Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 grudnia 2024

,,Ludzie na mydło" Tomasz Bonek


 Dorastaliśmy z pełnym przeświadczeniem jak straszliwe i niewyobrażalne były zbrodnie dokonane przez nazistów w trakcie II wojny światowej. Krematoria, Zagłada, wywóz na przymusowe roboty - odczłowieczony świat, w którym życie ludzkie nie było nic warte. I gdzieś pośród całego tego zła krążyły nazwiska takie jak doktora Mengele, który dokonywał przerażających eksperymentów na ludziach, czy oprawców jak Rudolf Hoess. Dodatkowo przebijał się do świadomości ,,fakt" o tym, że naziści przerabiali ludzi na mydło. Tylko czy naprawdę tak było?

Tomasz Bonek przeprowadza reporterskie śledztwo podążając tropem doktora Spannera, patologa i profesora w Instytucie Anatomii w Gdańsku. To właśnie on był oskarżany o przerabianie ludzi na mydło. To właśnie na zapleczu jego instytutu dokonano przerażających odkryć, i to właśnie tam między innymi Zofia Nałkowska wysnuła tezę na temat tej przerażającej działalności. A jak właściwie było? Prawda jest może mniej szokująca ale nadal porażająca i bulwersująca. Może nie było mydła z ludzi ale była fabryka przerabiająca ,,materiał ludzki" na preparaty potrzebne studentom do nauki. Była dehumanizacja zwłok, odbieranie godności zmarłym, traktowanie ich jak przedmiotu oraz oderwanie od najbardziej oczywistych wartości w imię źle pojętej nauki.

,,Ludzie na mydło" przypominają mi książkę, którą czytałam w zeszłym roku ,,Mroczne archiwa". Tam autorka poszukiwała książek oprawionych w ludzką skórę, równocześnie snując opowieść o tym jak łatwo stracić właściwą perspektywę. Dokładnie tak samo jest tutaj. Bonek dokładnie i rzetelnie opisuje zbrodnie hitlerowskie ale równocześnie pokazuje tą zaburzoną perspektywę. Ludzkie ciało straciło swoją godność, stało się materiałem, który bezrefleksyjnie się pozyskiwało z obozów pracy, szpitali psychiatrycznych, więzień, tuż po egzekucji. Wojna była momentem, który zapewniał wręcz niekontrolowany, nieprzerwany dopływ ciał, które nie były ludźmi ale ,,materiałem". Szokujące jest, że w imię nauki i rozwoju medycyny bezrefleksyjnie podchodziło się do ciała ludzkiego po śmierci. Została tylko chora ambicja i pragnienie sławy.

,,Ludzie na mydło" to reportaż w formie krótkich migawek, które dokumentują kolejne szokujące fakty. Pozornie niezwiązane ze sobą. Całościowo budują szokujący obraz. Bo nawet jeśli nie było ludzi na mydło to jednak było szaleństwo, które prowadziło do zachowań, które nie mieszczą się w granicach rozsądku i przyzwoitości. Granica zła została przesunięta bardzo daleko i to co niewyobrażalne się dokonało. I najtragiczniejsze jest, że robiono to w imię nauki. Polecam!

czwartek, 31 października 2024

,,BUM! Chemia dla zabieganych" Wojciech Orliński

 


Uczciwie przyznaję, że o chemii wiem niewiele. Jasne, skończyłam liceum i to nawet w klasie matematyczno-fizycznej, przetrwałam na studiach ale czy coś z tego wyniosłam? Średnio! Pamiętam podstawowe pojęcia i chyba nic poza tym. Dlatego z ogromnym zaciekawieniem sięgnęłam po książkę ,,BUM! Chemia dla zabieganych" Wojciecha Orlińskiego. Autora znam jako twórcę biografii Lema czy kilku innych reportaży odnoszących się do szeroko pojętego społeczeństwa więc ogromnym zaskoczeniem było, że jest on nauczycielem ... chemii. W zamiarze ,,BUM!" ma być połączeniem tych dwóch obszarów jego działalności. Z jednej strony trochę anegdot, z drugiej gawędziarskim stylem przekazana wiedza, którą powinno wynieść się ze szkoły.

Początkowo było ciężko. Chemia to dziedzina, o której żeby opowiadać, i którą żeby zrozumieć, trzeba poznać podstawowe pojęcia. I wiele z nich nie da się zaprezentować za pomocą obrazka. I oczywiście Orliński też tego nie chce banalizować czy upraszczać. Dlatego pierwsze rozdziały to wysyp pojęć, które przywodzą na myśl podręczniki chemii. Właściwie niewiele się od nich różnią, szczególnie, że co chwilę przypomina się nam, że ramy książki ogranicza ,,podstawa programowa" (słowo klucz, zapamiętać!). Niby Orliński próbuje nadać temu lekkość i czasem nawet rzucić żarcikiem (tak, tu pojawia się ten Tinder) ale ilość informacji przytłacza, szczególnie jak ostatni raz z chemią teoretyczną miało się do czynienia 15 lat temu.

Jednak po przebrnięciu przez początek zaczyna być trochę ciekawiej. Zaczynają się przykłady, anegdoty, realne odniesienia do codzienności. Dowiemy się ile balonów z helem potrzeba by podnieść człowieka albo chociaż narzędzie zbrodni, zrozumiemy o co chodzi ze skalą pH. Ciekawie opowiada chemiczne historie o tym skąd wzięło się wiele nazw związków czy pierwiastków, które wcale nie są tak intuicyjne jakby można chcieć. Jest coś o kodzie dna, o alkoholach i innych związkach organicznych. Dużo wiedzy upchniętej w stosunkowo krótkiej książce.

,,BUM! Chemia dla zabieganych" nie jest z pewnością kierowana do osób takich jak ja. Czyli takich, które kierują się ciekawością. Bliżej jej do podręcznika czy skryptu, który ma podsumowywać wiedzę szkolną. Co zresztą autor podkreśla milion razy podkreślając, że kierował się podstawą programową. I właściwie poza zakres tej podstawy nie wychodzi. Dorzuca kilka anegdot ale to cały czas pozostaje wiedza szkolna - skumulowana, wyselekcjonowana i podana w turbo szybkiej wersji. Tak, próbuje się ją przekazywać w lżejszej formie, w połączeniu z popkulturą ale nadal to za mało. To nadal wygląda jak podręcznik, na szczęście bez części zadaniowej i z ograniczoną liczbą wzorów . 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!

środa, 4 września 2024

,,Obserwatorium" Jarosław Szczyżowski


 Powoli kończy się lato. Zbliża się jesień a z nią pora na jesienne spacery po górach. Niektórzy już pewnie planują trasy a jednym z popularniejszych celów są Karkonosze. Piękne góry, piękne widoki, majestatyczna i tajemnicza moc, która drzemie gdzieś pomiędzy nimi. Tylko, że nasi rodzimi pisarze robią wszystko aby pokazać nam zupełnie inne ich oblicze. Przekonałam się o tym już na początku roku gdy czytałam ,,Schronisko.." Sławka Gortycha a teraz przyszło mi się zmierzyć z obserwatorium na Śnieżce, które jest dużo bardziej tajemnicze niż się wydaje.

Późna jesień. Meteorolodzy dyżurujący na Śnieżce rejestrują serię dziwnych dźwięków. Początkowo traktują je jak ciekawostkę jednak gdy wokół szczytu pojawia się dziwna chmura a dźwięki odkrywają niesamowity przekaz, dziwne zjawisko zaczyna budzić niepokój. W Karkonoszach zaczyna robić się coraz bardziej niebezpiecznie, znikają ludzie a ci, którzy przetrwali zderzenie z dziwną chmurą nie są już tacy sami. Administracja państwowa, wojsko i wszystkie możliwe służby próbują odkryć co kryje się za zjawiskiem, które pojawia się już w starych almanachach. Właściwie tylko kilka osób zbliża się do okrycia prawdy, która jest dziwna, niepokojąca oraz zmieniająca obraz rzeczywistości.

