sobota, 19 września 2026

,,Berlin 1936" Oliver Hilmes

Tytuł oryginału: Berlin 1936: Sixteen Days in August

 Sierpniowe dni lata 1936 roku zapiszą się na zawsze w pamięci ludzkości. To właśnie wtedy oczy i uszy całego świata zwrócone były ku Berlinowi, gdzie przez szesnaście dni miały odbywać się Igrzyska Olimpijskie. Jak się później okazało ostatnie igrzyska przed wojną, która zmieniła układy sił na świecie, granice państw a przede wszystkim zmieniła spojrzenie na ludzkość. Te szesnaście dni miało być celebracją idei humanizmu, świętem sportu. Jednak po stronie Trzeciej Rzeszy były też inne motywacje, jak pokazanie swojego przyjaznego, pokojowego oblicza, badanie nastrojów i sprawdzanie gdzie leży granica, za którą nie mogą przejść. Szesnaście dni w ciągu, których wiele się działo. I nie tylko na olimpijskich stadionach.

,,Berlin 1936" to opowieść złożona z impresji, mignięć oka odnoszących się do codzienności obywateli pomieszanych z wydarzeniami transmitowanymi na cały świat. I to w formie wyjątkowej bo to pierwsze igrzyska obserwowane przez oko kamery. Swój materiał właśnie wtedy tworzyła Leni Riefenstahl. Cały świat obserwował jak Jesse Owens stawał się bohaterem a Hitler przyglądał się temu z trybun. Ta książka daje wyjątkową kronikę igrzysk, złożoną z wielu małych obrazków. Widać przepych, dumę, bogactwo, majestat jaki chce pokazywać Trzecia Rzesza. Ale tuż obok, przemilczane, pozornie nieistniejące jest coś ważniejszego. Zaczyna się wojna - jeszcze bez armat ale są represje, ludzie są wykluczani lub internowani. Czuć niewypowiedziane zagrożenie. Nadal działają najważniejsze kluby, bary, restauracje ale niektórzy właściciele nie czują się już pewnie. Wszystko musi być dostosowane do nazistowskiej linijki, chociaż jeszcze w łagodnej wersji bo trwa olimpijska euforia.

Lubię książki, które w nieoczywisty sposób pokazują ważne rzeczy. Tutaj nie ma jednej narracji, czy jednego wątku. Jest wiele epizodów, które dopiero złożone w całość pokazują, że Igrzyska 1936 roku były czymś więcej niż świętem sportu. Były próbą generalną przed wybuchem wojny. Testowały jak daleko sięga polityka ustępstw, dokąd sięga wzrok opinii publicznej, jak wiele można zignorować. Z pojedynczego epizodu tego nie widać. Trzeba zobaczyć całość. I właśnie to widać z tej powieści-mozaiki. Widać zarówno władzę jak i codzienność. Widać plany jak i ich realizację. Widać rodzący się terror. Mimo, że wszędzie są światła reflektorów opromieniające zwycięzców to za nimi czai się mrok. Całość sprawia wrażenie dobrze zaplanowanego przedstawienia. 



Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!

środa, 16 września 2026

,,Biel" Małgorzata Oliwia Sobczak


 Samobójstwo młodej studentki w zimowy poranek wywoła lawinę zdarzeń, które wciągnie prokuratora Leopolda Bilskiego. Bilskiemu od początku coś nie pasuje i drąży. Ślady prowadzą go do trójmiejskich klubów nocnych, skrywających drugie, mroczne oblicze. Jednak nie tylko ta sprawa pochłonie prokuratora. Trudne śledztwo, zawirowania w życiu osobistym i echa przeszłości, które nieoczekiwanie doszły do głosu - trudny zestaw się wylosował, jednak on się nie poddaje i zaczyna dostrzegać szczegóły, które innym umknęły lub które ktoś celowo chciał zatrzeć.

