Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W.A.B.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W.A.B.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 października 2025

,,Śmierć i inni święci" Tomasz Pindel


 Ameryka Południowa to kontynent pełen kontrastów. Zachwyca na wielu poziomach i skrywa nadal wiele tajemnic. Chyba więc nie będzie zaskoczeniem, że i w kwestii religijności oraz wierzeń jest niejednorodna i znacznie odbiega od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie. Tradycyjnie i w bardzo dużym uproszczeniu przyjmuje się, że Ameryka Łacińska jest katolicka. Jednak jej chrystianizacja była prowadzona powierzchownie co doprowadziło do unikalnej mieszaniny wierzeń. To właśnie tutaj katolicka gorliwość miesza się z pierwotnym zabobonem, budując unikalny i wyjątkowy obraz. I właśnie temu zjawisku przygląda się Tomasz Pindel w swojej pracy, jako przykłady przywołując Kubę, Meksyk, Peru i pogranicze argentyńsko-paragwajskie.

Autor zaczyna swoją wędrówkę przez kontynent od Kuby gdzie w cieniu komunizmu zrodziła się santeria, kult wywodzący się z afrykańskich wierzeń przeszczepiony na wyspę razem z niewolnikami. Potem wyrusza do Meksyku by spotkać się z wyznawcami La Santa Muerte i zrozumieć jakie ma ona znaczenie dla mieszkańców kraju co rusz targanego kryzysami. Następnym celem jest Peru. Tam na wierzenie, patrzy z zaskakującej perspektywy bo przez medycynę naturalną oraz wierzenia przodków. Na koniec wyruszy do Argentyny, gdzie świętym może stać się każdy i wcale nie jest do tego potrzebne oficjalne potwierdzenie z Watykanu.

,,Śmierć i inni święci" to fascynujące, barwne i niejednoznaczne spojrzenie na Amerykę Łacińską. Pokazuje inną religijność, nie tę formalną, oficjalną ale żywą. Może nie kanoniczną, często ocierającą się o herezję ale będącą odpowiedzią na prawdziwe potrzeby ludzi, których system zawodzi. Ta religijność jest mieszaniną folkloru, tradycji oraz powierzchownie prowadzonej chrystianizacji ale jednak doskonale wpisuje się w mentalność Latynosów. Może czasami jest mroczna, skoncentrowana wokół przemocy, znacznie obiegająca od tego co znamy z europejskich świątyń, jednak i tak poszczególne kulty znajdują swoich wyznawców. To nie są wierzenia czekające pokornie aż bóstwo zadziała, to kulty oparte na dialogu i wymianie, pełne mistycznych, prawie magicznych rytuałów. Zaskakujące jest, że niektóre z nich egzystują równolegle z katolicyzmem lub za jego milczącym przyzwoleniem.

Reportaż Tomasza Pindela dał mi posmak tego jak zróżnicowana jest religia Ameryki Łacińskiej. Teoretycznie oparta na tych samych fundamentach co w Europie ale zupełnie inna. Bardziej mistyczna, przesiąknięta lokalnym kolorytem, stojąca na pograniczu magii, szamaństwa i kultu. I przede wszystkim żywa oraz mocno oddziałująca na społeczności. Ten reportaż koncentruje się na zwykłych ludziach, a poprzez nich to doskonale widać. Polecam!

 

 p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 11,6 m - 2,8 cm = 8,8 cm.

 

niedziela, 13 kwietnia 2025

,,Podcastex 2. Polskie milenium" Mateusz Witkowski,Bartek Przybyszewski


 W roku 2005 rozpoczęło się dla mnie wchodzenie w dorosłość. Tak dosłownie. Życie prywatne zdominowały zupełnie nowe emocje i zupełnie inaczej patrzyło się na rzeczywistość. Ominęła mnie faza ,,emo" bo sorry to było dla dzieciaków w gimnazjum a ja już byłam licealistką o krok przed maturą i studiami. Jednak mimo tego, że wtedy dystans między gimnazjum i liceum był ogromny nie udało uciec się przed tym co działo się w Polsce, zarówno w popkulturze jak i polityce i ogólnie społeczeństwie. Z dzisiejszej perspektywy lata 2005-2010 to dla mnie wieczność. Ogromna zmiana, przejście od liceum do prawie końcówki studiów. I równie zaskakujące jest jak wiele się wtedy działo.

Kolejna część ,,Podcastexu. Polskiego milenium" to opowieść o pewnym szaleństwie. Wtedy się tego nie czuło jak wielkie i nieprawdopodobne rzeczy się wtedy działy. Prezydentura Lecha Kaczyńskiego, zmiany rządów, nieprawdopodobne koalicje, skandale, Roman Giertych jako minister edukacji (pamięta jeszcze ktoś amnestię maturalną?). Ale i w społeczeństwie. Pojawiły się programy typu ,,Taniec z gwiazdami", selekcjonerem był Leo Benhakker, zasypała nas lawina polskich seriali, komedii romantycznych i objawił się Patryk Vega czy Wojciech Smarzowski.

Przyznam, że o wielu rzeczach zapomniałam albo nie były nigdy przedmiotem moich zainteresowań więc je ignorowałam. Dopiero kolejna praca Witkowskiego i Przybyszewskiego mi o tym przypomniała i uświadomiła jak wiele się zmieniło w okresie 2005-2010. Sporo tematów ma swój ciąg dalszy współcześnie, są takie na które dopiero gdy spojrzy się z dzisiejszej perspektywy, widzi się jak ogromne miały znaczenie. Są też takie, które są zaledwie ciekawostką i dziś raczej budzą uśmiech politowania. Autorzy nie wnikają za głęboko w poruszane tematy, nie analizują drobiazgowo, oni tylko budzą wspomnienia i próbują złapać klimat. Myślę, że dla milenialsów i tak ten okres ma swoją jedyną i wyjątkową atmosferę a książka taka jak ta zarysuje kontekst i uświadomi jak wiele przeżyliśmy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

środa, 8 stycznia 2025

,,Doktórka od familoków" Magdalena Majcher


 Pochodzę z okolic Rabki-Zdrój i pamiętam jak jako dzieci, podczas obowiązkowych corocznych wycieczek do teatru lalek Rabcio, podśmiewaliśmy się z Górnośląskiego Ośrodka Rehabilitacyjnego dla Dzieci, że komuś się coś z geografii poplątało. Tylko, że wtedy nie wiedzieliśmy, że naszymi śmichami-chichami stoi poważna i tragiczna historia. A to, że dzieci ze Śląska spędzały tam niezbędne turnusy rehabilitacyjne to zasługa między innymi niezwykłej kobiety jaką była Jolanta Wodowska-Król.

,,Doktórka od familoków" to fabularyzowany zapis wydarzeń jakie rozegrały się na początku lat 70-tych XX wieku w Szobienicach, jednaj z dzielnic Katowic, położonej tuż obok huty ołowiu. Teoretycznie wszyscy żyli tam ze świadomością możliwości zatrucia ołowiem, ale nikt nie zdawał sobie sprawy na jak wielką skalę jest to rozpowszechnione i, że może dotyczyć także dzieci, które nie pracują przy przetwórstwie metali. Dopiero impuls i tytaniczna praca pani doktor, która przebadała i zdiagnozowała tysiące dzieci. To ona sama wraz ze współpracującą z nią pielęgniarką, roznosiła wezwania na badania oraz upominała się do huty o nowe mieszkania dla tych najbardziej dotkniętych zatruciem ołowiem.

Oprócz historii pani doktor, powieść prowadzi nam przez fikcyjny wątek rodziny Kościelniaków. Obraz życia rodzin hutników autorka zbudowała na podstawie prawdziwych relacji osób, które mieszkały pod murem huty. Ich oczami widzimy wszechobecną biedę i ludzką tragedię. U dzieci, które najmocniej były zatrute ołowiem, dochodziło do trwałych zmian, przede wszystkim w obszarze zdolności intelektualnych, powodując, że stawały się dorosłymi niezdolnymi do samodzielnego egzystowania. Losy rodzin z Szopienic to też dramat dziedziczenia patologii, wszechobecnego alkoholizmu i świadomości, że mimo ciężkiej pracy nie ma szans na zmianę życia oraz obserwowania postępujących chorób u najmłodszych.

