Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52/2025. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52/2025. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 sierpnia 2025

,,Amanci II Rzeczpospolitej" Marek Teler


 Nie jest tajemnicą, że epoką, która mnie najbardziej fascynuje jest Dwudziestolecie Międzywojenne. To epoka, gdy zmiany zachodziły bardzo szybko, wszystko było intensywniejsze, nowsze, zaskakujące. Kino, rodzący się fenomen, przeszedł od fazy niemych filmów do filmów dźwiękowych w zaskakująco szybkim tempie. A co za tym idzie rosła jego popularność. Nie jest więc chyba żadnym zaskoczeniem, że aktorzy pojawiający się w kolejnych produkcjach stawali się coraz bardziej rozpoznawalni a niektórzy zyskali nawet miano amantów kina.

Praca Marka Telera przybliża sylwetki kilku największych bożyszczy kina przedwojennego. O ile Aleksander Żabczyński i Kazimierz Junosza-Stępowski to postaci, których nie trzeba przedstawiać to inni bohaterowie książki, trochę rozmyli się w mrokach dziejów. A zupełnie niesłusznie. Wybrane przykłady ,,amantów" są pretekstem do opowiedzenia historii o kinie, społeczeństwie, popularności (zachwyty pensjonarek i ich pomysły by okazać sympatię swojemu idolowi niewiele różnią się od współczesnych fandomów) ale to też pretekst by pokazać, że popularność i uwielbienie ze strony tłumów nie stanowi gwarancji bezpieczeństwa czy nie jest wieczna. Losy wielu są tragiczne - osobiste problemy, kłopoty w związkach czy finalnie dramatyczna sytuacja w trakcie II wojny światowej. Losy niektórych to gotowy materiał na poruszający, wbijający w fotel film.

Czytałam ,,Amantów II Rzeczpospolitej" z ogromnym zaciekawieniem. Tych historii nie da się sprowadzić do wspólnego mianownika. Każda ma w sobie coś innego, coś poruszającego, wstrząsającego lub zaskakującego. Ale przede wszystkim są opowieściami o niezwykłych ludziach, o których nie powinno się zapominać.

niedziela, 24 sierpnia 2025

,,Masz się łasić" Katarzyna Bednarczykówna


 Bardzo długo żyłam w naiwnym przeświadczeniu, że mobbing to coś, co zdarza się gdzieś, komuś i rzadko. Jednak rok temu odeszłam z firmy, w której pracowałam tylko 11 miesięcy właśnie przez mobbing. Mówię o tym otwarcie, otwarcie opowiadam o sytuacjach, które miały miejsce bo uważam, że trzeba na to zwracać uwagę i nie można zamiatać tego pod dywan. Ja jednak miałam dużo szczęścia, mieszkam w dużym mieście i pracuję w branży gdzie, jak na razie, nie ma problemów ze zmianą. Odeszłam i nie traktuję tego jak przegraną, raczej doświadczenie, które nauczyło mnie, że jeśli pierwszego dnia w pracy firma chwali się polityką ,,zero tolerancji dla mobbingu" to uciekaj. Smutne bo doskonale pokazuje stan ogólnej sytuacji jaka panuje w całym kraju.

Bo mobbing to nie jest chwytliwe hasło. To zjawisko, z którym mierzy się codziennie wielu pracowników. Ilu? Nie wiadomo, bo nie ma kompletnych badań a i sam mobbing jest bardzo trudny do udowodnienia i osądzenia. Państwowa Inspekcja Pracy nad tym nie panuje. Ona tylko sprawdza czy firma ma wdrożone odpowiednie procedury. Ofiara musi iść do sądu ale i tu , absolutny paradoks, większe prawdopodobieństwo jest, że nic nie osiągnie a finalnie sama skończy z wyrokiem o zniesławienie. Straszne i przerażające jest jak niewydolne jest nasze państwo.

I takie też straszne, przytłaczające i nie napawające optymizmem są historie przytoczone w reportażu. Mobbing może zdarzyć się wszędzie - w szpitalu, na uczelni, w urzędzie gminy, w szkole, w redakcji gazety, w korporacji. Nie ma schematu. Nie ma bezpiecznej branży. Jest tylko ofiara i mobber. W tych historiach poraża ciężar obciążenia psychicznego, celowych ataków - mniejszych, czasem niewidocznych dla osób postronnych lub większych łączących się w bezpośrednimi wyzwiskami czy atakami. Nie ma też jednej sylwetki mobbera - może nim być wykształcona pani profesor jak i szef-prywaciarz po zawodówce.

Reportaż Katarzyny Bednarczykówny, u mnie osobiście, uporządkował emocje i odczucia. Utwierdził mnie w tym, że dobrze zrobiłam odchodząc ale jednocześnie zaskoczyła mnie skala problemu i to jak trudno jest z nim walczyć. Historie z reportażu są dramatyczne i celowo skrajne bo tylko w ten sposób dosadnie można pokazać to co na co dzień się ignoruje. Nie znajdziecie tu gotowego rozwiązania czy nawet jednoznacznej diagnozy, jest tylko początek dyskusji i otwartego przyznania, że problem mobbingu istnieje i jest większy niż nam się wydaje.

czwartek, 7 sierpnia 2025

,,Medea z Wyspy Wisielców" Magda Knedler


 Mada Steinbart nie miała łatwego życia. Osierocona w dramatycznych okolicznościach, tułała się z kąta w kąt. Pracowała jako służąca, krawcowa w podrzędnym zakładzie, znosiła okrucieństwo, pogardę, upokorzenie. Jej świat nie oferował nic pozytywnego. Szansa pojawiła się gdy dostała propozycję od majętnego Andreasa by pracować jako służąca w jego rodzinnym domu na wyspie nieopodal Breslau. Doskonale zdaje sobie sprawę z czym może wiązać się ta praca ale podejmuje ryzyko. Od teraz jej dni to codzienna harówka i znoszenie niechcianego zainteresowania ze strony Andreasa. Wszystko zmienia się gdy na Wyspę Wisielców przybywa nowy ogrodnik, Johan.

