Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52/2023. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52/2023. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 stycznia 2024

,,Warcholstwo" Kamil Janicki

 


Najpopularniejsza wizja polskiej szlachty, to chyba ta, którą zaserwował nam Sienkiewicz w Trylogii. Dzielni, szlachetni, oddani państwu, romantyczni. Aż dziwne, że w kraju gdzie są tacy obywatele mogło dojść do tak wielu katastrof, z finalnymi rozbiorami. Cóż, tą wersję spokojnie można włożyć między bajki. Tak, byli może przedstawiciele polskiej szlachty, którzy stawiali los kraju ponad siebie ale zdecydowana większość w pierwszej kolejności myślała o sobie i to siebie stawiała wyżej niż króla czy nawet Polskę.

Kamil Janicki kontynuuje prezentacje stanów społecznych Pierwszej Rzeczpospolitej. Po szokującej ,,Pańszczyźnie" przyszła kolej na ,,Warcholstwo" czyli pracę poświęconą szlachcie. Trzeba chyba zauważyć na wstępie, że jest to praca mniej szokująca, mniej kontrowersyjna i dużo bardziej stonowana. Jednak to nie oznacza, że jest lekka i radosna. To systematyczny przegląd stanu, który w XIV wieku osiągnął najwyższe możliwe prawa, dzięki kolejnym przywilejom a potem sukcesywnie dążył do osłabienia roli króla i państwa. Szacuje się, że stan szlachecki to zaledwie ok. 10 % ówczesnych mieszkańców Polski ale to oni stali się symbolem Polaka, to od nich wywodzimy tradycje i kulturę, to wśród nich szuka się przodków. Tylko w polskich realiach szlachta mogła urosnąć tak bardzo w prawa oraz się zamknąć i nie dopuszczać do nowych nadań tytułów czy herbów. Zresztą co zaskakujące polscy szlachcice, (w przeciwieństwie do tych z innych krajów) w większości nie posiadali typowych dla arystokracji tytułów, chociaż ambicje mieli i dlatego stworzyli szalone kombinacje tytułów urzędowych. Autor pokazuje pewien przekrój. Opowiada o kulturze, umysłowości, nastawieniu, podejściu do polityki, państwa, finansach czy przywarach. Skutecznie rozprawia się z wieloma mitami jak choćby Polaka-patrioty - wojownika. Tak, każdy szlachcic chciał uchodzić za obrońcę i zabijakę ale większość to tylko pycha i zadufanie.

,,Warcholstwo" jest smutnym obrazem kraju, którzy miał potencjał ale którzy został zagrabiony przez jedną tylko grupę społeczną, która wykorzystywała go jako swoją dojną krowę. Szlachta nie musiała słuchać króla - bo przecież ona go wybierała, więc był on od niej zależny. I tak sytuacja wyglądała od czasów Ludwika Andegaweńskiego. Szlachta nie płaciła podatków, nie wspierała rozwoju miast czy wsi, nie dbała o obronę kraju, nie myślała o nikim oprócz siebie, nie tworzyła praw. Próbowała nadrabiać pychą, pyszałkowatością, wyższością i tworzoną na własny użytek legendą o wyższym pochodzeniu. Polska szlachta to był rak, który toczył kraj i nie pozwalał mu się rozwijać co w rezultacie doprowadziło do rozbiorów. Po tej lekturze ma się tylko smutne refleksje i niestety widać zbyt wiele analogii we współczesności. Polecam!

środa, 27 grudnia 2023

,,Złote pocałunki" praca zbiorowa


 ,,Złote pocałunki" to kolejny już w tym roku zbiór klasycznych opowiadań, który znalazłam na Legimi. Klasyczni mistrzowie pióra, żeby tylko wspomnieć o Guy de Maupassant czy Edgarze Allanie Poe, zabierają nas w świat niezwykłych opowieści. Trudno tutaj wskazać jeden motyw przewodni bo tematyka opowiadań jest bardzo różnorodna ale zdecydowanie przewijają się uczucia, namiętności, pasje. Jest trochę strasznie (czego najlepszym jest najbardziej znane opowiadanie czyli ,,Zdradzieckie serce" Poe), trochę ku przestrodze, trochę tragicznie czy trochę baśniowo. Są historie bardziej prawdopodobne, bardziej w stylu gawędy czy dzielenia się doświadczeniami ale są i piękne, baśniowe historie jak tytułowe ,,Złote pocałunki".

Urok zbiorku tkwi w jego różnorodności. Można przeczytać wszystkie opowiadania na raz, właściwie w jeden wieczór. Można czytać jako przerywniki pomiędzy książkami. Jedno jest pewne, każdy znajdzie w nich coś unikatowego i wyjątkowego. Wyróżniają się zdecydowanie stylem narracji, sposobem budowania napięcia, przedstawieniem świata i bohaterów. Dziś już tak się nie pisze, nie opowiada. A te opowiadania przywracają klimat przeszłości, odsłaniają świat gdzie prawie wszystko mogło być idealnym tematem do snucia opowieści w zimowe wieczory przy kominku, pokazują świat pełen niedopowiedzeń, tajemnic ale i ludzkich tragedii i dramatów, które są nadal bardzo uniwersalne i aktualne. Jeśli ktoś szuka, krótkiej odskoczni to polecam!

czwartek, 21 grudnia 2023

,,Żona alchemika" Paulina Kuzawińska


 XVI wiek. Czas gdy wszyscy fascynowali się alchemią. Kamienia filozoficznego szukał nawet sam król Polski, Zygmunt III Waza. Wtedy też żyje młoda kobieta, Weronika, której mąż był jednym z najbardziej znaczących alchemików. Od wielu lat szukał niezwykłej tynktury, która miała zapewnić nieśmiertelność. Dla poszukiwań opuścił żonę i dziecko, dziedziczną posiadłość i zaginął. Dopiero po kilku latach w progu pojawia się tajemniczy Michael - zarówno znajomy jak i główny rywal, który informuje młodą kobietę o śmierci męża w tajemniczych okolicznościach w zamku w Dreźnie. To właśnie ten moment będzie przełomowy w życiu wdowy. Zostanie wplątana w intrygę, która sięga pałacu cesarskiego w Pradze i dworu królewskiego na Wawelu. Losy Weroniki nigdy nie będą już takie same bo splotą się z Michaelem oraz podążającym za nią mężczyzną w złotej masce.

Styl pisania Pauliny Kuzawińskiej przypadł mi już do gustu gdy czytałam trylogię z Madeline Hunter. Tak samo jak wtedy, tutaj też autorka czaruje nas nastrojowym, klimatycznym, pięknym językiem. Zwykłe zdania, prozaiczne opisy nabierają wyjątkowości, poetyczności, budują tajemnicę i kuszą by odkryć co się za nimi chowa. I o ile w trylogii ,,Damy..." pasowało to do gotyckiego klimatu i zagadek kryminalnych bo je podkreślało, to tutaj czegoś zabrakło. Teoretycznie jest wszystko na swoim miejscu: okres historyczny przesycony niezwykłością, intrygujący bohaterowie, tajemnice i spiski oraz nastrojowe lokalizacje zamku Krawarz, pałacu w Pradze oraz zamku na Wawelu ale pomiędzy nimi brakuje puenty. Brakuje tej jednej wielkiej tajemnicy, która mogłaby pociągnąć całość. Powieść sprawia wrażenie rozbitej na kilka epizodów, które tych powierzchownie są ze sobą połączone i spójne. Także bohaterka jest mało przekonująca. Brak zdecydowania i wewnętrznej siły, która mogłaby udźwignąć całość.

Doczytałam do końca ,,Żonę alchemika" chyba tylko dlatego, że miałam nadzieję na jakieś spektakularne zaskoczenie w finale oraz ze względu na piękny styl pisarstwa autorki, ale niczego zaskakującego się nie doczekałam. Zakończenie było przerysowane i ... dziwne? Ale to nie zmienia faktu, że podziwiam nastrojowość i klimatyczność powieści. Paulina Kuzawińska doskonale operuje słowem i mam nadzieję, że następna jej powieść będzie umiała to wykorzystać w taki sposób, że nie porwie. Tutaj czegoś zabrakło a pozornie wydawało się, że temat to samograj. Ale cóż, czasem bywa i tak, dlatego liczę na pozytywne zaskoczenie przy kolejnej.

wtorek, 28 listopada 2023

,,Osada" Michał Śmielak


 Moim tegorocznym odkryciem jest zdecydowanie Michał Śmielak. Absolutnie nie wiedziałam wcześniej, że jest w Polsce pisarz, który krąży na granicy kryminału, thrillera i horroru i robi to bardzo dobrze. Tak dobrze, że trudno się oderwać.

