
,,Toskańska róża" to tak na prawdę taka baśń. Jest mocno osadzona w konkretnym kontekście społeczno-kulturalno-historycznym ale to baśń. Nie ma co się oburzać, że naiwna, że za dużo oczywistych zbiegów okoliczności, że trochę nierealna - taka ma być i taka jest. Jest główna bohaterka - piękna sierotka, są dobre zakonnice, jest idealny kochający ,,książę", jest dzielny bohater, znajdziemy także złą ,,wiedźmę", zmęczonego ,,króla" oraz ogromne zło. Dodatkowo podarowano nam rodzinną tajemnicę i klątwę ciążącą nad bohaterami. Wszystko zaserwowane w takich proporcjach, że nie sposób się nudzić. Przewracamy kolejne strony zastanawiając się co jeszcze przytrafi się Rosie i jak sobie z tym poradzi. Szczególnie, że rzeczywistość faszystowskich Włoch jest momentami straszliwa.
Kto lubi takie romantyczne bajki będzie zadowolony. Autorce udało się stworzyć powieść, która nie nuży ale fascynuje. Szybkie tempo w jakim przeskakuje fabuła, pomimo dużej rozpiętości czasowej, barwne grono bohaterów, ciekawe tło - potęgują przyjemność czytania. Nieważne co się dzieje, do ostatnich stron ma się nadzieję, że dobro zwycięży. Bo cóż by to była za baśń?