Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52/2026. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52/2026. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2026

,,Obłęd na krańcu świata" Julian Sancton

 

Tytuł oryginału: Madhouse at the End of the Earth: The Belgica's Journey into the Dark Antarctic Night

,,Obłęd na krańcu świata" to książka, obok której ciężko przejść obojętnie. To nie jest fikcja literacka, a oparta na solidnych podstawach próba fabularnego przedstawienia przełomowej wyprawy Belgici w stronę bieguna południowego.

Przełom XIX i XX wieku to istny boom eksploracyjny. Wyprawy badawcze wyruszały w kierunku każdej białej plamy jaka jeszcze pozostała na mapie. Afryka, Ameryka Południowa, Arktyka. Jednak było miejsce stanowiące największe wyzwanie. Kierunek  gdzie posunięcie się choćby o kilka dziesiętnych stopnia szerokości byłaby odwołana sukcesem. Biegun południowy - miejsce osnute ciemnością, lodem i tajemnicą. Przestrzeń, gdzie nie stanęła jeszcze ludzka stopa i która nie wiadomo nawet gdzie się zaczyna bo tak skutecznie bronią jej lodowe okowy. Jednak u schyłku XIX wieku znalazła się grupa śmiałków, na czele z kapitanem de Gerlachem która podjęła próbę zmierzenia się z lodem, ciemnością i dotarcia tam gdzie jeszcze nikt nie był. Wśród załogantów były osoby, których nazwiska zapisały się na zawsze w historii odkryć jak Roald Amundsen, doktor Cook czy Henryk Arctowski.

Powieść próbuje pokazać kompletny obraz wyprawy. Od prób pozyskania środków, zdobywania sponsorów, poszukiwań odpowiedniego statku i załogi. Jednak to nie te trudności są jądrem opowieści. Najważniejsze jest to co dopiero ma nastąpić gdy statek dotrze na południe i zostanie uwięziony przez lód. Wtedy zaczyna się fascynująca, a zarazem przerażająca opowieść o ludziach i tym jak otoczenie na nich oddziałuje.Na wierzch wychodzą słabości i okazuje się, że ludzka psychika jest bardziej krucha niż bylibyśmy skłonni przyznać. Wyraźnie widać jak nuda, ciemność, jednostajne otoczenie i ci sami ludzie zmienia zachowanie, odbiera po trochę człowieczeństwo i może stać się zagrożeniem. Pozornie statyczna akcja kipi emocjami. Groza nie wychodzi z zewnątrz, ona czai się wewnątrz, w głowach marynarzy, którzy mają poczucie, że brak słońca i otaczający ich lód coś im odbiera. Przygoda, która zaczęła się od żądzy sławy i sukcesów, staje się tragedią wielu osób, przytłoczonych tym, no co nikt nie mógł być przygotowany.

Nie myślałam, że ta powieść mnie tak wciągnie. Napisana z ogromnym zaangażowanie, solidnie podparta materiałem źródłowym, sprawia, że ta wyprawa zaczyna żyć. Czuć emocje: niepokój, wzajemne napięcia, strach o zdrowie, nudę i niecierpliwe oczekiwanie na wyrwanie się z arktycznej nocy. Na podstawie pozostawionych dzienników powstaje nie tyle reportaż z wyprawy, co bardziej obraz zmian psychicznych i behawioralnych. Mrok arktycznej nocy jest bezwzględny. Osłabia każdego, odbiera siłę, wolę, chęć. Dlatego ci, którzy do końca próbowali: Amundsen i Cook wydają się być herosami o nadludzkiej sile.

 Genialna powieść trzeba przeczytać, trzeba przeżyć. Odziera wyprawy badawcze z romantycznej otoczki, a pozostawia pierwotną siłę.

niedziela, 4 października 2026

,,Pałac tajemnic Agnieszka Pietrzyk

 


Barokowy pałac skrywa nie jedną tajemnicę. Kiedyś rodowa siedziba bogatej pruskiej szlachty, dziś przerobiony na mieszkania socjalne, z których jedno staje się miejscem zbrodni. To w nim zostaje zamordowane mieszkające tam rosyjskie małżeństwo a ich nastoletnia córka znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Brak podejrzanych, brak motywu powodującą, że śledztwo tkwi w miejscu. Jednak pisarka Alicja Prus chce napisać o tym powieść. Przybywa na miejsce by poznać pozostałych mieszkańców i zrozumieć do dokładnie wydarzyło się w starym pałacu.

,,Pałac tajemnic" już od pierwszych stron nasuwa skojarzenia z klasycznymi kryminałami jak na przykład ,,Morderstwo w Orient Expressie". Zamknięta, odizolowana przestrzeń, ludzie, których nic nie łączy poza tym, że splot wydarzeń zmusił ich do zamieszkania w tym konkretnym miejscu. Wszyscy otwarci i chętnie opisujący zarówno relacje sąsiedzkie jak i to co zdarzyło się w tę sierpniową noc. No właśnie, za chętnie. Każdy mówi dużo ale równocześnie czuć, że równie dużo jest przemilczane. Pałac i jego mieszkańcy wydają się mieć drugie oblicze, które próbują maskować. Tylko, że maska zaczyna pękać a pod nią pojawia się fałsz, zakłamanie, zazdrość i nienawiść, która w końcu musi doprowadzić do zbrodni. Tylko kto tak naprawdę jest winny?

,,Pałac tajemnic" to powieść, którą da się przeczytać w jedno popołudnie. Zwarta forma, nawiązująca do klasyki gatunku, jest ogromną zaletą książki. Pozwala się skupić na tym co najważniejsze. Od razu czuje się fałsz w opowieściach bohaterów, można dostrzec, że czegoś tam brakuje. I właśnie to czego brakuje skupia uwagę i jest krokami, które będą prowadzić do ujawnienia dobrze skrywanych tajemnic. Tutaj nie ma miejsca na sztuczne przedłużanie czy pompowanie napięcia. Jest prosta forma, zamknięta społeczność i ktoś obcy mający za zadanie wybicie dziury w murze. Element po elemencie pojawiają się odpowiedzi, które zburzą spokój i odsłonią tajemnice pałacu. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Nemezis!

czwartek, 1 października 2026

,,Twoja aż po grób" Ivy Fairbanks

Tytuł oryginału: Morbidly Yours

 Chyba najmniej oczywistym tłem dla komedii romantycznej jakiego mogłabym oczekiwać jest zakład pogrzebowy. Bo jak śmierć i żałoba w swojej najbardziej dramatycznej fazie w żaden sposób nie łączą mi się z zakochaniem i miłością. Jednak ,,Twoja aż po grób" udowadnia, że da się znaleźć punkt wspólny i jeszcze zrobić to w taki sposób, że zamiast kiczu czy ciar żenady, czytelnik poczuje ciepło.