Końcówka 1978 roku. Do małej osady gdzieś w Karkonoszach wraca na święta podporucznik Janek Ryś, wtedy jeszcze świeżo upieczony milicjant. Chce spędzić Boże Narodzenie z rodziną zanim podejmie pracę w Jeleniej Górze. Spokojny okres zakłócą dwa wydarzenia. Zima stulecia, która się rozpęta oraz kolejne zabójstwa. Starsi ludzie zaczną pobąkiwać o Marze, widmie żądnym krwi, zabijającym gdy aura robi się bardziej zimowa. Janek jednak wie, że zabójca jest realny, chociaż bardzo sprytny i dużo może ujść mu płazem.

Równocześnie na drugim planie akcja rozgrywa się współcześnie, upalnym latem 2023. Nadkomisarz Jan Ryś, teraz już emerytowany zostaje wezwany przez specjalną jednostkę policji zajmująca się starymi, niewyjaśnionymi sprawami by jeszcze raz, teraz już bardziej obiektywnie, przyjrzeć się wydarzeniom z tej strasznej, morderczej zimy 1978 roku. Ryś pozornie otwarty na współpracę, chętnie pomaga młodszym kolegom ale równocześnie od początku czuć, że chowa jakiś sekret i to co wydarzyło się wtedy w Osadzie, nie jest dokładnie tym co znajduje się w policyjnych aktach.

,,Osada" to świetnie rozpisany thriller. Autor genialnie wykorzystuje wszystkie elementy aby zbudować narastające napięcie i potęgować poczucie zagrożenia oraz zbliżającego się niebezpieczeństwa. Mała, zamknięta społeczność, gdzie teoretycznie wszyscy wszystkich znają. Jednak gdy dochodzi do pierwszej zbrodni nagle okazuje się, że ktoś jednak nie jest tym za kogo chce uchodzić. Szaleństwo, poczucie zagrożenia potęguje jeszcze żywioł. Zima odcina Osadę, zamyka mieszkańców jak w klatce. Budzą się uśpione demony, do głosu zaczynają dochodzić pierwotne lęki a pomiędzy krąży morderca eliminujący kolejne niewygodne osoby. Śmielak nie sili się na jakieś spektakularne zagrania, raczej operuje znanymi motywami ale mimo wszystko wywołuje ciary na karku. Czuć mordercze odliczanie i pewnym jest, że finał nie zafunduje katharsis. Bawi się czytelnikiem podsuwając mu tropy, mieszając wątki i tylko jeszcze bardziej zaciemniając obraz. Dzięki temu czeka się na zakończenie, które jest zdecydowanie nieoczywiste.

,,Osada" to thriller, który wbija w fotel. Może trafia się na parę zgrzytów fabularnych ale generalnie jest bardzo dobrze. Budzi niepokój, wywołuje sprzeczne emocje i trzyma w napięciu do samego końca, elektryzuje oraz przeraża. Autor nie wchodzi w budowanie głębokich portretów psychologicznych postaci ale nie o to tutaj chodzi. To ma być czysta rozrywka na pograniczu thrillera i slashera i dokładnie taka jest. I jako taką polecam!

piątek, 24 listopada 2023

,,Siostra Księżyca" Lucinda Riley

 

Tytuł oryginału: The Moon Sister

Z ogromną przyjemnością po raz kolejny przenoszą się w świat Siedmiu Sióstr. Piąty tom to opowieść o Tiggy, najbardziej uduchowionej z sióstr. Dziewczyna od zawsze miała bliższy kontakt z naturą i swoim wnętrzem. Jej przeczucia i intuicja często z wyprzedzeniem informowała ją o tym co się może wydarzyć. Jednak śmierć Pa Salta była zaskoczeniem i trochę zaburzyła jej świat. Tak jak wcześniej jej siostry, ona także czuje się zagubiona i nie wie co powinna dalej robić. Na razie przyjmuję ofertę pracy w Szkocji. Tam ma doglądać hodowli szkockich kotów w posiadłości zubożałego szlachcica. Tam też spotyka sędziwego Roma, Chilly'ego. To pod jego wpływem decyduje się odkryć prawdę o sobie i swojej przeszłości. Tym bardziej, że w jej liście Pa Salt zostawił bardziej szczegółowe informacje, gdzie powinna szukać rodziny.
Pod wpływem nieoczekiwanych wydarzeń w posiadłości oraz impulsu, dziewczyna udaje się do Grenady by tam poznać niesamowitą historię swojej babci Lucii Albacyin - wybitnej romskiej tancerki flamenco.

Dla wiernych czytelników serii ,,Siostra Księżyca" nie jest zaskoczeniem. Powiela schematy, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Znów obserwujemy dwie historie, na dwóch różnych planach czasowych, które wzajemnie się przenikają i uzupełniają. Obie są pasjonujące i porywające. Jeden odkrywa fascynujący świat hiszpańskich romów z początku XX wieku. To pełna pasji opowieść o miłości do tańca, pokonywaniu przeszkód i stereotypów. Lucia przekroczyła granice jakie narzucał jej świat, by stać się kimś wyjątkowym. Dla tańca była w stanie znieść wszystko i pokonać wiele przeciwności. Ale nie tylko ona jest tutaj bohaterką, także jej matka Maria, która była w prawdzie typową romską żoną, która musiała znieść biedę,upokorzenie, śmierć bliskich i wojnę ale zawsze odnajdywała w sobie siłę do działania a po drodze łapała namiastki szczęścia. Tiggy jako spadkobierczyni tak silnych i wyjątkowych kobiet, musi znaleźć także w sobie tę siłę i odszukać własną drogę. Jej empatia, zrozumienie dla ludzi i zwierząt, bliski kontakt z naturą oraz wrażliwość, będą czynnikami, które otworzą ją na jej romską spuściznę i pomogą wybrać odpowiednią ścieżkę na przyszłość.

,,Siostra Księżyca" tak jak każdy poprzedni tom ma swój rytm, swoją nastrojowość, swój własny głos. Ale w pewien sposób wszystkie łączą się w spójną całość. Finał serii zaczyna być powoli odczuwalny, dlatego coraz wyraźniejsze stają się pytania, które przewijają się od początku. Kim właściwie był Pa Salt? Jakie tajemnice skrywał? Czy na prawdę odszedł? Jeszcze tego nie wiem. Jestem ogromnie ciekawa i z pewnością wrócę do serii by dowiedzieć się więcej. Polecam!

sobota, 18 listopada 2023

,,Kurwa, kurwa, kurwa" Linn Strømsborg

Tytuł oryginału: Faen, faen, faen

 ,,Kurwa, kurwa, kurwa" to książka, którą ostatnio widzę wszędzie. W większości są to pozytywne reakcje, jednak ja mam dosyć mieszane uczucia po lekturze. Historia czterdziestokilkuletniej Britt to coś co zna prawie każdy. To maksymalne wk*rwienie, z którym w żaden sposób nie można  sobie poradzić. To przygniecie obowiązkami, niezrozumieniem, presją społeczną i samym sobą. Wszystko się kumuluje by w finalnie doprowadzić do wybuchu. I właśnie w momencie wybuchu poznajemy bohaterkę. Nakrzyczała na męża i znajomych, z którymi spędza urlop i wybiega z domku letniskowego na plażę. Nie dowiemy się co było impulsem, który aktywował całą lawinę zdarzeń ale poznamy tło. Bo w Britt gniew i wk*rwienie narastało stopniowo. Zaczęło się gdy opuściła ją matka a potem ona sama zaczęła narzucać sobie coraz większą presję idealności. Przeciążona obowiązkami, tkwiąca w związku, który się wypalił, osamotniona coraz bardziej zanurza się w oceanie wk*rwienie.

