Millie Calloway nie ma zbyt dużego wyboru jeśli chodzi o pracę. Niedawno opuściła więzienie a warunki wcześniejszego zwolnienia są jasne: musi pracować. Dlatego propozycja zostania gosposią w domu bogatej rodziny Winchesterów zdaje się być niczym wygrana na loterii. Wstęp jest zachwycający: dobra pensja z zakwaterowanie i urocza rodzina, która nie zadaje zbyt wielu pytań o przeszłość nowej pracownicy. Jednak szybko okazuje się, że to tylko pozory. Dom Winchesterów skrywa wiele tajemnic, ale i sama Millie ma swoje sekrety.
,,Pomoc domowa" jest thrillerem psychologicznym powoli odsłaniającym swoje tajemnice. Od początku bazuje na kontrastach: sielski, uroczy rodzinny obrazek kontra dziewczyna z mroczną przeszłością, która nie do końca jest tym za kogo się podaje. Wydaje się też, że już na początku karty zostały rozdane i role przypisane. Wiemy kto jest zagrożeniem i komu mamy współczuć. Tylko, że to pozory. Prawdziwe oblicze bohaterów jest doskonale zakamuflowane, ich cele znacząco się różnią od tego co jest widoczne z zewnątrz a prawdziwe rozstrzygnięcie będzie zaskoczeniem.
Nie powiem, żebym była jakoś specjalnie zaskoczona rozwiązaniami fabularnymi w ,,Pomocy domowej". Jest ciekawie, napięcie budowane jest stopniowo i najważniejszy twist ujawniony jest dosyć szybko Ale i tak czyta się to jednym tchem, niecierpliwie oczekując na to co jeszcze może się wydarzyć. Autorka stworzyła naprawdę dobry thriller, w którym nie ma miejsca na niepotrzebne wstawki czy dłużyzny. Wszystko jest przemyślane, może czasem trochę za bardzo przerysowane ale doskonale buduje klimat niepokoju i narastającego poczucia zagrożenia. Mimo, że cały czas pobrzmiewało mi podobieństwo do ,,Zostać panią Parrish" to i tak bawiłam się świetnie i spokojnie mogę polecać.
niedziela, 1 lutego 2026
,,Pomoc domowa" Freida McFadden
czwartek, 16 października 2025
,,Nie wpuszczaj go" Lisa Jewell
Mąż Niny zmarł w tragicznym wypadku. Jej żałobę przerywana nieoczekiwana wiadomość od Nicka Radcliffe'a. Mężczyzna podaje się za dawnego znajomego Paddy'ego i chętnie spotka się z kobietą by powspominać zmarłego. Jednorazowe spotkanie szybko przeradza się w coś na kształt związku. Bo Nickiem nie da się nie zauroczyć. Przystojny, elokwentny, bogaty, towarzyski i nieprawdopodobnie przyjacielski. Idealny. Właściwie zbyt idealny. W jego wizerunku pojawiają się ledwo widoczne rysy, które nie dają spokoju córce Niny, Ash. Dziewczyna zaczyna prywatne śledztwo by dowiedzieć się kim właściwie jest Nick Radcliffe.
,,Nie wpuszczaj go" to thriller, który od początku mnie zaskoczył. Autorka już na wstępie dużo odsłania. Szybko orientujemy się, że bohater prowadzi podwójne życie. Obserwowanie jak manewruje pomiędzy kobietami i owija się według własnych potrzeb jest fascynujące i przerażające za razem. Straszne jest jak łatwo przejrzeć potrzeby i emocje kobiet by potem z łatwością nimi manipulować. Na naszych oczach buduje się kłamstwo prawie doskonałe. Iluzja, która ma służyć okradaniu i wykorzystywaniu kobiet. Bohater jest psychopatą - bez uczuć, bez skrupułów, inteligentny i z mistrzowską precyzją budujący obraz świata, który nie istnieje. Jest skłonny do wszystkiego by osiągnąć to co sobie zaplanował. Obserwując rozrastającą się intrygę można poczuć dreszcze przerażenia na plecach. To nie tylko fikcja literacka. To może wydarzyć się wszędzie.
,,Nie wpuszczaj go" to bardzo dobrze skonstruowany thriller, który nie raz zaskoczy. Pozornie od początku wiadomo wszystko, ale równocześnie zaciera się granica pomiędzy kłamstwem a prawdą. W tej powieści bazuje się głównie na emocjach, zarówno bohaterek jak i czytelników. Polecam!
piątek, 4 lipca 2025
,,Langer" Remigiusz Mróz
Chyba już oficjalnie mogę nazwać rok 2025 rokiem powrotów. Kolejny raz bo długiej przerwie wracam do bohatera, tym razem jest to Piotr Langer. Pamiętam jak dziesięć lat temu przypadkiem trafiłam na ,,Kasację" i po jej skończeniu długo zbierałam szczękę z podłogi. To było coś. Thriller jakiego się nie spodziewałam i bohaterowie, których w sumie lepiej omijać. Po ,,Kasacji" raczej miałam trudną relację z prozą Remigiusza Mroza i sporadycznie sprawdzam co tam w trafie piszczy ale ,,Langera" postanowiłam sprawdzić, nawet jeśli ze sporym opóźnieniem.
Na tylnej stronie okładki zamiast zwyczajowego blurba znajdziemy tylko jedno zdanie ,,Piotr Langer nie wymaga opisu". I coś w tym jest. Bo wiemy czego się spodziewać czyli właściwie wszystkiego. Jednak czym innym jest obserwować działania Langera filtrowane przez emocje innych osób a czym innym jest wejść mu do głowy. Obserwujemy go w dość nietypowych jak na niego okolicznościach. Jego uwagę przyciąga kobieta, początkowo planuje, że stanie się jego kolejną ofiarą, jednak odkrywa w niej swoje dopełnienie. Bo Nina Pokora przyszła do Langera w konkretnym celu a ten cel jest zgodny z jego fantazjami.
Powieść ma też drugą stronę i są nimi działania prokurator Karoliny Siarkowskiej, która za wszelką cenę chce dopaść Langera na gorącym uczynku i na zawsze wsadzić do więzienia. Nie jest to jednak łatwe bo Langer zbyt dobrze się maskuje i nie popełnia błędów. Jednak zawsze może być ten pierwszy raz.
