środa, 29 kwietnia 2026

,,Wiatr od wschodu" Margit Sandemo

 

Tytuł oryginału: Vinden fra øst

Wreszcie zaczyna się coś dziać! Wiem, w każdym tomiku dużo się dzieje i perypetie kolejnych członków rodu są zajmujące ale od jakiegoś czasu tło czyli klątwa Tengela Złego utknęła w miejscu. Ciągle powtarza się to samo a rodzina mimo, że zmaga się ze strasznym dziedzictwem wydaje się, że nie ma pomysłu co mogłaby zrobić. Ale wreszcie to się zmienia bo pojawia się coś. A właściwie ktoś - młodziutki Vendel Grip.

Vendel to najmłodszy przedstawiciel tej linii rodu, o której trochę zapomniano i u której nic spektakularnego się dotychczas nie działo. Wnuk Leny Palladin jednak to zmieni. Jako młody chłopak wyrusza z wojskiem króla Karola XII na podbój Rosji. Przegrana kampania prowadzi do uwięzienia szwedzkich oficerów w głębi Syberii, a splot wydarzeń sprawia, że chłopak trafi do osady, gdzie ku swemu zaskoczeniu natrafi na dalekich krewniaków i pozna szokujący sekret.

Losy Vendela podobnie jak jego poprzedników są dramatyczne i pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji. Pozna czym jest samotność, cierpienie, zmierzy się z surowym syberyjskim klimatem ale na początku zostanie boleśnie zraniony w najbardziej czuły punkt. W młodym Gripie jednak skumulowały się wszystkie najbardziej szlachetne cechy rodu, mimo, że nie jest ani dotkniętym ani wybranym, co pozwala mu z podniesioną głową i iskierką optymizmu stawiać czoła kolejnym wyzwaniom.

,,Wiatr od wschodu" różni się od poprzednich tomiku. Jest bardziej surowy, zmienia się tło i zmienia się spojrzenie na rodzinną klątwę.To doskonała zapowiedź tego do dopiero ma nadejść. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 78,9 cm - 1,6 cm = 77,3 cm

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

,,Słowenia. Mały kraj wielkich odległości" Zuzanna Cichocka

 


Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że ta seria od wydawnictwa Poznańskiego jest niezwykła. Wyróżnia się detalami oraz odkrywa miejsca może nie tak odległe, ale z pewnością mało znane. Po Słowenię sięgnęłam z ogromną ciekawością bo nie ukrywam, że jedyne z czym kojarzy mi się ten kraj to skoki narciarskie i rodzeństwo Prevców. A chociaż niewielki, to z pewnością jest to kraj, który ma coś więcej do zaoferowania.

,,Słowenia. Mały kraj wielkich odległości" to bardzo subiektywne spojrzenie. Autorka, z wykształcenia slawistka postanowiła go przybliżyć i opowiedzieć co nie co o jego problemach oraz o swoich doświadczeniach. Słowenia to kolejny kraj powstały po rozpadzie byłej Jugosławii, o którym czytam i kolejny raz widać jak bardzo to wpłynęło na tożsamość i kształtowanie się poczucia narodowości. Bo to nie jest kraj jednolity, to mieszanina języków,narodów, kultur i religii, próbujących obok siebie istnieć. Szokująca jest z pewnością opowieść o wykreślonych - ludziach, którzy z dnia na dzień zniknęli z rejestrów i zostali pozbawieni przede wszystkim szansy. Dużo miejsca poświęca się w książce właśnie tej społecznej stronie Słowenii przywołując indywidualne doświadczenia różnych osób i poprzez które najlepiej widać z jakimi wyzwaniami musiał mierzyć się ten kraj.