Zaczynając książkę, po pierwszych kilku rozdzialikach była pod wrażeniem jak celnie autorka trafia w punkt i jak precyzyjnie formułuje to co prawie każda myśli. Wszystkie to znamy: stereotypy, presja, narzucone podziały, wyobrażenia jakie mamy o sobie i innych, ograniczenia. Wszystko to wkurza. Wszystko to obciąża. I powieść doskonale to oddaje. Początkowe sceny można odbierać jak manifest, bo takie właśnie są. Jest mocno, jest dobitnie, jest idealnie trafiające w punkt. Tylko, że mam wrażenie, że szybko się też to wypala.  Wkurzenie niczym ogień, który szybko wybucha, gwałtownie się pali, potem wygasa i odsłania pustkę. I dokładnie tak samo jest tutaj. Początek daje do myślenia, zmusza do rozglądnięcia się po życiu, spojrzenia szerzej, obnaża wszystko to co na co dzień jest pomijane, zbywane machnięciem ręki, obok czego przechodzi się obojętnie a co cały czas się zbiera.

Powieść Linn Stromsborg jest poruszająca i z pewnością jest mocnym feministycznym głosem ale budzi sprzeczne emocje. Trudno czuć sympatię do bohaterów bo oni nie są pozytywnymi postaciami. Czuć od nich same negatywne emocje. I cała powieść jest nimi przesiąknięta. Co do samej Britt, to w pewnym momencie zaczyna się wydawać, że największym wrogiem i źródłem wkurwienie jest ona sama. Nie umie radzić sobie z samą sobą. Na siłę próbuje realizować swoje własne standardy co wpędza ją tylko w coraz większy gniew. Nie umie się komunikować z innymi, zawierać przyjaźni a gdy obserwuje innych staje się tylko coraz bardziej zgorzkniała. Jej gniew, który początkowo można odbierać jako coś bardziej uniwersalnego, ma źródło w niej samej.

Powieść mimo, że krótka i podzielona na krótkie sceny jest wymagająca. Absorbuje energię i zaburza spokój. Przechodzi od zachwytu do znudzenia i zniechęcenia. Bo im dalej idziemy tym bardziej mamy dość Britt i jej problemów. Chcemy by coś się zmieniło. Ten wybuch, który otwiera powieść ma być drogą do zmian i autorefleksji. Jest to powieść, po którą warto sięgnąć chociaż myślę, że każdy inaczej ją odbierze.

wtorek, 7 listopada 2023

,,Strach" Jozef Karika

Tytuł oryginału: Strach

 Młody mężczyzna po kilkunastoletniej nieobecności wraca do rodzinnej miejscowości. Nie jest to radosny powrót. Raczej szukanie miejsca gdzie można lizać rany. Rozpadł się jego związek, stracił pracę. Jedyne co mu zostało to puste mieszkanie po rodzicach w miejscowości, która powoli pustoszeje. Jego powrót zbiega się w czasie z zaginięciem dziecka. Jest środek zimy, nadciąga fala mrozów i znów jak przed laty zaczynają znikać dzieci. Tego samego doświadczył on i jego przyjaciele przed laty. Teraz jeszcze raz dojdzie do głosu strach, który nigdy ich tak naprawdę nie opuścił.

,,Strach" Kariki to powieść, która ma mocne otwarcie. Po pierwszym rozdziale zastanawiałam się czy ja to inteligentna jestem czytając to będąc sama i w środku nocy. Może powinnam odłożyć to na moment gdy świeci słońce a obok ktoś jest (tak, ja mam już sporo lat :D ). Ta książka ma to coś, co na początku przykuło uwagę. Potem, wraz z rozwojem fabuły nastrój się trochę rozmywa ale do samego końca zaskakuje i trzyma w napięciu. Karika właściwie nie sili się na jakieś spektakularne zabiegi. I chyba tu tkwi jego moc. Jego thriller bardzo mocno zakorzeniony jest w codzienności. Opustoszałe osiedle, mroźne lutowe, dni i noce, zimowa ciemność i marazm spowodowany tym, że do wiosny daleko. Jego świat przedstawiony jest niby zwyczajny ale jakiś mocniej zamrożony, mroczniejszy, bardziej niebezpieczny. W takim świecie bez problemu możemy sobie wyobrazić, że coś gdzieś tam czyha i czeka tylko na swoją okazję. Tak właśnie jest w ,,Strachu". Budzi się przez lata uśpione zło, ci którzy o tym wiedzieli milczą albo próbują wyprzeć to z pamięci. Byli tacy co próbowali uciec ale to jest od nich silniejsze.

,,Strach" to nie ,,Szczelina". To zupełnie inny poziom, zupełnie inna opowieść. Może mniej straszna, może mniej przerażająca ale mimo wszystko oddziałująca na wyobraźnię. Bardzo mocno czerpie z rzeczywistości, przez co staje się bardziej bliższa, bardziej namacalna. Mróz, ciemność, zwątpienie, utrata złudzeń, osamotnienie - rzeczy które choć raz każdego dotknęły, są znajome a przez to strach za nimi się czający jest groźniejszy i dotykający znajomych komórek ciała. Sam motyw też jest znajomy, nie można przeoczyć, że od razu nasuwa się skojarzenie z ,,To" Stephana Kinga. Jednak u Kariki czuć europejskość, słowiańskość i finalnie idzie to w zupełnie nieoczekiwanym kierunku.

,,Strach" to idealna opowieść jeśli chcemy poczuć dreszcz niepewności, emocji w zimowe wieczory. Doskonale wpisuje się w aurę. Sprawia, że delikatnie skóra zjeży się na karku, poczujemy lodowy oddech strachu oraz zostaniemy sprowadzeni na manowce. Polecam!

czwartek, 26 października 2023

,,Pani March" Virginia Feito

 

Tytuł oryginału: Mrs. March

Przypadkowo rzucona uwaga podczas zakupów w piekarni na zawsze zmieni czyjeś życie. Pani March żyje sobie spokojnie w bańce komfortu jaką sobie sama stworzyła. Grzeje się w blasku sławy męża, cenionego powieściopisarza. Dopiero niewinna uwaga rzucona przez sprzedawczynię niszczy tą wizję. Kobieta sugeruje, że bohaterka najnowszej powieści jej męża - prostytutka Johanna jest inspirowana panią March. To stwierdzenie zburzy idealny świat pani March. Kobieta żyje w otoczeniu gdzie najbardziej liczą się pozory więc świadomość, że ktoś mógłby zestawiać ją z prostytutką jest dla niej czymś najgorszym ostatecznym. Napędzana własnymi obawami, presją społeczną, którą sama sobie narzuca, coraz bardziej popada w obsesję. Dopatruje się szczegółów, łączy różne fakty a te prowadzą ją do konkluzji, że jej mąż ma tajemnice i może być mordercą.

,,Pani March" to powieść specyficzna. Wprawdzie nigdzie w tekście nie jest dokładnie sprecyzowany okres w jakim się ona rozgrywa ale zastosowane zabiegi sugerują lata sześćdziesiąte. Idealna pani domu, piękny dom, szczęśliwe dziecko i odnoszący sukcesy dom. Wizja sukcesu. Ale to tylko piękny obrazem, pozory, które zachowuje się dla innych. Wewnątrz wszystko jest zupełnie inne. Gdy pojawia się szczelina, zaczyna się przez nią wylewać skrzętnie skrywany brud. To opowieść o narastającej obsesji, paranoi. Bohaterka stopniowo coraz bardziej daje się pochłonąć swoim podejrzeniom, lękom i zrobi wszystko w obronie porządku świata, który stworzyła w swojej głowie. Jej zachowanie jednak zamiast tuszować, tylko potęguje niepokój, jeszcze mocniej obnaża hipokryzję i obłudę oraz prowadzi do szokującego i makabrycznego finału.

