Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2026

,,Cena milczenia" Gabriela Pawlina


 Początkowo było trudno mi się odnaleźć wewnątrz fabuły ,,Ceny milczenia". Pozornie sprawa zaczyna się w noc sylwestrową gdy ginie nastolatka. Ciało dziewczyny zostaje znalezione nad rzeką ale trop prowadzi do baru, który już znajduje się pod obserwacją policji. Jednak to nie jest główne śledztwo, to zaledwie jedna z odnóg sprawy, która jest większa, sięgająca wyżej i będąca rozgrywką o coś znacznie większego. Jednak śmierć dziewczyny uruchamia mechanizm, który powoli odsłania świat kłamstw, przestępstw i demoralizacji, który nikogo nie oszczędza.

,,Cena milczenia" to nie jest prosty kryminał prowadzący od zbrodni do przestępcy. To skomplikowana gra, walka z wiatrakami i labirynt, wewnątrz którego można zgubić się i zatracić własną tożsamość. Również policjanci to nie są zwykli śledczy - do tej przydzielono najlepszych śledczych, nie bojących się balansować na granicy prawa, ryzykować nie tylko życiem ale i swoim życiem prywatnym. Większość fabuły skupia się wokół policjantki, Justyny Kołyski próbującej inwigilować podejrzany bar ale również wikłającej się w skomplikowaną relację z jednym z właścicieli.

,,Cena milczenia" jest kontynuacją powieści ,,Trzy", której nie czytałam. I dlatego początkowo nie mogłam odnaleźć się w kontekście. Bo okazuje się, że tamta sprawa urosła. Pojawiły się nowe tropy, nowi podejrzani, którzy niby wskazują głównego winnego ale nie ma dowodów aby móc wymierzyć sprawiedliwość. Tutaj nie chodzi o rozwiązanie ale proces i pokazanie jest mroczna jest rzeczywistość. Próba rozwikłania skomplikowanej sieci układów, układzików, wzajemnych powiązań wydaje się być od początku skazana na porażkę ale śledczy nie poddają się. Nawet gdy na miejsce jednej uciętej macki pojawia się kilka nowych odsłaniających przemoc, korupcję, uzależnienia. Zło sięga głęboko i każdy może znaleźć się w jego zasięgu, każdy może być ofiarą.

Chyba dawno nie czytałam thrillera tak dobitnie pokazującego, że nie ma czegoś takiego jak jasny podział między dobrem i złem. Jest tylko szarość, w różnych odcieniach i ciemność, która coraz bardziej się rozszerza. Mroczny, depresyjny, przytłaczający klimat potęguje także pora roku w tle - szary początek roku, moment gdy traci się nadzieję, że wiosna kiedykolwiek wróci. Jednak bohaterowie są na tyle zdeterminowani, że się nie poddają. Walczą do końca i wiedzą, że kiedyś dotrą do jądra i je zniszczą. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 6,5 cm - 3,9 cm = 2,6 cm

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

,,Emigrantka" Weronika Ilska


 Gdy brałam do ręki ,,Emigrantkę" spodziewałam się powieści obyczajowej, może z nutką romansu zanurzoną w historię z czymś nietuzinkowym w tle. I dokładnie to znalazłam. Chociaż nie obyło się bez zaskoczeń bo jest to opowieść, która wymyka się stereotypom i nie da łatwo się wpasować w żadne ramy.

Początkowo byłam pewna, że nie jest to historia dla mnie. Baśniowa, senna, oniryczna atmosfera, przesycona romantycznością i napisana tak bardzo poetyckim językiem, że byłam pewna, że ma za zadanie coś ukryć. Ale jest zupełnie inaczej bo ten senny klimat doskonale oddaje życie głównej bohaterki. Poznajemy ją w Barcelonie, gdy krąży w środowisku tamtejszej bohemy. Jej hiszpańskie życie przypomina cudowny sen ale gdzieś daleko, za mgłą skrywa się prawdziwa historia, prawdziwy dramat, będący zupełnym przeciwieństwem tego co obecnie ją otacza. Z marzeń sennych wyrywa ją pojawienie się dwóch mężczyzn: jeden pragnie być jej przyszłością, drugi jest przeszłością.

,,Emigrantka" to powieść zaskakująca. Kolejna czytana przeze mnie opowiadająca o sile kobiet, ich determinacji oraz niezwykłej umiejętności stawiania czoła temu co było by finalnie odkryć samą siebie i zawalczyć o swoje życie. Lina jest dokładnie taką osobą. Była pokonana, trwała w marazmie ale odkryła to co ją determinuje i stawiła czoła temu co kiedyś ją zniszczyło. Tak, jej historia przypomina baśń o Kopciuszku. Zresztą w całej powieści jest coś baśniowego ale to sprawia, że nabiera ona lekko metaforycznego znaczenia - staje się taką, która mogła wydarzyć się wszędzie i każdej kobiecie.

W powieści jest też wątek, który lubię: starcie starego świata z nowym, tutaj na przykładzie rosyjskiej arystokracji, próbującej odnaleźć się w artystycznej, wolnej Barcelonie. Podkreślony jest upadek konwenansów, pozorów pod wpływem siły prawdziwych, żywych, mocnych uczuć i emocji.

