niedziela, 14 lipca 2024

,,Polaris" Marek Kamiński

 


Chyba nikomu, kto się wychował w latach 90tych nie trzeba przedstawiać Marka Kamińskiego.  Ceniony polarnik, podróżnik, zdobywca obu biegunów. Jego wyprawy budziły respekt i szacunek. Napisał kilka książek, w których dzieli się swoimi przeżyciami i doświadczeniem, jednak z pewnością technotriller rozgrywający się w warunkach polarnych nie jest czymś co mogłoby się kojarzyć z Kamińskim. Jednak okazuje się, że on jeszcze nie jednym może zaskoczyć. Dlatego przed państwem ,,Polaris".

Do małej gdańskiej firmy specjalizującej się w wyprawach ekstremalnych zgłasza się tajemniczy milioner, który chciałby udać się na Biegun Północny. Mark, jeden ze współwłaścicieli początkowo jest niechętny, nadal mierzy się z prywatnym dramatem i nie w głowie mu niańczenie ,,klientów", za to drugi, Rob, jest bardzo na tak. Ta wyprawa byłaby krokiem milowym do realizacji jego prywatnych pragnień - zdobycia Bieguna Południowego. Po przełamaniu oporu Marka, decydują się zabrać dziwną grupę na Biegun. Jednak ich klienci mają swoje ukryte cele i zdecydowanie nie będzie to typowa wycieczka ,,bogatych i znudzonych".

,,Polaris" to nie jest coś, czego można by się spodziewać, że wyjdzie spod pióra tak szanowanego i cenionego polarnika. ,,Polaris" to szaleństwo i ostra jazda, przy której bawiłam się rewelacyjnie. Kamiński miesza style i mamy tutaj trochę akcji niczym z powieści Jamesa Rollinsa czy Clive'a Cusslera, mamy styl narracji, który przywodzi wspomnienia z czasów dzieciństwa gdy zaczytywałam się w Tomkach Alfreda Szklarskiego, mamy także esej o znaczeniu ekologii i lodowców a na koniec całą masę detali o tym jak na prawdę wygląda wyprawa polarna. Mnie, zupełnego ignoranta, najbardziej zaciekawiło to ostatnie. Jest to niezwykłe przeżycie zerknąć za kotarę i zobaczyć, jak wielki wysiłek trzeba podjąć aby móc ruszyć w kierunku bieguna. Autor, w lekkim powieściowym stylu, pokazuje ogrom pracy i przygotowań oraz zwraca uwagę na detale, które normalnie w opowieściach się pomija.

Pomimo ogromu wiedzy, jaka jest przemycana pod osłoną thrillera, ,,Polaris" to przede wszystkim rozrywka. Pełna napięcia akcja, dramatyczna wyprawa, tajemnice sięgające przeszłości oraz niebezpieczeństwo, które czyha z każdej strony. Kamiński sięga po znane motywy (naziści, stowarzyszenie Thule, rękopis Wojnicza) i całkiem nieźle podbudowuje to własnym doświadczeniem podróżnika i polarnika co sprawia, że całość jest bardziej przekonująca i znacznie bardziej dramatyczna oraz efektowna.

Technothriller Marka Kamińskiego to powieść, w której każdy ma szansę znaleźć coś dla siebie. Można zostać na poziomie szalonej przygody i niebezpieczeństw, a można też wiele dowiedzieć się o wyprawach polarnych czy spróbować zrozumieć dlaczego ochrona lodowców jest tak ważna. Ta powieść ma w sobie ważny manifest przemycony w bardzo rozrywkowej i popularnonaukowej formie. A jeśli ktoś nadal nie jest przekonany - to nie ma nic lepszego niż czytać o mrozie dochodzącym do minus 60 stopni gdy za oknem dziki upał. Ochłoda gwarantowana. 

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Makami!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 49,5 cm - 2,0  cm = 47,5 cm.

czwartek, 11 lipca 2024

,,Sława i śmierć" Nora Roberts

Tytuł oryginału: Glory in Death

 ,,Sława i śmierć" to moje dopiero drugie spotkanie z ambitną policjantką z przyszłości Eve Dallas. I tym razem porucznik Dallas ma przed sobą trudne, wymagające a przede wszystkim bardzo głośne śledztwo. Ginie nieustępliwa i ceniona prokurator a wkrótce podobną śmierć ponosi znana i popularna aktorka. Pozornie nic ich nie łączy, jednak z jakiegoś powodu zabójca to właśnie je obrał na swój cel. Eve kolejny raz znajdzie się w świetle reflektorów bo obie sprawy zelektryzują opinię publiczną i zmuszą policję do pracy na najwyższych obrotach. Także sama porucznik musi pozostać skoncentrowana, zdeterminowana oraz nieustępliwa bo pierwsza z ofiar była bliską znajomą jej przełożonego, który w pewnym momencie przestaje patrzeć obiektywnie na prowadzone śledztwo. Także Rourke, ukochany Eve, znajdzie się niepokojąco blisko obu spraw.

Zaczynam dostrzegać schemat według, którego pisane są kryminały Roberts, co nie zmienia faktu, że są niezłe. Zaskakujące, dynamiczne, przeplatają się z wątkiem romansowym ale nie są przez niego zdominowane. Autorka tak prowadzi sprawę, że właściwie dopiero pod koniec wpadamy na to kto jest sprawcą. Dzięki czemu do końca trzyma w napięciu i zapewnia odpowiednią dawkę adrenaliny. Mimo sporej ilości plusów, trzeba pamiętać, że jest to literatura rozrywkowa, mieszająca romans z kryminałem i futurystyką, która wygląda jak lata 90te. Ale to nie zmienia faktu, że Roberts jak na rzemieślnika jest celnym obserwatorem społecznym i umie uchwycić esencję problemu oraz bardzo sprawnie ją przedstawić.

Spokojnie mogę polecać serię ,,In Death" i właściwie zastanawiam się czemu sama przez tyle lat ją omijałam. To rozrywka najwyższej próby łącząca w sobie to co najlepsze z wielu gatunków. Zapewnia całą gamę emocji oraz zaskakujące zwroty akcji. Jest idealnym guilty pleasure na leniwe dni, zapewniającym zarówno akcję, romans, humor. Mnie osobiście bawi wizja świata, którą prezentuje Roberts ale na to można przymknąć oko i udawać, że się nie zauważa. Jeśli ktoś szuka lekkiej, wakacyjnej lektury to ,,Sława i śmierć" będzie jak znalazł.

środa, 10 lipca 2024

,,Szukając szczęścia" Kamila Mitek


 Anna ma trzydzieści kilka lat i po raz kolejny musi zaczynać od początku. Nie dostała wymarzonej pracy w ośrodku wychowawczym bo otrzymał ją mężczyzna, z którym uwikłana jest w dziwny związek. Zamiast tego zatrudnia się jako psycholog w szkole podstawowej. Wkrótce okazuje się, że praca, która miała być tylko na przeczekanie, zacznie znaczyć dla niej coraz więcej. Zacznie angażować się w życie uczniów oraz ich rodziców, próbując im pomóc i zmienić, często bardzo trudne, sytuacje. Równocześnie Anna będzie sama musiała uporządkować swojej życie osobiste - odkryć historię swojej rodziny oraz spróbować uwolnić się od toksycznego związku.

