Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lipca 2025

,,Ideburga. Igranie z ogniem" Leszek Herman


 Lato 1890, Szczecin. Ida von Flemming to młoda dama, która zupełnie nie pasuje do czasów, w których przyszło jej żyć. Zupełnie nie przypomina grzecznej panienki jaką powinna być. Z głową pełną feministyczny idei, zafascynowana nowoczesnością, z brawurą i odwagą wyprzedza swoją epokę ... i pakuje się w tarapaty. Tak poważne, że jej starszy brat postanawia wysłać ją na jakiś czas do ciotki na wieś, do Dworzyszcza. Młoda dziewczyna trafia w idealny moment. To właśnie wtedy w sąsiednim dworze zaczynają się zbierać goście by balem uczcić oczekiwane zaręczyny syna gospodarzy. W nadmorskim dworze zaczynają się zbierać goście, a na domostwem zbiera się burza, dosłownie i w przenośni.

,,Ideburga.Igranie z ogniem" to misternie skonstruowany thriller, przywołujący na myśl klasyczne utwory Agathy Christie. Zamknięta przestrzeń, zbiór osób, które znają się niby dobrze, ale jednak każdy kryje jaką tajemnicę, służba, która więcej widzi niż się innym wydaje oraz uczucie i emocje, które muszą dojść do głosu a po środku tego rezolutna panna, która sama pcha się w sam środek zdarzeń. Od początku wieczoru w dworze, czuć narastające napięcie, nic nie idzie tak jak powinno a gdy jeszcze dochodzi do zbrodni od razu wiadomo, że morderca jest gdzieś wewnątrz.

Leszek Herman bardzo dobrze uchwycił konwencję klasycznego thrillera. Wokół znanego motywu zbudował opowieść, która nie nudzi ani sekundy. Kolejne poszlaki pojawiają się wtedy gdy powinny, wychodzą na jaw tajemnice a dodatkowo każda z głównych postaci ma swój unikalny charakter, co sprawia, że próba odgadnięcia zakończenia staje się tylko bardziej wciągająca. Osoby zainteresowane historią docenią, że w tle przemycana jest ogromna ilość szczegółów zarówno społecznych jak i technologicznych.  

Mam nadzieję, że ,,Ideburga. Igranie z ogniem" to dopiero pierwszy tom dłuższej serii bo to dokładnie taka książka jakie chce czytać. Misternie skonstruowana intryga, nietuzinkowi bohaterowie (nie da się nie polubić Hrabiny czy Almy), dynamiczne czasy w tle, gdy przeszłość mieszała się z nowoczesnością oraz mroczne Pomorze w tle. Czy trzeba czegoś więcej? Polecam! 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA! 

 p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 63,9 cm - 1,8 cm = 62,1 cm.

niedziela, 1 czerwca 2025

,,Plagiat" Paulina Świst


 Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Złamałam się i gdy tylko pojawił się ,,Plagiat" musiałam po to sięgnąć. No musiałam dowiedzieć się jak zakończy się sprawa, która tak namieszała w ,,Debiucie". No i wyjaśnienie się pojawia po całej serii dziwnych zdarzeń, podejrzanych akcji i lawirowania gdzieś pomiędzy. Bo oficjalnie Nina nie prowadzi tej właśnie sprawy. Jednak odsunięcie formalne nic nie znaczy dla Aresa i dla niej bo już po uszy w to uwikłani, będą za wszelką cenę dążyć by dowiedzieć się co dokładnie wydarzyło się przed 80 laty i dlaczego ktoś zagraża Ninie.

Już mówiłam, że seria Świst to rozrywka. I to mocno szalona. Sama akcja jest dosyć słaba i rozwiązuje się zdecydowanie za prosto. Takie szast prast i po krzyku. Dużo bardziej bawiłam się obserwując bohaterów i relacje pomiędzy nimi i nie mam tu tylko na myśli związku pomiędzy Niną i Aresem ale także ich relacji z postaciami drugoplanowymi (Marek to mój absolutny ulubieniec). Było pikantnie, ironicznie, trochę absurdalnie,czasem rozczulająco romantycznie a czasem przeraźliwie śmiesznie. Tak, przez chwilę głowiłam się jak potoczy się wątek kryminalny ale został on tak spłycony, że w sumie robił tylko za tło dla rozkmin uczuciowych.

Jeśli ktoś szuka mocnego kryminału - to omijać szerokim łukiem, zdecydowanie to nie ta bajka. Może i gdzieś akcja ociera się o mroczne zakamarki świata ale wszystko jest w wersji soft i więcej się mówi niż z tego coś wynika. Takie thrillerowe disco polo, czyli cudna rozrywka na leniwy weekend. Bardziej ,,Plagiat" pasuje mi do romansu z wątkiem kryminalnych. I jako taki sprawdza się idealnie.  Polubiłam bohaterów, polubiłam ich popaprany sposób myślenia i cięte riposty, dobrze obserwuje się ich w działaniu, więc gdyby okazało się, że to coś więcej niż trylogia to może wrócę.

poniedziałek, 31 marca 2025

,,Brudna forsa" Ryszard Ćwirlej


 Ta akcja miała być napadem stulecia. Perfekcyjnie zaplanowana i przygotowana, już prawie wszystko wydawało się, że pójdzie niczym po sznurku, gdy jeden telefon zmienia całość. Wszystko się zmienia. Ginie jeden z ochroniarzy konwojujących transport pieniędzy, drugi walczy o życie w szpitalu a trzeci prawdopodobnie został porwany razem z niebagatelną kwotą 10 milionów złotych. Od razu na miejscu zbrodni pojawiają się policjanci a między nimi młoda, ambitna sierżant Aneta Nowak. Dziewczyna nie idzie po linii najmniejszego oporu, a zamiast tego drąży i odkrywa, że przyjęta linia wydarzeń nie jest zgodna z prawdą. Baa... nawet osoba, która podejrzewają o zbrodnię nie żyje od roku. Kto więc dokonał zuchwałego skoku i dlaczego? Policjanci nie są jedynymi, którzy próbują namierzyć zaginione pieniądze. W cieniu są ludzie, których rozwiązanie sprawy (nawet nie oficjalne) bardzo żywo interesuje.

,,Brudna forsa" to kolejny tom serii kryminalnej Ryszarda Ćwirleja i, co ze wstydem przyznaję, moje pierwsze z nim spotkanie. I teraz jestem rozczarowana, że tak długo mi zajęło aby sięgnąć po jego książki. Bo jest to rasowy kryminał z prawdziwą policyjną robotą. Akcja umieszczona w 2014 roku umiejscawia całość zawieszoną gdzieś pomiędzy. To już nie czasy klasycznego przepytywania i policyjnego dłubania ale też jeszcze nie nowoczesność. Trochę też to widać bo bohaterach, którzy są kontrastowi sami do siebie. Aneta Nowak jest dynamiczna, aktywna, ma pomysł, chęć i prze do przodu. Obok niej są i stare solidne wygi ale i lawiranci, którzy próbowali się wywinąć jak najmniejszym wysiłkiem. Dodatkowo wokół nich orbitują starzy milicjanci i esbecy próbujący ugrać coś na swoją korzyść.

I właściwie cała powieść oparta jest na tych podziałach i  układach pomiędzy wszystkimi postaciami. Bo sama zagadka kryminalna jest dość prosta bo od początku wiemy co się stało i kto za tym stoi  - albo nam się tak wydaje. Jednak o emocjach i napięciu decyduje coś więcej. Od początku czuć, że za całą sprawą stoi coś większego. Czuć odwołania do przeszłości i ta przeszłość w końcu wraca.

,,Brudna forsa" to wciągający kryminał, mocno zanurzony w polskim post-PRLowskim piekiełku, do którego z pełną parą wchodzi nowoczesność. Jest zaskakująco, jest emocjonująco, są zwroty akcji ale i momenty do śmiechu. To powieść, która wbija w fotel. Więc do czytania odmaszerować!