,,Medea z Wyspy Wisielców" to epicka opowieść napisana w duchu greckiej tragedii. Od pierwszych stron czuć wibrujące emocje, duszną, klaustrofobiczną atmosferę i wiszącą nad głowami zapowiedź katastrofy. Tu nie ma dobrych, niewinnych bohaterów, zamiast tego są zdesperowane ofiary, które zostają zmuszone przez los, okoliczności, innych do podjęcia decyzji, po których nie ma już odwrotu. Jest zło czyhające nieustannie i uderzające w tych nielicznych chwilach gdy pojawia się przebłysk nadziei. Jest też niesprawiedliwość społeczna, tym bardziej bolesna, że oczywista, rażąco widoczna ale i tak akceptowana. A pomiędzy tym wszystkim są kobiety takie jak Mada  - młode, ładne, biedne i pozbawione jakiejkolwiek opieki, skazane na poniewierkę i z góry przypisywanie im wszelkim grzechów.

Dotychczas tylko raz spotkałam się z książkami Magdaleny Knedler i miałam raczej średnie o nich zdanie. Jednak ,,Medea..." to zupełnie inna liga. Mocna, dosadna opowieść o kobiecie, która zostaje postawiona wobec wyborów, które mogą ją zniszczyć. Zdesperowana, walczy o przetrwanie każdego dnia, równocześnie próbując przekroczyć granice, które narzucił jej świat. Zbyt inteligentna, jak na prostą służącą i tak daje się złapać w pułapkę szalonej, namiętnej miłości, budowanej od początku na dramacie. Ta historia tez bez ogródek, z brutalną szczerością i bezpośredniością mówi o sytuacji kobiet - ich tragizmie, beznadziei, codziennym okrucieństwie, stających się oczywistością gwałtach i molestowaniu. Może przytłaczać ogrom nieszczęść skumulowanych w losach Mady, jednak jest coś hipnotyzującego w jej sile przeżycia i podobieństwie do mitycznej Medei z Kolchidy. Polecam!

piątek, 1 sierpnia 2025

,,Agencja" Eva Minge


 Stella prowadzi wyjątkową agencję modelek. Jej podopieczne nie tylko prezentują kreacje na najlepszych wybiegach ale są kimś znacznie więcej. Mają dotrzymywać towarzystwa bogatym i znaczącym mężczyznom, hipnotyzować ich swoim urokiem, zachwycać obyciem i wiedzą a czasem po prostu być kimś więcej niż dziewczyna na jedną noc. Wyjątkowe, specjalnie przygotowane, wykształcone i ukształtowane dziewczyny z agencji Stelli są przeznaczone do specjalnych zadań - one mają stać się żonami, które błyszczą u boku męża. Taką właśnie podopieczną była Angela. Jednak tuż przed ślubem dziewczyna znika a równocześnie w światku towarzyskim zaczynają pojawiać się niepokojące plotki, które rujnują reputację dziewczyny ale mogą też zagrozić całej działalności Stelli.

,,Agencja" to bardzo ciekawie skonstruowany thriller. Prowadzony dwutorowo pokazuje zarówno całą drogę jaką musiała przejść Stella by znaleźć się w tym miejscu, w którym jest ale równocześnie odsłania misterną pułapkę, którą ktoś zastawił by ją zrujnować. Żeby dotrzeć do źródła problemu, Stella musi zmierzyć się z demonami przeszłości oraz wystawić się na cel. Powieść odsłania również mroczne, niewygodne tajemnice świata bogatych. Pokazuje zdegenerowany świat nastawiony na przyjemności i najlepiej im bardziej perwersyjne i ekstrawaganckie tym lepiej. To świat gdzie wszystko jest na sprzedaż, a szczególnie młoda, piękna kobieta. Tylko inteligencja, spryt oraz bezwzględne wykorzystywanie pojawiających się okazji może sprawić, że ofiara stanie się głównym graczem.

Cóż, chyba wszyscy mamy w sobie coś co sprawia, że z wypiekami ciekawości zaglądamy za zasłonę świata normalnie niedostępnego.  A gdy ten świat okazuje się mroczniejszy, bardziej zgniły i niebezpieczny to nie da się ukryć, że nasza ciekawość wzrasta dwukrotnie. Eva Minge dała czytelnikom taką okazję. Zbudowała wciągający thriller o najciemniejszych sekretach bogatych, trzymający w napięciu do samego końca. To gra, w której tylko jedna strona może wyjść cało. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

wtorek, 29 lipca 2025

,,Na jedną noc" Catherine Walsh

 


Tytuł oryginału: One Night Only

Sara ma jedną zasadę w kwestii związków - żadnych nie uznaje a jeśli facet to tylko na jedną noc i zero zaangażowania. Tylko co gdy ostatni podbój okazuje się być bratem narzeczonego przyjaciółki i ponownie spotykają się na weselu w Irlandii? Chemia nadal jest, ale też jest sporo emocji, niekoniecznie pozytywnych. Pobyt na weselu w Irlandii okazuje się być sporym wyzwaniem, szczególnie, że niezorientowana rodzina zaczyna ich swatać.

Ostatnio siedziałam długo w kryminałach i  zdecydowania potrzebowałam odskoczni. Czegoś lekkiego, miłego i romantycznego. I dokładnie taką książką jest ,,Na jedną noc". To moje pierwsze spotkanie z książkami Catherine Walsh i jestem pozytywnie zaskoczona. To lekki, śmieszny, uroczy romans o dwójce ludzi, którzy są zagubieni chociaż próbują udawać, że tak nie jest. Z niezwykłym urokiem opowiada o związkach, a raczej problemach w ich budowaniu, bez oceniania, moralizowania czy dramatyzowania. Od początku historia pełna jest humoru, słownych potyczek, zaskakujących zwrotów akcji  i chemii jaka przeskakuje między bohaterami. Nie da się nie polubić Sary i Duncana, chociaż wkurzają swoim niezdecydowaniem, strachem i problemami z jasną komunikacją.

Po przeczytaniu opisu bałam się, że trafię na płytki erotyk. Na szczęście dostałam uroczy, pozytywny romans, który doskonale umili letnie wieczory czy urlopowe lenistwo.

