Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wzrost 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wzrost 2017. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 grudnia 2017

,,Pieśń Maorysów" Sarah Lark

 Tytuł oryginału: Das Lied der Maori

Drugi tom sagi nowozelandzkiej w niczym nie ustępuje pierwszemu. W ,,Pieśni Maorysów" ponownie wracamy na jeszcze nie całkiem ucywilizowane tereny Nowej Zelandii końca XIX wieku gdzie mieszają się wpływy kultur maoryskiej i europejskiej. Kolejne kobiety staną się bohaterkami pasjonującej opowieści.

Tym razem historia skupia się na wnuczkach osadniczek z pierwszego tomu: Lainie i Kurze. Pierwsza jest delikatna i bardzo wrażliwa, druga ma w sobie krew maoryską i europejską. Obie zakochają się, poznają czym jest bolesne rozczarowanie oraz będę musiały podjąć radykalne decyzje by zawalczyć o swoje dobro oraz możliwość kierowania własnym życiem. Obie przekonają się, że o marzenia trzeba walczyć a pierwsze wrażenie bywa mylące. Mimo, że dziewczęta ogromnie różnią się między sobą, ich koleje losu są w podobne. Pozwala to im dorosnąć, dojrzeć i zrozumieć co naprawdę liczy się w życiu.

Z owczej farmy i wioski Maorysów tym razem akcja przenosi się do górniczych miasteczek. W tle opowieści, można obserwować rozwój tych osad i lepiej poznać problemy jakie nimi targały. Autorka świetnie kreśli obraz problemów: osamotnienia, słabego wyszkolenia górników, chciwości, głupoty właścicieli oraz ich niechęci do nowości, które mogłyby ułatwić pracę. Wyraźnie przedstawiony jest też obraz kobiet, które pozbawione opieki męża czy ojca zmuszone są do wybrania tylko jednej ścieżki zawodowej - prostytucji. Autorka próbuje delikatnie zmieniać ten pesymistyczny obraz umieszczając w tym środowisku bohaterki i dając im ważne role do odegrania.

,,Pieśń Maorysów" jest czytadłem ale pasjonującym i wciągającym, kipiącym od emocji i wzruszającym. Czasem przeraża, czasem fascynuje, budzi niedowierzanie i lęk ale też wywołuje uśmiech na twarzy. Oburzamy się postępowaniem niektórych bohaterów by za chwilę wytrwale trzymać kciuki za innych. Czasem jest przewidywalnie by za chwilę zaskoczyć. Wszystko to sprawia, że trudno się oderwać i z niecierpliwością czeka się na kolejną część. Chyba jedyny minus to kreacja mężczyzn - w poprzednim tomie był James a tutaj chyba najbardziej wyrazisty był Tim, choć autorka nie obeszła się z nim łagodnie. Brakowało mi bohatera, który byłby skałą, drogowskazem - takiego stereotypowego herosa. Ale może przez ten zabieg lepiej widać siłę kobiet.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  9,4 cm - 3,7 cm = 5,7  cm                  ,

środa, 20 grudnia 2017

,,Bramy raju" Virginia C. Andrews

Tytuł oryginału:  Gates of Paradise

Czwarty raz przyszło mi mierzyć się z tym co czai się po kątach. Gdy już wydawało się, że w życiu Heaven i Logana zapanował spokój. Wreszcie mogą cieszyć się swoją rodziną, jednak licho nie śpi. Okazuje się, że wszystko co dobre ma swój termin ważności - rodzinne szczęście burzy wypadek samochodowy, w którym giną Heaven i Logan. Ich nastoletnia córka Annie zostaje ciężko ranna i trafia pod opiekę Tony'ego Tarlettona.

Annie nic nie o tym co wcześniej spotkało jej matkę, babkę i prababkę. Z młodzieńczą naiwnością podchodzi do nanowoodzyskanego dziadka. Niestety, boleśnie przekona się co znany zbytnia ufność. Po raz kolejny dojdzie do głosu szaleństwo jakie czai się w Farthy. Annie będzie musiała zmierzyć się z okrucieństwem, szaleństwem i odcięciem od świata zewnętrznego. Wydaje się, że cykl zatoczył koło i ponownie muszą wydarzyć się tragedie jakie były udziałem jej przodkiń. Annie, ma jednak coś czego były pozbawione Leigh i Heaven - przyjaciół i rodzinę. Ale zło postępuje szybciej - czy obrończy dziewczyny zdążą na czas?

,,Bramy raju" powtarzają wiele z wcześniejszych schematów. Znów jest mocno uwypuklona mroczna strona psychiki, to przede wszystkim z nią musi się zmierzyć sierota, pokonać własne lęki, przebić się przez mury niedopowiedzeń i tajemnic by rozerwać krępujące ją łańcuchy. Autorka ponownie sięgnęła także po schemat zakazanej miłości, która musi pokonać przeszkody by się zrealizować. Jest to jednak część bardziej skondensowana, bardziej naładowana wydarzeniami i mocniej przesiąknięta  mrocznym, dusznym klimatem strasznego domu. Wręcz czuje się, że musi się coś wydarzyć, co przełamie schemat - przyznam, że liczyłam na spektakularny efekt w finale.

,,Bramy raju" są lepsze od trzeciego tomu. Szybciej się czytało, mniej irytowali bohaterowie a nawet powtarzalność fabuły nabrała jakiegoś sensu. Cieszę się jednak, że powoli zmierzam do finału opowieści o rodzinie Casteel.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  13,0 cm - 3,6 cm = 9,4  cm                  ,

czwartek, 30 listopada 2017

,,To" Stephen King

 Tytuł oryginału: IT

Podobno to najlepsza powieść Kinga, podobno to jego najstraszniejszy horror... Podobno można nabawić się traumy a strach przed klaunami zostanie na zawsze... podobno...

