Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 marca 2026

,,Mapa Trzech Mędrców" James Rollins

 

Tytuł oryginału: Map of Bones

Gdybym miała wskazać motyw lub miejsce jakie najczęściej ostatnio przewija się przez moje wybory książkowe, to z pewnością byłby to Watykan. Bo czy istnieje instytucja z bardziej tajemniczą historią? I właśnie przedstawiciele Watykanu zwracają się z prośbą o pomoc do świeżo utworzonej jednostki Sigma Force. Dyrektor Crowe wysyła swoich najlepszych ludzi na szaloną i niebezpieczną misję, która ciągnie się od Kolonii przez Rzym, zahacza o Aleksandrię by zakończyć... no właśnie gdzie? Agenci Sigmy muszą tropić bezwzględnych i zdolnych do wszystkiego przedstawicieli tajemniczej, istniejącej od setek lat organizacji, która chce poznać i zdobyć tajemnicę związaną z kościami mitycznych Trzech Mędrów ze Wschodu. Tu nie ma czasu na wahanie, tu trzeba działać.

,,Mapa Trzech Mędrów" to dokładnie to co lubię. Starożytna tajemnica, szalona podróż gdzie granice nie grają roli, niebezpieczeństwo czające się co krok, nieoczekiwane sojusze i ryzykowne alianse oraz technologia jutra. Mimo całego zaawansowanego sprzętu największą rolę odgrywa intelekt, spryt i niekonwencjonalne myślenie, no i bohaterowie, którzy zdecydowanie nie należą do przeciętnych. Tutaj nie sposób się nudzić albo nawet próbować zwolnić tempa. Ma być mocna akcja i taka jest, mają być zaskoczenia i są, mają być niesamowite tajemnice i są, a ich odkrywanie budzi najbardziej niesamowite teorie.

Do serii Sigma Force nie trzeba przekonywać, to po prostu trzeba czytać i przeżywać przygody na najwyższym poziomie. Polecam!

 

 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 121,6 cm - 3,9 cm = 117,7 cm

niedziela, 17 sierpnia 2025

,,Korzenie" Alex Haley

Tytuł oryginału: Roots

 Gdy słyszę hasło ,,Wielka powieść amerykańska" od razu widzę ,,Grona gniewu", ,,Na wschód od Edenu", ,,Przeminęło z wiatrem". Monumentalne, epickie powieści, przepełnione emocjami oraz opisujące bohaterów niejednoznacznych i zdeterminowanych. Wspomniane przeze mnie przykłady mają też tą wspólną cechę, że pokazują historię Stanów Zjednoczonych z perspektywy białego człowieka. A to tylko część obrazu. Zupełnie inną perspektywę ma powieść Alexa Haleya ,,Korzenie".

W małej wiosce gdzieś w Gambii, w połowie XVIII wieku rodzi się chłopiec Kunta Kinte. Rośnie, dorasta, otoczony rodziną, zdobywa kolejne umiejętności by kiedyś przejść wtajemniczenie i stać się mężczyzną. I tak też się staje. Jednak gdy ma 17 lat zostaje schwytany przez łowców niewolników i wysłany statkiem do Ameryki. Ten moment stanie się przełomem i podwaliną pod losy rodziny niewolników.

,,Korzenie" to pasjonująca, epicka opowieść, w której mieszają się całe gamy uczuć. Zaczyna się sielankowo, pokazując bogactwo kultury i tradycji plemienia Mandinka, po to by nagle przemienić się w horror odczłowieczenia. Odsłania bestialstwo białego człowieka, który traktował Afrykańczyków jak bydło odmawiając im prawa do godności i wolności. Ale to także opowieść o człowieku, który w opresyjnej rzeczywistości dbał by zachować swoją godność i pamięć o przodkach. Pomimo pozbawienia wolności, sprowadzenia do roli narzędzia oparcie powtarza, że nazywa się Kunta Kinte, przekazując tą wiedzę swojej córce.

Może w tej powieści nie ma aż tak brutalnych scen jak na przykład w ,,Północ i Południe" ale tutaj dehumanizacja Afrykańczyków jest bardziej widoczna. To cały system skoncentrowany wokół ignorowania, podporządkowania, odbierania prawa do głosu, imienia, odgórnego decydowania o życiu, śmierci, zakładaniu rodziny. Niewolnik był przedmiotem. Kolejne rodzące się dzieci w rodzinach niewolniczych stawały się dodatkowym, darmowym narzędziem. Odmawiano im inteligencji, odbierano prawo do myślenia. Panowie może i są ,,dobrzy" bo nie biją, nie maltretują ale i tak nie widzą w niewolniku człowieka.

Rzeczą, która najbardziej uderzyła mnie w trakcie czytania ,,Korzeni" była prosta, liniowa struktura powieści. Po porwaniu Kunta Kinte obserwujemy już tylko jego tragiczne losy, nie dowiemy się co działo się w wiosce, jak go opłakiwano, co stało się z rodziną. Linia życia zostaje przerwana, rodzina rozbita i zatracono ciągłość. I tak jest za każdym razem. To także podkreśla okrucieństwo jakiego dopuszczano się wobec czarnych Amerykanów. Bez wahania ich sprzedawano, niszcząc więzi, ograbiając z rodziny, poczucia przynależności czy bezpieczeństwa. Gdy tracono kogoś z oczu, tracono go na zawsze. Znikała jakakolwiek szansa by dowiedzieć się co było dalej. Znikała nadzieja. Potomkowie Kunta Kinte mieli jednak w sobie dużo determinacji, szczęścia, zaszczepionej przez protoplastę godności, dzięki czemu zbudowali coś większego, coś mocniejszego - wytworzyli świadomość tego kim są i skąd pochodzą. Zachowani w ustnej tradycji pamięć o przodkach a poprzez to swoją tożsamość.

,,Korzenie" to powieść, którą trzeba przeczytać. Momentami zabawna, czasem nostalgiczna, ale najczęściej bolesna i realistyczna. Ma w sobie wszystko - ogrom uczuć i emocji, pełnokrwistych, mocnych bohaterów, historię Stanów Zjednoczonych ale opowiedzianą z nowej, zaskakującej perspektywy. Ma w sobie to co wzniosłe ale i najgorsze ludzkie postępki i zachowania. Pokazuję prawdziwą siłę, która może przetrwać wszystko. To poruszająca saga rodzinna, o której nie łatwo będzie zapomnieć.

 p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 47,9 cm - 5,2 cm = 42,7 cm    

piątek, 16 maja 2025

,,Noce w Rodanthe" Nicholas Sparks

 

Tytuł oryginału: Nights in Rodanthe

Mam wiele książek, które wpisują się nurt guilty pleasure ale z pewnością największym są książki Nicholasa Sparksa. Uparcie co rok, wracam do nich i czytam kolejną, wiedząc już na wstępie, jak będę reagować.

Tym razem bohaterami są Adrienne i Paul. Oboje w średnim wieku, dźwigający na swoich ramionach ciężar doświadczeń. Ona nie pogodziła się jeszcze, że mąż zostawił ją dla młodszej. On zrobił rachunek sumienia i postanowił zmienić swoje życie. Jednak zanim ruszą do przodu spotykają się na kilka dni, w trakcie huraganu w opustoszałej gospodzie tuż nad brzegiem morza. To spotkanie odciśnie na nich piętno i zmieni ich spojrzenie na świat.