środa, 23 lipca 2025

,,Matrioszki" Marta Carnicero Hernanz

Tytuł oryginału: Matrioskas

 ,,Matrioszki" to jedna z tych książek, które nie da się łatwo zapomnieć. Surowa, pourywana proza, z której wyłaniają się historie dwóch kobiet - Sary i Hany. Na pierwszy rzut oka zupełnie inne historie. Hana mierzy się z traumatycznymi wspomnieniami z przeszłości, chce zapomnieć, chce żyć jak najdalej od tego co ją prześladuje. Jednak przeszłość wraca do niej w zaskakującej formie i zmusza ją do podjęcia decyzji, która może zmienić życie nie tylko jej. Natomiast z drugiej strony Europy, nastoletnia Sara przechodzi bunt bo właśnie dowiedziała się, że jest adoptowana. Chce dowiedzieć się jak najwięcej o swoim pochodzeniu ale zderza się z murem milczenia rodziców.

,,Matrioszki" to opowieść o kobietach, utkana z samych emocji. Nienazwana wojna odciska straszliwe piętno i ciągnie się długo po realnym zakończeniu. To co się wtedy wydarzyło jest nadal odciśnięte, przede wszystkim w myślach, emocjach, lękach, wspomnieniach kobiet. To one miały być narzędziem do eksterminacji narodu. Miały rodzić dzieci okupantów. Gwałcone, sprowadzone do roli przedmiotu, upodlone i zmuszone do rodzenia. Trauma, która żyje i której nie można zapomnieć, nie ważne jak daleko się ucieka. W ten sposób powstaje obraz tragicznego macierzyństwa, które odciska piętno i krzywdzi nawet gdy o tym się nie mówi. To także opowieść o poszukiwaniu swojej tożsamości i niejednoznacznej roli matki.

Powieść jest bardzo oszczędna w środki wyrazu. Skupiona na epizodach ale przez to bardziej dobitna, mocniejsza w wydźwięku, zbudowana na skrajnych emocjach i niejednoznacznych bohaterach. Ich postawy, tak odmienne, pokazują szeroką paletę uczuć - od gniewu, rezygnacji, marazmu po akceptację. I to wszystko czuć na każdej stronie.

środa, 9 lipca 2025

,,Cienie nad stawem" Hanna S. Białys

 

 

Kolejny tom serii kryminałów z komisarzem Bondysem przenosi nas ponownie do Bydgoszczy lat 90tych. Jesień 1997 to nie najlepszy moment. Polska dochodzi powoli do siebie po powodzi tysiąclecia a Bondys i jego znajomi próbują pogodzić się z tym co stało się w trakcie śledztwa prowadzonego wokół sekty Serpenty. Szokujące wydarzenia jakie się wtedy rozegrały odcisnęły trwałe piętno na wszystkich. Zespół Bondysa właściwie nie istnieje a on sam został wysłany na przymusowy urlop. Jednak jest coś co zmusza go do wyrwania się w letargu w jaki zapadł. Właśnie zostają znalezione zwłoki dawno zaginionej żony prokuratora Gaury i tylko Bondys jest osobą, która może podjąć się sprawy i poprowadzić ją z dociekliwością oraz potrzebnym obiektywizmem. Jeszcze nie wie, że przyjdzie mu sięgnąć po tajemnice ukryte głęboko w mrokach PRL-u.

,,Cienie nad stawem" odbiegają stylistycznie i konstrukcyjnie od poprzednich tomów. Mimo, że śledztwo jest ciekawe i dotyczy fascynującego zagadnienia to schodzi na drugi plan. To nie ono napędza całość. Zamiast tego na pierwszy plan wysuwa się poruszająca, dotykająca różnych emocji opowieść o radzeniu sobie z traumą. Poprzednie wydarzenia okaleczyły psychicznie bohaterów, zabrały im coś ważnego i zniszczyły kruchą rzeczywistość w jakiej egzystowali. Teraz stoją na zgliszczach i próbują oddychać kolejny dzień. Sprawa Serpenty zdruzgotała Esterę i Beatę, Bondys nie przejść obojętnie wobec wyznania Anity, jedynie prokurator Gaura ma szansę zamknąć etap życia i dowiedzieć się co stało się z jego żoną. Ale i tak śledztwo udowodni mu, że prawda boli. Ten tom głęboko wnika w emocje bohaterów, odsłania ich prawdziwe myśli i tylko niektórym daje szansę na choć częściowe osiągnięcie spokoju.

Ten tom udowadnia, że Hanna Białys umie pisać i umie tworzyć opowieść sięgającą bardzo głęboko w psychikę. Tutaj nie bazuje na akcji i tajemnicy śledztwa ale na emocjach, reakcjach i zachowaniach bohaterów. Ich przeżycia, radzenie sobie z osobistymi dramatami oraz relacje międzyludzkie są najważniejsze. W nich tkwi klucz. I może rozwiązanie sprawy kryminalnej nie jest spektakularne i satysfakcjonujące, to pokazuje, że nie zawsze o to chodzi. Czasem to ma tylko pozwolić krok do przodu. Polecam!

sobota, 5 lipca 2025

,,Polski SOR" Jan Świtała


 Gdy trafiłam na tę książkę na Legimi, nie miałam pojęcia kim jest Jan Świtała. Zainteresował mnie tytuł i tematyka ale podobnych książek odsłaniających kulisy różnych branż jest na pęczki więc raczej nie nastawiałam się na nic przełomowego. I tutaj też może przełomu nie ma ale zdecydowanie warto zwrócić na nią uwagę z innych powodów.

,,Polski SOR" to kulisy pracy ratownika medycznego, ze szczególnym zwróceniem uwagi na SOR -Szpitalny Oddział Ratunkowy. Świtała koncentruje się swoich doświadczeniach zawodowych, które w większości przypadły na lata 2020-2022. Może już wyparliśmy to trochę z głowy ale wtedy bardzo wiele się działo w lecznictwie. Pandemia, szczepienia przeciwwirusowe i ruch antyszczepionkowy, zamieszanie na granicy z Białorusią. Świtała tego wszystkiego doświadczył na własnej skórze i o tym oraz o zwyczajnej, szarej rzeczywistości opowiada.

