O czym pomyśleliście patrząc na okładkę tej książki i tytuł? Z pewnością o czymś makabrycznym. Potem mogła pojawić się myśl, kto w ogóle coś takiego czyta. Pewnie nie wiele osób doczytało podtytuł (ja nie) i nie wpadło na to, że to nie do końca to czego się spodziewa. Bo ,,Przepis na potwora" skrywa zadziwiającą zagadkę. To nie jest sposób na zbrodnię doskonałą a fascynująca biografia zarówno autorki jak i dzieła. Tylko tutaj można dowiedzieć się jak bardzo Mary Shelley w swoim najsłynniejszym dziele wyprzedziła swoją epokę i jak ogromnej erudycji to wymagało.
,,Przepis na potwora" opowiada burzliwe dzieje Mary Shelley i jej rodziny, zaczynając od jej rodziców, poprzez męża, kończąc na wzmiance o dzieciach. Jednak najwięcej miejsca zajmuje dzieło, które ją unieśmiertelniło - powieść ,,Frankenstein". To właśnie ta powieść rozłożona jest na czynniki pierwsze aby pokazać, że kolejne wydarzenia fabularne są odzwierciedleniem tego co działo się w nauce w XVIII i XIX wieku. To fascynująca, czasem przerażająca opowieść o zachodzących zmianach, wielkich przełomach i naukowcach. ,,Frankenstein" nie jest powieścią fantasy, tam nie dzieje się magia. Tam widać naukę. Galwanizm, elektryczność, pierwsze transfuzje, rodząca się współczesna anatomia, pierwsze sekcje zwłok z ich mrocznym tłem - to i znacznie więcej znajduje swoje odbicie w powieści. Nieprawdopodobnym jest jak młodziutka Mary dobrze orientowała się w odkryciach naukowych i potrafiła jej zmieścić w jednej powieści.
Mimo, że jest to biografia i to jeszcze powieści to czyta się lepiej niż najlepszą powieść. Ogrom danych naukowych przedstawiony jest w taki sposób, że chce się więcej. Powstała tutaj barwna opowieść o jednym z najbardziej spektakularnych okresów rozwoju medycyny, gdy autentyczny horror przeplatał się pędem do wiedzy. Makabra była nieodłącznym towarzyszem postępu. To tylko w taki okresie mogła pojawić się idea by stworzyć opowieść o Wiktorze Frankensteinie i jego potworze. Tylko wtedy ta opowieść mogła brzmieć prawdopodobnie. A dziś podążając za ukrytymi w niej tropami jeszcze raz doświadczamy zarówno nadziei jak i lęków epoki. Polecam!
Pod kołdrą
Nudny, mały, prywatny blog o książkach
piątek, 31 lipca 2026
,,Przepis na potwora" Kathryn Harkup
środa, 29 lipca 2026
,,Droga krwi" Marek Krajewski
,,Droga krwi" otwiera nowy cykl mistrza kryminału retro, Marka Krajewskiego. Mi najbardziej kojarzy się z mroczną wrocławską serię, której głównym bohaterem jest Eberhard Mock. Dlatego z ogromną ciekawością postanowiłam sprawdzić jak poradzi sobie Krajewski mając zupełnie inne tło. A dodatkowo jakoś ostatnio literacko krążę po Dolnym Śląsku, to musiałam zobaczyć ten region w innym świetle, bardziej retro.
Lata 20te XX wieku, okolice Wałbrzycha to nie jest spokojny region. Zdecydowanie bliżej mu do westernowego Dzikiego Zachodu, niż sielskiej krainy. To właśnie tam przybywa młody psychiatra Herbert Anwaldt. Ma pracować w klinice leczącej pacjentów cierpiących na choroby weneryczne. Dosyć szybko wplątuje się w romans ze swoją przełożoną. Kochankowie skupieni na sobie, nie zauważają, że w okolicy zaczyna się dużo dziać. Z pobliskiego więzienia uciekają groźne przestępczynie, które następnie zaczynają skutecznie zajmować coraz większą część szmuglerskiej przestrzeni. Rozpocznie się niebezpieczna gra pomiędzy grupami szmuglerów a Anwaldt i jego ukochana trafią w sam jej środek.
