Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska 2020. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska 2020. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 grudnia 2020

,,Sapere Aude II. cz.1" Małgorzata Sambor-Cao

Trochę minęło od momentu, kiedy czytałam pierwszą część serii ,,Sapere Aude" więc trochę z niepokojem sięgałam po leżącą od dawna na półce książkę. I chociaż ,,Sapere Aude II" jest bezpośrednią kontynuacją to bez problemu nawet po pięciu latach (!!!) można odnaleźć się w świecie wykreowanym przez Małgorzatę Sambor-Cao.

 Główny bohater, Michael van Horn zostaje odnaleziony. Jest zmaltretowany, wycieńczony, ledwie żyje. Jego ciało to jedna wielka rana, jedno wielkie złamanie. Zaczyna się nierówna walka o przywrócenie, albo raczej utrzymanie go przy życiu. Rodzina i przyjaciele dwoją się i troją by zapewnić mu opiekę jak i bezpieczeństwo. Ich wysiłki zdają się iść na marne bo wydaje się, że doszło do najgorszego - Michael van Horn został złamany psychicznie i poddał się, nie próbując nawet walczyć o własne życie.

Generalnie powieść koncentruje się na wychodzeniu Michaela z kryzysu w jakim się znalazł. Nie jest to w tym momencie powieść sensacyjna czy thriller, to raczej mocna powieść psychologiczna, skupiająca się na walce z samym sobą i traumą jakiej doświadczono. Głównym wrogiem Michaela nie są czający się i nadal obecni przestępcy ale on sam. Po traumatycznych doświadczeniach musi znaleźć siłę i motywację by w pierwszej kolejności zawalczyć o siebie a przez to o dalsze losy azyli, które zbudował. Tworzenie planu, co zrobić z ludźmi odpowiedzialnymi za porwanie i tortury, schodzi na dal ale nie zostaje całkowicie pominięty. Najpierw musi zostać stoczony dużo ważniejszy bój.

,,Sapere Aude II cz.1" stanowi pewnego rodzaju ważne interludium przed tym co dopiero ma nadejść. Pewne jest, że akcja potrzebowała zatrzymania, uspokojenia, nabrania dystansu oraz głębszego wniknięcia w przeszłość i teraźniejszość Michaela aby móc na nowo wystartować. Jestem ciekawa co będzie dalej więc nie pozostaje mi nic innego jak sięgnąć po kolejne części. Może tym razem szybciej niż po pięciu latach ;) 

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 54,5 cm - 2,1  cm = 52,4 cm.

 

wtorek, 15 grudnia 2020

,,Żywoty diabłów polskich" Witold Bunikiewicz

 

Wydawnictwo Replika robi świetną robotę przygotowując i wydając książki, poświęcone szeroko pojętej demonologii polskiej. Odświeża wydania dzieł zajmujących się tym tematem. ,,Żywoty diabłów polskich" po raz pierwszy ukazały się przed II wojną światową, w 1930 roku, ale fakt ten nie nic nie zmienia, nadal czyta się to świetnie. Z zachwytem i zainteresowaniem wkracza się w świat ludowych podań, wiejskich bajań, których bohaterami są diabły - przebiegłe, sprytne, wiecznie knujące jak pozyskać dusze dla piekieł ale równocześnie co rusz przeganiane przez kropidło, znak krzyża czy wystrychnięte na dudka przez co sprytniejszego chłopa.

Zbiór legend i podań Witolda Bunikiewicza to nie lada gratka, dla wszystkich zainteresowanych tradycja polską. Ze swadą i lekkością przywołuje już trochę zapomniane legendy o najważniejszych polskich diabłach. Karty zbioru nie zamieszkują tylko, te najsłynniejsze jak Boruta czy Rokita, ale przewija się cały kalejdoskop diabelski: żarłoczny Fugus, uczony Merdasiński, pułkownik Rogaliński czy Niemiec Mefisto. Nie mają one łatwego żywota w Polsce. Nie tak łatwo wieść na pokuszenie polskie dusze i diabły muszą się trochę namęczyć, wymyślając kolejne podstępy i szukając sposobów na zwodzenie ludzi.

,,Żywoty diabłów polskich" to barwny, napisany z humorem i lekkością zbiór. Czyta się to wręcz jednym tchem. Opowieści wywołują śmiech ale równocześnie w tle skrywają wiele uniwersalnych prawd i idealnie pokazują niezmienialną  naturę ludzką. To idealne opowieści do czytania zarówno dla dorosłych jak i młodzieży. Z pewnością, każdy czytelnik będzie zachwycony odkrywaniem jak bogaty jest polski ,,diabelski krajobraz."

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 56,3 cm - 1,8  cm = 54,5 cm.

 

niedziela, 13 grudnia 2020

,,Król" Szczepan Twardoch

 

Warszawa 1937 roku to tak naprawdę dwa zupełnie oddzielne miasta. Jest to szanowana, elegancka, polska ale obok niej istnieje zupełnie inna: szemrana, mroczna, żydowska. Żyją obok siebie wcale o siebie nie dbając, rywalizując i zagrażając sobie. Tą żydowską rządzi Kum Kaplica, którego prawą ręką jest Jakub Szapiro.

Przyznam, że ,,Król" jest powieścią szokującą, brutalną i mroczną. Daleko tam do idealnego świata i romantycznego wyobrażenia jakie mamy czasem o latach Dwudziestolecia. Świat jaki stworzył Twardoch jest zły, zdemoralizowany, pazerny, wyzuty z patriotyzmu czy głębszych uczuć. Wszystko jest walką o przetrwanie. Silniejszy może przetrwać a dla pobitych nie ma litości. Zło przesiąkło każdego, jest namacalnym elementem istnienia. Czytanie ,,Króla" to w pewien sposób taplanie się w brudzie, zgniliźnie, odzieranie z narodowych mitów świata, który nie był idealny. Był taki sam jak obecnie: miał jasne i ciemne strony a Twardoch jest mistrzem pokazywania tego co jest pod powierzchnią. Jego bohaterowie, nawet jeśli po trochu są idealistami, to idealistami przegranymi, podporządkowanymi złu świata, takimi, w których już zatarła się granica pomiędzy tym co dobre a co złe.

Chociaż mrok, brud, zepsucie jakie pokazuje Twardoch jest fascynujące to najlepszym uczuciem jest moment gdy zamyka się książkę i czuje się ulgę. Już można otrzepać się z wulgaryzmów, przemocy, mocnej erotyki, gwałtów, zbrodni, moralnego zepsucia. Można to zostawić za sobą. Ten świat zamknąć między okładkami i odłożyć na półkę. Tak, można to zrobić.