To opowieść do bólu szczera, bezkompromisowa i rozkładająca na łopatki. Przyznaję, że kilka razy w trakcie lektury stawały mi łzy w oczach i musiałam odłożyć na bok. Konkretnie i rzeczowo opowiada się o największych ludzkich dramatach, za którymi stoją ratownicze procedury ale i absurdy. Wrażliwość i delikatność najczęściej trzeba zaszyć w grubą skórę i być przygotowanym na najgorsze. Świtała bez przeszkód mówi o brakach zaopatrzeniowych, absurdach prawnych, wszechobecnej papierologii i głupocie. Mówi też o mrocznej stronie ratownictwa czyli uzależnieniach czy wypaleniu.

Ta książka, tak jak sugeruje tytuł, boli ale i pozwala lepiej zrozumieć dlaczego SOR funkcjonuje tak a nie inaczej. Pozwala dostrzec też drugą stronę. Nie tylko pacjentów, pewnych że ich dramat jest najważniejszy, ale i medyków, którzy codziennie widzą kilka, kilkanaście takich dramatów i muszą wybierać. To książka mocna, bezpośrednia, waląca między oczy ale nie pozbawiona sporej dawki czarnego humoru. Bez upiększeń ale i bez sztucznego dramatyzowania mówi jak jest. I wnioski jakie się wysuwają nie są optymistyczne. Jest źle a będzie tylko gorzej.

niedziela, 22 czerwca 2025

,,Intuicja. Przewodnik dla lubiących rozkminiać bez bólu" Matylda Gerber


 Intuicja to temat dosyć kontrowersyjny. Jedni ją doceniają i skierują się jej głosem w codziennym życiu, inni spychają możliwie najdalej od siebie, traktując na równi z czarami, magią i innymi gusłami. Która strona ma rację? Odpowiedź jest jak zawsze dużo bardziej złożona.

Przyznam, że należę do ludzi którzy czasem słuchają swojej intuicji, chociaż najczęściej należę do osób, które mocno kalkują co powinny zrobić i jaka opcja jest dla nich najbardziej korzystna. Ale to właśnie dzięki intuicji podjęłam decyzję o zmianie pracy, wyborze samochodu czy kierunku podróży, który okazał się wyprawą życia. Wtedy nie kalkulowałam - po prostu powiedziałam tak bo coś mówiło, że to właśnie to. I to wcale nie był żaden magiczny głos ale intuicja.

Wbrew powszechnym opinią intuicja to nie magia. Intuicja to w największym uproszczeniu całe nasze doświadczenie życiowe, z którego nawet sobie nie zdajemy sprawę. Nasz mózg jest systemem bardzo skomplikowanym i działa w trybie świadomym i nieświadomym. I o ile pokłady świadomości są mocno ograniczone, to zupełnie inaczej jest w przypadku nieświadomości. I właśnie o tym opowiada praca ,,Intuicja. Przewodnik dla lubiących rozkminiać bez bólu. Autorka w ciekawy i prosty sposób pokazuje na przykładach w jaki sposób działa nasza intuicja, co ją kształtuję i gdzie ją możemy wykorzystywać. To ona jest podwaliną pod stanie się ekspertem w jakiejś dziedzinie. To ona podpowiada rozwiązania w ułamku sekundy gdy jest to potrzebne. Jednak nie zawsze intuicja jest niezawodna. Ona także ma obszary w których sobie nie radzi i wtedy kierowanie się nią może być przysłowiowym trafieniem kulą w płot. Z pewnością ciekawym faktem jest że z intuicją można pracować i ją samemu wykształcać.

,,Intuicja. Przewodnik dla lubiących rozkminiać bez bólu" to ciekawa pozycja popularnonaukowa. W prosty, obrazowy sposób wyjaśnia trudne zagadnienie. Mocno ukorzenia je w nauce, odzierając trochę z magicznej otoczki. Mimo, że dużo aspektów związanych z intuicją zostaje logicznie wyjaśnionych, to jednak ludzki umysł jest tak fascynujących organem, że nadal pozostaje wiele przestrzeni na zaskoczenia oraz odkrycia, które mogą wprawić w zdumienie naukowców.

 

środa, 18 czerwca 2025

,,Szwindel" Jakub Ćwiek


 Nie od dziś wiadomo, że wywrócić komuś życie do góry nogami jest bardzo łatwo. Czasem wystarczy tylko dzwonek do drzwi i jedna przesyłka. Tak właśnie trzydziestoletni Mikołaj dowiaduje się o śmierci ojca, który zostawił jego i matkę dawno temu. Ojciec nie dość, że zmarł to jeszcze pozostawił dość nietypowy spadek. Młody mężczyzna ma dostać prawie pół miliona złotych tylko jest jeden mały haczyk. Pieniądze ma wypłacić mu legendarny oszust Bosco i mają być zdobyczą w ostatnim, mistrzowskim pokazie umiejętności legendarnych oszustów. Zaczyna się gra, w której dosyć szybko zacierają się granice pomiędzy tym kto jest ofiarą - gapem a kto mistrzem oszustwa.

,,Szwindel" to bardzo ciekawa pozycja. Miałam przyjemność zapoznać się z nowym, poprawionym wydaniem i od samego początku byłam zaintrygowana pomysłem. Autor zabiera czytelnika w sam środek grupy oszustów, którzy sztukę iluzji, gry pozorów i nabierania naiwnych opanowali do perfekcji. To nie zwykli złodzieje, to mistrzowie budowania legendy i tworzenia drobiazgowych miraży po to by zrealizować swój cel. Rozproszenie uwagi klienta w kawiarni, wynajęcie kilka razy tego samego mieszkania, sprzedaż nieistniejącego apartamentu to tylko proste przygrywki aby nie wyjść z wprawy. Prawdziwe dzieło sztuki oszustwa dopiero przed nimi.