 

 Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!

p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 130,4 cm - 2,6 cm = 127,8 cm.    

 

niedziela, 2 lutego 2025

,,Debiut" Paulina Świst


 W jednym z warszawskich hoteli popełnia samobójstwo znana celebrytka. Jej śmierć jest szokująca i wyzwala całą lawinę zdarzeń, które sięgają głęboko w przeszłość i zahaczają o najwyższe kręgi polityczne. Prokurator Nina Kermel i policjant zwany Aresem muszą połączyć siły i kolejny raz spróbować dotrzeć do prawdy. A ta jest dobrze zakopana. Pozornie wydaje się, że sięga przed ćwierćwiecze i może być powiązana z tajemniczymi zaginięciami kilku młodych kobiet ale instynkt śledczych mówi im, że jednak kryje się tam coś znacznie większego, szczególnie, że dotyka to też prywatności samych bohaterów.

,,Debiut" to moje drugie spotkanie z Niną i Aresem ale też z samą prozą Pauliny Świst. I o ile ,,Bestseller" wszedł idealnie jako perfekcyjne rozluźnienie, to z ,,Debiutem" miałam problem. Nie wiem, czy wynikało to z faktu, że za szybko sięgnęłam po kolejny tom ale jakoś mnie on męczył. Z pozoru jest dobrze: szybka akcja, zaskakujące zwroty, pełno latających szpilek pełnych podtekstów, ironiczny humor i sprawa, która rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Bohaterowie tym razem mocno wchodzą w półświatek i odkrywają świat, który skrywa się w mroku. Prostytucja, wykorzystywanie naiwnych młodych kobiet, ciemne sprawki świata polityki. To tylko wierzchołek góry lodowej. Jest mroczniej, intensywniej, bardziej wymagająco. Ale to nadal Paulina Świst, która ubiera to w lekką formę i zapewnia przede wszystkim rozrywkę.

,,Debiut" to rozrywka, ale specyficzna i nie dla każdego. Ja początkowo czułam się zmęczona przepychankami słownymi, dziwną zagmatwaną akcją, specyficzną relacją, jaka panuje między bohaterami. Tak do połowy zastanawiałam się czy ja nie jestem za stara na taką literaturę (jestem rok młodsza od Niny a ona jest już MILFem więc wiecie ;) ) ale gdzieś po połowie zaskoczyło. Jednak rozrywka i ciekawość wygrały i już do końca bawiłam się tą książką. Było niebezpiecznie, pikantnie i zaskakująco. Pojawiły się pytania, na które mam nadzieję dostaniemy odpowiedź. Bo mimo, że pewnie będę narzekać to pewnie sięgnę po kolejny tom bo to całkiem uzależniające guilty pleasure.

piątek, 22 listopada 2024

,,Bestseller" Paulina Świst


 Popularna pisarka powieści erotycznych właśnie ma wydać książkę, która będzie przełomem w jej karierze. Wszystko jest już przygotowane: głośna premiera, zaplanowana akcja marketingowa, zaciekawienie czytelników i recenzentów. Wszystko wskazuje na prawdziwy bestseller. Jednak tuż przed premierą znika sama autorka. Pierwsze podejrzenia mówią, że może być to celowy zabieg aby tylko podkręcić sprzedaż. Jednak gdy zaczynają się zabójstwa, która niepokojąco przypominają te z książki, pewna pani prokurator wraz z przystojnym policjantem nie spoczną, póki nie odkryją prawdy.

Dotychczas nie po drodze było mi z Pauliną Świst. Raczej jej książki nasuwały mi skojarzenia z erotyką i raczej wydawało mi się, że rozmijamy się. Jednak tym razem postanowiłam zaryzykować. Jedno jest pewne, nie jest to literatura, która zmieni całe moje życie. Szybka akcja, mnóstwo przepychanek słownych, bohaterowie od których bije chemia i którzy tylko przerzucają się podtekstami, ale równocześnie są zdeterminowani i pełni sprzeczności, niejednoznaczne tło oraz zagadka kryminalna, którą skumulowano do tego co najistotniejsze bez żadnych niepotrzebnych dłużyzn czy zawirowań. To na plus. A na minus to właściwie nic ponad to nie ma w powieści.

,,Bestseller" to czysta, prosta rozrywka. Umila czas, sprawia, że podróż szybko zleci, odmóżdży po całym tygodniu, specjalnie nie trzeba się wysilać, żeby było przyjemnie.
Dodatkowo powieść jest stosunkowo krótka więc ledwie się ją zacznie już kończy. Pełna specyficznego humoru, zapewniająca lekki dreszczyk emocji (bardzo, bardzo lekki) idealnie nada się na przerywnik. Ja bawiłam się świetnie, ale też podeszłam do niej na luzie i bez jakichkolwiek oczekiwań. Jest lekko pikantna ale wszystko jest w granicach, które akceptuję. Świst ma bardzo lekki styl pisania więc właściwie przez książkę się przelatuje. Nie ma wielkich zaskoczeń ale jest fajnie. I chyba to najlepiej podsumowuje całość: bardzo lekka, fajna powieść rozrywkowa, bez niczego ponad. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!

piątek, 27 września 2024

,,Dziewczyna o mocnym głosie" Abi Daré

Tytuł oryginału: The Girl with the Louding Voice

 ,,Mama mówiła, że wykształcenie da mi głos. A ja chcę mieć głos. I nie tylko taki zwykły głos, chcę mieć głośny, mocny głos. Chcę wejść do pokoju i coby ludzie słyszeli mnie, jak nawet jeszcze nie otworzę ust."

Adunni ma czternaście lat, gdy ojciec wydaje ją za mąż za dużo starszego taksówkarza. Ten związek ma przynieść mu pieniądze a dla samej dziewczynki staje się pierwszym krokiem do jej dramatu. Gwałcona, upokarzana przez pierwszą żonę, marzy o tym by kontynuować naukę, którą przerwała gdy zmarła jej matka. Tragiczne zrządzenie losu sprawia, że Adunni musi uciekać z rodzinnej wioski i trafia do Lagos. Tam podejmuje pracę jako pomoc domowa w domu bogatej Wielkiej Madam. Tu nie kończy się dramat dziewczynki, wręcz przeciwnie rozpoczyna się jego kolejny akt naznaczony biciem, upokorzeniami, pracą ponad siły oraz ciągłym strachem przed mężem pracodawczyni. Jednak dla Adunni jest to także szansa bo właśnie w Lagos spotyka ludzi, którzy próbują pomóc jej spełnić największe marzenie o powrocie do szkoły.

Żyjąc w Europie bardzo łatwo zapomnieć, że większość świata taka nie jest. Łatwo zapomnieć, że coś, co dla nas jest oczywiste i na co często narzekamy, wcale nie jest dostępne dla wszystkich, a szczególnie dla kobiet. Nadal istnieją miejsca gdzie wartość kobiety określa to, ile można za nią otrzymać. Są pozbawione dostępu do edukacji, prawa do własności, prawa do podejmowania własnych decyzji, zamiast tego sprowadza się je do funkcji rozrodczej czy służebnej. Nadal są miejsca, gdzie urodzenie się kobietą to przekleństwo. I właśnie o tym opowiada powieść ,,Dziewczyna o mocnym głosie".

Ogrom cierpienia oraz tragedii jakie dotyka Adunni przeraża. W trakcie swojego krótkiego życia doświadczyła każdego możliwego cierpienia. Jednak mimo to, nie jest to pesymistyczna opowieść. To opowieść o odwadze, nadziei, nieprawdopodobnym uporze, pełna optymizmu i wiary w to, że może nadejść zmiana. Adunni się nie poddaje, ona walczy i nie tylko o siebie ale także w imieniu innych kobiet. Jej opowieść wzrusza i dotyka najgłębszych emocji. Biedna niewykształcona, zepchnięta na samo dno dziewczynka, która wykazuje się ogromną przenikliwością i życiową mądrością. Jej mądrość płynie prosto z serca i ma ogromną siłę wpływania na innych.

