Rok temu byłam po raz pierwszy w Rzymie i po tej wizycie pozostały mi bardzo mieszane uczucia. Fakt, był to zorganizowany city break z przewodnikiem i w ciągów niecałych trzech dni przegoniono nas po najbardziej turystycznych miejscach. Co zapamiętałam? Chaos, ścisk i masę ludzi. Nie brzmi to zachęcająco. Jednak nawet przez pryzmat tego szaleństwa dało się dostrzec, że Rzym to miasto niezwykłe, pełne sprzeczności, bijące swoją indywidualnością oraz szczycące się sięgającą wieki historią.
Książka Piotra Kępińskiego pozwoliła mi poznać stolicę Włoch jeszcze z innej strony. Bardziej intymnej. Mieszają się tu turystyczne z zupełnie nie znanymi. Jest miejsce na wielką historię ale i na wiele ciepłych anegdot. Widać dobitniej indywidualizm i specyfikę mieszkańców stolicy, ich poczucie odrębności w stosunku do innych rejonów Włoch. Razem z autorem zanurzamy się w plątaninę rzymskich uliczek by zobaczyć to wszystko czego nie widzi się podczas city breaku. Są malownicze i pełne przekazu murale, są ogrody i wille, są małe kina i nieoczywiste galerie sztuki. Są też problemy z jakimi mierzy się miasto, które są odbiciem mentalności Włochów.
,,Rzym. Miasto nad miastami" to opowieść o mieście, podkreślająca jego wyjątkowy charakter. Czuć zachwyt autora i jego nieustanną pasję by odkrywać więcej. To nie jest typowy przewodnik turystyczny, to raczej zaproszenie by zanurzyć się głębiej, by rozglądnąć się i dostrzec szczegóły, które umykają. Czuć trochę chaos i gonitwę, tą samą jaką dostrzegłam sama w trakcie mojej wycieczki, ale to też część skomplikowanych stosunków wypełniających Rzym. Tutaj znajdzie się miejsce dla każdego: dla polskiego emigranta, banglijskich handlarzy, uchodźców z Afryki. Autor wszystko to widzi i o wszystkim opowiada z ogromnym ciepłem i ciekawością. Może ten obraz Rzymu nie nadaje się na pocztówki ale jest bardziej zachwycający, miasto nabiera wymiarów, odcieni i głębi. Staje się żywym organizmem. Ja chcę tam wrócić i po nim pospacerować ale tym razem bez pośpiechu i bez celu.
piątek, 21 listopada 2025
,,Rzym. Miasto nad miastami" Piotr Kępiński
piątek, 27 czerwca 2025
,,Miejsce i imię" Maciej Siembieda
,,Miejsce i imię" to kolejny przykład, że Maciej Siembieda umie łączyć prawdziwe fakty i fikcję, tworząc historię, od której trudno się oderwać. To zaskakująca opowieść o nieznanym epizodzie z okresu II wojny światowej podrasowana mocną historią o ... diamentach. Diamenty jak wiadomo są wieczne ale mogą też być przeklęte i przynosić nieszczęście tym, którzy wejdą w ich posiadanie. Już to sprawia, że powieść Siembiedy nabiera zupełnie innego wymiaru. To nie prosta powieść akcji o chciwości ale coś znacznie bogatszego. Oprócz współczesnego kryminału, pełnego zwrotów akcji i zupełnie zaskakujących rozwiązań, czytelnik dostaje też poruszającą opowieść o niezwykłym talencie, zakazanym uczuciu i klątwie jaka może tkwić w diamentach. Ta historia nie ma jednego odcienia, jest pełna różnych barw i różnych emocji a przez to do samego końca emocjonująca.