,,Obserwatorium" jest debiutem ale takim debiutem, który dużo obiecuje. Autor wykorzystuje mocno tło, mroczne, niepokojące, skryte za mgłą Karkonosze, gdzie wszystko sprawia wrażenie bycia na granicy - na granicy państw, na granicy ziemi i nieba, na granicy światów. To właśnie ten stan zawieszenia podkreślony przez dziwne, niepokojące, powtarzające się dźwięki, spotęgowany przez mgłę i chłód, sprawia, że nagle wszystko nabiera zupełnie innych konturów. Świat, który widać w słoneczny dzień znika, a jego miejsce zajmuje rozmycie, w którym może zdarzyć się wszystko. I właśnie ku temu nas prowadzi. Jest narastające poczucie niepokoju, jest nienazwane zagrożenie, są zdarzenia, które sięgają przeszłości i mocno oddziałują na ludzi, jest świat, który przestaje być światem. A dodatkowo klimat, który przywołuje ,,Szczelinę" Kariki czy ,,Paradoks" Urbanowicza.

Jarosław Szczyżowski ma pomysł i umie go wykorzystać. Rozbija na drobne znany nam obraz i wrzuca czytelnika w mrok. Jest dziwnie, są ciarki na plecach i cały czas pojawia się pytanie co dalej. Jednak równocześnie nie wykorzystał potencjału wszystkich wątków i postaci, które wprowadził. Pomysły, które mogłoby jeszcze bardziej podkręcić akcję i nadać jej więcej głębi zostaje porzucone w połowie książki. Cześć rzeczy zostaje tylko zasygnalizowana ale bez pociągnięcia dalej co znacznie rozmywa tło. Jest za dużo postaci, które intrygują i rozbudzają ciekawość ale nie dane im się rozwinąć. Wiem, narzekam. Ale to takie narzekanie na dobry thriller, w którym widzę całe mnóstwo możliwości aby był lepszy i zupełnie nie pozwolił zasnąć, a wszelkie wędrówki po górach na bardzo długo wybił z głowy. Mimo to, Szczyżowki to nazwisko, warte obserwacji, bo jeśli ktoś tak debiutuje to potem mam nadzieję, że będzie tylko straszniej. Polecam!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 16,7 cm - 2,6 cm = 14,1 cm

 

 

sobota, 4 maja 2024

,,Co powie mama?" Sandra Konrad

Tytuł oryginału: Nicht ohne meine Eltern

 ,,Odłączenie się od rodziców nie ma nic wspólnego z brakiem miłości czy bliskości. Wręcz przeciwnie: dopiero wtedy pełne miłości, dojrzałe relacje są w ogóle możliwe."

Bardzo łatwo zauważyć, że nawet gdy jesteśmy już dorośli, że jednym z ważniejszych elementów naszego życia są relacje z rodzicami. Szczególnie widoczne jest to w okolicach świąt gdy jedni cieszą się na wizytę w domu rodzinnym, drudzy traktują to jak nieprzyjemny obowiązek a jeszcze inna grupa na zupełnym luzie bukuje wyjazd. I pozornie każdy jest dorosły, odpowiedzialny za swoje życie i samodzielnie podejmujący decyzje. Tylko gdy spojrzeć głębiej okazuje się, że prawda jest znacznie bardziej skomplikowana. Bardzo wiele osób ma nie do końca przepracowane relacje z rodzicami i mimo, że pozornie wydaje mu się, że sam steruje swoim życiem, to tak na prawdę za sznurki niewidocznie pociąga nadal ktoś inny.

Książka ,,Co powie mama?" to poradnik, którego celem jest uświadomienie, że nadal mnóstwo ludzi jest nie do końca rozdzielonych od swoich rodziców i to uczucia skierowane w ich stronę są motorem działania. Niezaleczone urazy, nie do końca świadome emocje, strach, obawa czy nawet nadmiar uczuć wracają jak bumerang po latach by oddziaływać na zachowanie dorosłych już dzieci i ich relacje. Wiele osób nieświadomie, w trakcie podejmowania kluczowych decyzji, w pierwszej chwili podświadomie zastanawia się jaki krok najbardziej odpowiadał by rodzicom, zamiast myśleć o sobie i swoich odczuciach. Pozostawanie w takim uzależnieniu od rodziców jest złe i niszczy relacje, może odbijać się na stanie psychicznym i fizycznym, blokuje na drodze do osiągnięcia szczęścia czy sukcesu.

Sandra Konrad jako doświadczona psychoterapeutka spotkała się w swoim gabinecie z wieloma przykładami dorosłych nie oddzielonych od rodziców. I to ich przykładów używa by bardzo prosto i przystępnie pokazać co zrobić by zmienić te relacje. Jej rady mają na celu zmianę na lepsze zarówno dla dziecka i rodzica. Pokazuje jak bardzo skomplikowane i często nie uświadomione mogą być zależności i co trzeba zrobić by je przerwać, równocześnie nie rujnując związków rodzinnych. Bo mimo, że cały poradnik mówi o usamodzielnieniu się od rodziców to nie jest to droga do dekonstrukcji rodziny. To pomoc by nauczyć się stawiać granice, by spojrzeć na drugą stronę z innej perspektywy, by spróbować zmienić płaszczyznę interakcji. Konrad pokazuje wiele przykładów osób, które bały się zawalczyć o samego siebie z obawy, że druga strona odbierze to jako atak. Autorka jednak odwraca perspektywę i uczy, że to jest możliwe bez niepotrzebnego zaogniania konfliktów.

,,Co powie mama?" to poradnik napisany i w pierwszej kolejności skierowany do dorosłych osób, które mają problem z usamodzielnieniem od rodziców. Ale nawet rodzice, który dopiero są na początku swojej wychowawczej drogi znajdą tutaj cenne rady i wskazówki, które pomogą im wspierać i uwalniać dzieci, zamiast je ograniczać i przywiązywać do siebie. To poradnik uczący jak budować relacje, w pierwszej kolejności z samym sobą, tak by potem móc stworzyć zdrowe, dobre związki z innymi ludźmi. Polecam! 

 

 Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!

 

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 94,4 cm - 2,0 cm = 92,4 cm.    

poniedziałek, 15 kwietnia 2024

,,Sen o Jerozolimie" Éric-Emmanuel Schmitt

Tytuł oryginału: Le Défi de Jérusalem

 Ostatnią książką Schmitta, którą przeczytałam,  prawie równo rok temu, była ,,Noc ognia". Wtedy opowiadał on o początkach swojej wiary. O momencie gdy z agnostyka, wręcz ateisty, stał się człowiekiem wierzącym a przynajmniej poszukującym. Dziś skończyłam czytać ,,Sen o Jerozolimie", książkę która jest zapisem pielgrzymki po Ziemi Świętej odbytej w 2022 roku. I dopiero teraz widać jak bardzo te dwie książki się dopełniają. ,,Noc ognia" rozpoczyna coś, co dopiero w ,,Śnie o Jerozolimie" znajdzie swoje dopełnienie.

Schmitt wyrusza na pielgrzymkę po Ziemi Świętej jako zwykły uczestnik. Dołącza do grupy by odwiedzić najważniejsze miejsca, związane z religią chrześcijańską. Fizycznie odwiedza Nazaret, Kafarnaum, Betlejem by finalnie dotrzeć do Jerozolimy. Razem z nim odwiedzamy miejsca na mapie. Jednak jest też drugie, ważniejsze oblicze też pielgrzymki - wędrówka duchowa. Schmitt wchodzi głębiej i dla niego kolejne punkty na mapie są przyczynkiem do rozważań na temat wiary i odkrywania jej roli w jego życiu. Cały czas odwołuje się do swoich wcześniejszych utworów, w tym najmocniej do ,,Nocy ognia", by podkreślić jak długą i ważną drogę przeszedł.

,,Sen o Jerozolimie" to poruszająca wędrówka. Medytacyjna, bardzo intymna, pełna rozważań i przemyśleń, które zanurzone są w filozofii i Biblii. Zmusza do refleksji na temat obrazów z Pisma Świętego, które mamy zakorzenione, wobec których już zobojętnieliśmy. Schmitt patrzy na to z nowej perspektywy. Fizyczna droga, realne obrazy i miejsca są dla niego wyzwalającym doświadczeniem, które nasuwa mu nowe wnioski, otwiera drogę do nowej interpretacji symboli oraz co najważniejsze - zbliżenia się do Tajemnicy. Ta książka to wskazówka i zachęta do poszukiwań, do nowego spojrzenia, do bycia otwartym na chrześcijańskie życie.

,,Sen o Jerozolimie" dopełnia ,,Noc ognia" i pokazuje dwa odmienne punkty na drodze wiary, bez których nie da się odkrywać Boga. Jest punkt przełomu i punkt dopełnienia. Tylko poprzez osiągnięcie ich obu można zbliżyć się do Tajemnicy. One otwierają, zmuszają do poszukiwań, wyciągają poza sferę komfortu. A nikt, tak jak Schmitt, nie umie tego ubrać w słowa i zmusić do głębszego spojrzenia. Polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!