Moja przygoda z ,,Kolorami zła" zaczęła się już dawno temu i chociaż rzadko sięgam po kolejne tomy, i czasem szczegóły poprzednich mi uciekają, to pamiętam klimat. A klimat ,,Bieli" jest niezwykły. Od razu, w pierwszych scenach nasuwa się skojarzenie ze zdeprawowaną niewinnością. Ale i ze złudzeniem. Bo wszyscy tutaj udają kogoś innego. Każdy próbuje prezentować wybielone, idealne oblicze, za którym czai się mrok, wynaturzenie, zło w najgorszej, perwersyjnej wersji. Nie ma tutaj miłości, uczuć, jest tylko maska i oszustwo, niebezpieczna gra pozostawiająca za sobą ofiary.

Dodatkowym atutem jest dwutorowo prowadzona akcja: współcześnie i u schyłku PRL. Bardzo namacalnie została uchwycona atmosfera tamtej epoki, mentalności, kolesiostwa i szarej strefy, jaka tworzyła się pomiędzy policją i bandytami. Nic tam nie jest jednoznaczne, nikt nie jest bez skazy.

,,Biel" to bardzo mocny kryminał. Bardzo plastycznie napisany, z wyrazistymi postaciami, mocnym tłem społecznym oraz sprawą, która ujawnia najmroczniejsze ludzkie instynkty. Gdy już zacznie się czytać, nie można się oderwać.

poniedziałek, 14 września 2026

,,Świat jej oczami" Kim Holden

 

 Tytuł oryginału: Eye for an I

Świat Sophie jest bezpieczny i ... nudny. Stabilna, chociaż niedoceniana praca, związek z przeciętnym mężczyzną, znajome środowisko, w którym nie ma miejsca na pasję. Tylko z dnia na dzień wszystko się wali. Związek się rozpada a z pracy odchodzi z hukiem. Wtedy jeszcze nie wie, że jedno przypadkowe wyjście na koncert, jedna rolka na Instagramie, przypadkowy komentarz pod zdjęciem mogą zmienić wszystko. Nagle świat Sophie nie będzie już taki ułożony a ona sama zacznie przygodę pełną zaskoczeń, nieoczekiwanych szans i pasji.

Pierwszą połowę ,,Świat jej oczami" pochłonęłam na raz. Podobała mi się historia dziewczyny, której wali się świat a ona z tego chaosu próbuje się wygrzebać. Świetnie skonstruowane były postacie drugoplanowe: jej siostra i siostrzeniec, pchający ją do zrobienia czegoś co wykracza poza jej strefę komfortu. To właśnie w tej części było najwięcej emocji: strach przez nowym, brak pewności siebie, zaskoczenie, gdy ktoś zwraca na nią uwagę i poczucie wolności gdy wreszcie się temu poddaje. Ale to nie tylko powieść o zmianach ale także bardzo uroczy romans, w którym idealny facet pojawia się z zaskoczenia, chociaż nie jest zaskoczeniem. Może za dużo tak oczywistych zbiegów okoliczności ale dodają klimatu i budują otoczkę baśniowości.

Przyznaję, że czytałam z ogromną przyjemnością, było lekko, zabawnie, z nutą pikanterii. Dlatego nie podobało mi się zakończenie, które spłyciło całość. Nagle wszystko się rozwiązało, wszyscy zachwyceni więc możemy kończyć. Zakończenie odebrało historii Sophie i Evera głębię, pozbawiło ich puenty, sprawiło, że ich problemy, ich przeszłość stała się mało ważna. Nagle zamiast dwojga zagubionych ludzi, próbujących posklejać swoje życia pojawiają się cukrowe figurki z idealnym życiem. Historia w finale straciła swoją lekkość, zadziorność, specyficzny humor, który mnie porwał na początku. Jednak nadal jest to opowieść, wobec której nie da się przejść bez uśmiechu na ustach. Z pewnością zaskoczy, wywoła wzruszenie, zaskoczenie, będziecie śmiać się z bohaterami i drżeć przed stawianiem kroków w nieznane. Ma dużo ciepła i pozytywnej energii. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!