Ale nie tylko o ludziach jest tutaj, także o krajobrazach - zarówno tych miejskich jaki i naturalnych. Ciekawa jest historia najważniejszego słoweńskiego architekta ale i anegdota wyjaśniająca dlaczego zdobycie Triglavu jest tak istotne dla Słoweńców. Jednak piękno krajobrazów najlepiej widać na wszystkich zamieszczonych wewnątrz zdjęciach. To one najlepiej oddają zachwyt autorki i jej fascynację tym państwem.

Jedyne co mnie rozczarowało to to, że ta książka tak szybko się kończy i kolejne rozdziały zaledwie muskają tematów. Mam poczucie, że to zaledwie wstęp, zachęta zmuszająca do dalszych poszukiwań. Rozbudziła ciekawość i porzuciła zanim usatysfakcjonowała czytelnika. Jedno czego się dowiedziałam to, że warto odwiedzić Słowenię i poznać ją lepiej.

 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 81,1  cm - 2,2 cm = 78,9 cm

piątek, 24 kwietnia 2026

,,Mamuna" Krystian Stolarz


 Na komisariacie w Nawidowie pojawia się nowy komendant. Tajemniczy, skupiony ale przede wszystkim zdeterminowany by działać. Ma coś do udowodnienia a nie ma lepszego miejsca niż to. Od lat wiadomo, że coś się dzieje w okolicy, znikają dzieci ale nigdy nikt nie podjął działań. Wiejska społeczność jest mocno zamknięta i spowita dziwną zmową milczenia. Nawet i miejscowi policjanci temu ulegli. Teraz jednak musi się to zmienić. Tylko, że nie wszyscy są tym kim się wydają. Każdy skrywa jakieś tajemnice i ma własny plan działania a gdzieś obok nich czai się Mamuna.

,,Mamuna" to moja pierwsza książka Krystiana Stolarza i to taka, która intrygowała długo przed premierą. Wydawnictwo rozkręciło świetną akcję promocyjną i po czymś takim oczekiwania były ogromne. Czy się sprawdziły? Trzeba przyznać, że powieść ma coś co skupia uwagę już od pierwszych stron. Świetnie nakreślony klimat niedopowiedzeń i tajemnic, podwójnych tożsamości i sekretów, które najlepiej by nigdy nie wyszły na jaw. Przez to wszystko musi przedrzeć się komisarz Bożydar Sokół, który też nie do końca z własnej woli znalazł się na ,,Komisariacie Wyrzutków". Śledztwo rusza bardzo szybko i agresywnie,brnąc przez narosłą zmowę milczenia pomieszaną ze słowiańskimi gusłami.

Lubię kryminały z motywem zamkniętej społeczności. Zawsze pozwala to na zdzieranie warstw i powolne dochodzenie do prawdy. Tutaj jest to wszystko a dodatkowo szybka akcja, wyraziści bohaterowie i nieoczekiwane zwroty fabularne, które tylko podkręcają, już i tak kipiącą adrenalinę. Nie spodziewałam się, że właściwie pochłonę ,,Mamunę"  na raz. Tego nie da się inaczej czytać.
 
 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Prószyńska i ska!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 84,3  cm - 3,2 cm = 81,1 cm

wtorek, 21 kwietnia 2026

,,Nawiało nam burzę" Jarosław Abramow-Newerly


 Są książki, które są zaskoczeniem. Porywające, barwne opowieści o walecznych bohaterach i dzielnych bohaterkach. Są opowieści, w których fantazja autora puszczona zostaje swobodnie by płynąć i tworzyć powieść, od której nie da się oderwać. Ale są i takie książki, gdzie rola autora sprowadza się do roli skrupulatnego kronikarza, bo właściwie nic nie musi więcej robić oprócz tego, że rozsiądzie się wygodnie i słucha. I dokładnie taką opowieścią jest ,,Nawiało nam burzę."

