Punktem wyjścia dla książki były odkrycia archeologiczne dokonane na początku XX wieku. To właśnie wtedy na terenie dawnego miasta Ur archeolodzy odkryli przedziwny zbiór artefaktów. Tworzyły go przedmioty pochodzące z różnych epok, które z jakiegoś powodu przechowywane były wspólnie. To nasunęło skojarzenie z współczesną ideą muzeum. Tylko czy kilkanaście wieków przed naszą erą rzeczywiście gromadzono rzeczy po przodkach? I co właściwie te przedmioty mówią nam współczesnym?
,,Między dwiema rzekami" to opowieść o starożytnej Mezopotamii, kolebce cywilizacji gdzie ponad 20 wieków przed naszą erą kwitła rozwinięta cywilizacją i gdzie dochodziło do pierwszych znaczących odkryć naukowych. Nie ma tutaj suchego przedstawienia faktów. Autorka wykorzystuje kolejne przedmioty z kolekcji starożytnej księżniczki aby opowiedzieć historię społeczeństwa. Zaczyna od zwykłej cegły mułowej by potem snuć opowieść o szkolnictwie, literaturze, handlu, wojskowości, astronomii czy wreszcie o bogach i pozycji kobiet w społeczeństwach jakie zamieszkiwały tereny między Eufratem i Tygrysem. Jej opowieść jest intymna, pokazująca że to co było istotne czterdzieści wieków temu może znaleźć swoje odbicie także współcześnie. Dzięki zachowanym zarówno tabliczkom z pismem klinowym, jak i przedmiotom codziennego użytku dowiadujemy się dużo o tym jak funkcjonowało społeczeństwo, jak było zorganizowane, jak wyglądała praca. Zaskakujące jest jak wiele mały przedmiot może powiedzieć o swoim właścicielu. Jak wiele można się dowiedzieć z nudnego rejestru handlowego czy potwierdzenia urzędniczego. Bo wszystko to istniało już w starożytnej Mezopotamii.
Starożytna Mezopotamia wniknęła w życie autorki i czuć to bardzo wyraźnie. Dla niej nie jest to zamierzchła przeszłość. To coś co znajduje swoje odbicie współcześnie. Co może być wskazówką dla współczesnych. I taka też jest ta książka - barwna, tętniąca życiem, zachwycająca swoim bogactwem detali i zaskakująca tym jak wiele udało się odczytać z pozostałych śladów, na temat tych którzy żyli wiele wieków temu. Opowiada o ludziach, emocjach, o przełomach, które zmieniły świat, a które wynikały z czasem nudnej pracy (jak pismo, które powstało by wspierać urzędników a nie literaturę). Po lekturze wręcz trudno uwierzyć, że pewne zjawiska to nie wytwór współczesności. ,,Między dwiema rzekami" udowadnia, że istnieje coś takiego jak ciągłość pokoleniowa, a wiele rzeczy i zjawisk jest bardziej uniwersalne niż chcemy to przyznać.
Pod kołdrą
Nudny, mały, prywatny blog o książkach
wtorek, 25 sierpnia 2026
,,Między dwiema rzekami" Moudhy Al-Rashid
poniedziałek, 24 sierpnia 2026
,,Arystokratka w Czechosłowacji" Evžen Boček
Kto tęsknił za ,,Arystokratką" ręka do góry? Ja tęskniłam i dlatego gdy tylko zobaczyłam, że jest nowy tom, to wiedziałam, że muszę chociaż na króciutką chwilkę wrócić na zamek w Kostce. Dobra, nie ma jeszcze Marii, matki, ojca, Deniski. Za to jest pani Cicha, jest Józef, który już nienawidzi muflonów i robi wszystko aby ich się pozbyć. Pan Spock dopiero ma się pojawić i szok! ma normalne imię. Ale co to by był za zamek w Kostce gdyby tam nic się nie działo.
Akcja cofa się do 1983. Dopiero co zakończył się remont zamku i wszyscy czekają na jego ponowne otwarcie na zwiedzanie. Nie można powiedzieć, że z radością. Jednak zanim dojdzie do tego wiekopomnego zdarzenia, coś zupełnie innego ma mieć tam miejsce. W końcu mamy okazję dowiedzieć się, jak do tego doszło, że największa gwiazda czeskiej piosenki Helenka Vondrackova wzięła tam ślub. Ale to nie ślub jest osią akcji a wydarzenia jakie go poprzedzały.
