piątek, 14 sierpnia 2026

,,Wróć przed zmrokiem" Katarzyna Fiołek


 Wychowaliśmy się w świecie, gdzie zdanie kończące opowieść brzmi ,,i żyli długo i szczęśliwie". No tak, poznali się, zakochali, pokonali przeciwności losu a potem już mogli cieszyć się wiecznym szczęściem. Tylko, że życie to nie bajka. Po wypowiedzeniu przysięgi ślubnej zaczyna się codzienność. A ta, nawet szczęśliwa nie zawsze jest idealna. I właśnie o takiej codzienności opowiada ,,Wróć przed zmrokiem".

Basia i Tomek to małżeństwo z ponad dwudziestoletnim stażem. Kiedyś szaleńczo zakochani, szczęśliwi młodzi rodzice, małżonkowie wspólnie budujący dom i rodzinę. Patrząc z boku, idealna para, której niczego nie brakuje. Jednak w ich życiu zapanowała rutyna, stagnacja, przyzwyczajenie zajęło miejsce miłości. Basia uświadamia sobie, że dusi się w tym co nazywa swoim życiem i chce się z niego wyrwać. Zaczyna od małych zmian: zmiana diety, ruch, nowa fryzura. Tylko, że Tomkowi jest dobrze tu gdzie jest i na działania Basi patrzy z politowaniem i zastanawia się ile będzie jeszcze trwało to szaleństwo. I może między nimi trwał by nieustanny status quo gdyby nie jedno nieopatrznie rzucone zdanie podczas rodzinnego spotkania. Wywoła ono lawinę, która zmieni wszystko.

,,Wróć przed zmrokiem" to opowieść o dojrzałych ludziach, którzy w pogoni za codziennością zgubili siebie i swoje marzenia, a przede wszystkim oddalili się od siebie w związku. Zamiast być razem są już dla siebie współlokatorami i nawet nie zauważyli kiedy do tego doszło. Przytłoczeni pracą, walką z problemami nie zauważają, że tracą to co kiedyś było dla nich najważniejsze. Musi dopiero nastąpić wstrząs aby mogła nastąpić zmiana. Każde z nich jeszcze raz musi zawalczyć: najpierw o siebie potem o to co tworzyli wspólnie. Dużo miejsca zajmuje pokazanie jak łatwo można przestać się rozumieć, a przez to ranić, czy nawet popełniać błędy, których nie da się łatwo wymazać. I mimo, że wydaje się, że powieść ma negatywny wydźwięk to tak nie jest. Bo pokazuje, że realizacja marzeń nie zna pojęcia wieku. Każdy moment jest idealny, wystarczy tylko chcieć i próbować.

,,Wróć przed zmrokiem" to bardzo przyjemna powieść, udowadniająca że każdy może mieć swój czas i swoją historię do opowiedzenia. Odczarowuje idealne małżeństwa, pokazuje ich rysy i niedoskonałości. Daje nadzieję, że kryzysy da się pokonać a małe kroki mogą prowadzić do wielkich zmian, a błędy nawet te największe nie od razu oznaczają porażki. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 15,2 cm - 2,4 cm = 12,8 cm

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

,,Ogród śmierci" Margit Sandemo

 Tytuł oryginału: Dödens trädgård


Kolejne pokolenie i kolejna cegiełka trafia na swoje miejsce. Ostatnie kilka tomów bardzo mocno koncentrują się na tym aby dowiedzieć się co dokładnie zrobił Tengel Zły przed wiekami i jak można sobie z tym poradzić. Kolejno strzępy wiedzy zbierali Vendel, Dan, Ingrid i Ulvhedin a teraz przyszła pora na Daniela i Shirę. Ród Ludzi Lodu wie już, że ich straszny przodek żyje, że oddał siebie i swoich potomków na usługi śmierci. Teraz nadeszła pora by dowiedzieć się jak dokładnie to zrobił i jak można odwrócić czar. Aby to zrobić trzeba ponownie udać się nad Morze Karskie. To tam Shira, córka Vendela i Siwniew ma trudne zadanie do wykonania.

Przyznaję, że ,,Ogród śmierci" bardzo dłużył mi się. Brakuje tutaj typowych dla Sagi perypetii. Nie miało sensu powtarzanie opowieści o wyprawie przez Syberię więc podróż Dana jest nadzwyczaj zwięźle opisana. Za to dużo miejsca zajmują kolejne próby, które musi przejść Shira. Są dramatyczne, nieludzkie, zmuszające do sięgnięcia do głębin sił fizycznych i psychicznych, testują wrażliwość i odporność ale równocześnie są nużące w lekturze. Jednak doprowadzają do tego, że ród zdobywa broń, którą kiedyś będzie można wykorzystać.

Tom bardzo mocno koncentruje się na poznaniu tajemnic przeszłości i zdobyciu przeciwwagi dla klątwy Tengela Złego, przez co nie ma miejsca na żaden dodatkowy wątek. Shira jest tak idealna, że nierealna co odbija się na tym, że brakuje emocji i typowej dla Sagi dramaturgii. Nie ma wybuchów uczuć, kierowania się uczuciami zamiast umysłem, impulsywnych zachowań, które cechowały choćby Sol, Cecylię czy Villemo. Chyba najciekawszym momentem są jej spotkania z Shamą i ich rozmowy. Z pewnością ,,Ogród śmierci" dużo wnosi co całości historii ale jego bohaterowie są tak mdli, że za chwilę ich indywidualna historia zupełnie ucieknie z pamięci. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 16,8 cm - 1,6 cm = 15,2 cm

czwartek, 6 sierpnia 2026

,,Drogowskazy Odysei" dr. Sam Akbar

Tytuł oryginału: The Odyssey Mindset

 Jako osoba, która otwarcie twierdzi, że nie lubi poradników, miękkich szkoleń i coachingu to trochę za często po nie ostatnio sięgam. I ze wszystkich jakie przeczytałam to właśnie ,,Drogowskazy Odysei" trafiły do mnie najbardziej. Nadal nie zmieniam zdania co do poradników ale jako osoba czytająca i to dużo czytająca, wierzę w ideę książki życia. Książki, która stała się wyznacznikiem czyjegoś życia. Takiej, która towarzyszyła we wzlotach i upadkach, do której się wraca i w której zawsze znajdujemy coś co trafia w odpowiednią strunę. Dla jednych będzie to Biblia, dla innych ,,Przeminęło z wiatrem", dla kogoś innego Wiedźmin. Nie ma jednej odpowiedzi i nie ma jednej książki. Dla Sam Akbar taką książką jest Odyseja. Ma ona dla niej ogromne znaczenie, umie o niej opowiadać i pokazywać w czym dokładnie tkwi siła poematu Homera.

,,Odyseję" zna każdy, chociaż nie każdy ją czytał. Nawet ja, mimo, że studiowałam bibliotekoznawstwo, ,,Odyseję" czytałam we fragmentach. Odstraszała mnie forma i sposób w jaki system edukacji zabija piękno klasyki. Jednak teraz gdy spojrzałam na poemat oczami Akbar, mam ogromną potrzebę spróbować stanąć twarzą w twarz z Odysem i zobaczyć to co zobaczyła autorka. Dla niej Odyseja to nie epos heroiczny, nie mityczna opowieść o przygodzie i wędrówce, dla niej Odyseja to stanięcie na wprost człowieka. Widzi w eposie uniwersalne prawdy, z którymi mierzymy się codziennie. Odziera Odysa ze zbroi i pokazuje człowieka wątpiącego, zagubionego, szukającego drogi do tego co dla niego najważniejsze. Pokazuje jak podnieść się po porażce, jak zdeterminować swoją inteligencję emocjonalną i nie dać zagubić się w świecie pozorów. Na przykładzie Penelopy udowadnia, że siłą może być cofanie się, a żeby komuś zaufać trzeba sięgnąć w głąb siebie i swojej historii. Odyseja, na którą patrzymy oczami Sam Akbar ma odcienie, jest wielowymiarowa, uniwersalna i głośno mówiąca o tym co wolimy przemilczeć. Ogrom różnych postaw, różnych zachowań pozwala odnaleźć coś dla siebie.