Powieść, a raczej kronika, opowiada dzieje rodziny Wawrów na przestrzeni całego XX wieku. Zaczyna się w dzisiejszej Ukrainie, w miejscu gdzie obok siebie żyli Polacy i Ukraińcy a przynależność narodowa była sprawą płynną. Zanim nadeszła wojna wszyscy żyli wspólnie i wspólnie dzielili trudy codzienności. Było miejsce na radości, smutki, sukcesy i zaskoczenia. Wyjeżdżano w daleki świat za pieniądzem oraz mierzona się z trudami na jakie napotykano. Świat prosty ale mający swój koloryt, swój honor i wartości. Wszystko zmieniła II wojna światowa. Pojawiły się podziały i niebezpieczeństwo z nich wynikające. Nagle Polak stał się wrogiem Ukraińca.

Powieść ,,Nawiało nam burzę" to pełna autentyzmu, żywa i oddziałująca na emocje opowieść o polsko-ukraińskiej rodzinie. Jej trudach, troskach i codzienności na tle burzliwych wydarzeń XX wieku. W bardzo prosty ale przez to mocniej rezonujący sposób, opowiada o tragediach i zawirowaniach. Jest o UPA i Banderze, o wysiedleniach, o podziałach, o momentach gdy sąsiad stawał przeciw sąsiadowi, o śmierci i życiu na emigracji. Szczerze, prawdziwie, z zachowaniem dbałości o detale ale także poszanowaniem bohaterów. To powieść na jakie rzadko się trafia a prawie wcale obecnie, pisze. Stanowi zapis dziejów i pokazuje je od środka, z perspektywy uczestników, szczególnie kobiet. Autor bardzo dba o zachowanie też wierności stylowi wypowiedzi swoich bohaterów dzięki czemu zachowuje realizm i stara się uchwycić nastrój świata, którego już nie ma.

Nie spodziewałam się, że ta powieść tak mnie poruszy. Zachwycił mnie jej realizm, ogromna wrażliwość w opisywaniu nawet najtrudniejszych wydarzeń i szacunek do postaci i czasów. To zapis zupełnie innego etosu, innych postaw i wartości. Zachowany obraz świata, który brutalnie został zniszczony. Nie sposób też nie patrzeć z podziwem na rodzinę Wawrów. Nie poddali się, walczyli z przeciwnościami, stawali z podniesionym czołem i zawsze trzymali się razem by nawet na obczyźnie zachować cząstkę rodzinnych Hadyńkowiec. To piękna opowieść, w której najbardziej zaskakujące jest to, że jest autentyczna.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 87,4  cm - 3,1 cm = 84,3 cm

niedziela, 19 kwietnia 2026

,,Tylko ona została" Riley Sager

Tytuł oryginału: The Only One Left


Niby już trochę znam Rileya Sagera. Niby już trochę wiem czego mogę się spodziewać. Ale i tak dałam się wystrychnąć na dudka. Bo kolejny raz udowodnił mi, że wszystko może być od początku do końca widoczne a i tak zakończenie zaskoczy. I to jeszcze jak!

Lata 80te XX wieku. Kit nie ma przed sobą zbyt wielu perspektyw zawodowych więc zrezygnowana zostaje opiekunką Lenory Hope. Tak, tej otoczonej złą sławą Lenory Hope. Pięćdziesiąt lat wcześniej w rezydencji na klifach rozegrał się dramat. Cała rodzina Hope'ów została zginęła w tragicznych okolicznościach i chociaż Lenora była główną podejrzaną, nigdy nie postawiono jej zarzutów a ona niczym upiór przez ponad pół wieku trwała w opustoszałej, podupadającej rezydencji. Przybycie nowej opiekunki zaburza ustalony porządek. Prawda zaczyna przebijać się przez narosłą przez lata skorupę. A Lenora ma historię do opowiedzenia.

