Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wzrost 2022. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wzrost 2022. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 grudnia 2022

,,Misery" Stephen King

Tytuł oryginału: Misery

 ,,Misery" to chyba jedna z bardziej znanych powieści Stephena Kinga. Na pewno ogromną rolę w jej rozpowszechnieniu miała ekranizacja z Kathy Bates. Ja już kilka lat zbierałam się do przeczytania i teraz, gdy w końcu mi się to udało, jestem trochę zaskoczona.

,,Misery" nie jest typowym horrorem. Straszy, przeraża, wywołuje ciarki na plecach ale robi to w bardzo specyficzny sposób. King mocno ograniczył scenę, na której rozgrywa się akcja. Jedno pomieszczenie, dwie postacie i właściwie to w nich ogniskuje się całość. To nie tylko walka na linii Annie Wilkes-Paul Sheldon, to także walka Paul Sheldon- uzależnienia. King nie próbuje straszyć korzystając po elementy z zewnątrz. Nie, on sięga mocno do wnętrza człowieka i wywleka z niego wszystko co to najgorsze i najbardziej przerażające. Demoniczna, była pielęgniarka Annie jest tylko katalizatorem, dzięki któremu w Paulu przełamuje się pewna granica i sięga on tam gdzie nigdy by nie podejrzewał. To bardzo dobrze skonstruowany thriller wyciągający na światło dzienne to co najgorsze, najmroczniejsze, najbardziej zdegenerowane.

,,Misery" jest oszczędna w środki i chyba to najbardziej działa na jej korzyść. Przeraża świadomością, że dokładnie to samo może drzemać w każdym człowieku i tylko czekać na sygnał by się uwolnić. Mówi o pierwotnym czystym złu które wcale nie jest czymś nadprzyrodzonym. To opowieść o brutalności, walce i czystej psychozie. Skontrastowana i uwypuklona dodatkowo przez powieść, którą pisze Sheldon w niewoli. Naiwny i ckliwy ,,Powrót Misery" tylko podkreśla szaleństwo i okrucieństwo rzeczywistości, w której jest pisany.

Zdecydowanie wolę Kinga w takiej wersji. Nie sili się na szokowanie formą, wystarczy, że szokuje i straszy przekazem. Powoli się rozkręca by zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Łączy sprzeczności i wyciąga na wierzch to co chciałoby się ukryć. Wywołuje ciarki na plecach, praktycznie z niczego. Jak dla mniej, jest bardzo dobrze. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 0,6 cm - 1,9 cm = 0 cm.     

piątek, 2 grudnia 2022

,,Niedoręczony list" Sarah Blake

Tytuł oryginału: The Postmistress

 II wojna światowa widziana z zupełnie innej perspektywy. Trzy kobiety rozdzielone oceanem i jeden list, który nigdy nie znalazł swojej adresatki. 1940. Frankie jest młodą, ambitną, amerykańską dziennikarką, której głos miliony rodaków słyszą w domach gdy opowiada o sytuacji w wojennym Londynie. To ona pokazuje im świat tak drastycznie różny od tego co znają. Iris - zostaje naczelniczką poczty w małej nadmorskiej miejscowości. To w jej ręce składa list Will - miejscowy lekarz, który po dramatycznych przeżyciach decyduje się zostawić młodą żonę i wyruszyć do Europy by nieść tam pomoc. I wreszcie Emma - żona, przyszła matka, która czeka na powrót męża. Trzy kobiety, trzy różne spojrzenia i wojna, która zmienia bieg wydarzeń.

,,Niedoręczony list" to taka opowieść bez morału i bez składu. Autorka ma pomysł, całkiem niezły ale za dużo próbuje przekazać i w ten sposób wszystko staje się powierzchowne i miałkie. Jest i bombardowany Londyn, ludzie, którzy giną w bezsensowny sposób, wypędzenia i eksodus przez ogarniętą wojnę Europę, tragedie i ,,głosy cieni". I wszystkie te dramaty zestawione są z zwyczajnym, spokojnym życiem gdzieś po drugiej stronie Atlantyku. Tak myśl o zbrodniach nazistów, ich napadzie jest brana za fantazję i szaleństwo.

Lubię powieści gdzie zarysowane są silne postaci kobiece albo chociaż takie, które niosą z sobą jakich ładunek emocji. Tutaj właściwie oprócz Frankie pozostałe bohaterki są bierne, podporządkowane narzuconym z góry rolom, nie umiejące przełamać impasu, który same sobie stworzyły. Mimo,że Frankie najbardziej się wyróżnia, ona też nie jest idealna. Miota się, szuka czegoś nieuchwytnego, popełnia błędy i jest przepełniona niepewnościami. Dzięki temu można z pewną ciekawością podążać jej śladem. Na początku zupełnie nie rozumie świata, w który chce wejść. Bombardowany Londyn jest straszny ale to zaledwie namiastka okrucieństwa i tragedii, z którymi się zderzy gdy wyruszy na kontynent.

Niestety ,,Niedoręczony list" jest tylko czytadłem na wieczór. Chaotycznym, momentami niespójnym, powierzchownie traktującym wiele tematów i próbującym w najbardziej melodramatyczny sposób grać na emocjach. Ma kilka naprawdę niezłych wątków i gdyby to na nich skupiła się autorka i je pogłębiła mogłaby z tego być opowieść, która wbiła by w fotel i zapadła w pamięć. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 2,4 m - 1,8 cm = 0,6 cm.     

sobota, 26 listopada 2022

,,Rowerem po Amazonce" Piotr Chmieliński


Książki podróżnicze, szczególnie te dotyczące Ameryki Południowej, zajmują szczególne miejsce w moim czytelniczym serduchu. Uwielbiam wszystko co łączy się z pasją, pomysłem i nieszablonowym podejściem do wędrówki. W tym roku czytelniczo wędrowałam już po Boliwii, Peru i Brazylii razem z dwoma innymi Polakami, który wyruszyli w szalone podróże przez ten kontynent.(tutaj 1 oraz tutaj 2). Wydawałoby się, że ta trzecia, obecna podróż, będzie najbardziej ekscytująca i rozbudzająca wyobraźnie. Sam pomysł już jest szalony - podróżowanie od źródeł Amazonki do jej ujścia na rowerze. Pomysł szalony, wykonanie jeszcze bardziej wariackie a jednak po odłożeniu książki pozostaje ogromny niedosyt.

Dwóch braci, dwa rowery i jedna potężna, wręcz mistyczna rzeka - Amazonka. Czy w tej opowieści, w tej przygodzie może być coś nie tak? Chyba wiele Nawet najlepiej przygotowana, zaplanowana i przeprowadzona wyprawa może zderzyć się z problemami, które nadadzą jej charakteru, wyróżnią i zapadną w pamięć. Bo Amazonki nie da się przepłynąć czy przejechać ot tak. Nie na darmo nazywana jest królową. I jak królowa stawia wyzwania i sprawdza śmiałków. Dwóch braci w 2015 podjęło rękawice i z ułańską fantazją zdecydowali się pokonać trasę od źródła do ujście na rowerach. Początkowo klasycznie a potem już na rzecze na specjalnie przez siebie zaprojektowanych i zbudowanych ,,rowerach amazońskich". I jak każda wyprawa, także i ta była pełna wyzwań, wzlotów, upadków, niebezpiecznych sytuacji czy zaskakujących spotkań. Dla chłopaków była to także okazja do poznania samych siebie i próba uporządkowania swoich prywatnych spraw.

