Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 stycznia 2024

,,Kwiaty w pudełku" Karolina Bednarz


 Przyznam, że do momentu sięgnięcia po ten reportaż miałam bardzo romantyczną i idealistyczną wizję Japonii. Kwitnące wiśnie na tle ośnieżonej góry Fudżi, piękne gejsze, zapracowani ludzie mieszkający w czystym, dostatnim państwie, a w tle Hello Kitty i szalone teleturnieje przeplatana z anime. Tak, to nadal jest jeden z elementów opisujących Japonię ale jak zawsze, prawdziwy obraz jest dużo mroczniejszy i bardziej skomplikowany, szczególnie jeśli się spojrzy na wszystko z perspektywy kobiet.

Sporo czytałam o sytuacji kobiet w krajach latynoskich i wydawało mi się, że tam jest to szczególnie trudne. Dlatego, gdybym czytała ,,Kwiaty w pudełku" bez podanej nazwy kraju, którego dotyczy, moje pierwsze skojarzenia biegłyby w kierunku Ameryki Południowej. Pod otoczką idealnego państwa, wysokiej kultury kryje się opresyjny system, którego ofiarami najczęściej są właśnie kobiety. W Japonii odbiera się im prawo do wykształcenia, awansu, szacunku, są ofiarami mobbingu, seksizmu, molestowania. Brzmi strasznie i zupełnie odbiega od tego co Japonia chce i pokazuje światu. Infantylizacja kobiet przez sprzedawanie w świat kultury kawaii jest jednym elementów, które mają ograniczać prawa kobiet. Ale to zaledwie wstęp do poznania wielu innych bolesnych, trudnych, wręcz nie do uwierzenia historii. Próbuje się wprowadzać prawa, które mają pomóc ale w większości są one martwymi zapisami. Nie wiele można zrobić przeciwko gwałtom, molestowaniu w środkach komunikacji miejskiej czy nienormalnemu dokładaniu obowiązków zawodowych tak aby kobieta nie była w stanie pogodzić pracy i rodziny. Mężczyźni jak zwykle nie widzą problemów, są przekonani że ich jedyną rolą jest zarabianie pieniędzy a nie pomoc w domu. I kiedyś jedna pensja spokojnie wystarczała jednak czasy prosperity w Japonii także dobiegły końca. Zamiast dążyć do zmian społecznych, Kraj Kwitnącej Wiśni próbuje tkwić w tradycji .... która tak naprawdę tradycją nie jest bo narodziła się stosunkowo niedawno, jakieś 200 lat temu.

,,Kwiaty w pudełku" Karoliny Bednarz odczarowują obraz Japonii. Nie jest to już kraj marzeń i radości ale kraj targany mnóstwem problemów, które próbuje się zamiatać pod dywan. Wiele aspektów bardzo długo udawało się skutecznie ukrywać póki gospodarka prężnie funkcjonowała i była mniejsza wymiana kulturowa. Teraz to wszystko zaczyna wychodzić na wierzch. Coraz mocniej daje się odczuć postępujące ubożenie społeczeństwa, jego starzenie a jak zawsze, w takich sytuacjach, na pierwszy ogień idą kobiety, którym odmawiano praw i sprowadzano tylko do roli służebnej. Mocny, dosadny reportaż jednak zapisany z ogromną wrażliwością i szacunkiem dla bohaterek. Otwiera oczy i zupełnie zmienia spojrzenie. Polecam!

poniedziałek, 29 czerwca 2020

,,Wielki następca" Anna Fifield

Tytuł oryginału: The Great Successor. The Divinely Perfect Destiny of Brilliant Comrade Kim Jong Un

Kim Dzong Un - postać, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Dziwny, śmieszny ale i przerażający przywódca Korei Północnej. Wydaje się postacią z zupełnie innego świata. Gdy cały świat prężnie pędzi do przodu, czaruje zmianami, tryska nowoczesnością, on i kraj, któremu przewodzi utknął gdzieś w odmętach najgorszych i najczarniejszych czasów. Wygląda groteskowo ale jakimś cudem udaje mu się trzymać w ryzach terroru i dyktatury cały kraj oraz sprawić, że nawet wszechpotężne Stany Zjednoczone nie są w stanie nagiąć go do swojej woli.

Kim właściwie jest Kim Dzong Un? Jakim cudem ten dziwny trzydziestokilkulatek przetrwał i udało mu się przejąć władzę? Dlaczego tyrania i rządy terroru nadal trwają? Co sprawia, że Stany Zjednoczone powstrzymują się od radykalnego działania? Na te i całe mnóstwo innych pytań próbuje znaleźć odpowiedzi Anna Fifield. Przeszłość Kim Dzong Una skrywa tajemnica. Nie wiadomo wiele o jego dzieciństwie, okresie nastoletnim. Autorka zbiera okruchy i buduje z nich obraz wręcz nieprawdopodobnego człowieka. I nie, nie jest on wyjątkowy dlatego, że w wieku trzech lat potrafił kierować samochodem jak mówi rozpowszechniona w Korei opowieść. Nie, jest wyjątkowy bo groteskowy wygląd, dziwna fryzura, szalone zachowanie kryją siłę, bezwzględność i determinację by za wszelką cenę utrzymać się u władzy. Kim Dzong Un nie liczy się z nikim i niczym. Po trupach (dosłownie) dążył do ugruntowania swojej odziedziczonej ale nie do końca pewnej pozycji. Nieobliczalny szaleniec a może genialny manipulant? Szczęściarz wykorzystujący okoliczności a może strateg po mistrzowsku planujący każdy kolejny ruch i wyprzedzający przeciwników? Nie da się na te pytania jednoznacznie odpowiedzieć bo Kim Dzong Un wymyka się szablonowemu myśleniu. Przekracza ustalone granice w straszny i zły sposób, że zaszokowany świat nie jest w stanie reagować.