,,Doktórka od familoków" to powieść, która w bardzo przystępny sposób opowiada o nieznanej i tragicznej historii Śląska. ,,Huta żywicielka, huta trucicielka" w tym prostym stwierdzeniu skupia się wszystko. Dopiero siła, odwaga, determinacja i oddanie pacjentom jednej kobiety pozwoliło odwrócić bieg losu i uratowało całe tysiące istnień. Zaskakujące jest to, jak stosunkowo łatwo się to stało, biorąc pod uwagę czas gdy rozgrywa się akcja. Co nie odbiera nic postaci pani doktor Jolancie Wadowskiej-Król, która nie bała się represji ale podążyła za przysięgą, którą złożyła. Jej historia poraża i inspiruje. Zdecydowanie więcej powinno się o niej mówić, i opowiadać o akcie heroizmu jakiego dokonała. 


p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 163 cm - 2,2 cm = 160,8 cm.    

niedziela, 28 lipca 2024

,,Podcastex. Polskie Milenium" Bartek Przybyszewski, Mateusz Witkowski


 Doskonale pamiętam, kiedy kupiłam pierwsze BRAVO w swoim życiu. Koniec stycznia 2000. Dlaczego to ma znaczenie? Bo wtedy w pewien sposób weszłam w popkulturę przełomów wieków. Internet był jeszcze czymś efemerycznym, nie posiadałam telewizji satelitarnej, mieszkałam na wsi gdzie wszystko docierało później więc jedynym źródłem wiedzy była prasa młodzieżowa. To z BRAVO i Popcornu dowiadywałam się co w świecie piszczy. A teraz ,,Podcastex" odświeżył te wspomnienia i uświadomił mi jak w szalonym momencie dorastaliśmy.

Dla mnie zdecydowanie najciekawsza była pierwsza połowa zbioru felietonów, ta opowiadająca o muzyce, telewizji, sporcie, społeczeństwie i polityce. Bo właściwie to było wszystko to co znałam i pamiętałam a teraz mogłam sobie odświeżyć i spojrzeć z dorosłej perspektywy. Szalone panowanie Ich Troje, afery polityczne, WTC i śmierć papieża, Adam Małysz, Pudzianowski i pierwszy Big Brother. To wszystko nas kształtowało i zajmowało naszą wyobraźnię. Nasze kanały informacyjne były mocno ograniczone i chyba głównie dla tego wszyscy interesowaliśmy się tym samym. To także czas gdy powoli wchodziliśmy w świat technologii - komputery, komórki i internet tworzyły nowe możliwości.

Cały czas mi się wydaje, że przełom tysiącleci był chwilę temu. Dopiero ta książka uświadomiła mi jak dużo czasu już minęło i jak bardzo się zmieniliśmy. Jednak to co działo się w latach 1999-2005 nas ukształtowało i nakreśliło nasz kierunek. Do dziś powtarzamy teksty z komedii, potrafimy zanucić ,,Jak zapomnieć", pamiętamy emocje gdy Małysz wygrywał z Hannawaldem i czujemy te ciary żenady na wspomnienie wykonania hymnu z mundialu w Korei i Japonii, zbieraliśmy tazosy, puszczaliśmy strzałki, czy przesyłaliśmy sobie maila z tańczącymi chomikami.

Przybyszewski i Witkowski właśnie o tym w sposób szybki i przyjemny nam przypominają. Przywracają emocje i przeżycia, które były wspólne dla całego pokolenia. Starają się być obiektywni i skupiać się na bardzo ogólnych tematach. Jest to trochę powierzchowne i pozbawione głębszego kontekstu, bardziej nakierowane na osoby, które to znają z własnej przeszłości niż tych, którzy byli za młodzi albo ich jeszcze nie było. Sama nie umiem identyfikować się z wieloma tematami, szczególnie tymi związanymi z komputerami czy internetem, bo to nie moje wspomnienia. Zamiast tego brakło mi odniesienia do gimnazjów i bardziej dziewczęcej perspektywy. Wyraźnie też widać, że autorzy piszą z perspektywy mieszkańca większego miasta, którego wcześniej obejmowały zachodzące zmiany. Dzięki temu widzę, jak obecnie zatarły się granice miasto-wieś . To co kiedyś na wsi nie pojawiało się wcale, albo z opóźnieniem, dziś jest tak samo dostępne.

,,Podcastex. Polskie milenium" to ciekawa wycieczka w przeszłość, do okresu nastoletniego. Odświeżyła wspomnienia i próbowała trochę je uporządkować. Wiele brakuje, wiele tematów jest tylko pobieżnie nakreślone, trochę zaskakuje wybór niektórych tematów ale mimo wszystko da się poczuć klimat zmian jakie wtedy następowały i miszmaszu jaki panował. Czuć to zachłyśnięcie możliwościami i próbę szybkiego nadrabiania zaległości.Nawet jeśli wtedy się tego nie czuło, to lata 1999-2005 były ciekawe i z pewnością zasługują na lepsze opracowania ale jako wstęp polecam!

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 39,8 cm - 2,6  cm = 37,2 cm.

środa, 1 maja 2024

,,Kolory zła. Czerń" Małgorzata Oliwia Sobczak


 Leopold Bilski po zakończeniu poprzedniej sprawy zostaje zesłany do Kartuz. Urokliwe, senne miasteczko raczej obiecuje nudę. Tylko, że to pozory. Równocześnie z przybyciem Bilskiego, do miasta po wieloletniej nieobecności wraca Julia Sarman z siedmioletnim synkiem. Kobieta ma za sobą trudną przeszłość, z którą wreszcie postanawia się zmierzyć. Wszystko to zazębia się z zaginięciem nastolatki. Dziewczynka wyszła z domu w Sopocie ale ostatnim miejscem gdzie ją widziano są właśnie Kartuzy. Bilski nieoczekiwanie zostanie wplątany w śledztwo i gdy wydaje się, że nic nie ma sensu ginie syn Sarman. Teraz już na pewno śledztwo musi ruszyć pełną parą by zdążyć zanim ,,Potwór z Kartuz" uderzy. Na jaw wyjdą szokujące tajemnice z przeszłości, które wstrząsną całym miastem.

,,Kolory zła. Czerń" to pełnokrwisty i niepokojący kryminał. Dotyka bardzo delikatnej strefy jaką jest krzywda dzieci. Szokuje i przełamuje utrwalone przez lata zmowy milczenia. Jest mroczny i mocny, łamiący narzucone tabu. Autorka nie boi się szokujących i przerażających zwrotów akcji, które przykuwają uwagę i oddziałują na czytelnika. ,,Czerń" to najczystsze zło, największy mrok i najprawdziwsza deprawacja wymierzona w najsłabszych - w dzieci. Obserwujemy śledztwo głównie z perspektywy Bilskiego i innych śledczych i to z ich emocjami i niepokojem musi mierzyć. Sprawca do ostatnich stron jest ukryty przez co jego ujawnienie nie buduje wokół niego okoliczności łagodzących. Jest złem i potworem.

,,Kolory zła. Czerń" to zło, które jest stale obecne i które przybiera nieoczywiste formy. Właściwie większość z postaci jakie przewijają się w powieści jest winna. Krzywdą jest nie tylko zabójstwo czy pedofilia, krzywda to też surowość, znęcanie się, milcząca zgoda, przemilczenie czy brak zainteresowania. Ta powieść nie wskazuje jednoznacznie winnych ale z każdym w jakimś sposób się rozprawia. Z jednej strony, powieść ma formę bardzo dobrze napisanego kryminału, w który wciąga, ani na moment nie zwalnia i zapewnia zaskakujące zaskoczenie, z drugiej, ze względu na ładunek emocjonalny sprawy, może być sporym obciążeniem. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 97,3 cm - 2,9 cm = 94,4 cm.   

niedziela, 4 lutego 2024

,,Czas krwawego księżyca" David Grann

Tytuł oryginału: Killers of the Flower Moon. The Osage Murders and the Birth of the FBI

 Przyznam, że zanim jeszcze zaczęłam czytać ,,Czas krwawego księżyca" miałam moment zwątpienia. Dopiero co skończyłam czytać Oppenheimera, wcześniej też czytałam dwa dosyć mocne reportaże i wydawało mi się, że to może być zły czas na kolejną książkę non-fiction. Jednak gdy tylko otworzyłam i zaczęłam, wiedziałam, że się nie oderwę i tylko zobowiązania sprawiły, że nie przeczytałam jej w jeden dzień.

