Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Kobiece. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Kobiece. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 maja 2025

,,Sekret indygo" Natasha Boyd

Tytuł oryginału: The Indigo Girl

 Pierwszym skojarzeniem gdy popatrzy się na okładkę jest, że dostajemy kolejny romans historyczny. Absolutnie nic nie przygotowuje na opowieść, która chowa się wewnątrz. Jest to porywająca, poruszająca historia młodej dziewczyny, która postanawia stawić czoła ... właściwie wszystkim i zawalczyć o niezależność ale i pokazać drzemiącą w niej siłę oraz mądrość.

Eliza Lucas to postać autentyczna, żyjąca w XVIII wieku. Była jeszcze nastolatką, gdy ojciec powierzył jej zarządzanie plantacją w Karolinie Południowej. Podczas gdy on był przekonany, że dziewczyna będzie posłusznie poddawać się woli zarządców oraz bezrefleksyjnie wykonywać polecenia z listów, ona widzi w tym szansę by udowodnić swoją wartość oraz by zawalczyć o coś więcej. Nie daje sobą sterować, pragnie sukcesu oraz niezależności, do której drogą ma być uprawa indygo. Jej starania o doprowadzenie do owocnego zbioru indygo to walka. Z sobą, społecznością, rodziną, podległymi pracownikami i niewolnikami oraz z naturą. Zdesperowana i uparta dziewczyna nie poddaje się, chociaż wiele razy musi przekroczyć ustalone granice. Prawie nikt nie wierzy w jej sukces a czasami trudno odróżnić kto jest sojusznikiem a kto wrogiem. Dodatkowym atutem powieści jest burzliwe, pełne zawirowań tło historyczne. To nie jest czas samodzielnych kobiet. A każda kobieta, która łamie przyjęty porządek musi liczyć się nie tylko ze społecznym potępieniem ale i realnym zagrożeniem.

,,Sekret indygo" to pasjonująca opowieść o kobiecej sile i determinacji. Pokazuje, że mądrość, inteligencja oraz zaradność nie mają płci i nie zważają na epokę historyczną. Bezcenna lekcja tolerancji oraz upartego dążenia do wyznaczonego celu, nawet gdy z każdej strony rzucane są kłody pod nogi. Powstawania z porażek i lojalności nie zważającej na nic. To wręcz nieprawdopodobne, że nie jest to fikcja literacka ale autentyczna historia dziewczyny, która może stać się wzorem nawet współcześnie.

piątek, 28 lutego 2025

,,Tajemnica morderstwa w Windsorze" S.J. Bennett

 

Tytuł oryginału: The Windsor Knot. Her Majesty the Queen Investigates

Jeszcze zanim zaczęłam czytać ,,Tajemnicę morderstwa w Windsorze" byłam kupiona. Absolutnie podoba mi się pomysł, że królowa Elżbieta II potajemnie i prywatnie zajmowała się rozwiązywaniem zagadek kryminalnych. Pomysł szalony ale równocześnie będący kwintesencją angielskości. Czułam, że ten pomysł może się sprawdzić i w sumie, zbytnio się nie pomyliłam.

Na zamku w Windsorze została wydana wystawna kolacja dla zaproszonych, dosyć przypadkowych, gości. Jakież jest więc zaskoczenie i zaszokowanie gdy następnego ranka, jeden z uczestników zostaje znaleziony martwy w swoim pokoju. Okoliczności są dosyć bulwersujące więc nic dziwnego, że oddana służba oraz śledczy za wszelką cenę starają się by żadne szczegóły nie przedostały się do prasy. Policja od początku zdaje się mieć swoją teorię i niespecjalnie przykłada się do szukania innych rozwiązań, więc nic dziwnego, że dostojna monarchini musi wziąć sprawy we własne ręce. A pomaga jej w tym młodziutka asystentka, Rozie.