,,Rowerem  po Amazonce" byłoby reportażem idealnym. Fascynującym, rozbudzającym wyobraźnię, budzącym żądzę przygód gdyby opowiadali to sami bracia. Przymykam oko na niedostatki językowe czy prostotę przekazu jeśli z treści bije autentyczność i prawdziwe emocje. Tutaj tak nie ma. jest suche podsumowanie przygotowane i napisane przez Piotra Chmielińskiego, który był koordynatorem i opiekunem wyprawy. Siedząc spokojnie i bezpiecznie w Stanach Zjednoczonych czuwał na bohaterami reportażu przedzierającymi przez amazońską dżunglę. I to niestety jego myśli, spostrzeżenia i emocje widać w reportażu. Adrenalina, która musiała buzować w chłopakach, energia, która ich napędzała, wszystko to trafia do czytelnika przez filtr Chmielińskiego już zaledwie letnie. Rozmywają się emocje, gubi autentyczność przeżyć. Wszystko jest tak bardzo z drugiej ręki. Ucieka poczucie, że to właśnie im towarzyszymy w wyprawie.

Nie chcę oceniać wyprawy. Z pewnością była jedyna, wyjątkowa i niezapomniana oraz zmieniła ogrom w życiu chłopaków. Przeszkadzała mi forma książki, która spychała ich na drugi plan, filtrowała im przeżycia i tłumiła to co powinno być największym atutem - autentyczność. Dlatego tylko 5/10. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  4,6 m - 2,2 cm = 2,4 cm.     

niedziela, 13 listopada 2022

,,Czas zapłaty" John Grisham

Tytuł oryginału: Sycamore Row

 Wydawać by się mogło, że po spektakularnym sukcesie jakim był proces oskarżonego o morderstwo ojca, drzwi do kancelarii Jacka Brigance'a nie będą się zamykać a on nie będzie wstanie opędzić się od klientów. Jednak to były tylko złudzenia. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej prozaiczna. Jednak trzy lata później Jack znowu znajdzie się na ustach wszystkich a sprawa, którą dostanie, zupełnie przypadkiem, stanie się sensacją.

Ciężko chory Seth Hubbard postanawia sam odebrać sobie życie. Zanim jednak to zrobi, zmienia testament i wysyła kilka listów. Jeden z nich po jego śmierci trafia właśnie w ręce Jacka. Zza grobu dostaje zlecenie od Setha by obronić i doprowadzić do wykonania testament, w którym mężczyzna zapisuje cały majątek, prawdziwą fortunę, czarnoskórej gosposi. Zaczyna się batalia, w której wszystkie chwyty są dozwolone a wysokość spadku tylko jeszcze bardziej podgrzewa emocje.

,,Czas zapłaty" to zupełnie inna opowieść niż wcześniejszy ,,Czas zabijania". Zupełnie inny typ procesu, bardziej biurokratyczny i pozornie nudniejszy. Jednak Grisham wyciąga z tego wszystko co najlepsze. Ani przez chwile nie czuć biurokracji czy papierologii, która powinna towarzyszyć tego typu sprawą. Tutaj, nawet zwykłe składanie wniosków staje się wyścigiem, wyzwanie i okazją do pognębienia strony przeciwnej. Przedzieranie się przez przepisy, tony akt i dokumentów dostarcza zupełnie nowych tropów, ujawnia kolejne sekrety i rodzi pytania, na które pozornie nie ma odpowiedzi, bo ten kto je zna, zabrał je do grobu. Cały proces to gra, próba prześcignięcia przeciwnika, wystrychnięcia go na dudka i takiego lawirowania by jak najwięcej zyskać. Grisham bawi się przepisami, zachowaniami prawników, ośmiesza ich i pokazuje ich pazerne oblicze i jest w tym mistrzem.

Tutaj także jak w ,,Czasie zabijania" pojawia się wątek rasizmu i segregacji rasowej. Ma on dużo słabszy wydźwięk, jest znacznie złagodzony ale mimo wszystko przypomina, że ten problem w Stanach Zjednoczonych istniał bardzo długo i nigdy na dobre nie pozwolił się wykorzenić. Nadal społeczeństwo jest podzielone uprzedzeniami i pogardą a wyznacznikiem jest tylko kolor skóry.

,,Czas zapłaty" to wszystko to za co uwielbia się Grishama zebrane w jedną spójną, pełną emocji i napięcia całość. Jeszcze raz udowadnia, że nie bez kozery jest mistrzem thrillera prawniczego. Nie ważne jaki proces, jedno jest pewne - sala sądowa będzie płonąć. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  12,1 m - 4,6 cm = 7,5 cm.     

 

poniedziałek, 7 listopada 2022

,,Grek Zorba" Nikos Kazantzakis

 

Tytuł oryginału: Βίος και πολιτεία του Αλέξη Ζορμπά

To kolejna książka, którą czytam w tym roku, która przeleżała lata u mnie na półce zanim ją przeczytałam. Kiedyś podjęłam próbę, dotarłam nawet to jednej trzeciej treści i odłożyłam na bok. Wtedy zupełnie nie trafił do mniej jej przekaz, jej forma. Nie rozumiałam fabuły i nie mogłam zrozumieć o co w niej chodzi. Teraz, po latach, podjęłam kolejną próbę i tym razem zaskoczyło praktycznie od początku.

,,Grek Zorba" to opowieść jakiej już się nie pisze. Nie ma tutaj za wielu zwrotów akcji. Jest raczej zwyczajne życie takie jakim je postrzegano jeszcze na początku XX wieku. Śmierć przeplata się z życiem, radość ze smutkiem, chwile sukcesów z dramatami. Wszystko to stanowi jedną integralną całość, z której trzeba wyciskać jak z cytryny to co najważniejsze. Tego wcieleniem jest prawie siedemdziesięcioletni prosty robotnik Aleksis Zorba, który staje się mentorem i przewodnikiem swojego pracodawcy. Ten wykształcony, zatopiony w książkach mężczyzna dopiero obserwując Zorbę uczy się czym jest prawdziwe życie, prawdziwe piękno, miłość, pożądanie kobiety. Dla Zorby życie jest proste - sprowadza się do czerpania z życia pełnymi garściami. Adoruje kobiety, je, tańczy, gra na santuri i śpiewa. Jego świat to wszystko to co da się zmieścić w rękach. To co mówi i robi jest zgodne ze sobą, bardzo uniwersalne i przejmujące do głębi.