 

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 59,4 cm - 3,1  cm = 51,3 cm.

poniedziałek, 7 grudnia 2020

,,Saturnin" Jakub Małecki

 
,,Saturnin" to powieść hipnotyzująca. Zaczyna się tak zwyczajnie, tytułowy bohater to zwyczajny trzydziestolatek, pracujący jako sprzedawca w Warszawie, podkochuje się w farmaceutce z pobliskiej apteki ale nie ma odwagi zrobić tego pierwszego kroku. Jego życie to praca i samotne wieczory. Bolesna zwyczajność pomieszana z samotnością i wyobcowaniem. Tę życiową rutynę przerywa telefon od matki, że zaginął jego ponad dziewięćdziesięcioletni dziadek. Saturnin wyrusza w podróż do domu. Nie wie jeszcze jak wiele ta wyprawa zmieni w jego życiu, jak wiele się dowie i jak wiele odkryje.

Myślę, że ,,Saturnina" można czytać i odkrywać na wielu poziomach. Pozornie prosta historia, w której zagoniona współczesność konfrontuje się z tragicznymi czasami II wojny światowej. Ale to także, a może przede wszystkim opowieść o ludziach. Trzy pokolenia Markiewiczów stają się lustrem, w którym odbijają się wszystkie obawy, lęki, błędy, czasem głupota i wstyd a czasem mądrość i spokój. I nie ważne czy patrzymy na wojenne dzieje Tadeusza, skomplikowane, nieudane małżeństwo Hanny czy samotność Saturnina. Każde z nich niesie w sobie te same problemy ale nie umie się nimi dzielić, nie umie o nich mówić przez co tylko potęguje ten cichy rodzinny dramat.

,,Saturnin" to powieść pięknie opowiedziana, z ogromną delikatnością i czułością w stosunku do wszystkich bohaterów. Narrator widzi ich błędy i porażki ale cały czas w nich wierzy, nie pastwi się nad nimi, z łagodnością pozwala trwać i zapadać się w milczenie oraz codzienną rutynę. Dzięki temu opowieść porusza, dotyka najskrytszych strun w duszy ale nie przytłacza. Ból skryty w tajemnicy wyzwala, przychodzi jako katharsis, jest uleczeniem a nie obciążeniem. Paradoksalnie daje nadzieję i wyzwala siłę nadającą życiu pęd. I chyba to jest najważniejsze przesłanie tej powieści. Polecam!

czwartek, 19 listopada 2020

,,Wyhoduj sobie wolność" Maria Hawranek, Szymon Opryszek

 
Przyznam otwarcie, że Urugwaj jest tym krajem Ameryki Południowej, z którym nie mam żadnych skojarzeń. Argentyna, Chile, Brazylia, Boliwia, Peru, Wenezuela, Kolumbia, Meksyk, o każdym z wymienionych mogę coś powiedzieć, chciałabym tam się znaleźć, chciałabym je przemierzyć. Urugwaj wciśnięty pomiędzy Argentynę i Brazylię wydaje się być przytłoczony przez bardziej znanych sąsiadów a przez to istniejący trochę w ich cieniu. A to bardzo błędne myślenie. Urugwaj to państwo zaskakujące, inne w kontekście całej Ameryki Południowej i dzięki temu jeszcze bardziej fascynujące.

Urugwaj to państwo fascynujące, pełne kontrastów i zaskakujące. Jako jedyne państwo w Ameryce Południowej zdecydowało się przyjąć uchodźców z Syrii, pomimo tego, że samo mierzy się z ogromem własnych problemów. Jest państwem oficjalnie głoszącym swoją świeckość, gdy cały kontynent raczej kojarzony jest z mocnym przywiązaniem do wiary chrześcijańskiej. Miał prezydenta, który 90% swojej pensji oddawał na cele charytatywne. Urugwaj nie uląkł się gdy potężny koncern nikotynowy wytoczył mu proces. Wręcz przeciwnie - odważnie stanął do sądowej walki o to by dać mieszkańcom prawo do życia bez nikotyny. Równocześnie, jako jedno z pierwszych państw na świecie zalegalizował marihuanę. Tak, to kraj paradoksów i zaskoczeń. Kraj, który chce się odkrywać i dowiadywać się o nim coraz więcej.

,,Wyhoduj sobie wolność" to zbiór wciągających reportaży. Każdy jest inny, każdy poświęcony innemu tematowi ale wszystkie łączy przebijający się temat wolności: ekonomicznej, politycznej, religijnej, światopoglądowej. Czasem jest jej więcej, czasem jest skierowana w zupełnie błędną stronę ale Urugwajczycy mają w pewien sposób jej poczucie i z niej korzystają. Chociaż niektóre z poruszanych zagadnień jest trudne, bolesne to jednak przebija z nich nadzieja, optymizm i jakiś spokój. Bo taki właśnie jest Urugwaj - spokojny w swym chaosie, może przez to mniej tam charakterystycznej latynoskiej ekspresyjności i egzotyki ale z pewnością nie jest mnie fascynujący i godny zachwytu. Polecam! 

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 66,2 cm - 2,4  cm = 63,8 cm.

niedziela, 1 listopada 2020

,,Upiorne Święta" Antologia

 
Już wkrótce Święta Bożego Narodzenia. Już teraz, chociaż listopad dopiero się zaczął, w sklepach pojawiają się pierwsze ozdoby, pierwsi Mikołaje, za chwilkę najpierw nieśmiało potem coraz mocniej zabrzmią piosenki świąteczne, z nieśmiertelnym ,,Last Christmas" na czele. I chociaż wszystko to ma wprawiać ludzi w dobry, radosny, pozytywny nastrój to u mnie zawsze wywołuje ciarki zniechęcenia i przerażenia. Ale ja mam na myśli tylko szalejący konsumpcjonizm, sztuczność i przesyt bzdurami ,,które musisz mieć, żeby Święta się udały". Ale co by było, gdyby dreszcze przerażenia wywoływało coś innego? Co by było gdyby Boże Narodzenie wcale nie było tak radosnym, bezpiecznym i rodzinnym świętem jak chcemy by było? Właśnie na te pytania odpowiada antologia, która niedawno miała swoją premierę.

,,Upiorne święta" to zbiór dziesięciu opowiadań napisanych przez popularnych polskich pisarzy, wśród których wisienka na torcie jest kultowy angielski pisarz Graham Masterton. Akcja wszystkich opowiadań rozgrywa się w okołoświątecznej przestrzeni czasowej. I cóż można powiedzieć o całości? Z pewnością są to opowiadania tak zróżnicowane jak zróżnicowana jest tematyka poszczególnych autorów. Wszyscy tematycznie krążą wokół horrory, thrillera, mrocznego fantasy czy science fiction. Są opowiadania bardzo mroczne w swej wymowie, inne niosą smutne refleksje na temat nas samych i naszych relacji z ludźmi, znajdzie się i takie, które jest typowym zapychaczem czyli przeczytać i zapomnieć bo większych emocji nie wywołują. Są takie ocierające się o humor i trochę przewrotne - tutaj uśmiech w stronę Adama Przechrzty, którego dotychczas nie czytałam a który rewelacyjnie spisał się w krótkiej formie. Artur Urbanowicz nawet w opowiadaniu postawił na budowanie napięcia i zaskakujące makabryczne rozwiązanie. Zdecydowanie ciekawe i bardzo pesymistyczne spojrzenie na przyszłość ma Marek Zychla. Przyznam, że jego opowiadanie bardzo mnie zaintrygowało, ma w sobie coś z bardzo mrocznego postapo.

