Przyznam, że jestem trochę zaskoczona jak zbieżne są moje wybory książkowe. Trzeci kryminał w tym roku i trzeci rozgrywający się zimą. Tym razem padło na surową Finlandię.
Detektyw Joenntaa stracił żonę i od tego czasu jego święta to dyżur na posterunku i alkohol. Dokładnie takie same mają być te bieżące. Wszystko zmienia się gdy w drzwiach posterunku pojawia się młoda prostytutka. Wybija go ona z marazmu, w którym się znalazł. Ale to nie ona przykuje uwagę. Następnego ranka detektyw zostaje wezwany do ciała znalezionego w lesie. Zabitym okazuje się policyjny patolog. Krótko przed śmiercią był on gościem w popularnym talk-show. Wkrótce zostaje także zamordowany drugi z gości tego wieczora - wytwórca manekinów a sam gospodarz zostaje ranny. Wszystko koncentruje się wokół programu, który kogoś wprawił w taką wściekłość, że skłonił go do zbrodni.
,,Zima lwów" to kryminał surowy, zimny, bardzo precyzyjny i skrupulatnie zmierzający do celu. I mimo, że zagadka kryminalna jest ciekawa i nietuzinkowa to zdecydowanie więcej mówi o charakterze bohaterów. Jest opowieścią o surowych, zamkniętych w sobie ludziach, którzy nie umieją sobie radzić z traumą, śmiercią, żałobą. Są jak manekiny, wysoko funkcjonujące roboty obdarte z uczuć, na wierzchu chłodne, surowe ale wewnątrz pogubione i nie radzące sobie z uczuciami. Autor doskonale oddaje ten klimat, właściwie nie robiąc nic. Krótkie rozdziały, precyzyjnie skonstruowane sceny, niejednoznaczni bohaterowie. To wszystko wystarczy by czuć chłód i samotność. Właściwie ma się wrażenie, że cały czas panuje przytłaczający mrok i zima.
,,Zima lwów" może nie jest jakimś przełomowym kryminałem ale zdecydowanie odbiega od tego co ostatnio czytałam. Nie ma sielskiej, familiarnej atmosfery Fjallbacki czy Lipowa. Nie ma mrocznych tajemnic z przed lat. Nie ma szokujących zwrotów akcji. Jest tylko czyjś ból, czyjaś rozpacz, która musiała znaleźć ujście. Jest żałoba, jest mrok, jest pustka. Ten kryminał jest tak surowy jak finlandzka zima. I chyba dlatego tak bardzo przykuwa uwagę. Dlatego tak bardzo oddziałuje na emocje. Z pewnością jest warty uwagi.
czwartek, 29 lutego 2024
,,Zima lwów" Jan Costin Wagner
wtorek, 15 sierpnia 2023
,,Operacja Seegrund" Volker Klüpfel, Michael Kobr
Lubię sięgać po przypadkowe książki, po których zupełnie niczego się nie spodziewam. W przypadku ,,Operacji Seegrund" przekonały mnie niemieckie tajemnice z czasów II wojny światowej. Dotychczas z niemieckimi kryminałami miałam mało do czynienia. Oczywiście czytałam kilka ale były to zaledwie epizody w moim czytelniczym życiu i trudno mi właściwie określić jakiś charakterystyczny dla nich rys. A nawet gdybym umiała wskazać jakąś wspólną cechę to ta powieść zręcznie się wymyka uogólnieniom.
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Nieopodal jeziora Alat zostaje znalezione ciało nurka. Początkowo wydaje się, że człowiek jest martwy, szybko jednak okazuje się, że został tylko ciężko ranny. Śledztwo prowadzi komisarz Kluftinger, w którym kumulują się cechy statystycznego Niemca w średnim wieku. Jest on przekonany o swojej wyższości a równocześnie bardzo nieporadny w wielu sytuacjach co prowadzi do wielu pomyłek, nieporozumień i sytuacji rodem z komedii slapstickowej. I mimo pozornej nieporadności, dzielnie, krok po kroku razem ze współpracownikami brnie w kierunku rozwiązania zagadki nie tylko nurka ale i jeziora, które chowa w sobie skarb sięgający swoimi korzeniami czasów II wojny światowej.
,,Operacja Seegrund" ma jedną zasadniczą wadę. Jest zdecydowanie za długa. Przez co rozmywa się zagadka a w kółko wałkowany temat gapowatości i przywar osobowości komisarza Kluftinera zaczyna męczyć. Początkowo jest to może trochę śmieszne ale im dalej tym bardziej irytuje. Bo komisarz to zbiór przywar narodowych Bawarczyka, które są wyśmiane i wyolbrzymione. Co nie zmienia faktu, że to one prowadzą go do odkrycia prawdy, która chowała się w nurtach jeziora przez ponad sześćdziesiąt lat. Sama zagadka jest intrygująca. Odsłania pewien epizod z okresu II wojny światowej i pokazuje go z zupełnie innej perspektywy. Tym razem nie patrzymy z perspektywy aliantów ale samych Niemców. To oni rozprawiają się ze swoją historią i wykorzystują do tego czarny humor.
,,Operacja Seegrund" nie jest kryminałem złym ale też daleko jej do tych wybitnych czy chociaż zapadających w pamięć. Jest przeciętna, lekko rubaszna, okraszona swojskim humorem i bardzo poprawnie przeprowadzająca od zagadki do rozwiązania. Jej chyba największym atutem jest tło, piękna Bawaria i jej specyficzny klimat. Komisarz Kluftinger ze swoimi przywarami męczy ale pozwala pośmiać się z sąsiadów. Właściwie to bardzo prosta, nie wymagająca zbyt wiele rozrywka przemycająca w tle opowieść o tajemniczych nazistowskich działaniach.