Mogę być jedną z nielicznych osób w Polsce, która powie, że nie lubi Langera. To psychopata, budzący obrzydzenie i odpychający na każdym kroku. Rozumiem fascynację jego psychiką, rozłożenie na kawałki motywacji jakie nim kierują, chęć zerknięcia za zasłonę i udawania, że przekracza się granicę, która jest niedostępna dla zwykłych ludzi. Mróż odwalił kawał dobrzej roboty, bo po prostu czuje się jak ta postać odrzuca, czuć jej popieprzoną psychikę i budzi tylko obrzydzenie. Początkowo bałam się czy przypadkiem powieść nie skręci w romantyzowanie przemocy albo zacznie wybielać Langera i pokazywać jego ludzką stronę. Ale tu tego nie ma. Jest samo czyste zło, w swojej najbardziej zdegenerowanej postaci. Dlatego cały czas stałam po stronie Siarki i Padeborna trzymając kciuki by ich plan się powiódł.
,,Langer" to zadziwiająco dobry thriller. Mroczny, dosadny, zapewniający skoki adrenaliny i pokazujący świat od tej najgorszej strony. Tworzy bohatera, który odrzuca, ale jest nadal hipnotyzujący w najbardziej przerażający sposób. Jest degeneracją w najczystszej postaci. Jeśli ktoś chce stawić czoła złu, to polecam!
p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 67,2 cm - 3,3 cm = 63,9 cm.
poniedziałek, 17 marca 2025
,,Zasada numer pięć" J.Wilder
Tytuł oryginału: Rule Number Five
Sydney ma zasady i wie czego chce. Chce skończyć studia i dostać się na wymarzony staż. I chociaż nie planuje wieść życia zakonnicy to w jej życiu nie ma miejsca na długofalowe związki, zakochiwanie się i przede wszystkim na hokeistów. A Jax jest dokładnie tym czego w jej życiu ma nie być. Przystojny, inteligentny i uparty. Ma tylko jedno poważne ale. Jest gwiazdą uczelnianej drużyny hokejowej.
,,Zasada numer pięć" to sympatyczny choć przewidywalny romans rozgrywający się w środowisku akademickim z hokejem w tle. Początek był zdecydowanie lepszy. Więcej się działo. Był humor, zadziorność i energia. Wyraźnie można było odczuć strzelające istry pomiędzy bohaterami i czekało się co będzie dalej i kiedy Sydney złamie swoje zasady (bo przecież to oczywiste od początku, że złamie). Potem zrobiło się już schematycznie i przewidywalnie a końcówka to jedna wielka nuda i absurd. Ja wiem, ze trzeba było wprowadzić jakiś kryzys ale serio? Serio? Dobrze, że całość ratuje trochę finał.
Jak na romanso-erotyk ,,Zasada numer pięć" wypada przyzwoicie. Ma kilka całkiem niezłych momentów, pełnych pasji, emocji i energii ale są też chwile gdy popada w schemat i banał. Jednak można się przy tym dobrze bawić i zrelaksować. A jeśli szuka ktoś romansu sportowego to od razu uprzedzam, że sportu tu jak na lekarstwo.
piątek, 23 lutego 2024
,,Jedyne prawdziwe miłości" Taylor Jenkins Reid
Emma kilka lat wcześniej straciła ukochanego męża w wypadku samolotu. Był jej bratnią duszą, miłością życia, kimś z kim była związana od siedemnastego roku życia. Długo i boleśnie próbowała się pozbierać i zacząć na nowo żyć. Wróciła do rodzinnej miejscowości i tam spotkała Sama - przyjaciela z lat nastoletnich. Zakochała się a potem zaręczyła. Gdy wydawało się, że wszystko znowu w jej życiu jest na swoim miejscu, dostała szokującą wiadomość. Jess żyje i został odnaleziony. I co teraz z jej życiem? Która miłość była tą najważniejszą i prawdziwą?
,,Jedyne prawdziwe miłości" to moje drugie spotkanie z T.J. Reid. Wcześniej czytałam tylko późniejszą powieść autorki ,,Malibu płonie". Ta jest jedną z jej pierwszych. I bardzo to widać. Przyznam, że mam problem z tą autorką. Widzę zachwyty w internecie, jednak nie do końca rozumiem dlaczego. Chociaż może inaczej. Gdybym miała kilkanaście lat mniej może też bym się zachwycała bo Taylor Jenkins Reid pisze dobrze. Jest sprawną pisarką, która na maksa wykorzystuje różne zabiegi próbując oddziaływać na czytelnika. Tylko, że jest to bardzo powierzchowne. To nie jest powieść psychologiczna tylko dobrze napisane czytadło/romans/melodramat. I właśnie ta powieść jest tego najlepszym przykładem.
Czyta się to świetnie. Akcja płynie gładko, najpierw obserwujemy dorastanie, zakochanie się w sobie bohaterów, wchodzenie dorosłość i wtedy właśnie dochodzi do tragedii, która zmieni wszystko. Autorka próbuje oddać uczucia Emmy po stracie ukochanego i cały proces żałoby aż do momentu przełomowego. I tutaj zaczynają się schody, bo to co dzieje się po ponownym pojawieniu się Jessa jest naiwne, melodramatyczne i stereotypowe. Właściwie od razu można przewidzieć jaką decyzję podejmie Emma bo widać to nawet po konstrukcji bohaterów. Rozterki dziewczyny są spłycone maksymalnie i właściwie rozwiązują się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Zupełnie brakuje też jakichś reakcji ze strony otoczenia czy nawet samych zainteresowanych czyli Jessa i Sama.
,,Jedyne prawdziwe miłości" nie jest powieścią złą. Jest typowym romansem i można z nią spędzić doskonale czas. Idealnie nadaje się na momenty gdy potrzebujemy czegoś lekkiego, do bólu romantycznego i wzruszającego oraz przymkniemy oko na wszystkie uproszczenia. Absolutnie można się z nią bawić idealnie albo czytać jako przerywnik pomiędzy czymś mocniejszym. Autorka umie pisać, ma świetny styl ale tej historii brakuje tego czegoś co mogłoby wbić w fotel i zmusić do wylania morza łez wraz z bohaterką. Czyta się ekspresowo i chyba tylko dlatego Emma nie irytuje bo gdyby ta powieść była dłuższa to myślę, że można by mieć dość jej absurdalnych zachowań. Jeśli ktoś szuka czegoś na wieczór, pod kołdrę, co nie będzie zbytnio angażujące a uprzyjemni to polecam. Reszta spokojnie może się obejść bez tej książki.
poniedziałek, 11 września 2023
,,Testament" Remigiusz Mróz
Pierwszym moim zaskoczeniem było kiedy czytałam poprzedni tom (i w ogóle ostatni raz sięgnęłam po Mroza). Chyłkę ostatnio czytałam w 2018 (!!) roku. Tak że tak! Chyba ten drobny fakt najlepiej pokazuje, że gdzieś się rozminęło moje zainteresowanie serią. A wrażenie po skończeniu ,,Testamentu" tylko to podkreślają.