,,Drogi krwi" nie da się streścić. To trzeba przeczytać. To misterny splot wielu wątków, detali i niepowtarzalnego klimatu tworzącego bogaty, wielowymiarowy obraz. Kilku bohaterów, pozornie nie mających ze sobą nic wspólnego, gry pozorów, układy, układziki, tajemnice, które nie powinny nigdy wyjść na jaw i maski, które wszyscy zakładają aby osiągnąć własne cele. To wszystko tworzy zabójczy miks, w którym mogą być tylko ofiary. Kotłująca się namiętność i chciwość doprowadzi do eskalacji wobec, której nikt nie może czuć się bezpieczny. A to wszystko na surowym, mrocznym tle Wałbrzycha - miasta, które nie chce dać się ucywilizować.
Krajewski jest mistrzem klimatu i detali. Jego postaciom daleko do kryształowości. Są mroczni, skomplikowani i skupieni na własnych celach. To sprawia, że z fascynacją się ich obserwuje. Ale obok nich w tle, pojawiają się autentyczne postaci historyczne i prawdziwe problemy epoki. Wyłania się obraz miasta zdegenerowanego, zmęczonego, przeżartego zgnilizną cielesną jak i duchową. To idealne siedlisko dla zbrodni i walki o władzę.
,,Droga krwi" mnie kupiła swoim surowym, mrocznym, dusznym klimatem. To nie jest opowieść o tym, że dobro zawsze zwycięża. To opowieść o tym co kryje się w mroku ale napisana z ogromną elegancją i dbałością. To pełnokrwisty kryminał, który zarówno zaciekawia intrygą jak i porywa tłem. Z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnych tomów.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!
wtorek, 28 lipca 2026
,,Kabała" Piotr Gajdziński
Piotra Gajdzieńskiego znam z serii o dziennikarzu śledczym Rafale
Terleckim i cenię za umiejętne wykorzystywanie faktów, niedomówień i
historii, które od lat krążą wśród społeczeństwa aby zbudować wiarygodną
i przekonującą powieść sensacyjno-szpiegowską. Celnie i wnikliwie
obserwuje także scenę polityczną więc po części jego powieści stają się
lustrem, w którym odbijają się nastroje. Dlatego nie miałam żadnych
oporów aby sięgnąć po ,,Kabałę" mimo, że powieść nie należy do
wspomnianego cyklu a jest osobną historią.
Zaczyna się banalnie.
Marek Wirst, ceniony prawnik rozstaje się ze swoim dotychczasowym
pracodawcą i prawie równocześnie dowiaduje się, o wypadku matki, z którą
od lat nie utrzymywał kontaktu. Stan kobiety jest ciężki i wkrótce
umiera. Z pozostawionych dokumentów Wirst dowiaduje się, że razem z
bratem są jej głównymi spadkobiercami. Majątek jest znaczny i
zaciekawiony mężczyzna próbuje odkryć jego źródło. Jego działania obudzą
przyczajone podziały, wyzwolą falę nienawiści i odkryją sekrety, które
opierają się na krzywdzie, oszustwie i zdradzie.
,,Kabała" to
mocna powieść, skupiona wokół bardzo aktualnych tematów. Antysemityzm,
rosnące w siłę prawicowe środowiska, eskalowanie podziałów i bogacenie
się na krzywdzie. Gajdziński kolejny raz celnie trafia w punkt i wyciąga
na wierzch to co najgorsze, najbardziej wstydliwe i najbardziej
bolesne. Doskonale pokazuje jak działają mechanizmy jakie stosują
politycy, media i (niestety) część kleru aby wzbudzić poczucie
zagrożenia a następnie łatwiej sterować społeczeństwem. Ta powieść jest
bardziej radykalna, bardziej dobitna niż poprzednie. Oczywiście, nadal
mnóstwo w niej schematów typowych dla powieści sensacyjnej ale sam
wydźwięk jest bardziej radykalny.