Nie chcę opisywać i streszczać każdego z opowiadań bo wiem, że w tym zbiorze każdego uderzy coś innego. Opowiadania są zróżnicowane ale wszystkie mają mroczny wydźwięk. Epatują przeróżnymi emocjami: lękiem, niepewnością, zaskoczeniem, strachem, poczuciem zagrożenia czy niepewnością jutra. Jedne są bardziej nastawione na rozrywkę, inne w tle przemycają ważne tematy i koncentrują się na mało popularnych problemach. Nie da się ich jednak czytać zupełnie obojętnie i jedno jest pewne: Boże Narodzenie nigdy już nie będzie takie samo.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Akurat!

 

 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 75,5 cm - 2,5  cm = 73,0 cm.

 

,,Zbawiciel" Leszek Herman


Środek lata, Szczecin. Miasto w pełni sezonu urlopowego, turyści, wydarzenia kulturalne a w tle jak w każdym polskim mieście kolejne remonty i przebudowy. Nic nie wskazuje na to, że to lato ma być inne, aż do momenty gdy w trakcie prac remontowych zostają odkryte dziwne zabetonowane piwnice a wkrótce potem spokój miasta zakłóca zaskakujące zdarzenie, które początkowo zostaje potraktowane jako happening. Ale to dopiero początek. Tajemniczy terrorysta podpisujący się jako ,,Heiland der Welt" (Zbawiciel Świata) dopiero pokaże na co go stać a letni, wakacyjny Szczecin przestanie być aż tak atrakcyjnym miejscem do spędzenie leniwego urlopu.


Okazuje się, że ,,Zbawiciel" to już czwarty tom serii Sedinum. Przyjęłam to z zaskoczeniem bo dotychczas nie trafiłam na tę serię. Ale lepiej późno niż wcale. Bohaterami serii są dziennikarze Paulina i Piotr, którym pomaga architekt Igor. Cała trójka posiada wręcz nieprawdopodobny talent do znajdywania się w samym centrum zdarzeń oraz cechuje ich niestandardowe spojrzenie na rzeczywistość. Dzięki temu wydarzenia, które wokół nich się rozgrywają mają w sobie wiele przygody, tajemnicy i łączą się z trudną, zagadkową historią okolic Szczecina. Tak właśnie jest w przypadku sprawy Zbawiciela. Paulina i Piotr od początku patrzą na sprawę inaczej niż wszyscy dookoła. Dzięki swoim kontaktom i znajomościom zwracają uwagę na szczegóły, które są ignorowane lub marginalizowane. ,,Kopią" głębiej i próbują wiązać często dosyć zaskakujące wątki. Pakują się przez to w kłopoty ale czymże jest przygoda bez kłopotów.

,,Zbawiciel" trzyma w napięciu od pierwszych stron. Leszek Hermann buduje intrygującą, zaskakująca opowieść czerpiąc garściami z współczesnych realiów oraz faktów historycznych, dodaje to tego samograja intrygujących, żywiołowych, pełnych energii i wykraczających poza swoje granice bohaterów a dzięki temu powstaje idealna powieść sensacyjna. Bo czyż może coś lepiej się czytać, niż przepełniona zagadkami, niedopowiedzeniami książka zbudowana na mocnym fundamencie realnych historycznych tajemnic. Ale żeby nie było, że tylko główny wątek pcha fabułę do przodu. Z pewnością duże znaczenie mają też postacie drugoplanowe - przemyślane, popychające bohaterów do działania, czasem intrygujące czasem irytujące. Dzięki temu nie czuć nudy, nie ma niepotrzebnych dłużyzn w akcji bo naturalne przestoje wypełniane są delikatnym humorem.

Chyba jedyną rzeczą, do której mogę się przyczepić jest zakończenie. Pomimo, że wszystkie wątki bardzo logicznie i zgrabnie zostały zebrane w całość i zamknięte to brakuje mi takiego jednoznacznego postawienia kropki. W pewien sposób autor pozostawił interpretację zakończenia czytelnikowi. Nie podsumował powieści ale pozwolił się domyślić. Może nie jest do wielką wadą ale skoro wychowałam się na Scooby-Doo to czekałam na ten moment kiedy złoczyńca powie ,,Wszystko by się udało, gdyby nie te przebrzydłe dzieciaki". Nie znam maniery autora więc przyznam, że taki zabieg mnie zaintrygował i jestem ciekawa co będzie dalej. Ale na razie muszę jednak nadrobić pozostałe powieści bo Leszek Herman to zdecydowanie moje tegoroczne odkrycie. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MUZA!

 

 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 79,1 cm - 3,6  cm = 75,5 cm.
 
 

poniedziałek, 28 września 2020

,,Sprawdź, czy ktoś za Tobą nie stoi" Ina Nacht


 Lubię sięgać po nowych polskich autorów a szczególnie wtedy gdy akcja powieści toczy się w nieoczywistym miejscu. Przecież nie tylko Warszawa czy któreś z czołowych polskich miast może stać się areną niesamowitych, emocjonujących zdarzeń. Także Kotlina Kłodzka może skrywać swoje tajemnice i sprawić, że spojrzymy na ten region zupełnie inaczej.

I właśnie tam akcję swojego thrillera umiejscowiła Ina Nacht. ,,Sprawdź, czy ktoś za Tobą nie stoi" to thriller, który bardzo wiele obiecywał w pierwszej części. Powoli ale w bardzo niepokojący sposób budowana akcja sugeruje wiele. Ociera się o bolesne rodzinne tajemnice, zagadkowe wierzenia, zmowę milczenia, tak charakterystyczną dla małych, odciętych miejscowości, do których nagle wprowadza się ktoś obcy. Tak właśnie jest tutaj. Kaja i Sonia to para lesbijek. Już to jest czynnikiem, który sugeruje, że bohaterkom powinno być trudno przełamać lody i wejść do małej wiejskiej społeczności. Rozumiem zabieg autorki, że nie chciała tego mocno akcentować ale z pewnością mocniejsze uwypuklenie tego detalu dużo bardziej skomplikowałoby akcję i sprawiło, że całość byłaby bardziej wielowarstwowa, mocniejsza i bardziej wyrazista. Bo trochę wyrazistości brakło. Zaczyna się świetnie, od znalezienia tajemniczych kości w ogrodzie, pojawia się mroczny klimat zagrożenia, jest niebezpiecznie, trochę horrorowo, czuć nieuchwytny podmuch niewypowiedzianego, nieuchwytnego zagrożenia. I nagle to wszystko zostaje jak nożem ucięte. Zagadka szybko znajduje swoje wyjaśnienie, w sumie bez pomocy kogokolwiek. Całe świetnie budowane poczucie zagrożenia rozmywa się jak poranna mgła i zostajemy z trochę głupim wrażeniem: ,,To już?". I chociaż wiem, że nie do każdego rozwiązania trzeba iść na około, nie wszystko musi zajmować dużo czasu to jednak jest mi szkoda zmarnowanego potencjału i żałuję, że tak szybko to się skończyło.

