Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska 2018. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska 2018. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 grudnia 2018

,,Damy Złotego Wieku. Prawdziwe historie" Kamil Janicki


,,Damy Złotego Wieku" to książka, która łączy w sobie cechy reportażu, skryptu z powieścią. Koncentruje się na ostatnich latach panowania dynastii Jagiellonów wysuwając na pierwszy plan kobiety wchodzące w skład tego roku.

Niewątpliwie pierwszoplanową i najważniejszą bohaterką jest Bona Sforza. To jej poświęcono najwięcej miejsca oraz bardzo drobiazgowo przygotowano jest portret jako wyjątkowej, silnej i ambitnej kobiety. Prześledzono całe jej życie od narodzin, zaręczyn z Zygmuntem Starym, przez przybycie do Krakowa oraz cały jej okres panowania. W portretu tego wyłania się inteligentna, zdeterminowana władczyni, skoncentrowana na budowaniu potęgi rodu. Robiła wszystko w sposób bardzo nowoczesny i doskonale znany z dworu włoskiego ale zupełnie odbiegający od tego co było znane w Polsce. Jej skuteczne ale często agresywne działanie nie znajdowały poparcia ani u męża, możnych polskich czy nawet u syna, który głównie jej zawdzięczał to, że założył koronę. Janicki tworzy pełny, złożony portret królowej, która osiągnęła bardzo wiele w polityce. Ale nie koncentruje się tylko na jej działaniach publicznych, próbuje także odtworzyć charakter i zachowanie Bony. Nie miała ona łatwego charakteru. Jako osoba ambitne i żądna władzy była także zazdrosna, surowa, skoncentrowana na sobie.

Bladziej przy Bonie wypadają inne bohaterki książki czyli Elżbieta Habsburżanka, Barbara Radziwiłłówna, Katarzyna Habsburżanka, Barbara Giżanka (żony i kochanki Zygmunta Augusta) oraz Anna Jagiellonka (córka Bony). Są zaledwie tłem, na którym wyraźniej widać siłę Bony i słabość oraz bezradność panowania Zygmunta Augusta.

Cała książka to ogromna bomba informacyjna o ostatnich Jagiellonach. Autor nie koncentruje się tylko na osobach. Dużo miejsca poświęca także realiom zarówno tym politycznym jak i społecznym przez co łatwiej jest zrozumieć wydarzenia oraz podjąć się samodzielnej próby oceny wydarzeń. Nie jest to jednak prawdziwy skrypt historyczny a dobrze przygotowana książka popularyzująca historię. Fakty historyczne mieszają się w niej w pogonią za sensacją oraz prywatną interpretacją zdarzeń przez autora. Jej dodatkową zaletą jest lekkość stylu i łatwość opowiadania o nawet najbardziej skomplikowanych politycznych impasach. Dzięki temu XVI wiek nabiera życia, kolorów i barw. A postacie historyczne stają się ludźmi z krwi i kości a nie tylko nazwiskami w tabelach historycznych.

piątek, 21 grudnia 2018

,,Nie pora na łzy" Edyta Świętek


Bardzo przyjemnym zaskoczeniem była dla mnie wiadomość, że Edyta Świętek postanowiła rozpocząć nowy cykl, który powiązany jest ze ,,Spacerem Aleją Róż" - serią, która była moim pozytywnym odkryciem. Cykl ,,Nowe czasy" przenosi nas do Krakowa lat 90-tych - okresu barwnego, dynamicznego, gdzie rodziny się sukcesy i rozgrywały dramaty. Autorka nadal kontynuuje swoją przygodę z rodziną Szymczaków i Pawłowskich, skupiając się jednak na ich niewielkim wycinku jaki stanowi najmłodsze pokolenie.

Głównymi bohaterami nowej powieści stają się dzieci Karola Pawłowskiego - Marek, Adrian i Wiolka oraz rodzina Pawła Szymczaka. Młody Pawłowskim wiedzie się bardzo różnie, Adrian i Wiolka zakładają kapelę disco polo i odnoszą spektakularny sukces. Natomiast Marek po odbyciu zasadniczej służby wojskowej zderza się z nową rzeczywistością próbując znaleźć pracę pośród szalejącego bezrobocia. Najlepszym odbiciem sukcesów i porażek lat 90-tych jest Paweł Szymczak, drobny przedsiębiorca, krętacz, łapiący się wszystkich możliwych na szybki zarobek. Natomiast jego żona Andzia to schematyczna bizneswomen, przykład prywaciarza bezwzględnie wykorzystująca pracownice. W rodzinie Szymczaków odbija się rodzący kapitalizm oraz doskonale widać mentalność tych co w końcu dorwali się do pieniędzy i nie widzieli niczego poza nieustanną pogonią za zarobkiem.

Seria Edyty Świętek byłaby jednak niepełna gdyby nie pojawił się wątek romansowy. Miłość oczywiście się pojawia. Trudna, skomplikowana, trochę naiwna i ślepa. Nic nie jest takie jak powinno być. Są emocje: wybuchy namiętności, smutki i tęsknoty wybijające się z codziennej bieganiny i sprawiający, że nawet ci najbardziej racjonalni zachowują się nieracjonalnie.

Już nie mogę doczekać się kontynuacji. Wiele wątków zostało otwartych i już chciałabym dowiedzieć się jak to dalej się potoczy. Cóż pozostaje czekanie i nadzieja, że historia znajdzie swoje szczęśliwe zakończenie.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

,,Świadek" Robert Rient


,,Świadek" to poruszająca, bardzo intymna opowieść non-fiction. Odbiera się ją i interpretuje na wielu płaszczyznach, z których każda jest bardziej dobitna. To nie tylko reportaż o Świadkach Jehowy - zasadach jakimi kieruje się wspólnota, wzajemnych relacjach i ich sposobie postępowania. To przede wszystkim przejmujący, momentami wręcz ekshibicjonistyczny, obraz człowieka poszukującego własnego ,,ja", próbującego się wyrwać, zrozumieć to co w nim drzemie.