,,Testament" rozpoczyna się bardzo niepewnie dla bohaterów. Zordon jest w więzieniu oskarżony o dokonanie eutanazji na matce a Chyłka dochodzi do siebie po utracie ciąży i niespodziewanie zostaje zmuszona do obrony znanego warszawskiego ginekologa. Nieoczekiwanie otrzymuje on znaczący spadek od jednej ze swoich pacjentek, którą, jak twierdzi, spotkał tylko raz. Sprawa od początku wydaje się być dziwna ale ginekolog twierdzi, że potrafi wyciągnąć Zordona z więzienia i doprowadzić do jego uniewinnienia. Jest to argument, który przekonuje Chyłkę, choć nie zdaje sobie sprawy, że zagłębia się w coś co sięga bardzo głęboko w przeszłość i zagraża wielu osobom.
Z jednej strony ,,Testament" to dobrze napisany thriller prawniczy. Mróz zręcznie manewruje przepisami, lukami w prawie i niuansami aby wywoływały odpowiedni efekt. Są zaskakujące zwroty akcji, szybkie nieoczekiwane rozwiązania i mnóstwo kluczenia i manewrowania po szarościach i zakamarkach prawa. Nie wiemy co wymyśli i z czego skorzysta o ile nie jesteśmy prawnikami ale jesteśmy pewni, że na pewno coś znajdzie i nie będzie to do końca jednoznaczne. Bo bohaterowie też tacy nie są. Nie ma tutaj podziału na dobrych i złych. Jest raczej udowadnianie, że wszystko da się naciągnąć i dopasować do własnych potrzeb. I w sumie się z tym nie kłócę bo taka jest konwencja serii i to z pewnością wywołuje ciekawość i emocje u czytelników.
Ale żeby nie było tak różowo to teraz dodam, że strasznie zmęczył mnie ten tom. Męczące jest bezsensowne przerzucanie się pseudo-ironicznymi tekstami, które nic nie wnoszą do akcji a tylko niepotrzebnie wydłużają. Męczące jest obserwowanie, że bohaterowie nadal tkwią w tym samym miejscu i właściwie ich charaktery nic się nie posunęły do przodu, mimo wszystkich doświadczeń jakie za nimi. Dodatkowo książka jest dosyć przewidywalna. Wątek eutanazji się już wyczerpał to go szybko zamknięto. I generalnie z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć w którym miejscu pojawi się zwrot akcji i gdzie akcja będzie się gmatwać a gdzie rozjaśniać. Mimo, że Mróz sięga po ciekawe wątki, które robią za tło (tym razem reprywatyzacja lat 90tych) to czegoś mi tu zabrakło albo zostało przygniecione przez schematyzm i wymuszoną błyskotliwość. Narzekam bo pamiętam z jakim napięciem czytałam ,,Kasację" i tego tu brakło. Mam wrażenie, że wszystko kręci się w kółku i cały czas mamy te same zabiegi, które po powtórzeniu któryś raz z kolei tylko męczą a nie porywają.
,,Testament" może nie jest zły ale też nie jest porywający. Można wrócić, sprawdzić co u bohaterów ale raczej nie ma co nastawiać się na wielkie napięcie czy zaskoczenie. Może to tylko spadek formy w środku serii? Nie wiem, kiedyś sprawdzę :)
piątek, 2 czerwca 2023
,,Zamknięte drzwi" Freida McFadden
Nora to trzydziestosiedmioletnia ceniona chirurżka. W pracy jest uosobieniem profesjonalizmu, szybko podejmuje decyzje, precyzyjnie stawia diagnozę i nie raz dzięki temu udało jej się w ostatniej chwili uratować życie pacjenta. Jest jednak jeszcze jeden obraz Nory, który od dwudziestu sześciu lat pilnie strzeże. Dlatego nie dopuszcza nikogo w swoje otoczenie i pilnie strzeże swojej prywatności. To obraz Nory - córki seryjnego mordercy. Jej ojciec w piwnicy domu urządził sobie prywatny ,,warsztat" dokąd zwabiał, torturował i zabijał młode kobiety. Kobieta próbowała odciąć się od swojej przeszłości. Zmieniła nazwisko, zdobyła cenione wykształcenie i zbudowała mentalny mur wokół siebie pozwalający jej w miarę normalnie funkcjonować. Wszystko zmienia się gdy zostają znalezione okaleczone ciało jednej z jej pacjentek. Okaleczone w dokładnie taki sposób jak robił to jej ojciec. Chcą czy nie chcąc Nora musi zmierzyć się z przeszłością i otworzyć drzwi, które na zawsze miały zostać zamknięte.
Przyznam, że mam lekki problem z tym thrillerem. Niby jest tam wszystko co powinno być. Intrygująca zagadka, przeszłość przenikająca się z teraźniejszością, niejednoznaczni bohaterowie i kobieta, która wbrew własnej woli znalazła się w samym środku intrygi. Autorka stopniowo i umiejętnie dawkuje poszlaki i w najmniej spodziewanych momentach serwuje zaskakujące zwroty akcji. Wszystko jest poprawne. Dodatkowo niepotrzebnie nie przeciąga akcji, tak że nie ma szans żeby poczuć znużenie. Jednak mam poczucie, że zakończenie nastąpiło zbyt szybko. W miejscu gdzie inny autor pobawiłby się z czytelnikami jeszcze przez chwilę w kotka i myszkę, McFadden ucina akcję zamiast tego wrzucając czytelnika w bardzo zaskakujący i emocjonujący finał. Z pewnością nikt czegoś takiego się nie spodziewał.
,,Zamknięte drzwi" to idealny thriller na odpoczynek. Właściwe rozmieszczenie emocji, narastające poczucie zagrożenia, zaskakujące zwroty akcji, mroczne rodzinne tajemnice zapewnią rozrywkę na najwyższym poziomie. A przecież o to w tej literaturze chodzi. Polecam!
niedziela, 12 lutego 2023
,,Terytorium" Agnieszka Pietrzyk
Wojska Obroty Terytorialnej czyli WOT to jedna z najmłodszych formacji wojskowych w Polsce. Powołana do życia w 2015 roku. Przyznaję, że do zeszłego roku nie miałam nawet pojęcia, że coś takiego funkcjonuje. Dopiero gdy jeden z moich znajomy postanowił dołączyć, dowiedziałam się trochę więcej podpytując go. WOT cechuje się tym, że ma być blisko i reagować najszybciej. Nie jest wojskiem skoszarowanym, regularnym ale zasilają go ochotnicy, którzy spotykają się na ćwiczeniach raz w miesiącu by podnosić swoje umiejętności.