,,Pani March" zaczyna się niepokojąco ale i bardzo leniwie. Długo trzeba się do tej, paradoksalnie krótkiej powieści, przekonywać. Jednak to połączenie powieści psychologicznej, thrillera i kryminału ma w sobie to coś, co nie pozwala definitywnie odrzucić jej na bok. Cały czas powraca poczucie niepokoju, obawy, że nieokreślona prawda wyjdzie na jaw, narastają irracjonalne zachowania bohaterki, które pchają ją w kierunku nieuniknionego dramatu. To powieść, która burzy iluzję sielskości, idealności, obnaża hipokryzję i niszczy mur pozorów. Z pewnością warta by na nią zwrócić uwagę.

niedziela, 22 października 2023

,,Chiny" Edward Rutherfurd

Tytuł oryginału: China

 Edward Rutherfurd dał się poznać jako autor monumentalnych, epickich powieści historycznych, które są swoistymi biografiami miast. By tylko wspomnieć na jego ,,Londyn", ,,Paryż" czy ,,Nowy Jork". Jak nikt potrafi połączyć wątki społeczne, historyczne z historiami zwykłych ludzi, którym przyszło wtedy żyć. Jego opowieści to fascynujące sagi, pełne dynamicznej akcji ale nie oderwane od zwyczajnych ludzkich rozterek. Tym razem Rutherfurd zabiera czytelnika w egzotyczną podróż na Daleki Wschód, do Chin by pokazać kraj w najbardziej znaczącym momencie - gdy doszło do zderzenia z kulturą Zachodu.

Początek XIX wieku. Chiny są nadal państwem zamkniętym, jednak zaczyna rozwijać się handel z Zachodem, szczególnie jeśli chodzi o importowane z Indii opium. Pośrednikiem w tym procederze są angielscy kupcy. Chińscy namiestnicy zaczynają dostrzegać zgubne działanie opium i próbują zakazać jego handlu. Właśnie te wydarzenia staną się punktem wyjścia do opowiedzenia prawie stu lat dynamicznej i fascynującej historii Chin. Konflikty na linii Zachód- Chiny, wewnętrzne niepokoje, walka o władzę na dworze cesarskim ale także opowieść o Anglikach, którym przyszło żyć w Państwie Środka. Ogrom wątków, ogrom wydarzeń i kilku bohaterów, którzy od wewnątrz obserwują zmieniającą się rzeczywistość. Z ich perspektywy czytelnik może obserwować wydarzenia od środka oraz poznawać bogactwo chińskiej kultury, niuanse zależności pomiędzy poszczególnymi warstwami, doświadczać bolesnych dylematów oraz kluczyć pomiędzy rodzącymi się intrygami.

,,Chiny" to monumentalna opowieść, która ani przez minutę nie nudzi. Rutherfurd po mistrzowsku łączy historię z powieścią obyczajową. Kreśli dynamiczny i bardzo wyrazisty obraz Chin w XIX wieku, gdy zmiany zachodziły co rusz. Kolejne wydarzenia jak powstanie tajpingów, blokada portów, zniszczenie pałacu czy finalnie powstanie bokserów pozwalają poznać i zrozumieć historię Państwa Środka. To kolejna opowieść, w której autor umiejętnie łączy prawdę historyczną z fikcją literacką. Opisy są tak żywe, tak plastyczne, że zaciera się granica i dzięki temu wszystko staje się prawdopodobne. To opowieść o zwykłych ludziach wystawionych przez los na próbę, szukają rozwiązań jednocześnie próbując być wierni tradycji, obyczajom oraz własnym przekonaniom. Z ich dziejów rodzi się jednak znacznie większy obraz, będący symbolem całego państwa.

,,Chiny" to powieść, po którą warto sięgnąć i dla której warto poświęcić kilka wieczorów. Pięknie napisana, epicka, poruszająca historia o Państwie ale przede wszystkim o ludziach, emocjonująca oraz co rusz zaskakująca. Przepełniona orientalnymi nutami Wschodu oraz odkrywająca bogactwo chińskiej kultury. Polecam!

czwartek, 19 października 2023

,,Przypadkowe odkrycia medyczne" Robert W. Winters

Tytuł oryginału: Accidental medical discoveries: how tenacity and pure dumb luck changed the world

 Żyjemy w czasach gdy postęp, prawie w każdej dziedzinie, postępuje bardzo szybko. Kolejne odkrycia zaskakują świat prawie codziennie. Wydaje się, że naukowcy mają jakąś magiczną skrzynkę, z której co rusz coś wyciągają. Medycyna pod tym względem nie wiele odbiega od innych dziedzin. Wprawdzie nadal najpoważniejsze problemy pozostają nierozwiązane to jednak często informowani jesteśmy o dokonywanych przełomach w leczeniu kolejnych chorób czy schorzeń. Tylko jak właściwie dochodzi się do tych przełomów? Pewnie gdybyśmy zapytali samych naukowców to odpowiedzieliby, że uporem, powtarzalnością i ciężką pracę. I jest to prawda. Ale to tylko część prawdy. Jest wiele odkryć, które są dziełem przypadku. I właśnie o tym opowiada Robert W. Winters.

,,Przypadkowe odkrycia medyczne" to fascynująca podróż w nie tak odległą przeszłość. Większość opisanych przypadków dotyczy ostatnich 200 lat. Czy zastanawialiście się co doprowadziło do tego, że powstała viagra, zostało odkryte znaczenie witamin, że możemy wszczepiać sztuczne soczewki do oka lub zastępować brakujące zęby implantami? Skąd wzięły się szczepienia czy penicylina? Oczywiście, historia Jennera i wirusa krowiej ospy jest powszechnie znana ale ciekawe jest to, że mimo, że w społecznej wiedzy znana była ta zależność to nikt przed nim nie powiązał faktów i nie przeniósł tego na wyższy, bardziej ogólny poziom. Dopiero ciekawość, błyskotliwość i przypadkowe zbiegi okoliczność sprawiły, że dokonał się przełom i znaleziono prosty sposób aby pokonać wirus ospy prawdziwej. Ale historia pełna jest takich właśnie nieoczywistych zbiegów okoliczności.

,,Przypadkowe odkrycia medyczne" to przede wszystkim opowieść o ludzkiej ciekawości, spostrzegawczości i umiejętności spojrzenia inaczej na rzeczy pozornie oczywiste. Niektóre zależności były widoczne już przed ich udokumentowaniem ale często przez wiele lat przechodzono obok nich obojętnie. Dopiero przypadek powodował, że zmieniano perspektywę. Pokazuje też jaką drogę ludzkość, społeczeństwa musiały przejść aby dokonał się przełom. Winters jest gawędziarzem i w prosty, przejrzysty sposób, zrozumiałym językiem prezentuje zarówno zarys przed jak i znaczenie poszczególnych dokonań. Opowiada w taki sposób, że nawet dla zupełnego laika jest to zrozumiałe. Lekki, anegdotyczny ton jednak doskonale oddaje znaczenie i przełomowość kolejnych odkryć. To książka, która jest idealnym wstępem do dalszego odkrywania historii medycyny oraz równocześnie podkreśla dlaczego pewne jej elementy są tak znaczące. Polecam!

sobota, 30 września 2023

,,Pożegnanie z biblioteką" Alberto Manguel

Tytuł oryginału: Packing My Library

Alberto Manguel to postać nietuzinkowa. Wybitny tłumacz, antropolog, eseista a przede wszystkim bibliofil. O swojej miłości do książek opowiadał nie raz, a najlepszym dla tego hołdem jest jego książka ,,Moja historia czytania". Tam przeprowadza czytelnika przez cały proces czytania, pokazuje jego złożoność, rozkłada go na czynniki pierwsze. Teraz mamy do czynienia ze swoistym domknięciem.

Manguel po latach mieszkania we Francji przeprowadza się za ocean. Ta ogromna zmiana życiowa dla wiecznego nomady staje się punktem wyjścia do snucia kolejnej refleksji o książkach, bibliotece i tym wszystkim co ze sobą niosą. Manguel właśnie we Francji w przerobionej stodole stworzył wyjątkową bibliotekę. Tam gromadził wszystkie ważne dla siebie książki. Proces ich pakowania, likwidacja biblioteki tak pieczołowicie budowanej i tworzonej staje się czymś więcej. Pisarz odbiera to znacznie głębiej. Zaczyna snuć opowieść o tym czym dla niego są książki, dopasowuje je do różnych etapów swojego życia oraz próbuje wyjaśnić swoją bibliofilię. Całość eseju nabiera formy intymnego rozważania o znaczeniu książek, bibliotek, literatur oraz o nieuniknionych stratach, które wiążą się z nimi wiążą.