Łukasz Zamilski wyrastał w rodzinie Świadków Jehowy. Od zawsze czuł, że jest inny. Początkowo swoje rozterki kieruje w stronę Boga i coraz głębiej wnika w struktury wspólnoty. Wzrasta jego ranga, a gdy wchodzi coraz bardziej widzi coraz lepiej dwulicowość, obłudę, fałsz, manipulację jakimi kierują się starsi zboru. Równocześnie z odkrywanie coraz więcej o Świadkach Jehowy dochodzi w nim do buntu osobistego. Zaczyna eksperymentować z seksem, narkotykami, szuka własnej drogi. Brutalnie i bezpośrednio na kartach książki coraz bardziej odsłania i rozrywa swoje ,,ja" jako Łukasz by móc na nowo narodzić się jako Robert.

To opowieść jest trudna do przełknięcia. Gdyby tylko ujawniała prawdę o Świadkach Jehowy byłaby kontrowersyjna ale ona jeszcze dodatkowo bardzo głęboko wnika w psychikę człowieka. Grzebie, babrze się w najgłębszych, najbardziej pierwotnych instynktach, odsłania najbardziej skrywane myśli i tajemnice. Co dla Roberta (Łukasza) jest procesem przejścia i ważnym krokiem by móc na nowo żyć to dla czytelnika jest szokiem. Zostajemy postawieni twarzą w twarz z czymś nieoczywistym, innym, kontrowersyjnym, czymś co budzi niepokój i rujnuje spokój. Bo mówi otwarcie o wykluczeniu, inności, homoseksualizmie, o tym jakim bolesnym procesem jest poszukiwanie.

,,Świadek" to trudna do przyjęcia i zrozumienia opowieść. Mimo to warto po nią sięgnąć.

sobota, 8 grudnia 2018

,,Lwowski ptak" Piotr Tymiński


Piotr Tymiński to pisarz, z którego książkami miałam wcześniej już do czynienia. Na kanwie autentycznych, czasem bardzo dramatycznych wydarzeń historycznych tworzy poruszające powieści historyczne. Przywołuje trudne dzieje oraz opowieści o bohaterskich zwykłych ludziach, nie pozwalając im popaść w zapomnienie.

Tak też i tym razem. Za tło swojej najnowszej powieści autor obiera Lwów w listopadzie 1918 roku. Data, która wszystkim kojarzy się z radościom, szczęściem, ma swoje drugie, bardziej dramatyczne oblicze. Oblicze, które zostało zepchnięte obecnie na dalszy plan i powoli jest wypierana z ogólnopolskiej świadomości. W momencie gdy cała Polska świętowała odzyskanie niepodległości, Lwów został nieoczekiwanie zaatakowany przez wojska Ukraińskie. Rozpoczęła się dramatyczna walka o wyzwolenie miasta. Tragizm i dramatyzm tych wydarzeń tym jest większy, że do boju musieli stanąć najmłodsi, młodzież i dzieci, dziewczęta i chłopcy, wychowani w duchu patriotyzmu niezłomnie walczyli by zachować Lwów dla narodowości polskiej.

Tońka, jest jedną spośród wielu, która stanęła na wezwanie i nie ulęgła się ukraińskiego okupanta. Dziewczyna, ścięła włosy, ubrała stary mundur brata i stanęła do walki. Przerzucana pomiędzy różnymi punktami dowodzenia widzi krwawą walkę, zniszczenia a przede wszystkim obserwuje swoich towarzyszy, który dzielnie stają do walki a potem bohatersko giną. Dzięki zabiegowi jakim jest narracja pierwszoosobowa można obserwować jak wielkim i okrutnym doświadczeniem jest walka dla tak młodych osób. W umysłach jeszcze dziecięcych i bardzo niewinnych, dochodzi do zderzenia wzniosłych ideałów z brutalną, odartą z honoru rzeczywistością. Nie ma etosu żołnierza, jest tylko bestialstwo i bezwzględność. Tońka nie raz musi się z tym mierzyć, próbując zrozumieć i usprawiedliwić oraz psychicznie poradzić sobie z tym co widzi, robi i doświadcza.

,,Lwowski ptak" to powieść niezwykłą. Autor umiejętnie łączy w niej drobiazgowość historyka próbującego odtworzyć to co stało się w Lwowie ale i staje się gawędziarzem przybliżającym zwyczajne żołnierskie losy, tym razem robi to z perspektywy młodej dziewczyny, przez co całość nabiera ostrzejszego i bardziej dobitnego brzmienia. Tam gdzie powinna być łagodność i delikatność wdziera się brutalność, okrucieństwo, bezwzględność, twardość. Wyraźniej widać jak wiele kosztowała niepodległość, jest boleśnie została okupiona.

Cieszę się, że powieść postała i została wydana w okresie gdy cieszymy się ze 100-lecia odzyskania niepodległości Polski. Dobrze, że przypomina o tym, o czym obecnie zapominamy. Polecam gorąco!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorowi!
  
 
p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 1,4 - 2,9 cm = -1,5 cm.

niedziela, 25 listopada 2018

,,Oskarżenie" Remigiusz Mróz


Gdy dziś kończyłam czytać ,,Oskarżenie" uświadomiłam sobie, że poprzedni tom serii czytałam prawie rok temu. Cały rok bez Chyłki i Zordona był idealną perspektywą by świeżym okiem spojrzeć na powieść oraz rzeczywistość jaką wykreował Remigiusz Mróz.

,,Oskarżenie" zaczyna się po niewielkim skoku czasowym w stosunku do poprzedniego tomu. Chyłka nadal jest w ciąży, na szczęście atak, który zakończył poprzedni tom nie miał jakichś większych konsekwencji oprócz tego, że Zordon nie zdał egzaminu aplikacyjnego. Ale to już przeszłość. Obecnie najważniejsza jest nowa, bardzo emocjonująca i zagmatwana prawa. Chyłka ma bronić dawnego opozycjonisty oskarżonego o cztery brutalne zabójstwa. Dodatkowo wszystko się jeszcze bardziej komplikuje bo Oryński zostaje oskarżony o dokonanie eutanazji na swojej matce. Chyłka musi działać na kilku frontach, próbując ogarnąć to co nie jest do ogarnięcia. Wszystko wywraca się do góry nogami a czas ucieka.

