Nie jest tajemnicą, że epoką, która mnie najbardziej fascynuje jest Dwudziestolecie Międzywojenne. To epoka, gdy zmiany zachodziły bardzo szybko, wszystko było intensywniejsze, nowsze, zaskakujące. Kino, rodzący się fenomen, przeszedł od fazy niemych filmów do filmów dźwiękowych w zaskakująco szybkim tempie. A co za tym idzie rosła jego popularność. Nie jest więc chyba żadnym zaskoczeniem, że aktorzy pojawiający się w kolejnych produkcjach stawali się coraz bardziej rozpoznawalni a niektórzy zyskali nawet miano amantów kina.
Praca Marka Telera przybliża sylwetki kilku największych bożyszczy kina przedwojennego. O ile Aleksander Żabczyński i Kazimierz Junosza-Stępowski to postaci, których nie trzeba przedstawiać to inni bohaterowie książki, trochę rozmyli się w mrokach dziejów. A zupełnie niesłusznie. Wybrane przykłady ,,amantów" są pretekstem do opowiedzenia historii o kinie, społeczeństwie, popularności (zachwyty pensjonarek i ich pomysły by okazać sympatię swojemu idolowi niewiele różnią się od współczesnych fandomów) ale to też pretekst by pokazać, że popularność i uwielbienie ze strony tłumów nie stanowi gwarancji bezpieczeństwa czy nie jest wieczna. Losy wielu są tragiczne - osobiste problemy, kłopoty w związkach czy finalnie dramatyczna sytuacja w trakcie II wojny światowej. Losy niektórych to gotowy materiał na poruszający, wbijający w fotel film.
Czytałam ,,Amantów II Rzeczpospolitej" z ogromnym zaciekawieniem. Tych historii nie da się sprowadzić do wspólnego mianownika. Każda ma w sobie coś innego, coś poruszającego, wstrząsającego lub zaskakującego. Ale przede wszystkim są opowieściami o niezwykłych ludziach, o których nie powinno się zapominać.
wtorek, 26 sierpnia 2025
,,Amanci II Rzeczpospolitej" Marek Teler
niedziela, 24 listopada 2024
,,Kobiety wojowniczki" Iwona Kienzler
Gdy sięgałam po ,,Kobiety wojowniczki" wydawało mi się, że mam pewniaka. Temat ciekawy a przy okazji znam już kilka innych książek Iwony Kienzler i wiem czego mogę się spodziewać. W pewien sposób moje oczekiwania zostały pokryte, jednak nie jest to zdecydowanie najlepsza z pozycji jakie wyszły spod pióra Kienzler.
Autorka tym razem na warsztat bierze kobiety, które zdecydowały się porzucić kobiece obowiązki a zamiast tego przewodziły wojskom lub zaciągały się w szeregi jako zwykłe żołnierki. Wychodzi o mitycznych Amazonek by przejść czasy antyczne (Agrypina Starsza), średniowiecze (Joanna D'Arc), renesans by skoncentrować się na polskich bohaterkach z okresu siedemnastowiecznych wojen oraz powstań narodowych, by zakończyć na legionistkach Piłsudskiego. Postacie, które są przywołana w książce, z pewnością są nietuzinkowe i warte uwagi jednak zginęły zupełnie w gąszczu pobocznych faktów, dodatkowych biografii, rozbudowanych genealogii oraz danych, które tylko zaciemniają obraz zamiast go wyostrzać.
Iwona Kienzler jest gawędziarką ale w tej pracy jej gawędziarki styl zabił sedno. Kobiety, o których chciała opowiadać zupełnie zniknęły, przytłoczone przez historie mężczyzn. Z jednej strony to rozumiem bo jednak cała historia jest pisana z męskiej perspektywy. Ale chyba nie taki był cel pracy. Oprócz tego autorka trochę bardzo odpłynęła z detalach i własnej interpretacji co sprawia, że niektóre momenty brzmią co najmniej fantastycznie. Na plus jednak zaliczam przywołanie nazwisk takich kobiet jak Joanna Żubr, Henryka Pustowójtówna czy kobiet walczących w szeregach legionów. Zdecydowanie jestem ich bardzo ciekawa ale chyba poszukam innych opracowań na ich temat.
