Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dookoła Świata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dookoła Świata. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 kwietnia 2024

,,Lizbona. Miasto, które przytula" Marta Stacewicz-Paixão, Weronika Wawrzkowicz-Nasternak


 Lubię serię podróżniczą wydawnictwa Wielka Litera ,,Podróż nieoczywista" bo otwiera drzwi do zupełnie nowego spojrzenia na wiele miejsc. Najczęściej jest to obraz bardzo subiektywny, indywidualny, wręcz intymny. Patrzymy na znane miejsca z perspektywy innej osoby, współodczuwając wszystko to co zdecydowało, że dana lokacja jest właśnie TĄ. Jest to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, jednak w przypadku ,,Lizbona. Miasto, które przytula" czegoś zabrakło, żebym mogła z całą mocą powiedzieć, że tak rozumiem ten zachwyt.

Nie byłam nigdy w Lizbonie więc podziwiałam ją tylko poprzez fenomenalne zamieszczone w książce zdjęcia. To one są intymnym portretem miasta. Raczej nie znajdziemy tam monumentów czy popularnych atrakcji turystycznych, jest zamiast tego miasto samo w sobie. Cudowne detale i wizerunki miejsc oraz ludzi hipnotyzują. Są tym, dlaczego przede wszystkim warto sięgnąć po tę książkę. Sama treść to krótkie felietony i rozmowy - autorek pomiędzy sobą oraz z różnymi gośćmi m.in Polakami mieszkającymi w Portugalii. Można dowiedzieć się sporo o historii miasta oraz o jego zupełnie nieoczywistej stronie. Lizbona doskonale podkreślana charakter mieszkańców i w naturalny sposób jest ich odbiciem. To miasto małych knajpek, otwartych ludzi zmagające się z popularnością turystyczną, na którą nie jest przygotowane. To opowieść o życiu w zupełnie innej dynamice niż to co znamy z Polski. Brak pośpiechu, brak presji. Każdy z rozmówców prezentuje swoją wizję Lizbony jako miejsca, które stało się tym właściwym do (nawet czasowego) zamieszkania.

Obraz Lizbony jaki wyłania się z rozdziałów ma w sobie to coś, jednak wiele też brakuje. Autorki chciały wyjść poza ramy przewodnika i stworzyć bardziej intelektualny-kulturalny obraz Lizbony. W wielu miejscach znajdziemy mnóstwo odniesień do literatury, sztuki, kultury. Opowieść nabiera innego wymiary ale gdzieś gubi się istota. Nie czułam tych emocji, tego personalnego spojrzenia, którego oczekiwałam po kolejnej książce z serii. Lizbona jaka pojawia się na kartach książki jest piękna ale nie skierowana do mnie. I w pewien sposób jest clue - każdy z rozmówców podkreślał, że to miasto trzeba odkryć po swojemu, na własną rękę, a nie podążać śladami innych czy za przewodnikiem. Może w nieoczywisty sposób ta książka mówi, że muszę sama się tam udać i odkryć swoją Lizbonę bo ta na kartach książki z pewnością moją nie jest. Zachęcam!

 

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 109,3 cm - 2,4 cm = 106,9 cm. 

 

niedziela, 28 stycznia 2024

,,Kwiaty w pudełku" Karolina Bednarz


 Przyznam, że do momentu sięgnięcia po ten reportaż miałam bardzo romantyczną i idealistyczną wizję Japonii. Kwitnące wiśnie na tle ośnieżonej góry Fudżi, piękne gejsze, zapracowani ludzie mieszkający w czystym, dostatnim państwie, a w tle Hello Kitty i szalone teleturnieje przeplatana z anime. Tak, to nadal jest jeden z elementów opisujących Japonię ale jak zawsze, prawdziwy obraz jest dużo mroczniejszy i bardziej skomplikowany, szczególnie jeśli się spojrzy na wszystko z perspektywy kobiet.

Sporo czytałam o sytuacji kobiet w krajach latynoskich i wydawało mi się, że tam jest to szczególnie trudne. Dlatego, gdybym czytała ,,Kwiaty w pudełku" bez podanej nazwy kraju, którego dotyczy, moje pierwsze skojarzenia biegłyby w kierunku Ameryki Południowej. Pod otoczką idealnego państwa, wysokiej kultury kryje się opresyjny system, którego ofiarami najczęściej są właśnie kobiety. W Japonii odbiera się im prawo do wykształcenia, awansu, szacunku, są ofiarami mobbingu, seksizmu, molestowania. Brzmi strasznie i zupełnie odbiega od tego co Japonia chce i pokazuje światu. Infantylizacja kobiet przez sprzedawanie w świat kultury kawaii jest jednym elementów, które mają ograniczać prawa kobiet. Ale to zaledwie wstęp do poznania wielu innych bolesnych, trudnych, wręcz nie do uwierzenia historii. Próbuje się wprowadzać prawa, które mają pomóc ale w większości są one martwymi zapisami. Nie wiele można zrobić przeciwko gwałtom, molestowaniu w środkach komunikacji miejskiej czy nienormalnemu dokładaniu obowiązków zawodowych tak aby kobieta nie była w stanie pogodzić pracy i rodziny. Mężczyźni jak zwykle nie widzą problemów, są przekonani że ich jedyną rolą jest zarabianie pieniędzy a nie pomoc w domu. I kiedyś jedna pensja spokojnie wystarczała jednak czasy prosperity w Japonii także dobiegły końca. Zamiast dążyć do zmian społecznych, Kraj Kwitnącej Wiśni próbuje tkwić w tradycji .... która tak naprawdę tradycją nie jest bo narodziła się stosunkowo niedawno, jakieś 200 lat temu.

,,Kwiaty w pudełku" Karoliny Bednarz odczarowują obraz Japonii. Nie jest to już kraj marzeń i radości ale kraj targany mnóstwem problemów, które próbuje się zamiatać pod dywan. Wiele aspektów bardzo długo udawało się skutecznie ukrywać póki gospodarka prężnie funkcjonowała i była mniejsza wymiana kulturowa. Teraz to wszystko zaczyna wychodzić na wierzch. Coraz mocniej daje się odczuć postępujące ubożenie społeczeństwa, jego starzenie a jak zawsze, w takich sytuacjach, na pierwszy ogień idą kobiety, którym odmawiano praw i sprowadzano tylko do roli służebnej. Mocny, dosadny reportaż jednak zapisany z ogromną wrażliwością i szacunkiem dla bohaterek. Otwiera oczy i zupełnie zmienia spojrzenie. Polecam!

niedziela, 5 listopada 2023

,,Bułgaria. Złoto i rakija" Magdalena Genow


 Bułgaria to kraj, który nadal kojarzy się z PRLowskimi wczasami. Nadmorski kurort, który miał być namiastką wielkiego świata. Obecnie też wiele osób wybiera urlop na plażach Słonecznego Brzegu ale czy właściwie wiemy cokolwiek o samej Bułgarii? Ja przyznaję, że nie wiedziałam nic. Gdzieś po głowie przebiegała mi myśl, że w kryminałach czasem pojawia się bułgarska mafia ale raczej nie jest to skojarzenie, z którym ten kraj chciałby być łączony w pierwszej kolejności. Dlatego z ogromną ciekawością sięgnęłam po książkę Magdaleny Genow.

