Emma kilka lat wcześniej straciła ukochanego męża w wypadku samolotu. Był jej bratnią duszą, miłością życia, kimś z kim była związana od siedemnastego roku życia. Długo i boleśnie próbowała się pozbierać i zacząć na nowo żyć. Wróciła do rodzinnej miejscowości i tam spotkała Sama - przyjaciela z lat nastoletnich. Zakochała się a potem zaręczyła. Gdy wydawało się, że wszystko znowu w jej życiu jest na swoim miejscu, dostała szokującą wiadomość. Jess żyje i został odnaleziony. I co teraz z jej życiem? Która miłość była tą najważniejszą i prawdziwą?
,,Jedyne prawdziwe miłości" to moje drugie spotkanie z T.J. Reid. Wcześniej czytałam tylko późniejszą powieść autorki ,,Malibu płonie". Ta jest jedną z jej pierwszych. I bardzo to widać. Przyznam, że mam problem z tą autorką. Widzę zachwyty w internecie, jednak nie do końca rozumiem dlaczego. Chociaż może inaczej. Gdybym miała kilkanaście lat mniej może też bym się zachwycała bo Taylor Jenkins Reid pisze dobrze. Jest sprawną pisarką, która na maksa wykorzystuje różne zabiegi próbując oddziaływać na czytelnika. Tylko, że jest to bardzo powierzchowne. To nie jest powieść psychologiczna tylko dobrze napisane czytadło/romans/melodramat. I właśnie ta powieść jest tego najlepszym przykładem.
Czyta się to świetnie. Akcja płynie gładko, najpierw obserwujemy dorastanie, zakochanie się w sobie bohaterów, wchodzenie dorosłość i wtedy właśnie dochodzi do tragedii, która zmieni wszystko. Autorka próbuje oddać uczucia Emmy po stracie ukochanego i cały proces żałoby aż do momentu przełomowego. I tutaj zaczynają się schody, bo to co dzieje się po ponownym pojawieniu się Jessa jest naiwne, melodramatyczne i stereotypowe. Właściwie od razu można przewidzieć jaką decyzję podejmie Emma bo widać to nawet po konstrukcji bohaterów. Rozterki dziewczyny są spłycone maksymalnie i właściwie rozwiązują się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Zupełnie brakuje też jakichś reakcji ze strony otoczenia czy nawet samych zainteresowanych czyli Jessa i Sama.
,,Jedyne prawdziwe miłości" nie jest powieścią złą. Jest typowym romansem i można z nią spędzić doskonale czas. Idealnie nadaje się na momenty gdy potrzebujemy czegoś lekkiego, do bólu romantycznego i wzruszającego oraz przymkniemy oko na wszystkie uproszczenia. Absolutnie można się z nią bawić idealnie albo czytać jako przerywnik pomiędzy czymś mocniejszym. Autorka umie pisać, ma świetny styl ale tej historii brakuje tego czegoś co mogłoby wbić w fotel i zmusić do wylania morza łez wraz z bohaterką. Czyta się ekspresowo i chyba tylko dlatego Emma nie irytuje bo gdyby ta powieść była dłuższa to myślę, że można by mieć dość jej absurdalnych zachowań. Jeśli ktoś szuka czegoś na wieczór, pod kołdrę, co nie będzie zbytnio angażujące a uprzyjemni to polecam. Reszta spokojnie może się obejść bez tej książki.
piątek, 23 lutego 2024
,,Jedyne prawdziwe miłości" Taylor Jenkins Reid
wtorek, 17 stycznia 2023
,,Malibu płonie" Taylor Jenkins Reid
Tytuł oryginału: Malibu Rising
,,Malibu płonie" było chyba najpopularniejszym czytadłem na instagramie. Bez problemu znajdziemy jak czytają właśnie tę książkę Reese Witherspoon czy Victoria Beckham. Jednak nie zmienia to faktu, że jest to tylko czytadło. Ciekawe, wciągające, intrygujące i uwalniające emocje.
Nadchodzi ta jedyna noc w roku gdy Nina Riva organizuje największą imprezę. To wydarzenie, na którym nikogo nie może zabraknąć. Każdy kto tylko się liczy, albo chciałby zacząć się liczyć musi tam być i dać się zauważyć. Każdy chce tam być. Jest tylko jedna osoba, która najchętniej znalazłaby się gdzieś indziej - sama organizatorka. Porzucona żona, wzięta modelka, nadopiekuńcza starsza siostra i zagubiona dziewczyna. Taka właśnie jest Nina i wie, że tak naprawdę żadna z tych ról nie określa jej całościowo. Jednak nadchodzi najgorętsza noc lata, Malibu wkrótce zapłonie a gdy nastanie ranek, ona i jej rodzeństwo nigdy już nie będą tacy sami.
W pierwszej chwili, gdy zaczęłam czytać, pojawiło się skojarzenie z ,,Immortalistami". Tak samo jak tam, tutaj też jest czwórka rodzeństwa, która na skutek zrządzenia losu musi podjąć ważne decyzje i spróbować znaleźć własną drogę w życiu. Jednak chyba na tym porównanie się kończy. Bo ,,Malibu płonie" nie pokazuje rezultatu, nie pokazuje efektów. Pokazuje tylko płomień, który niszczy to co było, ujawnia prawdę i zostawia zgliszcza. Jest moment oczyszczenia, katharsis ale nie wiadomo czy pojawiła się ulga. Ale zanim do tego dojdzie trzeba przeżyć jeszcze raz to wszystko co musi zostać zniszczone. Dlatego fabuła powieści jest dwutorowa. Główny wątek to współczesność - 24 godziny przed imprezą, które zmienią życie wielu osób i nakreślą nowe ścieżki. Obok niego równolegle cały czas poznajemy sekrety rodziny Riva. Chyba więcej porażek, zdrad, upadków niż sukcesów i radości. To historia, którą chowa się i nie pokazuje na okładkach magazynów. Bieda, walka o przetrwanie, uzależnienia, zdrady i śmierci, samotność i brak miłości nie są tym co można pokazywać. Chowa się to za idealnym uśmiechem, ciałem, scenicznym wizerunkiem. Autorka burzy piękne fasady, demoluje złudzenia i pokazuje wszystkie brudy jakie czają się po kątach. Prowadzi do przełomu, przesilenia, które musi/powinno przynieść ulgę i na nowo wszystko zdefiniować. Czy tak się stanie? Zostajemy bez odpowiedzi ale jakoś nie wierzę w szczęśliwe zakończenie.
,,Malibu płonie" ma coś w sobie. Hipnotyzujący świat pięknych i bogatych, który wcale nie jest tak idealny za jaki chciałby uchodzić. Wyciąganie na jaw brudów. Sekrety rodzinne. Skandale i dramaty innych. Przecież tego przeciętny czytelnik szuka w prasie plotkarskiej i dokładnie to też tutaj jest. Po mistrzowsku wymieszane z buzującymi emocjami, pragnieniami i marzeniami. Od początku wiemy, że to musi wybuchnąć, musi się spalić i musi pociągnąć kogoś za sobą. I tak w pewien sposób jest. Ale jest też cukierkowo, słodko i dramatycznie jak w operze mydlanej. Właściwie brakuje prawdziwego, decydującego o wszystkim przełomu. Ogień wygasł, goście się rozeszli, emocje opadły, możemy wrócić za rok i powtórzyć te same błędy.
p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 157,5 cm - 2,7 cm = 154,8 cm.