Autorka na tyle na ile to możliwe stworzyła niejednoznaczny i wymykający się wszelkim regułom i przyjętym konwencją portret człowieka, którego nie można lekceważyć. Ale książka opowiada nie tylko o przywódcy Korei Północnej. Aby jak najlepiej oddać jego osobą trzeba sięgnąć po szerszy kontekst i pokazać jak w ogóle doszło do przejęcia władzy przez dynastię Kimów oraz jak wygląda sytuacja w państwie. Nie jest to obraz rysowany w jasnych barwach. To obraz biedy, nędzy, ucisku zwykłych obywateli kontrastujący z szaleństwem i bogactwem najwyższych warstw. To obraz oparty na sprzecznościach i życiu w wiecznym poczuciu zagrożenia.

Z pewnością reportaż nie wyczerpuje tematu, zaledwie go zarysowuje ale daje odczuć jak skomplikowana jest kwestia przywództwa w Korei Północnej i jak nieoczywistą postacią jest Kim Dzong Un. Lepiej można zrozumieć dlaczego globalna polityka wygląda tak a nie inaczej. Bardzo dobra pozycja szczególnie dla tych, którzy jeszcze wcześniej nie spotkali się z tym zagadnieniem. Jasno i klarownie punktuje najważniejsze wydarzenia, które doprowadziły do obecnych rozwiązań oraz wyjaśnia jakie pociągały za sobą skutki. Polecam bo warto przeczytać.

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

,,Yūrei. Niesamowite duchy w kulturze japońskiej" Zack Davisson

 Tytuł oryginału: Yūrei: The Japanese Ghost

Japonia to miejsce magiczne, charakteryzujące się specyficznym folklorem i zupełnie odmienną od europejskiej kulturą. Już pobieżne spojrzenie na świat wierzeń Japończyków wystarczy by się przekonać, że oprócz świata ludzi istnieje także drugi, nie mniej ważny świat - świat duchów. I o ile duchy w świadomości Europejczyka to baśń, legenda, historie, które opowiada się dla wywołania dreszczyka emocji to dla mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni stały i bardzo realny element rzeczywistości.

Zack Davisson w swojej pracy podjął się próby zebrania i pokazania najbardziej charakterystycznych i najbardziej typowych przykładów duchów pojawiających się w japońskiej kulturze i folklorze. Próbuje prześledzić ich genealogię, pokazać kulturowe odniesienia oraz wskazać gdzie także obecnie można je odnaleźć - zarówno jeśli chodzi o teatr, grafikę, kino czy literaturę. Jego praca to nie tylko zbiór ciekawostek to przede wszystkim solidne i rzetelne spojrzenie na historię i kulturę Japonii na przestrzeni wieków z perspektywy duchów. Bo duchy są bardzo ważnym elementem kształtującym codzienność Japonii. Nie są ciekawostką ale spoiwem łączącym przeszłość z teraźniejszością, szarą codzienność ze światem duchowym, nadprzyrodzonym, przekraczającym ziemską egzystencję.

Davisson próbuje nakreślić szerszy kontekst w swojej pracy odnosząc się mocno do kultury i historii Japonii ale jeśli chodzi o konkretne przykłady skupia się na kilku najbardziej charakterystycznych, taki jak: duchy miłości, zazdrości czy przywiązane do miejsca lub przedmiotu. Ta książka to nie tylko teoretyczna rozprawa o duchach ale także ciekawy zbiór kilku opowieści o duchach typowych dla Japonii. Autor wybrał zaledwie kilka przykładów odpowiadających rozdziałom teoretyczny i doskonale ilustrujących to co próbuje uwypuklić.

Jedno jest pewne ,,Yurei" zabiera czytelnika w fascynujący świat duchów. Daje posmakować niesamowitego świata gdzie zacierają się granice pomiędzy tym co realne a tym co nadprzyrodzone. Ale to także kompendium, które rzetelnie i konkretnie, z dbałością o szczegóły i z szacunkiem opisuje to co jest ważne dla Japończyków. Dla każdego, kto jest zafascynowany Krajem Kwitnącej Wiśni pozycja obowiązkowa. 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 131,6 cm - 1,8 cm = 129,8 cm.

sobota, 18 kwietnia 2020

,,Planeta K. Pięć lat w japońskiej korporacji" Piotr Milewski

Od miliona lat (nie przesadzam) pracuje w polskim korpo. Mam też znajomych w różnych korporacjach poza granicami i wydawało mi się, że nic co korpoludzkie nie jest mi obce i nic nie jest mnie w tym systemie zadziwić. Cóż, myliłam się. Jakiekolwiek korpo europejskie w porównaniu w korporacją japońską musi i wypada słabo. Wręcz jaki się jako spokojna, prawie idealna praca. Co jest takiego wyjątkowego w japońskiej odmianie tego systemu? Najlepiej oddać głoś Piotrowi Milewskiemu, który spędził w jednej z firm - określanej jako K. pięć lat.

Od razu trzeba zaznaczyć, że ścieżka kariery Milewskiego odbiegała od typowej drogi zwykłego japońskiego pracownika. Nie musiał on startować od samego dołu, nie przeszedł przez wszystkie działy. Zaczynał jako specjalista i jedyny obcokrajowiec w firmie, która wydawała się stanowić jeden organizm pracowniczy. Życie wielu mieszkańców okolic, gdzie była zlokalizowana było jej podporządkowane i to firma decydowała jak wygląda nawet czas wolny pracowników. Generalnie sam obraz pracy i relacji firma - pracownik jest zaskakujący i radykalnie odbiegający od tego co znamy z Europy. Z pewnością już na wstępie zaskakuje długoterminowa perspektywa. Tam panuje przekonanie, że praca jest na zawsze a nie na chwilę oraz pracownik wstępujący w progi zakładu pracy automatycznie staje się klockiem budującym całość, traci swoją indywidualność, stając się takim jak inni. Wpływają na to jednakowe stroje, wyćwiczone zachowania, wręcz codzienne pranie mózgu nakierowane na to by firma mogła osiągać jak największe zyski i w ten sposób rozwijać się.

