Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diana Gabaldon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diana Gabaldon. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 marca 2023

,,Powiedz pszczołom, że odszedłem" Diana Gabaldon

Tytuł oryginału: Go tell the bees that I am gone

 Na pewno każdy zna to zjawisko gdy po długiej nieobecności wraca w miejsce, które lubi lub do ludzi, którzy są mu bliscy. Z pewnością po pierwszej ekscytacji, następuje moment gdy siadamy na ławce z boku i obserwujemy co się zmieniło. Może powoli próbujemy się wpasować w rzeczywistość, która powstała gdy nas nie było. Jest to proces powolny, trochę nużący ale pełen zaskoczeń i satysfakcji. Małe zdarzenia, niewielkie zmiany, nowe zwyczaje. Wszystko próbujemy wyłapać i przyswoić. I dokładnie tak samo jest z dziewiątym tomem serii ,,Outlander".

Właściwie pierwsza część książki (tak jedna trzecia) to odnajdywanie się w nowej rzeczywistości, tak czytelnika jak i samych bohaterów. Jamie i Claire po dramatycznych wydarzeniach poprzedniego tomu zostawiają wojnę na razie za sobą i wracają do Ridge by odbudować spalony dom. Także Bree i Roger decydują się na powrót do przeszłości, bo tam czują się bezpieczniej. Teraz wszyscy na nowo próbują odbudować swój świat i swoją codzienność. Jednak wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych jeszcze się nie skończyła. Nie weszła nawet w swoją decydującą fazę. Panuje względny spokój ale jak można się spodziewać jest to zupełnie złudne wrażenie.

W tym tomie brakuje spektakularnych wydarzeń. Sporo miejsca zajmuje osiemnastowieczna codzienność. Bohaterowie się przegrupowali, zajęli swoje miejsca i próbują się dostosować. Jednak zagrożenie cały czas jest realne i wyczuwalne. I nie ważne czy chodzi o Jamiego i Claire, Bree i Rogera, lorda Johna i Williama, Fergusa i Marsali czy Ian wraz z Rachel. Każda z postaci znajdzie się w innym miejscu i pokaże inne oblicze wojny oraz jej zagrożeń. Dodatkowo gdzieś w cieniu czai się zagrożenie, które przybyło z przyszłości i wreszcie wyjawiło swój cel.

,,Powiedz pszczołom, że odszedłem" jest dużo spokojniejsze ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje. Dzieje się dużo. Pojawia się sporo nowych, interesujących postaci. Dokonują się zmiany w życiu bohaterów, jednocześnie cały czas czuć wyczekiwanie na to co dopiero ma nastąpić. Ten tom sprawia wrażenie podbudowy pod wielki finał, który ma nastąpić wraz z dziesiątym tomem. To uspokojenie, odpoczynek i przygotowanie przed tym co nieuchronnie musi się wydarzyć. Na odpowiedź na najważniejsze pytania jeszcze trzeba poczekać. Teraz natomiast mieliśmy możliwość spędzenia trochę czasu z postaciami, które stały się bliskie i tak bardzo realne. No cóż, pozostaje czekać, żeby przekonać się w jakie jeszcze intrygi wpląta Diana Gabaldon rozrastający się w zastraszającym tempie klan Fraserów. 


p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 127,4 cm - 5,7 cm = 121,7 cm.    

wtorek, 9 sierpnia 2022

,,Siedem głazów przeznaczenia" Diana Gabaldon

Tytuł oryginału: Seven Stones to Stand of Fall

 Moją relację z serią ,,Obca" najlepiej podsumowuje słowo ,,to skomplikowane". Uwielbiam bohaterów, zaskakują mnie kolejne ich perypetie, doceniam bogactwo detali i benedyktyńską pracę włożoną w przygotowanie każdego tomu. Ale równocześnie dokładnie to samo działa na nerwy. Często Diana Gabaldon za bardzo koncentruje się na detalach przygaszając akcje. Często zanim jej tomy (a to najczęściej ok 1000 stron) się rozkręcą trzeba przetrwać wiele rozwleczonych i przegadanych akcji, które paradoksalnie w finale nabierają sensu.

