Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 kwietnia 2024

,,Lizbona. Miasto, które przytula" Marta Stacewicz-Paixão, Weronika Wawrzkowicz-Nasternak


 Lubię serię podróżniczą wydawnictwa Wielka Litera ,,Podróż nieoczywista" bo otwiera drzwi do zupełnie nowego spojrzenia na wiele miejsc. Najczęściej jest to obraz bardzo subiektywny, indywidualny, wręcz intymny. Patrzymy na znane miejsca z perspektywy innej osoby, współodczuwając wszystko to co zdecydowało, że dana lokacja jest właśnie TĄ. Jest to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, jednak w przypadku ,,Lizbona. Miasto, które przytula" czegoś zabrakło, żebym mogła z całą mocą powiedzieć, że tak rozumiem ten zachwyt.

Nie byłam nigdy w Lizbonie więc podziwiałam ją tylko poprzez fenomenalne zamieszczone w książce zdjęcia. To one są intymnym portretem miasta. Raczej nie znajdziemy tam monumentów czy popularnych atrakcji turystycznych, jest zamiast tego miasto samo w sobie. Cudowne detale i wizerunki miejsc oraz ludzi hipnotyzują. Są tym, dlaczego przede wszystkim warto sięgnąć po tę książkę. Sama treść to krótkie felietony i rozmowy - autorek pomiędzy sobą oraz z różnymi gośćmi m.in Polakami mieszkającymi w Portugalii. Można dowiedzieć się sporo o historii miasta oraz o jego zupełnie nieoczywistej stronie. Lizbona doskonale podkreślana charakter mieszkańców i w naturalny sposób jest ich odbiciem. To miasto małych knajpek, otwartych ludzi zmagające się z popularnością turystyczną, na którą nie jest przygotowane. To opowieść o życiu w zupełnie innej dynamice niż to co znamy z Polski. Brak pośpiechu, brak presji. Każdy z rozmówców prezentuje swoją wizję Lizbony jako miejsca, które stało się tym właściwym do (nawet czasowego) zamieszkania.

Obraz Lizbony jaki wyłania się z rozdziałów ma w sobie to coś, jednak wiele też brakuje. Autorki chciały wyjść poza ramy przewodnika i stworzyć bardziej intelektualny-kulturalny obraz Lizbony. W wielu miejscach znajdziemy mnóstwo odniesień do literatury, sztuki, kultury. Opowieść nabiera innego wymiary ale gdzieś gubi się istota. Nie czułam tych emocji, tego personalnego spojrzenia, którego oczekiwałam po kolejnej książce z serii. Lizbona jaka pojawia się na kartach książki jest piękna ale nie skierowana do mnie. I w pewien sposób jest clue - każdy z rozmówców podkreślał, że to miasto trzeba odkryć po swojemu, na własną rękę, a nie podążać śladami innych czy za przewodnikiem. Może w nieoczywisty sposób ta książka mówi, że muszę sama się tam udać i odkryć swoją Lizbonę bo ta na kartach książki z pewnością moją nie jest. Zachęcam!

 

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 109,3 cm - 2,4 cm = 106,9 cm. 

 

niedziela, 5 listopada 2023

,,Bułgaria. Złoto i rakija" Magdalena Genow


 Bułgaria to kraj, który nadal kojarzy się z PRLowskimi wczasami. Nadmorski kurort, który miał być namiastką wielkiego świata. Obecnie też wiele osób wybiera urlop na plażach Słonecznego Brzegu ale czy właściwie wiemy cokolwiek o samej Bułgarii? Ja przyznaję, że nie wiedziałam nic. Gdzieś po głowie przebiegała mi myśl, że w kryminałach czasem pojawia się bułgarska mafia ale raczej nie jest to skojarzenie, z którym ten kraj chciałby być łączony w pierwszej kolejności. Dlatego z ogromną ciekawością sięgnęłam po książkę Magdaleny Genow.