,,Szukając szczęścia" to powieść, która rozciąga się na jeden semestr roku szkolnego. Zaledwie kilka miesięcy, które wywrócą do góry nogami życie kilku osób. Wrzesień będzie punktem startowym by zacząć od nowa i spróbować działać. Anna jest dobrym, wrażliwym, uważnym psychologiem, całym sercem angażującym się w pomoc innym ale równocześnie jest klasycznym przykładem ilustrującym starą maksymę ,,szewc bez butów chodzi." Zaangażowana w życie innych, nie zauważa swoich błędów i wielokrotnego powtarzania tych samych schematów, dopiero przypadek oraz inni ludzie uświadamiają jej, że aby skutecznie pomagać obcym, musi skoncentrować się sama na sobie.

Przyznam, że początkowo bardzo zirytowało mnie zakończenie. Liczyłam na słodko-cukierkową opowieść, która zakończy się lekkim happy endem. Jednak to nie ten tym opowieści. Tutaj nie ma prostych odpowiedzi, nie będzie milutkiego, przyjemnego zakończenia, właściwie żaden z wątków się nie zakończył. To opowieść o procesie i drodze a nie dotarciu na metę. Wszyscy bohaterowie mieli momenty kryzysu, zwątpienia, upadku ale podnieśli się i zaczęli walczyć. I chyba to jest największy plus tej książki -  ze spokojem, dojrzałością i wrażliwością mówi o problemach zarówno nastolatków ale i dorosłych, jednak nie sugeruje, że wszystko da się szybko i łatwo załatwić. Zamiast tego pokazuje, że potrzebna jest pomoc i wsparcie na długiej, niepewnej, pełnej wyboi drodze. To opowieść poruszająca, uwrażliwiająca na innych ale pełna ciepła i nadziei. Bardzo naturalnie mówi o trudnej i bolesnej stronie życia.

,,Szukając szczęścia" to nie jest opowieść gdzie znajdziemy gotowe odpowiedzi. Nie pokaże cukierkowego życia. Ale jednak mimo ogromu problemów z jakimi stykają się bohaterowie, ma w sobie ogrom wsparcia, delikatności i motywacji. Pokazuje, że warto walczyć - o siebie i innych oraz nigdy nie jest za późno by zacząć od nowa. Polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Dragon!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 51,4 cm - 1,9  cm = 49,5 cm.

 

czwartek, 4 lipca 2024

,,Burza piaskowa" James Rollins

 

Tytuł oryginału: Sandstorm

Chyba kiedyś już mówiłam, że prosta ze mnie dziewczyna i lubię proste opowieści. A że ostatnio jakoś brakowało mi typowych przygodówek to postanowiłam wrócić do cyklu o drużynie Sigma Force. Kiedyś przypadkowe tomy już czytałam ale nigdy nie zaczęłam tego od początku, dlatego pomaszerowałam do biblioteki po pierwszy tom.

Akcja zaczyna się od niecodziennego wybuchu w British Museum. W trakcie burzy do jednej z sal wpada piorun kulisty, który obraca w pył cenną kolekcję sztuki pochodzącą z Półwyspu Arabskiego oraz ... aktywuje śladowy odczyn antymaterii. To drugie odkrycie budzi zainteresowanie naukowców, rządu Stanów Zjednoczonych oraz tajemniczej, niebezpiecznej organizacji. Kustoszka wystawy wraz z znanym archeologiem decyduje się wyruszyć do Omamu, skąd pochodził artefakt emitujący ślad antymaterii, wspierana przez agenta działającego z ramienia organizacji Sigma Force, Paintera Crowe'a. Nie wiedzą, że ich śladem podążają ludzie zdolni do wszystkiego by odebrać im cenne znalezisko oraz ktoś trzeci, kogo cele nie są do końca jasne. Zaczyna się przygoda pełna niebezpieczeństw, nieoczekiwanych zwrotów akcji, sięgająca czasów królowej Saby oraz skrywająca tajemnicę, mogącą zmienić koleje świata a niewłaściwie wykorzystana, może doprowadzić do zagłady, i to wszystko gdy nad pustynię nadciąga jedna z najpotężniejszych burz.

,,Burza piaskowa" jest zdecydowanie słabsza od tych części, które pamiętam ale dobrze jest popatrzeć na cały cykl od początku. Rollins miesza fakty historyczne i naukowe z totalnym szaleństwem. Jego bohaterów najprościej podsumować stwierdzeniem ,,zabili go i uciekł", bo ilość momentów gdy wydaje się, że fakty zostały przesądzone i nic nie da się zrobić a zaraz potem jak z kosmosu spada rozwiązanie, jest ogromna. Ale to taka konwencja przygodówki w stylu Indiany Jonesa (zresztą jeden z bohaterów nazywa się Omaha Dunn, czy można wyraźniej puścić oko do czytelnika). Ma być szybko, intensywnie, mnóstwo faktów naukowych, żeby uwiarygodnić i trochę zamotać czytelnika, egzotyczne miejsce, starożytna cywilizacja oraz dużo wybuchów, pościgów i finalnie dobro triumfuje nad złe. Były momenty gdy czułam się lekko znudzona bo brakowało mi czegoś co mogłoby zrównoważyć to wszystko i nadać lekkości akcji ale generalnie bawiłam się świetnie. Na początek wakacji jak znalazł. Polecam!

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 54,9 cm - 3,5  cm = 51,4 cm.

poniedziałek, 1 lipca 2024

,,Nie pytaj" Maria Biernacka-Drabik


 Młoda dziennikarka, Inga, próbuje dojść do siebie po nagłej śmierci matki. Kobieta była spokojnym kierowcą, coś jednak sprawiło, że w styczniowy dzień przekroczyła dozwoloną prędkość i uderzyła w drzewo. W otoczeniu Ingi są osoby, które sugerują, że mogło to być samobójstwo. Dziewczyna nie może tego przyjąć do wiadomości ale równocześnie uświadamia sobie, że właściwie przeszłość matki jest dla niej białą plamą. Nic nie wie na temat jej życia sprzed założenia rodziny. Mimo, że wszyscy jej to odradzają, zaczyna prywatne śledztwo by okryć tajemnice przeszłości. Nie wie, że jest ktoś komu bardzo zależy by prawda nigdy nie wyszła na jaw.

Nie wiem dlaczego, ale założyłam, że ,,Nie pytaj" to kryminał. I trochę się zdziwiłam gdy zagłębiałam się coraz mocniej w treść i kryminału nie widziałam. Ale to wcale nie oznacza, że jestem rozczarowana bo ,,Nie pytaj" to misternie skonstruowana powieść, która powoli odsłania swoje sekrety. Maria Biernacka - Drabik stworzyła opowieść o rodzinie i poszukiwaniu swojej tożsamości. Jej bohaterka musi wykazać się odwagą i determinacją, by przełamać zmowę milczenia oraz przedrzeć się przed tropy, które mają na celu tylko sianie zamętu. Młoda kobieta uparcie przekopuje się przez nikłe ślady by okryć historię niewyobrażalnego cierpienia, ludzkiej zawiści i małostkowości, zemsty przeprowadzanej nawet kosztem najsłabszych oraz rozpaczy tak wielkiej, że popycha w kierunku skąd już nie ma odwrotu. Ale paradoksalnie jest to też historia o sile by zacząć od nowa i próbować budować dobre życie, nawet jeśli niezabliźnione rany cały czas dają o sobie znać a brak poczucia tożsamości rzuca się cieniem na teraźniejszość.