,,Miejsce i imię" to powieść, którą chce się czytać. Ta książka pokazuje inne, mało znane oblicze wojny ale również nie pozbawiona jest elektryzujących zwrotów akcji czy zaskakującego poczucia humoru. Ale jej mocną stroną są też bohaterowie - inteligentni, przenikliwi i potrafiący dojrzeć to czego nie widać. To ich zmysłami wręcz dotykamy historii i odkrywamy jak wiele tajemnic może skrywać i jak czasem niewiele trzeba by odkryć prawdę.
p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 73,0 cm - 3,2 cm = 69,8 cm.
wtorek, 9 kwietnia 2024
,,Lizbona. Miasto, które przytula" Marta Stacewicz-Paixão, Weronika Wawrzkowicz-Nasternak
Lubię serię podróżniczą wydawnictwa Wielka Litera ,,Podróż nieoczywista" bo otwiera drzwi do zupełnie nowego spojrzenia na wiele miejsc. Najczęściej jest to obraz bardzo subiektywny, indywidualny, wręcz intymny. Patrzymy na znane miejsca z perspektywy innej osoby, współodczuwając wszystko to co zdecydowało, że dana lokacja jest właśnie TĄ. Jest to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, jednak w przypadku ,,Lizbona. Miasto, które przytula" czegoś zabrakło, żebym mogła z całą mocą powiedzieć, że tak rozumiem ten zachwyt.
Nie byłam nigdy w Lizbonie więc podziwiałam ją tylko poprzez fenomenalne zamieszczone w książce zdjęcia. To one są intymnym portretem miasta. Raczej nie znajdziemy tam monumentów czy popularnych atrakcji turystycznych, jest zamiast tego miasto samo w sobie. Cudowne detale i wizerunki miejsc oraz ludzi hipnotyzują. Są tym, dlaczego przede wszystkim warto sięgnąć po tę książkę. Sama treść to krótkie felietony i rozmowy - autorek pomiędzy sobą oraz z różnymi gośćmi m.in Polakami mieszkającymi w Portugalii. Można dowiedzieć się sporo o historii miasta oraz o jego zupełnie nieoczywistej stronie. Lizbona doskonale podkreślana charakter mieszkańców i w naturalny sposób jest ich odbiciem. To miasto małych knajpek, otwartych ludzi zmagające się z popularnością turystyczną, na którą nie jest przygotowane. To opowieść o życiu w zupełnie innej dynamice niż to co znamy z Polski. Brak pośpiechu, brak presji. Każdy z rozmówców prezentuje swoją wizję Lizbony jako miejsca, które stało się tym właściwym do (nawet czasowego) zamieszkania.
Obraz Lizbony jaki wyłania się z rozdziałów ma w sobie to coś, jednak wiele też brakuje. Autorki chciały wyjść poza ramy przewodnika i stworzyć bardziej intelektualny-kulturalny obraz Lizbony. W wielu miejscach znajdziemy mnóstwo odniesień do literatury, sztuki, kultury. Opowieść nabiera innego wymiary ale gdzieś gubi się istota. Nie czułam tych emocji, tego personalnego spojrzenia, którego oczekiwałam po kolejnej książce z serii. Lizbona jaka pojawia się na kartach książki jest piękna ale nie skierowana do mnie. I w pewien sposób jest clue - każdy z rozmówców podkreślał, że to miasto trzeba odkryć po swojemu, na własną rękę, a nie podążać śladami innych czy za przewodnikiem. Może w nieoczywisty sposób ta książka mówi, że muszę sama się tam udać i odkryć swoją Lizbonę bo ta na kartach książki z pewnością moją nie jest. Zachęcam!
p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 109,3 cm - 2,4 cm = 106,9 cm.
piątek, 29 grudnia 2023
,,444" Maciej Siembieda
Z prozą Macieja Siembiedy miałam dotychczas tylko raz przyjemność, gdy jakiś czas temu czytałam ,,Gambit". Już wtedy przykuło moją uwagę, że autor umiejętnie umie łączyć fikcję literacką z prawdziwymi wydarzeniami oraz dodatkowo bawi się gatunkami literackimi oferując rozrywkę na najwyższym poziomie.
Dokładnie tak też jest w przypadku pierwszego tomu serii o Jakubie Kanii ,,444". Tytułowa liczba odnosi się to tajemniczej przepowiedni mówiącej, że właśnie co 444 lat, począwszy od roku 1000, ma pojawić się wybraniec, który będzie w stanie zakupować topór wojenny pomiędzy islamem a chrześcijaństwem. Jednym z takich wybrańców miał być polski król Władysław Warneńczyk. Wieki po jego śmierci Jan Matejko namalował obraz, w którym miały być zakodowana ta przepowiednia oraz odpowiednie wskazówki. Ten tajemniczy obraz, który przez wieki pojawiał się i znikał, był kradziony oraz ukrywany oraz prawie nic o nim się nie mówi stał się osią powieści sensacyjnej Siembiedy. Jego poszukiwania rozpalą wyobraźnie prokuratora Jakuba Kani, który swoimi działaniami wywoła zamęt w szeregach starodawnej organizacji, która zrobi wszystko by nikt nie dowiedział się o przepowiedni ukrytej w ,,Chrzcie Warneńczyka".
