Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agora SA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agora SA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 sierpnia 2025

,,Wotum" Maciej Siembieda


 Zdziwienie prokuratora Jakuba Kanii chyba nie może być większe, gdy dostaje kolejne zlecenie. Ten zaprawiony w tropieniu sekretów przeszłości śledczy ma tym razem ustalić czy za zamachem na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej stoi tajemnicza sekta. Kania początkowo podchodzi do sprawy sceptycznie ale dosyć szybko wpada na zaskakujący trop. Nie tylko istnieje ktoś komu bardzo przeszkadza monetaryzacja miejsc kultu ale sama częstochowska ikona wydaje się skrywać własne sekrety. Ślady prowadzą upartego prokuratora od Częstochowy, przez Paryż aż po małą wioską gdzieś na Opolszczyźnie, gdzie w miejscowym kościółku znajduje się coś, co nie powinno wyjść na widok publiczny.

,,Wotum" to kolejny tom przygód Jakuba Kanii, który absolutnie wciąga. Intryga, której punktem wyjścia są autentyczne wydarzenia, koncentruje się wokół największej polskiej świętości - ikony Czarnej Madonny. Obraz staje się narzędziem, które ktoś próbuje wykorzystać do swoich celów. I to pozwoli wysnuć opowieść o religii, materializmie i punktach gdzie te dwa obszary się łączą. Siembieda sprawnie serwuje dynamiczną akcję, pełną zaskoczeń, zawirowań i sekretów, równocześnie rozprawiając się z narodowymi mitami.

Czy obrona Jasnej Góry, tak malowniczo opisana przez Sienkiewicza, naprawdę była aż tak bohaterska? Co król Jan Kazimierz ma wspólnego z klasztorem? I w jaki sposób cudowna ikona została uratowana przed potopem? Oczywiście, nie znajdziemy tu poważnych historycznych dowodów, jednak te pytania stają się idealnym gruntem do zbudowania pasjonującej historii, którą czyta się z zapartym tchem. A jeśli jeszcze w tle dodamy czający się w tle czarny charakter to przepadliście na całe popołudnie.

,,Wotum" to też opowieść o polskiej religijności, trochę dewockiej, trochę zabobonnej, opowiedzianej z perspektywy sceptyka. I o ludziach, bezwzględnie to wykorzystujących w imię chciwości lub realizacji własnych celów.

Trzeci tom serii właściwie sam się czyta. A jeśli jeszcze nie znacie, to zachęcam nadrobić. Ja przynajmniej taki mam zamiar.

 p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 50,3 cm - 2,4 cm = 47,9 cm   

sobota, 20 kwietnia 2024

,,Ogon skorpiona" Douglas Preston, Lincoln Child

Tytuł oryginału: The Scorpion's Tail

 Opuszczona chata gdzieś na zboczu gór w Nowym Meksyku. Miejsce tak zapomniane, że to wręcz nieprawdopodobne, że ktoś w tym miejscu odkrywa zmumifikowane zwłoki. Do sprawy, zapowiadającej się jako rutynowa, zostaje oddelegowana młodziutka agentka Corrie Swanson. Uparta młoda kobieta nie poprzestaje na ogólnym wrażeniu ale postanawia zagłębić się bardziej i odkrywa coś zupełnie nieoczekiwanego. Ponad pięćdziesięcioletnie zwłoki kryją w sobie wiele tajemnic, które nieoczekiwanie sięgają czasów gdy testy nad bombą atomową prowadził doktor Oppenheimer a nawet cofają się w czasie jeszcze dalej. Co dokładnie wydarzyło się w Wysokiej Samotni i komu zależy na tym aby prawda nie wyszła na jaw?

,,Ogon skorpiona" początkowo bardzo mi się dłużył. Wydawał się niespójny i chaotyczny. Wydawało mi się, że w tej historii jest wszystko i nic. Z jednej strony w tle przewija się operacja Trinity, XVII-wieczne legendy, współcześni poszukiwacze skarbów i dwie kobiety, które średnio za sobą przepadają. Z tego nie mogło wyjść nic dobrego. I pierwsza połowa jest słaba. Dopiero gdzieś w połowie coś zaskoczyło. Nagle akcja zaczęła nabierać rumieńców, zaczął wyłaniać się jakiś sens i zaczęło być naprawdę ciekawie. Akcja przyspieszyła, skierowała się w nieoczywistym kierunku i od tego momentu samo już poleciało. Było dokładnie tak jak powinno być - szybko, niebezpiecznie i tajemniczo.

Preston i Child dali tym razem trochę zaskakujące połączenie thrillera i powieści przygodowej, ze zdecydowaną przewagę jej drugiej. Odwołują się też do historii i nauki ale zdecydowanie słabiej niż w poprzednim tomie serii. Tutaj zdecydowanie mocniej czuć ducha poszukiwaczy skarbów i czegoś w klimacie starego dobrego Dzikiego Zachodu. Od początku też zarysowali podział na dobrych i złych, którego się trzymają, chociaż po drodze serwują kilka zaskoczeń. ,,Ogon skorpiona" to lekka rozrywka, w której jednak czegoś zabrakło by mogła rozłożyć na łopatki. Ma niezłe momenty ale całość wypada raczej średnio.

czwartek, 4 maja 2023

,,Siódmy koci żywot" Beata i Eugeniusz Dębscy

 

 

 Chyba najlepsze w książkach i czytaniu jest to, że zawsze pojawi się taka, która nas zaskoczy. Szczególnie gdy chodzi o kryminały. Wydaje mi się często, że większość pomysłów już wykorzystano. Zawsze można próbować zaszokować ale zaskoczenie pojawia się bardzo rzadko. Jednak ,,Siódmy koci żywot" zaskoczył i to nieźle. Niby sztampowy policyjny kryminał ale co gdyby nagle okazało się, że pomocnikiem śledczych jest ... kot, a właściwie kotka, obdarzona bardzo zdecydowanym charakterem.

Jovan, właściciel kotki Sheili zostaje zamordowany w swoim mieszkaniu. Wszystko wskazuje na to, że znał swojego morderce. W ostatnich przedśmiertnych chwilach wypycha swoją kotkę na balkon tak aby nie była świadkiem spotkania. Ta jednak widzi coś co pozwala jej zidentyfikować zabójcę. Wkrótce trafia pod opiekę oficer śledczej, która odpowiada za sprawę Jovana. Kotka Sheila wykorzysta cały swój spryt aby podsunąć jak najwięcej śladów policji by mogli zidentyfikować sprawcę. Zaczyna się śledztwo zupełnie inne niż wszystkie, w którym (prawie dosłownie) ster przejmie kot.

,,Siódmy koci żywot" to kryminał z przymrużeniem oka. Mocno specyficzny. Ja początkowo miałam sporą trudność aby wejść w jego klimat. Wydawałoby się, że powinna to być lekka, wciągająca zagadka kryminalna opowiedziana z perspektywy kotki. Jednak wydaje mi się, że początkowo sami autorzy mieli trudność, żeby złapać odpowiedni rytm opowieści. Dopiero w okolicach połowy opowieść się krystalizuje i można zacząć czerpać z niej rozrywkę. Wątek kryminalny nie jest specjalnie rozbudowany, dosyć szybko pojawiają się podejrzani, potem następuje łączenie wątków by mógł nastąpić wielki finał. Cały czas ogromną rolę odrywa kotka Sheila, część opowieści prowadzona jest z jej, pierwszoosobowej perspektywy. To ona podsuwa wskazówki, co budzi lekką konsternację u policjantki, którą się nią zaopiekowała.