,,Emigrantka" to powieść idealna na letnie, upalne wieczory. Przesycona klimatem gorącej Barcelony ale niepozbawiona głębi. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 21,9 cm - 2,9 cm = 19,0 cm

wtorek, 23 czerwca 2026

,,Róża" Anna Rybakiewicz


Wcale nie wykluczam, że ostatnie kilka lat żyłam pod kamieniem bo totalnie nie zdawałam sobie sprawy, że mamy taką pisarkę jak Anna Rybakiewicz. A to błąd, mój błąd do którego się przyznaję i postanawiam go poprawić. A że pani Anna wydała już kilkanaście książek to mam co robić przynajmniej do emerytury.

,,Róża" to powieść rozgrywająca się w trakcie II wojny światowej ale opowiedziana z zupełnie nowej dla mnie perspektywy. Nie ma drastycznych walk czy bezpośredniego zagrożenia życia. Mimo to czuć niepokój i niepewność jutra. Niebezpieczeństwo wisi w powietrzu i nikt nie może sam decydować o sobie. W tryby wojennej maszyny wpada młodziutki Tadeusz, który zamiast brata, zgłasza się na ochotnika aby wyjechać na przymusowe roboty do Niemiec. Tam trafia w nieoczywiste miejsce, bo nie na farmę u bauera, ale do hotelu otoczonego plantacją róż. Początkowo czuje wrogość i nienawiść do pracodawców, jednak jedna noc, jedno nieostrożne zachowanie sprawia, że zaczyna patrzeć na otoczenie zupełnie inaczej. Zaczyna dostrzegać niecodzienność sytuacji w jakiej się znalazł a przede wszystkim zaczyna dostrzegać córkę właściciela.

,,Róża" jest powieścią bardzo prostą ale też bardzo nieoczywistą. Subtelna, delikatna ale nasycona emocjami, opowiada o miłości, która była skazana na przegraną ale mimo to nie poddała się. O ludziach, których los postawił po przeciwnych stronach barykady ale oni zamiast patrzeć na to co dzieli, widzieli to co ich łączy. Jednak nie jest to cukierkowa, romantyczna opowieść. Wydaje się, że nawet największe uczucie musi przegrać z poczuciem odpowiedzialności i społecznymi podziałami. Tylko czy na pewno?

Spodobał mi się styl pisarstwa Anny Rybakiewicz. Ma w sobie coś kojącego i rodzącego spokój. Opowiada o trudnej rzeczywistości zarówno wojennej jak i powojennej ale robi to z wrażliwością i wyczuciem. Dramaty muszą się wydarzyć aby mogło dojść do pojednania i aby nie zapomnieć, że nawet w najtragiczniejszych momentach może pojawić się iskierka dobra. To poruszająca, mądra  opowieść, którą warto poznać. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!

wtorek, 9 grudnia 2025

,,Książki, kawa i całusy" Monika Hakowska

 


Wiem, trochę to dziwne ale  ,,Książki, kawa i całusy" to moja pierwsza książka świąteczna, jaką czytam w życiu. Oczywiście, jeśli pominiemy ,,Opowieść wigilijną". Dotychczas omijałam ten rodzaj, szerokim łukiem ale skoro przełamuję swoje uprzedzenia czytelnicze to czemu nie sięgnąć po coś nowego i właśnie świątecznego.

Zaczyna się banalnie. Lily to największa wielbicielka świąt Bożego Narodzenia w Nowym Jorku. Reid, brat jej najlepszej przyjaciółki, to jej dokładne przeciwieństwo. Znają się od lat i doskonale znają swoje wady. Jednak teraz coś się zmienia. A gdy koło Lily zacznie kręcić się bardzo sympatyczny księgarz Sam, Reid nagle uświadomi sobie, że dziewczyna znaczy dla niego coś więcej. Czy zadziała tutaj magia świąt?

,,Książki, kawa i całusy" nie odmieni waszego życia, nie wyląduje nawet w pierwszej dziesiątce waszych ulubionych książek ale nie o to tutaj chodzi. Ta książka jest jak filmy Hallmarku. Uroczo przesłodzona, rozbrajająco naiwna, ślicznie malowana jak z obrazka, momentami zabawna i cudnie relaksująca. Ma sprawić, że na chwilę opuści nas przedświąteczna gorączka, zamarzymy by poczuć romantyczną magię świąt i oderwiemy się od nieustannego pędu. Można znaleźć milion powodów by nie czytać tej książki ale myślę, że jeden za może je wszystkie przebić: to urocza książka by się uśmiechnąć. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!

piątek, 24 października 2025

,,Kurort" Przemysław Kowalewski


 Grudzień 1976. Porucznik Ugne Galant trafia na terapię antyalkoholową do zamkniętego ośrodka. Dyrektorem jest ceniony lekarz a sama placówka nie tylko koncentruje się na terapii dorosłych ale ma również pomagać dzieciom i młodzieży, szczególnie tym, które mają trudności z nauką lub sprawiają problemy. Miejsce od początku nie przypada do gustu Galantowi. Czuje, że jest w nim coś dziwnego. A gdy przypadkiem, w trakcie nocnej wędrówki wpada na nastolatka o ksywce Pele, wie że jego przeczucia nie są bezpodstawne.