 

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 106,9 cm - 2,1 cm = 104,8 cm. 

 

sobota, 24 lutego 2024

,,Ekipa do naprawy świata" Anne Sverdrup-Thygeson

Tytuł oryginału: Op de schouders van de natuur

Zasadniczo wszyscy wiemy, że nie jesteśmy sami na planecie. Wiemy też, że potrzebujemy wielu istot aby móc przetrwać. Tylko, że nasza wiedza ogólna mimo wszystko daleka jest od tego jak bardzo skomplikowane zależności nas otaczają. Wiemy, że potrzebujemy roślin i zwierząt jako źródła pożywienia czy okrycia. Jednak to zaledwie sam czubek góry lodowej.

,,Ekipa do naprawy świata" to fascynujący, skondensowany przewodnik po ekosystemie. Lekko, z humorem ale także ogromną wrażliwością opowiada o skomplikowanych relacjach pomiędzy gatunkami a ludźmi i jak to wpływa na świat oraz do czego można to wykorzystać. To arcyciekawa wyprawa do świata, którego nie dostrzega się na co dzień ale który ogrywa ogromną rolę. Wydaje nam się, że wszystko wiemy ale dopiero ta książka otwiera oczy jak doskonale skonstruowaną machiną jest nasza planeta i jak łatwo zakłócić jej naturalny cykl. Nigdy nie pomyślałabym, że z taką ciekawością będę czytać o osach i figowcach, owadach czy to jakie znaczenie ma przemieszczanie się wielkich ssaków morskich dla życia i prawidłowego funkcjonowania oceanów. To fascynujące i przerażające, że nie zdajemy sobie sprawy jak wiele zależy od małych organizmów, których nawet nie zauważamy lub nie zdajemy sobie sprawy z ich istnienia. Jak wiele odkryć a potem wynalazków zostało dokonanych dzięki obserwacji naturalnie funkcjonujących zależności czy istnień. Autorka dobitnie przypomina nam, że najważniejsze elementy naszego życia nie pochodzą ze sklepu, nie my jej wymyśliliśmy czy wytworzyliśmy - one są dziełem natury a my tylko je podbieramy lub próbujemy skopiować.

,,Ekipa do naprawy świata" to książka, która każdy powinien przeczytać. Bez patosu, czy nagany mówi o najważniejszym temacie współczesnego świata - o trosce o naszą planetę. Okraszona ogromną dawką humoru, w formie ciekawostek przemyca ogrom wiedzy z zakresu ekologii i biologii. To nie moralizatorstwo ale rozbudzanie ciekawości i w najbardziej naturalny sposób pokazywanie piękna i geniuszu natury, o który powinno się dbać aby przetrwał dla kolejnych pokoleń. To mądre, spokojne mówienie o ważnych sprawach budujące świadomość oraz rozbudzające ciekawość naturą. Polecam! 

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 137,8 cm - 2,7 cm = 135,1 cm.

poniedziałek, 15 stycznia 2024

,,Barbarica" Michael Morys-Twardowski


 Historia państwa polskiego umownie zaczyna się w roku 966 wraz z Chrztem Polski. Gdy popatrzymy na tę datę z perspektywy Egiptu, Grecji, Rzymu czy nawet innych państw europejskich to wydaje się bardzo późno. Przecież potrafimy wskazać faraonów na kilkaset lat przed Chrystusem czyli nawet dwa tysiąclecia (!!!) wcześniej niż moment gdy Mieszko zdecydował o chrystianizacji kraju nad Wisłą. Wtedy gdy rozwijają się i upadają cywilizacje, gdy kształtuje się europejska kultura i światopogląd tereny dzisiejszej Polski są białą plamą. Ale czy tak jest naprawdę? Czy rzeczywiście nic nie da się powiedzieć o tym jak wyglądało państwo polskie przed rokiem 1000? Michael Morys--Twardowski podejmuje się wręcz karkołomnego zadania by ze strzępków zapisków i nielicznych zapisków stworzyć obraz Polski - dopisać pierwszy rozdział w historii naszego kraju, którego dotychczas brakowało albo był ignorowany.

Otworzenie tysiąca lat historii ziem polskich nie jest zadaniem łatwym. I nie ma co oczekiwać w przypadku tej publikacji na jakieś spektakularne przełomy. Nie pojawiają się tu nagle ważne i znaczące daty, nie zapełniają się karty nazwiskami, imionami czy wydarzeniami. Jak na tysiąc lat dziejów jest tam bardzo pusto ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje. Morys-Twardowski skrupulatnie bada zapiski m.in rzymskie by znaleźć nawet najmniejsze wzmianki o plemionach, które kiedyś zamieszkiwały nad Wisłą. Wspomina o ludach i plemionach, które pojawiały się i znikały, snuje domysły i przypuszczenia ale cały czas mocno oparte na źródłach. Nie przypisuje dosłownie kolejnych ludów jako naszych przodków bo się nie da - Europa pierwszego tysiąclecia była ogromnym tyglem, w którym nieustanie się kotłowało. Plemiona przemieszczały się i były podbijane przez inne silniejsze, pojawiały się sojusze i rozdziały. Zmiany zachodziły i nie było po nich trwałych pisemnych śladów więc trudno prześledzić te procesy. Mimo to z opowieści wyłania się pewien kształt, zaczynają rysować się zależności i teren dzisiejszej Polski przestaje ziać pustką. Fakt, jest tylko kilkanaście imion, kilkanaście wydarzeń ale pokazuje to, że te tereny były zamieszkałe.

,,Barbarica" to mimo wszystko fascynująca podróż w czasie. Na podstawie nielicznych źródeł rodzi się opowieść o tym wszystkim wpłynęło na kształt państwa w 966 roku gdy oficjalnie zaczęła się nasza historia. To dynamiczna opowieść, pełna znaków zapytania i wątpliwości, która nie daje jednoznacznych odpowiedzi i nie kreśli sztywnych linii podziału. Autor próbuje wyłuskać prawdę z legend i narosłych przeinaczeń i wychodzi mu ciekawa lektura, która pozwala stworzyć pewną wizję jak mogło być. To też dowód, że historia Polski to znacznie więcej niż tysiąc lat i nie powinno się sztywno trzymać tego podziału ale odważnie sięgać głębiej i próbować opowiadać o przeszłości znacznie dalszej nawet jeśli jest to trudne. Polecam bo to arcyciekawa opowieść o zapomnianym okresie. 

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 160,3 cm - 2,9 cm = 157,4 cm.    

wtorek, 31 października 2023

,,Dobre wychowanie" Amor Towles

Tytuł oryginału: Rules of Civility

 ,,Dobre wychowanie" to powieść, na swój specyficzny sposób, zaskakująca. W prawdzie nie mam  tam dramatycznych zwrotów akcji czy wielkich sekretów ale pokazuje jak w ciągu zaledwie roku może zmienić się życie kilku osób. Przypadkowe spotkanie w ostatnim dniu 1937 roku, będzie tym, które pchnie bohaterów w zupełnie nieoczekiwanym kierunku. To właśnie wtedy spotykają się Kate Kontent i Tinker Grey. Dwoje młodych ludzi, pochodzących z zupełnie innych światów. Ona pracuje jako skromna sekretarka, on jest cenionym i zamożnym bankierem. Wydaje się, że mógłby to być początek bardziej współczesnej opowieści o Kopciuszku jednak autor tak kieruje losami bohaterów, że powstaje dużo bardziej złożony obraz.

,,Dobre wychowanie" to powieść przesycona specyficznym, unikatowym klimatem belle epoque. Czuje się nutki dekadencji, zachwytu nad światem, ma się wrażenie, że świat jest młody i czerpie garściami z tego co jest do zaoferowania. I właśnie w sam środek wpada młodziutka Kate, która próbuje się odnaleźć w zupełnie obcym środowisku a przy okazji odkryć siebie i znaleźć swoje miejsce. Co rusz spotyka Tinkera i to on jest dla niej motorem do działania. Ich relacja to specyficzny romans, o którym od pierwszych stron książki wiemy, że nie wypali. Jednak jego wspomnienie, jego urok odmieni życie obojga i pomoże podjąć właściwe decyzje.