Już kilka razy przekonałam się, że trzeba coś przeczytać ponownie by zrozumieć dlaczego coś jest klasyką. ,,Odyseja" jest klasyką i to najwyższej próby ale dopiero taki tekst jak ,,Drogowskazy Odysei" uświadomił mi jak bardzo aktualna jest to historia. To książka, która w prosty sposób przeprowadza przez cały tekst eposu, zatrzymując się na najważniejszych wydarzenia i wyciągając z nich to co najważniejsze, pokazując nie herosa a człowieka z jego trudami, bolączkami i zmaganiami. Tutaj wędrówka Odysa staje się walką o zdrowie psychiczne i własną tożsamość. Odys staje się każdym i każdą z nas. Ale to nie jest mapa - to zachęta jak patrzeć na epos Homera, jak go rozumieć, a może co spróbować wcielić w swoje życie. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Otwarte!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 19,0 cm - 2,2 cm = 16,8 cm

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

,,Emigrantka" Weronika Ilska


 Gdy brałam do ręki ,,Emigrantkę" spodziewałam się powieści obyczajowej, może z nutką romansu zanurzoną w historię z czymś nietuzinkowym w tle. I dokładnie to znalazłam. Chociaż nie obyło się bez zaskoczeń bo jest to opowieść, która wymyka się stereotypom i nie da łatwo się wpasować w żadne ramy.

Początkowo byłam pewna, że nie jest to historia dla mnie. Baśniowa, senna, oniryczna atmosfera, przesycona romantycznością i napisana tak bardzo poetyckim językiem, że byłam pewna, że ma za zadanie coś ukryć. Ale jest zupełnie inaczej bo ten senny klimat doskonale oddaje życie głównej bohaterki. Poznajemy ją w Barcelonie, gdy krąży w środowisku tamtejszej bohemy. Jej hiszpańskie życie przypomina cudowny sen ale gdzieś daleko, za mgłą skrywa się prawdziwa historia, prawdziwy dramat, będący zupełnym przeciwieństwem tego co obecnie ją otacza. Z marzeń sennych wyrywa ją pojawienie się dwóch mężczyzn: jeden pragnie być jej przyszłością, drugi jest przeszłością.

,,Emigrantka" to powieść zaskakująca. Kolejna czytana przeze mnie opowiadająca o sile kobiet, ich determinacji oraz niezwykłej umiejętności stawiania czoła temu co było by finalnie odkryć samą siebie i zawalczyć o swoje życie. Lina jest dokładnie taką osobą. Była pokonana, trwała w marazmie ale odkryła to co ją determinuje i stawiła czoła temu co kiedyś ją zniszczyło. Tak, jej historia przypomina baśń o Kopciuszku. Zresztą w całej powieści jest coś baśniowego ale to sprawia, że nabiera ona lekko metaforycznego znaczenia - staje się taką, która mogła wydarzyć się wszędzie i każdej kobiecie.

W powieści jest też wątek, który lubię: starcie starego świata z nowym, tutaj na przykładzie rosyjskiej arystokracji, próbującej odnaleźć się w artystycznej, wolnej Barcelonie. Podkreślony jest upadek konwenansów, pozorów pod wpływem siły prawdziwych, żywych, mocnych uczuć i emocji.

,,Emigrantka" to powieść idealna na letnie, upalne wieczory. Przesycona klimatem gorącej Barcelony ale niepozbawiona głębi. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 21,9 cm - 2,9 cm = 19,0 cm

piątek, 31 lipca 2026

,,Przepis na potwora" Kathryn Harkup

Tytuł oryginału: Making the monster. The science behind Mary Shelley's Frankenstein

 O czym pomyśleliście patrząc na okładkę tej książki i tytuł? Z pewnością o czymś makabrycznym. Potem mogła pojawić się myśl, kto w ogóle coś takiego czyta. Pewnie nie wiele osób doczytało podtytuł (ja nie) i nie wpadło na to, że to nie do końca to czego się spodziewa. Bo ,,Przepis na potwora" skrywa zadziwiającą zagadkę. To nie jest sposób na zbrodnię doskonałą a fascynująca biografia zarówno autorki jak i dzieła. Tylko tutaj można dowiedzieć się jak bardzo Mary Shelley w swoim najsłynniejszym dziele wyprzedziła swoją epokę i jak ogromnej erudycji to wymagało.

,,Przepis na potwora" opowiada burzliwe dzieje Mary Shelley i jej rodziny, zaczynając od jej rodziców, poprzez męża, kończąc na wzmiance o dzieciach. Jednak najwięcej miejsca zajmuje dzieło, które ją unieśmiertelniło - powieść ,,Frankenstein". To właśnie ta powieść rozłożona jest na czynniki pierwsze aby pokazać, że kolejne wydarzenia fabularne są odzwierciedleniem tego co działo się w nauce w XVIII i XIX wieku. To fascynująca, czasem przerażająca opowieść o zachodzących zmianach, wielkich przełomach i naukowcach. ,,Frankenstein" nie jest powieścią fantasy, tam nie dzieje się magia. Tam widać naukę. Galwanizm, elektryczność, pierwsze transfuzje, rodząca się współczesna anatomia, pierwsze sekcje zwłok z ich mrocznym tłem - to i znacznie więcej znajduje swoje odbicie w powieści. Nieprawdopodobnym jest jak młodziutka Mary dobrze orientowała się w odkryciach naukowych i potrafiła jej zmieścić w jednej powieści.

Mimo, że jest to biografia i to jeszcze powieści to czyta się lepiej niż najlepszą powieść. Ogrom danych naukowych przedstawiony jest w taki sposób, że chce się więcej. Powstała tutaj barwna opowieść o jednym z najbardziej spektakularnych okresów rozwoju medycyny, gdy autentyczny horror przeplatał się pędem do wiedzy. Makabra była nieodłącznym towarzyszem postępu. To tylko w taki okresie mogła pojawić się idea by stworzyć opowieść o Wiktorze Frankensteinie i jego potworze. Tylko wtedy ta opowieść mogła brzmieć prawdopodobnie. A dziś podążając za ukrytymi w niej tropami jeszcze raz doświadczamy zarówno nadziei jak i lęków epoki. Polecam!

środa, 29 lipca 2026

,,Droga krwi" Marek Krajewski


 ,,Droga krwi" otwiera nowy cykl mistrza kryminału retro, Marka Krajewskiego. Mi najbardziej kojarzy się z mroczną wrocławską serię, której głównym bohaterem jest Eberhard Mock. Dlatego z ogromną ciekawością postanowiłam sprawdzić jak poradzi sobie Krajewski  mając zupełnie inne tło. A dodatkowo jakoś ostatnio literacko krążę po Dolnym Śląsku, to musiałam zobaczyć ten region w innym świetle, bardziej retro.

Lata 20te XX wieku, okolice Wałbrzycha to nie jest spokojny region. Zdecydowanie bliżej mu do westernowego Dzikiego Zachodu, niż sielskiej krainy. To właśnie tam przybywa młody psychiatra Herbert Anwaldt. Ma pracować w klinice leczącej pacjentów cierpiących na choroby weneryczne. Dosyć szybko wplątuje się w romans ze swoją przełożoną. Kochankowie skupieni na sobie, nie zauważają, że w okolicy zaczyna się dużo dziać. Z pobliskiego więzienia uciekają groźne przestępczynie, które następnie zaczynają skutecznie zajmować coraz większą część szmuglerskiej przestrzeni. Rozpocznie się niebezpieczna gra pomiędzy grupami szmuglerów a Anwaldt i jego ukochana trafią w sam jej środek.

,,Drogi krwi" nie da się streścić. To trzeba przeczytać. To misterny splot wielu wątków, detali i niepowtarzalnego klimatu tworzącego bogaty, wielowymiarowy obraz. Kilku bohaterów, pozornie nie mających ze sobą nic wspólnego, gry pozorów, układy, układziki, tajemnice, które nie powinny nigdy wyjść na jaw i maski, które wszyscy zakładają aby osiągnąć własne cele. To wszystko tworzy zabójczy miks, w którym mogą być tylko ofiary. Kotłująca się namiętność i chciwość doprowadzi do eskalacji wobec, której nikt nie może czuć się bezpieczny. A to wszystko na surowym, mrocznym tle Wałbrzycha - miasta, które nie chce dać się ucywilizować.