,,Czas krwawego księżyca" to mocna, dosadna literatura faktu oparta na autentycznych wydarzeniach, które rozegrały się zaledwie 100 lat temu na terytorium Oklahomy. To tak odkryto złoża ropy a właścicielami tych terenów byli Indianie z plemienia Osagów. Ten fakt sprawił, że w przeciągu zaledwie kilku lat zaskakująco wielu członków plemienia straciło życie w okolicznościach, które delikatnie mówiąc, były zastanawiające. Bardzo długo te zbrodnie były tuszowane, bagatelizowane, ukrywane i dopiero w II połowie lat 20-tych raczkujące Biuro Śledcze, które później zostało przemianowane na FBI, pochyliło się nad nimi i zaczęło wyciągać na wierzch przerażającą prawdę oraz tajemnice, skrzętnie skrywane przez wiele osób.

,,Czas krwawego księżyca" jest książką non-fiction, bogatą w detale, szczegółową ale równocześnie napisaną niczym najlepszy, pełnokrwisty thriller. Od pierwszego zdania przykuwa uwagę, elektryzuje i powala. To bardzo autentyczna opowieść o zbrodni, chciwości, okrucieństwie, wyrachowaniu i rasizmie. Bezpośrednio i wręcz brutalnie i bez owijania w bawełnie przywołuje jeden z najmroczniejszych epizodów w historii Stanów Zjednoczonych. Chciwość, pragnienie władzy i chęć zagarnięcia roponośnych terenów staje się motorem bo najbardziej okrutnych działań. Osagowie są mordowani by ograbić ich z ich własności, traktowani są ja gorszy gatunek ludzi, odmawia im się praw oraz poczucia bezpieczeństwa. Są jak zaszczuta zwierzyna, otaczana przez drapieżniki.

Ale to także pretekst by pokazać początki jednej z najbardziej znanych instytucji śledczych na świecie czyli FBI. Potworne zbrodnie są narzędziem by udowodnić swoje racje oraz podwaliną, na której oprze się legenda założycielska FBI. To historia ludzkich ambicji, manipulacji i metod, które miały doprowadzić do celu chociaż nie zawsze zgadzały się z literą prawa.

Nie mogłam się oderwać od lektury. Byłam zszokowana, porażana, przepełniona zgrozą i niedowierzaniem. Jednak cały czas wracało do mnie porównanie z reportażem, który czytałam rok temu czyli ,,Siedem opadłych piór" - historii współczesnego rasizmu w Kanadzie. Skoro nadal dzieją się takie historie, nadal rasizm w stosunku do pierwszych narodów jest wszechobecny więc gdy dodamy pieniądze, ropę i władzę efekt może być tylko przerażająco spotęgowany. Ale nawet ta wiedza nie przygotuje na bezczelność, arogancję i wyrachowanie oraz właściwe popełnianie zbrodni na oczach innych. Terror w osadzie Osadów był jawny i wszechobecny a zmowa milczenia zapewniała mu bezkarność i zachęcała do większej zuchwałości. Myślę, że cokolwiek napiszę, moje słowa są zbyt delikatne, jednak David Grann zrobił to idealnie. Stworzył żywą opowieść, która boli. Jest pełna zwrotów akcji ale to boli, bo to się wydarzyło. To była rzeczywistość, która pociągnęła za sobą zbyt wiele ofiar a obecnie jest zupełnie zapomniana. Naprawdę polecam, bo tej książki nie da się szybko zapomnieć. 

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 148,0 cm - 3,2 cm = 144,8 cm.    

piątek, 15 grudnia 2023

,,Przyjaciele, kochankowie i ta Wielka Straszna Rzecz" Matthew Perry

Tytuł oryginału: Friends, lovers, and the Big Terrible Thing: a memoir

 Wiedziałam, że tę książkę chcę przeczytać ale nie byłam pewna czy chcę ją mieć w domu. Dlatego w drugiej połowie lipca zapisałam się do kolejki w bibliotece. Wtedy byłam trzecia lub czwarta i teoretycznie gdzieś w okolicach przełomu listopada lub grudnia miała nadejść moja kolej. Nie tak źle. Zanim jednak doczekałam się, końcówką października świat obiegła informacja o śmierci Matthew Perry'ego. Zapanowała żałoba i smutek, mnie też dotknęła bo Chandler Bing to moja absolutnie ulubiona postać serialowa na równi z Deanem Winchesterem. Razem ze śmiercią Perry'ego skończyła się jakaś epoka. Mimo, że Chandler będzie żył wiecznie i wiecznie będzie nam poprawiał humor to obecnie zupełnie inaczej patrzy się na tę postać, szczególnie po lekturze autobiografii.

Historia Perry'ego to doskonały przykład jak bardzo może rozminąć się wyobrażenie z prawdę. Jak sam Matthew przyznał on i Chandler byli jednym i startowali dokładnie z tego samego punktu. Dwóch zakompleksionych, nieporadnych młodzieńców, którzy pokrywali swoje niedostatki humorem i sarkazmem. Tylko, że Chandler przez 10 sezonów serialu ewoluował, dojrzał, znalazł swoją drogę i swoje oparcie. A Matthew? U Matthew pojawiła się Ta Wielka Straszna Rzecz - uzależnienie. Tragiczna choroba, która stopniowo niszczyła mu życie bo to finalnie je zabrać. Tak, wszyscy byli zszokowani na wiadomość o jego śmierci ale chyba nikt nie był zaskoczony. Od lat portale plotkarskie snuły teorie ale dopiero teraz otwarcie wszyscy mogli stanąć twarzą w twarz z namiastkę tego co przeżył sam Perry. Mówi otwarcie o kolejnych stadiach popadania w alkoholizm i uzależnienie od leków i innych środków. Dobitnie opisuje stan w jakim się znajdował i całą gamę myśli i emocji jakie mu towarzyszyły. Miał wszystko ale nigdy nie czuł się wystarczający, zawsze czuł braki, niepokój, które próbował zagłuszyć przez alkohol i inne używki. Jego życie to opis walki, opis staczania się i chwiejnego powstawania. Krótkich chwil gdy był ,,czysty" by potem za chwilę znów trafić na kolejny odwyk. To straszna opowieść o tym jak bardzo człowiek nie jest w stanie panować nad swoimi myślami, zachowaniami i nic nie jest w stanie go z tego stanu wyrwać. Żadne pieniądze, kobiety, sława, rodzina. Gdy masz gen uzależnienia to jesteś na przegranej pozycji, możesz walczyć z całych sił ale jedna chwila słabości zrujnuje cały ciężko wypracowany efekt.

Pierwszą myślą po skończeniu autobiografii Matthew Perry'ego było, że jest to list pożegnalny, szczególnie ostatnie rozdziały tak brzmią. Podsumowuje swoje życie, rozlicza się z tym co było, wyraża żal, że nie ma żony i dzieci oraz dziękuje bliskim i przyjaciołom. Mówi  w zawoalowany sposób ,,żegnajcie". Trudno powiedzieć czy miał świadomość, że jego zrujnowane ciało zbyt wiele już nie zniesie, czy miał jakiś plan. To już nie ważne. Otwarcie pokazał jak wygląda uzależnienie i pożegnał się. Mam nadzieję, że tam gdzie teraz jest znalazł spokój, którego całe życie nie miał. Jest to ogromna tragedia ale może jego otwartość, komuś pomoże i zatrzyma zanim popadnie w nałóg, z którego nie mam już odwrotu. 