,,Tajemnica morderstwa w Winsorze" to przede wszystkim urocza opowieść. Próbuje być strasznym kryminałem ale absolutnie nic z tego nie wyszło. Sam pomysł, że to Elżbieta II rozwiązuje zagadkę sprawia, że akcja nabiera dostojeństwa i spokoju. Nie ma tutaj typowego wyścigu z czasem czy grania na emocjach. Bardziej to przypomina spokojną grę w szachy. Zresztą sama zagadka też nie jest specjalnie porywająca. Znacznie większą robotę robi tu atmosfera i niecodzienne tło wraz z jego bohaterami. Cudnie mieszają się typowe angielskie cechy jak dostojeństwo, powaga, pewien flegmatyzm, dyskrecja i uprzejmość z lekkim humorem. Wszystko to sprawia, że powstał przyjemny cozy-kryminał, który może nie zapewnia dreszczyka emocji ale daje dużo przyjemności. Polecam!

wtorek, 9 stycznia 2024

,,Po godzinach na Milagro Street" Angelina M. Lopez

 Tytuł oryginału: After Hours on Milagro Street

Alex Torres to dziewczyna, z którą się nie zadziera. Zadziorna barmanka z topowego baru w Chicago z dnia na dzień rzuca pracę i wraca do rodzinnej miejscowości gdzieś w  Kansas by ratować rodzinny bar. Plan, który opracowała wraz z siostrami już na wstępie bierze w łeb bo babcia dostała dwie inne oferty kupna baru i bardzo poważnie się nad nimi zastanawia. Jedną z nich przedstawił lokator i działacz lokalnej fundacji historycznej - Jeremiah Post. Post jest też profesorem na miejscowej uczelni i nie wygląda wcale na szanowanego profesora. Już pierwszego wieczora drogi Alex i Jeremiah się przetną i polecą istry. Potem będzie tylko ostrzej, intensywniej i bardziej emocjonująco, szczególnie, że oboje dosyć mocno okopią się po swoich stronach. Jednak nic tak nie łączy nawet najbardziej zaciekłych wrogów jak pojawienie się wspólnego wroga. A gdy jeszcze bohaterowie przyznają, że między nimi jest chemia to jedno jest pewne - nudy nie będzie.

Przyznam, że trochę brakowało mi w moim czytelniczym życiu takich książek. Kiedyś zaczytywałam się w komedie romantyczne Susan Elizabeth Phillips czy Meg Cabot i nadal są one dla mnie synonimem dobrej romantycznej opowieści ale szukałam czegoś nowego. ,,Po godzinach na Milagro Street" jest dokładnie tym czego mi brakowała. Romantyczna historia z pazurem, lekkim feministycznym i etnicznym zacięciem oraz duchami czającymi się po kątach. Z jednej strony oklepany i do bólu znany motyw od nienawiści do miłości, który nie może zaskoczyć ale opowiedziany z lekką pikanterią i będący pretekstem do opowiedzenia dużo głębszej historii. Bo świat Alex jest światem pogranicza, zawieszenie między kulturami, między zobowiązaniami, między różnymi uczuciami, z którymi nie radzi sobie dobrze. Ona - spadkobierczyni pokoleń silnych latynoskich kobiet kontra on - typowy przedstawiciel białej, uprzywilejowanej klasy. Zderzenie pełne kontrastów i  problemów, z których trudno się wyplątać. To zapewnia dużo emocji, dużo humoru ale przemycającego na lekko wiele ważnych współczesnych tematów.

,,Po godzinach na Milagro Street" to świetna komedia romantyczna. Nie jest płaska i nie sprowadza całej fabuły tylko do pustej erotyki. Jest inteligentnie, z wyczuciem i całą paletą barwnych postaci. Tak jak kultura meksykańska jest barwna, głośna i dynamiczna - dokładnie taka jest to opowieść. Czyta się ją fantastycznie i pozostaje mieć nadzieję, że pozostałe tomy też zostaną wydane w Polsce. 