,,Siódmy koci żywot" to zarówno moje pierwsze spotkanie z Beatą i Eugeniuszem Dębskimi, jak i tak specyficzną formą komedii kryminalnej. Jeśli potraktować to w ramach eksperymentu czy żartu to bardzo przyjemny. Lekki, spójny, zaskakujący. Z pewnością bardzo przemawiający do wszelkich kociarzy. Ja koty lubię tylko u kogoś :) więc niespecjalnie jestem grupą docelową i raczej nie wrócę. Ale jako czytadło na pierwsze majówkowe opalanie jak znalazł. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Agora SA!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 109,3 cm - 2,2 cm = 107,1 cm.    



piątek, 30 grudnia 2022

,,A song for you. Moje życie z Whitney Houston" Robin Crawford

Tytuł oryginału: A Song For You. My Life With Whitney Houston

 Muzyka Whitney Houston to moje dzieciństwo i wczesne lata nastoletnie. Tylko, że ja i moi rówieśnicy poznawaliśmy Whitney nie tylko dzięki genialnym piosenkom ale także przez pryzmat jej burzliwego związku z Bobbym Brownem. Kolejne doniesienia o awanturach, pobiciach, uzależnieniach odsuwały w cień wszystko inne. Gdzieś coraz bardziej umykała dziewczyna z promiennym uśmiechem, która w latach osiemdziesiątych zawładnęła sercami słuchaczy i osiągnęła coś o czym inni mogli tylko marzyć i która przetarła szlaki dla wielu czarnoskórych artystek.

Robin Crawford to nazwisko, którego zupełnie nie kojarzyłam w kontekście Houston. Ale przełom lat 90 i dwutysięcznych, gdy zasłuchiwałam się w jej piosenkach to chyba jeden z bardziej burzliwszych okresów. Brown i Houston pojawiali się na nagłówkach tylko w kontekście kolejnych zerwań, powrotów, awantur i narkotyków. Crawford, najstarsza i najwierniejsza przyjaciółka, zeszła na dalszy plan a plotki o ich homoseksualnej relacji, zeszły wreszcie na dalszy plan.

 Crawford chce opowiedzieć o swoim życiu ale tym prowadzonym równolegle do życia Whitney i dlatego zaczyna swoją opowieść mniej więcej w tym samym okresie gdy się poznały jako nastolatki. I praktycznie na samym początku rozwiewa wszelkie plotki, domysły i niedopowiedzenia. Tak, ona i Whitney miały romans. Były sobie bliskie nie tylko jako przyjaciółki ale także jako partnerki i kochanki. Czy to było tylko nastoletnie poszukiwanie siebie? Okres eksperymentów? Chyba nigdy nie poznamy jednoznacznej odpowiedzi bo Houston wkrótce po tym zaczęła swoją wielką drogę do świetlanej kariery i musiała wyprzeć się samej siebie.

Nie chcę tutaj streszczać czy opisywać o czym jest to opowieść. Bo właściwie to dwie równoległe historie: Robin i Whitney. Dopóki biegły razem i się przeplatały można mówić o pewnej równowadze i szczęściu. Gdy zaczęły się rozdzielać (a nastąpiło to bardzo szybko) to o ile jedna była wyboista, pełna wzlotów i upadków to jednak biegła w jakimś kierunku; to druga okazała się dramatycznym spadaniem w dół. Przejmujące i przerażające jest to jak bardzo Whitney była okradana z siebie, swoich pieniędzy, swojego czasu, energii i talentu. Pasożytowano na niej, karmiono ją narkotykami i zmuszono do rezygnacji z siebie i swoich marzeń, właściwie od samego początku jej kariery. Nie była traktowana jak osoba ale rzecz, narzędzie do produkcji pieniędzy. Jej ogromny talent został zniszczony i zmarnowany. A najstraszliwsze i wywołujące ciarki na plecach jest to, że nie znalazła się ani jedna osoba, która by próbowała to radykalnie powstrzymać. Robin próbowała ale została skutecznie odsunięta.

Crawford nie opowiada tylko o Whitney ale także o sobie i swojej drodze. To opowieść o zmianach jakie zaszły  w społeczeństwie na przestrzeni lat. To opowieść o rasizmie, poszukiwaniu samej siebie, o zmianach jakie zaszły w stosunku do osób chorych na AIDS czy homoseksualnych, o uzależnieniach. Właściwie wszystkiego tego musiała doświadczyć na swojej skórze. Po kolei traciła bliskich, przyjaciół i uczyła się co jest w życiu najważniejsze.

,,A song for you" to nie jest typowa biografia. Nie jest to także pośmiertna laurka. To książka smutna, poruszająca i dająca wiele do myślenia. Chyba inaczej teraz będę patrzeć na Whitney. Już nie będzie tylko genialną piosenkarką ale przede wszystkim strasznie skrzywdzoną kobietą. Jest to także książka o przyjaźni, która nie uzdrawia, nie zwycięża wszystkiego, nie przenosi gór. Czasem nawet największa, najszczersza przyjaźń musi się poddać i przyznać, że nie zło jest silniejsze. Pozostaje wtedy tylko smutek i garść dobrych wspomnień. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Agora SA!

sobota, 26 listopada 2022

,,Rowerem po Amazonce" Piotr Chmieliński


Książki podróżnicze, szczególnie te dotyczące Ameryki Południowej, zajmują szczególne miejsce w moim czytelniczym serduchu. Uwielbiam wszystko co łączy się z pasją, pomysłem i nieszablonowym podejściem do wędrówki. W tym roku czytelniczo wędrowałam już po Boliwii, Peru i Brazylii razem z dwoma innymi Polakami, który wyruszyli w szalone podróże przez ten kontynent.(tutaj 1 oraz tutaj 2). Wydawałoby się, że ta trzecia, obecna podróż, będzie najbardziej ekscytująca i rozbudzająca wyobraźnie. Sam pomysł już jest szalony - podróżowanie od źródeł Amazonki do jej ujścia na rowerze. Pomysł szalony, wykonanie jeszcze bardziej wariackie a jednak po odłożeniu książki pozostaje ogromny niedosyt.

Dwóch braci, dwa rowery i jedna potężna, wręcz mistyczna rzeka - Amazonka. Czy w tej opowieści, w tej przygodzie może być coś nie tak? Chyba wiele Nawet najlepiej przygotowana, zaplanowana i przeprowadzona wyprawa może zderzyć się z problemami, które nadadzą jej charakteru, wyróżnią i zapadną w pamięć. Bo Amazonki nie da się przepłynąć czy przejechać ot tak. Nie na darmo nazywana jest królową. I jak królowa stawia wyzwania i sprawdza śmiałków. Dwóch braci w 2015 podjęło rękawice i z ułańską fantazją zdecydowali się pokonać trasę od źródła do ujście na rowerach. Początkowo klasycznie a potem już na rzecze na specjalnie przez siebie zaprojektowanych i zbudowanych ,,rowerach amazońskich". I jak każda wyprawa, także i ta była pełna wyzwań, wzlotów, upadków, niebezpiecznych sytuacji czy zaskakujących spotkań. Dla chłopaków była to także okazja do poznania samych siebie i próba uporządkowania swoich prywatnych spraw.