,,444" to wciągająca powieść sensacyjno-historyczna. Siembieda po mistrzowsku wykorzystuje prawdę historyczną aby na jej podstawie stworzyć zaskakujący obraz dziejów. Prowadzi czytelnika od roku 1000 do współczesności, a nawet w przyszłość genialnie łącząc wątki i co rusz zaskakując. Nic nie jest tutaj oczywiste czy możliwe do przewidzenia. Bawi się historią, nadając jej nowe brzmienie oraz dopełniając ją fikcją, także powstaje spójna, interesująca oraz wciągająca całość. Nagle doskonale znane fakty nabierają nowego znaczenia oraz czytelnik dowiaduje się całkiem sporo o najbardziej tajemniczym z obrazów Jana Matejki. Oczywiście, jak na prawdziwą powieść sensacyjną przystało, gdzieś w cieniu musi czaić się tajemniczy wróg, który tylko czeka aż główny bohater zbliży się za bardzo do rozwiązania, aby zaatakować. I w tym przypadku autor mocno zaskoczył i zdecydowanie zbił z pantałyku, co liczę mu jako ogromny plus bo spodziewałam się standardowych rozwiązań.
,,Czwórki" to świetna powieść rozrywkowa łącząca umiejętnie przygodę, tajemnicę, prawdziwą historię oraz ciekawych, nietuzinkowych bohaterów. Można z nią doskonale spędzić czas. Jest z pewnością nietuzinkowa oraz zaskakująca ale czyta się jednym tchem. To powieść, która z pewnością usatysfakcjonuje każdego miłośnika tajemnic, szyfrów oraz pradawnych spisków sięgających ponad granice państw. Siembieda wykorzystał to wszystko ale równocześnie zachował realizm i polski koloryt. Jest naprawdę bardzo dobrze więc z pewnością będę kontynuować serię z Jakubem Kanią w przyszłości. Polecam!
p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 1,5 cm - 3,4 cm = -1,9 cm.
sobota, 29 kwietnia 2023
,,Oslo. Miasto, które oddycha" Marta Hopfer-Gilles
Nie da się nie zauważyć, że uwielbiam literaturę podróżniczą i często po nią sięgam. Moja lista miejsc do odwiedzenia w przyszłości się wydłuża a póki urlop i finanse na tyle podróży nie pozwalają to chociaż podglądam równe miejsca z perspektywy innych. Oslo może nie jest moim oczywistym celem ale z pewnością jest destynacją ciekawą, inną i tajemniczą. Mimo, że Norwegia jest jednym z krajów gdzie dosyć często można spotkać Polaków, to jakoś o samej stolicy mało można usłyszeć. Jakie właściwie jest Oslo i czy może zachwycić?
Autorka reportażu od siedmiu lat mieszka w stolicy Norwegii. Przypadkowo trafiła przed kilku laty razem z partnerem i postanowiła się osiedlić. Przetrwała tam pandemię i lockdown a teraz próbuje opowiadać o mieście, które stało się jej domem. Jest to opowieść spacerowo- biegowa, pokazująca specyficzne oblicze tego miasta.
Opowieść o Oslo jest bardzo intymna i personalna. Autorka pokazuje miejsca jej bliskie ale równocześnie chce ująć całość. Przechodzi od dzielnicy do dzielnicy prezentując według niej najciekawsze miejsca, równocześnie próbując opowiadać o historii i społeczności. Jest to opowieść ciekawa, barwna, okraszona szczegółami i zilustrowana pięknymi fotografiami. Z każdej strony czuć zachwyt autorki. Tylko jakoś ten zachwyt nie przenosi się na czytelnika. Czegoś zabrakło w narracji powodującego, że chcemy się spakować już, teraz i wsiadać w samolot by na własne oczy zobaczyć, by dotknąć lub posmakować. Już trochę o Skandynawach czytałam i zawsze dowiadywałam się, że za tą ich maską spokoju, równowagi i porządku coś więcej się kryje. Tutaj autorka tylko potęguje nudę. Norwegia - poprawna polityczne, nowoczesna, ekologiczna. Niby coś się wspomina, że jednak nie jest tak idealnie ale w sumie wątek szybko umiera. Jest ładnie, świeżo ale nudno.
