Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lipca 2019

,,Przemytnicy książek z Timbuktu" Charlie English

Tytuł oryginału: The Storied City: The Quest for Timbuktu and the Fantastic Mission to Save Its Past

Wręcz niesamowitym jest, że takie historie rozgrywają się współcześnie i to dokładnie pod nosem opinii publicznej. Wydarzenia jakie rozegrały się w Mali w 2012 i 2013 roku stanowią gotowy materiał na niezły film sensacyjno-przygodowy pełen akcji, napięcia, chociaż z jednym komercyjnym minusem - głównym bohaterem nie będzie amerykański przystojniak ale zwykły malijski bibliotekarz.

Afryka przez bardzo długi okres czasu uważana była za gorszy kontynent. U podstaw tego leżało przeświadczenie, że nie powstała tam żadna ciągła i udokumentowana kultura. Dopiero odkrycie w XIX wieku manuskryptów pochodzących z XV i XVI wieku zaczęło zmieniać ten błędny pogląd. Okrycie wyraźnie udowadniało, że w Afryce Zachodniej prężnie działał ośrodek kulturalny i naukowy, rozwijało się cywilizowane państwo a bezcenne manuskrypty, są jego rezultatem. Były to nie tylko traktaty naukowe, pisma religijne, prawnicze ale także zwykłe notatki, wiersze, listy. Wszystko to było przechowywane i zabezpieczane nie tylko w publicznych bibliotekach ale przede wszystkich w prywatnych kolekcjach.

Zagrożenie dla istnienia manuskryptów pojawiło się nagle, wraz z agresją dżihadystów w 2012. Wtedy to grupka osób pod kierunkiem Abdela Haidary zdecydowała się na szalony, niebezpieczny krok jakim było wywiezienie rękopisów z Timbuktu. Działali tak aby dżihadyści się nie zorientowali i aby uprzedzić prawdopodobnie nieuchronne spalenie manuskryptów. Było to wręcz tytaniczne dzieło polegające na przetransportowaniu z okupowanego Timbuktu ok. 400 000 (!!!) manuskryptów zgromadzonych w ponad 2000 skrzyń. Czyste, trudne do skoordynowania i zorganizowania szaleństwo.

Ale powieść Charliego Englisha to nie tylko opowieść o tej nieprawdopodobnej akcji. To także historia eksplorowania Afryki, historia poznawania, zdobywania i w końcu doceniania Czarnego Lądu. Autor stworzył reportaż, w którym przeszłość przenika się z teraźniejszością i ją uzupełnia, dając odpowiedź dlaczego akurat te dokumenty są aż tak ważne. Mimo, że to całkiem rzetelny reportaż nie brakuje w nim ducha przygody, szaleństwa i brawury jakimi to cechami kierowali się XIX-wieczni odkrywcy.

Reportaż mnie zaskoczył i zaciekawił, nie zdawałam sobie sprawy, że takie rzeczy mogą mieć miejsce współcześnie. Reportaż przede wszystkim uświadamia, że międzynarodowy patronat to za mało jeśli chodzi o zachowanie i zabezpieczenie dziedzictwa kulturowego danej społeczności, bo najważniejsze jest osobiste zaangażowanie i poczucie tego co ważne. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 85,8 cm - 3,8 cm = 82,0 cm.

wtorek, 14 listopada 2017

,,Żar. Oddech Afryki" Dariusz Rosiak


 Z reportażami Dariusza Rosiaka spotkałam się niedawno gdy czytałam o bliskowschodnich chrześcijanach. Tym razem wraz z dziennikarzem wędrujemy przez Afrykę. ,,Żar. Oddech Afryki" to zbiór trzynastu reportaży, z których każdy skupia się na innym państwie afrykańskim.

Rosiak już wcześniej przekonał mnie do siebie i udowodnił, że jest dobrym obserwatorem oraz rozmówcą. Umiejętnie miesza dane historyczne, polityczne i społeczne, próbując w jak najbardziej przystępnej formie pokazać całość zjawisk. Także tutaj wychodzi od upadku kolonializmu afrykańskiego a potem już pokazuje ludzi na tle zjawisk społeczno-politycznych. Chce dotrzeć do różnych środowisk: zwykłych ludzi, polityków, przedstawicieli organizacji pomocowych, misjonarzy by móc zaprezentować różne oblicza Czarnego Lądu. Nie jest jego zamiarem koncentrowanie się na biedzi czy budowanie wrażenia ,,wyrzutu sumienia" bo Zachód ma a Afryka nie. Wręcz przeciwnie, chce pokazać zmiany: zarówno te dobre jak i złe, podkreślić dumę Afrykanów, ich różnorodność. Nie da się jednak mówić o Czarnym Lądzie w oderwaniu od problemów, więc i one są obecna: AIDS, korupcja, nieudolność władzy, problemy etniczne i religijne, bieda. Wszystko to tworzy różnorodną i fascynującą mieszankę pełną sprzecznych emocji i myśli. Jest współczucie i podziw, gniew i radość, fascynacja i niedowierzanie, ból i nadzieja, śmierć i życie.

