Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 kwietnia 2025

,,Własnymi ciałami mierzymy tę ziemię" Tsering Yangzom Lama

 


Tytuł oryginału: We Measure the Earth with Our Bodies

 ,,W obozie często słuchaliśmy opowieści o ludziach odbywających długie podróże z towarzyszeniem prostracji. Pamiętam opowieść o pielgrzymie, który przemierzył Tybet - ze wschodu na zachód - padając i powstając (...)"

,,Własnymi ciałami mierzymy tę ziemię" to poruszająca saga rodzinna, która dotyka delikatnych tematów zarówno politycznych, społecznych i obyczajowych. Dwie siostry po tragicznej śmierci rodziców muszą odnaleźć swoje miejsce na świecie. Wyrwane z rodzinnej wsi, która została zajęta okupacją przez chińskie wojska, zaczynają układać swoje życie w Obozie. To co miało być tylko czymś przejściowym, zaczyna nabierać cech stałości a jedynym elementem łączącym przeszłość z teraźniejszością, poczucie tymczasowości z tradycją przodków jest mała figurka Bezimiennego Świętego. Bezcenny artefakt stanie się mostem łączącym różne osoby i przypominającym o narodzie bez własnej ojczyzny.

Ta powieść oddaje głos narodowi, o którym zapomniano. Monumentalna opowieść a zarazem bardzo intymna. Porusza bolesne tematy ale robi to z ogromną dyskrecją i wyczuciem. To nie tylko głos, który przenosi pamięć ale także wyrzut sumienia dla zachodnich społeczeństw. Mówi o handlu bezcennymi artefaktami, które dla Zachodu są tylko kolejną ciekawostką a dla Tybetańczyków to coś co podtrzymuje ich poczucie tożsamości i przypomina, że nadal istnieją. To także obraz codzienności na wygnaniu, gdzie każde nawet najmniejsze zdarzenie ma znaczenie. Gdzie szacunek należy się zarówno zmarłym jak i żywym. To nieustanna walka by jednej osobie dać szansę kosztem innych, którzy muszą z tej szansy zrezygnować. To poczucie wspólnoty, która jest jedynym co pozostało. To tradycja, która musi istnieć oderwana od swojego źródła.

Chcę czytać więcej takich książek. Przenosi ona w czasie i miejscu, uczy tolerancji i uwrażliwia. Pozwala dostrzec ludzi, których już prawie nikt nie zauważa ale którzy istnieją i próbują zachować swoją tradycję i kulturę. Jest palących przypomnieniem, że istnieją narody, którym odebrano prawie wszystko, oprócz pamięci i tożsamości. Może i nie są hałaśliwi, może nie ma ich na pierwszych stronach gazet ale są i cały czas odciskają znak na ziemi, próbując przypominać o swoim istnieniu. To opowieść, która porusza duszę i pokazuje czym naprawdę jest wygnanie i jak wygląda świat na uchodźstwie. Mocna, poruszająca proza, która z pewnością pozostanie na długo w głowie. 


 Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu bo.wiem

 (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego)!

 

 

p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 127,8 cm - 3,7 cm = 124,1 cm.    

poniedziałek, 23 grudnia 2024

..Mrok jest miejscem" Ariadna Castellarnau

Tytuł oryginału: La oscuridad es un lugar

Gdy weźmiemy do ręki zbiór opowiadań ,,Mrok jest miejscem" zabaczymy lekką, cieniutką książkę. Szybkie kartkowanie i wydaje się, że to będzie króciutka lektura, w sam raz na popołudnie. Jednak już pierwsze opowiadanie zburzy spokój. Historia uciekającej rodziny nie jest czymś czego się spodziewałam. Jest mroczna, niepokojąca, niszcząca ustalony porządek i pokazująca świat od tej gorszej, ciemniejszej strony. I dokładnie takie jest każde kolejne opowiadanie. To nie jest świat, który chcemy znać.

Motywem przewodnim zbiorku jest rodzina, relacja na linii rodzice i dzieci. Jednak nie ma tutaj uczuć i emocji, których się spodziewamy. Nie ma ciepła, opiekuńczości, bliskości. Jeśli jest miłość to chorobliwa, zaborcza, dysfunkcyjna. Jest miłość opętana szaleństwem lub cierpieniem. Opowiadania są króciutkie, wydają się być zaledwie szkicem jednak ujęte w nich jest tak wiele niepokoju. Idealnie trafiają w punkt, wyciągają esencję po to by pokazać to co najmroczniejsze, by odsłonić to co chowa się gdzieś w oddali.

Żadne z opowiadań nie daje jasnej odpowiedzi. Zostają przerwane zanim padnie wyjaśnienie. Dają dużo pola do własnej interpretacji, która wyzwala coś niepokojącego. Są niczym mroczna baśń, gdzie brakuje tego sztampowego ,,i żyli długo i szczęśliwie". Tu wszystko jest odwrócone, wynaturzone, złe. Brakuje poczucia bezpieczeństwa. Jest tylko mrok, który z każdym kolejnym opowiadaniem staje się coraz bardziej namacalny.