Dla Autorki Bułgaria to druga ojczyzna. Jako córka Polki i Bułgara na Bałkanach miała swoją rodzinę i swoje miejsce. I właśnie ta perspektywa wyznacza tor całej książce. Genow opowiada o babci, rodzinie, wakacjach spędzonych w okolicach Warny. Jest opowieść przesycona smakami dzieciństwa, obserwacją bliskich, szczególnie dziadków, oraz naturalnym zanurzeniem się w kulturze. Magdalena Genow pokazuje Bułgarię od środka by potem stopniowo wychodzić na zewnątrz i opowiadać o rzeczach, zjawiskach bardziej ogólnych. Opowiada o historii, kulturze, polityce. Pokazuje jak wielki wpływ miała ponad ośmiusetletnia turecka okupacja. Jej Bułgaria to miejsce styku, przenikania się kultur. Miejsce barwne, ciekawe, znacznie bardziej fascynujące i oferujące coś poza plażami i wakacyjnymi kurortami. Dużo miejsca w książce poświęca się też jedzeniu i piciu. Rakija zajmuje znaczące miejsce w bułgarskiej świadomości i oczywiście nie można jej pominąć. Autorka świetnie opowiada o bułgarskiej mentalności i bułgarskich zachowaniach.

,,Bułgaria. Złoto i rakija" to świetna opowieść wprowadzają w klimat Bułgarii, pokazująca jej trochę bardziej intymne oblicze. Autorka próbuje być obiektywna ale cały czas przebija jej miłość i tęsknota za dziadkami. W pewien sposób ta książka to bardziej pomnik ich życia, niż obraz całego kraju. Jednak nawet poprzez tę bardzo personalną perspektywę widać specyfikę, wyjątkowość i piękno Bułgarii. Jednak nostalgiczna atmosfera nie przysłania tej ciemniejszej, trudniejszej strony. Genow zwraca także uwagę na problemy i trudności w obliczu, których stanęła współczesna Bułgaria ale robi to na spokojnie, z troską i wyczuciem.

Z pewnością ,,Bułgaria. Złoto i rakija" zmienia spojrzenie oraz pokazuje kraj z zupełnie innej perspektywy. Zachęca do odwiedzenia, poszerzania wiedzy i do odkrywania kultury. To idealny wstęp, jeśli tak jak ja, nic wcześniej o Bułgarii nie wiedzieliście. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 29,9 cm - 2,4 cm = 27,5 cm.    

 

niedziela, 3 września 2023

,,Potosi. Góra, która zjada ludzi" Ander Izagirre

 Tytuł oryginału:      Potosí

 

Są historie, które nawet gdy skończymy i odłożymy na półkę, zostają z nami. Uderzają w nasz światopogląd, dotykają wrażliwości, zapadają w pamięć i długo nie dają o sobie zapomnieć. Krążą gdzieś w krwiobiegu, są nieustannie obecne w myślach. Jedną z takich historii z pewnością jest reportaż o kopalniach na stoku góry Potosi w Boliwii. Dla mnie osobiście jest ten reportaż bardziej osobisty, bardziej dotkliwy bo kilka lat temu byłam w kopalni-muzeum, otwartej dla turystów w Oruro. Tam widziałam maleńki fragment tego jak wygląda boliwijska kopalnia, jednak nie miałam wtedy świadomości co dokładnie za tym stoi. Ciasne, mroczne sztolnie, figurka ,,Wujka", narzędzia żywcem przeniesione z dawnych stuleci - to nie tylko wizja przeszłości stworzona na potrzeby turystów. Dla wielu Boliwijczyków to rzeczywistość, z którą mierzą się na co dzień.  

Autor reportażu zabiera czytelnika w szokującą podróż na stok góry Potosi do kopalni srebra. Główną bohaterką opowieści jest nastoletnia Alicja, która staje się swoistym symbolem. Nastolatka mieszka z rodziną w miejscu, gdzie nie powinien nikt mieszkać, pracuje w kopalni chociaż prawo tego zabrania, jej codzienność to bieda i ciągłe zagrożenie. Jej historia staje się punktem wyjścia do pokazania znacznie szerszej perspektywy. To opowieść o Boliwii, która od początku swojego istnienia była gnębiona i wykorzystywana, najpierw przez hiszpańskich kolonizatorów, potem kompanie górnicze. Zawsze najbardziej cierpieli ci najsłabsi. Byli niewolniczo wykorzystywani, zmuszani do pracy ponad siły, pozbawieni jakichkolwiek środków bezpieczeństwa. Mężczyźni żyją w tych warunkach krótko, średnio około czterdziestu lat. Ale to kobiety nie mają żadnych praw ani żadnej opieki. Wykonują pracę za minimalne wynagrodzenie albo nawet za darmo gdy muszą odpracowywać fikcyjne długi, a równocześnie cały czas narażone są na gwałty ze strony górników.

,,Potosi. Góra, która zjada ludzi" to straszna, szokująca opowieść o ludziach, którzy już za życia znaleźli się w piekle. Strach, beznadzieja, praca ponad siły, wykorzystywanie przez państwo ale innych ludzi, bezprawie, demoralizacja, choroby, cierpienie - to wszystko to ich rzeczywistość. Tam nie ma dzieciństwa, nie ma radości, nie ma stabilności. Można próbować coś zmieniać ale nadzieje są nikłe. Góra i kopalnia odarły z człowieczeństwa, ograbiły z nadziei, zostawiły tylko to co najgorsze. Dlatego optymizm głównej bohaterki reportażu na tle tego zła jest porażający. On tylko jeszcze bardziej wyolbrzymia błędy, które narosły przez wieki ucisku i odczłowieczania. Górnicy w Boliwii są ogromną siłą, która została skutecznie zmanipulowana oraz tak nastawiona, że czuja się bezkarni. Doprowadzono do sytuacji, gdzie już nie widać szans na zmiany, na poprawę. Kopalnia odebrała to co dobre, zostawiając tylko cierpienie, dramat kobiet i dzieci, śmierć i alkoholizm.

Warto  przeczytać bo to reportaż o miejscu, gdzie czas się zatrzymał. Gdzie nie ma prawa, nie ma szans na poprawę życia, nie ma życia. A jednak ludzie próbują. Mimo wszystko szukają drogi na zmianę. Cały czas mają nadzieję i optymizm. A to poraża! Polecam!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 51,7 cm - 2,0 cm = 49,7 cm.    

 

sobota, 29 kwietnia 2023

,,Oslo. Miasto, które oddycha" Marta Hopfer-Gilles

 


Nie da się nie zauważyć, że uwielbiam literaturę podróżniczą i często po nią sięgam. Moja lista miejsc do odwiedzenia w przyszłości się wydłuża a póki urlop i finanse na tyle podróży nie pozwalają to chociaż podglądam równe miejsca z perspektywy innych. Oslo może nie jest moim oczywistym celem ale z pewnością jest destynacją ciekawą, inną i tajemniczą. Mimo, że Norwegia jest jednym z krajów gdzie dosyć często można spotkać Polaków, to jakoś o samej stolicy mało można usłyszeć. Jakie właściwie jest Oslo i czy może zachwycić?

Autorka reportażu od siedmiu lat mieszka w stolicy Norwegii. Przypadkowo trafiła przed kilku laty razem z partnerem i postanowiła się osiedlić. Przetrwała tam pandemię i lockdown a teraz próbuje opowiadać o mieście, które stało się jej domem. Jest to opowieść spacerowo- biegowa, pokazująca specyficzne oblicze tego miasta.