Głównym celem Lark było nie tylko zaczęcie nowej pracy w Dublinie ale także odcięcie się od życia jakie zostawiła za sobą w Stanach. Tutaj chce zacząć na nowo. Tylko, że jej sąsiadem zostaje nieśmiały przedsiębiorca pogrzebowy, który musi w dosyć krótkim czasie znaleźć żonę aby móc kontynuować rodzinną tradycję. Ostatnim czego chce Lark jest związek. Jednak rodząca się przyjaźń z Callum nie pozwala jej zostawić go na pastwę losu i dziewczyna staje się jego wsparciem w ... randkowaniu.

,,Twoja aż po grób" to ciepła opowieść o dwojgu samotnych, zagubionych ludzi, którzy spotkali się w najmniej oczywistym miejscu. Tak, to przewidywalny romans ale za fasadą kolejnej komedii romantycznej jest też poruszająca opowieść o żałobie, podnoszeniu się po stracie i uczeniu się żyć dalej. Bohaterowie próbowali zbudować wokół siebie mur aby uchronić się przed ponownym zranieniem. Uważali, że wycofanie jest najlepszą strategią przed utratą pozornej kontroli nad swoim życiem oraz dzielnie udawali, że wcale nie boją się wyjść na przeciw temu co stawia przed nimi los. Jednak los, jak to los, zakpił sobie z nich i zafundował im uczucie jakiego się nie spodziewali i szansę, na jaką nie liczyli.

poniedziałek, 28 września 2026

,,Dom upiorów" Margit Sandemo

Tytuł oryginału: Bakom fasaden

 Elisabet Paladin, prawnuczka Ulvhedina, to niezwykła dziewczyna, zupełnie nie pasująca do epoki, w której przyszło jej żyć. Zdecydowana, samodzielna, nie podporządkowuje się konwenansom. Wszystko zmienia się gdy na jej drodze staje Vemund Tark. Budzi jej zainteresowanie i wydaje się idealnie do niej pasować. Jednak mężczyzna skrywa swoje tajemnice, zmuszające go do zaskakujących zachowań.

Z ,,Domem upiorów" saga wraca na stare, przewidywalne tory. Tengel Zły został odłożony na bok. Co miało się stać, już się stało. Póki co rodzina czeka na kogoś, kto dopiero ma się pojawić. Dlatego ten tom jest powrotem do klimatu gotycko-romantycznego. Ponownie, kolejny przedstawiciel Ludzi Lodu trafia do tajemniczej posiadłości i robi wszystko aby odkryć jej sekrety. Właściwie nic ciekawego, czy przełomowego się tutaj nie dzieje. A i sami Elisabet i Vemund są trochę nudni. Brakuje im tej wyrazistości, którą mieli choćby Cecylia i Alexander czy Villemo i Dominik. Ich problemy są wypadkową niedopowiedzeń i niepotrzebnych, wyolbrzymionych wyrzutów sumienia. Vemund ma ogromną wrażliwość ale źle ukierunkowaną. A Elisabet wydaje się kopiować zachowania swoich przodkiń ale brakuje jej charyzmy i zdecydowania. Jej wrażliwa i empatyczna, zdecydowanie delikatniejsza niż jej babki, które bez wahania sięgały po to co chciały. Dziewczyna bardziej poddaje się wydarzeniom i gdyby nie zaskakująca pomoc, wszystko mogłoby się inaczej skończyć.

,,Dom upiorów" uspokaja akcję. Przypomina, że to przede wszystkim romantyczna opowieść, z nutką gotyckiej magii oraz szerokim tłem społecznym. Ten tomik to potrzebny przeskok pokoleniowy i mam nadzieję, zapowiedź czegoś większego w kolejnym.

poniedziałek, 21 września 2026

,,Nadzieje" Melka Kowal


 Erin nie ma ostatnio łatwo. Wcześniej była popularną pisarką powieści romantycznych, miała krąg bliskich przyjaciółek i jak się wydawało, ukochanego. Jednak były chłopak wplątał ją w skandal obyczajowy, sprzedaż jej książek poleciała na łeb na szyję. Pod wpływem impulsu (i alkoholu) podjęła kontrowersyjną decyzję, której skutki finansowe zupełnie nie pasują do obecnej sytuacji. Krótko: Erin jest samotna, rozżalona, spłukana a jeszcze na dodatek musi pomóc rodzinie. Jedynym rozwiązaniem jest szybkie wyjście za mąż. I tutaj zupełnie przypadkowo pojawia się ktoś, kogo miała nadzieję nigdy nie oglądać, a kto dziesięć lat wcześniej boleśnie złamał jej serce.

,,Nadzieje" to ciepła, zabawna powieść o radzeniu sobie z przeciwnościami losu w bardzo nie szablonowy sposób. Erin otoczona jest bliskimi, ma przyjaciółki, które gotowe są dla niej na wszystko, ma rodzeństwo, ale uparła się, że sama będzie dźwigać na swoich barkach problemy nie tylko swojej ale i wszystkich na około. To wpakuje ją w mniejsze i większe kłopoty - spotkanie z włoską mafią będzie tylko przedsmakiem. Dziewczyna uparcie nie chce przyznać, że potrzebuje pomocy. Na szczęście na jej drodze ponownie pojawia się Fox, który znają lepiej niż ona sama. On też jej potrzebuje, żeby móc zrealizować swojej cele ale równocześnie staje się dla niej tarczą, ramieniem i poduszką do wypłakania się. Tylko, że Erin bardzo długo nie chce przyznać, że uczucie sprzed lat wcale nie wygasło. Pozwala by dawna uraza przesłoniła jej teraźniejszość.

,,Nadzieje" to książka, którą bardzo przyjemnie się czyta. Lekka, zabawna, chociaż nie każdy humor pojawiający się w niej do mnie trafiał, niesamowicie romantyczna oraz zbudowana wokół motywu drugich szans. Ma w sobie dużo ciepła, pozytywnej energii i chyba to w niej jest najlepsze. Może nie zmieni niczyjego życia ale z pewnością sprawi, że wieczór pod kocem z herbatą będzie przyjemniejszy. Ma w sobie coś co otula, jest przesycona aurą przyjaźni, pokonującej nawet najcięższe przeszkody. To po prostu książka dla beznadziejnych romantyczek, które wierzą, że wystarczy mieć nadzieję a wszystko jakoś się rozwiążę, nawet w najbardziej absurdalny czy zaskakujący sposób. 