Jestem lekko rozczarowana. Wierzę, że Oslo jest miastem, które ma zdecydowanie więcej do zaoferowania. Miastem, które może zachwycić. Jednak po tej książce zostałam z poczuciem ,,ładnie tam, ale lepiej pojadę gdzie indziej". Autorka mimo, że sama zachwycona miastem zupełnie nie umiała przekazać tego zachwytu, nie oddała ducha. Pokazała zwyczajne, nudne miasto, które nie wiele różni się od tego co znamy na co dzień. Szkoda bo liczyłam na zdecydowanie więcej.
p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 111,4 cm - 2,1 cm = 109,3 cm.
czwartek, 11 sierpnia 2022
,,Bracia Burgess" Elizabeth Strout
Czasem trafiamy na książki, o których właściwie trudno cokolwiek sensownego powiedzieć. Próbujemy streścić ale tam nic się spektakularnego nie dzieje. Nie ma drastycznych zwrotów akcji, nie ma szokujących odkryć, są tylko niepokojące odczucia i wrażenia, które ciężko przekazać. Jest zwyczajne, pozornie nudno, ale odkładając książkę na półkę, pozostajemy z wrażeniem, że coś się zmieniło. Jakaś równowaga została zachwiana. Opowieść pozornie banalna, pozostawia nas z nienazwanym niepokojem i natłokiem myśli, które trudno uporządkować i zaszeregować. I dokładnie tak jest w przypadku powieści ,,Bracia Burgess".
To bardzo statyczna powieść ale ma podskórną siłę, że wywraca do góry nogami zastały porządek świata, właściwie nic nie robiąc. Bob i Jim Burgessowie to dwóch braci różniących się od siebie jak dzień i noc. Jim odnosi sukcesy jako wzięty prawnik w wielkiej kancelarii. W przeszłości prowadził sprawę, która przyniosła mu sławę i ugruntowała jego pozycję. Udane życie rodzinne, odpowiedni krąg znajomych - wszystko to tylko potwierdza jego miejsce w świecie. Bob to jego przeciwieństwo. Pracuje w poradni prawniczej i wiecznie podziwia starszego brata. Żyje w dziwnej zależności z byłą żoną i alkoholem próbuje zagłuszyć samotność. Bracia żyją obok siebie, przebywając obok i zarazem unikając się. Będą jednak musieli wyruszyć do rodzinnego miasteczka gdy ich siostrzeniec zostaje oskarżony o głupi wybryk. Wyprawa, przebywanie razem na małej przestrzeni całej trójki rodzeństwa mnóstwo zmieni w ich relacjach oraz postrzeganiu świata przez każdego z bohaterów.
,,Bracia Burgess" to skomplikowana opowieść o relacjach międzyludzkich, ludzkich emocjach i odczuciach oraz o własnym miejscu w świecie. Na początku wydaje się, że podział jest jasny. Od razu widać kto wygrał życie a kto jest przegranym. W miarę rozwoju fabuły widać, że to tylko fasada, która coraz bardziej się kruszy i w końcu musi runąć. A za nią nie ma nic. Jest pustka, tym straszniejsza że przez wiele lat celowo powiększana. Nikogo z bohaterów nie da się lubić, im można tylko współczuć. Ich doświadczenia wręcz bolą. To także opowieść o społeczeństwie - jego ignorancji, zawoalowanym rasizmie i hipokryzji. Wszyscy chcemy się czuć lepsi ale kosztem kogoś innego. Szukamy słabszych, kogoś kogo można wskazać palcem.