Tak jest z powieściami i chyba po takim wstępie nie dziwi stwierdzenie, że Gabaldon nie umie pisać opowiadań. To co dla wielu pisarzy jest już powieścią u niej nazywa się opowiadaniem. Cóż, fakt, ma mniej niż 300 stron. ,,Siedem głazów przeznaczenia" to zbiór krótszych form. 7 zaskakujących opowieści, których bohaterami są postaci dobrze znane z kart głównej sagi. Sposo, bo aż 3 opowiadania koncentrują się na osobie lorda Johna, jest jedno które opowiada o Jamie'm z czasów przed rozpoczęciem serii. Bohaterami pozostałych są m.in. Hal - brat lorda Johna czy ojciec Rogera. Właściwie, żadne z opowiadań nie jest bezpośrednio powiązane z serią. Raczej są jej uzupełnieniem, zaspokojeniem ciekawości co działo się z bohaterami gdy nie widzieliśmy ich na scenie.

Tak, jak zawsze jest w przypadku prozy Diany Gabaldon, jest barwnie, fascynująco, przygoda goni przygodę a niespodziewane spotkania obfitują w nieoczekiwane zdarzenia. Jest momentami zabawnie, czasem przerażająco i nerwowo, pojawiają się intrygi i szczypta tajemnicy oraz niezwykłych zdarzeń. To skondensowana dawka wszystkiego co uwielbiamy. Ale to wszystko nie byłoby pewne gdyby nie bardzo precyzyjne, detaliczne nakreślenie tła historycznego i umiejscowienie zdarzeń w konkretnym miejscu i czasie. Opowiadanie Gabaldon przenoszą w czasie i dają odczuć na skórze ten wyjątkowy dreszczyk niepewności, podniecenia i ciekawości. Może nie posuwają one fabuły do przodu, nie wyjawiają żadnych sekretów ale sprawiają, że po raz kolejny ulubione postacie nabierają kolorytu, zaczynają żyć, ich przeszłość odsłania kolejny, maleńki fragment. To idealna pozycja dla wszystkich, którzy tak jak ja, czekają na dziewiąty tom. Można odświeżyć sobie klimat, przypomnieć sobie za co się lubi (lub nienawidzi) serię oraz uczciwie przyznać, że czekamy niecierpliwie aby poznać odpowiedzi na pytania, z którymi zostawił nas finał ósmego tomu. Polecam! 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  56,8 m - 4,0 cm =52,8 cm.     

piątek, 30 listopada 2018

,,Lord John i sprawa osobista" Diana Gabaldon

 Tytuł oryginału: Lord John and the Private Matter

Stęskniłam się za Dianą Gabaldon i cyklem ,,Outlander" a skoro istnieje duże prawdopodobieństwo, że nowy tom pojawi się w przyszłym roku, to póki co zadowolę się namiastką czyli ,,opowiadaniem", w którym głównym bohaterem jest dobrze znany lord John Grey. Ten cudzysłów przy słowie opowiadanie nie jest przypadkowy. Gadaldon jako pisarka nie zna umiaru, u niej króciutkie opowiadanie to pełnowymiarowa powieść u wielu innych autorów.

Fabuła skupia się na śledztwie, które zostało zlecone Johnowi. Ma znaleźć szpiega oraz odzyskać skradzione dokumenty, zawierające ważne plany armii. Dodatkowo Grey wplątuje się z skomplikowaną prywatną i bardzo delikatną sprawę. W pewnym momencie oba zadania zaczynają się łączyć i prowadzą go w najbardziej szemrane rejony Londynu. Pozna kilka niewygodnych tajemnic oraz przekona się, że prawda jest dużo bardziej skomplikowana niż można się spodziewać.

W tym wydaniu proza Gabaldon jest bardzo przyjemna. Autorka nie sili się na drobiazgowość i skupianie się na szczegółach, które to są jej znakiem rozpoznawczym. Nie buduje bardzo realistycznego tła, nie wnika bardzo głęboko w relacje międzyludzkie.Tutaj koncentruje się na rozrywce, przygodzie, tajemnicy. Ten zabieg powoduje, że historia nabiera lekkości, wręcz sama się czyta, nie przytłacza ogrom detali czy bohaterów. A i sam John Grey wreszcie na szansę trochę rozwinąć skrzydła, wykazać się inteligencją, zaradnością, przenikliwością, wychodzi z cienia Jamiego Frasera i staje się wreszcie samodzielną postacią. Fakt, tu też cień Jamiego się przewija ale bardzo odlegle co z pewnością jest smaczkiem dla fanów cyklu a nie irytującą manierą.