,,Mrok jest miejscem" to z pewnością zbiór opowiadań, wobec których trudno przejść obojętnie. Bardzo oszczędna forma, pozostawia dużo miejsca na własną interpretację. Jedno opowiadanie, jedna scena. Trochę bez szerszego kontekstu, sprowadzona do wyciągnięcia esencji i wywołania niepokoju. Bo brakuje fundamentalnych odpowiedzi na pytania ,,dlaczego?" i ,,co dalej?". Może to tylko koszmar, który zaraz zniknie? Baśniowy, oniryczny klimat jeszcze dodatkowo potęguje to wrażenie.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego bo.wiem!

sobota, 9 listopada 2024

,,Budząc lwy" Ayelet Gundar-Goshen

Tytuł oryginału: Waking Lions

 Neurochirurg Ejtan Grin wracał z długiego dyżuru. Ciężki dzień, nowe miejsce, samotny powrót w środku nocy. To wszystko zmieniło jego życie. Potrącił człowieka idącego poboczem, a gdy zorientował się że stan poszkodowanego jest krytyczny i nic nie może mu pomóc, a on sam jest nielegalnym imigrantem - decyduje się na uciec z miejsca wypadku. Jakież jest jego zaskoczenie, gdy następnego ranka na progu jego domu staje żona potrąconego i szantażem zmusza Ejtana do podjęcia się pomocy imigrantom.

,,Budząc lwy" to interesująca, nieoczywista opowieść. Porusza wiele tematów, które burzą przyjęty status quo. Świat to nie tylko wygodne wille izraelskiej klasy średniej, nagle zaczyna być widać obrzeża tego tego świata, które są zapełnione ludźmi nie istniejącymi. Nielegalni imigranci z Erytrei, Beduini prowadzący nielegalne interesy, całe mnóstwo osób chowających się poza oficjalnymi rejestrami. Eljat wchodzi w ten świat pod wpływem szantażu, kierowany wyrzutami sumienia, świadomy swojej winy i napędzany strachem ale potem też fascynacją i pożądaniem.

,,Budząc lwy" to powieść melancholijna, płynąca własnym nurtem ale podszyta całą gamą emocji. Jest przepełniona strachem, nienawiścią, wyobcowaniem. Niejednoznaczne moralnie zachowanie bohaterów jeszcze to tylko potęguje. Emocje się kumulują, pęcznieją a gdy dodamy jeszcze wątek kryminalny pewne jest, że musi dojść do wybuchu. Ta historia cały czas boli, jest jednym wielkim wyrzutem sumienia. Pokazuje jak jedno zdarzenie może uruchomić lawinę zdarzeń, które wpłyną na innych, zmieniając ich życie - rujnując ich życie albo wpychając je na nowe tory.

Z pewnością ogromnym atutem powieści jest jej nie-eurocentryczność. Inna rzeczywistość, inne miejsce, jednak problemy, emocje, uczucia te same. Strach, poczucie winy, zagubienie, nienawiść kipiące w bohaterach odbiera się tak samo. To tylko przypadek sprawił, że ktoś urodził się w Erytrei i jest skazany na tułaczkę i niewidzialność, a ktoś inny miał szansę na dostatnie życie bo jest przedstawicielem izraelskiej klasy średniej. To historia bolesnych kontrastów i tragicznych zetknięć obu grup, w których jedna ze stron jest zawsze bez szans. Polecam!

poniedziałek, 16 października 2023

,,Pszczoły i grom w oddali" Riku Onda

Tytuł oryginału: Mitsubachi to enrai

 Przyznam, że konkursy pianistyczne to coś co wymyka się poza mój obszar zainteresowań. Nie rozumiem ich, nie umiem docenić. Wydaje mi się, że każdy utwór jest podobny i trudno jest znaleźć mi pomiędzy nimi różnicę a już w ogóle nie mówię o tym by móc usłyszeć tam błąd. Chyba musiałby już być jakiś ewidentny. Jednak mimo moich ograniczeń zaintrygowała mnie książka ,,Pszczoły i grom w oddali". Przyciągnęła wzrokiem z półki w bibliotece i musiałam ją pożyczyć. Potem przez chwilę leżała na stoliku bo nadal targały mną obawy, czy to na pewno był właściwy wybór. Jednak gdy zaczęłam, to przepadłam bez reszty.

Kilku etapowy konkurs pianistyczny odbywający się w Japonii staje się tłem dla wyjątkowej opowieści. To tam spotyka się czwórka młodych bohaterów. Wszyscy są wyjątkowi chociaż na początku nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Akashi ma dwadzieścia osiem lat, ma małego synka i pracuje w sklepie muzycznym. Udział w konkursie jest jego ostatnią szansą na sprawdzenie siebie zanim będzie ,,za stary". Młodziutka Aya powraca do świata konkursów i pianin po kilkuletniej przerwie. Kiedyś była uznawana za genialne dziecko ale porzuciła koncertowanie po nagłej śmierci matki. Kolejnym uczestnikiem jest Masaru, Peruwiańczyk o japońskich korzeniach, który ma szansę stać się prawdziwym geniuszem fortepianu. I na koniec on, Jin Kazama młodziutki chłopak, pozornie niepasujący do tego świata ale niosący potężny przekaz za pomocą swojej muzyki. Konkurs rozłożony na kilkanaście dni wstrząśnie bohaterami, muzyka zawładnie ich życiem i zmieni je. Każdy kolejny utwór będzie dla nich krokiem w przyszłość, ku dorosłości oraz pomoże odnaleźć im zapomniane, zakurzone marzenia.