I właśnie takie comiesięczne ćwiczenia stają się tłem dla thrillera Agnieszki Pietrzyk ,,Terytorium". Teren, na którym wojsko odbywa ćwiczenia powinien być opuszczony, jednak żołnierze natykają się na stojącego golfa. Gdy podchodzą, jednemu z żołnierzy wydaje się, że ktoś mierzy do niego z broni. Spanikowany oddaje strzał. Wtedy okazuje się, że mężczyzna w golfie nie żyje a przy nim nie ma żadnej broni. Czy żołnierz z zimną krwią zastrzelił niewinnego i nieuzbrojonego człowieka? Jedynym świadkiem jest kobieta, która także była w samochodzie. I która dosyć szybko zaczyna zmieniać zeznania. Na miejsce zostają wezwani policjanci. Dostrzegają nieścisłości i dziwne luki w zeznaniach zarówno żołnierzy jak i świadka. Zaczyna się niebezpieczna gra. Każda ze stron chce udowodnić swoje racje i zademonstrować siłę. Dodatkowo pojawia się też możliwość do wykorzystania zaistniałej sytuacji zdecydowanie inaczej niż nakazywałaby litera prawa. To wszystko staje się zarzewiem konfliktu na linii WOT-policja. Sytuacja staje się coraz bardziej niebezpieczna, niejednoznaczna i jedno jest pewne, to musi wybuchnąć.
,,Terytorium" intrygowało tak mniej więcej do połowy. Gdybym tylko tyle przeczytała i na tym etapie, ktoś zapytał by mnie o zdanie, powiedziałabym, że jest bardzo dobrze. Zagmatwanie, emocjonująco, zagadkowo, czuć pulsujące emocje i skaczący testosteron w obu jednostkach mundurowych. Jest trochę typowej policyjnej roboty, śledztwa, analizy danych i podążania za tropami. Typowy thriller do którego w żaden sposób nie można się przyczepić. Lawiruje między tropami i prowadzi w zupełnie nieoczekiwane miejsca. I tak było do połowy książki, może dwóch trzecich. Potem coś się stało i nagle fabuła stała się dziwna. Nieoczekiwane znalezisko, urażona ambicja i głupie pomysły po obu stronach, zarówno WOT jak i policji, sprawiły, że zrobiło się dziwnie i absurdalnie. Nagle wszystko eksplodowało w kosmos i zrobiło się przerysowane. Gdzieś rozumiem zamysł, akceptuje takie zamknięcie ale mimo wszystko mam poczucie nierealności i zbytniego pójścia w stronę filmów sensacyjnych klasy B. Zakończenie stworzyło Wielkiego Złego Wilka, przed którym nie ma ucieczki. Tylko, że jest zupełnie oderwanego od początku i tych momentów, gdzie było bardzo dobrze.
Książka zostawia mnie z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony całkiem przyzwoity kawał literatury sensacyjnej dodatkowo opierający się o coś, co jeszcze za mocno nie zaistniało w społecznej świadomości. Wykorzystuje stereotypy, odwieczną rywalizację na linii wojsko-policja by stworzyć thriller, w którym poszukiwanie prawdy na temat zabójstwa schodzi na drugi plan, ustępując miejsca czemuś większemu i zdecydowanie bardziej rozpalającemu wyobraźnię. Pokazuje zupełnie inne, bardzo różniące się postawy i motywacje. Zagłębia się lekko w psychikę, dzięki czemu niektóre postacie nabierają zupełnie innego wydźwięku. Ale także jest to powieść przerysowana, wyolbrzymiona, podkreślająca to co złe i słabe w służbach mundurowych. Dodatkowo końcówka to już totalne science fiction, która, przynajmniej w moim odczuciu, bardziej zepsuła całość niż dodała jej dodatkowych emocji.
Po ,,Terytorium" można sięgnąć, można przeczytać i trzeba pamiętać, że to jest przede wszystkim literatura rozrywkowa a nie reportaż czy publicystyka. Ma zapewniać emocje i zapewnia. Plącze ślady, zbija z tropu i zaskakuje nie raz. Trochę przeraża swoją bezwzględnością. Czyli prawie wszystko się udało. A to co nie wyszło, radzę przymknąć oko :)
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona!
p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 145,0 cm - 3,1 cm = 141,9 cm.
wtorek, 17 stycznia 2023
,,Malibu płonie" Taylor Jenkins Reid
Tytuł oryginału: Malibu Rising
,,Malibu płonie" było chyba najpopularniejszym czytadłem na instagramie. Bez problemu znajdziemy jak czytają właśnie tę książkę Reese Witherspoon czy Victoria Beckham. Jednak nie zmienia to faktu, że jest to tylko czytadło. Ciekawe, wciągające, intrygujące i uwalniające emocje.
Nadchodzi ta jedyna noc w roku gdy Nina Riva organizuje największą imprezę. To wydarzenie, na którym nikogo nie może zabraknąć. Każdy kto tylko się liczy, albo chciałby zacząć się liczyć musi tam być i dać się zauważyć. Każdy chce tam być. Jest tylko jedna osoba, która najchętniej znalazłaby się gdzieś indziej - sama organizatorka. Porzucona żona, wzięta modelka, nadopiekuńcza starsza siostra i zagubiona dziewczyna. Taka właśnie jest Nina i wie, że tak naprawdę żadna z tych ról nie określa jej całościowo. Jednak nadchodzi najgorętsza noc lata, Malibu wkrótce zapłonie a gdy nastanie ranek, ona i jej rodzeństwo nigdy już nie będą tacy sami.
W pierwszej chwili, gdy zaczęłam czytać, pojawiło się skojarzenie z ,,Immortalistami". Tak samo jak tam, tutaj też jest czwórka rodzeństwa, która na skutek zrządzenia losu musi podjąć ważne decyzje i spróbować znaleźć własną drogę w życiu. Jednak chyba na tym porównanie się kończy. Bo ,,Malibu płonie" nie pokazuje rezultatu, nie pokazuje efektów. Pokazuje tylko płomień, który niszczy to co było, ujawnia prawdę i zostawia zgliszcza. Jest moment oczyszczenia, katharsis ale nie wiadomo czy pojawiła się ulga. Ale zanim do tego dojdzie trzeba przeżyć jeszcze raz to wszystko co musi zostać zniszczone. Dlatego fabuła powieści jest dwutorowa. Główny wątek to współczesność - 24 godziny przed imprezą, które zmienią życie wielu osób i nakreślą nowe ścieżki. Obok niego równolegle cały czas poznajemy sekrety rodziny Riva. Chyba więcej porażek, zdrad, upadków niż sukcesów i radości. To historia, którą chowa się i nie pokazuje na okładkach magazynów. Bieda, walka o przetrwanie, uzależnienia, zdrady i śmierci, samotność i brak miłości nie są tym co można pokazywać. Chowa się to za idealnym uśmiechem, ciałem, scenicznym wizerunkiem. Autorka burzy piękne fasady, demoluje złudzenia i pokazuje wszystkie brudy jakie czają się po kątach. Prowadzi do przełomu, przesilenia, które musi/powinno przynieść ulgę i na nowo wszystko zdefiniować. Czy tak się stanie? Zostajemy bez odpowiedzi ale jakoś nie wierzę w szczęśliwe zakończenie.