Opowieść o Oslo jest bardzo intymna i personalna. Autorka pokazuje miejsca jej bliskie ale równocześnie chce ująć całość. Przechodzi od dzielnicy do dzielnicy prezentując według niej najciekawsze miejsca, równocześnie próbując opowiadać o historii i społeczności. Jest to opowieść ciekawa, barwna, okraszona szczegółami i zilustrowana pięknymi fotografiami. Z każdej strony czuć zachwyt autorki. Tylko jakoś ten zachwyt nie przenosi się na czytelnika. Czegoś zabrakło w narracji powodującego, że chcemy się spakować już, teraz i wsiadać w samolot by na własne oczy zobaczyć, by dotknąć lub posmakować. Już trochę o Skandynawach czytałam i zawsze dowiadywałam się, że za tą ich maską spokoju, równowagi i porządku coś więcej się kryje. Tutaj autorka tylko potęguje nudę. Norwegia - poprawna polityczne, nowoczesna, ekologiczna. Niby coś się wspomina, że jednak nie jest tak idealnie ale w sumie wątek szybko umiera. Jest ładnie, świeżo ale nudno.

Jestem lekko rozczarowana. Wierzę, że Oslo jest miastem, które ma zdecydowanie więcej do zaoferowania. Miastem, które może zachwycić. Jednak po tej książce zostałam z poczuciem ,,ładnie tam, ale lepiej pojadę gdzie indziej". Autorka mimo, że sama zachwycona miastem zupełnie nie umiała przekazać tego zachwytu, nie oddała ducha. Pokazała zwyczajne, nudne miasto, które nie wiele różni się od tego co znamy na co dzień. Szkoda bo liczyłam na zdecydowanie więcej. 

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 111,4 cm - 2,1 cm = 109,3 cm.    

sobota, 15 kwietnia 2023

,,Siedem opadłych piór" Tanya Talaga

Tytuł oryginału: Seven Fallen Feathers. Racism, Death, and Hard Truths in a Northern City

 Myślę, że nie jestem wyjątkiem gdy mówię, że Kanada to mój kraj marzeń. Gdybym miała wybierać miejsce gdzie chciałabym żyć to nie wątpliwie byłaby w czołówce. Duża zasługa takiego a nie innego wyboru leży po stronie L.M. Montgomery, seriali i ogólnej opinii prezentującej Kanadę jako kraj spokoju, syropu klonowego, pięknych, naturalnych krajobrazów i sympatycznych, pomocnych ludzi. I może taki obraz jest częściowo prawdziwy. Jednak tylko w odniesieniu do części społeczeństwa. Kanada skrywa również drugie, mroczne, brutalne i porażające oblicze. Nie jest już taka miła, sympatyczna i pomocna jeśli chodzi o społeczności Pierwszych Narodów.

,,Siedem opadłych piór" to opowieść, która powinna stać się wyrzutem sumienia dla całego świata, a przede wszystkim Kanady. To opowieść o rasizmie, nienawiści i dyskryminacji. Tytułowe siedem opadłych piór to siedmioro nastolatków pochodzących z Pierwszych Narodów (czyli ludności pierwotnie zamieszkującej Kanadę, przed nadejściem europejskich osadników), które zginęły w tajemniczych okolicznościach po tym jak musiały się przenieść do szkół rezydencjalnych. Ich śmierć i śledztwa po nich prowadzone pokazują wszystkie braki i błędy oraz uwidaczniają jak głęboko zakorzenione w społeczeństwie są podziały. Jest świat białych i świat ,,Indian", w domyśle tych gorszych, brudnych, głupszych, którym nie warto pomagać i w nich inwestować. Ogromna przepaść leży pomiędzy tymi światami. Narody Pierwotne są wyobcowane, zepchnięte na margines, pozbawione możliwości rozwijania swoich kultur ale równocześnie nie mają też dostępu do współczesnych osiągnięć. Pozbawieni celu, szans i nadziei. To sprawia, że pomiędzy nimi rozwija się depresja, uzależnienia, które prowadzą do plag samobójstw.

Śmierć siedmiorga w Thunder Bay stała się katalizatorem do dyskusji i drogą do zauważenia problemu. Bolesna, szokująca terapia wstrząsowa. Cierń w boku. Skaza na idealnym obrazie. Jednak może okazać się szansą pozwalającą wreszcie dostrzec problem by potem móc go rozwiązać.

,,Siedem opadłych piór" nie jest opowieścią łatwą ani przyjemną. To historia bólu, poniżenia, systemowego wyrzucania poza margines społeczeństwa oraz udawania, że problem nie istnieje. Wydaje się, że wiek XXI to czas gdy zacieramy granice, każdemu dajemy równe szanse, szczególnie w tzw. kulturze zachodniej. Jednak ten reportaż udowadnia, że nasze postrzeganie świata to mrzonka. Można głosić hasła równouprawnienia opatrzone gwiazdką pod którą chowają się ci o których chcemy zapomnieć, lub którzy wymagają więcej wysiłku. Kanada nie jest idealna, nie ma idealnego społeczeństwa, a naprawienie szkód których w ciągu wieków się dopuściła zajmie wiele pokoleń. Polecam!

piątek, 17 lutego 2023

,,Anglicy. Przewodnik podglądacza" Matt Rudd

Tytuł oryginału: The English. A Field Guide

 Sztywniak, dziwak, wielbiciel herbaty i tweedowych marynarek. Ewentualnie szalony imprezowicz, którego omijamy szerokim łukiem na Rynku w Krakowie. Na hasło ,,Anglik" chyba każdy ma już wykreowany stereotypowy wizerunek, który jest jakąś szaloną mieszaniną Jasia Fasoli i króla Karola. Patrzymy na Anglików właśnie przez pryzmat monarchii, gospodarki, polityki, pracy, kultury, historii  czy wreszcie filmów, seriali i książek. Ale czy właściwie cokolwiek o nich wiemy?

Matt Rudd próbuje stworzyć portret przeciętnego Anglika w trochę inny sposób. Ucieka od utartych dróg. Ani słowem nie wspomina o Królowej, herbacie czy Imperium. Wchodzi do środka domów, zagląda do kuchni , salonu i sypialni. Rozsiada się na kanapie, po to by za chwilę wyruszyć jak wielu porannym pociągiem do pracy, żeby później móc wlec się angielskimi autostradami na wypoczynek nad morzem. Pokazuje obraz Anglika taki jak można się spodziewać pełen absurdalnego, ironicznego humoru ale wnikliwy i oddający indywidualność i specyfikę wyspiarskiego kraju. Jest zaskakująco, szokująco i absurdalnie ale paradoksalnie w tym szaleństwie jest metoda. Bo czy ktoś się spodziewał, że to w Anglii powstała książka kucharska dla dań przygotowywanych tylko w mikrofalówce albo że tam właśnie istnieją grupy doggersów (nie powiem co to bo to trzeba przeczytać :) ? Zupełnie inaczej spojrzymy na angielską fascynację sportem i na imprezy bożonarodzeniowe.

,,Anglicy. Przewodnik podglądacza" to intymny, wewnętrzny portret narodu, który pozornie wydaje się dobrze znany. Opowieść skrzy się humorem i ironią ale także zaskakuje wnikliwością. Autor nie bawi się analizę społeczną ale pokazuje to co oczywiste i typowe w zupełnie nowy sposób. Pokazuje pozytywne szaleństwo i całkiem inne oblicze Anglików. Odziera ich z ich typowej sztywności, powagi i flegmatyzmu, dodaje im energii. Stają się bardziej ludzcy, bliscy i nawet sympatyczniejsi. I chyba to był cel, zresztą chyba się udało go zrealizować, abyśmy trochę bardziej polubili Anglików. Polecam!