Nie czytałam dotychczas nic z serii Przemysława Kowalewskiego i byłam zaskoczona, że jest to już piąty tom serii kryminalnej. I w sumie to pozytywne zaskoczenie bo już wiem co muszę nadrobić. Jeśli wszystkie są takie jak ,,Kurort" to można tylko zacierać ręce. Bo ,,Kurort" to powieść kryminalna mocna, dosadna, zaskakująca a przy tym mocno niepokojąca i wywołująca ciarki na plecach.

Osadzona mocno w klimacie końcówki lat 70-tych, już tym wywołuje niepokój i niepewność. Czasy gdy PRL zaczynał się chwiać, gdy służby bezpieczeństwa szukały intensywnie sposobów aby zaszkodzić swoim przeciwnikom a równocześnie próbując znaleźć sposób by poprawić swoją pozycję. Ta specyficzna sytuacja pozwoliła by narodziła się klinika profesora Szafira, miejsce gdzie przeprowadzano dziwne badania i skąd nie każdy pacjent wychodził wyleczony. I mimo, że sam wątek jest mocny i przerażający, emocje potęguje fakt, że jest oparty o autentyczne wydarzenia. Kowalewski ubiera w sensacyjną fikcję literacką przerażające wydarzenia, które zostały zamiecione pod dywan historii. Ta świadomość sprawia, że nie da się traktować tego tylko jak rozrywki.

Nawet pomimo bardzo mrocznego i realistycznego wątku głównego, ta powieść by się obroniła. Jest świetnie napisana, ma wyrazistych, nietuzinkowych bohaterów i zapewnia ogrom emocji. Jej mroczne, gęste, przytłaczające,klaustrofobiczne tło buduje wyjątkowy klimat, co tylko sprawia, że mocniej czytelnik trzyma kciuki za bohaterów by udało im z się wyrwać z pułapki w jakiej się znaleźli. Jeśli szukacie dobrego kryminału, takiego który wbije was w fotel, to ,,Kurort" będzie idealny.

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!


 p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 14,3 m - 2,7 cm = 11,6 cm.

 

piątek, 20 czerwca 2025

,,Cisza w mazurskim lesie" Sandra Podleska


 Przed Laurą pojawia się okazja, na którą od lat czekała. Drzwi do upragnionego awansu stają otworem, warunkiem jest jednak aby zbadała sprawę śmierci młodej dziewczyny, do której doszło na mazurskiej wsi oraz napisała na ten temat reportaż. Sprawa jest dosyć tajemnicza. Nikt nie wie dlaczego dziewczyna właśnie tam się znalazła ani kto mógł czyhać na jej życie. Laura napędzana ambicją od razu zabiera się do pracy. Nie będzie to łatwe bo już na samym początku zmierzy się z murem milczenia mieszkańców wsi. Dodatkowo razem z nią na Mazury został oddelegowany kolega Arek, do którego ma dosyć negatywne nastawienie.

,,Cisza w mazurskim lesie" to bardzo nieoczywista powieść. Jest w niej trochę z thrillera, trochę z powieści ekologicznej, trochę romansu a trochę opowieści o przebaczeniu i szukaniu drugiej szansy. To nieoczekiwane połączenie wątków sprawia, że całość jest pełna zaskoczeń i zawirowań. Nic tu nie jest oczywiste a każdy z bohaterów może pokazać swoją drugą, zaskakującą twarz. Na pewno największą zagadką jest sama Laura. Początkowo ambitna, nastawiona mocno na robienie kariery, arogancka młoda kobieta, która sprawia wrażenie silnej i zdecydowanej, z pasją prąca do przodu i nie potrzebująca niczyjej pomocy. Jednak to tylko fasada. Zburzyć mur jakim obrosła nie będzie łatwo ale jednemu z zainteresowanych nią mężczyzn może się to udać.

Ta historia niesie też w sobie silne przesłanie ekologiczne. Nie da się ukryć, że chociaż ten wątek zostaje zmarnowany i nie ma finalnie tak silnego wydźwięku jak się spodziewałam, to jednak trzeba przyznać, że dużo miejsca poświęcono tutaj trosce o naturę i pomoc zwierzętom.  Czuć ogromną wrażliwość autorki na kierunkowaną właśnie na przyrodę.

Żaden thriller nie może się też obejść bez sekretów z przeszłości. I te tutaj też są i motywują bohaterów do podejmowania takich a nie innych decyzji. Okażą się niszczycielską siłą, która zakłóci ciszę panującą w mazurskim lesie.

Powieść Sandry Podleskiej to bardzo przyjemny przykład literatury obyczajowej, który wykracza pora ramy gatunku. Początkowo miałam problem z bohaterami bo irytowali mnie i wydawali się bardzo naiwni. Jednak w miarę lektury, zaczynałam rozumieć ich motywacje i coraz bardziej angażowała mnie akcja. To z pewnością ciekawa propozycja dla wszystkich którzy szukają nietuzinkowej książki nie tylko o uczuciach i emocjach ale także intrygującej i poruszającej ważne społeczne tematy. Fakt, może niektóre wątki zostały zbyt łatwo rozwiązane ale odbiór całości jest jednak bardzo pozytywny. Polecam!
 