,,Malibu płonie" ma coś w sobie. Hipnotyzujący świat pięknych i bogatych, który wcale nie jest tak idealny za jaki chciałby uchodzić. Wyciąganie na jaw brudów. Sekrety rodzinne. Skandale i dramaty innych. Przecież tego przeciętny czytelnik szuka w prasie plotkarskiej i dokładnie to też tutaj jest. Po mistrzowsku wymieszane z buzującymi emocjami, pragnieniami i marzeniami. Od początku wiemy, że to musi wybuchnąć, musi się spalić i musi pociągnąć kogoś za sobą. I tak w pewien sposób jest. Ale jest też cukierkowo, słodko i dramatycznie jak w operze mydlanej. Właściwie brakuje prawdziwego, decydującego o wszystkim przełomu. Ogień wygasł, goście się rozeszli, emocje opadły, możemy wrócić za rok i powtórzyć te same błędy.
p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 157,5 cm - 2,7 cm = 154,8 cm.
środa, 5 października 2022
,,Sam w dolinie" Hanna Greń
W krótkich odstępach czasu w okolicach Bielska-Białej dochodzi do trzech zabójstw. Pierwsze - rolnika jest najbardziej tajemnicze i zaskakujące bo w żaden sposób nie można znaleźć żadnego punktu zaczepienia by rozpocząć prawdziwe śledztwo. Nie ma rodziny, sąsiedzi milczą jak zaklęci a morderca tylko nieznacznie ubiegł chorobę, która i tak nieubłaganie by uśmierciła mężczyznę. Jednak kolejne, byłej kochanki mężczyzny, zaczyna podsuwać śledczym pewne tropy. Co z tego gdy dochodzi do trzeciego zabójstwa, które jest wstrząsające i zupełnie rujnuje nagromadzone teorie. Kostek i spółka jednak nie ustają w wysiłkach. Drążą, szukają, łączą fakty i nieubłaganie zmierzają drogą do poznania prawdy.
Po raz trzeci spotykam się z policjantami z Bielska-Białej. Żadne z ich poprzednich śledztw nie należało do łatwych. Odbijało się na ich życiu prywatnym i dużo mieszało we wzajemnych relacjach. Tutaj też tak jest. Oprócz podążania za tajemniczym mordercą, policjanci muszą uporządkować swoje życie prywatne. Mala musi ustalić jak właściwie ma wyglądać jej związek z Sokołem a Kostek ogarnąć relacje na linii rodzice-przyrodni brat. Nie ma łatwo. Szczególnie gdy dodatkowo ich przełożony chce jak najszybszych wyników.
,,Sam w dolinie" ma lepsze i gorsze momenty. Zaczyna się nieźle. Jest tajemniczo i zagadkowo. Mało poszlak, dużo domysłów i niedomówień, potem atmosfera trochę się rozpływa przez zbytnie rozbudowanie wątków romansowo-obyczajowych z życia policjantów. Zaczyna się swoista telenowela a śledztwo zupełnie schodzi na dalszy plan. Musi minąć chwila aby znowu zaczęło się coś dziać i znowu wróciło zainteresowanie. Bo Hanna Greń miała pomysł na zaskakujący twist i nieźle go rozłożyła ale trochę nieproporcjonalnie rozłożyła wątki przez co pojawił się moment znużenia, przeładowania trochę bzdurnymi zachowaniami i rozważaniami policjantów, zupełnie wytrącając ze skupienia na śledztwie. Mimo to warto się trochę pomęczyć i po przewracać oczami bo finał zaskakuje i myślę, że nikogo nie rozczaruje.
czwartek, 16 września 2021
,,Nazajutrz cię odnajdę" Magdalena Wala
Zarówno historia Adriany jak i wojenna Agnes docierają do swojego punktu
kulminacyjnego. Już nie można tylko trwać. Trzeba działać i podejmować
decyzje, często trudne.
Adriana nie ma już sił by walczyć o małżeństwo. Na jaw wychodzą kolejne
tajemnice i młoda kobieta jest coraz bardziej zdeterminowana by
zawalczyć o siebie i swoją wolność. Musi jednak zrobić ten ostateczny
krok, przed którym się waha. Ma jednak obok siebie ludzi, którym na niej
zależy. Po latach milczenia odnawia znajomości z przyjaciółką oraz
wreszcie nawiązuje kontakt z rodzicami. Jednak nadal największym
wsparciem jest dla niej wojenna opowieść Agnes, która mimo zbliżającego
się finału jest coraz bardziej dramatyczna.
Ostatni tom to historia Śląska z lat 1945-46. Decydują się losy świata.
Wojna jest już prawie rozstrzygnięta. Nie znaczy to jednak, że na Śląsku
zapanował spokój. Wręcz przeciwnie. Zaczyna się okres rozliczeń i
szukania winnych a w miejscu o tak skomplikowanych relacjach jak tutaj
nic nie jest proste. To właśnie w Mysłowicach najlepiej widać, że nie ma
jednoznacznej linii oddzielającej dobro od zła, czerń od bieli, Niemców
od Polaków. I chociaż chciałoby się uporządkować świat według prostych
zasad nie jest to możliwe.
,,Nazajutrz cię odnajdę" jest chyba najbardziej przejmującą częścią trylogii. Pełna dramaturgii, rozdarta pomiędzy sprzecznymi emocjami, pełna smutku ale i nadziei na poprawę losu. Mierzy się zarówno z trudną wojenną historią jak i osobistymi ludzkimi dramatami. I pokazuje, że nie ważne w jakich czasach przyszło żyć problemy i przeszkody zawsze są te same a do ich rozwiązania potrzeba wiele siły, odwagi i samozaparcia. Polecam!
p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 40,0 cm - 3,0 cm = 37,0 cm.
wtorek, 17 sierpnia 2021
,,Ostatnia iskra nadziei" Magdalena Wala
Dwie kobiety, dwie epoki i dwie historie, które nieoczekiwanie zaczęły na siebie oddziaływać.