Wszystko zaczęło się w 1958 by znów powrócić w 1985. Ukryte zło w małym miasteczku Derry, gdzieś w stanie Maine ponownie dochodzi do głosu. Zaczynają ginąć dzieci, dzieją się dziwne rzeczy, w mieście zaczyna panować strach. Jedynymi, którzy zdają sobie sprawę co naprawdę się dzieje jest siódemka obecnie dorosłych, która kiedyś, jako dzieci już raz stawili czoła swoim lękom. Od nowa będę musieli przejść tę samą drogę, przypominając sobie to co działo się wtedy a teraz znów się obudziło.

Misternie skonstruowana intryga przeplata przeszłość z współczesnością, równocześnie wydobywając na wierzch wszystkie tkwiące w bohaterach lęki, niepewności i obawy. Realne zagrożenie miesza się z czymś nieuchwytnym, wywodzącym się z najstraszniejszych, najbardziej niedorzecznych koszmarów. Mimo to nie ma między nimi zgrzytów, wszystko miesza się w przerażającą, budzącą lęk i niepewność historię, która u największych twardzieli wywołuje gęsią skórkę. King miesza grozę, z głęboką analizą psychologiczną, wywołuje nerwowy chichot i mimo, wszystko przypomina dobre czasy dzieciństwa. Dzięki temu sprawia, że dorosły strach jest gorszy, straszniejszy, bardziej realny bo już wiadomo co można stracić i ile trzeba poświęcić. Pojawia się kalkulacja, zastanowienie, próba przygotowania planu tak gdzie kiedyś był instynkt, odwaga i przyjaźń.

Doceniam kunszt i rozmach z jakim została opowiedziana ta historia, pełna zwrotów akcji, niepewności, budząca uśpiony lęk ale i wywołująca uśmiech. Tak pełna sprzecznych emocji, raz groteskowa i paranoidalna by za chwilę stać się nostalgiczną i pełną dawno odeszłych wspomnień, raz straszna, raz czuła. Wszystko w niej się miesza, wszystko zmienia. Nic nie jest pewne ale i nie wszystko jest rzeczywiste. Dobrze tutaj jednak widać to co leży u podstaw popularności i siły Kinga - po prostu (wybaczcie!) cholernie dobrze to opowiedział, tak rozkładając akcenty, że wierzymy mu, przynajmniej póki nie przewrócimy ostatniej strony.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  18,5 cm - 5,5 cm = 13,0  cm                  ,

czwartek, 23 listopada 2017

,,Latarnik" Camilla Läckberg

Tytuł oryginału: Fyrvaktaren

,,Latarnik" to już moje siódme spotkanie z mieszkańcami Fjällbacki. Spokój tego nadmorskiego miasteczka po raz kolejny zostanie zburzony przez tajemnicze morderstwo. Tym razem ginie jeden z cenionych mieszkańców, który po latach nieobecności wrócił do miasteczka. Jego śmierć jest nieoczekiwana ale im bardziej Patrick i cała reszta policjantów wgłębia się w jego przeszłość tym więcej znaków zapytania w niej znajdują.

Jak zwykle Läckberg prowadzi akcję dwutorowo oprócz współczesnych wydarzeń w retrospekcjach pojawia się przeszłość. Tym razem cofamy się aż do 1871 by poznać burzliwą i skomplikowaną historię rodziny latarnika na Wyspie Duchów. Autorka bardzo mocno skupia się na emocjach i warstwie psychologicznej. Buduje w ten sposób mroczny, duszny klimat, pełen niedopowiedzeń i majaków, który zdaje się mieć też ogromny wpływ na współczesność.

Oczywiście nie byłoby opowieści o Fjällbace bez tła obyczajowego. Tym razem schodzi ono na dalszy plan ustępując miejsca śledztwu. Erica skoncentrowała się na bliźniakach i pomocy dochodzącej do siebie po wypadku siostrze, na szczęście nie miesza się bardzo do pracy policji, pozostawiając to Patrikowi. A on i przyjaciele działają bardzo sprawnie - szybko łapią najważniejsze tropy chociaż i tym razem nie uda im się uniknąć błędów czy ślepych uliczek. Niestety, pewne ich działania wywołają tragiczne konsekwencje co odwlecze w czasie ostateczne rozwiązanie sprawy.

Saga Camilli Läckberg to pewniak jeślii szuka się czegoś co gwarantuje delikatny dreszczyk emocji, zmusi do wysiłku szare komórki by odgarnąć sprawcę (ja wymyśliłam bardzo szybko) a przy okazji zapewnia odpowiednią dawkę relaksu i humoru. Wszystko tutaj jest w wersji light bo nawet przemycane w tle ważne tematy społeczne są podane w wersji bardzo przystępnej i nie burzącej harmonii świata. Jak zawsze czyta się to szybko, łatwo i przyjemnie.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  21,7 cm - 3,2 cm = 18,5  cm                  ,

wtorek, 14 listopada 2017

,,Żar. Oddech Afryki" Dariusz Rosiak


 Z reportażami Dariusza Rosiaka spotkałam się niedawno gdy czytałam o bliskowschodnich chrześcijanach. Tym razem wraz z dziennikarzem wędrujemy przez Afrykę. ,,Żar. Oddech Afryki" to zbiór trzynastu reportaży, z których każdy skupia się na innym państwie afrykańskim.