Milewski opisuje korporacyjną rzeczywistość z lekkością i humorem. Opowiada o swojej codzienności przemycając wiele danych o Japonii i Japończykach. Jego świat choć trudny, pełen wysiłku i dostosowywania się do reguł narzuconych przez firmę jest jednak pełen swoistego szaleństwa, egzotyki i ukazuje zupełnie inne oblicze korpoświata. Sama czytając wiele razy wybuchałam śmiechem by za chwilę dojść do wniosku, że moje korpo ze swoimi absurdami nie jest aż takie złe. Może informacje, które przekazuje autor są spłycone i mocno przefiltrowane przez sito jego subiektywizmu ale dają poczuć pewną namiastkę japońskiej rzeczywistości i problemów jakie targają to społeczeństwo. Polecam!

czwartek, 19 września 2019

,,Ganbare! Warsztaty umierania" Katarzyna Boni


Tsunami, które nawiedziło Japonię w marcu 2011 to już w ujęciu ogólnoświatowym zamierzchła przeszłość. Przez chwilę świat zamarł, gdy nastąpiła awaria w elektrowni atomowej w Fukushimie, przez chwilę współczuliśmy... Ale to było tylko chwile, które już odeszły w przeszłość, zostały zastąpione przez kolejne niusy, dramaty, sensacje, kolejne kataklizmy, wypadki.. kto w ogóle by je liczył? I gdy świat coraz bardziej zapomina, Japonia, a szczególnie dotknięte katastrofą rejony, nie zapominają. Żyją w cieniu śmierci, uczą się z nią współistnieć, próbując ją zaakceptować i po swojemu oswoić (jakkolwiek dziwnie to brzmi).

Reportaż Katarzyny Boni to trzy wyraźnie podzielone części, których osią jest tsunami. Pierwsza koncentruje się na samym żywiole i ludziach, którzy je doświadczyli. Mówi o tym co utracili, o próbie pogodzenia się z utratą domu, bliskich, spróbowania przystosowania się do miejsca, gdzie tsunami może, i z pewnością, jeszcze się powtórzy. Druga część jest osnuta wokół katastrofy w elektrowni atomowej. Przypomina to co działo się w Czarnobylu - walkę z nieokiełznaną materią, próbę zapanowania nad nią, a potem szukanie sposobu by poradzić sobie ze skażeniem i promieniowaniem. Chociaż autorka próbuje zachować japoński spokój i pokazać to bardzo metodyczne i racjonalne podejście to cały czas problem i ludzkie dramaty wychodzą na wierzch i wręcz krzyczą. Ostatnia, najkrótsza część to opis warsztatów jakie prowadzone są w Tokio uczące oswajania i przygotowania się na śmierć.

Tsunami jakie nawiedziło Japonię odsłoniło zupełnie inne oblicze Kraju Kwitnącej Wiśni. To już nie jest radosny, egzotyczny kraj - to kraj cierpiący w milczeniu, boleśnie doświadczony, mniej lub bardziej świadomy tego, że zagrożenia oraz następująca po nim śmierć jest wszechobecna i nieunikniona. To kraj, który pod zaplanowanym, metodycznym działaniem chce schować ból, dramat, cierpienie. To kraj, który ma potężny problem ekologiczny, którego nie uda się naprawić za życia jednego pokolenia. Wydobycie i pokazanie tych wszystkich zagadnień z pewnością nie było łatwe ale ważne, że udało się nakreślić zarys problemów i pozwolono dojść do głosu tym, o których się już zapomina. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 60,8 cm - 2,4 cm = 58,4 cm.

wtorek, 22 stycznia 2019

,,Yōkai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej" Michael Dylan Foster

Tytuł oryginału: The Book of Yōkai: Mysterious Creatures of Japanese Folklore

Na pierwszy rzut oka folklor japoński i zapełniające go fantastyczne stwory są dla Europejczyka (czy w ogóle członka kultury zachodniej) dziwaczne, niezwykłe a nawet niepokojące. I kształt, zachowanie a nawet odbiór jest zupełnie inne od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni. A gdy jeszcze uświadomimy sobie, że folklor ten nadal żyje i się rozwija, wtedy zostajemy zmuszeni do stanięcia twarzą w twarz ze zjawiskiem pozornie niezrozumiałym.

Michael Dylan Foster postanawia w swoim kompendium przybliżyć to zagadnienie koncentrując się na niezwykłych stworach jakie zapełniają kulturę japońską. Podchodzi do tego zagadnienia z kompletnym zestawem badacza - stosuje wszelkie dostępne mu metody badawcze. Właściwie pierwsza część książki to prezentacja warsztaty, wcześniejszych badaczy, który zajmowali się tematem Yokai (japoństkich stworów), historii oraz rozwoju i odbioru zjawiska. Niesamowitym jest to, że yokai nadal żyje oraz szeroko wpływa na kulturę. Ma swoje stałe miejsce w mangach, anime, literaturze i sztuce. Nadal fascynuje i inspiruje. Jest czymś normalnym.

Druga część to prezentacja kilkudziesięciu wybranych stworów. Sam autor podkreśla, że jest to niewielki wycinek z całego nieustanie przeobrażającego się zbioru. Początkowo gdy zaczęłam czytać o poszczególnych yokai wydawały mi się niezwykłe i było dla mnie nieprawdopodobnym, że ludzkość coś takiego stworzyła i zapełniła nimi świat. Potem jednak przyszła refleksja o podobieństwie do naszych strzyg, lich, płanetników, wodników itp. Europa odsunęła swoje stwory na dalszy plan - zjawiska, które za ich pomocą sobie tłumaczono zostały wyjaśnione. W Japonii jest inaczej. Rozwój cywilizacji nie do końca wyparł kappy, oni, kitsune. Trochę przesunął ich rolę, spychając je w kierunku legend miejskich.