Jedynym plusem jest pewnie skomplikowana relacja jaka powstała w tle pomiędzy policjantami Kariną i Aleksem. Sugeruje to świetną podwalinę pod mocną, bardzo głęboko wnikającą w psychikę oraz niejednoznaczną historię. Mam nadzieję, że ten wątek, jeśli zostanie dalej pociągnięty, pokaże zupełnie inne oblicze serii.

Czuję niedosyt po zakończonej lekturze ale widzę potencjał. Mam nadzieję, że to falstart i im dalej tym będzie lepiej. Jestem ciekawa co będzie dalej i z pewnością jeszcze wrócę by sprawdzić czy moje przeczucia są słuszne.

niedziela, 23 sierpnia 2020

,,Cyberpunk. Odrodzenie" Andrzej Ziemiański

 Przyszłość to nadal jedna wielka niewiadoma. Jak będzie wyglądał nasz świat? Jak zmieni się technologia? A co jeśli to co przed nami nie jest wcale nie niesie ze sobą optymizmu? Andrzej Ziemiański, pisarz, którego znam z cyklu ,,Achaja" próbuje zerknąć za zasłonę niepewności i pokazać nowy, cybernetyczny, fascynujący świat gdzie bardzo wiele jest możliwe.

Niedaleka przyszłość. W jednym z laboratoriów znanego koncernu farmaceutycznego dochodzi do bardzo zuchwałego morderstwa. Morderczyni zabija wszystkich a potem jak gdyby nigdy nic wychodzi, rozmawia i ... znika. Jedynymi osobami, które mogą ją odnaleźć jest zakażony gorączką marsjańską były policjant i siostra bliźniaczka zabójczyni. Wyruszają na straceńczą misję do Zakazanego Miasta, gdzie niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku.

,,Cyberpunk. Odrodzenie" to szalona jazda bez trzymanki. Pościgi, strzelaniny, nieoczekiwane zwroty akcji. Wszystko zmienia się tak szybko, że nie ma czasu na zastanowienie i nudę. Niczym w rasowym thrillerze niebezpieczeństwo wyskakuje, zza prawie każdego rogu. Bohaterowie skazani są sami na siebie i nowoczesną technologię, która okazuje się być zaskakująca.

Mam mieszane uczucia co do powieści jaką zaserwował nam Ziemiański. Z jednej strony nie można odmówić jej ogromnych pokładów rozrywki, jest szaleńcza,trzymająca w napięciu, pełna niedopowiedzeń i zaskakujących rozwiązań fabularnych. Bohaterowie nie są idealni, jaką za sobą skomplikowaną przeszłość i z pewnością daleko im do kryształowych herosów. Dzięki temu wszystko jest ciekawsze, bardziej wyraziste i nie tak proste jak mogłoby się wydawać. Linia oddzielająca dobro od zła jest bardzo niewyraźna, przez co obraz nabiera nowych odcieni. I o ile warstwa kryminalno-thrillerowa jest bardzo dobra to obraz przyszłości jest dosyć wtórny. Czytając miałam przed oczami odniesienia do wielu filmów. Właściwie nie ma tam nic zaskakującego czy nowego. Ziemiański zbiera utarte motywy, fakt robi to całkiem nieźle, i tworzy z nich całkiem niezłe tło. Jego przyszłość jest wyobcowana, niebezpieczna, zmuszająca ludzi do walki o przetrwanie w granicach Zakazanego Miasta gdzie kolejne gangi walczą o władzę. Podobało mi się zakończenie, bardzo logicznie dopasowane do tego co działo się przez całą powieść ale nie zaskakujące, trochę pozbawione fajerwerków, na które czekałam.

,,Cyberpunk. Odrodzenie" to powieść, po którą warto sięgnąć. Gwarantuje rozrywkę najwyższej klasy ale tylko rozrywkę. Jeśli ktoś szuka wbijającej w fotel i zmuszającej do namysłu wizji przyszłości to się rozczaruje. Jednak na urlopowe czytanie idealna.
 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Akurat!

 

 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 100,3 cm - 3,1 cm = 97,2 cm.

środa, 19 sierpnia 2020

,,Czas białych nocy" Maria Paszyńska

 Dotychczas miałam przyjemność czytać tylko pierwszy tom serii ,,Owoce Granatu" Marii Paszyńskiej. Tamta książka mnie zaczarowała i mam zamiar kontynuować serię ale teraz wpadł mi w ręce pierwszy tom nowego cyklu.

Autorka cofa się w czasie do początków XX wieku. Polska jest podzielona między kraje zaborcze. Z Warszawy, jako części zaboru rosyjskiego, na studia do Petersburga przeprowadził się młody Polak, Kazimierz Stawicki. Szybko wpada w wir miasta. Na jego drodze los stawia młodą Ukrainkę, Anastazję Szewczenko. Młodzi ludzie spotkali się już kiedyś jako dzieci. Wtedy jednak ich życie wyglądało zupełnie inaczej. Anastazja uciekła z domu przed prześladowaniem ze strony macochy i starszego brata. Teraz próbuje na nowo ułożyć swoje życie. Fascynują ją rodzące się idee komunizmu. Gdy miłość rodzącą się między Kazimierzem a Anastazją zakłóca wybuch Rewolucji Październikowej nic już nie będzie takie proste jak wcześniej. Nastanie nowy, nieznany świat, w którym trudno będzie się odnaleźć.

Książki Marii Paszyńskiej mają to do siebie, że z łatwością łączą wątki obyczajowe z Wielką Historią. Tak właśnie jest i w tym przypadku. Opowieść o miłości dwojga zupełnie różnych ludzi, których los złączył ze sobą przeplata się ważnymi historycznymi datami: wybuch I wojny światowej, Rewolucja Październikowa, odzyskanie przez Polskę niepodległości. Ciekawym jest to, że patrzymy na wszystkie te wydarzenia z innej niż czysto polska perspektywy. Widzimy carską Rosję, która zaczyna zmieniać się w Rosję bolszewicką. Ta perspektywa zmienia obraz, nic nie jest całkowicie jednoznaczne. Ale jedno jest pewne - tak jak wiele musiało się wydarzyć aby Polska na dwadzieścia lat znalazła spokój tak losy Kazimierza i Anastazji nie są jeszcze przesądzone. Możemy być pewni, że przyjdzie im walczyć o swoje uczucie i jestem ciekawa jak dalej potoczą się koleje ich życia.

sobota, 8 sierpnia 2020

,,Kasiarze, doliniarze i zwykłe rzezimieszki" Iwona Kienzler

Nigdy nie ukrywałam, że uwielbiam czytać o XX-leciu Międzywojennym. Początkowo okres ten fascynował i zachwycał swoim klimatem, rozmachem, poczuciem zupełnie innego świata oraz nietuzinkowymi postaciami. Wtedy widziałam tylko pęd ku nowoczesności pomieszany z powoli odchodzącym światem kindersztuby, dumną arystokrację, zaradnych mieszczan, rodzącą się współczesność. Stopniowo jednak im więcej wiem o tym okresie, tym bardziej dostrzegam jego ciemne, trudne i złe strony. Nie wszystko było wtedy takie piękne jak na sepiowych fotografiach. Wcale wtedy nie żyli tylko dżentelmeni i damy. Praca Iwony Kienzler zbiera i prezentuje kolejne ciemne karty XX-lecia.