Doskonałym zabiegiem podkreślającym przemiany jakie zachodzą w dziewczynce jest sam język powieści. Początkowo przepełniony błędami, z czasem zaczyna się zmieniać, poprawiać. Podkreśla upór bohaterki by zdobyć ,,mocny głos" - stypendium w szkole i móc się uczyć.

,,Dziewczyna o mocnym głosie" to książka, którą trzeba przeczytać. Idealnie wyważona, bezpośrednia, szczera. Otwiera oczy na świat, który jest obok a który ignorujemy. Mówi o biedzie i ludzkich dramatach ale bez patosu czy sztucznego wzbudzania litości. Raczej motywuje do działania i napełnia odwagą by uparcie łapać okazje, które się pojawiają. Pokazuje wartość wykształcenia i robi to lepiej niż nic nie znaczące slogany.  Jest autentyczna i dobitna. Jest głosem, który każdy powinien usłyszeć!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 6,8 cm - 2,2 cm = 4,6 cm

 

poniedziałek, 1 lipca 2024

,,Nie pytaj" Maria Biernacka-Drabik


 Młoda dziennikarka, Inga, próbuje dojść do siebie po nagłej śmierci matki. Kobieta była spokojnym kierowcą, coś jednak sprawiło, że w styczniowy dzień przekroczyła dozwoloną prędkość i uderzyła w drzewo. W otoczeniu Ingi są osoby, które sugerują, że mogło to być samobójstwo. Dziewczyna nie może tego przyjąć do wiadomości ale równocześnie uświadamia sobie, że właściwie przeszłość matki jest dla niej białą plamą. Nic nie wie na temat jej życia sprzed założenia rodziny. Mimo, że wszyscy jej to odradzają, zaczyna prywatne śledztwo by okryć tajemnice przeszłości. Nie wie, że jest ktoś komu bardzo zależy by prawda nigdy nie wyszła na jaw.

Nie wiem dlaczego, ale założyłam, że ,,Nie pytaj" to kryminał. I trochę się zdziwiłam gdy zagłębiałam się coraz mocniej w treść i kryminału nie widziałam. Ale to wcale nie oznacza, że jestem rozczarowana bo ,,Nie pytaj" to misternie skonstruowana powieść, która powoli odsłania swoje sekrety. Maria Biernacka - Drabik stworzyła opowieść o rodzinie i poszukiwaniu swojej tożsamości. Jej bohaterka musi wykazać się odwagą i determinacją, by przełamać zmowę milczenia oraz przedrzeć się przed tropy, które mają na celu tylko sianie zamętu. Młoda kobieta uparcie przekopuje się przez nikłe ślady by okryć historię niewyobrażalnego cierpienia, ludzkiej zawiści i małostkowości, zemsty przeprowadzanej nawet kosztem najsłabszych oraz rozpaczy tak wielkiej, że popycha w kierunku skąd już nie ma odwrotu. Ale paradoksalnie jest to też historia o sile by zacząć od nowa i próbować budować dobre życie, nawet jeśli niezabliźnione rany cały czas dają o sobie znać a brak poczucia tożsamości rzuca się cieniem na teraźniejszość.

,,Nie pytaj" to powieść, którą można przeczytać właściwie na raz. Bardzo dobrze skonstruowana rozbudza ciekawość i chęć dotarcia do prawdy oraz zrozumienia co dokładnie wydarzyło się przed półwiekiem. To bardziej saga rodzinna o poszukiwaniu swoich korzeni z lekkim wątkiem kryminalnym w tle. Poruszająca, wzruszająca opowieść o mrocznych sekretach i ich ofiarach. Ma kilka momentów, na które warto przymknąć oko - szczególnie nagromadzenie nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, które mają połączyć wszystkie wątki w jedną całość. Może nie są to najlepsze rozwiązania fabularne ale raczej nie odbierają nic emocjom i ogólnej historii, a ta z pewnością na jakiś czas zapadnie w pamięć. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 56,8 cm - 1,9  cm = 54,9 cm.

środa, 15 maja 2024

,,Fabryka szpiegów" Piotr Gajdziński


 Lato 2022 roku. Wojna w Ukrainie trwa a amerykański wywiad podsuwa dziennikarzowi Rafałowi Terleckiemu niepokojące informacje. Dowiaduje się on, że nieopodal jego rodzinnej miejscowości działała przez lata rosyjska szkoła, w której od najmłodszych lat szkoleni byli przyszli nielegali czyli szpiedzy, mający głęboko wniknąć w środowiska międzynarodowe i zbierać dane dla Związku Radzieckiego, a potem Rosji. Terlecki zaintrygowany podąża śladem podrzucanych poszlak i odkrywa, że jeden z byłych wychowanków zajmował w latach 90-tych wysokie stanowisko w tworzącym się rządzie polskim. Jednak nie tylko on może okazać się zagrożeniem, znacznie bardziej niebezpieczni i nieustannie działający w ukryciu okażą się inni wychowankowie ośrodka.

,,Fabryka szpiegów" to thriller sensacyjno-szpiegowski z mocnym akcentem politycznym, napisany w klasycznym stylu, który trochę nasuwa skojarzenia z Kenem Follettem. Nieśpieszna ale elektryzująca akcja, różne plany zarówno czasowe jak i lokalizacyjne, odniesienia do prawdziwych zdarzeń oraz niejednoznaczni bohaterowie, który prowadzą grę na własną rękę. Terlecki próbuje złamać zmowę milczenia, która trwała wiele lat by dowiedzieć się co dokładnie działo się za murami szkoły w okolicach Wolsztyna. Idzie szlakiem poszlak i niedomówień, wyciąga na jaw tajemnice, które od wielu lat ktoś próbuje skutecznie zacierać przy okazji wpadając na trop zbrodni, które są jak najbardziej namacalne i bestialskie. Dopiero wtedy zrozumie jak wielkim niebezpieczeństwem było to co Związek Radziecki próbował stworzyć w Polsce.

Mimo, że wszystkie teorie spiskowe traktuję z lekkim przymrużeniem oka to powieść Piotra Gajdzińskiego mnie zaintrygowała. Doskonale łączy fikcje literacką z prawdą historyczną opartą na byłej jak i bieżącej sytuacji politycznej. Snuje niepokojącą opowieść o uśpionym zagrożeniu, które skutecznie zostało zaszczepione w społeczeństwie. O planie, który został rozpisany na lata i z którego nie ma możliwości się wyplątać. O czystym złu, które można wyszkolić i zaprogramować. ,,Fabryka szpiegów" to fikcja literacka ale świetnie skonstruowana i tak operująca faktami, że można się zacząć zastanawiać czy to naprawdę jest tak niemożliwe. Jest to powieść surowa, napisana z męskiej perspektywy i od początku nakreślająca granicę, gdzie przebiega podział między dobrem i złem. Jedyne co pozostaje do odkrycia  to jak daleko sięgają macki układów i szpiegowskich intryg.

,,Fabryka szpiegów" skutecznie przykuwa uwagę. Może nie ma tam wielu zaskoczeń czy gwałtownych zwrotów akcji ale jest klimat tajemnicy, zagrożenia, przełamywania zmów i rozpracowywania intryg szpiegowskich. Akcja posuwa się powoli naprzód jednak robi to w taki sposób, że trudno się oderwać. Autor nie sili by zaszokować czytelnika a mimo to ma jego pełne skupienie. Dawno nie czytałam tak intrygującego thrillera gdzie łączy się wątki sensacyjne, szpiegowskie i polityczne i dlatego będę polecać. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 88,9 cm - 3,1  cm = 85,8 cm.    