,,Szwindel" ma klimat i urok. Tu oszustwo urosło do rangi dzieła sztuki i właśnie w taki sposób jest odbierane. Z podziwem można obserwować drobiazgowe przygotowania do realizacji planu. To niczym dobrze zaplanowana partia szachów, w której nie ma miejsca na pomyłkę czy zaskoczenie. Tylko, że to nadchodzi i to ze strony, z której nikt się nie spodziewał. Przyznam, że od początku podejrzewałam, że coś tam się musi wydarzyć. Że z pewnością nie zobaczymy szczęśliwych bohaterów odjeżdżających w kierunku zachodzącego słońca ale  i tak byłam zaskoczona tym jak Ćwiek to rozegrał. Uśpił czujność czytelnika niczym wytrawny oszust, stworzył bańkę pewności co do tego co się wydarzy a potem w najmniej spodziewanym momencie uderzył i to z impetem. Ale dzięki temu dostajemy intrygę, od której nie można się oderwać, trochę w starym stylu, pełną dżentelmeńskiej gracji ale równocześnie mocną i szokującą. Polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu PulpBooks!

poniedziałek, 16 czerwca 2025

,,Konklawe. Między polityką a rytuałem" Hubert Wolf

Tytuł oryginału: Konklave: Die Geheimnisse der Papstwahl

 Jeszcze nie opadły emocje, którymi żył cały katolicki świat od końca kwietnia. Śmierć papieża Franciszka wyzwoliła ogrom emocji ale też ogromną ciekawość. Bo właśnie zaczął się ceremoniał, który przeciętny człowiek może obserwować zaledwie kilka razy w swoim życiu i w żaden sposób nie da się przewidzieć kiedy dokładnie wypadnie. To nie cykliczne wybory. To nie plebiscyt. To coś znacznie bardziej majestatycznego, osnutego wielowiekową tradycją i aurą tajemnicy. Tylko czy naprawdę konklawe to, to co chce nam się przekazać? Czy naprawdę to moment w którym Duch Święty działa realnie w Kościele? A może to taka sama polityczna gra jak każda inna?

,,Konklawe. Między polityką a rytuałem" to usystematyzowana i uporządkowana historia wyboru od prawie samego początku. Pokazuje schematy, którymi posługiwano się w kościele, kluczowe momenty, które zaważyły na tym, że konklawe wygląda tak jak wygląda. Bo wbrew chwytliwym sloganom, współczesne konklawe nie ma aż tak wiekowej tradycji. I bardzo długo było zwyczajną walką o władzę. Autor przytacza cały ogrom przykładów oraz najważniejszych papieży, których wybór był znaczący dla kształtowania się rytuału. Próbuje także na podstawie ogólnodostępnych papieskich dokumentów zrekonstruować to co dzieje się za zamkniętymi drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej.

I o ile sama historia kształtowania się procesu konklawe, nabierania znaczenia instytucji papieża czy przebieg samego konklawe jest bardzo ciekawie i na tyle prosto opisane, że nawet laik może go zrozumieć, to mnie szczególnie zaciekawiło coś innego. Chyba moje największe zainteresowanie wzbudziły zmiany wprowadzone przez ostatnich papieży Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. JPII chciał dodać mistycyzmu i zbliżyć wybór przyszłego papieża do celebracji. BXVI swoją abdykacją stworzył precedens, który mógłby nieść ogromne, szkodliwe konsekwencje dla przyszłości Kościoła. Ciekawe jest, że również nie ma żadnego rozwiązania (przynajmniej oficjalnie) na wypadek niezdolności papieża do sprawowania urzędu. Kościelna struktura jest tak skonstruowana, że nad papieżem oprócz Boga nie ma żadnej instytucji mogącej go odwołać lub zdjąć z urzędu.

,,Konklawe" to ogrom wiedzy podanej w bardzo przystępnej formie. Myślę, że wiele bardzo skomplikowanych rytuałów i symboli zostało trochę spłyconych aby jak możliwie najprościej móc wytłumaczyć o co właściwie tutaj chodzi. Ale gdy chce się trochę na gorąco dowiedzieć trochę więcej o symbolice, znaczeniu i ceremoniale całego procesu, który właśnie się zakończył jest to pozycja idealna.

środa, 11 czerwca 2025

,,Pan Kołysanka" J.H.Markert

Tytuł oryginału: Mister Lullaby

 To miał być radosny wieczór. Do miasteczka Harrod's Reach po kilkuletniej nieobecności wraca Gideon Dupree - teraz odznaczony weteran wojenny. Tylko szybko uroczystość zostaje zakłócona przez szokujący telefon, że młodszy brat Gideona wybudził się ze śpiączki, w której trwał od lat. Chłopiec budzi się, rzuca niepokojącymi zdaniami i znowu zapada w letarg. Jednak to nie jedyne niepokojące zdarzenie. Coś dziwnego zaczyna dziać się wokół nieczynnego tunelu kolejowego. Miejscowa szeryf, Gideona oraz grupka przypadkowych osób staną oko w oko z czymś co zagraża całemu miasteczku. Bo to już się zbliża, jest coraz silniejsze i coraz bardziej złaknione.

,,Pan Kołysanka" to niepokojący, klimatyczny horror, który początkowo może wprawić w lekką konsternację. Rozgrywa się na kilku planach czasowo-przestrzennych, które trudno ze sobą połączyć. Obserwujemy bohaterów, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych, z równych perspektyw i stopniowo odkrywamy kim naprawdę są i jaką rolę mają do odegrania. Jest niepokojąco już od pierwszych stron jednak nie strasznie. Klimat zagrożenia, niebezpieczeństwa i osaczenia pojawia się nieoczekiwanie w momencie gdy dopiero zrozumiemy jak bardzo mroczna siła zmierza do Harrod's Reach ale wtedy jest już za późno, bo wtedy wybucha szaleństwo.

W trakcie czytania miałam kilka momentów zwątpienia bo wydawało mi się, że nic się nie dzieje i akcja w żaden sposób nie posuwa się do przodu. Trochę to uśpiło czujność i dlatego zmiana nastroju okazała się zaskoczeniem. Obserwujemy bohaterów, którzy tak samo jak czytelnik są zagubieni i mozolnie przedzierają się przez pourywane ślady, by odkryć, że to co nadciąga nie zdarzyło się pierwszy raz ale tym razem może być bardziej destrukcyjne. Autor dodatkowo też bawi się z czytelnikiem wykorzystując w niepokojący sposób kołysanki. To co normalnie jest synonimem spokoju i bezpieczeństwa, nagle zabiera przerażającego znaczenia.