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 163 cm - 2,7 cm = 160,3 cm.    

niedziela, 11 grudnia 2022

,,La Santa Muerte" Tomás Prower

 

Kilka lat temu czytałam książkę ,,Santa Muerte. Święta Śmierć" R.Andrew Chesnut. I przyznaję, że wtedy zaintrygował mnie kult Santa Muerte i cała ideologia, którą jest otoczony. Tajemnica, mistyka, tradycja katolicka pomieszana z pierwotnymi wierzeniami. Z punktu widzenia antropologicznego czy socjologicznego jest to niezwykle ciekawe zjawisko. Więc chyba nie dziwi, że gdy dowiedziałam się, że na rynku polskim pojawia się kolejna pozycja poświęcona właśnie temu tematowi to MUSIAŁAM ją przeczytać. Kupiłam, przeczytałam i jestem bardzo rozczarowana. Spodziewałam się rozwinięcia tematu, który rozpoczął R.Andrew Chesnut. Chciałam ciekawego spojrzenia na folklor latynoski (bo tylko tym jest dla mnie ideologia Santa Muerte) a dostałam jakiś specyficzny katechizm i poradnik magiczny(?).

,,La santa muerte" autortwa Tomasa Prowera nie jest niczym innym niż pewną formą agitacji i wprowadzenia nowych członków w ruch. Bardzo mało tutaj jakiegokolwiek kontekstu czy zanurzenia społecznego. Autor jest wyznawcą ruchu i w swojej publikacji chce stworzyć swoisty katechizm ruchu. Opisuje zachowania, modlitwy, rytuały ale nie robi tego obiektywnie i z boku. On w to wierzy, to robi i to próbuje przekazać czytelnikowi.

Wydaje mi się, że mogę czytać wszystko. Jestem otwarta na wiele i lubię czytać o rzeczach nawet odległych mi poglądowo. Jednak nie lubię gdy ktoś na siłę przekazać mi swoje zdanie a dokładnie tak się czułam czytając tę książkę. Może nie jestem docelowym czytelnikiem, bo santa muerte interesuje mnie tylko jako pewna idea czy zjawisko a nie czynnik jaki chciałabym wprowadzić do swojego życia. Odbierałam tę książkę jako bardzo sekciarską, bardzo mocno starającą się wciągnąć czytelnika w obrzędy. Autorowi zabrakło dystansy, zaprezentował swoje poglądy i próbował wciągnąć w nie czytelnika. Większa część książki to rytuały, magia, modlitwy i próby rzucania czarów. Ja jestem zdecydowanie na nie. Chyba pierwszy raz od dawna tak bardzo pomyliłam się co do książki. Nie polecam a nawet odradzam!

sobota, 27 lutego 2021

,,Kobieta w białym kimonie" Ana Johns

Tytuł oryginału: The Woman in the White Kimono

Tuż przed śmiercią ojciec Tori Kovac zostawia tajemniczy list sugerujący, że kiedyś miał inną żonę i inne życie. Zaciekawiona kobieta postanawia ruszyć tropem pozostawionych przez ojca śladów by trafić na historię, która swoimi korzeniami sięga do Japonii lat pięćdziesiątych.

Japonia po II wojnie światowej długo pozostawała pod nadzorem Stanów Zjednoczonych. Stacjonowali tam amerykańscy żołnierze, którzy przez miejscowych traktowani byli jako wrogowie. Zakazane było integrowanie się z nimi, a ci którzy złamali ustalone zasady poddawani byli społecznemu ostracyzmowi. W szczególnie dramatycznej sytuacji znajdowały się japońskie kobiety, które związały się z Amerykanami. Jedną z nich była Naoko. Zakochała się w Jimmy'm i postanowiła go poślubić. Prawie się to udało. Odbył się tradycyjny japoński ślub i miało pojawić się na świecie dziecko. Los jednak okazał się okrutny i tragicznie splątał życie bohaterów.