Reportaż Rosiaka to kolejny głos apelujący aby przestać traktować Afrykę jako kontynent gorszy. Sami jego mieszkańcy zaczynają mieć dość nieustannego współczucia i traktowania ich jako idealnego środka, żeby poprawić swoje ego poprzez pomoc humanitarną. Tak, jest to ląd pełen problemów ale także taki, który w końcu chce wziąć swój los w swoje ręce i pokazać, że da radę. Kolejne państwa coraz głośniej  tym mówią i same powoli zaczynają radzić sobie z własnymi kłopotami. ,,Żar.Oddech Afryki" ma za zadanie choć trochę zmienić wizerunek Afryki, rzetelnie, z prawdziwym dziennikarskim zacięciem pokazując jak najszerszy obraz, skupiając się na ludziach. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 23,7 cm - 2,0 cm = 21,7  cm                  

wtorek, 27 czerwca 2017

,,Heban" Ryszard Kapuściński



Afryka to Czarny Ląd. Afryka nie ma barw, nie jawi się kolorami, jest jednolita, pusta. Ale czy na pewno? Może jest jak heban - ciemna ale pełna odcieni, tonów, niuansów, twarda i nieugięta, żywotna, tętniąca różnicami?

Ryszarda Kapuścińskiego chyba nie trzeba przedstawiać. Niekwestionowany mistrz pięknego, bardzo obrazowego reportażu. Chyba nikt tak jak on nie potrafi mieszać rzeczywistą, czasem nawet prozaiczną relację z pięknym literackim językiem. Jego słowa żyją i pokazują zupełnie inny świat. Różnorodny, fascynujący, ciekawy - taki jaka jest sama Afryka. Kapuściński nie tylko ją obserwuje ale także czuje i rozumie. Rozumie jej problemy, bolączki, trudności z jakimi się zmaga. Pokazuje zmiany jakie w niej zachodziły na przestrzeni prawie czterdziestu lat. Bo jest tam gdy upadał europejski kolonializm, tworzyły się niepodległe państwa, wybuchały konflikty, do władzy dochodzili watażkowie, był tam też gdy zawitały lata 90-te. Długi okres, dużo zmian, dużo wydarzeń ale z nich wybrane te, które uwypuklają i różnicują obraz Afryki. Pokazują jej różnorodność i unikalność.

,,Heban" to zbiór reportaży, który zachwyca swoją unikalną formą jak i treścią. Przenosi w inny świat i otwiera oczy. Uczy i wyjaśnia. Odsłania to co niedostępne i dalekie. Cóż tu dużo pisać - klasa sama w sobie.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 82,7 cm - 2,0 cm =  80,7 cm                  

poniedziałek, 1 maja 2017

,,Ostatni pociąg do Zona Verde" Paul Theroux


Tytuł oryginału: The Last Train to Zona Verde

,,Długa podróż musi przynosić objawienia, bo w przeciwnym razie jest tylko marnowaniem czasu".

Paul Theroux to doświadczony podróżnik. Wręcz chciałoby się powiedzieć prawdziwy podróżnik. On nie tylko jedzie, widzi ale umie także o tym pisać. Maluje słowami bardzo wnikliwy obraz ludzi, miejsc oraz przestrzeni jakie pokonuje. Jego opisy to nie tylko widoki, czy przeżyte przygody to także cała gama emocji oraz wynikających z nich refleksji.

Sięgając po ,,Ostatni pociąg do Zona Verde" wiedziałam, że doświadczę wiele, nie oczekiwałam jednak, że nie będę w stanie się oderwać. Theroux zabiera nas w samotną wędrówkę z Kapsztadu przez RPA, Namibię do Angoli. Pozornie krótka wyprawa. Tylko trzy kraje ale wyłania się z nich smutny, gorzki obraz Afryki rozleniwionej i zniszczonej przez zachodnią pomoc ,,humanitarną". Autor wyruszając w drogę miał na celu sprawdzić jak zmienił się Czarny Ląd w przeciągu dziesięciu lat jakie upłynęły od jego ostatniej wyprawy. Zobaczył drobne postępy i całe oceany biedy. Rozmawiał z ludźmi i obserwował. Przemieszczał się w najzwyklejszych, ogólnodostępnych środkach lokomocji by być bliżej rzeczywistości. Znosił trudy ale zawitał do bardzo komercyjnych i nastawionych na turystykę ośrodków. Widział zgrzyt jaki między nimi panuje. Boleśnie zdał sobie sprawę z nierealności sytuacji, gdzie wszystko jest sztuczne i wcześniej zaaranżowane. Ze smutkiem uświadomił sobie, że prawdziwa, dzika Afryka odchodzi już w przeszłość a Zachód bardziej szkodzi niż pomaga.