Synestezja to pojęcia określające równoczesne postrzeganie, stan gdy za pomocą jednego ze zmysłów możemy dostrzec coś przynależnego do innego. Wiem, trudne pojęcie ale ta powieść to jedna wielka synestezja. Autorka tak opisuje muzykę, która cały czas towarzyszy bohaterom, że czytelnik odbiera ją wszystkimi zmysłami. Muzyka jest dotykiem, obrazem. Otula, przenika, porywa. Nie wysłuchałam żadnego z opisanych utworów ale mam je we krwi, czuję każdym nerwem każdy dźwięk. Opisy wykonań są tak sugestywne, plastyczne, że odbieramy je przez słowa. Są jak fala, która uderza w czytelnika i pochłania go. Nie można się oderwać. Można tylko się zatracić i dać upoić fali wrażeń, które cały czas atakują zmysły. I chociaż muzyka i jej opisy zajmują większą cześć książki nie czujemy znużenia. Czujemy każdy poryw serca, każde uderzenie o klawisze, każdą rozterkę miotającą bohaterami. Właściwie ta powieść to tylko emocje.

,,Pszczoły i grom w oddali" to piękna i zaskakująca powieść. Niby banalna opowieść o dorastaniu i przyjaźni ale napisana w nieoczywisty sposób, przesycona emocjami, które są skomplikowane do tego stopnia, że tylko muzyka może je oddać. Wszystko odczuwa się bardzo osobiście, naturalnie, przenika czytelnika i przenosi go w zupełnie inny wymiar. Nie spodziewałam się takiej galopady myśli, odczuć, nastrojów. Autorka niczym wybitny maestro za pomocą słów dyryguje czytelnikiem, zapewniając mu wrażenie, których zupełnie nie oczekiwał. To prawdziwa czytelnicza uczta, cudowne pomieszanie, które oddziałuje na wszystkie zmysły i rozbudza wyobraźnię. Polecam!
 

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 36,3 cm - 3,9 cm = 32,4 cm.    



p.s. Powieść została z ekranizowana, z Andrzejem Chyrą w jednej z głównych ról. (trailer)

piątek, 17 lutego 2023

,,Anglicy. Przewodnik podglądacza" Matt Rudd

Tytuł oryginału: The English. A Field Guide

 Sztywniak, dziwak, wielbiciel herbaty i tweedowych marynarek. Ewentualnie szalony imprezowicz, którego omijamy szerokim łukiem na Rynku w Krakowie. Na hasło ,,Anglik" chyba każdy ma już wykreowany stereotypowy wizerunek, który jest jakąś szaloną mieszaniną Jasia Fasoli i króla Karola. Patrzymy na Anglików właśnie przez pryzmat monarchii, gospodarki, polityki, pracy, kultury, historii  czy wreszcie filmów, seriali i książek. Ale czy właściwie cokolwiek o nich wiemy?

Matt Rudd próbuje stworzyć portret przeciętnego Anglika w trochę inny sposób. Ucieka od utartych dróg. Ani słowem nie wspomina o Królowej, herbacie czy Imperium. Wchodzi do środka domów, zagląda do kuchni , salonu i sypialni. Rozsiada się na kanapie, po to by za chwilę wyruszyć jak wielu porannym pociągiem do pracy, żeby później móc wlec się angielskimi autostradami na wypoczynek nad morzem. Pokazuje obraz Anglika taki jak można się spodziewać pełen absurdalnego, ironicznego humoru ale wnikliwy i oddający indywidualność i specyfikę wyspiarskiego kraju. Jest zaskakująco, szokująco i absurdalnie ale paradoksalnie w tym szaleństwie jest metoda. Bo czy ktoś się spodziewał, że to w Anglii powstała książka kucharska dla dań przygotowywanych tylko w mikrofalówce albo że tam właśnie istnieją grupy doggersów (nie powiem co to bo to trzeba przeczytać :) ? Zupełnie inaczej spojrzymy na angielską fascynację sportem i na imprezy bożonarodzeniowe.