,,Rowerem  po Amazonce" byłoby reportażem idealnym. Fascynującym, rozbudzającym wyobraźnię, budzącym żądzę przygód gdyby opowiadali to sami bracia. Przymykam oko na niedostatki językowe czy prostotę przekazu jeśli z treści bije autentyczność i prawdziwe emocje. Tutaj tak nie ma. jest suche podsumowanie przygotowane i napisane przez Piotra Chmielińskiego, który był koordynatorem i opiekunem wyprawy. Siedząc spokojnie i bezpiecznie w Stanach Zjednoczonych czuwał na bohaterami reportażu przedzierającymi przez amazońską dżunglę. I to niestety jego myśli, spostrzeżenia i emocje widać w reportażu. Adrenalina, która musiała buzować w chłopakach, energia, która ich napędzała, wszystko to trafia do czytelnika przez filtr Chmielińskiego już zaledwie letnie. Rozmywają się emocje, gubi autentyczność przeżyć. Wszystko jest tak bardzo z drugiej ręki. Ucieka poczucie, że to właśnie im towarzyszymy w wyprawie.

Nie chcę oceniać wyprawy. Z pewnością była jedyna, wyjątkowa i niezapomniana oraz zmieniła ogrom w życiu chłopaków. Przeszkadzała mi forma książki, która spychała ich na drugi plan, filtrowała im przeżycia i tłumiła to co powinno być największym atutem - autentyczność. Dlatego tylko 5/10. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  4,6 m - 2,2 cm = 2,4 cm.     

niedziela, 4 września 2022

,,Niegrzeczny prezes" Weronika Jaczewska


 Uczciwie przyznaję, że ostatnio mam dosyć ciężki okres życiu. Dużo ważnych spraw się nawarstwiło i oczywiście kopie najmocniej jak potrafi. Więc chyba nie dziwi, że potrzebowałam odmóżdżacza. Więc książka do recenzji od wydawnictwa Agora spadła jak złoto. Po opisie zapowiadał się lekki romans erotyczny. Wręcz idealny aby wyłączyć mój skołatany mózg i po prostu czytać.

I zasadniczo to czego się spodziewałam, to dostałam. ,,Niegrzeczny prezes" opowiada historię Leny i Fryderyka. Ona - ma za sobą trudny rozwój więc całą energię inwestuje obecnie w pracę. Ostatnim czego by pragnęła są faceci i związki. Więc gdy przypadkiem wylewa kawę a potem nakrzyczy na faceta, który później okaże się jej szefem, nie spodziewa się, że wejdzie do zupełnie nowego i trochę obcego dla niej świata. Wpląta się w namiętny, pochłaniający romans, który pokaże jej zupełnie nowe oblicze jej samej. Równocześnie oboje z Fryderykiem będą robić wszystko aby nikt w firmie nie dowiedział się o ich romansie bo konsekwencje nie będą przyjemne. Jest to trudne bo wzajemne przyciąganie i erotyczna chemia są zbyt silne do ukrycia. Dodatkowo każde z nich musi zmierzyć się z własnymi problemami. Lena - z byłym mężem, który nagle znowu się pojawia i postanawia namieszać jej w życiu; Fryderyk - z tajemnicą, którą nosi od wielu lat i która była powodem jego nieoczekiwanej przeprowadzki z Londynu do Warszawy.

Jeśli nie oczekujemy jakichś cudów to ,,Niegrzeczny prezes" jest bardzo przyjemną lekturą. Doskonale odpręża i stanowi idealną odskocznię od rzeczywistości i innych poważniejszych czy bardziej wymagających lektur. Nie udało się uniknąć typowych schematów, parę razy waliłam się w głowę, chowając face palm ale generalnie nieźle się bawiłam. Ilość scen erotycznych nie przytłacza ale jednak podkreśla naturalną chemię jaka jest pomiędzy bohaterami. Od początku czuć, że iskry pomiędzy nimi strzelają więc i zwarcie musi być spektakularne ;). Niektóre problemy wydają się trochę wyolbrzymione, zachowania bohaterów bezsensowne ale jakoś to wszystko wpisuje się w konwencję i pasuje by w finale doprowadzić do happy endu (oczywiście musi być w strugach deszczu).

,,Niegrzeczny prezes" jako odmóżdżacz spisuje się idealnie. Jest lekko, namiętnie, pełno emocji, trochę dramatów i wielka miłość. Perfekcyjnie by zapomnieć o remoncie, bałaganie, zaszyć się w ostatnim czystym miejscu (pod kołdrą, of course) i czytać i udawać, że rzeczywistość nie istnieje. Jak ktoś właśnie tego szuka to polecam!

 

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Agora SA! 

 

 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  41,4 m - 2,9 cm = 38,5 cm.     

 

środa, 6 lipca 2022

,,Alert" Piotr Głuchowski


 W Polsce właśnie dobiega końca fala upałów. Żar leje się z nieba, szukamy ochłody. Są jednak takie momenty i takie wiadomości, które potrafią zmrozić krew nawet największym twardzielom i wręcz sparaliżować. To wykorzystywanie i zadawanie cierpienia niewinnym i bezbronnym a w szczególności dzieciom. Właśnie wokół tego tematu krąży najnowsza powieść Piotra Głuchowskiego.

Toruń, niezdyscyplinowany i niepodporządkowujący się nikomu redaktor naczelny wirtualnej gazety ,,Głos Torunia" Robert Pruski wpada na trop afery, która może zatrzęś w posadach lokalnych notabli. Pojawiają się dowody, że w jednym z miejscowych klubów odbywały się imprezy, w których brali udział czołowi przedstawiciele najważniejszych a hostessami (i nie tylko) były nastolatki. Jednak sprawa okazuje się być zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Trop prowadzi także w kierunku wcześniejszego zaginięcia młodej cyganki. Jej ojciec, w geście protestu,podpalił się na komendzie policji. Wszystko wskazuje, że tuż przed tym otrzymał przerażające nagranie. Jego pochodzenie może wskazywać na kogoś, kto ma dużą władzę oraz niepokojące powiązania. Pruski podejmuje śledztwo nie zdając sobie sprawy z czym przyjdzie mu się zmierzyć.

,,Alert" to moje pierwsze spotkanie z prozą Piotra Głuchowskiego. Nastawiłam się na typowy thriller - emocjonujący ale jednak mocno stawiający granicę pomiędzy fikcją a rzeczywistością. Tutaj autor sprawił, że granica ta się zaciera. Fikcja przenika się z rzeczywistością, tworzą coś co przerazi bardziej niż najstraszniejszy horror. Autor bardzo mocno bazuje na prawdziwych aferach o których było głośno na przestrzeni ostatnich lat. Jednak pogłębia ich tło, dodaje detale, które nie przejdą w ogólnodostępnych mediach oraz sięga do najmroczniejszych czeluści internetu by stamtąd wyciągnąć prawdziwe zło. Jest dosadny i nie pozostawia miejsca na wyobraźnię. Krzywda, cierpienie i degeneracją, które wylewają się z kart powieści mogą przytłoczyć. Równocześnie chce się odłożyć książkę na półkę ale także coś ciągnie aby poznać zakończenie, mając nadzieję, że w brudnym, szarym, okrutnym świecie istnieje jeszcze szczęśliwe zakończenie. Fascynujące jest jak szeroki kontekst autor zbudował dla tej powieści. Nie ograniczył się tylko do pedofilii (która już sama w sobie jest przytłaczająca) ale dodał też wierzenie azjatyckie, demonologię ludową, darknet i filmy snuff. To sprawia, że całość jest bardzo mroczna, bardzo przerażająca i cały czas z niepokojem oczekuje się na kolejne ruchy wymierzone z bohaterów, którzy całkiem zręcznie lawirują pomiędzy czyhającymi zagrożeniami i odpierając kolejne ciosy.