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

sobota, 19 września 2026

,,Berlin 1936" Oliver Hilmes

Tytuł oryginału: Berlin 1936: Sixteen Days in August

 Sierpniowe dni lata 1936 roku zapiszą się na zawsze w pamięci ludzkości. To właśnie wtedy oczy i uszy całego świata zwrócone były ku Berlinowi, gdzie przez szesnaście dni miały odbywać się Igrzyska Olimpijskie. Jak się później okazało ostatnie igrzyska przed wojną, która zmieniła układy sił na świecie, granice państw a przede wszystkim zmieniła spojrzenie na ludzkość. Te szesnaście dni miało być celebracją idei humanizmu, świętem sportu. Jednak po stronie Trzeciej Rzeszy były też inne motywacje, jak pokazanie swojego przyjaznego, pokojowego oblicza, badanie nastrojów i sprawdzanie gdzie leży granica, za którą nie mogą przejść. Szesnaście dni w ciągu, których wiele się działo. I nie tylko na olimpijskich stadionach.

,,Berlin 1936" to opowieść złożona z impresji, mignięć oka odnoszących się do codzienności obywateli pomieszanych z wydarzeniami transmitowanymi na cały świat. I to w formie wyjątkowej bo to pierwsze igrzyska obserwowane przez oko kamery. Swój materiał właśnie wtedy tworzyła Leni Riefenstahl. Cały świat obserwował jak Jesse Owens stawał się bohaterem a Hitler przyglądał się temu z trybun. Ta książka daje wyjątkową kronikę igrzysk, złożoną z wielu małych obrazków. Widać przepych, dumę, bogactwo, majestat jaki chce pokazywać Trzecia Rzesza. Ale tuż obok, przemilczane, pozornie nieistniejące jest coś ważniejszego. Zaczyna się wojna - jeszcze bez armat ale są represje, ludzie są wykluczani lub internowani. Czuć niewypowiedziane zagrożenie. Nadal działają najważniejsze kluby, bary, restauracje ale niektórzy właściciele nie czują się już pewnie. Wszystko musi być dostosowane do nazistowskiej linijki, chociaż jeszcze w łagodnej wersji bo trwa olimpijska euforia.

Lubię książki, które w nieoczywisty sposób pokazują ważne rzeczy. Tutaj nie ma jednej narracji, czy jednego wątku. Jest wiele epizodów, które dopiero złożone w całość pokazują, że Igrzyska 1936 roku były czymś więcej niż świętem sportu. Były próbą generalną przed wybuchem wojny. Testowały jak daleko sięga polityka ustępstw, dokąd sięga wzrok opinii publicznej, jak wiele można zignorować. Z pojedynczego epizodu tego nie widać. Trzeba zobaczyć całość. I właśnie to widać z tej powieści-mozaiki. Widać zarówno władzę jak i codzienność. Widać plany jak i ich realizację. Widać rodzący się terror. Mimo, że wszędzie są światła reflektorów opromieniające zwycięzców to za nimi czai się mrok. Całość sprawia wrażenie dobrze zaplanowanego przedstawienia. 



Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!

środa, 16 września 2026

,,Biel" Małgorzata Oliwia Sobczak


 Samobójstwo młodej studentki w zimowy poranek wywoła lawinę zdarzeń, które wciągnie prokuratora Leopolda Bilskiego. Bilskiemu od początku coś nie pasuje i drąży. Ślady prowadzą go do trójmiejskich klubów nocnych, skrywających drugie, mroczne oblicze. Jednak nie tylko ta sprawa pochłonie prokuratora. Trudne śledztwo, zawirowania w życiu osobistym i echa przeszłości, które nieoczekiwanie doszły do głosu - trudny zestaw się wylosował, jednak on się nie poddaje i zaczyna dostrzegać szczegóły, które innym umknęły lub które ktoś celowo chciał zatrzeć.

Moja przygoda z ,,Kolorami zła" zaczęła się już dawno temu i chociaż rzadko sięgam po kolejne tomy, i czasem szczegóły poprzednich mi uciekają, to pamiętam klimat. A klimat ,,Bieli" jest niezwykły. Od razu, w pierwszych scenach nasuwa się skojarzenie ze zdeprawowaną niewinnością. Ale i ze złudzeniem. Bo wszyscy tutaj udają kogoś innego. Każdy próbuje prezentować wybielone, idealne oblicze, za którym czai się mrok, wynaturzenie, zło w najgorszej, perwersyjnej wersji. Nie ma tutaj miłości, uczuć, jest tylko maska i oszustwo, niebezpieczna gra pozostawiająca za sobą ofiary.

Dodatkowym atutem jest dwutorowo prowadzona akcja: współcześnie i u schyłku PRL. Bardzo namacalnie została uchwycona atmosfera tamtej epoki, mentalności, kolesiostwa i szarej strefy, jaka tworzyła się pomiędzy policją i bandytami. Nic tam nie jest jednoznaczne, nikt nie jest bez skazy.

,,Biel" to bardzo mocny kryminał. Bardzo plastycznie napisany, z wyrazistymi postaciami, mocnym tłem społecznym oraz sprawą, która ujawnia najmroczniejsze ludzkie instynkty. Gdy już zacznie się czytać, nie można się oderwać.

poniedziałek, 14 września 2026

,,Świat jej oczami" Kim Holden

 

 Tytuł oryginału: Eye for an I

Świat Sophie jest bezpieczny i ... nudny. Stabilna, chociaż niedoceniana praca, związek z przeciętnym mężczyzną, znajome środowisko, w którym nie ma miejsca na pasję. Tylko z dnia na dzień wszystko się wali. Związek się rozpada a z pracy odchodzi z hukiem. Wtedy jeszcze nie wie, że jedno przypadkowe wyjście na koncert, jedna rolka na Instagramie, przypadkowy komentarz pod zdjęciem mogą zmienić wszystko. Nagle świat Sophie nie będzie już taki ułożony a ona sama zacznie przygodę pełną zaskoczeń, nieoczekiwanych szans i pasji.