,,Grek Zorba" to przejmująca i poruszająca opowieść o wolności i prostym życiu w zgodzie z sobą. Jej uniwersalnizm i piękno wynikają głównie z tego, że nie sili się na wielkie metafory, doniosłe czyny czy dążenie do podziwu u innych. Mówi, że najważniejsze jest życie w zgodzie z samym sobą i korzystanie z tego co w danym momencie daje los. Miłość, piękno, sukces przychodzą i odchodzą. Można rozpamiętywać i żyć przeszłością a można wykorzystać swoją chwilę a potem bez żalu ruszyć na poszukiwanie kolejnej szansy. To piękna opowieść o prostocie życia, prostocie miłości, męskości przepełniona hedonizmem. Polecam i przyznaję, że nie da się jej czytać o tak z marszy, trzeba do niej doróść, musi na nią przyjść czas i moment aby móc w pełni zrozumieć jej przesłanie. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  14,1 m - 2,0 cm = 12,1 cm.     

niedziela, 6 listopada 2022

,,Nigdy nie zapomnisz" Kathryn Croft

 Tytuł oryginału: The Girl with No Past

Leah prowadzi samotnicze życie. W ciągu dnia pracuje w bibliotece, czasem pomaga starszym osobą i poza książkami, które gromadzi w ilościach hurtowych nie ma nic więcej w jej życiu. Kilkanaście lat temu razem ze znajomymi brali udział w zdarzeniu, które skończyło się tragedią. Teraz młoda kobieta nadal żyje z poczuciem winy i ucieka od wszelkich relacji. Wszystko zmienia się gdy spontanicznie pod wpływem koleżanki z pracy zakłada konto na portalu randkowym. Poznaje kogoś i powoli między nimi zaczyna rodzić się relacja. Jednak przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Prawie równocześnie otrzymuje tajemniczą kartkę - ktoś wie co zdarzyło się przed laty i chce zemsty. Wiadomości zaczynają się powtarzać, coraz bardziej ingerują w życie Leahi. Osaczona młoda kobieta podejmuje próbę by dowiedzieć się kto jest jej prześladowcą i odzyskać chociaż namiastkę swojego życia.

,,Nigdy nie zapomnisz" to dobrze skonstruowany thriller psychologiczny. Rozwija się początkowo powoli. Raczej jest w nim więcej sekretów, niedopowiedzeń, przemilczanych tragedii niż faktów ale dzięki temu narasta poczucie paniki, zagrożenia, osaczenia, które prawie od początku towarzyszy bohaterce. Jest zagubiona i walczy właściwie na dwóch frontach. Musi poradzić sobie sama ze sobą, przełamać poczucie winy i strach, które od lat trzyma ją zamkniętą w klatce oraz skonfrontować się z kimś, kto chce odebrać jej wszystko zaczynając od nikłego poczucia bezpieczeństwa. Tak, Leah jest trochę jak zdesperowane, osaczone zwierzątko i początkowo właśnie w ten sposób reaguje ale potem podejmuje walkę i próbuje wyjaśnić kto stoi za jej prześladowaniem. Równocześnie opowieść powoli odsłania wydarzenia z przed lat. Domysły są szokujące ale dopiero ostatnie strony ujawniają pełnię dramatu, który się rozegrał i z którym Leah nie umie sobie poradzić.

,,Nigdy nie zapomnisz" to z pewnością thriller, który mocno bazuje na emocjach. Opiera się na strachu, wyrzutach sumieniu, kruchym poczuciu bezpieczeństwa. Autorka zaskakuje czytelnika i trzyma go w niepewności do samego końca. Nic tutaj nie jest przewidywalne i proste. To opowieść, którą ciężko odłożyć przed końcem. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  16,2 m - 2,1 cm = 14,1 cm.     

 

sobota, 5 listopada 2022

,,Dewocje" Anna Ciarkowska

 

To nie jest łatwa, prosta czy przyjemna książka. Jest skomplikowana, bolesna, budząca całą gamę uczuć i emocji od wstydu zaczynając. Ale taka też jest polska, katolicka religijność. Z jednej strony zaangażowana, wystawna, przepełniona adoracją i czcią ale gdy spojrzeć bliżej widać jak bardzo puste to może być. Ludzi dzieli się na tych, którzy pasują do obrazka. Razem ze wszystkimi powtarzają formułki, powtarzają te same ruchy i nie ważne, że nie wiedzą co robią ani czemu dokładnie ma to służyć. Każdy kto się wyłamuje jest inny, obcy, budzi strach a tuż za nim idzie ciekawość by na koniec poprowadzić nienawiść.

Anna Ciarkowska ubrała swoją opowieść w formę spowiedzi. Narratorka spowiada się ze swojego życia. Z jednej strony zwyczajnego, trochę pustego, które zmienia się gdy dochodzi do cudu. Wtedy z osoby, której się nie zauważa, przeciętnej dziewczyny staje się sensacją. Jedni ciągną by doświadczyć cudu, wykorzystać dla własnych celów, drudzy widzą w niej zło i starają się wyrwać niczym chwast ze społeczności. Bohaterka nie rozumie tego co się dzieje wokół niej. Może tylko opowiadać po swojemu o Bogu, rodzicach, bliskich, środowisku w którym wyrosła.

,,Dewocje" przypominały mi trochę ,,Kult" Łukasza Orbitowskiego. To kolejna próba zrozumienia i rozłożenia na czynniki pierwsze polskiej powierzchownej religijności. Tym razem patrzymy z perspektywy zagubionej dziewczyny, która nie rozumie co się dzieje i dlaczego jest tak jak jest. Zagubiona, odsunięta od wszystkich ma do wyboru tylko dwa spojrzenia na wiarę: zmarłego ojca - dla którego religijność i pobożność były czymś oczywistym, mechanicznym, na zawsze splecione z jego życiem i jednoznacznie go określające; oraz matki - wiara połączona ze strachem przed śmiercią i życiem. Ani w jednym ani w drugim przypadku nie ma mowy o zrozumieniu. Jest za to małomiasteczkowe społeczeństwo: fałszywe, rozplotkowane, obłudne i głupie.

,,Dewocje" to opowieść, obok której ciężko przejść obojętnie. Jest trochę wyrzutem sumienia. Soczewką w której skupiają się grzechy powierzchownej pobożności. To opowieść, która mogła zdarzyć się wszędzie bo wszędzie ludzie są tacy sami i wszędzie grupa szuka tego najsłabszego aby go upokorzyć, napiętnować i wyrzucić poza nawias po to tylko aby reszta mogła poczuć się lepsza, ważniejsza, by mogła wzrosnąć ich samoocena. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  18,0 m - 1,8 cm = 16,2 cm.     

środa, 19 października 2022

,,Najlepsza jedenastka" Stephanie Plum


 Tytuł oryginału: Eleven on Top

 O jak mi tego szaleństwa brakowało! I aż nieprawdopodobne jest, że po przedni tom czytałam w 2019 roku. Trzy lata bez Stephani Plum - potem bierzesz książkę z półki i bum... przepadłeś. Ja przepadłam!

Stephanie Plum ma dość pracy jako łowca nagród. Po kolejnym upokarzającym pościgu za NS dziewczyna rzuca odznakę, kajdanki i postanawia ubiegać się o pracę w fabryce. Tylko, że to nadal jest Stephanie, tutaj nic nie idzie prosto, łatwo i bez wybuchów. Stary wróg wraca do miasta i postanawia wyrównać rachunki a przy okazji, każda kolejna praca jaką podejmie bohaterka będzie ... hmm.. nie dokładnie tym czego szuka. Dodatkowo instynkt łowcy nagród nie da się tak łatwo uśpić a jak jeszcze dodamy typowe rozterki sercowe ala Stephanie Plum to jedno jest pewne. Nie ma nudy.