Krajewski jest mistrzem klimatu i detali. Jego postaciom daleko do kryształowości. Są mroczni, skomplikowani i skupieni na własnych celach. To sprawia, że z fascynacją się ich obserwuje. Ale obok nich w tle, pojawiają się autentyczne postaci historyczne i prawdziwe problemy epoki. Wyłania się obraz miasta zdegenerowanego, zmęczonego, przeżartego zgnilizną cielesną jak i duchową. To idealne siedlisko dla zbrodni i walki o władzę.

,,Droga krwi" mnie kupiła swoim surowym, mrocznym, dusznym klimatem. To nie jest opowieść o tym, że dobro zawsze zwycięża. To opowieść o tym co kryje się w mroku ale napisana z ogromną elegancją i dbałością. To pełnokrwisty kryminał, który zarówno zaciekawia intrygą jak i porywa tłem. Z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnych tomów. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 25,5 cm - 3,6 cm = 21,9 cm

wtorek, 28 lipca 2026

,,Kabała" Piotr Gajdziński


Piotra Gajdzieńskiego znam z serii o dziennikarzu śledczym Rafale Terleckim i cenię za umiejętne wykorzystywanie faktów, niedomówień i historii, które od lat krążą wśród społeczeństwa aby zbudować wiarygodną i przekonującą powieść sensacyjno-szpiegowską. Celnie i wnikliwie obserwuje także scenę polityczną więc po części jego powieści stają się lustrem, w którym odbijają się nastroje. Dlatego nie miałam żadnych oporów aby sięgnąć po ,,Kabałę" mimo, że powieść nie należy do wspomnianego cyklu a jest osobną historią.

Zaczyna się banalnie. Marek Wirst, ceniony prawnik rozstaje się ze swoim dotychczasowym pracodawcą i prawie równocześnie dowiaduje się, o wypadku matki, z którą od lat nie utrzymywał kontaktu. Stan kobiety jest ciężki i wkrótce umiera. Z pozostawionych dokumentów Wirst dowiaduje się, że razem z bratem są jej głównymi spadkobiercami. Majątek jest znaczny i zaciekawiony mężczyzna próbuje odkryć jego źródło. Jego działania obudzą przyczajone podziały, wyzwolą falę nienawiści i odkryją sekrety, które opierają się na krzywdzie, oszustwie i zdradzie.

,,Kabała" to mocna powieść, skupiona wokół bardzo aktualnych tematów. Antysemityzm, rosnące w siłę prawicowe środowiska, eskalowanie podziałów i bogacenie się na krzywdzie. Gajdziński kolejny raz celnie trafia w punkt i wyciąga na wierzch to co najgorsze, najbardziej wstydliwe i najbardziej bolesne. Doskonale pokazuje jak działają mechanizmy jakie stosują politycy, media i (niestety) część kleru aby wzbudzić poczucie zagrożenia a następnie łatwiej sterować społeczeństwem. Ta powieść jest bardziej radykalna, bardziej dobitna niż poprzednie. Oczywiście, nadal mnóstwo w niej schematów typowych dla powieści sensacyjnej ale sam wydźwięk jest bardziej radykalny.

Jedyną rzeczą, która przeszkadzała mi w pełnym skupieniu się na lekturze są błędy w chronologii. Bohater jest przedstawiony na początku jako mężczyzna po czterdziestce, a akcja rozgrywa się w 2023 czyli urodził się w latach 80tych. Tylko w miarę rozwoju fabuły on i jego równolatkowie odwołują się do zdarzeń, które nie powinni pamiętać albo ich nie dotyczyły. Na przykład, że pamiętają kogoś kto zmarł w 1981. Natomiast na podstawie wcześniejszych informacji mogli mieć ok roku. Niby szczegół ale mnie denerwował.

Czy polecam ,,Kabałę"? Polecam. To mocna powieść o dziedziczonych winach i wszystkim tym co kotłuje się pod powierzchnią społeczeństwa a także o tym jak łatwo nim manipulować, szczególnie gdy ma się łatwy dostęp do odpowiednich środków. Pokazuje, że pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają, co najwyżej zostają ubrane w nowe szaty. 

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 28,2 cm - 2,7 cm = 25,5 cm

 

poniedziałek, 27 lipca 2026

,,Mary Miasta" Hanna S. Białys


 Serię z komisarzem Bondysem uwielbiam i zawsze z niecierpliwością czekam na kolejny tom. Lubię tego nieszablonowego policjanta i klimat Bydgoszczy końcówki lat 90tych. Dlatego tym gorzej się czuję gdy muszę oceniać ,,Mary Miasta", bo daleko im do poprzednich części.

,,Mary Miasta" rozgrywają się krótko po zamknięciu poprzednich dramatycznych spraw. Bohaterowie nadal dochodzą do siebie. Mimo, że nadal wokół rozgrywają się dramaty i popełniane są zbrodnie to wygląda jakby nie dotyczyły. Zamiast tego odzywa się przeszłość. Bondys dostaje tajemniczą wiadomość, która ożywia koszmar, który powinien zostać zapomniany. Komisarz musi opuścić swoje ukochane miasto i ruszyć w Polskę by zmierzyć się z własną przeszłością i kimś kto nie zapomniał.

,,Mary Miasta " bardzo mnie denerwowały brakiem wyraźnej fabuły i niepotrzebnym powtarzaniem po raz kolejny rzeczy dobrze już znanych. Nie wiem czy autorka chciała w ten sposób podbić dramaturgię czy uważa że czytelnik ma której pamięć ale po którymś z kolei przypomnieniu sprawy Serpenty czy podkreśleniu jak mroczne jest Miasto miałam ochotę wyrzucić książkę przez okno, szczególnie że nic nie posuwa to akcji do przodu. A co do samej akcji to nie ma jej tu za wiele. Jest dużo nic nie wnoszących wypełniaczy jak wątek Beaty, który pojawia się na chwilkę, sugeruje związek z główną fabułą po czym urywa się by nie wrócić.

Przeszłość Bondysa mogłaby być ciekawa ale mam poczucie, że nie w pełni wykorzystano ten wątek. Sprawia wrażenie jakby został ucięty w połowie. Zresztą cała książka jest taka. Finał nie daje odpowiedzi. Zostawia z ogromem pytań i wydaje się być ucięty tuż przed tym co powinno się jeszcze wydarzyć.

,,Mary Miasta " są najsłabszą częścią cyklu. Słabo poprowadzoną, przegadaną, sprawiająca wrażenie, że autorka straciła panowanie nad wątkami i bohaterami. Zupełnie niepotrzebnie wraca do tego co było zamiast popychać fabułę do przodu. Mam jednak nadzieję że to tylko wypadek przy pracy i kolejny tom wróci do poziomu pierwszych.

czwartek, 16 lipca 2026

,,Zagubiona" Amity Gaige

Tytuł oryginału: Heartwood

 Nie często trafia się na książki, których tytuł jest tak odpowiedni. Zagubiona - słowo odnosi się nie tylko do fizycznej nieobecności i trudności powrotu, ale także do stanu psychicznego, gdy nie wiadomo jak postąpić. Dzięki temu już na wstępie powieść otwiera czytelnika na wiele interpretacji i nie pozwala mu na podążanie według schematów.

Trzy kobiety, trzy miejsca. Dla Valerie to miała być wyprawa życia, samodzielne przejście szlaku Appalachów, jednak coś idzie nie tak i kobieta nie pojawia się w wyznaczonym miejscu. Zaczynają się intensywne poszukiwania prowadzone przez straż leśną pod dowództwem porucznik stanowej Beverly. Daleko od Maine, w domu opieki mieszka Lena, samotna starsza kobieta uwikłana w dziwną internetową znajomość. Losy trzech kobiet przetną się w zaskakującym momencie i wyzwolą coś czego żadna z nich się nie spodziewa.