Autorka zabiera czytelników w przejmującą podróż do świata fascynującego bogactwem tradycji ale także niezwykle okrutnego. Miłość, uczucia niewiele znaczą jeśli do głosu dochodzi bardzo rygorystycznie pojęty honor rodziny. Bohaterka musi zmierzyć się z straszliwymi regułami swojego świata, zawalczyć o to co dla niej ważne. Musi wykazać się siłą i zdecydowaniem. Jej historia porusza, wywołuje cały szereg uczuć i emocji, jest straszna ale i piękna i zaskakująca. Ma w sobie wiele uniwersalnych prawd oraz doskonale obrazuje jak wiele niespożytej energii i niewyobrażalnej siły drzemie w człowieku. Zachwyca także bardzo realistyczne a zarazem plastyczne nakreślenie tła i realiów Japonii tuż po zakończeniu amerykańskiej okupacji. To zupełnie inny świat pełen podziałów, tkwiący gdzieś pomiędzy urażonym honorem a pokornym poddaniem się.

,,Kobietę w białym kimonie" czyta się jednym tchem. Fascynuje, wzrusza, zachwyca i przeraża. Miesza się w niej to co orientalne, dalekie i magiczne ze strachem, niepewnością i bolesną realnością. Daje nadzieję ale otwiera nie do końca zagojone rany. To powieść obok, której ciężko przejść obojętnie, szczególnie, że mocno bazuje na autentycznych wydarzeniach. Polecam!

poniedziałek, 1 czerwca 2020

,,Kołysanka z Auschwitz" Mario Escobar

Tytuł oryginału: Canción de cuna de Auschwitz

Ostatnio pojawiło się wiele publikacji, których akcja rozgrywa się w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Z półek w księgarniach wręcz krzyczą tytuły zawierające słowo ,,Auschwitz". Z pewnością dobrym i ważnym jest aby pamiętać i szanować ludzi, którzy cierpieli i tam zginęli. W ,,Kołysance z Auschwitz" zostaje przywołana autentyczna postać niemieckiej pielęgniarki Helene Hannemann, która znalazła się w obozie wraz z piątką swoich dzieci, które nosiły w sobie krew zarówno niemiecką jak i cygańską. Helene, w obozie została oddelegowana przez doktora Mengele do stworzenia przedszkola. Jej cele były odmienne od tego czym kierowali się naziści, ona w nieludzkim świecie chciała zapewnić wszystkim dzieciom trochę normalności i sprawić by poczuły chociaż okruchy radości dzieciństwa.

Chociaż powieść ,,Kołysanka z Auschwitz" powstała na kanwie autentycznych zdarzeń i autentycznych postaci mam do niej mieszane uczucia. Z pewnością postacie takie jak Helene zasługują by o nich mówić i pamiętać ale sposób w jaki została przedstawiona ona oraz rzeczywistość z jaką przyszło jej się zderzyć budzi moje wątpliwości. Mam poczucie, że chcąc opowiedzieć dobrze tą historię należałoby się bardziej pochylić zarówno nad historią niemieckich Cyganów, obozu jak i poszczególnych postaci. Wiem, że głębokie wejście w ten świat mogłoby przytłoczyć i przerazić bo zamiast wzruszającej opowieści powstałby dramat i horror, którego przeciętny czytelnik nie byłby w stanie udźwignąć. Dlatego wyraźnie widać w powieści łagodzenie przekazu: obóz jest straszny ale panuje w nim względna normalność, ludzie giną ale jacyś, gdzieś, kiedyś, SS-mani są straszni ale nie do końca wiadomo dlaczego, doktor Mengele ma ludzką twarz. Nie kwestionuję, że z pewnej perspektywy taki mógł być widoczny obraz obozu, w końcu w każdym piekle można wypracować coś co nazwie się ,,normalnością" ale czasem mam poczucie, że takie książki robią więcej krzywdy historii niż pożytku. Łagodzą wydźwięk największej tragedii ostatniego stulecia, umniejszają winy i przyzwyczają zamiast wywoływać szok, oburzenie, niezgodę i w ten sposób utrwalając pamięć.