,,Lord John i sprawa osobista" to idealny przerywnik w okresie oczekiwania na dziewiąty tom. Chociaż nic nie wnosi nowego do głównego wątku cyklu, daje poczuć ten charakterystyczny klimat. Ja bawiłam się świetnie czytając go. Dostałam wszystko to co najlepsze: humor, przygodę, tło historyczne, wciągającą akcję oraz emocjonującą zagadkę i przede wszystkim choć na chwilę zerknęła co słychać i niektórych z bohaterów. Polecam!

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 3,5 cm - 2,1 cm = 1,4 cm.

sobota, 28 października 2017

,,Spisane własną krwią" Diana Gabaldon

 Tytuł oryginału: Written in My Own Heart's Blood

Akcja ósmego tomu cyklu ,,Obca" wkracza powoli w swoją środkową fazę. Zawirowania dziejowe sprawiają, że Claire i Jamie znajdują się w samym centrum zdarzeń. Jamie, nie do końca z swojej woli zostaje mianowany generałem a Claire, jako wykwalifikowany lekarz będzie uparcie kroczyć u jego boku. Zanim jednak do tego dojdzie muszą zostać wyjaśnione pewne kwestie małżeńsko-rodzicielskie.

Dużo czasu zajęło mi dotarcie do ostatniej strony. I chyba wyjątkowo nie wynikało to z drobiazgowego stylu pisarstwa Diany Gabaldon. Bardziej spowodowane było to raz, że zawsze coś mi przeszkodziło a dwa nie chciałam się jeszcze rozstawać z bohaterami. W tym przypadku akcja to od pierwszych stron petarda. Sporo się wyjaśnia ale jeszcze więcej komplikuje. Paradoksalnie życie w XVIII wieku, na ogarniętym wojną kontynencie jest spokojniejsze niż to prowadzone współcześnie przez Briannę i Rogera. To ich dramatyczne okoliczności zmuszą do kolejnej podróży w czasie, która nie do końca przebiegnie tak jak powinna. Pojawią się nowi i starzy znajomi. Wierny czytelnik może w końcu być usatysfakcjonowany cały potencjał jaki skrywała fabuła został wykorzystany, przy okazji zostawiając wiele otwartych furtek dla kolejnego tomu.

,,Spisane własną krwią" to powrót do dobrego stylu i świetnej przygody. Gabaldon znalazła chyba złoty środek łączony jej pasję do szczegółów z budowaniem wciągającej, pełnej zwrotów akcji historii. Pełna dramatycznych momentów, chwil radości i wzruszenia, błysków chwały i różnych obliczy gniewu, zemsty, namiętności. Każdy z bohaterów jest postacią z krwi i kości, pełną sprzeczności, kłębiących się myśli i nie zawsze będącą w stanie kontrolować swoje odruchy. Jamie i Claire nadal są centrum i sercem wykreowanego świata ale coraz wyraźniej do głosu dochodzą inni, dzięki czemu opowieść tylko zyskuje.

Teraz gdy już zamknęłam i odłożyłam na półkę ósmy tom, pozostaje mi tylko uzbroić się w cierpliwość oczekując na tom dziewiąty.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 35,1 cm - 5,9 cm = 29,2  cm                  

środa, 2 sierpnia 2017

,,Kość z kości" Diana Gabaldon

 Tytuł oryginału: An Echo in the Bone

Chyba do tego można się już przyzwyczaić. Diana Gabaldon jest mistrzynią w usypianiu czujności czytelnika. Większa cześć jej ponad tysiącstronnicowych powieści to drobiazgowy opis wszystkiego by potem w końcówce akcja wystrzeliła jak z procy i nie pozwoliła na odłożenie książki przed dotarciem do ostatniej strony. A tam czeka, niestety, więcej pytań niż odpowiedzi.

Nie inaczej jest i w przypadki siódmego tomu ,,Kość z kości". Claire i Jamie po pożarze wielkiego domu, postanawiają na pewien czas opuścić Fraser Ridge i udać się do Szkocji. Jeśli o nich chodzi, plan jest prosty tylko w teorii. W trakcie swojej podróży spotka ich nie jedna przygoda oraz znajdą się w samym centrum działań wojennych. Oprócz losów Claire i Jamiego obserwujemy także Briannę i Rogera, którzy wrócili do współczesności a teraz próbują ułożyć swoje życie w Szkocji. Pojawia się też nowy, główny bohater - William Ranson, syn Jamiego. Z jego perspektywy obserwujemy angielskie działania wojenne i szpiegowskie.