Smutka i gorzka jest to opowieść ale przez to bardzo prawdziwa. Theroux nie upiększa, nie sypie superlatywami. Rzeczowo, pięknym, gawędziarskim stylem opowiada i sprawie, że zaczynamy widzieć a także rozumieć. Dostrzegamy piękno tak gdzie ono na prawdę jest, dobre pomysły gdy się pojawiają, ale niestety też widzimy korupcję, zagrożenie, poniżenie, wykorzystywanie. Autor cały czas towarzyszy nam i jest naszym mistrzem: wyjaśnia, tłumaczy, podsuwa kolejne pomocne lektury, objaśnia zawiłości  historyczne, społeczne i kulturowa. Pozwala wyciągnąć własne wnioski i nauczyć się czegoś nowego. Daje nam nasze własne olśnienie, które zachęci nas do naszej podróży. Polecam gorąco!

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 109,2 cm - 3,2 cm =  106,0 cm                

piątek, 24 marca 2017

,,Maluchem przez Afrykę" Arkady Paweł Fiedler


Afryka kojarzy mi się z tajemnicą, sekretem i niezwykłymi przygodami. Afryka - to dla mnie wspomnienie czasów, gdy zaczytywałam się w powieściach Juliusa Verne, przygodach Tomka Wilmowskiego oraz niecierpliwie wyszukiwałam informacji o wyprawie Livingstona i Stanleya. Zew Afryki usłyszał także Arkady Paweł Fiedler, wnuk TEGO Arkadego Fiedlera. Postanowił przemierzyć Czarny Ląd z północy na południe wschodnim wybrzeżem ale zrobił to w wyjątkowym, nietypowym i zaskakującym pojeździe. Najważniejszym towarzyszem, osuwającym na dalszy plan nawet ekipę, był Maluch, polski Fiat 126p.

Zaczynając wyprawę z Arkadym miałam wątpliwości. Bałam się, że trafiłam na szalonego fana motoryzacji i cały czas będę wysłuchiwać o chłodnicy Malucha (której nie ma), o silniku (który jest z tyłu), o oponach i wielu innych elementach, które średnio mnie interesują. Arkady bardzo szczegółowo zaznajomił nas z Fiacikiem (zwanym też Zieloną Bestią) co budziło lęk ale szybko okazało się, że dzięki temu lepiej znamy naszego towarzysza, lubimy go bardziej a potem to już tylko dzielnie mu kibicujemy w szalonym rajdzie po afrykańskich bezdrożach i puchniemy z dumy gdy bije kolejne rekordy oraz dzielnie znosi wszelkie przeciwności. Bo Maluszek okazał się strzałem w dziesiątkę. Przemierzył całą Afrykę od Egiptu po RPA bez większej awarii. Pokonał wzniesienia ale przede wszystkim tysiące szutrowych dróg. Wszędzie gdzie się pojawiał budził zaskoczenie i fascynację. Nikt nie mógł wyjść z podziwu, że coś co mocą nie wiele przewyższa motocykl przejechało taki kawał drogi. Był atrakcją i magnesem przyciągającym ludzi, pomagał przełamywać lody oraz nawiązywać kontakt z ludźmi.

Jednak, pomimo oczywistego bohatera, nie jest to powieść motoryzacyjna ale klasycznie skonstruowana książka podróżnicza. Arkady Paweł Fiedler ciekawie opowiada o swoich przygodach. Każdemu miejscu w jakim się znajduje poświęca trochę czasu by uchwycić miejscowy koloryt i specyfikę. Już od pierwszych stron, od pierwszych minut podróży razem z nim borykamy się z trudnościami jak i zachwycamy się odmiennością afrykańskiego lądu. Stopniowo coraz bardziej zagłębiamy się w Czarny Ląd. Przemierzamy pustynie, sawannny, tysiące kilometrów są za nami i cóż.. trudno się zdecydować gdzie patrzeć i co podziwiać. Czujemy spiekotę słońca a piach wpycha się w każdą wolną przestrzeń. Jak na wnikliwego podróżnika przystało Fiedler nie zapomina o ciemnej stronie przeszłości Afryki - wspomina rzeź w Rwandzie, problemy kolejnych mijanych ludów, postępującą turystykę, która zmienia oblicze tego kontynentu.

Nie spodziewałam się, że tak ciężko będzie mi opuścić Afrykę. Zaciekawiła mnie i rozbudziła apetyt na dalsze szukanie informacji. Obudziła też uśpione marzenie o własnej wielkiej podróży. Polecam!