Przecież ten tom to złoto i nie wiem czy to dlatego, że miałam długą przerwę czy dlatego, że autentycznie skrzy się od bezpretensjonalnego humoru. Babcia Mazurowa w najlepszej formie (jeśli nie popłaczecie się ze śmiechu przy kłótni Babci z Bellą, to proszę idźcie stąd i nic do mnie nie mówcie), Lula jako świeżo upieczony łowca - mistrzostwo. Oczywiście wylatywać w powietrze będą samochody, garaże i nawet pewne złośliwe staruszki. Oczywiście muszą być też Joe i Komandos bo przecież bez nich nie ma zabawy. Przygotujcie sobie dużo popcornu, ułóżcie się wygodnie na kanapie i uprzedźcie współlokatorów/rodzinę/małżonków/partnerów, że wszystko z wami dobrze gdy będziecie się chichrać jak fretki. Potwierdzam, inaczej się nie da :) 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  20,8 m - 2,8 cm = 18,0 cm.     

wtorek, 18 października 2022

,,Baśń o wężowym sercu" Radek Rak


 Właściwie nie do końca wiem jak ująć w słowa wszystkie myśli i emocje, które kłębią się w głowie po skończonej lekturze. To nie jest powieść, która prowadzi nas od punktu a do punktu b, odhaczając po drodze wszystkie niezbędne zakręty, zawijasy i przystanki. To baśń - nie taka jak znamy z disneyowskiego uniwersum, raczej zakorzeniona w pierwotnych opowieściach braci Grimm. To baśń przepełniona mrokiem, złem, niebezpieczeństwem ale także pierwotną ludową sprawiedliwością i miłością. To baśń, w której to co realne splata się z tym co magiczne.

Zaczyna się spokojnie. Jest parobek służący u Żyda, który zakochuje się w pięknej dziewczynie. Ona jednak wybiera pana - okrutnego, złego, zdeprawowanego ale bogatego. Porzucony chłopak, który oddał swoje serce dziewczynie, rusza w świat na poszukiwanie nowego serca, które może odmienić świat. Jest ono skryte gdzieś w górach. To serce śpiącego od wieków Żmijowego Króla.

Ta baśń ma w sobie coś takiego, że od początku wiemy, że nie skończy się magicznym ,,i żyli długo i szczęśliwie". Zresztą autentyczne tło historyczne na to nie pozwala. Bo to alegoryczna opowieść o Jakubie Szeli, przywódcy chłopskiej rabacji w Galicji. Krwawe wydarzenia z połowy XIX wieku stają się jednak  tylko pretekstem do snucia dużo bardziej uniwersalnej opowieści o ludzkich pragnieniach i żądzach. To one determinują losy bohaterów i narzucają ton akcji. Zło przeplata się z dobrem. Właściwie nie można znaleźć między nimi jednoznacznej granicy. Cała powieść przepełniona jest ludowym folklorem, bajaniami i ludową magią. To wszystko ma przykryć szarą rzeczywistość - biedną, okrutną i bezwzględną dla słabych. Czuć pulsujący gniew, który rośnie ale nie ma sił by przebić się przez lata upokorzeń i tresury ze strony panów. Potrzeba impulsu z zewnątrz. Czegoś radykalnego co zerwie narzucone kajdany i porwie lud do krwawego rozrachunku. Baśniowe Żmijowe Serce staje się tym katalizatorem.

,,Baśń o Żmijowym Sercu" nie jest opowieścią łatwą i chyba nie miała taką być. Z jednej strony to mistyczna, baśniowa opowieść o odwiecznym starciu dobra ze złem, poszukiwaniu ukrytego skarbu i własnej drogi ale ubrana w ludową moralność i sprawiedliwość. Na świecie musi być równowaga. Dobro musi równać się złu. I dlatego z kart powieści wyłania się szerszy obraz, niezwykłe spojrzenie nie tylko na ludzkie pragnienia ale także na historię Polski. To pewien szorstki rozrachunek z latami pańszczyzny, wiekami wykorzystywania i znęcania się na chłopami, czasem zacofania i ciemnoty. To mroczna opowieść, która jest trochę odbija się wyrzutem sumienia ale równocześnie zachwyca precyzją warsztatu pisarskiego i bogactwem detali. Dlatego bardzo gorąco polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  23,5 m - 2,7 cm = 20,8 cm.     

 

czwartek, 13 października 2022

,,Wiosna zaginionych" Anna Kańtoch

 


,,Wiosna zaginionych" to kryminał, który od pierwszych stron przykuwa uwagę. Tajemnicze zaginięcie i śmierć grupy studentów, z których tylko jeden ocalał i nigdy nie powiedział co dokładnie stało się wtedy, w 1963 w trakcie wyprawy w Tatry. I teraz nagle po ponad pół wieku siostra jednego z zaginionych, emerytowana policjantka, właśnie jego spotyka w lokalnym sklepiku. W jej głowie zaczyna się rodzić myśl, że to jest właśnie ta okazja, na którą czekała całe życie by rozwikłać rodzinną zagadkę i wreszcie dotrzeć do prawdy. Gdy już jest zdecydowana by siłą wydobyć prawdę okazuje się, że ktoś ją ubiegł. Jej cel nie żyje. A ona przez przypadek może być jedną z podejrzanych.

W tym momencie ciężko znaleźć mi w pamięci jakikolwiek inny polski kryminał, w którym akcja byłaby tak misternie rozłożona. Tutaj nie ma momentów nudy, nie ma niepotrzebnego gadania i rozwlekania fabuły. Wszystkie akcenty, detale są perfekcyjnie rozmieszczone i dopiero finał spina je w jedną całość nadając formę, która nagle staje się oczywista. Autorka od początku do końca kontroluje to co się dzieje i co chce ujawnić czytelnikowi. Podsuwa mnóstwo tropów, które ani raz nie są zbędne ale równocześnie nie wyjawiają zbyt wiele. Dowiadujemy się coraz więcej. Obraz nabiera szczegółów ale cały czas jest poczucie, że brakuje tego ostatniego, najważniejszego elementu, który wszystko uporządkuje i nada całości sens.

Całość wciąga i elektryzuje, kipi od nagromadzonych emocji, które w przypadku każdej z postaci, sprawiają, że zachowuje się inaczej. Zaglądamy pod poszewkę ich życia i widzimy bardzo dużo, przez co budzą się podejrzenia i wątpliwości. To jednak nie wyjaśnia wszystkiego. Zagadka z przed lat, która otwiera powieść nadal pozostaje zagadką. I trzeba będzie sięgnąć po kolejne tomy trylogii by dowiedzieć się co wydarzyło się w Tatrach w 1963. Ale jeśli tak mocno i dobitnie otwiera się cała trylogia to już zacieram łapki i pędzę po kolejne tomy. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  26,4 m - 2,9 cm = 23,5 cm.     

 

niedziela, 2 października 2022

,,Wywiad z władzą" Oriana Fallaci

 

Tytuł oryginału: Intervista con il potere

Są książki, wypowiedzi, zdania, wywiady, które nawet po upływie wielu lat czy dziesięcioleci nie tracą w zupełności nic na znaczeniu. Ba, to właśnie po latach ich wydźwięk nabiera na sile. Staje się znaczący, dobitniejszy. W pewien sposób tak właśnie jest z wywiadami przeprowadzonymi w latach 70tych i 80tych przez słynną włoską dziennikarkę Orianę Fallaci. Wielu z jej rozmówców już nie żyje, jej samej od 16 lat nie ma. Są jednak jej słowa a w nich jej bezwzględna dociekliwość, której jedynym celem było obnażenie prawdy i pokazanie bezwzględnych mechanizmów jakimi  kieruje się każda władza.