Autorka prześledziła wiele zachowanych doniesień prasowych z okresu II Rzeczpospolitej by wyciągnąć z nich kilka powtarzających się schematów zachowań przestępczych. Przybliża to bym fascynowali i emocjonowali się nasi dziadkowie. Mówi o szokujących zbrodniach, bezczelnych napadach, przestępcach, którzy czasami byli dżentelmenami a czasem przebiegłymi i bezwzględnymi draniami. Mówi o kasiarzach wysadzających kasy pancerne, o całym wachlarzu złodziei wszelkiego kalibru, o napadach, oszustwach i zabójstwach. Z tej perspektywy pokazuje świat trudny, niebezpieczny, pełen pułapek i chociaż tak podobny do współczesności to zupełnie inny, bardziej mroczny ale posiadający swój niepowtarzalny klimat.

Iwona Kienzler pisze książki popularyzujące XX-lecie i historię. Jest świetną gawędziarką, skupiającą się bardziej na tym co fascynujące i przykuwające uwagę ale dzięki temu jej prace czyta się lekko i szybko. Prosty, trochę tabloidowy styl pisania przybliża świat, który już odszedł a o którym trudno zapomnieć. Nawet o zbrodniach, tragediach i dramatach mówi w taki sposób, że nie odbiera im nostalgicznej otoczki. Ten mroczny świat nadal ma swój niepowtarzalny klimat. Z pewnością nie jest to praca naukowa. Daje jednak mocny posmak historii, zachęca do dalszych dociekań i w prostej, przejrzystej formie dostarcza wielu barwnych historii. Polecam!

poniedziałek, 27 lipca 2020

,,Na moment przed świtem" Magdalena Wala


Dwie kobiety, dwie epoki i dwie historie, które nieoczekiwanie zaczęły na siebie oddziaływać.

Adriana to współczesna trzydziestolatka, uwikłana w toksyczne małżeństwo, które pozbawia ją wszelkiej chęci do życia oraz sprowadza całą jej egzystencję do bycia służącą swego męża. Przełomem w jej szarym, monotonnym życiu jest spotkanie z ponad dziewięćdziesięcioletnią Agnes. Staruszka zaczyna kobiecie opowiadać historię swojego życia w trakcie okupacji nazistowskiej w Mysłowicach oraz wspomina dawną miłość. Przejmująca i chwytająca za serce opowieść o trudach wojennych, dramatycznych wyborach oraz konsekwencjach jakie za sobą pociągają staje się dla Adriany katalizatorem i otwiera jej oczy na to jak wygląda jej życie.

Przyznaję, że na początku strasznie denerwowała mnie Adriana. Jej postawa, zachowania, stosunek do męża, brak własnego zdania i zupełne podporządkowania - przyznam, że w tych momentach miałam ochotę rzucić książkę i nie czytać dalej o kimś ktoś sam decyduje się na prowadzenie takiego właśnie życia. Interesowała mnie jednak druga, prowadzona prawie równocześnie opowieść Agnes. Prezentuje ona zupełnie inny świat. Jej relacja z czasów okupacji nie jest jednoznaczna, czarno-biała, kryje w sobie wiele niuansów, sprzeczności, zawirowań. Jest tak skomplikowana jak skomplikowany był wtedy świat a sytuacja na Śląsku szczególnie. O ile w pozostałej części Polski można przeprowadzić dosyć wyraźną linię oddzielającą Polaków od Niemców, Śląsk był mieszaniną wielonarodowościową, gdzie nie dało się dokładnie przeprowadzić tego podziału. Dopiero wojna i okupacja zmusiła do zadania sobie pytania kim się jest i jakiej narodowości.

Opowieść Agnes oddziaływała nie tylko na mnie,czytelniczkę, ale przede wszystkim na Adrianę. Zaczęło powoli wyłaniać się bardziej skomplikowane tło stojące za jej decyzjami. Nie, nie wiem dlaczego postępuje ona tak a nie inaczej, nie wiem jakie decyzje podjęła. Mam całe mnóstwo pytań i mam nadzieję, że kolejne tomy pozwolą mi lepiej zrozumieć bohaterkę, zamiast ją powierzchownie oceniać. Zachęcam bo to bardzo przyjemna lektura, chociaż z denerwującym początkiem.

piątek, 26 czerwca 2020

,,W kręgu upiorów i wilkołaków. Demonologia słowiańska" Bohdan Baranowski


Jakiś czas temu czytałam książkę poświęconą demonologii i fascynującemu światu duchów w Japonii. Wtedy wydawało mi się niesamowitym i trochę dziwnym, że człowiek tak bardzo zapełnił otaczającą go rzeczywistość wszelkiej maści stworami. Wszystko jednak można było zwalić na karb specyfiki regionu, jego orientalizmu, egzotycznej kultury. No właśnie! Tylko co teraz? Bo nagle okazało się, że taki sam nadprzyrodzony świat istniał (istnieje?) obok nas, w Polsce, w samym centrum Europy.

Bohdan Baranowski to badacz folkloru działający w I połowie XX wieku. Można powiedzieć, że w ostatniej chwili, gdy jeszcze możliwe było dotarcie do ludzi, który żywo i szeroko mogą opowiedzieć o wierzeniach, przesądach czy legendach jakie wpływały na życie ludzi przez wiele stuleci. W XX wieku wiele z nich zostało wyrugowane przez działalność władzy socjalistycznej, postępujący proces oświatowy i ukulturalniający. Dziś z przymrużeniem oka potraktowalibyśmy każdego kto twierdziłby że spotkał diabła, boginkę czy południcę. Jeszcze sto lat temu to było powszechne i traktowane bardzo poważnie przekonanie.

Baranowski zbiera i podejmuje się próby usystematyzowania wszystkich legend, bajań, wierzeń. Z jego pracy wyłania się fantastyczny, nadprzyrodzony świat. Pola, lasy, jeziora, drogi, wioski, domy zapełniają się stworami, widziadłami, czarownicami czasem pomocnymi, czasem utrudniającymi życie. Człowiek oprócz zwyczajnej pracy i obowiązków musi także umieć sobie z nimi radzić i czasem próbować zyskać ich przychylność, czasem umieć z nimi walczyć. Wszystko to miało jeden, najważniejszy, podstawowy cel: miało wyjaśniać to co umysł ludzki nie umiał wyjaśnić - zjawiska pogodowe, niespodziewane choroby, zjawiska fizyczne, elektryczne, chemiczne. Łatwiej było przyjąć i zaakceptować coś co nagle znajdowało swoje wyjaśnienie. Smutne i tragiczne jest jednak uświadomienie sobie jak wielu ludzi ginęło lub cierpiało poprzez to myślenie: kobiety posądzone o bycie czarownicami, obcy brani za diabłów, chore, niepełnosprawne dzieci uważane za chowańców. Trudna i twarda rzeczywistość naszych przodków nabierała nowego wymiaru, zapełniając się dodatkowo magią i nadprzyrodzonymi mocami.