Dla Autorki Bułgaria to druga ojczyzna. Jako córka Polki i Bułgara na Bałkanach miała swoją rodzinę i swoje miejsce. I właśnie ta perspektywa wyznacza tor całej książce. Genow opowiada o babci, rodzinie, wakacjach spędzonych w okolicach Warny. Jest opowieść przesycona smakami dzieciństwa, obserwacją bliskich, szczególnie dziadków, oraz naturalnym zanurzeniem się w kulturze. Magdalena Genow pokazuje Bułgarię od środka by potem stopniowo wychodzić na zewnątrz i opowiadać o rzeczach, zjawiskach bardziej ogólnych. Opowiada o historii, kulturze, polityce. Pokazuje jak wielki wpływ miała ponad ośmiusetletnia turecka okupacja. Jej Bułgaria to miejsce styku, przenikania się kultur. Miejsce barwne, ciekawe, znacznie bardziej fascynujące i oferujące coś poza plażami i wakacyjnymi kurortami. Dużo miejsca w książce poświęca się też jedzeniu i piciu. Rakija zajmuje znaczące miejsce w bułgarskiej świadomości i oczywiście nie można jej pominąć. Autorka świetnie opowiada o bułgarskiej mentalności i bułgarskich zachowaniach.

,,Bułgaria. Złoto i rakija" to świetna opowieść wprowadzają w klimat Bułgarii, pokazująca jej trochę bardziej intymne oblicze. Autorka próbuje być obiektywna ale cały czas przebija jej miłość i tęsknota za dziadkami. W pewien sposób ta książka to bardziej pomnik ich życia, niż obraz całego kraju. Jednak nawet poprzez tę bardzo personalną perspektywę widać specyfikę, wyjątkowość i piękno Bułgarii. Jednak nostalgiczna atmosfera nie przysłania tej ciemniejszej, trudniejszej strony. Genow zwraca także uwagę na problemy i trudności w obliczu, których stanęła współczesna Bułgaria ale robi to na spokojnie, z troską i wyczuciem.

Z pewnością ,,Bułgaria. Złoto i rakija" zmienia spojrzenie oraz pokazuje kraj z zupełnie innej perspektywy. Zachęca do odwiedzenia, poszerzania wiedzy i do odkrywania kultury. To idealny wstęp, jeśli tak jak ja, nic wcześniej o Bułgarii nie wiedzieliście. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 29,9 cm - 2,4 cm = 27,5 cm.    

 

sobota, 29 kwietnia 2023

,,Oslo. Miasto, które oddycha" Marta Hopfer-Gilles

 


Nie da się nie zauważyć, że uwielbiam literaturę podróżniczą i często po nią sięgam. Moja lista miejsc do odwiedzenia w przyszłości się wydłuża a póki urlop i finanse na tyle podróży nie pozwalają to chociaż podglądam równe miejsca z perspektywy innych. Oslo może nie jest moim oczywistym celem ale z pewnością jest destynacją ciekawą, inną i tajemniczą. Mimo, że Norwegia jest jednym z krajów gdzie dosyć często można spotkać Polaków, to jakoś o samej stolicy mało można usłyszeć. Jakie właściwie jest Oslo i czy może zachwycić?

Autorka reportażu od siedmiu lat mieszka w stolicy Norwegii. Przypadkowo trafiła przed kilku laty razem z partnerem i postanowiła się osiedlić. Przetrwała tam pandemię i lockdown a teraz próbuje opowiadać o mieście, które stało się jej domem. Jest to opowieść spacerowo- biegowa, pokazująca specyficzne oblicze tego miasta.