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!


p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 78,2 cm - 3,0 cm = 75,2 cm.

piątek, 9 maja 2025

,,Pamiętnik lokatorki" Marcel Moss


 Julia mimo swojego młodego wieku ma za sobą trudną przeszłość i bolesne rozstanie. Nie poddaje się jednak i postanawia zacząć nowe życie w Warszawie. Znajduje pracę kawiarni oraz wynajmuje mieszkanie. Wkrótce w mieszkaniu dołącza do niej druga lokatorka, tajemnicza Vanessa. Dziewczyna sprawia wrażenie wycofanej i nieufnej, dlatego zaskakujące będzie dla Julii gdy pewnego wieczoru postanowi jest wyjawić swoją traumatyczną przeszłość. Wkrótce jednak zostaje zamordowana w swoim łóżku. Już samo to jest dla Julii szokiem, jednak gdy znajdzie w piwnicy pamiętnik Vanessy, postanowi działać by dowiedzieć się co znaczy zdanie umieszczone na końcu notatnika i wyprzedzić mordercę, który teraz może dopaść samą Julię.

,,Pamiętnik lokatorki" to moje pierwsze spotkanie z Marcelem Mossem. Widziałam mnóstwo zachwytów i pozytywnych opinii o innych jego książkach, dlatego podeszłam z dużą otwartością. I zostałam dosyć mocno zaskoczona. Już sam początek jest sporą bombą, po czym akcja się tonuje i dostajemy lekko zagmatwaną historię romantyczno-obyczajową z przeszłości Julii. Przyznam, że dziewczyna miała rozmach i weszła w dorosłość z przytupem. Gdy wydaje się, że uporządkowała swoje życie pojawia się w jej życiu kilka osób, siejących tam zamęt. Jednak dopiero morderstwo Vanessy wyzwala prawdziwe szaleństwo w życiu dziewczyny. Od tego momentu akcja zaczyna też przebiegać dwutorowo bo równocześnie obserwujemy przeszłość Vanessy i teraźniejszość Julii. A czego tam nie ma? Są romanse, jest mafia, są niekontrolowane uczucia jak pragnienie zemsty, nienawiść, namiętność, zazdrość. Wszystko się miesza i kotłuje w ilościach niewyobrażalnych, powodując, że akcja skręca w zupełnie nieoczekiwanych kierunkach.

Przyznam, że gdy czytałam ,,Pamiętnik lokatorki" w pewnym momencie pojawiła się myśl - jakie to głupie! Bo Moss nie bierze jeńców i nikogo nie oszczędza. Tu fabuła wcale nie musi być logiczna i płynnie przechodząca od punktu A do B. Tu wszystko jest podkręcone na maksa i zapewnia to totalne szaleństwo i prawdziwą jazdę bez trzymanki. Tak, miałam myśl że to jakaś głupota ale równocześnie nie mogłam się oderwać bo chciałam sprawdzić co on jeszcze da radę tutaj wepchnąć i czy jeszcze da się coś z tego wycisnąć. A da się! Do samego końca nie wiadomo o co chodzi a sam finał to spore zaskoczenie.

Nie wiem czy szybko wrócę do powieści Mossa ale z zapisuję sobie go bo jak będę miała ochotę na czyste szaleństwo i całe pokłady absurdu okraszone zagadką kryminalną będę sięgać. 


 Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia! 


p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 102,5 cm - 2,5 cm = 100,0 cm.    

piątek, 21 lutego 2025

,,Krąg kobiet pani Tan" Lisa See

Tytuł oryginału: Lady Tan's Circle of Women

 Chiny, XV wiek. Ośmioletnia Tan Yunxian jest wychowywana jak przystało na odpowiednią przyszłą żonę przedstawiciela klasy wyższej. Już zaczął się proces krępowania nóg oraz wieloletniego szkolenia. Jednak gdy z dnia na dzień traci matkę i trafia pod opiekę dziadków, ustalony rytm ulega zmianie. Dziadkowie są cenionymi lekarzami i właśnie to próbują też przekazać wnuczce. Gdy nadchodzi dzień zamążpójścia i przeprowadzki pod dach teściów, młodziutka Yunxian próbuje wprowadzać w życie to czego się nauczyła jednak na drodze staje teściowa. Młoda kobieta będzie musiała znaleźć własną drogę, która pozwoli jej pozostać wierną tradycji równocześnie nie tracąc tego co próbowali zaszczepić w niej dziadkowie. Na tej niełatwej drodze będzie towarzyszyć jej córka położnej, Meiling.