,,Anglicy. Przewodnik podglądacza" to intymny, wewnętrzny portret narodu, który pozornie wydaje się dobrze znany. Opowieść skrzy się humorem i ironią ale także zaskakuje wnikliwością. Autor nie bawi się analizę społeczną ale pokazuje to co oczywiste i typowe w zupełnie nowy sposób. Pokazuje pozytywne szaleństwo i całkiem inne oblicze Anglików. Odziera ich z ich typowej sztywności, powagi i flegmatyzmu, dodaje im energii. Stają się bardziej ludzcy, bliscy i nawet sympatyczniejsi. I chyba to był cel, zresztą chyba się udało go zrealizować, abyśmy trochę bardziej polubili Anglików. Polecam!

niedziela, 7 sierpnia 2022

,,Kobieta w fioletowej spódnicy" Natsuko Imamura

Tytuł oryginału: The Woman in the Purple Skirt

 Gdyby nie to, że ,,Kobieta w fioletowej spódnicy" jest przykładem literatury japońskiej, powiedziałabym, że jest to absurdalne ale bardzo trafne studium najbardziej stereotypowych cech Polaka, takiego ,,januszowstwa". Ale cóż, uczciwie trzeba przyznać, że pewne cechy nie są tylko zarezerwowane dla naszej nacji a są dużo bardziej uniwersalne.

Ta króciutka powieść opowiada o dwóch kobietach - tytułowej Kobiecie w Fioletowej Spódnicy oraz podglądającej ją, uważającej się za Kobietę w Żółtym Kardiganie. Początkowo ta druga obserwuje ciąg nieporadności pierwszej - brak pracy, biedę, trudności z utrzymaniem higieny. Czuje się przez to lepsza i sama przed sobą demonstruje wyższość i swoją dobroć bo niezauważona chce pomagać Kobiecie w Fioletowej Spódnicy. Z jaką chorą satysfakcją obserwuje jej ubogie życie i na jej tle czuje się lepiej. Gdy z życiu tej pierwszej zaczyna się zmieniać na lepsze - znajduje pracę, jej zaangażowanie zostaje docenione, ktoś zwraca na nią uwagę - nagle równocześnie zaczyna zmieniać się też Kobieta w Żółtym Kardiganie. Nadal wydaje się być zaciekawiona, współczująca i skoncentrowana na dobru tej pierwszej. Wszystko to jednak ocieka fałszem, dobroć okazuje się pozorna, współczucie fałszywe, i powoli na wierzch zaczyna wylewać się zazdrość. Kobieta zaczyna czuć, że traci tło, z którym może się porównywać by czuć się lepszą. Gdzieś w tle zaczynają rozgrywać się wydarzenia, które nieuchronnie muszą doprowadzić do punktu kulminacyjnego. Nadchodzi nieuchronne przesilenie i tylko jedna z kobiet może wyjść z tego cało.

,,Kobieta w fioletowej spódnicy" to pozornie bardzo prosta powieść. Jeden wątek, bohaterka i obok niej narratorka. Bardzo skąpe środki narracyjne. Ale to tylko pozory. Gdy już wejdzie się w skomplikowany świat relacji i zależności jakie rozgrywają się pomiędzy kobietami, można dostrzec całe może buzujących emocji, skrywanych pragnień i bardzo trafnych obserwacji dotyczących natury ludzkiej. Nie od razu widoczny jest fałsz, zakłamanie, fałszywa przyjaźń i dobroczynność. Wychodzą one na wierzch stopniowo, sączą się niczym jad by finalnie zatruć i zniszczyć to co dobre zaczyna się rodzić. Jest to powieść skomplikowana, która z pewnością nie do każdego trafi ale doskonale pokazuje, że nawet bardzo mocne negatywne emocje nie potrzebują spektakularnej akcji by dojść do głosu. Polecam!

czwartek, 28 października 2021

,,Ukryty geniusz" David Adam

Tytuł oryginału: The Genius Within: Smart pills, brain hacks and adventures in intelligence
 

Inteligencja to jeden z tych elementów człowieczeństwa, który nawet nie uświadamiany odgrywa ogromną rolę w społeczeństwie. Czy tego chcemy czy nie jesteśmy oceniani przez pryzmat osiągnięć za którymi w dużej mierze stoją właśnie możliwości naszego mózgu. I nie ważne czy chodzi o osiągnięcia intelektualne, sportowe, zawodowe, manualne, zachowanie społeczne. Wszędzie tam czai się mózg i sekrety jakie skrywa.

,,Ukryty geniusz" to praca wciągająca. Autor wychodząc od własnej inteligencji próbuje określić czy są metody aby w krótkim czasie maksymalnie zwiększyć jej potencjał. Eksperymentuje na sobie, równocześnie snując opowieść o mechanizmach sterujących ludzkim intelektem, o jego postrzeganiu na przestrzeni wieków, o środkach i metodach jakie stosowano by poprawić koncentrację czy też pamięć. Jest to nie tylko opowieść o sukcesach i jasnych stronach. To także przerażająca opowieść o nietolerancji, pogardzie i wyższości jaką miało zapewniać posiadanie wyższej inteligencji. Teraz, trochę pomijając to milczeniem, obserwujemy trend odwrotny. Już nie osoby o wyższym IQ budzą podziw, powoli staje się to powodem do zawstydzenia czy ukrywania inteligencji jaką się posiada.