Przygoda z opracowanie ,,Yokai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej" była dla mnie czymś niezwykłym. Pozwoliła mi głębiej wniknąć w niezwykły świat tego folkloru. Zrozumieć obrazy, które znałam wcześniej z mang czy anime ale i dostrzec jak w wielu miejscach kultura jest uniwersalna. Prosty, przystępny język, przejrzysta forma opracowania są dodatkową zaletą i sprawiają, że książkę się wprost połyka przemierzając świat pełen yokai. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 155,1 cm - 2,6 cm = 152,5 cm.

środa, 9 stycznia 2019

,,Delhi. Stolica ze złota i snu" Rana Dasgupta

 Tytuł oryginału: Capital: The Eruption of Delhi

Z Indiami i Delhi nieodłącznie kojarzą mi się kontrasty: ogromne bogactwo i skrajna bieda, piękno i brud, pęd ku nowoczesności i zacofanie, angielskie wykształcenie i analfabetyzm. Dużo z tego co jest tylko moimi skojarzeniami znalazło swoje odzwierciedlenie w reportażu Rana Dasgupta.

Ten Anglik w pierwszym pokoleniu, potomek rodzimych mieszkańców Delhi próbuje poznać i zrozumieć miasto, które trwa w nieustannym ruchu. Miasto, które się przeobraża cały czas. Cykl życia Delhi jest zupełnie inny niż znanych nam miast europejskich. Szybko wybuchło, rozrosło się, pochłonęło co tylko było w stanie i wypluło całe mnóstwo zupełnie nowych tworów. Skrajne kontrasty żyją obok siebie, korupcja budująca imperia, niesamowite bogactwo ale tuż obok wyzysk najbiedniejszych. Rana Dasgupta sięga głęboko i próbuje rozmawiać z przedstawicielami każdej z warstw tak aby jego obraz Delhi nabrał jak najwięcej szczegółów i detali, by był bardziej prawdziwy. Nie jest to łatwe zadanie bo stolica Indii wymyka się z przyjętych i znanych ram.

Autor porusza wiele zagadnień ale z pewnością jest to zaledwie kropla w morzu problemów z jakimi zmaga się Delhi a razem z nią całe Indie. Dla mnie szczególnie interesujące były rozdziały poświęcone kwestii outsourcingu, kobiet, podziału na Indie i Pakistan, problemów z nieruchomościami. To tak niewiele ale bardzo ważne i sprawiające, że lepiej zrozumiałam pewne zagadnienia. Szczególnie, że zaprezentowane są w sposób prosty i zrozumiały. Naświetlony najpierw jest kontekst po to by później skoncentrować się na konkretnych przykładach, które chociaż unikalne stanowią reprezentację całości.

,,Delhi. Stolica ze złota i snu" to interesujący reportaż, wnikający za zasłonę i pokazujący miasto a poprzez nie ludzi i ich problemy. Porusza, uświadamia, rozszerza światopogląd. Polecam! 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 163 cm - 3,3 cm = -159,7 cm.

sobota, 24 listopada 2018

,,Pekin i Szanghaj. Dwie głowy chińskiego smoka" Adrian Geiges

Tytuł oryginału: Gebrauchsanweisung für Peking und Shanghai

Jednym z moich odkryć tego roku jest seria Mundus Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest to seria reportaży prezentująca bardziej lub mniej niezwykłe miejsca (MUNDUS MIEJSCA) lub koncentrująca się na ludziach (MUNDUS LUDZIE). Jest dla niej charakterystyczne nieoczywiste spojrzenie i prezentowanie szerszej, bardziej wnikliwej perspektywy niż to co dostarczają przewodniki turystyczne.

Tym razem zostałam przeniesiona do Chin bo z perspektywy Niemca, Adriana Geigesa zobaczyć dwa najważniejsze miasta Państwa Środka: Pekin i Szanghaj. W obu mieszkał przez pewien czas, oba poznał dokładnie. Oba miasta dostarczyły mu całej gamy wrażeń. Oba także ulegają nieustannym przeobrażeniom, zmieniając się w każdej chwili. Mimo, że zewnętrzny obserwator znajdzie wiele punktów wspólnych, mieszkaniec będzie widział tylko różnice. A są to ogromne, wyraźne różnice. Życie w obu miastach kształtuje mnóstwo czynników ale o różnicach decydują kultura, mentalność, położenie oraz spełniana rola. Autor próbuje zderzyć te dwa światy i pokazać barwną mozaikę, na którą składa się historia, położenie geograficzne, kultura, ludność, polityka, jedzenia, sposób przemieszczania się po mieście a nawet to w jaki sposób oba miasta prezentowane są w kinematografii. Po kawałku wyciąga to co w jego najbardziej charakterystyczne i poprzez to konfrontuje Pekin z Szanghajem. Sam ze swojej strony nie daje odczuć, że któreś z miast jest lepsze lub gorsze od drugiego. Wręcz przeciwnie na tej podstawie buduje skomplikowany, pełen kontrastów obraz całych Chin.

,,Pekin i Szanghaj" to zaledwie wycinek, maleńki z całego skomplikowanego i nieustannie zmieniającego się obrazu Chin. Trudne tematy zostały zaledwie zasygnalizowane, bardziej skupiono się na tym co pozytywne lub odnoszące się do życia przedstawiciela chińskiej klasy średniej czy obcokrajowca. Fakt, w większości jest to zaledwie zbiór anegdot z życia Niemca w Państwie Środka ale przyznać trzeba, że tym poziomie bardzo wnikliwy i ciekawy. Geiges lekko i z pełnym zaangażowaniem opowiada wciągając czytelnika w codzienne, społeczne życie. Nie sili się na filozofowanie, mówi prosto, pokazuje co zna i czego doświadczył, przez co choć trochę można się poczuć jakby samemu się tam mieszkało.