,,Zagubiona" zaczyna się jak thriller. Mroczne, leśne ostępy, samotna kobieta i czające się niewypowiedziane zagrożenie. Zdecydowanie można się spodziewać wystrzału adrenaliny, jednak to tylko pozory bo akcja jest dużo bardziej stonowana i prowadzona w zaskakujący sposób. Osamotnienie i tragedia Valerie, połączona z dramatycznym wyścigiem z czasem poszukujących oraz ich bezsilnością wobec ogromu lasów ujawnia coś nieoczywistego. Staje się szansą na podróż w głąb duszy, szansą na kontakt z lękami, problemami, które wypiera się ze świadomości. Surowość stylu potęguje to co kryje się wewnątrz umysłu każdej z bohaterek, wyciąga na wierzch ich lęki, niepokoje, schowane traumy z którymi nie chcą się zmierzyć.

Autorka bardzo mocno koncentruje się na wewnętrznym przeżyciach ale to wcale nie znaczy, że zupełnie porzuca wątek sensacyjny. Jest on nieoczywisty i pozbawiony fajerwerków. Mocno zakorzeniony we współczesności, pokazuje postpandemiczne zagubienie ludzkości, kruchość więzi międzyludzkich oraz wrażliwość psychiki, która może rozpaść się w każdym momencie prowadząc do tragedii.

,,Zagubiona" to nie powieść dla tych, co szukają szybkiej i łatwej rozrywki. To powieść pogranicza, łącząca w sobie elementy literatury pięknej, powieści psychologicznej i thrillera. Surowa, dzika, nieoczywista tak jak tło na którym się rozgrywa, 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Otwarte!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 30,5 cm - 2,3 cm = 28,2 cm

niedziela, 12 lipca 2026

,,Gdy powrócą kanarki" Laura Barrow

 

Tytuł oryginału: Call the Canaries Home

Dwadzieścia pięć lat temu trzy dziewczynki zakopały w ogrodzie ich ówczesnego domu kapsułę czasu i przysięgły sobie, że kiedyś po nią wrócą. Właśnie teraz nadszedł ten czas. Tylko, że młode kobiety nie są już tak blisko ze sobą. Przyjeżdżają aby wskrzesić przeszłość i spotkać się wspólnie w domu babci. Każda z sióstr niesie swój bagaż doświadczeń: nadopiekuńcza matka, wyobcowana profesorka angielskiego z wielkiego miasta i kelnerka w podrzędnej jadłodajni uwikłana w związek bez przyszłości. Każda z nich, nawet nieświadomie, ciągnie za sobą ciężar wydarzeń z przeszłości i próbuje sobie poradzić z tym co na zawsze zniszczyło ich rodzinę: zaginięciem czwartej z nich.

,,Gdy powrócą kanarki" to pozornie książka jakich wiele. Opowiada o sile siostrzanych uczuć oraz radzeniu sobie z traumami przeszłości. Prosta, raczej przewidywalna ale tkwi w niej coś, co ją wyróżnia na tle wielu podobnych. Tutaj bohaterki nie próbują być heroskami. Mają poplątane życie, nie umieją się dogadać, czasem są śmieszne w swoim uporze i tragiczne w tym jak mocno nie chcą skonfrontować się z przeszłością. Jednak ona do nich wróci. Muszą zmierzyć się nie tylko z własnymi dramatami ale także ze spuścizną rodziców i dziadków. Z tego powstaje tragikomiczna opowieść o poszukiwaniu samego siebie, radzeniu sobie ze stratą oraz uczeniu się jak odbudować więzi, które dawno temu się przerwało. Ogromną rolę odgrywa tu siostrzana więź, nieidealna, może trochę szorstka i bezwzględna, ale cały czas unikalna i działająca wtedy gdy najbardziej jej potrzeba.

,,Gdy powrócą kanarki" to wzruszająca, poruszająca powieść, którą czyta się emocjami. Wywołuje zarówno uśmiech jak i łzy. Wkurza ale i daje nadzieję. Jest pełna sprzeczności, tak jak i pełne sprzeczności są relacje międzyludzkie. To nie tylko opowieść o przeszłości i tajemnicy jaką skrywa ale i o przyszłości, i więzi, której nie da się tak łatwo zerwać. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 33,2 cm - 2,7 cm = 30,5 cm

piątek, 10 lipca 2026

,,Lázár" Nelio Biedermann


 Tytuł oryginału: Lázár

Lubię książki nieoczywiste i zaskakujące, takie, które płyną a pod zwyczajnością kryje się niezwykłość. Taką dokładnie książką jest ,,Lazar", rodzinna saga rozciągająca się na wiele pokoleń, będąca symbolem końca starego świata.

Przełom XIX i XX wieku, Cesarstwo Austro-Węgier. To tam w myśliwskim zameczku rodzi się Lajos de Lazar. Ma być przyszłym dziedzicem hrabiowskiego tytułu ale już jego pojawienie się na świecie skrywa tajemnicę. Chłopiec będzie dorastał i obserwował jak wokół niego zmienia się świat i jego rodzina. Historia rozgrywająca się na przestrzeni ponad pół wieku opowiada o tragediach, miłościach, sekretach i zdradach ale i nadziejach. Wybuchają wojny, upadają mocarstwa, zmienia się układ sił a pomiędzy tym kolejne pokolenia Lazarów muszą znaleźć swoje miejsce, nawet gdy wszystko stracą.

,,Lazar" to opowieść zaskakująco dojrzała jak na tak młodego pisarza. Od początku czaruje formą i magiczną atmosferą, która przypomina prozę iberoamerykańską. Przepełniona emocjami, pulsująca, zmysłowa staje się wyraźnym symbolem dramatycznych, dynamicznych zmian jakie zachodziły w pierwszej połowie XX wieku. Stary świat umiera, nadchodzi jego zmierzch i to właśnie stara węgierska szlachta będzie tego dobitnym przykładem. Skupiona na sobie, nie za późno zauważa, że już nie ma dla niej miejsca. Może tylko trwać. Dopiero nowe pokolenie spróbuje od nowa pisać swoją historię.

Nelio Biedermann czaruje słowem, czaruje atmosferą, zaskakuje formą. Ta historia nie jest jednoznaczna, nie daje prostych odpowiedzi. Po mistrzowsku pokazuje historię osobistą skonfrontowaną z Wielką Historią, z którą nikt nie ma szans. Oniryczne, magiczne tło sprawia, że ma panuje poczucie nierzeczywistości, nierealności, co podkreśla zagubienie bohaterów w coraz bardziej obcym im świecie.

,,Lazar" to opowieść, którą trzeba poznać. Trzeba dać się jej zauroczyć i zobaczyć zmierzch świata opowiedziany z zaskakującą wrażliwością. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Marginesy!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 35,9 cm - 2,7 cm = 33,2 cm

poniedziałek, 6 lipca 2026

,,Czerwona Zima" Cameron Sullivan

Tytuł oryginału: The Red Winter

 Dawno, dawno temu, w odległych latach 90tych nikt nie myślał o tym czy pewne książki odpowiednie są dla dzieci. Dlatego, razem z bratem, dostaliśmy w prezencie album ,,Wilki. Baśnie i legendy". Pięknie ilustrowany zawierał kilka opowieści o straszliwej Bestii, która siała strach w okolicach Gevaudan. Potem jako nastolatka z zapartym tchem oglądałam ,,Braterstwo Wilków". Więc gdy zobaczyłam książkę, która już z okładki krzyczy, że jest inspirowana legendą Bestii z Gevaudan, to czy mogłam przejść obojętnie? Oczywiście, że nie!

,,Czerwona Zima" to powieść zaskakująca. Inspirowana jedną z najciekawszych i najbardziej tajemniczych historii, ale opowiedziana w nieoczywisty i przewrotny sposób. Narrator, profesor Sebastian Grave, skrywa wiele tajemnic. W 1766 brał udział w polowaniach na Bestię, która terroryzowała okolice Gevaudan. Jednak po dwudziestu latach Bestia powróciła. Syn jego przyjaciela przybywa aby prosić go aby ponownie podjął się tropienia potwora. Sebastian wie więcej niż chce się dzielić i podejrzewa co może być przyczyną. Tylko, że ponowne stanięcie oko w oko z Bestią ma swoją cenę.