,,Tylko ona została" to genialna zabawa motywem powieści gotyckiej. Mroczna, przechylająca się posiadłość, resztka starych służących snujących się po domostwie niczym upiory, jeszcze lekko unoszący się zatęchły klimat epoki, która dawno przeminęła i pomiędzy tym wszystkim, ,,nowi" który ukrywają też swoje własne cele. Jaki sekret skrywa rezydencja, co wydarzyło się przed pięćdziesięciu laty? I czemu ten sekret jest nadal niebezpieczny? Tutaj wszystko może się zdarzyć. Nikt nie jest do końca tym za kogo się podaje a sekrety są tak nawarstwione, że odkrycie jednego uruchamia całą lawinę. Rezydencja trzeszczy w posadach, tak jak i kłamstwa i niedopowiedzenia. Tylko patrzeć kiedy runie i co z wyłoni się z chaosu.

,,Tylko ona została" to powieść nieodkładalna. Pełna nieoczekiwanych twistów fabularnych, hipnotyzująca mrocznym klimatem i z tak spektakularnym zakończeniem, że trzeba to przeczytać na raz. Sager bawi się formą i robi to genialnie. Naciąga motywy do granic możliwości by na koniec wywrócić wszystko do góry nogami i udowodnić czytelnikowi, że przecież cały czas na to patrzył ale i tak nic nie widział. Bawiłam się świetnie i dałam się zaskoczyć!
 
 
 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 90,6  cm - 3,2 cm = 87,4 cm

piątek, 17 kwietnia 2026

,,Oszast" Grzegorz Mirosław

 


Co mają wspólnego Josef Karika, Michał Śmielak i teraz jeszcze Grzegorz Mirosław? Skutecznie przekonują mnie, że lepiej do lasu nie wchodzić. A najlepiej od razu uciekać. Gdy już wiedziałam, że lasy Trybeczu i Bieszczady to nie jest dobry pomysł, to teraz jeszcze się przekonałam, że do tej listy muszę dopisać Beskid Żywiecki.

Pusta droga prowadząca przez las. Nagle znikąd pojawia się zakrwawiony mężczyzna. Pamięta, że jechał z żoną i córką na urlop i mieli wypadek. Gdy służby docierają do rozbitego samochodu po kobietach nie ma żadnego śladu. Ba, nie ma nawet bagażu, który potwierdzałby plany urlopowe. Za to w bagażniku znalezione zostają zwłoki tajemniczego mężczyzny. Coś co miało być zwykłym wypadkiem drogowym staje się skomplikowanym śledztwem, które odkryje tajemnice skrywane od prawie dwustu lat.

,,Oszast" zaczyna się mocno i właściwie ani na sekundę nie zwalnia. Mroczne tło, przytłaczająca nieprzeniknioność krajobrazu oraz niedostępne, niebezpieczne rejony pasma Oszastu stają się idealną przestrzenią w której może kryć się niebezpieczeństwo, którego nikt nie dostrzega. Miejscowi ostrzegają ale brzmi to niczym bajania z dawnych czasów. Jednak w każdej legendzie tkwi ziarno prawdy a tutaj to ziarno okaże się wyjątkowo zabójcze.

Nie tylko sama zagadka i tło są intrygujące. Zdecydowanie na plus wypadają też bohaterowie. Chyba nie pamiętam tak zestawionej pary śledczych. On - doświadczony komisarz, trochę uprzedzony i szybciej działający niż myślący. Ona - młoda dzielnicowa, wkurzona, że się ją ignoruje oraz zdeterminowana aby pokazać, że jednak coś potrafi. Ma tą przewagę, że zna miejscowych ludzi a oni jej ufają i mówią to, czego nie powiedzieliby nikomu innemu. To zestawienie doświadczenia, brawury, determinacji i wkurzenia prowadzi śledczych do szokujących odkryć. To już nie będzie zwykłe śledztwo, to będzie stanięcie oko w oko z horrorem.