,,Krąg kobiet pani Tan" to powieść, którą czyta się jednym tchem. Inspirowana prawdziwą historią przełamuje bariery i wchodzi w zamknięty świat chińskich kobiet. Obowiązują tam surowe reguły i bardzo rygorystyczna hierarchia, która decyduje o wszystkim. Najmniejsze uchybienie może doprowadzić do ruiny nie tylko samą kobietą ale i całą rodzinę. Tytułowa pani Tan zna i szanuje tradycję jednak próbuje przekroczyć jej granice, pragnąc zostać tak jak babcia, lekarzem. Nagina zasady gdy zaprzyjaźnia się z córką położnej - kobietą powszechnie pogardzaną za wykonywany zawód ale równocześnie niezbędną w społeczeństwie. Pani Tan i Meiling staną się duetem, na którym skupiają się najważniejsze problemy kobiet. To płodność, ciąża i dzieci decydują o wartości kobiety i szeregują ją pośród innych. A dwie główne bohaterki zaciekle walczą aby ratować inne kobiety przed niepewnym losem i pomóc im przejść bezpiecznie przez ciążę i poród. Powieść zabiera czytelnika w podróż w głąb chińskiej medycyny ale przedstawionej z innej perspektywy. Tu mężczyźni są tylko tłem a najważniejsze wydarzenia rozgrywają się w tylnych pokojach.

,,Krąg kobiet pani Tan" to nie tylko fascynujący i poruszający obraz medycyny ale także wnikliwy obraz chińskiego społeczeństwa oraz hierarchii jaka tam panowała. Podzielona, kastowa społeczność, nieprzekraczalne zasady i ludzie żyjący razem ale jednak osobno. Bezwzględne tradycje jak kupowanie i sprzedawanie konkubin czy bandażowanie stóp małym dziewczynką. Dziś to szokuje ale wtedy było wyznacznikiem piękna i pozycji. Ta historia obfituje w momenty bolesne, trudne, szokujące, traumatyczne ale równocześnie jest afirmacją kobiecej przyjaźni, oddania i troski. Tylko to pozwala podnosić się po tragediach i szukać sił w świecie, który jest niepewny  i ograniczony wielowiekowymi zasadami.. Pozostaje tylko polecać!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!

p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 151,9 cm - 2,9 cm = 149,0 cm.    

 

czwartek, 25 lipca 2024

,,Demon Copperhead" Barbara Kingsolver

 

Tytuł oryginału: Demon Copperhead

,,Demon Copperhead" to powieść jakiej się nie spodziewałam. Pozornie ma formę powieści łotszykowskiej, która w jakiś sposób nasuwa skojarzenia z ,,Przygodami Tomka Sawyera", jest napisana z lekkością i humorem ale to tylko pozory, bo spod warstwy lekkości, poczucia humoru i łobuzerskiej opowieści nastoletniego chłopaka wyłania się przerażający świat. Szokująca rzeczywistość będąca codziennością dla wiejskich terenów Stanów Zjednoczonych na przełomie tysiącleci.

Bohatera poznajemy gdy ma zaledwie 11 lat i jego świat zbacza na tory, które okażą się równią pochyłą. Początkowo jest w miarę spokojnie - jego spokojne życie ubogiego ale szczęśliwego dziecka, wychowywanego przez uzależnioną matkę, zakłóca pojawianie się agresywnego ojczyma. To będzie dopiero pierwszy krok i otchłań. Śmierć matki, piecza zastępcza, wszechobecne narkotyki i brak nadziei na coś więcej. Głód, ból, wykorzystywanie nieletnich, pazerność lekarzy i prostota wpadania w nałóg oraz poczucie, że śmierć nadejdzie zdecydowanie za szybko. Demon tkwi w środku tego wszystkiego, raz zapada się głębiej, za chwilę znów wyłania się na powierzchnię. Jego ratunkiem jest nieodparta chęć życia oraz talent artystyczny, pomagający przetrwać nawet najczarniejszą rzeczywistość.

Demon to właściwie mój równolatek. Teoretycznie dorastaliśmy w podobnych warunkach - ja na polskiej wsi, która się budziła do życia i zaczynała walczyć o siebie oraz czepiać się szansy jaką dało nowe stulecie, on - na amerykańskiej wsi, która tę szansę straciła. Jego rzeczywistość to szybkie, bolesne wkroczenie w dorosłość, czepianie się chwil odlotu, czy to przy pomocy seksu czy częściej narkotyków. To rzeczywistość gdzie niewielu nastolatków kończy szkołę a przypadkowa ciąża czy przedawkowanie są tak samo prawdopodobne. To świat obdarty z godności, perspektyw, nadziei, na którym żerują bezwzględnie ci co chcą szybko zarobić i podsuwają opioidy. To także świat pokazujący słabość systemu państwa - mieszkańcy Appalachów zostali wykorzystani gdy byli potrzebni by na nich zarabiać a potem wyrzuceni poza margines społeczeństwa i po prostu o nich zapomniano albo bez skrupułów wyśmiewano.

Czytanie ,,Demona Copperheada" boli. Jest to trudny, szokujący obraz upadku, świata bez nadziei i możliwości. Jest niczym otchłań, która pochłania wszystkich tych, którzy mieli pecha się tam urodzić. Tylko wyjątkowa siła, determinacja lub szczęście może pomóc przetrwać i nie dać się pochłonąć. W tej powieści idzie się od upadku do upadku ze świadomością, że kolejny będzie gorszy i trudno oczekiwać tutaj happy endu ale zawsze można mieć nadzieję, że chęć przeżycia będzie jednak silniejsza.