,,Czerwona Zima" to szalona mieszanka czarnego humoru, przygody i grozy. Garściami czerpie z mitologii (bardzo szeroko rozumianej) oraz bardzo dowolnie interpretuje XVIII-wieczną francuską legendę. Mimo tej pozornie absurdalnej mieszanki jest bardzo spójną powieścią i od początku do końca poprowadzoną tak, że nie brakuje zaskoczeń i zwrotów akcji. Bywa brutalnie, bywa szokująco z domieszką pikantnego, sarkastycznego, czarnego humoru. Tu akcja sama płynie i jest bardzo plastyczna, bardzo wyrazista, przy czym nie pozbawiona głębi. Chociaż Sebastian Grave jest raczej śliską postacią, która wiele ma na sumieniu, to nie sposób mu nie kibicować i z zapartym tchem nie czekać na finał.

Podobało mi, że w tej książce nic nie jest jednoznaczne. Wszystko może mieć swoje drugie oblicze i nawet dobre uczynki mogą mieć swoje złe konsekwencje. Świat w ,,Czerwonej Zimie" jest mroczny, niebezpieczny, przepełniony hipokryzją i ukrywa wiele tajemnic, które lepiej by nigdy nie zostały odkryte. To świat, gdzie może zdarzyć się wszystko, nawet tragiczna historia miłosna, w samym środku krwawego, bezlitosnego, dramatycznego polowania na Bestię. Ta książka to czyste szaleństwo, dokładnie takie samo jak legenda, która ją zainspirowała!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Rebis!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 39,4 cm - 3,5 cm = 35,9 cm

 

piątek, 3 lipca 2026

,,Piekielny drań" R.S. Grey

 

Tytuł oryginału: Arrogant Devil

Czuję się trochę oszukana, bo ani on piekielny ani tym bardziej drań. Ale to nie zmienia faktu, że generalnie książka jest pozytywnym zaskoczeniem.

Meredith z dnia na dzień rzuca despotycznego męża i wyrusza w jedyne miejsce na świecie, gdzie wydaje jej się, że może szukać pomocy - do siostry, z którą od lat nie utrzymywała kontaktu. Tylko siostry nie ma, a zamiast jej jest jej gburowaty szef, który w drodze wyjątku zgadza się zatrudnić Meredith jako swoją gosposię. Tylko, że dziewczyna nie ma pojęcia co ma robić a wielkie ranczo skrywa wiele pułapek.

,,Piekielny drań" to przede wszystkim lekka, zabawna opowieść o dwójce ludzi, którzy mają wobec siebie wiele uprzedzeń. Jacka wcześnie życie doświadczyło więc skutecznie zaszył się w sobie i nie dopuszcza do siebie nikogo. Jednak pod pancerzem kryje się lojalny, honorowy, odpowiedzialny i czuły facet, który tylko czekał na kogoś kto rozbije jego pancerz. I takim kimś jest Meredith, początkowo nieporadna ale zdeterminowana by udowodnić innym, ale i sobie, że da sobie radę. Spotkanie tej dwójki musi być pełne iskier, emocji, wybuchów ale i potężnej dawki wzajemnego przyciągania. Co z tego wyniknie? Nie trzeba mieć magicznej kuli by zgadnąć ale zanim dojdzie do finału będzie dużo śmiechu, wzdychania, wkurzania się i nieporozumień. Wprost idealnie by bawić się świetnie i zrelaksować.

niedziela, 28 czerwca 2026

,,Dora" Katarzyna Ryrych


 ,,Dora" to drugi tom serii ,,Wilcze córy" opowiadających o dziewczętach pochodzących ze wski, które wzięła pod swoje skrzydła hrabina Wilczyńska. Dziedziczka dała im szansę aby mogły zmienić swoje życie i wyrwać się z ograniczeń jakie narzucała zarówno rodzina jak i społeczeństwo. Kolejną z dziewcząt, po Antoninie, jest Dora. Młoda Żydówka od początku wiedziała, że nie jest jej pisane powtarzać losy rodziców. Znała swoją wartość, była uparta i korzystała z szans jakie dał jej los. Piękna, inteligentna, zdecydowana, więc chyba nie dziwi, że wzięła szturmem Wiedeń. Pisane jej było bogactwo ale okupione, krótką chwilą szczęścia, by potem patrzeć jak świat popada w szaleństwo.

Zdecydowanie bardziej podobał mi się tom poświęcony Dorze. Po baśniowej opowieści o Antoninie, zdecydowanie lepiej się czułam krocząc obok racjonalnej i trzeźwo patrzącej na świat Dory. To ona sprzeciwiła się zasadom społecznym, wyszła poza ramy bycia tylko piękną Żydówką, nie dała się omamić złudnym ofertom by potem poznać miłość, która była w prawdzie krótka ale stała się jej oparciem na resztę życia. Dora kroczy przez życie z determinacją i pasją. Widzi co się wokół niej dzieje i jak zmienia się rzeczywistość - jej losy obejmują burzliwy początek XX wieku, rozciągnięty pomiędzy dwiema wojnami.

Chyba jedyne co mi przeszkadzało w tej opowieści, to że jest tak krótka. Chciałam więcej. Bo Dora nie jest zwykłą kobietą. Jej pozorny chłód skrywa rozdartą, zawieszoną pomiędzy światami młodą dziewczynę, która cały czas próbuje znaleźć dla siebie miejsce. Jej losy są przykładem tego z czym musiała borykać się każda przedstawicielka płci żeńskiej jeśli chciała iść własną drogą. Nie można też pominąć, że w tle opowieści o Dorze, przewija się dekadencki Wiedeń, pełen życia, witalności i muzyki. Ta króciutka, prosta powieść ma w sobie coś uniwersalnego i rozbudzającego ciekawość. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 41,1 cm - 1,7 cm = 39,4 cm

piątek, 26 czerwca 2026

,,Schronisko, które spowijał mrok" Sławek Gortych


 Kolejny powrót w Karkonosze, kolejne schronisko i kolejna tajemnica. Tym razem akcja koncentruje się wokół schroniska Strzecha Akademicka, gdzie zawita popularny pisarz Tomasz Wilczur. Mężczyzna zmaga się z własną przeszłością, ale zachęcony przez przyjaciela udaje się w góry w poszukiwaniu inspiracji na kolejny kryminał. Punktem wyjścia literackiego śledztwa są wydarzenia jakie rozegrały się na przełomie 1991 i 1992. To właśnie wtedy zeszła lawina, wewnątrz której znaleziono zwłoki mężczyzny, który teoretycznie powinien być gdzieś indziej. Czy lawina miała ukryć zbrodnię? I co właściwie wydarzyło się w 1947 roku?

Dotychczasowe tomy serii bardzo się mi podobały i rozbudziły moją ciekawość w stosunku do Karkonoszy, dlatego z ogromną przykrością, muszę powiedzieć, że ,,Schronisko, które spowijał mrok" jest słabe. Brakowało mi tutaj wyrazistych postaci, intrygującej zagadki czy nawet tło jest jakieś blade. Jedynym mocnym akcentem jest społeczny przekaz. Bo mam wrażenie, że autor chciał przede wszystkim pokazać niebezpieczeństwo zimowych Karkonoszy, uświadomić jak wielkim mogą być zagrożeniem dla życia i zdrowia oraz zobrazować jak złudne jest poczucie zbliżającej się wiosny. Pokazuje, że Karkonosze drwią sobie z kalendarza i zamiast przyjemnego marcowego ciepła odsłaniają swoje bardzo groźne oblicze. Dużo miejsca też poświęcone jest pracy GOPRu i poświęcenia  ratowników. I właściwie to tyle co wynosimy z książki. Akcja kryminalna jest jakaś niespójna, mało wyrazista i nawet nie specjalnie ciekawa.