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 3,9 cm - 2,4 cm = 1,5 cm.    

poniedziałek, 28 sierpnia 2023

,,Pokój z widokiem. Lato 1939" Marcin Wilk

 


Ta książka przyciągnęła mój wzrok na półce w bibliotece. A skoro, że nadal trwają wakacje to wydawało mi się, że może być to odpowiednia lektura. Ale jakże inne jest to lato, o którym opowiada od współczesnego.

,,Pokój z widokiem. Lato 1939" to książka łącząca w sobie cechy reportażu, wspomnień z relacjami prasowymi. Akcja koncentruje się do dwóch wakacyjnych miesięcy ostatniego lata przed wybuchem II wojny światowej. Autor dotarł do relacji świadków tamtych wydarzeń. Bohaterowie, dziś już osiemdziesięcio-, dziewiedziesięciolatkowie cofają się pamięcią do dzieciństwa by opowiedzieć o atmosferze, nastrojach albo po prostu anegdotach z tego okresu. Ich relacja jest uzupełniona dokumentami źródłowymi oraz relacjami prasowymi. Całość zbudowana jest na kontraście. Z jednej strony prawie cały czas przebija wypieranie ze świadomości zbliżającej się wojny, jak najdłużej chce się zachować poczucie normalności. Ludzie korzystają z wakacji, wyjeżdżają na wypoczynek, odwiedzają rodzinę, dzieci nadal są dziećmi, trwa wystawa światowa, na którą Polska przygotowuje swój pawilon. Ale równocześnie pojawia się coraz mocniejsze przeświadczenie, że trzeba się przygotowywać. Trwa gorączkowe zabieganie o pieniądze na zbrojenia, rośnie poczucie, że Polska nie odda ani kawałka ziemi, zaczyna się przygotowanie zapasów.

,,Pokój z widokiem. Lato 1939" zaczyna się pogodnie i z optymizmem jak właściwie, każde wakacje. Jednak z każdą stroną narasta poczucie nieuchronnego zagrożenia. Mimo, że letnie słońce rozluźnia, to Polacy w 1939 nawet gdy korzystali z jego uroków to cały czas mieli świadomość, że coś się zbliża. To opowieść poruszająca, wstrząsająca chociaż napisana pozornie z bardzo lekki, przyjemny sposób. Jednak tam cały czas czai się czujność, mobilizacja, przygotowanie. Korzystano z ostatniego lata z pełną świadomością, że przed nimi straszna niewiadoma. To co miało nadejść okazała się tak drastycznie różne, bardziej przerażające, że żadne podjęte kroki nie okazały się wystarczające. Ta książka, jest wstrząsającym świadectwem, pełnym kontrastów ale bardzo autentycznym i mocno oddziałującym na czytelnika. To nie tylko opowieść o przygotowaniach do wojny ale także o pokoleniu, które zostało ograbione z radości lata, które musiało się zderzyć z wojną, które widziało śmierć, zniszczenie, dramat.

Myślę, że jest to jedna z tych książek, które powinno się przeczytać. Dużo pisze się o samej wojnie ale mniej o tym jak wyglądały ostatnie chwile przed. Jak reagowało społeczeństwo, jakie panowały nastroje, jak zachowywała się prasa. Marcin Wilk daje tego posmak. Odtwarza klimat, oddając głos tym, którzy to przeżyli. Ich relacje są słodko-gorzkie a przez to bardziej prawdziwe. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 57,5 cm - 2,7 cm = 54,8 cm.    

 

czwartek, 9 lutego 2023

,,Kwestia ceny" Zygmunt Miłoszewski


 Dawno, dawno temu czytałam ,,Bezcennego". Nie pamiętam zbyt wiele oprócz tego, że była to pierwsza polska książka napisana w sposób sensacyjno-przygodowy oraz dotyczyła poszukiwań ,,Portretu młodzieńca" Rafaela. Teraz po latach, zaryzykuje stwierdzenie, że po dekadzie, sięgnęłam po kontynuację. Wracają ci sami bohaterowie i znowu wyruszają na szaleńczą wyprawę.

Profesorka Zofia Lorenz traci pracę w muzeum. Dochodzi to tego z trudnym dla je rodziny okresie. Jej mąż zapada na dziwną chorobę a ona jest na tyle zdesperowana by zapewnić mu leczenie, że zgadza się wziąć udział w wyprawie, która ma na celu poszukiwanie dokumentów i innych artefaktów, które zgromadził polski badach na Syberii na przełomie XIX i XX wieku. Tropów niewiele i są bardzo enigmatyczne. To jednak nic bo Zofia wyruszy w podróż na Syberię, do Paryża by potem wylądować ... na równiku. Nic jednak nie jest takie jak może się wydać. Bo to czego szuka Zofia też nie jest tym co można wywnioskować na pierwszy rzut oka.

Chociaż nie pamiętam fabuły ,,Bezcennego" to pamiętam emocje i wrażenia i wiem, że wtedy mi się podobało. Wtedy chciałam więcej. Więcej podobnych przygód, więcej awantur, więcej poszukiwań. No i niby to dostałam ale nie wiem czy ja z tego już wyrosłam, czy zamysł autora się zmienił ale ,,Kwestia ceny" nie jest dokładnie tym czego się spodziewałam. Generalnie zamysł jest niezły. Wykorzystanie powstańczej, zsyłkowej historii, wykorzystanie pierwotnych legend, współczesnych badań i fiksacji społecznych, dodanie szczypty teorii spiskowych i voila. Mamy gotowy thriller sensacyjny. Potrząsnąć ze dwa razy, żeby zmienić układ sił. Kilka razy zamienić wrogów z przyjaciółmi i czytelnik siedzi jak na szpilkach aż do ostatniej strony. Właściwie samograj i to jeszcze bardzo sprawnie napisany. Właściwie wszystko gra. No właśnie. Tak jak pisałam wcześniej, nie wiem czy to ja już wyrosłam ale jakoś nie mogłam złapać klimatu. Niby wszystko jest na swoim miejscu. Pełen napięcia thriller, który nie jest tylko rozrywką ale także zadaje kilka ważnych współcześnie pytań. Trochę ironiczny, trochę absurdalny. I chyba ten absurd czułam najmocniej. Jakby sam autor nie czuł tego o czym pisze i dlatego serwuje bohaterom najbardziej absurdalne z absurdalnych zwrotów akcji. Jakby na siłę chciał być dowcipny, na siłę bardziej dramatyczny. Tylko, że to trochę słabo działa.

,,Kwestia ceny" z pewnością jest dobrze napisanym thrillerem. Ale dobrze napisany nie znaczy porywający, podnoszący ciśnienie, emocjonujący czy taki dla którego zarwę noc. Jest tylko dobra i z pewnością zaskakująca. Ma kilka wbijających w fotel momentów ale także i takich, które zadają pytanie o to jaki jest nasz współczesny świat. I cóż, refleksja jaka z nich płynie nie jest optymistyczna. Jeśli kogoś to przekonało to polecam!

p.s. Jedna gwiazdka więcej za Smugę. Nie wiem czy był to celowy zabieg czy przypadek ale ja odbierałam to jako puszczenie oka do wszystkich, którzy dekady temu wychowali się na Tomku Wilmowskim.

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 148,3 cm - 3,3 cm = 145,0 cm.     

 

sobota, 5 listopada 2022

,,Dewocje" Anna Ciarkowska

 

To nie jest łatwa, prosta czy przyjemna książka. Jest skomplikowana, bolesna, budząca całą gamę uczuć i emocji od wstydu zaczynając. Ale taka też jest polska, katolicka religijność. Z jednej strony zaangażowana, wystawna, przepełniona adoracją i czcią ale gdy spojrzeć bliżej widać jak bardzo puste to może być. Ludzi dzieli się na tych, którzy pasują do obrazka. Razem ze wszystkimi powtarzają formułki, powtarzają te same ruchy i nie ważne, że nie wiedzą co robią ani czemu dokładnie ma to służyć. Każdy kto się wyłamuje jest inny, obcy, budzi strach a tuż za nim idzie ciekawość by na koniec poprowadzić nienawiść.