Pierwszą połowę ,,Świat jej oczami" pochłonęłam na raz. Podobała mi się historia dziewczyny, której wali się świat a ona z tego chaosu próbuje się wygrzebać. Świetnie skonstruowane były postacie drugoplanowe: jej siostra i siostrzeniec, pchający ją do zrobienia czegoś co wykracza poza jej strefę komfortu. To właśnie w tej części było najwięcej emocji: strach przez nowym, brak pewności siebie, zaskoczenie, gdy ktoś zwraca na nią uwagę i poczucie wolności gdy wreszcie się temu poddaje. Ale to nie tylko powieść o zmianach ale także bardzo uroczy romans, w którym idealny facet pojawia się z zaskoczenia, chociaż nie jest zaskoczeniem. Może za dużo tak oczywistych zbiegów okoliczności ale dodają klimatu i budują otoczkę baśniowości.

Przyznaję, że czytałam z ogromną przyjemnością, było lekko, zabawnie, z nutą pikanterii. Dlatego nie podobało mi się zakończenie, które spłyciło całość. Nagle wszystko się rozwiązało, wszyscy zachwyceni więc możemy kończyć. Zakończenie odebrało historii Sophie i Evera głębię, pozbawiło ich puenty, sprawiło, że ich problemy, ich przeszłość stała się mało ważna. Nagle zamiast dwojga zagubionych ludzi, próbujących posklejać swoje życia pojawiają się cukrowe figurki z idealnym życiem. Historia w finale straciła swoją lekkość, zadziorność, specyficzny humor, który mnie porwał na początku. Jednak nadal jest to opowieść, wobec której nie da się przejść bez uśmiechu na ustach. Z pewnością zaskoczy, wywoła wzruszenie, zaskoczenie, będziecie śmiać się z bohaterami i drżeć przed stawianiem kroków w nieznane. Ma dużo ciepła i pozytywnej energii. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!



piątek, 11 września 2026

,,Francuz" Anna K. Bandurska


 Koniec XIX wieku, środowisko polskich emigrantów zamieszkujących Francję po upadku powstania styczniowego. To właśnie tam żyje mała rodzina Dworaków. Ich główną troską jest młodsza córka, Anna, która nadal jest niezamężna. Dziewczyna już raz się sparzyła dlatego zostaje nieufna wobec mężczyzn. Jednak pojawienie się charyzmatycznego Sebastiana może wszystko zmienić. Młoda kobieta szybko się zakochuje ale droga do szczęścia będzie usłana wieloma trudnościami. Przeszkodą będą nie tylko nieporozumienia między zakochanymi ale także inni usilnie próbujący rozdzielić parę.

,,Francuz" to moje zaskoczenie, bo to jest romans historyczny napisany zgodnie z wszystkimi regułami gatunku. Czyli coś zupełnie innego, niż to co obecnie króluje na półkach bibliotek i księgarń. Tutaj nie ma silnej, zdecydowanej bohaterki z determinacją walczącą o swoje. Jest wręcz przeciwnie, Anna to idealna przedstawicielka epoki i gatunku. Delikatna, wrażliwa, z łatwością dająca się manipulować, mdlejąca na zawołanie i ulegająca wątpliwością podsycanym przez otoczenie. To wszystko sprawia, że nie ma tu zadziorności a jest baśniowa otoczka i cała gama nieporozumień, trochę wyolbrzymionych, trochę przerysowanych.

Ta książka jest schematem ale doskonale poprowadzonym, sprawiającym ogromną przyjemność bo z ciekawością obserwujemy co jeszcze może się wydarzyć. Oczywistym jest, że bohaterowie muszą się połączyć ale zanim to nastąpi będą intrygi małe i duże, ujawniane są sekrety oraz cała gama nieporozumień. W tej powieści genialne jest to, że już tak się nie pisze takich romansów, pełnych delikatności, bezradności, podążania za konwenansami. To ogromne odświeżenie i dla mnie powrót do korzeni bo dokładnie od takich romansów zaczynałam swoją przygodę wieki temu. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi!

wtorek, 8 września 2026

,,Martwy świadek" Robert Bryndza

Tytuł oryginału: Fatal Witness

 Przeprowadzki nigdy nie są łatwe ale tą pierwszą noc w nowym mieszkaniu główna inspektor Erika Foster z pewnością nigdy nie zapomni. W trakcie nocnego powrotu z pobliskiego pubu słyszy krzyk kobiety i trafia na miejsce zbrodni. Młoda kobieta została brutalnie zamordowana w mieszkaniu, a jej siostra odkryła zwłoki. Foster szybko zaczyna działać i odkrywa szokujące fakty. Zamordowana nie jest tym za kogo ją wzięto. Tylko, że ta która powinna być martwa, zniknęła. Śledztwo zaczyna iść w kilku kierunkach ale wszystkie dziwnie zbliżają się do tematu nad którym pracowała zaginiona dziewczyna i który chciała zaprezentować w swoim podkaście. Atmosfera robi się coraz gęstsza, bo komuś wyraźnie zależy na tym aby tajemnice sprzed lat nie wyszły na jaw.

,,Martwy świadek" to bardzo klasyczny thriller. I chyba to w tej książce jest najlepsze. Szybko odnajdujemy się w schemacie: śledcza z pogmatwaną przeszłością, nowe miejsce ale zbrodnie te same, a potem tylko z napięciu obserwujemy rozwój zdarzeń. A dzieje się dużo. Bo Foster nie czeka grzecznie aż dowody i świadkowie sami do niej przyjdą. Ona prze do przodu, widzi niuanse i nie poddaje się. Wchodzi pewnie zarówno w przedmieścia Londynu  jak i środowisko uniwersyteckie i odkrywa grzeszki i brudy, które dostojne angielskie społeczeństwo chce ukryć. A jest co, bo pod przykrywką statecznych obywateli chowają się gwałciciele, oprawcy i mordercy.

Z pewnością ciekawym zabiegiem jest pokazanie kobiety-śledczej ale także imigrantki, która z przekracza narzucone społeczne granice. To sprawia, że jest twarda, nieustępliwa, chowająca głęboko swoje uczucie i pokazująca tylko twardą skorupę. To dodaje jej skuteczności. A wtedy, żaden morderca nie ma szans.

,,Martwy świadek" to kolejny tom z serii, ale dla mnie pierwszy po jaki sięgnęłam. Spokojnie można czytać osobno bo najważniejsze jest tu śledztwo. Trudne, zagmatwane, nieoczywiste i niebezpieczne. Trzeba iść po tropach ale i tak zakończenie zaskoczy. Po drodze czeka wiele zwrotów akcji, ujawnionych sekretów i z pewnością inaczej będziemy patrzeć na angielskie przedmieścia. To idealny thriller na urlop. Na tyle wciągający że nie można go odłożyć przed dotarciem do końca. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu chmury!