,,Tracenie nie jest wcale takie złe, bo uczy cię cieszyć się nie tym, co masz, ale tym, co pamiętasz. Trzeba się przyzwyczajać do utraty."

,,Pożegnanie z biblioteką" to esej, który trzeba przeczytać i trzeba poczuć. Pokazuje piękno książek, treści w nich zawartych, znaczeniu jakie literatura nadaje życiu. Mówi o słowach, kontekstach, znaczeniach w tak piękny sposób, że chce się tym delektować. Dla Manguela każda książka czy słownik to wyprawa w zupełnie nowy świat i to właśnie chce dalej przekazywać. Dla niego spakowanie swojej biblioteki do pudeł to wydarzenie o ogromnym znaczeniu, wyznaczające cezurę całemu dalszemu życiu. Zamyka etap, zmienia znaczenie i wyzwala refleksję. Wibruje emocjami, które zna każdy prawdziwy czytelnik i bibliofil. Że książki mają ogromne znaczenie i są ważną częścią życia! Polecam!

 

piątek, 22 września 2023

,,Stulecie samotnych" Noreena Hertz

Tytuł oryginału: The Lonely Century: Coming Together in a World that's Pulling Apart.

 Powoli już wypieramy z pamięci wszystko to co działo się w marcu 2020 roku. Jeśli już to przywołujemy to jako ciekawostkę: zamknięte lasy, puste miasta, limity osób w sklepach czy nagłe przejście na pracę i naukę zdalną. Pracuje w jednej z tych branż dla której konsekwencje tamtego okresu trwają nadal. Moja firma i wiele podobnych odkryły jak wielką zaletą jest praca z domu. Dla nich redukcja kosztów, przerzucenie odpowiedzialności na pracownika a jak wygląda to z drugiej strony. Tak, to ma swoje plusy. Ogromna oszczędność czasu, kosztów, możliwość pracy w dowolnym miejscu oraz swobodne dostosowanie do okoliczności, czy nie martwienie się pogodą. Wydawać by się mogło, że tu nie ma minusów. Jednak  ja jako osoba, która wiele lat pracowała z biura widzę jak zmienił się model pracy. Osoby, które zaczynały swoją karierę w trakcie pandemii są bardziej wycofane, trudniej budować im relacje w grupie, rzadziej proszą o pomoc i rzadziej tę pomoc oferują. Są a tak jakby ich nie było. I nie, nie mówię że z każdym w pracy trzeba się przyjaźnić, nie trzeba nawet ich lubić, nie trzeba nawet lubić swoją pracę ale jednak trzeba mieć podstawowe umiejętności społeczne aby móc łatwiej ,,odhaczyć" zlecone zadania.

,,Stulecie samotnych" było pisane właśnie w początkowej fazie pandemii i autorka już wtedy zauważała pewne zmiany w zachowaniu. Wtedy jeszcze niektóre z nich niosły iskierkę nadziei, że zjawiska, które rozpoczęły się wiele lat wcześniej można jeszcze zahamować, można zmienić. Bo wiek samotności nie zaczął się od pandemii. Dużo wcześniej zaczął następować sukcesywny rozpad relacji społecznych. I autorka po kolei prezentuje poszczególne obszary i pokazuje jak mocno i głęboko sięgają zmiany. A jest to już przerażające, szczególnie, że prawie wszyscy już się tak zachowujemy. A zaczyna się niewinnie: zamawiamy pizze za pomocą aplikacji, żeby nie musieć dzwonić i rozmawiać z drugą osobą, dajemy wyższą ocenę temu kierowcy taksówki, który nie odzywa się do nas przez całą drogę, zamawiamy zakupy przez internet aby uniknąć spotkania z innymi osobami. Przykłady można mnożyć. Kolejne wynalazki ułatwiają nam życie ale prowadzą do czegoś gorszego. Nastolatki nie umieją nawiązywać znajomości poza internetem, dla dorosłych utrzymanie relacji okazuje się zbyt trudne więc zadowalają się substytutami. Pojawiają się namiastki, które w rzeczywistości służą tylko temu aby ktoś zarabiał na tych osobach, które czują się osamotnione i złaknione uwagi.

,,Stulecie samotnych" to książka, którą powinien każdy przeczytać.  Napisana prostym językiem uświadamia jak wiele już straciliśmy. Część z tych strat spowodowana jest odgórną polityką władz czy wielkich koncernów ale na sporą część mamy nadal wpływ i możemy wpłynąć na to aby nie pogłębiać społecznej samotności. Książka pokazuje wiele mechanizmów jakie są wykorzystywane ale również próbuje znaleźć proste rozwiązania albo chociaż punkty startowe. Szokujące jest uświadomić sobie jak daleko już zabrnęliśmy w procesie unikania innych ludzi i unikania budowania długotrwałych, wartościowych relacji. To co powinno być podstawą społeczeństwa systematycznie i permanentnie jest spychane na dalszy plan. Może warto się nad tym zastanowić bo to odbija się nie tylko na kondycji psychicznej, ale także fizycznej oraz w całości na sposobie funkcjonowania społeczeństw czy nawet całych państw. Polecam!

sobota, 16 września 2023

,,Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz" Małgorzata Węglarz


 W ostatnich kilku latach przeżyłam kilka ważnych pogrzebów, między innymi moich dziadków. I pamiętam ten pierwszy, sprzed ponad dziesięciu lat, gdy zmarł mój dziadek i tuż po nim mój brat stwierdził (wtedy może piętnastoletni dzieciak) że to był ten najłatwiejszy pogrzeb bo do tego dziadka najmniej przywiązani byliśmy. Z jednej strony smutne ale z drugiej bardzo prawdziwe bo każdy kolejny był coraz trudniejszy. Ale to tylko ta strona emocjonalna umierania, która każdego w mniejszym lub większym stopniu dotyka. Jest jeszcze ta druga, praktyczna w którą, mam nadzieję jeszcze długo się nie angażować. Jednak jak twierdzi autorka książki ,,Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz" każdy chociaż raz musi zorganizować pogrzeb, czy to rodziców, współmałżonka czy w najgorszym wypadku dziecka. Śmierć i jej konsekwencje z pewnością każdego spotkają ale nie wiemy kiedy, nie możemy się na to wcześniej przygotować i tego przećwiczyć. A równocześnie nie chcemy o tym myśleć, ani o tym rozmawiać. Udajemy, że śmierć nie istnieje. Jednak to nie prawda. Śmierć istnieje a wokół niej istnieje ogromna, prężnie funkcjonująca branża.

Pierwszym zaskoczeniem była dla mnie informacja, że w Polsce nie istnieją właściwie żadne regulacje prawne dotyczące branży pogrzebowej. Ustawę mamy z 1959 roku, nie nowelizowaną. Więc nie tylko w przestrzeni prywatnej udajemy, że śmierci nie ma ale także z perspektywy państwa. To prowadzi do dowolności, przekrętów oraz działań na pograniczu etyki. Rozmówcy Małgorzaty Węglarz, którzy opowiadają o branży pogrzebowej - pracownicy zakładów pogrzebowych, tanatokosmetolodzy - kierują się swoistą etyką zawodową i empatią dla bliskich osób zmarłych, ale sami przyznają, że nie jest to standard. Są to fascynujące, ciekawe i poruszające rozmowy pokazujące zupełnie inny świat. Właściwie oni widzą ludzi, rodziny takimi jakie są naprawdę, bo wtedy gdy są najbardziej delikatne i osłaniają się. Ale to także opowieść o naszym podejściu do śmierci, do umierania, do osób zmarłych. To reportaż, który pokazuje branże z którą się zderzamy w naszym najsłabszym momencie i która z łatwością może tą słabość wykorzystać.

