Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephen King. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephen King. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 grudnia 2022

,,Misery" Stephen King

Tytuł oryginału: Misery

 ,,Misery" to chyba jedna z bardziej znanych powieści Stephena Kinga. Na pewno ogromną rolę w jej rozpowszechnieniu miała ekranizacja z Kathy Bates. Ja już kilka lat zbierałam się do przeczytania i teraz, gdy w końcu mi się to udało, jestem trochę zaskoczona.

,,Misery" nie jest typowym horrorem. Straszy, przeraża, wywołuje ciarki na plecach ale robi to w bardzo specyficzny sposób. King mocno ograniczył scenę, na której rozgrywa się akcja. Jedno pomieszczenie, dwie postacie i właściwie to w nich ogniskuje się całość. To nie tylko walka na linii Annie Wilkes-Paul Sheldon, to także walka Paul Sheldon- uzależnienia. King nie próbuje straszyć korzystając po elementy z zewnątrz. Nie, on sięga mocno do wnętrza człowieka i wywleka z niego wszystko co to najgorsze i najbardziej przerażające. Demoniczna, była pielęgniarka Annie jest tylko katalizatorem, dzięki któremu w Paulu przełamuje się pewna granica i sięga on tam gdzie nigdy by nie podejrzewał. To bardzo dobrze skonstruowany thriller wyciągający na światło dzienne to co najgorsze, najmroczniejsze, najbardziej zdegenerowane.

,,Misery" jest oszczędna w środki i chyba to najbardziej działa na jej korzyść. Przeraża świadomością, że dokładnie to samo może drzemać w każdym człowieku i tylko czekać na sygnał by się uwolnić. Mówi o pierwotnym czystym złu które wcale nie jest czymś nadprzyrodzonym. To opowieść o brutalności, walce i czystej psychozie. Skontrastowana i uwypuklona dodatkowo przez powieść, którą pisze Sheldon w niewoli. Naiwny i ckliwy ,,Powrót Misery" tylko podkreśla szaleństwo i okrucieństwo rzeczywistości, w której jest pisany.

Zdecydowanie wolę Kinga w takiej wersji. Nie sili się na szokowanie formą, wystarczy, że szokuje i straszy przekazem. Powoli się rozkręca by zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Łączy sprzeczności i wyciąga na wierzch to co chciałoby się ukryć. Wywołuje ciarki na plecach, praktycznie z niczego. Jak dla mniej, jest bardzo dobrze. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 0,6 cm - 1,9 cm = 0 cm.     

poniedziałek, 21 lutego 2022

,,Cmętarz zwieżąt" Stephen King

 Tytuł oryginału: Pet Sematary

,,Cmętarz zwieżąt" to jedna z najsłynniejszych i najbardziej zakorzenionych w popkulturze powieści Stephena Kinga. Chyba każdy wymienia ją na jednym oddechu obok ,,Lśnienia", ,,Zielonej Mili", ,,Carrie" czy ,,To". Kilkukrotnie ekranizowana i najczęściej polecana jako ta, od której można zacząć przygodę z ,,Królem Horroru". Dla mnie to drugie podejście, po raz pierwszy próbowałam przeczytać jako nastolatka, chyba w okresie licealnym ale wtedy w ogóle nie trafiła do mnie i po zaledwie kilku stronach została odłożona. Jak było dzisiaj? Znacznie lepiej.

,,Cmętarz zwiężąt" otwiera klasyczny motyw. Młoda rodzina przeprowadza się w nowe miejsce. Nieopodal ich domu znajduje się mały cmentarz, na którym dzieciaki od lat grzebią swoich pupili. Pozornie wydaje się to być lokalną ciekawostką, jednak jak wkrótce  można będzie się przekonać, nie jest tak do końca. Gdzieś w głębi czai się mroczna siła, która tylko czeka na okazję aby wyrwać się na wolność. A okazja trafia się szybciej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

Chyba najlepsze w tej powieści jest narastające napięcie i kumulująca się mroczna energia wokół pozornie błahych i codziennych zdarzeń. Nie ma tam szokujących zwrotów akcji, zbyt wielu dramatów, jest ciągłe oczekiwanie i przeczucie, że coś MUSI się zdarzyć. To coś krąży, jest obecne, z pewnością zaatakuje i ujawni swoją siłę ale jeszcze nie wiadomo, kiedy i z której strony. King po mistrzowsku żongluje wydarzeniami, codzienności nadając nowe znaczenia, zaopatrując je w mroczną głębie i zmieniając postrzeganie tego co jest oczywiste. Wnika do wnętrza ludzkiej psychiki i z niej wyciąga irracjonalne pragnienia, które w sytuacjach stresowych muszą się spełnić. Jednak żadne życzenie nie obejdzie się bez zapłaty a ta musi być sowita.

