piątek, 11 września 2026

,,Francuz" Anna K. Bandurska


 Koniec XIX wieku, środowisko polskich emigrantów zamieszkujących Francję po upadku powstania styczniowego. To właśnie tam żyje mała rodzina Dworaków. Ich główną troską jest młodsza córka, Anna, która nadal jest niezamężna. Dziewczyna już raz się sparzyła dlatego zostaje nieufna wobec mężczyzn. Jednak pojawienie się charyzmatycznego Sebastiana może wszystko zmienić. Młoda kobieta szybko się zakochuje ale droga do szczęścia będzie usłana wieloma trudnościami. Przeszkodą będą nie tylko nieporozumienia między zakochanymi ale także inni usilnie próbujący rozdzielić parę.

,,Francuz" to moje zaskoczenie, bo to jest romans historyczny napisany zgodnie z wszystkimi regułami gatunku. Czyli coś zupełnie innego, niż to co obecnie króluje na półkach bibliotek i księgarń. Tutaj nie ma silnej, zdecydowanej bohaterki z determinacją walczącą o swoje. Jest wręcz przeciwnie, Anna to idealna przedstawicielka epoki i gatunku. Delikatna, wrażliwa, z łatwością dająca się manipulować, mdlejąca na zawołanie i ulegająca wątpliwością podsycanym przez otoczenie. To wszystko sprawia, że nie ma tu zadziorności a jest baśniowa otoczka i cała gama nieporozumień, trochę wyolbrzymionych, trochę przerysowanych.

Ta książka jest schematem ale doskonale poprowadzonym, sprawiającym ogromną przyjemność bo z ciekawością obserwujemy co jeszcze może się wydarzyć. Oczywistym jest, że bohaterowie muszą się połączyć ale zanim to nastąpi będą intrygi małe i duże, ujawniane są sekrety oraz cała gama nieporozumień. W tej powieści genialne jest to, że już tak się nie pisze takich romansów, pełnych delikatności, bezradności, podążania za konwenansami. To ogromne odświeżenie i dla mnie powrót do korzeni bo dokładnie od takich romansów zaczynałam swoją przygodę wieki temu. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi!

wtorek, 8 września 2026

,,Martwy świadek" Robert Bryndza

Tytuł oryginału: Fatal Witness

 Przeprowadzki nigdy nie są łatwe ale tą pierwszą noc w nowym mieszkaniu główna inspektor Erika Foster z pewnością nigdy nie zapomni. W trakcie nocnego powrotu z pobliskiego pubu słyszy krzyk kobiety i trafia na miejsce zbrodni. Młoda kobieta została brutalnie zamordowana w mieszkaniu, a jej siostra odkryła zwłoki. Foster szybko zaczyna działać i odkrywa szokujące fakty. Zamordowana nie jest tym za kogo ją wzięto. Tylko, że ta która powinna być martwa, zniknęła. Śledztwo zaczyna iść w kilku kierunkach ale wszystkie dziwnie zbliżają się do tematu nad którym pracowała zaginiona dziewczyna i który chciała zaprezentować w swoim podkaście. Atmosfera robi się coraz gęstsza, bo komuś wyraźnie zależy na tym aby tajemnice sprzed lat nie wyszły na jaw.

,,Martwy świadek" to bardzo klasyczny thriller. I chyba to w tej książce jest najlepsze. Szybko odnajdujemy się w schemacie: śledcza z pogmatwaną przeszłością, nowe miejsce ale zbrodnie te same, a potem tylko z napięciu obserwujemy rozwój zdarzeń. A dzieje się dużo. Bo Foster nie czeka grzecznie aż dowody i świadkowie sami do niej przyjdą. Ona prze do przodu, widzi niuanse i nie poddaje się. Wchodzi pewnie zarówno w przedmieścia Londynu  jak i środowisko uniwersyteckie i odkrywa grzeszki i brudy, które dostojne angielskie społeczeństwo chce ukryć. A jest co, bo pod przykrywką statecznych obywateli chowają się gwałciciele, oprawcy i mordercy.