I może samo IQ straciło na znaczeniu to nadal ludzkość walczy by zrozumieć co stoi za procesami jakie zachodzą w mózgu. Jakie środki czy metody mogą pozwolić na osiągnięcie przewagi nad przeciwnikiem o magiczne setne sekund, ułamki punktów. Nie da się tego nadal zbadać i dlatego jest to tak fascynujące, dlaczego jedne osoby posiadają słuch absolutny, potrafią przywołać z pamięci każdą datę z przyporządkowanym mu dniem tygodnia, mnożą i dzielą wielkie liczby, z łatwością uczą się kolejnych języków. Czy decyduje o tym genetyka, środowisko, wychowanie, czy może jest to zupełnie niezależny splot okoliczności i czynników? Gdybyśmy poznali odpowiedzi na te pytania, prawdopodobnie byłby to pierwszy krok w stronę programowania cech przyszłych pokoleń. Straszna i przerażająca wizja.

,,Ukryty geniusz" czyta się jak najciekawszą powieść. To ciekawe, fascynujące przejście przez to co wiemy o inteligencji i jak wiele ona znaczy. To opowieść o niezwykłych możliwościach jakie kryje w sobie umysł i poszukiwaniu sposobów by poprawić to co dała natura. Trudno się oderwać. Polecam!  


p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 23,1 cm - 2,2 cm = 20,9  cm.     

czwartek, 6 maja 2021

,,Couchsurfing w Iranie" Stephen Orth


Tytuł oryginału: Couchsurfing im Iran. Meine Reise hinter verschlossene Türen

Pierwsze skojarzenia jakie nasuwają się gdy myślimy o Iranie to pewnie Islam, kobiety ubrane w czadory i brodaci mężczyźni w turbanach. W jakimś stopniu ten obraz jest prawdziwy ale jest zaledwie maleńkim wycinkiem dużo bogatszego i bardziej skomplikowanego obrazu. 

Stephan Orth to niemiecki dziennikarz, podróżujący w 2014 przez Iran. Nie korzysta jednak z oficjalnych środków transportu i hotelowych czy hostelowych noclegów. Przyjmuje zaproszenia na nocleg od ludzi zarejestrowanych w ogólnoświatowej bazie gospodarzy dla couchsurferów. Takie rozwiązanie pozwala Orthowi zajrzeć za zasłonę i zobaczyć jak naprawdę wygląda życie w reżimowym państwie jakim jest Iran. Oficjalnie obowiązuje tam wiele zakazów ograniczających życie a kolejne reguły dorzuca panujący Islam. Nie jest to jednak przeszkoda dla ludzi ciekawych świata, chcących korzystać z życia i mających ,,nietypowe hobby". Stephan spotyka się z członkami wspólnoty BDSM (oficjanie zakazane w Iranie), ludźmi, którzy zdobywają alkohol kupując go w aptece, prawie wszyscy naginają zasady by udzielić noclegu obcokrajowcom, wielu wyznaje Islam tylko dla świętego spokoju.

Podróż Ortha przez Iran to spotkania z różnymi ale jednak nowoczesnymi i otwartymi ludźmi, przełamującymi bariery i pragnącymi by ich kraj bardziej otworzył się na świat. Te spotkania pokazują wszystko to, co normalnie szczelnie zamknięte jest za drzwiami domów i ramach najbliższej rodziny czy grupy znajomych. Wyłania się z tego obraz kraju fascynującego, dwuwymiarowego, gdzie to co oficjalnie miesza się z tym co prywatne, kraju pełnego sprzeczności ale posiadającego bogactwo kultury i tradycji. Nawet klimat nie jest do końca jednoznaczny - w większości suchy i piaszczysty by złagodnieć na północy.

Reportaż ,,Couchsurfing w Iranie" próbuje przełamać schematy myślowe i wyrzucić Iran z szufladki, w której ląduje gdy o nim myślimy. Chociaż przygnięciony zakazami i restrykcjami, próbuje podnosić głowę i pokazywać, że tam też żyją ludzie pełni marzeń, otwarci i przyjacielscy. Trzeba tylko wiedzieć jak do nich zagadać i bez obaw dać im szansę. Polecam!

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 114,2 cm - 2,3 cm = 110,3  cm.

 

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

,,Yūrei. Niesamowite duchy w kulturze japońskiej" Zack Davisson

 Tytuł oryginału: Yūrei: The Japanese Ghost

Japonia to miejsce magiczne, charakteryzujące się specyficznym folklorem i zupełnie odmienną od europejskiej kulturą. Już pobieżne spojrzenie na świat wierzeń Japończyków wystarczy by się przekonać, że oprócz świata ludzi istnieje także drugi, nie mniej ważny świat - świat duchów. I o ile duchy w świadomości Europejczyka to baśń, legenda, historie, które opowiada się dla wywołania dreszczyka emocji to dla mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni stały i bardzo realny element rzeczywistości.