Tym razem Sparks opowiada o miłości, która może zdarzyć się dokładnie wtedy gdy wydaje się, że wszystko się już skończyło. Kilka dni, parę momentów wyrwanych z życia, tak innych, że wręcz nieprawdopodobnych a jednak decydujących o wszystkim. To właśnie te kradzione chwile staną się drogowskazem i nauczą co jest najważniejsze w życiu. ,,Noce w Rodanthe" to króciutka, prosta historia, wręcz epizod. Jednak kolejny raz Sparks wycisnął z niej co się dało, serwując całą gamę emocji. Nieważne czy się chce czy nie, na koniec i tak się pociąga nosem. A pozornie nie ma tam nic oprócz tego, do czego już zostaliśmy przyzwyczajeni. Może banał, może kicz, jednak w tej historii jest coś, co porusza. A że u Sparksa nie ma co oczekiwać na prosty happy end to wiadomo, że wszystko jest możliwe. I nie zawsze prawdziwa miłość oznacza spędzenie z sobą każdej chwili aż po wieczność. 

 

p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 97,6 cm - 1,9 cm = 95,7 cm.

niedziela, 23 marca 2025

,,Pomyśl dwa razy" Harlan Coben

Tytuł oryginału: Think Twice

 Aż musiałam to sprawdzić bo nie chciało mi się wierzyć. Ale to prawda. Ostatni raz z duetem Myron Bolitar i Win Lockwood widziałam się dziesięć lat (tak, 10 lat temu w 2015). Coś nieprawdopodobnego, bo otworzyłam ,,Pomyśl dwa razy" i poczułam się jak u siebie. Znowu ten sam klimat, znowu ci sami bohaterowie  i kolejna zagadka  kryminalna, która dosyć mocno dotyka życia prywatnego Myrona.

Gdy agenci federalni pukają do drzwi biura Myrona i chcą wiedzieć gdzie jest Greg Downing, ten jest co najmniej zdziwiony. Dawny klient i odwieczny rywal Myrona nie żyje od kilku lat i z pewnością nie mógł dokonać morderstwa. Jednak to jego DNA zostało tam znalezione. Bolitar nie jest człowiekiem, który zostawi to samo sobie i pozwoli działać FBI. Zaczyna prywatne śledztwo ale pierwsze co musi ustalić to czy Greg naprawdę nie żyje. A może tylko sfingował swoją śmierć?

,,Pomyśl dwa razy" to powrót do dobrze znanego świata. Chyba największym szokiem było uświadomienie sobie, że bohaterowie to już nie zadziorni, pyskaci, nieprzewidywalni i zdolni do wszystkiego trzydziestolatkowie, w przygodach których zaczytywałam się w liceum ale panowie już w średnim wieku, w których nadal jest wiele szaleństwa ale i istnieją wokół nich ograniczenia i oni też popełniają błędy. Myron i Win to nadal dwa przeciwstawne bieguny, które doskonale się uzupełniają i najlepiej im wychodzi gdy Myron jest z przodu a Win czai się gdzieś w cieniu. Tutaj też doskonale widać jaka zmiana na przestrzeni lat zaszła w bohaterach. Dla Myrona najważniejsi nadal są ludzie i dla bliskich zrobi wszystko a krąg jego bliski jest szeroki. Chęć ich chronienia wraz z nieodpartym pragnieniem by dotrzeć do prawdy uruchomi machinę, która zapewni wiele zawirowań i parę razy zbliży czytelnika do mini zawału. Jednak trzeba pamiętać, że nadal Win jest obok i dla niego liczy się tylko jedna osoba.

,,Pomyśl dwa razy" to rewelacyjna rozrywka. Dokładnie taka jakiej oczekiwałam. Ironiczny i cyniczny humor (fakt, trochę w stylu wujków, którym wydaje się, że nadal są młodzi), pełna zaskoczeń i nieoczekiwanych zwrotów akcja, niebezpieczeństwo oraz prawie widoczny podział na dobrych i złych. Trochę mi to narobiło smaka by odświeżyć serię więc mam nadzieję, że znajdę na to czas. 

p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 133,2 cm - 2,8 cm = 130,4 cm.    

niedziela, 9 lutego 2025

,,Bogowie tanga" Carolina De Robertis

Tytuł oryginału: The Gods of Tango

 ,,Bogowie tanga" to powieść, która pulsuje emocjami. Jest zmysłowa, poruszająca, szalenie zachłanna i desperacka, tak jak i historia głównej bohaterki, Ledy. Jako młoda kobieta wyrusza w podróż do Argentyny, gdzie ma czekać na nią mąż-kuzyn. Tylko, że chłopak zginął tuż przed jej dotarciem do brzegu. Zagubiona i zdezorientowana znajduje schronienie wśród włochów zamieszkujących Buenos Aires i szybko orientuje się, że jej szanse jako kobiety, są mizerne. Zafascynowana tangiem, muzyką, którą słyszy na ulicy, decyduje się na szalony, desperacki krok. Ścina włosy, ubiera męskie ubrania i wchodzi w męski świat. Świat nocy, świat tanga, świat zmysłów.

Ta historia ma w sobie coś co przykuwa uwagę. Jest pełna emocji. To one dyktują kolejne działania Ledy-Dantego. Miłość do muzyki, strach, desperacja, odkrywanie samego siebie oraz nieustanna tymczasowość. Buenos Aires początku XX wieku to świat sprzeczności i walki. Tu niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku, dlatego życie smakuje bardziej i łapie się je pełnymi garściami. Tacy są właśnie bohaterowie - łapią szanse, nie boją się zmieniać i dostosowywać, przekraczają granice i idą dalej, ciesząc się, że przetrwali kolejną noc i grali tango. Tango stanie się wyzwoleniem, szansą na wolność i odnalezienie swojego prawdziwego ja. Tango jako coś zmysłowego i sensualnego będzie też dla głównej bohaterki drogą do poznania siebie, swojej seksualności oraz pozwoli jej zrozumieć sekrety, jakie skrywała przeszłość.

,,Bogowie tanga" to opowieść o męskim świecie ale pokazanym z nieoczywistej perspektywy. Kobieta, która nie jest kobietą. Mężczyzna, który nie jest mężczyzną. Sekrety, lawirowanie i nieustanna walka. Autorka z ogromną wrażliwością chwyta emocje i zamyka je w opowieści, która jest zachwycająca ale i niepokojąca. Pokazuje brutalny, okrutny, niebezpieczny świat ale poprzez pryzmat emocji. Czuć każde bicie serca, każdy dreszcz strachu, każdą obawę przed zdemaskowaniem, czuć znieczulenie na okrucieństwo. Na tym tle lepiej widać kradzione chwile szczęścia i wolności, tutaj dobitniej brzmi muzyka. Polecam!

poniedziałek, 25 listopada 2024

,,Walhalla" Graham Masterton

 Tytuł oryginału: The House that Jack Built
 
,,Walhalla" to mój powrót po latach do Mastertona, którego czytałam kiedyś w czasach liceum i studiów ale raczej wtedy chemii nie było i dosyć szybko go porzuciłam. Teraz skuszona nowym wydaniem postanowiłam sprawdzić, czy może coś się zmieniło.

Adwokat Craig Bellman dochodzi do siebie po brutalnym napadzie jakiego doświadczył kilka miesięcy wcześniej. Okaleczony, zraniony, pogrążony w depresji przypadkiem trafia w okolice porzuconej posiadłości zwanej ,,Walhallą". Od razu, pod wpływem niezwykłego impulsu decyduje się kupić zrujnowany budynek, co nie budzi zachwytu w jego żonie. Od pierwszej wizyty czuje ona w budynku czyjąś obecność, słyszy płacz kobiety. Jednak Craig jest zdeterminowany i nawet śmierć inspektora budowlanego nie jest w stanie go powstrzymać by zamieszkać właśnie w Walhalli.