,,Oszast" to dokładnie to na co czekałam po ,,Szczelinie" Kariki czy ,,Ucichły ptaki, przyszła śmierć" Śmielaka. Solidne policyjne śledztwo połączone z wyjątkowym, niepodrabialnym klimatem i budzące emocje od pierwszej strony. Trzeba zmierzyć się nie tylko z niegościnnym terenem ale i tym co znalazło tam swój dom. To wyzwanie, pokaz determinacji i finalny szok. Ciarki na plecach gwarantowane.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 93,3  cm - 2,7 cm = 90,6 cm

 


poniedziałek, 13 kwietnia 2026

,,Miłosne tajemnice" Julia Quinn

Tytuł oryginału: Romancing Mister Bridgerton

 ,,Miłosne tajemnice" czytałam równo dziesięć lat temu. Kto nie wierzy, może sprawdzić - opinia wisi pod wydanie z wydawnictwa Amber (tutaj). Wtedy to był przypadkowy romans historyczny, które czytałam w ilościach hurtowych. Nawet nie do końca uświadamiałam sobie, że to kolejna część większego cyklu. Teraz sięgnęłam ponownie z dwóch powodów: po pierwsze chciałam umiejscowić opowieść o Penelopie i Colinie w kontekście całego cyklu oraz chciałam przeczytać drugi epilog, który, w teorii, miał pokazać życie pary po latach.

Co do drugiego powodu już rozwieję wątpliwości. Ten epilog nie rozgrywa się po latach ale kilka dni po wydarzeniach z ostatniego rozdziału i stanowić wstęp do opowieści o Eloise. Więc trochę czuję się oszukana. Ale przynajmniej wiem, że bohaterowie pojawiają się już wcześniej w drugim epilogu do pierwszego tomu czyli opowieści o Daphne i Simonie.

Wracając do umiejscowienia powieści w kontekście całości to gdy czyta się tomy po kolei świetnie widać jak rozwija się ta opowieść i jak długo ona trwa. Tom czwarty teoretycznie rozgrywa się dziesięć lat po pierwszym. Rodzina się powiększa, jest cała gromada dzieci, wzajemnych powiązań i bohaterowie mimo, że zaangażowani w swoją historię są częścią czegoś większego. Potrzebują czasem pozycji i mocy innych aby poradzić sobie z pojawiającymi się problemami.

A co po latach myślę o głównym wątku? Zdanie nie zmieniam. Historia Colina i Penelope to sympatyczna, romantyczna opowieść ale jednak dosyć przeciętna. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 96,6  cm - 3,3 cm = 93,3 cm

sobota, 11 kwietnia 2026

,,Bella Germania" Daniel Speck

Tytuł oryginału: Bella Germania

 ,,Bella Germania" to książka, która mnie zaskoczyła. Piękna, poruszająca saga rodzinna rozgrywająca się na tle zmieniających się Niemiec i Włoch od lat 50tych do współczesności. To opowieść, która ma wiele oblicz i wyzwala nieoczekiwaną gamę emocji.

Lata 50te XX wieku. Koncern BMW nie jest tym, z czym utożsamiamy go współcześnie. Boryka się z ogromnymi problemami i jedyną szansą na przetrwanie jest pozyskanie patentu na ,,tani samochód". Wybór pada na Isettę. Młody inżynier Vincent zostaje wysłany do Mediolanu aby tam w fabryce zdobyć potrzebą wiedzę i zagwarantować pozyskanie patentu. Podróż do Włoch odmieni życie mężczyzny. Nie tylko zdecyduje o rozwoju jego kariery zawodowej ale także wpłynie na jego życie osobiste. Pozna rodzinę Marconich, których losy na zawsze zostaną wpisane w jego.