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

,,Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę" Tony Kososki


Przed pandemią, w czasach gdy jeszcze wszyscy normalnie chodzili do biura i jeszcze nikt nie wpadł na to, że możliwy jest home office właściwie na nieograniczoną skalę, częstym zjawiskiem była ,,korpogłupota", czyli pewne odrealnienie i przesadne koncentrowanie się na zadaniach w biurze, używanie ponglisha (czyli szalonej mieszaniny polskiego i angielskiego) oraz zapominanie, że istnieje jeszcze jakieś życie poza korpo. Wtedy to jeden z moich kolegów wymyślił hasło, które do dziś wisi przy moim kompie i przypomina mi co jest ważne. A brzmi ono ,,Gdy poczujesz zew korpogłupoty to wyjedź w Andy". I w pewien sposób ma to sens. Nie raz czuję chęć by rzucić wszystko i zaszyć się gdzieś na Altiplano, gdzie nie znajdą mnie wszechobecne macki korpo. Cóż, życie w pewnym wieku narzuca pewne ramy i ograniczenia i nie każdy szalony plan można zrealizować ... ale można czytać o tych, którzy takie mieli odwagę takie szalone plany realizować.

Tony Kososki (albo właściwie Przemek Śleziak) w 2010 roku zdecydował się spełnić jedno ze swoich marzeń. Najpierw jako wolontariusz wyjechał do Brazylii by pracować przy organizacji finałów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Była to jedna, wyjątkowa okazja, która otworzyła mu drogę do wędrówki po Ameryce Południowej. Zaczął od Rio de Janeiro, gdzie nie tylko pracował jako wolontariusz na stadionie ale także przeżywał wraz z kibicami emocje. Wędrował po teoretycznie niebezpiecznych dzielnicach, wszędzie spotykając się z ludzką życzliwością i niesamowitą uprzejmością. Z Brazylii, praktycznie bez pieniędzy ruszył do Boliwii by potem udać się do Peru i zobaczyć Machu Picchu.

Chyba najlepsze z tym zapisie z podróży jest ogromny optymizm i wiara w to, że wszystko jest możliwe. Kososki nie ma wielkich funduszy ale ma plan i pomysł. I właściwie to mu wystarcza. Pełen optymizmu i radości z podróżowania przemierza kolejne kilometry łapiąc pojawiające się okazje  i przy okazji głęboko wnikając w społeczności. Na swojej drodze poznaje kulturę, tradycje. Rozmawia z ludźmi i zagląda tam gdzie komercyjny turysta nie trafi. Cały czas szuka także możliwości jak to wszystko zrobić praktycznie nie naruszając skromnych zapasów. Można się pukać w głowę czytając o jego przygodach i pomysłach ale tak właściwie to mu się zazdrości. Zazdrości odwagi, optymizmu, szaleństwa i upartego dążenia do celu. Tam gdzie wielu by się poddało (bo wyobraża sobie ktoś obecnie pisanie pracy inżynierskiej bez komputera, materiałów czy stałego dostępu do internetu) on jednak daje radę. Im bardziej coś nieprawdopodobne, to z pewnością znajdzie na to radę.

,,Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę" to nie tylko kawał niezłej literatury podróżniczej, to przede wszystkim skryte marzenia o szalonej, nieszablonowej przygodzie. Choć przez chwilę można się poczuć jakby samemu się podróżowało i nie ważne, że tak naprawdę siedzę w wygodnym, klimatyzowanym tramwaju w Krakowie. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  49,5 m - 3,1 cm =46,4 cm.     

 

niedziela, 3 lipca 2022

,,Kobieta na krańcu świata 2" Martyna Wojciechowska

 

Martyny Wojciechowskiej i jej flagowego programu ,,Kobieta na krańcu świata" właściwie przedstawiać nie trzeba. Od dekady dziennikarka przemierza świat wzdłuż i wszerz i pokazuje życie kobiet w różnych częściach globu. Mówi o sprawach trudnych, bolących, takich, które powinny wywoływać wyrzuty sumienia u innych ale także o radościach, sukcesach czy odmienności. Jest głosem kobiet z różnych zakątków świata.

Reportaż ,,Kobieta na krańcu świata 2" powstał prawie dekadę temu i koncentruje się na 7 historiach, głównie z Afryki i Azji. Znajdziemy tam sylwetkę kobiety, która zdecydowała się zostać mamą hipopotama, młodej kandydatki do bycia gejszą, pilotki z Tanzanii czy opiekunek orangutanów na Borneo. Każda opowieść jest poruszająca i zapadająca w pamięć. Opowiada o różnorodności zwyczajów, zachowań i ludzkich emocji. Każda pokazuje kobiecą i siłę oraz zdolność do adaptacji w różnych, najczęściej niesprzyjających warunkach. Odkrywa zupełnie inny, fascynujący obraz świata, który przecież istnieje i nie jest wcale fikcją literacką. Każda z bohaterek reportażu przyjmuje zupełnie inną postawę - jedne walczą aby wedrzeć się do męskiego świata, inne wykorzystują kobiece atrybuty, jak piękno, wrażliwość, empatię by stworzyć coś dobrego i ocalić jakiś kawałek planety.

Reportaż powstał w okolicach 2010 roku - prawie 12 lat temu i przyznam, że pytaniem jakie cały czas w trakcie czytania do mnie powracało było jak zmieniła się sytuacja poszczególnych kobiet w tym czasie. Czy w ogóle się zmieniła? Co z niedowidzącymi w szpitalu w Etiopii? A las deszczowy na Borneo? Jako ludzkość obecnie mamy większą świadomość ekologiczną ale czy wystarczającą by wprowadzić rzeczywiste zmiany na lepsze? Z jednej strony bardzo chciałabym dowiedzieć się jak potoczyły się dalsze losy bohaterek, ale z drugiej boję się, że mogłoby się okazać, że w ciągu tych dwunastu lat nic się nie zmieniło, albo zmieniło się na gorsze. Jednak gorąco polecam ten reportaż. Uwrażliwia na problemy świata, otwiera oczy i uczy tolerancji dla inności. Robi to z ogromną kulturą i poszanowanie odrębności każdej z prezentowanych postaci. Nic tylko czytać i zachwycać się pięknymi zdjęciami. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  70,8 m - 2,3 cm = 68,5 cm.     

czwartek, 19 maja 2022

,,Rumunia. Albastru, ciorba i wino" Agnieszka Krawczyk

 

Chyba ze wstydem muszę przyznać, że jak wiele osób w Polsce miałam o Rumunii kiepskie, żeby nie powiedzieć złe zdanie. Był to kraj, który kojarzył mi się z brudem, biedą, kradzieżami i zdecydowanie powiedziałabym, że właśnie tam kończy się świat. Wszystko zmieniło się kilka lat temu, gdy jedna ze znajomych zdecydowała się rzucić krakowski korpoświat i przenieść się do Bukaresztu. Najpierw były jej opowieści, potem odwiedziny w Buka. I to miasto i ten kraj nabrały dla mnie zupełnie innego wymiaru.