,,Alert" nie jest powieścią dla każdego. Przesycony czystym złem i niewyobrażalnym bestialstwem pokazuje najgorsze możliwe oblicze ludzkości. Jest thrillerem mrocznym i bezwzględnie obchodzącym się z ofiarami ale przez to bardzo elektryzującym i wciągającym dla czytelnika. Może wywołać odrazę ale równocześnie mówi głośno o sprawach, które przemykają gdzieś w tle. Fikcja literacka, mam nadzieję, że mocno przejaskrawiona, ma przypominać o tym co rzeczywistość zamiata pod dywan. Polecam czytelnikom o mocnych nerwach. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Agora SA!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  68,5 m - 2,3 cm = 66,2 cm.     

poniedziałek, 21 marca 2022

,,Stare kości" Douglas Preston, Lincoln Child

 Tytuł oryginału: Old Bones
 
Wyprawa Donnera to jedno z tragiczniejszych i bardziej tajemniczych wydarzeń w historii Ameryki. Grupa podróżników, pod koniec XIX wieku, przemierza góry Sierra Nevada i gubi orientację. Nadchodzi zima, zagubieni wędrowcy aby przeżyć popadają w kanibalizm. Archeolożka Nora Kelly staje przed nieoczekiwanym, zawodowym wyzwaniem. Na stanąć na czele grupy, która ma za zadanie odnaleźć Zaginiony Obóz, niezbadany dotychczas odłam grupy Donnera. Pikanterii poszukiwaniom dodaje plotka, że gdzieś tam powinno być ukryte warte ponad 20 milionów złoto. Równocześnie, w kilku miejscach na świecie zostają zbezczeszczone groby kilku potomków, jednego z uczestników Wyprawy Donnera. Ktoś ma ukryty cel aby interesować się dokładnie tymi badaniami. Początkująca agentka FBI Corrie Swanson zajmująca się kradzieżą szczątków, nieświadomie zacznie kroczyć drogą, na której jak bumerang będzie powracać pytanie: Co dokładnie wydarzyła się w XIX wieku w górach Sierra Nevada?


Fanom thrillerów chyba nie trzeba przestawiać duetu Preston&Child. Sama, w przeszłości, nie raz sięgałam po ich książki. To niezła mieszanina prawdy historycznej, solidnej wiedzy naukowej i szalonej fikcji literackiej. Robią to tak umiejętnie, że łatwo pogubić się w tym co jest prawdą a co zmyśleniem. I dokładnie tak jest, także w przypadku ,,Starych kości". Autorzy sięgnęli po mocne podstawy - Wyprawa Donnera, która jednoznacznie kojarzy się z kanibalizmem, złem, obłędem, szaleństwem - jest idealnym punktem wyjścia dla mocnej, intrygującej fabuły, która rozbudzi ciekawość, rozpali emocje i sprawie, że ciężko będzie odłożyć książkę, chociaż na minutę. I dokładnie tak jest. Jest szybko, mocno, tajemniczo a wszystko to obudowane solidną wiedzą o współczesnych dokonaniach naukowych. Preston i Child snują opowieść, która nie się nie wydarzyła ale mogłaby. Zderzają dwa  światy - archeologię z kryminalistyką i dają czytelnikowi zagadkę, której rozwiązanie tak naprawdę jest dopiero wstępem. I chyba to jest w tym wszystkim najlepsze, bo ,,Stare kości" to pierwszy tom nowej serii , więc jeśli tak się zaczyna, to chyba po kolejnych tomach można spodziewać się tylko więcej.

,,Stare kości" to, pomimo solidnych historyczno-naukowych podwalin, przede wszystkim czysta rozrywka. Tak, emocjonująca, intrygująca, zaskakująca. Wszyscy ci, który lubili takie seriale jak ,,Bones", ,,CSI", zaczytują się w książkach Rowlinsa, koniecznie muszą sięgnąć i na pewno będę usatysfakcjonowani. Dostaną tu doskonale znane motywy i chwyty. Pewnym odświeżeniem mogą być bohaterki. Dwie silne kobiety. Jedna z ustabilizowaną karierą, pewna swojej wartości kontra nowicjuszka, próbująca przekonać innych do siebie. Ich zderzenie może być katastrofą dla sprawy, która prowadzą ale może też okazać się sukcesem. Dwa zupełnie różne spojrzenia na to samo ale dzięki temu całościowy obraz sprawy nabiera zupełnie nowego kolorytu, jest ciekawszy, bardziej intrygujący i nabiera zupełnie nowego wydźwięku. Jest dobrze, a ja jestem na tyle zaciekawiona, jaka będzie następna sprawa, że czekam na kolejne tomy z serii. Polecam!

 Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Agora!

 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  121,6 cm - 2,2  cm =  119,4 cm.   

czwartek, 19 sierpnia 2021

,,Białe płatki, złoty środek" Paweł Piotr Reszka

 

 

Mówi się, że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach. I coś w tym jest. Ileż to razy po tym gdy dochodzi do tragedii w mediach pojawiają się wypowiedzi znajomych, sąsiadów którzy z szczerym zaskoczeniem mówią jaka dobra, spokojna rodzina to była. Właśnie ,,była" z wierzchu, pozornie i taka jaką inni chcieli ją zobaczyć. Paweł Piotr Reszta zabiera jednak czytelnika pod powierzchnię. Zdrapuje fałsz, obłudę i pokazuje co naprawdę kryje się wewnątrz. Bo z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach.

Zbiór ,,Białe płatki, złoty środek" nie jest wielki objętościowo. Trochę ponad 200 stron. Kilkanaście krótkich reportaży. Pozornie coś co można przeczytać w jeden-dwa wieczory. Ale to nie jest fikcja literacka, to nie przyjemna odskocznia od rzeczywistości. To wyciągnięte na światło dzienne ogromne pokłady cierpienia, ludzkie dramaty, samotność, niezrozumienie i ból, często wynikający z tego, że tak bardzo chce się kogoś pokochać i błędnie mu się ufa. To dramaty ludzi pozbawionych nadziei, pomocy, oddartych z poczucia bezpieczeństwa i skazanych na życie w ciągłym zagrożeniu w miejscu, które ma je zapewniać - we własnym domu. Tych historii nie da się przeczytać i odłożyć. One zostają w czytelniku i zmuszają do refleksji kim właściwie jesteśmy jako społeczeństwo. Czy panuje już tylko znieczulica, niezrozumienie, obojętność? Czy tak bardzo wrosło przekonanie, że to są ,,wewnętrzne, prywatne" sprawy rodziny i nie powinno się reagować? Czy nie widzi się depresji, cierpienia, głodu?

Czytanie tego zbioru boli. Boli bo to nie jest zamierzchła przeszłość, to nie jest trzeci świat. To nasze podwórko, nasza rzeczywistość, nasza codzienność. Obok tego codziennie przechodzimy, codziennie to mijamy. Z tym wszystkim możemy się zetknąć i tylko od nas zależy co zrobimy i jak zareagujemy. Polecam!

poniedziałek, 27 lipca 2020

,,Lem. Życie nie z tej ziemi" Wojciech Orliński

Wydawać by się mogło, że wszystko o wszystkich wiemy. Śledzimy publikacje, czytamy wywiady, obserwujemy działalność. Patrzymy, obserwujemy i jesteśmy pewni, że nic nas nie zaskoczy. Im ktoś popularniejszy, szerzej znany tym swobodniej dzielimy się opiniami bo tak z pewnością jest. Co jednak gdy ten ktoś niewiele mówi bezpośrednio? I co gdy to co mówi nie jest dokładnie tym co chce przekazać?

