Wręcz nie do uwierzenia jest, że moją przygodę z serią Terry'ego Goodkinda zaczęłam ponad 15 lat temu. Wtedy porwała mnie magia świata a teraz, niestety, wracam już tylko z sentymentu. Bo ,,Wojennej nawałnicy" daleko to pierwszych tomów Miecza Prawdy. W prawdzie cały czas jesteśmy w universum, cały czas trwa magia, powracają znani bohaterowie... No właśnie, jest jednak poważne ale.
Akcja zaczyna się dokładnie w tym samym punkcie gdzie skończył się poprzedni tom. Czarodziejka Nicci wraz czarodziejem Nathanem utknęli w mieście czarodziejów Ildakarze. Stłumili rebelię jaka targała wewnątrz miasto, by stanąć oko w oko z zagrożeniem, które tym razem czai się za murami. Starożytna armia, przed wiekami skamieniała, teraz zaczyna wracać do życia i zdaje się nie być świadoma czasu, który upłynął. Zaczyna się oblężenie. Jednak Nicci i Nathan muszą zmierzyć się także z nadal istniejącymi intrygami i podziałami wewnątrz.
Terry Goodkind miał jedną denerwującą manierę - żeby zapełnić czymś treść, w nieskończoność powtarzał to co zdarzyło się wcześniej. I o ile do pewnego momentu było to pomocne, bo pomagało odnaleźć się w akcji - szczególnie, że ja poprzedni tom czytałam chyba cztery lata temu - to w pewnym momencie nawet moja pamięć nie była, aż tak dziurawa. Gdy milionowy raz czytałam, że Richard Rahl ocalił Nowy Świat, że imperator Sulahan, że nie ma już proroctw, bo miałam ochotę krzyczeć. I to jest największa wada całego tomu. Brakuje tu już czegoś nowego i zaskakującego. Akcja jest wtórna, przewidywalna, mocno czerpie z tego co już kiedyś było w całym cyklu nie dając zbyt wiele nowości. W kółko pojawiają się podobne rozwiązania. Co rusz powtarzane są opisy postaci i to co zrobiły tom wcześniej. Czysto sentymentalnie i po długiej przerwie można do tego wrócić, jednak wyparował cały klimat i emocje jakie zapewniał.
piątek, 6 czerwca 2025
,,Wojenna nawałnica" Terry Goodkind
sobota, 1 lutego 2025
,,Nic bez ryzyka" Jeffrey Archer
Trochę to dziwne, ale mimo, że książki Jeffreya Archera są obecne na polskim rynku wydawniczym od ponad 30 lat, no jeszcze nigdy po nie nie sięgałam. Na szczęście, zawsze może być ten pierwszy raz. ,,Nic bez ryzyka" to pierwszy tom najnowszej serii autora. Koncentruje się ona na Williamie Warwicku. Jest on synem cenionego adwokata, który sprzeciwia się rodzinnej tradycji i zamiast palestry wybiera policję. Zaczyna od samego dołu - pierwsze szlify zbiera patrolując krawężniki, co stanie się dla niego cenną lekcją na przyszłość. Jednak szybko okaże się, że zainteresowanie sztuką oraz spostrzegawczość i instynkt staną się dla niego przepustką do Scotland Yardu, gdzie już w trakcie pierwszej sprawy zmierzy się z aferą międzynarodową oraz będzie szukał bezcennego dzieła sztuki skradzionego przed laty.
,,Nic bez ryzyka" to zaskakująca powieść, którą czyta się jednym tchem. Niby afery kryminalne i kolejne śledztwa zajmują dużo miejsca ale nie jest to typowy kryminał. Znacznie bardziej pasuje tu podsumowanie zaproponowane przez samego autora, że ,,nie jest to powieść detektywistyczna, ale opowieść o detektywie". I jest to prawda bo sama postać Williama Warwicka jest centrum opowieści. To jego historia dominuje. Obserwujemy jak zdobywa doświadczenie niezbędne do pracy, kształtuje swoje postawy, zakochuje się i podejmuje znaczące decyzje. Ma wiele talentów, które mogą pozwolić mu osiągnąć wiele ale na razie jest jeszcze młokosem, uczącym się i nadal, trochę idealistycznie, podchodzącym do zawodu, który wybrał.
Sama fabuła powieści, przypominała mi trochę powieści kryminalne Daniela Silvy, bo obraca się wokół podobnej tematyki. Kradzieże dzieł sztuki, afery międzynarodowe, bogaci i wpływowi, którym wydaje się, że są poza zasięgiem prawa. I to przeciwko nim staje młody policjant, któremu wydaje się, że wszystko jest możliwe. Jest to zdecydowany podmuch świeżości. Z ogromnym zaciekawieniem obserwuje się kolejne perypetie Warwicka, nadal pełne młodzieńczej brawury, pomyłki wynikające z braku doświadczenia oraz odwagę, wynikającą z tego, że jeszcze nie wie się, że czegoś się nie da zrobić. ,,Nic bez ryzyka" to powieść, którą czyta się na raz. Polecam!
niedziela, 1 grudnia 2024
,,Katedra" Ben Hopkins
Początek XIII wieku, Hagenburg. Urzędujący biskup podjął się karkołomnego zadania przebudowy tamtejszej katedry Najświętszej Marii Panny. Ma ona stać się symbolem miasta i jego panowania. Jednak to nie sama katedra jest najważniejsza. Ona jest tylko tłem dla toczącego się w jej cieniu. To u jej stóp skrywa się skarbnik biskupi, dwaj bracia, którzy wyrwali się ze wsi i próbują zmienić swoje życie, mistrz kamieniarski, rodzące się gildie kupieckie. Na tle powstającej katedry doskonale widać spiski, intrygi i podziały. To tutaj zapalają się stosy, na których giną ci, których oskarżono o bycie heretykami, to tutaj rozgrywają się dramaty, tu powstają i upadają fortuny, tu widać kiedy pycha, chciwość, pragnienie władzy dochodzi do głosu.