Przyznam, że rewelacyjnie się czytało ,,Cmętarz...", mimo, że mniej więcej wiedziałam czego mogę się spodziewać. Ma on w sobie coś co przykuło uwagę, wciągnęło i sprawiało, że ciężko było się oderwać. Z niecierpliwością czeka się na finał a gdy on już nadchodzi... tak naprawdę zamiast odpowiedzi pojawiają się tylko nowe pytania. Przez całą książkę czuć, może nie ciary, ale lekki dreszczyk oczekiwania. Ma wrażenie się, że King specjalnie się nie wysila ale właśnie zastosowanie tych najprostszych środków daje najlepszy efekt. Polecam!

  p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  136,5  cm - 2,6  cm =  133,9 cm.

 

wtorek, 5 stycznia 2021

,,Instytut" Stephen King


Tytuł oryginału: The Institute

Pewnie zostanę zakrzyczana ale lubię tego Kinga, dojrzałego, stonowanego, budującego historię, tak od niechcenia, trochę rozgadanego i nienastawionego na przerażanie za wszelką cenę. Będąc nastolatką i w trochę późniejszym okresie życia, próbowałam podchodzić do jego najbardziej znanych horrorów i zawsze mnie odrzucały. Teraz ja jestem dojrzalsza, King też i idealnie się wspólnie odnajdujemy.

,,Instytut" to opowieść o dwunastoletnim Luke'u, który pewnego dnia zostaje porwany z rodzinnego domu i umieszczony w tajemniczym Instytucie. Chociaż chłopak jest chodzącym geniuszem, to porywaczy interesuje coś zupełnie innego. Są zainteresowani jego lekkim potencjałem telekinetycznym. Oprócz Luke'a w dziwnym ośrodku znajdują się także inne dzieci wykazujące uzdolnienia zarówno w dziedzinie telekinezy jak i telepatii. Wszystkie poddawane są całemu szeregowi testów i badań, które prowadzą do przerażających i zadziwiających efektów.

Przyznam, że King tutaj specjalnie się nie wysilał. Nie straszył, nie przerażał, raczej zaciekawiał w mroczny, niepokojący sposób. Na podstawie zupełnie zwyczajnych zdarzeń oparł opowieść, która zaczyna się jak kryminał, potem staje się historią zawierania przyjaźni i pospiesznego dojrzewania, by za chwile stać się opowieścią drogi a zakończyć się wystrzałami i hukiem. Jest mroczna i budząca niepokój ale w taki bardzo podświadomy sposób, wręcz unikający dosłowności. Bazuje na popularnych lękach, że KTOŚ (rząd, instytucje, organizacje, przedsiębiorstwa itp..) manipuluje społeczeństwem, chce nim sterować i wykorzystuje w tym celu zwykłych ludzi. Tytułowy instytut przypomina czarną wołgę, popularną miejską legendę PRL-u - wiemy, że zło czai się gdzieś blisko, obserwuje, porywa kolejne osoby ale czym dokładnie jest, można tylko snuć domysły. Ale ten King to nie tylko dreszcze niepokoju. To także piękna, poruszająca opowieść o sile przyjaźni, pomiędzy dziećmi, które normalnie nie wpasowują się w schematy. Dopiero znalezienie się pomiędzy tak samo ,,innymi" sprawia, że odnajdują w sobie niezwykłą siłę i jedność, której podstawą jest prawdziwa i wyjątkowa przyjaźń.

Tak, ,,Instytut" mnie wciągnął. Cały czas czekałam na finalne rozwiązanie i poznanie odpowiedzi na kłębiące się w mojej głowie pytania. Tak, byłam zaciekawiona ale i zaniepokojona. Byłam zachwycona i zniecierpliwiona, że jeszcze tyle zostało do końca. Ale przede wszystkim to opowieść, w której się zanurza i które może nie jest typowym horrorem czy thrillerem ale jest emocjonującą opowieścią. Tylko tyle i aż tyle.