,,Kość z kości" w dużej mierze koncentruje się na polityce i wojskowości. Autorka chyba w maksymalnym stopniu chce wyeksploatować temat jakim jest amerykańska walka o niepodległość. Mniej niż w poprzednich tomach koncentruje się na życiu zwyczajnych ludzi, nawet Claire ze swoimi medycznymi przypadkami zostaje odsunięta na dalszy plan. Na szczęście, co pewien czas podsuwa wątki i tajemnice na rozwiązanie, których czeka się z niecierpliwością.

Siódmy tom jest zdecydowanie ciekawszy niż dwa poprzednie. Wreszcie coś zaczyna się dziać. Mamy co obserwować a zakończenie to prawdziwa petarda, złośliwy cliff hanger, który zaostrza apetyt na kolejną cześć. Ja na pewno sięgnę by poznać rozwiązania.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 73,0 cm - 6,1 cm =  66,9 cm                  
 

poniedziałek, 27 marca 2017

,,Tchnienie śniegu i popiołu" Diana Gabaldon

Tytuł oryginału: A breath of snow and ashes

,,Tchnienie śniegu i popiołu" to kolejny tom z cyklu ,,Obca". Właściwie, jego struktura w niczym się nie różni od tego, do czego wcześniej przyzwyczaiła nas Diana Gabaldon. Wnikliwie i bardzo szczegółowo opowiada o kolejnych latach wspólnego życia rodzin Fraser i McKenzie w latach 70-tych XVIII wieku.

Sytuacja polityczna tego okresu staje się coraz bardziej napięta. Czuć w powietrzu nadciągającą wojnę o niepodległość stanów Ameryki. Bohaterowie, czasem wbrew sobie zostają zaplątani w dziejową zawieruchę i zostają zmuszeni do zdecydowanego opowiedzenia się po którejś ze stron konfliktu. Ale powieść Gabaldon to nie tylko polityka - to także fascynująca opowieść o życiu, miłości, przyjaźni i poświęceniu. Na szczęście autorka zafundowała nam w tym tomie więcej akcji oraz zaskakujących zwrotów fabularnych. Momentami idealnie stopniowała napięcie i pochłaniała na długie chwile, ale nie byłaby sobą gdyby w prawie takich samych proporcjach nie dokładała małoistotnych detali i niepotrzebnych wtrąceń. Gdzieś jednak w całościowym rozrachunku wychodziło jej to na plus bo jej opowieści nabierały realizmu  i jakoś nie można zarzucić żadnemu rozwiązaniu niekonsekwencji czy braku logiki. Mozolnie i drobiazgowo buduje tło, na którym absolutnie wszystko może się zdarzyć.

Drugim dużym plusem w tej części jest Claire. Na szczęście,zgubiła wcześniejszą irytującą manierę wszystko wiedzącej. Stałą się bardziej ostrożna, więcej obserwuje, nadal próbuje pomóc wszystkim na około ale robi to z ogromnym taktem. Dużą przyjemność sprawiło mi obserwowanie jej w tym tomie - oczywiście, zawsze znajdzie się w centrum zdarzeń ale nie jest to aż tak nachalne jak wcześniej bywało. Chyba, że już po prostu się do tego przyzwyczaiłam?

,,Tchnienie śniegu i popiołu" wypadło bardzo pozytywnie. Na nowo zainteresowało mnie przygodami Fraserów. Znowu poczułam ten wyjątkowy klimat. I po raz kolejny chcę dowiedzieć się co będzie dalej. Ale chyba muszę trochę odsapnąć, przed kolejnym maratonem czytelniczym z ,,Obcą".

p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 133,7 cm - 7,7 cm =  126,0 cm              

poniedziałek, 19 grudnia 2016

,,Ognisty krzyż" Diana Gabaldon

Tytuł oryginału: The Fiery Cross

Pierwsze wrażenie... ogromna ulga. Udało mi się dotrzeć do ostatniej strony. Niewątpliwy talent Diany Gabaldon do budowania bardzo szczegółowej fabuły osiągnął tutaj swój punkt kulminacyjny. Gdyby ktoś się uparł i zdecydował na napisanie planu wydarzeń całej 1244-stronnicowej powieści, raczej nie wyszedłby za 10 punktów. Cały czas (niestety!) czuć, że powieści brakuje jednego głównego wątku, który stanowiłby o sile napędowej akcji. Zamiast tego mamy rozdrobnienie na miliardy szczególików, z których większość kręci się albo wokół dzieci albo chorób. Oczywiście, wszystko dokładnie zaprezentowane - momentami zastanawiałam się czy przypadkiem nie czytam zamiast piątego tomu powieści historyczno-przygodowej, podręcznika do biologii. Straszne!

