Wręcz nie do uwierzenia jest, że moją przygodę z serią Terry'ego Goodkinda zaczęłam ponad 15 lat temu. Wtedy porwała mnie magia świata a teraz, niestety, wracam już tylko z sentymentu. Bo ,,Wojennej nawałnicy" daleko to pierwszych tomów Miecza Prawdy. W prawdzie cały czas jesteśmy w universum, cały czas trwa magia, powracają znani bohaterowie... No właśnie, jest jednak poważne ale.
Akcja zaczyna się dokładnie w tym samym punkcie gdzie skończył się poprzedni tom. Czarodziejka Nicci wraz czarodziejem Nathanem utknęli w mieście czarodziejów Ildakarze. Stłumili rebelię jaka targała wewnątrz miasto, by stanąć oko w oko z zagrożeniem, które tym razem czai się za murami. Starożytna armia, przed wiekami skamieniała, teraz zaczyna wracać do życia i zdaje się nie być świadoma czasu, który upłynął. Zaczyna się oblężenie. Jednak Nicci i Nathan muszą zmierzyć się także z nadal istniejącymi intrygami i podziałami wewnątrz.
Terry Goodkind miał jedną denerwującą manierę - żeby zapełnić czymś treść, w nieskończoność powtarzał to co zdarzyło się wcześniej. I o ile do pewnego momentu było to pomocne, bo pomagało odnaleźć się w akcji - szczególnie, że ja poprzedni tom czytałam chyba cztery lata temu - to w pewnym momencie nawet moja pamięć nie była, aż tak dziurawa. Gdy milionowy raz czytałam, że Richard Rahl ocalił Nowy Świat, że imperator Sulahan, że nie ma już proroctw, bo miałam ochotę krzyczeć. I to jest największa wada całego tomu. Brakuje tu już czegoś nowego i zaskakującego. Akcja jest wtórna, przewidywalna, mocno czerpie z tego co już kiedyś było w całym cyklu nie dając zbyt wiele nowości. W kółko pojawiają się podobne rozwiązania. Co rusz powtarzane są opisy postaci i to co zrobiły tom wcześniej. Czysto sentymentalnie i po długiej przerwie można do tego wrócić, jednak wyparował cały klimat i emocje jakie zapewniał.
piątek, 6 czerwca 2025
,,Wojenna nawałnica" Terry Goodkind
wtorek, 14 września 2021
,,Całun nieśmiertelności" Terry Goodkind
Podróż czarodziejki Nicci z Nathanem Rahlem i Bannonen Farmerem po Starym Świecie nadal trwa. Tym razem trafiają do starożytnego miasta Ildakar. Miasto przez prawie piętnaście stuleci spowijał całun, który izolował je od świata zewnętrznego. Także czas płynie tam inaczej, a rządzący nim czarodzieje są wręcz nieśmiertelni. Pozornie społeczność Ildakaru jawi się jako miejsce idealne. Wszystko jest dobrze przemyślane, zagwarantowane jest bezpieczeństwo oraz spełniane każde kaprysy. Jednak to tylko iluzja. I lepiej Nicci i jej towarzysze odkrywają tajemnicze miasto tym bardziej przekonują się, że jest ono zgniłe od wnętrza, mroczne, niebezpieczne i pozbawione zasad a opiera się na cierpieniu i krzywdzie wielu osób. Po raz kolejny czarodziejka będzie musiała stanąć do walki, żeby wprowadzić w życie zasady głoszone przez swojego władcę Richarda Rahla.
,,Całun nieśmiertelności" może nie wnosi wiele świeżości do całego uniwersum ale jak na tak długo ciągnącą się serię jest bardzo dobry. Terry Goodkind nie tylko sięgnął po wszystkie motywy dobrze znane w wcześniejszych jego tomów ale także bawił się cywilizacyjnymi skojarzeniami. Mamy tutaj odwołania do antycznego Rzymu, cywilizacji Majów i Wikingów. Niby spory misz-masz ale wyszła z tego całkiem interesująca i wciągająca opowieść. Z jednej strony historyczne smaczki, a poza tym magia, przygoda, tajemnice i walka. Wiernych czytelników cyklu raczej tutaj nic nie zaskoczy bo fabuła toczy się według utartego wzoru ale zawsze dobrze jest obserwować ulubionych bohaterów w działaniu. Szczególnie, że oprócz Nicci i Nathana mamy możliwość obserwowania także ksieni Verny, która z nowym zadaniem wraca do działania. Brakuje mi tylko Richarda i Kahlan ale cóż, ich opowieść dobiegła końca, chociaż mam nadzieję, że jeszcze w jakimś epizodzie się pojawią.
,,Całun nieśmiertelności" to po raz kolejny powrót do dobrze znanego świata, dobrze znanych bohaterów. Raczej nie jest to opowieść dla osób, które nie znają całych dziejów Nowego i Starego Świata.
,p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 42,7 cm - 2,7 cm = 40,0 cm.
środa, 6 maja 2020
,,Pani Śmierci" Terry Goodkind
,,Pani Śmierci" rozpoczyna nowy cykl autorstwa Terry'ego Goodkinda ,,Kroniki Nicci". Jest bezpośrednią kontynuacją ,,Miecza Prawdy" i jest silnie zanurzony w tym dobrze znanym świecie. Fan uniwersum odnajdzie wiele odniesień do tego co działo się przez kilkanaście tomów, które stanowią opowieść. Jest to z pewnością ogromne utrudnienie i wyzwanie dla wszystkich osób, które właśnie od ,,Pani Śmierci" chciałby zacząć przygodę. Jednak jeśli pominą niuanse i przymkną trochę oko na tło z pewnością mogą cieszyć się przygodą. Bo tym ta powieść jest. Właściwie od pierwszych stron przygoda goni przygodę. Nicci i Nathan nie próżnują tylko co rusz wpadają w kolejne kłopoty by raz za razem szukać rozwiązań i pokonywać przeciwności losu. Przypomina to trochę zlepek kilku następujących opowiadań, który łączy nadrzędny motyw - wędrówka ku nieznanemu. Wszystko utrzymane jest w dobrze znanym, trochę rozgadanym Goodkindowym stylu.