,,Arystokratka w Czechosłowacji" to przewrotka, kipiąca specyficznym humorem opowieść trochę o czasach słusznie minionych a trochę o ludziach. Pełna nowych, ale mocno nietuzinkowych bohaterów, kpi prosto w oczy z komunistycznych działaczy, służb, wszechobecnej korupcji i nieustannej inwigilacji obywateli. Wyśmiewa zachowania, postawy oraz oczywisty bezsens minionego ustroju w jedynym i wyjątkowym arystokratkowym stylu. Nowi bohaterowie wnoszą świeżość do serii ale i starzy dają radę. Na tle panującego komunizmu wydają się być ostoją normalności, nawet z całym bagażem swoich dziwactw. Byłam zaskoczona jak wiele się dzieje i jak szybko się to czyta a nawet jeszcze nie doszło do tego co sprowokowało cały ambaras. Dlatego sugestia, że będą kolejne części sprawiła, że zacieram łapki i czekam.
sobota, 22 sierpnia 2026
,,Twisted Knight" K. Bromberg
Tytuł oryginału: Twisted Knight
Rowan i Holden spotykają się przypadkiem na jednym z przyjęć. Ona - dziedziczka jednego z najważniejszych rodów miasta, buntująca się przeciw narzuconej roli idealnej córki, on - tajemniczy milioner, który rozpala wyobraźnię wszystkich na około. Pomiędzy nimi szybko pojawia się chemia. Jednak początkowe zafascynowanie szybko musi zostać zweryfikowane bo on jest kupcem jej rodzinnej firmy. A ona od lat walczy by udowodnić, że byłaby idealnym prezesem. Dwie silne osobowości, dwa przeciwne cele i chemia, której nie da się zaprzeczyć. Czy to nie brzmi jak początek czegoś co zmieni wszystko?
,,Twisted knight" to pierwszy tom trylogii o Rowan i Holdenie. Zdecydowanie nie będzie to prosta historia biegnąca według schematu dziewczyna poznaje chłopaka zakochują się a potem ślub i banalne ,,żyli długo i szczęśliwie". Oj nie! Tutaj już w pierwszym tomie dzieje się dużo i obiecuje, że to zaledwie przedsmak prawdziwych komplikacji. Rowan i Holden mają przeciwstawne cele. On dąży do zemsty, ona chce udowodnić swoją wartość. Areną jest firma, ofiarami ich starcia wszyscy na około. Elementem nieplanowanym jest wzajemne przyciąganie i relacja, która miała być narzędziem a stała się czymś zupełnie innym. Związek pełen tajemnic, niedopowiedzeń i wzajemnego braku zaufania nie może być dobrym rozwiązaniem to musi prowadzić do katastrofy a przynajmniej do wybuchu.
Świetnie się czyta ,,Twisted Knight". To dokładnie taki rodzaj rozrywki jaki szukamy na urlop. Intensywnie, szybko, zabawnie ale z nutą romantyzmu. Bohaterowie są mocno skupieni na realizacji tego co sobie zaplanowali ale muszą przyznać, że nie wszystko idzie po ich myśli. Będą zaskoczenia, będzie dynamika i nie braknie też pikanterii. Idealna książka by odpocząć i po prostu bawić się dobrze.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu LUNA!
wtorek, 18 sierpnia 2026
,,Siedem obrączek" Nora Roberts
Tytuł oryginału: The Seven Rings
Z najwyższą powagą mogę napisać, że wychowałam się na książkach Nory Roberts. Czytałam ich mnóstwo, najpierw kiedy podkradałam mamie, potem już sama pożyczałam z biblioteki. Z dużym prawdopodobieństwem, gdybym dziś poszła do biblioteki szukając lekkiego pewniaka to właśnie po nią bym sięgnęła. Dlatego czytanie najnowszej serii Roberts było dla mnie mordęgą. Dokończyłam trylogię ,,Zagubionych narzeczonych" tylko z sentymentu i nadziei, że coś tam się wydarzy co sprawi, że poczuje starą, dobrą Roberts. Niestety, nie doczekałam się!
Szczerze, jedyne co mi przychodzi jako pierwsze do głowy to bezczelny skok na kasę. Była zakontraktowana trylogia, gdzie każdy tom będzie miał po ok 500 stron? To jest trylogia. A że treści i akcji tu jak na lekarstwo to już inna sprawa. Takiego wodolejstwa, powtórzeń i generalnie cukierkowatości to nigdzie nie znajdziecie. Uwierzycie, że przez dwadzieścia (tak 20!!!!) stron mamy zachwyt nad meblami - i to tylko w jednej scenie. Dla porównania, decydująca walka z wiedźmą i złamanie klątwy to tylko piętnaście stron. Serio! Roberts ma świetny warsztat pisarski, pisze naturalnie i czuje się jej świat ale nawet to nie ratuje przez znudzeniem i poirytowaniem gdy któryś raz z rzędu czyta się o tym samym albo jest się świadkiem scen, które absolutnie nic nie wnoszą. Nawet nie ma tu romansu. Jest wspólne idealne życie i dekorowanie domu, zachwycanie się swoją pracą, jedzenie, picie i ćwiczenie na siłowni. A to niby ma być powieść w duchu gotyckim.....
