Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Grisham. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Grisham. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 stycznia 2024

,,Wichry Camino" John Grisham

Tytuł oryginału: Camino Winds

 Po kilkuletniej przerwie wracam na wyspę Camino i do księgarni Bay Books w, najbardziej dramatycznym z możliwych, momencie. Zamiast wyczekiwanego spotkania autorskiego nad wyspę nadciąga huragan i stanie się on idealną przykrywką dla zbrodni (prawie) doskonałej. W trakcie szalejącego żywiołu ginie jeden z rezydujących na wyspie pisarzy. Coś co ma wyglądać jak wypadek budzi wątpliwość najpierw dorabiającego w księgarni studenta a następnie dobrze nam znanego Bruce'a Cable'a. Zdając sobie sprawę, że po szaleństwie jakie nawiedziło wyspę, służby będą mało skuteczne, sami zaczynają prywatne śledztwo, które poprowadzi ich w nieoczekiwanym kierunku, a tropem będzie ...oczywiście ...książka.

,,Wichry Camino" to trochę inne oblicze Johna Grishama ale paradoksalnie, mam wrażenie, że bardzo spójne, z jego całą twórczością. Właściwie można nakreślić granicę podziału i pokazać dwa zupełnie odmienne oblicza całej opowieści. Pierwsza połowa to trochę zabawa, parodia kryminału i powieści detektywistycznej. Trzech domorosłych śledczych - pisarz, księgarz i student, próbują rozwikłać zagadkę śmierci czwartego. Obok nich niespecjalnie ogarnięci policjanci i cała ferajna barwnych mieszkańców Camino, na tle żywiołu. Nie sposób się nie uśmiechnąć i nie traktować tego z przymrużeniem oka. Potem jednak zaczyna robić się poważniej i wtedy zaczyna dochodzić go głosu Grisham - celny obserwator społeczny. Po raz kolejny na tapecie znajdują się kontrowersyjne tematy społeczne, aktualne z perspektywy mieszkańca Stanów Zjednoczonych, ubrane jednak w sensacyjny i trochę przerysowany kostium. Akcja nabiera tempa, jest bardziej sensacyjna, niebezpieczna i nieoczywista. Budzi niepokój i próbuje pokazać co tkwi wewnątrz wielkiej korporacyjnej maszynerii. Czy jednostka może podjąć skuteczną walkę?

,,Wichry Camino" to nie jest thriller prawniczy jakiego spodziewalibyśmy się po Grishamie. Jest pewną kompilacją wątków i stylów ubraną w lżejszą, bardziej rozrywkową formę. Niejednoznaczni bohaterowie, nieprzewidywalne zachowania ale nadal walka z systemem i wciągająca fabuła. Grisham z ironią i sarkazmem komentuje rzeczywistość ale nadal jest bardzo celny w swoich opiniach. Niby trochę puszcza oko do czytelnika ale mimo to doskonale oddaje ważne problemy społeczne i opisuje przekręty jakich można się dopuścić by szybko zarobić kosztem najsłabszych. Ubrane w lekką rozrywkę są poważne dylematy moralne, które dają do myślenia. I chyba za to właśnie najbardziej lubię Grishama bo nie musi silić się na moralizatorstwo, może przymknąć oko a i tak będzie ciekawie. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 155,9 cm - 2,7 cm = 153,2 cm.    

 

środa, 25 stycznia 2023

,,Czas łaski" John Grisham

 

Tytuł oryginału: A Time for Mercy

,,Czy znów mu się uda? Jakich magicznych słów lub zwrotów może użyć, by ocalić klienta?"

,,Czas łaski" to już trzecie spotkanie z jednym z najbardziej znanych bohaterów powieści Johna Grishama, Jackiem Brigance'm. Po raz trzeci też wracamy do Clanton, w okręgu Ford. Miasteczkiem kolejny raz wstrząśnie a w samym epicentrum znajdzie się ponownie Jack.