I dokładnie tak samo jest w tej książce. Agnieszka Krawczyk idealnie odczarowuje mit Rumunii jako kraju trzeciego świata. Pokazuje to co ciekawe, nietuzinkowe, barwne i fascynujące. Jej opowieść o Rumunii nie da się streścić czy sprowadzić do jednej wspólnej tezy. Unika banału i stereotypów, bardzo mało miejsca poświęca np. Drakuli, zamiast tego przybliżając to co chowa się gdzieś w tle, a jest nie mniej interesująca. A każdej strony bije fascynacja i zachwyt jaki ma autorka do tego kraju. I chyba dzięki temu jeszcze lepiej się ten reportaż odbiera. Nagle Rumunia przestaje być synonimem czegoś gorszego, staje się miejsce, które koniecznie całe chce się zobaczyć. Od gór po morze, od Bukaresztu po maleńkie wioski. Od wielkich zamków i pałaców po małe chatki. To opowieść o niezwykłej, zupełnie pomijanej w europejskiej świadomości, kulturze, barwnych tradycjach i niezwykłych zwyczajach.

Ale oczywiście jak każda historia, ta także nie byłaby pełna bez wspomnienia o trudnościach z jakimi obecnie i w przeszłości mierzyła się Rumunia. Są przybliżone w bardzo przystępnej formie czasy dyktatury Ceausescu. Przebudowa stolicy kraju, która zniszczyła i zmieniła na zawsze obraz miasta. I jest chyba najbardziej poruszający i zapadający w pamięć list, odwołujący się do czasów gdy aborcja była zakazana a w Rumunii prowadziło się bardzo intensywną politykę mającą na celu zwiększenie liczby ludności. Nie wiem, czy będzie w stanie ktoś przeczytać to absolutnie bez emocji. Jest to coś przerażającego i destrukcyjnego.

Obraz Rumunii jaka  wyłania się z kart książki jest fascynujący i jedyny w swoim rodzaju. To kraj, który gdy się pokocha, gdy raz zauroczy, nic już tego nie zmieni. Nie raz zaskoczy, nie raz zirytuje swoim specyficznym podejściem do czasu, pracy, obowiązków ale w tym wszystkim jest niepodrabialny urok i czar. Jest nieprzewidywalnie, szalenie i cudownie. I właśnie taka też jest ta książka. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  94,3 cm - 2,4  cm =  91,9 cm.     

 

środa, 27 kwietnia 2022

,,Boliwia. Narzeczona, więzienie i cudze wesele" Paweł Wilk

 


Boliwia to dla mnie miejsce wyjątkowe. Byłam tam zaledwie dwa i pół tygodnia w 2016 roku ale gdyby to było możliwe jeszcze raz bym tam pojechała i odwiedziła wszystkie te miejsca, których nie widziałam. Póki co pozostaje wędrowanie palcem po mapie i oglądanie lub czytanie relacji innych.

Paweł Wilk odwiedził Boliwię trochę wcześniej, bo w 2014. Jednak jego wyprawy, nie da się nazwać czysto turystyczną. Szalony impuls pchnął do odbycia półrocznego stażu jako wolontariusz w boliwijskim więzieniu. Jest to zdecydowanie niezwykłe doświadczenie, które pokazało mu ten południowoamerykański kraj z absolutnie nieznanej perspektywy. Poznaje ludzi i słyszy historie, do których zdecydowanie żaden inny obcokrajowiec nie ma dostępu. Poznaje kulturę i mentalność Boliwijczyków absolutnie od podszewki. Ale nie tylko samą pracą, żyje człowiek. Poza więzieniem, zwiedza, poznaje, doświadcza, smakuje kraj z jego plusami, mocnymi stronami, absurdami, specyficznym podejściem do wielu kwestii oraz niezwykłą kulturą. Wilk nie jest tylko obserwatorem - on jest w centrum zdarzeń i może dużo powiedzieć nie tylko o tym jak wygląda życie cudzoziemca w Boliwii ale także jak wygląda  normalna codzienność.

Wilk nie jest pisarzem, nie jest nawet zbyt dobrym gawędziarzem ale jego opowieść ma to coś w sobie co sprawia, że przykuwa uwagę. Jest autentyczna i pełna pasji. To nie jest relacja znudzonego wędrowca, który już wszystko przeżył i wszystko doświadczył. To historia młodego chłopaka, który wyrwał się z Polski by działać, poznawać. Po drodze napatoczyła mu się dziewczyna  i trochę przygód, zobaczył kawałek świata, otwarły mu się oczy na świat i właśnie to chce pokazać i przekazać dalej. W swój prosty sposób wysyła w przestrzeń mnóstwo pozytywnej energii i motywuje do działania. I to jest najlepsze i dlatego polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  104,3 cm - 1,9  cm =  102,4 cm.     

 

wtorek, 22 marca 2022

,,Światło na krańcach świata" Jose Luis González Macías

 

Tytuł oryginału: Breve atlas de los faros del fin del mundo

Chyba najbardziej niezwykła latarnia morska o jakiej słyszałam znajduje się w ... Szwajcarii. Paradoks, prawda? Ale jednak tak jest. Na przełęczy Oberalp stoi 14-metrowa replika latarni, znajdującej się w Holandii, tam gdzie Ren uchodzi do morza. To taka klamra spinająca dwa końce Renu. I chociaż o tej latarni nie wspomina się w książce to chyba może być przykładem, że w latarniach morskich drzemie jakaś siła i magia, że nawet kraje bez dostępu do morza, pragną własną posiadać, nawet w ramach ciekawostki i atrakcji turystycznej.

,,Światło na krańcach świata" to zestawienie już prawdziwych, poważnych latarni morskich, które przez wiele lat zapewniały bezpieczeństwo podróżującym. Autor wybrał zaledwie 34 z różnych zakątków świata aby tylko nakreślić jak fascynujące, niesamowite, czasem tragiczne czy bardzo dramatyczne historie się z nimi wiążą. W krótkich notkach, kreśli zaledwie szkice. Ale są to szkice bardzo wymowne. Dużo mówiące o sile ludzi decydujących się na pracę latarnika, o ich poświęceniu, zdecydowaniu ale także o samotności i rozpaczy. Chyba żaden zawód, tak jak latarnik, nie mówi wiele o kondycji ludzkiej, i chyba on najbardziej wyciąga na wierzch słabości, wątpliwości ale także pokazuje prawdziwe wewnętrzne mocarstwo. Chociaż pierwsze co się nasuwa, to myśl, że jest to praca przeznaczona tylko dla mężczyzn bo także były kobiety, które odnajdywały się w jej wykonywaniu a nawet, po latach, doczekały się nazwania latarni swoim imieniem.

Ten malutki atlas zaledwie rozbudza ciekawość. Daje przedsmak tego, co wiąże się z wielowiekową pracą w latarni morskiej. To przyczynek aby samemu zacząć szukać i dowiadywać się coraz więcej i poznawać inne, zaklęte w budowlach nad brzegiem morza, historie. Jest w nich zaklęte piękno  i niezwykła dramaturgia, która powoli odchodzi  w przeszłość wraz ze wzrostem automatyzacji latarni morskich. Dlatego trzeba się spieszyć i poznawać te uciekające historie. Polecam!

czwartek, 24 lutego 2022

,,Zaginione miasta, prastare grobowce" praca zbiorowa

 Tytuł oryginału: Lost Cities, Ancient Tombs. 100 Discoveries That Changed the World

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać o tym, że Ziemia i historia ludzkości potrafią zaskakiwać. Im więcej wiemy, im więcej wydaje nam się, że rozumiemy, pojawia się coś co zupełnie zmienia nasze pojmowanie. I chociaż cała przyroda jest niezwykła, to zdecydowanie najbardziej niezwykły i najbardziej tajemniczy jest człowiek i jego wytwory.