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

,,Wioska tajemnic" Dagmara Rek


 Romantyczna, nastrojowa okładka sugeruje powieść, która będzie oddziaływać na uczucia. Jednak jest to tylko złudzenie a między okładkami kryje się opowieść, którą nie umiem jednoznacznie ocenić ani zaklasyfikować. To już kolejna książka, którą czytam w tym roku, której bohaterką jest pisarka pogrążona w kryzysie twórczym. Marcelina ma na swoim koncie kilka książek ciepło przyjętych przez czytelników ale na razie nie doczekała się bestsellera. Ostatnie miesiące nie były dla niej łatwe, była oskarżona o plagiat a teraz nie umie znaleźć tematu na kolejną opowieść. Sfrustrowana, za radą wydawcy wyrusza na urlop. Trafia do małej wioski o romantycznej nazwie Most Zakochanych, która skrywa kilka tajemnic.

Początkowo miałam wrażenie, że autorka prowadzi dialog z czytelnikiem i próbuje mu wytłumaczyć na czym polega praca pisarza i z jakimi trudnościami musi się on mierzyć. To trochę spowiedź, trochę wylewanie żalów, trochę próba pokazania świata, który obrósł bardzo romantyczną otoczką (przyznać się, kto nie marzył o napisaniu książki a potem sława na miarę Kinga, Roberts czy Mroza). Z jednej strony jest to ciekawy zabieg ale cały czas byłam ciekawa gdzie to doprowadzi główną bohaterkę. A trafia ona do wioski jak z bajki. Przyjaźni mieszkańcy, sielski klimat ale wyczuwalny jest cień, coś niedopowiedzianego i zakłócającego idealny pejzaż. Gdy Marcelina poznaje lokalnego pisarza dowiaduje się, że napisał on kiedyś powieść, w której próbował rozgryźć sekret wsi. Ujawnił dużo ale to co najważniejsze, nadal jest poza jego zasięgiem. Jednak teraz, z pomocą dziewczyny jego powieść ma szansę na zakończenie i odkrycie co dokładnie dzieje się we wsi.

Powieść jest bardzo prosta w swojej konstrukcji. Szybko poznajemy rozwiązanie i trochę pozostawia ono w poczuciu niedosytu. Jako namiętny czytelnik kryminałów chciałam więcej odpowiedzi, więcej szczegółów. Tak jak mieszkańcy Mostu Zakochanych czekali na drugi tom powieści Jacka Hermana, ja chcę więcej akcji i dowiedzieć się działo się później. Bo Marcelina rozwiązała zagadkę, napisała upragniony bestseller ale gdzieś brakło mi całego tła kryminalnego. Gdy zaczęło rodzić się napięcie i zaczęła pracować wyobraźnia nagle wszystko się wyjaśniło. Tak, wiem, prawdziwa kryminalna akcja byłaby sprzeczna z nastrojowym, spokojnym klimatem powieści. Bo tu nie może być prawdziwego poczucia zagrożenia, prawdziwych niebezpieczeństw. Tutaj jest ciepła opowieść o ludziach, kolejnych szansach, podnoszeniu się po porażce i nadziei, że właściwy moment nadejdzie. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu WasPos i Autorce!



wtorek, 25 sierpnia 2026

,,Między dwiema rzekami" Moudhy Al-Rashid


Tytuł oryginału: Between Two Rivers: Ancient Mesopotamia and the Birth of History

 Punktem wyjścia dla książki były odkrycia archeologiczne dokonane na początku XX wieku. To właśnie wtedy na terenie dawnego miasta Ur archeolodzy odkryli przedziwny zbiór artefaktów. Tworzyły go przedmioty pochodzące z różnych epok, które z jakiegoś powodu przechowywane były wspólnie. To nasunęło skojarzenie z współczesną ideą muzeum. Tylko czy kilkanaście wieków przed naszą erą rzeczywiście gromadzono rzeczy po przodkach? I co właściwie te przedmioty mówią nam współczesnym?

,,Między dwiema rzekami" to opowieść o starożytnej Mezopotamii, kolebce cywilizacji gdzie ponad 20 wieków przed naszą erą kwitła rozwinięta cywilizacją i gdzie dochodziło do pierwszych znaczących odkryć naukowych. Nie ma tutaj suchego przedstawienia faktów. Autorka wykorzystuje kolejne przedmioty z kolekcji starożytnej księżniczki aby opowiedzieć historię społeczeństwa. Zaczyna od zwykłej cegły mułowej by potem snuć opowieść o szkolnictwie, literaturze, handlu, wojskowości, astronomii czy wreszcie o bogach i pozycji kobiet w społeczeństwach jakie zamieszkiwały tereny między Eufratem i Tygrysem. Jej opowieść jest intymna, pokazująca że to co było istotne czterdzieści wieków temu może znaleźć swoje odbicie także współcześnie. Dzięki zachowanym zarówno tabliczkom z pismem klinowym, jak i przedmiotom codziennego użytku dowiadujemy się dużo o tym jak funkcjonowało społeczeństwo, jak było zorganizowane, jak wyglądała praca. Zaskakujące jest jak wiele mały przedmiot może powiedzieć o swoim właścicielu. Jak wiele można się dowiedzieć z nudnego rejestru handlowego czy potwierdzenia urzędniczego. Bo wszystko to istniało już w starożytnej Mezopotamii.

Starożytna Mezopotamia wniknęła w życie autorki i czuć to bardzo wyraźnie. Dla niej nie jest to zamierzchła przeszłość. To coś co znajduje swoje odbicie współcześnie. Co może być wskazówką dla współczesnych. I taka też jest ta książka - barwna, tętniąca życiem, zachwycająca swoim bogactwem detali i zaskakująca tym jak wiele udało się odczytać z pozostałych śladów, na temat tych którzy żyli wiele wieków temu. Opowiada o ludziach, emocjach, o przełomach, które zmieniły świat, a które wynikały z czasem nudnej pracy (jak pismo, które powstało by wspierać urzędników a nie literaturę). Po lekturze wręcz trudno uwierzyć, że pewne zjawiska to nie wytwór współczesności. ,,Między dwiema rzekami" udowadnia, że istnieje coś takiego jak ciągłość pokoleniowa, a wiele rzeczy i zjawisk jest bardziej uniwersalne niż chcemy to przyznać.