Jeden z zastępców szeryfa zostaje zabity we własnym domu. Nie jest to jednak napad ani porachunki gangów. Stuart Kofer ginie od kuli wystrzelonej przez szesnastoletniego syna kochanki. Zdesperowany chłopak po kolejnej awanturze, przekonany, że pobita matka nie żyje, pociąga za spust. Od tego momentu całe jego życie, życie matki i siostry ulega zmianie. Trafia do celi, oskarżony o przestępstwo, za które obowiązuje kara śmierci. Początkowo nikt nie chce podjąć się obrony chłopaka. Dopiero sędzia Noose podstępem zmusza Jacka do reprezentowania oskarżonego. Zaczyna się wyścig z czasem, dowodami i opinią publiczną by ocalić nastolatka.

,,Czas łaski" tak jak wcześniejsze powieści z Jackiem Brigancem nie jest jednoznaczny. Z jednej strony, z każdą kolejną stroną rośnie sympatia do oskarżonego, jego zachowanie wydaje się być usprawiedliwione, w świetle kolejnych ujawnianych faktów. Z drugiej strony: litera prawa mówi coś zupełnie przeciwnego. Chyba każdy spotkał się z powiedzeniem, że ,,sprawiedliwie to nie znaczy po równo". Tutaj można by to sparafrazować i powiedzieć ,,sprawiedliwie to nie znaczy według prawa". Jack jest przyparty do muru, osamotniony i jak zawsze zdesperowany by ocalić. Tym razem Clanton nie dzieli się na białych i czarnych. Tym razem Clanton stoi przeciwko Jackowi, bo ośmielił się bronić mordercę lubianego policjanta, nawet jeśli ten policjant prywatnie był potworem i oprawcą. Tło zbrodni porusza i szokuje i paradoksalnie czysto po ludzku usprawiedliwia to co się stało. Ale w świetle prawa morderstwo jest morderstwem i nie ma od niego usprawiedliwienia.

Grisham po raz kolejny tworzy świetny thriller prawniczy, który trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Ale równocześnie wywołuje dyskusję o amerykańskim systemie prawnym. Kto właściwie jest tam ofiarą a kto winnym? Czy wszystko musiało się wydarzyć? Jak mocno ulega się pozorom nie zauważając tego co leży poniżej? Czy wyświadczenie przysługi kumplowi nie jest usprawiedliwianiem i chronieniem kata? Tak jak zawsze w przypadku Grishama nie ma prostych odpowiedzi i prostych rad. Jest wyboista, trudna, zawiła droga, którą wygra ten, kto lepiej radzi sobie z manewrowaniem pomiędzy przepisami i znajdzie lepsze słowa do przekonania przysięgłych. Jak zawsze polecam!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 154,8 cm - 3,6 cm = 151,2 cm.     

niedziela, 13 listopada 2022

,,Czas zapłaty" John Grisham

Tytuł oryginału: Sycamore Row

 Wydawać by się mogło, że po spektakularnym sukcesie jakim był proces oskarżonego o morderstwo ojca, drzwi do kancelarii Jacka Brigance'a nie będą się zamykać a on nie będzie wstanie opędzić się od klientów. Jednak to były tylko złudzenia. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej prozaiczna. Jednak trzy lata później Jack znowu znajdzie się na ustach wszystkich a sprawa, którą dostanie, zupełnie przypadkiem, stanie się sensacją.

Ciężko chory Seth Hubbard postanawia sam odebrać sobie życie. Zanim jednak to zrobi, zmienia testament i wysyła kilka listów. Jeden z nich po jego śmierci trafia właśnie w ręce Jacka. Zza grobu dostaje zlecenie od Setha by obronić i doprowadzić do wykonania testament, w którym mężczyzna zapisuje cały majątek, prawdziwą fortunę, czarnoskórej gosposi. Zaczyna się batalia, w której wszystkie chwyty są dozwolone a wysokość spadku tylko jeszcze bardziej podgrzewa emocje.