Może za dużo górskich kryminałów czytałam w ostatnim czasie bo ,,Schronisko..." wypadło przy nich blado. Jest tylko poprawnym kryminałem. Zabrakło tu tej iskry, która budowała klimat we wcześniejszych tomach. Za mało klimatu, za mało Ducha Gór, za mało tajemnic. Nie porzucam jeszcze serii ale ten tom traktuję jak wypadek przy pracy. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 44,0 cm - 2,9 cm = 41,1 cm

wtorek, 23 czerwca 2026

,,Róża" Anna Rybakiewicz


Wcale nie wykluczam, że ostatnie kilka lat żyłam pod kamieniem bo totalnie nie zdawałam sobie sprawy, że mamy taką pisarkę jak Anna Rybakiewicz. A to błąd, mój błąd do którego się przyznaję i postanawiam go poprawić. A że pani Anna wydała już kilkanaście książek to mam co robić przynajmniej do emerytury.

,,Róża" to powieść rozgrywająca się w trakcie II wojny światowej ale opowiedziana z zupełnie nowej dla mnie perspektywy. Nie ma drastycznych walk czy bezpośredniego zagrożenia życia. Mimo to czuć niepokój i niepewność jutra. Niebezpieczeństwo wisi w powietrzu i nikt nie może sam decydować o sobie. W tryby wojennej maszyny wpada młodziutki Tadeusz, który zamiast brata, zgłasza się na ochotnika aby wyjechać na przymusowe roboty do Niemiec. Tam trafia w nieoczywiste miejsce, bo nie na farmę u bauera, ale do hotelu otoczonego plantacją róż. Początkowo czuje wrogość i nienawiść do pracodawców, jednak jedna noc, jedno nieostrożne zachowanie sprawia, że zaczyna patrzeć na otoczenie zupełnie inaczej. Zaczyna dostrzegać niecodzienność sytuacji w jakiej się znalazł a przede wszystkim zaczyna dostrzegać córkę właściciela.

,,Róża" jest powieścią bardzo prostą ale też bardzo nieoczywistą. Subtelna, delikatna ale nasycona emocjami, opowiada o miłości, która była skazana na przegraną ale mimo to nie poddała się. O ludziach, których los postawił po przeciwnych stronach barykady ale oni zamiast patrzeć na to co dzieli, widzieli to co ich łączy. Jednak nie jest to cukierkowa, romantyczna opowieść. Wydaje się, że nawet największe uczucie musi przegrać z poczuciem odpowiedzialności i społecznymi podziałami. Tylko czy na pewno?

Spodobał mi się styl pisarstwa Anny Rybakiewicz. Ma w sobie coś kojącego i rodzącego spokój. Opowiada o trudnej rzeczywistości zarówno wojennej jak i powojennej ale robi to z wrażliwością i wyczuciem. Dramaty muszą się wydarzyć aby mogło dojść do pojednania i aby nie zapomnieć, że nawet w najtragiczniejszych momentach może pojawić się iskierka dobra. To poruszająca, mądra  opowieść, którą warto poznać. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!

piątek, 19 czerwca 2026

,,Kołysanka" Maciej Siembieda

 


Czy w słowniku Jakuba Kani istnieje pojęcie ,,nudna sprawa"? Zdecydowanie nie. Oczywistym jest więc, gdy dostaje do sprawdzenia co wybitny kompozytor Aram Chaczaturian, robił po wojnie na Śląsku, nie poprzestanie na ogólnikach. Początkowo mieszkańcy śląskiego Grodkowa nie znają, nie pamiętają. Jednak to Kani nie przekonuje. On wie, że gdzieś tam ukryta jest fascynująca historia, która tylko czeka aby ją poznać i opowiedzieć. Tak, krok po kroku, nitka po nitce, albo raczej nutka po nutce odsłania fascynującą opowieść o Karolu Goduli, śląskim Kopciuszku i tajemnicach jakie skrywa pałac w Kopica. Jakub Kania nie byłby sobą, gdyby nie nadepnął przy okazji komuś na odcisk i wkroczył w sam środek regionalnej polityki.

,,Kołysanka" to już piąty tom przygód prokuratora IPN Jakuba Kanii. Jak zawsze mocno oparta o prawdziwe wydarzenia i tym razem raczej za daleko nie odbiega od przekazów  historycznych. Nie znałam dziejów Karola Goduli i przysposobionej przez niego Joanny więc równolegle z lekturą powieści zaczytywałam się w stronach internetowych im poświęconych. Bo już sama ta opowieść to gotowy materiał na genialną powieść a jeśli jeszcze do niej doda się cień tajemnicy, to bestseller gwarantowany. I dokładnie tak jest w tym przypadku. Siembieda kolejny raz dał nam opowieść o przeszłości i teraźniejszości. Ta z przeszłości choć prawdziwa jest nieprawdopodobna, przesycona romantycznością, nostalgią i tajemniczością. Natomiast ta współczesna dużo mówi o podziałach jakie istnieją, o obłudzie, cwaniactwie i szybkim wykorzystywaniu szans jakie się pojawiają, chociaż nie zawsze legalnie. Kania wkroczy w sam środek zadawnionych uraz i podziałów więc nic dziwnego, że sam też oberwie rykoszetem.

Co mogę jeszcze dodać? Jak nie znacie serii  to sięgajcie bo z pewnością nie odłożycie jej po jednym tomie. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 46,6 cm - 2,6 cm = 44,0 cm

wtorek, 16 czerwca 2026

,,Kwiat wisielców" Margit Sandemo

 

Tytuł oryginału: Galgdockan

Akcja ,,Kwiatu wisielców" rozgrywa się równolegle do ,,Wiatru ze wschodu". W poprzednim tomie los rzucił bohaterów na syberyjskie pustkowia by tam dokonać przełomowego odkrycia. Teraz jest bardziej znajomo. Wracamy w znajome rejony Norwegii i parafii Grastensholm, gdzie dorośli już przedstawiciele kolejnego pokolenia. Okazuje się, że obok siebie żyją teraz dwie osoby dotknięte złym dziedzictwem Ludzi Lodu - demoniczny Ulvhedin oraz śliczna Ingrid. Pozornie panuje spokój, który zakłóca pojawienie się ciekawskiego Dana. Potomek szwedzkiej linii rodu ma zadatki na badacza i za swój cel wyznacza sobie wyprawę do legendarnej Doliny Ludzi Lodu. To rozpali ciekawość i żądzę w dotkniętych, którzy postanowią mu towarzyszyć.

,,Kwiat wisielców" to nie tylko kolejne zawirowania w obrębie rodu, które będą znaczące w przyszłości, to przede wszystkim kolejne zaskakujące odkrycia. Coś się zmienia, wyraźnie widać, że zaczynają pojawiać się osoby, które nie chcą czekać aż przekleństwo znów uderzy. One, kierowane ciekawością ale i chcące kontynuować dziedzictwo Tengela Dobrego, szukają, drążą i dokonują zaskakujących odkryć. Tengel Zły przestaje być tylko cieniem i legendą, zaczyna nabierać kształtu a jego ślady nie są już niewidoczne. To dobra i zła wiadomość, bo można wreszcie zacząć myśleć o walce ale trzeba też mieć świadomość, że trzeba dużo siły i determinacji. Końcówka tomu sugeruje, że istotne wydarzenia rozegrają się już wkrótce.

Oprócz przełomów w losach całego rodu, ten tom to też pożegnania. Odejdą bohaterowie, których losy śledziliśmy, przez kilka poprzednich tomów ale na ich miejsce pojawią się kolejne wyraziste postacie, o nie mniej skomplikowanej historii. W ręce rodu wraca też zagubiona przez dziesięciolecia alrauna i z pewnością odciśnie swoje piętno. Jednym słowem, dużo się dzieje i obiecuje, że to wcale nie koniec. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 48,2 cm - 1,6 cm = 46,6 cm

piątek, 12 czerwca 2026

,,Łowcy Cieni" Piotr Halicki


 Przyznam, że o Łowcach Cieni przed sięgnięciem po książkę nie wiedziałam nic. Chyba mignęło mi to hasło w kontekście głośnej sprawy Kajetana P, ale było to już dosyć dawno i wtedy nie zastanawiałam się kim dokładnie są ci, który go ujęli. A to błąd bo Łowcy Cieni to jednostka o tyle ciekawa co tajemnicza. Stosunkowo młoda bo powstała w 2011, jednak złożona w wybranych, najlepszych policjantów. Ma działać szybko, sprawnie a jej celami są albo ukrywający się przestępny albo ofiary porwań dla okupów.