,,Kobiety wojowniczki" są słabą pozycją. Nie wiem czy to jest spowodowane zbyt pobieżnym zapoznaniem się z materiałami źródłowymi, automatycznym pisaniem kolejnej książki czy nie wystarczającą liczbą materiałów ale brakło w tej pracy iskry. Temat jest świetny jednak przegrał ze słabym wykonaniem. Umyka główny temat i zupełnie nic nie zostaje w pamięci po skończonej lekturze. Przytłacza ogrom szczegółów, z których właściwie nic nie wynika. A same bohaterki gubią się pomiędzy mężczyznami i trudno dlaczego właśnie one zostały wybrane do zestawienia. Trochę szkoda zmarnowanego potencjału.
środa, 12 kwietnia 2023
,,Niezwykłe kobiety w nauce" Iwona Kienzler
Na hasło ,,kobiety" i ,,Nauka" chyba każdy bez namysłu wykrzyknie Maria Skłodowska-Curie i zadowolony z siebie siądzie. Tak, Polka jest z pewnością najlepszym i najwybitniejszym przykładem. Jednak nie jedynym. Kobiety od zawsze miały dłuższą, bardziej skomplikowaną drogę do świata nauki. Przez wieki narzucano im rolę matki, żony, kochanki, opiekunki domowego ogniska. Nauka, odkrycia czy nawet medycyna i opieka nad chorymi (które przecież w domyśle łączące się z żeńską rolą) miały być zbyt wielkim wysiłkiem i rzeczami zbyt skomplikowanymi dla damskiego rozumu. Mężczyźni w imię źle pojętej troski i opieki nad kobietami odmawiali im prawa do wiedzy. Jednak to nie zniechęcało wszystkich. Znalazły się kobiety, które sprzeciwiały się męskiemu panowaniu, miały otwarty umysł i niewątpliwie dar, który pozwalał im się rozwijać i zapisać na kartach historii.
Mimo, że świat nauki zdominowany jest przez mężczyzn, kobiety od zawsze w nim istniały. Już w starożytności dokonywały przełomowych odkryć w dziedzinach takich jak astronomia, medycyna, biologia. Nieliczne miały szczęście i mogły się uczyć, prowadzić badania czy korespondencję z najtęższymi umysłami epoki przy wsparciu najbliższych, męża czy rodziny. Dzięki ich pracą nauka mogła posuwać się do przodu i poszerzać swoją przestrzeń. Jednak nie zawsze było tak kolorowo. Kobiece wejście w świat wiedzy często było okupione osobistymi poświęceniami i niezrozumieniem ze strony otoczenia. Wiele kobiet zostało okradzione ze swoich badań czy okryć a ich wyniki przypisali sobie mężczyźni, a one same zostały zepchnięte w cień.
Iwona Kienzler kolejny raz zabiera czytelnika w świat historii, prezentując ją w łatwy i przystępny sposób. Jej praca to zaledwie bardzo ogólne zapoznanie z tematem. W ciekawy sposób opowiada o wyjątkowych, niezwykłych kobietach, które nie bały się stawić czoła z góry narzuconemu porządkowi świata. To opowieść o tym, że inteligencja i talent nie mają płci. Wystarczą chęci i nawet niewielka szansa a będą się rozwijać. Mimo, że Kienzler ciekawie opowiada, to jest bardziej gawędziarką i opowiada pasjonujące anegdoty. Jej książka to zaledwie wstęp, który pozwoli następnie samemu zgłębiać historie, o których nawet nie zdawaliśmy sobie sprawę. Polecam!
poniedziałek, 5 września 2022
,,Imperium Habsburgów. Wspólnota narodów" Pieter M. Judson
Jeszcze kilkanaście lat temu, gdy żyło pokolenie urodzone na początku XX wieku, można było usłyszeć ,,że cesarza to było". Szczególnie na południu Polski, w obszarze Galicji. Co to znaczyło? Kim był ten trochę mistyczny cesarz i dlaczego wtedy miało być lepiej? Wokół cesarstwa Austro-Węgierskiego narósł pewien mit, świetnie to przecież wykorzystuje Robert Makłowicz, mieszając wyprawy kulinarne z opowieścią o czasach panowania dynastii habsburskiej. Narósł mit bo i państwo, które ukształtowało się pod koniec XVIII wieku było niezwykłe. Mieszanina ludów, narodów, języków i religii. Spojona pod jednym berłem i przez podjęte próby reform próbowana ujednolicić.