Powieść Mastertona ma zdecydowanie klimat. Może nie straszy dosłownością czy ilością wylanej krwi ale od początku buduje napięcie wokół posiadłości. Wiemy, że coś jest z nią nie tak, obserwujemy zachodzące w bohaterach zmiany, widzimy to czego nie powinno tam być i cały czas snujemy domysły. Walhalla-budynek odrzuca ale i przyciąga i tak samo jest z Walhallą-powieścią. Pozornie prosta historia, jednak największą frajdę sprawia powolne odkrywanie jest tajemnic i zła, które czekało uśpione w zrujnowanych murach. Jest to bardzo mroczna, bardzo klimatyczna powieść grozy z motywem nawiedzonego domu ale równocześnie to opowieść o starciu słabości z siłą. Dwie przeciwstawne osobowości, które staną naprzeciw siebie i tylko jedna z nich może wyjść cało.

,,Walhalla" może nie straszy ale intryguje, elektryzuje, wciąga swoimi tajemnicami i niedopowiedzeniami. Jest też pełna scen, które zapadają w pamięć i tylko potęgują klimat. Tak, jest przewidywalna i schematyczna ale zapewnia rozrywkę na naprawdę dobrym poziomie i dlatego polecam!

sobota, 31 sierpnia 2024

,,Siostra Słońca" Lucinda Riley

Tytuł oryginału: The Sun Sister

 Początkowo bardzo opornie szło mi czytanie ,,Siostry słońca". Z jednej strony byłam ciekawa jak dalej potoczy się opowieść o siedmiu siostrach i ich tajemniczym ojcu ale jednocześnie zupełnie nie mogłam przekonać się do głównej bohaterki, Elektry. Jej postać znacznie odbiega od schematu, do którego przyzwyczailiśmy się w poprzednich tomach. Elektra jest bardziej gwałtowna, pełna sprzeczności, podchodząca do życia i innych agresywnie. To wszystko sprawia, że bardzo łatwo wpada w sidła uzależnień od narkotyków i alkoholu. W ,,Siostrze słońca"  widzimy to właśnie najgorsze jej wcielenie ale jednocześnie odsłania się jej zupełnie inna strona. Ale zanim do tego dojdzie Elektra musi odnaleźć siebie i swoją przeszłość. Jak zawsze, ma jej w tym pomóc wskazówka pozostawiona przez Pa Salta, prowadząca ją do ... jej własnej babki.

Równocześnie z historią Elektry poznajemy historię Cecily, która tuż przed wybuchem II wojny światowej trafia to Kenii. Młoda kobieta jest zagubiona, na rozdrożu swojego życia i kilka nieoczekiwanych zbiegów okoliczności sprawi, że odmieni swoje życie oraz kilku innych osób. To także poruszająca opowieść o tłumionych uczuciach i zmianach jakie zachodziły w świecie, szczególnie w przypadku osób o ciemnym kolorze skóry.

Gdy zaczynałam ,,Siostrę słońca" miałam kilka kryzysów i parę razy chciałam odłożyć książkę na półkę bo wydawało mi się, że w historii Elektry nie ma nic co mogłoby mnie do siebie przekonać. Finalnie cieszę się, że tego nie zrobiłam. Kolejny raz Lucinda Riley stworzyła trochę baśniową, pozornie naiwną i uproszczoną opowieść, które powoli odsłania swoje prawdziwe oblicze i zapewnia czytelnikowi całą gamę emocji. To kolejny raz opowieść o poszukiwaniu siebie ale tym razem dotyka także tak trudnych tematów jak uzależnienia, nierówność społeczna czy rasizm. Robi to z ogromną delikatnością i wrażliwością. Historia Elektry ma szansę  na baśniowy happy end ale przypomina, że na całym świecie jest mnóstwo osób dla których jest on poza zasięgiem.

Szkoda mi trochę, że już powoli zbliżam się do końca serii. ,,Siostra słońca" tak jak każdy poprzedni tom dostarczył mi wiele zaskoczeń i pozytywnych emocji. Ruszyłam w podróż jakiej się nie spodziewałam, zanurzyłam się w magii ale jednocześnie dotknęłam ludzkich dramatów. Zachwycałam się egzotycznym klimatem Afryki by po chwili trafić do Nowego Jorku. Ta historia ma w sobie coś i dlatego nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po kolejny tom. Polecam!

czwartek, 4 lipca 2024

,,Burza piaskowa" James Rollins

 

Tytuł oryginału: Sandstorm

Chyba kiedyś już mówiłam, że prosta ze mnie dziewczyna i lubię proste opowieści. A że ostatnio jakoś brakowało mi typowych przygodówek to postanowiłam wrócić do cyklu o drużynie Sigma Force. Kiedyś przypadkowe tomy już czytałam ale nigdy nie zaczęłam tego od początku, dlatego pomaszerowałam do biblioteki po pierwszy tom.

Akcja zaczyna się od niecodziennego wybuchu w British Museum. W trakcie burzy do jednej z sal wpada piorun kulisty, który obraca w pył cenną kolekcję sztuki pochodzącą z Półwyspu Arabskiego oraz ... aktywuje śladowy odczyn antymaterii. To drugie odkrycie budzi zainteresowanie naukowców, rządu Stanów Zjednoczonych oraz tajemniczej, niebezpiecznej organizacji. Kustoszka wystawy wraz z znanym archeologiem decyduje się wyruszyć do Omamu, skąd pochodził artefakt emitujący ślad antymaterii, wspierana przez agenta działającego z ramienia organizacji Sigma Force, Paintera Crowe'a. Nie wiedzą, że ich śladem podążają ludzie zdolni do wszystkiego by odebrać im cenne znalezisko oraz ktoś trzeci, kogo cele nie są do końca jasne. Zaczyna się przygoda pełna niebezpieczeństw, nieoczekiwanych zwrotów akcji, sięgająca czasów królowej Saby oraz skrywająca tajemnicę, mogącą zmienić koleje świata a niewłaściwie wykorzystana, może doprowadzić do zagłady, i to wszystko gdy nad pustynię nadciąga jedna z najpotężniejszych burz.

,,Burza piaskowa" jest zdecydowanie słabsza od tych części, które pamiętam ale dobrze jest popatrzeć na cały cykl od początku. Rollins miesza fakty historyczne i naukowe z totalnym szaleństwem. Jego bohaterów najprościej podsumować stwierdzeniem ,,zabili go i uciekł", bo ilość momentów gdy wydaje się, że fakty zostały przesądzone i nic nie da się zrobić a zaraz potem jak z kosmosu spada rozwiązanie, jest ogromna. Ale to taka konwencja przygodówki w stylu Indiany Jonesa (zresztą jeden z bohaterów nazywa się Omaha Dunn, czy można wyraźniej puścić oko do czytelnika). Ma być szybko, intensywnie, mnóstwo faktów naukowych, żeby uwiarygodnić i trochę zamotać czytelnika, egzotyczne miejsce, starożytna cywilizacja oraz dużo wybuchów, pościgów i finalnie dobro triumfuje nad złe. Były momenty gdy czułam się lekko znudzona bo brakowało mi czegoś co mogłoby zrównoważyć to wszystko i nadać lekkości akcji ale generalnie bawiłam się świetnie. Na początek wakacji jak znalazł. Polecam!