,,Kołysanka z Auschwitz" to niestety tylko czytadło. Trochę wzruszające, leciutko dające poczuć dreszcz niepokoju. Ale generalnie mdłe i nijakie. Szkoda bo bohaterowie powinni zostać zapamiętani.

środa, 25 marca 2020

,,Niegrzeczny szef" Whitney G.

 Tytuł oryginału: Naughty Boss

W związku z obecną sytuacją szukałam czegoś lekkiego, łatwego i jak najlepiej odmóżdżającego. Przypadek zdecydował, że w moje ręce wpadła książka ,,Niegrzeczny szef". Raczej unikam literatury erotycznej (nie mylić z romansami) i autorka ukrywająca się pod pseudonimem Whitney G. nic mi nie mówiła. Dowiedziałam się jednak, że ma na koncie już kilka bestsellerowych serii więc zdecydowałam się zaryzykować.

Niestety ,,Niegrzeczny szef" to nie był dobry wybór. Zasadniczo cała fabuła streszczona jest w okładkowym opisie i w samej zasadniczej treści nie wiele więcej można znaleźć. On - wielki potężny szef znanego wydawnictwa, jest arogancji i zarozumiały, a chwilowo zmuszony przez przyjaciela i wspólnika do ograniczenia przelotnych romansów i wytrzymania przez rok z tą samą asystentką. Ona - ambitna asystentka, która próbuje znosić humory szefa jednocześnie wysyłając CV do innych firm i szukając dla siebie nowych możliwości rozwoju. Oczywiście oboje sobie wpadli w oko ale żadne nie może i nie chce zrobić pierwszego kroku, dopiero omyłkowo wysłany mail zmienia radykalnie dynamikę ich relacji.

Chyba założeniem powieści (to trochę za duże słowo dla tej historyjki) miało być budowanie napięcia pomiędzy bohaterami na zasadzie ich kontrastu. Samo takie umiejscowienie postaci miało krzesać istry i budzić skojarzenie z czymś zakazanym a jednocześnie bardzo pożądanym. Cóż.. takie były założenia ale nic z nich nie wyszło. Początek budzi nawet jakieś nadzieje na lekką i wciągającą opowieść ale szybko się to wszystko rozmywa. Od samego początku jedyne co bije z historii to nuda i schematyzm, napięcie erotyczne jest sztuczne, brakuje humoru a główni bohaterowie są pozbawieni wszelkich emocji. A i sama opowieść kończy się w momencie gdzie właściwie dopiero mogłaby się rozkręcić. Niestety nie ma tam nic co choć na chwilę przykułoby uwagę. Przeczytałam do końca i miałam gdzieś cichą nadzieję, że jeszcze mnie zaskoczy ale naprawdę tam nic nie ma. Jeśli tak wyglądają wszystkie powieści pani Whitney G. to będę je omijać szerokim łukiem.

wtorek, 6 sierpnia 2019

,,Kochanka księcia" Geneva Lee

 Tytuł oryginału: Command Me

Chwilowo nie mam totalnie weny na czytanie czegokolwiek co wymaga ode mnie choć trochę myślenia. Cóż, najlepszym się zdarza :) Dlatego czytam coś co nie wymaga za dużo myślenia i wybór padł na ,,Kochankę księcia". Chyba największym plusem tej książki jest to, że jest stosunkowo krótka i napisana prostym językiem. Bo fabuła to pół na pół sceny erotyczne przeplatane dramami (nie mylić z dramatami).

Fakt nie spodziewałam się wiele i literatura erotyczna to raczej nie moja działka, jeśli już to wolę romanse, ale umiem dostrzec pozytywy w takiej prozie a tutaj niestety nie ma ich za wiele. Bohaterowie są jacyś męczący - oboje nastawienie bardzo na siebie, oprócz tego, że rzucają się na siebie za każdym razem gdy się widzą to nie ma między nimi żadnej chemii czy odczuwalnego napięcia. Także ich sekrety z przeszłości są jakieś mało przekonywujące i w sumie do końca nie wiem po co wprowadzane bo jakoś za wiele nie zmieniają. W ogóle nie czuć tła czyli otoczenie dworu królewskiego - równie dobrze mogłaby to być snobistyczna rodzina, klan, społeczność. Ani tam potęgi, ani zdecydowania, ani królewskości.