To moja pierwsza powieść Amora Towlesa i od razu jestem kupiona. Z pewnością sięgnę po inne bo zachwycił mnie styl. Urok z jakim pisze o prostych sprawach, niepowtarzalny klimat, po mistrzowsku oddany nastrój Nowego Jorku końca lat 30tych. To powieść, która oddziałuje na wyobraźnię, budzi tęsknotę i z ogromnym wyczuciem i wrażliwością pokazuje zwyczajne historie zwykłych ludzi w sposób niezwykły. Ta opowieść ma w sobie lekkość, humor, nastrój ale równocześnie głębsze przesłanie. Wydawać by się mogło, że powieści o poszukiwaniu siebie, odkrywaniu marzeń i wyznaczaniu własnej drogi jest na pęczki ale tak klimatycznych trudno znaleźć. Ta ma zdecydowanie to coś. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 32,4 cm - 2,5 cm = 29,9 cm.    

 

środa, 26 lipca 2023

,,Nadzy nie boją się wody" Matthieu Aikins

Tytuł oryginału: The Naked Don't Fear the Water: An Underground Journey with Afghan Refugees

 Pandemia, szczepienia, wojna w Ukrainie, skandale, zamieszki, to królowało na nagłówkach w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu miesięcy i aż nieprawdopodobnym wydaje się, że jeszcze tak niedawno najważniejszym tematem jaki zajmował społeczeństwa byli uchodźcy. Temat migrantów zszedł na dalszy plan, przyzwyczailiśmy, oswoiliśmy, przestaliśmy zauważać. I można mieć co do tego różne zdania ale jedno chyba nadal pozostaje niezmienne. Nadal tysiące ludzi codziennie podejmuje próbę by dostać się do Europy. Robią wszystko, ryzykują życie swoje i swoich najbliższych, porzucają domy, dobytek, pracę, rodzinę by wyruszyć na niebezpieczny szlak z nadzieją, że tam gdzieś czeka ich lepsze jutro.

Kanadyjski dziennikarz Matthieu Aikins wraz z przyjacielem, Afgańczykiem Omarem w 2016 wyruszył na szlak uchodźców. Udawał kolejnego uchodźce desperacko pragnącego dotrzeć do Europy. Wędrówka ta zaowocowała reportażem, który od wewnątrz pokazuje z czym muszą się mierzyć ludzie, który decydują się podjąć ryzyko. Omar był kierowcą i tłumaczem pracującym dla stacjonujących w Afganistanie Amerykanów. Jego nonszalancja w podchodzeniu do dokumentowania swojej pracy spowodowała to, że finalnie nie był w stanie przedstawić wystarczająco dużo dokumentów potwierdzających jego współpracę a co za tym idzie, nie mógł otrzymać azylu w Stanach. W Afganistanie też nie mógł pozostać bo jego rola była znana i groziłoby mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Jedynym wyjściem była wędrówka do Europy, spóźniona właściwie o rok. Bo to w 2015 Europa otwarła swoje granice i uchodźcy w miarę spokojnie mogli do niej wkroczyć. Matthieu idzie z Omarem przez Iran, Turcję, obóz w Grecji. Idzie i dokumentuje to co widzi. Z jego opowieści wyłania się wstrząsający obraz krzywdy, niesprawiedliwości, dehumanizacji ale równocześnie jest to piękna opowieść o przyjaźni, nadziei i sile.

Po tym wszystkim co widzieliśmy w przeciągu ostatniego rok, chyba ,,Nadzy nie boją się wody" już tak nie szokują. Ból, cierpienie, niesprawiedliwość, krzywdę, strach widzimy wszędzie. Uodporniliśmy się, trochę stwardnieliśmy i przechodzimy obojętnie. Jednak taki reportaż z powrotem zaczyna mocno rezonować na nasze najczulsze struny, odkrywa i wyciąga na wierzch trochę już zakurzoną wrażliwość na drugiego człowieka. Bo Aikins nie moralizuje, nie przekonuje na siłę. On tylko opowiada o tym co widział i przeżył. Ten obraz jest okrutny, pozbawiony czasem człowieczeństwa, wyrachowany, przepełniony strachem i niepewnością ale ma też momenty, które niosą nadzieję, pokazują czym jest dobro, przyjaźń, wsparcie. Że właściwie nie trzeba wiele aby komuś pomóc.

,,Nadzy nie boją się wody" to nie tylko reportaż drogi, to także uniwersalna opowieść o najważniejszych wartościach. Uwrażliwia, zwraca uwagę na szczegóły, pokazuje człowieka w, wydawałoby się, bezkształtnej masie. Jest wyrzutem sumienia, szpilką wbitą w zachodnie społeczeństwa. Pokazuję ,,tę drugą stronę" przed którą tak usilnie się broni Zachód. Nie chcę mówić, że teraz powinno się bezwarunkowo otwierać granice bo to zagadnienie dużo bardziej skomplikowane i bazowanie na emocjach nie jest tutaj właściwym rozwiązaniem ale z pewnością ten reportaż woła o to by nie zapomnieć, by nie ignorować, by nie być obojętnym. A to może przekuć się na jakieś, większe, systemowe rozwiązania. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 73,6 cm - 2,8 cm = 71,8 cm.    

 

poniedziałek, 29 maja 2023

,,Mroczne archiwa" Megan Rosenbloom

Tytuł oryginału: Dark Archives: A Librarian's Investigation Into the Science and History of Books Bound in Human Skin

 Jaka będzie Wasza pierwsza reakcja gdy powiem Wam, że na świecie, w bibliotekach istnieją książki oprawione w ludzką skórę? I nie, nie powstały jako efekt szalonego mordercy, prawdopodobnie nie wykonali ich też naziście. (jakoś do nich ta idea jakoś makabrycznie pasuje). I nie, książki w oprawie z ludzkiej skóry to nie science fiction czy słaby horror. Tak, istnieją biblioteki które mają coś takiego w swoich zbiorach i zgodziły się by fakt ten potwierdzić (albo częściej zdementować) ale są i takie, które coś takiego podejrzewają ale na razie żadne badania nie zostały przeprowadzone. Jedną z osób, którą szczególnie interesuje ten temat jest autorka Megan Rosenbloom, która przemierza Stany Zjednoczone i Europę w poszukiwaniu tych makabrycznych i mrocznych artefaktów kultury. A ,,Mroczne archiwa" to prezentacja i podsumowanie dotychczasowych odkryć.

Co mnie już na wstępie zaskoczyło, to fakt, że książki oprawione w ludzką skórę są stosunkowo młode. Najwięcej udokumentowanych i potwierdzonych egzemplarzy pochodzi z XIX wieku i nigdy (a przynajmniej tego nie stwierdzono) za taką oprawą nie stoi żadna żądza krwi czy bestialstwo. Co do przestępstwa to sprawa bardzo dyskusyjna. Książki w takiej oprawie bardzo silnie powiązane są z zawodem lekarza i dlatego cała książka staje się nie tylko opowieścią o szokujących woluminach ale także o rozwoju zawodu lekarskiego i jego etyki. Częstym powodem wykorzystania ludzkiej skóry było po prostu odhumanizowanie pacjenta, przestanie traktowania go jako osobę, zamiast obiektu badawczego. Dlatego sporo miejsca poświęca się różnym nieetycznym działaniom, które paradoksalnie przyspieszały rozwój nauki.

Ale oprawy z ludzkiej skóry są nie tylko z medycyną powiązane. Do tego także wykorzystywano przestępców skazanych za najcięższe zbrodnie. Jest to wręcz niewyobrażalne ze współczesnej perspektywy ale egzekucje były traktowane jak wydarzenia kulturalne, po których zabierało się pamiątkę. Fragment ciała skazańca był idealny a jego relacja oprawiona w jego własną skórę jeszcze lepsza. Makabra w czystej formie.

,,Mroczne archiwa" to absolutnie fascynująca opowieść o książkach, zbiorach i bibliofilach. To opowieść o ludziach, szukających opraw tak unikalnych jak żadne inne. Mam wrażenie, że oprawienie w ludzką skórę było dla tych bibliofilów formą najwyższej afirmacji książki.  Próbą stworzenia czegoś najrzadszego i najbardziej unikatowego a nie formą patologii czy degeneracji. Szokujące, prawda? Dlatego, dla mnie jako bibliotekarza i bibliofila, była to fascynująca podróż poprzez książki pokazujące zupełnie zaskakujące ich oblicze, mroczne ale równocześnie pełne pasji. Mam nadzieję, nigdy nie zobaczyć na własne oczy czegoś takiego ale z przyjemnością o tym czytałam i odkryłam zupełnie nowe oblicze bibliotek, książek i kolekcjonerów książek. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 96,9 cm - 2,6 cm = 94,3 cm.    