 

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 163 cm - 4,5  cm = 158,5 cm.

piątek, 26 października 2018

,,Zielona Mila" Stephen King

 Tytuł oryginału: The Green Mile

Tak, Stephen King potrafi budować nostalgiczne, zapadające w pamięć i chyba wręcz stające się kultowymi powieści. Jedną z takich na pewno jest ,,Zielona Mila". Książkę polecało i zachwycało się nią wiele osób. A jak nie książkę to z całą pewnością film (którego nie widziałam, bardzo rzadko oglądam cokolwiek ale postaram się to nadrobić przy najbliższej okazji).

Akcja powieści rozgrywa się w 1932 roku w jednym z więzień gdzieś na amerykańskim południu. Narrator, szef bloku śmierci opowiada o jednym, wyjątkowym skazańcu oraz całym ciągu wydarzeń jakie wywołało jego pojawienie się na tytułowej Zielonej Mili, czyli odcinku bloku, który pokonuje skazaniec w drodze na egzekucję.

King, jak na mistrza przystało, maluje całościowy obraz skupiając się na wszelkich aspektach dzięki czemu jego opowieść nabiera głębi i niezwykłej wymowy. Historia łagodnego olbrzyma porusza i wzrusza. King bazuje na znanych motywach, umiejętnie w nie wplatając wątki znane z horroru, daje poczuć mocy cudu oraz oplatając wszystko otoczką niezwykłości i magiczności. Jego opowieść to historia zwyczajnych, przeciętnych facetów, którzy nagle stają twarzą w twarz z czymś co przekracza ich pojmowanie świata, dotykają czegoś niezwykłego, co na nich wpływa i ich zmienia. Jednak konfrontacja z realnym światach jest brutalna i stawia ich w obliczu wręcz niemożliwego.

Cieszę się, że w końcu przeczytałam ,,Zieloną Milę" i chociaż nie wzruszyłam się tak jak myślałam gdy czytałam i słuchałam opinii ale opowieść na pewno chwyciła mnie za serce i zapadła w pamięć. Jest niezwykła, niecodzienna i pobudzająca całą gamę emocji. Wzruszenie miesza się w niej z smutkiem, śmiech ze złością, pogarda z zachwytem, niepokój z radosnym oczekiwaniem, zgroza z podekscytowaniem. Nie każdy autor umie wymieszać tak ten chaos by powstało coś dobrego. King to zrobił. I dlatego warto spędzić kilka wieczorów z powieścią.

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 15,6 cm - 2,7 cm = 12,9 cm.

czwartek, 30 listopada 2017

,,To" Stephen King

 Tytuł oryginału: IT

Podobno to najlepsza powieść Kinga, podobno to jego najstraszniejszy horror... Podobno można nabawić się traumy a strach przed klaunami zostanie na zawsze... podobno...

Wszystko zaczęło się w 1958 by znów powrócić w 1985. Ukryte zło w małym miasteczku Derry, gdzieś w stanie Maine ponownie dochodzi do głosu. Zaczynają ginąć dzieci, dzieją się dziwne rzeczy, w mieście zaczyna panować strach. Jedynymi, którzy zdają sobie sprawę co naprawdę się dzieje jest siódemka obecnie dorosłych, która kiedyś, jako dzieci już raz stawili czoła swoim lękom. Od nowa będę musieli przejść tę samą drogę, przypominając sobie to co działo się wtedy a teraz znów się obudziło.

Misternie skonstruowana intryga przeplata przeszłość z współczesnością, równocześnie wydobywając na wierzch wszystkie tkwiące w bohaterach lęki, niepewności i obawy. Realne zagrożenie miesza się z czymś nieuchwytnym, wywodzącym się z najstraszniejszych, najbardziej niedorzecznych koszmarów. Mimo to nie ma między nimi zgrzytów, wszystko miesza się w przerażającą, budzącą lęk i niepewność historię, która u największych twardzieli wywołuje gęsią skórkę. King miesza grozę, z głęboką analizą psychologiczną, wywołuje nerwowy chichot i mimo, wszystko przypomina dobre czasy dzieciństwa. Dzięki temu sprawia, że dorosły strach jest gorszy, straszniejszy, bardziej realny bo już wiadomo co można stracić i ile trzeba poświęcić. Pojawia się kalkulacja, zastanowienie, próba przygotowania planu tak gdzie kiedyś był instynkt, odwaga i przyjaźń.