,,Kochanka księcia" to, jak ktoś już wcześniej zauważył, kolejny Grey tylko w otoczce baśniowego brytyjskiego dworu. Lekka, naiwna, głupiutka historyjka, którą pochłonie się szybko ale która mnie do siebie nie przekonała. Może jeśli ktoś lubi dużo scen łóżkowych? Cóż, ja jestem nudna - wolę humor, dobrą historię i istry skaczące między bohaterami.

czwartek, 23 sierpnia 2018

,,Na gwiaździstych morzach" Sara Sheridan

 Tytuł oryginału: On Starlit Seas

Powieść Sary Sheridan to udane połączenie prawdy historycznej i fikcji literackiej. Bazując na życiorysie żyjącej w XIX wieku Marii Graham oraz opisie jej dokonań autorka stworzyła ciekawą i wciągającą opowieść.

Fabuła skupia się wokół podróży Marii z Brazylii do Anglii. Kobieta przypadkowo trafia na statek, którego kapitanem jest James Henderson. Mężczyzna wplątał się w dosyć mętny układ, mający na celu przewiezienie do Anglii sporej ilości ziarna kakaowca. Maria i James na statku, pod gwiaździstym niebem, zaczynają się do siebie zbliżać. Jednak spore różnice w pozycji społecznej sprawiają, że nie dane jest im się przekonać czy mieliby kiedykolwiek szansę być razem.

Jeśli pierwsza połowa książki zapowiada opowieść romantyczną o rodzącym się zainteresowaniu między dwojgiem zupełnie różnych ludzi, posiadających zupełnie inne doświadczenia, którzy przypadkiem, że mają sobie wiele do powiedzenia i rozumieją się ponad podziałami.To druga połowa ma już zdecydowanie inny wydźwięk. Nagle z powieści obyczajowej przemienia się we wciągającą powieść przygodową z lekkim wątkiem kryminalnym. Pomimo, mocnej zmiany wydźwięku powieść nadal mocno bazuje na wątkach historyczny, przybliżając nie tylko postać Marii Graham - podróżniczki i pisarki ale także cały kontekst dopiero rodzącej fascynacji kakao i czekoladą w Anglii. Jest to także powieść o tym jak mocną klatką i wielkim obciążeniem były reguły przyzwoitości w wiktoriańskiej Anglii. Każdy krok obciążony był strachem o utratę reputacji a co za tym idzie wszystkiego co się posiadało. Tak jak Maria uparcie walczy o przestrzeganie zasad tak James musi dorosnąć i odkryć w sobie dżentelmena by móc zaistnieć w cywilizowanym świecie.

,,Na gwiaździstych morzach" to powieść warta uwagi. Zapowiadała się na romans historyczny ewentualnie powieść historyczną z wątkiem romansowym a okazała się wnikliwym spojrzeniem na epokę wiktoriańską, zarówno pod kątem społecznym, obyczajowym, ekonomicznym jak i przede wszystkim mentalnym. Wywołuje także z mroków historii postać Marii Graham - kobiety, która nie wahała się podróżować i opowiadać o tym w czasach gdy dla kobiet świat był zamknięty.

piątek, 6 lipca 2018

,,Bossman" Vi Keeland

 Tytuł oryginału: Bossman

,,Bossman" to bardzo pozytywne zaskoczenie. Lekko napisana, pobudzająca zmysły i wyobraźnię historia dwójki trochę przypadkowych kochanków.

Ona jest na randce w ciemno, on - też umówiony. Każde z kimś innym ale początkowo tylko po to by przerwać nudę rozpoczynają bardzo zmysłową grę. I mimo, że iskry latają, wszystko naokoło wystawione jest na pożar, nie sprowadza się to tylko do seksu, trochę czasu minie. Zaostrza to tylko jeszcze bardziej apetyt i sprawia że im dalej tym lepiej.