Z pewnością jest to praca, do której sięgnięcie gorąco zachęcam. Baranowski ciekawie i rzeczowo opowiada o wierzeniach, które kiedyś były powszechne. Prezentuje świat, wypełniony życie, magią, stworami. Świat niebezpieczny, zagrażający życiu ale fascynujący i przepełniony niesamowitym klimatem grozy. Pokazuje jak bogata jest i była nasza kultura ludowa. Nie ma co się zachwycać folklorem Japonii czy innych krajów, sami mamy swój własny barwny, fascynujący i tak samo niebezpieczny. Z pewnością warto go odkrywać. Polecam gorąco!

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 109,4 cm - 3,4 cm = 106,0 cm.

czwartek, 4 czerwca 2020

,,Bliżej, niż myślisz" Ewa Przydryga


Jest coś takiego w posezonowym nadmorskim kurorcie, że nadaje się na tło dla thrillera. Ulice jeszcze przed momentem tętniące życiem nagle pustoszeją, pękające w szwach pensjonaty zamykają się na głucho, cichnie śmiech, znika gwar. Wszystko zamiera. Pojawiają się ostatni, nieliczni goście, którzy sprawiają wrażenie jakby chcieli rozpłynąć się w październikowej mgle, zniknąć w cieniu. Taka z pewnością jest kobieta, goszcząca w pensjonacie Niki Wermer. Gdy pewnego wieczoru znika, nikt nie wierzy Nice, że w ogóle istniała bo nie pozostał po niej żaden ślad w pokoju. Wermer jest jednak pewna, że doszło do tragedii dlatego sama na własną rękę zaczyna prywatne śledztwo.

Thriller psychologiczny w wykonaniu Ewy Przydrygi to dla mnie nowość ale i pozytywne zaskoczenie. Od pierwszych stron powoli ale systematycznie buduje napięcie, równolegle prowadząc dwa zupełnie różne wątki. Jeden to skomplikowana, bolesna przeszłość głównej bohaterki znacząco wpływająca na to jaka jest obecnie, jak odbiera otaczająca ją rzeczywistość oraz jak sama jest postrzegana przez innych. Jej problemy z przeszłości sprawiają, że policja nie traktuje jej jako wiarygodnego świadka i bagatelizuje to co widziała. Kobieta jednak staje do walki, walczy z własnymi demonami i próbuje rozwikłać zagmatwaną sprawę kryminalną, która w pewnym momencie zaczyna zagrażać także jej życiu. Autorka tak splata oba wątki, że w pewnym momencie stają się jednym niesamowicie intensywnym i działającym na emocje tworem. Sprawiają, że można poczuć lekki niepokój. Nastrój potęguje mroczne jesienne tło, zapełnione cieniami, w którym cały czas ma się poczucie, że ktoś jest ukryty.

,,Bliżej niż myślisz" to bardzo dobrze napisana powieść, działająca na wyobraźnie i emocje. Niepokoi, porusza ale i intryguje oraz napędza ciekawość by poznać odpowiedzi skryte w finale. Z pewnością Ewa Przydryga ląduje u mnie na liście autorek, do których będę wracać. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza!
 
 
p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 114,2 cm - 2,3 cm = 111,9 cm.

poniedziałek, 1 czerwca 2020

,,Motyw ukryty. Z archiwum profilera" Bogdan Lach, Katarzyna Bonda


Nie ma zbrodni idealnej, nie ma zbrodniarza nie zostawiającego śladów, wszystko pociąga za sobą konsekwencje, jest wypadkową wielu okoliczności czy zdarzeń, jest efektem nakładania się na siebie małych i większych wydarzeń. Zawsze tak jest. I nie ważne, że pozornie wydaje się, że nie da się nic wyczytać, nie ma śladów. One zawsze są, tylko potrzeba osoby, która umiałaby je właściwie zidentyfikować i odczytać.

,,Motyw ukryty" to zbiór reportaży opracowanych na podstawie pracy doktora Bogdana Lacha, wybitnego i cenionego polskiego profilera. W ciągu całej swojej kariery zawodowej wykonał setki profili kryminalnych, które okazały się ważną pomocą w ustaleniu co dokładnie się stało i kto może stać za zdarzeniem. Dobry profiler musi umieć spojrzeć dalej, głębiej, szukać i drążyć. Nie koncentrować się tylko na tym co widać w pierwszej chwili ale szukać wszystkiego co próbowano zataić, zakryć, co zmieniono i co od dawna mogło stanowić o narastającym napięciu a w efekcie doprowadzić do zbrodni. Najlepiej pokazać, takie działania na przykładach i właśnie to przy pomocy Katarzyny Bondy robi. Wyciągnięte zostały z archiwum profilera sprawy: trudne, brutalne, szokujące, zagmatwane, nieoczywiste i krok po kroku zostało prześledzone wszystko to co do nich doprowadziło. Każda sprawa pokazuje jak skomplikowana jest psychika ludzka, jak dziwne rzeczy skrywa, jak zupełnie odmienne wizerunki prezentują ludzie, jak łatwo ulegają złu a nawet, że to okazja czyni mordercę. Nie są to zagadki kryminalne do jakich przyzwyczaiły nas filmy, seriale czy książki. Nie zawsze dobro triumfuje, ale trzeba zawsze dążyć do tego by odkryć prawdę i to właśnie robi profiler. Nie robi żadnych hokus-pokus ale wykorzystuje wiedzę z zakresu psychologii, behawiorystyki, kryminologii oraz innych dziedzin pokrewnych by dotrzeć do sedna.

,,Motyw ukryty" to książka trudna. Bez ogródek mówi o tragediach, zbrodniach, sprawcach i wszystkim tym co z reguły jest przekazywana opinii publicznej w dużo łagodniejszej formie. Pokazuje cały kontekst zdarzeń, który czasem jest tak banalny, że jest to wręcz straszne. A czasem dreszcz niepokoju wywołuje to jak łatwo przechodzi się do porządku dziennego z ludzkimi dramatami, które czasem trwają wiele lat. Tak samo szokujące jest uświadomienie sobie, że często nie wie się nic o ludziach z najbliższego otoczenia. Jednak z tego ogromu zła, dramatu, brutalności płynie wniosek, że jednak może być lepiej. Doktor Lach jasno i klarownie nie tylko daje przykłady ale także tłumaczy, że wykrywalność sprawców jest większa, że spada liczba zabójstw, że nikt nie może czuć się stuprocentowo bezkarnie.