Anna Ciarkowska ubrała swoją opowieść w formę spowiedzi. Narratorka spowiada się ze swojego życia. Z jednej strony zwyczajnego, trochę pustego, które zmienia się gdy dochodzi do cudu. Wtedy z osoby, której się nie zauważa, przeciętnej dziewczyny staje się sensacją. Jedni ciągną by doświadczyć cudu, wykorzystać dla własnych celów, drudzy widzą w niej zło i starają się wyrwać niczym chwast ze społeczności. Bohaterka nie rozumie tego co się dzieje wokół niej. Może tylko opowiadać po swojemu o Bogu, rodzicach, bliskich, środowisku w którym wyrosła.

,,Dewocje" przypominały mi trochę ,,Kult" Łukasza Orbitowskiego. To kolejna próba zrozumienia i rozłożenia na czynniki pierwsze polskiej powierzchownej religijności. Tym razem patrzymy z perspektywy zagubionej dziewczyny, która nie rozumie co się dzieje i dlaczego jest tak jak jest. Zagubiona, odsunięta od wszystkich ma do wyboru tylko dwa spojrzenia na wiarę: zmarłego ojca - dla którego religijność i pobożność były czymś oczywistym, mechanicznym, na zawsze splecione z jego życiem i jednoznacznie go określające; oraz matki - wiara połączona ze strachem przed śmiercią i życiem. Ani w jednym ani w drugim przypadku nie ma mowy o zrozumieniu. Jest za to małomiasteczkowe społeczeństwo: fałszywe, rozplotkowane, obłudne i głupie.

,,Dewocje" to opowieść, obok której ciężko przejść obojętnie. Jest trochę wyrzutem sumienia. Soczewką w której skupiają się grzechy powierzchownej pobożności. To opowieść, która mogła zdarzyć się wszędzie bo wszędzie ludzie są tacy sami i wszędzie grupa szuka tego najsłabszego aby go upokorzyć, napiętnować i wyrzucić poza nawias po to tylko aby reszta mogła poczuć się lepsza, ważniejsza, by mogła wzrosnąć ich samoocena. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  18,0 m - 1,8 cm = 16,2 cm.     

środa, 11 maja 2022

,,Kryminalny Wrocław" Iza Michalewicz


 Sześć zbrodni, jedno miasto.

Przyzwyczailiśmy się chyba trochę do zbrodni. Jest wszechobecna. Dominuje w telewizji, literaturze, prasie, internecie. Chyba nie ma dnia, żeby nie dało się odnaleźć informacji, że ktoś, gdzieś został zamordowany. Często towarzyszy informacja o zatrzymaniu podejrzanego. I właściwie na tym kończy się uwaga opinii publicznej. Jednak są sprawy, które na dłużej rozbudzają społeczność. Sprawy szokujące, zaskakujące, porażające swoją bezwzględnością i trochę bezczelnością. Jednak i one po jakimś czasie przygasają i lądują na półce w jakimś archiwum.

Iza Michalewicz właśnie z takiej półki wyciągnęła i postanowiła przypomnieć o sześciu brutalnych, porażających sprawach, których osią jest Wrocław. Otwiera sprawa zabójstwa ciężarnej dziennikarki, potem jest sprawa byłej Miss Polski, zakochana lekarka, seria Skorpiona, pisarz, który opisał swoje zbrodnie, a kończy gwałt i zabójstwo studentki. Już tak enigmatyczne podsumowanie jest szokujące. Pokazuje jak wiele może się zdarzyć i do jak szokujących okrucieństw zdolni są ludzie. Michalewicz jest konsekwentna i systematyczna i takie są jej opisy. Próbuje wniknąć możliwie jak najgłębiej i pokazać zarówno ofiary jak i zbrodniarzy. Pokazuje wszystkie środki, metody, uniki próbowali oni stosować aby odwrócić od siebie podejrzenia i co trzeba przyznać, w prawie każdym przypadku, do pewnego stopnia im się to udaje. Jednak tryby organów śledczych działają i w końcu prawda wychodzi na jaw. Nie zawsze jest jednoznaczna, nie zawsze dostaje się odpowiedzi na wszystkie pytania, nie zawsze jest logiczne wyjaśnienie motywów. To nie powieść - tu nie zawsze wszystkie nitki muszą znaleźć swój koniec.

Chyba tak jak zawsze w przypadku takich reportaży, najbardziej szokujące i porażające jest, że wydarzenia te miały miejsce. Nie jest to podrasowana fikcja literacka, rozbuchana wyobraźnia autora - to samo życie. Nieprawdopodobne, przerażające, okrutne i brutalne. Dodatkowo bardzo mocno uderzyła mnie myśl, że wszystkie opisane sprawy bardzo mocno zakorzenione są w emocjach, uczuciach, nietrafionych związkach. Jest to szokująca konkluzja, że budujące uczucia jak miłość i pożądanie tak łatwo może obrócić się w coś destrukcyjnego i zabójczego.

,,Kryminalny Wrocław" to publikacja, po która zdecydowanie warto sięgnąć. Przypomnieć sobie albo na nowo poznać sprawy sprzed lat i nie pozwolić ofiarą popaść w zapomnienie a oprawcą cieszyć się wolnością. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  97,1 cm - 2,8  cm =  94,3 cm.     

 

piątek, 11 lutego 2022

,,Małe życie" Hanya Yanagihara

Tytuł oryginału: A Little Life

 To chyba jedna z tych książek, obok których nie da się przejść obojętnie. Na pewno po skończonej lekturze, nikt nie powie, że jest dokładnie taki sam jak przed. Ta historia zmasakruje, wkurzy, zachwyci, zasmuci, wywoła uśmiech a na koniec roztrzaska na drobne kawałki. Sprawi, że zupełnie inaczej spojrzy się na życie, dorastania, otaczającą rzeczywistość i ludzi, którzy się w niej znajdują.

,,Małe życie" zaczyna się stosunkowo niewinnie. Jako opowieść o czwórce przyjaciół, którzy dopiero co skończyli studia i wkraczają w dorosłe życie. Architekt, aktor, malarz i prawnik. Próbują znaleźć swoje miejsce w świecie. Trzech z nich dopiero poznaje co to znaczy dostać kopniaka od życia. Ostatni nosi w sobie traumy z dzieciństwa i mniej lub bardziej udanie próbuje je tuszować. Żaden z nich nie wie jeszcze, że dorosłość boli. Dorosłość to wieczne zmaganie. A od okrucieństwa, które doświadczyło się w przeszłości nie ma ucieczki.

,,Małego życia" nie da się czytać spokojnie. Jest jak ogromna, stale kotłująca się maszyna losująca, w której zdecydowanie mniej jest pozytywów a cierpienie, ból i dramat są na porządku dziennym. Jednak bohaterowie próbują je zminimalizować dzięki przyjaźni, wparciu, miłości i ciągłej obecności. To jednak wcale nie gwarantuje sukcesu.

Yanagihara z ogromnym wyczucie porusza tematy obciążone ogromnym ciężarem psychicznym jak: próby samobójcze, samookaleczenia, wykorzystywanie nieletnich, przemoc czy dziecięca prostytucja. Ogrom bólu i cierpienia jakie za tym idzie, może każdego przytłoczyć i zmiażdżyć, zrujnować psychicznie. Dlatego tak ważna jest druga strona medalu: bardzo czuła i delikatna opowieść o męskiej przyjaźni, która niepostrzeżenie przeradza się w miłość i prawdziwy, wspierający związek, o nieoczekiwanym rodzicielstwie, o rodzinie z wyboru. Chyba tylko dzięki temu czytelnik ma wystarczająco sił by dotrwać do końca.