,,Nie pytaj" to powieść, którą można przeczytać właściwie na raz. Bardzo dobrze skonstruowana rozbudza ciekawość i chęć dotarcia do prawdy oraz zrozumienia co dokładnie wydarzyło się przed półwiekiem. To bardziej saga rodzinna o poszukiwaniu swoich korzeni z lekkim wątkiem kryminalnym w tle. Poruszająca, wzruszająca opowieść o mrocznych sekretach i ich ofiarach. Ma kilka momentów, na które warto przymknąć oko - szczególnie nagromadzenie nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, które mają połączyć wszystkie wątki w jedną całość. Może nie są to najlepsze rozwiązania fabularne ale raczej nie odbierają nic emocjom i ogólnej historii, a ta z pewnością na jakiś czas zapadnie w pamięć. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 56,8 cm - 1,9  cm = 54,9 cm.

sobota, 29 czerwca 2024

,,Męczennicy na płótnie" Hanna S. Białys


 Powoli kończy się zima. Bydgoszcz i komisarz Bondys także powoli dochodzą do siebie po wydarzeniach jakie rozegrały się końcem zeszłego roku gdy więc z wód rzeki zostaje wyciągnięte ciało staruszki, która najpierw została źgnięta nożem, Bondys wie, że koszmar powrócił. Od początku nie traktuje tego jak jednorazowej sprawy ale wstęp. I się nie myli. Wkrótce pojawiają się kolejne ofiary. Ktoś rozpoczął krwawe żniwo i szokujący jest dobór. Staruszka, dziecko, kobieta w ciąży.... A to nie koniec. Bondys i jego zespół wiedzą, że muszą działać i spróbować schwytać sprawcę jednak brak śladów i pozorny brak motywu sprawiają, że kręcą się w kółko. A wewnętrzne napięcie pomiędzy śledczymi zdecydowanie nie ułatwia prowadzenia efektywnego sprawy.

Po raz drugi wracam do serii autorstwa  Hanny S. Białys i po raz drugi utrzymała mnie ona w niepewności i napięciu prawie do ostatnich stron. Autorka pozornie trzyma sprawcę cały czas na wierzchu. Czytelnik wie co on myśli, wie co czuje, zna jego motywacje i z frustracją musi obserwować śledczych, którzy kręcą się w kółko. Chciałoby się ich chwycić i popchnąć we właściwym kierunku. Jednak to tylko pozory. Mamienie i gra. Prawda jest znacznie bardziej skomplikowana oraz skryta. Bondys z wyczuciem rasowego policjanta idzie po resztach śladów, łączy pozornie nic nie znaczące elementy by z  nich zbudować obraz. Skrupulatnie i metodycznie układa puzzle śledztwa by na koniec odsłonić kurtynę i udowodnić, że tak na prawdę czytelnik nic nie wiedział.

,,Męczennicy na płótnie" to trochę inny kryminał niż pierwsza część. Mamy tutaj do czynienia z opowieścią o szaleństwie i pasji, które prowadzą do zbrodni. Chaos i artystyczny amok mordercy jest przeciwstawiony skrupulatności i metodyczności komisarza. Jeden popada coraz bardziej w otchłań szaleńczego zamroczenia co prowadzi do popełnienia błędu, drugi idzie powoli we właściwym kierunku. Ale zanim do tego dojdzie będzie krwawo i szokująco. Obok tej sprawy nie da się przejść obojętnie. Zburzy spokój, wyzwoli skrywane emocje oraz nie pozwoli w nocy spokojnie spać. Jej okrucieństwo i bezwzględność jest z niczym nie porównywalna co odbije się mocno na śledczych. Jest to mocny, działający na wyobraźnię kryminał. I na pewno zapadnie w pamięć.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 60,4 cm - 3,6  cm = 56,8 cm.

 

wtorek, 25 czerwca 2024

,,Kod kapitalizmu" Marcin Napiórkowski


 Trochę mi się ta książka zlała w jedną całość z poprzednią przeze mnie czytaną czyli ,,Rytuałami". Tamtą pochłonęłam i była dla mnie prostym i przejrzystym spojrzeniem na coś co jest nieodłączną i nieuświadamianą częścią naszego życia. Podobnie jest z kapitalizmem. Napiórkowski próbuje pokazać w swojej książce mechanizmy jakie rządzą współczesnym światem. Nie jest to jednak lektura popularnonaukowa. To zdecydowanie mocniej zanurzona w naukowe schematy praca, która pod wieloma względami będzie zrozumiała dla specjalisty, a nie typowego laika jak ja.

Mimo, że dużo miejsca zajmuje naukowe podejście do tematu oraz bardzo socjologiczne podejście nie można przejść obojętnie obok wielu zaskakujących przykładów jakie pojawiają się w tej pracy. Zdecydowanie zaskoczyło mnie podejście do patriotyzmu rozpatrywane z perspektywy Stanów Zjednoczonych i Polski. W tych pierwszych patriotyzm jest przezroczysty - symbole i znaki są tak naturalne, że ich już się nie zauważa oraz jest też w pewien sposób marką samą w sobie. Zdecydowanie odmienne oblicze patriotyzmu mamy w Polsce gdzie ubranie koszulki czy wywieszenie flagi jest pewną deklaracją i nie jest tak naturalne.

Praca Napiórkowskiego ma już kilka lat i zdecydowanie nie nadążyła za tym co stało się na świecie. Podczas gdy autor snuje refleksje o tym czy ciało ludzkie może być przestrzenią marketingową, kolejni ,,influencerzy"udowadniają nam, że granica nie istnieje i w każdy możliwy sposób można reklamować produkty. Tak samo zastanowił mnie podrozdział o tym dlaczego wybieramy oryginalne produkty i co to właściwie o nas mówi i jak bardzo ogranicza przestrzeń do kreatywności,.

,,Kod kapitalizmu" ma kilka bardzo ważnych przemyśleń o współczesnym świecie. Jak bardzo daliśmy się podporządkować z góry narzuconych schematom a przez to sami staliśmy się przestrzenią marketingową. Współczesność nie istnieje bez marek, nie istnieje bez form narzuconych przez późny kapitalizm, który próbuje udawać realność. Chcemy czy nie, od tego nie ma odwrotu ale można trochę się zastanowić zanim dokona się wyboru przed półką w sklepie czy podczas zakupów w internecie. Warto zwrócić uwagę na tę pracę i spróbować wyrobić sobie własne zdanie.

niedziela, 23 czerwca 2024

,,Rytuały" Dimitris Xygalatas

Tytuł oryginału: Ritual: how seemingly senseless acts make life worth living

 Zastanawialiście się kiedyś jaką rolę w naszym życiu odgrywają rytuały? Po co właściwie organizuje się chrzciny, wesela? Po co urządzamy przyjęcia z okazji urodzin? Uroczystości na zakończenie roku szkolnego? Pozornie spokojnie można by się bez tego obejść co doskonale pokazał rok pandemiowy 2020. Wszystko sprawnie działało, dzieci się rodziły, małżeństwa były zawierane, młodzież zaliczała kolejne stopnie edukacji jednak każdy miał poczucie, że jest to jakieś niepełne. Czegoś zabrakło, czegoś zostaliśmy pozbawieni. No właśnie, zabrakło rytuału, który temu powinien towarzyszyć.

Autor już na samym początku pracy poświęconej rytuałom, podkreśla, że właściwie są one bez sensu. Nie wnoszą nic nowego, nie zmieniają okoliczności i spokojnie można by się bez ich obejść ale paradoksalnie społeczeństwo (żadne) nie umie bez nich egzystować. Wcześniej przywołałam przykłady związane z moim kręgiem kulturowym czyli polsko-katolickim, jednak autor idzie znacznie dalej i pokazuje przykłady z różnych kultur zarówno z tych pierwotnych jak i rozwiniętych. I wnioski są jednoznaczne - potrzebujemy rytuałów, czyli czegoś co porządkuje nasze życie, wprowadza stałe powtarzalne elementy, określa tożsamość i przynależność do grupy. I paradoksem jest, że im bardziej skomplikowany czy wymagający rytuał tym buduje on większe poczucie zależności. Autor odwołuje się tutaj głównie do tradycji wielu krajów związaną z chodzeniem po ogniu. Ten bolesny i wymagający rytuał prowadzi do szokujących wniosków - reakcja organizmu nie jest zgodna z reakcją mózgu. Mózg czuje spokój, odprężenie podczas gdy całe ciało szaleje ze stresu. Paradoks.