Całość chyba najbardziej ratują bohaterowie, szczególnie Jamie i Roger. Ten pierwszy wyrasta na prawdziwego przywódcę małej społeczności Fraser's Ridge. Silny, zdecydowany, lojalny, opiekuńczy - widać determinację by chronić najbliższych ale i by cały czas pozostać wiernym swoim zasadą. Autorka kreuje z niego ideał mężczyzny ale nie odrywa go od rzeczywistości. Często pozwala nam zerknąć za żelazną fasadę, i wtedy widzimy trochę zmęczonego, czasem niepewnego pięćdziesięciolatka. Zupełnie inny jest Roger, który dopiero uczy się jak przeżyć w XVIII wieku. Jego główną umiejętnością jest śpiew, który nie na wiele się zda gdy przyjdzie chronić najbliższych. Roger będzie musiał nauczyć się wiele i jeszcze więcej odkryć w sobie. Chyba najciekawszym jest obserwowanie procesu jego dojrzewania z zakochanego podróżnika w czasie do kochającej głowy rodziny.

,,Ognisty krzyż" to wyzwanie dla każdego fana serii. Gabaldon zrobiła wszystko aby wystawić czytelnika na ciężką próbę. Dostarczyła nam takiej wiedzy o osiemnastowiecznej Ameryce, że spokojnie możemy sobie ją wyobrazić i poczuć jak żyło się kolonistą. Zginął jednak w tym duch przygody i pasji, gdzieś zawieruszyła się tajemnica i chęć przezwyciężania przeszkód. Została tylko szara rzeczywistość i babranie się w pleśni. Na pewno sięgnę po kolejny tom ale mam nadzieję, że tam już będzie lepiej.

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 0,9 cm - 7,4 cm =  -6,5 cm       

środa, 24 sierpnia 2016

,,Jesienne werble" Diana Gabaldon

Tytuł oryginału: Drums of Autumn

Przysięgam, że ta kobieta robi to specjalnie. Zakonczenie ,,Podróżniczki" zostawiło bohaterów w takim momencie, że chciało się jak najszybciej sięgnąć po kolejny tom aby poznać ich dalsze losy. Liczyłam na kolejne szaleńcze przygody, nowe wyzwania, mnóstwo romantyzmu oraz drobiazgowo zbudowane tło historyczne. ,,Jesienne werble" w prawdzie posiadają wszystkie te elementy ale niestety nie do końca w takich proporacjach na jakie liczyłam.

Czwarty tom cyklu ,,Obca" to powieść monumentalna. Ale bardzo niejednolita. Pierwsze pięćset stron (500!!!) to drobiazgowy opis budowania nowego życia w Ameryce przez Claire i Jamie'go. Nie brakuje zawirowań i niezwykłych zdarzeń ale trochę gubią się w natłoku prozaicznych zdarzeń. Cieżko się to czyta, szczególnie gdy ma się świadomość, że spokojnie połowę można wyrzucić bez strat dla fabuły. Akcja nabiera tempa i rumieńców w drugiej połowie gdy na pierwszy plan wysuwają się Brianna i Roger. Nowa para jest pełna temperamentu, wybuchowa, zdecydowana i silna w swoich przekonaniach a że autorka nie oszczędza im trudnych życiowych doświadczeń nie można się z nimi nudzić. Po raz kolejny czyta się książkę niecierpliwie,z zapartym tchem, cały czas pragnąc więcej. Z nawiązką wyrównuje to rozczarowanie początkiem.

,,Jesienne werble" już definitywnie rozdzielają bohaterów ze Szkocją. Powieść nabiera przez to innego kolorytu, to już nie tyle powieść historyczna czy polityczna ale przede wszystkim obyczajowa, wręcz realistyczna, drobiazgowo kreśląca obraz życia osadników. Dużo miejsca poświęca się na opisy przyrody co paradoksalnie zarówno męczy jak i zachwyca.

Chyba jak każdy kto zaczął czytać serię ,,Obca", ja także daję sobą manipulować Dianie Gabaldon. Mimo, że narzekam na szczegółowość opisów to wiem, że sięgnę po kolejny tom bo już nie mogę się doczekać by poznać dalsze losy Fraserów.

