzmiance o dzieciach. Jednak najwięcej miejsca zajmuje dzieło, które ją unieśmiertelniło - powieść ,,Frankenstein". To właśnie ta powieść rozłożona jest na czynniki pierwsze aby pokazać, że kolejne wydarzenia fabularne są odzwierciedleniem tego co działo się w nauce w XVIII i XIX wieku. To fascynująca, czasem przerażająca opowieść o zachodzących zmianach, wielkich przełomach i naukowcach. ,,Frankenstein" nie jest powieścią fantasy, tam nie dzieje się magia. Tam widać naukę. Galwanizm, elektryczność, pierwsze transfuzje, rodząca się współczesna anatomia, pierwsze sekcje zwłok z ich mrocznym tłem - to i znacznie więcej znajduje swoje odbicie w powieści. Nieprawdopodobnym jest jak młodziutka Mary dobrze orientowała się w odkryciach naukowych i potrafiła jej zmieścić w jednej powieści.

Mimo, że jest to biografia i to jeszcze powieści to czyta się lepiej niż najlepszą powieść. Ogrom danych naukowych przedstawiony jest w taki sposób, że chce się więcej. Powstała tutaj barwna opowieść o jednym z najbardziej spektakularnych okresów rozwoju medycyny, gdy autentyczny horror przeplatał się pędem do wiedzy. Makabra była nieodłącznym towarzyszem postępu. To tylko w taki okresie mogła pojawić się idea by stworzyć opowieść o Wiktorze Frankensteinie i jego potworze. Tylko wtedy ta opowieść mogła brzmieć prawdopodobnie. A dziś podążając za ukrytymi w niej tropami jeszcze raz doświadczamy zarówno nadziei jak i lęków epoki. Polecam!

środa, 29 lipca 2026

,,Droga krwi" Marek Krajewski


 ,,Droga krwi" otwiera nowy cykl mistrza kryminału retro, Marka Krajewskiego. Mi najbardziej kojarzy się z mroczną wrocławską serię, której głównym bohaterem jest Eberhard Mock. Dlatego z ogromną ciekawością postanowiłam sprawdzić jak poradzi sobie Krajewski  mając zupełnie inne tło. A dodatkowo jakoś ostatnio literacko krążę po Dolnym Śląsku, to musiałam zobaczyć ten region w innym świetle, bardziej retro.

Lata 20te XX wieku, okolice Wałbrzycha to nie jest spokojny region. Zdecydowanie bliżej mu do westernowego Dzikiego Zachodu, niż sielskiej krainy. To właśnie tam przybywa młody psychiatra Herbert Anwaldt. Ma pracować w klinice leczącej pacjentów cierpiących na choroby weneryczne. Dosyć szybko wplątuje się w romans ze swoją przełożoną. Kochankowie skupieni na sobie, nie zauważają, że w okolicy zaczyna się dużo dziać. Z pobliskiego więzienia uciekają groźne przestępczynie, które następnie zaczynają skutecznie zajmować coraz większą część szmuglerskiej przestrzeni. Rozpocznie się niebezpieczna gra pomiędzy grupami szmuglerów a Anwaldt i jego ukochana trafią w sam jej środek.

,,Drogi krwi" nie da się streścić. To trzeba przeczytać. To misterny splot wielu wątków, detali i niepowtarzalnego klimatu tworzącego bogaty, wielowymiarowy obraz. Kilku bohaterów, pozornie nie mających ze sobą nic wspólnego, gry pozorów, układy, układziki, tajemnice, które nie powinny nigdy wyjść na jaw i maski, które wszyscy zakładają aby osiągnąć własne cele. To wszystko tworzy zabójczy miks, w którym mogą być tylko ofiary. Kotłująca się namiętność i chciwość doprowadzi do eskalacji wobec, której nikt nie może czuć się bezpieczny. A to wszystko na surowym, mrocznym tle Wałbrzycha - miasta, które nie chce dać się ucywilizować.

Krajewski jest mistrzem klimatu i detali. Jego postaciom daleko do kryształowości. Są mroczni, skomplikowani i skupieni na własnych celach. To sprawia, że z fascynacją się ich obserwuje. Ale obok nich w tle, pojawiają się autentyczne postaci historyczne i prawdziwe problemy epoki. Wyłania się obraz miasta zdegenerowanego, zmęczonego, przeżartego zgnilizną cielesną jak i duchową. To idealne siedlisko dla zbrodni i walki o władzę.

,,Droga krwi" mnie kupiła swoim surowym, mrocznym, dusznym klimatem. To nie jest opowieść o tym, że dobro zawsze zwycięża. To opowieść o tym co kryje się w mroku ale napisana z ogromną elegancją i dbałością. To pełnokrwisty kryminał, który zarówno zaciekawia intrygą jak i porywa tłem. Z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnych tomów. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 25,5 cm - 3,6 cm = 21,9 cm

wtorek, 28 lipca 2026

,,Kabała" Piotr Gajdziński


Piotra Gajdzieńskiego znam z serii o dziennikarzu śledczym Rafale Terleckim i cenię za umiejętne wykorzystywanie faktów, niedomówień i historii, które od lat krążą wśród społeczeństwa aby zbudować wiarygodną i przekonującą powieść sensacyjno-szpiegowską. Celnie i wnikliwie obserwuje także scenę polityczną więc po części jego powieści stają się lustrem, w którym odbijają się nastroje. Dlatego nie miałam żadnych oporów aby sięgnąć po ,,Kabałę" mimo, że powieść nie należy do wspomnianego cyklu a jest osobną historią.