środa, 7 lutego 2024

,,Zakupy w PRL" Wojciech Przylipiak

Ostatnie kilka lat bardzo mocno odcisnęły się na naszym zachowaniu. Zmieniły się nasze nawyki, styl pracy czy zakupów. Trudno nam sobie wyobrazić czasy kiedy nie robiło się szybkich zakupów przez internet i właściwie po każdą rzecz trzeba było iść do sklepu. Dlatego jeszcze trudniej nam, pokoleniu które dorosło już w XXI wieku, wyobrazić sobie świat zakupów i sklepów z PRLu. Niby każdy słyszał o kartach, ciągłych brakach towarów i niekończących się kolejkach, jednak jest to dla naszego pokolenia abstrakcja. Na szczęście jednak pojawiła się książka ,,Zakupy w PRL-u" która choć trochę może przybliżyć ten temat.

Reportaż Wojciecha Przylipiaka to barwna, pełna anegdot wyprawa do czasów PRL-u opowiedziana z perspektywy handlu. Opowiada nie tylko o okresie gdy wszystkiego brakowało, przywołuje słynne ,,rzuty" towarów czy kolejki ale także, a może przede wszystkim opowiada o ludziach, którzy stali po drugiej stronie lady i mierzyli się z problemami. To także historia rodzących się w Polsce różnego rodzaju sklepów w tym tych największych i najsłynniejszych będących zaczątkiem współczesnych galerii handlowyc - Domów Towarowych, GSów i innych jakie pojawiały się. To opowieść o handlu pozanstytucjonalnym, który rozwijał się na bazarach i placach handlowych, o kombinowaniu i załatwianiu rzeczy pod ladą. To także obszerna relacja o świecie widzianym zza okienek kiosku oraz o rodzącym się rynku modowym.

,,Zakupy w PRL-u" nie jest może pozycją wybitną czy przykuwającą uwagą drobiazgowością ale ma bardzo anegdotyczny, gawędziarski klimat, pełna jest prawdziwych wspomnień i licznych odwołań do kultury. Z ogromnym sentymentem i nostalgią podchodzi to tematu próbując mimo wszystko pokazać go od tej pozytywnej strony, nie zapominając, że najczęściej nie było tak różowo. Myślę, że ta publikacja ma bardziej za cel zachować wspomnienia, dać delikatnie poczuć klimat niż budować realny, udokumentowany obraz, co nie oznacza, że autor nie przeprowadził badań i nie zabrał odpowiedniej ilości materiałów źródłowych. Doskonale odrobił zadanie ale wspomnieniową narrację by jego reportaż stał się bardziej naturalny. Przyznam, że bardzo lubię takie właśnie opowieści o przeszłości bo przenoszą klimat, nie są idealnie wypieszczone a dzięki temu bardziej autentyczne, wywołują uśmiech i pokazują świat, który już przeminął. Polecam!

sobota, 16 września 2023

,,Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz" Małgorzata Węglarz


 W ostatnich kilku latach przeżyłam kilka ważnych pogrzebów, między innymi moich dziadków. I pamiętam ten pierwszy, sprzed ponad dziesięciu lat, gdy zmarł mój dziadek i tuż po nim mój brat stwierdził (wtedy może piętnastoletni dzieciak) że to był ten najłatwiejszy pogrzeb bo do tego dziadka najmniej przywiązani byliśmy. Z jednej strony smutne ale z drugiej bardzo prawdziwe bo każdy kolejny był coraz trudniejszy. Ale to tylko ta strona emocjonalna umierania, która każdego w mniejszym lub większym stopniu dotyka. Jest jeszcze ta druga, praktyczna w którą, mam nadzieję jeszcze długo się nie angażować. Jednak jak twierdzi autorka książki ,,Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz" każdy chociaż raz musi zorganizować pogrzeb, czy to rodziców, współmałżonka czy w najgorszym wypadku dziecka. Śmierć i jej konsekwencje z pewnością każdego spotkają ale nie wiemy kiedy, nie możemy się na to wcześniej przygotować i tego przećwiczyć. A równocześnie nie chcemy o tym myśleć, ani o tym rozmawiać. Udajemy, że śmierć nie istnieje. Jednak to nie prawda. Śmierć istnieje a wokół niej istnieje ogromna, prężnie funkcjonująca branża.

Pierwszym zaskoczeniem była dla mnie informacja, że w Polsce nie istnieją właściwie żadne regulacje prawne dotyczące branży pogrzebowej. Ustawę mamy z 1959 roku, nie nowelizowaną. Więc nie tylko w przestrzeni prywatnej udajemy, że śmierci nie ma ale także z perspektywy państwa. To prowadzi do dowolności, przekrętów oraz działań na pograniczu etyki. Rozmówcy Małgorzaty Węglarz, którzy opowiadają o branży pogrzebowej - pracownicy zakładów pogrzebowych, tanatokosmetolodzy - kierują się swoistą etyką zawodową i empatią dla bliskich osób zmarłych, ale sami przyznają, że nie jest to standard. Są to fascynujące, ciekawe i poruszające rozmowy pokazujące zupełnie inny świat. Właściwie oni widzą ludzi, rodziny takimi jakie są naprawdę, bo wtedy gdy są najbardziej delikatne i osłaniają się. Ale to także opowieść o naszym podejściu do śmierci, do umierania, do osób zmarłych. To reportaż, który pokazuje branże z którą się zderzamy w naszym najsłabszym momencie i która z łatwością może tą słabość wykorzystać.

Reportaż to nie tylko ogrom wiedzy praktycznej, ciekawostek z branży czy przesądów i zwyczajów, które obrosły wokół śmierci. To także swoista ocena społeczna Polaków. Pokazuje nasze mocne i słabe strony, ocenia jak podchodzimy do siebie w najtrudniejszych momentach życia, jak zmienił się sposób umierania i podejście do zmarłych. Współczesność wyrzuciła śmierć za margines naszego życia. Bliscy nie odchodzą (albo bardzo rzadko) już w domu, w otoczeniu rodziny ale osamotnieni, anonimowi w szpitalu czy hospicjum. Zmieniło się nasze postępowanie, zniknęły rytuały mające na celu pomóc przejść przez żałobę. Dlatego tak wzrosła rola pracowników zewnętrznych, którzy przejęli rolę bliskich. To obcy ludzie myją, ubierają, przygotowują zmarłego do jego ostatniej drogi. Ciekawe jest też spojrzenie jak zmienił się sam pogrzeb. Obecnie to wcale nie musi być religijne nabożeństwo. Coraz częściej jest to świecka celebracja, która ma na celu bardziej podkreślić życie zmarłego.

Chyba ten reportaż ma najlepszy tytuł z możliwych. Tak to jest wszystko co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Albo przynajmniej jest punktem wyjścia aby siebie i innych przygotować do tego co z pewnością któregoś dnia nadejdzie. Prezentuje głównie stronę praktyczną, daje wskazówki jak uniknąć pułapek. Wszystko to napisane lekkim, przystępnym tonem, który nie potęguje pesymizmu a raczej z zainteresowaniem, życzliwością i empatią podchodzi do całego zjawiska. Polecam gorąco!

niedziela, 2 kwietnia 2023

,,Pocałunek kobiety pająka" Manuel Puig

 

Tytuł oryginału: El beso de la mujer araña

Lata 70-te, Argentyna. Do jednej więziennej celi trafiają Molita i Valentin. Pierwszy, jako homoseksualista zostaje oskarżony i skazany za deprawację nieletnich, drugi jest działaczem rewolucyjnym i więźniem politycznym. Już na pierwszy rzut oka widać, że bardziej różnić się nie mogą. Początkową niechęć przełamują filmy, które Molita opowiada współwięźniowi. Głównie są to horrory i filmy klasy B, jednak stają się ona impulsem do rozmowy, do snucia refleksji i narodzin wzajemnej sympatii i szacunku a nawet czegoś więcej.