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 5,1 cm - 1,6 cm = 3,5 cm.

sobota, 2 czerwca 2018

,,Góra w Tybecie" Colin Thubron


Tytuł oryginału: To a Mountain in Tibet

,,Góra w Tybecie" idealnie wpisuje się w reportaże z podróży jakie najbardziej cenię. Autor zawarł w tej króciutkiej książeczce dużo więcej niż tylko opis drogi jaką pokonał.

Colin Thubron jest znanym i cenionym angielskim podróżnikiem. Przemierza świat, potem próbując go zamknąć w słowach i przekazać innym. Nie inaczej jest i teraz. Jego pierwszym celem jest dołączenie do pielgrzymów wyruszających na świętą dla wielu religii Wschodu górę Kajlas. Ten niezdobyty szczyt w Tybecie co roku przyciąga wielu wiernych, którzy pragną zapewnić sobie dobrobyt i powodzenie obchodząc górę dookoła zgodnie z wierzeniami.

Thubron przebywa między nimi, obserwuje ich, rozmawia, poznaje. Ale nie tylko samo otaczające go środowisko jest ważne. Istotne są także jego wewnętrzne motywacje. Także dla niego droga staje się czasem na przepracowanie i zrozumienie tego co dzieje się w jego życiu. Próbuje zrozumieć samotność i pogodzić się ze stratą rodziny. Dlatego cały reportaż pełen jest retrospekcji i delikatnych dygresji. Powoduje to, że droga na górę Kajlas nabiera nowego, trochę filozoficznego i metafizycznego wymiaru.

,,Góra w Tybecie" to dobrze napisany, wciągający i zmuszający do refleksji reportaż. Okrywa zupełnie nowe rejony sacrum, ważne dla innych wyznań ale i udało się uchwycić w nim coś nadnaturalnego, jakiś element górskiego, naturalnego oddziaływania, które wpływa także na innych.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

,,Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia" Dominik Szczepański, Piotr Tomza


Przyznaję, że jestem człowiekiem leniwym i wygodnym. Fakt, w podróży nie potrzebuję kilkugwiazdkowego hotelu ale bez względnej czystości i chociaż letniej wody na dłuższą metę jest mi ciężko się obyć. Mogę spać na podłodze ale czymś co absolutnie przekracza moje granice jest pchanie się w góry zimą, gdy temperatura spada bardzo poniżej zera, wieje silny wiatr a warunki są absolutnie ekstremalne. I to w imię czego? Tego choć trochę chciałam się dowiedzieć.

O Nanga Parbat zrobiło się głośno ponownie na koniec stycznia za sprawą dramatycznej akcji ratunkowej Adama Bieleckiego i Denisa Urubko, którzy pospieszyli na pomoc Tomkowi Mackiewiczowi i Eli Revol. Notabene, cała trójka (oprócz Urubko) pojawiają się na kartach reportażu, który stanowi  zapis wyprawy z przełomu 2015/2016. To właściwie dwa różne zapisy, dwóch odrębnych spojrzeń na Nanga Parbat - każde z nich odnosi się do innej strony góry i prezentuje zupełnie inną epikę, które w tym czasie, zimowo decydowały się zdobywać szczyt. O ile pierwszy jest raczej mało ciekawy, przegadany, koncentrujący się na mało istotnych zagadnieniach to drugi dużo wyjaśnia i mimo, że nadal nie do końca rozumiem co ludzi pcha na takie szaleństwo to zaczynam ich szanować i dostrzegać w tym obrazie szerszą logikę oraz dużo bardziej złożone zjawisko niż tylko ,,głupi pęd" by być pierwszym tam gdzie nikogo jeszcze nie było.

Dominik Szczepański w drugiej części przeprowadził znaczące rozmowy z czołowymi europejskimi himalaistami, dzięki czemu łatwiej można uporządkować sobie całość zjawiska - zrozumieć historię, to co w ogóle robią oni tam w górze, jak mozolna i trudna jest to droga i jak wiele pociąga za sobą niebezpieczeństw. Mimo, że laikowi wydaje się, że jest to wyprawa na pewną śmierć to ogromną wagę przykłada się do zabezpieczeń i wszelkich zachowań, które mają zniwelować ryzyko do minimum. To wcale nie jest dziki pęd ku szczytowi ale bardzo spokojna i przemyślana akcja, mająca w sobie wiele gracji, spokoju i cierpliwości (widać to szczególnie w pierwszej części pisanej przez Piotra Tomzę).

Trudne i trochę przerażające spojrzenie było na Tomka Mackiewicza, szczególnie w kontekście tego co stało się w tym roku. Tomek został już na zawsze pozostał na górze, która przyciągała go jak magnez. Wiele miejsca zajmuje on w rozmowach z wyprawy 2015/2016 i chyba cały czas w podświadomości tych wypowiedzi pojawia się myśl, że Tomek nie uwolni się od Nangi, chyba wszyscy nie mówiąc tego wprost wiedzieli, że ta akurat góra stała się jego nieubłaganą nemezis. Widzieli jego obsesję i nie umieli się jej przeciwstawić ale i ją rozumieli bo gdzieś po trochę wszyscy jej ulegali, szukając tej nieoczywistej, nie dającej się racjonalnie zaklasyfikować fascynacji, podążając za pierwotnym pragnieniem wolności i przestrzeni.