Wojciech Orliński podjął się karkołomnego zadania zbadania a potem stworzenia jednej spójnej biografii najpopularniejszego polskiego pisarza science fiction Stanisława Lema. Zadanie to jest o tyle trudne, że losy Lema kryją w sobie wiele zagadek, wiele miejsc i zdarzeń, do których sam Lem nie wracał i o których nigdy nie chciał mówić. Całe jego dzieciństwo i młodość nikną w mroku dziejów. Bolesne i traumatyczne doświadczenia związane z okresem II wojny światowej to okres, o którym bardzo mało wiadomo. Można się jedynie snuć domysły na podstawie skrawków wspomnień wplatanych jako aluzje do kolejnych powieści.

Orliński sprawnie je wychwytuje i pokazuje co mogło dziać się w życiu Lema. Jako biograf jest dociekliwy, wnikliwy, skupiony na swoim bohaterze ale i całkiem nieźle go rozumiejący. Dzięki czemu powstaje niezwykła opowieść o człowieku, który wyprzedził swoje czasy. Człowieku, który lepiej rozumiał świat technologii jaki się rodził aniżeli jego twórcy. Nie jest to jednak nudna opowieść o książkach i życiu. To biografia tętniąca życiem, pełna niewypowiedzianej trwogi lat wojennej okupacji a potem przepełniona absurdami PRL-u. To opowieść o autentycznych ludziach, pełna ich problemów, trosk, marzeń. Czyta się to wszystko z zapartym tchem a przez to zupełnie inaczej patrzy się na dzieła Mistrza Lema. Sama nie należę do jego fanów, nie przemawia do mnie futurologia ale teraz pod warstwą fantastyki mogę dostrzec coś zupełnie nowego, nowe spojrzenie, ukryte znaczenia. Ubrany w szaty nieokreślonej przyszłości współczesny świat.

,,Lem. Życie nie z tej ziemi" to pozycja obowiązkowa, nie tylko dla wszystkich fanów Lema ale przede wszystkim dla wszystkich zainteresowanych książkami, literaturą i rozwojem literatury czy historią. Nie tylko skupia się na biografii pisarza ale zakreśla znacznie szerszy kontekst, pokazuje świat, który odszedł już w przeszłość ale i dużo wyjaśnia, pozwalając zerknąć za zasłonę historii i zrozumieć jak pracował Mistrz. Orliński wykazał się ogromnym szacunkiem i z każdej strony wręcz bije zachwyt i podziw dla Stanisława Lema, nie przeszkadza jednak to mu w byciu obiektywnym i w uporczywym dążeniu do prawdy. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 106,0 cm - 3,1 cm = 102,9 cm.

poniedziałek, 17 lutego 2020

,,Komu bije Big Ben" Milena Rachid Chehab


Wielka Brytania to kraj, o którym wydaje się, że wiemy dużo. Wiemy, że jest Królowa, że Brytyjczycy bywają oficjalni i trochę sztywni, wiemy, że było kiedyś Imperium, znamy specyficzny brytyjski humor. A i prawie każdy zna kogoś kto mieszka lub mieszkał w Wielkiej Brytanii i na jej temat może wiele powiedzieć. Pewnie większość opowieści zacznie się od tego jacy to Brytyjczycy (albo bardziej ,,Angole") są głupi i leniwi. Wszystko to jednak pozory, stereotypy i patrzenie powierzchowne. Nie da się tak łatwo scharakteryzować kraju, który złożony jest z kilku narodów i który jeszcze w międzyczasie zdążył wchłonąć i zasymilował wiele kultur.

Autorka reportażu ,,Komu bije Big Ben" Milena Rahid Chehab próbuje przeniknąć barierę i pokazać inny, bardziej indywidualny i personalny obraz Brytyjczyków. Na swoich rozmówców wybiera postaci charakterystyczne, wyróżniające się ale równocześnie potwierdzające powiedzenie, że ,,wyjątek potwierdza regułę". Poprzez bardzo indywidualne podejście buduje obraz skomplikowanego, miotanego wieloma problemami kraju, którego w żaden sposób nie da się wepchnąć w jednolite ramy czy schematy. Rozmowy są tak różnorodne jak i różnorodni są Brytyjczycy - jest i o kobiecie, która przerobiła kościół na pensjonat, jest rozmowa z Johnem Cleesem z Monthy Pythona, jest o walce o tożsamość narodową Walijczyków ale i próba spojrzenia na brytyjskich muzułmanów. Porusza temat Brexitu (wtedy jeszcze nadchodzącego i budzącego spore wątpliwości). Jest o wychowaniu w typowym brytyjskim internacie oraz o sytuacji obcokrajowców. Wiele tematów, wiele zagadnień. Jedne bardziej przykuwające uwagę i zmuszające do podjęcia dyskusji czy sięgnięcia po dalsze informacja, inne potraktowane z przymrużeniem oka.

,,Komu bije Big Ben" to reportaż, po który warto sięgnąć. Z pewnością uświadomi jedną rzecz - Brytyjczycy to nie jest naród, który można łatwo z charakteryzować. Oczywiście istnieje cały zbiór cech jakie określają brytyjskość ale jest to zaledwie wierzchołek całkiem potężnej góry lodowej. Im więcej się odkrywa, tym bardziej można sobie uświadomić, że jeszcze wiele pozostało. Dlatego forma jaką przyjęła autorka tworząc ten zbiór jest idealna dla początkującego odkrywcy brytyjskości. Krótkie, wręcz anegdotyczne historie i rozmowy, pozwalają zarysować temat ale nie nużą i nie przytłaczają. Przyznam, że ja lubię taką formę i głównie dlatego jestem bardzo pozytywnie nastrojona po lekturze i gorąco ją polecam.

czwartek, 19 września 2019

,,Ganbare! Warsztaty umierania" Katarzyna Boni


Tsunami, które nawiedziło Japonię w marcu 2011 to już w ujęciu ogólnoświatowym zamierzchła przeszłość. Przez chwilę świat zamarł, gdy nastąpiła awaria w elektrowni atomowej w Fukushimie, przez chwilę współczuliśmy... Ale to było tylko chwile, które już odeszły w przeszłość, zostały zastąpione przez kolejne niusy, dramaty, sensacje, kolejne kataklizmy, wypadki.. kto w ogóle by je liczył? I gdy świat coraz bardziej zapomina, Japonia, a szczególnie dotknięte katastrofą rejony, nie zapominają. Żyją w cieniu śmierci, uczą się z nią współistnieć, próbując ją zaakceptować i po swojemu oswoić (jakkolwiek dziwnie to brzmi).

Reportaż Katarzyny Boni to trzy wyraźnie podzielone części, których osią jest tsunami. Pierwsza koncentruje się na samym żywiole i ludziach, którzy je doświadczyli. Mówi o tym co utracili, o próbie pogodzenia się z utratą domu, bliskich, spróbowania przystosowania się do miejsca, gdzie tsunami może, i z pewnością, jeszcze się powtórzy. Druga część jest osnuta wokół katastrofy w elektrowni atomowej. Przypomina to co działo się w Czarnobylu - walkę z nieokiełznaną materią, próbę zapanowania nad nią, a potem szukanie sposobu by poradzić sobie ze skażeniem i promieniowaniem. Chociaż autorka próbuje zachować japoński spokój i pokazać to bardzo metodyczne i racjonalne podejście to cały czas problem i ludzkie dramaty wychodzą na wierzch i wręcz krzyczą. Ostatnia, najkrótsza część to opis warsztatów jakie prowadzone są w Tokio uczące oswajania i przygotowania się na śmierć.