Jedyną rzeczą, która
przeszkadzała mi w pełnym skupieniu się na lekturze są błędy w
chronologii. Bohater jest przedstawiony na początku jako mężczyzna po
czterdziestce, a akcja rozgrywa się w 2023 czyli urodził się w latach
80tych. Tylko w miarę rozwoju fabuły on i jego równolatkowie odwołują
się do zdarzeń, które nie powinni pamiętać albo ich nie dotyczyły. Na
przykład, że pamiętają kogoś kto zmarł w 1981. Natomiast na podstawie
wcześniejszych informacji mogli mieć ok roku. Niby szczegół ale mnie
denerwował.
Czy polecam ,,Kabałę"? Polecam. To mocna powieść o
dziedziczonych winach i wszystkim tym co kotłuje się pod powierzchnią
społeczeństwa a także o tym jak łatwo nim manipulować, szczególnie gdy
ma się łatwy dostęp do odpowiednich środków. Pokazuje, że pewne rzeczy
nigdy się nie zmieniają, co najwyżej zostają ubrane w nowe szaty.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!
poniedziałek, 27 lipca 2026
,,Mary Miasta" Hanna S. Białys
Serię z komisarzem Bondysem uwielbiam i zawsze z niecierpliwością czekam
na kolejny tom. Lubię tego nieszablonowego policjanta i klimat
Bydgoszczy końcówki lat 90tych. Dlatego tym gorzej się czuję gdy muszę
oceniać ,,Mary Miasta", bo daleko im do poprzednich części.
,,Mary
Miasta" rozgrywają się krótko po zamknięciu poprzednich dramatycznych
spraw. Bohaterowie nadal dochodzą do siebie. Mimo, że nadal wokół
rozgrywają się dramaty i popełniane są zbrodnie to wygląda jakby nie
dotyczyły. Zamiast tego odzywa się przeszłość. Bondys dostaje tajemniczą
wiadomość, która ożywia koszmar, który powinien zostać zapomniany.
Komisarz musi opuścić swoje ukochane miasto i ruszyć w Polskę by
zmierzyć się z własną przeszłością i kimś kto nie zapomniał.
,,Mary
Miasta " bardzo mnie denerwowały brakiem wyraźnej fabuły i
niepotrzebnym powtarzaniem po raz kolejny rzeczy dobrze już znanych. Nie
wiem czy autorka chciała w ten sposób podbić dramaturgię czy uważa że
czytelnik ma której pamięć ale po którymś z kolei przypomnieniu sprawy
Serpenty czy podkreśleniu jak mroczne jest Miasto miałam ochotę wyrzucić
książkę przez okno, szczególnie że nic nie posuwa to akcji do przodu. A
co do samej akcji to nie ma jej tu za wiele. Jest dużo nic nie
wnoszących wypełniaczy jak wątek Beaty, który pojawia się na chwilkę,
sugeruje związek z główną fabułą po czym urywa się by nie wrócić.
Przeszłość
Bondysa mogłaby być ciekawa ale mam poczucie, że nie w pełni
wykorzystano ten wątek. Sprawia wrażenie jakby został ucięty w połowie.
Zresztą cała książka jest taka. Finał nie daje odpowiedzi. Zostawia z
ogromem pytań i wydaje się być ucięty tuż przed tym co powinno się
jeszcze wydarzyć.
,,Mary Miasta " są najsłabszą częścią cyklu.