Zack Davisson w swojej pracy podjął się próby zebrania i pokazania najbardziej charakterystycznych i najbardziej typowych przykładów duchów pojawiających się w japońskiej kulturze i folklorze. Próbuje prześledzić ich genealogię, pokazać kulturowe odniesienia oraz wskazać gdzie także obecnie można je odnaleźć - zarówno jeśli chodzi o teatr, grafikę, kino czy literaturę. Jego praca to nie tylko zbiór ciekawostek to przede wszystkim solidne i rzetelne spojrzenie na historię i kulturę Japonii na przestrzeni wieków z perspektywy duchów. Bo duchy są bardzo ważnym elementem kształtującym codzienność Japonii. Nie są ciekawostką ale spoiwem łączącym przeszłość z teraźniejszością, szarą codzienność ze światem duchowym, nadprzyrodzonym, przekraczającym ziemską egzystencję.

Davisson próbuje nakreślić szerszy kontekst w swojej pracy odnosząc się mocno do kultury i historii Japonii ale jeśli chodzi o konkretne przykłady skupia się na kilku najbardziej charakterystycznych, taki jak: duchy miłości, zazdrości czy przywiązane do miejsca lub przedmiotu. Ta książka to nie tylko teoretyczna rozprawa o duchach ale także ciekawy zbiór kilku opowieści o duchach typowych dla Japonii. Autor wybrał zaledwie kilka przykładów odpowiadających rozdziałom teoretyczny i doskonale ilustrujących to co próbuje uwypuklić.

Jedno jest pewne ,,Yurei" zabiera czytelnika w fascynujący świat duchów. Daje posmakować niesamowitego świata gdzie zacierają się granice pomiędzy tym co realne a tym co nadprzyrodzone. Ale to także kompendium, które rzetelnie i konkretnie, z dbałością o szczegóły i z szacunkiem opisuje to co jest ważne dla Japończyków. Dla każdego, kto jest zafascynowany Krajem Kwitnącej Wiśni pozycja obowiązkowa. 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 131,6 cm - 1,8 cm = 129,8 cm.

wtorek, 22 stycznia 2019

,,Yōkai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej" Michael Dylan Foster

Tytuł oryginału: The Book of Yōkai: Mysterious Creatures of Japanese Folklore

Na pierwszy rzut oka folklor japoński i zapełniające go fantastyczne stwory są dla Europejczyka (czy w ogóle członka kultury zachodniej) dziwaczne, niezwykłe a nawet niepokojące. I kształt, zachowanie a nawet odbiór jest zupełnie inne od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni. A gdy jeszcze uświadomimy sobie, że folklor ten nadal żyje i się rozwija, wtedy zostajemy zmuszeni do stanięcia twarzą w twarz ze zjawiskiem pozornie niezrozumiałym.

Michael Dylan Foster postanawia w swoim kompendium przybliżyć to zagadnienie koncentrując się na niezwykłych stworach jakie zapełniają kulturę japońską. Podchodzi do tego zagadnienia z kompletnym zestawem badacza - stosuje wszelkie dostępne mu metody badawcze. Właściwie pierwsza część książki to prezentacja warsztaty, wcześniejszych badaczy, który zajmowali się tematem Yokai (japoństkich stworów), historii oraz rozwoju i odbioru zjawiska. Niesamowitym jest to, że yokai nadal żyje oraz szeroko wpływa na kulturę. Ma swoje stałe miejsce w mangach, anime, literaturze i sztuce. Nadal fascynuje i inspiruje. Jest czymś normalnym.

Druga część to prezentacja kilkudziesięciu wybranych stworów. Sam autor podkreśla, że jest to niewielki wycinek z całego nieustanie przeobrażającego się zbioru. Początkowo gdy zaczęłam czytać o poszczególnych yokai wydawały mi się niezwykłe i było dla mnie nieprawdopodobnym, że ludzkość coś takiego stworzyła i zapełniła nimi świat. Potem jednak przyszła refleksja o podobieństwie do naszych strzyg, lich, płanetników, wodników itp. Europa odsunęła swoje stwory na dalszy plan - zjawiska, które za ich pomocą sobie tłumaczono zostały wyjaśnione. W Japonii jest inaczej. Rozwój cywilizacji nie do końca wyparł kappy, oni, kitsune. Trochę przesunął ich rolę, spychając je w kierunku legend miejskich.

Przygoda z opracowanie ,,Yokai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej" była dla mnie czymś niezwykłym. Pozwoliła mi głębiej wniknąć w niezwykły świat tego folkloru. Zrozumieć obrazy, które znałam wcześniej z mang czy anime ale i dostrzec jak w wielu miejscach kultura jest uniwersalna. Prosty, przystępny język, przejrzysta forma opracowania są dodatkową zaletą i sprawiają, że książkę się wprost połyka przemierzając świat pełen yokai. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 155,1 cm - 2,6 cm = 152,5 cm.

sobota, 24 listopada 2018

,,Pekin i Szanghaj. Dwie głowy chińskiego smoka" Adrian Geiges

Tytuł oryginału: Gebrauchsanweisung für Peking und Shanghai

Jednym z moich odkryć tego roku jest seria Mundus Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest to seria reportaży prezentująca bardziej lub mniej niezwykłe miejsca (MUNDUS MIEJSCA) lub koncentrująca się na ludziach (MUNDUS LUDZIE). Jest dla niej charakterystyczne nieoczywiste spojrzenie i prezentowanie szerszej, bardziej wnikliwej perspektywy niż to co dostarczają przewodniki turystyczne.