,,Nanga Parbat" to reportaż, który zaledwie pierwszy, maleńki krok dla mnie na drodze by choć trochę zrozumieć himalaizm. Zakreślił mi trochę idei i pokazał co naprawdę może kierować ludźmi, którzy decydują się coś takiego. Ale mówił też trochę o górze, która przyciąga i wzywa, że niektórzy wielokrotnie pod nią wracają. Warto sięgną!

wtorek, 27 lutego 2018

,,Chiny bez makijażu" Marcin Jacoby


Nastawiłam się na książkę podróżniczą. Taką pełną obrazów, krajobrazów, migawek pełnych lokalnego kolorytu oraz pełną smaków, zapachów, ciekawostek. W prawdzie wszystko to można znaleźć w książce Marcina Jacobiego ale nawet trudno jest mi to nazwać reportażem.

Autor, sinolog z wykształcenia, wykładowca uniwersytecki przygotował i dostarczył czytelnikowi kompleksowy zbiór informacji kulturalno-społeczno-historycznych o Chinach. Całość przypomina kompleksowy skrypt uniwersytecki gdzie w zbiorczej, trochę podsumowującej formie zebrane jest wszystko co na przykład uczestnik podstawowego kursu sinologicznego powinien znać i wiedzieć. Czy taka forma to wada czy zaleta? Trudno powiedzieć. Każdy może odbierać to indywidualnie. Widać ogrom wiedzy i pasji autora, który przygotował i zebrał w pigułce wszystkie najważniejsze informacje pozwalające lepiej poznać i zrozumieć Państwo Środka. Nie powiela on schematów czy stereotypów ale wchodzi głębiej, analizuje i pokazuje to co najlepiej oddaje charakter tego kraju. Widzi istotę kultury, obyczajów, zachowań. Rozumie co staje za takim czy innych zachowaniem i próbuje najprościej jak to możliwe wytłumaczyć to czytelnikowi wywodzącemu się z kręgu kultury europejskiej. Wyraźnie widać, że Jacoby śledził wnikliwie zmiany jakie zachodziły w Chinach zarówno w sferze kulturalnej, obyczajowej, politycznej ale i ekonomiczno-gospodarczej. Dzięki tego może opowiadać o kierunkach z jakich wywodzi się to państwo ale i także może przewidywać w jaką stronę zmierza oraz jakie to może pociągnąć za sobą konsekwencje.

,,Chiny bez makijażu" to mimo, że zwarta ale wnikliwa analiza Chin, cenne źródło informacji dla kogoś kto dopiero zaczyna swoją przygodę z Państwem Środka. Praktycznie na każdej stronie da się odczuć, że autor to nauczyciel akademicki bo czuć naukowe podejście do tematu. Pomimo ogromu zagadnień poruszonych, które mogą wydać się mniej lub bardziej interesujące, czyta się to bardzo dobrze i szybko. Prosty ale bardzo precyzyjny język, przejrzysta forma i lekkość stylu pozwalają łatwo przyswoić i zrozumieć zawarte informacje, chociaż od skojarzenia z uniwersyteckim skryptem nie da się uwolnić :)

p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  139,9,0 cm - 3,1 cm = 136,8  cm  

czwartek, 5 października 2017

,,Dziennik z podróży do Rosji" John Steinbeck

 Tytuł oryginału: A Russian Journal

,,Nie mamy żadnych wniosków poza jednym. Rosjanie nie różnią się niczym od reszty populacji świata. Oczywiście, są wśród nich źli ludzie, ale ogromna większość to dobrzy ludzie."

Gdy John Steinbeck wyruszał na wyprawę do Rosji (a raczej Związku Radzieckiego) świat dochodził do siebie po II wojnie światowej. Żelazna Kurtyna dopiero się kształtowała ale było już czuć w powietrzu rodzący się podział na Zachód i Wschód. Ludzie obawiali się tych ,,złych sowietów". Dociekliwy, reporterski instynkt Steinbecka zmusił go do zadania sobie pytania jacy właściwie są ci Rosjanie. Czym się różnią? I dlaczego trzeba się ich obawiać? Zdawał sobie sprawę, że w Stanach nie odnajdzie odpowiedzi na te pytania więc wraz z fotografem Robertem Capą wyrusza na dwumiesięczną wyprawę po Rosji.

Z taką samą dociekliwością z jaką dokumentował Amerykę teraz patrzy na Związek Radziecki. Przemierza kolejne republiki: Ukrainę, Gruzję, podziwia Moskwę, wędruje po zrujnowanym Stalingradzie i wszędzie wychwytuje to co je charakteryzuje i wyróżnia. Wyciąga to co jest inne, nowe, zaskakujące dla przeciętnego Amerykanina. Nie ocenia, nie szkaluje, nie szuka na siłę potknięć ale też nie koloryzuje. Z reporterską rzetelnością notuje pozwalając sobie jedynie na okraszanie obrazu subtelną nutą humoru i ironii. Jego Rosja jest inna, egzotyczna ale przez to fascynująca. Pełna smaków, zapachów,zraniona ale z dumą podnosząca się ze zgliszcz. Pobrzękują nuty panujące komunizmu ale są tak łagodne, że nie są w stanie zakłócić pozytywnego wydźwięku reportażu.

Steinbeck w Związku Radzieckim był turystą, oprowadzanym przez wysłannika urzędującej władzy. Widział to co pozwolono mu zobaczyć, doświadczył to co pozwolono mu doświadczyć. Nie drążył, nie wnikał zbyt głęboko ale wcale tego nie chciał. Chciał zobaczyć przeciętność i pozorną zwyczajność. I to zobaczył oraz uchwycił na kartach tego reportażu. Nie chciał gnębić politycznymi wydźwiękami oczywistych różnic. Rosja wywarła na nim dobre wrażenie. Zapamiętał miejsce pełne normalnych, zwykłych ludzi i to chciał przekazać swoim rodakom 70 lat
temu.