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 41,5 cm - 5,9 cm = 35,6 cm 

niedziela, 26 czerwca 2016

,,Podróżniczka" Diana Gabaldon

Tytuł oryginału: Voyager

Diana Gabaldon po raz kolejny nie zawodzi. Tym razem zabiera nas w fascynującą podróż, i to dosłownie.

Poprzedni tom ,,Uwięziona w bursztynie" częściowo przygotował nas do tego co ma nastąpić, czyli znacznego przeskoku w czasie. Claire żyje współcześnie, w 1968 roku w Bostonie. Jest matką dorosłej córki i praktykującą lekarką. Po śmierci Franka wyrusza z Bree do Szkocji aby dowiedzieć się co po przegranej bitwie pod Culloden stało się Jamie'm. Dotychczas była przekonana, że poległ więc informacja o tym, że udało mi się przetrwać jest dla niej sporym zaskoczeniem. W końcu decyduje się na jeszcze jedną podróż w przeszłość aby odnaleźć ukochanego i móc wreszcie spędzić u jego boku resztę życia.

Przyznaję, że z niecierpliwością czekałam na kolejną podróż w czasie Claire. Zastanawiałam się jak będzie to wyglądać? Do którego momentu i miejsca się cofnie? Jak wypadnie spotkanie małżonków po tak długiej rozłące? Otwierając ten tom wszystkie te pytania kłębiły się w mojej głowie i pchały mnie aby jak najszybciej pochłaniać kolejne strony i poznać na nie rozwiązania. Gabaldon całkiem nieźle poradziła sobie z trudną sytuacją fabularną jaką stworzyła. Nakreśliła spójne, logiczne uzasadnienie dla tego co było wcześniej, jednocześnie pchając bohaterów w otchłanie nowej szaleńczej przygody. A co tam się nie dzieje? Więzienie, afery szpiegowskie i przemytnicze, piraci, czary wudu, porwania i pościgi, tajemnicze morderstwa i zaskakujące spotkania. Kartki same się przewracają bo gdy już wydaje się, że Jamie i Claire wyrwali się z jednych opałów, zaraz pakują się w kolejne.

,,Podróżniczka" to także ogromny postęp narracyjny. Diana Gabaldon to nadal mistrzyni szczegółów i budowania akcji na pozornie banalnych zdarzeniach. Tutaj, nie tak jak w ,,Uwięzionej w bursztynie", nie spowalniają akcji, raczej ją ubogacają i nadają głębi postaciom i wydarzeniom. Czasem budują komizm sytuacji, sprawiając, że są one bardziej wyraziste. Osiemnastowieczny świat dzięki tym zabiegom kipi życiem i kolorami. Jest bardzo realny i łatwo go sobie wyobrazić. Wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Ma to jednak jeden minus: dużo trudniej się potem od niego oderwać i zamknąć książkę gdy dotrze się do ostatniej strony. Pozostaje tylko brać się za kolejną część.

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 75,7 cm - 5,5 cm = 70,2 cm  

czwartek, 28 kwietnia 2016

,,Uwięziona w bursztynie" Diana Gabaldon

Tytuł oryginału: Dragonfly in amber

Nie było łatwo ale po wielu trudach i chwilach zwątpień dotarłam do końca.

,,Uwięziona w bursztynie" to drugi tom bestsellerowej serii zapoczątkowanej powieścią ,,Obca". To kontynuacja ale zarazem zupełnie nowe otwarcie i nowe, inne spojrzenie na bohaterów i XVIII-wieczną Europę. Tym razem autorka bardzo mocno skoncentrowała się na wydarzeniach historycznych i w innych kontekście przedstawiała dalsze losy Claire i Jamie'ego. Już nie są oni dwójką obcych ludzi, których zetknął los, który zakochali się szalenie pomimo wszelkich przeciwności i dzielących ich różnic. Teraz są przede wszystkim małżeństwem, które za swój główny cel obiera dobro innych. Starają zrobić się wszystko co tylko jest w ich mocy aby udaremnić wybuch powstania jakobitów a tym samym ocalić życie wielu Szkotów. Swoje działania rozpoczną we Francji, na dworze Ludwika XV. Tam też rozgrywa się pierwsza, bardzo polityczna i drobiazgowa pod względem przedstawienia świata, część. Druga, to już powrót do Szkocji i zmierzenie się z nowymi jak i dobrze znanymi zagrożeniami.