,,Imperium Habsburgów" to praca, która przekrojowo próbuje odpowiedzieć na wszystkie najważniejsze pytania i pokazać co właściwie decydowało o sile jak i słabości państwa, które swoim zasięgiem obejmowało jedną trzecią Europy. Zasięgiem obejmuje dwieście lat, zaczynając od panowania Marii Teresy aż do I wojny światowej. Wyjaśnia wprowadzone reformy, zawierane sojusze, wskazuje punkty, wokół których w przyszłości miały narosnąć konflikty. Ale imperium to nie tylko polityka. To także ogrom reform, które wprowadziły wiele regionów na drogę cywilizacji i postępu. To szkolnictwo, administracja, wojskowość,handel. Habsburgowie przez chwilę mieli ambicję o decydowaniu o każdym aspekcie życia poddanych. Praca także pokazuje różnice, pomiędzy poszczególnymi regionami, które nagle znalazły się pod jednym wspólnym panowaniem.
,,Imperium Habsburgów" mimo, że naładowane wiedzą, faktami i datami czyta się jak pasjonującą powieść. Kolejne zwroty w dziejach monarchii, reformy i porażki, ogromna różnorodność poddanych, to wszystko decyduje, że okres dwustuletniego panowania Habsburgów nie może nudzić. Jest barwnie i dynamicznie. W ogromnym przyspieszeniu obserwujemy zarówno formowanie się imperium jak i jego upadek. Nie miało szans na przetrwanie w czasach nowożytnych ale pozostał po nim pewien sentyment. Wprowadziło na zupełnie nowe tory regiony, które wcześniejsze panowania ignorowały. Obudziło ducha patriotyzmu i nacjonalizmu. Zapewniło podstawowe wykształcenie, nadało nową formę społeczeństwu i wprowadziło wojskowy dryl. Właściwie samo na siebie ukręciło bata i nic dziwnego, że gdy zaczęła wzrastać świadomość społeczna musiało upaść. Ale nie przeszkadza mu trwać w zbiorowej pamięci jako mit, próba stworzenia społeczeństwa prawie idealnego.
wtorek, 31 maja 2022
,,Wpływowe kobiety Drugiej Rzeczpospolitej" Sławomir Koper
Chyba naturalnie Dwudziestolecie Międzywojenne kojarzy się z silnymi mężczyznami. Tylko by przywołać marszałka Piłsudskiego, Gabriela Narutowicza, Ignacego Mościckiego, Wieniawę-Długoszewskiego i wielu, wielu innych. Nie tylko polityków, żołnierzy ale także poetów, aktorów, pisarzy, artystów, naukowców. Za tym męskim światem kryje się drugi, jeszcze bardziej fascynujący - świat silnych, zdecydowanych i walczących o swoją pozycję kobiet. Robiły to na różne sposoby ale jedno jest pewne. Zapisały się na kartach historii i nawet obecnie, z pewnym podziwem wymawia się ich nazwiska.
Z pewnością wachlarz pięknych, inteligentnych, fascynujących kobiet żyjących i działających w Dwudziestoleciu był zdecydowanie większy. Sławomir Koper koncentruje się jednak na kilku. Pomija kilka nazwisk, które w pierwszej kolejności przychodzą na myśl jak Aleksandra Piłsudska czy Hanka Ordonówna by oddać miejsce innym, nie mniej ciekawym biografiom. Zaczyna od polityki - jego pierwszą bohaterką jest pani Beckowa, żona ministra spraw zagranicznych, która właściwie sterowała całą karierą męża. Potem pojawiają się głośne nazwiska związane z kulturą i sztuką jak Zofia Nałkowska, Maria Dąbrowska, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Katarzyna Kobro. Koper nie próbuje budować ich mitu ale też nie umniejszając ich zasług i wkładu w kulturę, pokazuje kobiety. Z ich dramatycznymi historiami, szokującymi wyborami życiowymi, zagmatwanymi relacjami społeczno-miłosnymi. Z pewnością wszystkie bohaterki, o których opowiada Koper mogą się poszczycić bogatą i fascynującą biografią, w której nuda, to ostatnie co może się pojawić. Jednak patrząc na ich losy, czasem można dojść do wniosku, że nuda byłaby zdecydowanie lepsza. Nieudane związki, ubóstwo, wojna. Bardzo wiele z nich tego doświadczyło jednak potrafiły wyjść z twarzą i z pewną staromodną godnością znosić to co zgotował los.