Mniej więcej w podobnym czasie jak podczytywałam sobie ,,Oskarżenie" nadrabiałam też zaległości w serialu ,,Suits". No i tak się zupełnie przypadkiem zdarzyło, że w serialu Harvey Specter robi wszystko by wyciągnąć Micka z więzienia i dokładnie to samo robi Chyłka. Nie, nie mówię, że mamy do czynienia z plagiatem ale cóż.. tok myślenia jest całkiem podobny. Bo jedno trzeba przyznać Remigiuszowi Mrozowi. Jest dobry obserwatorem rzeczywistości popkulturalnej. Miesza wszystko co jest popularne i na czasie i wkłada w jedną całość. Wiem, że czytał ,,Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?", oglądał ,,Suits", pewnie też przeglądał kwejka czy demotywatory lub joemonstera, przez co jego historia trafia do czytelnika. Jest aktualna, kontrowersyjna, budzi ciekawość, jest sprawnie napisana, utrzymana w szybkim tempie. Tylko, że ja się chyba starzeję (sorry panie Mróz, wiem że w tym samym czasie egzamin gimnazjalny pisaliśmy ;) bo dla mnie ciągłe przerzucanie się przez bohaterów popkulturowymi odzywkami jest nużące. Sprawia wrażenie sztuczności i niewiele wnosi do akcji. Wolałabym więcej kluczenia i emocji w samej akcji, która tutaj jest całkiem niezła i naprawdę mnie wciągnęła, tak, że czekałam z niecierpliwością na to jak wszystko zostanie rozwiązane.

,,Oskarżenie" jest niezłe i z pewnością pozostanę wierna serii z Chyłką ale momentami za bardzo przegadane. Mniej gadania w więcej działania i będzie idealnie. 

czwartek, 22 listopada 2018

,,Klasztor zapomnienia" Bożena Gałczyńska-Szurek


Klara, młoda Polka, po latach wraca do Grecji pomóc w śledztwie prowadzanym przez agenta Interpolu i miejscową policję po śmierci jednego z mnichów zamieszkujących półwysep Athos. Sprawa od początku budzi wątpliwości, które jeszcze bardziej są potęgowane przez niedostępność miejsca oraz zagadkowe zachowanie zmarłego. Krok za krokiem, Klara wraz z przyjaciółmi próbuje rozwiązać zagadkę zagmatwaną niczym węzeł gordyjski. Zanim jednak pozna rozwiązanie sprawy będzie musiała złamać przyjęte zasady oraz zmierzyć się z własną przeszłością.

,,Klasztor zapomnienia" to przyjemna lektura na jesienno-zimowe wieczory. Lekka fabuła osnuta wokół jednego z ostatnich prawdziwie niedostępnych miejsc w Europie, tajemniczego i przepełnionego mistycyzmu klasztoru na półwyspie Athos daje poczucie egzotyki oraz niesamowitości. Przyjemne wrażenia zapewniają także migawki kulturalne, społeczne z Gracji. Wręcz można poczuć ciepłe słońce, uroczy wakacyjny grecki klimat oraz specyfikę charakterów mieszkańców Hellady. Wydaje się wręcz, że tajemnicza zbrodnia w niewielki stopniu wpłynęła na życie społeczeństwa. To jakby dwa oddzielne, w bardzo niewielkim stopniu stykające się światy.

Co do samej zagadki to była ciekawa i wciągająca do pewnego momentu. Potem nie wiem dokładnie jak to się stało trochę się rozmyła przez skupienie się na wątkach osobistych bohaterów by na koniec wypłynąć ponownie już rozwiązana. Brakuje też napięcia oraz jakiegoś dreszczyka emocji. To wszystko sprawia, że nie jest to powieść sensacyjna - raczej przyjemna opowieść obyczajowa, rozgrywająca się w urokliwej scenerii z delikatną nutką tajemniczości i zagadki kryminalnej.

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 6,9 cm - 1,8 cm = 5,1 cm.

wtorek, 6 listopada 2018

,,Denar dla szczurołapa" Aleksander R. Michalak

Uwielbiam przygodówki, w których mieszają się tajemnica, historia a przygoda z każdą stroną tylko się rozpędza. ,,Denar dla szczurołapa" to właśnie taka wybuchowa mieszanka, stworzona przez debiutanta.

Aleksander R. Michalak zabiera czytelnika w niezwykłą, do reszty pochłaniającą wyprawę po współczesnej Europie w ślad za mroczną, zagrażającą wielu legendom. Jego punktem wyjścia jest doskonale wszystkim znana opowieść o szczurołapie z Hammeln. Opowieść o uprowadzeniu dzieci za zdradę rajców nabiera nowej, mrocznej i przerażającej głębi. Legenda ożywa i zaczyna zagrażać. Osobą, która postanawia odkryć co dokładnie kryje się za enigmatycznymi przekazami oraz zebrać w całość wędrujące przez wieki strzępki wiedzy jest węgierski uczony Gabor Horthy. W poszukiwaniu prawdy przemierzy Europę i Bliski Wschód by na koniec stanąć oko w oko ze Złem.

Gabor Horthy to naukowiec w typie Indiany Jonesa. Dobrze czuje się i w bibliotece i w pubie. Każda okazja jest dobra by poszerzać wiedzę oraz nie straszne mu żadne sekrety. Odważny, brawurowy, inteligentny. Ma dodatkowo mistrzowski talent do pakowania się w kłopoty by potem w wielkim stylu z nich wychodzić.

,,Denar dla szczurołapa" to świetna powieść. Bardzo dobrze skonstruowana, przemycająca sporo różnorakiej wiedzy oraz wykorzystująca popularną baśń by na jej kanwie stworzyć trzymającą w napięciu zagadkę. Idealnie równoważy się w powieści to co realne z tym co nierealne nie pozwalając na oderwanie się od lektury. I przede wszystkim nie widać w powieści, że została napisana przez debiutanta - styl jest lekki, wciągający. Każde przejście, wątek, zdarzenie dogłębnie przemyślane, pasujące do całości choć na wyjaśnienie niektórych trzeba czekać do końca. Ale dzięki temu cały czas czytelnik może cieszyć się zagadką i domysłami. I przede wszystkim Michalak nie stosuje zabiegów jak krótkie,poszarpane rozdziali w celu stopniowania napięcia. Akcja w jego powieści jest płynna, dynamiczna ale równocześnie emocje cały czas narastają. Ogromny plus ode mnie za to, bo nie wielu się to udaje.