Rosiak już wcześniej przekonał mnie do siebie i udowodnił, że jest dobrym obserwatorem oraz rozmówcą. Umiejętnie miesza dane historyczne, polityczne i społeczne, próbując w jak najbardziej przystępnej formie pokazać całość zjawisk. Także tutaj wychodzi od upadku kolonializmu afrykańskiego a potem już pokazuje ludzi na tle zjawisk społeczno-politycznych. Chce dotrzeć do różnych środowisk: zwykłych ludzi, polityków, przedstawicieli organizacji pomocowych, misjonarzy by móc zaprezentować różne oblicza Czarnego Lądu. Nie jest jego zamiarem koncentrowanie się na biedzi czy budowanie wrażenia ,,wyrzutu sumienia" bo Zachód ma a Afryka nie. Wręcz przeciwnie, chce pokazać zmiany: zarówno te dobre jak i złe, podkreślić dumę Afrykanów, ich różnorodność. Nie da się jednak mówić o Czarnym Lądzie w oderwaniu od problemów, więc i one są obecna: AIDS, korupcja, nieudolność władzy, problemy etniczne i religijne, bieda. Wszystko to tworzy różnorodną i fascynującą mieszankę pełną sprzecznych emocji i myśli. Jest współczucie i podziw, gniew i radość, fascynacja i niedowierzanie, ból i nadzieja, śmierć i życie.

Reportaż Rosiaka to kolejny głos apelujący aby przestać traktować Afrykę jako kontynent gorszy. Sami jego mieszkańcy zaczynają mieć dość nieustannego współczucia i traktowania ich jako idealnego środka, żeby poprawić swoje ego poprzez pomoc humanitarną. Tak, jest to ląd pełen problemów ale także taki, który w końcu chce wziąć swój los w swoje ręce i pokazać, że da radę. Kolejne państwa coraz głośniej  tym mówią i same powoli zaczynają radzić sobie z własnymi kłopotami. ,,Żar.Oddech Afryki" ma za zadanie choć trochę zmienić wizerunek Afryki, rzetelnie, z prawdziwym dziennikarskim zacięciem pokazując jak najszerszy obraz, skupiając się na ludziach. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 23,7 cm - 2,0 cm = 21,7  cm                  

piątek, 3 listopada 2017

,,Moja historia czytania" Alberto Manguel

Tytuł oryginału: A history of reading

,,Moja historia czytania" Alberto Manguela powinna stać się dla każdego bibliofila pozycją obowiązkową. Sama zetknęłam się z nią po raz pierwszy prawie dekadę temu, na pierwszym roku studiów bibliotekoznawczych, kiedy to na przedmiocie ,,Historia książki" byliśmy zobligowani do przeczytania fragmentów. Jednak dopiero teraz udało mi się zapoznać z całością tekstu.

Alberto Manguel pisze o swojej prywatnej nauce czytania tzn. swoich prywatnych doświadczeniach lektury jako całości zjawiska. Nie jest to tylko opowieść o przeczytanych książkach ale szerzej o sposobie w jakim czytał (głośno czy po cichu), miejscach odpowiednich do lektury, potrzebnych ,,narzędziach" (np. okularach), o gromadzeniu tomów. Wszystko to przy okazji podnosi do historycznej perspektywy. Nagle okazuje się, że to większość z nas czyta po cichu i w łóżku nie jest taką oczywistością z perspektywy czasu. Początkowo jedyną właściwą metodą było głośne czytania a ktoś kto wpatrywał się w tekst i nie ruszał ustami budził zdziwienie. Tak samo było z czytaniem w sypialni - to miejsce długo nie oznaczało prywatności i ciszy odpowiedniej do lektury.

Manguel zabiera nas w niesamowitą podróż pełną niuansów i zaskoczeń. Mówi o pisarzach, autorach, spotkaniach autorskich, kradzieżach. Pokazuje jak mimo wszystko podobną grupą są czytelnicy, stanowiący wspólnotę podobnych zachowań czy przekonań. To świetny i bardzo przystępnie napisany przewodnik po historii książki od starożytności i współczesności, skupiający się na zaledwie kilku ważnych wątkach oraz wcale nie wyczerpujący całości zagadnienie. Pokazujący jak bogaty jest nasz ,,książkowy" styl życia a wiele zjawisk jak długą ma historię. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 26,5 cm - 2,8 cm = 23,7  cm                  

czwartek, 2 listopada 2017

,,Wołyń. Bez litości" Piotr Tymiński


,,Wołyń. Bez litości" to powieść historyczna oparta na prawdziwych zdarzeniach jakie rozegrały się na Wołyniu w latach 1943-1944. Nie jest to jednak zapis zbrodni czy całości zdarzeń sensu stricte jakie miały miejsce w tym okresie. Autor koncentruje się na małym oddziale samoobrony partyzanckiej będącej częścią Armii Krajowej.

Oddział najpierw ,,Pary" potem ,,Czarta" za główny cel obrał walkę z upowcami. I głównie kolejne potyczki, obrona ludności oraz także odkrywanie kolejnych śladów zbrodni na ludności polskiej stanowi rzeczywistość młodych partyzantów. W tle przewijają się tematy związane z niemiecką okupacją oraz zaczynają się pojawiać ,,przebłyski" tego jak będzie wyglądał świat po wyzwoleniu Polski przez Armię Czerwoną. Autor z kronikarką starannością odnotowuje rzeczywistość partyzancką - nieustanną wędrówkę, problemy ze zdobywaniem broni ale i obozowe życie stara się możliwie jak lepiej odnotować. Zlewa się to w jeden ciąg walki, zmęczenia, okrucieństwa. Tylko rutynowe zadania jak poranna modlitwa czy ogromna dbałość o honor polskiego żołnierza pozwalają zachować iskry człowieczeństwa w tym brutalnym świecie. I chociaż autor nie buduje portretów psychologicznych bohaterom opis zachowań pozwala zauważyć jak bardzo zmieniło się ich postrzeganie walki, obrony czy wreszcie zabijania w miarę rozwoju akcji.