Chyba dawno nie czytałam książki, która tak bardzo wywróciłaby do góry nogami mój światopogląd i tam bardzo mnie zasmuciła. To nie jest opowieść do kawy. To opowieść, na którą trzeba się przygotować. Trzeba pozwolić sobie ją odłożyć na bok. Jednak mimo wszystko do niej się wraca bo nie daje spokoju, nie daje o sobie zapomnieć. Jest jak wyrzut sumienia, chcemy się go pozbyć, zapomnieć ale on cały czas jest obecny. Dopiero dotarcie do finału zapewni pozorny spokój. Jednak wszystko co wydarzyło się, ogrom emocji jaki został uwolniony, niepokój jaki się pojawił, tak łatwo nie odpuszczą i trzeba dać sobie czas na przetrawienie i ułożenie się wszystkich kotłujących się myśli. Chyba w tym właśnie tkwi fenomen prawdziwej literatury. Ma nie pozwolić o sobie zapomnieć i ,,Małe życie" dokładnie takie jest. Polecam!

  p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  148,1  cm - 5,2 cm =  142,9 cm.    

 

sobota, 7 sierpnia 2021

,,Aleja samobójców" Marek Krajewski, Mariusz Czubaj


 Luksusowy, nadmorski dom spokojnej starości. Jego pozorna idylla zostaje zburzona gdy jeden z pensjonariuszy zostaje znaleziony martwy w swoim pokoju a drugi znika. Grozy zbrodni dodaje fakt, że zabity został oskalpowany. Początkowo na miejsce zbrodni zostaje wezwany doświadczony śledczy Jarosław Pater. Jednak szybko zostaje odsunięty a sprawę przejmuje ABW. Pater jednak się nie poddaje, postanawia sam na własną rękę dowiedzieć się co właściwie wydarzyło się w ,,Edenie". Prywatne śledztwo prowadzi go w zupełnie nieoczekiwane rejony i odkrywa tajemnice, które wiele osób chciałoby zachować uśpione.

,,Aleja samobójców" to właściwie kryminał na jedno popołudnie. Stosunkowo krótki, o bardzo zwartej konstrukcji, skupiający się właściwie wokół dwóch ofiar. Ma momenty gdy skręca w bardzo nieoczekiwane kierunki i poprzez to próbuje zbudować otoczkę mistyki i nadać zbrodni inny wymiar. Jest to bardzo dobry wybieg by zamotać czytelnikiem i jeszcze bardziej przykuć go do opowieści. Ale tak naprawdę to bardzo klasyczny kryminał opierający się na mozolnym zbieraniu śladów i docieraniu do kolejnych świadków, z których każdy ma coś na sumieniu i coś ukrywa. Pater umiejętnie między nimi lawiruje i w finalnie udaje mu się złapać wszystkie nitki, które doprowadzą go do zaskakującego rozwiązania.

,,Aleja samobójców" nie jest specjalnie wybitnym kryminałem. Ma momenty wciągające i hipnotyzujące ale jest też wiele które nużą i niepotrzebnie wydłużają akcję. Jednak dopiero w finale widzimy, że miało to swoje uzasadnienie. Krajewski i Czubaj stworzyli mroczny, duszny, trochę przytłaczający klimat w swojej powieści, który idealnie sprawdza się w upalne, letnie popołudnia. 


  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 71,5 cm - 1,8 cm = 69,7  cm. 

czwartek, 25 marca 2021

,,Czas Herkulesów" Marcin Wroński


Trudno uwierzyć, że to już koniec historii Zygi Maciejewskiego. Paradoksalnie koniec (bo autor tym właśnie tomem zakończył serię powieściową) ale taki nie-koniec, bo historia rozgrywa się w 1938 roku. Zyga nie jest już komisarzem, do jakiego się przyzwyczailiśmy. Awansował, trafił za biurko i teraz jeździ do innych jednostek na inspekcje. Zaskakujący psikus losu sprawia, że trafia do Chełma gdzie dane mu będzie się kontrolować swojego pierwszego przełożonego, natknie się na kolegę ze szkolnej ławy i spotka zapaśniczego idola ze szczenięcych lat. Wszyscy oni w dziwny, niewyjaśniony sposób będą łączyć się ze sprawą, która od jakiegoś czasu figuruje w aktach jako niewyjaśniona. Gdy po raz kolejny, w trakcie obecności Maciejewskiego w mieście, dochodzi do podobnej zbrodni, nasz buntowniczy komisarz nie potrafi się przyglądać bezczynnie z boku. Sam zaczyna śledztwo, które zaczyna zataczać coraz szersze kręgi.

,,Czas Herkulesów" to idealne podsumowanie serii. Wolta czasowa i powrót do czasów sprzed wojny pozwalają z pewną nostalgią spojrzeć na jeden z lepszych okresów w życiu i karierze Maciejewskiego. Nie jest on wymęczonym wrakiem człowieka, jest przebojowy, buńczuczny, przekonany o swojej racji i w pełni oddany temu co robi. Takiego chcemy go pamiętać i z takim obrazem zostawia nas Wroński. Prawie do końca utrzymuje to poczucie. Tytuł jak i cała akcja jest pewną alegorią tego co działo się we wcześniejszych (szczególnie tych powojennych) tomach. Tutaj Maciejewski jest jak jego podejrzani nadal Herkulesem, zwycięzcą, bezwzględny w dążeniu do prawdy, nieustępliwy. Ale tak jak w śledztwie, które prowadzi, zawsze znajdzie się ktoś mocniejszy. Ale to jeszcze nie ważne. Przegrana przyjdzie później. Teraz świeci triumfy i takiego zostawiamy go w ostatnim tomie.

Jak zawsze, także i tu oprócz świetnie poprowadzonego wątku kryminalnego dostajemy bogate tło historyczne, pełne niuansów i smaczków typowych dla XX-lecia Międzywojennego. Wręcz namacalnie czuć klimat tego okresu, jego zaduch mroczne, niebezpieczne odcienie oraz pełne podziałów i uprzedzeń relacje. Nic nie jest jednoznaczne. Nic nie jest proste. Nie wszystko jest takie jak mogłoby się wydawać. Jest bagno, przez które trzeba przebić się do prawdy.

,,Czas Herkulesów" dał mi wszystko na co liczyłam i co chciałam. Wciągającą zagadkę kryminalną, klimat i mroczny nastrój okresu tuż przed wybuchem II wojny światowej oraz przede wszystkim satysfakcjonujące pożegnanie z Zygą Maciejewskim.

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 131,5 cm - 2,2 cm = 129,3  cm.

 

poniedziałek, 9 marca 2020

,,Doggerland. Podstęp" Maria Adolfsson

 Tytuł oryginału: Felsteg

Wiele razy powtarzałam, że w skandynawskich kryminałach coś jest. Posępne, wyludnione okolice, odsunięte od ludzkich zbiorowisk miejsca, zamknięte społeczności - wszystko to samo sobie sprawia, że jest to idealna sceneria dla kryminału. Wszystko wręcz zdaje się sugerować zbrodnię, która nieuchronnie musi nastąpić. Dokładnie tak jest w przypadku pierwszego tomu serii Doggerland zatytułowanego ,,Podstęp".

Akcja powieści rozgrywa się na fikcyjnym archipelagu Doggerland rozciągający się na Morzy Północnym pomiędzy Danią a Wielką Brytanią. Wyspy powoli dochodzą do siebie po nocnym świętowaniu tradycyjnego święta Oistry. I gdy większość leczy kaca w jednym z oddalonych domów zostają odkryte zmasakrowane zwłoki kobiety. Zmarła jest byłą żoną prominentnego komisarza policji. Zaczyna się śledztwo, które odsłoni wiele tajemnic ale także swoimi korzeniami sięgnie w lata siedemdziesiąte, rzucając zupełnie nowe światło na rodzinę i znajomych zamordowanej.

,,Podstęp" rozpoczyna się z solidnym przytupem. Autorka nie tylko dobrze wykorzystała wszystkie charakterystyczne elementy skandynawskiej prozy, szczególnie surowość klimatu i szorstkość scenerii, dodatkowo już w pierwszych scenach mocno zarysowała wyraźne cechy głównych bohaterów i istniejące miedzy nimi różnice. Od początku czuć, że osobiste problemy, uprzedzenia będą odgrywać dużą rolę i przenosić się na i tak już skomplikowane śledztwo. Dzięki temu powieść rozdziela się na dwa wątki, które śledzi się z prawie takim samym zaangażowaniem. Z jednej strony odkrywamy powoli kolejne elementy prowadzące do rozwiązania i poznania sprawcy oraz jego motywu, z drugiej poznajemy śledczych, ich problemy, skomplikowaną sytuację osobistą oraz widzimy narastające problemy i konflikty. Tworzy to mroczną, duszną, momentami trochę przytłaczająca atmosferę, z której wręcz chce się uciec.