Powieść Strout jest bardzo niepokojąca. Burzy spokój. Bez używania wielkich słów czy dramatycznych obrazów niszczy wyobrażenie jakie sobie zbudowaliśmy. Wyciąga na wierzch hipokryzję i obłudę. Obnaża samotność. Pokazuje, że kolosi, których się podziwia są pustymi figurami. Chociaż to zwykła opowieść jakich wiele to jednak nie da się obok niej przejść obojętnie. Polecam!
p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 52,8 m - 3,3 cm =49,5 cm.
wtorek, 22 marca 2022
,,Światło na krańcach świata" Jose Luis González Macías
Tytuł oryginału: Breve atlas de los faros del fin del mundo
Chyba najbardziej niezwykła latarnia morska o jakiej słyszałam znajduje się w ... Szwajcarii. Paradoks, prawda? Ale jednak tak jest. Na przełęczy Oberalp stoi 14-metrowa replika latarni, znajdującej się w Holandii, tam gdzie Ren uchodzi do morza. To taka klamra spinająca dwa końce Renu. I chociaż o tej latarni nie wspomina się w książce to chyba może być przykładem, że w latarniach morskich drzemie jakaś siła i magia, że nawet kraje bez dostępu do morza, pragną własną posiadać, nawet w ramach ciekawostki i atrakcji turystycznej.
,,Światło na krańcach świata" to zestawienie już prawdziwych, poważnych latarni morskich, które przez wiele lat zapewniały bezpieczeństwo podróżującym. Autor wybrał zaledwie 34 z różnych zakątków świata aby tylko nakreślić jak fascynujące, niesamowite, czasem tragiczne czy bardzo dramatyczne historie się z nimi wiążą. W krótkich notkach, kreśli zaledwie szkice. Ale są to szkice bardzo wymowne. Dużo mówiące o sile ludzi decydujących się na pracę latarnika, o ich poświęceniu, zdecydowaniu ale także o samotności i rozpaczy. Chyba żaden zawód, tak jak latarnik, nie mówi wiele o kondycji ludzkiej, i chyba on najbardziej wyciąga na wierzch słabości, wątpliwości ale także pokazuje prawdziwe wewnętrzne mocarstwo. Chociaż pierwsze co się nasuwa, to myśl, że jest to praca przeznaczona tylko dla mężczyzn bo także były kobiety, które odnajdywały się w jej wykonywaniu a nawet, po latach, doczekały się nazwania latarni swoim imieniem.
Ten malutki atlas zaledwie rozbudza ciekawość. Daje przedsmak tego, co wiąże się z wielowiekową pracą w latarni morskiej. To przyczynek aby samemu zacząć szukać i dowiadywać się coraz więcej i poznawać inne, zaklęte w budowlach nad brzegiem morza, historie. Jest w nich zaklęte piękno i niezwykła dramaturgia, która powoli odchodzi w przeszłość wraz ze wzrostem automatyzacji latarni morskich. Dlatego trzeba się spieszyć i poznawać te uciekające historie. Polecam!
piątek, 24 września 2021
,,Gozo. Radosna siostra Malty" Piotr Ibrahim Kalwas
Ma ktoś może nadmiarowy urlop i najlepiej wolny bilet na Maltę? Chętnie
przygarnę i ładnie podziękuję :D Serio, jak ktoś chce mnie zabrać, to
dajcie mi pół godziny i jestem spakowana i gotowa by zwiedzać,
podziwiać, smakować i spacerować.
Lubię reportaże o innych krajach, relacje z podróży, wszelkiego rodzaju
wspomnienia z pobytów. Ale chyba jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby w
trakcie lektury chcieć tak bardzo się spakować i jechać do opisywanego
miejsca. Dopiero Piotrowi Ibrahimowi Kalwasowi się to udało. Już
znajomym jęczałam że ja chcę jechać. Ale trudno się dziwić. Kalwas
opowiada tak przekonująco o Gozo (bliźniaczej wyspie Malty). To nie jest
suchy przewodnik, to nie są wskazówki czy sugestie. To cały zachwyt nad
wyspą, na której przyszło mu mieszkać, przelany na karty książki.
Wypełniona zwykłymi-niezwykłymi miejscami, smakami, aromatami,
przepełniona niezwykłą energią. Wręcz namacalnie na się wrażenie, że
spaceruje się z autorem po wyspie i podziwia znajome mu miejsca. Zresztą
piękne zdjęcia też dużo robią.
,,Gozo. Radosna siostra wyspy" to wręcz wciśnięcie biletu lotniczego do
ręki, bo nie wierzę, że każdy kto przeczytał nie miał takich skłonności.