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 47,5 cm - 4,2  cm = 43,3 cm.

czwartek, 19 października 2023

,,Przypadkowe odkrycia medyczne" Robert W. Winters

Tytuł oryginału: Accidental medical discoveries: how tenacity and pure dumb luck changed the world

 Żyjemy w czasach gdy postęp, prawie w każdej dziedzinie, postępuje bardzo szybko. Kolejne odkrycia zaskakują świat prawie codziennie. Wydaje się, że naukowcy mają jakąś magiczną skrzynkę, z której co rusz coś wyciągają. Medycyna pod tym względem nie wiele odbiega od innych dziedzin. Wprawdzie nadal najpoważniejsze problemy pozostają nierozwiązane to jednak często informowani jesteśmy o dokonywanych przełomach w leczeniu kolejnych chorób czy schorzeń. Tylko jak właściwie dochodzi się do tych przełomów? Pewnie gdybyśmy zapytali samych naukowców to odpowiedzieliby, że uporem, powtarzalnością i ciężką pracę. I jest to prawda. Ale to tylko część prawdy. Jest wiele odkryć, które są dziełem przypadku. I właśnie o tym opowiada Robert W. Winters.

,,Przypadkowe odkrycia medyczne" to fascynująca podróż w nie tak odległą przeszłość. Większość opisanych przypadków dotyczy ostatnich 200 lat. Czy zastanawialiście się co doprowadziło do tego, że powstała viagra, zostało odkryte znaczenie witamin, że możemy wszczepiać sztuczne soczewki do oka lub zastępować brakujące zęby implantami? Skąd wzięły się szczepienia czy penicylina? Oczywiście, historia Jennera i wirusa krowiej ospy jest powszechnie znana ale ciekawe jest to, że mimo, że w społecznej wiedzy znana była ta zależność to nikt przed nim nie powiązał faktów i nie przeniósł tego na wyższy, bardziej ogólny poziom. Dopiero ciekawość, błyskotliwość i przypadkowe zbiegi okoliczność sprawiły, że dokonał się przełom i znaleziono prosty sposób aby pokonać wirus ospy prawdziwej. Ale historia pełna jest takich właśnie nieoczywistych zbiegów okoliczności.

,,Przypadkowe odkrycia medyczne" to przede wszystkim opowieść o ludzkiej ciekawości, spostrzegawczości i umiejętności spojrzenia inaczej na rzeczy pozornie oczywiste. Niektóre zależności były widoczne już przed ich udokumentowaniem ale często przez wiele lat przechodzono obok nich obojętnie. Dopiero przypadek powodował, że zmieniano perspektywę. Pokazuje też jaką drogę ludzkość, społeczeństwa musiały przejść aby dokonał się przełom. Winters jest gawędziarzem i w prosty, przejrzysty sposób, zrozumiałym językiem prezentuje zarówno zarys przed jak i znaczenie poszczególnych dokonań. Opowiada w taki sposób, że nawet dla zupełnego laika jest to zrozumiałe. Lekki, anegdotyczny ton jednak doskonale oddaje znaczenie i przełomowość kolejnych odkryć. To książka, która jest idealnym wstępem do dalszego odkrywania historii medycyny oraz równocześnie podkreśla dlaczego pewne jej elementy są tak znaczące. Polecam!

poniedziałek, 28 listopada 2022

,,Miłość i wojna" Max Czornyj

 

Franciszek Brilke wchodzi w dorosłość w trudnym momencie historii. Jest 1938 rok, w Łodzi nadal panuje spokój. Interesy się kręcą, bogaci nadal są bogaci a sztuką, którą handluje Brilke i jego ojciec nadal jest w cenie. Mimo pozorów normalności, w powietrzu czuć, że coś wkrótce musi się zmienić. Póki co zmienia się życie chłopaka gdy w drzwiach ich galerii sztuki staje tajemnicza kobieta, przedstawiająca się jako Ewa. Pojawienie się Ewy to dopiero pierwsza z szeregu zmian, które dokonają się w życiu Franciszka. Zobaczy zupełnie inny świat, będzie musiał dokonać ważnych decyzji i nawet nie zauważy kiedy rzeczywistość, w której się wychował przejdzie do historii.

,,Miłość i wojna" Maxa Czornyja to opowieść, której nie umiem sklasyfikować, ocenić ani nawet streścić. Z jednej strony przegadana, rozwleczona i właściwie o niczym ale równocześnie nie można powiedzieć, że nudna bo ponad 500 stron tekstu znika w oka mgnieniu. Musiałam ją przetrawić i przemyśleć nie dlatego, że jest szokująca czy poruszająca ale głównie dlatego, że jest nijaka i bezsensowna. I może to jest najlepsze podsumowanie zarówno wojny jak i powieści Czornyja. Pokazuje, że II wojna światowa to nie zawsze bohaterskie działania, poświęcenie czy zuchwałe czyny. Czasem bo przypadkowe spotkania, niezrozumienie i szare, nijakie życie, które pozwala przetrwać. To co się dzieje nie ma żadnego sensu i trzeba sobie z tym poradzić. Franz właściwie przemyka przez II wojnę światową nie angażując się w nic, nie rozumie dramatyzmu świata w którym przyszło mu żyć, jest nijakim pionkiem, który poddaje się działaniom innych. Jest bezwolną marionetką, która nic nie odczuwa i nic nie robi.