Chyba w kontekście ostatnich wydarzeń szokujący będzie już pierwszy wywiad z Chomeinim. Duchowy przywódca, który zapoczątkował rewolucję religijną w Iranie. To właśnie on stworzył świat, z którego irańskie kobiety obecnie próbują się wyrwać. Szokujące są słowa z jakimi ponad czterdzieści lat temu przejmował władzę. Wydaje się, że świat na wszystko się uodpornił ale nadal poraża buta, religijny fanatyzm i pogarda dla innych z jaką kiedyś w imię Allaha przejmował władzę. Dzięki temu łatwiej zrozumieć i trudniej zaakceptować to co wydarzyło się w latach 70tych w Iranie. Zaszokowana jest sama Fallaci, przytłoczona absurdem i nieumiejąca się podporządkować normą jakie siłą zostały wtłoczone.

Pozostałe wywiady są różnego kalibru. Zdecydowanie najsłabszy ten z Lechem Wałęsą. Są i takie, które przerażająco dokładnie przewidują przyszłość i równie dobrze mogłyby dotyczyć obecnego układu sił na świecie i strachu, który on wywołuje. Gdy Fallaci przeprowadzała swoje wywiady trwała nadal Zimna Wojna. Świat był podzielony pomiędzy Wschodem i Zachodem. Dziś znowu tak jest i znowu żyjemy w czasach niepokoju. Jej rozmówcy rozumieli lub kształtowali to co działo się ponad czterdzieści lat temu i z zaledwie niewielkimi korektami można ich słowa odnieść do współczesności. Do doskonale pokazuje pewne, uniwersalne i nieustannie powtarzające się schematy, w które wpada ludzkość. Jest to przerażające ale i paradoksalnie napełniające optymizmem. Przeraża - bo nie wyciągamy wniosków, nie uczymy się ale wiecznie powtarzamy te same błędy i doprowadzamy do tych samych sytuacji. Optymistyczne - bo kiedyś umieliśmy sobie z nimi poradzić, znaleźliśmy rozwiązanie lub po prostu konflikty, kryzysy wypaliły się i zgasły, dając miejsce na rozwój.

Myślę, że w obecnych, niespokojnych czasach ,,Wywiad z władzą" powinien być lekturą obowiązkową. Otwiera oczy, wyjaśnia przyczyny, szokuje. I może niektóre rzeczy się zmieniły, niektóre problemy zostały zażegnane ale jądro nadal pozostało to samo. Problemy biorą się nadal z tego samego. Świat nieustannie się kręci i niestety, nieustannie wraca do tego samego punktu. Polecam bardzo gorąco!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  29,5 m - 3,1 cm = 26,4 cm.     

 

czwartek, 29 września 2022

,,Radość życia" Roma Ligocka


 Lubię prozę Romy Ligockiej. Jest bardzo osobista, bardzo intymna ale równocześnie bardzo uniwersalna i chyba każdy znajdzie w niej coś swojego. Ligocka mówi o sobie, swoim życiu, które w wielu punktach odbiega od przeciętności ale robi to w taki sposób, że nie można zarzucić jej moralizowania, wywyższania się czy próbowania udowodnienia swojej racji. Jest bliska, zwyczajna. Ma się wrażenie, że wpadła na herbatę, zasiadła przy stole w kuchni (bo salon to za bardzo odświętne miejsce) i rozmawia.

Punktem wyjścia dla tej właśnie książki jest wiadomość o poważnej chorobie znajomego. To skłania Ligocką do snucia refleksyjnej opowieści o przeszłości i teraźniejszości. Wszystko się miesza, wszystko się uzupełnia. Jest i nadzieja, radość, młodość. Są i problemy z tym związane. Brak pieniędzy, niestabilna praca, ludzie którzy pojawiają się i znikają. Ligocka wspomina tych, którzy już odeszli. Wspomina ciepło i pokazuje ich w zupełnie innym świetle. Jest i mnóstwo pozornie lekkich, zwyczajnych, codziennych anegdot. Życie jak koło, nieustannie jest w ruchu i nieustannie coś się zmienia.

,,Radość życia" to książka, którą dobrze mieć wieczorem przy łóżku, otworzyć na chybił-trafił, przeczytać, uśmiechnąć, odłożyć. Można też trafić na fragment, który zastanowi, zmusi do refleksji, przywoła zapomniane emocje i uczucia, ubierze w słowa to co gdzieś się kotłuje i nie umie znaleźć swojego ujścia. To opowieść o życiu, tym codziennym, zwyczajnym, które staramy się chować przed wzrokiem innych, a które paradoksalnie dla wszystkich jest dokładnie takie samo. I chyba niewiele tak pięknie i mądrze jak Roma Ligocka umieją o nim mówić. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  31,4 m - 1,9 cm = 29,5 cm.     

 

wtorek, 27 września 2022

,,Straż! Straż!" Terry Pratchett

Tytuł oryginału: Guards! Guards!

 Chyba trochę dziwnie i trochę wstyd przyznać, że grubo po trzydziestce pierwszy raz zawitałam do świata Dysku. I nie dlatego, że nie kojarzyłam serii. Bardzo dobrze kojarzę książki bo współlokatorka na studiach czytała. Ciekawiły mnie fantazyjne okładki i zaskakujące tytuły (chyba nie ma lepszego niż ,,Wiedźmikołaj") ale jakoś tak było, że zawsze było coś innego pilniejszego, ciekawszego do czytania. I tu był leżał mój błąd. Bo Świat Dysku to złoto. Absurdalny humor, cenne obserwacje społeczne, nieszablonowi bohaterowie. Przy tym nie można się nie bawić się dobrze.

Myślałam, że ,,Straż! Straż!" to pierwszy tom cyklu ale oczywiście trafiłam jak kulą w płot. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że zostałam wprowadzona w błąd przez wydawcę, który kolekcję postanowił zacząć właśnie od tego tomu. Ale to odkryłam dopiero, gdy skończyłam czytać bo w trakcie lektury wcale nie czułam się jakby brakowało mi jakiejś wiedzy. Bo akcja jest tak wielkim chaosem, absurdem, miszmaszem, satyrą i uniwersalną obserwacją społeczną, okraszoną tak ogromną dawką humoru, że kolejność tomów zupełnie nie ma znaczenia. Jest miasto Ankh-Morpork, w którym zdarzyć może się wszystko, gdzie straż miejska jest najbardziej pogardzanym i najmniej znaczącym zajęciem i właśnie tam zjawia się Marchewa, który chce zostać strażnikiem a równocześnie pojawia się ... smok i ktoś, kto chce przejąć władzę nad miastem.

Jestem zachwycona i pluję sobie w brodę, że tyle lat unikałam Świata Dysku. Terry Pratchett stworzył plastyczny, bardzo realny ale równocześnie abstrakcyjny świat, gdzie zdarzyć może się wszystko ale równocześnie cały czas ma się poczucie, że jest stanowi odbicie w krzywym zwierciadle tego co nas otacza. Przesycony celnymi, uniwersalnymi obserwacjami i pointami, bawi do łez. Jest dziwnie i momentami strasznie ale nie tracąc ani na chwilę komediowego nastawienia. Do tego idealnie pasują bohaterowie, trochę przerysowani, groteskowi ale cały czas śmieszni. Polecam gorąco, bo ja mam zamiar wkrótce nadrabiać zaległości.