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 54,9 cm - 3,5  cm = 51,4 cm.

czwartek, 23 maja 2024

,,Tajemnica domu Turnerów" Kate Morton

 Tytuł oryginału: Homecoming

 Kate Morton chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Sama już któryś raz wracam do niej i jej powieści. Dlatego na początku myślałam, że autorka sama siebie duplikuje, szczególnie, że początek ,,Tajemniczego domu Turnerów" budzi bardzo mocne skojarzenia z inną jej powieścią ,,Zapomnianym ogrodem". Już prezentacja bohaterek jest podobna - ten sam schemat młoda kobieta porzucona przez matkę a wychowana przez babcię wyrusza w podróż by odkryć przeszłość. W ,,Zapomnianym ogrodzie" z Australii do Anglii, tutaj - w przeciwnym kierunku. Po początkowym deja vu jednak zaczyna się właściwa opowieść, która sięga w przeszłość, do końcówki lat 50tych gdy na brzegu strumienia zostaje znaleziona martwa prawie cała rodzina. Zaginęło tylko niemowlę. Policyjne śledztwo nie przynosi efektów i zostaje uznane za rozszerzone samobójstwo. Zaciekawiona bohaterka postanawia odkryć prawdę i dowiedzieć się co dokładnie wydarzyło się przed sześćdziesięciu laty i jaki był udział jej babki w wydarzeniach.

,,Tajemnica domu Turnerów" to przede wszystkim opowieść o kobietach. Trudno to nazwać romansem, chociaż tak był klasyfikowany, bo mężczyźni prawie się nie pojawiają. To kobiety i skomplikowane relacje między nimi odgrywają główną rolę. Autorka kreśli historię relacji rodzinnych, mocno zaburzonych przez tajemnicę sprzed lat. To ona oddzieliła pokolenia i sprawiła że córka zerwała więzi z matką. Przeszłość nawet dobrze ukryta i przemilczana cały czas oddziałuje i zatruwa, sprawia, że bohaterki mimowolnie powielają swoje schematy zachowań i nie umieją zbudować zdrowych relacji, szczególnie wewnątrz rodziny. Kate Morton to też specjalistka od budowania klimatycznych opowieść z tajemnicą w tle. I po raz kolejny jej się to udało. ,,Tajemnica ..." nie jest tak baśniowa i nastrojowa jak inne jej książki, jest bardziej realna. W znacznej mierze spowodowane jest to pudełkową konstrukcją książki - właściwie mamy tutaj dwie historie schowane jedna w drugą. Na zewnątrz poruszającą powieść obyczajową a wewnątrz niepokojącą i zawiłą historię true crime.

Powieść Morton czyta się na jednym wdechu. Po raz kolejny mamy opowieść, która powoli odsłania swoje tajemnice i dopiero dotarcie do finału spowoduje, że wszystko nabierze sensu. Wydaje mi się, że jest to też bardziej dojrzała powieść, mocno skupiająca się na relacjach babka-matka-córka. Pokazuje jak bardzo niejednoznaczne może być ludzkie zachowanie i trudno określić gdzie przebiega granica pomiędzy dobrem i złem. To opowieść pozbawiona czarnego charakteru, raczej pokazująca, że wszystko zależy od okoliczności, a wtedy nawet najlepsza osoba skłonna jest do zrobienia czegoś co odciśnie się piętnem na kolejnych pokoleniach. ,,Tajemnicę domu Turnerów" świetnie się czyta. Polecam! 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 83,4 cm - 3,5  cm = 79,9 cm. 

sobota, 9 marca 2024

,,I wciąż ją kocham" Nicholas Sparks

Tytuł oryginału: Dear John

 Dzisiaj sobie uświadomiłam, że Nicholas Sparks to autor, którego czytam z zaskakującą regularnością. Dokładnie jedna książka rocznie. Właściwie nie wiem, co mnie do niego ciągnie bo zazwyczaj przed rozpoczęciem lektury wiem, że będzie romantycznie, ckliwie i będę się zastanawiać, czemu ja po raz kolejny daję się na to nabrać. Szczególnie, że najczęściej spotykamy się z podobnymi motywami. A gdy jeszcze dawno, dawno temu widziałam ekranizację to jestem prawie pewna, że nic nie jest mnie w stanie zaskoczyć.

Początkowo ,,I wciąż ją kocham" to banalna historia. Właściwie pierwsze pół książki to opowieść o spotkaniu i zakochaniu się w sobie dwójki zupełnie zwyczajnych młodych ludzi. John, wrócił do domu na przepustkę, Savannah przyjechała do miasteczka aby budować domy dla ubogich. Jedna chwila, jedno małe zrządzenie losu i losy tych dwojga się przetną. I nie jest to opowieść o pokonywaniu przeciwności losu - to słodka, urocza, zwyczajna historia dwójki zakochanych. Jednak urlop dobiega końca, John wraca do jednostki a Savannah na uczelnię. I wtedy zaczyna się ta trudniejsza część historii. Związek na odległość nigdy nie jest łatwy, szczególnie że okoliczności tego też nie ułatwiają.

,,I wciąż ją kocham" to opowieść pozbawiona ładunku emocjonalnego, który znamy na przykład z ,,Pamiętnika" czy ,,Dla Ciebie wszystko". Jest bardzo zwyczajna i chyba dlatego bardzo bliska. Tutaj nie ma wielkich tragedii (chociaż przeciwności losu i dramaty są obecne) raczej kolejny raz Sparks pokazuje, że życie nie toczy się tak jakbyśmy chcieli to zaplanować w wieku dwudziestu lat. Przykład bohaterów pokazuje, że czasem wielka miłość nie wystarczy bo trzeba brać pod uwagę także innych ludzi oraz okoliczności. Trzeba wybierać i coś poświęcić, kogoś zranić. To też opowieść, że można kochać na wiele sposobów i nie zawsze nasze uczucia są najważniejsze. Ta powieść może tak nie wzrusza, nie oddziałuje na emocje ale z pewnością uspokaja, przywraca nadzieję i zapewnia zastrzyk optymizmu. To po prostu dobra, zwyczajna historia pokazująca jak nieoczywistymi drogami biegnie prawdziwa miłość.

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 129,2 cm - 2,7 cm = 126,5 cm. 

 

wtorek, 30 stycznia 2024

,,Wichry Camino" John Grisham

Tytuł oryginału: Camino Winds

 Po kilkuletniej przerwie wracam na wyspę Camino i do księgarni Bay Books w, najbardziej dramatycznym z możliwych, momencie. Zamiast wyczekiwanego spotkania autorskiego nad wyspę nadciąga huragan i stanie się on idealną przykrywką dla zbrodni (prawie) doskonałej. W trakcie szalejącego żywiołu ginie jeden z rezydujących na wyspie pisarzy. Coś co ma wyglądać jak wypadek budzi wątpliwość najpierw dorabiającego w księgarni studenta a następnie dobrze nam znanego Bruce'a Cable'a. Zdając sobie sprawę, że po szaleństwie jakie nawiedziło wyspę, służby będą mało skuteczne, sami zaczynają prywatne śledztwo, które poprowadzi ich w nieoczekiwanym kierunku, a tropem będzie ...oczywiście ...książka.

,,Wichry Camino" to trochę inne oblicze Johna Grishama ale paradoksalnie, mam wrażenie, że bardzo spójne, z jego całą twórczością. Właściwie można nakreślić granicę podziału i pokazać dwa zupełnie odmienne oblicza całej opowieści. Pierwsza połowa to trochę zabawa, parodia kryminału i powieści detektywistycznej. Trzech domorosłych śledczych - pisarz, księgarz i student, próbują rozwikłać zagadkę śmierci czwartego. Obok nich niespecjalnie ogarnięci policjanci i cała ferajna barwnych mieszkańców Camino, na tle żywiołu. Nie sposób się nie uśmiechnąć i nie traktować tego z przymrużeniem oka. Potem jednak zaczyna robić się poważniej i wtedy zaczyna dochodzić go głosu Grisham - celny obserwator społeczny. Po raz kolejny na tapecie znajdują się kontrowersyjne tematy społeczne, aktualne z perspektywy mieszkańca Stanów Zjednoczonych, ubrane jednak w sensacyjny i trochę przerysowany kostium. Akcja nabiera tempa, jest bardziej sensacyjna, niebezpieczna i nieoczywista. Budzi niepokój i próbuje pokazać co tkwi wewnątrz wielkiej korporacyjnej maszynerii. Czy jednostka może podjąć skuteczną walkę?