,,Pocałunek kobiety pająka" to opowieść niepokojąca i zaskakująca. Pozornie toczy się bardzo leniwie, fabuły kolejnych filmów mieszają się z codzienną nudną więzienną rzeczywistością. Jednak to tylko złudzenie bo opowieści Molity oplatają zarówno Valentina jak i czytelnika coraz bardziej uzależniając go i budując relację. Banalne dreszczowce i trochę kiczowate horrory stają się punktem wyjścia do rozmowy o samych bohaterach,  o ich relacja i świecie na zewnątrz więzienia. Molita jako homoseksualista odkrywa przed Valentinem swoje ja, opowiada o swoich związkach oraz swojej w nich roli. W Valentinie także zachodzi zmiana, z początkowego macho, silnego zdecydowanego rewolucjonisty wyzwala się delikatniejsza, bardziej uczuciowa strona. Jednak wszystko to co dzieje się w celi jest pewną iluzją, siecią intryg, która bardzo mocno odbije się na bohaterach i zdecyduje o ich życiu.

,,Pocałunek kobiety pająka" to nie tylko opowieść o Molicie i Valentinie. To także szokująca konfrontacja z wizją świata jaką prezentują przypisy. Zebrane są tam i cytowane artykuły i prace naukowe odnoszą się do homoseksualizmu i próbujące go wyjaśniać. Jest to szokujące zarówno w kontekście opowieści jak i współczesnej wiedzy i współczesnego postrzegania świata. Przypisy stanowią narzucona tezę do postępowania bohaterów i ona mają odgórnie determinować ich decyzje i czyny.

Manuel Puig stworzył powieść bardzo aktualną, poruszającą temat relacji i zgody na bycie samym sobą. Z pozoru prosta opowieść, która stopniowo odkrywa swoje drugie dno i zmusza do refleksji. To opowieść o tolerancji, dużo więcej mówiąca niż jakiekolwiek inne manifesty. 

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 120,1 cm - 1,9 cm = 118,2 cm.    

sobota, 21 stycznia 2023

,,Akwitania" Eva García Sáenz de Urturi

 

Tytuł oryginału: Aquitania

Z autorką ,,Akwitanii" spotkałam się pierwszy raz kilka lat temu gdy czytałam świetną trylogię Białego Miasta (chociaż teraz to już nie trylogia bo widziałam, że został wydany kolejny tom w Hiszpanii). Wtedy przepadłam. Spodobał mi się styl pisarki i mieszanie historii i wątków kryminalnych. Więc chyba oczywistym było, że bez wahania sięgnęłam po ,,Akwitanię", powieść historyczną, której główną bohaterką jest jedna z najbardziej fascynujących średniowiecznych władczyń Eleonora Akwitańska.

Autorka w posłowiu przyznała, że historia i życie Eleonory Akwitańskiej jest tak bogate i fascynujące, że spokojnie mogłoby objąć kilka tomów. Ona skoncentrowała się na samym początku. Powieść zaczyna się gdy młodziutka władczyni dowiaduje się o śmierci ojca i jedynym rozwiązaniem jest poślubienie króla Francji, Ludwika. Uparta i zdecydowana dziewczyna postanawia nie dać się podporządkować rygorystycznym zasadom. Sama chce tkać własne intrygi, osiągać własne cele i równocześnie dowiedzieć się kto stoi za zabójstwem jej ojca. Równocześnie, gdzieś w tle pojawia się wątek chłopca z lasu, który odciśnie znaczące piętno na jej życiu w bardzo zaskakujący sposób.

,,Akwitania" jest specyficzną książką, która średnio trafiła w mój gust. Z jednej strony pojawiają się typowe średniowieczne spiski, intrygi, walka o władzę i przywileje ale jest to jakieś bezbarwne i mało emocjonujące. Trochę sprawia to wrażenie, że co jakiś czas autorka przypomina sobie, że powinno być groźnie i wtedy właśnie pojawia się zagrożenie, o którym za chwilę się zapomina. Nie czuć klimaty średniowiecza, jego specyfiki. Postacie są bardzo współczesne. Sama postać Eleonory wybija się trochę z tła ale przypomina bardziej niezdecydowaną nastolatkę niż silną kobietę, która ma zatrząść Europą. Może jest to celowy zamysł pisarki, by pokazać rozwój postaci. Słaba i mało ciekawa też jest intryga kryminalna. Ma momenty kiedy rozbudza ciekawość ale przedzielone są one nudą i kręceniem się w kółko bez celu.

,,Akwitania" może się spodobać gdy lubi się lekkie powieści, które dosyć mocno oddalone są od prawdy historycznej. Ot, sympatyczne czytadła na długie zimowe wieczory. Może być rozrywką między innymi lekturami. Na pewno nie ma co tu szukać rozbudowanej fabuły, misternych intryg czy silnych postaci. Jest łatwo, lekko i nijako. Eve Garcia Saenz de Urturi nie skreślam ale zdecydowanie bardziej czekam na czwarty tom historii Krakena a tę powieść traktuję tylko jako eksperyment literacki.

poniedziałek, 7 listopada 2022

,,Grek Zorba" Nikos Kazantzakis

 

Tytuł oryginału: Βίος και πολιτεία του Αλέξη Ζορμπά

To kolejna książka, którą czytam w tym roku, która przeleżała lata u mnie na półce zanim ją przeczytałam. Kiedyś podjęłam próbę, dotarłam nawet to jednej trzeciej treści i odłożyłam na bok. Wtedy zupełnie nie trafił do mniej jej przekaz, jej forma. Nie rozumiałam fabuły i nie mogłam zrozumieć o co w niej chodzi. Teraz, po latach, podjęłam kolejną próbę i tym razem zaskoczyło praktycznie od początku.

,,Grek Zorba" to opowieść jakiej już się nie pisze. Nie ma tutaj za wielu zwrotów akcji. Jest raczej zwyczajne życie takie jakim je postrzegano jeszcze na początku XX wieku. Śmierć przeplata się z życiem, radość ze smutkiem, chwile sukcesów z dramatami. Wszystko to stanowi jedną integralną całość, z której trzeba wyciskać jak z cytryny to co najważniejsze. Tego wcieleniem jest prawie siedemdziesięcioletni prosty robotnik Aleksis Zorba, który staje się mentorem i przewodnikiem swojego pracodawcy. Ten wykształcony, zatopiony w książkach mężczyzna dopiero obserwując Zorbę uczy się czym jest prawdziwe życie, prawdziwe piękno, miłość, pożądanie kobiety. Dla Zorby życie jest proste - sprowadza się do czerpania z życia pełnymi garściami. Adoruje kobiety, je, tańczy, gra na santuri i śpiewa. Jego świat to wszystko to co da się zmieścić w rękach. To co mówi i robi jest zgodne ze sobą, bardzo uniwersalne i przejmujące do głębi.

,,Grek Zorba" to przejmująca i poruszająca opowieść o wolności i prostym życiu w zgodzie z sobą. Jej uniwersalnizm i piękno wynikają głównie z tego, że nie sili się na wielkie metafory, doniosłe czyny czy dążenie do podziwu u innych. Mówi, że najważniejsze jest życie w zgodzie z samym sobą i korzystanie z tego co w danym momencie daje los. Miłość, piękno, sukces przychodzą i odchodzą. Można rozpamiętywać i żyć przeszłością a można wykorzystać swoją chwilę a potem bez żalu ruszyć na poszukiwanie kolejnej szansy. To piękna opowieść o prostocie życia, prostocie miłości, męskości przepełniona hedonizmem. Polecam i przyznaję, że nie da się jej czytać o tak z marszy, trzeba do niej doróść, musi na nią przyjść czas i moment aby móc w pełni zrozumieć jej przesłanie. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  14,1 m - 2,0 cm = 12,1 cm.     