,,Zaginione miasta, prastare grobowce" to zestawienie 100 znaczących odkryć, które mówią wiele o rozwoju cywilizacji i społeczeństw. Zaczyna się od prehistorii, pierwszych malunków naskalnych, pierwszych śladów działalności człowieka. Krok po kroku śledzimy dokonania, śledzimy kolejne stopnie jakie pokonywała ludzkość jako społeczność. Im dalej tym robi się bardziej fascynująco i bardziej tajemniczo. Bo chociaż cały czas odnajdywane są budowle, grobowce, ślady działalności to wcale nie są one finalną odpowiedzią. Ba, są dopiero wstępem. Oglądamy osiągnięcia ale nie rozumiemy jak powstały, dlaczego powstały, jakie kryją się za nimi historie. Dopiero zestawienie wielu odkryć pokazuje jak ogromna, benedyktyńska praca archeologów za tym stoi. Drobiazgowe zbieranie śladów, łączenie w jedną całość pozornie niezwiązanych elementów, budowanie spójnego obrazu. I najczęściej, im więcej wiemy, tym więcej pojawia się pytań.

,,Zaginione miasta..." porwał mnie w niezwykły świat odkryć archeologicznych. Mimo, że o większości słyszałam to ogromne wrażenie sprawia ich zestawienie obok siebie i uporządkowanie ich w porządku chronologicznym. Szok wywołuje m.in porównanie cywilizacji Ameryki Południowej gdy uświadomi się jak wtedy wyglądała Europa. Zupełne inne obrazy, mimo to w pewien sposób porażające. Zaskakujące jest także to jak wiele, mimo wszystko nie wiemy. Mimo całej wiedzy, technologii nadal nie dotarliśmy do wielu, pozornie, podstawowych odpowiedzi. Nadal otaczający świat nas może zaskoczyć. I myli się ten kto myśli, że złota epoka odkryć archeologicznych przeminęła. Fakt, może nie otworzymy już nic na miarę grobowca Tutenhamona czy nie znajdziemy miasta jak Machu Picchu ale to nie znaczy, że odkrycia się skończyły. Nadal odkrywa się miejsca, stanowiska, przedmioty, które elektryzują naukowców i może za kilka lat podobna książka będzie zawierać już zupełnie inne zestawienie.  Polecam gorąco!

czwartek, 20 stycznia 2022

,,Szepty kamieni" Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak


Jeśli czytaliście już coś na temat Islandii i pierwsze co Wam się nasuwa to gejzery, robienie swetrów na drutach i miłość do Eurowizji to odłóżcie tę książkę na z powrotem na półkę. Nie znajdziecie tutaj Islandii z folderu turystycznego, reklamowanej jako ostatnie dziewicze miejsce w Europie. Jest surowe piękno ale trochę w tle. Na pierwszym planie wysuwa się trochę inny obraz, bardziej realny, namacalny, trudniejszy do zaakceptowania i mniej idealny.

Z opowieściami Piotra Mikołajczaka zetknęłam się niedawno czytając jego reportaż o zarobkowym pobycie w Norwegii. Gdy dostałam propozycję przeczytania wznowienia relacji z Islandii wiedziałam, że to będzie COŚ. I takie jest. Razem z Bereniką Lenard snują opowieść o Islandii, takiej jaka jest z dala od turystycznych szlaków. O Islandii pięknej, trudnej, surowej, bezlitośnie sprawdzającej ludzi. Wyspie przepełnionej samotnością, spokojem, opuszczonej. Pierwotny plan autorów zakłada, że odnajdę opuszczone domy, budynki, miejsca i spróbują opisać je w opowiadaniach. Jednak okazuje się, że historia tych miejsc jest zdecydowanie ciekawsza i dużo mówi o wyspie i jej mieszkańcach.

To właśnie z perspektywy opuszczonych miejsc widać najlepiej jak ogromne zmiany zaszły na Islandii. Kraj, który był symbolem surowego życia, któremu podołać mogą tylko najsilniejsi, w XX wieku przeszedł ogromną drogę. Odzyskał niepodległość, był bazą dla obcych wojsk, zmieniał się pod wpływem ,,przygód śledziowych". Na początku XXI wieku dotknął go kryzys finansowy oraz dosięgła klątwa ,,wymarzonej urlopowej destynacji". Dużo jak na jedną, małą wyspę. I właśnie o tym opowiadają Mikołajczak i Lenard. Pokazują prawdziwe historie - czasem trudne, bolesne, okraszone samotnością, zmaganiami z losem i warunkami środowiskowymi w jakich przyszło im żyć ale zawsze pełne jedynego w swoim rodzaju zachwytu.

Wyprawa przez Islandię za sprawą ,,Szeptów kamieni" to przeżycie inne niż dotychczasowe. To zaglądnięcie w szczelinę i odkrycie zupełnie inny świat. To możliwość dotarcia do starej przetwórni rybnej zamienionej na hotel, zerknięcia do świata polskich imigrantów zarobkowych, poznania historii wraków amerykańskich samolotów ale przede wszystkim to niezwykła możliwość zrozumienia trochę lepiej Islandczyków i docenienia piękna ich świata, który jak wszystkie inne, stał się ofiarą masowej turystyki.

,,Szepty kamieni" to bardzo osobiste spojrzenie na Islandię przeplatana obiektywnymi opowieściami, wnikające bardzo głęboko w istotę kraju. Jest tak jak ta wyspa piękne i niebezpieczne, surowe i zachwycające, zależne od nieokiełznanej przyrody ale pełne ludzkiej serdeczności i otwartości. Po skończonej lekturze trudno się dziwić autorem, że po krótkim pobycie w Polsce zdecydowali się na powrót. W takiej Islandii zrozumiałe jest, że się zakochali.

niedziela, 2 stycznia 2022

,,Sobremesa" Mikołaj Buczak


Pierwsze skojarzenia na temat Hiszpanii to oczywiście słońce, plaża, Barcelona, corrida. I poprawnie. Bo przez wiele lat poprzez takie hasła sama Hiszpania budowała swoją popularność jako celu turystycznego. Próbowała przyciągnąć turystów  uwypuklając to co z ich perspektywy jest najatrakcyjniejsze. Cel został osiągnięty ale teraz, paradoksalnie, ten kraj padł ofiarą swoich własnych działań. Bo większość osób wybierających Półwysep Iberyjski na cel swoich wakacyjnych podróży jest zaskoczone, że można tam znaleźć coś zupełnie innego. Bo Hiszpania nie jest tak jednorodna jak mogłoby się wydawać. Jest zbitkiem kultur, narodowości, języków i tradycji. I właśnie to Mikołaj Buczak próbuje wydobyć i pokazać.