Żyjemy w świecie zdominowanym przez mass media i popkulturę. Seriale, seriale paradokumentalne, książki uczą, że wszystko można rozwiązać w trakcie godzinnego seansu a zbrodniarz to ten co ma zły wyraz twarzy lub dziwnie patrzy. Rzeczywistość jest jednak inna. Dochodzenie do prawdy to proces żmudny ale nie niemożliwy. Dobrze, że powstają takie książki jak ,,Motyw ukryty" bo pokazują jak wygląda zaplecze profilerskie, uczą i oswajają z procedurami. Pozwalają zerknąć za zasłonę kryminalistyki i pokazują, że nie ma zbrodni idealnej. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza!
 
 
p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 117,3 cm - 3,1 cm = 114,2 cm.
 

środa, 29 kwietnia 2020

,,Inkub" Artur Urbanowicz


Gdzieś na Suwalszczyźnie jest wieś, o której wszyscy zdali się zapomnieć. Kilka domów, blisko park narodowy - pozornie cisza i spokój. Pozornie! Wioską wstrząsa tajemnicza śmierć małżeństwa, które dosłownie obróciło się w popiół, wkrótce samobójstwo popełnia lokalny policjant, który dosyć intensywnie interesował się przeszłością wioski. Te zdarzenie zmuszają młodego policjanta o polsko-litewskich korzeniach do rozpoczęcia własnego śledztwa. Nie wie on jednak, że przyjdzie mu się zmierzyć z czymś odmiennym, przekraczającym rzeczywistość i nie z tego świata.

Wydawało mi się, że o nawiedzonych domach i typowych historiach jakie z tego można stworzyć wiem całkiem sporo. Nie spodziewałam się jednak, że na polskim gruncie może powstać historia, która .. hmm... zahipnotyzuje, przykuje do fotela i sprawi, że nie będę mogła się oderwać. ,,Inkub" to pełnokrwista opowieść, która co rusz zaskakuje nieoczekiwanymi zwrotami akcji, równocześnie cały czas doskonale kontrolując napięcie, które tylko narasta. Akcja jest tak prowadzona, że nie tylko zastanawiamy się co jeszcze nas czeka ale czujemy wręcz ciarki na plecach na myśl co to dokładnie może być. Dwie historie, wzajemnie przeplatające się w książce wzajemnie się uzupełniają dając z każdą stroną coraz bardziej niepokojący obraz. I chociaż historia mocno oparta jest na wątkach fantastycznych i nadprzyrodzonych, mocno sięga w pierwotne wierzenia, ludowe przesądy i skupia się na tym co jest obok a czego nie da się całkowicie i jednoznacznie wyjaśnić.

Każdy, kto lubi się bać, albo przynajmniej nie straszne mu ciarki na plecach powinien sięgnąć po ,,Inkuba". To książka gdzie w świetny sposób mieszają się typowe horrorowe wątki okraszone świeżością spojrzenia z perspektywy Suwalszczyzny. Tylko nie obgryzać paznokci z emocji!! Wiedźma patrzy i wie, że się boisz :D

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 129,8 cm - 5,3 cm = 124,5 cm.

sobota, 25 kwietnia 2020

,,Ja nie mam duszy" Natalia Budzyńska


Wystarczy otworzyć dowolną stronę internetową i przejrzeć tytuły. Wszędzie tam panoszy się sensacja, szokujące, krzykliwe tytuły, wyolbrzymienie i przesada. Wszystko tylko by przykuć uwagę i zmusić czytelnika na kliknięcie na załączony link, szczególnie w okresach gdy nic ciekawego nie dzieje się kulturze, sporcie czy polityce. I chociaż technologia się zmieniła, dokładnie to samo działo się ponad 100 lat temu. Wielkie nagłówki na pierwszych stronach gazet informowały o zamurowanej zakonnicy, którą udało się oswobodzić w Krakowie. Ciekawość ludzka, sprytnie podsycana przez stopniowe dawkowanie kolejnych sensacyjnych i szokujących szczegółu, szalała. Nakłady się wyprzedawały. Wpływało to także na nastroje społeczne w samym mieście ale i całej Europie. Ale co naprawdę wydarzyło się w Krakowie? Kim była zamknięta przez wiele lat zakonnica? Dlaczego musiała spędzić wiele lat w celi klasztora przy ulicy Wesołej?

Natalia Budzyńska w swoim reportażu idzie śladami uwięzionej Barbary Ubryk i próbuje odtworzyć koleje jej losu, tak aby znaleźć rzetelne i prawdziwe odpowiedzi na nurtujące pytania. Prześledzi dokumenty archiwalne i akta sądowe i na tej podstawie nakreśli smutny, poruszający portret kobiety dotkniętej chorobą psychiczną, której wtedy nikt nie umiał pomóc. Ograniczenia ówczesnej medycyny a szczególnie psychiatrii oraz dosłowne traktowanie reguły zakonnej doprowadziło ją do zamknięcia w celi klasztornej. Z perspektywy losów Barbary widać słabości innych ludzi, ich ignorancję i bezsilność w obliczu niezrozumiałej choroby. Brak realnych środków, które mogłyby pomóc chorej skutkował tym, że wybrano rozwiązanie okrutne ale jedyne jakie było dopuszczalne - usunięcie z widoku i udawanie, że problem nie istnieje.

,,Ja nie mam duszy" to także jaskrawy przykład jak funkcjonuje prasa brukowa, jak kształtują się sensacyjne plotki i opowieści, które są w stanie porwać tłumy. I chociaż minęło już ponad półtorej stulecia te same mechanizmy widzimy na co dzień. Sprytne sterowanie tłumem, wykorzystywanie niewinnych ofiar do własnych egoistycznych celów, tak jak Barbara Ubryk w XIX wieku stała się elementem walki z Kościołem i klasztorami.

Natalia Budzyńska stworzyła reportaż od którego ciężko się oderwać. Przykuwa swoim pozornie lekkim, gawędziarskim stylem po to by potem szokować, zmuszać do refleksji i dać odczuć, że świat i ludzkość tak naprawdę zawsze są tacy sami. Tragedia i dramat na chwilę przykuwa uwagę, wyciąga krzywdę na światło dzienna po to by za chwilę zapomnieć i skierować swój wzrok na coś zupełnie nowego. Polecam!

sobota, 18 kwietnia 2020

,,Planeta K. Pięć lat w japońskiej korporacji" Piotr Milewski

Od miliona lat (nie przesadzam) pracuje w polskim korpo. Mam też znajomych w różnych korporacjach poza granicami i wydawało mi się, że nic co korpoludzkie nie jest mi obce i nic nie jest mnie w tym systemie zadziwić. Cóż, myliłam się. Jakiekolwiek korpo europejskie w porównaniu w korporacją japońską musi i wypada słabo. Wręcz jaki się jako spokojna, prawie idealna praca. Co jest takiego wyjątkowego w japońskiej odmianie tego systemu? Najlepiej oddać głoś Piotrowi Milewskiemu, który spędził w jednej z firm - określanej jako K. pięć lat.