 

czwartek, 30 marca 2023

,,Noc ognia" Éric-Emmanuel Schmitt

Tytuł oryginału: La nuit de feu

 Dawno nie czytałam nic Erica-Emmanuela Schmitta, dlatego gdy ostatnio byłam w bibliotece i na półce ze zwrotami zobaczyłam ,,Noc ognia" postanowiłam wziąć ją ze sobą, szczególnie że rozmiar był bardzo zachęcający.

Schmitt przyzwyczaił czytelnika do opowieści z morałem. Czasem lepszych, czasem gorszych. Są takie, które zapadły w pamięć ale ma w swoim dorobku takie, które są tylko pustym moralizowaniem i słowotokiem. Trudno mi jednoznacznie stwierdzić gdzie dokładnie można umieścić ,,Noc ognia". Autor odwołuje się do swoich własnych przeżyć i doświadczeń by snuć rozważania o wierze i jej poszukiwaniu albo bardziej odkrywaniu.

Dla bohatera, którym jest autor, przełomem była wycieczka na pustynię. Zorganizowana wędrówka miała być atrakcją, nowym doświadczenia, zastrzykiem adrenaliny. Stała się czymś innym. Stała się okazją do odkrycia siebie i odkrycia Boga. Na jedną noc Eric przypadkowo odłączył się od grupy i przewodnika. Sam, zmarznięty, bez wody przeżywa coś co zmienia jego życie. Agnostyk, ateista, nie wierzący i nie poszukujący nagle doświadcza czegoś co sprawia, że chce poszukiwać i doświadczać Boga w życiu.

,,Człowiek szuka Boga. Byłby wstrząśnięty, gdyby to Bóg szukał człowieka, gdyby Bóg mnie ścigał..."

Cała króciutka opowieść to jeden traktat filozoficzny o wierze, Bogu i człowieku. Ścierają się różne postawy i próbują dotrzeć do wnętrza by znaleźć jedną uniwersalną prawdę. Ale taka nie istnieje. Mogą tylko rozmawiać, dyskutować, wymieniać się poglądami i jedni drugich podglądać. Trzeba zmienić swoją życiową perspektywę by móc się odnaleźć, czasem nawet trzeba się zgubić. Autor w posłowiu przyznaje, że nie ma na celu nikogo nawracać, chce tylko pokazać co u niego zaowocowało przemianą i nawróceniem i może spowodować refleksję.

,,Nocy ognia" nie da się łatwo ubrać w słowa. Jest raczej impulsem do własnych przemyśleń niż opowieścią samą w sobie. Jest wskazówką. Jest sugestią. Jest zaproszeniem. Ale może stać się także trochę dramatyczną anegdotą do opowiadania przy ognisku. Mamy wybór i do tego wyboru zachęca sam Autor. 

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 121,7 cm - 1,6 cm = 120,1 cm.    

środa, 1 lutego 2023

,,Włoska balerina" Kristy Cambron

Tytuł oryginału: The Italian Ballerina

 Miniony rok stał pod znakiem opowieści o kobietach, które odkrywają przeszłość swojej rodziny i dzięki temu same się zmieniają, nabywając nową siłę, energię czy pewność siebie. W tym roku pierwszą książką, która kontynuuje ten trend jest ,,Włoska balerina".

Powieść rozgrywa się na dwóch planach: współcześnie oraz w trakcie II wojny światowej. W trakcie wojny do Włoch trafia młody amerykański sanitariusz. Mężczyzna zdecydował się wyruszyć na front bo jego życie prywatne to jeden wielki bałagan. Skłócony z ojcem, odtrącony przez ukochaną, nie potrafiący podjąć decyzji co do przyszłości. W trakcie jednej z kampanii na Półwyspie Apenińskim zostaje ranny co powinno stać się dla niego automatycznym biletem powrotnym do kraju. On jednak nie chce wracać tam gdzie nic na niego nie czeka. Zamiast tego uparcie dąży do powrotu do oddziału. Jeszcze nie wie, że ta szalona i w gruncie rzeczy nieodpowiedzialna decyzja zmieni życie wielu osób. Przypadkowo uratuje życie małej dziewczynki i ponownie zostanie ranny i trafi do szpitala, który jest zupełnie inny niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Tam, losy jego, jego dowódcy i małej dziewczynki przetną się z losami Julii Bradbury, wybitnej angielskiej primabaleriny, którą odkłada na bok baletki i zakłada pielęgniarki fartuch.

,,Włoska balerina" bardzo powoli odsłania swoje tajemnice, które pokazują nowe sposoby walki z nazistowskim okupantem. Wydawałoby się, że biblioteczne i księgarskie półki uginają się pod ciężarem książek poświęconych tematyce II wojny światowej. Gdy mamy już wrażenie, że powiedziano wszystko, wtedy kolejny mały okruch wychodzi na światło dzienne. Kristy Cambron zbudowała fikcyjną opowieść wokół autentycznych wydarzeń, pokazując determinację, poświęcenie i pomysłowość, tak pomocne by ratować innych. Główni bohaterowie Courth, AJ i Julia są tylko literackim odzwierciedlenie prawdziwych, teraz już anonimowych bohaterów. Ale w swojej postawie przekazują prawdę o drzemiącej w ludziach chęci pomocy, desperackiej determinacji by ratować innych oraz o szansie jaką dają niespodziewane spotkania.

Powieść wciąga i porusza ale cały czas czułam pewien niedosyt. Czegoś zabrakło aby móc powiedzieć, że jest to opowieść na zawsze zapadająca w pamięć. Jest tajemnica, która zmienia wszystko, jest niebezpieczeństwo, jest akcja i ogrom emocji. Widać dbałość o szczegóły i dążenie do zbudowania odpowiedniego tła psychologicznego. Wszystkie elementy są na swoim miejscu ale, chyba najbanalniej mówiąc, brakuje chemii. Nie mogę powiedzieć, że to źle bo powieść nie jest zła. Porusza ważny temat i daje głos, tym o których już zapomniano. Czyta się ją na jednym oddechu i czeka na finał, chociaż z pewnym niepokojem. Jednak mam wrażenie, że wszystkie uczucia, myśli i emocje, które powinny nami targać się rozmywają. Gubią się skonfrontowane z wydarzeniami współczesnymi, które są nijakie i tak bardzo zwyczajne.

Chyba mogę powiedzieć, że z ,,Włoską baleriną" poprawnie zaczęłam nowy rok. Jest dobrze ale czekam na więcej i mam nadzieję, że to więcej wkrótce nastąpi. Polecam!

 Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak!

 

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 151,2 cm - 2,9 cm = 148,3 cm.     

 

niedziela, 11 września 2022

,,Byłam katolickim księdzem" Tomasz Maćkowiak


 Szokujący tytuł, prawda? Od razu nasuwa skojarzenia z czarnymi kartami Kościoła katolickiego a tych niestety nie jest mało. Tylko, że każdy kto sięgnie skuszony tytułem w poszukiwaniu sensacji, poczuje się rozczarowany, bo to nie jest szokująca książka. Mnie zostawiła z poczuciem smutku i głęboką refleksją jak wygląda obecnie Kościół a jaki mógłby być.

Okres gdy połowa Europy znajdowała się pod wpływem Związku Radzieckiego już na szczęście minął ale jednak odcisnął trwałe piękno na społecznościach, które znalazły się w jego władaniu. I o ile mimo wszelkich ograniczeń,  Kościół katolicki w Polsce cieszył się dosyć sporą swobodą, zupełnie inaczej kształtowała się sytuacja w Czechach. Tam zostały wprowadzone bardzo radykalne środki aby kościół wyrugować z rzeczywistości. Zamykano kościoły, księży wtrącano do więzień, zakazywano sprawowania Mszy świętej, inwigilowana bardzo mocno środowiska kościelne, na czele episkopatu postawiono biskupów wiernych przekonaniom komunistycznych, zakazano działania seminariom duchownym. W takiej rzeczywistości bycie wierzącym, bycie katolikiem było wyczynem, poświęceniem i wiązało się z ogromnym zagrożeniem. Katolicy spotykali się ukradkiem, w prywatnych domach by modlić się i kontemplować Pismo święte. W tych warunkach wiara chrześcijańska przypominała tą z czasów pierwszych chrześcijan. Oderwała się od kościelnej organizacji i struktur wracając do źródeł. To wszystko bardzo mocno wpłynęło na katolickiego duchownego, potem biskupa Felixa Marie Davidka, który w ogromnej trosce o dobro wiernych zdecydował się na szokujące kroki - na księży wyświęcał najpierw żonatych mężczyzn a potem zdecydował się iść o krok dalej i na księdza wyświęcił kobietę.