,,Katedra" jest powieścią monumentalną tak jak budowla, która stała się jej punktem wyjścia. Przepełniona szczegółami, barwnie i bardzo detalicznie opisuje tło historyczne. Jest pełna niuansów, polityki, rozgrywek, mniejszych i większych intryg. Skupiona na losach wielu bohaterów daje ogląd na prawie każdą z warstw średniowiecznego społeczeństwa. Jednak takie rozdrobnienie powoduje też chaos i nie pozwala się dobrze skupić na fabule. Cały czas trzeba przeskakiwać pomiędzy postaciami i próbować spamiętać ich wzajemne koligacje. Trudno jest zidentyfikować bohaterów ale myślę, że jest to celowy zabieg, trochę zgodny z duchem epoki. W średniowieczu jednostka nie była istotna, indywidualizm dopiero miał nadejść. W średniowieczu liczyło się całe społeczeństwo a dokładnie to też widać z perspektywy monumentalnej katedry. Bohaterowie nie są ważni jako oni sami ale jako przykład czegoś większego. Stają się symbolem wydarzeń, ich jednostkowe losy nie mają większego znaczenia bo równowaga sił się nie zmienia. Władza zostaje tam gdzie była, zakulisowe rozgrywki są takie same jak zawsze. A katedra trwa i nie ważne co zmienia się u jej stóp.
Przyznam, że miałam obawy ale jednak ,,Katedra" mnie pochłonęła. Ma swój klimat, genialne tło historyczne i mimo, że są momenty gdy można się zgubić w gąszczu postaci to świetnie są uchwycone pewne uniwersalne prawdy. Powieść dotyka najważniejszych problemów epoki: polowania na heretyków, konflikty możnych, rozgrywki na linii państwo-kościół, niezaspokojone pragnienie władzy i bogactwa. A równocześnie świetnie pokazuje, że los ludzki jest ulotny, i o ile katedra trwa, to oni są tylko mgnieniem oka. Polecam!
wtorek, 28 maja 2024
,,Ziemia pod jej stopami" Salman Rushdie
Przyznam, że już od dawna chodziła za mną myśl, że jeszcze nigdy nie czytałam nic Salmana Rushdie. To jeden z najważniejszych współczesnych pisarzy, napisał kontrowersyjne ,,Szatańskie wersety", których chwilowo nie było w bibliotece ani na Legimi. To właśnie spowodowało, że postanowiłam sięgnąć po inną książkę, jedną z późniejszych a mianowicie ,,Ziemia pod jej stopami".
Jest to powieść zaskakująca i niepokojąca. Opowiada historię dziwnego, kontrowersyjnego trójkąta miłosnego między utalentowaną pieśniarką Winą Apsarą, niezwykłym kompozytorem Ormusem Kamą i ich cieniem, fotografem Rajem. To właśnie Raj opowiada historię obejmującą ponad 60 lat. Historię szaleństwa, namiętności, fascynacji, przepełnioną metafizyką i surrealizmem. Mimo, że historia miłosna wyciągnięta jest na pierwszy plan to nie jest to romans - to opowieść o muzyce, polityce i XX wieku ale widziana jakby w lustrze. Na pierwszy rzut oka łatwo można znaleźć mnóstwo odniesień do najważniejszych wydarzeń jakie wstrząsnęły światem w poprzednim stuleciu ale gdy przyjrzymy się bliżej to zauważymy różnice, rysy, zmiany. Bo tło powieści jest odbiciem lustrzanym, wykrzywieniem, zniekształceniem, które paradoksalnie ujawnia prawdę. Rushdie przeplata szaleństwo z metafizyką, prawdę z kłamstwem, uczucia wyższe miesza z tym co najbardziej fizyczne, pierwotne i niekontrolowane. Tu sacrum miesza się i przenika z profanum.
,,Ziemia pod jej stopami" to nie jest powieść łatwa czy jednoznaczna. To książka przepełniona refleksjami, monologami o świecie i jego istocie ale równocześnie zawierająca w sobie szaloną, absurdalną, nieprawdopodobną historię, która toczy się absolutnie nieoczekiwanym kierunku. Zaskoczyło mnie, że najlepiej czytało mi się te fragmenty, które czytałam na głos bo ten tekst ma w sobie ogromne pokłady rytmu i melodyjności. Wtedy najlepiej czuć jego klimat i nastrój i wtedy zdecydowanie można odkryć jego piękno. Jest to powieść będąca ucztą słowa, mocno rezonująca i zachwycająca swoją nieoczywistością oraz bardzo celnym spojrzeniem na świat. Rushdie opowiada o bohaterach, o ich zderzeniu ze światem i robi to w sposób genialny.
Czytałam opinie, że ,,Ziemia pod jej stopami" to jedna ze słabszych powieści Salmana Rushdiego. Mimo to rozpaliła we mnie apetyt na więcej i z pewnością będę wracać. ,,Szatańskie wersety" mam nadal na mojej liście do przeczytania. Polecam!
niedziela, 6 sierpnia 2023
,,Ognisty medalion" Carla Montero
Tytuł oryginału: El medallón de fuego
Ana Garcia-Brest powraca! Wydawać by się mogło, że poprzednia przygoda, poszukiwanie obrazu ,,Astrologa" to była zaledwie jednorazowa akcja. Potem miała nastąpić normalność. Jednak nic nie jest takie jak powinno. Wielka miłość gdzieś się rozdrobniła, kariera nie wystartowała a i nastrój gdzieś podupadł. Jednak przeszłość nie daje tak łatwo o sobie zapomnieć. Zagadki historii czekają żeby je rozwiązać. Ana chcąc czy nie chcąc zostaje wplątana w intrygę, która stanie się śmiertelnym zagrożeniem oraz pokaże jej obraz przeszłości jakiego zupełnie się nie spodziewała. Tajemniczy Martin ponownie pojawi się w jej życiu i razem podejmą się poszukiwać ,,Ognistego medalionu" - antycznego artefaktu, który ma mieć mistyczną moc. Ich poszukiwania skoncentrują się na Berlinie w ostatnich dniach II wojny światowej gdzie los rzuci trójkę pozornie przypadkowych ludzi: młodego Hiszpana Ramona, niemieckiego naukowca Erica, sowiecką żołnierkę Katję. Ich tropem podąża ktoś jeszcze, ktoś kto jest zabójczo zdeterminowany.