,,Czas zapłaty" to zupełnie inna opowieść niż wcześniejszy ,,Czas zabijania". Zupełnie inny typ procesu, bardziej biurokratyczny i pozornie nudniejszy. Jednak Grisham wyciąga z tego wszystko co najlepsze. Ani przez chwile nie czuć biurokracji czy papierologii, która powinna towarzyszyć tego typu sprawą. Tutaj, nawet zwykłe składanie wniosków staje się wyścigiem, wyzwanie i okazją do pognębienia strony przeciwnej. Przedzieranie się przez przepisy, tony akt i dokumentów dostarcza zupełnie nowych tropów, ujawnia kolejne sekrety i rodzi pytania, na które pozornie nie ma odpowiedzi, bo ten kto je zna, zabrał je do grobu. Cały proces to gra, próba prześcignięcia przeciwnika, wystrychnięcia go na dudka i takiego lawirowania by jak najwięcej zyskać. Grisham bawi się przepisami, zachowaniami prawników, ośmiesza ich i pokazuje ich pazerne oblicze i jest w tym mistrzem.

Tutaj także jak w ,,Czasie zabijania" pojawia się wątek rasizmu i segregacji rasowej. Ma on dużo słabszy wydźwięk, jest znacznie złagodzony ale mimo wszystko przypomina, że ten problem w Stanach Zjednoczonych istniał bardzo długo i nigdy na dobre nie pozwolił się wykorzenić. Nadal społeczeństwo jest podzielone uprzedzeniami i pogardą a wyznacznikiem jest tylko kolor skóry.

,,Czas zapłaty" to wszystko to za co uwielbia się Grishama zebrane w jedną spójną, pełną emocji i napięcia całość. Jeszcze raz udowadnia, że nie bez kozery jest mistrzem thrillera prawniczego. Nie ważne jaki proces, jedno jest pewne - sala sądowa będzie płonąć. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  12,1 m - 4,6 cm = 7,5 cm.     

 

wtorek, 26 lipca 2022

,,Czas zabijania" John Grisham

 Tytuł oryginału: A Time to Kill

Johna Grishama uwielbiam bez reszty i sięgam w ciemno. Czytam go od prawie dwudziestu lat i aż wstyd się przyznać, że prawdopodobnie jedyną książką, która nie przeczytałam był właśnie ,,Czas zabijania". Pamiętam, że kiedyś, w czasach licealnych, zrobiłam jedno podejście - pamiętam okładkę filmową wydawnictwa Amber - ale z jakiegoś powodu nigdy nie skończyłam. Książka wróciła do biblioteki i musiało minąć kilkanaście lat, żebym znowu po nią sięgnęła. Na szczęście tym razem już po mój własny egzemplarza.

,,Czas zabijania" to debiut Johna Grishama. Ale jak debiutować to właśnie w takim stylu. Południe Stanów Zjednoczonych, lata 80-te. Dwóch białych napada brutalnie gwałci i pobiło dziesięcioletnią czarną dziewczynkę. Jej ojciec nie czekając na wyrok sądu sam wymierza sprawiedliwość i zabija oprawców. Sytuacja byłaby jasna i klarowna w przeciwnej sytuacji - gdyby ofiara była biała a oprawca czarny. Wtedy wszyscy jednogłośnie zaakceptowaliby samosąd a zdesperowany ojciec stałby się bohaterem. W obecnym układzie nic nie jest jasne, a sytuacja zaognia się z każdym dniem. Obrony ojca podejmuje się młody prawnik Jack Brigance. Ma on trudne zadanie stanąć przed ławą przysięgłych, która już wydała wyrok i próbować znaleźć sposób by ocalić swojego klienta. Ale sala sądowa nie jest jedyną areną walk - także to co dzieje się poza sądem staje się coraz bardziej niebezpieczne i zagrażające wszystkim, którzy się  zaangażują.