Gdy już któryś tydzień męczyłam się z tą książką z uporem maniaka próbując ją skończyć pojawiła się myśl, że może ja źle robię. Może to nie jest książka do czytania. Może lepiej się sprawdza jako audiobook. Włączasz gdy sprzątasz, prasujesz, grzebiesz w ogrodzie. Ty skupiasz się na pracy a w tle brzęczy ci coś nad czym w zupełności nie musisz się skupiać. Nie sprawdzę już tego bo nie chcę do tego wracać. Tak nudnej, przegadanej książki chyba nigdy nie czytałam. A cytując korpoklasyk: To mógłby być mail. Dosłownie tyle jest tu akcji.
poniedziałek, 17 sierpnia 2026
,,Kontratyp" Remigiusz Mróz
Raz na trzy lata to chyba idealny przedział aby sprawdzić co słychać u Chyłki i Zordona. Totalnie zapomniałam już co działo się w ich życiu więc do ,,Kontratypu" podeszłam z absolutnie czystą głową, nastawiona na rozrywkę. I chociaż byłam wyluzowana, to jednak nie spodziewałam się tego co zaserwuje pan Mróz.
Gdzieś w pamięci dzwoniło mi, że w 2018 roku opinia publiczna żyła czymś związanym z górami. I nie myliłam się bo początek roku przyniósł spektakularną akcję ratunkową Adama Bieleckiego i Denisa Urubko. Przerwali oni własną wyprawę by ratować Tomka Mackiewicza i Elizabeth Revol na zboczach Nanga Parbat. Oczywiście, pojawiały się wtedy głosy czy Revol postąpiła właściwie zostawiając Mackiewicza. I wyraźnie czuć, że dokładnie te wydarzenia stały się inspiracją dla Mroza. Na maksa wykorzystał tę tragedię tworząc szalony a momentami wręcz absurdalny tom przygód prawników. Bo tym razem Chyłka ma podjąć się obrony jedynej ocalałej uczestniczki wyprawy na Annapurnę. Kobieta zostaje oskarżona, nie tyle o porzucenie towarzyszy wyprawy, co o ich celowe zabicie. Wszystkie pojawiające się dowody dobitnie świadczą przeciw niej. A dodatkowo sprawa w dziwny sposób zahacza o przeszłość Chyłki i jedną z jej pierwszych spraw.
Czy ,,Kontratyp" jest szalony? Tak. Czy ma momenty gdzie przeczy jakiejkolwiek logice? Tak. Czy czyta się to z facepalmem i bezwstydnym zaciekawieniem co jeszcze Mróz wymyśli? Tak. Ja wiem, że konwencja tej serii jest bawienie się prawem i naciąganie rzeczywistości do granic możliwości ale tutaj to już przekroczone zostały wszelkie granice. Bo Chyłka na Annapurnie, traktująca wyprawę jak spacer po Gorcach? Serio? Gmatwanie, mieszanie, komplikowanie sprawy by potem raz, dwa, trzy nic nie jest prawdą i od początku Chyłka wie co się święci? Serio? Dodatkowo przekomarzanki między Chyłką i Zordonem, które nic nie wnoszą a sprowadzają ich do poziomu gimnazjalistów. To jest już nudne i powtarzalne.
Ja nie jestem wymagająca. Nawet lubię absurdalne serie przygodowe jak choćby Sigma Force ale tam wiem, że ta seria nie udaje czegoś innego niż jest. A Chyłka zgubiła kierunek. Bo ani to seria prawnicza, ani przygodowa, ani komediowa. W sumie takie nie wiadomo co. Tyle, że czyta się szybko i można poprzewracać oczami na tym co się tam wyczynia.
p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 12,8 cm - 3,5 cm = 9,3 cm
piątek, 14 sierpnia 2026
,,Wróć przed zmrokiem" Katarzyna Fiołek
Wychowaliśmy się w świecie, gdzie zdanie kończące opowieść brzmi ,,i żyli długo i szczęśliwie". No tak, poznali się, zakochali, pokonali przeciwności losu a potem już mogli cieszyć się wiecznym szczęściem. Tylko, że życie to nie bajka. Po wypowiedzeniu przysięgi ślubnej zaczyna się codzienność. A ta, nawet szczęśliwa nie zawsze jest idealna. I właśnie o takiej codzienności opowiada ,,Wróć przed zmrokiem".