,,Ognisty medalion" to kontynuacja ,,Szmaragdowej tablicy" która kilka lat temu była wydawniczym hitem. Przyznam, że wtedy ta powieść jakoś specjalnie mnie nie zachwyciła. Lubię jednak styl Carli Montero więc teraz, po kilku latach, nie wahałam się żeby powrócić do bohaterów, chociaż, nie pamiętałam zbyt dokładnie fabuły pierwszego tomu. Ale to zupełnie nie przeszkadza aby doskonale spędzić czas z ,,Ognistym medalionem". Po raz kolejnym Montero umieszcza swoją powieść na dwóch planach czasowych: współczesnym i w przeszłości a dokładnie w Berlinie podczas wiosny 1945 roku. I ten drugi plan jest zdecydowanie ciekawszy. Bardzo plastycznie przestawia chaos i niepewność tego okresu. Niemcy już upadli, Sowieci wkroczyli do miasta. Wszędzie panuje marazm, niepewność jutra, zagrożenie oraz powolne przyzwyczajanie się do nowej rzeczywistości. Żadna ze stron nie do końca wie co powinna zrobić. I to pogrążone w chaosie miasto staje się areną gdzie jedni próbują się chować a drudzy na nich polują. Szaleństwo przeplata się trwogą. I właśnie tam spotyka się trójka młodych ludzi, których losy splatają się z tajemniczym artefaktem. Mają go chronić tak jak robili to inni przed nimi. Jednak ich śladem idzie ktoś jeszcze, ktoś ogarnięty manią i zdeterminowany do wszystkiego.
Carla Montero stworzyła niesamowitą opowieść gdzie historia, przygoda, tajemnica oraz porywy uczuć przeplatają się ze sobą. Nic nie jest oczywiste i nikt nie jest do końca tym za kogo się podaje. Główna bohaterka zostaje wciągnięta w intrygę zaplanowaną i poprowadzoną przez strony dużo potężniejsze i bardziej bezwzględne. Musi kluczyć, manewrować pomiędzy nimi, nie mając pewności komu i na ile może zaufać. Zadanie nie ułatwia jej fakt, że obok niej miejsce zajmuje dwóch mężczyzn, których uczucia i motywacje nie są tak przejrzyste. To opowieść, którą czyta się jednym tchem. Więc jeśli ktoś lubi opowieści o tajemnicach z przeszłości, mrocznych cieniach sterujących teraźniejszością i bystrych bohaterkach po środku to będzie usatysfakcjonowany. Idealna powieść na urlop!
p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 71,8 cm - 3,6 cm = 68,2 cm.
niedziela, 8 stycznia 2023
,,Tango Milonga" Ryszard Wolański
Nie jest tajemnicą, że uwielbiam XXlecie Międzywojenne i praktycznie połykam każdą książką o tym okresie. Ta epoka ma niepowtarzalny klimat, czas, nastrój. To okres gdy stare miesza się z nowym. W tym tkwi bogactwo kultury, niespożyty entuzjazm i pęd ku nowoczesności. Chyba jednym z elementów kultury, który najbardziej oddaje koloryt i energię tego okresu jest kabaret. A jeśli już wspominamy o kabarecie to chyba samo nasuwa się nazwisko Włast, Andrzej Włast - jeden z najpopularniejszych, najpłodniejszych i najbardziej znanych twórców piosenek tego okresu. Jego utwory znali i nucili wszyscy, a nawet współcześnie nie odeszły one w totalne zapomnienie, żeby tylko wspomnieć o tytułowym ,,Tangu Milonga"
Ryszard Wolański zabiera czytelnika w pasjonująca podróż po warszawskich kabaretach. Poznajemy je przez pryzmat biografii jednego z najważniejszych twórców Andrzeja Własta. To on pisał dla Eugeniusza Bodo, Zuli Pogorzelskiej, Aleksandra Żabczyńskiego. To w jego przedstawieniach tańczyły siostry Halama, z Lodą na czele. To on założył kabarety Perskie Oko, Morskie Oko, których legenda przetrwała do dzisiaj. To on rywalizował o widza z nie mniej sławnym kabaretem Qui Pro Quo, gdzie królowali Marian Hemar i Julian Tuwim. I to on, co chyba jest najbardziej zaskakujące, spopularyzował i wymyślił słowo ,,przebój" jako polskie odpowiednik niemieckiego ,,szlagieru". Włast - człowiek orkiestra, szalony kreator w szalonych i barwnych czasach, fabryka przebojów, odkrywca talentów i twórca legend.
Świat na który patrzymy zza kulis teatrów i kabaretów jest barwny, szalony, rozśpiewany i roztańczony. To świat gdzie króluje słowo - czasem bardziej precyzyjne, dosadne, lepiej opisujące otoczenie a czasem sprowadzone do prostej funkcji rozrywkowej. Jednak nawet ten świat nie jest wolny od problemów. Konflikty personalne, rywalizacja, problemy finansowe, lokalowe - wszystko to tutaj znajdziemy.
,,Tango Milonga" to opowieść nie tylko o Właście, jego kabaretach, gwiazdach i piosenkach. To także opowieść o rodzącym się świecie kina i zmianach społecznych jakie ono wywołało. To opowieść przesycona piosenkami, muzyką, szczególnie, że do książki dołączona jest płyta, która wręcz zachęca by zamknąć oczy i przenieść się w świat, którego już niestety nie ma. Autor zebrał potężny materiał źródłowy i wyciągnął z niego to co najlepsze i najcenniejsze. Sprawił, że utwory rozbrzmiały na nowo, nadał im kontekst, głębie, pokazał ich pierwotny odbiór. Ale równocześnie na kartach jego książki ożyły na nowo wielkie postaci polskiej kultury, zapaliły się światła ramp, ożył na kilka chwil teatr i znowu można poczuć niezwykłego, barwnego, żywiołowego ducha Dwudziestolecia. Polecam!
p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 163 cm - 2,9 cm = 160,1 cm.
sobota, 26 marca 2022
,,Ogród kobiet" Carla Montero
Carla Montero to jedna z moich ulubionych pisarek. Właściwie nie umiem powiedzieć, dlaczego. Jej opowieści mają w sobie pewien urok, czar sprawiający, że gdy przeczyta się jedną je książkę, chce się sięgać po kolejne. I chociaż opis na okładce wcale nie sugeruje niczego wyjątkowego, ot, kolejna powieść o podróży i poszukiwaniu korzeni, to jednak warto sięgnąć i zachwycić się.
Gianna, jest odnoszącą sukcesy trzydziestopięciolatką. Zawodowe osiągnięcia, romans z przystojnym aktorem i mała rodzina, w której wchodzą brat i babcia, zupełnie wypełniają jej świat. Wszystko zmienia się po śmierci babci i gdy z hukiem rozpada się jej związek. Zrozpaczona, znajduje pamiętnik prababki i wyrusza w podróż do Włoch by poznać przeszłość swojej rodziny oraz odkryć własną drogę ku przyszłości.