Właściwie nie rozumiem, czemu kiedyś odłożyłam i nie przeczytałam ,,Czasu zabijania". To Grisham w pigułce. Wszystko to za co go uwielbiam. Szokująca, kontrowersyjna sprawa, zaciekłe utarczki prawnicze oraz celne spostrzeżenia społeczne. To co dzieje się wokół procesu doskonale pokazuje jak przebiegają podziały społeczne i jak mocno społeczeństwo amerykańskie jest zakłamane i pełne hipokryzji. Prezentuje także sylwetkę typowego, złaknionego popularności i sławy prawnika, który w pierwszej kolejności myśli o sobie a dopiero potem o kliencie. Odsłania mechanizm działania systemu sądowniczego, bardzo podatnego na manipulację i naciski. Bohater właściwie nie ma szans na sprawiedliwy proces, wszystko to kuglarskie sztuczki i tylko ten z prawników, który jest sprawniejszy odniesie sukces.

,,Czas zabijania" może i jest trochę rozwleczony, przegadany ale mimo wszystko ma coś w sobie, że pochłania się go praktycznie na raz. Elektryzuje, cały czas trzyma w napięciu i zaskakuje praktycznie co chwilę. A bohaterowie także nie są jednoznaczni i kryształowo czyści. Dzięki temu wszystkiemu ta powieść jest praktycznie nie odkładalna. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  64,1 m - 4,2 cm =59,9 cm.     

 

piątek, 29 października 2021

,,Dzień rozrachunku" John Grisham

Tytuł oryginału: The Reckoning

Absolutnie nie jestem obiektywna. Uwielbiam Grishama. A takiego jak w ,,Dniu Rozrachunku" szczególnie.

Lata czterdzieste XX wieku, południe Stanów Zjednoczonych. Małym, sennym miasteczkiem wstrząsa gdy gdy szanowany plantator, bohater wojenny, z zimną krwią, w biały dzień zabija pastora. Mężczyzna, bez oporów, oddaje się w ręce sprawiedliwości, jednak nie zamierza udzielać się żadnych wyjaśnień. Nie zgadza się także na linię obrony opartą na chwilowej niepoczytalności. Proces z zabójczą prędkością zmierza w kierunku najwyższego wymiaru kary - kary śmierci. Jednak sam wyrok nie jest rozwiązaniem. Dopiero później zacznie się prawdziwa walka o utrzymanie rodzinnego majątku i poznanie prawdy.

Grisham zbudowało opowieść kompletną. Zagadka kryminalna, thriller z salą sądową w tle a na dodatek pokazany fragment II wojny światowej z perspektywy Stanów Zjednoczonych. I to nie tej historii, którą znamy z europejskich lekcji historii. Ważnym elementem opowieści, budującej charakter postaci są walki na Pacyfiku, o których trochę zapominamy z europejskiej perspektywy. I to nie wszystko. Grisham tak snuje historię, że czujemy nadciągającą, nieuchronną katastrofę, czujemy napięcie i emocje targające bohaterami - tłumione ale wciąż kipiące pod powierzchnia wychowania jakie wszczepiono w powojenne pokolenie. Napięcie cały czas narasta, kumuluje się, skrywana, nieznana tajemnica przytłacza i infekuje wszystkich, niszcząc ich życia.

,,Dzień rozrachunku" to powieść nieodkładalna. Czyta się to jednym tchem. I takiego Grishama - nie tylko mistrza thrillera prawniczego ale także celnego obserwatora społecznego uwielbiam.

p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 20,9 cm - 3,2 cm = 17,6  cm.     