,,Wichry Camino" to nie jest thriller prawniczy jakiego spodziewalibyśmy się po Grishamie. Jest pewną kompilacją wątków i stylów ubraną w lżejszą, bardziej rozrywkową formę. Niejednoznaczni bohaterowie, nieprzewidywalne zachowania ale nadal walka z systemem i wciągająca fabuła. Grisham z ironią i sarkazmem komentuje rzeczywistość ale nadal jest bardzo celny w swoich opiniach. Niby trochę puszcza oko do czytelnika ale mimo to doskonale oddaje ważne problemy społeczne i opisuje przekręty jakich można się dopuścić by szybko zarobić kosztem najsłabszych. Ubrane w lekką rozrywkę są poważne dylematy moralne, które dają do myślenia. I chyba za to właśnie najbardziej lubię Grishama bo nie musi silić się na moralizatorstwo, może przymknąć oko a i tak będzie ciekawie. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 155,9 cm - 2,7 cm = 153,2 cm.    

 

piątek, 24 listopada 2023

,,Siostra Księżyca" Lucinda Riley

 

Tytuł oryginału: The Moon Sister

Z ogromną przyjemnością po raz kolejny przenoszą się w świat Siedmiu Sióstr. Piąty tom to opowieść o Tiggy, najbardziej uduchowionej z sióstr. Dziewczyna od zawsze miała bliższy kontakt z naturą i swoim wnętrzem. Jej przeczucia i intuicja często z wyprzedzeniem informowała ją o tym co się może wydarzyć. Jednak śmierć Pa Salta była zaskoczeniem i trochę zaburzyła jej świat. Tak jak wcześniej jej siostry, ona także czuje się zagubiona i nie wie co powinna dalej robić. Na razie przyjmuję ofertę pracy w Szkocji. Tam ma doglądać hodowli szkockich kotów w posiadłości zubożałego szlachcica. Tam też spotyka sędziwego Roma, Chilly'ego. To pod jego wpływem decyduje się odkryć prawdę o sobie i swojej przeszłości. Tym bardziej, że w jej liście Pa Salt zostawił bardziej szczegółowe informacje, gdzie powinna szukać rodziny.
Pod wpływem nieoczekiwanych wydarzeń w posiadłości oraz impulsu, dziewczyna udaje się do Grenady by tam poznać niesamowitą historię swojej babci Lucii Albacyin - wybitnej romskiej tancerki flamenco.

Dla wiernych czytelników serii ,,Siostra Księżyca" nie jest zaskoczeniem. Powiela schematy, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Znów obserwujemy dwie historie, na dwóch różnych planach czasowych, które wzajemnie się przenikają i uzupełniają. Obie są pasjonujące i porywające. Jeden odkrywa fascynujący świat hiszpańskich romów z początku XX wieku. To pełna pasji opowieść o miłości do tańca, pokonywaniu przeszkód i stereotypów. Lucia przekroczyła granice jakie narzucał jej świat, by stać się kimś wyjątkowym. Dla tańca była w stanie znieść wszystko i pokonać wiele przeciwności. Ale nie tylko ona jest tutaj bohaterką, także jej matka Maria, która była w prawdzie typową romską żoną, która musiała znieść biedę,upokorzenie, śmierć bliskich i wojnę ale zawsze odnajdywała w sobie siłę do działania a po drodze łapała namiastki szczęścia. Tiggy jako spadkobierczyni tak silnych i wyjątkowych kobiet, musi znaleźć także w sobie tę siłę i odszukać własną drogę. Jej empatia, zrozumienie dla ludzi i zwierząt, bliski kontakt z naturą oraz wrażliwość, będą czynnikami, które otworzą ją na jej romską spuściznę i pomogą wybrać odpowiednią ścieżkę na przyszłość.

,,Siostra Księżyca" tak jak każdy poprzedni tom ma swój rytm, swoją nastrojowość, swój własny głos. Ale w pewien sposób wszystkie łączą się w spójną całość. Finał serii zaczyna być powoli odczuwalny, dlatego coraz wyraźniejsze stają się pytania, które przewijają się od początku. Kim właściwie był Pa Salt? Jakie tajemnice skrywał? Czy na prawdę odszedł? Jeszcze tego nie wiem. Jestem ogromnie ciekawa i z pewnością wrócę do serii by dowiedzieć się więcej. Polecam!

środa, 30 sierpnia 2023

,,Mów mi Win" Harlan Coben

Tytuł oryginału: Win

 Win, czyli Windsor Horne Lockwood III, to jedna z wielu postaci literackich, które uwielbiałam. Tajemniczy milioner, przyjaciel Myrona Bolitara, ma specyficzne poczucie humoru i pojawia się zawsze tam gdzie są kłopoty. Wiecznie w cieniu, do konca nie wiadomo czy jest dobry czy zły. Człowiek-zagadka. Harlan Coben w swoich powieściach z cyklu o skłonnym do pakowania się we wszelkie tarapaty Myronie, doskonale rozgrywał postać Wina. Budził on ciekawość i zainteresowania poprzez to czego czytelnik nie wiedział. Teraz gdy seria dobiegła do swojego naturalnego końca czas by oddać głos Winowi. Tylko czy to naprawdę dobry pomysł?

W apartamentowcu zostają znalezione zwłoki tajemniczego mężczyzny. Mimo, że mieszkał tam od wielu lat, nikt go nie znał. Zawsze wychodził w środku nocy a samo mieszkanie przemienił w swoisty magazyn zbieracza. Jest tam tam mnóstwo śmieci ale policja znajduje także dwa przedmioty, które jednoznacznie łączą się z Winem Lockwoodem i jego rodziną. Zaginęły przed laty w tragicznych, niejasnych okolicznościach. Teraz znowu się pojawiły i otwarły drzwi do sekretów, które na zawsze powinny pozostać w ukryciu. Win zaczyna drążyć aby dotrzeć do prawdy i dowiedzieć się co łączy jego rodzinę z zamachem terrorystycznym sprzed ponad 40 lat.

,,Mów mi Win" to z jednej strony cudowna niespodzianka dla fanów serii o Myronie, a przede wszystkim Wina, jak również spore rozczarowanie. Bo Win był idealny jako partner stojący w cieniu, trochę szalony psychopata, hedonista  korzystający z życia garściami, przeciwwaga dla rozsądnego i bardzo zwyczajnego Myrona. Wtedy się uzupełniali, byli tandemem skrzącym się humorem ale i partnerami zwalczającymi zło i przeciwności losu. Siła Wina tkwiła w niedopowiedzeniach, i tym co sobie wyobrażamy. Gdy to on został bohaterem pierwszoplanowym nagle opadł. Niby nadal jest sobą. Nadal jest inteligentnym, bezwzględnym, wyrachowanym facetem, który wymierza sprawiedliwość po swojemu ale brakuje tej tajemniczości i enigmatyczności. Jest zbyt dosłowny a przez to traci swoje najlepsze atuty.