Od razu trzeba zaznaczyć, że ścieżka kariery Milewskiego odbiegała od typowej drogi zwykłego japońskiego pracownika. Nie musiał on startować od samego dołu, nie przeszedł przez wszystkie działy. Zaczynał jako specjalista i jedyny obcokrajowiec w firmie, która wydawała się stanowić jeden organizm pracowniczy. Życie wielu mieszkańców okolic, gdzie była zlokalizowana było jej podporządkowane i to firma decydowała jak wygląda nawet czas wolny pracowników. Generalnie sam obraz pracy i relacji firma - pracownik jest zaskakujący i radykalnie odbiegający od tego co znamy z Europy. Z pewnością już na wstępie zaskakuje długoterminowa perspektywa. Tam panuje przekonanie, że praca jest na zawsze a nie na chwilę oraz pracownik wstępujący w progi zakładu pracy automatycznie staje się klockiem budującym całość, traci swoją indywidualność, stając się takim jak inni. Wpływają na to jednakowe stroje, wyćwiczone zachowania, wręcz codzienne pranie mózgu nakierowane na to by firma mogła osiągać jak największe zyski i w ten sposób rozwijać się.

Milewski opisuje korporacyjną rzeczywistość z lekkością i humorem. Opowiada o swojej codzienności przemycając wiele danych o Japonii i Japończykach. Jego świat choć trudny, pełen wysiłku i dostosowywania się do reguł narzuconych przez firmę jest jednak pełen swoistego szaleństwa, egzotyki i ukazuje zupełnie inne oblicze korpoświata. Sama czytając wiele razy wybuchałam śmiechem by za chwilę dojść do wniosku, że moje korpo ze swoimi absurdami nie jest aż takie złe. Może informacje, które przekazuje autor są spłycone i mocno przefiltrowane przez sito jego subiektywizmu ale dają poczuć pewną namiastkę japońskiej rzeczywistości i problemów jakie targają to społeczeństwo. Polecam!

środa, 8 kwietnia 2020

,,Chodzi lisek koło drogi" Hanna Greń


,,Chodzi lisek koło drogi" to powrót do policjantów z Bielska. Nie ma chwilowo Nakiego, który w końcu dostał się do Szkoły Oficerskiej w Szczytnie. Jego miejsce zajęła ambitna i energiczna podkomisarz Mariola Konieczna. Kobieta przebojem wchodzi w męskie środowisko, początkowo zjednując sobie przyjaźń właśnie Nakańskiego i Wolfa. Szybko okazuje się, że te znajomości mogą okazać się pomocne gdy będzie musiała prowadzić dziwne i zaskakujące śledztwo w sprawie śmierci miejscowej prostytutki.

Drugi tom serii ,,Śmiertelne wyliczanki" obfituje w nieoczekiwane zwroty akcji i to w nim nie raz autorka prowadzi czytelnika na manowce. Śledztwo od początku nie jest łatwe, dużo niedopowiedzeń, błędnych tropów w zeznaniach świadków oraz cała lawina niuasów, które ujawniają skomplikowane relacje międzyludzkie. Z całej gmatwaniny poszlak, wątków i tropów tylko jeden wydaje się być wyraźny i jednoznaczny - bezpośrednie nawiązanie do dziecięcej wyliczanki. Podkomisarz Konieczna z towarzyszącym jej komisarzem Sokołowskim uparcie zmierzają do celu by odkryć tożsamość ,,Liska" i nie pozwolić mu umknąć przed wymiarem sprawiedliwości.

,,Chodzi lisek koło drogi" to lektura rozrywkowa ale bardzo przyjemna. Hanna Greń dołożyła wszelkich starań by stworzyć skomplikowaną zagadkę kryminalną, która nie da się zbyt łatwo rozwiązać. Dzięki temu lektura to czysta przyjemność, okraszona kluczeniem pomiędzy umiejętnie podrzucanymi błędnymi tropami. Jak w grze planszowej, która często powraca na kartach książki, tylko ten odgadnie rozwiązanie, kto uniknie pułapek i nie da się zaskoczyć. A że nie samymi zagadkami kryminalnymi człowiek żyje to dodatkowych emocji dostarczy wątek romansowy, który rozwija się z przytupem przez całą fabułę powieści.

niedziela, 29 marca 2020

,,Powódź" Paweł Fleszar


Kraków to specyficzne miasto. Z jednej strony otwarte i przyjazne turystom i odwiedzającym, pokazujące wtedy swoje piękne, zachwycające oblicze, czarujące wielowiekową tradycją i historią. W blasku wiosennego słońca jawi się jako miejsce, które nie ma żadnych tajemnic. Jednak to tylko iluzja, piękna otoczka, która rozpływa się gdy do miasta nadciąga kataklizm. Paweł Fleszar wybrał na tło dla swojego thrillera jedno z bardziej dramatycznych wydarzeń - nadciągającą powódź. Wszyscy z niepokojem obserwują zwiększający się poziom wody na Wiśle gdy równocześnie w tle rozgrywają się ludzkie dramaty a szokujące tajemnice wychodzą na wierzch.

Krzysztof, były wojskowy, niespodziewanie przyjeżdża do Krakowa by zbadać sprawę tajemniczego samobójstwa przyjaciela z dzieciństwa. Idzie krok za krokiem po śladach Jakuba by odkryć jego szokujące i niepokojące powiązania ze światem przestępczym, a w szczególności z branżą zajmującą się porywaniem kobiet i produkcją bardzo brutalnych, wręcz bestialskich filmów pornograficznych. Kris pozbawiony wsparcia musi zdać się na pomoc dwójki nastolatków. Razem próbują dotrzeć do prawdy i zrozumieć do dokładnie stało się z Kubą i tajemniczą Zuzanną.

,,Powódź" to thriller, który rozkręca się stosunkowo wolno. Początkowo akcja wydaje się chaotyczna, przypadkowa i pozbawiona wspólnego mianownika. Jednak im dalej tym pojawia się więcej pytań, z których wyłania się skomplikowany i przerażający obraz rzeczywistości, zasłoniętej przed zwykłym śmiertelnikiem. Nastrój grozy, niepewności i zagrożenia potęguje tło - zagrożone miasto, wystawione na zbliżający się żywioł. Dzięki temu od pewnego momentu wręcz słyszymy spiesznie uciekające minuty odliczające czas jaki pozostał do nieubłaganie nadciągającego finału. Autor buduje napięcie także poprzez bardzo realistycznemu, dosadnemu i bezpośredniemu słownictwu jakie używa. Jego świat jest bardzo męski, pozbawiony ozdobników, a im bardziej go poznajemy i im bardziej zbliżamy się do prawdy tym bardziej staje się brutalny i niebezpieczny.

,,Powódź" jako debiut literacki Pawła Fleszara jest powieścią dobrą, przyciągającą uwagę. Ma momenty, które wręcz wbijają w fotel. Zaskakuje rozwojem akcji i budzi niepokój odsłaniając to co kryje się w mroku.