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

,,Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę" Tony Kososki


Przed pandemią, w czasach gdy jeszcze wszyscy normalnie chodzili do biura i jeszcze nikt nie wpadł na to, że możliwy jest home office właściwie na nieograniczoną skalę, częstym zjawiskiem była ,,korpogłupota", czyli pewne odrealnienie i przesadne koncentrowanie się na zadaniach w biurze, używanie ponglisha (czyli szalonej mieszaniny polskiego i angielskiego) oraz zapominanie, że istnieje jeszcze jakieś życie poza korpo. Wtedy to jeden z moich kolegów wymyślił hasło, które do dziś wisi przy moim kompie i przypomina mi co jest ważne. A brzmi ono ,,Gdy poczujesz zew korpogłupoty to wyjedź w Andy". I w pewien sposób ma to sens. Nie raz czuję chęć by rzucić wszystko i zaszyć się gdzieś na Altiplano, gdzie nie znajdą mnie wszechobecne macki korpo. Cóż, życie w pewnym wieku narzuca pewne ramy i ograniczenia i nie każdy szalony plan można zrealizować ... ale można czytać o tych, którzy takie mieli odwagę takie szalone plany realizować.

Tony Kososki (albo właściwie Przemek Śleziak) w 2010 roku zdecydował się spełnić jedno ze swoich marzeń. Najpierw jako wolontariusz wyjechał do Brazylii by pracować przy organizacji finałów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Była to jedna, wyjątkowa okazja, która otworzyła mu drogę do wędrówki po Ameryce Południowej. Zaczął od Rio de Janeiro, gdzie nie tylko pracował jako wolontariusz na stadionie ale także przeżywał wraz z kibicami emocje. Wędrował po teoretycznie niebezpiecznych dzielnicach, wszędzie spotykając się z ludzką życzliwością i niesamowitą uprzejmością. Z Brazylii, praktycznie bez pieniędzy ruszył do Boliwii by potem udać się do Peru i zobaczyć Machu Picchu.

Chyba najlepsze z tym zapisie z podróży jest ogromny optymizm i wiara w to, że wszystko jest możliwe. Kososki nie ma wielkich funduszy ale ma plan i pomysł. I właściwie to mu wystarcza. Pełen optymizmu i radości z podróżowania przemierza kolejne kilometry łapiąc pojawiające się okazje  i przy okazji głęboko wnikając w społeczności. Na swojej drodze poznaje kulturę, tradycje. Rozmawia z ludźmi i zagląda tam gdzie komercyjny turysta nie trafi. Cały czas szuka także możliwości jak to wszystko zrobić praktycznie nie naruszając skromnych zapasów. Można się pukać w głowę czytając o jego przygodach i pomysłach ale tak właściwie to mu się zazdrości. Zazdrości odwagi, optymizmu, szaleństwa i upartego dążenia do celu. Tam gdzie wielu by się poddało (bo wyobraża sobie ktoś obecnie pisanie pracy inżynierskiej bez komputera, materiałów czy stałego dostępu do internetu) on jednak daje radę. Im bardziej coś nieprawdopodobne, to z pewnością znajdzie na to radę.

,,Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę" to nie tylko kawał niezłej literatury podróżniczej, to przede wszystkim skryte marzenia o szalonej, nieszablonowej przygodzie. Choć przez chwilę można się poczuć jakby samemu się podróżowało i nie ważne, że tak naprawdę siedzę w wygodnym, klimatyzowanym tramwaju w Krakowie. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  49,5 m - 3,1 cm =46,4 cm.     

 

czwartek, 30 czerwca 2022

,,Elżbieta II. Ostatnia taka królowa" Marek Rybarczyk

 

Zaledwie kilka dni temu obserwowaliśmy w media niezwykłą uroczystość - uroczyste obchody 70lecia panowania Elżbiety II. Chyba żadne pokolenie przez bardzo długi czas nie będzie miało szansy ponownie doświadczyć czegoś podobnego. 70 lat to więcej niż dla niejednego cały cykl życia, nie mówiąc już o ciągłości małżeństwa czy życia zawodowego. Dla Anglików, a pośrednio całej Europy, to pewna epoka, która, niestety, coraz wyraźniej dobiega końca. Gdy jednym okiem podglądałam na youtubie parade Troooping The Colour, pisałam do przyjaciółki, że królowa Elżbieta II, obserwująca z balkonu przemarsz, nie wygląda na swoje ponad 90 lat. Spokojnie z dwadzieścia można by jej odjąć. Jednak to co sprytnie ukrył makijaż i zaplanowany wygląd, odsłonił wiek. Kilkunastominutowe pojawienie się na balkonie było dla sędziwej monarchini zbyt wielkim obciążeniem i kolejne wydarzenia uświetniali jej bliscy by ona mogła odpoczywać. Chyba takie sygnały jednoznacznie pokazują, że coraz szybciej zbliżamy się do końca. Za chwilę dojdzie do czegoś, czego wszyscy się spodziewają ale tak naprawdę nikt na to jest gotowy.

,,Elżbieta II. Ostatnia taka królowa" to kolejna praca Marka Rybarczyka, którą miałam przyjemność przeczytać. Tym razem próbuje prześledzić i podsumować cały siedemdziesięcioletni okres panowania Elżbiety II i spróbować wychwycić w nim najbardziej decydujące momenty, które go ukształtowały i sprawiły, że tak mocno odcisnął się na życiu wielu osób. Autor zaczyna od dzieciństwa, relacji z rodzicami, wychwytuje moment gdy młodziutka księżniczka poznała Filipa i się zakochała. Dużo miejsca poświęcone jest pierwszym latom ich małżeństwa, które zbiegły się z początkiem panowania i które właściwie ukształtowały Elżbietę na monarchinię i osobę, którą kojarzy większość. Jest ona symbolem tradycji, stabilności ale i poświęcenia. Poświęciła rodzinę i siebie w imię monarchii. Dorastała i przejęła przekonanie, że ma uświęconą misję, która usprawiedliwia oschłość w stosunku do bliskich oraz osobiste poświęcenia.

Tylko, że tak naprawdę nikt nie wie jaka jest Elżbieta II. Jej publiczny wizerunek to perfekcyjnie stworzona fasada, za którą ciężko się przebić. Śledzimy kontrolowane przecieki, ,,prywatne" anegdoty ale to dopiero momenty kryzysów stanowią wyłom w idealnym murze jakim otoczyła się królowa. Tak było w przypadku jej siostry Małgorzaty, zawirowań w małżeństwie z Filipem, a przede wszystkim gdy do rodziny królewskiej wkroczyła Diana. Rodzina królewska została wrzucona na zupełnie nowy wody, które wcale nie okazały się spokojne,  a wręcz przeciwnie pełne burz i raf. Na kilku takich rafach okręt zwany Brytyjska Rodzina Królewska się rozbił, udało mu się jednak nie zatonąć właśnie dzięki sile i zdecydowaniu Elżbiety, choć i nawet ona musiała nagiąć swoje zasady i dostosować się do zmieniających się czasów.

Praca Marka Rybarczyka to już właściwie podsumowanie, zwieńczenie długiego panowania, jednak nadal brakuje w nim ostatniego rozdziału. Autor snuje przypuszczenia co może się stać gdy w pałacu Buckingham nastąpi zmiana warty ale to dopiero przed nami. Z pewnością obserwujemy zmierzch epoki. Kończy się długie, trudne panowanie, które odcisnęło ślad na kilku pokoleniach i stworzyło świat jaki znamy. Z pewnością dla większości Anglików zabraknie punktu odniesienie. Czy Karol a może William będą umieli być choć namiastką? A może stworzą zupełnie nową jakość i nowy styl panowania? Cóż, na pewno ciekawe czasy przed nami a na razie zachęcam do zapoznania się z czasami, które się kończą. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  77,6 cm - 2,7 cm = 74,9 cm.     