,,Pan Kołysanka" to moje pierwsze spotkanie z J.H. Markertem i była to zaskakująca przygoda. Lubię takie historię, gdzie początkowo pozornie nic się nie zmienia by potem wywrócić wszystko do góry nogami. Może nie straszy dosłownie ale systematycznie buduje klimat grozy, niepokoju i tajemnicy. Czuć, że coś narasta a przez to coraz bardziej chce się odkryć co dokładnie. Polecam!

piątek, 6 czerwca 2025

,,Wojenna nawałnica" Terry Goodkind

Tytuł oryginału: Siege of Stone

 Wręcz nie do uwierzenia jest, że moją przygodę z serią Terry'ego Goodkinda zaczęłam ponad 15 lat temu. Wtedy porwała mnie magia świata a teraz, niestety, wracam już tylko z sentymentu. Bo ,,Wojennej nawałnicy" daleko to pierwszych tomów Miecza Prawdy. W prawdzie cały czas jesteśmy w universum, cały czas trwa magia, powracają znani bohaterowie... No właśnie, jest jednak poważne ale.

Akcja zaczyna się dokładnie w tym samym punkcie gdzie skończył się poprzedni tom. Czarodziejka Nicci wraz czarodziejem Nathanem utknęli w mieście czarodziejów Ildakarze. Stłumili rebelię jaka targała wewnątrz miasto, by stanąć oko w oko z zagrożeniem, które tym razem czai się za murami. Starożytna armia, przed wiekami skamieniała, teraz zaczyna wracać do życia i zdaje się nie być świadoma czasu, który upłynął. Zaczyna się oblężenie. Jednak Nicci i Nathan muszą zmierzyć się także z nadal istniejącymi intrygami i podziałami wewnątrz.

Terry Goodkind miał jedną denerwującą manierę - żeby zapełnić czymś treść, w nieskończoność powtarzał to co zdarzyło się wcześniej. I o ile do pewnego momentu było to pomocne, bo pomagało odnaleźć się w akcji - szczególnie, że ja poprzedni tom czytałam chyba cztery lata temu - to w pewnym momencie nawet moja pamięć nie była, aż tak dziurawa. Gdy milionowy raz czytałam, że Richard Rahl ocalił Nowy Świat, że imperator Sulahan, że nie ma już proroctw, bo miałam ochotę krzyczeć. I to jest największa wada całego tomu. Brakuje tu już czegoś nowego i zaskakującego. Akcja jest wtórna, przewidywalna, mocno czerpie z tego co już kiedyś było w całym cyklu nie dając zbyt wiele nowości. W kółko pojawiają się podobne rozwiązania. Co rusz powtarzane są opisy postaci i to co zrobiły tom wcześniej. Czysto sentymentalnie i po długiej przerwie można do tego wrócić, jednak wyparował cały klimat i emocje jakie zapewniał.

niedziela, 1 czerwca 2025

,,Plagiat" Paulina Świst


 Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Złamałam się i gdy tylko pojawił się ,,Plagiat" musiałam po to sięgnąć. No musiałam dowiedzieć się jak zakończy się sprawa, która tak namieszała w ,,Debiucie". No i wyjaśnienie się pojawia po całej serii dziwnych zdarzeń, podejrzanych akcji i lawirowania gdzieś pomiędzy. Bo oficjalnie Nina nie prowadzi tej właśnie sprawy. Jednak odsunięcie formalne nic nie znaczy dla Aresa i dla niej bo już po uszy w to uwikłani, będą za wszelką cenę dążyć by dowiedzieć się co dokładnie wydarzyło się przed 80 laty i dlaczego ktoś zagraża Ninie.

Już mówiłam, że seria Świst to rozrywka. I to mocno szalona. Sama akcja jest dosyć słaba i rozwiązuje się zdecydowanie za prosto. Takie szast prast i po krzyku. Dużo bardziej bawiłam się obserwując bohaterów i relacje pomiędzy nimi i nie mam tu tylko na myśli związku pomiędzy Niną i Aresem ale także ich relacji z postaciami drugoplanowymi (Marek to mój absolutny ulubieniec). Było pikantnie, ironicznie, trochę absurdalnie,czasem rozczulająco romantycznie a czasem przeraźliwie śmiesznie. Tak, przez chwilę głowiłam się jak potoczy się wątek kryminalny ale został on tak spłycony, że w sumie robił tylko za tło dla rozkmin uczuciowych.

Jeśli ktoś szuka mocnego kryminału - to omijać szerokim łukiem, zdecydowanie to nie ta bajka. Może i gdzieś akcja ociera się o mroczne zakamarki świata ale wszystko jest w wersji soft i więcej się mówi niż z tego coś wynika. Takie thrillerowe disco polo, czyli cudna rozrywka na leniwy weekend. Bardziej ,,Plagiat" pasuje mi do romansu z wątkiem kryminalnych. I jako taki sprawdza się idealnie.  Polubiłam bohaterów, polubiłam ich popaprany sposób myślenia i cięte riposty, dobrze obserwuje się ich w działaniu, więc gdyby okazało się, że to coś więcej niż trylogia to może wrócę.

środa, 21 maja 2025

,,Sekret indygo" Natasha Boyd

Tytuł oryginału: The Indigo Girl

 Pierwszym skojarzeniem gdy popatrzy się na okładkę jest, że dostajemy kolejny romans historyczny. Absolutnie nic nie przygotowuje na opowieść, która chowa się wewnątrz. Jest to porywająca, poruszająca historia młodej dziewczyny, która postanawia stawić czoła ... właściwie wszystkim i zawalczyć o niezależność ale i pokazać drzemiącą w niej siłę oraz mądrość.

Eliza Lucas to postać autentyczna, żyjąca w XVIII wieku. Była jeszcze nastolatką, gdy ojciec powierzył jej zarządzanie plantacją w Karolinie Południowej. Podczas gdy on był przekonany, że dziewczyna będzie posłusznie poddawać się woli zarządców oraz bezrefleksyjnie wykonywać polecenia z listów, ona widzi w tym szansę by udowodnić swoją wartość oraz by zawalczyć o coś więcej. Nie daje sobą sterować, pragnie sukcesu oraz niezależności, do której drogą ma być uprawa indygo. Jej starania o doprowadzenie do owocnego zbioru indygo to walka. Z sobą, społecznością, rodziną, podległymi pracownikami i niewolnikami oraz z naturą. Zdesperowana i uparta dziewczyna nie poddaje się, chociaż wiele razy musi przekroczyć ustalone granice. Prawie nikt nie wierzy w jej sukces a czasami trudno odróżnić kto jest sojusznikiem a kto wrogiem. Dodatkowym atutem powieści jest burzliwe, pełne zawirowań tło historyczne. To nie jest czas samodzielnych kobiet. A każda kobieta, która łamie przyjęty porządek musi liczyć się nie tylko ze społecznym potępieniem ale i realnym zagrożeniem.