Bo Reese i Chase są niebanalni: dowcipni, inteligentni, z pazurem ale i posiadający swoje drugie dno, które bardzo mocno wpływa na to jacy są obecnie i jakie decyzje podejmują. Nic w ich przypadku nie jest jednoznaczne i z góry ustalone. Sprawiają wrażenie wyluzowanych, czerpiących z życia pełnymi garściami, żadnych przyjemności ale to tylko pozory. Ich prawdziwe oblicze jest dużo bardziej skomplikowane i wieloznaczne.

Trzeba oddać autorce, że tworząc lekka opowieść o zabarwieniu erotycznym nie sprowadziła jej tylko do warstwy zmysłowej. Dużo szerzej rozbudowała opowieść, nadając jej mocniejszy wydźwięk. Dzięki temu przyjemnie się to czytało oraz z ogromnym zainteresowaniem obserwowało potyczki bohaterów. Świetna książka na wakacje chociaż okładka to akurat nie moje klimaty.

piątek, 2 lutego 2018

,,Skradzione godziny" Maria Solar

 Tytuł oryginału: Las Horas Roubadas

Czym właściwie jest ,,stracona godzina"? Czy to ta, którą zmarnowaliśmy na coś głupiego, próżnego, niepotrzebnego? A może to ta, która przenosi nas w inny świat, inne życie, wyrywa nas z szarej rzeczywistości, czasem wzbudza wyrzuty sumienia lub tęsknotę za czymś innym? Czy to ta, która zatrzymuje wszystko naokoło, zmienia spojrzenie i pozwala dorosnąć? Ile ludzi tyle definicji i sensów. Każdy ma swoje własne jej rozumienie.

Maria Solar w swojej powieści koncentruje się na dwóch rodzinach żyjących w Hiszpanii pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku. Kraj dopiero zaczyna się budzić do życia po wieloletniej dyktaturze Franco. Zmiany społeczne zachodzą powoli ale zaczynają być już widoczne. Obok siebie żyją dwie rodziny: jedna nowoczesna, liberalna i bogata, druga - konserwatywna i biedna. Całe ich życie toczy się niby tylko równolegle, znają się, rozmawiają ale tak naprawdę nie wiedzą ile ich łączy i jak bardzo wspólna przeszłość wpłynęła na współczesność oraz ukształtowała ich jako ludzi. Dopiero tragiczne wydarzenia pozwolą zmierzyć się z tym co przez wiele lat było skrywane ze wstydem, to czego się wyrzeczono, te godziny, które były kradzione.

To chyba jedna z lepszych powieści obyczajowo-psychologicznych jakie czytałam. Prosta w formie ale bardzo dobitna w przekazie. Za pomocą prostych obrazów i symboli pokazuje jak funkcjonuje głęboko zakorzeniony strach, mówi o cichej pogardzie, beznadziei, marazmie szarej rzeczywistości i o miłości, którą zabito. Ale jest to także opowieść o bardzo szybkim dorastaniu, uczeniu się miłości - zarówno tej pierwszej niewinnej jak i tej fizycznej, o przyjaźni i pierwszych zawodach uczuciowych. Autorka mówi o tym tak prostu, wręcz banalnie. Nie ucieka się do skomplikowanych metafor ale opisuje zwyczajność i nijakość pod którymi ukryte są buzujące emocje czekające tylko na moment aby dać o sobie znać i wybuchnąć.

czwartek, 15 czerwca 2017

,,Cztery pory roku w afgańskiej wiosce" Anna Badkhen


 Tytuł oryginału: The World is a Carpet: Four Seasons in an  Afghan Village

,,Świat nie jest okrągły. Jest prostokątny! [...] Świat ma cztery rogi. Świat jest dywanem."