Nie da się żyć bez rytuałów. I nie ważne czy to jest coś związane z religią, kulturą, społeczeństwem czy czymś zdecydowanie mniejszym jak symboliczny kopniak od przyjaciela przed egzaminem, potarcie talizmany przed stresującą rozmową kwalifikacyjną czy ... nawet wspólna zespołowa kawa w pracy. Tak, to wszystko rytuały i mają one ogromne znaczenie. Przede wszystkim wprowadzają rutynę i spokój do naszego zagonionego świata, identyfikują jako członków określonej społeczności, nadają znaczenie i wartościują zachowania, są takim placebo dla mózgu i punktami kontrolnymi. Nie da się od nich uciec a jeśli jakieś nawet próbuje się wyrugować to na ich miejsce pojawiają się nowe (np. festiwal The Burning Man w Stanach czy zastąpienie uroczystości chrztu przez baby shower). Te pozornie bezsensowne, nieuporządkowane, czasem bezcelowe działania są podwaliną cywilizacji i wbrew pozorom od nich bardzo, bardzo dużo zależy a odebranie ich powoduje niepokój, stres i zakłóca naturalny porządek. Dlatego polecam lekturę ,,Rytuałów" bo to fascynująca praca uświadamiająca rzeczy pozornie oczywiste i w bardzo przystępny sposób je wyjaśniająca. 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 62,3 cm  - 1,9  cm = 60,4 cm. 

piątek, 21 czerwca 2024

,,Potwór z Florencji" Douglas Preston, Mario Spezi

 

Tytuł oryginału: The Monster of Florence

Seryjny mordercy i ich zbrodnie od dawna rozpalają wyobraźnię. Nie jedna książka, film czy serial bazuje na ich historii i morderczej działalności. Wielu zapisało się nawet w historii popkultury, otaczając się mgiełką tajemnicy, lęku i długotrwałej bezkarności. Kuba Rozpruwacz, Ted Bundy to już nie tylko synonimy zła ale także społeczne magnesy, które przyciągają połączeniem fascynacji i przerażenia. Podobno każdy kraj ma swojego seryjnego mordercę, która jest sprawdzianem dla służb oraz barometrem społecznym. Dla Włoch kimś takim stał się ,,Potwór z Florencji".

Douglasa Prestona właściwie nie trzeba przedstawiać. To autor bestsellerowych serii kryminalno-przygodowych, żeby tylko wspomnieć o ostatniej wydawanej w Polsce, serii o archeolożce Norze Kelly. Ale to także świetny dziennikarz sprawozdawczy (kto nie zna polecam ,,Zaginione Miasto Boga Małp").  Na początku XXI wieku na jakiś czas przeprowadził się do Włoch z zamiarem napisania kolejnego thrillera. Miał już plan ale rzeczywistość okazała się bardziej interesująca. To wtedy spotkał Mario Speziego, włoskiego dziennikarza śledczego. Spezie poświęcił lata na gromadzenie i publikowanie artykułów o kolejnych atakach ,,Potwora". Morderca ten mordował pary, uprawiające seks na obrzeżach Florencji. Przez prawie dziesięć lat od 1974 roku siał strach i wodził skutecznie za nos śledczych. Kilkunastu mężczyzn było podejrzanych o bycie Potworem. Wielu spędziło wiele miesięcy w areszcie, wytoczono im sprawy ale w żadnym przypadku jednoznacznie nie udowodniono niczyjej winy.

Jednak książka ,,Potwór z Florencji" to nie tylko relacja z kolejnych zbrodni, nie tylko zapis śledztwa. To znacznie więcej. Te zbrodnie i połączone z nimi działania policji i karabinierów obnażają słabość służb i prawdziwą naturę społeczeństwa włoskiego. To wędrówka przez drogę usianą paranoją, spiskami, urażoną dumą oraz zupełną bezsilnością. Właściwie na żadnym etapie nie było prowadzone metodyczne śledztwo, raczej więcej tam chaosu, irracjonalnych teorii czy działań mających na celu dopasowanie dowodów do z góry narzuconej tezy. To śledztwo ciągnęło się przez dziesięciolecia i tylko ośmieszało i podważało kompetencje służb. Pełne jest wątków satanistyczny, masońskich, teorii, które wrzucone w jakąkolwiek powieść, potraktowalibyśmy z przymrużeniem oka, natomiast tutaj były z pełną powagą rozpatrywane na sali sądowej. Ale to też opowieść o włoskim społeczeństwie, pełnym podziałów, klas i zwyczajów. Tu rządzi nieustanne dopatrywanie się czegoś więcej oraz strach o utratę ,,twarzy".

Ten reportaż czyta się lepiej niż nie jedną powieść. To nie tylko mrożąca krew w żyłach opowieść o prawdziwych zbrodniach i mordercy, który nigdy nie został schwytany ale także opowieść o ludziach i mieście. To Florencja obok Potwora jest głównym bohaterem. To ona pokazuje swoje odmienne, mniej spektakularne oblicze. To ona stała się barometrem poprzez który widać stan włoskich służb, ich bezsilność i szaleństwo, które rodzi się w samym ich centrum. Miała to być prosta powieść non-fiction, jest bardzo celny i zdumiewający reportaż o tym jak swobodnie można manipulować faktami i nigdy nie dojść do prawdy. Polecam!

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 65,6 cm  - 3,3  cm = 62,3 cm. 

środa, 19 czerwca 2024

,,Zauroczenie" Margit Sandemo

Tytuł oryginału: Trollbundet

 Od dosyć dawna chodziła za mną myśl, żeby wrócić do ,,Sagi o Ludziach Lodu", którą po raz pierwszy czytałam prawie dwadzieścia lat (!!!) lat temu jako nastolatka. Nawet kiedyś zaczęłam czytać ponownie sagę (dziesięć lat temu !!!) ale w sumie nie wiem dlaczego przerwałam po kilku tomach. Teraz mam plan rozłożony na dłuższy czas i ambitny cel przeczytać ponownie całość i sprawdzić jak dziś, jako dorosły człowiek, odbieram ten najbardziej kultowy przejaw popkulturowy początków lat 90tych. Bo co tu dużo mówić! Kiedyś Sagę czytały miliony. Sama pamiętam mamę i ciocię, które czekały na kolejne tomy w kiosku a potem tomiki wędrowały z rąk to rąk. Bo mimo, że ten cykl to ,,disco polo literatury" to jednak ma to coś, a przynajmniej miał w latach 90tych gdy rozpalał wyobraźnię.

Pierwszy tom zaczyna się jesienią 1581 roku gdy młodziutka, wygłodniała i zmęczona Silje znajduje dwójkę dzieci. Przygarnia je i zapewnia opiekę, nie zdając sobie sprawy, że to odmieni jej życie. Wkrótce także napotyka tajemniczego mężczyznę. Zanim otoczy ją opieką, oczekuje że dziewczyna wyświadczy mu przysługę i uratuje skazanego na śmierć młodzieńca. Ten splot wydarzeń otwiera Silje drogę do tajemniczego świata ludzi wyklętych i zapomnianych przez świat - Doliny Ludzi Lodu. Jednak to zaledwie wstęp do poznania historii Tengela Złego i jego potomków.