,,Sekret indygo" to pasjonująca opowieść o kobiecej sile i determinacji. Pokazuje, że mądrość, inteligencja oraz zaradność nie mają płci i nie zważają na epokę historyczną. Bezcenna lekcja tolerancji oraz upartego dążenia do wyznaczonego celu, nawet gdy z każdej strony rzucane są kłody pod nogi. Powstawania z porażek i lojalności nie zważającej na nic. To wręcz nieprawdopodobne, że nie jest to fikcja literacka ale autentyczna historia dziewczyny, która może stać się wzorem nawet współcześnie.

niedziela, 27 kwietnia 2025

,,Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce" Morten Vittrup

Tytuł oryginału: Argentineren der kom sejlende på en cedertæsplanke

 Jestem absolutnie mało oryginalna ale uwielbiam książki takie jak ta - monumentalne sagi rodzinne, pozornie toczące się leniwie ale skrywające wewnątrz całe mnóstwo tajemnic i niuansów. ,,Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce" tu już sam tytuł intryguje i rozbudza ciekawość oraz ma to coś, co przykuwa uwagę. I taka jest też cała historia. Momentami absurdalna, momentami poruszająca i zaskakująca.

,,Argentyńczyk.." to opowieść, która rozgrywa się na przestrzeni 50 lat i opowiada o skomplikowanych relacjach rodzinnych. Rozpoczyna się (mało zaskakujące) gdy Victor de la Vega zostaje znaleziony na brzegu morza i odmieni na zawsze życie młodziutkiej Sofii. Nie zostanie ona zakonnicą a zamiast tego pozna historię, która zadecyduje o losie kolejnych pokoleń. To właśnie wtedy zacznie się historia rodziny naznaczona tajemnicami, bolesnymi pomyłkami, zaskakującymi przypadkami i tragediami, których konsekwencje będą ciągnąć się przez lata. Ta wielowątkowa opowieść z lekkością i wyczuciem opowiada o najtragiczniejszych epizodach zarówno z dziejów Argentyny jak i Hiszpanii i pokazuje jak mniej lub bardziej świadomie odciska się ona piętnem na zwykłych ludziach. Muszą się oni mierzyć z konsekwencjami, wpływając na innych i prowadząc do kolejnych mniejszych lub większych dramatów.

Początkowo nie mogłam przekonać się do tej książki ale gdy już się w niej zanurzyłam znalazłam tam humor, pasję, nonszalanckie latynoskie spojrzenie na świat oraz ogrom emocji. I to właśnie one stanowią podstawę, na której opiera się cała historia. Ta książka to właściwie opowieść w opowieści opowiedziana z pełną dramaturgią, malowniczością i rozmachem. Pełna niedopowiedzeń i tajemnic do samego końca trzyma w napięciu i podświadomie determinuje zachowanie bohaterów, którzy próbują uciec od tego co nieuniknione, nieświadomie powtarzając błędy poprzedników. ,,Argentyńczyk.." to książka nieoczywista ale przepełniona ciepłem, którą czyta się z zapartym tchem. Polecam!

niedziela, 13 kwietnia 2025

,,Podcastex 2. Polskie milenium" Mateusz Witkowski,Bartek Przybyszewski


 W roku 2005 rozpoczęło się dla mnie wchodzenie w dorosłość. Tak dosłownie. Życie prywatne zdominowały zupełnie nowe emocje i zupełnie inaczej patrzyło się na rzeczywistość. Ominęła mnie faza ,,emo" bo sorry to było dla dzieciaków w gimnazjum a ja już byłam licealistką o krok przed maturą i studiami. Jednak mimo tego, że wtedy dystans między gimnazjum i liceum był ogromny nie udało uciec się przed tym co działo się w Polsce, zarówno w popkulturze jak i polityce i ogólnie społeczeństwie. Z dzisiejszej perspektywy lata 2005-2010 to dla mnie wieczność. Ogromna zmiana, przejście od liceum do prawie końcówki studiów. I równie zaskakujące jest jak wiele się wtedy działo.

Kolejna część ,,Podcastexu. Polskiego milenium" to opowieść o pewnym szaleństwie. Wtedy się tego nie czuło jak wielkie i nieprawdopodobne rzeczy się wtedy działy. Prezydentura Lecha Kaczyńskiego, zmiany rządów, nieprawdopodobne koalicje, skandale, Roman Giertych jako minister edukacji (pamięta jeszcze ktoś amnestię maturalną?). Ale i w społeczeństwie. Pojawiły się programy typu ,,Taniec z gwiazdami", selekcjonerem był Leo Benhakker, zasypała nas lawina polskich seriali, komedii romantycznych i objawił się Patryk Vega czy Wojciech Smarzowski.

Przyznam, że o wielu rzeczach zapomniałam albo nie były nigdy przedmiotem moich zainteresowań więc je ignorowałam. Dopiero kolejna praca Witkowskiego i Przybyszewskiego mi o tym przypomniała i uświadomiła jak wiele się zmieniło w okresie 2005-2010. Sporo tematów ma swój ciąg dalszy współcześnie, są takie na które dopiero gdy spojrzy się z dzisiejszej perspektywy, widzi się jak ogromne miały znaczenie. Są też takie, które są zaledwie ciekawostką i dziś raczej budzą uśmiech politowania. Autorzy nie wnikają za głęboko w poruszane tematy, nie analizują drobiazgowo, oni tylko budzą wspomnienia i próbują złapać klimat. Myślę, że dla milenialsów i tak ten okres ma swoją jedyną i wyjątkową atmosferę a książka taka jak ta zarysuje kontekst i uświadomi jak wiele przeżyliśmy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

czwartek, 10 kwietnia 2025

,,W środku nocy" Riley Sager

 

Tytuł oryginału: Middle of the Night

Co właściwie wydarzyło się w nocy 15 lipca 1994? To miał być zwyczajna piątkowa noc. Dwóch dziesięciolatków i nocowanie w namiocie na podwórku. Tylko, że rankiem jest tylko jeden z chłopców a drugi zniknął. Przez trzydzieści lat nikomu nie udało się ustalić co stało się z Billym. Prawie dokładnie trzydzieści lat później drugi z nich, Ethan, wraca do rodzinnego domu i zaczynają w okolicy dziać się dziwne rzeczy. Czy to Billy wrócił?