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

,,Arystokratka w Czechosłowacji" Evžen Boček

Tytuł oryginału: Aristokratka v Československu

 Kto tęsknił za ,,Arystokratką" ręka do góry? Ja tęskniłam i dlatego gdy tylko zobaczyłam, że jest nowy tom, to wiedziałam, że muszę chociaż na króciutką chwilkę wrócić na zamek w Kostce. Dobra, nie ma jeszcze Marii, matki, ojca, Deniski. Za to jest pani Cicha, jest Józef, który już nienawidzi muflonów i robi wszystko aby ich się pozbyć. Pan Spock dopiero ma się pojawić i szok! ma normalne imię. Ale co to by był za zamek w Kostce gdyby tam nic się nie działo.

Akcja cofa się do 1983. Dopiero co zakończył się remont zamku i wszyscy czekają na jego ponowne otwarcie na zwiedzanie. Nie można powiedzieć, że z radością. Jednak zanim dojdzie do tego wiekopomnego zdarzenia, coś zupełnie innego ma mieć tam miejsce. W końcu mamy okazję dowiedzieć się, jak do tego doszło, że największa gwiazda czeskiej piosenki Helenka Vondrackova wzięła tam ślub. Ale to nie ślub jest osią akcji a wydarzenia jakie go poprzedzały.

,,Arystokratka w Czechosłowacji" to przewrotka, kipiąca specyficznym humorem opowieść trochę o czasach słusznie minionych a trochę o ludziach. Pełna nowych, ale mocno nietuzinkowych bohaterów, kpi prosto w oczy z komunistycznych działaczy, służb, wszechobecnej korupcji i nieustannej inwigilacji obywateli. Wyśmiewa zachowania, postawy oraz oczywisty bezsens minionego ustroju w jedynym i wyjątkowym arystokratkowym stylu. Nowi bohaterowie wnoszą świeżość do serii ale i starzy dają radę. Na tle panującego komunizmu wydają się być ostoją normalności, nawet z całym bagażem swoich dziwactw. Byłam zaskoczona jak wiele się dzieje i jak szybko się to czyta a nawet jeszcze nie doszło do tego co sprowokowało cały ambaras. Dlatego sugestia, że będą kolejne części sprawiła, że zacieram łapki i czekam.

wtorek, 18 sierpnia 2026

,,Siedem obrączek" Nora Roberts

 

Tytuł oryginału: The Seven Rings

Z najwyższą powagą mogę napisać, że wychowałam się na książkach Nory Roberts. Czytałam ich mnóstwo, najpierw kiedy podkradałam mamie, potem już sama pożyczałam z biblioteki. Z dużym prawdopodobieństwem, gdybym dziś poszła do biblioteki szukając lekkiego pewniaka to właśnie po nią bym sięgnęła. Dlatego czytanie najnowszej serii Roberts było dla mnie mordęgą. Dokończyłam trylogię ,,Zagubionych narzeczonych" tylko z sentymentu i nadziei, że coś tam się wydarzy co sprawi, że poczuje starą, dobrą Roberts. Niestety, nie doczekałam się!

Szczerze, jedyne co mi przychodzi jako pierwsze do głowy to bezczelny skok na kasę. Była zakontraktowana trylogia, gdzie każdy tom będzie miał po ok 500 stron? To jest trylogia. A że treści i akcji tu jak na lekarstwo to już inna sprawa. Takiego wodolejstwa, powtórzeń i generalnie cukierkowatości to nigdzie nie znajdziecie. Uwierzycie, że przez dwadzieścia (tak 20!!!!) stron mamy zachwyt nad meblami - i to tylko w jednej scenie. Dla porównania, decydująca walka z wiedźmą i złamanie klątwy to tylko piętnaście stron. Serio! Roberts ma świetny warsztat pisarski, pisze naturalnie i czuje się jej świat ale nawet to nie ratuje przez znudzeniem i poirytowaniem gdy któryś raz z rzędu czyta się o tym samym albo jest się świadkiem scen, które absolutnie nic nie wnoszą. Nawet nie ma tu romansu. Jest wspólne idealne życie i dekorowanie domu, zachwycanie się swoją pracą, jedzenie, picie i ćwiczenie na siłowni. A to niby ma być powieść w duchu gotyckim.....

Gdy już któryś tydzień męczyłam się z tą książką z uporem maniaka próbując ją skończyć pojawiła się myśl, że może ja źle robię. Może to nie jest książka do czytania. Może lepiej się sprawdza jako audiobook. Włączasz gdy sprzątasz, prasujesz, grzebiesz w ogrodzie. Ty skupiasz się na pracy a w tle brzęczy ci coś nad czym w zupełności nie musisz się skupiać. Nie sprawdzę już tego bo nie chcę do tego wracać. Tak nudnej, przegadanej książki chyba nigdy nie czytałam. A cytując korpoklasyk: To mógłby być mail. Dosłownie tyle jest tu akcji.

piątek, 31 lipca 2026

,,Przepis na potwora" Kathryn Harkup

Tytuł oryginału: Making the monster. The science behind Mary Shelley's Frankenstein

 O czym pomyśleliście patrząc na okładkę tej książki i tytuł? Z pewnością o czymś makabrycznym. Potem mogła pojawić się myśl, kto w ogóle coś takiego czyta. Pewnie nie wiele osób doczytało podtytuł (ja nie) i nie wpadło na to, że to nie do końca to czego się spodziewa. Bo ,,Przepis na potwora" skrywa zadziwiającą zagadkę. To nie jest sposób na zbrodnię doskonałą a fascynująca biografia zarówno autorki jak i dzieła. Tylko tutaj można dowiedzieć się jak bardzo Mary Shelley w swoim najsłynniejszym dziele wyprzedziła swoją epokę i jak ogromnej erudycji to wymagało.

,,Przepis na potwora" opowiada burzliwe dzieje Mary Shelley i jej rodziny, zaczynając od jej rodziców, poprzez męża, kończąc na wzmiance o dzieciach. Jednak najwięcej miejsca zajmuje dzieło, które ją unieśmiertelniło - powieść ,,Frankenstein". To właśnie ta powieść rozłożona jest na czynniki pierwsze aby pokazać, że kolejne wydarzenia fabularne są odzwierciedleniem tego co działo się w nauce w XVIII i XIX wieku. To fascynująca, czasem przerażająca opowieść o zachodzących zmianach, wielkich przełomach i naukowcach. ,,Frankenstein" nie jest powieścią fantasy, tam nie dzieje się magia. Tam widać naukę. Galwanizm, elektryczność, pierwsze transfuzje, rodząca się współczesna anatomia, pierwsze sekcje zwłok z ich mrocznym tłem - to i znacznie więcej znajduje swoje odbicie w powieści. Nieprawdopodobnym jest jak młodziutka Mary dobrze orientowała się w odkryciach naukowych i potrafiła jej zmieścić w jednej powieści.