Gorąco polecam a sama już czekam na kolejną cześć przygód doktora Horthy'ego.

wtorek, 23 października 2018

,,Urobieni" Marek Szymaniak


Nie jestem zbyt obiektywna jeśli chodzi o taki tym reportaży. Sama miałam trochę szczęścia w życiu i nie narzekam na swoją pracę czy zarobki. Nie znaczy to, że zarabiam tyle, że nie mam żadnych zmartwień. Jest ok ale wiem, że jakiekolwiek wahnięcie gospodarki czy załamanie mojego zdrowia czy jakikolwiek inny przypadek może sprawić, że wylecę z hukiem z mojej bańki pozornego spokoju. Mam też mnóstwo znajomych i krewnych, którzy pracują w różnych innych branżach i doskonale zdaję sobie sprawę, że to że mam punktualnie wypłatę, urlop oraz spokojnie mogę wyjść po ośmiu godzinach jest sporym sukcesem, który choć powinien być czymś oczywistym dla wielu ludzi nie jest.

Zdaję sobie sprawę, że nasz rynek sprawy jest niesprawiedliwy, wykorzystuje słabszych - i nie chodzi mi tu wcale o ludzi mniej zaradnych czy w jakiś sposób ograniczonych. Słabszym jest każdy kto zaczyna pracę i nie ma za sobą jakichś unikalnych umiejętności. A to chyba większość. Pracodawca wykorzystuje pracownika bo przecież na jego miejsce stoi 20 innych, zdolnych pracować więcej za mniej. To zawsze przypomina mi o mocnych scenach z ,,Gron Gniewu" Steinbecka, którzy opisał sytuację z czasu Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych.

Gdy czytałam w reportażu o sytuacji pań sprzątających, ochroniarzy, serwisów call center, pracowników hipermarketów to szlag mnie trafiał. Chyba dla każdego polityka, który w kampanii wyborczej rzuci hasło ,,Taniego państwa" lektura reportażu M.Szymaniaka  oraz ,,Gron Gniewu" powinna być lekturą obowiązkową. Dopiero gdy się uwypukli i naświetli całość to widać, że nie jest dobrze. Widać, że każde oszczędności zawsze w pierwszej kolejności zaczynają się do ludzi. Pierwszy pomysł - obciąć pensje i dać umowę na zlecenie. I nikt nie zastanowi się jak ten hipotetyczny Kowalski ma za to przeżyć, opłacić rachunki.

I mimo, że ogólnie wydźwięk reportażu jest pesymistyczny to sama gdzieś powoli w swoim środowisku obserwuje niewielki zmiany. W wielu sektorach zaczyna brakować pracowników i to oni zaczynają mieć głos. Czasem niewielkie doświadczenie i chęć do pracy stają się pierwszym krokiem do poprawy. Wiem, że jest to zaledwie promyk i może jeszcze dla wielu niewidoczny ale daje nadzieję, że kiedyś i w Polsce będzie normalnie i większość będzie w stanie żyć spokojnie nie martwiąc się o przyszłość. Co nie oznacza, że reportaż Szymaniaka nie jest potrzebny. Jest ważnym i dobitnym głosem w ogólnokrajowej dyskusji, którą trzeba zacząć. Ważne, że ktoś zobaczył człowieka w całym procesie pracy a nie tylko wynik finansowy. 

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 17,4 cm - 1,8 cm = 15,6 cm.

czwartek, 4 października 2018

,,Dobre dziecko" Roma Ligocka


,,Dobre dziecko" to kolejna powieść Romy Ligockiej oparta na wątkach autobiograficznych, która jednak przekracza granice pamiętnikarstwa i wspomnień by stać się uniwersalną opowieścią o dorastaniu, dojrzewaniu oraz trudnych relacjach na linii matka-córka, szczególnie gdy dodatkowo na tę linię wejdzie ktoś trzeci.

Historycznie, akcja powieści obejmuje lata 50-te. Młodziutka Roma stawia swoje pierwsze kroki jako nastolatka. Już nie jest dzieckiem , jeszcze długo nie będzie dorosła. Jednak zaczyna patrzeć na otaczający ją powojenny świat z zupełnie nowej perspektywy. Widzi starania matki, próbującej zorganizować życie oraz wypełnić luki jakie stworzyła II wojna światowa. Cały świat dziewczyny stanie na głowie gdy odkryje, że matka ma kochanka - żonatego mężczyznę.

Można by wiele mówić o tej powieści. Każdy wątek ma znaczenie i można go interpretować na wiele sposobów. Ligocka pisze przejmująco i szczerze. Mówi o bólu, nigdy nie wyzbyte traumie, miesza całą gamę uczuć, emocji, wrażeń. Jej obraz jest pełen gniewu, zachłanności, dziecięcego głupiego uporu i dorosłej bezsilności. Wszystko się zazębia, wymienia, czasem potęguje, wybucha by potem się uspokoić i na chwilę przycichnąć. Poczucie straty miesza się z młodzieńczym odkrywaniem siebie, zastanawianiem się nad obraniem własnej drogi.

Ligicka jest jedną z tych pisarek, która mówi szczerze i bez ogródek. Nie koloryzuje, nie upiększa - szuka prostych słów, dzięki którym emocje jaki chce przekazać wibrują, dzwonią, krzyczą. Są dobitne i zrozumiałe dla każdego a przez to stają się tak bardzo uniwersalne.

środa, 29 sierpnia 2018

,,Ludzie z Placu Słońca" Aleksandra Lipczak


Hiszpania dla postronnego widza i mało refleksyjnego turysty jaki się jako miejsce idealne: ciepły klimat, piękne widoki, dostęp do morza, zabytkowe budowle i sympatyczni choć trochę hałaśliwi ludzie, nie zapominając oczywiście o kultowych klubach piłkarskich. Raj na ziemi. Miejsce, o którym każdy marzy gdy za oknami robi się szaro i zimno. Autorka skutecznie udowodnia, że jest to sztuczna fasada zbudowana na potrzeby przemysłu turystycznego. Ona wnika za nią i pokazuje zupełnie oblicze kraju.