,,Zauroczenie" otwiera cały cykl i zaledwie delikatnie nakreśla mitologię, która stanie u podstaw całej historii. Tutaj mamy głównie historię rodzącego się uczucia pomiędzy Silje i Tengelem Dobrym. Jego walkę z samym sobą aby nie ulec i nie złamać przysięgi, którą złożył sam przed sobą. W tym tomie jeszcze nie dzieją się rzeczy dziwne ani tajemnicze ale już czuć ich przedsmak. Umiejętnie nadawany jest klimat i rozbudzana ciekawość tego co dopiero ma nadejść. Bardzo pobieżnie nakreślony jest kontekst, bo patrzymy na świat oczami Silje a ona jeszcze nie poznała prawdziwych zagrożeń jakie niesie ze sobą dziedzictwo Ludzi Lodu. Póki co jest zaledwie młodziutką, rezolutną, odważną dziewczyną, która dzielnie mierzy się z przeciwnościami oraz walczy o miłość ukochanego. 

1. Zauroczenie

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 67,3 cm - 1,7  cm = 65,6 cm.

poniedziałek, 17 czerwca 2024

,,Róże i fiołki" Gry Kappel Jensen

Tytuł oryginału: Roser og violer

 Akademia Rosenholm to nietypowa szkoła. Nie uczą tam języków obcych, algebry czy typowej historii. To miejsce gdzie trafiają cztery młode dziewczyny po to by rozwijać ukryte w nich talenty. Dla Kristine, jednej z nich miejsce to będzie szokiem bo wychowana przez bardzo konserwatywnych rodziców, odkrywa świat, który jest zaprzeczeniem tego co przekazywano jej przez lata. Tylko Kamille, kolejna z czwórki, dorastała u boku matki, która sama była absolwentką Rosenholm. Jednak akademia to nie tylko miejsce gdzie zdobywają magiczną, pradawną wiedzę i rozwijają swoje wewnętrzne talenty. Dziewczęta szybko odkryją, że przed laty doszło w murach szkoły do tragedii a one spróbują odkryć co dokładnie się wydarzyło i zapobiec temu co się zbliża.

Początkowo gdy zaczęłam czytać ,,Róże i fiołki" miałam silne poczucie, że ta historia mocno przypomina ,,Gothikanę", którą czytałam rok temu. Ten sam motyw wyobcowanej dziewczyny wkraczającej w mury gotyckiej twierdzy, pełnej tajemnic by poznać świat z zupełnie innej strony. Podobny motyw zakazanego związku pomiędzy uczennicą a nauczycielem (tutaj jednak w wersji bardzo delikatnej i raczej romantycznej niż erotycznej) oraz zło czające się od lat w murach akademii, które powróci. Jednak to tylko pierwsze wrażenie bo ,,Róże i fiołki" to zdecydowanie lżejsza i bardziej młodzieżowa opowieść. Tak, przesycona magią i tajemnicą oraz czającym się w tle nadprzyrodzonym zagrożeniem opowieść ale także historia rodzących się przyjaźni, pierwszych zauroczeń i szukania własnej tożsamości. Jej dodatkowym walorem jest ukierunkowanie na mitologię skandynawską co nadaje jej mroczniejszy, bardziej dziki klimat.

,,Róże i fiołki" to opowieść skierowana do nastolatek i trochę żałuję, że nie było takich opowieści gdy sama miałam 15-16 lat. Ma ona wszystko by wpasować się w gust tej grupy. Każda z bohaterek jest inna i prezentuje inną postawę ale zdecydowanie wpisuje się w nastoletnie schematy, jednak razem mogą wszystko. Nieuniknione jest skojarzenie z ,,Pretty Little Liars" jednak w otoczce czarnej magii i tajemnic, które zdecydowanie nie są z tego świata. Motyw dark academy rozgościł się na dobre w literaturze i w sumie się nie dziwię. ,,Róże i fiołki" mają w sobie to coś. Mogą rozbudzić wyobraźnie, wywołać dreszczyk emocji, odkryć zupełnie inne oblicze magii oraz finalnie zupełnie zaskoczyć. I nawet ja, mimo, że widziałam mnóstwo schematów i nawiązań, bawiłam się świetnie i o to przede wszystkim przecież chodzi. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Books4Ya!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 69,8 cm - 2,5  cm = 67,3 cm.

wtorek, 11 czerwca 2024

,,The Spanish Love Deception" Elena Armas

Tytuł oryginału: The Spanish Love Deception

 Catalina ma problem! Spory problem! Za miesiąc leci do Hiszpanii na ślub siostry. Świadkiem pana młodego jest jej były, szczęśliwie świeżo zaręczony. Dlatego Catalina dumnie oświadczyła rodzinie, że ona też przyjedzie z chłopakiem, którego ... nie ma. Przypadek sprawia, że całą rozmowę słyszy Aaron, jej pracowe nemesis. Od dwóch lat drą nieustannie koty i oficjalnie wszyscy wiedzą, że oni za sobą nie przepadają i różnią się jak dzień i noc. Wspólna wyprawa na wesele wydaje się być zapowiedzią totalnej katastrofy. Jednak nie byłby to dobry romans, gdyby coś się nie zmieniło. Trzy dni wesela wywrócą do góry nogami ich relację i ujawnią wiele nieoczekiwanego i zaskakującego.

Jako dziecko początku lat 2000 wychowane na komediach romantycznych Susan Elizabeth Phillips, Meg Cabot i innych spod znaku starego Ambera mam jeden najważniejszy zarzut. Czemu to jest takie rozwleczone i przegadane? Ta komedia ma w sobie wiele uroku, momenty lekkości i humoru oraz spore pokłady romantyczności, którego są tłumione przez miliony zupełnie bezsensownych, rozdmuchanych przemyśleń, powtarzających się w kółko co kilka stron. Domyślam się, że miało to pogłębić warstwę psychologiczną, próbować pokazać że nie jest to kolejna głupiutka historia oparta na motywie ,,od nienawiści do miłości" ale także opowieść poruszająca m.in temat seksizmu w pracy czy nierówności w ocenie zachowań mężczyzn i kobiet. I to jest fajne, jednak można by to zrobić prościej, łatwiej i bardziej naturalnie. Przez ponad sto stron czekałam na coś co mnie przekona do tej historii a miała to być odskocznia i pozytywna opowieść na weekend. I taka w końcu była, chociaż rozkręcanie trwało zdecydowanie za długo.

Finalnie odbieram ,,The Spanish Love Deception" pozytywnie. Ta historia ma potencjał. Gdy już się rozkręci jest zabawna, romantyczna, okraszona idealną ilością pikanterii i seksowności bez przekraczania granicy erotyku, mimochodem dotyka ważnych problemów społecznych ale przede wszystkim pokazuje rodzącą się relację między dwojgiem pozornie różnych ludzi. To może być opowieść, która wywoła uśmiech na twarzy (o ile najpierw nie zaśniecie) i dreszczyk emocji oraz ekscytacji. W sumie tego się oczekuje od takich książek więc jest prawie idealnie. 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 73,3 cm - 3,5  cm = 69,8 cm.

niedziela, 9 czerwca 2024

,,Jak się nie nudzić na emeryturze?" Stanisław Mędak


 Przyznam, że sięgnęłam po tę książkę trochę w ramach żartu bo jednak do emerytury jeszcze mi daleko. Jednak ostatnio mam spory kryzys pracowniczy i myśl, że zamiast pracować mogłabym już mieć to za sobą pojawia się coraz częściej. Dlatego w ramach zaklinania rzeczywistości zdecydowałam się przeczytać znaleziony na Legimi poradnik ,,Jak się nie nudzić na emeryturze?".