Słabo poprowadzoną, przegadaną, sprawiająca wrażenie, że autorka
straciła panowanie nad wątkami i bohaterami. Zupełnie niepotrzebnie
wraca do tego co było zamiast popychać fabułę do przodu. Mam jednak
nadzieję że to tylko wypadek przy pracy i kolejny tom wróci do poziomu
pierwszych.
czwartek, 16 lipca 2026
,,Zagubiona" Amity Gaige
Nie często trafia się na książki, których tytuł jest tak odpowiedni. Zagubiona - słowo odnosi się nie tylko do fizycznej nieobecności i trudności powrotu, ale także do stanu psychicznego, gdy nie wiadomo jak postąpić. Dzięki temu już na wstępie powieść otwiera czytelnika na wiele interpretacji i nie pozwala mu na podążanie według schematów.
Trzy kobiety, trzy miejsca. Dla Valerie to miała być wyprawa życia, samodzielne przejście szlaku Appalachów, jednak coś idzie nie tak i kobieta nie pojawia się w wyznaczonym miejscu. Zaczynają się intensywne poszukiwania prowadzone przez straż leśną pod dowództwem porucznik stanowej Beverly. Daleko od Maine, w domu opieki mieszka Lena, samotna starsza kobieta uwikłana w dziwną internetową znajomość. Losy trzech kobiet przetną się w zaskakującym momencie i wyzwolą coś czego żadna z nich się nie spodziewa.
,,Zagubiona" zaczyna się jak thriller. Mroczne, leśne ostępy, samotna kobieta i czające się niewypowiedziane zagrożenie. Zdecydowanie można się spodziewać wystrzału adrenaliny, jednak to tylko pozory bo akcja jest dużo bardziej stonowana i prowadzona w zaskakujący sposób. Osamotnienie i tragedia Valerie, połączona z dramatycznym wyścigiem z czasem poszukujących oraz ich bezsilnością wobec ogromu lasów ujawnia coś nieoczywistego. Staje się szansą na podróż w głąb duszy, szansą na kontakt z lękami, problemami, które wypiera się ze świadomości. Surowość stylu potęguje to co kryje się wewnątrz umysłu każdej z bohaterek, wyciąga na wierzch ich lęki, niepokoje, schowane traumy z którymi nie chcą się zmierzyć.
Autorka bardzo mocno koncentruje się na wewnętrznym przeżyciach ale to wcale nie znaczy, że zupełnie porzuca wątek sensacyjny. Jest on nieoczywisty i pozbawiony fajerwerków. Mocno zakorzeniony we współczesności, pokazuje postpandemiczne zagubienie ludzkości, kruchość więzi międzyludzkich oraz wrażliwość psychiki, która może rozpaść się w każdym momencie prowadząc do tragedii.
,,Zagubiona" to nie powieść dla tych, co szukają szybkiej i łatwej rozrywki. To powieść pogranicza, łącząca w sobie elementy literatury pięknej, powieści psychologicznej i thrillera. Surowa, dzika, nieoczywista tak jak tło na którym się rozgrywa,
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Otwarte!
niedziela, 12 lipca 2026
,,Gdy powrócą kanarki" Laura Barrow
Tytuł oryginału: Call the Canaries Home
Dwadzieścia pięć lat temu trzy dziewczynki zakopały w ogrodzie ich ówczesnego domu kapsułę czasu i przysięgły sobie, że kiedyś po nią wrócą. Właśnie teraz nadszedł ten czas. Tylko, że młode kobiety nie są już tak blisko ze sobą. Przyjeżdżają aby wskrzesić przeszłość i spotkać się wspólnie w domu babci. Każda z sióstr niesie swój bagaż doświadczeń: nadopiekuńcza matka, wyobcowana profesorka angielskiego z wielkiego miasta i kelnerka w podrzędnej jadłodajni uwikłana w związek bez przyszłości. Każda z nich, nawet nieświadomie, ciągnie za sobą ciężar wydarzeń z przeszłości i próbuje sobie poradzić z tym co na zawsze zniszczyło ich rodzinę: zaginięciem czwartej z nich.