Opowieść o Oslo jest bardzo intymna i personalna. Autorka pokazuje miejsca jej bliskie ale równocześnie chce ująć całość. Przechodzi od dzielnicy do dzielnicy prezentując według niej najciekawsze miejsca, równocześnie próbując opowiadać o historii i społeczności. Jest to opowieść ciekawa, barwna, okraszona szczegółami i zilustrowana pięknymi fotografiami. Z każdej strony czuć zachwyt autorki. Tylko jakoś ten zachwyt nie przenosi się na czytelnika. Czegoś zabrakło w narracji powodującego, że chcemy się spakować już, teraz i wsiadać w samolot by na własne oczy zobaczyć, by dotknąć lub posmakować. Już trochę o Skandynawach czytałam i zawsze dowiadywałam się, że za tą ich maską spokoju, równowagi i porządku coś więcej się kryje. Tutaj autorka tylko potęguje nudę. Norwegia - poprawna polityczne, nowoczesna, ekologiczna. Niby coś się wspomina, że jednak nie jest tak idealnie ale w sumie wątek szybko umiera. Jest ładnie, świeżo ale nudno.

Jestem lekko rozczarowana. Wierzę, że Oslo jest miastem, które ma zdecydowanie więcej do zaoferowania. Miastem, które może zachwycić. Jednak po tej książce zostałam z poczuciem ,,ładnie tam, ale lepiej pojadę gdzie indziej". Autorka mimo, że sama zachwycona miastem zupełnie nie umiała przekazać tego zachwytu, nie oddała ducha. Pokazała zwyczajne, nudne miasto, które nie wiele różni się od tego co znamy na co dzień. Szkoda bo liczyłam na zdecydowanie więcej. 

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 111,4 cm - 2,1 cm = 109,3 cm.    

piątek, 17 lutego 2023

,,Anglicy. Przewodnik podglądacza" Matt Rudd

Tytuł oryginału: The English. A Field Guide

 Sztywniak, dziwak, wielbiciel herbaty i tweedowych marynarek. Ewentualnie szalony imprezowicz, którego omijamy szerokim łukiem na Rynku w Krakowie. Na hasło ,,Anglik" chyba każdy ma już wykreowany stereotypowy wizerunek, który jest jakąś szaloną mieszaniną Jasia Fasoli i króla Karola. Patrzymy na Anglików właśnie przez pryzmat monarchii, gospodarki, polityki, pracy, kultury, historii  czy wreszcie filmów, seriali i książek. Ale czy właściwie cokolwiek o nich wiemy?

Matt Rudd próbuje stworzyć portret przeciętnego Anglika w trochę inny sposób. Ucieka od utartych dróg. Ani słowem nie wspomina o Królowej, herbacie czy Imperium. Wchodzi do środka domów, zagląda do kuchni , salonu i sypialni. Rozsiada się na kanapie, po to by za chwilę wyruszyć jak wielu porannym pociągiem do pracy, żeby później móc wlec się angielskimi autostradami na wypoczynek nad morzem. Pokazuje obraz Anglika taki jak można się spodziewać pełen absurdalnego, ironicznego humoru ale wnikliwy i oddający indywidualność i specyfikę wyspiarskiego kraju. Jest zaskakująco, szokująco i absurdalnie ale paradoksalnie w tym szaleństwie jest metoda. Bo czy ktoś się spodziewał, że to w Anglii powstała książka kucharska dla dań przygotowywanych tylko w mikrofalówce albo że tam właśnie istnieją grupy doggersów (nie powiem co to bo to trzeba przeczytać :) ? Zupełnie inaczej spojrzymy na angielską fascynację sportem i na imprezy bożonarodzeniowe.

,,Anglicy. Przewodnik podglądacza" to intymny, wewnętrzny portret narodu, który pozornie wydaje się dobrze znany. Opowieść skrzy się humorem i ironią ale także zaskakuje wnikliwością. Autor nie bawi się analizę społeczną ale pokazuje to co oczywiste i typowe w zupełnie nowy sposób. Pokazuje pozytywne szaleństwo i całkiem inne oblicze Anglików. Odziera ich z ich typowej sztywności, powagi i flegmatyzmu, dodaje im energii. Stają się bardziej ludzcy, bliscy i nawet sympatyczniejsi. I chyba to był cel, zresztą chyba się udało go zrealizować, abyśmy trochę bardziej polubili Anglików. Polecam!