Przyznam, że było to ciekawe doświadczenie. Podzielona na jedenaście króciutkich rozdziałów praca bardziej przypomina referat pisany trochę na odczepnego na studia niż rzeczywistą książkę. Jednak autor podsuwa szereg aktywności, które mogą zainteresować osobę, która pożegnała się już z pracą zawodową. Jest i wolontariat, i klub seniora, Uniwersytet Trzeciego Wieku, promuje aktywność fizyczną - tutaj pod postacią tai-chi czy proponuje alternatywne formy uzupełnienia budżetu jak odwrócona hipoteka, zachęca do korzystania z internetu oraz podkreśla że emerytura to nie koniec życia. Są to z pewnością istotne punkty wyjścia dla kogoś, kto radykalnie musi przeorganizować swoje życie i znaleźć alternatywę dla pracy, która jeszcze chwilę temu zajmowała mu cały czas.

Poradnik ma sporo zalet i w pewien sposób spełnia swoją funkcję - daje wskazówki i pokazuje możliwości, co nie zmienia faktu, że jest bardzo powierzchowny i już trochę widać na nim upływ czasu. Napisany pod koniec pierwszej dekady XXI wieku ma zupełnie inną perspektywę jeśli chodzi między innymi o korzystanie z Internetu czy podejście do finansów. Niektóre pomysły zawarte w pracy mogą być inspiracją ale wydaje mi się, że i tak sporo brakuje. Mam wrażenie, że praca kierowana jest do zdecydowanie starszej grupy społecznej niż obecni 60latkowie, którzy z wieloma aktywnościami są już całkiem nieźle zaznajomieni (co może potwierdzić przykład moich rodziców, którzy właśnie wchodzą w wiek emerytalny). Tak naprawdę tej pracy brakuje jakiejś innowacyjności czy pomysłowości, jest zebraniem najbardziej oczywistych pomysłów, pozbawioną czegoś głębszego i bardziej personalnego.

sobota, 8 czerwca 2024

,,Zaginiony sztetl" Max Gross

 

Tytuł oryginału: The Lost Shtetl

W pewnym żydowskim sztetlu, gdzieś na obrzeżach Polski, Pasza Lindauer podejmuje jednoznaczną decyzję. Chce rozwodu! Nie było to coś nowego w Kreskolu, ale jednak mimo wszystko małżeństwo trzeba ratować. Jednak młoda kobieta jest nieprzejednana i finalnie do rozwodu doprowadza. Jednak jej mąż nie jest tym, delikatnie mówiąc, zachwycony. Gdy zaraz po rozwodzie znika Pasza, a zaraz po niej Ismael, społeczność Kreskolu jest pewna - doszło do zbrodni i potrzebna jest policja. Starszyzna wysyła młodego chłopaka, Jankiela, z ważna misją dotarcia do najbliższego miasta i zawiadomienia odpowiednich służb. Jakaż jest konsternacja gdy chłopak dotrze do miasta bo ... Kreskol nie istnieje, a przynajmniej nikt przez ostatnie ponad sto lat nie wiedział o jego istnieniu. Ostatni żydowski sztetl, ocalony od Zagłady, staje się szybko sensacją a jego mieszkańcy nadzwyczaj szybko będą musieli zderzyć się z XXI wiekiem.

,,Zaginiony sztetl" to pełna humoru opowieść o Żydach, pozwalająca zerknąć za zasłonę i zobaczyć zupełnie inny, obecnie już nie istniejący świat. Zderzenie mieszkańców Kreskolu z współczesnością, wbrew pozorom przeszło całkiem bezboleśnie jednak wywołało całą lawinę zdarzeń, która odmieniła życie kilku z nich. Autor z lekkością opowiada o tradycjach i mentalności żydowskiej, jednak z pewnym rozczulającym sarkazmem. Z humorem pokazuje tradycyjny, zamknięty sztetl, pełen reguł, hierarchii i utartych przekonań, który nagle zostaje postawiony na głowie a jego najważniejszym bohaterem, zostanie chłopak, znajdujący się na końcu drabiny społecznej, mamzer (bękart). Jest absurdalnie, śmiesznie ale i dramatycznie oraz ... romantycznie. Współczesny świat stanie się dla mieszkańców Kreskolu źródłem zachwytu, zachłyśnięcia się nieoczekiwaną sławą i chwilowym bogactwem ale i rozczarowania.

Powieść Maxa Grossa ma w sobie ogromne pokłady humoru ale i refleksji nad tym, jak mógłby wyglądać świat, gdyby nie doszło do Holokaustu. Pod przykrywką lekkiej, absurdalnej, przygodowej historii, kryje się coś większego - opowieść o tradycyjnym świecie, który zniknął na zawsze. Gross na chwilę, przywraca do Polski żydowską społeczności i w barwny sposób o niej opowiada, co wręcz kipi egzotyką. ,,Zaginiony sztetl" to powieść unikalna, pomysłowa, zabawna i nieoczywista. Polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Finebooks!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 76,2 cm - 2,9  cm = 73,3 cm.

 

piątek, 31 maja 2024

,,Ja, która nie poznałam mężczyzn" Jacqueline Harpman

 

Tytuł oryginału: Moi qui n'ai pas connu les hommes

Narratorka, zwana też Dziewczynką, jako dziecko została zamknięta wraz z trzydziestomadziewięcioma innymi kobietami w klatce pod ziemią. Nie znają powodu uwięzienia i muszą poddawać się rutynie narzuconej przez strażników. Wszystko zmienia się nagle. Rozlega się alarm i strażnicy znikają. Tylko przypadek sprawia, że w drzwiach do klatki zostają klucze. Kobiety korzystają z okazji, która się nadarzyła i wreszcie mogą wyjść na świat. Tylko, że to już nie jest świat, który znały z poprzedniego życia. I o ile pozostałe kobiety mają wspomnienia z wcześniejszego życia, doświadczenia jakie zebrały, punkt odniesienia, Dziewczynka musi uczyć się wszystkiego, nie rozumiejąc do czego odnoszą się pozostałe. Opuszczenie piwnicy rozpocznie ich wieloletnią wędrówkę po dziwnym, opuszczonym, wyjałowionym świecie w poszukiwaniu kogoś jeszcze.

,,Ja, która nie poznałam mężczyzn" to historia bardzo intymna i kameralna. Brak tu spektakularnych zwrotów akcji jednak to nie znaczy, że jest ona pozbawiona emocji. To poruszająco opowieść o kobietach, samotności, przyjaźni i przede wszystkim wręcz niewyobrażalnej nadziei i chęci przetrwania. Kobiety wędrują po pustym, postapokaliptycznym świecie w poszukiwaniu swojej szansy i innych ludzi. Uczą się siebie i nowej rzeczywistości. Próbują przenosić stare zachowania na nowe realia ale jest to trudne. Tylko Dziewczynka zdaje się pasować do tego co stało się ze światem. Nauczona jak żyć w izolacji, pozbawiona normalnych ludzkich interakcji, z zaskoczeniem patrzy na zachowanie starszych kobiet, które próbują tworzyć namiastkę normalności, relacji, bliskości czy zwyczajnych zachowań takich jak śpiew.