Przyzwyczailiśmy się do heroizmu w opowieściach o II wojnie światowej. A jeśli już nie heroizm to chociaż czyste zło. W każdym razie oczekujemy silnych emocji, silnych przeżyć, możliwości opowiedzenia się, po którejś ze stron. Pokochania lub znienawidzenia kogoś. Tutaj nie ma nic. Jest nijakość, letniość, byle jakie przetrwania. I to szokuje ale przecież takie oblicze też miała wojna. I to też trzeba zaakceptować.

wtorek, 31 sierpnia 2021

,,Idź, postaw wartownika" Harper Lee

Tytuł oryginału: Go Set a Watchman

,,Idź, postaw wartownika" to, jakby to patetycznie nie zabrzmiało, powieść rozbijająca ideały. I nie robi tego nikt inny jak sama Harper Lee, która te ideały stworzyła. ,,Zabić drozda" czytałam dziesięć lat temu ale do dziś pamiętam emocje jakie mi wtedy towarzyszyły. Atticus Finch - ostatni sprawiedliwy, obrońca uciśnionych, głos prawdy, symbol odwagi i prawości. Taki był i takim widziała go wtedy kilkuletnia Skaut. Czas jednak mija, dziecko dorasta, wzrok nabiera ostrości. I nie wszystko jest takie jak chciałoby się to pamiętać a ludzie nie są bez wad.

,,Idź, postaw wartownika" to z jednej strony bardzo nostalgiczna powieść przywołująca dobre jak i trudne wspomnienia i zmuszająca dorosłą Skaut do konfrontacji z nimi. Jeszcze raz może przeżyć dzieciństwo i spróbować na nowo je ocenić. Ale to także bolesny, jednak konieczny krok w procesie dorastania kiedy uświadamia sobie, że jej wzór do naśladowania, ideał, na którym chciała zawsze się wzorować Atticus, nie jest jednak tak nieskazitelny jak chciała by go widzieć. Jest nadal sprawiedliwy, podążający za literą prawa i ceniących ludzi ale jest też odbiciem poglądów starego świata. Między nim i Skaut, która jest przyszłością i nowoczesnością musi dojść do konfrontacji. Te dwa przeciwne głosy muszą się zmierzyć by można było ruszyć naprzód.

Po genialnym i jednoznacznym ,,Zabić drozda" drugą powieść Harper Lee można interpretować bardzo dowolnie. Nie daje ona prostych i jasnych odpowiedzi, raczej stawia pytania i podważa to, co tak jasno nakreśliła w poprzedniej. Burzy stworzony przez siebie obraz, zostawiając jednak miejsce w którym mogą znaleźć się nowe racje. Nadal jest mocno antyrasistowska w wymowie ale tym razem czuć ten moment zawahania, moment gdy dopuszcza do głosu przeciwną stronę i zostawia czytelnika z przestrzenią na jego wnioski. Pewnie nie takiej kontynuacji ,,Zabić drozda" oczekiwaliśmy ale ta jest bliższa, mniej idealna, mniej heroiczna, bardziej ludzka.  

p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 52,3 cm - 2,5 cm = 49,8  cm. 

środa, 6 marca 2019

,,Grzech" Max Czornyj


Lublin, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Miastem wstrząsa tajemnicza seria zaginięć kobiet. Nic ich nie łączy, więc i policja działa dosyć niemrawo. Dopiero odkrycie pierwszych zwłok - bardzo brutalnie potraktowanych i porzuconych w nienaturalnie wystylizowanej pozycji zmusza śledczych do bardziej radykalnego działania. Nie zdają sobie oni sprawy, że to początek drastycznej serii zbrodni. Zacznie się wyścig z czasem, pełen krwi, nieoczekiwanych zwrotów akcji oraz przepełniony dziwnymi mistycznymi nawiązaniami.

,,Grzech" to powieść bardzo nierówna. Początkowo czytało mi się ją świetnie - za jednym zamachem, w jeden wieczór pochłonęłam ponad połowę i gdybym wtedy pisała opinię, zaczynałaby się od słów ,,Panie Czornyj gdzieś się pan chował, że dopiero teraz do pana dotarłam". Początek jest idealny - nietypowa zagadka, mrocznie, krwawo, stopniowanie napięcia oraz wyrazisty śledczy. Niestety, książka nie utrzymała tempa i formy. Po połowie poczułam przesyt brutalnością, makabrą, coś przestało mi grać a śledztwo zaczynało przypominać chaos, z którego nie wiadomo co się bierze. I chociaż fabuła przypominała to co lubię u Chrisa Cartera, tutaj coś mi nie pasowało. Może nie pasowało mi nierealność zbrodni? Jakoś ciężko było mi sobie wyobrazić, że takie cuda w Polsce są możliwe. Chyba właśnie ten hollywoodzko-sensacyjny styl w drugiej połowie książki stanowił dla mnie przeszkodę.