Powieść czyta się trudno. I nie wynika to wcale z nadmiaru okrucieństwa, które właściwie autor stara się dawkować. Fabuła jest drobiazgowa, pełna faktów, miejsc i pseudonimów, surowa i konkretna. Nie ułatwia to zadania czytelnikowi przyzwyczajonemu do szaleńczych pościgów czy nagłych zwrotów akcji. Tutaj niczym w wojsku trzeba skupić się na konkretach. To staranny zapis walki, próbujący odtworzyć dzieje oddziału partyzanckiego równocześnie przemycając dużo wiedzy historycznej i budujący obraz zdarzeń jakie rozegrały się na Wołyniu. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 29,2 cm - 2,7 cm = 26,5  cm                  

sobota, 28 października 2017

,,Spisane własną krwią" Diana Gabaldon

 Tytuł oryginału: Written in My Own Heart's Blood

Akcja ósmego tomu cyklu ,,Obca" wkracza powoli w swoją środkową fazę. Zawirowania dziejowe sprawiają, że Claire i Jamie znajdują się w samym centrum zdarzeń. Jamie, nie do końca z swojej woli zostaje mianowany generałem a Claire, jako wykwalifikowany lekarz będzie uparcie kroczyć u jego boku. Zanim jednak do tego dojdzie muszą zostać wyjaśnione pewne kwestie małżeńsko-rodzicielskie.

Dużo czasu zajęło mi dotarcie do ostatniej strony. I chyba wyjątkowo nie wynikało to z drobiazgowego stylu pisarstwa Diany Gabaldon. Bardziej spowodowane było to raz, że zawsze coś mi przeszkodziło a dwa nie chciałam się jeszcze rozstawać z bohaterami. W tym przypadku akcja to od pierwszych stron petarda. Sporo się wyjaśnia ale jeszcze więcej komplikuje. Paradoksalnie życie w XVIII wieku, na ogarniętym wojną kontynencie jest spokojniejsze niż to prowadzone współcześnie przez Briannę i Rogera. To ich dramatyczne okoliczności zmuszą do kolejnej podróży w czasie, która nie do końca przebiegnie tak jak powinna. Pojawią się nowi i starzy znajomi. Wierny czytelnik może w końcu być usatysfakcjonowany cały potencjał jaki skrywała fabuła został wykorzystany, przy okazji zostawiając wiele otwartych furtek dla kolejnego tomu.

,,Spisane własną krwią" to powrót do dobrego stylu i świetnej przygody. Gabaldon znalazła chyba złoty środek łączony jej pasję do szczegółów z budowaniem wciągającej, pełnej zwrotów akcji historii. Pełna dramatycznych momentów, chwil radości i wzruszenia, błysków chwały i różnych obliczy gniewu, zemsty, namiętności. Każdy z bohaterów jest postacią z krwi i kości, pełną sprzeczności, kłębiących się myśli i nie zawsze będącą w stanie kontrolować swoje odruchy. Jamie i Claire nadal są centrum i sercem wykreowanego świata ale coraz wyraźniej do głosu dochodzą inni, dzięki czemu opowieść tylko zyskuje.

Teraz gdy już zamknęłam i odłożyłam na półkę ósmy tom, pozostaje mi tylko uzbroić się w cierpliwość oczekując na tom dziewiąty.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 35,1 cm - 5,9 cm = 29,2  cm                  

wtorek, 24 października 2017

,,Krzyżyk niespodziewany" Bartłomiej Kuraś, Paweł Smoleński


Mimo, że góralszczyzna jest mi bliska, pierwszy raz z tematem Goralenvolk zetknęłam się kilka lat temu w trakcie lektury ,,Ślebody" Kuźmińskich. Wcześniej nie do końca zdawałam sobie sprawę jak bardzo skomplikowane relacje panowały na Podhalu w trakcie II wojny światowej.

Goralenvolk cały czas budzi kontrowersje. To jeden z tych tematów, który z pełną premedytacją zamieciono pod dywan i pozwolono aby o nim zapomnieć. Górale nie chcą aby przypominać im, że około dwadzieścia procent z nich przyjęło kenkartę ,,G" - równoznaczne to było z zadeklarowaniem współpracy z okupantem. I chociaż motywy takiego czynu są różne - jedni przyjmowali z fascynacji nazizmem, inni z głupoty, pragnienia odwrócenia od siebie uwagi władz, ze strachu, z biedy - to jednak jedno jest niepodważalne - dwadzieścia siedem tysięcy górali oficjalnie dopuściło się kolaboracji.

Reportaż B.Kurasia i P.Smoleńskiego w dużym stopniu koncentruje się na inicjatorach i przywódcach Goralenvolku: Wacławie Krzeptowskim, Henryku Szatkowskim i Witalisie Wiederze. To ich działalność jest głównym wątkiem. Jednak sięga też głębiej: szuka przyczyn, motywów, daje odczuć pewne delikatne napięcia jakie panowały na Podhalu. Reportaż nie koncentruje się na szczęście tylko na jednej stronie medalu: równie ważna jest opowieść o kurierach, partyzantach i zwykłych ludziach. Autory próbują choć w przybliżeniu nakreślić obraz Podhala okresu II wojny światowej. Pokazać zarówno hańbę jak i chwałę. Zło i dobro. Bo wszystko to składa się na skomplikowaną mozaikę gdzie jedno z drugim się przeplata, łączy, współistnieje.