 

czwartek, 14 kwietnia 2022

,,Miasto z mgły" Carlos Ruiz Zafón

Tytuł oryginału: La Ciudad de Vapor

 Chyba nikt, kto choć raz spotkał się z prozą Zafona, nie pomyli jego unikatowego stylu narracji. Tworzył on opowieści, które pochłaniały, przenosiły w inny świat, były afirmacją opowieści w najczystszej postaci. Chyba na ich przykładzie, najlepiej wytłumaczyć komuś o co właściwie chodzi w czytaniu. Dobra książka, dobra powieść ma cię pochłonąć, przenieść w inny świat, zainteresować, wzbudzić całą gamę różnorodnych emocji a na koniec sprawić, że nie chce się wracać do rzeczywistości. Ostatnia strona powinna przyjść zdecydowanie zbyt szybko i zupełnie z zaskoczenia. Miałam tak, paradoksalnie, z bardzo niewieloma książkami ale z większością, właśnie Zafona.

Niestety Carlosa Ruiza Zafona nie ma już z nami. Nie zaskoczy, nie zaczaruje, nie zachwyci. Nie pozostawił dziesiątek powieści - zaledwie osiem. Ale nawet odchodząc zadbał o to by powiedzieć ostatnie słowo. Już po jego śmierci został wydany zbiór opowiadań. Króciutki -  zaledwie trochę ponad 200 stron. Ale stanowi pewne zamknięcie. Jeszcze raz przenosimy się w świat, który otworzył dla nas ,,Cień wiatru". Czujemy tą wyjątkową atmosferę, przenika nas jedyny i nie podrabialny klimat barcelońskich uliczek i zakamarków. Jest tak jak zawsze - mroczno, tajemniczo, magicznie, niebezpiecznie. Czujemy wzajemnie przenikające się dobro ze złem. Także w krótkiej formie widać i czuć mistrzostwo w operowaniu słowem, nastrojem, emocjami.

Właściwie pochłonęłam te opowiadania. Plan był żeby je sobie dawkować, żeby były odskocznią od innych lektur. Nie dałam rady. Siadłam i przepadłam. Skończyłam i czułam ogromny niedosyt. Dlaczego ich jest tak mało? Dlaczego są takie króciutkie? Co dalej z bohaterami? Wszystko jest niczym obserwowanie przechodniów na ulicy. Widzimy ich tylko przez sekundę - dwie i wiemy, że nie poznamy ich historii. Zobaczymy jakiś wycinek ich życia zanim odpłyną. Dokładnie tak samo jest tutaj. Niektóre opowiadania odnoszą się do postaci znanych z ,,Cienia wiatru" lub pozostałych książek, inne to zaledwie migawka z czasów rządów generała Franco czy nawet sięgające w znacznie dalszą przeszłość.

Jest mi smutno ale wiem, że będę wracać do ,,Miasta z mgły", bo pomiędzy kartkami nadal żyje klimat i magia Zafona. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  106,5 cm - 1,6  cm =  104,9 cm.     

 

sobota, 12 lutego 2022

,,Płomień pod lodem" Luz Gabás

 Tytuł oryginału: Como fuego en el hielo

Właściwie nie umiem powiedzieć co dokładnie jest w tej książce, że czyta się ją szybko i trudno ją odłożyć. Nie ma jakichś spektakularnych zwrotów akcji, nie ma bohaterów targanych dramatami. Jest rzeczywistość, trochę bardziej dramatyczna, zmienna niż zazwyczaj. Są trochę większe dylematy. Są problemy i chwile załamań ale świat widział większe. Nieważne co dokładnie kryje się w historii Attui i Cristeli, ważne jest, że chce się ją poznać od początku do końca.

Połowa XIX wieku to niespokojny czas. Gwałtowne zmiany polityczne, podziały, wojny i spiski. To na tle takich właśnie wydarzeń dwudziestokilkuletni Attua będzie musiał szybko dorosnąć i przejąć zarządzanie rodzinnego biznesu po nagłej śmierci ojca. Chłopak planował skończyć studia w Madrycie i ostatnim o czym marzył było zajęcie się ,,łazienkami" (pewna forma term). Los jednak jest przewrotny. Wraca do rodzinnej wioski i zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie zapewnić warunków by poślubić ukochaną Cristelę. Ta, splotem nieszczęśliwych okoliczności, ucieka do Francji i zostaje na jakiś czas uznana za zmarłą. Dla ukochanych zaczyna się okres rozłąki, który nie wiadomo czy kiedykolwiek się zakończy.

,,Płomień pod lodem" to bardzo stonowana, spokojna opowieść, w którą dopiero trzeba się mocno zagłębić aby zobaczyć co skrywa pod powierzchnią. A tam kryją się ludzkie dramaty, zaplątane w trudną historycznie rzeczywistość. To opowieść o rozłące, stracie, poświęceniu, lojalności i trudnych wyborach. Mimo pozornego spokoju z jakich bohaterowie podchodzą do kolejnych zwrotów w ich życiu, gdzieś pod skórą czuć pulsujące w nich emocje. Obserwujemy ich smagania. Jednych los bardziej doświadcza, zmusza do poświęceń i pełnej wyrzeczeń pracy, z innymi się obchodzi bardzo łagodnie. Ich koleje losu nie raz przetną się w wielką polityką i problemami z jakimi borykała się XIX-wieczna Hiszpania. To każde ciekawe spojrzenie na rodzący się ruch turystyczny, to początki rekreacyjnej wędrówki po górach, odrywanie zdrowotnych właściwości wód termalnych.

,,Płomień pod lodem" nie jest może powieścią, która zapadnie w pamięć na lata ale ma w sobie dużo uroku, dużo ciepła i przenosi w zupełnie nowe miejsce i czas. Pozwala na chwilę uwierzyć, że przeszkody da się pokonać a ci, którzy są sobie pisani, zawsze się odnajdą. Polecam!

  p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  142,9  cm - 4,1 cm =  138,8 cm.     

niedziela, 17 października 2021

,,Dzień bez teleranka" Anna Mieszczanek


13 grudnia 1981. Chyba tej daty nikomu nie trzeba tłumaczyć. Wprowadzenia stanu wojennego. Ale co dokładnie to oznacza? Chyba w natłoku różnych rocznic i wydarzeń my, pokolenie urodzone już później, gubimy prawdziwy sens i znaczenie. Bo stan wojenny nie miał aż tak dramatycznego przebiegu jak np. Powstanie Warszawskie. Stan wojenny to był rozciągnięty w czasie proces, rozłożony na cały kraj, składał się z wielu mniejszych i większych wydarzeń. Na życiu jednych odbijał się mocniej, z innymi obszedł się trochę łagodniej.

Anna Mieszczanek próbuje przybliżyć cały ten okres właśnie z perspektywy jednostek. Opowiada o normalnych ludziach, na których odbiły się decyzje polityczne. Pokazuje ciąg represji, działań nakierowanych na grupy społeczne i konkretne osoby. Pokazuje ograniczenia, sankcje, obostrzenia. Trochę jest w tym porównania do zeszłorocznej wiosny, gdy nagle Polska i cały świat stanął w obliczu pandemii. Tylko, że ,,pandemia roku 1981" była wywołana decyzjami politycznymi, mającymi na celu zablokowanie działań związkowych, ograniczenie wolności jednostek i zapewnienia ciągłości reżimu politycznego.

Polska z kart reportażu Mieszczanek jest pełna strachu, niepewności, nie do końca wyrażonego zagrożenia, podzielona. Autorka dokładnie prześledziła najważniejsze wydarzenia i skupiła się na ludziach, którzy w nich brali udział. Jak oni to obierali, jak się zachowywali. Podtytuł sugeruje opowieść o codzienności i trochę tak jest ale ta codzienność jest dziwna, niepokojąca, zmuszająca do niestandardowego myślenia i podejmowania niecodziennych zachowań. Poprzez to tworzy się kalendarium z jego najważniejszymi punktami - pacyfikacją kopalni Wujek, internowaniami, zwolnieniami z pracy, roszadami politycznymi, szerzącą się propagandą, niezwykłą mobilizacją ludzi a kończące się zabójstwem księdza Popiełuszki.