Z pewnością ciekawym zabiegiem jest pokazanie kobiety-śledczej ale także imigrantki, która z przekracza narzucone społeczne granice. To sprawia, że jest twarda, nieustępliwa, chowająca głęboko swoje uczucie i pokazująca tylko twardą skorupę. To dodaje jej skuteczności. A wtedy, żaden morderca nie ma szans.

,,Martwy świadek" to kolejny tom z serii, ale dla mnie pierwszy po jaki sięgnęłam. Spokojnie można czytać osobno bo najważniejsze jest tu śledztwo. Trudne, zagmatwane, nieoczywiste i niebezpieczne. Trzeba iść po tropach ale i tak zakończenie zaskoczy. Po drodze czeka wiele zwrotów akcji, ujawnionych sekretów i z pewnością inaczej będziemy patrzeć na angielskie przedmieścia. To idealny thriller na urlop. Na tyle wciągający że nie można go odłożyć przed dotarciem do końca. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu chmury!

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

,,Wioska tajemnic" Dagmara Rek


 Romantyczna, nastrojowa okładka sugeruje powieść, która będzie oddziaływać na uczucia. Jednak jest to tylko złudzenie a między okładkami kryje się opowieść, którą nie umiem jednoznacznie ocenić ani zaklasyfikować. To już kolejna książka, którą czytam w tym roku, której bohaterką jest pisarka pogrążona w kryzysie twórczym. Marcelina ma na swoim koncie kilka książek ciepło przyjętych przez czytelników ale na razie nie doczekała się bestsellera. Ostatnie miesiące nie były dla niej łatwe, była oskarżona o plagiat a teraz nie umie znaleźć tematu na kolejną opowieść. Sfrustrowana, za radą wydawcy wyrusza na urlop. Trafia do małej wioski o romantycznej nazwie Most Zakochanych, która skrywa kilka tajemnic.

Początkowo miałam wrażenie, że autorka prowadzi dialog z czytelnikiem i próbuje mu wytłumaczyć na czym polega praca pisarza i z jakimi trudnościami musi się on mierzyć. To trochę spowiedź, trochę wylewanie żalów, trochę próba pokazania świata, który obrósł bardzo romantyczną otoczką (przyznać się, kto nie marzył o napisaniu książki a potem sława na miarę Kinga, Roberts czy Mroza). Z jednej strony jest to ciekawy zabieg ale cały czas byłam ciekawa gdzie to doprowadzi główną bohaterkę. A trafia ona do wioski jak z bajki. Przyjaźni mieszkańcy, sielski klimat ale wyczuwalny jest cień, coś niedopowiedzianego i zakłócającego idealny pejzaż. Gdy Marcelina poznaje lokalnego pisarza dowiaduje się, że napisał on kiedyś powieść, w której próbował rozgryźć sekret wsi. Ujawnił dużo ale to co najważniejsze, nadal jest poza jego zasięgiem. Jednak teraz, z pomocą dziewczyny jego powieść ma szansę na zakończenie i odkrycie co dokładnie dzieje się we wsi.

Powieść jest bardzo prosta w swojej konstrukcji. Szybko poznajemy rozwiązanie i trochę pozostawia ono w poczuciu niedosytu. Jako namiętny czytelnik kryminałów chciałam więcej odpowiedzi, więcej szczegółów. Tak jak mieszkańcy Mostu Zakochanych czekali na drugi tom powieści Jacka Hermana, ja chcę więcej akcji i dowiedzieć się działo się później. Bo Marcelina rozwiązała zagadkę, napisała upragniony bestseller ale gdzieś brakło mi całego tła kryminalnego. Gdy zaczęło rodzić się napięcie i zaczęła pracować wyobraźnia nagle wszystko się wyjaśniło. Tak, wiem, prawdziwa kryminalna akcja byłaby sprzeczna z nastrojowym, spokojnym klimatem powieści. Bo tu nie może być prawdziwego poczucia zagrożenia, prawdziwych niebezpieczeństw. Tutaj jest ciepła opowieść o ludziach, kolejnych szansach, podnoszeniu się po porażce i nadziei, że właściwy moment nadejdzie. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu WasPos i Autorce!