Czy można spojrzeć na świat z perspektywy dywanu? Czy jest w tym coś co może zainteresować? Można, gdy patrzy się na maleńki świat ukryty gdzieś na pośrodku pustyni. Zaplata się pierwszy węzeł, potem kolejny i powstaje wzór. Każdy kolejny węzeł buduje złożony obraz całości tak jak każda kolejna osoba uzupełnia i ubogaca opowieść Anny Badkhen.

Tak jak wytrawny znawca bada sploty dywanu tak ona stopniowo odsłania maleńki świat wioski Oka. Z liryzmem i prostotą pokazuje jakże inną rzeczywistość. Zagubiona gdzieś w Afganistanie, nieistniejąca na mapach wioska nagle zostaje zauważona i wystawiona na widok. Wyraźnie widać prostotę życia mieszkańców - problemy jakie ich dotykają: biedę, choroby, śmierć. Ale są też uchwycone chwile szczęścia: wspólne tkanie dywanu, ślub i wesele, oczekiwanie na dziecko. Wszystko tak inne, odległe, nierzeczywiste aż nie chce się wierzyć, że gdzieś w XXI wieku ludzie tak żyją.

,,Cztery pory roku w afgańskiej wiosce" to przyjemność czytania. Jasno i wyraźnie autorka rysuje obraz prawie całkowicie oderwanej o świata społeczności wioski Oka. Towarzyszy im we wszystkich czynnościach, jest blisko i precyzyjnie oddaje to co mogła zaobserwować. Jej bohaterowie to nie groźnie Talibowie ale spokojni, biedni, ciężko pracujący ludzie, którzy także mają swoje marzenia i pragnienia. Autorka próbuje jak najlepiej ich sportretować aby zachować ich w zbiorowej pamięci. Tworzy z ich historii swój własny, misternie skomponowany dywan, który powędruje na Zachód. Polecam!

niedziela, 30 października 2016

,,Dziecko wspomnień" Steena Holmes

Tytuł oryginału: The Memory Child

Brian i Diana to młode małżeństwo, które nagle dowiaduje się, że spodziewają się dziecka. Mają dobrze rozwijające się kariery i oboje są w punktach, gdzie dziecko tylko coś ucina a nie dopełnia. On jednak jest zachwycony, ona - przerażona. Na jej dzieciństwo i dorosłość cień położyła śmierć matki. Diana boi się, że została obarczona dziedzicznie depresją poporodową i nie poradzi sobie z rolą matki.

Wydarzenia poznajemy z dwóch perspektyw. Raz narratorką jest Diana, opowiada o swoim życiu po narodzinach córeczki i oczekiwaniu na powrót z delegacji męża. Za chwilę jednak czas ciąży i przygotowań do rodzicielstwa widziany jest oczami Briana. Dwa spojrzenia, inny zakres czasu, ci sami ludzie, ta sama przestrzeń a jednak cały czas słychać zgrzyt. Od początku ma się poczucie, że coś nie gra, że coś jest zaburzone w obrazie. Snułam przeróżne przypuszczenia i powoli układałam strzępki informacji by dojść do prawdy. A bałam się tego co znajdę na końcu bo autorka umiejętnie stopniuje napięcie. Czuje się buzujące emocje: strach i niepewność, zaprzeczenie i nikłe promyki nadziei. Z każdą kolejną stroną narasta poczucie, że to co nadejdzie nieubłaganie coś na co nie jest się gotowym a nie można tego w nieskończoność odwlekać. Jak w klasycznym dramacie greckim musi nastąpić moment kulminacyjnym aby można było dalej żyć.

Nie da się jednoznacznie ocenić tej powieści. Porusza mocny i trudny temat ale robi to zadziwiająco delikatnie co chyba dobitniej oddziałuje na czytelnika. Zapada w pamięć i zmusza do zastanowienia nad wzajemnymi relacjami, nad tym co nas determinuje i jakie my podjęlibyśmy decyzje. Nie da się wobec ,,Dziecka wspomnień" przejść spokojnie i potraktować lekko czy powierzchownie.