Kolejna odsłona historii Adriany i Agnes. Adriana pod wpływem opowieści starszej sąsiadki zaczyna zastanawiać się nad sobą i nad swoim małżeństwem. Powoli zaczyna nabierać odwagi i chęci by zawalczyć o siebie. Poznajemy też lepiej jej własną historię i to co sprawiło, że znalazła się w takim a nie innym punkcie swojego życia. Zagubiona, przerażona, zastraszana i żyjąca w wiecznym poczuciu winy młoda kobieta zaczyna się budzić i dostrzega do dokładnie poszło nie tak.
Natomiast opowieść Agnes staje się dużo bardziej dramatyczna. Wojna wkracza w decydującą fazę, zaczyna brakować żywności, Niemcy stają się bardziej bezwzględni. Każdy zmuszony jest do walki o przetrwanie. Aby przeżyć trzeba podejmować dramatyczne, sprzeczne z własnym sumieniem decyzje oraz czasem wbrew własnej woli zgodzić się na ustępstwa względem wroga.
,,Ostatnia iskra nadziei" to dużo bardziej przejmująca opowieść. Życie obu kobiet wkracza w decydującą fazę. Obie zmuszone są do podjęcia radykalnych działań. Znajdują się na rozdrożu i to jakich wyborów dokonają zdecyduje jak potoczą się ich dalsze losy. Obie powoli odnajdują drzemiącą w nich siłę i pokazują swoje zupełnie nowe oblicze. Widać jak wzajemna przyjaźń i opowieść Agnes wpływa motywująco na Adrianę, które wreszcie decyduje się wyzwolić z klatki, w którą tak naprawdę sama siebie wtrąciła. Jeszcze długa droga przed dziewczyną i wiele musi się zdarzyć by mogła odnaleźć upragniony spokój i szczęście ale dobrze widzieć, że wykonała pierwszy krok we właściwym kierunku.
Z niecierpliwością czekam na kolejny tom aby dowiedzieć się jak zakończą się obie historie: zarówno ta z okresu wojny jak i współczesna.
p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 6,5,8 cm - 2,7 cm = 63,1 cm.
wtorek, 1 czerwca 2021
,,Maski pośmiertne" Anna Rozenberg
Woking, niewielka miejscowość trochę oddalona od Londynu. To tutaj właśnie zostają znalezione brutalnie okaleczone zwłoki polskiej turystki. Sprawa od początku się komplikuje. Nic nie jest takie jak powinno być a ślady wręcz sobie zaprzeczają. Jedynym, który ma jakieś szanse dociec prawdy jest inspektor David Redfern. Jego matka była Polką więc zna język polski i próbuje przeniknąć skomplikowaną historię Polaków, którzy zostali w Anglii po II wojnie światowej, bo tropy prowadzą do tajemnic, które miały być pogrzebane ponad 70 lat temu.
,,Maski pośmiertne" to interesujący debiut i elektryzujący początek (przynajmniej taką mam nadzieję) dłuższej serii. Autorka wybiera niecodzienne tło dla zagadki kryminalnej. Z jednej strony mamy to co charakterystyczne dla kryminałów skandynawskich czy brytyjskich: małe miasteczko, nieufną, trochę wycofaną społeczność i policjantów podejrzliwie spoglądających na nowego członka zespołu. Mroczne, deszczowe, zamglone tło potęguje nastrój niepewności i zagrożenia. Gdy jeszcze do tego dodać typowo polskie skomplikowane relacje historyczno-polityczne otrzymujemy wciągający, duszny thriller, pełen niedopowiedzeń i poszlak gubiący się w natłoku śladów, pozornie bez znaczenia.
Ale thriller i zagadka kryminalna to tylko jedna strona medalu. Drugą, równie wciągającą, są wojenne i powojenne koleje losu Polaków, których historyczna zawierucha rzuciła do Anglii. Autorka pokazuje trudy i problemy z jakimi się mierzyli, rozbudzając ciekawość i przez to zachęcając do samodzielnych poszukiwań. Jest to z pewnością jedna z tych kart najnowszej historii Polski, o której niewiele wiadomo i która jest pomijana.
,,Maski pośmiertne" to kryminał, obok którego ciężko przejść obojętnie. Mroczny, skomplikowany ale przez to bardziej wciągający. Polecam a sama czekam na kolejną odsłonę bo zakończenia zdecydowanie nie można zostawić w ten sposób.
czwartek, 7 stycznia 2021
,,Księgi zapomnianych żyć" Bridget Collins
,,Księgi zapomnianych żyć" to opowieść rozgrywająca się w fantastycznym świecie, gdzie książki nie są pisane, drukowane i wydawane. Stanowią one dzieło tajemniczej grupy ludzi zwanych oprawiaczami i są wspomnieniami wydartymi autentycznym ludziom. Kiedy ktoś zostaje oprawiony, jego wspomnienia znikają z głowy, przelane na papier. Można w ten sposób pozbyć się bólu, wyrzutów sumienia, niechcianych myśli. Dobry sumienny oprawiacz powinien schować i zabezpieczyć taką książkę, przynajmniej póki jej przedmiot żyje. Niestety sztuka ta doczekała się wielu wynaturzeń i przez wielu wykorzystywana jest w innych, złych celach.
I to był ten wątek, który przekonał mnie do lektury. Czyż to ne brzmi fantastycznie - świat, gdzie ludzie boją się tego co skrywają książki. Ileż tutaj rodzi się pytań. Ileż pomysłów, wątków przelatuje przez głowę. Tak, zapomnijcie o tym wszystkim bo autorka po rozbudzeniu ciekawości,skierowała opowieść na zupełnie inne tory. Zamiast fascynującego fantasy z książkami w tle wszystko sprowadza się do zakazanej historii miłosnej. Ciekawej, momentami porywającej, trochę zaskakującej i od pewnego momentu absolutnie dominującej w całej akcji. I wszystko byłoby może dobrze, gdyby nie przyćmiła zupełnie tła, sama będą w pewnym momencie już bardzo przewidywalną. Zaciekawienie, fascynacja, świeżość pomysłu, które były siłą napędową na początku w okolicach finiszu zupełnie się wypaliły i zostało tylko słabiutkie, przewidywalne zakończenie.