sobota, 29 sierpnia 2026

,,Rok, w którym szukałam sensu i ukojenia" Monika Sobień-Górska


 Każdy z nas prawdopodobnie chociaż raz trafił w social mediach na rolki, posty czy filmiki dotyczące różnych form duchowości. Rolka zachęcająca do afirmacji przypływy pieniędzy albo miłości? Post o samorozwoju? Filmik udowadniający, że wszystko jest możliwe? Do wyboru do koloru. Czy w to wierzymy, i czy to do nas trafia to zależy od indywidualnych predyspozycji ale nie można zaprzeczyć, że współczesny internet stał się areną, na której coache, trenerzy personalni, szamani czy duchowi przewodnicy szukają zainteresowanych. Nawet jeśli obserwuje się masowy odpływ ludzi od wiary instytucjonalnej to nie znaczy, że równa to się rezygnacji z rozwoju duchowego. Wręcz przeciwnie duchowość znalazła swoją niszę w internecie, pora sztywnymi ramami kościołów.

I właśnie internetowe, współczesne poszukiwanie nowej duchowości stało się przedmiotem reportażu Moniki Sobień-Górskiej. Początkowo wydawało mi się, że książka obrała sobie za cel demaskację internetowych szamanów, przewodników, motywatorów. I trochę na początku czuć taki zamiar u autorki. Weszła ona w dziennikarskie śledztwo w specyficznym momencie swojego życia, gdy sama odchodziła od kościoła i szukała nowych form rozwoju. Dlatego czuć w miarę rozwoju śledztwa jej zmianę nastawienia oraz pewne rozdarcie. Nie było to powierzchowne potraktowanie tematu. Sobień-Górska brała udział w kręgach kobiet, szamańskich ceremoniach, ustawieniach systemowych, warsztatach, rozmawiała z najpopularniejszymi twórcami i próbowała zrozumieć co ludzi ciągnie do nich i gdzie tkwi haczyk. Widać ogrom zaangażowania, pełne szacunku podejście ale i ogrom wątpliwości co do świata, do którego zdecydowała się wejść. Sama w trakcie terapii, z pewną wiedzą psychologiczną widzi ryzyka i zagrożenia wynikające z działaniach na ludzkich uczuciach i emocjach. Bo wszędzie gdzie była trafia na głęboko skrzywdzonych ludzi, pogubionych, samotnych dla których duchowość internetowa staje się szansą, deską ratunku, iskierką nadziei, że dla kogoś są ważni i ktoś może pomóc im poradzić sobie z sytuacjami w jakich się znaleźli.

A co z samymi twórcami? Na podstawie obrazu jaki wyłania się z książki trudno ich jednoznacznie ocenić. Z jednej strony próbują się kreować na empatyczne, zaangażowane osoby, których nadrzędnym celem jest pomoc innych ale równocześnie ich postawa nie zaprzecza, że jest to biznes i to świetnie prosperujący. Kursy, warsztaty kosztujące kilkaset jak nie kilka tysięcy złotych, indywidualne porady i budowanie więzi z odbiorcą. Trochę brzmi niepokojąco.

Czy mam jakieś wnioski po skończonym reportażu? Podoba mi się, że autorka nie stawia jednoznacznej diagnozy. Pokazuje zarówno plusy jak i zagrożenia płynące ze zjawiska. Podchodzi do niego z dużym zainteresowaniem i spokojem, chociaż sama przyznaje, że nie zawsze była bezstronna bo były zdarzenia, które do niej trafiły. Z jej reportażu wyłania się też smutny obraz społeczeństwa, które jest coraz bardziej osamotnione, zagubione, zestresowane, skrzywdzone i porzucone samo sobie. A to najprostsza droga by stać ofiarą internetowych oszustów. I chociaż Sobień-Górska nie zalicza swoich rozmówców do tej kategorii, to nie można zaprzeczyć, że są beneficjentami tego zjawiska. Ten reportaż daje do myślenia, bo raczej możemy być pewni, że te zjawiska będą się tylko nasilać. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 2,9 cm - 3,3 cm = 0 cm