 

sobota, 8 sierpnia 2020

,,Wyspa Camino" John Grisham

 

 Tytuł oryginału: Camino Island

 Z biblioteki uniwersytetu w Prinston zostają skradzione bezcenne rękopisy pięciu powieści F. Scotta Fitzgeralda, w tym ,,Wielki Gatsby". W krótki czasie dwóch ze złodziei udaje się ująć ale pozostali zapadają się pod ziemię wraz z dokumentami. Oprócz policji i agentów federalnych poszukiwania rękopisów także podejmuje się firma ubezpieczeniowa. Może ona w swoich działaniach omijać pewne przepisy i dzięki temu sama inicjować i podejmować pewne działania. Udaje się zlokalizować podejrzanego, pozornie nierzucającego się w oczy księgarza z zamiłowaniem do kolekcjonowania pierwszych wydań. Aby dowiedzieć się czy posiada on skradzionego Fitzgeralda rekrutują młodą pisarkę, której zadaniem stanie się zdobycie zaufania księgarza i dotarcie do prawdy.

John Grisham dał się poznać jako autor emocjonujących i trzymających w napięciu thrillerów prawniczych. W jego najgłośniejszych powieściach sala sądowa staje się areną a kruczki prawne orężem dla nieprzeciętnych umysłów. Jednak w ostatnich powieściach mam wrażenie, że odchodzi od tych schematów. Jego bohaterami stają się postaci niejednoznaczne, stojące gdzieś po środku. Ich postępowanie jest złe ale nie można ich jednoznacznie potępić. Kombinują, kręcą, oszukują a przez to stają się pociągające i fascynujące. Wiemy, że ich postępowanie jest wątpliwe moralnie ale trzymamy kciuki. I tak jest także w tym przypadku. Tu nie ma prostego podziału na dobro i zło. Nie wiadomo czy dobro zwycięży. Obserwujemy pojedynek - spokojny i zaplanowany niczym partia szachów, w którym każda ze stron myśli, że jest bardziej przebiegła. Nie ma co oczekiwać dramatycznych zwrotów akcji bo to próba cierpliwości. Wojna nerwów w świecie książek i pisarzy.

Grisham może już nie emocjonuje tak jak kiedyś ale nadal dobrze opowiada. ,,Wyspa Camino" pozornie banalna i prosta nabiera odcieni, rumieńców i zaciekawia. Nic nie jest takie jak by się mogło wydawać a zakończenie jak zawsze zaskakuje. Idealna letnia lektura.

 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 102,9 cm - 2,6 cm = 100,3 cm.

poniedziałek, 16 września 2019

,,Bar pod Kogutem" John Grisham

 Tytuł oryginału: The Rooster Bar

Była sobie w Krakowie uczelnia, której akronim odczytywano zawsze w jeden sposób KSW - Kup Sobie Wykształcenie. Wśród studentów pozostałych ,, poważnych" uczelni o tej krążyły plotki że powstała w celu wyciągania pieniędzy od studentów a nie koniecznie po to by realnie kształcić. Takim właśnie KSW jest Foggy Brown - uczelnia na której zaczęli ostatni semestr nauki bohaterowie powieści Johna Grishama. Przeciętni uczniowie, którzy nigdy nie dostaliby się na renomowany lub chociaż przyzwoity uniwersytet zostali złapani kolorowymi reklamami i skuszeni na zaciągnięcie potężnego kredytu studenckiego. Tylko, że moment egzaminu adwokackiego zbliża się wielkimi krokami, szanse na jego zdanie są mizerne a pracy żadnej na horyzoncie nie ma. I dopiero osobista tragedia jaka ich dotyka zmusza ich do zmiany planów i wkroczenia na drogę szalonych przekrętów prawniczych.

,,Bar pod Kogutem" różni się od klasycznych powieści Grishama. Nie ma tu bohatera heroicznie i samotnie stawiającego i walczącego z niesprawiedliwością świata. Jest trójka cwaniaków, którzy próbują wykręcić przekręt większemu cwaniakowi. Jest kombinowanie, kręcenia, oszukiwanie, przekręt goniący przekręt. I chociaż bohaterowie do prawych i dzielnych nie należą, jakoś nie można odmówić im uroku. Byli na totalnie przegranej pozycji, gdzie tylko można było siąść i płakać ale oni zaczęli szukać wyjść. Parli do przodu, wykorzystując szalone środki jakie zostały im w rękach. I gdy pewnie każdy z nas kiedyś myślał że on też chciałby uszczknąć troszkę z milionów kogoś innego to oni to zrobili.