Reportaż to nie tylko ogrom wiedzy praktycznej, ciekawostek z branży czy przesądów i zwyczajów, które obrosły wokół śmierci. To także swoista ocena społeczna Polaków. Pokazuje nasze mocne i słabe strony, ocenia jak podchodzimy do siebie w najtrudniejszych momentach życia, jak zmienił się sposób umierania i podejście do zmarłych. Współczesność wyrzuciła śmierć za margines naszego życia. Bliscy nie odchodzą (albo bardzo rzadko) już w domu, w otoczeniu rodziny ale osamotnieni, anonimowi w szpitalu czy hospicjum. Zmieniło się nasze postępowanie, zniknęły rytuały mające na celu pomóc przejść przez żałobę. Dlatego tak wzrosła rola pracowników zewnętrznych, którzy przejęli rolę bliskich. To obcy ludzie myją, ubierają, przygotowują zmarłego do jego ostatniej drogi. Ciekawe jest też spojrzenie jak zmienił się sam pogrzeb. Obecnie to wcale nie musi być religijne nabożeństwo. Coraz częściej jest to świecka celebracja, która ma na celu bardziej podkreślić życie zmarłego.

Chyba ten reportaż ma najlepszy tytuł z możliwych. Tak to jest wszystko co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Albo przynajmniej jest punktem wyjścia aby siebie i innych przygotować do tego co z pewnością któregoś dnia nadejdzie. Prezentuje głównie stronę praktyczną, daje wskazówki jak uniknąć pułapek. Wszystko to napisane lekkim, przystępnym tonem, który nie potęguje pesymizmu a raczej z zainteresowaniem, życzliwością i empatią podchodzi do całego zjawiska. Polecam gorąco!

poniedziałek, 11 września 2023

,,Testament" Remigiusz Mróz


 Pierwszym moim zaskoczeniem było kiedy czytałam poprzedni tom (i w ogóle ostatni raz sięgnęłam po Mroza). Chyłkę ostatnio czytałam w 2018 (!!) roku. Tak że tak!  Chyba ten drobny fakt najlepiej pokazuje, że gdzieś się rozminęło moje zainteresowanie serią. A wrażenie po skończeniu ,,Testamentu" tylko to podkreślają.

,,Testament" rozpoczyna się bardzo niepewnie dla bohaterów.  Zordon jest w więzieniu oskarżony o dokonanie eutanazji na matce a Chyłka dochodzi do siebie po utracie ciąży i niespodziewanie zostaje zmuszona do obrony znanego warszawskiego ginekologa. Nieoczekiwanie otrzymuje on znaczący spadek od jednej ze swoich pacjentek, którą, jak twierdzi, spotkał tylko raz. Sprawa od początku wydaje się być dziwna ale ginekolog twierdzi, że potrafi wyciągnąć Zordona z więzienia i doprowadzić do jego uniewinnienia. Jest to argument, który przekonuje Chyłkę, choć nie zdaje sobie sprawy, że zagłębia się w coś co sięga bardzo głęboko w przeszłość i zagraża wielu osobom.

Z jednej strony ,,Testament" to dobrze napisany thriller prawniczy. Mróz zręcznie manewruje przepisami, lukami w prawie i niuansami aby wywoływały odpowiedni efekt. Są zaskakujące zwroty akcji, szybkie nieoczekiwane rozwiązania i mnóstwo kluczenia i manewrowania po szarościach i zakamarkach prawa. Nie wiemy co wymyśli i z czego skorzysta o ile nie jesteśmy prawnikami ale jesteśmy pewni, że na pewno coś znajdzie i nie będzie to do końca jednoznaczne. Bo bohaterowie też tacy nie są. Nie ma tutaj podziału na dobrych i złych. Jest raczej udowadnianie, że wszystko da się naciągnąć i dopasować do własnych potrzeb. I w sumie się z tym nie kłócę bo taka jest konwencja serii i to z pewnością wywołuje ciekawość i emocje u czytelników.

Ale żeby nie było tak różowo to teraz dodam, że strasznie zmęczył mnie ten tom. Męczące jest bezsensowne przerzucanie się pseudo-ironicznymi tekstami, które nic nie wnoszą do akcji a tylko niepotrzebnie wydłużają. Męczące jest obserwowanie, że bohaterowie nadal tkwią w tym samym miejscu i właściwie ich charaktery nic się nie posunęły do przodu, mimo wszystkich doświadczeń jakie za nimi. Dodatkowo książka jest dosyć przewidywalna. Wątek eutanazji się już wyczerpał to go szybko zamknięto. I generalnie z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć w którym miejscu pojawi się zwrot akcji i gdzie akcja będzie się gmatwać a gdzie rozjaśniać. Mimo, że Mróz sięga po ciekawe wątki, które robią za tło (tym razem reprywatyzacja lat 90tych) to czegoś mi tu zabrakło albo zostało przygniecione przez schematyzm i wymuszoną błyskotliwość. Narzekam bo pamiętam z jakim napięciem czytałam ,,Kasację" i tego tu brakło. Mam wrażenie, że wszystko kręci się w kółku i cały czas mamy te same zabiegi, które po powtórzeniu któryś raz z kolei tylko męczą a nie porywają.

,,Testament" może nie jest zły ale też nie jest porywający. Można wrócić, sprawdzić co u bohaterów ale raczej nie ma co nastawiać się na wielkie napięcie czy zaskoczenie. Może to tylko spadek formy w środku serii? Nie wiem, kiedyś sprawdzę :)

czwartek, 7 września 2023

,,Zdrajca" Jørn Lier Horst

Tytuł oryginału: Forræderen

 Gdybym miała wskazać serię, na której kolejny tom czekam z niecierpliwością to obecnie chyba nie byłoby ich tak wielu. W przypadku większości już odpadłam i ewentualnie przy okazji jakiejś wizyty w bibliotece jak rzuci mi się w oko to z braku innego pomysłu wezmę do czytania. Zdecydowanie inaczej jest w przypadku serii powieści kryminalnych, których głównym bohaterem jest komisarz William Wisting. Tutaj zawsze czekam z niecierpliwością na nowe tomy, chociaż mam jeszcze kilka starszych do nadrobienia. Jest to taka seria, która ma w sobie to coś co przykuwa czytelnika i nic nie traci w miarę rozrastania się cyklu. Tego najlepszym przykładem jest obecny, siedemnasty już tom.

Intensywne opady deszczu doprowadzają do tragedii. Z naruszonego zbocza schodzi lawina błota, która niszczy osiedle domków. Dramatyczna akcja ratunkowa wydaje się przynosić owoce. Oficjalnie nikt z mieszkańców nie ponosi śmierci ani nie odnosi większych obrażeń. Jakie jest jednak zaskoczenie gdy dzień później na rumowisku policja odkrywa zwłoki młodego mężczyzny. Szybko okazuje się, że ofiara była uwikłana w sprawę kryminalną, która sięga Szwecji oraz wiąże się z porwaniami i wymuszeniami okupu w złocie. Do Norwegii przybywają szwedzcy śledczy i zaczyna się powiązane dochodzenie. Jednak nic nie idzie tak jak powinno. Wisting po raz pierwszy w swojej karierze musi przełożyć interes osobisty nad dobro sprawy a równocześnie zaczyna podejrzewać, że ktoś z jego współpracowników przekazuje dane przestępcom.

,,Zdrajca" to historia odbiegająca schematem od innych. Tutaj bardzo mocno sprawa wchodzi w życie prywatne komisarza i jego rodziny i właściwie to jego własne odczucia i emocje biorą górę na instynktem doświadczonego, wykwalifikowanego stróża prawa. Nagle Wisting znajduje się gdzieś na granicy pomiędzy sprawcami a policją. Rozerwany, mocno zaangażowany emocjonalnie pozostaje nadal rasowym gliną, którego celem jest doprowadzenie do rozwiązania. Sprawa się komplikuje, obraz co rusz zaciemnia, komisarz jako jedyny zdaje sobie sprawę, że przestępcy mogą być krok do przodu ale mimo wszystko nie poddaje się i próbuje znaleźć, nawet bardzo niekonwencjonalne i ryzykowne, wyjście z sytuacji w jakiej się znalazł.