W przypadku ostatnich tomów serii ,,Miecz Prawdy" narzekałam, że są one jednym wielkim powtórzeniem. Autor bez przerwy przypominał co Richard zrobił, potrafi, co mu przyświeca. Brakowało tam już świeżości i lekkości. ,,Pani Śmierci" wnosi trochę nowości do uniwersum. Nie można mówić o całkowitym zwrocie i totalnym odświeżeniu ale jest lepiej. Goodkind pokazał, że jest autorem, który umie stworzyć wielotomowy, pasjonujący cykl ale słabo mu idzie utrzymanie jednego trzymającego wątku w więcej niż dwóch czy trzech tomach. Zdecydowanie lepiej idzie mu tworzenie luźniejszej serii przygód, tylko w tle powiązanej wspólnym motywem. I tak, i pewnie w kolejnych tomach będzie. Wędrówka a po drodze kolejne przygody i walka ze złem w imię Lorda Rahla.
,,Kroniki Nicci" niestety nie zapierają już dechu w piersi, nie wbijają w fotel, nie kradną czasu, który powinnam poświęcić na coś innego. Ale trudno się dziwić - przygodę z uniwersum zaczynałam ponad dziesięć lat temu. Ja byłam inna i cykl był inny. Teraz pozostał sentyment i nadzieja na rozrywkę. Bo tym będzie ta książka dla każdego fana Richarda Rahla - sentymentalnym powrotem do lubianego świata i chwilą lekkiej rozrywki.
sobota, 10 marca 2018
,,Serce wojny" Terry Goodkind
Lektura ,,Serca wojny" to był dla mnie przede wszystkim sentymentalny powrót do uniwersum, które bardzo lubię. Widziałam wszystkie elementy tak charakterystyczne dla prozy Goodkinda - przegadanie, wielokrotne powtarzanie jednego i tego samego, skupianie się na szczegółach co pozbawia finał zaskoczenia - ale tym razem to mi zupełnie nie przeszkadzało. Po prostu się stęskniłam. Przymykałam oka, na to co kiedyś mnie denerwowało a zamiast tego cieszyłam się opowieścią, w sumie teraz to już raczej cień tej wielkiej przygody z pierwszych tomów. Chociaż Goodkind zrobił wielkie czystki wśród bohaterów, uśmiercając większość tych najważniejszych, znów przeżywałam przygodę z tymi co ocaleli. Walczyłam, podróżowałam, denerwowałam się i zastanawiałam się jak wybrnąć z opresji. Fakt, w wielu momentach można wytknąć uproszczenie i naiwność ale nie o to chodzi. Miałam poczucie, że powoli żegnam się z cyklem ,,Miecz prawdy" bo raczej nie powróci on już w swojej dotychczasowej formule. I dobrze, niech bohaterowie, którzy przeżyli wszystkie boje żyją sobie spokojnie :) a czytelnik niech wyrusza na nową, inną przygodę.
poniedziałek, 8 lutego 2016
,,Skradzione dusze" Terry Goodkind
Tytuł oryginału: Severed SoulsTen tom przeleżał u mnie na półce rok. Kilkakrotnie brałam go do ręki i odkładałam z powrotem. A wszystko przez to, że jakiś geniusz promocji z tyłu na okładce umieścił słowa: ,,Bohaterowie umierają". Po lekturze poprzedniej części domyślałam się co może się stać i starałam się jak najdłużej odwlec ten moment. Ja wiem, to Richard Rahl, lord Rahl, Poszukiwacz władający Mieczem Prawdy, Czarodziej wojny, siewca śmierci, magia przeciw magii. Już z tylu opresji wyszedł cało, tyle pokonał ale kiedyś w końcu przygoda musi się skończyć.
Nawet teraz nie ma łatwo. Osłabiony, dotknięty zewem śmierci musi walczyć nie tylko z otaczającymi go wrogami ale i samym sobą. Dodatkowo w jego topniejących szeregach czai się zdrajca zagrażający jemu i jego bliskim a biskup Arc oraz imperator Sulachan uparcie zmierzają do Pałacu Ludów aby zniszczyć istniejący porządek.
Po poprzednim, dosyć nudnym i monotonnym tomie, tutaj akcja znacznie przyspiesza, szczególnie na ostatnich 100 stronach. Niby też dużo jest powtórzeń, niepotrzebnego moralizatorstwa ale w między czasie nieśmiało pobrzmiewa wszystko to za co uwielbia się cykl ,,Miecz Prawdy": nadzieja, że dobro zwycięży, wiara w bohaterstwo i spryt, niezwykła odwaga aby stawiać czoła przeciwnościom. Goodkind strasznie utrudnia dostrzeżenie tych cech, jeszcze bardziej komplikując i utrudniając losy bohaterów. Liczę na to, że będzie dobrze bo kolejna cześć leży już na półce a nie chcę przez następny rok bać się jej otworzyć.
p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 138,0 cm - 2,6 cm =135,4 cm