Nie mogę powieść, że ,,Księgi zapomnianych żyć" jest słabą książką. Nie jest. Ma w sobie duże pokłady świeżości, oryginalności, nowego spojrzenia na wiele tematów ale nie jest tym czego oczekiwałam i co można wycisnąć z tak genialnego pomysłu. Przyjemnie i szybko się czyta ale oczekiwania były postawione bardzo wysoko, dlatego czuję pewien niedosyt i lekkie rozczarowanie.
poniedziałek, 27 lipca 2020
,,Na moment przed świtem" Magdalena Wala
Adriana to współczesna trzydziestolatka, uwikłana w toksyczne małżeństwo, które pozbawia ją wszelkiej chęci do życia oraz sprowadza całą jej egzystencję do bycia służącą swego męża. Przełomem w jej szarym, monotonnym życiu jest spotkanie z ponad dziewięćdziesięcioletnią Agnes. Staruszka zaczyna kobiecie opowiadać historię swojego życia w trakcie okupacji nazistowskiej w Mysłowicach oraz wspomina dawną miłość. Przejmująca i chwytająca za serce opowieść o trudach wojennych, dramatycznych wyborach oraz konsekwencjach jakie za sobą pociągają staje się dla Adriany katalizatorem i otwiera jej oczy na to jak wygląda jej życie.
Przyznaję, że na początku strasznie denerwowała mnie Adriana. Jej postawa, zachowania, stosunek do męża, brak własnego zdania i zupełne podporządkowania - przyznam, że w tych momentach miałam ochotę rzucić książkę i nie czytać dalej o kimś ktoś sam decyduje się na prowadzenie takiego właśnie życia. Interesowała mnie jednak druga, prowadzona prawie równocześnie opowieść Agnes. Prezentuje ona zupełnie inny świat. Jej relacja z czasów okupacji nie jest jednoznaczna, czarno-biała, kryje w sobie wiele niuansów, sprzeczności, zawirowań. Jest tak skomplikowana jak skomplikowany był wtedy świat a sytuacja na Śląsku szczególnie. O ile w pozostałej części Polski można przeprowadzić dosyć wyraźną linię oddzielającą Polaków od Niemców, Śląsk był mieszaniną wielonarodowościową, gdzie nie dało się dokładnie przeprowadzić tego podziału. Dopiero wojna i okupacja zmusiła do zadania sobie pytania kim się jest i jakiej narodowości.
Opowieść Agnes oddziaływała nie tylko na mnie,czytelniczkę, ale przede wszystkim na Adrianę. Zaczęło powoli wyłaniać się bardziej skomplikowane tło stojące za jej decyzjami. Nie, nie wiem dlaczego postępuje ona tak a nie inaczej, nie wiem jakie decyzje podjęła. Mam całe mnóstwo pytań i mam nadzieję, że kolejne tomy pozwolą mi lepiej zrozumieć bohaterkę, zamiast ją powierzchownie oceniać. Zachęcam bo to bardzo przyjemna lektura, chociaż z denerwującym początkiem.
wtorek, 2 kwietnia 2019
,,Natalia" Magdalena Wala
Akcja powieści rozgrywa się w Krakowie początku XIX wieku. Tytułową bohaterką jest mało atrakcyjna córka bogatego mieszczanina. Panna nie ma szczęścia w życiu. Już dwukrotnie została porzucona przed ołtarzem. Wydaje się, że jej ostatnią szansą na małżeństwo i wejście do środowiska arystokratycznego (o co bardzo zabiega jej ojciec) jest Szymon Pawłowski, brat bohaterek poprzednich części cyklu, Marianny i Rozalii. Mężczyzna złożył przysięgę swojemu ojcu, że ożeni się w ciągu roku i zapowiedziany termin nieubłaganie się zbliża.
Natalia i Szymon to para połączona przez przypadek i okoliczności. Jednak szybko okazuje się, że wzajemnie idealnie się uzupełniają. On - pomaga jej pokonać własne ograniczenia, szczególnie te natury psychicznej. Dzięki niemu dziewczyna zaczyna dostrzegać swoją wartość, nabiera pewności siebie i dojrzewa, przemieniając się z zastraszonego i stłamszonego stworzonka w pewną siebie kobietę. Także Szymon sporo zyskuje na tym związku - fakt, jest trochę za idealny ale poprzez to jak rozwija się Natalia, on także nabiera nowych cech. Zaczyna walczyć o kogoś innego i podejmuje działania by ją chronić.
Powieść Magdaleny Wali to nie tylko dobrze skonstruowana i opowiedziana ciekawa powieść romantyczna. To także delikatnie przemycana wiedza o obyczajowości, mentalności i społeczności XIX-wiecznej. Pokazuje jest łatwo można zmanipulować innych dzięki dobrze puszczonej plotce i rozsiewaniu zabobonnego strachu. Autorka pozornie pomija wielką historię ale i tak w tle przemyca informacje o tym czym żyli Polacy w okresie zaborów.
,,Natalię" świetnie się czyta, intryguje, czaruje, wzrusza i odsłania mało znane fakty z historii. Jak dla mnie zestawienie idealne. Polecam!
niedziela, 25 listopada 2018
,,Oskarżenie" Remigiusz Mróz
,,Oskarżenie" zaczyna się po niewielkim skoku czasowym w stosunku do poprzedniego tomu. Chyłka nadal jest w ciąży, na szczęście atak, który zakończył poprzedni tom nie miał jakichś większych konsekwencji oprócz tego, że Zordon nie zdał egzaminu aplikacyjnego. Ale to już przeszłość. Obecnie najważniejsza jest nowa, bardzo emocjonująca i zagmatwana prawa. Chyłka ma bronić dawnego opozycjonisty oskarżonego o cztery brutalne zabójstwa. Dodatkowo wszystko się jeszcze bardziej komplikuje bo Oryński zostaje oskarżony o dokonanie eutanazji na swojej matce. Chyłka musi działać na kilku frontach, próbując ogarnąć to co nie jest do ogarnięcia. Wszystko wywraca się do góry nogami a czas ucieka.
Mniej więcej w podobnym czasie jak podczytywałam sobie ,,Oskarżenie" nadrabiałam też zaległości w serialu ,,Suits". No i tak się zupełnie przypadkiem zdarzyło, że w serialu Harvey Specter robi wszystko by wyciągnąć Micka z więzienia i dokładnie to samo robi Chyłka. Nie, nie mówię, że mamy do czynienia z plagiatem ale cóż.. tok myślenia jest całkiem podobny. Bo jedno trzeba przyznać Remigiuszowi Mrozowi. Jest dobry obserwatorem rzeczywistości popkulturalnej. Miesza wszystko co jest popularne i na czasie i wkłada w jedną całość. Wiem, że czytał ,,Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?", oglądał ,,Suits", pewnie też przeglądał kwejka czy demotywatory lub joemonstera, przez co jego historia trafia do czytelnika. Jest aktualna, kontrowersyjna, budzi ciekawość, jest sprawnie napisana, utrzymana w szybkim tempie. Tylko, że ja się chyba starzeję (sorry panie Mróz, wiem że w tym samym czasie egzamin gimnazjalny pisaliśmy ;) bo dla mnie ciągłe przerzucanie się przez bohaterów popkulturowymi odzywkami jest nużące. Sprawia wrażenie sztuczności i niewiele wnosi do akcji. Wolałabym więcej kluczenia i emocji w samej akcji, która tutaj jest całkiem niezła i naprawdę mnie wciągnęła, tak, że czekałam z niecierpliwością na to jak wszystko zostanie rozwiązane.