,,Zdrajca" trzyma w napięciu właściwie od pierwszych stron. Horst, jak ma to w swoim stylu, nie szokuje, nie próbuje zaskoczyć brutalnością czy wulgarnością. On przeprowadza krok za krokiem, przez trudne śledztwo. Jest rzeczowa policyjna robota. Są emocje. Jest metodyka i rzetelność. Nie ma dróg na skróty, nie ma ułatwień. Trzeba popełnić błędy, zaryzykować ale przede wszystkim wykonać swoją pracę od początku do końca. I Wisting to właśnie robi. ,,Zdrajca" to rasowy kryminał, który wbije w fotel i nie pozwoli się oderwać. Polecam!

poniedziałek, 21 sierpnia 2023

,,Galeria umarłych" Chris Carter

 

Tytuł oryginału: The Gallery of Dead

Lato to chyba dla mnie najlepszy okres na uzupełnianie serii, które kiedyś zaczęłam. Tym razem sięgnęłam po cykl Chrisa Cartera o detektywach ze specjalnej jednostki policji działającej w Los Angeles. Hunter i Garcia nie są takimi zwyczajnymi policjantami, ich działkę stanowią najtrudniejsze sprawy, najbardziej brutalne a w szczególności te dotyczące seryjnych morderców.

Nową sprawę, która została im przydzielona cechuje z pewnością brutalność, okrucieństwo i bestialstwo. Młoda modelka zostaje w wymyślny sposób zabita i upozowana. Na jej plecach morderca zostawia enigmatyczną wiadomość po łacinie. Zaczyna się śledztwo jednak brak punktów zaczepienia nie pozwala mu się na dobrą sprawę rozwinąć. Wtedy właśnie okazuje się, że nie była to pierwsza zbrodnia. Ten ktoś już działał w całym kraju i FBI doskonale o tym wie. Dlatego łączą siły ze śledczymi z LA, bo jedno jest pewne, morderca popełnił pierwszy błąd w swoim misternym planie atakując w LA.

,,Galeria umarłych" nastawiona jest na szokowanie. Brutalne, pełne krwi, okrucieństwa i bezwzględności morderstwa, zbrodniarz dla którego człowiek to nie istota myśląca a obiekt, dehumanizacja. Tutaj spełniają się najstraszniejsze koszmary i krwawe wizje. Morderca umieszcza ciała ofiar w swojej chorej, zniekształconej wizji świata. I właśnie tą chorą, zdegenerowaną wizję próbują zrozumieć i wyprzedzić Hunter i Garcia. Przedzierają się przez błędne tropy, nieliczne poszlaki, rozkładają na czynniki pierwsze to co zastają na miejscu zbrodni aby dotrzeć do umysłu psychopaty i spróbować uprzedzić jego kroki. Jest niebezpiecznie, a nie łatwe śledztwo utrudnia jeszcze nie do końca przyjacielska współpraca z FBI.

Generalnie powieści Chrisa Cartera traktuję jak kolejne odcinki serialu. Ma być szybko, emocjonująco i zamknąć się w 40 minutach. Tutaj zasadniczo tak jest chociaż finał mnie rozczarował. Do rozwiązanie doprowadziło coś tak banalnego i oczywistego, że myślę ze większość śledczych zrobiłaby to jako jedną z pierwszych czynności. A tutaj najlepszy śledczy na świecie miotali się bez celu by dopiero ok 90 rozdziału dostać olśnienia. Zepsuło to finał, który mógłby być emocjonujący i zaskakujący a tak okazał się bezużytecznym wyczerpaniem energii.

,,Galeria umarłych" to rozrywka, z rodzaju tych mroczniejszych i bardziej brutalnych, ale nadal rozrywka. Prezentuje bardzo podkręconą, krwawą i makabryczną stronę ale równocześnie potwierdza, że dobro musi zwyciężyć, źli zostają pokonani, a niewinne ofiary pomszczone. A mściciel ma chwilę przerwy przed kolejną czekającą rozgrywką.

wtorek, 15 sierpnia 2023

,,Operacja Seegrund" Volker Klüpfel, Michael Kobr

Tytuł oryginału: Seegrund

 Lubię sięgać po przypadkowe książki, po których zupełnie niczego się nie spodziewam. W przypadku ,,Operacji Seegrund"  przekonały mnie niemieckie tajemnice z czasów II wojny światowej. Dotychczas z niemieckimi kryminałami miałam mało do czynienia. Oczywiście czytałam kilka ale były to zaledwie epizody w moim czytelniczym życiu i trudno mi właściwie określić jakiś charakterystyczny dla nich rys. A nawet gdybym umiała wskazać jakąś wspólną cechę to ta powieść zręcznie się wymyka uogólnieniom.

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Nieopodal jeziora Alat zostaje znalezione ciało nurka. Początkowo wydaje się, że człowiek jest martwy, szybko jednak okazuje się, że został tylko ciężko ranny. Śledztwo prowadzi komisarz Kluftinger, w którym kumulują się cechy statystycznego Niemca w średnim wieku. Jest on przekonany o swojej wyższości a równocześnie bardzo nieporadny w wielu sytuacjach co prowadzi do wielu pomyłek, nieporozumień i sytuacji rodem z komedii slapstickowej. I mimo pozornej nieporadności, dzielnie, krok po kroku razem ze współpracownikami brnie w kierunku rozwiązania zagadki nie tylko nurka ale i jeziora, które chowa w sobie skarb sięgający swoimi korzeniami czasów II wojny światowej.

,,Operacja Seegrund" ma jedną zasadniczą wadę. Jest zdecydowanie za długa. Przez co rozmywa się zagadka a w kółko wałkowany temat gapowatości i przywar osobowości komisarza Kluftinera zaczyna męczyć. Początkowo jest to może trochę śmieszne ale im dalej tym bardziej irytuje. Bo komisarz to zbiór przywar narodowych Bawarczyka, które są wyśmiane i wyolbrzymione. Co nie zmienia faktu, że to one prowadzą go do odkrycia prawdy, która chowała się w nurtach jeziora przez ponad sześćdziesiąt lat. Sama zagadka jest intrygująca. Odsłania pewien epizod z okresu II wojny światowej i pokazuje go z zupełnie innej perspektywy. Tym razem nie patrzymy z perspektywy aliantów ale samych Niemców. To oni rozprawiają się ze swoją historią i wykorzystują do tego czarny humor.

,,Operacja Seegrund" nie jest kryminałem złym ale też daleko jej do tych wybitnych czy chociaż zapadających w pamięć. Jest przeciętna, lekko rubaszna, okraszona swojskim humorem i bardzo poprawnie przeprowadzająca od zagadki do rozwiązania. Jej chyba największym atutem jest tło, piękna Bawaria i jej specyficzny klimat. Komisarz Kluftinger ze swoimi przywarami męczy ale pozwala pośmiać się z sąsiadów. Właściwie to bardzo prosta, nie wymagająca zbyt wiele rozrywka przemycająca w tle opowieść o tajemniczych nazistowskich działaniach.

niedziela, 13 sierpnia 2023

,,Niepowtarzalny urok likwidacji" Piotr Lipiński, Michał Matys


 Chyba żadna dekada nie cieszy się taką popularnością jak lata 90-te XX wieku. Obrosły swoją własną mitologią, pierwsza dekada wolności, szalony czas zmian, zachwytu tym co jeszcze chwilę wcześniej było nieosiągalne, czas wielkich szans i wielkich problemów. Wspominamy z nostalgią muzykę, kulturę, modę. Wszystko wydaje się lepsze, ciekawsze, łatwiejsze, bardziej przystępne z dzisiejszej perspektywy. Ale właściwie jakie były lata 90-te?

,,Niepowtarzalny urok likwidacji" to zbiór kilkunastu reportaży , które powstały w latach 90tych i wtedy też pojawiły się na łamach ,,Gazety Wyborczej". Nie są to współczesne wspomnienia ale autentyczne teksty z epoki. Tematy ich jest różna, właściwie to trochę takie ,,mydło i powidło", szaleństwo tematów, treści, miks powagi i ciekawostek. Od astrologii i pierwszych wyznawców teorii new Age, przez Pierwszy Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, handlarzy z bazarów, Stadion Dziesięciolecia, akwizytorów sprzedających najbardziej kultowy odkurzacz Rainbow aż po problemy sądownictwa i prywatyzację oraz likwidację państwowych przedsiębiorstw.