Poznajmy również pełną zawirowań, tragedii i tajemnic historię jego rodziny. Pewne jest, że jak każda bogata, stara rodzina tutaj także poupychane są trupy po szafach i tylko czekają żeby wypaść. A Win jak to on, wygrzebie je, oglądnie a potem ... zakopie jeszcze głębiej przy okazji skopiąc kilka tyłków i zaliczając kilka kobiet.

,,Mów mi Win" to rozrywka na jaką od dawna czekałam. Pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji, rodzinnych sekretów, bandziorów i niebezpieczeństw. Każda postać ma swoje własne interesy, chce ugrać jak najwięcej równocześnie ukrywając własne brudy, a pośrodku tego jest on - król życia, sławny Win. Jedynie żałuję, że aby to wszystko mogło się zdarzyć to trzeba Wina wyciągnąć z cienia i postawić w centrum akcji a to zabiera mu mroczną aurę tajemniczości i niebezpieczeństwa, którymi zawsze się otaczał.  

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 54,8 cm - 3,1 cm = 51,7 cm.    

czwartek, 29 czerwca 2023

,,Na zakręcie" Nicholas Sparks

 

Tytuł oryginału: A bend in the road

Nicholas Sparks nie raz pokazał, że miłość i inne uczucia może pojawić się nieoczekiwanie i zupełnie zmienić życie człowieka. Nie ma jednej prostej drogi do szczęścia, a gdy już wydaje się, że upragniony cel został osiągnięty, nagle wychodzi na jaw coś co wywraca wszystko do góry nogami. Tym razem właśnie taką opowieść serwuje nam ,,król romantycznych opowieści".

Miles i Sarah to dwoje doświadczonych ludzi. On przed dwoma laty stracił żonę w wypadku, którego okoliczności do dziś nie udało się wyjaśnić. Ona przeszła bolesny rozwód po tym jak mąż porzucił ją z dnia na dzień po tym gdy dowiedział się, że nie może urodzić dziecka. Tych dwoje ludzi spotyka się, aby początkowo pomóc synkowi Milesa ale szybko okazuje się, że zaczyna rodzić się między nimi coś więcej. Ostrożnie podchodzą do siebie, stopniowo przełamują lody aby potem rzucić się na łeb na szyję. Tylko że w najbardziej delikatnym momencie kształtowania się ich związku wychodzi na jaw tajemnica, która może zniszczyć życie kilku osobom.

,,Na zakręcie" to bardzo typowa dla Sparksa opowieść. Delikatna historia o miłości rodzącej się po przejściach i o zwykłych ludziach, którzy muszą zmierzyć się z czymś co ich przerasta. Chyba każdy kto zna styl prozy Sparksa odnajdzie tutaj dokładnie to co dla niego charakterystyczne: zwyczajność, delikatność, wrażliwość ukrytą pod pozorną szorstkością, patrzenie na uczucia z męskiej perspektywy. Jego bohaterzy nie są nadludziami, są przeciętni dlatego każdy może się w nich odnaleźć i dlatego te historie ta bardzo mocno oddziałują. Sama przyznaję, że są moim dorocznym ,,guilty pleasure" bo mimo, że bardzo uproszczone i momentami naiwne niosą ogrom emocji. Można się spłakać, wzruszyć lub po prostu uśmiechnąć absolutnie bez żadnych wyrzutów sumienia. I dlatego warto raz na jakiś czas do nich wracać. 

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 81,9 cm - 2,7 cm = 79,2 cm.    

wtorek, 25 kwietnia 2023

,,Północ i południe" John Jakes

Tytuł oryginału: North and South

 Oczywiście najpopularniejszą, najbardziej znaną i zapadającą w pamięć opowieścią o wojnie secesyjnej jest ,,Przeminęło z wiatrem". Epicka opowieść o zmierzchu świata, przełomie i targanych emocjami ludziach nie jest oczywiście jedyną. Z dzieciństwa pamiętam urywki serialu z Patrickiem Swayze toczącego się również podczas wojny secesyjnej. ,,Północ i Południe" bo o tym serialu mówię był ekranizacją trylogii Johna Jakesa. Przez wiele lat chciałam ją przeczytać ale bardzo długo była niedostępna. Poprzednie wydanie pochodzi z wczesnych lat 90tych i w wielu bibliotekach już właściwie zaginęło. Dlatego gdy zobaczyłam, że wydawnictwo Albatros planuje wznowienie, wiedziałam jedno, to jest moje must-read na najbliższy czas.

,,Północ i południe" znacznie różni się od ,,Przeminęło z wiatrem" chociaż w obu przypadkach początkowo miałam podobne błędne założenia. W zeszłym roku ponownie czytałam dzieło Mitchell i byłam zdziwiona, że to nie romans między Scarlett i Rhettem jest na pierwszym planie a dużo głębsza opowieść o zmierzchu legendy Południa. Dokładnie to samo założyłam w przypadku powieści Jakesa. Po głowie kołatał mi Orry i jego ukochana i byłam pewna, że to ten wątek dominuje, oczywiście razem z opowieścią o przyjaźni z pochodzącym z Północy George'm. Jak łatwo się domyślić, znowu trafiłam jak kulą w płot. Tak, ten wątek istnieje ale coś zupełnie innego wysuwa się na pierwszy plan.

,,Północ i południe" to monumentalna opowieść rozgrywająca się na przestrzeni prawie dwudziestu lat opowiadająca o przyjaźni, miłości, sile przekonań i rodzącym się fanatyzmie. O honorze, prawości ale także i zemście, nienawiści i walce o władzę. Dwóch kadetów, którzy zawiązali przyjaźń w akademii wojskowej West Point na początku lat 40tych XIX nie zdawało sobie sprawy, że tak na prawdę łączą na zawsze dwie rodziny, którym przyjdzie stanąć po dwóch stronach barykady. Pierwszy tom trylogii koncentruje się na okresie przed wojną. Radykalne poglądy zaczynają się nasilać i oddziaływać. Niby kraj nadal jest jednością ale coraz silniej czuć tarcia. W tym świecie żyją dwie rodziny, które na pierwszym miejscu stawiają przyjaźń.

Może z perspektywy Europejczyka bardziej przemawia ,,Przeminęło z wiatrem" bo jest bardziej romantyczne, pokazuje rozpad złudzeń i koniec świata gdzie panował stary klasowy porządek. ,,Północ i południe" jest bardziej konkretne, rzeczowe. Mniej tutaj romantyzowania Południa czy demonizowania Północy. Narrator stoi gdzieś po środku i pokazuje rozłam kraju. W ciągu dwudziestu lat w trakcie, których toczy się akcja narasta poczucie zgorzknienia, rozczarowania, nawet na Południu rodzi się poczucie, że niewolnictwo nie może wiecznie trwać a ustalone zasady nie są korzystne. Jednak polityka i żądza władzy daje o sobie znać. Głosy dążące do kompromisu są zagłuszane, zamiast tego uwypukla się różnice i dążenia do siłowego rozwiązania. W tym świecie muszą lawirować bohaterowie próbują odnaleźć własną drogę. A Jakes stworzył barwną galerię postaci od tych idealnych, dobrych, słodkich aż po iście demoniczne kreatury. Dzięki temu za pomocą dwóch rodzin pokazał praktycznie cały przekrój społeczeństwa.

W pierwszym tomie wojna secesyjna jeszcze nie wybuchła. Jeszcze to z czym najbardziej kojarzyłam powieść się nie wydarzyło ale i tak jest wciągająco. Bo ,,Północ i południe" to epicka, porywająca i zachwycająca opowieść o kraju stojącym u wrót wojny, o społeczeństwie dążącym do zagłady i ruiny. To opowieść o ludziach targanych emocjami i namiętnościami. To opowieść o podziałach i próbie łączenia tego co za wszelką cenę chcę się podzielić. I przede wszystkim to piękna opowieść o przyjaźni i miłości. Polecam gorąco!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 117,0 cm - 5,6 cm = 111,4 cm.    

