,,Wyjście nr 8" zaczyna się bardzo niepozornie. Zatoczone metro, zmęczeni ludzie, jednym z nich jest narrator. Na wprost niego siedzi kobieta z płaczącym dzieckiem, próbuje go uspokoić ale to nie przynosi efektu. W pewnym momencie zdenerwowany współpasażer zaczyna na nią krzyczeć. Na szczęście narrator zbliża się do swojej stacji i pośpiesznie ucieka by nie musieć podejmować jakiejkolwiek akcji. Wtedy też dzwoni do niego była dziewczyna by podzielić się czymś niepokojącym. Połączenie urywa się nieoczekiwanie a narrator orientuje się, że znalezienie wyjścia nr 8 nie będzie takie łatwe.
Chciałoby się powiedzieć, prosta, króciutka opowieść. Jeden bohater, jedno miejsce i fabuła przypominająca grę komputerową. Znajdź kolejne elementy aby przejść kolejny poziom. Tylko, że to zaledwie wierzchnia warstwa. Pod nią kryje jest niepojąca, emocjonująca, budząca wątpliwości opowieść o błędach i ciągnącym się w nieskończoność rachunku sumienia. Narrator zmuszony niczym mitologiczny Syzyf do powtarzania w kółko tego samego ma okazję by poznać lepiej siebie, zrozumieć swoje emocje, zmierzyć się ze swoją przeszłością ale i wizją przyszłości by móc finalnie zmotywować się do działania.
Ta powieść to gratka dla wielbicieli krótkiej formy ale w bardzo nowoczesnym wydaniu. Skondensowana treść skupia się na tym co ważnie, nie dając zbytniej przestrzeni na odpoczynek. Jak w grze obrazy się szybko zmieniają a spostrzegawczość i wrażliwość jest kluczowa. Zaskakująca powieść, którą w prawdzie czyta się ekspresowo ale szybko nie wychodzi z głowy.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu KIRIN!
p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 133,7 cm - 0,8 cm = 132,9 cm.