,,Podstęp" przykuwa uwagę. Jest kryminałem, który nie tylko skupia się na zbrodni ale próbuje wniknąć trochę głębiej. Zbrodnia, którą opisuje ma swoje warstwy, jest silnie powiązana z ludzkimi doświadczeniami, skrytymi i narastającymi emocjami. Jednak by to odkryć, trzeba przejść długą drogę i kilka razy zgubić wątek. Ale dzięki temu dotarcie do końca jest satysfakcjonujące. 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 141,4 cm - 3,9 cm = 137,5 cm.
 
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B!
 

środa, 19 lutego 2020

,,Reputacja" Marcin Kiszela


Milena Bilkiewicz, gwiazda YouTube'a i jednak z najbardziej kontrowersyjnych artystek ostatniej dekady zostaje porwana. Zanim jednak ktokolwiek o tym się dowie, wiadomość dociera do Alicji - specjalistki od PR i przyjaciółki artystki. Ta postanawia zablokować powiadomienie odpowiednich służb i sama na własną rękę postanawia odnaleźć porwaną oraz skonfrontować się z porywaczem.

,,Reputacja" to stosunkowo prosta fabularnie opowieść. Samo poszukiwania uprowadzonej i zidentyfikowanie porywacza nie zajmuje wiele czasu oraz specjalnie nie skupia uwagi. Dużo ciekawsze jest tło. Autor za cel wziął sobie pokazanie jak w najbardziej wiarygodny sposób jak funkcjonują social media i jak bardzo wizerunek tam prezentowany różni się od rzeczywistości. Milena idealna gwiazda mediów skrywa mroczne oblicze, sprytnie tuszowane przez specjalistów od public relation i menadżera. Szalone pieniądze, narkotyki, mroczna przeszłość to coś o czym wiedzą tylko nieliczni i zrobią wszystko by ta wiedza nie przedostała się do ogółu. Doskonale widać, że publiczny wizerunek to tylko pusta wydmuszka, za którą niewiele stoi a o która się walczy by nikt jej nie stłukł i nie odkrył skrytego mroku.

Jednak to nie tylko powieść o działaniu mediów internetowych. To także opowieść o narastającym szaleństwie, obcości i krzywdzie, która została popełniona gdy człowiek był najsłabszy i najbardziej bezbronny a której piętno ukształtowało całe życie. Wręcz czuć narastającą paranoję i zagubienie bohatera.

Ciekawym zabiegiem jest podzielenie opowieści na głosy. Przewodni głos ma Alicja i to z jej perspektywy poznajemy całą opowieść. Pozostałe postaci pojawiają się by zaburzyć układ - sprawić, że nic nie jest jednoznaczne i pewne. Granica między prawdą a wykreowanym światem się zaciera i wszystko nabiera nowego sensu. Przez to całość nabiera nowego wydźwięku i jest jeszcze bardziej zaskakująca i nieoczywista.

,,Reputacja" mnie zaskoczyła. Spodziewałam się łatwej, prostej lektury na jeden, maksymalnie dwa wieczory. Częściowo to dostałam. Jednak to nie wszystko. Pod przykrywką skrywa się opowieść dużo bardziej skomplikowana, bazująca na absurdach współczesności, odsłaniająca mroczne oblicze internetu oraz dotykająca delikatnej kwestii zdrowia psychicznego. Może i ma kilka niedociągnięć fabularnych i logicznych ale przykuwa uwagę i sprawia, że trudno przejść obok niej na porządku dziennym. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B!
 
p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 147,3 cm - 2,1 cm = 145,2 cm.,
 

środa, 12 lutego 2020

,,Krok trzeci" Bartosz Szczygielski

Życie Magdy jest pozornie idealne: przystojny mąż, dobra sytuacja materialna, wygodne mieszkanie, ciekawa praca. Wszystko zmienia się w momencie gdy budzi się pewnego dnia i nie pamięta co stało się wcześniej. W mieszkaniu nie ma męża a wszystko wskazuje, że wcześniej doszło do dramatycznych wydarzeń. Jedynym oparciem Magdy nieoczekiwanie okazuje się być tajemnicza Nina, twierdząca, że jest jej przyjaciółką z czasów szkolnych. Magda próbuje poskładać na nowo informacje o sobie, swoim życiu i małżeństwie. Jednak zamiast sielanki odkrywa coraz bardziej przerażające fakty, które doprowadzą ją do szokującego finału.

,,Krok trzeci" to moje pierwsze spotkanie z thrillerami psychologicznymi Bartosza Szczygielskiego ale jeśli inne są równie dobre to chcę tylko więcej. Bo ,,Trzeci krok" elektryzuje, przykuwa do fotela i sprawia, że nie umiemy się oderwać. Autor tak prowadzi fabułę, że wręcz na własnej skórze odczuwany wszystkie emocje jakie targają bohaterką. Jej strach jest naszym strachem, jej niepewność - naszą niepewnością, jej niepokój - naszym niepokojem, jej gniew - naszym gniewem, jej zagubienie - naszym zagubieniem. Wszystko to buduje napięcie, narasta panika, namacalnym staje się poczucie uwięzienie, trzeba szukać drogi ucieczki od tego co się wie i paradoksalnie od tego czego nie można sobie przypomnieć. Stopniowe i powolne okrywanie prawdy nie przynosi wyczekiwanego katharsis - zamiast wolności jest wrażenie zacieśniania się klatki.

Cokolwiek napiszę o tej książce to i tak będzie za mało. Trzeba samemu ją przeczytać by zobaczyć jak sprawić żeby napięcie cały czas narastało a w finale wszystko nabiera nowego znaczenia. Trzeba zobaczyć jak głęboko można wniknąć w psychikę by stworzyć thriller, który budzi niepokój ale równocześnie jest bardzo wiarygodny, autentyczny i prawdopodobny. Nie trzeba silić się na zaskakujące zwroty akcji, szokujące wydarzenia by przykuć do fotela. Wystarczy kameralna scena, kilku bohaterów i takie wniknięcie w nich, ich relacje poprzez które wszystko wywraca się na nici i gdzieś w międzyczasie zaciera się granica między rzeczywistością, wyobrażeniem a fikcją. ,,Krok trzeci" to mocna, trzymająca w napięciu od pierwszych stron opowieść, której na pewno szybko nie da się zapomnieć. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B!
 
p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 150,2 cm - 2,9 cm = 147,3 cm.,
 

środa, 1 stycznia 2020

,,Jak oni pracują 2" Agata Napiórkowska

Przyznam, że chyba jestem jedną z może nielicznych osób, którą twórca nie interesuje. Cenię jego trud, kupuję książki, płyty, bilety na koncert, ba staram się nawet wytrzymać reklamy na profilach po to by w ten sposób twórcy mogli zarabiać. Jednak niewielki procent uwagi poświęcam procesowi powstawania książek, płyt, obrazów. Nigdy nie zastanawiałam się skąd tak właściwie bierze się pomysł, jak przebiega proces twórczy, co stanowi jego otoczkę, jak wygląda całe zaplecze. Poprzez zbiór wywiadów ,,Jak oni pracują 2" miałam możliwość zajrzeć za przysłowiową kurtynę i zobaczyć szerszy obraz oraz zrozumieć, że za gotowym produktem stoi bardzo wiele działań, zachowań, rzeczy małych i wielkich.