Hiszpania Aleksandry Lipczak to kraj targany wieloma bardzo poważnymi problemami. Zaczyna delikatnie od pokazania miasta widma, w którym nikt nie mieszka po to by za chwilę przejść problemów jakie ujawnił kryzys z 2008 roku: sztuczny boom budowlany, który wpędził miliony Hiszpanów w spiralę zadłużenia by w rezultacie doprowadzić do bankructwa, eksmisji a nawet fali samobójstw. Ten reportaż to także opowieść o nadal nie rozliczonej przeszłości dotyczącej wojny domowej z początku XX wieku oraz działalności generała Franco. Autorka pokazuje także jak bardzo w ciągu zaledwie czterdziestu lat zmieniło się spojrzenie na świat Hiszpanów, ich mentalność, jak powoli zaczynają odchodzić od kultury macho. Niby Lipczak zakreśla szeroki kontekst społeczny, buduje tło zjawisk ale mimo wszystko cały czas ma w centrum zainteresowania człowieka. Jej historie są paradoksalnie bardzo indywidualne ale i mają dużo cech uniwersalnych, które można przenieść także na polski grunt.

,,Ludzie z Placu Słońca" to reportaż, po który warto sięgnąć. Przyznam, że były historie, które bardzo mocno mnie poruszyły i miałam wrażenie, że mogą być dla nas, dla Polski przestrogą. To reportaż, który unika utartych schematów, nie powtarza dobrze znanych banałów, nie koncentruje się na tym co powierzchowne i przyjemne ale wnika głębiej, szukając zarówno powodów jak i by pokazać skutki. Przy tym nie traci lekkości stylu, nie moralizuje, nie poucza ograniczając się tylko do obserwacji i oddania głosu bohaterom. Polecam!

piątek, 10 sierpnia 2018

,,Na ustach grzechu" Magdalena Samozwaniec


Umarłam! Chyba nie uśmiałam się tak na ,,romansie" od czasów sławetnych ,,Pięćdziesięciu twarzy Greya". Tak bawił mnie absurd całości a tutaj prawdziwa i z pełną premedytacją wprowadzona satyra. Satyra tak dobrze poprowadzona, że nawet po upływie stu lat bawi i wiecie co? Nadal jest aktualna.

Z ogromną ciekawością przyglądam się naszemu rodzimemu rynkowi książkowemu i nie da się nie zauważyć, że zalewany jest różnego rodzaju romansami i erotykami. Są lepsze i gorsze ale większość bazuje na prostych uczuciach i emocjach, epatuje dramatycznymi wydarzeniami a najlepiej gdy bohaterami są bohaterowie niecodzienni, inni, różni od szarych czytelników i czytelniczek - najlepiej rebelianci, bad boysi, bogaci szefowie, książęta, tajemniczy nieznajomi i wielu, wielu innych. Nie inaczej było i 100 lat temu. Kucharki, służące, ekspedientki i wszelkiego rodzaju panny zaczytywały się w hurtowo produkowanych powieściach, szczególnie tych, których akcja rozgrywała się w wyższych sferach i odnosiła się do nieszczęśliwej miłości. Magdalena Samozwaniec idealnie wszystko to sparodiowała w ,,Na ustach grzechu".

Nie ma sensu przybliżać fabuły bo jest tak krótka, że każdy zainteresowany w godzinę przeczyta. Opiera się na nieszczęśliwej i tragicznej miłości Steńki Doryckiej i Zenona Kotwicza. Stanowi to idealny punkt wyjścia do wyśmiania schematów powieści romantycznych, uwypuklając i podkoloryzowując wszelkie absurdy fabuł, obnażając kiczowatość i banalność. Autorka robi to tak umiejętnie, że każde zdanie nabiera zupełnie nowego wymiaru. Bawi się językiem, co rusz zaskakując niezwykłymi konstrukcjami zdaniowymi mającymi na celu pokazać napuszenie, egzaltacje i głupotę ,,wielkich i magicznych" opisów. Już nazwiska bohaterów są parodią - aż roi się od hrabin Wampyr, hrabiero Dolar La Znajda-Chłapowki i wielu innych smaczków. Ale chyba w tym wszystkim najlepsze są smaczki i kęski ukryte w teście i wyskakujące w zupełnie niespodziewanym momencie. Celne riposty nadal bawią do łez a wiele cytatów z powodzeniem można by przenieść do współczesnej mowy.
Ubawiłam się świetnie czytając a potem naszła mnie refleksja, że nasza literatura popularna nie zmieniła się nic a nic. Nadal autorzy wykorzystują te same motywy, schematy, w ten sam sposób grają na emocjach dołożono tylko więcej erotyki, wulgaryzmów, nie bawią się w niedopowiedzenia ale baza ta sama. I chociaż ,,Na ustach grzechu" powstało w 1922 roku równie dobrze może być satyrą na współczesne powieści i czytadełka.

Każdemu kto chce sięgnąć polecam szczególnie wydanie z Wydawnictwa ,,Śląsk" z 1990 roku z cudownymi, prześmiewczymi ilustracjami Gwidona Miklaszewskiego. To trzeba zobaczyć. Polecam!

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  54,7 cm - 0,7 cm = 54,0 cm,



czwartek, 2 sierpnia 2018

,,Głowa Minotaura" Marek Krajewski

 
,,Głowa Minotaura" to retrokryminał, który pochłoną mnie bez reszty. Akcja rozpoczyna się od brutalnego morderstwa tajemniczej kobiety w Breslau, znalezionej 1 stycznia 1937 roku. Okrucieństwo, brutalność i sposób w jaki zostały potraktowane ciało nasuwa myśl o najgorszych z możliwych degeneratów. Do rozwikłania sprawy zostaje skierowany Eberhard Mock. Trop jaki chwyta jest nieoczekiwany i zmusi go do podróży na wschód Polski, do Lwowa, gdzie spotka Edwarda Popielskiego. Dwaj nieustraszeni śledczy podejmą skomplikowane śledztwo by odnaleźć zabójcę oraz powstrzymać go przed kolejnymi zbrodniami. Praca wywiadowcza skieruje ich w najpodlejsze rejony miast, gdzie człowiek, a w szczególności kobieta, nie ma żadnej wartości.

Kryminał Marka Krajewskiego wbija w fotel. Skomplikowane śledztwo, mnóstwo rozgałęziających się wątków oraz tropów, nietuzinkowi śledczy i misternie skonstruowane, wielowymiarowe tło. Krajewski zanurza się w bagno ludzkich najmroczniejszych tajemnic, sekretów, najbardziej zdegenerowanych pragnień by w z tego stworzyć trzymający w napięciu już od pierwszych stron thriller. Nic tutaj nie jest oczywiste a zło czai się wszędzie by uderzyć w najmniej spodziewanym momencie.