,,Ogród kobiet" to opowieść rozgrywająca się na dwóch planach. Pierwsza - pozornie banalna i stereotypowa rozgrywa się współcześnie w Barcelonie i małej wiosce w pobliżu San Remo. Druga - porywająca, przepełniona magią, miłością i poświęceniem zaczyna się na początku XX wieku w maleńkiej wiosce Castelupo i ciągnie się przez okres I wojny światowej aż do lat 20-tych XX wieku. W obu historiach pierwsze skrzypce grają kobiety. To ich decyzje tworzą świat, to one i ich siła mają moc przezwyciężyć najtrudniejsze przeciwności losu. Nieoczekiwanie, dla Gianny jej prababka Anice staje się przewodniczką i podporą. Powoli okrywane kolejne rodzinne sekrety sprawią, że kobieta nie tylko znajdzie swoje miejsce na świecie, zrozumie co naprawdę jest ważne ale także odkryje miłość i ogromną moc kobiecej przyjaźni.
Ale ,,Ogród kobiet" to nie tylko bardzo kobieca w wymowie powieść. To także opowieść przesycona smakami, zapachami, aromatami. Wszystko to jest cały czas obecne i buduje niezwykły klimat. Kuchnia, jedzenie, gotowanie nieustannie jest na drugim planie i nadaje opowieści bardziej intensywnego, bardziej zmysłowego klimatu. Nie każdy umie opowiadać o kulinariach, Carli Montero się udało. Nie przytłacza, nie nudzi ale pobudza, zachwyca, ubogaca opowieść. Tutaj nie są tylko zwykłą, codzienną czynnością. Stają się rytuałem, zaklęciem. Kuchnia staje się magicznym miejscem i elementem na drodze do uzdrowienia.
Cudownie czytało mi się powieść. Tak, jest banalna i przewidywalna. Tak, napisano już milion podobnych. Jednak ta ma w sobie tyle uroku, tyle pozytywnej energii, niesie uspokojenie i sprawia, że chociaż na chwilę znowu zaczyna myśleć się pozytywnie. A to w obecnych czasach najważniejsze i może właśnie dlatego warto sięgnąć. Polecam!
p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 119,4 cm - 2,9 cm = 116,5 cm.
poniedziałek, 22 listopada 2021
,,Serca bicie" Katarzyna Olkowicz, Piotr Baran
Chyba jesteśmy pokoleniem, które wychowało się na głosie Andrzeja Zauchy nawet o tym nie wiedząc. Całe dzieciństwo towarzyszył nam w niedzielne wieczory gdy zasiadaliśmy przed telewizorem. To jego głos otwierał ,,Gumisie", to on zapowiadał kolejną przygodę. Głos z kreskówki? Nie, to tylko epizod w życiu Zauchy ale taki który mocno wpisał się w świadomość dzisiejszych trzydziesto- i dwudziestolatków.
Kim właściwie był Andrzej Zaucha? Większość pewnie nie będzie umiała skojarzyć nazwiska z jakimś konkretnym utworem. Smutne, bo to wokalista obdarzony ogromnym, naturalnym talentem, genialny w każdym gatunku muzycznym jakiego wykonania się podjął. Multiintrumentalista, obdarzony słuchem absolutnym, talent jaki zdarza się raz na milion. Przyjaciel Zbigniewa Wodeckiego (którego przecież każdy zna), Andrzeja Sikorowskiego, Krzysztofa Piaseckiego, aktor teatru STU, legenda, choć współcześnie trochę zapomniana, Krakowa. Niezwykły człowiek, który odszedł zdecydowanie zbyt wcześnie. Mimo, że został zabity w wieku czterdziestu dwóch lat to jego kariera dopiero się zaczynała. Dopiero został zauważony przez szerszą publiczność a jego talent został doceniony i wreszcie mógł rozkwitać. Wszystko to zostało dramatycznie przerwane w październikowy wieczór 1991 roku.
Minęło trzydzieści lat od zabójstwa Andrzeja Zauchy i nie jest on wymieniany na jednym wdechu z Wodeckim czy Krawczykiem. Odszedł lekko w cień a niesłusznie. To głos, talent, tak różnorodny i niesamowity, że staje się niewyczerpalną kopalnią odkryć. Także jego życie to fascynująca historią. Opowieść o samouku, z wykształcenia zecerze, który zaczarował głosem świat. Który śpiewał to co chciał, tak jak nikt nie potrafił. Który wypływał na muzyczne niezbadane wody i był w tym genialny. To opowieść o skromnym, radosnym, przyjacielskim człowieku, którego los nie oszczędził. Ale to także opowieść o podnoszeniu się po dramacie, poszukiwaniu szczęścia, które zakończy się w najbardziej dramatyczny z możliwych sposobów.
,,Serca bicie" to niesamowita opowieść. Przepełniona muzyką, oparta o głosy życzliwych Zausze ludzi ale pełna tęsknoty i żalu. Bo odszedł za wcześnie ktoś, kto powinien zmieniać polską scenę muzyczną, ktoś kogo powinniśmy nucić równolegle z hitami K.Krawczyka czy M.Rodowicz. Dzięki takiej publikacji możemy jednak odkryć go nowo. Ja czytałam, równocześnie słuchając wymienianych utworów i byłam oczarowana. Jak łatwo było zachwycić się Zauchą i ile radości sprawiało odkrywanie kolejnych perełek. Pozostaje mi tylko polecić tę książkę i zaprosić do własnego odkrywania.
p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 10,4 cm - 2,2 cm = 8,2 cm.
wtorek, 14 września 2021
,,Całun nieśmiertelności" Terry Goodkind
Podróż czarodziejki Nicci z Nathanem Rahlem i Bannonen Farmerem po Starym Świecie nadal trwa. Tym razem trafiają do starożytnego miasta Ildakar. Miasto przez prawie piętnaście stuleci spowijał całun, który izolował je od świata zewnętrznego. Także czas płynie tam inaczej, a rządzący nim czarodzieje są wręcz nieśmiertelni. Pozornie społeczność Ildakaru jawi się jako miejsce idealne. Wszystko jest dobrze przemyślane, zagwarantowane jest bezpieczeństwo oraz spełniane każde kaprysy. Jednak to tylko iluzja. I lepiej Nicci i jej towarzysze odkrywają tajemnicze miasto tym bardziej przekonują się, że jest ono zgniłe od wnętrza, mroczne, niebezpieczne i pozbawione zasad a opiera się na cierpieniu i krzywdzie wielu osób. Po raz kolejny czarodziejka będzie musiała stanąć do walki, żeby wprowadzić w życie zasady głoszone przez swojego władcę Richarda Rahla.