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  33,8 m - 2,4 cm = 31,4 cm.     

piątek, 23 września 2022

,,Zapomniany ogród" Kate Morton

Tytuł oryginału: The Forgotten Garden

 Zdecydowanie w tym roku mam szczęście do fascynujących opowieści, w których przeszłość splata się z teraźniejszością i powoli odsłania swoje tajemnice. Po ,,Ogrodzie kobiet", ,,Weneckim szkicowniku", ,,Domu na Riwierze" przyszła pora na ,,Zapomniany ogród" Kate Morton. Ze wstydem przyznaję, że książka przeleżała na półce kilka dobrych lat zanim ją przeczytałam. Ale jak już zaczęłam, nie mogłam się oderwać.

Powieść rozgrywa się na kilku płaszczyznach. Obserwujemy zdarzenia jakie rozegrały się na początku XX wieku w angielskiej posiadłości, potem w latach 70-tych XX wieku, gdy pewna starsza Australijka rusza w drogę by poznać swoją przeszłość, by na koniec przenieść się na początek XXI wieku by inna młoda kobieta miała szansę połączyć wszystkie wątki i dowiedzieć się co łączy jej babcię z tajemniczą Autorką.

,,Zapomniany ogród" to opowieść przepełniona magią i baśniowych klimatem. Z jednej strony mocno osadzona w realiach czasów, w których każdy wątek się rozgrywa ale równocześnie nie udaje się uciec od baśniowych skojarzeń. Dobro, uprzejmość, miłość, radość plątają się z groźnym cieniem, który tylko czeka by zaatakować i zniszczyć to co dobre i piękne. To opowieść o tajemnicach, które wywracają do góry nogami całe życie i pokazują jej z zupełnie nowej, mroczniejszej strony. To także kolejna opowieść, w której tragizm losów wcześniejszego pokolenia może stać się wskazówką i wyzwoleniem dla potomnych. Gdy już poznają swoją przeszłość, uporządkują zawiłości jakie zrodziły rodzinne sekrety, mogą poczuć ulgę i spokój i poprzez to znaleźć własną drogę ku szczęściu co nie było dane przodkom.

,,Zaginiony ogród" czaruje. To opowieść, od której ciężko się oderwać. Każdy kto lubi skomplikowane rodzinne historie, o rodzinnych sekretach ale przepełnionych baśniowością będzie zachwycony. Idealna powieść zarówno na urlop jak i na zbliżające się jesienne wieczory. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  36,9 m - 3,1 cm = 33,8 cm.     

niedziela, 11 września 2022

,,Byłam katolickim księdzem" Tomasz Maćkowiak


 Szokujący tytuł, prawda? Od razu nasuwa skojarzenia z czarnymi kartami Kościoła katolickiego a tych niestety nie jest mało. Tylko, że każdy kto sięgnie skuszony tytułem w poszukiwaniu sensacji, poczuje się rozczarowany, bo to nie jest szokująca książka. Mnie zostawiła z poczuciem smutku i głęboką refleksją jak wygląda obecnie Kościół a jaki mógłby być.

Okres gdy połowa Europy znajdowała się pod wpływem Związku Radzieckiego już na szczęście minął ale jednak odcisnął trwałe piękno na społecznościach, które znalazły się w jego władaniu. I o ile mimo wszelkich ograniczeń,  Kościół katolicki w Polsce cieszył się dosyć sporą swobodą, zupełnie inaczej kształtowała się sytuacja w Czechach. Tam zostały wprowadzone bardzo radykalne środki aby kościół wyrugować z rzeczywistości. Zamykano kościoły, księży wtrącano do więzień, zakazywano sprawowania Mszy świętej, inwigilowana bardzo mocno środowiska kościelne, na czele episkopatu postawiono biskupów wiernych przekonaniom komunistycznych, zakazano działania seminariom duchownym. W takiej rzeczywistości bycie wierzącym, bycie katolikiem było wyczynem, poświęceniem i wiązało się z ogromnym zagrożeniem. Katolicy spotykali się ukradkiem, w prywatnych domach by modlić się i kontemplować Pismo święte. W tych warunkach wiara chrześcijańska przypominała tą z czasów pierwszych chrześcijan. Oderwała się od kościelnej organizacji i struktur wracając do źródeł. To wszystko bardzo mocno wpłynęło na katolickiego duchownego, potem biskupa Felixa Marie Davidka, który w ogromnej trosce o dobro wiernych zdecydował się na szokujące kroki - na księży wyświęcał najpierw żonatych mężczyzn a potem zdecydował się iść o krok dalej i na księdza wyświęcił kobietę.

Przyznam, że jestem pod ogromnym wrażeniem tej pracy. Tomasz Maćkowiak z ogromnym wyczuciem, taktem i bez szukania taniej sensacji pisze o trudnej historii kościoła w Czechach. Buduje szeroki kontekst by jak najlepiej zrozumieć co stało za decyzją biskupa Davidka by na księdza wyświęcić Ludmiłę Javorową. O samej Javorovej niewiele wiadomo i paradoksalnie nie ona jest bohaterką reportażu. Ważny jest Davidek i cały kościół czeski, który przeszedł ogromną transformację. Trwając w konspiracji, cofnął się do czasów pierwszych chrześcijan, oderwał się od instrumentalnego, powierzchownego przeżywania liturgii, stając się wspólnotą ludzi wierzących i poszukujących. Rozwijał się dialog, wnikliwe spojrzenie na Pismo święte ale także zupełnie zmieniła się jego struktura. Księża żyli i pracowali pomiędzy i z ludźmi, na co dzień mając takie same zawody, obowiązki jak każdy inny obywatel. Zniknęła hierarchia rozdzielająca kapłana i wiernych. Na tym fundamencie zrodził się pomysł aby zapewnić dostęp do Eucharystii wszystkim wiernym, trzeba wyświęcać nowych księży. Myśl o żonatych mężczyznach chociaż szokująca była doskonale podbudowana teologicznie i została zaakceptowana przez Watykan. Zupełnie inaczej było z wyświęcaniem kobiet, chociaż przyświecały temu te same przesłanki.

,,Byłam katolickim księdzem" to reportaż o ludziach i Kościele. Kościele pięknym, prawdziwie wierzącym i prawdziwie poszukującym. Pokazuje taki obraz, który z polskiej perspektywy, mocno instytucjonalnej, jest niewyobrażalny. Po odebraniu przez komunistów prawie wszystkiego zostało w Czechach to co najważniejsze - czysta wiara. Polecam gorąco!
 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak! 

 

 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  38,5 m - 1,6 cm = 36,9 cm.    

niedziela, 4 września 2022

,,Niegrzeczny prezes" Weronika Jaczewska


 Uczciwie przyznaję, że ostatnio mam dosyć ciężki okres życiu. Dużo ważnych spraw się nawarstwiło i oczywiście kopie najmocniej jak potrafi. Więc chyba nie dziwi, że potrzebowałam odmóżdżacza. Więc książka do recenzji od wydawnictwa Agora spadła jak złoto. Po opisie zapowiadał się lekki romans erotyczny. Wręcz idealny aby wyłączyć mój skołatany mózg i po prostu czytać.