Zaczyna się banalnie. Marek Wirst, ceniony prawnik rozstaje się ze swoim dotychczasowym pracodawcą i prawie równocześnie dowiaduje się, o wypadku matki, z którą od lat nie utrzymywał kontaktu. Stan kobiety jest ciężki i wkrótce umiera. Z pozostawionych dokumentów Wirst dowiaduje się, że razem z bratem są jej głównymi spadkobiercami. Majątek jest znaczny i zaciekawiony mężczyzna próbuje odkryć jego źródło. Jego działania obudzą przyczajone podziały, wyzwolą falę nienawiści i odkryją sekrety, które opierają się na krzywdzie, oszustwie i zdradzie.

,,Kabała" to mocna powieść, skupiona wokół bardzo aktualnych tematów. Antysemityzm, rosnące w siłę prawicowe środowiska, eskalowanie podziałów i bogacenie się na krzywdzie. Gajdziński kolejny raz celnie trafia w punkt i wyciąga na wierzch to co najgorsze, najbardziej wstydliwe i najbardziej bolesne. Doskonale pokazuje jak działają mechanizmy jakie stosują politycy, media i (niestety) część kleru aby wzbudzić poczucie zagrożenia a następnie łatwiej sterować społeczeństwem. Ta powieść jest bardziej radykalna, bardziej dobitna niż poprzednie. Oczywiście, nadal mnóstwo w niej schematów typowych dla powieści sensacyjnej ale sam wydźwięk jest bardziej radykalny.

Jedyną rzeczą, która przeszkadzała mi w pełnym skupieniu się na lekturze są błędy w chronologii. Bohater jest przedstawiony na początku jako mężczyzna po czterdziestce, a akcja rozgrywa się w 2023 czyli urodził się w latach 80tych. Tylko w miarę rozwoju fabuły on i jego równolatkowie odwołują się do zdarzeń, które nie powinni pamiętać albo ich nie dotyczyły. Na przykład, że pamiętają kogoś kto zmarł w 1981. Natomiast na podstawie wcześniejszych informacji mogli mieć ok roku. Niby szczegół ale mnie denerwował.

Czy polecam ,,Kabałę"? Polecam. To mocna powieść o dziedziczonych winach i wszystkim tym co kotłuje się pod powierzchnią społeczeństwa a także o tym jak łatwo nim manipulować, szczególnie gdy ma się łatwy dostęp do odpowiednich środków. Pokazuje, że pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają, co najwyżej zostają ubrane w nowe szaty. 

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 28,2 cm - 2,7 cm = 25,5 cm

 

poniedziałek, 27 lipca 2026

,,Mary Miasta" Hanna S. Białys


 Serię z komisarzem Bondysem uwielbiam i zawsze z niecierpliwością czekam na kolejny tom. Lubię tego nieszablonowego policjanta i klimat Bydgoszczy końcówki lat 90tych. Dlatego tym gorzej się czuję gdy muszę oceniać ,,Mary Miasta", bo daleko im do poprzednich części.

,,Mary Miasta" rozgrywają się krótko po zamknięciu poprzednich dramatycznych spraw. Bohaterowie nadal dochodzą do siebie. Mimo, że nadal wokół rozgrywają się dramaty i popełniane są zbrodnie to wygląda jakby nie dotyczyły. Zamiast tego odzywa się przeszłość. Bondys dostaje tajemniczą wiadomość, która ożywia koszmar, który powinien zostać zapomniany. Komisarz musi opuścić swoje ukochane miasto i ruszyć w Polskę by zmierzyć się z własną przeszłością i kimś kto nie zapomniał.

,,Mary Miasta " bardzo mnie denerwowały brakiem wyraźnej fabuły i niepotrzebnym powtarzaniem po raz kolejny rzeczy dobrze już znanych. Nie wiem czy autorka chciała w ten sposób podbić dramaturgię czy uważa że czytelnik ma której pamięć ale po którymś z kolei przypomnieniu sprawy Serpenty czy podkreśleniu jak mroczne jest Miasto miałam ochotę wyrzucić książkę przez okno, szczególnie że nic nie posuwa to akcji do przodu. A co do samej akcji to nie ma jej tu za wiele. Jest dużo nic nie wnoszących wypełniaczy jak wątek Beaty, który pojawia się na chwilkę, sugeruje związek z główną fabułą po czym urywa się by nie wrócić.

Przeszłość Bondysa mogłaby być ciekawa ale mam poczucie, że nie w pełni wykorzystano ten wątek. Sprawia wrażenie jakby został ucięty w połowie. Zresztą cała książka jest taka. Finał nie daje odpowiedzi. Zostawia z ogromem pytań i wydaje się być ucięty tuż przed tym co powinno się jeszcze wydarzyć.

,,Mary Miasta " są najsłabszą częścią cyklu. Słabo poprowadzoną, przegadaną, sprawiająca wrażenie, że autorka straciła panowanie nad wątkami i bohaterami. Zupełnie niepotrzebnie wraca do tego co było zamiast popychać fabułę do przodu. Mam jednak nadzieję że to tylko wypadek przy pracy i kolejny tom wróci do poziomu pierwszych.