piątek, 11 września 2026

,,Francuz" Anna K. Bandurska


 Koniec XIX wieku, środowisko polskich emigrantów zamieszkujących Francję po upadku powstania styczniowego. To właśnie tam żyje mała rodzina Dworaków. Ich główną troską jest młodsza córka, Anna, która nadal jest niezamężna. Dziewczyna już raz się sparzyła dlatego zostaje nieufna wobec mężczyzn. Jednak pojawienie się charyzmatycznego Sebastiana może wszystko zmienić. Młoda kobieta szybko się zakochuje ale droga do szczęścia będzie usłana wieloma trudnościami. Przeszkodą będą nie tylko nieporozumienia między zakochanymi ale także inni usilnie próbujący rozdzielić parę.

,,Francuz" to moje zaskoczenie, bo to jest romans historyczny napisany zgodnie z wszystkimi regułami gatunku. Czyli coś zupełnie innego, niż to co obecnie króluje na półkach bibliotek i księgarń. Tutaj nie ma silnej, zdecydowanej bohaterki z determinacją walczącą o swoje. Jest wręcz przeciwnie, Anna to idealna przedstawicielka epoki i gatunku. Delikatna, wrażliwa, z łatwością dająca się manipulować, mdlejąca na zawołanie i ulegająca wątpliwością podsycanym przez otoczenie. To wszystko sprawia, że nie ma tu zadziorności a jest baśniowa otoczka i cała gama nieporozumień, trochę wyolbrzymionych, trochę przerysowanych.

Ta książka jest schematem ale doskonale poprowadzonym, sprawiającym ogromną przyjemność bo z ciekawością obserwujemy co jeszcze może się wydarzyć. Oczywistym jest, że bohaterowie muszą się połączyć ale zanim to nastąpi będą intrygi małe i duże, ujawniane są sekrety oraz cała gama nieporozumień. W tej powieści genialne jest to, że już tak się nie pisze takich romansów, pełnych delikatności, bezradności, podążania za konwenansami. To ogromne odświeżenie i dla mnie powrót do korzeni bo dokładnie od takich romansów zaczynałam swoją przygodę wieki temu. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi!

wtorek, 8 września 2026

,,Martwy świadek" Robert Bryndza

Tytuł oryginału: Fatal Witness

 Przeprowadzki nigdy nie są łatwe ale tą pierwszą noc w nowym mieszkaniu główna inspektor Erika Foster z pewnością nigdy nie zapomni. W trakcie nocnego powrotu z pobliskiego pubu słyszy krzyk kobiety i trafia na miejsce zbrodni. Młoda kobieta została brutalnie zamordowana w mieszkaniu, a jej siostra odkryła zwłoki. Foster szybko zaczyna działać i odkrywa szokujące fakty. Zamordowana nie jest tym za kogo ją wzięto. Tylko, że ta która powinna być martwa, zniknęła. Śledztwo zaczyna iść w kilku kierunkach ale wszystkie dziwnie zbliżają się do tematu nad którym pracowała zaginiona dziewczyna i który chciała zaprezentować w swoim podkaście. Atmosfera robi się coraz gęstsza, bo komuś wyraźnie zależy na tym aby tajemnice sprzed lat nie wyszły na jaw.

,,Martwy świadek" to bardzo klasyczny thriller. I chyba to w tej książce jest najlepsze. Szybko odnajdujemy się w schemacie: śledcza z pogmatwaną przeszłością, nowe miejsce ale zbrodnie te same, a potem tylko z napięciu obserwujemy rozwój zdarzeń. A dzieje się dużo. Bo Foster nie czeka grzecznie aż dowody i świadkowie sami do niej przyjdą. Ona prze do przodu, widzi niuanse i nie poddaje się. Wchodzi pewnie zarówno w przedmieścia Londynu  jak i środowisko uniwersyteckie i odkrywa grzeszki i brudy, które dostojne angielskie społeczeństwo chce ukryć. A jest co, bo pod przykrywką statecznych obywateli chowają się gwałciciele, oprawcy i mordercy.