Dotychczas tylko raz miałam do czynienia z prozą autora i nie zrobiła wtedy ona na mnie zbytniego wrażenia. Wydała mi się przegadana, nudna i bez wyrazu. Tutaj jest zupełnie inaczej. Zwarta konstrukcja, umiejętnie podrzucane wskazówki, cały czas delikatnie stopniowane napięcie by w finale zaskoczyć oraz zaszokować czytelnika oraz zupełnie wywrócić do góry nogami obraz całości. Wszystko to sprawia, że powoli zaczynam rozumieć popularność jaką cieszy się Krajewski.

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  60,3 cm - 2,1 cm = 58,2 cm,

środa, 1 sierpnia 2018

,,Bałtyk. Historie zza parawanów" Aleksandra Arendt


,,Bałtyk. Historie zza parawanów" to wprost idealna wakacyjna, urlopowa lektura. Autorka przybliża trochę inne spojrzenie na polskie Wybrzeże. Od Wolina aż po Hel, przemierza brzeg morza by opowiedzieć niesamowite, nieoczywiste a czasem i trochę zapomniane historie.

Jak wygląda praca współczesnego latarnika? Jak to było z kościołem w Trzęsaczu? Gdzie leżały zapomniane osady? Skąd w morzu lokomotywy? I przede wszystkim co wspólnego mają skoki narciarskie i wybrzeże? Interesujące? Mnie zaintrygowało i skłoniło do przeczytania. I wcale nie żałuję. Lekka, naszpikowana ciekawostkami i niezwykłymi fotografiami książka, która bardzo przyjemnie się czyta. Może nie zaskakuje szczególnie wnikliwymi badaniami czy odkrywczymi spostrzeżeniami. Jednak zwraca uwagi na mniej znane szczegóły, daje odczuć lokalny koloryt oraz przybliża historię mniej znanych miejsc. Ogromnym plusem jest to, że autorka nie próbuje być naukowcem czy badaczem za wszelką cenę, jest dociekliwym turystą, zafascynowanym wybrzeżem Bałtyku. Zbiera legendy, wspomnienia, wzmianki by potem złożyć je w jedną całość przystępna dla wakacyjnego czytelnika.

Ja swój urlop spędzałam w górach, dzięki autorce jednak choć na chwilę przeniosłam się nad morze. Polecam.

niedziela, 8 lipca 2018

,,Dom czwarty" Katarzyna Puzyńska


Po dramatycznym zamknięciu sprawy Łaskuna bohaterowie są bardzo podzieleni. Każde z nich na swój sposób próbuje sobie poradzić z tym co się wydarzyło oraz w jaki sposób wpłynęło na ich życie. Gdy jednak dociera do nich wiadomość o tajemniczym zaginięciu Klementyny Kopp, Daniel, Emilia i Weronika na powrót zwierają szyki i podejmują działania. Wyruszają do nie tak odległych Złocin, by rozwiązać sprawę zaginięcia ale i zmierzyć się z tajemnicami sprzed lat, które sięgają swymi korzeniami aż do czasów II wojny światowej. Praca nad sprawą, nie będzie jednak łatwa: zderzą się z murem milczenia, zadawnionymi urazami ale i przede wszystkim sami ze sobą i swoimi demonami.

Katarzyna Puzyńska lubi komplikować życie bohaterom i wcale nie oszczędza ich. Szczególnie obrywa się Danielowi, który zaczyna stawać się modelowym ,,bad ass-em". Mimo to idealnie wpasowuje się w tło sprawy - tak samo jest mroczny, chamski, nieoczywisty i chwilami pozbawiony zahamowań. Dominuje w nim brutalna siła, szorstkość. Nie można jednak powiedzieć, że jego czyny przynoszą zamierzony skutek - wręcz przeciwnie, są źródłem chaosu i kolejnych problemów. Jeśli chodzi o skuteczność to zdecydowanie na pierwszy plan wysuwają się Emilia i Weronika - uparte, dociekliwe, inteligentne i zdeterminowane by poznać prawdę, wyjaśnić zagadkę oraz wreszcie wyrwać mieszkańców Złocin z kręgu milczenia.

,,Dom czwarty" to bardzo dobrze skonstruowany kryminał z pogłębioną warstwą psychologiczną. Wciąga zarówno misternie budowana intryga, w której z każdą stroną napięcie narasta ale także jest się pod wrażeniem jak postępuje z tomu na tom rozwój postaci. Bohaterowie przestali już być sympatycznymi, uśmiechniętymi funkcjonariuszami - nabrali wielowymiarowości, kipią od uczuć a ich zachowanie ciężko przewidzieć. Wpływa to zarówno na tok sprawy jak i na odbiór czytelniczy. Już niczego nie można być pewnym, a przecież to czytelnicy lubią najbardziej.

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  74,9 cm - 3,5 cm = 71,4 cm,

środa, 4 lipca 2018

,,Lapidarium VI" Ryszard Kapuściński

 
Wygrzebałam ten tomik na początku roku w jednym z koszy z tanimi książkami w hipermarkecie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam na jak niezwykłą książkę trafiłam.

,, Lapidarium VI" to ostatni ze zbiorów myśli Ryszarda Kapuścińskiego. Trudno wskazać jedna myśl przewodnią, która najlepiej scharakteryzowała by całość. Jest to raczej tomik pełen luźnych spostrzeżenia, niedokończonych myśli, notatek, cytatów - zapis tego co kłębiło się i narastało w umyśle Kapuścińskiego.

Mnie osobiście uderzyły dwa, cały czas przewijające się spostrzeżenia na temat Innego oraz postępującej globalizacji i cyfryzacji świata. Choć od śmierci Ryszarda Kapuścińskiego minęło już ponad dziesięć lat nie sposób odmówić mu ogromnej wrażliwości, umiejętności obserwacji świata i wysnuwania dalekowzrocznych wniosków. To co jego uderzało już dekadę temu teraz dochodzi coraz bardziej do głosu. Zdawał sobie sprawę, że świat może czekać kryzys migracyjny, bolesne zderzenie kultur chrześcijańskiej i islamskiej, dostrzegał także zagrożenia płynące w rozwoju technologii cyfrowych, to jak coraz bardziej Europa zamyka się na świat i zatraca się naturalna ciekawość świata oraz zdolność obserwacji. Już dekadę temu widział że coraz mniej chcemy dostrzegać i rozumieć, ludzkość gubi się pod nawałem informacji, które traci swoje znaczenia i ważność - wszystko staje się krótkoterminową sensacją, ekstremalnie szybko zastępowana nową.