*Steinbeck w reportażu używa nazwy Rosja. Ja ją powtarzam jako odnoszącej się do całego Związku Radzieckiego. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 38,1 cm - 1,6 cm = 36,5  cm                  

wtorek, 22 listopada 2016

,,Indonezja Itd." Elizabeth Pisani

Tytuł oryginału: Indonesia, Etc.: Exploring the Improbable Nation

Elizabeth Pisani może bardzo dużo opowiedzieć o Indonezji. Spędziła tam w końcu sporo czasu. Najpierw jako młoda dziewczyna na przełomie lat 80-tych i 90-tych, potem już jako dziennikarka współpracująca z agencją Reutera oraz epidemiolożka zajmująca się problematyką HIV/AIDS.

Reportaż ,,Indonezja itd" stanowi zbiór jej wspomnień przede wszystkim z ostatniej wyprawy do tego niezwykłego kraju, jaką odbyła w latach 2012/2013. Trzynastomiesięczna wędrówka w trakcie której odwiedziła cztery największe wyspy: Sumatrę, Celebes, indonezyjską część Nowej Gwinei oraz Borneo obfituje w wiele ciekawych zdarzeń i zaskakujących faktów. Autorka nie tylko pokazuje ludzi i miejsca ale snuje opowieść o historii tego niejednorodnego zbioru wysp. Próbuje pokazać liczne zamieszkujące je plemiona, ich kulturę, tradycje. Za pomocą różnorodności zaprezentować jednolitość. Z racji tego, że jej praca zawsze była silnie uwarunkowana od polityki, po cały czas przebija się z narracji. Dużo miejsca poświęca przywódcą i ich ustawodawstwu, podkreślając co zrobili a co chcieli.

Najciekawsze są jednak detale w reportażu. Zawsze wtedy gdy wyciąga z natłoku zdarzeń jedno specyficzne, wyróżniające takie jak zwyczaje ślubne, pogrzebowe. Gdy mówi o szkołach, pojedynczych ludziach czy opisuje sposób pojmowania religii czy przeprowadzania wyborów. Mnie najbardziej zadziwił Bank Śmieci (idea godna pochwały i przeszczepienia nawet na nasze środowisko). To właśnie to jest największym plusem i wspaniale oddaje klimat. Na to każdy czytelnik czeka.

,,Indonezja Itd." to  ciekawe spojrzenie na ten egzotyczny  i mało znany kraj. Autorka jest dobrym gawędziarzem dzięki czemu lekko i z humorem przedstawia to co sama widziała i doświadczyła. Głęboko przeniknęła do indonezyjskiego środowiska co spowodowała, że mogła dać odczuć klimat tego miejsca. Na szczęście nie pisze o nim w samych superlatywach, mówi o problemach, trudnościach czy nawet tematach zapalnych. To sprawia, że cały zaprezentowany obraz nabiera głębi i realności. Reportaż ten to solidna dawka wiedzy i faktów, którą spokojnie mogę polecić każdemu.

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 9,3  cm - 3,4 cm =  5,9 cm      

poniedziałek, 13 czerwca 2016

,,Utracone serce Azji" Colin Thubron

 Tytuł oryginału: The Lost Heart of Asia

Colin Thubron wyruszył na wyprawę po Azji Środkowej na początku lat dziewięćdziesiątych, tuż po upadku Związku Radzieckiego. Przemierzał fascynujący świat pełen egzotyki, tajemniczości, pradawnych kultur i zwyczajów. Patrzył na świat prostych, wolnych ludzi, którzy nie znają pojęcia granica czy państwo. Pomimo swego pierwotnego i naturalnego piękna był to jednak świat okradziony i zrujnowany. Stalin narzucił im swoje prawa, próbował wtłoczyć w ciasne granice pojęć, ukształtować z nich jednolity, szary twór. Narzucił prawa i zwyczaje. A potem nagle po prawie siedemdziesięciu latach to wszystko znikło. Została pusta, którą na nowo trzeba zapełnić. Na nowo odkryć stłamszone serce Azji Środkowej.

,,Utracone serce Azji" jak na książkę podróżniczą zachwyca pięknem narracji. Czuje się nutę nostalgii za tym co odeszło w przeszłość i zostało zapomniane: za utraconą wielkością, potęgą, świadomością tego kim się jest. Ludy azjatyckie na nowo budują swoją kulturę, gwałtownie uwolnią spod pręgierza Związku Radzieckiego. Autor przemierza razem z nimi te ścieżki próbując dostrzec wśród ruin pałace i świątynie a w twarzach - ich dumnych przodków. To opowieść o rodzących się przemianach, czasem niechcianych.

Trudno było mi się oderwać od lektury. Fascynował i pochłaniał mnie ten okradziony świat. Z ogromną przyjemnością przeczytałabym jak teraz on wygląda. Czy kraje Azji środkowej takie jak Uzbekistan, Tadżykistan, Kirgistan, Kazachstan odnalazły swoją przeszłość? Czy nadal ta można uchwycić ich magię i tajemniczość? Co się zmieniło? Co znikło? Co pozostało? A może trzeba wyruszyć w podróż i przekonać się o tym na własne oczy? Polecam gorąco!

wtorek, 12 kwietnia 2016

,,Archipelag znikających wysp" Sergiusz Prokurat, Piotr Śmieszek

Indonezja wydaje się być miejscem z innego świata. Dla współczesnego Europejczyka przyzwyczajonego do swojego spokojnego, ustabilizowanego życia - to otchłań chaosu, różnorodności, pewnego prymitywizmu i ... naturalności. To świat, który z jednej strony szybko chce dogonić Zachód, uparcie walczy o miano Azjatyckiego Tygrysa Biznesu ale równocześnie sprawia wrażenie, że czas tu się zatrzymał i wszystko jest takie jak pokolenia temu.