,,Krzyżyk niespodziewany" wydaje mi się, że jest dobrym wstępem do dalszego zgłębiania wiedzy o tym trudnym zjawisku jakim był Goralenvolk. Nakreśla główne wątki ale daje też dużo przestrzeni, które trzeba uzupełnić i zweryfikować. Stawia pytania i czeka na odpowiedzi. Nie jest to łatwe ale kiedyś trzeba będzie się z tym zmierzyć.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 36,5 cm - 1,4 cm = 35,1  cm                  

czwartek, 5 października 2017

,,Dziennik z podróży do Rosji" John Steinbeck

 Tytuł oryginału: A Russian Journal

,,Nie mamy żadnych wniosków poza jednym. Rosjanie nie różnią się niczym od reszty populacji świata. Oczywiście, są wśród nich źli ludzie, ale ogromna większość to dobrzy ludzie."

Gdy John Steinbeck wyruszał na wyprawę do Rosji (a raczej Związku Radzieckiego) świat dochodził do siebie po II wojnie światowej. Żelazna Kurtyna dopiero się kształtowała ale było już czuć w powietrzu rodzący się podział na Zachód i Wschód. Ludzie obawiali się tych ,,złych sowietów". Dociekliwy, reporterski instynkt Steinbecka zmusił go do zadania sobie pytania jacy właściwie są ci Rosjanie. Czym się różnią? I dlaczego trzeba się ich obawiać? Zdawał sobie sprawę, że w Stanach nie odnajdzie odpowiedzi na te pytania więc wraz z fotografem Robertem Capą wyrusza na dwumiesięczną wyprawę po Rosji.

Z taką samą dociekliwością z jaką dokumentował Amerykę teraz patrzy na Związek Radziecki. Przemierza kolejne republiki: Ukrainę, Gruzję, podziwia Moskwę, wędruje po zrujnowanym Stalingradzie i wszędzie wychwytuje to co je charakteryzuje i wyróżnia. Wyciąga to co jest inne, nowe, zaskakujące dla przeciętnego Amerykanina. Nie ocenia, nie szkaluje, nie szuka na siłę potknięć ale też nie koloryzuje. Z reporterską rzetelnością notuje pozwalając sobie jedynie na okraszanie obrazu subtelną nutą humoru i ironii. Jego Rosja jest inna, egzotyczna ale przez to fascynująca. Pełna smaków, zapachów,zraniona ale z dumą podnosząca się ze zgliszcz. Pobrzękują nuty panujące komunizmu ale są tak łagodne, że nie są w stanie zakłócić pozytywnego wydźwięku reportażu.

Steinbeck w Związku Radzieckim był turystą, oprowadzanym przez wysłannika urzędującej władzy. Widział to co pozwolono mu zobaczyć, doświadczył to co pozwolono mu doświadczyć. Nie drążył, nie wnikał zbyt głęboko ale wcale tego nie chciał. Chciał zobaczyć przeciętność i pozorną zwyczajność. I to zobaczył oraz uchwycił na kartach tego reportażu. Nie chciał gnębić politycznymi wydźwiękami oczywistych różnic. Rosja wywarła na nim dobre wrażenie. Zapamiętał miejsce pełne normalnych, zwykłych ludzi i to chciał przekazać swoim rodakom 70 lat
temu.

*Steinbeck w reportażu używa nazwy Rosja. Ja ją powtarzam jako odnoszącej się do całego Związku Radzieckiego. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 38,1 cm - 1,6 cm = 36,5  cm                  

piątek, 29 września 2017

,,Okupacja od kuchni" Aleksandra Zaprutko-Janicka


Niby to banał ale każdy musi jeść. I nie ważne jak straszne, tragiczne zdarzenia rozgrywają się naokoło. Na pierwszy plan zawsze wyjdzie kwestia jedzenia.

Aleksandra Zaprutko-Janicka w swoje publikacji próbuje opowiedzieć o tym jak wyglądało żywienie i kwestia pożywienia w trakcie II wojny światowej. Skoncentrowała się na klasie średnie i inteligenckiej (czyli ówczesnych odpowiednikach dzisiejszych czytelników tej książki). Pokazuje jak bardzo zmieniło się ich życie i jak wiele wysiłku oraz pomysłowości musiało kosztować panie domu przygotowanie nawet najprostszego posiłku. Sklepy nie działały, reglamentacja pożywienia była kpiną, brakowało wielu składników a ludzie musieli żyć i walczyć. Wtedy do głosu doszła polska pomysłowość. Prawie wszystko można było wykorzystać: obierki, żołędzie, brukiew. Nagle park stał się działką. I, niestety, wiele zwierząt, o których wcześniej nie pomyślano by w kategoriach posiłku, jak konie, koty, gołębie, nagle nimi się stało.

Chyba jednak największymi bohaterami tej książki są tysiące bezimiennych ochotników, który ryzykowali swoje życie wyruszając na szaber i poświęcając się by przeszmuglować jedzenie ze wsi do miasta. Fakt, że nie działali do końca z bezinteresownych pobudek wcale nie umniejsza ich odwagi.

,,Okupacja od kuchni" to kolejny ciekawy i pełen niezwykłej oraz nieoczywistej historii. Zbliża się bardzo mocno do zagadnień, które są bliskie zwykłemu Polakowi i pokazują zupełnie inne, bliższe, bardziej swojskie oblicze Wielkiej Historii. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 40,6 cm - 2,5 cm = 38,1  cm                  

wtorek, 26 września 2017

,,Sto milionów dolarów" Lee Child

 Tytuł oryginału: Night School

Trochę się rozczarowałam. Bo wiecie, po tak kultowym bohaterze jak Jack Reacher spodziewałam się więcej. Dużo zadymy, szalonej akcji, mnóstwo napięcia, zagadki i przede wszystkim by zagrożenie goniło zagrożenie. Za to tutaj jest bardzo statyczna akcja. Bohater ma znaleźć coś wartego sto milionów dolarów, którą to rzeczą interesują się wrogowie. Pozornie łatwe zadanie? Nic bardziej złudnego. Teoretycznie nie istnieje nic takiego: wszystko jest albo droższe albo tańsze. Ktoś jednak czymś handluje. Informacje krążą po kontynentach a Reacher siedzi i obserwuje rzeczywistość Hamburga. Pląta się tam gdzie nie powinien, chyba bardziej dla zasady wdaje się w jakąś bójkę i genialnie zgaduje o co w tym wszystkim chodzi.