Piotr Halicki dotarł do źródła i przeprowadził wywiady z funkcjonariuszami pracującymi w Wydziale Operacji Pościgowych, bo taka jest oficjalna nazwa. Jednak potoczna, Łowcy Cieni, zdecydowanie bardziej rozpala wyobraźnię. Pracujący tam funkcjonariusze nie pokazują swoich twarzy, nie rozmawiają o swojej pracy, nawet z najbliższymi, muszą być przygotowani na wszystko i najczęściej nie widzą wcześniej gdzie i na ile jadą. Doskonale wyszkoleni, doskonale zintegrowani, posiadający wyjątkową umiejętność współpracy z lokalnymi jednostkami. Nie będzie chyba więc zaskoczeniem, że odnoszą sukcesy i potrafią namierzyć przestępców ukrywających się wiele lat. I po części o tym jest ta książka. Opowiada o ich medialnych sukcesach: ujęciu Kajetana P., szefowej krakowskich kiboli Magdaleny K. czy szefów gangów.

O ile poszukiwania bandytów mogą być ciekawe to zdecydowanie dużo więcej emocji wywołuje drugi filar działalności Łowców - pomoc w rozwiązaniu spraw związanych z porwaniami dla okupy. O ile poszukiwania gangsterów nie mają sztywnych ram czasowych, to w tym przypadku czuć tykający zegar i ogromną presję aby porwany wyszedł cały. Nie zdawałam sobie sprawy jak wielką i ważna rolę na stworzeniu procedur i metod działania w takich przypadkach miała sprawa Krzysztofa Olewnika. To właśnie to porwanie było kluczowe. Błędy tam popełnione nakreśliły sposób postępowania i stworzyły jasny, efektowny sposób działania, który działa i przynosi rezultaty.

,,Łowcy cieni" pozwalają zajrzeć za kulisy i zobaczyć coś więcej niż chwytliwe medialne nagłówki. Oczywiście, reportaż jest ocenzurowany i praca oddziału pokazana jest tylko w zarysach ale nawet bez detali widać ogrom pracy, determinacji i pasji oraz droga jaka musiała być pokonana aby w ogóle taka formacja mogła powstać.Tu nie ma miejsca na błędy, chaos czy realizację indywidualnych celów. To oddział powstały do pracy zespołowej na najwyższym poziomie. Może i niewidoczny ale z pewnością odczuwalne są efekty ich pracy. Ja jestem pełna podziwu i szacunku. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Otwarte!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 50,2 cm - 2,0 cm = 48,2 cm

wtorek, 9 czerwca 2026

,,Władza, pieniądze, nauka" Tomasz Rożek

 

 

Dla nikogo chyba nie jest zaskoczeniem, że nauka nie jest obiektywną, kryształowo przejrzystą i szlachetną dziedziną. Za wielkimi odkryciami stają najczęściej wielkie pieniądze, a tam gdzie są wielkie pieniądze pojawia się chciwość, żądza władzy, już nie chcę wspominać o brutalności czy innych zbrodniach. Chciało by się wierzyć, że każde odkrycie ma posuwać rozwój społeczeństw do przodu i jest nacechowane tylko altruistycznymi motywacjami, że gdy widzi się błędy to się je koryguje albo otwarcie o nich mówi. O słodka naiwności. Ta książka udowadnia, że wcale tak nie jest. Fałszowanie badań, negowanie oczywistych faktów, produkowanie szkodliwych produktów - to codzienność, przed którą nie uciekły nawet najbardziej szanowane i znaczące marki.

,,Władza, pieniądze, nauka" to zbiór krótkich reportaży podzielonych na trzy bloki tematyczne: Chciwość, Ideologia i Pycha. Niektóre z przytoczonych przykładów znałam z wcześniejszych lektur (o social mediach sporo można poczytać w ,,Nexusie" a o kryzysie opioidowych i roli Sacklerów w ,,Imperium bólu") lub doniesień medialnych (jak afera z silnikami diesla w Volkswagenie). Wiele z poruszanych tematów nie było dla mnie nowością ale dobrze było przypomnieć sobie i uporządkować fakty. A Tomasz Rożek robi to dobrze. Stawia główną tezę a potem krótko, zwięźle, za pomocą infografik i prostego języka prezentuje kluczowe informacje. Dlatego nawet dla osoby nie zorientowanej w tematach oczywistym będzie co stoi za pojęciem eugeniki czy na czym opiera się manipulacja dotycząca szczepień.

Czy mnie zszokowała ta publikacja? Raczej nie! Uporządkowała mi wiedzę w niektórych tematach, zainteresowała innymi. Przybliżyła konkretne, żywe przykłady jak bezwzględne są koncerny i jak łatwo można manipulować badaniami czy informacjami aby osiągnąć cel. Opiera się głównie na przykładach z ostatnich kilkunastu-kilkudziesięciu lat, których echa nadal są obecne w społeczeństwie. Pokazuje, że nawet wskazanie ewidentnego kłamstwa, fałszerstwa czy manipulacji nie jest jednoznaczne z ukaraniem kogokolwiek. Ale także pokazuje, że błędy i tragedie mogą prowadzić do pozytywów - katastrofa Challengera zmusiła do zaostrzenia kontroli i postawienia bezpieczeństwa na pierwszym miejscu.

,,Władza, pieniądze, nauka" to ciekawa publikacja popularnonaukowa, która może trafić do każdego. Mi zabrakło w niej tylko bibliografii, bo o niektórych tematach czytałam, ale są i takie o których chciałabym dowiedzieć się więcej. I z pewnością wzrosłaby jej wartość merytoryczna, gdyby autor wylistował publikacje na jakich się opierał przy pisaniu kolejnych rozdziałów. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Nauka To Lubię!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 52,3 cm - 2,1 cm = 50,2 cm

sobota, 6 czerwca 2026

,,Diabły i święci" Jean-Baptiste Andrea

Tytuł oryginału: Des diables et des saints

 Na dworcach i lotniskach starszy mężczyzna korzystając z publicznych fortepianów gra Beethovena. Gra przejmująca, z pasją, jakby to było skierowane do konkretnej osoby. Tylko, że ludzie go mijają a on nadal zostaje. Za jego grą stoi historia sięgająca prawie pół wieku wstecz.

Joseph miał niespełna szesnaście lat gdy z dnia na dzień został sierotą i trafił do sierocińca. Tam, zgodnie z nazwą ośrodka, na kresach Francji trafia do miejsca zapomnianego przez świat. Spotyka chłopców podobnych do siebie i razem spróbują zmierzyć się z bolesną, traumatyczną rzeczywistością ośrodka prowadzonego przez surowego opata Senaca, którego wspiera brutalny Żaba. Joseph ma tę przewagę, że potrafi grać na pianinie a to stanie się dla niego okazją by wyjść poza mury sierocińca.

,,Diabły i święci" łączy w sobie wiele sprzeczności. Zachwyca wrażliwością, nadal dziecięcą naiwnością ale równocześnie poraża bezwzględnością i brutalnością świata, w którym znaleźli się bohaterowie. Pięknie mówi o sieroctwie i stracie, po to by za chwilę pokazać obłudę i hipokryzję, maskowaną przez religijność. Zachwyca obraz rodzącej się przyjaźni i udzielanego wsparcia na przekór wszystkiemu, by za chwilę zranić w najmniej spodziewanym momencie. A wszystko to spaja miłość do muzyki, która choć przez chwilę może stać się ucieczką z piekła.