Czytałam ten zbiórek bardzo długo. Często odkładałam bo wiele razy uderzała mnie aktualność i przenikliwość obserwacji w nim zawartych. Z pewnością nie jest to lektura na raz ale taka do której warto wracać. Poleca!

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  79,1 cm - 1,4 cm = 77,7 cm,

czwartek, 14 czerwca 2018

,,Taka jak ty" Gabriela Gargaś


Nie ukrywam, że polska literatura obyczajowa nie należy do moich faworytów. Czasem jednak po nią sięgam szukając czegoś co może mnie pozytywnie zaskoczyć. Po kilku udanych trafieniach, przyszedł jednak czas na coś z czym totalnie się rozminęłam.

,,Taka jak Ty" Gabrieli Gargaś to rozpisana na wiele lat historia przyjaźni dwóch kobiet, które urodziły się tego samego dnia. Mariona i Karolina już od dzieciństwa są nierozłączne. Razem wkraczają w okres dorastania a potem dorosłość. Bawią się, rozpaczają, przeżywają pierwsze zauroczenia, pierwszy raz kochają i zostają zranione, dorastają, zakładają rodziny, wkraczają na ścieżkę kariery. Ta opowieść przepełniona jest migawkami, zdarzeniami, epizodami, momentami, które zna każdy. Są normalne, zwyczajne, niczym się nie wyróżniające. Jak w życiu raz z górki, raz pod górkę.

Jest to tak normalne, że już miałam tego dość. Wiem, jestem okropna ale zwyczajnego życia i zwyczajnych problemów mam dość na co dzień. Jak każdy użeram się z szarą rzeczywistością i nie tego szukam w książkach. A z pewnością nie szukam szarej rzeczywistością okraszonej taką ilością lukru, moralizatorstwa i zabiegów, które na siłę mają wywołać emocje. Nie przemawia to do mnie i cóż pozostanę nadal bardzo sceptyczna do polskiej literatury kobiecej.

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  84,0 cm - 3,0 cm = 81,0 cm,

czwartek, 7 czerwca 2018

,,Zima stulecia" Grzegorz Sieczkowski


 Miałam ogromne oczekiwania co do tej książki, szczególnie, że lubię wszelkiego rodzaju zbiory anegdot i informacji o ,,Epoce słusznie minionej". Miałam nadzieję, że ,,Zima stulecia" to kolejny element układanki, która rozszerzy moją wiedzę i pozwoli poczuć klimat tamtych dni. I tak już jest, że im większe oczekiwania tym boleśniejsze jest rozczarowanie.

W zamierzeniu autora ,,Zima stulecia" to reportaż - zbiór anegdot i wspomnień z okresu 1978/1978, pamiętnego ataku zimy, który przetrwał w pamięci jaka ta najmroźniejsza, najbardziej śnieżna. Ta, która była kolejną kroplą pozwalającą obalić komunizm. Czy na prawdę taka była? Na podstawie wspomnień trudno powiedzieć - ludzkie wspomnienia są subiektywne. Sama ze swojego życia mam wiele wspomnień, które wpisywały się w ducha książki a wcale nie pochodzą z tej pamiętnej zimy (kiedy to nota bene nawet na świecie nie było). Autor też nie na podstawie zebranych wspomnień nie przekonuje. W jego opowieści jest zimno, śnieżnie, chaotycznie i ...nudno. Każda kolejna historia jest podobna do poprzedniej, dzieje się praktycznie w tym samym momencie i brakuje w niej puenty. Pociągi nie jechały, drogi zasypane, rury pękają - taaa, i może by to jeszcze przeszło. Było trudno, zima ujawniła powierzchowność działań w PRL ale chyba najbardziej denerwuje moralizatorski, wywyższający się ton, który przebija się w niektórych miejscach. Wręcz słychać ,,My to przeżyliśmy, a wasze pokolenie nie."

Zamysł reportażu był niezły ale brakło pomysłu na wykonanie. O ile początek daje nadzieje, to im dalej tym gorzej. Nudno, pełno powtórzeń, przytłaczająco i bez polotu. To trochę jak z anegdotami, które są śmieszne i zrozumiałe jak się zna kontekst - tutaj właśnie tego zabrało.

niedziela, 3 czerwca 2018

,,Przybysz" Piotr Tymiński


Jakiś czas temu dane mi było przeczytać inną powieść Piotra Tymińskiego ,,Wołyń. Bez litości". Sprawiła mi ona nie małe trudności swoją szczegółowością, dbałością o detale historyczne i bardzo szerokim spectrum spojrzenia na życie w oddziale partyzanckim. Jej rozbudowana forma była naładowana do granic możliwości co momentami trochę przytłaczało ale starało się jak najlepiej oddać klimat i realia tego nie łatwego okresu. W najnowszej powieści ,,Przybysz" autor obrał zupełnie inną drogę wyrazu - przez co nie traci ona na realizmie ale zyskuje zupełnie nowy, bardziej emocjonalny wymiar.

,,Przybysz" to opowiedziana w pierwszej osobie relacja dwunastoletniego Bronka, który najpierw zostaje pojmany przez Niemców, wsadzony do bydlęcego wagonu. Chłopak nie poddaje się i od pierwszych chwil szuka możliwości jak uciec okupantowi by wrócić z powrotem do domu i bliskich. Po którejś próbie zamysł ten udaje się zrealizować i chłopak wraz z przypadkowo spotkanym Jurkiem wyrusza w usłaną przeszkodami drogę ku domowi.

Autor nie bawi się w ozdobniki i metafory, prosto i po chłopięcemu relacjonuje wszystko to co widział oraz doświadczył Bronek. Chłopak znalazł się w centrum ważnych wydarzeń, pokonał przeciwności, pod ciężarem których ugiąłby się nie jeden dorosły, musiał szybko dorosnąć w trakcie swojej trzy miesięcznej wędrówki by wrócić i zrelacjonować to co widział i przeżył. Zwarta i wyważona konstrukcja fabuły podkreśla surowość i niebezpieczeństwo przeżyć chłopaka, z zapartym tchem czyta się całość by kibicować chłopakowi i do końca wierzyć w szczęśliwe zakończenie.