Przyznam, że jestem pod ogromnym wrażeniem tej pracy. Tomasz Maćkowiak z ogromnym wyczuciem, taktem i bez szukania taniej sensacji pisze o trudnej historii kościoła w Czechach. Buduje szeroki kontekst by jak najlepiej zrozumieć co stało za decyzją biskupa Davidka by na księdza wyświęcić Ludmiłę Javorową. O samej Javorovej niewiele wiadomo i paradoksalnie nie ona jest bohaterką reportażu. Ważny jest Davidek i cały kościół czeski, który przeszedł ogromną transformację. Trwając w konspiracji, cofnął się do czasów pierwszych chrześcijan, oderwał się od instrumentalnego, powierzchownego przeżywania liturgii, stając się wspólnotą ludzi wierzących i poszukujących. Rozwijał się dialog, wnikliwe spojrzenie na Pismo święte ale także zupełnie zmieniła się jego struktura. Księża żyli i pracowali pomiędzy i z ludźmi, na co dzień mając takie same zawody, obowiązki jak każdy inny obywatel. Zniknęła hierarchia rozdzielająca kapłana i wiernych. Na tym fundamencie zrodził się pomysł aby zapewnić dostęp do Eucharystii wszystkim wiernym, trzeba wyświęcać nowych księży. Myśl o żonatych mężczyznach chociaż szokująca była doskonale podbudowana teologicznie i została zaakceptowana przez Watykan. Zupełnie inaczej było z wyświęcaniem kobiet, chociaż przyświecały temu te same przesłanki.

,,Byłam katolickim księdzem" to reportaż o ludziach i Kościele. Kościele pięknym, prawdziwie wierzącym i prawdziwie poszukującym. Pokazuje taki obraz, który z polskiej perspektywy, mocno instytucjonalnej, jest niewyobrażalny. Po odebraniu przez komunistów prawie wszystkiego zostało w Czechach to co najważniejsze - czysta wiara. Polecam gorąco!
 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak! 

 

 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  38,5 m - 1,6 cm = 36,9 cm.    

niedziela, 20 lutego 2022

,,On" Zośka Papużanka

 

,,On" to książka dziwna, niepokojąca, niewygodna ale bliska. Opowiada o świecie tuż obok, o epoce, która minęła zaledwie chwilę.

Kraków, prawdopodobnie Nowa Huta,  lata 80-te i wczesne 90-te. Rodzi się Śpik. Chłopiec nieprzystosowany, inny, oderwany od szarej rzeczywistości, wręcz w niej się rozpływający i przez nią się prześlizgujący. Nie jest bystry, inteligentny, przebojowy. Nie rozumie do dookoła niego się dzieje. Szkolne, klasowe popychadło, wieczny kozioł ofiarny, ktoś kogo większość za wszelką cenę stara się unikać. Taki jest i taki musi funkcjonować w zmieniającej się rzeczywistości.

,,On" to nie tylko opowieść o niedostosowaniu i wyalienowaniu. To także opowieść o samotności i niezrozumieniu. Śpik nie jest bohaterem, którego się lubi, którym się inspiruje. On jest wyrzutem sumienia. Bolesną świadomością, że obok są ludzie, których z premedytacją ignorujemy, wypieramy ich ze swojej świadomości, nie pozwalamy aby weszli w naszą codzienność. Oni jednak cały czas są obok.

Ale ,,On" to każde trochę smutna, trochę nostalgiczna podróż w czasie do lat 80-tych i 90-tych. Na karku znowu czuć oddech szkoły tamtego okresu. Surowość nauczycieli, ich wymagania ale przede wszystkim wewnętrzne międzyuczniowskie podziały i na stałe przypisane role. Ktoś musi być przywódcą, klasowym błaznem, kujonem, klasową pięknością. W tej przypadkowej grupie każdy dostał raz na zawsze swoje miejsce, z którego nie ma ucieczki. Każdy działa w ramach, w których został umieszczony. Śpik jest na końcu tego łańcucha, podąża za innymi, ponosi za nich ofiary, jest wykorzystywany. Właśnie z jego perspektywy najlepiej widać jak bezwzględne i okrutne są to podziały.

Powieści Zośki Papużanki nie da się przeczytać lekko i szybko o niej zapomnieć. Jest bolesna, burzy spokój, wywołuje niechciane uczucie dyskomfortu. Ale paradoksalnie przez to też uwrażliwia, uczy empatii, otwiera oczy na tych, których już perfekcyjnie nauczyliśmy się ignorować. Jest powieściowym wyrzutem sumienia i nawet jeśli nie czujemy sympatii to bohaterów, to nie umiemy wobec nich przejść obojętnie. 

  p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  138,8  cm - 2,3  cm =  136,5 cm.

sobota, 4 grudnia 2021

,,Polowanie na wiedżmy" Kristen J. Sollee

Tytuł oryginału: Witch Hunt: A Traveler’s Guide to the Power and Persecution of the Witch

Wiedźma to słowo, które raczej ma negatywne skojarzenie. Jako pierwsza nasuwa się stara, złośliwa, zgarbiona starucha, z całą pewnością parająca się jakąś odmianą magii, zielarstwa i raczej nie działająca na korzyść ludzkości.  Stereotyp ten jest mocno zakorzeniony i nieodłącznie związany z historią zarówno ludzkości, społeczeństw, religii czy polityki. Śladem wiedźm wyrusza autorka, Kristen Sollee. Jednak ona znacznie rozszerza to pojęcie. Dla niej wiedźmą jest każda kobieta wykraczająca poza narzucone przez społeczeństwo role i ograniczenia. To kobieta silna, zdecydowana, interesująca się wiedzą, samoświadoma, odważna w głoszeniu poglądów, nie pasująca do świata, w którym przyszło jej żyć. Gdy tak spojrzymy na wiedźmę zobaczymy ich zaskakująco wiele a wiele wywarło trwały ślad.

Autorka przemierza Europę i Stany Zjednoczone właśnie w poszukiwaniu wyjątkowych kobiet. Zaczyna od Włoch - idzie śladami zielarek, jasnowidzących, uzdrowicielek, które okrzyknięto wiedźmami przez wzgląd na wykonywane zajęcia. Ale także inne kraje nie są od nich wolne. Kobiety wyzwolone, nie pasujące zawsze były prześladowane, gnębione a w najtragiczniejszym okresie także skazywane na śmierć. Od Włoch, przez Francję, Niemcy, wyspy Brytyjskie po Stany. Wszędzie oznaki inteligencji, samodzielności traktowano jako konszachty z ciemnymi siłami i przeprowadzano procesy nad czarownicami. Przywołane są tutaj te najgłośniejsze, które zapisały się na trwałe jak Salem, proces Joanny d'Arc, procesy z okolic góry Brocken.

,,Polowanie na wiedźmy" to mocna opowieść z pogranicza feminizmu i ezoteryki. Autorka sama deklaruje się jako wiedźma i często wtrąca odniesienia do magii. Jest to wątek, na który spokojnie można przymknąć oko jeśli nie wierzy się w te obszary. Natomiast dużo poważniejsze i bardziej uwypuklone jest spojrzenie na wieki historii kobiet. Wieki prześladowań, poniżenia, cierpienia wszystkich tych, które nie pasowały do przyjętego krajobrazu. Za biedne by się bronić, za inteligentne by pozwolić im spokojnie żyć. Pozbawione możliwości samodecydowania. Skazane na życie w obawie, że najbardziej absurdalna plotka może pozbawić je wszystkiego włącznie z życiem. To obraz tragedii i cierpień, skumulowany i zaprezentowany jako jedna całość. Przerażające i poruszające.

 p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  8,2 cm - 2,1 cm = 6,1  cm.     