,,Całun nieśmiertelności" może nie wnosi wiele świeżości do całego uniwersum ale jak na tak długo ciągnącą się serię jest bardzo dobry. Terry Goodkind nie tylko sięgnął po wszystkie motywy dobrze znane w wcześniejszych jego tomów ale także bawił się cywilizacyjnymi skojarzeniami. Mamy tutaj odwołania do antycznego Rzymu, cywilizacji Majów i Wikingów. Niby spory misz-masz ale wyszła z tego całkiem interesująca i wciągająca opowieść. Z jednej strony historyczne smaczki, a poza tym magia, przygoda, tajemnice i walka. Wiernych czytelników cyklu raczej tutaj nic nie zaskoczy bo fabuła toczy się według utartego wzoru ale zawsze dobrze jest obserwować ulubionych bohaterów w działaniu. Szczególnie, że oprócz Nicci i Nathana mamy możliwość obserwowania także ksieni Verny, która z nowym zadaniem wraca do działania. Brakuje mi tylko Richarda i Kahlan ale cóż, ich opowieść dobiegła końca, chociaż mam nadzieję, że jeszcze w jakimś epizodzie się pojawią.
,,Całun nieśmiertelności" to po raz kolejny powrót do dobrze znanego świata, dobrze znanych bohaterów. Raczej nie jest to opowieść dla osób, które nie znają całych dziejów Nowego i Starego Świata.
,p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 42,7 cm - 2,7 cm = 40,0 cm.
niedziela, 18 lipca 2021
,,Oczy królowej" Oliver Clements
Anglia, XVI wiek. Tron królewski objęła królowa Elżbieta. Młoda władczyni przejęła władzę po siostrze Marii Stuart. Kraj dopiero zaczyna się stabilizować po latach walk politycznych i religijnych. Jest okres niebezpieczny i wręcz stworzony do knucia i spiskowania a knują i spiskują wszyscy.
Przyznam, że ostatnio rzadko się zdarza aby totalnie nie trafiła z lekturą. Są książki lepsze i gorsze, takie które się pochłania i te, które kończy się trochę z poczucia obowiązku i w sumie z nadzieją, że może jeszcze przed finałem zaskoczy. Jednak ,,Oczy królowej" jakoś nie mogą się w pasować w żadną kategorię. Pomysł wydawał się ciekawy i intrygujący - początek panowania Elżbiety I, Anglia wkracza w swój ,,Złoty Wiek". Opis też sugerował spiski, intrygi i tajemnice. Wydaje się, że połączenie tych dwóch elementów to wręcz idealny samograj. Opowieść, która wręcz nie potrzebuje nic więcej by wciągnąć czytelnika i zapewnić mu przygodę i intrygę, o której szybko nie zapomni. Coś jednak poszło nie tak.
Zaczynałam czytać z zaciekawieniem. Początkowe rozdziały są idealne. Zagadka, spiski, morderstwa i tajemnica, która zapewnia przewagę temu to ją posiądzie. Zacierałam ręce bo tylko czekać co będzie dalej jeśli mamy tak mocne otwarcie. Niestety, dalej jest tylko gorzej. Główny wątek dosyć szybko się rozmył, rozmieniony na drobne przez nawarstwienie postaci, wątków, które dosyć mgliście się ze sobą łączą. John Dee, wybitny królewski agent, który przez opis sugerowany jest na postać pierwszoplanową prawie w powieści nie istnieje. Trudno o nim cokolwiek powiedzieć bo pojawia się i znika tak szybko, że jest raczej statystą niż pełnoprawną postacią.
Głównym problemem powieści jest brak spójności. Wszystkie przewijające się wątki wydają się być na siłę połączone w całość, tak aby pasowały do odgórnego pomysłu. Brakuje też iskry, charyzmy, która uciągnęła by cały koncept. Niestety, nie można o powieści, że jest lekką odskocznią na upalne wieczory bo jest chaotyczna i przez to męcząca w odbiorze. Może sprawdzi się jako wstęp co większego cyklu i z czasem autor wypracuje swój styl ale póki co jest średnio.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Rebis!
p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 80,2 cm - 2,7 cm = 77,5 cm.
środa, 30 czerwca 2021
,,W cudzym domu" Hanna Cygler
Warszawa,
lata osiemdziesiąte XIX wieku. Polski nie ma na mapach Europy. Znajduje
się pod wpływami władz zaborczych. To okres, kiedy duch patriotyzmu nie
zginął ale działa w ukryciu. To właśnie w Warszawie krzyżują się drogi
trójki bohaterów. Joachim i Luiza przybyli w poszukiwaniu korzeni i
własnej tożsamości. On wychowany w rodzinie niemieckiej arystokracji z
Gdańska przypadkiem dowiaduje się o swoim polskim pochodzeniu. Luiza
dorasta w Paryżu w przekonaniu, że ojciec nie żyje. Z zaskoczeniem
przyjmuje wiadomość, że może go znaleźć właśnie w Polsce. Na
przeciwległej szali znajduje się Dymitrij, carski urzędnik, szczerze
nienawidzący Polaków i skierowany do miasta tylko po to by z nimi
walczyć.
,,W cudzym domu" to taka z jednej strony niespieszna opowieść o
kolejnych zmianach w życiu bohaterów. Trudno wskazać coś, oprócz nich
samych, co byłoby osią powieści. A równocześnie to powieść
rozpościerająca cały wachlarz wątków. Są nie tylko skomplikowane relacje
rodzinne, tajemnice, romanse ale także spiski i polityka. W pewien
sposób, na przykładzie bohaterów, pokazana jest zwyczajna historia
Polaków pod koniec XIX wieku. Zbyt łatwo i przypadkowo można wplątać się
w działalność spiskową, jeszcze łatwiej można zostać wysłanym na Sybir.
Wystarczy łut szczęścia i inteligencja by zbudować fortunę. W powieści
zaprezentowana także zostaje cała galeria niejednoznacznych i
pełnokrwistych bohaterów. Kochają, nienawidzą, marzą i uparcie dążą do
wyznaczonego celu, nie pozwalając by przewrotny lot pozbawił ich tego
czego pragną.