Trzeba jednak przyznać, że Max Czornyj ma to coś. Zaintrygował, wciągnął, przykuł uwagę, trochę przeraził i zaskoczył. Jest w prawdzie sporo niedociągnięć ale debiutować w takim stylu to jednak coś. Z pewnością trafiłam na autora, do którego będę wracać.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 133,1 cm - 2,7 cm = 130,4 cm.

czwartek, 14 czerwca 2018

,,Taka jak ty" Gabriela Gargaś


Nie ukrywam, że polska literatura obyczajowa nie należy do moich faworytów. Czasem jednak po nią sięgam szukając czegoś co może mnie pozytywnie zaskoczyć. Po kilku udanych trafieniach, przyszedł jednak czas na coś z czym totalnie się rozminęłam.

,,Taka jak Ty" Gabrieli Gargaś to rozpisana na wiele lat historia przyjaźni dwóch kobiet, które urodziły się tego samego dnia. Mariona i Karolina już od dzieciństwa są nierozłączne. Razem wkraczają w okres dorastania a potem dorosłość. Bawią się, rozpaczają, przeżywają pierwsze zauroczenia, pierwszy raz kochają i zostają zranione, dorastają, zakładają rodziny, wkraczają na ścieżkę kariery. Ta opowieść przepełniona jest migawkami, zdarzeniami, epizodami, momentami, które zna każdy. Są normalne, zwyczajne, niczym się nie wyróżniające. Jak w życiu raz z górki, raz pod górkę.

Jest to tak normalne, że już miałam tego dość. Wiem, jestem okropna ale zwyczajnego życia i zwyczajnych problemów mam dość na co dzień. Jak każdy użeram się z szarą rzeczywistością i nie tego szukam w książkach. A z pewnością nie szukam szarej rzeczywistością okraszonej taką ilością lukru, moralizatorstwa i zabiegów, które na siłę mają wywołać emocje. Nie przemawia to do mnie i cóż pozostanę nadal bardzo sceptyczna do polskiej literatury kobiecej.

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  84,0 cm - 3,0 cm = 81,0 cm,

wtorek, 21 lutego 2017

,,Ekspozycja" Remigiusz Mróz


Taa... dotarłam do końca. Nie było łatwo. W trakcie lektury chyba z dziesięć razy zmieniałam zdanie co do oceny. Ale coś pchało mnie do kontynuowania czytania więc z całą uczciwością nie mogę powiedzieć, że było źle. Było ... różnie. A zaczęło się od zgrzytu.

Gdy otwierałam książkę byłam przekonana, że mam do czynienia ze zwykłym kryminałem. Gdzieś podświadomie zaczęłam porównywać do rewelacyjnej ,,Ślebody" Kuźmińskich i cały czas czułam dyskomfort bo to nie to. Chciałam kolejny kryminał w góralskich klimatach a tu lipa. Zacznijmy od tego, że to nie kryminał, co najwyżej powieść Mroza obok niego stała. Chciałabym to jakoś sensownie podsumować tak aby nic nie zdradzać ale chyba się nie da. Bo w ,,Ekspozycję" zostało wepchnięte wszystko. Absolutnie wszystko.

Ja wiem, że rocznik 1987 jest specyficzny. Wychodzi, że nie tylko ja mam chaos w głowie ale Remigiusz Mróz też. Za jednym zamachem chciał stać się polskim Johnem Grishamem, Danem Brownem, Jamesem Rollinsem i strach pomyśleć kim jeszcze (btw. czekam na powieść ala Nicholas Sparks :)). Ale tak się nie da. Niby nieźle się to czyta, zaskoczenie goni zaskoczenie, z jednego nieprawdopodobnego zwrotu akcji wpadamy w kolejny, pędzimy jak szaleni przez lądy i oceany ale przy takiej wariackiej jeździe łatwo stracić sens, poczucie realizmu i w rezultacie całość staje się absurdalna. A tutaj w pewnym momencie fabuła zaczyna trąci absurdem. Przyznaję, że jak w trakcie oglądania komedii albo horroru siedział i czekałam co jeszcze da się upchnąć w ten bigos. Dało się wcisnąć zabójstwa, pościgi, pobyt w więzieniu, proces, tajemnice starsze i nowsze, trochę fanatyzmu religijnego, samosąd... i się zgubiłam. Niby to wciąga ale jak się odłoży to wcale nie chce się wracać. To taka lekka opowieść na podróż, którą spokojnie można zostawić na siedzeniu dla kolejnej osoby.

p.s. Będzie, że się czepiam ale dwa razy w powieści zaświeciła mi rażąca czerwona żarówa. Raz podarowałam ale recydywy to dla mnie za dużo. Może się mylę, może przez jedenaście lat żyłam w błędzie, w końcu studiowałam tylko na Pedagogicznym i AGH. Ale zawsze wydawało mi się, że Uniwersytet Jagielloński to UJot albo po prostu Jagielloński. A Jagiellonka to biblioteka. Gdy czytałam, że ,,wykładał na Jagiellonce" to nasuwa się co? Książki na półkę? Niby niuans ale denerwujący.:)