Autorzy w ,,Archipelagu znikających wysp" zabierają nas w podróż po tym fascynującym kraju, złożonym z 17 tysięcy wysp. Jest bardzo inna publikacja aniżeli te które wcześniej czytałam. Nie koncentruje się tylko na subiektywnych odczuciach, nie mówi tylko o ludziach i miejscach ale porusza też wiele aspektów ekologicznych, biznesowych czy gospodarczych. Świetnie uchwycone jest wiele problemów z jakimi boryka się to państwo, przy okazji uwypuklając specyfikę poszczególnych kultur. Bo Indonezja to tygiel w którym mieszają się różne kultury, języki i religie. Zaprezentowane są jej wielkie aglomeracje, kultowe kurorty ale i zapomniane wysepki oraz plemiona.
Pokazane wszystko co piękne, ważne i trudne ale oddające ducha kraju.

Książka to bardziej starannie wydany album, bogato ilustrowany zdjęciami niż typowa relacja podróżnicza. Sam tekst nie jest też gawędą podróżnika ale czymś pomiędzy esejem, rozprawą naukową a szczegółowym opisem. Daje to świetny efekt - nie nudzi a porywa i zaciekawia budzą w czytelniku pragnienie by samemu udać się do Indonezji by na własne oczy zobaczyć ten świat zanim ulegnie nieubłaganemu ,,postępowi"

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 108,4 cm - 1,5 cm =106,9 cm

sobota, 26 marca 2016

,,Szpagat w pionie" Maciej Wesołowski


Maciej Wesołowski zabiera nas w fascynującą podróż po pełnych kontrastu Indiach. Chyba na wstępie trzeba ostrzec, że nie będzie to podróż wygodna, sielankowa czy nawet ... czysta. Indie to kraj niezwykłych, pięknych, monumentalnych budowli ale i przeraźliwie brudnych ulic. To miejsce gdzie obok siebie znajdują się bogactwo i biedota. Ale o tym chyba wszyscy wiemy. Zdajemy sobie sprawę z panującego tam systemu kastowego, relacji społecznych, trudnej sytuacji kobiet. Autor też o tym wie ale nie chce pokazywać tego pesymistycznego oblicza. Chce pokazać zwykłych ludzi, przeciętną klasę średnią - to co ich fascynuje, o czym marzą, do czego dążą. Jakże zwykłe to jest oblicze, jak podobne do naszego.

Ale nie tylko na tym Wesołowski się koncentruje. Opowiada o swojej podróży z ogromną sympatią. Z lekkim przymrużeniem oka traktuje specyfikę hindusów - ich bałagan administracyjny, czatowanie na turystów, podejście do wiary i astrologii, wewnętrzne podziały. Próbuje znaleźć zrozumiałe dla nas analogie by jak najlepiej zilustrować Indie. Dociera nawet do studentów uczących się języka polskiego. Jakże dziwnie to brzmi, gdy Hindus mówi, że wiąże z tym językiem przyszłość bo jesteśmy dla niego silną gospodarką. Przyznaję, że miło jest spojrzeć na nasz kraj z takiej perspektywy.

,,Szpagat w pionie" to kolejna książka podróżnicza, która sprawiła, że zapragnęłam na własne oczy zobaczyć to wszystko co Autor, posmakować i doświadczyć prawdziwych Indii. Wiem, że Wesołowski dał nam swój obraz - znacznie złagodził to co złe a uwypuklił to co dobre. A jak jest naprawdę? Może kiedyś dane będzie mi samej to zweryfikować.

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 118,6 cm - 2,7 cm =115,9 cm    

czwartek, 9 lipca 2015

,,Cztery zachodnie staruchy" Bartosz Jastrzębski, Jędrzej Morawiecki

Europejczyk wierzy w wiele rzeczy. Wierzy w pieniądze, władzę, prognozę pogody, wierzy w to co mówią w telewizji, piszą w Internecie, czasem wierzy w Boga lub jakąś siłę wyższą kierującą światem. Normalne jest dla niego komunikowanie się z oddalonymi o tysiące kilometrów bliskimi. Jednak istnieje strefa życia i świadomości, którą bez wahania wkłada między bajki a każdego kto twierdzi inaczej skłonny jest z marszu skierować na badania psychiatryczne. To sfera duchów, szamanów i bezpośredniej ich ingerencji we współczesny świat. Dla nas, Europejczyków, szamanizm brzmi jak powrót do czasów prehistorycznych. Istnieją jednak miejsca gdzie zjawisko to stanowi normalności, a wręcz przeżywa swój renesans.

Reportaż Bartosza Jastrzębskiego i Jędrzeja Morawieckiego koncentruje się na obszarze współczesnej Buriacji i Mongolii. Opowiada fascynującą historię o podróży w świat duchów i szamanizmu. I nie jest to jakiś Ciemnogród. Szamanami zostają ludzie wykształceni, z tytułami naukowymi. Odnaleźli oni życiową równowagę w balansowaniu pomiędzy światem żywych i ich przodków. Ich relacje odsłaniają tajniki ruchu, odbudowę po czasach komunizmu oraz pokazują jak bardzo zakorzeniony jest w społeczeństwie. Pokazują świat gdzie nowoczesność miesza się z wielopokoleniową tradycją, realizm z metafizyką.

Autorzy stają się dla czytelnika oczami i uszami. Przebiegają azjatyckie miasta by pokazać to co najważniejsze, zebrać i wysłuchać najważniejszych bohaterów. Patrzymy na tę fascynującą rzeczywistość wyposażeni w podstawową wiedzę antropologiczną i etnograficzną by potem móc wyciągać własne wnioski. Patrzymy i uczymy się szanować tę kulturę jakże inną od naszej. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2015 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 100,5 cm  - 1,8 cm = 98,7 cm