,,W cudzym domu" to powieść, która wymyka się jednoznacznej ocenie. Początek się dłużył ale w pewnym momencie książka stała się nieodkładalna. Koleje losów Joachima, Luizy i całej reszty bohaterów wciągają i fascynują. Z wypiekami na twarzy czeka się na to co jeszcze może się wydarzyć. Z pewnością sięgnę po kolejne tomy by przekonać się co jeszcze spotka bohaterów i jak poradzą sobie z przeciwnościami losu.
p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 87,6 cm - 2,3 cm = 85,3 cm.
poniedziałek, 9 listopada 2020
,,Muzeum Luster" Luis Montero Manglano
W Muzeum Prado w związku z rocznicą jego powstania ma zostać przeprowadzony Międzynarodowy Konkurs Kopistyczny. Zgłasza się sześcioro malarzy, pragnących wykazać się umiejętnościami i zawalczyć o główną nagrodę. Jednak tuż przed rozpoczęciem konkursu dyrektor muzeum ginie w strasznych okolicznościach. Mężczyzna zostaje zabity we własnym domu a jego ciało zostaje w dziwny sposób zainscenizowane. Wkrótce dochodzi do kolejnych zbrodni i wszystkie mają swoje odbicie w obrazach jakie można znaleźć w muzeum. Policja jest bezradna i wydaje się, że jedynymi osobami, które dostrzegają w tym ciągu zbrodni sens jest młoda malarka, uczestniczka konkursu i chłopak, którego pasją jest odczytywanie symboli. Zaczyna się wyścig z czasem by pokonać niewidzialne zło, które zaczyna czuć się coraz pewniej.
,,Muzeum Luster" to nowa powieść Luisa Montero Manglano, autora trylogii ,,Poszukiwacze", która kilka lat temu skradła mi serce. Nie dziwi więc fakt, że gdy dowiedziałam się o nowej książce, po prostu MUSIAŁAM ją mieć. Nowa historia, nowe miejsce, nowi bohaterowie ale jedno pozostaje bez zmian przygoda i wyjątkowa umiejętność mieszania faktów historycznych z fikcją literacką. To sprawia, że powieści Manglano czyta się jednym tchem. ,,Muzeum Luster" jest mroczniejsze i bardziej przerażające niż seria ,,Poszukiwacze". Tam czuło się nieśmiertelnego ducha Indiany Jonesa i wręcz chciało się samemu przeżywać razem z Tirsem kolejne przygody, tutaj niebezpieczeństwo wręcz dyszy przez kark i wywołuje dreszcze niepokoju. Autor tak konstruuje akcje, że z jednej strony dostarcza wielu szczegółów, ukrytych w symbolach bardzo drobiazgowo interpretowanych przez Guillermo ale z drugiej strony im więcej się wie tym bardziej obraz staje się ciemniejszy i bardziej mroczny. Muzeum Prado i przechowywane tam obrazy już nie są ucztą kulturalną i artystyczną, stają się zagrożeniem a przez to lustrem, w którym odbija się rzeczywistość - brutalna, zła, mroczna rzeczywistość. Jednak, żeby poznać wszystkie odpowiedzi trzeba w nią wniknąć, zanurzyć się i tylko wtedy możliwe jest jej pokonanie.
,,Muzeum Luster" mnie pochłonęło. Przyznam, że nie tylko wciągnęła mnie emocjonująca intryga kryminalna ale także całe tło - bogate, szczegółowe wejście w świat symboli. Opowieść o symbolach, ich interpretacji i wielowiekowym znaczeniu zajmuje wiele miejsca w powieści ale nie przytłacza. Jest naturalnym uzupełnieniem historii, wydobywa jej głębię i nadaje znaczenie pojawiającym się obrazom a także temu co dzieje się z bohaterami. Fascynuje, intryguje i sprawia, że chce się zobaczyć Muzeum Prado wraz z jego sekretami na własne oczy. ,,Muzeum Luster" to powieść, po którą koniecznie trzeba sięgnąć, listopadowe wieczory razem z nią staną się niezwykłe.
sobota, 26 września 2020
,,Alienista" Caleb Carr
Tytuł oryginału: The Alienist
Mroczny Nowy Jork końcówki XIX wieku. Powoli zaczyna się już czuć
nadchodzące zmiany światopoglądowe, naukowe, techniczne i cywilizacyjne
ale stare, utarte zwyczaje nadal są bardzo silne, także w strukturach
policyjno-śledczych. Zmiany wkraczają tam bardzo opornie, zamiast tego
mocno trzymają się skostniałe zasady i poglądy. Rzeczywistość, w której
dochodzi do brutalnych morderstw dzieci trudniących się pracą
prostytutek wymusza jednak zmiany. Na scenę wchodzi zupełnie nowy typ
śledczego - alienista doktor Laszlo Kreizler, którego przyszły prezydent
Theodore'e Roosevelt powołuje by sięgnął po zupełnie nowe metody i
odkrył zło czające się w mroku. Pomagać mu mają młoda ambitna sekretarka
policyjna i trochę znudzony dziennikarz.
,,Alienista" to powieść nieoczywista. Z jednej strony świetny, mroczny,
duszny i przytłaczający ilością zła kryminał. Cały czas ma się poczucie
czegoś nieuchwytnego, wymykającego się ocenie ale wszechobecnego zła.
Śledczy stosują bardzo nowoczesne metody dedukcji, badania
psychologicznego i behawioralnego by stworzyć najpierw profil a na jego
podstawie podążyć śladami grasującej bestii. Nie tylko morderca im
zagraża, równie niebezpieczni są ci, którym prowadzone śledztwo utrudnia
interesy oraz ci, którzy nie pochwalają i nie akceptują stosowanych
metod. Śledczy cały czas lawirują tak aby unikać niebezpieczeństw ale
przy ich działaniach jest to szalenie trudne a w pewnym momencie staje
się wręcz niemożliwe.
Ale ,,Alienista" to nie tylko thriller to także fascynująca opowieść o
mieście i czasie, który już minął. Caleb Carr ciekawie, bardzo
plastycznie, chociaż w mrocznych barwach maluje obraz Nowego Jorku w
czasie gdy zachodzą w nim gwałtowne zmiany. Czuć ducha zmian, postępu.
Jedni zdobywają pozycje, drudzy tracą na znaczeniu. Zaczyna się
szaleńczy pęd, który obecnie jednoznacznie kojarzy się z tym miastem.
Spokojnie mogę polecić ,,Alienistę" to powieść, w której każdy znajdzie
coś dla siebie. Miłośnik zagadek, dreszczy emocji, niepewności oraz
niebezpieczeństw będzie usatysfakcjonowany aż do ostatniej strony bo w
żadnym momencie akcja nic nie traci. Jest mrocznie, tajemniczo i
niebezpiecznie aż do samego końca. Również te osoby, które lubią klimat
retro i opowieść o miastach, ludziach i miejscach odnajdą coś dla
siebie. ,,Alienista" to powieść, którą świetnie się czyta i nawet nie
zauważa kiedy dociera się do finału.