Mimo, że jest to biografia i to jeszcze powieści to czyta się lepiej niż najlepszą powieść. Ogrom danych naukowych przedstawiony jest w taki sposób, że chce się więcej. Powstała tutaj barwna opowieść o jednym z najbardziej spektakularnych okresów rozwoju medycyny, gdy autentyczny horror przeplatał się pędem do wiedzy. Makabra była nieodłącznym towarzyszem postępu. To tylko w taki okresie mogła pojawić się idea by stworzyć opowieść o Wiktorze Frankensteinie i jego potworze. Tylko wtedy ta opowieść mogła brzmieć prawdopodobnie. A dziś podążając za ukrytymi w niej tropami jeszcze raz doświadczamy zarówno nadziei jak i lęków epoki. Polecam!

poniedziałek, 27 lipca 2026

,,Mary Miasta" Hanna S. Białys


 Serię z komisarzem Bondysem uwielbiam i zawsze z niecierpliwością czekam na kolejny tom. Lubię tego nieszablonowego policjanta i klimat Bydgoszczy końcówki lat 90tych. Dlatego tym gorzej się czuję gdy muszę oceniać ,,Mary Miasta", bo daleko im do poprzednich części.

,,Mary Miasta" rozgrywają się krótko po zamknięciu poprzednich dramatycznych spraw. Bohaterowie nadal dochodzą do siebie. Mimo, że nadal wokół rozgrywają się dramaty i popełniane są zbrodnie to wygląda jakby nie dotyczyły. Zamiast tego odzywa się przeszłość. Bondys dostaje tajemniczą wiadomość, która ożywia koszmar, który powinien zostać zapomniany. Komisarz musi opuścić swoje ukochane miasto i ruszyć w Polskę by zmierzyć się z własną przeszłością i kimś kto nie zapomniał.

,,Mary Miasta " bardzo mnie denerwowały brakiem wyraźnej fabuły i niepotrzebnym powtarzaniem po raz kolejny rzeczy dobrze już znanych. Nie wiem czy autorka chciała w ten sposób podbić dramaturgię czy uważa że czytelnik ma której pamięć ale po którymś z kolei przypomnieniu sprawy Serpenty czy podkreśleniu jak mroczne jest Miasto miałam ochotę wyrzucić książkę przez okno, szczególnie że nic nie posuwa to akcji do przodu. A co do samej akcji to nie ma jej tu za wiele. Jest dużo nic nie wnoszących wypełniaczy jak wątek Beaty, który pojawia się na chwilkę, sugeruje związek z główną fabułą po czym urywa się by nie wrócić.

Przeszłość Bondysa mogłaby być ciekawa ale mam poczucie, że nie w pełni wykorzystano ten wątek. Sprawia wrażenie jakby został ucięty w połowie. Zresztą cała książka jest taka. Finał nie daje odpowiedzi. Zostawia z ogromem pytań i wydaje się być ucięty tuż przed tym co powinno się jeszcze wydarzyć.

,,Mary Miasta " są najsłabszą częścią cyklu. Słabo poprowadzoną, przegadaną, sprawiająca wrażenie, że autorka straciła panowanie nad wątkami i bohaterami. Zupełnie niepotrzebnie wraca do tego co było zamiast popychać fabułę do przodu. Mam jednak nadzieję że to tylko wypadek przy pracy i kolejny tom wróci do poziomu pierwszych.

piątek, 3 lipca 2026

,,Piekielny drań" R.S. Grey

 

Tytuł oryginału: Arrogant Devil

Czuję się trochę oszukana, bo ani on piekielny ani tym bardziej drań. Ale to nie zmienia faktu, że generalnie książka jest pozytywnym zaskoczeniem.

Meredith z dnia na dzień rzuca despotycznego męża i wyrusza w jedyne miejsce na świecie, gdzie wydaje jej się, że może szukać pomocy - do siostry, z którą od lat nie utrzymywała kontaktu. Tylko siostry nie ma, a zamiast jej jest jej gburowaty szef, który w drodze wyjątku zgadza się zatrudnić Meredith jako swoją gosposię. Tylko, że dziewczyna nie ma pojęcia co ma robić a wielkie ranczo skrywa wiele pułapek.

,,Piekielny drań" to przede wszystkim lekka, zabawna opowieść o dwójce ludzi, którzy mają wobec siebie wiele uprzedzeń. Jacka wcześnie życie doświadczyło więc skutecznie zaszył się w sobie i nie dopuszcza do siebie nikogo. Jednak pod pancerzem kryje się lojalny, honorowy, odpowiedzialny i czuły facet, który tylko czekał na kogoś kto rozbije jego pancerz. I takim kimś jest Meredith, początkowo nieporadna ale zdeterminowana by udowodnić innym, ale i sobie, że da sobie radę. Spotkanie tej dwójki musi być pełne iskier, emocji, wybuchów ale i potężnej dawki wzajemnego przyciągania. Co z tego wyniknie? Nie trzeba mieć magicznej kuli by zgadnąć ale zanim dojdzie do finału będzie dużo śmiechu, wzdychania, wkurzania się i nieporozumień. Wprost idealnie by bawić się świetnie i zrelaksować.

wtorek, 23 czerwca 2026

,,Róża" Anna Rybakiewicz


Wcale nie wykluczam, że ostatnie kilka lat żyłam pod kamieniem bo totalnie nie zdawałam sobie sprawy, że mamy taką pisarkę jak Anna Rybakiewicz. A to błąd, mój błąd do którego się przyznaję i postanawiam go poprawić. A że pani Anna wydała już kilkanaście książek to mam co robić przynajmniej do emerytury.