Ta powieść Grishama to komedia, farsa, absurdalne marzenie jakie każdemu czasem chodzi po głowie jak zarobić a się nie narobić. I gdy tak się na to spojrzy to satysfakcja gwarantowana.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 63,0 cm - 2,2 cm = 60,8 cm.

środa, 22 sierpnia 2018

,,Raport Pelikana" John Grisham

 Tytuł oryginału: The Pelican Brief

,,Raport Pelikana" był dotychczas jedną z nielicznych starszych książek Grishama, której nie przeczytałam w czasie mojej wielkiej fascynacji tym pisarzem w okresie licealnym. Dopiero teraz, po wielu latach mogłam przeczytać.

Ktoś morduje sędziów Sądu Najwyższego. Młoda studentka z Nowego Orleanu pilnie przypatruje się sprawie i gdy najważniejsze agencje śledcze są bezradne ona wysnuwa śmiałą teorią, którą rozbija bank. Od tego momentu zaczyna się wyścig z czasem oraz dramatyczna ucieczka przed prześladowcami, który nie cofną się przed niczym. Po tym jak jej partner zostaje zabity, jedyną osobą, której może zaufać jest ambitny dziennikarz.

,,Raport Pelikana" to powieść sensacyjna z wątkami prawniczymi w czystej formie. Grisham misternie buduje intrygę, która sięga najwyższych szczeblów władzy. Pokazuje jak bardzo skorumpowani i bezwzględni potrafią być ludzie jeśli zależy im na władzy oraz pieniądzach. Dzięki zabiegom literackim autor długo ukrywa właściwe rozwiązanie przed czytelnikiem jednocześnie budując i umiejętnie stopniując napięcie. Ma się poczucie, że wszyscy oprócz nas wiedzą co się święci i kto za tym stoi. Zamiast tego potęgowane jest poczucie zagrożenie i niepewności, co bardzo napędza akcję i sprawia, że z niecierpliwością czeka się na wielkie odsłonięcie kart. Mimo całego misternego budowania akcji świat przedstawiony powieści jest prosty: dzieli się na tych dobrych, co uciekają i walczą by prawda wyszła na jaw, oraz złych - wielkich, bogatych, wpływowych. Już tutaj widać schemat, który stał się znakiem charakterystycznym Grisham: człowiek kontra władza/korporacje/koncerny. Jednostka tylko własnemu sprytowi, przenikliwości i znajomości prawa może wygrać i dać popalić tym, którzy trzymają władzę.

Cieszę się, że w końcu przyszedł czas na ,,Raport Pelikana" bo to kawał dobrej literatury sensacyjnej. Grisham wnikliwie prezentuje zdemoralizowany świat władzy, nie gubiąc przy okazji sensacyjnego tempa i cały czas trzymając czytelnika w niepewności. Do sprawdzonej konwencji sensacyjnej wprowadza wątki prawnicze i robi to bardzo dobrze. Polecam!

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  48,1 cm - 2,6 cm = 45,5 cm.

piątek, 6 maja 2016

,,Samotny wilk" John Grisham

Tytuł oryginału: The Rogue Lawyer

O tak! Czegoś takiego potrzebowałam! Na to czekałam! Grisham w najlepszym wydaniu powraca!