środa, 6 maja 2020
,,Pani Śmierci" Terry Goodkind
,,Pani Śmierci" rozpoczyna nowy cykl autorstwa Terry'ego Goodkinda ,,Kroniki Nicci". Jest bezpośrednią kontynuacją ,,Miecza Prawdy" i jest silnie zanurzony w tym dobrze znanym świecie. Fan uniwersum odnajdzie wiele odniesień do tego co działo się przez kilkanaście tomów, które stanowią opowieść. Jest to z pewnością ogromne utrudnienie i wyzwanie dla wszystkich osób, które właśnie od ,,Pani Śmierci" chciałby zacząć przygodę. Jednak jeśli pominą niuanse i przymkną trochę oko na tło z pewnością mogą cieszyć się przygodą. Bo tym ta powieść jest. Właściwie od pierwszych stron przygoda goni przygodę. Nicci i Nathan nie próżnują tylko co rusz wpadają w kolejne kłopoty by raz za razem szukać rozwiązań i pokonywać przeciwności losu. Przypomina to trochę zlepek kilku następujących opowiadań, który łączy nadrzędny motyw - wędrówka ku nieznanemu. Wszystko utrzymane jest w dobrze znanym, trochę rozgadanym Goodkindowym stylu.
W przypadku ostatnich tomów serii ,,Miecz Prawdy" narzekałam, że są one jednym wielkim powtórzeniem. Autor bez przerwy przypominał co Richard zrobił, potrafi, co mu przyświeca. Brakowało tam już świeżości i lekkości. ,,Pani Śmierci" wnosi trochę nowości do uniwersum. Nie można mówić o całkowitym zwrocie i totalnym odświeżeniu ale jest lepiej. Goodkind pokazał, że jest autorem, który umie stworzyć wielotomowy, pasjonujący cykl ale słabo mu idzie utrzymanie jednego trzymającego wątku w więcej niż dwóch czy trzech tomach. Zdecydowanie lepiej idzie mu tworzenie luźniejszej serii przygód, tylko w tle powiązanej wspólnym motywem. I tak, i pewnie w kolejnych tomach będzie. Wędrówka a po drodze kolejne przygody i walka ze złem w imię Lorda Rahla.
,,Kroniki Nicci" niestety nie zapierają już dechu w piersi, nie wbijają w fotel, nie kradną czasu, który powinnam poświęcić na coś innego. Ale trudno się dziwić - przygodę z uniwersum zaczynałam ponad dziesięć lat temu. Ja byłam inna i cykl był inny. Teraz pozostał sentyment i nadzieja na rozrywkę. Bo tym będzie ta książka dla każdego fana Richarda Rahla - sentymentalnym powrotem do lubianego świata i chwilą lekkiej rozrywki.
poniedziałek, 20 stycznia 2020
,,Skryba ze Sieny" Melodie Winawer
Bohaterka powieści jest trzydziestokilkuletnią lekarką - neurochirurgiem. Ma uporządkowane życie i świetnie rozwijającą się karierę. Jej życie zmienia się na zawsze gdy wyrusza w podróż do Sieny by zamknąć sprawy po zmarłym bracie. Okrywa, że przedmiotem badań naukowych Bena była Siena i jej tragiczna średniowieczna historia. Zaintrygowana kobieta postanawia dokończyć badania brata a odnaleziony notatnik średniowiecznego malarza dosłownie przeniesie ją w czasie do XIV wieku.
O ile w przypadku ,,Obcej" praktycznie co tom narzekałam na szczegółowość i bardzo detaliczne przedstawienie świata - rozbudowało to mocno tło, wydłużało powieść, czasem przytłaczało ale finalnie sprawiało, że powieść się czuło. Winawer próbuje iść tą drogą ale sporo jej brakuje. Przede wszystkim jej opowieść jest dużo prostsza niż starszej koleżanki ogranicza się praktycznie do wątku romansowego i drugiego mającego budować tło sensacyjne. Niestety oba są trochę mdłe i brakuje im głębi. Pozostają tylko lekką rozluźniającą opowieścią o miłości która przekracza wieki, o spisku, który miał zrujnować całe miasto, o ludziach i epoce. Chociaż nie dorównuje rozmachem ,,Obcej", brakuje tej epickości i poczucia realnie przeskakujących emocji to można spędzić ze ,,Skrybą ze Sieny" kilka wieczorów, rozluźnić się a potem, cóż, zapomnieć o tej książce.
piątek, 10 maja 2019
,,Zimowy wiatr na twojej twarzy" Carla Montero
Czwarta powieść autorki czerpie pełnymi garściami z jej prywatnej rodzinnej historii. Na kanwie wspomnień przodków buduje opowieść o dwojgu młodych ludzi: Lenie i Guillenie, których rozdzielił przypadek a potem podzieliły poglądy i dwie wojny - wojna domowa w Hiszpanii i II wojna światowa. Autorka opowiada o uczuciach, pasjach, przekonaniach na tle wielkich wydarzeń historycznych. Buduje bardzo wiarygodną i przekonującą opowieść, o tym że dobrzy ludzie byli po obu stronach barykady a wtedy, w tamtym momencie zdarzeń, nie zawsze od razu dało się rozróżnić, która strona jest tą właściwą. Montero tak jak i prawdziwa historia, rzuca bohaterów po całej Europie pokazując różne oblicza wojny, pozwalając odczuć to jej łagodniejsze oblicze, jak i to bardzo brutalne i okrutne.
,,Zimowy wiatr..." to opowieść, na którą od dawna czekałam. Taką, która mnie prawdziwie wzruszy, pokaże coś zwyczajnego ale w nowy sposób, da odczuć prawdziwe zdarzenia i prawdziwe emocje. Czekałam na opowieść, w której to ludzie i ich uczucia będą odgrywać główną rolę ale nie będzie banalna czy przewidywalna. Czekałam na opowieść, która zaprezentuje całą paletę wrażeń ale nie będzie przesłodzona czy zbyt idealna. Montero wszystko idealnie wyważyła i powstała powieść, którą ciężko będze zapomnieć.
poniedziałek, 8 października 2018
,,Miasto Świętych Mężów" Luis Montero Manglano
Trzeci, finalny tom trylogii ,,Poszukiwacze" bo szalona, pełna niesamowitych zwrotów akcji jedna wielka Przygoda. Zaczyna się spokojnie. Tirso uczy się żyć jako agent Interpolu, ale niezawodny instynkt Poszukiwacza bardzo szybko daje o sobie znać i mężczyzna po raz kolejny ruszy na ratunek cennym artefaktom, chociaż tym razem już nie pod skrzydłami Narodowego Korpusu Poszukiwaczy. Przyjdzie mu jeszcze raz zmierzyć się, tym razem już w bezpośrednim starciu, z bezwzględną korporacją Voynich oraz spróbować jeszcze raz zagadki, z którymi mierzył się w poprzednich dwóch tomach.