Każdy kto już wcześniej spotkał się z publikacjami Sławomira Kopra chyba wie czego może się spodziewać po ,,Wpływowych kobietach...". To trochę tabloidowe, sensacyjne i opowiedziane w bardzo prosty sposób biografie znanych i mniej znanych kobiet, które rozbudzały wyobraźnię w Dwudziestoleciu. Brylowały na salonach, zadziwiały i szokowany swoją otwartością poglądów, zachowaniem, działalnością. Dziś egzystują jako ikony, odarte z szokującej otoczki, stały się statecznymi matronami. Koper znowu przywraca im iskrę w oku, przypomina, że za ich nazwiskami ciągnął się cień skandalu i tak naprawdę Dwudziestolecie było bardzo podobne do czasów współczesnych. To całkiem niezła książka, pokazująca Polskę sprzed stu lat z zupełnie innej, mniej statecznej a bardziej szalonej perspektywy. Polecam!
p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 91,9 cm - 2,9 cm = 89,0 cm.
poniedziałek, 6 września 2021
,,Podróż na sto stóp" Richard C. Morais
Tytuł oryginału: The Hundred-Foot Journey
,,Wibrująca
kolorami, zapachami i smakami" - dokładnie to możemy przeczytać na
okładce gdy tylko sięgniemy po książce. I coś rzeczywiście w tym jest.
Historia młodego Hindusa, Hassana, który z przedmieść Mumbaju trafił do
Francji i tam stanął przed ogromną szansą zostania francuskim szefem
kuchni to tak naprawdę historia jedzenia, historia zaplecza restauracji,
historia restauratorów stale napędzanych pragnieniem zdobycia trzeciej
gwiazdki Michelina - symbolu dostania się na prawdziwy kulinarny
panteon.
,,Podróż na sto stóp" ma w sobie szczyptę każdej z kultur jakie opisuje -
jest aromatyczna, kolorowa, przepełniona dynamiką i niespożytą energią,
jak kuchnia indyjska także wysublimowana, elitarna, dystyngowana niczym
kuchnia francuska. Zderzenie tych dwóch światów, tych zupełnie
sprzecznych wizji musi wywołać chaos doskonale widać to w okolicach
połowy książki. To właśnie, tak mniej więcej do 200 strony, ta powieść
jest najlepsza - energetyczna, żywiołowa, porywająca, pełna kontrastów i
zachwycająca. Potem znacznie przygasa staje się nużąca, przepełniona
zniechęceniem, stabilizacją bo wkroczeniu na ścieżkę, która musi
doprowadzić prosto do sukcesu. Cała fabuła zostaje obdarta z finezji i
energii, która była jej siłą na początku. Cóż.. dopada ją brutalna
rzeczywistość.
,,Podróż na sto stóp" jest powieścią nierówną ale posiadającą niekwestionowany klimat. Dużo w niej jedzenia, zachwytu nad jedzeniem i miłości do sztuki kulinarnej. Nie jestem smakoszem, wstyd się przyznać, ale bardzo małą uwagę przykładam do jedzenia jako sztuki, i ciężko było mi się odnaleźć i właściwie docenić to co autor chciał przekazać. Jednak nawet taki ignorant jak ja widzi świat gdzie jedzenie staje się czymś więcej niż tylko koniecznym pożywieniem. Gotowanie to prawdziwa sztuka, misterium, celebracja życia i zachwyt nad smakiem, zapachem.