Z pewnością ciekawym zabiegiem jest pokazanie kobiety-śledczej ale także imigrantki, która z przekracza narzucone społeczne granice. To sprawia, że jest twarda, nieustępliwa, chowająca głęboko swoje uczucie i pokazująca tylko twardą skorupę. To dodaje jej skuteczności. A wtedy, żaden morderca nie ma szans.

,,Martwy świadek" to kolejny tom z serii, ale dla mnie pierwszy po jaki sięgnęłam. Spokojnie można czytać osobno bo najważniejsze jest tu śledztwo. Trudne, zagmatwane, nieoczywiste i niebezpieczne. Trzeba iść po tropach ale i tak zakończenie zaskoczy. Po drodze czeka wiele zwrotów akcji, ujawnionych sekretów i z pewnością inaczej będziemy patrzeć na angielskie przedmieścia. To idealny thriller na urlop. Na tyle wciągający że nie można go odłożyć przed dotarciem do końca. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu chmury!

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

,,Wioska tajemnic" Dagmara Rek


 Romantyczna, nastrojowa okładka sugeruje powieść, która będzie oddziaływać na uczucia. Jednak jest to tylko złudzenie a między okładkami kryje się opowieść, którą nie umiem jednoznacznie ocenić ani zaklasyfikować. To już kolejna książka, którą czytam w tym roku, której bohaterką jest pisarka pogrążona w kryzysie twórczym. Marcelina ma na swoim koncie kilka książek ciepło przyjętych przez czytelników ale na razie nie doczekała się bestsellera. Ostatnie miesiące nie były dla niej łatwe, była oskarżona o plagiat a teraz nie umie znaleźć tematu na kolejną opowieść. Sfrustrowana, za radą wydawcy wyrusza na urlop. Trafia do małej wioski o romantycznej nazwie Most Zakochanych, która skrywa kilka tajemnic.

Początkowo miałam wrażenie, że autorka prowadzi dialog z czytelnikiem i próbuje mu wytłumaczyć na czym polega praca pisarza i z jakimi trudnościami musi się on mierzyć. To trochę spowiedź, trochę wylewanie żalów, trochę próba pokazania świata, który obrósł bardzo romantyczną otoczką (przyznać się, kto nie marzył o napisaniu książki a potem sława na miarę Kinga, Roberts czy Mroza). Z jednej strony jest to ciekawy zabieg ale cały czas byłam ciekawa gdzie to doprowadzi główną bohaterkę. A trafia ona do wioski jak z bajki. Przyjaźni mieszkańcy, sielski klimat ale wyczuwalny jest cień, coś niedopowiedzianego i zakłócającego idealny pejzaż. Gdy Marcelina poznaje lokalnego pisarza dowiaduje się, że napisał on kiedyś powieść, w której próbował rozgryźć sekret wsi. Ujawnił dużo ale to co najważniejsze, nadal jest poza jego zasięgiem. Jednak teraz, z pomocą dziewczyny jego powieść ma szansę na zakończenie i odkrycie co dokładnie dzieje się we wsi.

Powieść jest bardzo prosta w swojej konstrukcji. Szybko poznajemy rozwiązanie i trochę pozostawia ono w poczuciu niedosytu. Jako namiętny czytelnik kryminałów chciałam więcej odpowiedzi, więcej szczegółów. Tak jak mieszkańcy Mostu Zakochanych czekali na drugi tom powieści Jacka Hermana, ja chcę więcej akcji i dowiedzieć się działo się później. Bo Marcelina rozwiązała zagadkę, napisała upragniony bestseller ale gdzieś brakło mi całego tła kryminalnego. Gdy zaczęło rodzić się napięcie i zaczęła pracować wyobraźnia nagle wszystko się wyjaśniło. Tak, wiem, prawdziwa kryminalna akcja byłaby sprzeczna z nastrojowym, spokojnym klimatem powieści. Bo tu nie może być prawdziwego poczucia zagrożenia, prawdziwych niebezpieczeństw. Tutaj jest ciepła opowieść o ludziach, kolejnych szansach, podnoszeniu się po porażce i nadziei, że właściwy moment nadejdzie. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu WasPos i Autorce!