,,Bella Germania" ma w sobie wszystko by zachwycać. Epicka opowieść o zmianach jakie zachodziły w Europie. Szaleńczy rozwój przemysłowy Niemiec wymusił stworzenie nowej kategorii pracownika : gastarbeitera. Jednymi z pierwszych byli Włosi i to oczami przybyszów z Półwyspu Apenińskiego obserwujemy niemieckie społeczeństwo. Trudne początki, wykluczenie, wyobcowanie, szukanie własnego miejsca i rozerwanie pomiędzy Niemcami i Włochami. Tego wszystkiego doświadczają bohaterowie zawieszeni gdzieś pomiędzy i nie pasujący już do żadnego państwa. Doskonale oddany jest klimat i emocje jakie towarzyszą bohaterom.

Ale powieść to nie tylko misterna kronika trudnego okresu w historii. To przede wszystkim opowieść o miłości. Miłości trudnej, niemożliwej, wymagającej poświęceń ale trwającej na przekór wszystkim. To uczucie okaże się destrukcyjne dla bohaterów. Zburzy ich ustalony porządek, zmusi do podejmowania decyzji i wcale nie obiecuje szczęśliwego zakończenia.

Od początku do końca ,,Bella Germania" kipi emocjami. Czuć gniew jaki targa bohaterami i popycha ich ku szalonym decyzjom, poraża miłość od pierwszego wejrzenia, paraliżuje poczucie odpowiedzialności. Tego nie da się czytać spokojnie. Trzeba dać się porwać opowieści by razem z bohaterami podejmować złe i szalone decyzje, by uczyć się na nowo odpowiedzialności i by finalnie spróbować. To historia pełna zaskoczeń o targanych emocjami ludziach, który najpierw muszą zrozumieć kim są by móc żyć dalej ale także o poszukiwaniu swoich korzeni i miejsca na świecie.

czwartek, 9 kwietnia 2026

,,Tajemnica tajemnic" Dan Brown

Tytuł oryginału: The Secret of Secrets

 Moja znajomość z Danem Brownem jest raczej krótka. Dwadzieścia lat temu, gdy byłam w liceum oczywiście czytałam ,,Kod Leonarda Da Vinci" ale nic z tego nie pamiętam. Potem na studiach miałam podejście do ,,Aniołów i demonów" ale nic z tego nie wyszło (to pamiętam), że zasypiałam gdy tylko zaczynałam czytać. Ale teraz, po dobrych nastu latach postanowiłam spróbować ponownie, tym razem z najnowszą książką o przygodach Roberta Langdona. Jak wyszło? Średnio.

Lubię w książkach klimat więc na początku zaczarował mnie opis Pragi jako miejsca na stylu nowoczesności i magii. Miasta gdzie nadal żywe są tajemnice, miasta które skrywa sekret czekający na odkrycie i w którym niemożliwe staje się możliwe. Jednak to początkowe zauroczenie dosyć szybko się rozmywa.

 ,,Tajemnica tajemnic" jest, albo powinna być przygodówką z wielkim sekretem w tle. Ja mam słabość do takich historii. Moim guilty pleasurą są wszystkie książki gdzie skaczą, biegają, giną ale nie do końca a przy okazji rozwiązują zagadki z przeszłości i jeszcze biją złych. Generalnie ta konwencja jest tu zachowana ale jest tak absurdalna, że nawet ja nie mogłam tego wytrzymać. Są tajemnice i nawet niektóre się rozwiązują, źli zostają pokonani albo sami wcześniej odpuszczają i nawet tego biednego Langdona nie ma kto gonić. A on miota się po Pradze w śniegu w mokasynach i udaje herosa o połowę młodszego. Sama tytułowa tajemnica jest ciekawa ale myślę, że każdy kto dotrze do końca będzie zmęczony ilością pseudonaukowych wtrąceń i raczej poczuje ulgę, że to koniec, niż zachwyt nad geniuszem autora.