Basia i Tomek to małżeństwo z ponad dwudziestoletnim stażem. Kiedyś szaleńczo zakochani, szczęśliwi młodzi rodzice, małżonkowie wspólnie budujący dom i rodzinę. Patrząc z boku, idealna para, której niczego nie brakuje. Jednak w ich życiu zapanowała rutyna, stagnacja, przyzwyczajenie zajęło miejsce miłości. Basia uświadamia sobie, że dusi się w tym co nazywa swoim życiem i chce się z niego wyrwać. Zaczyna od małych zmian: zmiana diety, ruch, nowa fryzura. Tylko, że Tomkowi jest dobrze tu gdzie jest i na działania Basi patrzy z politowaniem i zastanawia się ile będzie jeszcze trwało to szaleństwo. I może między nimi trwał by nieustanny status quo gdyby nie jedno nieopatrznie rzucone zdanie podczas rodzinnego spotkania. Wywoła ono lawinę, która zmieni wszystko.
,,Wróć przed zmrokiem" to opowieść o dojrzałych ludziach, którzy w pogoni za codziennością zgubili siebie i swoje marzenia, a przede wszystkim oddalili się od siebie w związku. Zamiast być razem są już dla siebie współlokatorami i nawet nie zauważyli kiedy do tego doszło. Przytłoczeni pracą, walką z problemami nie zauważają, że tracą to co kiedyś było dla nich najważniejsze. Musi dopiero nastąpić wstrząs aby mogła nastąpić zmiana. Każde z nich jeszcze raz musi zawalczyć: najpierw o siebie potem o to co tworzyli wspólnie. Dużo miejsca zajmuje pokazanie jak łatwo można przestać się rozumieć, a przez to ranić, czy nawet popełniać błędy, których nie da się łatwo wymazać. I mimo, że wydaje się, że powieść ma negatywny wydźwięk to tak nie jest. Bo pokazuje, że realizacja marzeń nie zna pojęcia wieku. Każdy moment jest idealny, wystarczy tylko chcieć i próbować.
,,Wróć przed zmrokiem" to bardzo przyjemna powieść, udowadniająca że każdy może mieć swój czas i swoją historię do opowiedzenia. Odczarowuje idealne małżeństwa, pokazuje ich rysy i niedoskonałości. Daje nadzieję, że kryzysy da się pokonać a małe kroki mogą prowadzić do wielkich zmian, a błędy nawet te największe nie od razu oznaczają porażki.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!
poniedziałek, 10 sierpnia 2026
,,Ogród śmierci" Margit Sandemo
Tytuł oryginału: Dödens trädgård
Kolejne pokolenie i kolejna cegiełka trafia na swoje miejsce. Ostatnie kilka tomów bardzo mocno koncentrują się na tym aby dowiedzieć się co dokładnie zrobił Tengel Zły przed wiekami i jak można sobie z tym poradzić. Kolejno strzępy wiedzy zbierali Vendel, Dan, Ingrid i Ulvhedin a teraz przyszła pora na Daniela i Shirę. Ród Ludzi Lodu wie już, że ich straszny przodek żyje, że oddał siebie i swoich potomków na usługi śmierci. Teraz nadeszła pora by dowiedzieć się jak dokładnie to zrobił i jak można odwrócić czar. Aby to zrobić trzeba ponownie udać się nad Morze Karskie. To tam Shira, córka Vendela i Siwniew ma trudne zadanie do wykonania.
Przyznaję, że ,,Ogród śmierci" bardzo dłużył mi się. Brakuje tutaj typowych dla Sagi perypetii. Nie miało sensu powtarzanie opowieści o wyprawie przez Syberię więc podróż Dana jest nadzwyczaj zwięźle opisana. Za to dużo miejsca zajmują kolejne próby, które musi przejść Shira. Są dramatyczne, nieludzkie, zmuszające do sięgnięcia do głębin sił fizycznych i psychicznych, testują wrażliwość i odporność ale równocześnie są nużące w lekturze. Jednak doprowadzają do tego, że ród zdobywa broń, którą kiedyś będzie można wykorzystać.
Tom bardzo mocno koncentruje się na poznaniu tajemnic przeszłości i zdobyciu przeciwwagi dla klątwy Tengela Złego, przez co nie ma miejsca na żaden dodatkowy wątek. Shira jest tak idealna, że nierealna co odbija się na tym, że brakuje emocji i typowej dla Sagi dramaturgii. Nie ma wybuchów uczuć, kierowania się uczuciami zamiast umysłem, impulsywnych zachowań, które cechowały choćby Sol, Cecylię czy Villemo. Chyba najciekawszym momentem są jej spotkania z Shamą i ich rozmowy. Z pewnością ,,Ogród śmierci" dużo wnosi co całości historii ale jego bohaterowie są tak mdli, że za chwilę ich indywidualna historia zupełnie ucieknie z pamięci.
p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 16,8 cm - 1,6 cm = 15,2 cm