sobota, 29 sierpnia 2026

,,Rok, w którym szukałam sensu i ukojenia" Monika Sobień-Górska


 Każdy z nas prawdopodobnie chociaż raz trafił w social mediach na rolki, posty czy filmiki dotyczące różnych form duchowości. Rolka zachęcająca do afirmacji przypływy pieniędzy albo miłości? Post o samorozwoju? Filmik udowadniający, że wszystko jest możliwe? Do wyboru do koloru. Czy w to wierzymy, i czy to do nas trafia to zależy od indywidualnych predyspozycji ale nie można zaprzeczyć, że współczesny internet stał się areną, na której coache, trenerzy personalni, szamani czy duchowi przewodnicy szukają zainteresowanych. Nawet jeśli obserwuje się masowy odpływ ludzi od wiary instytucjonalnej to nie znaczy, że równa to się rezygnacji z rozwoju duchowego. Wręcz przeciwnie duchowość znalazła swoją niszę w internecie, pora sztywnymi ramami kościołów.

I właśnie internetowe, współczesne poszukiwanie nowej duchowości stało się przedmiotem reportażu Moniki Sobień-Górskiej. Początkowo wydawało mi się, że książka obrała sobie za cel demaskację internetowych szamanów, przewodników, motywatorów. I trochę na początku czuć taki zamiar u autorki. Weszła ona w dziennikarskie śledztwo w specyficznym momencie swojego życia, gdy sama odchodziła od kościoła i szukała nowych form rozwoju. Dlatego czuć w miarę rozwoju śledztwa jej zmianę nastawienia oraz pewne rozdarcie. Nie było to powierzchowne potraktowanie tematu. Sobień-Górska brała udział w kręgach kobiet, szamańskich ceremoniach, ustawieniach systemowych, warsztatach, rozmawiała z najpopularniejszymi twórcami i próbowała zrozumieć co ludzi ciągnie do nich i gdzie tkwi haczyk. Widać ogrom zaangażowania, pełne szacunku podejście ale i ogrom wątpliwości co do świata, do którego zdecydowała się wejść. Sama w trakcie terapii, z pewną wiedzą psychologiczną widzi ryzyka i zagrożenia wynikające z działaniach na ludzkich uczuciach i emocjach. Bo wszędzie gdzie była trafia na głęboko skrzywdzonych ludzi, pogubionych, samotnych dla których duchowość internetowa staje się szansą, deską ratunku, iskierką nadziei, że dla kogoś są ważni i ktoś może pomóc im poradzić sobie z sytuacjami w jakich się znaleźli.

A co z samymi twórcami? Na podstawie obrazu jaki wyłania się z książki trudno ich jednoznacznie ocenić. Z jednej strony próbują się kreować na empatyczne, zaangażowane osoby, których nadrzędnym celem jest pomoc innych ale równocześnie ich postawa nie zaprzecza, że jest to biznes i to świetnie prosperujący. Kursy, warsztaty kosztujące kilkaset jak nie kilka tysięcy złotych, indywidualne porady i budowanie więzi z odbiorcą. Trochę brzmi niepokojąco.

Czy mam jakieś wnioski po skończonym reportażu? Podoba mi się, że autorka nie stawia jednoznacznej diagnozy. Pokazuje zarówno plusy jak i zagrożenia płynące ze zjawiska. Podchodzi do niego z dużym zainteresowaniem i spokojem, chociaż sama przyznaje, że nie zawsze była bezstronna bo były zdarzenia, które do niej trafiły. Z jej reportażu wyłania się też smutny obraz społeczeństwa, które jest coraz bardziej osamotnione, zagubione, zestresowane, skrzywdzone i porzucone samo sobie. A to najprostsza droga by stać ofiarą internetowych oszustów. I chociaż Sobień-Górska nie zalicza swoich rozmówców do tej kategorii, to nie można zaprzeczyć, że są beneficjentami tego zjawiska. Ten reportaż daje do myślenia, bo raczej możemy być pewni, że te zjawiska będą się tylko nasilać. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 2,9 cm - 3,3 cm = 0 cm