Przynajmniej w tym przypadku, nie po drodze mi z Reacherem. Chciałam więcej dynamicznej akcji, więcej zwrotów akcji, napięcia. Czegoś co skutecznie przykułoby uwagę. I chociaż długo utrzymywała zainteresowanie tajemnicza ,,rzecz" to nie było to, aż na tyle przekonywujące żebym lepiej oceniła powieść. Dużo tam niepotrzebnego dreptania w miejscu i chociaż nie ma specjalnie dużo niepotrzebnych dłużyzn akcji to jednak brakuje dynamizmu.

,,Sto milionów dolarów" trudno nazwać powieścią sensacyjną. Ma pewne cechy sensacji ale i powieści szpiegowskiej oraz thrillera. Trochę jednak tego za mało aby skutecznie wbić w fotel na cały wieczór.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 43,5 cm - 2,9 cm = 40,6  cm                  

poniedziałek, 25 września 2017

,,Miasto cieni" Ransom Riggs

 Tytuł oryginału: Hollow City

Osobliwego domu pani Peregrine już nie ma. Sama opiekunka osobliwych dzieci także nie jest sobą. Uwięziona pod postacią ptaka sama potrzebuje pomocy. Gromada osobliwców pod wodzą Jacoba i Emmy wyrusza w świat poza granice swojej pętli by szukać ratunku. Odwiedzą inne pętle, poznają kolejnych osobliwców i przyjdzie im się zmierzyć po raz kolejny z ukrytym złem.

,,Miasto cieni" to schematycznie napisana kontynuacja. Czasami wręcz razi (przynajmniej mnie, jako osobę już dorosłą) ślepe kierowanie się zasadą problem - genialne a jednocześnie proste rozwiązanie - błyskotliwe dzieci górą. Większa cześć powieści niestety tak wygląda. I nawet tło, na którym rozgrywa się akcja jest jakieś mało wyraźne. Jak dla mnie za mało magii, uroku, tej niezwykłej potrzeby przygody. Dopiero zakończenie łamie schemat, burzy spokój i sprawia, że na wszystko patrzy się zupełnie inaczej. Dużo wyjaśnia i sprawia, że ma się ochotę sięgnąć po kolejną część.

Tutaj także ogromnym plusem są zdjęcia pochodzące z kolekcji autora i jego znajomych. Niecodzienne, intrygujące, idealnie wpisujące się w klimat opowieści oraz podkreślające jej charakter. Są elementem, który jednoznacznie wyróżnia powieść na tle wielu innych powieści przygodowych z nutką fantastyki skierowanych do młodzieży.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 46,3 cm - 2,8 cm = 43,5  cm                  

piątek, 22 września 2017

,,Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan" Dariusz Rosiak


,,Ziarno i krew" to niezwykła wędrówka, która zaczyna się w Sztokholmie by zakończyć się Zachodnim Brzegu w Izraelu. Jednak opisów wędrówki nie ma tutaj prawie wcale, bo nie droga sama w sobie jest ważna ale to gdzie, a właściwie do kogo, prowadzi.

Dariusz Rosiak przemierza Bliski Wschód by spotkać się z zamieszkującymi te tereny chrześcijanami.Przygląda się z bliska ich społecznościom i próbuje pokazać różnice jak i podobieństwa. Współcześnie, czasem zapominamy, że to nie Europa była kolebką chrześcijaństwa. Narodziło się ono na Bliskim Wschodzie, tam zachodziły najważniejsze procesy klarowania się ideologii. Tam rozgrywały się najważniejsze spory teologiczne i tam nadal mieszkają ludzie, którzy wierzą i modlą się jak ich przodkowie. Jednak bycie chrześcijaninem w tym rejonie świata to prawdziwe wyzwanie i szkoła wiary. Z  każdej strony jest się atakowanym, pozbawianym podstawowych praw, traktowanym jak obywatel drugiej kategorii. Normalnym jest życie w stałym zagrożeniu przed utratą życia. Mimo te wspólnoty chrześcijańskie żyją, funkcjonują i potrafią sprawiać, że muzułmanie postanawiają przyjąć chrzest.

,,Ziarno i krew" otworzyło mi oczy na wiele zagadnień, które wcześniej ignorowałam lub nie rozumiałam. Bliski Wschód - Syria, Egipt, Turcja, Irak - to nie tylko Państwo Islamskie i wojujący islam ale także przestrzeń gdzie żyją normalni ludzie. Uchodźcy to nie tylko przenikający do Europy terroryści ale i chrześcijanie, którzy szukają nowego domu. Rosiak pokazał całą złożoność problemu. Wyciągnął na pierwszy plan to co dotychczas kryło się w tle, co zagłuszały doniesienia o zamachach. Pokazał siłę, wiarę i niezwykły hart ducha zwykłych ludzi. Świetny reportaż, który warto przeczytać.


  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 49,4 cm - 3,1 cm = 46,3  cm                  

poniedziałek, 18 września 2017

,,Komornicy i opowiadania wybrane" Władysław Orkan



Nie ma już karczmy przy rynku, stary kościółek spłonął w 1992 roku, stare chatynki już dawno rozebrane i zapomniane, cichy cmentarz opiekuje się żoną i córką i tylko drewniany domek przypomina, że był i mieszkał Władysław Orkan. Bacznie obserwował, dumał i zapisywał. To dzięki niemu znowu do głosu dochodzą niewidoczni, zapomniani górale gorczańscy.