I zasadniczo to czego się spodziewałam, to dostałam. ,,Niegrzeczny prezes" opowiada historię Leny i Fryderyka. Ona - ma za sobą trudny rozwój więc całą energię inwestuje obecnie w pracę. Ostatnim czego by pragnęła są faceci i związki. Więc gdy przypadkiem wylewa kawę a potem nakrzyczy na faceta, który później okaże się jej szefem, nie spodziewa się, że wejdzie do zupełnie nowego i trochę obcego dla niej świata. Wpląta się w namiętny, pochłaniający romans, który pokaże jej zupełnie nowe oblicze jej samej. Równocześnie oboje z Fryderykiem będą robić wszystko aby nikt w firmie nie dowiedział się o ich romansie bo konsekwencje nie będą przyjemne. Jest to trudne bo wzajemne przyciąganie i erotyczna chemia są zbyt silne do ukrycia. Dodatkowo każde z nich musi zmierzyć się z własnymi problemami. Lena - z byłym mężem, który nagle znowu się pojawia i postanawia namieszać jej w życiu; Fryderyk - z tajemnicą, którą nosi od wielu lat i która była powodem jego nieoczekiwanej przeprowadzki z Londynu do Warszawy.

Jeśli nie oczekujemy jakichś cudów to ,,Niegrzeczny prezes" jest bardzo przyjemną lekturą. Doskonale odpręża i stanowi idealną odskocznię od rzeczywistości i innych poważniejszych czy bardziej wymagających lektur. Nie udało się uniknąć typowych schematów, parę razy waliłam się w głowę, chowając face palm ale generalnie nieźle się bawiłam. Ilość scen erotycznych nie przytłacza ale jednak podkreśla naturalną chemię jaka jest pomiędzy bohaterami. Od początku czuć, że iskry pomiędzy nimi strzelają więc i zwarcie musi być spektakularne ;). Niektóre problemy wydają się trochę wyolbrzymione, zachowania bohaterów bezsensowne ale jakoś to wszystko wpisuje się w konwencję i pasuje by w finale doprowadzić do happy endu (oczywiście musi być w strugach deszczu).

,,Niegrzeczny prezes" jako odmóżdżacz spisuje się idealnie. Jest lekko, namiętnie, pełno emocji, trochę dramatów i wielka miłość. Perfekcyjnie by zapomnieć o remoncie, bałaganie, zaszyć się w ostatnim czystym miejscu (pod kołdrą, of course) i czytać i udawać, że rzeczywistość nie istnieje. Jak ktoś właśnie tego szuka to polecam!

 

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Agora SA! 

 

 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  41,4 m - 2,9 cm = 38,5 cm.     

 

środa, 31 sierpnia 2022

,,Wiek niewinności" Edith Wharton

Tytuł oryginału: Age of Innocence

 Szeroka i szacowna kategoria, którą nazywamy ,,klasyką literatury" i którą z reguły omijamy szerokim łukiem, tylko wzdychając, że może kiedyś przeczytamy, wypełniona jest pięknymi opowieściami o miłości i emocjach jakie targają ludźmi. Nieszczęśliwa miłość to chyba jeden z czołowych tematów żeby tylko na szybko przypomnieć ,,Wichrowe wzgórza" czy ,,Przeminęło z wiatrem". Trochę mniej popularny jest ,,Wiek niewinności" a zupełnie niesłusznie bo to opowieść, którą koniecznie trzeba przeczytać. I chyba szczególnie teraz, w tak niespokojnych czasach jak współczesne.

On tyle co zaręczył się z jej kuzynką, ona odeszła od męża i po latach spędzonych w Europie wróciła do Nowego Jorku. Spotykają się, rozmawiają i od początku wiedzą, że jest między nimi coś więcej. Mogliby być razem gdyby nie krępujące ich konwenanse i surowe reguły społeczne. Ona chce być wolna i żyć na własny rachunek i na własnych zasadach. Jednak to wzbudza skandal i jest szokiem dla konserwatywnego otoczenia. Na siłę próbuje się ją wtłoczyć w życie, od którego uciekła.

,,Wiek niewinności" z jednej strony śmieszy. Śmieszy pruderia, staroświeckie zasady sterujące światem, śmieszą bohaterowie tak bardzo nimi skrępowani, że wręcz niezdolni do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Ale równocześnie ich świat przeraża. Jest klatką, więzieniem, z którego nie ma ucieczki. Skłębieni wewnątrz ludzie z przerażeniem patrzą na tych którym udało się uciec, wzdychając tylko, że kończy się świat i zmierza ku gorszemu. W tym przerażającym świecie nie ma miejsca na prawdziwe szalone, nieposkromione i zdolne do odważnych czynów uczucie. Nawet miłość musi chować się za maską, w drobnych gestach, spojrzeniach. Nie ma tutaj nawet pocałunku a mimo to czuć emocje, które kipią i próbują znaleźć drogę ujścia. Ich natężenie jest tak potężne, że gdy wybuchnie pewnym jest, że nie obejdzie się bez ofiar. Tylko nie wiadomo jeszcze kto stanie się tą ofiarą.

,,Wiek niewinności" to powieść o tragicznym miłosnym trójkącie ale równocześnie doskonała analiza społeczna i mocny głos w sprawie wolności, szczególnie kobiet. Wiele myśli, rozważań czy zdań wypowiadanych przez bohaterów nadal pozostaje aktualnych i dosadnie rozbrzmiewa także współcześnie. To powieść, którą można czytać na wielu różnych poziomach i nadal odnajdywać w niej coś nowego. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  43,3 m - 1,9 cm = 41,4 cm.     

 

wtorek, 23 sierpnia 2022

,,Stalowe niebo" Maria Paszyńska

 


Intrygi Borysa i dziejowe zawirowania rozdzielają zakochanych, Kazimierza i Anastazję. On jest pewien, że w gniewie dziewczyna go porzuciła, ona nie jest pewna tego co starszy przyrodni brat o niej nakłamał. Rozdzieleni, oboje znajdują się w trudnych sytuacjach i przez przypadek wikłają się w małżeństwa bez miłości. Nowe związki mają iluzorycznie zapełnić pustkę lub umożliwić w miarę bezpieczne funkcjonowanie w świecie gdzie nic nie jest pewne. Gdy obojgu wydaje się, że zapewnili sobie spokój, przewrotny los przecina ich drogi. Nie może obejść się bez iskier, a to będzie zapalnik, który wyzwoli kolejne, nieoczekiwane zmiany.

,,Stalowe niebo" pozornie pozbawione jest dramatycznych wydarzeń. Tło historyczne stabilizuje się, porewolucyjna Rosja dopiero zaczyna się kształtować. Jednak zachodzące zmiany stają się coraz bardziej widoczne i zaczynają oddziaływać na życie bohaterów. Zaczyna pojawiać się wszechobecna inwigilacja, podejrzliwość i nieufność do przedstawicieli starego porządku. To także idealny czas dla wybicia się dla wszelkiego rodzaju intrygantów i spekulantów. Śmielej do głosu dochodzą nowe idee, czy to w nauce czy w polityce. Czas zmian, czas niepewności. I to właśnie na tym tle rozgrywają się losy Anastazji i Kazimierza. Podczas gdy ona szuka drogi by przetrwać ale równocześnie się rozwijać, on popada w marazm i biernie poddaje się koleją losu i nawet nie zauważa, że jest pchany w kierunku, który tylko oddala go od ukochanej.