 

środa, 15 września 2021

,,Dzieci Getta. Ostatni świadkowie zagłady" Magda Łucyan


Takie książki jak ta ciężko się ocenia. Bo co tutaj napisać? Fascynująca? Wciągająca? Trochę nie wypada. Prawdziwa? Autentyczna? To jednak nie oddaje wszystkiego. Czy zwracać uwagę na styl, formę? Nie, tutaj najważniejsze jest przesłanie i pamięć. A wszystko inne schodzi na drugi plan.

Magda Łucyan przeprowadziła pięć poruszających rozmów z ludźmi, którzy jako dzieci doświadczyli prawdziwego piekła. Z dnia na dzień zostali ograbieni ze wszystkiego i zamknięci w getcie. Skazani na cierpienie, niewyobrażalny głód, choroby, zimno. Wszystko to miało jeden cel - wymordowanie. Oni jednak jakimś cudem przeżyli. Wiele lat zajęło im uporanie się z traumą i dotarcie do punktu, w którym mówią i opowiadają o tym czego doświadczyli. Mówią by to co wydarzyło się w trakcie II wojny światowej nigdy nie zostało zapomniane i nigdy więcej się nie powtórzyło.

Gdy zaczynałam czytać wydawało mi się, że wiem czego mogę się spodziewać. Mam całkiem niezły ogląd na temat II wojny światowej i zdaję sobie sprawę z tego co wtedy działo się na świecie i jak niewyobrażalne, bestialskie rzeczy wtedy się rozgrywały. Jednak cała moja wiedza nie przygotowała mnie na to co znalazłam w tej książce. Magda Łucyan nie koncentruje się tylko na doświadczeniach z getta. Ona pokazuje szerszy obraz. Zderza spokojny świat sprzed wojny z piekłem getta. Jej bohaterowie to zwyczajny ludzie, jedni pochodzili z trochę biedniejszych rodzin, inni byli całkiem nieźle sytuowani. Żyli podobnie do nas. I nagle, z dnia na dzień, wszystko im odebrano a ich samych pozbawiono nawet statusu człowieka. Te opowieści bolą gdy się je czyta, szczególnie gdy patrzy się na świat oczami dzieci, jakimi wtedy byli bohaterowie. Zostali okradzeni nie tylko z dóbr materialnych ale przede wszystkim z dziecęcej niewinności i radości. Odebrano im możliwość dorastania i uczenia się. Wystawiono na niewyobrażalne okrucieństwo, paraliżujący strach, zamknięto i zmuszono do ukrywania się. Zamordowano ich najbliższych. I to wszystko działo się tutaj w centrum Europy, nawet nie 100 lat temu.

Podziwiam odwagę i siłę rozmówców. Zdecydowali się mówić głośno o tym co ich spotkało, aby nie pozwolić na zapomnienie. Ich przesłaniem jest pamięć i niedopuszczenie do tego aby takie zło ponownie kiedykolwiek się wydarzyło. Skoro oni mówią my powinniśmy słuchać i realizować ich przesłanie. Warto, bo ,,holokaust nie spadł z nieba" on rodził się powoli obok, a skoro pojawił się raz, może znowu wrócić. Dlatego trzeba być czujnym i pamiętać aby cierpienie milionów nie poszło na marne. Polecam gorąco!

czwartek, 6 maja 2021

,,Dwie samotności. Dialog mistrzów" Gabriel Garcia Marquez, Mario Vargas Llosa

 
 Tytuł oryginału: Dos soledades: Un diálogo sobre la novela en América Latina
 
Gabriel Garcia Marquez i Mario Vargas Llosa, dwaj wybitni iberoamerykańscy pisarze. Prawdziwy firmament literacki Ameryki Południowej. Przyznam, że zaskoczyły mnie oba nazwiska na okładce jednej książki bo nie jest tajemnicą, że autorów łączyła krótka przyjaźń, która zakończyła się w tajemniczych, kontrowersyjnych i dość sensacyjnych okolicznościach. Zerwali wszelkie relacje i nigdy się nie pogodzili. Ale zanim do tego doszło, w 1967 roku odbyło się niezwykłe spotkanie-wywiad W Krajowej Wyższej Szkole Inżynierii w Limie.
 
To wydarzenie przeszło do legendy i zapisało się na trwale w dziejach literatury iberoamerykańskiej. Garcia Marquez wydał chwilę wcześniej ,,Sto lat samotności", powieść przyjętą z zachwytem na całym świecie. Vargas Llosa był świeżym laureatem ważnej nagrody literackiej. Obaj, trochę ponad trzydziestoletni, tworzący nową jakość w literaturze. Vargas Llosa przyjął rolę moderatora spotkania, Garcia Marquez odpowiadał na pytania. Z ich rozmowy wyłania się niesamowity obraz literatury, pisarza ale także całego kontynenty latynoamerykańskiego. Pozornie rozmowa toczy się wokół genezy powieści ,,Sto lat samotności" ale wnika znacznie głębiej. Dopiero definiuje się pojęcie realizmu magicznego.  
 
Ten wywiad jest doskonałym dopełnieniem i podsumowaniem wszystkiego co charakterystyczne dla powieści wywodzącej z Ameryki Południowej, nie tylko okresu boomu, który także jest omawiany przez obu literatów. Rozmowa pokazuje jak bardzo magia przenika rzeczywistość, to co niemożliwe jest realne, pod warunkiem, że spojrzy się na to z odpowiedniej perspektywy. Czytelnik, szczególnie europejski, przyzwyczajony jest do dosłowności, konkretu. W przypadku realizmu magicznego rodem z Ameryki Łacińskiej nie da się tego przełożyć jeden do jeden. Dopiero rozmowa obu pisarzy odsłania bogactwo zagadnienia. Pokazuje rolę pisarza ale także wysnuwa wniosek, że wszyscy pisarze okresu boomu m.in. Fuentes, Borges, Cortazar, Garcia Marquez czy Vargas Llosa tworzą jedną wielką, wzajemnie powiązaną powieść ukazującą specyfikę kontynentu, jego mentalność, wierzenia, spojrzenie, jak i problemy jakie go targają.

Książka ma podtytuł ,,Dialog mistrzów" i dokładnie tak jest, bo chociaż minęło ponad pół wieku od pamiętnej rozmowy, niewiele straciła ona na aktualności. Nadal idealnie uwypukla wszystko to co charakterystyczne dla Latynosów. Daje także niezwykłe spojrzenie wewnątrz ich mentalności oraz pozwala zrozumieć to co pojawia się w literaturze. To nie tylko definiowanie i szukanie genezy powieści Garcii Marqueza, ale także wskazówka jak interpretować innych, choćby młodszą i publikującą już po boomie Isabel Allende. Ta rozmowa, to soczewka skupiająca wszystko to co najistotniejsze, bliskie człowieczeństwu, o którym opowiada się w bardzo niezwykły, magiczny sposób. Rozmowa Garcii Marqueza i Vargasa Llosy jest kierunkowskazem a zarazem podsumowaniem. W relacjach świadków można znaleźć, że łączą się w niej także dwa przeciwstawne temperamenty - spokojny, zdystansowany Llosa i dynamiczny, żywiołowy Marquez. Mi trudno to ocenić na podstawie pisemnej relacji ale gdybym miała tę możliwość to chciałabym posłuchać zapisu audio. To prawdopodobnie jest wisienka na torcie, dodająca dodatkowego smaczku samej i tak bardzo bogatej rozmowie.

,,Dwie samotności. Dialog mistrzów" to rozmowa do której można wracać i odkrywać w niej cały czas coś nowego. Pełna niuansów, odniesień, smaczków i ukrytych znaczeń. Wiele tłumaczy. Próbuje zamknąć literaturę latynoamerykańską w pewnych ramach ale równocześnie pozwalającą by wymykała się z narzuconych ograniczeń. Pokazuje że wszystko jest możliwe, ale równocześnie ma swoje prozaiczne odniesienie. Pokazuje, że Ameryka Południowa jest pełna magii połączonej z problemami i tragediami. Ta rozmowa pokazała mi kontekst w jakim można odczytać ,, Sto lat samotności" ale i inne powieści z tego kontynentu. Przyznam, że jestem ciekawa jak teraz odebrałabym tę najsłynniejszą powieść Marqueza i chyba w najbliższym czasie sięgnę po nią ponownie by o tym się przekonać.

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwom Muza i Znak! 

 

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 114,2 cm - 1,8 cm = 112,6  cm.