,,Sobremesa" - ,,dookoła stołu" to tam w mniejszym lub większym stopniu kręci się opowieść Buczaka o Hiszpanii. Ale to nie jest tylko jedzenie i picie, chociaż zajmują ważne miejsce w tej opowieści. Przy stole przecież nie tylko biesiadujemy ale także rozmawiamy, poznajemy ludzi, ich zwyczaje, nawyki, tradycje. I właśnie taka jest ta opowieść. Niczym historie opowiadane przy stole - raz pełne śmiechu, zabarwione żartami, przesycone sympatią i luzem, innym razem poważne, odsłaniające problemy z jakimi boryka się na co dzień, lekko narzekające czy zaniepokojone. To historie różnych ludzi, pokazujących swoje codzienne nawyki, zaskakujące tradycje czy zwyczaje, odsłaniających swoją mentalność. A okazuje się, że w Hiszpanii nic nie jest takie proste i oczywiste jak mogłoby się wydawać. Bo chociaż siesta, corrida nasuwają się od razu, to jednak hiszpańska tradycja jest dużo bogatsza i dużo bardziej różnorodna. Przejawia się to w każdym aspekcie a przede wszystkim w jedzeniu, któremu poświęcone jest całkiem sporo miejsca.

,,Sobremesa" to opowieść wyzwalająca tęsknotę za podróżami, spotkaniami z innymi ludźmi, odwiedzaniem nowych miejsc i próbowaniem nowych smaków. Autor stara się unikać stereotypów i banałów,  próbując pokazać jak najbardziej różnorodne oblicze Hiszpanii. Mimo, że stara się pozostać obiektywny to przebija jego zachwyt i uwielbienie dla tego kraju. Chyba dzięki temu czytelnik może chociaż przez chwilę poczuć się jak przy hiszpańskim stole, wśród przyjaciół. Polecam!

 

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:   2,9 cm - 2,0 cm = 0,9  cm.     

 ,

piątek, 24 września 2021

,,Gozo. Radosna siostra Malty" Piotr Ibrahim Kalwas


Ma ktoś może nadmiarowy urlop i najlepiej wolny bilet na Maltę? Chętnie przygarnę i ładnie podziękuję :D Serio, jak ktoś chce mnie zabrać, to dajcie mi pół godziny i jestem spakowana i gotowa by zwiedzać, podziwiać, smakować i spacerować.

Lubię reportaże o innych krajach, relacje z podróży, wszelkiego rodzaju wspomnienia z pobytów. Ale chyba jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby w trakcie lektury chcieć tak bardzo się spakować i jechać do opisywanego miejsca. Dopiero Piotrowi Ibrahimowi Kalwasowi się to udało. Już znajomym jęczałam że ja chcę jechać. Ale trudno się dziwić. Kalwas opowiada tak przekonująco o Gozo (bliźniaczej wyspie Malty). To nie jest suchy przewodnik, to nie są wskazówki czy sugestie. To cały zachwyt nad wyspą, na której przyszło mu mieszkać, przelany na karty książki. Wypełniona zwykłymi-niezwykłymi miejscami, smakami, aromatami, przepełniona niezwykłą energią. Wręcz namacalnie na się wrażenie, że spaceruje się z autorem po wyspie i podziwia znajome mu miejsca. Zresztą piękne zdjęcia też dużo robią.

,,Gozo. Radosna siostra wyspy" to wręcz wciśnięcie biletu lotniczego do ręki, bo nie wierzę, że każdy kto przeczytał nie miał takich skłonności. To gorące pragnienie by samemu na własnej skórze, własnymi zmysłami odczuć to co Kalwas tak sugestywnie przekazuje. By spróbować potraw, win, by zrobić zakupy w polecanych miejscach oraz pospacerować drogami, które wskazuje. Namiastką podróży na Gozo będą załączone przepisy, pozwalające w szarej, jesiennej Polsce poczuć przez chwilę słońce i wiatr gozytański. Jeśli chcecie choć na chwilę zapomnieć o zbliżającej się zimie, gorąco polecam! 

p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 37,0 cm - 2,4 cm = 34,6  cm.  

wtorek, 29 czerwca 2021

,,Szwajcaria. Podróż przez raj wymyślony" Agnieszka Kamińska

 

Prawie sześć lat temu zostałam wysłana na szkolenie do Zurycha. Oprócz pracy i nauki mogłam zwiedzać i poznawać kraj i ludzi. Jedno zdarzenie chyba najlepiej pokazuje różnicę w mentalności. W weekend razem z kolegą zwiedzaliśmy miasto i chcieliśmy w pewnym momencie przejść na drugą stronę ulicy. Przejście dla pieszych było jakieś dziesięć - piętnaście metrów dalej ale my chcemy skrócić sobie drogę. Zrobiliśmy krok na jezdnię i patrzymy, nadjeżdża policja. Wróciliśmy szybko na chodnik, nauczeni polskim doświadczeniem. A policja zatrzymała się przed miejscem gdzie chcieliśmy przejść i machała nam żebyśmy śmiało przechodzili.

Od tamtego momentu jeszcze przez pięć lat dane mi było pracować ze Szwajcarami. I jedno z całą pewnością mogę powiedzieć. Są specyficzni. Były momenty gdy praca z nimi była czystą przyjemnością, ale były także gdy różnice kulturowe dochodziły do głosu. Dlatego bez wahania sięgnęłam po książkę Agnieszki Kamińskiej idealnie podsumowującej Szwajcarię. Bo jest to kraj kontrastów, sprzeczności, różnorodności, która paradoksalnie go spaja. Obecni w Europie ale biorący z niej to co korzystne, a w chwilach trudnych zasłaniający się neutralnością. Przyjaźni, otwarci ale równocześnie zachowujący dystans społeczny. Bogaty kraj ale równocześnie generujący ogromne koszty. Zdyscyplinowany ale równocześnie absurdalny i wewnętrznie podzielony. Wiele by tu można wymieniać. Każdy kto chociaż przez jakiś czas miał kontakt z Szwajcarami będzie mnożył przykłady i potwierdzał jak bardzo wyjątkowym krajem jest państwo helweckie.

Szwajcarię można uwielbiać za wiele: krajobraz, kulturę pracy, otwartość, jedzenie ale tak samo wiele można im zarzucić. Kamińska świetnie to zbiera i pokazuje ten kraj o trochę innej mniej znanej strony. Jest swojsko, domowo, prywatnie a przez to bardziej nierzeczywistym wydaje się to państwo. Bo czy ono naprawdę istnieje i funkcjonuje? Każdy kto choć trochę jest ciekawy, powinien bezwzględnie sięgnąć po ten reportaż. Jest idealny: trochę anegdot przeplatanych poważnymi zagadnieniami, rozprawia się z popularnymi mitami ale także odkrywa zupełnie nieznane i mało popularne szwajcarskie tradycje. Polecam! 

 

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 89,7 cm - 2,1 cm = 87,6  cm.

 

czwartek, 6 maja 2021

,,Couchsurfing w Iranie" Stephen Orth


Tytuł oryginału: Couchsurfing im Iran. Meine Reise hinter verschlossene Türen

Pierwsze skojarzenia jakie nasuwają się gdy myślimy o Iranie to pewnie Islam, kobiety ubrane w czadory i brodaci mężczyźni w turbanach. W jakimś stopniu ten obraz jest prawdziwy ale jest zaledwie maleńkim wycinkiem dużo bogatszego i bardziej skomplikowanego obrazu. 