 

środa, 25 stycznia 2023

,,Czas łaski" John Grisham

 

Tytuł oryginału: A Time for Mercy

,,Czy znów mu się uda? Jakich magicznych słów lub zwrotów może użyć, by ocalić klienta?"

,,Czas łaski" to już trzecie spotkanie z jednym z najbardziej znanych bohaterów powieści Johna Grishama, Jackiem Brigance'm. Po raz trzeci też wracamy do Clanton, w okręgu Ford. Miasteczkiem kolejny raz wstrząśnie a w samym epicentrum znajdzie się ponownie Jack.

Jeden z zastępców szeryfa zostaje zabity we własnym domu. Nie jest to jednak napad ani porachunki gangów. Stuart Kofer ginie od kuli wystrzelonej przez szesnastoletniego syna kochanki. Zdesperowany chłopak po kolejnej awanturze, przekonany, że pobita matka nie żyje, pociąga za spust. Od tego momentu całe jego życie, życie matki i siostry ulega zmianie. Trafia do celi, oskarżony o przestępstwo, za które obowiązuje kara śmierci. Początkowo nikt nie chce podjąć się obrony chłopaka. Dopiero sędzia Noose podstępem zmusza Jacka do reprezentowania oskarżonego. Zaczyna się wyścig z czasem, dowodami i opinią publiczną by ocalić nastolatka.

,,Czas łaski" tak jak wcześniejsze powieści z Jackiem Brigancem nie jest jednoznaczny. Z jednej strony, z każdą kolejną stroną rośnie sympatia do oskarżonego, jego zachowanie wydaje się być usprawiedliwione, w świetle kolejnych ujawnianych faktów. Z drugiej strony: litera prawa mówi coś zupełnie przeciwnego. Chyba każdy spotkał się z powiedzeniem, że ,,sprawiedliwie to nie znaczy po równo". Tutaj można by to sparafrazować i powiedzieć ,,sprawiedliwie to nie znaczy według prawa". Jack jest przyparty do muru, osamotniony i jak zawsze zdesperowany by ocalić. Tym razem Clanton nie dzieli się na białych i czarnych. Tym razem Clanton stoi przeciwko Jackowi, bo ośmielił się bronić mordercę lubianego policjanta, nawet jeśli ten policjant prywatnie był potworem i oprawcą. Tło zbrodni porusza i szokuje i paradoksalnie czysto po ludzku usprawiedliwia to co się stało. Ale w świetle prawa morderstwo jest morderstwem i nie ma od niego usprawiedliwienia.

Grisham po raz kolejny tworzy świetny thriller prawniczy, który trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Ale równocześnie wywołuje dyskusję o amerykańskim systemie prawnym. Kto właściwie jest tam ofiarą a kto winnym? Czy wszystko musiało się wydarzyć? Jak mocno ulega się pozorom nie zauważając tego co leży poniżej? Czy wyświadczenie przysługi kumplowi nie jest usprawiedliwianiem i chronieniem kata? Tak jak zawsze w przypadku Grishama nie ma prostych odpowiedzi i prostych rad. Jest wyboista, trudna, zawiła droga, którą wygra ten, kto lepiej radzi sobie z manewrowaniem pomiędzy przepisami i znajdzie lepsze słowa do przekonania przysięgłych. Jak zawsze polecam!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 154,8 cm - 3,6 cm = 151,2 cm.     

niedziela, 13 listopada 2022

,,Czas zapłaty" John Grisham

Tytuł oryginału: Sycamore Row

 Wydawać by się mogło, że po spektakularnym sukcesie jakim był proces oskarżonego o morderstwo ojca, drzwi do kancelarii Jacka Brigance'a nie będą się zamykać a on nie będzie wstanie opędzić się od klientów. Jednak to były tylko złudzenia. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej prozaiczna. Jednak trzy lata później Jack znowu znajdzie się na ustach wszystkich a sprawa, którą dostanie, zupełnie przypadkiem, stanie się sensacją.

Ciężko chory Seth Hubbard postanawia sam odebrać sobie życie. Zanim jednak to zrobi, zmienia testament i wysyła kilka listów. Jeden z nich po jego śmierci trafia właśnie w ręce Jacka. Zza grobu dostaje zlecenie od Setha by obronić i doprowadzić do wykonania testament, w którym mężczyzna zapisuje cały majątek, prawdziwą fortunę, czarnoskórej gosposi. Zaczyna się batalia, w której wszystkie chwyty są dozwolone a wysokość spadku tylko jeszcze bardziej podgrzewa emocje.

,,Czas zapłaty" to zupełnie inna opowieść niż wcześniejszy ,,Czas zabijania". Zupełnie inny typ procesu, bardziej biurokratyczny i pozornie nudniejszy. Jednak Grisham wyciąga z tego wszystko co najlepsze. Ani przez chwile nie czuć biurokracji czy papierologii, która powinna towarzyszyć tego typu sprawą. Tutaj, nawet zwykłe składanie wniosków staje się wyścigiem, wyzwanie i okazją do pognębienia strony przeciwnej. Przedzieranie się przez przepisy, tony akt i dokumentów dostarcza zupełnie nowych tropów, ujawnia kolejne sekrety i rodzi pytania, na które pozornie nie ma odpowiedzi, bo ten kto je zna, zabrał je do grobu. Cały proces to gra, próba prześcignięcia przeciwnika, wystrychnięcia go na dudka i takiego lawirowania by jak najwięcej zyskać. Grisham bawi się przepisami, zachowaniami prawników, ośmiesza ich i pokazuje ich pazerne oblicze i jest w tym mistrzem.

Tutaj także jak w ,,Czasie zabijania" pojawia się wątek rasizmu i segregacji rasowej. Ma on dużo słabszy wydźwięk, jest znacznie złagodzony ale mimo wszystko przypomina, że ten problem w Stanach Zjednoczonych istniał bardzo długo i nigdy na dobre nie pozwolił się wykorzenić. Nadal społeczeństwo jest podzielone uprzedzeniami i pogardą a wyznacznikiem jest tylko kolor skóry.

,,Czas zapłaty" to wszystko to za co uwielbia się Grishama zebrane w jedną spójną, pełną emocji i napięcia całość. Jeszcze raz udowadnia, że nie bez kozery jest mistrzem thrillera prawniczego. Nie ważne jaki proces, jedno jest pewne - sala sądowa będzie płonąć. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  12,1 m - 4,6 cm = 7,5 cm.     

 

piątek, 23 września 2022

,,Zapomniany ogród" Kate Morton

Tytuł oryginału: The Forgotten Garden

 Zdecydowanie w tym roku mam szczęście do fascynujących opowieści, w których przeszłość splata się z teraźniejszością i powoli odsłania swoje tajemnice. Po ,,Ogrodzie kobiet", ,,Weneckim szkicowniku", ,,Domu na Riwierze" przyszła pora na ,,Zapomniany ogród" Kate Morton. Ze wstydem przyznaję, że książka przeleżała na półce kilka dobrych lat zanim ją przeczytałam. Ale jak już zaczęłam, nie mogłam się oderwać.

Powieść rozgrywa się na kilku płaszczyznach. Obserwujemy zdarzenia jakie rozegrały się na początku XX wieku w angielskiej posiadłości, potem w latach 70-tych XX wieku, gdy pewna starsza Australijka rusza w drogę by poznać swoją przeszłość, by na koniec przenieść się na początek XXI wieku by inna młoda kobieta miała szansę połączyć wszystkie wątki i dowiedzieć się co łączy jej babcię z tajemniczą Autorką.