 

czwartek, 15 kwietnia 2021

,,Przedmurze cywilizacji" Michael Morys-Twardowski


Z pojęciem ,,Polski jako przedmurza chrześcijaństwa, przedmurza cywilizacji" spotkał się chyba każdy w trakcie szkolnej nauki historii. Lektura sienkiewiczowskiej trylogii jeszcze bardziej rozpalała wyobraźnię i potęgowała przekonanie o wyjątkowej roli Polski w powstrzymywaniu nawał innowierców i chroniących Europę. A jak było naprawdę? Czy jest to fakt historyczny czy tylko umiejętnie podgrzewany i wyolbrzymiany polski mit?

Michael Morys-Twardowski w swojej pracy postanowił prześledzić prawie 800 lat polskiej historii i skutecznie rozprawić się z tym trochę napuszonym pojęciem. Zaczyna od początku - od czasów Mieszka i Bolesława Chrobrego. Koncentruje się na tych walkach i wydarzeniach, w których jedną ze stron byli innowiercy - poganie, muzułmanie. Bo chociaż najlepszym i najbardziej jaskrawym przykładem są walki z Turkami w XVII wieku to nie tylko z nimi przyszło wojskom polskim stoczyć bitwy. Przeciwnikami byli Litwini, Jaćwięgowie, Mongołowie, Prusowie. Spora rozbieżność, różne motywacje i jak zawsze skomplikowane relacje polityczne. Trudno powiedzieć, czy byliśmy aż tak bardzo obrońcami, murem obronnym, czy po prostu położenie geograficzne na kontynencie samo stworzyło taki a nie inny rozwój wypadków. Faktem, jest że często i intensywnie na nas napadano, grabiono, zmuszano do obrony. Obrona własna automatycznie stawała się barierą zatrzymująca napierających innowierców.

,,Przedmurze cywilizacji" to praca, w której jak w soczewce skupia się tylko jeden wybrany fragment historii. Jest to historia fascynująca, spektakularna, obfitująca w widowiskowe i rozbudzające wyobraźnię walki, pokazująca przewagę militarną i rozmach sojuszy. Ale to także historia klęsk, porażek, utraconych ziem i pomordowanych ludzi. Można patrzeć z podziwem ale i ze smutkiem i zdumieniem. Tylko czy rozdmuchany tytuł ,,Przedmurza cywilizacji" naprawdę zasługiwał na taką cenę? Polecam, bo warto zapoznać się z tym fragmentem narodowej historii i samemu spróbować odpowiedzieć na to pytanie. 

 

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 121,8 cm - 2,8 cm = 119,8  cm.

wtorek, 26 stycznia 2021

,,Oto człowiek" Adam Szustak OP


I chociaż do Wielkiego Postu jeszcze pozostało trochę czasu, to wydaje mi się, że w moim życiu to był idealny moment, na książkę taką jak ta. Nie jest to powieść, nie jest to komentarz czy reportaż. To rozważania Drogi Krzyżowej w postaci zupełnie innej, niż ta do której jesteśmy tradycyjnie przyzwyczajeni.

Ojciec Adam Szustak nie prowadzi czytelnika wzdłuż standardowych, tradycyjnych stacji, on idzie z Chrystusem tak jak przedstawia to Pismo Święte. Zaczyna od Ogrodu Oliwnego, pokazując, że ogród jest dla chrześcijan zawsze początkiem jakiejś drogi. W ogrodzie Eden zaczęło się życie, w ogrodzie Oliwnym zaczęło się zbawienie. I każdy z nas ma swój ogród, z którego trzeba wyjść aby móc iść dalej, czasem po bardzo trudnej, kamienistej, pełnej cierpienia drodze.

Ojciec Szustak potem kolejne analizuje kolejne momenty składające się na Pasję Chrystusa. Daje im formę stacji, które zmuszają do refleksji, do zastanowienia się. Doskonale umie połączyć współczesność z wiarą i Biblią. Kolejne zdarzenia pojawiające się na tej niezwykłej Drodze Krzyżowej nie są tylko symbolami i martwymi obrazami, one znajdują realne odzwierciedlenie w rzeczywistości, przekładają się na codzienność i nadają tej codzienności zupełnie nowy wymiar. Droga Krzyżowa nagle staje się bliska, obecna w życiu, każdy jej etap ma i może mieć wpływ na to jacy jesteśmy i jacy możemy być.

Przyznam, że potrzebowałam takiej chwili refleksji i duchowego wsparcia dokładnie teraz, w moim życiu. Nie wiem jak to jest ale ojciec Szustak w prostych słowach, potrafi trafić w to co gdzieś nie daje spokoju, to jest chwilowo cięższe. On pokazuje, że istnieje ktoś kto pomoże, kto jest wsparciem, kto daje nadzieję. A wtedy nawet największy strach, niepokój, problem staje jest możliwym do sprostania. Zdecydowanie jest to książka, do której warto wracać i szukać w niej siły, inspiracji. Warto z nią czasem siąść i pozwolić myślom swobodnie płynąć.

 p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 152,2 cm - 1,5  cm = 150,7  cm.

 

czwartek, 19 listopada 2020

,,Epoka hipokryzji" Kamil Janicki


,,Epokę hipokryzji" dostałam w 2015 gdy zmieniałam pracę. Paradoksalnie przeczytałam ją w końcu teraz gdy znowu jestem w trakcie zmian pracy. Taka życiowa klamra ale nie o to mi chodzi gdy przywołuję datę 2015. Ważne jest coś zupełnie innego. Rok później, w 2016 były pierwsze marsze kobiet przeciwko projektowi zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, preludium do tego co działo/dzieje się w naszych miastach w październiku i listopadzie 2020. Można się z tym zgadzać lub nie, można być za zaostrzeniem ustawy, można być przeciw ale najpierw trzeba przeczytać książkę Janickiego i uświadomić sobie jedną rzecz. Kurczę, mamy 2020 rok - wydaje nam się, że tematy związane z seksem i erotyką są czymś normalnym, że jesteśmy tacy postępowi, tacy nowocześni. Wiecie co, guzik prawda. Dokładnie to samo działo się sto lat temu. Dokładnie tak samo wyglądała rzeczywistość gdy rodziła się II Rzeczpospolita. Hipokryzja mieszała się z postępowymi hasłami.

Można tę książkę różnie oceniać, można się zachwycać, można oburzać, że bazuje na chwytliwym temacie i serwuje mnóstwo banałów ale mnie najbardziej uderzyło jak bardzo aktualna jest to książka. Dlatego podkreślałam ten rok 2015. Nie można zarzucić jej, że manipuluje faktami żeby dopasować się do nastrojów społecznych. Nie, ona pokazuje, że nadal mentalnie tkwimy w XX-leciu. Jak pozbyć się problemu aborcji - zakazać. Oficjalnie nie ma więc po problemie. Tak samo było w XX-leciu np. z gwałtem i zbrodniami seksualnymi - po prostu prawo ich zakazało, problem rozwiązany. Jest problem z prostytucją - zakazujemy. Prawa kobiet - a co to w ogóle? Edukacja seksualna, szok, planowano ją wprowadzić do szkół już w 1904 ale coś nie pykło i tak zostało do dziś. A najbardziej szokujące były dla mnie hasła jakimi się posługiwano. Wtedy wrogiem numer jeden był Żyd. To on zagrażał polskiej,katolickiej rodzinie bo gorszył sprzedając prezerwatywy, obrazki erotyczne. Ale wystarczy zmienić Żyda na geja i mamy dokładnie to samo. DOKŁADNIE!!! Znowu mamy wroga, można zwalić winę, wszyscy szczęśliwi. Tylko czy naprawdę o to chodzi? Czy naprawdę kwestie związane z seksualnością będą bagatelizowane, trywializowane, wyśmiewane, zamiatane pod dywan w imię hipokryzji i fałszywej moralnością. Trzeba sobie uświadomić jedno to nie XXI wiek wymyślił zdradę, seks, homoseksualizm, erotykę, masturbację, pornografię, prostytucję. To istniało zawsze. A od co najmniej 100 lat polska retoryka się nie zmieniła. Trwamy dokładnie w tym samym punkcie i to jest straszne. I właśnie dlatego trzeba sięgnąć po książkę Janickiego. Warto, chociaż z pewnością obudzi się w Was gniew, zażenowanie i wkurzenie, że nadal niczego się nie nauczyliśmy jako naród.

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 69,9 cm - 3,7  cm = 66,2 cm.