,,Oskarżenie" jest niezłe i z pewnością pozostanę wierna serii z Chyłką ale momentami za bardzo przegadane. Mniej gadania w więcej działania i będzie idealnie.
poniedziałek, 27 sierpnia 2018
,,Maria Panna Nilu" Scholastique Mukasonga
,,Maria Panna Nilu" to opowieść gorzka, chociaż opowiada o szkole dla dziewcząt w ich najlepszym okresie życia. Nawet jeśli pojawia się śmiech okraszony jest bólem, cierpieniem, pogardą. Autorka próbuje w lekki sposób opowiadać o codzienności panującej w szkole, przez co tylko potęguje nastój rodzącego się rasizmu i nienawiści jednej rasy do drugiej. Każda kolejna scenka coraz lepiej uwidacznia podziały i różnice, podkreśla uprzywilejowanie jednych i tragiczny los drugich. I chociaż akcja powieści rozgrywa się dwadzieścia lat przed ludobójstwem to czuć już jego nadejście. Widać, że w tak podzielonym i manipulowanym społeczeństwie wcześniej czy później musiało dojść do tragedii.
Autorka rozlicza się też z belgijskimi kolonizatorami, pokazując powierzchowność ich spojrzenia na Rwandę, niezrozumienie jej wewnętrznych problemów, ,,cywilizowanie i edukowanie" na siłę. Zamiast pomagać, protekcjonalnie traktują Rwandyjczyków.
Powieść jest bardzo prosta w swojej formie ale poruszą głębią problemów oraz umiejętnym podejściem do tematu ludobójstwa w Rwandzie. Szkoła staje się najlepszą metaforą tej tragedii i najlepiej pokazuje dlaczego do niej doszło. Naprawdę warto sięgnąć!
piątek, 2 lutego 2018
,,Rozalia" Magdalena Wala
Młodziutka Rozalia musi uciekać przed niechcianym konkurentem. Rodzina ukrywa ją w majątku znajomych. Miejsce, które ma być dla dziewczyny oazą spokoju, zaczyna jawić się jako zagadkowe i pełne fascynujących sekretów. Najbardziej intrygujący jest tajemniczy nieznajomy, którego dziewczyna spotyka zawsze pod osłoną mroku. Dodatkowo w majątku krąży plotka o strzygoniu - nieumarłym, który powrócił.
Przyznam, że wysoko oceniam powieść tylko dlatego, że jest to w końcu coś nowego i świeżego w dosyć dobrze znanym mi świecie romansów historycznych. Bo ciekawie i intrygująco było tylko do momentu, kiedy nieznajomy był nieznajomym. Później zrobiło się już strasznie nudno i strasznie stereotypowo. I może nie byłoby to takie złe gdyby nagle wszystko też się nie spłyciło i nabrało tempa a przy okazji zgubiło sens. Wcześniej intryga było powoli budowana, napięcie stopniowane, pojawiło się dużo zagadek i niedopowiedzeń co budziło ciekawość, postacie miały głębię i charakter potem jak za dotknięciem magicznej różdżki wszytko zniknęło -Rozalia stała się irytującą, egzaltowaną panieneczką, nieznajomy okazał się bezbarwny, a intryga w ogóle zniknęła. Nie winię autorki - tylko nie licznym udaje się utrzymać taki klimat do samego końca, przed Magdaleną Walą jeszcze, mam nadzieję, wiele dobrych powieści. Cieszę się jednak, że ta akurat powieść powstała bo była miłym czytadłem, dobrą odskocznią od anglosaskich klimatów i przede wszystkim w końcu zaczęto czerpać z naszej historii na potrzeby romansu historycznego i zrobiono to całkiem przyzwoicie. Może za dużo babrania się w szczegółach i detalach życia dworku i jego mieszkańców w XIX wieku ale na szczęście Magdalena Wala to nie Diana Gabaldon więc można na to przymknąć oko.
sobota, 18 listopada 2017
,,Inwigilacja" Remigiusz Mróz
Po raz kolejny Mróz sięgnął to gorący temat - tym razem imigranci, terroryzm i domniemane działania służb bezpieczeństwa - by skonfrontować z nim swoich czołowych prawników, Chyłkę i Zordona. Po wszystkich wcześniejszych perturbacjach wydaje się, że ich relacje przyjęły pewne znamiona normalności. Chyłka zaczyna wychodzić na prostą a Zordon zaczyna pokazywać trochę więcej charakteru. A sama sprawa - ciekawa, intrygująca, budząca sporo wątpliwości i oczywiście niejednoznaczna. Do końca nie wiemy czy prawnicy stoją po dobrej stronie barykady czy może zakopali się w największe bagno jakie tylko mogli znaleźć. I chociaż już dosyć wcześnie miałam podejrzenia, że to może się tak skończyć jak się skończyło, w najmniejszym stopniu nie zniszczyło mi to zabawy. Z ogromną przyjemnością obserwowałam świetne słowne potyczki między bohaterami, na sali sądowej także było gorąco i chociaż wyjątkowo nikt w tej części nie wylądował w szpitalu, nie znaczy, że było nudno.
Seria weszła na dobre tory i mam nadzieję, że na takich pozostanie. O ile w innych powieściach Mroza widać, że szuka swojego miejsca i stylu tutaj już ma i czuje się w nim całkiem nieźle. Da się odczuć lekkość stylu, zabawę językiem, umiejętne mieszanie tematów ważnych, skomplikowanych z humorem, proste i rzeczowe tłumaczenie nawet najbardziej skomplikowanej prawniczej terminologii. Tworzy to właściwy klimat dla czytelnika, który oprócz rozrywki znajduje tam dyskretnie przemycane ważne społeczne tematy.
p.s. Chyłka nie jest jedyną, która czytała ,,Ojca Chrzestnego" a nie widziała filmu. Ja też :)



