,,Gdy powrócą kanarki" to pozornie książka jakich wiele. Opowiada o sile siostrzanych uczuć oraz radzeniu sobie z traumami przeszłości. Prosta, raczej przewidywalna ale tkwi w niej coś, co ją wyróżnia na tle wielu podobnych. Tutaj bohaterki nie próbują być heroskami. Mają poplątane życie, nie umieją się dogadać, czasem są śmieszne w swoim uporze i tragiczne w tym jak mocno nie chcą skonfrontować się z przeszłością. Jednak ona do nich wróci. Muszą zmierzyć się nie tylko z własnymi dramatami ale także ze spuścizną rodziców i dziadków. Z tego powstaje tragikomiczna opowieść o poszukiwaniu samego siebie, radzeniu sobie ze stratą oraz uczeniu się jak odbudować więzi, które dawno temu się przerwało. Ogromną rolę odgrywa tu siostrzana więź, nieidealna, może trochę szorstka i bezwzględna, ale cały czas unikalna i działająca wtedy gdy najbardziej jej potrzeba.
,,Gdy powrócą kanarki" to wzruszająca, poruszająca powieść, którą czyta się emocjami. Wywołuje zarówno uśmiech jak i łzy. Wkurza ale i daje nadzieję. Jest pełna sprzeczności, tak jak i pełne sprzeczności są relacje międzyludzkie. To nie tylko opowieść o przeszłości i tajemnicy jaką skrywa ale i o przyszłości, i więzi, której nie da się tak łatwo zerwać.
p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 33,2 cm - 2,7 cm = 30,5 cm
piątek, 10 lipca 2026
,,Lázár" Nelio Biedermann
Tytuł oryginału: Lázár
Lubię książki nieoczywiste i zaskakujące, takie, które płyną a pod zwyczajnością kryje się niezwykłość. Taką dokładnie książką jest ,,Lazar", rodzinna saga rozciągająca się na wiele pokoleń, będąca symbolem końca starego świata.
Przełom XIX i XX wieku, Cesarstwo Austro-Węgier. To tam w myśliwskim zameczku rodzi się Lajos de Lazar. Ma być przyszłym dziedzicem hrabiowskiego tytułu ale już jego pojawienie się na świecie skrywa tajemnicę. Chłopiec będzie dorastał i obserwował jak wokół niego zmienia się świat i jego rodzina. Historia rozgrywająca się na przestrzeni ponad pół wieku opowiada o tragediach, miłościach, sekretach i zdradach ale i nadziejach. Wybuchają wojny, upadają mocarstwa, zmienia się układ sił a pomiędzy tym kolejne pokolenia Lazarów muszą znaleźć swoje miejsce, nawet gdy wszystko stracą.
,,Lazar" to opowieść zaskakująco dojrzała jak na tak młodego pisarza. Od początku czaruje formą i magiczną atmosferą, która przypomina prozę iberoamerykańską. Przepełniona emocjami, pulsująca, zmysłowa staje się wyraźnym symbolem dramatycznych, dynamicznych zmian jakie zachodziły w pierwszej połowie XX wieku. Stary świat umiera, nadchodzi jego zmierzch i to właśnie stara węgierska szlachta będzie tego dobitnym przykładem. Skupiona na sobie, nie za późno zauważa, że już nie ma dla niej miejsca. Może tylko trwać. Dopiero nowe pokolenie spróbuje od nowa pisać swoją historię.
Nelio Biedermann czaruje słowem, czaruje atmosferą, zaskakuje formą. Ta historia nie jest jednoznaczna, nie daje prostych odpowiedzi. Po mistrzowsku pokazuje historię osobistą skonfrontowaną z Wielką Historią, z którą nikt nie ma szans. Oniryczne, magiczne tło sprawia, że ma panuje poczucie nierzeczywistości, nierealności, co podkreśla zagubienie bohaterów w coraz bardziej obcym im świecie.
,,Lazar" to opowieść, którą trzeba poznać. Trzeba dać się jej zauroczyć i zobaczyć zmierzch świata opowiedziany z zaskakującą wrażliwością.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Marginesy!