,,Stalowe niebo" przez większą część powieści jest wyciszeniem, uporządkowaniem i próbą zbudowania nowego życia po tych wszystkich dramatycznych wydarzeniach jakie rozegrały się w pierwszej części. Jednak finał niszczy spokój. Jest dramatyczny i zapowiada kolejne wielkie zmiany. Ale co przyniosą one bohaterom? Jak tym razem wpasują się w bieg zdarzeń przed nimi? Ja jestem ciekawa więc na pewno sięgnę po kolejne tomy. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  46,4 m - 3,1 cm = 46,3 cm.     

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

,,Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę" Tony Kososki


Przed pandemią, w czasach gdy jeszcze wszyscy normalnie chodzili do biura i jeszcze nikt nie wpadł na to, że możliwy jest home office właściwie na nieograniczoną skalę, częstym zjawiskiem była ,,korpogłupota", czyli pewne odrealnienie i przesadne koncentrowanie się na zadaniach w biurze, używanie ponglisha (czyli szalonej mieszaniny polskiego i angielskiego) oraz zapominanie, że istnieje jeszcze jakieś życie poza korpo. Wtedy to jeden z moich kolegów wymyślił hasło, które do dziś wisi przy moim kompie i przypomina mi co jest ważne. A brzmi ono ,,Gdy poczujesz zew korpogłupoty to wyjedź w Andy". I w pewien sposób ma to sens. Nie raz czuję chęć by rzucić wszystko i zaszyć się gdzieś na Altiplano, gdzie nie znajdą mnie wszechobecne macki korpo. Cóż, życie w pewnym wieku narzuca pewne ramy i ograniczenia i nie każdy szalony plan można zrealizować ... ale można czytać o tych, którzy takie mieli odwagę takie szalone plany realizować.

Tony Kososki (albo właściwie Przemek Śleziak) w 2010 roku zdecydował się spełnić jedno ze swoich marzeń. Najpierw jako wolontariusz wyjechał do Brazylii by pracować przy organizacji finałów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Była to jedna, wyjątkowa okazja, która otworzyła mu drogę do wędrówki po Ameryce Południowej. Zaczął od Rio de Janeiro, gdzie nie tylko pracował jako wolontariusz na stadionie ale także przeżywał wraz z kibicami emocje. Wędrował po teoretycznie niebezpiecznych dzielnicach, wszędzie spotykając się z ludzką życzliwością i niesamowitą uprzejmością. Z Brazylii, praktycznie bez pieniędzy ruszył do Boliwii by potem udać się do Peru i zobaczyć Machu Picchu.

Chyba najlepsze z tym zapisie z podróży jest ogromny optymizm i wiara w to, że wszystko jest możliwe. Kososki nie ma wielkich funduszy ale ma plan i pomysł. I właściwie to mu wystarcza. Pełen optymizmu i radości z podróżowania przemierza kolejne kilometry łapiąc pojawiające się okazje  i przy okazji głęboko wnikając w społeczności. Na swojej drodze poznaje kulturę, tradycje. Rozmawia z ludźmi i zagląda tam gdzie komercyjny turysta nie trafi. Cały czas szuka także możliwości jak to wszystko zrobić praktycznie nie naruszając skromnych zapasów. Można się pukać w głowę czytając o jego przygodach i pomysłach ale tak właściwie to mu się zazdrości. Zazdrości odwagi, optymizmu, szaleństwa i upartego dążenia do celu. Tam gdzie wielu by się poddało (bo wyobraża sobie ktoś obecnie pisanie pracy inżynierskiej bez komputera, materiałów czy stałego dostępu do internetu) on jednak daje radę. Im bardziej coś nieprawdopodobne, to z pewnością znajdzie na to radę.

,,Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę" to nie tylko kawał niezłej literatury podróżniczej, to przede wszystkim skryte marzenia o szalonej, nieszablonowej przygodzie. Choć przez chwilę można się poczuć jakby samemu się podróżowało i nie ważne, że tak naprawdę siedzę w wygodnym, klimatyzowanym tramwaju w Krakowie. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  49,5 m - 3,1 cm =46,4 cm.     

 

czwartek, 11 sierpnia 2022

,,Bracia Burgess" Elizabeth Strout

Tytuł oryginału: The Burgess Boys

 Czasem trafiamy na książki, o których właściwie trudno cokolwiek sensownego powiedzieć. Próbujemy streścić ale tam nic się spektakularnego nie dzieje. Nie ma drastycznych zwrotów akcji, nie ma szokujących odkryć, są tylko niepokojące odczucia i wrażenia, które ciężko przekazać. Jest zwyczajne, pozornie nudno, ale odkładając książkę na półkę, pozostajemy z wrażeniem, że coś się zmieniło. Jakaś równowaga została zachwiana. Opowieść pozornie banalna, pozostawia nas z nienazwanym niepokojem i natłokiem myśli, które trudno uporządkować i zaszeregować. I dokładnie tak jest w przypadku powieści ,,Bracia Burgess".

To bardzo statyczna powieść ale ma podskórną siłę, że wywraca do góry nogami zastały porządek świata, właściwie nic nie robiąc. Bob i Jim Burgessowie to dwóch braci różniących się od siebie jak dzień i noc. Jim odnosi sukcesy jako wzięty prawnik w wielkiej kancelarii. W przeszłości prowadził sprawę, która przyniosła mu sławę i ugruntowała jego pozycję. Udane życie rodzinne, odpowiedni krąg znajomych - wszystko to tylko potwierdza jego miejsce w świecie. Bob to jego przeciwieństwo. Pracuje w poradni prawniczej  i wiecznie podziwia starszego brata. Żyje w dziwnej zależności z byłą żoną i alkoholem próbuje zagłuszyć samotność. Bracia żyją obok siebie, przebywając obok i zarazem unikając się. Będą jednak musieli wyruszyć do rodzinnego miasteczka gdy ich siostrzeniec zostaje oskarżony o głupi wybryk. Wyprawa, przebywanie razem na małej przestrzeni całej trójki rodzeństwa mnóstwo zmieni w ich relacjach oraz postrzeganiu świata przez każdego z bohaterów.

,,Bracia Burgess" to skomplikowana opowieść o relacjach międzyludzkich, ludzkich emocjach i odczuciach oraz o własnym miejscu w świecie. Na początku wydaje się, że podział jest jasny. Od razu widać kto wygrał życie a kto jest przegranym. W miarę rozwoju fabuły widać, że to tylko fasada, która coraz bardziej się kruszy i w końcu musi runąć. A za nią nie ma nic. Jest pustka, tym straszniejsza że przez wiele lat celowo powiększana. Nikogo z bohaterów nie da się lubić, im można tylko współczuć. Ich doświadczenia wręcz bolą. To także opowieść o społeczeństwie - jego ignorancji, zawoalowanym rasizmie i hipokryzji. Wszyscy chcemy się czuć lepsi ale kosztem kogoś innego. Szukamy słabszych, kogoś kogo można wskazać palcem.

Powieść Strout jest bardzo niepokojąca. Burzy spokój. Bez używania wielkich słów czy dramatycznych obrazów niszczy wyobrażenie jakie sobie zbudowaliśmy. Wyciąga na wierzch hipokryzję i obłudę. Obnaża samotność. Pokazuje, że kolosi, których się podziwia są pustymi figurami. Chociaż to zwykła opowieść jakich wiele to jednak nie da się obok niej przejść obojętnie. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  52,8 m - 3,3 cm =49,5 cm.