,,W środku nocy" to moje drugie spotkanie z Riley Sagerem i spotkanie bardzo satysfakcjonujące. Nie można powiedzieć, że ta historia to horror, nie jest też thrillerem czy kryminałem. Ona łączy w sobie wszystko i wyciąga ich esencję. Z tego powstaje opowieść, która skutecznie przykuwa uwagę. Elektryzująca gra pomiędzy światem realnym, wyobraźnią i narastającą psychozą. Akcja powieść to zamknięty krąg osób, z których każda coś ukrywa a wydarzenia z lipca 1994 przywoływane w retrospekcjach mieszają w utrwalonych pozorach oraz pokazują zupełnie inne oblicze pozornie idealnego podmiejskiego osiedla.

Sager od początku igra z czytelnikiem tworząc obraz przedmieścia, w którym zacierają się granice. Tu może zdarzyć się wszystko. Od pierwszych stron czuć, że coś czai się w mroku ale nie wiadomo czy jest to z tego czy innego świata. To też obraz przedmieść, które utknęły i zatrzymały się przed trzydziestu lat w obliczu tragedii. Tu nic się nie zmienia bo zmiana sugerowała by winę. Jest mrocznie, niepokojąco, przytłaczająco i można się pogubić. Tu cały czas krążą demony przeszłości. Tylko czy są prawdziwe?

,,W środku nocy" to świetny miks gatunków, który zapewni całą gamę emocji. Tu nic nie jest prawdą ale równocześnie wszystko może nią być. Książka wbije was w fotel i na 100 stronie nie będziecie mogli doczekać się by poznać rozwiązanie. Sager nie idzie po prostej linii, on na pewno was zaskoczy w finale a po drodze kilka razy wywróci całość do góry nogami. Polecam!

piątek, 21 marca 2025

,,Później się tym zajmę" Justyna Titova


 Rzadko, nawet sama przed sobą, to przyznaję ale prokrastynacja to moje drugie imię. Tak, mam z tym problem, mimo, że pozornie jestem ogarniętą i zorganizowaną osobą, na której można polegać. I tak generalnie jest. Jednak mimo bardzo często zdarza mi się, że ... długo się zbieram zanim się za coś zabiorę (tak to ładnie nazwijmy). Czy utrudnia mi to życie? Czasem tak. Zazwyczaj kończy się tym, że w ostatniej chwili i w panice coś ogarniam i nie ważne czy jest to sprzątanie mieszkania czy projekt w pracy. Po każdym takim zdarzeniu, solennie obiecuje sobie, że to ostatni raz i następnym razem będzie lepiej. Taaaa....

Po tym przydługim wstępie chyba oczywistym jest dlaczego sięgnęłam po poradnik ,,Zajmę się tym później". I jakie jest pierwsze wrażenie? Przede wszystkim mnie trochę uspokoił i pocieszył. Nie jest ze mną tak źle. I to, że coś odkładam na później to wcale nie oznacza, że jestem leniwa czy źle zorganizowana. Za prokrastynacją może stać wiele powodów i bardzo fajnie są one tutaj rozpisane. Autorka daje proste, przystępne wyjaśnienia przyczyn, pomaga zidentyfikować obszary od których może zależeć prokrastynacja oraz podsuwa wskazówki jak sobie radzić i od czego w ogóle zacząć walkę z odkładaniem. Sama mam wiele swoich własnych sposobów na zorganizowane życie ale dodatkowe zawsze są w cenie.

,,Zajmę się tym później" to ciekawy poradnik, napisany w bardzo przystępnej formie, który może pomóc, szczególnie na początku. Pokazuje problem w szerszej perspektywie. Daje wskazówki ale i też uświadamia, że gdy problem jest bardziej zaawansowany nie wystarczy dobra wola bo potrzebna jest pomoc specjalistów: terapeutów, psychologów, psychiatrów. Prokrastynacja to nie ładna, mądra nazwa usprawiedliwiająca lenistwo, to coś znacznie bardziej skomplikowanego i mogącego być sygnałem o znacznie poważniejszej chorobie. Ta książka to nie tylko łatwo wyjaśniona teoria podparta przykładami, to też zestaw ćwiczeń oraz ankiet, które mogą być pierwszym krokiem w celu uświadomienia sobie co właściwie się z nami dzieje. Polecam!

poniedziałek, 17 marca 2025

,,Zasada numer pięć" J.Wilder


 Tytuł oryginału: Rule Number Five

Sydney ma zasady i wie czego chce. Chce skończyć studia i dostać się na wymarzony staż. I chociaż nie planuje wieść życia zakonnicy to w jej życiu nie ma miejsca na długofalowe związki, zakochiwanie się i przede wszystkim na hokeistów. A Jax jest dokładnie tym czego w jej życiu ma nie być. Przystojny, inteligentny i uparty. Ma tylko jedno poważne ale. Jest gwiazdą uczelnianej drużyny hokejowej.

,,Zasada numer pięć" to sympatyczny choć przewidywalny romans rozgrywający się w środowisku akademickim z hokejem w tle. Początek był zdecydowanie lepszy. Więcej się działo. Był humor, zadziorność i energia. Wyraźnie można było odczuć strzelające istry pomiędzy bohaterami i czekało się co będzie dalej i kiedy Sydney złamie swoje zasady (bo przecież to oczywiste od początku, że złamie). Potem zrobiło się już schematycznie i przewidywalnie a końcówka to jedna wielka nuda i absurd. Ja wiem, ze trzeba było wprowadzić jakiś kryzys ale serio? Serio? Dobrze, że całość ratuje trochę finał.

Jak na romanso-erotyk ,,Zasada numer pięć" wypada przyzwoicie. Ma kilka całkiem niezłych momentów, pełnych pasji, emocji i energii ale są też chwile gdy popada w schemat i banał. Jednak można się przy tym dobrze bawić i zrelaksować. A jeśli szuka ktoś romansu sportowego to od razu uprzedzam, że sportu tu jak na lekarstwo.