Tym razem zostałam przeniesiona do Chin bo z perspektywy Niemca, Adriana Geigesa zobaczyć dwa najważniejsze miasta Państwa Środka: Pekin i Szanghaj. W obu mieszkał przez pewien czas, oba poznał dokładnie. Oba miasta dostarczyły mu całej gamy wrażeń. Oba także ulegają nieustannym przeobrażeniom, zmieniając się w każdej chwili. Mimo, że zewnętrzny obserwator znajdzie wiele punktów wspólnych, mieszkaniec będzie widział tylko różnice. A są to ogromne, wyraźne różnice. Życie w obu miastach kształtuje mnóstwo czynników ale o różnicach decydują kultura, mentalność, położenie oraz spełniana rola. Autor próbuje zderzyć te dwa światy i pokazać barwną mozaikę, na którą składa się historia, położenie geograficzne, kultura, ludność, polityka, jedzenia, sposób przemieszczania się po mieście a nawet to w jaki sposób oba miasta prezentowane są w kinematografii. Po kawałku wyciąga to co w jego najbardziej charakterystyczne i poprzez to konfrontuje Pekin z Szanghajem. Sam ze swojej strony nie daje odczuć, że któreś z miast jest lepsze lub gorsze od drugiego. Wręcz przeciwnie na tej podstawie buduje skomplikowany, pełen kontrastów obraz całych Chin.

,,Pekin i Szanghaj" to zaledwie wycinek, maleńki z całego skomplikowanego i nieustannie zmieniającego się obrazu Chin. Trudne tematy zostały zaledwie zasygnalizowane, bardziej skupiono się na tym co pozytywne lub odnoszące się do życia przedstawiciela chińskiej klasy średniej czy obcokrajowca. Fakt, w większości jest to zaledwie zbiór anegdot z życia Niemca w Państwie Środka ale przyznać trzeba, że tym poziomie bardzo wnikliwy i ciekawy. Geiges lekko i z pełnym zaangażowaniem opowiada wciągając czytelnika w codzienne, społeczne życie. Nie sili się na filozofowanie, mówi prosto, pokazuje co zna i czego doświadczył, przez co choć trochę można się poczuć jakby samemu się tam mieszkało.

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 5,1 cm - 1,6 cm = 3,5 cm.

niedziela, 5 sierpnia 2018

,,Los Angeles. Single, gangi i zieloni piraci" Rainer Strecker

 Tytuł oryginału: Gebrauchsanweisung für Los Angeles

Na hasło ,,Los Angeles" pierwsze skojarzenie jakie pojawia się w głowie to ogromny napis Hollywood oraz ogromny fikcyjny świat jaki tworzy przed widzem Fabryka Snów, to Gwiazdy i gwiazdeczki. Jednak Los Angeles to coś więcej niż przemysł filmowy, który definiuje ogromną część miasta i zapewnia prace wielu tysiącom ludzi. L.A. to miasto, które ma wiele obliczy a kilka postanowił przedstawić w swojej książce Rainer Strecker.

Strecker jest Niemcem, który tylko małą część swojego życia spędził w USA. Bawił tam gościnnie u znanej pisarki Cornelii Funcke, mimo to ciekawość oraz ogromna fascynacja Miastem Aniołów zmusiła go do zagłębienia w rejony, które są niedostępne dla zwykłego turysty. Przemierzył znaczną część miasta, spotykał się z różnymi ludźmi, poznawał wiele zjawisk, doświadczył różnorodności by móc stwierdzić, że choć trochę zna i rozumie ten ogromny, wielokulturowy konglomerat jakim  jest Los Angeles. A jest to miasto fascynujące, tętniące życiem, pełne sprzeczności i nieustannie się zmieniające. Trendy i zjawiska pojawiają się by zaraz zniknąć. Strecker wyłapał zaledwie kilka charakterystycznych elementów, dający znikomy posmak tego co decyduje o wyjątkowości L.A.

Zdaję sobie sprawę, że książka Streckera to zaledwie promil z tego co  określa Los Angeles. Jednak ciekawy, napisany z humorem, ironią i niekwestionowaną sympatią. Zaledwie sygnalizuje pewne zjawiska oraz wypunktowuje to z punktu widzenia autora jest warte uwagi. Jest trochę o przestrzeni miejskiej, trochę o jedzeniu, trochę o historii i ludziach, wspomina się o mentalności Angelenos i ich podejściu do kwestii duchowości czy związków. To wszystko zaledwie górna warstwa bo chyba by lepiej poznać i zrozumieć to miasto trzeba by je na własne oczy zobaczyć.