Diana Gabaldon to autorka drobiazgowa, wręcz rozkoszująca się w szczegółach i budowaniu fabuły na miliardzie małych, czasem błahych epizodzików. Nie da nie się ich niestety jednoznacznie ocenić. Czasem, niepotrzebnie rozwlekają fabułę, odciągając od tego co najważniejsze i wręcz nudzą. Bardzo często jednak budują tło i wiele mówią o bohaterach, wręcz z wypiekami na twarzy czeka się na nie i w wielu miejscach ratują akcję. Szczególnie, że ,,Uwięziona w bursztynie" jest trochę nierówna. Wstęp budzi konsternację i zaskoczenia oraz ciekawość co będzie dalej, potem mamy etap francuski by akcja przyspieszyła i nabrała rumieńców z powrotem w Szkocji. Zakończenie zaś sprawiło, że nabrałam apetytu na więcej i już zaczynam polowanie na ,,Podróżniczkę".

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 106,9 cm - 6,0 cm =100,9 cm

niedziela, 7 lutego 2016

,,Obca" Diana Gabaldon

Tytuł oryginału: Outlander

Seria ,,Obca" to ostatnio jeden z najbardziej hitowych cykli powieściowych. Doczekał się nawet własnego serialu, który, notabene, jest świetnie przyjęty i oceniany. Wszystko to sprawiło, że sama postanowiłam sięgnąć po powieść aby przekonać się o co w tym wszystkim chodzi.

Diana Gabaldon w otwierającej cykl części zaserwowała czytelnikom bardzo mocny akcent. Nasza bohaterka, Claire wraz z mężem wyrusza do Szkocji aby spędzić tam zasłużony urlop. Dopiero co zakończyła się II wojna światowa a oni wreszcie po pięcioletniej rozłące mogą być razem. Nic wcześniej nie wskazywało na to, że to właśnie w Szkocji Claire rozpocznie inną wyprawę ... do roku 1743. A właśnie tam trafia po dotknięciu jednego z głazów ustawionych w starożytnym kręgu. Bohaterka będzie musiała zmierzyć się z nową, inną, bardziej brutalną rzeczywistością. Przeznaczenie szykuje jej też niespodziankę w postaci młodego szkockiego wojownika, z którym na zawsze zostanie związana.

Zanim zaczęłam czytać ,,Obcą" przejrzałam opinie, zarówno na polskich jak i zagranicznych stronach internetowych. Pierwsze co mnie uderzyło to ogromny rozrzut: albo się ona podoba, albo - nie. Całkowicie brakuje środka. Jednak chyba dosyć łatwo jest wyjaśnić ten fenomen. Negatywne opinie pochodzą przede wszystkim od tych, którzy spodziewali się prawdziwej fantastyki a niestety ,,Obca" nią nie jest. Zdecydowana jednak większość czytelników dała się porwać tej niezwykłej opowieści, na którą składa się cała rzesza elementów zapożyczonych z różnych rodzajów prozy. Czegóż my tu nie mamy: jest i element fantastyczny, jest romans, powieść historyczna, obyczajowa, sensacja,powieść przygodowa i chyba można by się doszukać jeszcze innych. Gabaldon umiejętnie sięgała po każdy z tych puzzli by dać nam do rąk zapierającą dech w piersiach historię. Ciekawie opowiedziana nie nudzi, pomimo swoich rozmiarów. Razem z naszymi bohaterami obserwujemy niezwykle żywy krajobraz XVIII- wiecznej Szkocji - pełnej dzielnych, mężnych, gotowych do poświęceń i honorowych mężczyzn, silnych kobiet ale i przerażająco zabobonnej. Claire jako wykwalifikowana, XX-wieczna pielęgniarka najmocniej się z tym zderzy.

Nieważne jednak co napisano by o tej powieści, najistotniejsze jest to, że opowiada o tym o czym każdy kiedyś marzył. O podróży w czasie do momentu gdy życie było ,,łatwiejsze i prostsze", do momentu gdzie czeka coś innego niż rutyna i szara rzeczywistość, gdzie życie jest wielką przygodą z ograniczoną liczbą niewiadomych. To chyba decyduje o tym, że ,,Obca" wciąż zyskuje wiernych czytelników, w grono których ja też się już zaliczam.

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 143, cm - 5,0 cm =138,0 cm