Agata Napiórkowska wybrała do swojego zbioru całe spectrum twórców i artystów z różnych dziedzin sztuki. To nie tylko pisarze, felietoniści ale także malarze, graficy, rękodzielnicy, tłumacze, muzycy. Łączy ich to, że wykonują wolny zawód, którym samodzielnie (do pewnego stopnia) zarządzać. Wielu w wywiadach pokazuje zupełnie inne oblicze bycia freelancerem od tego, które pokutuje w społeczeństwie. Bycie panem/panią swojego czasu to zadanie trudne, czasem wręcz karkołomne, radykalnie wchodzące w przestrzeń życia prywatnego, zmuszające samodzielnej organizacji czasu i zarządzania finansami. Przyznam, że dla mnie - osoby pracującej na etacie - czasem wręcz niemożliwe do wyobrażenia. Ja lubię pewną stabilność i poczucie bezpieczeństwa dlatego z zainteresowaniem czytałam o zupełnie innych postawach, które często cechują się niepewnością ale i mają w sobie sporo spontaniczności, zmuszają do kreatywności, czy wyjścia poza własne bariery i narzucone ograniczenia.

Ważną częścią każdej rozmowy jest spojrzenie na sprawy finansowe. Temat ważny aby uświadomić innym, że artysta to nie dobry duch, który dzieli się tym co stworzy altruistycznie z innymi. On dzieli się ale także chce być godziwie wynagradzany a w polskich realiach często jest to kwestią sporną. Nie każdemu twórcy od razu miliony spadają na głowę a każdy musi żyć i często utrzymać rodzinę. U niektórych widać nadal, że poczucie misji i wrażliwość artystyczna wygrywają ale są i tacy, którzy próbują w tym wszystkim znaleźć złoty środek tak aby pogodzić własne przekonania z działaniami czysto komercyjnymi.

Przyznam się, że nie spodziewałam się, że ten zbiór wywiadów tak mnie przykuje. Czytałam powoli, długo bo wiele rozmów wywarło na mnie spory wpływ. W niektórych rozmowach znalazłam swoje odbicie, niektóre otworzyły mi oczy na pewne sprawy, niektóre zainspirowały. Ale przede wszystkim dobitnie uświadomiły (tak wiem to truizm) że książka, płyta nie powstaje w takim tempie jak jak odbieram. W procesie twórczym trzeba wysiłku, często kompromisów, czasem wyrzeczeń i poświęceń. I za to trzeba twórców doceniać i cenić bo zmieniają nasze spojrzenie na świat, upiększają go albo przynajmniej sprawiają, że żyje nam się lepiej.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 26,3 cm - 3,2 cm = 23,1 cm.,

środa, 30 października 2019

,,Chciwość" Marc Elsberg

 PREMIERA - > 30 PAŹDZIERNIK 2019

Tytuł oryginału:  Gier

Czy istnieje coś co było w stanie zapewnić dobrobyt wszystkim ludziom na świecie? Z pewnością wskazówką byłoby przemówienie, które na ogólnoświatowym szczycie gospodarczym ma wygłosić znany i ceniony noblista. Niestety ginie on w drodze na szczyt w Berlinie a tekst przemowy znika w tajemniczych okolicznościach. Od tego momentu jedyny świadek wypadku znajdzie się w niebezpieczeństwie i zostanie wplątany w grę, która sięga bardzo daleko.

,,Chciwość" to czwarta wydana w Polsce powieść znanego austriackiego pisarza Marca Elsberga. Jest to jednak moje pierwsze z nim spotkanie, które niestety nie pozwala mi jednoznacznie przekonać się do autora. Jako punkt wyjścia do swojej powieści traktuje społeczne niepokoje wywołane przez potęgujące się nierówności finansowe, gospodarcze, społeczne. Na tej kanwie tworzy rozdarty protestami, manifestacjami obraz Berlina gdzie przybywają najpotężniejsi by obradować na szczycie gospodarczym. Tak realistyczne i dobrze znane tło staje się planem, na którym rozegra się szaleńczy wyścig mający na celu zdemaskowanie zła, odzyskanie ,,formuły na dobrobyt" oraz uświadomienie ogółu, że zmiana sytuacji jest możliwa.

Powieść zaczyna się intrygująco i niepokojąco. Ważne społeczne tematy połączone z sensacją, tajemnicą i niebezpieczeństwem wydają się dobrym zestawem by mogło z tego wyjść coś co zapadnie w pamięć i wzbudzi niepokój. I tak jest przez pewien czas, szczególnie w pierwszej połowie książki gdzie autor narzuca typowe, szybkie, sensacyjne tempo. Są pościgi, zagrożenie, ucieczka oraz mnożą się kolejne pytania. Druga połowa zostaje zdominowana przez wyjaśnienia natury finansowo-gospodarczej. Akcja prawie umiera zastąpiona naukowymi dywagacjami. I chociaż mają one ogromne znaczenie dla wyjaśnienia całej istoty powieści to dla laika (albo przynajmniej czytelnika nakierowanego na rozrywkę) są męczące. Tylko silne poczucie poznania finalnego rozwiązania może zachęcać do kontynuowania lektury i dotarcia do finału.

,,Chciwość" to powieść bardzo nierówna. Z jednej strony dobry pomysł, niezłe wykonanie, ubranie w szaty thrillera ważnych społecznych tematów, z drugiej za dużo teorii, przez co rozmywa się akcja. Nie umiem odpowiedzieć czy to tylko lekki kiks w dorobku autora ale chyba sięgnę po inne jego książki aby się o tym przekonać i jeszcze raz dać mu szansę. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B!
p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 44,0 cm - 3,2 cm = 40,8 cm.

poniedziałek, 28 października 2019

,,W drodze" Jack Kerouac

 Tytuł oryginału: On the road

Nie tak dawno temu czytałam fabularyzowany reportaż Johna Krakauera ,,Wszystko za życie" poświęcony Chrisowi McCandlessowi. Chłopak porzucił zwyczajne życie by ŻYĆ. Wtedy pisałam, że reprezentuje on postawę, której nie rozumiem chociaż po cichu podziwiam. Powieść ,,W drodze" Jack Kerouaca wpisuje się w podobny schemat, także opowiada o szaleńczej pogoni za wolnością, szczęściem, przygodą, miłością.

Główny bohaterem, początkujący pisarz Sal Paradise razem z przyjacielem Deanem Moriarty'm przemierza Stany Zjednoczone w latach tuż po zakończeniu XX-ej wojny światowej. Świat i Stany dochodzi do siebie a bohaterowie wyruszają w szaleńczą eskapadę, która tak naprawdę nie ma jednoznacznego celu. Chcą przeżyć przygodę, doświadczyć czegoś innego, łapać dzień, bawić się i gonić za złudnymi uczuciami. Ich wyprawa to jedno wielkie szaleństwo, dyktowane przez impulsy i nagle podrygi, nacechowane brakiem odpowiedzialności, lekkomyślnością i zupełnym egoizmem. Bohaterowie pakują się w kłopoty, szaleją, piją i kochają do upadłego nie zwracając zupełnie uwagi na innych ani na to, że ich działania mogą ranić innych.

W pewien sposób rozumiem, dlaczego ta powieść cieszy się statusem kultowej. Mówi o czymś, co gdzieś podskórnie tkwi w każdym z nas. Nie ważne jak odpowiedzialni jesteśmy, jak terminowo płacimy rachunki, jak regularnie odwiedzamy lekarza, jak dokładnie planujemy przyszłość. W każdym z nas tkwi pragnienie by choć raz rzucić wszystko za siebie, wsiąść w samochód i nie oglądać się na nic. Każdy choć przez chwilę chciałby poczuć wiatr we włosach, wierzyć że zawsze znajdzie się miejsce gdzie można się przespać i coś zjeść. Po prostu żyć i nic nie planować, bawić się i wiecznie szukać swojego miejsca na ziemi. Ta powieść obrazuje te naiwne marzenia w najbardziej pierwotnej formie. Można nad nimi tylko uśmiechnąć się z politowaniem lub zdenerwować, że ktoś pozwala na wydawanie takich bzdur. Ale można też z perspektywy fotela przez chwilę poczuć ten zew, który pcha szaleńczych marzycieli w świat a potem po prostu otulić się kocem i pomyśleć, że zwykłe, proste życie też ma swoje plusy.