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  56,1 cm - 1,4 cm = 54,7 cm,

środa, 2 maja 2018

,,Berlin. Hipsterska stolica Europy" Jakob Hein

 Tytuł oryginału: Gebrauchanweisung für Berlin

Toż Berlin jest jak Kraków!!! Serio? Nie wierzycie mi? Już udowadniam! 
1)Krakusem nie można się stać. Albo się urodziłeś w Krakowie i tutaj wychowałeś albo nie. Co z tego, że mieszkasz tutaj milion lat, znasz każdy zakątek. Nie jesteś Krakusem! Tak samo Berlin. 
2) Nadal funkcjonuje podział na Kraków i Nową Hutę. Tydzień temu słyszałam jak gość 4 km od Rynku (odległość prawie jak na Rynku, choć już początek NH) mówił, że jedzie do Krakowa. W Berlinie podział na Wschód i Zachód to świętość. 
3)Każda dzielnica ma swój wyjątkowy charakter, że nie wspomnę o hipsterskim Kazimierz. Tak samo Berlin - autor dokładnie wyjaśnia co, gdzie i kiedy można. A w ogóle, w której części najlepiej mieszkać. 
4)Wiem, że całą Polskę denerwuje małopolskie weźże, zróbże a najbardziej chodź na pole ale w Berlinie unikają przypadków a rodzajniki losują na chybił trafił (że też tego nie wiedziałam na początku nauki niemieckiego. Nigdy bym sobie głowy nie zawracała wkuwaniem, że jest ,,ta kot" ,,to dziewczyna" ,,ten jabłko", ehhm.. tyle czasu!!!) 
5) W Krakowie normalne jest, że jesteś turystom (albo pracownikiem korpo), tak samo Berlin żyje z tego, że zwalają się tłumy żądnych wrażeń podróżników, wędrujących z przewodnikiem z jednego miejsca na drugie. 
6)Berlin ma trzy lotniska, z czego jedno nieużywane a Kraków jedno ... używane, ale to nieistotne. Ważne, że w obu miastach narzekają na wszystko i wszystko zawsze jest źle. Sami więc widzicie Kraków i Berlin są podobne.

Mam tylko nadzieję, że ktoś kiedyś gdy zdecyduje się napisać książkę o Krakowie zrobi to tak jak Jakob Hein. Zapominając o Wawelu, kościele Mariackim i Sukiennicach a pamiętając o miejscach, smakach, zapachach i ludziach. Przymknie jedno oko, potem drugie i z uśmiechem ironii nakreśli ścieżki nocnych wędrówek, dziennych powrotów, pokaże gdzie iść po pieczywo a czego unikać za wszelką cenę. Delikatnie nakreśli zalety a przez ironię wyśmieje wady. A przede wszystkim pokaże, że to wkurzające, szalone, nieustannie zmieniające miasto jest nasze i nie mamy zamiaru nikomu go oddać.

p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  97,4 cm - 1,5 cm = 95,9 cm

czwartek, 15 marca 2018

,,Skandynawski raj" Michael Booth

 Tytuł oryginału: The Almost Nearly Perfect People. Behind the Myth of the Scandinavian Utopia

Czy można za punkt wyjścia przyjąć sytuację ekonomiczno-gospodarczą i mimo to ciekawie opowiadać o jakimś państwie albo grupie państw? I to jeszcze o tych pozornie najnudniejszych, uporządkowanych, spokojnych jak kraje skandynawskie? Jeśli robi to Anglik okraszając całość szczyptą angielskiego humoru to wszystko jest możliwe.

Michael Booth mieszka od kilku lat w Danii, jego żona jest Dunką. Przy okazji z ogromną ciekawością i spostrzegawczością obserwuje nie tylko Danię ale cały region. Wnikliwie  obserwuje zmiany zachodzące w całej Skandynawii. Mimo, że widzi przewagę państw północnych nad innymi to ulega iluzji perfekcjonizmu. Zdaje sobie sprawę, że to czym zachwycają się niewtajemniczeni zewnętrzni widzowie jest tylko jedną z warstw. Bo pomimo dominacji w wielu rankingach jak ranking najszczęśliwszych ludzi (Dania a od dziś chyba Finlandia), najbogatsze państwo (Norwegia), najlepszy system edukacji (Finlandia), jeden z najszybszych rozwojów gospodarczych (Szwecja), kraje te borykają się z wieloma problemami a wiele innych zasłaniają pozornym idealizmem. Booth nie tylko wytyka mroczne sekrety, robi to jednak z humorem i taktem  również szuka przyczyn oraz dogłębnie analizuje problem. Zbiera różne głosy, próbując wyciągnąć z nich to co jest najważniejsze.

,,Skandynawski raj" to ciekawe spojrzenie na organizm państwowy z perspektywy gospodarczo-ekonomicznej miejscami uzupełniony spostrzeżeniami socjologicznymi pozwalającymi lepiej zrozumieć państwa skandynawskie: ich zapatrywania na kwestie pracy, równości klasowej, stosunek do pieniądza czy bogactwa, postrzegania zadań płci, zobowiązań wobec państwa. Każdy kto myśli lub chciałby pracować lub żyć w którymś z państw skandynawskich powinien koniecznie przeczytać tę książkę. Pomoże mu odnaleźć się w środowisku i zrozumieć mentalność Skandynawów.

p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  131,0 cm - 2,4 cm = 128,6 cm