czwartek, 27 sierpnia 2026

,,Cena milczenia" Gabriela Pawlina


 Początkowo było trudno mi się odnaleźć wewnątrz fabuły ,,Ceny milczenia". Pozornie sprawa zaczyna się w noc sylwestrową gdy ginie nastolatka. Ciało dziewczyny zostaje znalezione nad rzeką ale trop prowadzi do baru, który już znajduje się pod obserwacją policji. Jednak to nie jest główne śledztwo, to zaledwie jedna z odnóg sprawy, która jest większa, sięgająca wyżej i będąca rozgrywką o coś znacznie większego. Jednak śmierć dziewczyny uruchamia mechanizm, który powoli odsłania świat kłamstw, przestępstw i demoralizacji, który nikogo nie oszczędza.

,,Cena milczenia" to nie jest prosty kryminał prowadzący od zbrodni do przestępcy. To skomplikowana gra, walka z wiatrakami i labirynt, wewnątrz którego można zgubić się i zatracić własną tożsamość. Również policjanci to nie są zwykli śledczy - do tej przydzielono najlepszych śledczych, nie bojących się balansować na granicy prawa, ryzykować nie tylko życiem ale i swoim życiem prywatnym. Większość fabuły skupia się wokół policjantki, Justyny Kołyski próbującej inwigilować podejrzany bar ale również wikłającej się w skomplikowaną relację z jednym z właścicieli.

,,Cena milczenia" jest kontynuacją powieści ,,Trzy", której nie czytałam. I dlatego początkowo nie mogłam odnaleźć się w kontekście. Bo okazuje się, że tamta sprawa urosła. Pojawiły się nowe tropy, nowi podejrzani, którzy niby wskazują głównego winnego ale nie ma dowodów aby móc wymierzyć sprawiedliwość. Tutaj nie chodzi o rozwiązanie ale proces i pokazanie jest mroczna jest rzeczywistość. Próba rozwikłania skomplikowanej sieci układów, układzików, wzajemnych powiązań wydaje się być od początku skazana na porażkę ale śledczy nie poddają się. Nawet gdy na miejsce jednej uciętej macki pojawia się kilka nowych odsłaniających przemoc, korupcję, uzależnienia. Zło sięga głęboko i każdy może znaleźć się w jego zasięgu, każdy może być ofiarą.

Chyba dawno nie czytałam thrillera tak dobitnie pokazującego, że nie ma czegoś takiego jak jasny podział między dobrem i złem. Jest tylko szarość, w różnych odcieniach i ciemność, która coraz bardziej się rozszerza. Mroczny, depresyjny, przytłaczający klimat potęguje także pora roku w tle - szary początek roku, moment gdy traci się nadzieję, że wiosna kiedykolwiek wróci. Jednak bohaterowie są na tyle zdeterminowani, że się nie poddają. Walczą do końca i wiedzą, że kiedyś dotrą do jądra i je zniszczą. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 6,5 cm - 3,9 cm = 2,6 cm

wtorek, 25 sierpnia 2026

,,Między dwiema rzekami" Moudhy Al-Rashid


Tytuł oryginału: Between Two Rivers: Ancient Mesopotamia and the Birth of History

 Punktem wyjścia dla książki były odkrycia archeologiczne dokonane na początku XX wieku. To właśnie wtedy na terenie dawnego miasta Ur archeolodzy odkryli przedziwny zbiór artefaktów. Tworzyły go przedmioty pochodzące z różnych epok, które z jakiegoś powodu przechowywane były wspólnie. To nasunęło skojarzenie z współczesną ideą muzeum. Tylko czy kilkanaście wieków przed naszą erą rzeczywiście gromadzono rzeczy po przodkach? I co właściwie te przedmioty mówią nam współczesnym?