Powieść dotyka bardzo delikatnych obszarów duszy. Porusza trudne tematy i nie daje żadnej jednoznacznej odpowiedzi. Można patrzeć na tę historię bardzo różnie. Jako smutną, tragiczną opowieść o samotności w świecie gdzie już nie ma nic albo jako na historię o tak silnej nadziei, że do samego końca pcha do przodu i każe przemierzać świat w poszukiwaniu ludzi. O sile woli, ciekawości, niezmordowaniu, które nie pozwala się poddać. Mnie zdecydowanie to drugie spojrzenie przekonuje bo póki jest nadzieja, wszystko jest możliwe albo przynajmniej daje szansę na sposób w jaki można opowiedzieć i zamknąć swoją historię. Polecam!

czwartek, 30 maja 2024

,,Rozkład północy" Bora Chung

Tytuł oryginału: 한밤의 시간표 


 ,,Rozkład północy" to zbiór siedmiu opowiadań autorstwa koreańskiej pisarki Bory Chung. Ogniwem łączący wszystkie historie jest tajemniczy instytut, gdzie pracuje narrator. Instytut nie jest zwykłym zakładem naukowym. Zbiory, którymi się opiekuje znacznie odbiegają od normalności, tak samo jak samo miejsce. Właśnie tam zebrane są niezwykłe, nawiedzone, tajemnicze przedmioty a i same korytarze i pomieszczenia skrywają wiele sekretów.

Pozornie jest to typowa opowieść o nawiedzonym miejscu. Znikające korytarze, tajemnicze postacie, przedmioty, które mogą prowadzić do nieszczęść i tragedii i bohaterowie, którzy muszą sobie z tym radzić. Każde opowiadanie to osobna historia o duchach i strachach. I nawet nie jest to jakoś specjalnie mocno oparte na koreańskim folklorze. Dokładnie takie same historie z dreszczykiem można by opowiadać pod każdą szerokością geograficzną i wszędzie dokładnie tak samo wywoływałyby napięcie i rozpalały wyobraźnię. Jest niepokojąco, tajemniczo, pojawia się dreszcz strachu i obawa co będzie dalej, zacierają się granice pomiędzy tym co realne a co nie.

Jednak opowieści z dreszczykiem to zaledwie wierzchnia warstwa opowiadań. Dosyć szybko przekonujemy się, że autorka chce w ten sposób przekazać coś więcej, coś znacznie bardziej uniwersalnego. Historie nawiedzonych przedmiotów z instytutu skrywają bolesne ludzkie historie o niesprawiedliwości, zachłanności, cierpieniu, ludzkiej małostkowości i okrucieństwie. Każda rzecz staje się projektorem przez który widać bolączki i wady społeczeństwa. I to oddziałuje bardzo mocno na emocje. To już nie jest lekki zbiór strasznych opowieści, to staje się poruszająca historia dokumentująca losy istot mocno doświadczonych przez los. Pod płaszczykiem lekkości narracji poruszane są mocne tematy jak nierówność społeczne, problemy rodzinne, destrukcyjne uzależnienie od hazardu, okrucieństwo wobec zwierząt czy problemy emocjonalne. To powoduje, że ich wydźwięk jest mocniejszy i lepiej słyszalny.

,,Rozkład północy"to kolejny przykład literatury azjatyckiej po jaki sięgnęłam w tym roku i który mnie zaskoczył. Zaskoczył mnie lekkością formy i bogactwem treści. Pozorna prostota doskonale oddaje najbardziej skomplikowane treści bez patosu i przesady. Jest intrygująco, emocjonująco i zaskakująco. Motywy rodem z horroru klasy B łączą się z poruszającą literaturą tworząc coś co może trafić do każdego czytelnika. Z pewnością jest to proza nietuzinkowa i ucząca niezwyczajnego spojrzenia na świat. Polecam!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Kwiaty Orientu!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 78,2 cm - 1,7  cm = 76,2 cm.

 

wtorek, 28 maja 2024

,,Ziemia pod jej stopami" Salman Rushdie

Tytuł oryginału: Ground Beneath Her Feet

 Przyznam, że już od dawna chodziła za mną myśl, że jeszcze nigdy nie czytałam nic Salmana Rushdie. To jeden z najważniejszych współczesnych pisarzy, napisał kontrowersyjne ,,Szatańskie wersety", których chwilowo nie było w bibliotece ani na Legimi. To właśnie spowodowało, że postanowiłam sięgnąć po inną książkę, jedną z późniejszych a mianowicie ,,Ziemia pod jej stopami".

Jest to powieść zaskakująca i niepokojąca. Opowiada historię dziwnego, kontrowersyjnego trójkąta miłosnego między utalentowaną pieśniarką Winą Apsarą, niezwykłym kompozytorem Ormusem Kamą i ich cieniem, fotografem Rajem. To właśnie Raj opowiada historię obejmującą ponad 60 lat. Historię szaleństwa, namiętności, fascynacji, przepełnioną metafizyką i surrealizmem. Mimo, że historia miłosna wyciągnięta jest na pierwszy plan to nie jest to romans - to opowieść o muzyce, polityce i XX wieku ale widziana jakby w lustrze. Na pierwszy rzut oka łatwo można znaleźć mnóstwo odniesień do najważniejszych wydarzeń jakie wstrząsnęły światem w poprzednim stuleciu ale gdy przyjrzymy się bliżej to zauważymy różnice, rysy, zmiany. Bo tło powieści jest odbiciem lustrzanym, wykrzywieniem, zniekształceniem, które paradoksalnie ujawnia prawdę. Rushdie przeplata szaleństwo z metafizyką, prawdę z kłamstwem, uczucia wyższe miesza z tym co najbardziej fizyczne, pierwotne i niekontrolowane. Tu sacrum miesza się i przenika z profanum.

,,Ziemia pod jej stopami" to nie jest powieść łatwa czy jednoznaczna. To książka przepełniona refleksjami, monologami o świecie i jego istocie ale równocześnie zawierająca w sobie szaloną, absurdalną, nieprawdopodobną historię, która toczy się absolutnie nieoczekiwanym kierunku. Zaskoczyło mnie, że najlepiej czytało mi się te fragmenty, które czytałam na głos bo ten tekst ma w sobie ogromne pokłady rytmu i melodyjności. Wtedy najlepiej czuć jego klimat i nastrój i wtedy zdecydowanie można odkryć jego piękno. Jest to powieść będąca ucztą słowa, mocno rezonująca i zachwycająca swoją nieoczywistością oraz bardzo celnym spojrzeniem na świat. Rushdie opowiada o bohaterach, o ich zderzeniu ze światem i robi to w sposób genialny.

Czytałam opinie, że ,,Ziemia pod jej stopami" to jedna ze słabszych powieści Salmana Rushdiego. Mimo to rozpaliła we mnie apetyt na więcej i z pewnością będę wracać. ,,Szatańskie wersety" mam nadal na mojej liście do przeczytania. Polecam!

niedziela, 26 maja 2024

,,Cud w Dolinie Poskoków" Ante Tomić

Tytuł oryginału: Čudo u Poskokovoj Dragi

 Za górami, za lasami, zagubiona gdzieś między górami leży dolina Poskoków. Dumny, wojowniczy ród, o którym jedni zapomnieli a drudzy tak się boją, że omijają szerokim łukiem. W dolinie Poskoków został obecnie senior, Jozo, wraz z czterema synami. Gospodarują jak umieją (albo nie umieją), jedzą mamałygę i prowadzą walki między sobą. Ich ustalony porządek zakłócają tylko nadgorliwi inkasenci z elektrowni oraz ksiądz, który zupełnie przypadkiem rzuca, że przydałaby się kobieca ręka w tym zapomnianym przez świat, obejściu. Najstarszy z synów Kreszo podejmuje się tego wyzwania i wyrusza do Splitu na poszukiwanie żony. Nie wie jednak, że jego decyzja uruchomi całą lawinę zdarzeń, która odmieni zupełnie wygląd Doliny Poskoków.