To gorące pragnienie by samemu na własnej skórze, własnymi zmysłami
odczuć to co Kalwas tak sugestywnie przekazuje. By spróbować potraw,
win, by zrobić zakupy w polecanych miejscach oraz pospacerować drogami,
które wskazuje. Namiastką podróży na Gozo będą załączone przepisy,
pozwalające w szarej, jesiennej Polsce poczuć przez chwilę słońce i
wiatr gozytański. Jeśli chcecie choć na chwilę zapomnieć o zbliżającej
się zimie, gorąco polecam!
p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 37,0 cm - 2,4 cm = 34,6 cm.
czwartek, 11 stycznia 2018
,,Australijczyk" Marek Niedźwiecki
Niedźwiecki, znany i ceniony dziennikarz radiowy jako cel swoich wypraw szczególnie upodobał sobie Australię, którą odwiedził już kilkanaście razy. Już od pierwszej wyprawy robił i kolekcjonował zdjęcia a razem z nimi wrażenia i emocje. Bo to przede wszystkim jest w tej książce. Dziennikarz pokazuje swoje ulubione miejsca, chwali się zdjęciami, przedstawia to co go zachwyciło na Antypodach i co poleciłby każdemu wybierającemu się tam do zobaczenia. Raczej nie znajdziemy tutaj zbyt wiele wiedzy merytorycznej o Australii. Jest garść powierzchownych informacji przeplatana zdjęciami, które, to trzeba przyznać, są bardzo urokliwe.
Sięgając po książkę, nie tego szukałam, co otrzymałam. Całość bardziej nadaje się na materiał na bloga niż do wydania w formie książki. Chciałam dowiedzieć się czegoś o tym kontynencie a zamiast tego zdjęciami rozbudzono mój apetyt by tam się wybrać (co narazie jest niemożliwe). Poczułam się jak wtedy gdy ktoś wraca z rewelacyjnymi opowieściami i macha przed nosem zdjęciami i mówi musisz tam pojechać :) Fakt pan Marek opowiada ciekawie i kusi bardzo. Szkoda jednak, że nie przygotował trochę więcej informacji na temat miejsc, które zwiedził. Wtedy zdecydowanie wszystko to stałoby się bliższe, bardziej namacalne a tak jest trochę powierzchowne i mało realne.
wtorek, 22 sierpnia 2017
,,Opowieść Podręcznej" Margaret Atwood
Radykalizm religijny, fanatyzm, pragnienie sprawowania nieograniczonej kontroli nad drugim człowiekiem, a przy tym katastrofy ekologiczne i demograficzne zbudowały nową rzeczywistość. Rzeczywistość, w której egzystuje wiele pokrzywdzonych ludzi. Najbardziej zepchniętymi na bok, uciśniętymi oraz pozbawionymi wszelkich praw są kobiety. Wykorzystywane, zmuszane do upokarzającej prokreacji, odarte z poczucia własnego ja i godności. Nie mają nic. Pozbawiono je głosu, indywidualnego stroju a nawet imienia.
Margaret Atwood przeraża. Obraz jaki stworzyła jest straszliwy i niepokojący. Wyciąga na światło dzienne wszystkie grzechy nie myślenia i beztroskiego niezwracania uwagi na niepokojące sygnały. Fanatyzm i radykalizm pojawia się w tym świecie prawie znienacka. Wywraca wszystko do góry nogami. Ale to także mocna powieść feministyczna. O cierpieniu kobiet, poniżeniu, pogwałceniu podstawowych praw ludzkich i reguł w stosunkach międzyludzkich. Pokazuje brutalną prawdę o kondycji społeczeństw i tym jak łatwo można pozwolić do władzy szaleństwo.
,,Opowieść podręcznej" zburzyła mi spokój. Zamieszała w głowie. Otworzyła oczy i zmusiła do zastanowienia. Wywołała we mnie całą masę przemyśleń. Po tym chyba się poznaje dobrą literaturę więc spokojnie mogę polecić.
piątek, 12 sierpnia 2016
,,Góra Tajget" Anna Dziewit-Meller

Słyszysz płacz dziecka? Jeśli krzyczy przeraźliwie to słyszą je wszyscy wokół. A co w sytuacji gdy dziecko jest słabe, chore i tylko cicho klili? Czy zwrócisz uwagę na jego ból? Podejdziesz? A może miniesz i za rogiem ulicy zapomnisz, bo rachunki, obiad, szef... To tylko jedno dziecko, na pewno ma rodziców. A co w sytuacji gdyby takich dzieci było kilkadziesiąt? I były ukryte za murem? Co gdyby żyły dziesięć, dwadzieścia, siedemdziesiąt lat temu?