,,Przybysz" to przykład klasycznej powieści drogi oraz opowieści o dorastaniu, wyróżnia ją jednak dość ważny szczegół - nie jest to tylko fikcja literacka ale opiera się na prawdziwej historii z okresu II wojny światowej. Autorowi trzeba pogratulować, że tak umiejętnie i z ogromnym wyczuciem uwypuklił to co w niej najważniejsze, bez popadania w niepotrzebny patos czy moralizatorstwo. Oddał głos swojemu bohaterowi i ocalił od zapomnienia jeszcze jeden wojenny los. 

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Autorowi.

p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  85,1 cm - 1,1 cm = 84,0 cm,

sobota, 2 czerwca 2018

,,Achaja. Tom 2" Andrzej Ziemiański

 

Do drugiego tomu ,,Achai" zbierałam się długo a czytałam jeszcze dłużej. Od momentu przyniesienia jej z biblioteki, kilka razy prolongowałam termin zwrotu a w międzyczasie przeczytałam co najmniej kilka innych książek. Ale czy to oznacza, że ,,Achaja" jest zła?

Jest to powieść specyficzna. Wykreowany przez Ziemiańskiego świat - dziwne skrzyżowanie Antyku i futurologią - jest brutalny, chamski, wręcz czasami prostacki, króluje tam prawo silniejszego, sprytniejszego, bardziej bezwzględnego. Dodatkowo gdy jeszcze spojrzy się na sytuację kobiet - to każda feministka z rykiem rzuci tą książkę w ogień piekielny - seksizm jest wszechobecny. Mimo tych ewidentnych wad, jest jednak coś co przyciąga. Achaja, jako bohaterka nie jest idealna jest schematyczna, trochę bezbarwna i znikająca w tle, pozwalająca sobą manipulować, czasem wydaje się, że u niej są tylko mięśnie a umysł gdzieś zniknął. Jednak sytuacja w jakiem się znajduje, kolejne etapy jej życia - tym razem przede wszystkim jej obecność w wojskach imperium Arkach - sprawiają, że chce się o niej dowiedzieć o niej więcej. Zobaczyć w jaki sposób pokona przeciwności i jak bardzo ktoś tym razem jej dokopie. Bo Ziemiański się nie patyczkuje. U niego nie ma litości dla księżniczki, dziewczyny, nikogo.

Trudno było mi się też przystosować do stylu pisarstwa Ziemiańskiego. Innego, bardziej bezpośredniego, pozbawionego ozdobników literackich a czasami wręcz chaotycznego lub przegadanego. Nie pozwalało to na dłuższe skupienie i nie wciągało. Gubiłam się w natłoku imion, stopni, zależności oraz mnogości mniej lub bardziej niepotrzebnych wtrąceń.

Został mi jeszcze jeden tom, po który sięgnę może za jakiś czas by poznać zakończenie historii bo wbrew pozorom jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Achai.

p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  88,7 cm - 3,6 cm = 85,1 cm,

niedziela, 27 maja 2018

,,Powiew ciepłego wiatru" Edyta Świętek


Nieubłaganie nadszedł moment, kiedy trzeba pożegnać się z sagą Edyty Świętek. Po raz ostatni zaglądamy do Nowej Huty, tym razem obserwując po raz kolejny zmagania życiowe rodzin Szymczaków i Pawłowskich, teraz na tle ostatniej dekady PRLu.

Choć wydawać by się mogło, że los już wystarczająco doświadczył bohaterów, nadal nie zapanował upragniony spokój. Jak zawsze powieść ma dwa wyraźne, główne wątki. Z jednej strony obserwujemy zmiany jakie zachodzą w polityce, sytuacji społecznej, historycznej, gospodarczej, z bliska obserwujemy wielkie i znaczące wydarzenia historyczne w których bohaterowie mają mniejszy lub większy udział. Ale to przede wszystkim bardzo dobra powieść społeczno-obyczajowa. Zmienia się układ pokoleń. Jedni się starzeją, oddając pola młodszym, z dystansu obserwując lub próbując reagować i zapobiec błędom, drudzy - szukają własnej drogi, popełniają błędy, szaleństwa, czasem płacą za to najwyższą cenę. Nie brak bolesnych rozstań, nieoczekiwanych pożegnań, trudnych decyzji - jest cała gama zachowań, tak zwyczajnych i tak ludzkich.

Zakończyłam literacki spacer aleją Róż. Dzięki temu roku jaki spędziłam z bohaterami powieści dowiedziałam się sporo o dzielnicy, w której sama od niedawna mieszkam. Trzeba autorce oddać, że stworzyła bardzo realistyczny i bliski obraz rodziny na tle wielkich oraz tych mniejszych wydarzeń z najnowszej historii Polski. Odmalowała obraz pełen niuansów środowiskowych i mentalnych tworzący klimat tego okresu. Jej bohaterowie są soczewką, w której skupia się przekrój całego społeczeństwa jakie tworzyło Nową Hutę. Są i ci waleczni ale i tchórzliwi, opozycja i współpracownicy, ci co uczciwie pracowali ale i ci co kombinowali. Są religijnie zaangażowani ale i ci wierni doktrynie partii. Pełna różnorodność. To wpływa i potęguje realizm tła.

Na koniec chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden element, chyba mało zauważany. Chcę podkreślić stylizację językową a szczególnie to z jaką łatwością Edyta Świętek wplata ją do powieści. Gwara krakowska i w szerszym znaczeniu małopolska, a szczególnie ta z okolic Limanowej to moja codzienność. Jednak czym innym jest używać jej na co dzień w rozmowie a czym innym widzieć na kartach powieści. Autorka płynnie wplata regionalizmy, dopełniając wizerunku miejsca, sprawiają, że staje się on kompletny. Dzięki temu jej bohaterowie nie mówią literacką polszczyzną, ale mówią normalnie, zwyczajnie, czasem bardziej gwarowo czasem wplatają typowe regionalne zwroty.

Trudno się rozstać z bohaterami ale wiem, że spędziłam z nimi bardzo dobrze czas. Wzruszałam się i uśmiechałam się. Poznawałam historię i cieszyłam z osobistych sukcesów. Razem z nimi przeżywałam porażki i miałam nadzieję na lepsze jutro. Jak z rodziną. I jak rodzinę ich żegnam.