,p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 47,1 cm - 2,3 cm = 44,8 cm.
sobota, 27 lutego 2021
,,Czarna Śmierć. Epidemie w Europie" Susan Scott, Christopher Duncan
Autorzy próbują zdemaskować chorobę, która zbierała swoje największe
żniwo pomiędzy XIV a XVII stuleciem. Tropią ją w księgach parafialnych,
zbierają zapiski jej współczesnych, chwytają się pozostawionych śladów i
tropów by wskazać jednego z najbardziej bezlitosnych i
przemieszczających się bez żadnych przeszkód zabójców - dżumę
krwotoczną. Określają w jaki sposób dochodzi do infekcji, jak się
rozprzestrzenia, ile trwa czas inkubacji oraz jak przebiega sama
choroba. I chociaż w większości przypadków choroba jest śmiertelna, to
próbują również znaleźć odpowiedź dlaczego niektórzy ludzie po
zachorowaniu mogą wyzdrowieć a inni nawet przebywając wśród zakażonych
sami nigdy nie zachorują. Wnioski do jakich finalnie dochodzą autorzy są
fascynujące i z łatwością można je przenieść na większość chorób
zakaźnych.
,,Czarna śmierć" to praca, którą trzeba przeczytać, szczególnie teraz
gdy świat walczy z inną pandemią. Już ponad 10 lat temu, na podstawie
analizy średniowiecznej pandemii czarnej śmierci czyli dżumy
krwotocznej, przygotowali scenariusze, co by było gdyby świat znowu
nawiedziła wielka zaraza i jak można z nią walczyć i przed nią się
chronić. Jeszcze rok temu te warianty i rozwiązania zakrawały o science
fiction. Teraz to nasza rzeczywistość. Marzec i kwiecień 2020 roku
pokazały jak łatwo zatrzymać świat i wszystko te rozwiązania, które
zdawały się niewyobrażalne są możliwe i konieczne. Ponad 10 lat temu
autorzy ostrzegali i zachęcali do obserwacji wirusów odzwierzęcych i
snuli dywagacje jak badać łańcuchy rozprzestrzeniania się choroby. Wtedy
to była teoria, teraz rzeczywistość.
Chociaż książka koncentruje się na chorobie, która znikła z Europy to
mechanizmy i rozwiązania, które przedstawia są bardzo aktualne i
uniwersalne. Wręcz szokujące jest to, że pewne elementy w ogóle się nie
zmieniły. Rozwiązania stosowane 500 lat temu w przypadku ,,czarnej
śmierci" stosujemy także teraz w odniesieniu do koronawirusa. Zmienił
się świat, cywilizacja ruszyła do przodu, nastąpił postęp w technologii
i medycynie a metody walki z chorobami pozostają takie same, tak samo
jak sama natura chorób zakaźnych. Jest to szokujące i zmuszające do
zastanowienia. Bardzo otwiera umysł i rozszerza horyzont. Polecam!
poniedziałek, 4 marca 2019
,,We własnym gronie" Mari Jungstedt
Kryminał, jak na typowego przedstawiciele skandynawskiego odłamu, powoli się rozwija. Długo przychodzi czekać na właściwą zbrodnię i właściwe śledztwo ale dzięki temu poznajemy dosyć dobrze całe tło. Autorka buduje główne postaci mocno sięgając w ich życie prywatne - szczególnie w przypadku dziennikarza Johanna. Obserwujemy zwyczajne małomiasteczkowe życie. Na tym tle zbrodnia wygląda znacznie bardziej rażąco i wydaje się burzyć to co ułożone. Samo śledztwo prowadzone jest w prawdzie powoli ale skutecznie, co rusz dochodzą nowe elementy wskazujące na motyw ale na samo rozwiązanie trzeba czekać praktycznie do ostatnich stron. Przyznam, że trochę mnie zaskoczyło ale tylko w kwestii personalnej bo podwaliny pod sam motyw bardzo dobrze rozłożono w trakcie prowadzenia akcji.