Tej powieści się nie czyta, ją się czuje. Czuje każdym nerwem, każdą synapsą. Napisana emocjami, pokazuje jak dobrze może zło się kamuflować i jak wiele ma twarzy. Etykiety i tytuły nie mają znaczenia w rzeczywistości gdzie liczą się tylko czyny i to czyny udowadniają wartość człowieka. To piękna powieść o dorastaniu, harcie ducha i cenie wolności. Ale i nadziei, tak mocnej że nic jej nie pokona. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 55,0 cm - 2,7 cm = 52,3 cm

czwartek, 4 czerwca 2026

,,Kataklizm Dusz" David Baldacci

Tytuł oryginału: Calamity of Souls

 Koniec lat 60tych XX wieku, południe Stanów Zjednoczonych. W prowincjonalnym miasteczku zostaje zamordowana para emerytów, białych emerytów. Na miejscu zostaje ujęty czarnoskóry mężczyzna, Jerome, pracujący tam jako pomoc. Zanim jeszcze zapadł wyrok - sprawa jest przesądzona. Jerome jest winny. Nie ważne jest śledztwo, nie ważne są dowody. Obrony oskarżonego podejmuje się biały prawnik Jack Lee. Mężczyzna nie ma doświadczenia kryminalnego i nie wie na co się pisze. Bo chociaż ustawowy rasizm został zniesiony to żyje on w społeczeństwie i jest widoczny na każdym kroku.

Uwielbiam Johna Grishama a szczególnie jego trylogię z Jakiem Brigance'm a ,,Kataklizm dusz" od pierwszych stron przypominał mi kultowy ,,Czas zabijania". Dokładnie tak samo jak tam stajemy oko w oko z prawdziwym obliczem amerykańskiego społeczeństwa, pełnym hipokryzji, rasizmu i systemowego podziału na lepszych i gorszych. Wyroki zapadają zanim zebrane zostaną dowody, a winnym jest zawsze czarnoskóry. To nie tyle thriller prawniczy, chociaż sala sądowa jest obecna, co szokujący obraz społeczeństwa, pokazujący jak łatwo manipulować rzeczywistością, jak głęboko zakorzenione są uprzedzenia, że nawet najbardziej oczywistej prawdzie trudno się przebić. To obraz szaleńczej, beznadziejnej i pozbawionej złudzeń walki o podstawowe minimum, które powinno być dostępne dla wszystkich bez wyjątku. Bohaterowie, para prawników, wykazują się zadziwiającą odwagą i graniczącym z  głupotą uporem by walczyć o to w co wierzą. Jednak nie będzie to łatwe bo ich walka wychodzi poza ramy sali sądowej i boleśnie rani innych.

,,Kataklizm dusz" to genialna powieść. Chyba nie da się prościej pokazać jak bardzo mocno zakorzeniony był rasizm i do jak szokujących działań prowadził. Ale nie tylko tło jest ważne. Tutaj broni się też sama fabuła. Od pierwszych stron trzymająca w napięciu. To gra nerwów, niepewności i nieustanny wyścig z czasem oraz widowiskowe starcie Dawida z Goliatem. Gdy cały system: policja, prokuratura, społeczeństwo podjęło decyzję wręcz niewykonalne jest obrócić bieg zdarzeń. Dlatego tym bardziej emocjonujące jest obserwowanie tych co się nie poddają. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 58,0 cm - 3,0 cm = 55,0 cm

poniedziałek, 1 czerwca 2026

,,Miłość pod przykrywką" Felicia Kingsley

Tytuł oryginału: Una conquista fuori menù

 Znajomość Romea i Julii zdecydowanie nie zaczęła się jak w dramacie Szekspira. On ochlapał ją wodą z kałuży gdy jechał na motorze. A że dziewczyna jest pamiętliwa to zdecydowanie nie była zachwycona, gdy okazało się, że ma pracować w restauracji jej rodziny. Za cel wzięła sobie maksymalnie uprzykrzyć mu życie, a że przy okazji ma szansę udowodnić coś ojcu, to dla niej sytuacja idealna. Nie wie tylko, że Romeo nie jest zwykłym kucharze. To agent specjalny  mający za zadanie zinfiltrować restaurację rodziny Villa. Pozornie proste zadanie zaczyna się komplikować, w sposób jaki Romeo czyli Dwight nie przewidział.

,,Miłość pod przykrywką" już od dłuższego czasu przewijała mi się przez media społecznościowe. A że potrzebowałam odmóżdzenia i resetu to zaryzykowałam i dostałam śmieszną, lekką, zadziorną opowieść. Niby rozgrywa się według schematu od wrogów do kochanków ale zrobione jest to z ogromną lekkością wypełnioną zaskakującymi zwrotami akcji i mimo od początku wyczuwalnego erotycznego napięcia to nadal z ogromem romantyczności. To nie tylko zgrabnie napisany romans z nutką powieści szpiegowskiej (minimalną) ale także zwrócenie uwagi na osoby żyjące ze stomią. Przyznam, że ja należę do tych czytelników, dla których ten temat jest nowością i nie miałam zupełnie świadomości z jakimi wyzwaniami i trudnościami mierzą się takie osoby. Dlatego tym bardziej doceniam, że ktoś przemycił ten temat do popkultury i zrobił to z ogromnym wyczuciem i wrażliwością.

Myślę, że ,,Miłość pod przykrywką" nikogo nie zaskoczy ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć, szczególnie jeśli szukamy czegoś lekkiego, zabawnego, z wyrazistymi, zaczepnymi bohaterami. Jest śmiesznie, jest intensywnie, są emocje i od czasu do czasu można po wzdychać. Idealna urlopowa lektura :)

piątek, 29 maja 2026

,,Kiedy nadejdą chmury" Elizabeth Camden

Tytuł oryginału: Beyond the Clouds 


 Finn i Delia poznali się jako dzieci w sierocińcu prowadzonym przez zakonnice. Najpierw się zaprzyjaźnili a z czasem zakochali. Gdy upuścili mury sierocińca snuli plany na wspólną przyszłość ale pokrzyżowała je młodzieńcza brawura i wzajemne niezrozumienie. Spotykają się po latach. Finn wraca do Stanów jako ranny weteran, walczący w Wielkiej Wojnie i uznany za bohatera. Delia natomiast prowadzi spokojne, uporządkowane życie, po cichu wzdychając do swojego przełożonego i całkiem otwarcie sprzeciwia się udziałowi w wojnie. Los jednak sprawia, że ich losy się skrzyżują. Wspólnie zostaną zaangażowani do zbierania środków na pomoc humanitarną dla doświadczonej działaniami wojennymi Belgii. Wspólna praca zbliża ponownie parę ale dopiero gdy oboje trafią do okupowanej Belgii zrozumieją co kierowało tym drugim.

,,Kiedy nadejdą chmury" to piękna, nostalgiczna i poruszająca opowieść nie tyle o I wojnie światowej ale o drodze do zrozumienia i wybaczenia. Delię i Finna dużo różni. Ona jest poważna, kierująca się rozsądkiem i raczej ostrożna w podejmowaniu działań. On to jej przeciwieństwo. Kieruje się instynktem, ulega emocją i z szaleńczą odwagą idzie do przodu. Kiedyś te różnice ich rozdzieliły, oboje byli przekonani, że na zawsze. Jednak los dał im drugą szansę i pozwolił odkryć nowe, inne oblicze każdego z nich. To nie jest powieść napędzana emocjami czy szaleństwem. Pokazuje dojrzałość, mądrość połączoną z pokonywaniem własnego strachu oraz odwagą by dać sobie drugą szansę.

Ciekawe jest też tło historyczne. Koncentruje się wokół trochę już zapomnianego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w pomoc humanitarną. Pokazuje determinację, przyszłego prezydenta Herbeta Hoovera by zbierać środki i przekazywać je tam gdzie są potrzebne. Z tła wyłania się też obraz rodzącego się nowego świata - świata przemysłu i finansów, który za chwilę zdominuje rzeczywistość. Czuć oddech nowoczesności, szybko zachodzących zmian, które odcisną na stałe piętno na społeczeństwie.

Czułam ogromną przyjemność czytając powieść Elizabeth Camden. Ma nie tylko barwne, ciekawe tło ale też bije z niej spokój, mądrość i nadzieja. Bohaterowie nie poddają się przeciwnością, walczą, uczą się i dojrzewają. Pokazują, że prawdziwe uczucie musi mieć solidne podwaliny i opierać się na zaufaniu i wzajemnym zrozumieniu. To po prostu piękna powieść, którą chce się czytać. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Dreams!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 60,7 cm - 2,7 cm = 58,0 cm