Cieszę się, że przeczytałam i dotarłam nawet do końca bo dzięki temu utwierdziłam się, w przekonaniu, że Dan Brown to nie dla mnie. Zostanę przy Jamesie Rollinsie i jego Sigma Force bo tam nie przynajmniej zaskoczą, rozbawią a nie będę wzdychać ze zniechęcenia.

wtorek, 7 kwietnia 2026

,,Morderstwo w księgarni" Merryn Allingham

 

Tytuł oryginału: The Bookshop Murder

Ta seria chodziła za mną już od dłuższego czasu ale zawsze coś innego było ciekawsze, ważniejsze. Jednak gdy w końcu zaczęłam czytać ,,Morderstwo w księgarni" przepadłam. To dokładnie to na co od dłuższego czasu czekałam.

Małe angielskie miasteczko. To właśnie tam Flora Steele prowadzi odziedziczoną po ciotce księgarnię. Ruch jest niewielki, klientów jak na lekarstwo bo kraj dopiero dochodzi do siebie bo powojennych ograniczeniach. Jednak młoda kobieta się nie zraża, chociaż prowadzenie księgarni nie było nigdy na jej liście celów. Chciała podróżować i przeżywać przygody. Jednak z pewnością na tej liście nie było znalezienie zwłok w swoim sklepie. Zaskakujące znalezisko nie pomaga w handlu, policja raczej nie widzi w tym nic podejrzanego więc rezolutna panna Steele musi sama zakasać rękawy i przeprowadzić śledztwo. Pomaga jej w tym, chociaż początkowo niechętnie, pisarz kryminałów mieszkający po sąsiedzku.

,,Morderstwo w księgarni" to kryminał bardzo sielski i przyjemny. Rezolutna panienka z darem pakowania się w kłopoty oraz trochę mrukliwy pisarz, przecież to duet idealny by rozwiązać każdą sprawę i dotrzeć do jej sedna. Uroczy małomiasteczkowy klimat potęguje tylko poczucie, że sprawę trzeba szybko rozwiązać aby przywrócić idylliczny widok. Samo śledztwo jest idealnie wyważone. Podejrzewamy od początku kto może kryć się za zasłoną ale i tak z ogromnym zaciekawieniem podążamy za śladami i śledzimy tok myślenia bohaterów. Nie trzeba się wysilać, można po prostu rozsiąść się wygodnie i obserwować.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

,,Dzikie kakao" Rowan Jacobsen


Tytuł oryginału:  Wild Chocolate: Across the Americas in Search of Cacao's Soul

Mimo, że to jeszcze nie 1 kwietnia to dałam się nabrać. Przyznaję, że spodziewałam się czegoś innego po tej książce. Moje wyobrażenie kierowało się raczej w stronę ,,Prawdziwej historii czekolady" i spodziewałam się kolejnej historii o tym skąd kakao a następnie czekolada wzięły się na naszych stołach. Tylko, że to nie ta opowieść. ,,Dzikie kakao" to zaskakująca, niesamowita, wyrazista opowieść o poszukiwaniach i to bardzo współczesnych.


Ta historia zaczyna się w miejscu, które wydawało mi się, że trochę znam i w żaden sposób nie kojarzyło mi się z kakao - w Boliwii. To właśnie tam po koniec XX wieku pewien Niemiec trochę przypadkiem odkrył wyjątkowe drzewa kakaowca i od tego momentu zaczęła się historia niezwykłych ziaren i niezwykłej czekolady.

Zwykły zjadacz czekolady (jak ja) nie zdaje sobie sprawy jak potężne mechanizmy stoją za jej produkcją i jak wiele go omija gdy sięga po marketową tabliczkę. Bo to nie jest opowieść o zwykłej czekoladzie, to opowieść o ziarnach rosnących w najgłębszych odmętach Amazonii, często samoistnie, o ich pozyskiwaniu oraz o ludziach, którymi kierowała pasja tak potężna, że podjęli się ich zbierania, fermentowania, suszenia i przekształcania w czekoladę najwyższej klasy. Z każdej strony bije prawdziwa pasja i prawdziwa miłość do czekolady. Bo to nie jest działalność nakierowana na masowość. Pozyskiwanie dzikiego kakao to właściwie ruch oddolny, angażujący lokalne społeczności i próbujący w etyczny i ekologiczny sposób wykorzystywać zasoby naturalne. Ma nie tylko zapewnić rozkosz dla podniebienia ale także przynieść korzyści ekonomiczne na obszarach pozbawionych innych perspektyw. Zadziwiające jest jak niepostrzeżenie opowieść o kakao staje się opowieścią o ludziach, ich działalności oraz staje się krokiem ku ratowaniu zarówno lasu tropikalnego jak i małych społeczności.