,,We własnym gronie" dobrze się czyta. Ciekawe śledztwo, które zmierza w nieoczekiwaną stronę, bohaterowie, którzy niestety momentami przesłaniają to co powinno być najważniejsze ale generalnie wnikliwi, dociekliwi i uparcie dążący do poznania prawdy i przede wszystkim senna, letnia, małomiasteczkowa Gotlandia. Idealna powieść na relaks.
piątek, 27 kwietnia 2018
,,Życie towarzyskie w XIX wieku" Agnieszka Lisak
Opracowanie składa się z kilkunastu króciutkich rozdziałów, z których każdy opisuje jedno zagadnienie. Przybliżone są tematy związane z zachowaniami, kurtuazją, najważniejszymi rozrywkami jakim oddawali się ówcześni mieszkańcy miast i dworów, relacjami między ludzkimi oraz bardziej prozaicznymi jak stroje, higiena czy jedzenie. Autorka obficie sięga do zachowanych źródeł historycznych takich jak gazety, plakaty informacyjne, pamiętniki czy powieści z epoki by jak najbardziej szczegółowo opisać poszczególne zagadnienia a przy okazji oddać choć trochę ducha epoki. Nie jest jednak łatwo patrzeć na XIX wiek z perspektywy współczesnej. Sama autorka nie ma do tego wystarczającego dystansu. Próbuje nadać swojej pracy lekkości sięgając po żartobliwie-ironiczny, który niestety w wielu miejscach razi i brzmi sztucznie. Dodatkowym minusem są nieustanne powtórzenia - w wielu miejscach pojawiają kilkakrotnie te same myśli, wnioski czy uwagi. Bardzo utrudnia to odbiór całości i prowadza znudzenie.
Praca Agnieszki Lisak jest ważnym punktem dla osób, które chcą dowiedzieć się więcej o życiu towarzyskim. Niezwykłym jest spojrzenie na to jak w przeciągu trochę ponad stu lat zmieniły się kultura naszych zachowań. Wiele elementów, które były czymś oczywistym przez szereg lat zostało wyparte i zapomniane w imię postępu cywilizacyjnego. Zniknęła cała gama zachowań społecznych, wiele rzeczy nabrało tempa, niektóre - na szczęście - odeszły z zapomnienie. Lisak zagląda za ramy pięknych obrazów i romantyczno-idealistycznych wyobrażeń by pokazać, że wszystko miało swoją także prozaiczną stronę. Sama wiele się dowiedziałam i wydaje mi się, że każdy znajdzie tam coś ciekawego.
niedziela, 27 września 2015
,,Lebensborn" Jo Ann Bender

Druga wojna światowa nadal skrywa przed nami wiele tajemnic. Wiemy sporo o eksperymentach jakie prowadzili naziści, o ich projektach, ideologii. Są jednak takie obszary, które nadal budzą zdziwienie, oburzenie i wydaje się być nieprawdopodobnym, że w XX wieku ktoś w ogóle wpadł na taki pomysł. Jednym z takich projektów był ,,Lebensborn". Inicjatywa ta miała na celu stworzenie i wyhodowanie idealnej rasy panów.
Powieść Jo Ann Bender o tym właśnie tytule dosyć luźno traktuje to zagadnienie. Oczami osiemnastoletniej Francuzki obserwujemy najpierw okupację jej rodzinnego miasteczka przez Niemców a potem sam ośrodek Lebensbornu. Dziewczyna zostaje tam wysłana po tym jak zachodzi w ciążę w wysoko postawionym funkcjonariuszem SS.
Obraz wojny jest bardzo złagodzony i przedstawiony trochę powierzchownie. Pojawia się kilka dramatycznych epizodów ale większość fabuły mogłaby rozegrać się gdziekolwiek i kiedykolwiek. Sporo miejsca poświęcone jest na rozważania głównej bohaterki, z których (niestety) nic nie wynika. Fabuła nie jest zbyt zagmatwana czy skomplikowana, wszystko w większości opiera się na utartych schematach. Całość czyta się jednak dość sprawnie, ma kilka interesujących momentów ale jednak jest to książka na jedno popołudnie. Łatwo można przeczytać i szybko zapomnieć.
P.s. WYZWANIE 2015 - Akcja rozgrywa się podczas wojny