,,Między dwiema rzekami" to opowieść o starożytnej Mezopotamii, kolebce cywilizacji gdzie ponad 20 wieków przed naszą erą kwitła rozwinięta cywilizacją i gdzie dochodziło do pierwszych znaczących odkryć naukowych. Nie ma tutaj suchego przedstawienia faktów. Autorka wykorzystuje kolejne przedmioty z kolekcji starożytnej księżniczki aby opowiedzieć historię społeczeństwa. Zaczyna od zwykłej cegły mułowej by potem snuć opowieść o szkolnictwie, literaturze, handlu, wojskowości, astronomii czy wreszcie o bogach i pozycji kobiet w społeczeństwach jakie zamieszkiwały tereny między Eufratem i Tygrysem. Jej opowieść jest intymna, pokazująca że to co było istotne czterdzieści wieków temu może znaleźć swoje odbicie także współcześnie. Dzięki zachowanym zarówno tabliczkom z pismem klinowym, jak i przedmiotom codziennego użytku dowiadujemy się dużo o tym jak funkcjonowało społeczeństwo, jak było zorganizowane, jak wyglądała praca. Zaskakujące jest jak wiele mały przedmiot może powiedzieć o swoim właścicielu. Jak wiele można się dowiedzieć z nudnego rejestru handlowego czy potwierdzenia urzędniczego. Bo wszystko to istniało już w starożytnej Mezopotamii.

Starożytna Mezopotamia wniknęła w życie autorki i czuć to bardzo wyraźnie. Dla niej nie jest to zamierzchła przeszłość. To coś co znajduje swoje odbicie współcześnie. Co może być wskazówką dla współczesnych. I taka też jest ta książka - barwna, tętniąca życiem, zachwycająca swoim bogactwem detali i zaskakująca tym jak wiele udało się odczytać z pozostałych śladów, na temat tych którzy żyli wiele wieków temu. Opowiada o ludziach, emocjach, o przełomach, które zmieniły świat, a które wynikały z czasem nudnej pracy (jak pismo, które powstało by wspierać urzędników a nie literaturę). Po lekturze wręcz trudno uwierzyć, że pewne zjawiska to nie wytwór współczesności. ,,Między dwiema rzekami" udowadnia, że istnieje coś takiego jak ciągłość pokoleniowa, a wiele rzeczy i zjawisk jest bardziej uniwersalne niż chcemy to przyznać.

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

,,Arystokratka w Czechosłowacji" Evžen Boček

Tytuł oryginału: Aristokratka v Československu

 Kto tęsknił za ,,Arystokratką" ręka do góry? Ja tęskniłam i dlatego gdy tylko zobaczyłam, że jest nowy tom, to wiedziałam, że muszę chociaż na króciutką chwilkę wrócić na zamek w Kostce. Dobra, nie ma jeszcze Marii, matki, ojca, Deniski. Za to jest pani Cicha, jest Józef, który już nienawidzi muflonów i robi wszystko aby ich się pozbyć. Pan Spock dopiero ma się pojawić i szok! ma normalne imię. Ale co to by był za zamek w Kostce gdyby tam nic się nie działo.

Akcja cofa się do 1983. Dopiero co zakończył się remont zamku i wszyscy czekają na jego ponowne otwarcie na zwiedzanie. Nie można powiedzieć, że z radością. Jednak zanim dojdzie do tego wiekopomnego zdarzenia, coś zupełnie innego ma mieć tam miejsce. W końcu mamy okazję dowiedzieć się, jak do tego doszło, że największa gwiazda czeskiej piosenki Helenka Vondrackova wzięła tam ślub. Ale to nie ślub jest osią akcji a wydarzenia jakie go poprzedzały.

,,Arystokratka w Czechosłowacji" to przewrotka, kipiąca specyficznym humorem opowieść trochę o czasach słusznie minionych a trochę o ludziach. Pełna nowych, ale mocno nietuzinkowych bohaterów, kpi prosto w oczy z komunistycznych działaczy, służb, wszechobecnej korupcji i nieustannej inwigilacji obywateli. Wyśmiewa zachowania, postawy oraz oczywisty bezsens minionego ustroju w jedynym i wyjątkowym arystokratkowym stylu. Nowi bohaterowie wnoszą świeżość do serii ale i starzy dają radę. Na tle panującego komunizmu wydają się być ostoją normalności, nawet z całym bagażem swoich dziwactw. Byłam zaskoczona jak wiele się dzieje i jak szybko się to czyta a nawet jeszcze nie doszło do tego co sprowokowało cały ambaras. Dlatego sugestia, że będą kolejne części sprawiła, że zacieram łapki i czekam.