Tsunami jakie nawiedziło Japonię odsłoniło zupełnie inne oblicze Kraju Kwitnącej Wiśni. To już nie jest radosny, egzotyczny kraj - to kraj cierpiący w milczeniu, boleśnie doświadczony, mniej lub bardziej świadomy tego, że zagrożenia oraz następująca po nim śmierć jest wszechobecna i nieunikniona. To kraj, który pod zaplanowanym, metodycznym działaniem chce schować ból, dramat, cierpienie. To kraj, który ma potężny problem ekologiczny, którego nie uda się naprawić za życia jednego pokolenia. Wydobycie i pokazanie tych wszystkich zagadnień z pewnością nie było łatwe ale ważne, że udało się nakreślić zarys problemów i pozwolono dojść do głosu tym, o których się już zapomina. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 60,8 cm - 2,4 cm = 58,4 cm.

piątek, 28 czerwca 2019

,,Gambit" Maciej Siembieda


Kolejna powieść udowadniająca, że jednak najlepsze historie pisze samo życie. ,,Gambit" mocno opiera się na prawdziwych ludzkich losach tylko w nieznacznym ale bardzo istotnym elemencie uzupełniany jest o fikcję literacką, która spaja wszystko w jedną logiczną całość i tylko potęguje i tak już mocny sensacyjny wydźwięk.

Powieść podzielona jest na dwie cześci: ,,Czarne" i ,,Białe". Pierwsza koncentruje się na wydarzeniach jakie rozegrały się w trakcie II wojny światowej. Jednak nie opowiada o spektakularnych akcjach zbrojnych ale mozolnej robocie wywiadowczej. Młoda dziewczyna, Wanda Kuryło zupełnie przypadkiem zostaje wciągnięta w sieć spisków i intryg, najpierw w Warszawie, gdzie nieświadomie zostaje wspólniczką hitlerowskiego zbrodniarza a potem na Podkarpaciu dołącza do wywiadu AK. Tam dostaje też szczególne zadanie: ma poznać i ochronić niezwykły sekret, od którego może zależeć układ sił po zakończeniu wojny. Cześć druga powieści rozłożona jest okres powojenny. Wanda, teraz już żołnierz w służbie armii amerykańskiej, dowodzi służbami wywiadowczymi w Berlinie Zachodnim, próbującymi namierzyć ściągających do Niemiec radzieckich szpiegów. Jej uwagę przyciąga szczególnie jeden, zupełnie nieoczekiwany, który mocno wiąże się z jej wojenną przeszłością.

,,Gambit" to rasowa powieść szpiegowska. Trudno oczekiwać tutaj nagłych i nieoczekiwanych zwrotów akcji, chociaż kilka się znalazło. Bardziej koncentruje się na niuansach i cierpliwości. Akcja prowadzona jest niczym partia szachów. Każdy ruch prowadzi do celu, który na razie jeszcze nie jest zrozumiały dla strony przeciwnej. To wyważona rozgrywka pomiędzy siłami Wschodu i Zachodu, w której poszczególne postaci są tylko pionkami, które można poświęcić w jednej chwili. Całość fabuły opiera się na niewiadomych i napięciu jakie one wywołują. Każdy dodany element do tej misternej konstrukcji budzi zaciekawienie, intryguje, sprawia, że napięcie wzrasta, by coraz bardziej elektryzować. Dopiero finał przynosi nieoczekiwane odpowiedzi oraz burzy mur intryg budowanych przez obie strony konfliktu przez wiele lat.

,,Gambit" mnie wciągnął. Nie spodziewałam się, że można w oparciu o realne historie zbudować tak misternie utkaną intrygę szpiegowską. I nawet nie trzeba silić się na niepotrzebne szokowanie czy koloryzowanie. Jest to wbrew pozorom bardzo prosta opowieść, osnuta wokół wojennego dramatu i późniejszego podziału świata ,,Żelazna kurtyną". I chyba w tej prostocie tkwi siła bo ja nie mogłam się oderwać i z niecierpliwością czekałam na moment kiedy poznam finalne rozwiązanie.

wtorek, 2 października 2018

,,Rzeź na Tarlabasi. Opowieść o nowej Turcji" Thomas Orchowski


 Mam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony jest to co lubię: nieszablonowe, poszukiwanie nowego, wnikliwego spojrzenia na kraj, o którym każdy wyrobił sobie powierzchowną i często błędną opinię, jest opowieść o przeszłości i teraźniejszości, jest i o ludziach i o miejscach. Ale z drugiej strony jest i chaos - takie wszystko upchnięte w jedną całość, gdzie wszystko przepycha się między sobą i próbuje grać pierwsze skrzypce.  Trzeba jednak zacząć od tego, że Thomas Orchowski wybrać na swój reportaż temat ciekawy i bardzo na czasie.

Autor próbuje poznać i zrozumieć współczesną Turcję. Kraj leżący od zarania dziejów na styku kultur europejskiej i azjatyckiej był miejscem gdzie zawsze kipiało i kotłowało się. Miejscem, które było domem dla wielu zupełnie różnych ludzi: Lewantańczyków, Ormian, Żydów, Greków, Kurdów i przede wszystkich Turków. Mieszały się tam religie, poglądy, spojrzenia na władzę. Nic tam nie było proste i oczywiste. Orchowski próbuje nakreślić tło by pokazać co kryje się za fasadą. Mówi o rzeczach trudnych, o wyniszczających prześladowaniach na tle rasowym, o zabójstwach, porusza też problemy grup genderowskich i ludzi transseksualnych, mówi głośno o problemach kobiet oraz zagadnieniach związanych z wolnością słowa. Próbuje także nakreślić obraz albo raczej szkic związany z życiem imigrantów tureckich w Niemczech. Chce zobaczyć coś więcej niż radykalnych Turków. Nie unika też tematu polityki i zamachu stanu z nocy 15 na 16 lipca 2016 roku. Ważną i we wszystkich aspektach pojawiającą się postacią jest Prezydent Erdogan.

Z pewnością warto sięgnąć po reportaż i poprzez jego pryzmat spróbować na nowo spojrzeć na współczesną Turcję. Kraj ogromnych przemian, który w zastraszającym tempie się radykalizuje ale jest na tyle ważnym partnerem dla Europy, że nie można całkowicie zepchnąć go na margines. Wiele zjawisk społecznych i geopolitycznych można z tej perspektywy lepiej zrozumieć.

wtorek, 31 lipca 2018

,,Zaginione Miasto Boga Małp" Douglas Preston

 Tytuł oryginału: The Lost City of the Monkey God

Skończyłam. I zostałam z poczuciem jakbym czytała dwie zupełnie różne książki, połączone w jeden tom.

Pierwsza połowa książki to reporterska relacja z poszukiwań owianego legendom, zaginionego miasta, które miało być siedzibą zapomnianej cywilizacji. Od wieków w Hondurasie znana była legenda o mieście poświęconym Bogu małp, nad którym rzekomo ciąży klątwa. Przez stulecia śmiałkowie wyruszali na wyprawy w jego poszukiwaniu ale nigdy jednoznacznie nie dało się zidentyfikować. Dopiero rozwój techniki w XXI wieku pozwolił przy użyciu skanowania lidarowego zlokalizować nie jedno ale dwa porzucone siedliska. Z zapartym tchem czytałam tę relację. Wręcz miałam wrażenie, że sama jestem jeszcze jednym uczestnikiem wyprawy, krok za krokiem dochodząc do prawdy i odsłaniając tajemnice jakie skrywa dżungla. Preston tak opowiada o tym co się działo, że wszystko staje się namacalne a emocje jakie towarzyszyły badaczom jeszcze raz odżywają i udzielają się czytelnikowi.

Słabiej, a nawet ludno jest w drugiej połowie książki, która nagle z niezwykłej przygody staje się nudnym traktatem o chorobach by potem stać się manifestem społeczno-polityczno-ekologicznym. Racjonalizm, przyziemność i realne problemy zabijają pasje i chłodzą entuzjazm. Odzierają mit z jego niezwykłej otoczki i pozostawiają to co zawsze: zniszczenia, choroby oraz borykanie się z brakiem funduszy.