,,Góra Tajget" to powieść, do której nie powinno podejść się lekko. Pomimo niewielkich rozmiarów niesie w sobie ogromny ciężar. Zaczyna się banalnie. Młodemu małżeństwu rodzi się pierwsze dziecko. Pojawienie się córki stanie się punktem zwrotnym z życiu Sebastiana - dopiero wtedy zagości w nim strach. Zacznie się bać o życie dziecka. Każda mała rzecz będzie naznaczona lękiem przed śmiercią. Równocześnie pozna też historię budynku sąsiadującego z jego apteką - w czasie wojny prowadzone były tam eksperymenty na dzieciach. To jednak początek. Powoli wnikamy w przeszłość by poznawać kolejne przerażające i tragiczne wydarzenia i coraz mocniej uświadamiać sobie jak mało wiemy i jak mało chcemy wiedzieć.
Anna Dziewitt-Meller spokojnie odkrywa kolejne fakty. Ale ten spokój jest pozorny, sztuczny, podszyty dziesiątkami różnych emocji. Ten spokój skrywa nigdy nie wypowiedziany ból, cierpienie, lęk oraz.. wstyd. Wstyd bo zapomnieliśmy, bo odwróciliśmy się, bo nigdy ich nie opłakaliśmy. Nie da się zamknąć tej książki bezrefleksyjnie i odłożyć na półkę. Trzeba samemu zmierzyć się z tym, o czym dawno zapomniano. Polecam!
czwartek, 4 czerwca 2015
,,Gang Różowego Sari" Amana Fontanella-Khan
Wszyscy zdajemy sobie sprawę z kontrastów panujących w Indiach. Wiemy, że jest to kraj zarówno ogromnego bogactwa jak i wielkiej biedy. Kraj, gdzie mieszkańcy nie mają szans na równe traktowanie. Odmienne prawa dotyczą poszczególnych kast społecznych, najgorzej jednak zawsze traktowane są kobiety. Są bite, gwałcone, mogą być więzione lub zabite bez większej kary dla sprawców, czujących się coraz bardziej bezkarnymi. Wszystko to budziło coraz większy gniew, złość i sprzeciw społeczny. Jednak dopiero w 2006 roku znalazło swoje ujście dzięki działaczce społecznej, niewykształconej kobiecie z maleńkiej wioski, która powołała do życia Gang Różowego Sari. Jest to organizacja społeczna zrzeszająca w swoje szeregi przede wszystkim kobiety i nakierowana na pomoc kobietom, zarówno w walce z najbliższymi (mąż, teściowa) jak i organizacjami publicznymi (policja, sąd). Idea organizacji jest prosta i łatwa do wyrażenia: ,,w kupie siła". I tym się kierują działaczki organizując akcje protestacyjne. Cały reportaż poświęcony jest jednej przykładowej sprawie prowadzonej przez Gang: uwolnieniu siedemnastoletniej Sheelu. Dziewczyna zostaje oskarżona o kradzież w domu zamożnego polityka. Szybko jednak wychodzi na jaw, że oskarżenia jest bezpodstawne a młoda kobieta została porwana by później być bitą i gwałconą. Przez pryzmat sprawy Sheelu opowiedziana jest historia Gangu, samej inicjatorki jego powstania Sampat Pal oraz pokazane są relacje panujące we współczesnych Indiach.
Czytając nieprawdopodobnym wydaje się, że akcja rozgrywa się współcześnie. Wiele aspektów jest nie do wyobrażenia dla czytelnika z Europy. Wstrząsa prostota z jaką o wszystkim opowiada dziennikarka. Pomimo trudnego i bolesnego tematu reportażu w całym tekście czuć także nadzieję i radość tysięcy kobiet, które dzięki Gangowi poczuły swoją siłę. Zrozumiały one, że razem coś znaczą i mogą wreszcie podejmować walkę nawet ze skorumpowanymi politykami. Warto sięgnąć aby zrozumieć i poznać jak wielką moc może mieć jednostka nawet w tak ogromnym społeczeństwie jak indyjskie.