,,Komornicy" to zaledwie miniaturowa powieść, która opisuje biedę i cierpienie górali. Nie bazuje na schemacie konfliktu między chłopem a panem ale wchodzi głębiej i naświetla wewnętrzne podziały wśród najuboższych. Bo i tam są lepsi i gorsi. I o ile ten obraz jest ważny ale trochę już nieaktualny to dużo bogatsza jest warstwa charakterologiczna. Wzory zachowań, sposoby myślenia są uniwersalne i stałe. Wychodzą na wierzch małostkowość, zazdrość, głupota, chciwość, brak zrozumienia dla inności. To samo widać w pozostałych opowiadaniach.

Dla mnie jednak najważniejszy był obraz okolic, w których się wychowałam. Obraz sprzed prawie 100 lat. To jak wiele się zmieniło i jak wiele pozostało takie same. Wiele problemów zostało i choć w innej formie nadal są obecne. Władysław Orkan umiał dać temu wyraz. Chociaż ciężko się obecnie go czyta, przede wszystkim na bardzo mocną stylizację gwarową to gdy się już zacznie nie można się oderwać. Wiem, że jest to wybór nieoczywisty i nietypowy ale warty uwagi.


  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 50,8 cm - 1,4 cm = 49,4  cm                  
 

niedziela, 10 września 2017

,,Nowy Jork" Edward Rutherfurd

 Tytuł oryginału: New York

Zakochałam się w tej opowieści. Nie straszne były mi jej rozmiary. Gdy tylko ją otwarłam, pochłonęła i zachwyciła mnie tak bardzo, że nie byłam w stanie zmusić się do przerwania lub odłożenia jej na bok.

Bo ,,Nowy Jork" to nie tylko barwna i ciekawie opowiedziana historia rodzinna sięgająca swoimi korzeniami ponad trzysta lat wstecz. To także historia miasta, pokazująca jego piękne i wzniosłe momenty ale też z dumą i godnością mówiąca o chwilach słabszych, trudniejszych, bolesnych ranach i wstydliwych momentach. To skomplikowana, wielowymiarowa mozaika okrywająca jak zmieniały się poglądy, zapatrywania, przekonania. Obraz pokazujący rasizm, ciasnotę umysłową ale i wielkości oraz wielokulturowość miasta, które stało się symbolem.

Płynna i pozornie lekka narracja niczym kalejdoskop przeprowadza czytelnika przez wszystko co najważniejsze i pokazuje jak rozbudowywał ale przede wszystkim jak kształtował się Nowy Jork. Pokazuje jego korzenie. A w to wszystko umiejętnie wplatani są kolejni bohaterowie: zmieniają się oni tak jak zmienia się miasto. Są jego głosem i wyznacznikiem.

Nie da się przejść obok tej powieści obojętnie. Czaruje i porywa. Zachwyca i wzrusza. Niczym na przyspieszonym filmie widać zmiany ale gdzieś cały czas czuje się ten sam bijący rytm, który narzuca tempo temu nigdy nie zasypiającemu miastu. Teraz ja nie będę mogła spać, bo będę marzyć żeby móc kiedyś tam pojechać i zobaczyć to wszystko na własne oczy.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 57,5 cm - 6,7 cm = 50,8  cm                  

piątek, 8 września 2017

,,Szmaragdowa tablica" Carla Montero

 Tytuł oryginału: La Tabla Esmeralda

Od wielu osób słyszałam, że koniecznie muszę sięgnąć i przeczytać ,,Szmaragdową tablicę".  Twierdzili, że z pewnością spodoba mi się. Jest w tym wiele prawdy. Powieść Carli Montero idealnie wpisuje się w schemat jaki najbardziej lubię.

Mamy tutaj splecione w jedną opowieść historie dwóch różnych kobiet - współcześnie, młodej Hiszpanki Any oraz rozgrywającą się podczas II wojny światowej, Francuzki Sarah'y. Łączy je tajemniczy obraz ,,Astrolog". Żadna z nich nie zdaje sobie sprawy jak bardzo obraz zaważy na ich życiu oraz jak wiele trudnych, bolesnych, dramatycznych oraz zaskakująco radosnych momentów będzie z nim związane.

,,Szmaragdową tablicę" rewelacyjnie czytało mi się do momentu aż nawał obowiązków nie zmusił mnie do odłożenia na bok. Wtedy chyba doszedł do głosu schematyzm powieści, miałam podejrzenia jak to wszystko może się zakończyć i wcale nie spieszyło mi się aby osobiście to zweryfikować. Bo niestety jest to świetnie napisana, pełna zwrotów akcji i dramatycznych wydarzeń ale jednak schematyczna powieść. Autorka zmieściła pomiędzy okładkami wszystko to czego szuka się w tego typu powieściach: jest szczypta tajemnicy, garść miłości i namiętności, odrobina zagrożenia, jest niepewność i są wątpliwości. Bohaterowie niczym marionetki czasem miotają się kierowani wyższymi siłami i ulegając zwodniczym intrygom. Wszędzie czai się niebezpieczeństwo a każdy nowy dzień to nowa zagadka do rozwiązania i nowa walka do podjęcia. Brzmi zachęcająco, prawda? I takie też jest bo Montero to całkiem zdolna powieściopisarka ale ja chyba chwilowo czuję przesyt tego schematu i muszę poszukać na półce coś innego.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 61,9 cm - 4,4 cm = 57,5  cm                  

piątek, 18 sierpnia 2017

,,Sprawa Rembrandta" Daniel Silva

 Tytuł oryginału: The Rembrandt Affair

Ostatnio trzymają się mnie książki gdzie głównym wątkiem jest tajemnica sprzed lat. Właśnie w ten nurt wpisuje się ,,Sprawa Rembrandta" Daniela Silvy.