,,Samotny wilk" to najnowsza powieść Johna Grishama. Początkowo byłam przekonana, że to zbiór opowiadań, które łączy główny bohater - Sebastian Rudd. Jednak szybko wychodzi na jaw, że opowiadaniowa koncepcja splata się w niezwykłą powieść opartą na kilku bardzo mocnych wątkach. Główny bohater, adwokat Sebastian Rudd, to postać nieszablonowa i wymykająca się z wszelkich ram. Twardy, nieustępliwy, niecierpiący niesprawiedliwości ale równocześnie dobrze czujący się w półświatku. Broni zarówno niewinnego nastolatka oskarżonego o morderstwo jak i prawdziwego bandziora. A dla dobra klienta nie zawaha się szantażować, kłamać, naginać dowodów. Prywatnie, toczy brudną walkę z byłą żoną aby móc spotykać się z synem. Patrząc obiektywnie, daleko mu do krystalicznego herosa ale fascynuje i hipnotyzuje. Jest w nim coś takiego, że chcę więcej.

Dotychczasowe powieści Grishama bo przede wszystkim bazowanie na prawie i nurzanie się w kruczkach prawnych. Tutaj, jest tego mniej. Sala sądowa staje się tylko sceną, na której widz widzi to co obrońca i prokurator pozwolą mu zobaczyć. Cała prawdziwa akcja rozgrywa się gdzie indziej. Są porwania, szantaże, wymuszenia, zamachy bombowe - wszystko to ustawia wcześniej wynik rozprawy a naiwni ławnicy dostosowują się. Brutalnie odkryte są nadużycia władzy i manipulacja opinią publiczną. Ci, którzy powinni chronić ląduję po złej stronie barykady a prawdziwy sprawiedliwy zamiast cieszyć się ze zwycięstwa ucieka cichaczem.

Mam nadzieję, że to początek większej serii bo już chcę więcej Rudda. Chcę potaplać się jeszcze w jego bagnie by potem spokojnie wyjść i się otrzepać Przy okazji pisania recenzji ,,Zaginięcia" R. Mroza, mówiłam że chcę ostrych starć na sali sądowej, chcę krwi, brawury i niespodziewanych zwrotów akcji. Tam tego się nie doczekałam. Tutaj było wszystko idealnie. Powiem to: Sorry, panie Mróz. Król jest tylko jeden i właśnie wrócił! Ja jestem w ekstazie! Polecam!

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 98,6 cm - 2,7 cm = 95,9 cm

poniedziałek, 6 lipca 2015

,, Ułaskawienie" John Grisham



Na wstępie muszę ponarzekać, że dałam się nabrać. Z ulubionymi autorami mam tak, że jak widzę nowy tytuł to nawet nie czytam opisu po prostu biorę w ciemno z półki. No i tutaj się przejechałam na mojej metodzie. Gdzieś na piątej stronie coś zaczęło mi nie pasować. Skądś znałam bohaterów i cóż ...,,Ułaskawienie" nie jest nowością. To wznowienie powieści ,,Wielki gracz", która kilka lat temu ukazała się nakładem wydawnictwa Amber.

Pomijając pierwsze średnio przyjemne zaskoczenie - Grisham to Grisham. Nawet jeśli wie się jak się skończy, czyta się świetnie. ,,Ułaskawienie" to nie tyle thriller z salą sądową w tle co całkiem przyzwoicie skonstruowana powieść szpiegowska. Szkoda tylko, że tak mocno skoncentrowana jest na głównym bohaterze. Gdyby trochę więcej miejsca i czasu poświęcono na przedstawienie ,,tych złych" z pewnością wgniotłaby w fotel. Antagoniści to bardziej cienie w tle niż realne odczuwalne zagrożenie. Zakończenie może także lekko rozczarować, bardziej oddaje klimat świata wielkiej polityki niż świata szpiegów.