Pomimo słabego zakończenia warto sięgnąć po tę książkę. Dzięki niej choć na chwilę przypominamy sobie, że świat może zadziwiać i skrywać niezwykle tajemnice. Chociaż białych plam na mapie nie zostało zbyt wiele zawsze jest coś do odkrycia i zbadania. Nawet zwykły laik przez moment poczuje jaka siłę ma prawdziwa pasja badacza i odkrywcy a przy okazji zetknie za kulisy wyprawy badawczej by zobaczyć zarówno dobre jak i złe czy wręcz niebezpieczne jej strony. 

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  66,3 cm - 2,9 cm = 63,4 cm,

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

,,Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia" Dominik Szczepański, Piotr Tomza


Przyznaję, że jestem człowiekiem leniwym i wygodnym. Fakt, w podróży nie potrzebuję kilkugwiazdkowego hotelu ale bez względnej czystości i chociaż letniej wody na dłuższą metę jest mi ciężko się obyć. Mogę spać na podłodze ale czymś co absolutnie przekracza moje granice jest pchanie się w góry zimą, gdy temperatura spada bardzo poniżej zera, wieje silny wiatr a warunki są absolutnie ekstremalne. I to w imię czego? Tego choć trochę chciałam się dowiedzieć.

O Nanga Parbat zrobiło się głośno ponownie na koniec stycznia za sprawą dramatycznej akcji ratunkowej Adama Bieleckiego i Denisa Urubko, którzy pospieszyli na pomoc Tomkowi Mackiewiczowi i Eli Revol. Notabene, cała trójka (oprócz Urubko) pojawiają się na kartach reportażu, który stanowi  zapis wyprawy z przełomu 2015/2016. To właściwie dwa różne zapisy, dwóch odrębnych spojrzeń na Nanga Parbat - każde z nich odnosi się do innej strony góry i prezentuje zupełnie inną epikę, które w tym czasie, zimowo decydowały się zdobywać szczyt. O ile pierwszy jest raczej mało ciekawy, przegadany, koncentrujący się na mało istotnych zagadnieniach to drugi dużo wyjaśnia i mimo, że nadal nie do końca rozumiem co ludzi pcha na takie szaleństwo to zaczynam ich szanować i dostrzegać w tym obrazie szerszą logikę oraz dużo bardziej złożone zjawisko niż tylko ,,głupi pęd" by być pierwszym tam gdzie nikogo jeszcze nie było.

Dominik Szczepański w drugiej części przeprowadził znaczące rozmowy z czołowymi europejskimi himalaistami, dzięki czemu łatwiej można uporządkować sobie całość zjawiska - zrozumieć historię, to co w ogóle robią oni tam w górze, jak mozolna i trudna jest to droga i jak wiele pociąga za sobą niebezpieczeństw. Mimo, że laikowi wydaje się, że jest to wyprawa na pewną śmierć to ogromną wagę przykłada się do zabezpieczeń i wszelkich zachowań, które mają zniwelować ryzyko do minimum. To wcale nie jest dziki pęd ku szczytowi ale bardzo spokojna i przemyślana akcja, mająca w sobie wiele gracji, spokoju i cierpliwości (widać to szczególnie w pierwszej części pisanej przez Piotra Tomzę).

Trudne i trochę przerażające spojrzenie było na Tomka Mackiewicza, szczególnie w kontekście tego co stało się w tym roku. Tomek został już na zawsze pozostał na górze, która przyciągała go jak magnez. Wiele miejsca zajmuje on w rozmowach z wyprawy 2015/2016 i chyba cały czas w podświadomości tych wypowiedzi pojawia się myśl, że Tomek nie uwolni się od Nangi, chyba wszyscy nie mówiąc tego wprost wiedzieli, że ta akurat góra stała się jego nieubłaganą nemezis. Widzieli jego obsesję i nie umieli się jej przeciwstawić ale i ją rozumieli bo gdzieś po trochę wszyscy jej ulegali, szukając tej nieoczywistej, nie dającej się racjonalnie zaklasyfikować fascynacji, podążając za pierwotnym pragnieniem wolności i przestrzeni.

,,Nanga Parbat" to reportaż, który zaledwie pierwszy, maleńki krok dla mnie na drodze by choć trochę zrozumieć himalaizm. Zakreślił mi trochę idei i pokazał co naprawdę może kierować ludźmi, którzy decydują się coś takiego. Ale mówił też trochę o górze, która przyciąga i wzywa, że niektórzy wielokrotnie pod nią wracają. Warto sięgną!

czwartek, 15 lutego 2018

,,Tu byłem. Tony Halik" Mirosław Wlekły


Podróżnik. Dziennikarz. Reporter. Fotograf. Łowca przygód. Bajarz. A może prościej ,,pozytywny szaleniec", uwięziony w ciele dorosłego mężczyzny a potem staruszka wieczny marzyciel, pragnący dotrzeć na Księżyc. Jaki właściwie był Tony Halik? Jedno jest pewne wychował całe pokolenia takich samych żądnych przygód marzycieli, którzy chcieli tak jak on przemierzać lądy i oceany. Halik miał to szczęście, że jako jeden z ostatnich podróżował w czasach gdy wyprawa smakowała i pachniała inaczej. Była czymś innym, egzotycznym, niecodziennym, tylko najwięksi zapaleńcy mogli sobie pozwolić na to, żeby ruszyć w świat. Dla Polaków miało to jeszcze bardziej dobitny wydźwięk. Programy podróżnicze Halika pokazywały niedostępny dla nich świat. Budziły tęsknotę, sprawiały, że ludzie zaczynali marzyć, do ich rzeczywistości nagle zaczęły przenikać barwy, smaki i zapachy.

Mirosław Wlekły wyruszył na wyprawę śladami Halika. Chciał lepiej go poznać i zrozumieć. Wyjaśnić białe plamy w jego biografii i rozwiać wszelkie narosłe wokół niego legendy. Od Polski przez Francję, Szkocję aż po Argentynę, Meksyk i Stany Zjednoczone tropi ślady, szuka wskazówek i informacji. Nie jest to zadanie łatwe. Wojna, ciągłe życie w biegu a przede wszystkim czas skutecznie zatarły ślady. Ci, którzy najwięcej mogliby powiedzieć o wczesnych latach życia Halika już nie żyją. Pozostały przekazywane przez pokolenia plotki, wspomnienia i nieliczne dokumenty oraz zdjęcia.

Kompozycja książki zaczyna od przybliżenia tych wydarzeń z życia Tony'ego Halika, które są najlepiej i najdokładniej udokumentowane - zaczyna od lat spędzonych u boku Elżbiety Dzikowskiej. Potem coraz bardziej autor cofa się w przeszłość by przybliżyć lata w spędzone w Argentynie z Pierette oraz początki kariery dziennikarskiej. Następnie robi się coraz bardziej tajemniczo - nadal nie jest dokładnie udokumentowane to co robił w trakcie II wojny światowej. Ten okres kryje w sobie wiele zagadek, które autor próbuje rozwiązać. Wspomniana jest też młodość spędzona na Pomorzu, które także zawiera wiele białych plam. Mimo, że Tony Halik był osobą otwartą i dużo opowiadał o sobie, często koloryzując, o tych momentach nie wspominał.