,,Dzień bez teleranka" to książka, która daje do myślenia i zmienia obraz. Trochę rozmyło się nasze wyobrażenie o stanie wojennym a ta książka znowu skupia uwagę. Pokazuje całość. Nie tylko od oficjalnych punktów rozpoczęcia i zakończenia ale rozszerza perspektywę. Szuka przyczyn i skutków. Mocno zagłębia się do wnętrza i uwypukla oddziaływanie. Pozwala zrozumieć i odczuć, to co wtedy przechodzili Polacy, szczególnie, że bohaterowie reportażu to osoby, na różnych stanowiskach, w różnych sytuacjach życiowych i zawodowych.

Chyba jedynym minusem jest dla mnie styl w jakim reportaż został napisany. W zamiarze ma być lekko i gawędziarsko a jest chaotycznie i wybija z rytmu. Może taka forma lepiej by się sprawdziła w podkaście lub jako narracja dla materiału filmowego, natomiast w przypadku książki jest męcząca i łatwo można zgubić wątek oraz pogubić się wśród bohaterów. Mimo, to polecam. ,,Dzień bez teleranka" to ogrom wiedzy, faktów i doskonale przybliża ten straszny czas. 
 
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MUZA!
 
 
 
p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 32,1 cm - 3,2 cm = 28,9  cm.     

czwartek, 26 sierpnia 2021

,,Tomek na Alasce" Alfred Szklarski, Maciej J. Dudziak


 Zamknij oczy i wyobraź sobie, że znowu to ostatnie dni wakacji przed rokiem szkolnym 2000/2001. Masz dwanaście lat, za chwilę wsiądziesz na rower i pojedziesz do biblioteki żeby oddać ,,Tomka u źródeł Amazonki" i pożyczyć kolejny tom by dowiedzieć się jak skończy się przygoda w Ameryce Południowej. Masz dwanaście lat i seria z Tomkiem jest furtką, przez którą poznajesz świat. Zwiedzasz, eksplorujesz, poznajesz. Bo ,,Tomki" to wszystko. Przygoda, awantura i nauka w jednym. Czujesz wiatr we włosach jak pędzisz na rowerze do biblioteki, pamiętasz te ciepłe promienie słońca, czujesz tą beztroskę wakacji?

Tak, ,,Tomki" to jedne z moich najlepszych czytelniczych wspomnień. Zaczytywałam się nimi jako kilkunastolatka. Z wypiekami na twarzy sięgałam po kolejne tomy i pochłaniałam je na raz. Jeszcze w zeszłym roku, w trakcie pierwszego lockdownu, kłóciłam się z przyjacielem, które tomy były najlepsze :) I chyba logicznym jest, że gdy dowiedziałam się, że wydawnictwo MUZA wydaje kolejny tom, napisany wprawdzie przez innego autora niż Alfred Szklarski ale na podstawie jego notatek, to absolutnie musiałam go mieć. Koniecznie! Wyłączyłam mój krytycyzm, ignorowałam absurdy, uproszczenia i po prostu byłam znowu małą Basią zaczytaną, zakochaną w Tomku.

Akcja powieści toczy się ok. 1912 roku. Tomek dostaje propozycję wzięcia udziału w wyprawie badawczej na Alaskę. Bez wahania podejmuje się zadania a towarzyszyć mają mu żona Sally i kapitan Nowicki. Po dotarciu na Alaskę okazuje że cel misji uległ zmianie. To już nie wyprawa badawcza ale misja ratunkowa.

Patrząc na ,,Tomka" z perspektywy trzydziestolatki widzimy jak ta opowieść się zestarzała. Może nie jest tak pasjonująca, tak skomplikowana czy zapewniająca tyle emocji co inne współczesne serie. Ale ma swój klimat. To jak spotkanie z przyjaciółmi po latach. Mimo, że upłynęło wiele czasu, zmieniliśmy się, to odnajdujemy skrawki tego co kiedyś sprawiało radość. Maciej Dudziak całkiem zgrabnie odtworzył styl Szklarskiego i dał bohaterom dalsze życie a nas upewnił w tym, że jest im dobrze. Dał odczuć czym jest prawdziwa przygoda. Chyba największą wadą jest brak Wilmowskiego seniora i Smugi. Bo poza tym ,,Tomek na Alasce" to dla mnie sentymentalny powrót do dzieciństwa 

 

p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 54,0 cm - 1,7 cm = 52,3  cm. 

 

czwartek, 24 czerwca 2021

,,Czy naprawdę schamieliśmy?" George Orwell

 Tytuł oryginału: The Collected Works of George Orwell

George Orwell to pisarz, którego nie trzeba specjalnie przedstawiać. Jego ,,Rok 1984" czy ,,Folwark zwierzęcy" to powieści kultowe. Takie, które powinien znać każdy. Uniwersalne w swej wymowie i w prosty, dobitny sposób pokazujące jak działają systemy totalitarne. Jednak Orwell to nie tylko te dwie powieści. Orwell to znacznie więcej. I właśnie teraz, dzięki wydawnictwu MUZA mamy okazję przekonać się jak bardzo przenikliwym obserwatorem społeczeństwa był Orwell.

Zbiór ,,Czy naprawdę schamieliśmy?" to kilkanaście reportaży, esejów, krótkich form, szkiców zebranych w jedną całość i wspólnie wydanych. To przekrój tematów i zagadnień. Najstarsze pochodzą z 1919, jest sporo tekstów pisanych w trakcie II wojny światowej oraz tuż po niej. Jedne są zabawnymi anegdotami, inne to refleksja nad światem, w którym przyszło żyć Orwellowi. Zbiór zamykają notatki z dziennika towarzyszącego pisarzowi w trakcie ostatnich dni miesięcy życia w szpitalu.

Jest to bardzo bogaty tematycznie zbiór, który trudno zaszufladkować i jednoznacznie ocenić. Opowiadania czyta się z przymrużeniem oka, relacje z okresu wojny z zaciekawieniem. Mamy możliwość zerknąć do czasów, gdy rozstrzygnięcie wojny było jeszcze niejednoznaczne a losy Europy i świata nieokreślone. Orwell dopiero spekulował co może się stać i co może być istotne, na co powinno zwracać się uwagę. Zamieszczone w zbiorze są także recenzje powieści. Orwell to pisarz przenikliwy, obdarzony sceptycyzmem i z łatwością punktuje absurdy, wytykanie brak racjonalizmu oraz z łatwością przenosi prozę literacką na przestrzeń życiową. Dzięki jego recenzjom literatura nabiera znaczenia, nie jest odbiciem czy cieniem życia, jest jego pełnoprawną częścią. Tak samo jest z pisarzami, o których mówi. To już nie są tylko frazy ze słowników. To nagle są postaci z krwi i kości ukształtowane przez pewien światopogląd i próbujące przekazać go dalej.

Fascynujące jest jak wiele rzeczy, o których pisze Orwell nadal jest aktualne. Już w połowie lat 40-tych pisał np. o tym jak ważne jest stosowanie odpowiednich określeń na poszczególne grupy społeczne. Już wtedy zwracał uwagę na ,,Murzyna" i ,,Mahometanina" jako słowa odbierane jako obraźliwe. Trzeba było 70 lat by znowu to wróciło do ogólnoświatowej dyskusji. Tak samo ważny jest tekst mówiący o karaniu dyktatorów i decydowaniu, który właściwie ponosi winę.

Teksty Orwella pomimo upływu czasu niewiele straciły na swej aktualności. Nadal mają mocny wydźwięk, zmuszają do zastanowienia, są przenikliwe i dosadne. Zmieniły się realia, historia ruszyła do przodu ale najważniejsze kwestie pozostały takie same. Tak, to częściowo zapis z pewnego punktu w przeszłości ale bez problemu większość poruszanych tematów można odnieść to tego co dzieje się we współczesnym świecie. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MUZA!

 

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 94,5 cm - 2,2 cm = 92,3  cm.