Podobnie jak w ,,Bractwie Camelotu" punktem wyjścia całej fabuły jest zabójstwo, w tym przypadku specjalisty do renowacji obrazów. Równocześnie ginie obraz, który oficjalnie uchodzi za zaginiony w czasie II wojny światowej. O wyjaśnienie całej sprawy: odnalezienie i konserwację obrazu zostaje poproszony przebywający w stanie spoczynku izraelski szpieg a zarazem konserwator sztuki, Gabriel Allon.

,,Sprawa Rembrandta" to moje pierwsze spotkanie z kryminałami Daniela Silvy. Po przeczytaniu opisu nie spodziewałam się nic ponad to co wpisane jest w ramy gatunku. I rzeczywiście, wszystkie zabiegi i motywy wyczerpane są w maksymalnym stopniu. Zrobione jest to jednak bardzo sensownie> Mamy i zagadkę sprzed lat, która wpływa na współczesność, misternie skonstruowane zagrywki szpiegowskie, są momenty gdzie siedzi się jak na szpilkach oraz trochę faktów historycznych, zgrabnie przemyconych pod płaszczykiem literatury rozrywkowej. Chyba najbardziej zainteresował mnie wątek szwajcarski, który śledziłam z zapartym tchem.

Daniel Silva trafia na listę autorów, do których będę wracać. Z pewnością jego powieści sensacyjne umilą mi jeszcze nie jeden wieczór. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 64,0 cm - 2,1 cm =  61,9 cm                  

wtorek, 15 sierpnia 2017

,,Bractwo Camelotu" Sam Christer

 Tytuł oryginału: The Camelot Code

Pozornie błaha kradzież, która kończy się zabójstwem antykwariusza zwraca uwagę policji. Nic tam nie pasuje do z góry przyjętych schematów, wręcz przeciwnie kradzież wartego kilka set dolarów krzyża pociąga za sobą kolejne śmierci. FBI oddeleguje detektyw Mitzi Fallon do zbadania tej sprawy. Śledcza przypadkowo odkrywa związki z tajną, wielowiekową organizacją oraz dotknie bardzo realnego i bliskiego zagrożenia.

,,Bractwo Camelotu" inteligentnie i logicznie łączy w jedną całość wątki historyczne, religijne i sensacyjne. Bazując na legendach arturiańskich buduje ciekawy i zaskakujący wątek odnoszący się do współczesnych zagrożeń. Sięga po odwieczne przekonanie poszukiwaczy spisków, że wszystko jest zakulisowo sterowane przez tajemne organizacje, do których należą możni tego świata. Do środka właśnie takiej organizacji będzie musiała wedrzeć się detektyw Fallon by rozwiązać swoją sprawę.

Chociaż jest to typowy przykład powieści sensacyjnej spod znaku ,,zabili go i uciekł" ma kilka momentów, które skutecznie przykuwają uwagę. Szybka akcja, niezwykła tajemnica, odwieczna walka dobra ze złem i wyścig z czasem aby odgadnąć oraz uniemożliwić plany wrogów - niby standard i banał ale interesująco podany, tak aby zadowolić nawet największego malkontenta. Idealna pozycja na urlop.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 66,9 cm - 2,9 cm =  64,0 cm                  

środa, 2 sierpnia 2017

,,Kość z kości" Diana Gabaldon

 Tytuł oryginału: An Echo in the Bone

Chyba do tego można się już przyzwyczaić. Diana Gabaldon jest mistrzynią w usypianiu czujności czytelnika. Większa cześć jej ponad tysiącstronnicowych powieści to drobiazgowy opis wszystkiego by potem w końcówce akcja wystrzeliła jak z procy i nie pozwoliła na odłożenie książki przed dotarciem do ostatniej strony. A tam czeka, niestety, więcej pytań niż odpowiedzi.

Nie inaczej jest i w przypadki siódmego tomu ,,Kość z kości". Claire i Jamie po pożarze wielkiego domu, postanawiają na pewien czas opuścić Fraser Ridge i udać się do Szkocji. Jeśli o nich chodzi, plan jest prosty tylko w teorii. W trakcie swojej podróży spotka ich nie jedna przygoda oraz znajdą się w samym centrum działań wojennych. Oprócz losów Claire i Jamiego obserwujemy także Briannę i Rogera, którzy wrócili do współczesności a teraz próbują ułożyć swoje życie w Szkocji. Pojawia się też nowy, główny bohater - William Ranson, syn Jamiego. Z jego perspektywy obserwujemy angielskie działania wojenne i szpiegowskie.

,,Kość z kości" w dużej mierze koncentruje się na polityce i wojskowości. Autorka chyba w maksymalnym stopniu chce wyeksploatować temat jakim jest amerykańska walka o niepodległość. Mniej niż w poprzednich tomach koncentruje się na życiu zwyczajnych ludzi, nawet Claire ze swoimi medycznymi przypadkami zostaje odsunięta na dalszy plan. Na szczęście, co pewien czas podsuwa wątki i tajemnice na rozwiązanie, których czeka się z niecierpliwością.

Siódmy tom jest zdecydowanie ciekawszy niż dwa poprzednie. Wreszcie coś zaczyna się dziać. Mamy co obserwować a zakończenie to prawdziwa petarda, złośliwy cliff hanger, który zaostrza apetyt na kolejną cześć. Ja na pewno sięgnę by poznać rozwiązania.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 73,0 cm - 6,1 cm =  66,9 cm