Doceniam kunszt i rozmach z jakim została opowiedziana ta historia, pełna zwrotów akcji, niepewności, budząca uśpiony lęk ale i wywołująca uśmiech. Tak pełna sprzecznych emocji, raz groteskowa i paranoidalna by za chwilę stać się nostalgiczną i pełną dawno odeszłych wspomnień, raz straszna, raz czuła. Wszystko w niej się miesza, wszystko zmienia. Nic nie jest pewne ale i nie wszystko jest rzeczywiste. Dobrze tutaj jednak widać to co leży u podstaw popularności i siły Kinga - po prostu (wybaczcie!) cholernie dobrze to opowiedział, tak rozkładając akcenty, że wierzymy mu, przynajmniej póki nie przewrócimy ostatniej strony.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  18,5 cm - 5,5 cm = 13,0  cm                  ,

poniedziałek, 22 maja 2017

,,Koniec warty" Stephen King


 Tytuł oryginału: End of Watch

Zabójca z Mercedesa powrócił! Inny, groźniejszy i bardziej złowrogi. Już nie planuje zabić kilka osób na targach pracy czy wysadzić w powietrze halę koncertową. On chce dopaść WSZYSTKICH. A jego wrogiem numer jeden nadal jest ten, który go ujął Bill Hodges. Em.Det. wraz ze wsparciem Uczciwych Znalazców jeszcze raz wkroczy do akcji i spróbuje powstrzymać szaleńca.

,,Koniec warty" to trochę taki ni pies ni wydra. Ani to kryminał ani powieść grozy. Zawsze czegoś brakuje. Niby trzyma w napięciu ale gdzieś podświadomie cały czas domyślamy się rozwiązania i wcale nie odbiega ono bardzo od tego co nam się wydaje. Ale i czynnik grozy nie jest taki straszny. Bardzo stereotypowy i jakoś bardzo oczywisty. Brakuje też tego gawędziarskiego, nostalgicznego tonu, który mnie zachwycał w ostatnich powieściach Kinga. Jest przeciętność i kończenie cyklu trochę na siłę.

Mimo, że sporo brakło dużo jednak jest w tej powieści. Jest opowieść wieńcząca cykl, finalna sprawa. Postawienie kropki na i. Może mało spektakularna, przeciętna i niewyróżniająca się ale ważna by móc spokojnie odłożyć cykl na półkę. Domyka losy bohaterów. Określa ich i podsumowuje. Nic nie zmienia ale pozwala reszcie spokojnie dalej żyć. To po prostu dobra opowieść na weekend.

piątek, 23 grudnia 2016

,,Znalezione nie kradzione" Stephen King

Tytuł oryginału: Finders Keepers

Jestem zagorzałym czytelnikiem, czytam wszystko jak leci. Niektórych pisarzy cenię bardziej i sięgam po nich częściej, są i tacy, których obiecałam sobie omijać szerokim łukiem. Nie trafiłam jednak jeszcze na książkę, która przewartościowałaby całe moje życie. Nie znalazłam bohatera, z którym mogłabym się całkowicie utożsamiać. Albo dla niego zabić. Co innego Morris Bellamy.

Jako nastolatek, w latach 70-tych, przeczytał trylogię o Uciekinierze, Jimmy'm Goldzie. Powieść ta była głosem jego pokolenia. Tak ściśle się z nią utożsamiał, że gdy dotarł do ostatniego tomu gdzie rebeliant zostaje wtłoczony w ramy szarego życia postanowił napaść i zabić autora za zrujnowanie życia fikcyjnemu bohaterowi. Przy okazji kradnie też notesy z niepublikowanym dalszym ciągiem, nie przeczyta ich jednak bo wkrótce trafi na ponad 30 lat do więzienia.