,,Zapomniany ogród" to opowieść przepełniona magią i baśniowych klimatem. Z jednej strony mocno osadzona w realiach czasów, w których każdy wątek się rozgrywa ale równocześnie nie udaje się uciec od baśniowych skojarzeń. Dobro, uprzejmość, miłość, radość plątają się z groźnym cieniem, który tylko czeka by zaatakować i zniszczyć to co dobre i piękne. To opowieść o tajemnicach, które wywracają do góry nogami całe życie i pokazują jej z zupełnie nowej, mroczniejszej strony. To także kolejna opowieść, w której tragizm losów wcześniejszego pokolenia może stać się wskazówką i wyzwoleniem dla potomnych. Gdy już poznają swoją przeszłość, uporządkują zawiłości jakie zrodziły rodzinne sekrety, mogą poczuć ulgę i spokój i poprzez to znaleźć własną drogę ku szczęściu co nie było dane przodkom.

,,Zaginiony ogród" czaruje. To opowieść, od której ciężko się oderwać. Każdy kto lubi skomplikowane rodzinne historie, o rodzinnych sekretach ale przepełnionych baśniowością będzie zachwycony. Idealna powieść zarówno na urlop jak i na zbliżające się jesienne wieczory. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  36,9 m - 3,1 cm = 33,8 cm.     

wtorek, 26 lipca 2022

,,Czas zabijania" John Grisham

 Tytuł oryginału: A Time to Kill

Johna Grishama uwielbiam bez reszty i sięgam w ciemno. Czytam go od prawie dwudziestu lat i aż wstyd się przyznać, że prawdopodobnie jedyną książką, która nie przeczytałam był właśnie ,,Czas zabijania". Pamiętam, że kiedyś, w czasach licealnych, zrobiłam jedno podejście - pamiętam okładkę filmową wydawnictwa Amber - ale z jakiegoś powodu nigdy nie skończyłam. Książka wróciła do biblioteki i musiało minąć kilkanaście lat, żebym znowu po nią sięgnęła. Na szczęście tym razem już po mój własny egzemplarza.

,,Czas zabijania" to debiut Johna Grishama. Ale jak debiutować to właśnie w takim stylu. Południe Stanów Zjednoczonych, lata 80-te. Dwóch białych napada brutalnie gwałci i pobiło dziesięcioletnią czarną dziewczynkę. Jej ojciec nie czekając na wyrok sądu sam wymierza sprawiedliwość i zabija oprawców. Sytuacja byłaby jasna i klarowna w przeciwnej sytuacji - gdyby ofiara była biała a oprawca czarny. Wtedy wszyscy jednogłośnie zaakceptowaliby samosąd a zdesperowany ojciec stałby się bohaterem. W obecnym układzie nic nie jest jasne, a sytuacja zaognia się z każdym dniem. Obrony ojca podejmuje się młody prawnik Jack Brigance. Ma on trudne zadanie stanąć przed ławą przysięgłych, która już wydała wyrok i próbować znaleźć sposób by ocalić swojego klienta. Ale sala sądowa nie jest jedyną areną walk - także to co dzieje się poza sądem staje się coraz bardziej niebezpieczne i zagrażające wszystkim, którzy się  zaangażują.

Właściwie nie rozumiem, czemu kiedyś odłożyłam i nie przeczytałam ,,Czasu zabijania". To Grisham w pigułce. Wszystko to za co go uwielbiam. Szokująca, kontrowersyjna sprawa, zaciekłe utarczki prawnicze oraz celne spostrzeżenia społeczne. To co dzieje się wokół procesu doskonale pokazuje jak przebiegają podziały społeczne i jak mocno społeczeństwo amerykańskie jest zakłamane i pełne hipokryzji. Prezentuje także sylwetkę typowego, złaknionego popularności i sławy prawnika, który w pierwszej kolejności myśli o sobie a dopiero potem o kliencie. Odsłania mechanizm działania systemu sądowniczego, bardzo podatnego na manipulację i naciski. Bohater właściwie nie ma szans na sprawiedliwy proces, wszystko to kuglarskie sztuczki i tylko ten z prawników, który jest sprawniejszy odniesie sukces.

,,Czas zabijania" może i jest trochę rozwleczony, przegadany ale mimo wszystko ma coś w sobie, że pochłania się go praktycznie na raz. Elektryzuje, cały czas trzyma w napięciu i zaskakuje praktycznie co chwilę. A bohaterowie także nie są jednoznaczni i kryształowo czyści. Dzięki temu wszystkiemu ta powieść jest praktycznie nie odkładalna. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  64,1 m - 4,2 cm =59,9 cm.     

 

czwartek, 2 czerwca 2022

,,Siostra perły" Lucinda Riley

 Tytuł oryginału: The Pearl Sister


,,Siostra perły" zaczyna się dokładnie tam, gdzie skończyła się ,,Siostra cienia". Wyjątkowa relacja jaka łączyła Star z CeeCee uległa przerwaniu. Star znalazła rodzinę i swoje miejsce na ziemi, natomiast CeeCee nadal znajduje się na rozdrożu. Rozżalona, pozbawiona więzi, która dawała jej poczucie bezpieczeństwa, rusza tam gdzie, w trakcie swoich podróży zawsze czuła się dobrze, do Tajlandii. Jeszcze nie wie, że to dopiero pierwszy krok na niełatwej drodze odnajdywania samej siebie i swoich korzeni. Ojciec zostawił jej nieliczne wskazówki, które prowadzą ją do Australii i w jakiś sposób łączą się z niezwykłą Kitty Mercer, kobietą która na początku XX wieku sama prowadziła i zarządzała firmą specjalizującą się w połowie pereł.

Chyba każdemu, kto dotarł do czwartego tomu serii o siedmiu siostrach nie trzeba za dużo wyjaśniać. Kolejna z sióstr wyrusza na poszukiwanie swojej przeszłości i odkrywa nowy, zupełnie fascynujący świat. Tym razem historia jest szczególnie ciekawa, bo odnosi się do kultury pierwotnych ludów Australii. Dużo miejsca poświęca się ich kulturze, sztuce, wierzeniom a także ich sytuacji w społeczeństwie na początku XX wieku. Dosyć głośno i odważnie mówi się o rasizmie w Stanach Zjednoczonych, o dyskryminacji osób czarnych i podziałach jakie były utrwalone w społeczeństwie. Temat rdzennej ludności aborygeńskiej właściwie nie istnieje. A to także trudny, bolesny temat, z którym jako społeczeństwo musimy się zmierzyć. Rytuały Aborygenów były zupełnie niezrozumiałe dla przybyłych na kontynent Europejczyków przez co traktowali oni rdzenną ludność jako istoty gorszej kategorii, odbierali im poczucie człowieczeństwa, odmawiali jakichkolwiek praw. Lucinda Riley z dużym wyczuciem delikatności, taktu i dbałością o prawdę historyczną mówi o tym trudnym czasie, równocześnie pokazując fascynującą stronę ich kultury i zwyczajów.

,,Siostra perły" jako powieść jest trochę nierówna i chaotyczna. Ale nadal czuć w niej ten magiczny klimat, który zauroczył w trakcie czytania pierwszego tomu, nadal posiada nieodparty urok i czar tajemnicy. Nadal pokazuje zupełnie nowy świat, umiejętnie mieszając przeszłość z teraźniejszością by wyznaczyć najlepszą drogę ku przyszłości. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  89,0 cm - 3,5 cm =  85,5 cm.