Należy się podziw dla autora, który wykonał kawał dobrej roboty tropiąc ślady Halika. Wędrował uparcie po jego śladach i łączył drobne skrawki informacji budując opowieść o wyjątkowym człowieku. Pokazał jego fenomen, który nawet dwadzieścia lat po jego śmierci nie pozwala o nim zapomnieć. A jego opowieści nadal rozpalają wyobraźnię kolejnych pokoleń żądnych przygód marzycieli.

p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  146,1 cm - 3,1 cm = 143,0  cm  

czwartek, 14 grudnia 2017

,,Kanada. Ulubiony kraj świata" Katarzyna Wężyk


Na słowo ,,Kanada" mam chyba same pozytywne skojarzenia: w końcu to Ania z Zielonego Wzgórza, hokej, lasy, spokój i ... Ryan Gosling. I chyba większość ludzi, tak jak ja, nie zbyt wiele wie o tym kraju ale go lubi i budzi on w nich same pozytywne skojarzenia a gdyby przyszło emigrować nie mieli nic przeciwko. Ten hiperpozytywny PR jest wręcz zaskakujący. Bo przecież nie może być tak, że wszyscy lubimy Kanadę.

Autorka, Katarzyna Wężyk postanowiła na własne oczy zweryfikować ten idealny obraz. Bo przecież nie może istnieć kraj z młodym, przystojnym premierem, który zawsze mówi to co wszyscy chcą usłyszeć, który promuje wielokulturowość, wspiera prawa kobiet; kraj, który z otwartymi ramionami przyjmuje imigrantów; kraj gdzie wszyscy są mili, życzliwi i chętni do pomocy. Tak jak w przypadku budynku, który zachwyca z oddali a gdy podejdzie się bliżej zauważa się odpadający tynk, tak samo Kanada pod idealnym zewnętrznym wizerunkiem skrywa wiele trudnych i do końca nie załatwionych kwestii: trudna i bolesna interakcja z Pierwszymi Narodami (czyli rdzennymi mieszkańcami Kanady), budzące wątpliwości działania wokół eksploatacji piastów bitumicznych, zawoalowany rasizm, problemy ekonomiczne. To zaledwie liźnięcie skomplikowanych i trudnych relacji jakie targają tym krajem. Autorka ledwie wspomniała o wielu zagadnieniach próbując kreślić opowieść o przeszłości ale i współczesności. O dumie ale i problemach. O poczuciu wspólnoty ale i o osamotnieniu. O różnorodności, inności, wyjątkowości. Bo Kanada to nie jest jedno państwo, które łatwo da się określić - to cały wór historii, doświadczeń, przeżyć, z którego wyciągnięto i zaprezentowano tylko kilka.

Reportaż ,,Kanada. Ulubiony kraj świata" pozwolił zobaczyć inny, bardziej skomplikowany i bardziej różnorodny obraz tego ogromnego kraju. Obraz, w którym dobre rzeczy wymieszane są ze złymi. Sprawił, że Kanada nabrała realnych cech i pozbawiono ją trochę otoczki raju. Jednak jest to tylko powierzchowny szkic, który wymaga pogłębienia i doprecyzowania. Cóż, może kiedyś sama osobiście zobaczę i przeżyję to o czym autorka tak ciekawie opowiada.

środa, 10 maja 2017

,,Wygnani do raju. Szwedzki azyl" Krystyna Naszkowska


,,Wygnani do raju" to zbiór dziesięciu rozmów z polskimi emigrantami, którzy trafili jako bardzo młodzi ludzie do Szwecji w wyniku wydarzeń z 1968. Był to okres gdy do głosu bardzo mocno doszedł ponownie antysemityzm a oni jako osoby powiązane z religią judaistyczną mniej lub bardziej dotkliwie zetknęły się z represjami. Ich rodzice tracili stanowiska, posady i byli zmuszani do opuszczenia Polski.

Bohaterowie reportażu to już dorośli ludzie, którzy najważniejszy okres życia mają za sobą i mogą sobie pozwolić na podsumowania. Uderzająca jest łatwość i szybkość zaaklimatyzowali się w Szwecji i znaleźli tam swoje miejsce. Większość z nich jeszcze w Polsce studiowała, skończyła dobre szkoły ale to dopiero w Szwecji dostali swoją szansę i wykorzystali ją z nawiązką. Teraz to znani przedsiębiorcy, dziennikarze, profesorowie, wydawcy. Wszyscy podkreślają, że o ile decyzja o wyrzuceniu ich z kraju była dla nich dramatem, to w ostatecznym rozrachunku okazała się zaletą bo pozwoliła im rozwinąć skrzydła i robić coś co pozwala zostawić po sobie trwały ślad. Część z nich nadal czuje więź z ojczyzną, są tacy którzy czują się już Szwedami ale nikt nie chce wracać do kraju.

Mam mieszane uczucia po lekturze tego reportażu. Rozumiem tragizm wydarzeń jakie zdecydowały o wysiedleniu bohaterów z Polski ale jakoś nie umiem im szczerze współczuć. Opuścili kraj po to by szybko zaczynać szkołę, studia, karierę w Szwecji. Jakoś nie czuć trudów ich przeżyć, wręcz przeciwnie bije z tych rozmów duma i pycha. Pokazanie, że oto Polska ich nie chciała więc teraz budują Szwecję. Wszyscy rozmówcy poradzili sobie w nowym świecie, ale przecież nie były to osoby proste tylko dzieci ludzi wykształconych, obytych, dobrze sytuowanych, które nawet w Polsce odnalazłyby bez trudu swoje miejsce gdyby im na to pozwolono. Historia zadecydowała inaczej ale z korzyścią dla nich.

Nie chcę i nie mogę jednoznacznie ocenić tego zbiorku. Do mnie to co autorka i rozmówcy próbowali przekazać nie trafiło.

piątek, 27 maja 2016

,,Diabeł umiera w Hawanie" Maciej Stasiński


,,Diabeł umiera w Hawanie" to zbiór artykułów jakie ukazały się w Gazecie Wyborczej w latach 2000-20015 poświęconych sytuacji na Kubie. Porusza się w nich przede wszystkim temat sytuacji politycznej - niekończącego się panowania Fidela Castro i jak to wpłynęło na tamtejsze społeczeństwo. Dużo mniejsca poświęca się prezentacji ruchów opozycyjnych i dysydenckich, które za główny cel obrały sobie sprzeciwianie się władzy i informowanie świata o sytuacji na wyspie.

Obraz Kuby wyłaniających się z artukułów nadal jest pesymistyczny. Czuje się nieustanne wyczekiwanie na śmierć Fidela Castro bo tylko z tym wiązana jest jakakolwiek nadzieja na poprawę sytucji. Pozostaje bierny opór. Każda inna działalność prowadzi do surowych represji - kar więzienia, pobicia. Kubańczycy nawet nie myślą o zbrojnym powstaniu. Długoletni reżim skutecznie wykorzenił myśl o buncie. Wielu ucieka zmęczonych bezowocną walką, zniechęconych, ambitniejszych ucieka z kraju do USA, Hiszpanii, Kanady. Nikomu nie chce się już buntować. Pozostaje zaledwie garstka ,,starych" dysydentów, nieustannie upominających się o uwagę.

,,Diabeł umiera w Hawanie" to ważny zbiór. Otwiera oczy i dokladnie wyjaśnia o co chodzi w sytuacji kubańskiej. Jednak przeszkadzają ciągłe powtórzenia. Miało to sens, gdy teksty były publikowane w gazecie, bo każdy z nich mówi na podobny temat, co innego uwypuklając. Jeśli ktoś trafił wcześniej w Wyborczej na któryś z nich, nie ma po co sięgać po zbiór bo nic nowego tam nie znajdzie. Całą resztę zachęcam bo to kawał świetnego reportażu politycznego.