Rozrzut tematyczny ogromny i,tak jak same lata 90te, nie dający się jednoznacznie zaszufladkować. Jest trochę na lekko, z fantazją i brawurą, jaka cechowała ostatnią dekadę XX wieku ale jest i na poważnie o problemach, które właściwie nie zostały rozwiązane do dziś. Ale przede wszystkim czuć klimat lat 90tych, klimat zmian, trochę niepewności, trochę optymizmu. Widać to pierwsze zachłyśnięcie się Zachodem ale i czerpanie garściami z szans jakie się otwierały. Na kilka godzin reportaże przenoszą nas w przeszłość, znowu jest barwnie, ciekawie, ciężko i niepewnie ale widać chęć by iść do przodu.

,,Niepowtarzalny urok likwidacji" to zbiór ciężki do ocenienia. Jest nostalgicznym powrotem w przeszłość ale takim w wersji light. Zaprezentowane reportaże nie są najwybitniejszymi przykładami. Nie poruszają żadnych ważnych tematów a jeśli już to robią to w wersji lekkiej, trochę anegdotycznej, pokazują pewien wąski obraz problemu. Nie ma tu nagłaśniania żadnej wielkiej afery ale spojrzenie z innej strony na problemy, którymi żyli wszyscy w latach 90tych. Jest to pewne delikatniejsze spojrzenie na to co spędzało sen z oczu wszystkim i było codziennością. Teraz, po prawie 30 latach, jest tylko ciekawostką. I właśnie do kategorii ciekawostki i anegdoty najbliżej temu zbiorowi reportaży. W przystępnej formie pokazują nieoczywistą, trochę mniej popularną czy już zapomnianą stronę lat 90tych oraz przybliżają jak wtedy pisało się teksty, przez to najlepiej czuć atmosferę tamtego okresu i jego autentyczność i oryginalność. I to najbardziej mnie przekonało i dlatego polecam!

piątek, 4 sierpnia 2023

,,Nadchodzi zima" Garri Kasparow

Tytuł oryginału: Winter Is Coming. Why Vladimir Putin and the Enemies of the Free World Must Be Stopped

 Chyba najbardziej szokująca jest data powstania i publikacji tej książki. Rok 2016! Krótko po zajęciu Krymu przez Rosjan. Zaczęła się destabilizacja Ukrainy, która doprowadziła do tego co od roku obserwujemy na ekranach oraz nagłówkach. Rok temu wybuch wojny zaszokował cały świat. Nagle zapanowało ogólnoświatowe oburzenie. Wydawać by się mogło, że to co się wydarzyło było czymś nieoczekiwanym, niespodziewanym, zaskakującym. Nic bardziej mylnego. Ta książka to dowód, że byli od dawna ludzie, którzy znali politykę i ambicje Putina, zdawali sobie sprawę  z tego do czego jest zdolny i próbowali głośno o tym mówić. Próbowali ostrzegać a przynajmniej nawoływali o większą ostrożność w relacjach z Rosją.

Jedną z takich osób był Garri Kasparow, jeden z najbardziej znanych mistrzów szachowych wszechczasów, który na początku XXI wieku zrezygnował z szachów by zająć się polityką. Próbował głosić i propagować demokratyczne standardy, które przez wiele lat swojej zawodniczej kariery obserwował na całym świecie. By zwrócić uwagę szerszej publiczności na swoją działalność wystartował nawet w wyborach prezydenckich, zdając sobie sprawę, że jest bez szans. Miał jednak nadzieję, że będzie to okazja by spróbować coś zmienić. Jak sobie dobrze zdajemy sprawę po etapie mamienia Zachodu a także swoich obywateli, w pewnym momencie Putin zerwał z iluzją demokracji i wprowadził system, w którym on sam i jego ludzie są niepodzielnymi władcami. Nadzieją na demokrację została pogrzebana a ci, którzy mu się sprzeciwiali musieli opuścić kraj albo liczyć się ze stałym niebezpieczeństwem wiszącym nad nimi i ich rodzinami.

Kasparow także opuścił Rosję ale nie przestało mu zależeć na kraju, dlatego podjął się bardzo szczegółowej analizy systemu, który wprowadził Putin oraz ludzie z nim powiązani. ,,Nadchodzi zima" nie jest tak szczegółowa jak ,,Ludzie Putina", którą niedawno czytałam. Kasparow nie wchodzi tak głęboko aby analizować to co doprowadziło do tego, że cała władza skupiła się w jednych rękach. On pokazuje szerszy kontekst i bardziej uniwersalne mechanizmy. Jako były szachista patrzy na wszystko jak na planszę i przewiduje ruchy przeciwnika. I jak czas pokazał, niestety, nie mylił się. Z perspektywy siedmiu lat jego książka poraża. Bez kompleksów krytykował Zachód a szczególnie USA za ich bierność i naiwność w stosunkach z Rosją. ,,Szczególne zaniepokojenie" zwrot, który się przewija a który nic nie niesie za sobą, teraz brzmi jak kpina, z której Putin nic sobie nie robił. To podkreśla tylko bezsilność oraz łatwowierność prowadzącą do tego, że współcześnie w granicach Europy prowadzi się wojnę. Siedem lat temu Kasparow apelował o wspieranie Ukrainy i wprowadzenie sankcji ekonomicznych, apelował o ograniczenie relacji z Putinem oraz nie dawanie wiary jego zapewnieniom i nie nabieranie się na przyjazne gesty.

,,Nadchodzi zima" po tym krótkim okresie jaki minął od jej powstania brzmi jak wyrzut i tylko podkreśla jak wiele czasu i okazji zostało zmarnowanych. Jak daleko pozwolono posunąć się Putinowi i jak potężna była polityka ustępstw Zachodu, na czele ze Stanami Zjednoczonymi. Kasparow wytyka błędy zarówno George'owi Bushowi jak i Barackowi Obamie. Obaj dali się nabrać i obaj wycofali się w relacji z Rosją, pozwalając jej robić to co zawsze chciała. Przymykali oczy na łamanie praw człowieka, naginanie reguł, handlowanie bronią i wspieranie terroryzmu. Siedem lat temu była szansa by uniknąć wojny, wystarczyło posłuchać. Dlatego ta książka tak szokuje! Polecam!

poniedziałek, 24 lipca 2023

,,Zanim nadejdzie monsun" Dinah Jefferies

Tytuł oryginału: Before the Rains

 Dinah Jefferies zapisała się w mojej świadomości jako autorka pasjonujących obyczajówek rozgrywających się na egzotycznym tle Azji z początku zeszłego wieku. Miejscem gdzie najchętniej lokuje swoje powieści są Indie i dokładnie tam powracamy razem z główną bohaterką.

Lata 30-te XX wieku. Eliza niedawno straciła męża. Młoda wdowa szukając nowego miejsca dla siebie podejmuje się zlecenia wykonania kolekcji fotografii dokumentujących życie jednej z rodzin książęcych w Radżputanie. Wyrusza w podróż do kraju swojego dzieciństwa by odkryć tajemnice z przeszłości, zmierzyć się ze swoją teraźniejszością oraz zawalczyć o przyszłość. Już na wstępie zderzy się z nieufnością i podejrzeniami, zobaczy ogromne kontrasty jakimi usiany jest kraj, zostanie wplątana w sieć intryg istniejącą pomiędzy Brytyjczykami i Hindusami oraz spotka miłość, która nigdy nie może się ziścić.

Jefferies nie tylko snuje bajkowy romans na tle egzotycznych Indii ale także pokazuje z zachwytem tamtejszy świat. Nie ukrywa jego mrocznych stron ani nie koloryzuje kolonializmu. Jej opowieść jest stonowana ale nie unika trudnych tematów. Robi to jednak w sposób bardzo przystępny dla przeciętnego czytelnika. Niczym w baśni jest magicznie ale czuć czające się w zakamarkach zło i chowający się w cieniu czarny charakter. Bohaterowie muszą pokonać wiele przeciwności losu, wykazać się hartem ducha, poświęceniem, empatią oraz przedłożyć dobro innych na swoje ale tutaj, jak w każdej baśni, mamy nadzieję na szczęśliwe zakończenie. Bo przecież nie może być inaczej.

,,Zanim nadejdzie monsun" to powieść przy której się odpoczywa. Pozornie lekki historyczny romans, który zupełnie niezauważenie pokazuje nowy świat. Pokazuje bogactwo kultury Indii, fascynujące lecz mroczne zwyczaje oraz ludzi. To opowieść, z którą przyjemnie spędza się urlop.