King to mistrz stopniowego budowania grozy. Nawet w banalnej opowieści o maniakalnym fanatyku literatury da się odczuć jego styl. Coś co z założenia miało być kryminałem, przekracza narzucone ramy i staje się hybrydą różnych gatunków. Trochę tu powieści obyczajowej, trochę thrillera, ociupina powieści sensacyjnej pojawia się i nuta horroru. To co zaczyna się leniwie i sennie nagle nabiera rumieńców. Z każdą kolejną stroną napięcie rośnie. King nie bawi się w zgadywanie, od początku wiemy kto jest dobry a kto zły. Ba, nawet zakończenie można zgadnąć ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że ta opowieść wciąga, pochłania, zajmuje czas i uparcie popycha aby jak najszybciej ją skończyć i poznać wszystkie jej sekrety.

,,Znalezione nie kradzione" to ta odsłona Stephena Kinga, którą lubię najbardziej. Podoba mi się jak bierze na warsztat pozornie błahe zdarzenie, jak w tym przypadku fascynację literaturą, i buduje świetną opowieść.

czwartek, 29 września 2016

,,Pan Mercedes" Stephen King

 Tytuł oryginału: Mr. Mercedes

Już nie wiem! Może sobie tylko wmawiam, że nie lubię Kinga? Może do niego trzeba dorosnąć? Faktem niewątpliwie jest, że ten obecny King trafia do mnie idealnie.

Nie inaczej jest i tym razem. ,,Pan Mercedes" to debiut w konwencji kryminalnej. Ale takiej niestandardowej. Od początku wiemy, kto jest dobry a kto zły. Cały czas obserwujemy misternie zawiązaną grę nerwów pomiędzy oponentami. Cały czas czujemy jak napięcie rośnie a czas ucieka. Wręcz słychać tykanie zegara i obryzamy paznokcie ze zdenerwowania licząc że emerytowany detektyw zdąży i powstrzyma szaleńca.

Powieść wpisuje się w szablony kryminału ale wyraźnie czuć ducha kingowskiego. To delikatne stopniowanie napięcia, budowanie otoczki strachu i niepewności, wirtuozerskie granie na nerwach czytelnika, tworzenie postaci przeciętnego bohatera zmuszonego do nieprzeciętnych działań i przede wszystkim utrzymanie w niepewności do samego końca. Wszystko to sprawia, że książkę się pochłania, a nie czyta. Chyba muszę to w końcu przyznać. Lubię Kinga! Polecam!

p.s. WYZWANIE 2016 - Napisana przez mężczyznę

piątek, 25 września 2015

,,Przebudzenie" Stephen King

Tytuł oryginału: Revival

Trochę minęło od czasu kiedy czytałam Stephena Kinga w typowo horrorowym wydaniu. Zdecydowanie wolę jego trochę nostalgiczne opowieści z lekkim dreszczykiem w tle. ,,Przebudzenie" początkowo wpisuje się w ten klimat. Mamy tutaj leniwie rozwijającą się opowieść byłego rockmana. Jednak cały czas przebija się nie do końca wypowiedziane: coś musi się stać. Opowieść rozłożona jest na lata (zaczyna się w spokojnych latach sześćdziesiątych, by zakończyć się mocno współcześnie), przechodzi przez wszystkie etapy i zakręty.

Kilkuletni Jamie Morton spotyka pastora Jacobsa pewnego letniego dnia. Nie wie, że ta znajomość zaważy bardzo mocno na jego życiu. Pastor jest młody, ma uroczą żonę i synka. Wszystko zmienia się jednak w dniu gdy tragicznie giną. Duchowny traci wiarę, pełen żalu i bólu wypowiada swoje ostatnie Straszne Kazanie i opuszcza maleńką mieścinę. Jamie i Jacobs w trakcie swojego życia, jeszcze wielokrotnie się spotkają. A finał będzie przerażający.