,,Cud w dolinie Poskoków" to mój debiut jeśli chodzi o literaturę chorwacką. Nie wiem czego się dokładnie spodziewałam ale dostałam totalne szaleństwo. Absurdalny, czarny humor, szybka, zaskakująca akcja, wiele celnych, bardzo ironicznych uwag odnoszących się do współczesnego świata oraz barwny, intensywny klimat Bałkanów. Autor poprzez sarkazm i ironię rozprawia się z męskim postrzeganiem świata jednocześnie dając posmakować trochę chorwackiej specyfiki. Jedno jest pewne, chorwackie disco będzie cały czas towarzyszyć, broń można wyciągnąć z każdej dziury a to co najbardziej nieprawdopodobne na pewno się zdarzy.

,,Cud w dolinie Poskoków" trochę kojarzył mi się z czeską serią o Arystokratce. Podobny absurdalny, kąśliwy humor tutaj jednak bardziej dosadny i bezpośredni. Bez pardonu rozprawia się z nadmuchaną i przesadną męskością, przemyca zawoalowane odniesie do konfliktu na Bałkanach w latach 90tych i pokazuje, że nawet najbardziej konserwatywne i zamknięte społeczności czekają zmiany. I mimo wagi tematów w tle cały czas jest śmiesznie, lekko i zaskakująco. Jeśli ktoś szuka czegoś nieoczywistego, to to będzie strzał w dziesiątkę. Polecam!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Noir Sur Blanc!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 79,9 cm - 1,7  cm = 78,2 cm.

 

czwartek, 23 maja 2024

,,Tajemnica domu Turnerów" Kate Morton

 Tytuł oryginału: Homecoming

 Kate Morton chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Sama już któryś raz wracam do niej i jej powieści. Dlatego na początku myślałam, że autorka sama siebie duplikuje, szczególnie, że początek ,,Tajemniczego domu Turnerów" budzi bardzo mocne skojarzenia z inną jej powieścią ,,Zapomnianym ogrodem". Już prezentacja bohaterek jest podobna - ten sam schemat młoda kobieta porzucona przez matkę a wychowana przez babcię wyrusza w podróż by odkryć przeszłość. W ,,Zapomnianym ogrodzie" z Australii do Anglii, tutaj - w przeciwnym kierunku. Po początkowym deja vu jednak zaczyna się właściwa opowieść, która sięga w przeszłość, do końcówki lat 50tych gdy na brzegu strumienia zostaje znaleziona martwa prawie cała rodzina. Zaginęło tylko niemowlę. Policyjne śledztwo nie przynosi efektów i zostaje uznane za rozszerzone samobójstwo. Zaciekawiona bohaterka postanawia odkryć prawdę i dowiedzieć się co dokładnie wydarzyło się przed sześćdziesięciu laty i jaki był udział jej babki w wydarzeniach.

,,Tajemnica domu Turnerów" to przede wszystkim opowieść o kobietach. Trudno to nazwać romansem, chociaż tak był klasyfikowany, bo mężczyźni prawie się nie pojawiają. To kobiety i skomplikowane relacje między nimi odgrywają główną rolę. Autorka kreśli historię relacji rodzinnych, mocno zaburzonych przez tajemnicę sprzed lat. To ona oddzieliła pokolenia i sprawiła że córka zerwała więzi z matką. Przeszłość nawet dobrze ukryta i przemilczana cały czas oddziałuje i zatruwa, sprawia, że bohaterki mimowolnie powielają swoje schematy zachowań i nie umieją zbudować zdrowych relacji, szczególnie wewnątrz rodziny. Kate Morton to też specjalistka od budowania klimatycznych opowieść z tajemnicą w tle. I po raz kolejny jej się to udało. ,,Tajemnica ..." nie jest tak baśniowa i nastrojowa jak inne jej książki, jest bardziej realna. W znacznej mierze spowodowane jest to pudełkową konstrukcją książki - właściwie mamy tutaj dwie historie schowane jedna w drugą. Na zewnątrz poruszającą powieść obyczajową a wewnątrz niepokojącą i zawiłą historię true crime.

Powieść Morton czyta się na jednym wdechu. Po raz kolejny mamy opowieść, która powoli odsłania swoje tajemnice i dopiero dotarcie do finału spowoduje, że wszystko nabierze sensu. Wydaje mi się, że jest to też bardziej dojrzała powieść, mocno skupiająca się na relacjach babka-matka-córka. Pokazuje jak bardzo niejednoznaczne może być ludzkie zachowanie i trudno określić gdzie przebiega granica pomiędzy dobrem i złem. To opowieść pozbawiona czarnego charakteru, raczej pokazująca, że wszystko zależy od okoliczności, a wtedy nawet najlepsza osoba skłonna jest do zrobienia czegoś co odciśnie się piętnem na kolejnych pokoleniach. ,,Tajemnicę domu Turnerów" świetnie się czyta. Polecam! 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 83,4 cm - 3,5  cm = 79,9 cm. 

sobota, 18 maja 2024

,,Willa przy Perłowej" Paulina Molicka

 


Zawsze omijałam książki obyczajowe autorstwa polskich pisarek szerokim łukiem. Bardzo,  bardzo długo nie mogłam się do nich przekonać. Jednak ostatnio coraz częściej na nie trafiam i chyba muszę zmienić swoją opinię. Doskonałym na to przykładem jest ,,Willa przy Perłowej".

Michalina nagle rzuca wszystko i wyjeżdża z Lublina by zamieszkać u stryja. Nie chce mówić o tym co spowodowało tak gwałtowną reakcję ale doskonale widać, że została zraniona. Zupełnym przypadkiem spotyka starszą panią i dostaje pracę jako specjalista od marketingu internetowego w podupadającej willi. Tam właśnie spotka ludzi, którzy zmienią jej życie, ale także ona wpłynie na kilka osób, sprawiając, że nic nie będzie takie jak wcześniej.

Początki z tą książką były ciężkie. Sporo postaci, sporo niedomówień albo odniesień do wydarzeń, których nie znałam bo nie czytałam pierwszej części. Jednak po pierwszym wrażeniu chaosu pojawił się spokój. Ostatnio w internecie spotkałam się z określeniem ,,pluszksiążki" czyli takie lekkie, otulające, emanujące ciepłem i dobrą energią. I właśnie taka jest ,,Willa przy Perłowej". Dodałabym nawet, że to trochę baśń z dobrymi duszkami krążącymi między ludźmi i popychającymi ich we właściwym kierunku. Trudno uwierzyć, że naprawdę istnieją takie miasteczka, że tak łatwo ludzie rozwiązują problemy czy się zmieniają. Jednak w baśniach wszystko jest możliwe a potem to ciepło spływa na czytelnika.

,,Willa przy Perłowej" może nie zapadnie w pamięć na lata. Jednak sprawi, że przez chwilę będzie lepiej. Uśmiechniemy się, otulimy ciepłem, zanurzymy w bajce, w którą każdy dorosły chce wierzyć, napełnimy się pozytywną, różową energią a potem dzielnie wkroczymy w szary świat. I może naiwnie uwierzymy, że tak samo jak nad bohaterami nad nami też ktoś czuwa i pomaga w odpowiednich momentach. Polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Dragon!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 85,8 cm - 2,4  cm = 83,4 cm.