,,Róża" to powieść rozgrywająca się w trakcie II wojny światowej ale opowiedziana z zupełnie nowej dla mnie perspektywy. Nie ma drastycznych walk czy bezpośredniego zagrożenia życia. Mimo to czuć niepokój i niepewność jutra. Niebezpieczeństwo wisi w powietrzu i nikt nie może sam decydować o sobie. W tryby wojennej maszyny wpada młodziutki Tadeusz, który zamiast brata, zgłasza się na ochotnika aby wyjechać na przymusowe roboty do Niemiec. Tam trafia w nieoczywiste miejsce, bo nie na farmę u bauera, ale do hotelu otoczonego plantacją róż. Początkowo czuje wrogość i nienawiść do pracodawców, jednak jedna noc, jedno nieostrożne zachowanie sprawia, że zaczyna patrzeć na otoczenie zupełnie inaczej. Zaczyna dostrzegać niecodzienność sytuacji w jakiej się znalazł a przede wszystkim zaczyna dostrzegać córkę właściciela.

,,Róża" jest powieścią bardzo prostą ale też bardzo nieoczywistą. Subtelna, delikatna ale nasycona emocjami, opowiada o miłości, która była skazana na przegraną ale mimo to nie poddała się. O ludziach, których los postawił po przeciwnych stronach barykady ale oni zamiast patrzeć na to co dzieli, widzieli to co ich łączy. Jednak nie jest to cukierkowa, romantyczna opowieść. Wydaje się, że nawet największe uczucie musi przegrać z poczuciem odpowiedzialności i społecznymi podziałami. Tylko czy na pewno?

Spodobał mi się styl pisarstwa Anny Rybakiewicz. Ma w sobie coś kojącego i rodzącego spokój. Opowiada o trudnej rzeczywistości zarówno wojennej jak i powojennej ale robi to z wrażliwością i wyczuciem. Dramaty muszą się wydarzyć aby mogło dojść do pojednania i aby nie zapomnieć, że nawet w najtragiczniejszych momentach może pojawić się iskierka dobra. To poruszająca, mądra  opowieść, którą warto poznać. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!

poniedziałek, 1 czerwca 2026

,,Miłość pod przykrywką" Felicia Kingsley

Tytuł oryginału: Una conquista fuori menù

 Znajomość Romea i Julii zdecydowanie nie zaczęła się jak w dramacie Szekspira. On ochlapał ją wodą z kałuży gdy jechał na motorze. A że dziewczyna jest pamiętliwa to zdecydowanie nie była zachwycona, gdy okazało się, że ma pracować w restauracji jej rodziny. Za cel wzięła sobie maksymalnie uprzykrzyć mu życie, a że przy okazji ma szansę udowodnić coś ojcu, to dla niej sytuacja idealna. Nie wie tylko, że Romeo nie jest zwykłym kucharze. To agent specjalny  mający za zadanie zinfiltrować restaurację rodziny Villa. Pozornie proste zadanie zaczyna się komplikować, w sposób jaki Romeo czyli Dwight nie przewidział.

,,Miłość pod przykrywką" już od dłuższego czasu przewijała mi się przez media społecznościowe. A że potrzebowałam odmóżdzenia i resetu to zaryzykowałam i dostałam śmieszną, lekką, zadziorną opowieść. Niby rozgrywa się według schematu od wrogów do kochanków ale zrobione jest to z ogromną lekkością wypełnioną zaskakującymi zwrotami akcji i mimo od początku wyczuwalnego erotycznego napięcia to nadal z ogromem romantyczności. To nie tylko zgrabnie napisany romans z nutką powieści szpiegowskiej (minimalną) ale także zwrócenie uwagi na osoby żyjące ze stomią. Przyznam, że ja należę do tych czytelników, dla których ten temat jest nowością i nie miałam zupełnie świadomości z jakimi wyzwaniami i trudnościami mierzą się takie osoby. Dlatego tym bardziej doceniam, że ktoś przemycił ten temat do popkultury i zrobił to z ogromnym wyczuciem i wrażliwością.

Myślę, że ,,Miłość pod przykrywką" nikogo nie zaskoczy ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć, szczególnie jeśli szukamy czegoś lekkiego, zabawnego, z wyrazistymi, zaczepnymi bohaterami. Jest śmiesznie, jest intensywnie, są emocje i od czasu do czasu można po wzdychać. Idealna urlopowa lektura :)

sobota, 16 maja 2026

,,Strzępy" Izabela Grabda


 Ta książka zaczyna się banalnie, że byłam pewna co stanie się za chwilę. Pozornie przypadkowe spotkanie w Bieszczadach. Zwyczajna rozmowa dwóch osób, która stanie się wstępem do dużo bardziej zaawansowanej znajomości. Tylko od początku wiadomo, że jedna ze stron nie jest szczera i jej zainteresowanie jest wykalkulowanym, wyrachowanym działaniem. Marcelina wcale nie czuje nic do Karola, ona go chce wykorzystać materialnie, oszukać i zostawić. Karol też nie jest krystaliczny. Prostolinijny, genialny wynalazca ma za sobą trudną przeszłość, która nawet obecnie cały czas daje o sobie znać.

Dałam się nabrać. Obserwując jak rozwija się historia znajomości Marceliny i Karola raczej spodziewałam się prostego, przyjemnego kryminału osnutego wokół wątku oszustwa. Fakt, misternie skonstruowanego ale oszustwa. Podejrzewałam i z dużą dokładnością przewidywałam co się wydarzy, jedyną niewiadomą był finał i to dlaczego mężczyzna biegnie przez las - ten wątek pojawia się co pewien czas we współczesnych przebitkach. Podzieliłam sobie bohaterów na dobrych i złych i raczej nie spodziewałam się tam niczego spektakularnego. I to był błąd. Bo w pewnym momencie pojawia się wątek śledztwa kryminalnego, który wywraca całą akcje do góry nogami. Nagle bohaterowie odsłaniają swoją prawdziwą twarz. Okazuje się, że sporo zostało przemilczane i to zmienia całą postać rzeczy. Jest szok, jest zaskoczenie. W przyjemnym kryminale z wątkiem górskim pojawiają się wątki psychologiczne, do głosu dochodzą tłumione emocje i traumy, które wcale nie zniknęły.

,,Strzępy" to pozytywne zaskoczenie. Naprawdę nie spodziewałam się tutaj niczego spektakularnego a finalnie zbierałam szczękę z podłogi. Autorka skutecznie uśpiła czujność, snując momentami bardzo ciepłą opowieść, podszytą fałszem ale fałszem widocznym od pierwszych stron. Wiemy, że ta miłość jest naiwna i za to ktoś musi zapłacić. Jednak finał i tak będzie mocniejszy niż można się spodziewać. Jako stary, kryminalny wyjadacz chylę czoła, że ktoś mnie tak nabrał.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu PulpBooks!