Autor kreśli tło, które pozwala zrozumieć rolę kakao i czekolady w przeszłości ale co istotniejsze, jest to silna współczesna opowieść. I to taka, która pokazuje ruchy ekologiczne z zupełnie innej perspektywy. Tutaj jest realne, wymierne działanie korzystne dla wszystkich stron. Ale to też uświadomienie laikom, że istnieje wysokogatunkowa czekolada, która jest czymś wyjątkowym i znacznie różniącym od komercyjnej produkcji. To symbol nadziei, szansy i zmiany myślenia. Polecam!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego 

bo.wiem!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 99,0  cm - 2,4 cm = 96,6 cm

 

środa, 1 kwietnia 2026

,,Oślizgłe macki, wiadome siły" Piotr Tarczyński

 


Czy wyobrażacie sobie jakikolwiek amerykański sensacyjny film lub serial bez teorii spiskowej? Roswell, UFO, zabójstwo Kennedy'ego, 9/11, tajemnice CIA? Przecież to klasyka jednoznacznie kojarząca się z USA. Każde z tych haseł od razu przywołuje konkretne skojarzenia i historie. Tylko czy w ogóle mamy pojęcie z czego to wynika? Co sprawiło, że w ogóle mogło powstać zjawisko określane jako ,,teoria spiskowa" i dlaczego pewne wydarzenia z automatu wpisały się w tę kategorię. I tu wchodzi Piotr Tarczyński, który zabiera czytelnika w fascynującą podróż przez historię Stanów Zjednoczonych od początku ich państwowości aż po współczesność i w prosty, klarowny, zrozumiały sposób tłumaczy całe zjawisko.

To nie tylko historia Stanów Zjednoczonych w pigułce, absolutnie ciekawej i wciągającej lepiej niż nie jedna powieść kryminalna, szpiegowska czy paranormalna. To też ciekawe spojrzenie na Amerykanów jako społeczeństwo i próba wyjaśnienia dlaczego właśnie tam teorie spiskowe znalazły podatny grunt. Pierwsze amerykańskie społeczności w czasach wojny o niepodległość dopatrywały się wszędzie ingerencji brytyjskiego króla i chociaż szpiedzy i agenci byli, to nie w takich ilościach jak chciano by wierzyć. Potem tajemniczy masoni, iluminaci, agenci obcych państw z najbardziej rozpalającymi wyobraźnię sowieckimi agentami na czele. Amerykanie dopatrywali się spisków bo tak potężny naród można zwyciężyć tylko podstępem. Czy rzeczywiście tak było?

,,Oślizgłe macki, wiadome siły" to świetnie napisana praca, która w sposób przejrzysty przeprowadza od punktu A do Z. Dzięki temu łatwiej zrozumieć to co obecnie dzieje się w Stanach, a w efekcie na świecie. Ogromna polaryzacja społeczeństw czy nieufność wobec obcych nie są nowym zjawiskiem. To wszystko ma za sobą długą drogę radykalizacji i narastającej nieufności. Tak, wpłynęły na to zarówno błędne jak i celowe działania władz. Ale o tym najlepiej opowie Piotr Tarczyński więc gorąco zachęcam do sięgnięcia. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 103,1 cm - 4,1 cm = 99,0 cm