,,Miasto Świętych Mężów" to rasowa, pobudzająca wyobraźnię i sprawiająca, że krew w żyłach szybciej pędzi, powieść przygodowa. Łączy w sobie to co najlepsze: wartką akcję, zagadki historyczne, mnóstwo odniesień kulturowych, trochę zmyśleń i przeinaczeń oraz niepewność tego co zdarzy się na kolejnej stronie. Bo każda strona przynosi odpowiedź na jedno pytanie oraz pięć nowych tajemnic, po rozwiązanie których trzeba dopiero wyruszyć. Jak przystało na gatunek to co prawdziwe miesza się z tym co wymyślone, tworząc misterny kolaż, pełen różnorodnych cieni i niuansów. Całość dopełniają pełnokrwiści, wielowymiarowi bohaterowie oraz niewymuszone ale bardzo dobrze rozłożone akcenty humorystyczne.
Jak już mówiłam ciężko mi się rozstać. Mam nadzieję, że jednak Tirso jeszcze kiedyś powróci chociaż z krótką opowieścią i znów spróbuje odkryć coś co dawno ukryto.
sobota, 10 marca 2018
,,Serce wojny" Terry Goodkind
Lektura ,,Serca wojny" to był dla mnie przede wszystkim sentymentalny powrót do uniwersum, które bardzo lubię. Widziałam wszystkie elementy tak charakterystyczne dla prozy Goodkinda - przegadanie, wielokrotne powtarzanie jednego i tego samego, skupianie się na szczegółach co pozbawia finał zaskoczenia - ale tym razem to mi zupełnie nie przeszkadzało. Po prostu się stęskniłam. Przymykałam oka, na to co kiedyś mnie denerwowało a zamiast tego cieszyłam się opowieścią, w sumie teraz to już raczej cień tej wielkiej przygody z pierwszych tomów. Chociaż Goodkind zrobił wielkie czystki wśród bohaterów, uśmiercając większość tych najważniejszych, znów przeżywałam przygodę z tymi co ocaleli. Walczyłam, podróżowałam, denerwowałam się i zastanawiałam się jak wybrnąć z opresji. Fakt, w wielu momentach można wytknąć uproszczenie i naiwność ale nie o to chodzi. Miałam poczucie, że powoli żegnam się z cyklem ,,Miecz prawdy" bo raczej nie powróci on już w swojej dotychczasowej formule. I dobrze, niech bohaterowie, którzy przeżyli wszystkie boje żyją sobie spokojnie :) a czytelnik niech wyrusza na nową, inną przygodę.
piątek, 8 września 2017
,,Szmaragdowa tablica" Carla Montero
Mamy tutaj splecione w jedną opowieść historie dwóch różnych kobiet - współcześnie, młodej Hiszpanki Any oraz rozgrywającą się podczas II wojny światowej, Francuzki Sarah'y. Łączy je tajemniczy obraz ,,Astrolog". Żadna z nich nie zdaje sobie sprawy jak bardzo obraz zaważy na ich życiu oraz jak wiele trudnych, bolesnych, dramatycznych oraz zaskakująco radosnych momentów będzie z nim związane.
,,Szmaragdową tablicę" rewelacyjnie czytało mi się do momentu aż nawał obowiązków nie zmusił mnie do odłożenia na bok. Wtedy chyba doszedł do głosu schematyzm powieści, miałam podejrzenia jak to wszystko może się zakończyć i wcale nie spieszyło mi się aby osobiście to zweryfikować. Bo niestety jest to świetnie napisana, pełna zwrotów akcji i dramatycznych wydarzeń ale jednak schematyczna powieść. Autorka zmieściła pomiędzy okładkami wszystko to czego szuka się w tego typu powieściach: jest szczypta tajemnicy, garść miłości i namiętności, odrobina zagrożenia, jest niepewność i są wątpliwości. Bohaterowie niczym marionetki czasem miotają się kierowani wyższymi siłami i ulegając zwodniczym intrygom. Wszędzie czai się niebezpieczeństwo a każdy nowy dzień to nowa zagadka do rozwiązania i nowa walka do podjęcia. Brzmi zachęcająco, prawda? I takie też jest bo Montero to całkiem zdolna powieściopisarka ale ja chyba chwilowo czuję przesyt tego schematu i muszę poszukać na półce coś innego.
niedziela, 22 stycznia 2017
,,Łańcuch Proroka" Luis Montero Manglano

Poszukiwacze wrócili. Narodowy Korpus Poszukiwaczy jest trochę nadszarpnięty, sponiewierany, zmęczony ale po wszystkich przygodach, które doprowadziły do znalezienia Stołu Króla Salomona nadal działa. Ale chyba komuś bardzo zależy na tym aby nie trwało to długo. Wszyscy członkowie zostali zmuszeni do pracy biurowej i śmiertelnie się nudzą. Szczególnie Tirso. Nie jest więc zaskoczeniem, że wykorzystuje pierwszą nadarzającą okazję i wyrusza na kolejną wyprawę. Tym razem w poszukiwaniu skarbu, który gdzieś w Mali ukrył tajemnicy Zielony Prorok.
Obok cyklu o Poszukiwaczach nie da się przejść obojętnie bo to Przygoda z najwyższej półki. Dynamiczna, zaskakująca, umiejętnie mieszająca fikcję z autentycznymi faktami oraz docierająca do najskrytszych marzeń. Bo któż nie chciałby odkryć zapomnianego skarbu, wyjść cało z porwania przez piratów, przechytrzyć Interpol i .... dalej nie mówię. Gdzieś w każdym schowane są marzenia o przygodach rodem z Indiany Jones'a a Luis Montero Manglano sprawia, że choć przez chwilę możemy wyruszyć na ich poszukiwanie.
Oprócz Przygody ogromny atutem opowieści jest Tajemnica. Razem z Tirso pędzimy przez kontynenty aby odkryć sekrety zapomnianych ludów. Ale cały czas mamy poczucie, że za naszymi plecami coś się czai. W tej części uchylony zostaje rąbek przeszłości ale zdecydowanie więcej rodzi pytań niż udziela odpowiedzi.
Ja dałam się porwać Poszukiwaczom i nie żałuję ani jednej minuty. Teraz pozostaje mi tylko cierpliwie czekać na trzeci tom trylogii. Polecam!