Stephan Orth to niemiecki dziennikarz, podróżujący w 2014 przez Iran. Nie korzysta jednak z oficjalnych środków transportu i hotelowych czy hostelowych noclegów. Przyjmuje zaproszenia na nocleg od ludzi zarejestrowanych w ogólnoświatowej bazie gospodarzy dla couchsurferów. Takie rozwiązanie pozwala Orthowi zajrzeć za zasłonę i zobaczyć jak naprawdę wygląda życie w reżimowym państwie jakim jest Iran. Oficjalnie obowiązuje tam wiele zakazów ograniczających życie a kolejne reguły dorzuca panujący Islam. Nie jest to jednak przeszkoda dla ludzi ciekawych świata, chcących korzystać z życia i mających ,,nietypowe hobby". Stephan spotyka się z członkami wspólnoty BDSM (oficjanie zakazane w Iranie), ludźmi, którzy zdobywają alkohol kupując go w aptece, prawie wszyscy naginają zasady by udzielić noclegu obcokrajowcom, wielu wyznaje Islam tylko dla świętego spokoju.

Podróż Ortha przez Iran to spotkania z różnymi ale jednak nowoczesnymi i otwartymi ludźmi, przełamującymi bariery i pragnącymi by ich kraj bardziej otworzył się na świat. Te spotkania pokazują wszystko to, co normalnie szczelnie zamknięte jest za drzwiami domów i ramach najbliższej rodziny czy grupy znajomych. Wyłania się z tego obraz kraju fascynującego, dwuwymiarowego, gdzie to co oficjalnie miesza się z tym co prywatne, kraju pełnego sprzeczności ale posiadającego bogactwo kultury i tradycji. Nawet klimat nie jest do końca jednoznaczny - w większości suchy i piaszczysty by złagodnieć na północy.

Reportaż ,,Couchsurfing w Iranie" próbuje przełamać schematy myślowe i wyrzucić Iran z szufladki, w której ląduje gdy o nim myślimy. Chociaż przygnięciony zakazami i restrykcjami, próbuje podnosić głowę i pokazywać, że tam też żyją ludzie pełni marzeń, otwarci i przyjacielscy. Trzeba tylko wiedzieć jak do nich zagadać i bez obaw dać im szansę. Polecam!

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 114,2 cm - 2,3 cm = 110,3  cm.

 

czwartek, 19 listopada 2020

,,Wyhoduj sobie wolność" Maria Hawranek, Szymon Opryszek

 
Przyznam otwarcie, że Urugwaj jest tym krajem Ameryki Południowej, z którym nie mam żadnych skojarzeń. Argentyna, Chile, Brazylia, Boliwia, Peru, Wenezuela, Kolumbia, Meksyk, o każdym z wymienionych mogę coś powiedzieć, chciałabym tam się znaleźć, chciałabym je przemierzyć. Urugwaj wciśnięty pomiędzy Argentynę i Brazylię wydaje się być przytłoczony przez bardziej znanych sąsiadów a przez to istniejący trochę w ich cieniu. A to bardzo błędne myślenie. Urugwaj to państwo zaskakujące, inne w kontekście całej Ameryki Południowej i dzięki temu jeszcze bardziej fascynujące.

Urugwaj to państwo fascynujące, pełne kontrastów i zaskakujące. Jako jedyne państwo w Ameryce Południowej zdecydowało się przyjąć uchodźców z Syrii, pomimo tego, że samo mierzy się z ogromem własnych problemów. Jest państwem oficjalnie głoszącym swoją świeckość, gdy cały kontynent raczej kojarzony jest z mocnym przywiązaniem do wiary chrześcijańskiej. Miał prezydenta, który 90% swojej pensji oddawał na cele charytatywne. Urugwaj nie uląkł się gdy potężny koncern nikotynowy wytoczył mu proces. Wręcz przeciwnie - odważnie stanął do sądowej walki o to by dać mieszkańcom prawo do życia bez nikotyny. Równocześnie, jako jedno z pierwszych państw na świecie zalegalizował marihuanę. Tak, to kraj paradoksów i zaskoczeń. Kraj, który chce się odkrywać i dowiadywać się o nim coraz więcej.

,,Wyhoduj sobie wolność" to zbiór wciągających reportaży. Każdy jest inny, każdy poświęcony innemu tematowi ale wszystkie łączy przebijający się temat wolności: ekonomicznej, politycznej, religijnej, światopoglądowej. Czasem jest jej więcej, czasem jest skierowana w zupełnie błędną stronę ale Urugwajczycy mają w pewien sposób jej poczucie i z niej korzystają. Chociaż niektóre z poruszanych zagadnień jest trudne, bolesne to jednak przebija z nich nadzieja, optymizm i jakiś spokój. Bo taki właśnie jest Urugwaj - spokojny w swym chaosie, może przez to mniej tam charakterystycznej latynoskiej ekspresyjności i egzotyki ale z pewnością nie jest mnie fascynujący i godny zachwytu. Polecam! 

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 66,2 cm - 2,4  cm = 63,8 cm.

niedziela, 1 listopada 2020

,,No pasa nada! Nic się nie dzieje! Kobiece oblicze Meksyku" Beata Kowalik


No pasa nada! Nic się nie dzieje! A może raczej nic się nie zmienia! Wiem, że feminizm to pojęcie kontrowersyjne. W Europie narosło koło niego wiele mitów, stereotypów. Częściej kojarzy się z szaloną kobietą, nienawidzącą mężczyzn i głoszącą wyrwane z kontekstu obraźliwe hasła a niżeli z tym czym to właściwie jest, czyli walką o prawa kobiet. W Polsce mamy to szczęście, że dużo się w tej materii zmienia i od zawsze kobiety były otaczane szacunkiem. Nie wszędzie jednak tak jest. Są regiony świata gdzie pojęcie feminizmu jest totalnie nie znane a walka o prawa kobiet to prawie jak walka z wiatrakami. Takim właśnie miejscem jest nadal współczesny Meksyk. Państwo barwne, fascynujące, pięknie położone, posiadające bogatą kulturę ale także niesamowicie niebezpieczne.

Beata Kowalik spotkała się z kilkunastoma kobietami i podjęła próbę przybliżenia ich historii. Obraz jaki się wyłania jest zatrważający. Meksyk dla kobiety to przestrzeń pełna zagrożeń, niebezpieczeństw, świat, gdzie kobieta musi być podporządkowana mężczyźnie a bunt przeciw ustalonym od wieków prawom może równać się wyrokowi śmierci. Są jednak kobiety, które decydują się na zmianę. Decydują się na rozwód, porzucają rodzinne wsie, wypowiadają walkę koncernom, prowadzą własną działalność, pomagają i uświadamiają inne kobiety. Nie są bierne. Zmieniają to co od wieków jest ustalone i co wszyscy przyjmują jako konstans.

Dopiero spojrzenie na świat z takiej perspektywy uświadamia jak wielką szczęściarą jestem, że urodziłam się w Polsce, w rodzinie, która zapewniła mi wykształcenie i poczucie bezpieczeństwa i niczego nie narzucała pozwalając szukać własnej drogi. Niby coś oczywistego ale nadal nie dla wszystkich. Nadal są dziewczynki, które sprzedaje się za mąż i to prawie za bezcen. Nadal są kobiety, które nie posiadają nic, które mąż może gwałcić i bić. Nadal są dziewczyny, które nie umieją pisać ani czytać. Tak, obraz wyłaniający się z reportażu jest pesymistyczny i malowany w ciemnych barwach ale mimo wszystko wyłania się iskra nadziei, że to może się zmienić. Bo coś powoli się zmienia. I dlatego warto o tym mówić i wspierać te kobiety, które próbują walczyć o swoje prawa. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 81,3 cm - 2,2  cm = 79,1 cm.