Zawsze drugie czytanie książki, szczególnie po latach zmienia perspektywę. Nie wiele jest książek, które są oporne na krytykę. Tutaj dopatrzyłam się kilku niedociągnięć, uproszczeń fabularnych czy naiwności oraz schematyzmu. Nie wpłynęło to jednak bardzo na moją ocenę. Grisham to jednak literatura rozrywkowa więc nie wymagajmy od niego realizmu i moralizatorstwa. Chciał pobawić się konwencją powieści szpiegowskiej w świecie wielkiej polityki i całkiem przyzwoicie mu to wyszło.


p.s. WYZWANIE 2015 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 103,5 cm  - 3,0 cm = 100,5 cm 

poniedziałek, 18 maja 2015

,,Góra bezprawia" John Grisham

Na wstępie muszę ostrzec. Opinia jest całkowicie nie obiektywna i nikt nie musi się ze mną zgadzać ani sugerować tym co napisałam poniżej.

,,Góra bezprawia" to książka, która chyba lepiej nie mogła trafić w mój gust. Porusza ważny społeczny temat - rabunkowa działalność koncernów wydobywczych węgla metodą odkrywkową oraz los górników zmagających się z pylicą. W to wszystko zupełnym przypadkiem zostaje wrzucona młoda prawniczka, która w wyniku załamania rynku musi opuścić wielką nowojorską korporację adwokacką. Początkowo brak jej doświadczenia i wiedzy aby podejmować choćby najprostsze działania. Przy okazji zostaje ona wplątana w nie całkiem legalną kampanię wymierzoną w jeden z największych koncernów węglowych.

Najnowsza powieść Grishama dotyka wiele bliskich i znanych mi tematów. Górnictwo odkrywkowe było jednym z przedmiotów z jakimi musiałam zmierzyć się w trakcie studiów. Dostrzegam i rozumiem jego zalety, widzę cel, spokojnie mogę rozmawiać o korzyściach jakie przynosi jak i zagrożeniach jakie się z nim wiążą. Oczywiście, nie byłoby dobrego thrilleru prawniczego, gdyby autor skoncentrował się na tym co dobre. Przedstawił wizję zachłannych, bezdusznych i bezosobowych koncernów węglowych, które za nic mają degradację środowiska jakiej się dopuszczają i los górników - skazanych na powolne umieranie w wyniku zatrucia pyłem węglowym. Ludzie są biedni, niedoinformowani ale przede wszystkim tak zastraszeni, że nie podejmują żadnej walki. Tylko jeden człowiek ma odwagę stanąć i głośno oskarżyć potentatów i to w jego działania zostaje wplątana główna bohaterka - tak na prawdę wbrew jej woli.

Uwielbiam Grishama, więc chyba nie będzie zaskoczeniem jak powiem, że tą książką wraca do korzeni. Klimatem nawiązuje do Rainmakera, Firmy czy Ławy przysięgłych. Jeden samotny bojownik przeciwko systemowi. Nie nastawiajcie się jednak na spektakularne akcje - to w końcu prawo. Tu chodzi bardziej o pewną manipulację, wojnę nerwów, korzystanie z kruczków prawnych. Ważny jest też kontekst społeczny - zwrócenie uwagi na działalność organizacji non-profit, ochronę gór czy problemy zanieczyszczeń spowodowanych górnictwem (spokojnie, w Europie mamy bardzo restrykcyjne normy). Jest trochę akcji ale jakoś ten motyw do mnie nie trafiał - zdecydowanie wolę całą resztę. Czytałam z wypiekami na twarzy ciekawa jak zakończą się sprawy, jakie decyzje podejmą bohaterowie. Obserwowałam dojrzewanie Samanthy, w obliczu prawdziwych ludzkich problemów. I do końca trzymałam kciuki aby wszystko znalazło swoje dobre zakończenie. Cóż, Grisham jako pisarz jest nieobliczalny i po drodze wiele razy pokrzyżuje plany naszym domysłom oraz wstrząśnie bohaterami.

Dobra, może ktoś zarzucić naiwność bohaterki, spłycenie tematu, pewne uproszczenie fabularne ale co tam! Dla mnie idealna książka. To taki Grisham jakiego polubiłam 15 lat temu. Taki, który spowodował, że chciałam być prawnikiem. Pokazujący, że prawnicy to nie tylko banda zachłannych gaduł ale także ludzie walczący o innych.