Coraz bardziej podoba mi się ,,późny King". Coraz bardziej lubię tego faceta, który zamiast straszyć i zniesmaczać więcej miejsca poświęca OPOWIEŚCI. Fakt, przebija się z niej dojrzały mężczyzna w jesieni życia tęskniący za najlepszymi latami ale przynajmniej mi to nie przeszkadza. Lubię tę mroczną i pesymistyczną atmosferę, która mimo wszystko nie jest przytłaczająca. Historia płynie w swoim tempie a my razem z nią. Dopiero przed finałem przyspiesza i zaskakuje. Czy mocno? To pozostawiam indywidualnej ocenie.

poniedziałek, 23 lutego 2015

,,Joyland" Stephen King

Nawet jeśli ktoś, tak jak ja, nie do końca przepada za Stephenem Kingiem, musi przyznać, że opowiadać klimatyczne historie to on umie jak nikt. ,,Joyland" nie jest tym do czego przyzwyczailiśmy się. King nie próbuje za wszelką cenę wystraszyć czytelnika. Raczej snuje opowieść z rodzaju tych, które każdy zna. Opowiada o nawiedzonym wesołym miasteczku, gdzie kiedyś została popełniona brutalna zbrodnia i do dziś ktoś ,,kolega kolegi koleżanki" widział ducha ofiary. Czy to prawda? Nikt nie wie ale każdy lubi snuć przypuszczenia i straszyć naiwnych.

Mamy tu i trochę kryminału. Główny bohater, postanawia rozwiązać zagadkę Joylandu i znaleźć mordercę. Wątek jednak jakby sam z siebie się rozwiązuje, tajemnice przestają być tajemnicami.

Po troszę jest też to opowieść o dorastaniu, pierwszej miłości, prawdziwej przyjaźni i godzeniu się z nieuniknionym.

Całość tworzy nostalgiczną opowieść 60-letniego faceta, który postanawia jeszcze raz wrócić do czasów młodości. Jak każda prawdziwa gawęda ma ona swój klimat, który wciąga tak że nie wiedzieć kiedy nadchodzi koniec.

p.s. WYZWANIE 2015 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 161,8 - 2,7 cm = 159,1 cm 

piątek, 25 kwietnia 2014

,,Doktor Sen" Stephen King

,,Doktor Sen”


Lubicie Stephena Kinga? Ja nie specjalnie. Mimo to zdarza mi się sięgać po jego książki. Stosuję wtedy wobec niego zasadę Jonathana Carrolla czyli czytam 50-100 stron i sprawdzam czy opowieść mnie porwie. Jeśli nie, odkładam i nigdy do niej nie wracam (tam miałam np. w przypadku ,,Stukostrachów”). Jeśli tak, kończę i nigdy nie jestem rozczarowana.

Po powieść ,,Doktor Sen” sięgnęłam z ciekawości co King zrobi jeśli pierwszą cześć, czyli kultowe ,,Lśnienie” zakończył wybuchem, dosłownie i w przenośni. Poprzeczkę miał rzeczywiście wysoko postawioną. Chyba musiał się liczyć z faktem, że może zostać znienawidzony przez pokolenia (w końcu od pierwszego wydania minęło już ponad 30 lat) miłośników horroru, gdy coś pójdzie nie tak.

Ale do rzeczy. Główny bohater to podobnie jak wcześniej, Dan Torrence. Teraz dużo starszy, sponiewierany przez życie, próbujący gdzieś znaleźć spokojną przystań. Jest niepijącym alkoholikiem i pracownikiem domu spokojnej starości. Jak początkowo się wydaje, przypadkowo, los zetknie go z Abrą, dzieckiem tak samo jak on posiadającym ,,jasność”. Na ich drodze stanie także ,,organizacja” nazywająca siebie Prawdziwym Węzłem, która żywi się poprzez torturowanie jaśniejących dzieci.

Trzeba to przyznać, że walka Dana i Abry z Prawdziwym Węzłem jest momentami przewidywalna ale w tym przypadku nie stanowi to, aż takiego minusa. Akcja toczy się płynnie, nie ma niepotrzebnych wątków, wszystko łączy się w spójną całość, szybko biegnącą ku finałowemu starciu. Kto przeżyje a kto zginie, kto okaże się wrogiem a kto nieoczekiwanym sprzymierzeńcem, tego musicie dowiedzieć się sami.

Polecam i gorąco zachęcam do sięgnięcia, dobra książka na zbliżającą się majówkę. Nie jest to już typowy horror, gdzie co drugą stronę coś próbuje nas straszyć, bardziej uniwersalna powieść o walce dobra ze złem. Spokojnie mogą skusić się także ci, którzy nie przepadają za baniem się.