czwartek, 19 maja 2022

,,Rumunia. Albastru, ciorba i wino" Agnieszka Krawczyk

 

Chyba ze wstydem muszę przyznać, że jak wiele osób w Polsce miałam o Rumunii kiepskie, żeby nie powiedzieć złe zdanie. Był to kraj, który kojarzył mi się z brudem, biedą, kradzieżami i zdecydowanie powiedziałabym, że właśnie tam kończy się świat. Wszystko zmieniło się kilka lat temu, gdy jedna ze znajomych zdecydowała się rzucić krakowski korpoświat i przenieść się do Bukaresztu. Najpierw były jej opowieści, potem odwiedziny w Buka. I to miasto i ten kraj nabrały dla mnie zupełnie innego wymiaru.

I dokładnie tak samo jest w tej książce. Agnieszka Krawczyk idealnie odczarowuje mit Rumunii jako kraju trzeciego świata. Pokazuje to co ciekawe, nietuzinkowe, barwne i fascynujące. Jej opowieść o Rumunii nie da się streścić czy sprowadzić do jednej wspólnej tezy. Unika banału i stereotypów, bardzo mało miejsca poświęca np. Drakuli, zamiast tego przybliżając to co chowa się gdzieś w tle, a jest nie mniej interesująca. A każdej strony bije fascynacja i zachwyt jaki ma autorka do tego kraju. I chyba dzięki temu jeszcze lepiej się ten reportaż odbiera. Nagle Rumunia przestaje być synonimem czegoś gorszego, staje się miejsce, które koniecznie całe chce się zobaczyć. Od gór po morze, od Bukaresztu po maleńkie wioski. Od wielkich zamków i pałaców po małe chatki. To opowieść o niezwykłej, zupełnie pomijanej w europejskiej świadomości, kulturze, barwnych tradycjach i niezwykłych zwyczajach.

Ale oczywiście jak każda historia, ta także nie byłaby pełna bez wspomnienia o trudnościach z jakimi obecnie i w przeszłości mierzyła się Rumunia. Są przybliżone w bardzo przystępnej formie czasy dyktatury Ceausescu. Przebudowa stolicy kraju, która zniszczyła i zmieniła na zawsze obraz miasta. I jest chyba najbardziej poruszający i zapadający w pamięć list, odwołujący się do czasów gdy aborcja była zakazana a w Rumunii prowadziło się bardzo intensywną politykę mającą na celu zwiększenie liczby ludności. Nie wiem, czy będzie w stanie ktoś przeczytać to absolutnie bez emocji. Jest to coś przerażającego i destrukcyjnego.

Obraz Rumunii jaka  wyłania się z kart książki jest fascynujący i jedyny w swoim rodzaju. To kraj, który gdy się pokocha, gdy raz zauroczy, nic już tego nie zmieni. Nie raz zaskoczy, nie raz zirytuje swoim specyficznym podejściem do czasu, pracy, obowiązków ale w tym wszystkim jest niepodrabialny urok i czar. Jest nieprzewidywalnie, szalenie i cudownie. I właśnie taka też jest ta książka. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  94,3 cm - 2,4  cm =  91,9 cm.     

 

czwartek, 20 stycznia 2022

,,Szepty kamieni" Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak


Jeśli czytaliście już coś na temat Islandii i pierwsze co Wam się nasuwa to gejzery, robienie swetrów na drutach i miłość do Eurowizji to odłóżcie tę książkę na z powrotem na półkę. Nie znajdziecie tutaj Islandii z folderu turystycznego, reklamowanej jako ostatnie dziewicze miejsce w Europie. Jest surowe piękno ale trochę w tle. Na pierwszym planie wysuwa się trochę inny obraz, bardziej realny, namacalny, trudniejszy do zaakceptowania i mniej idealny.

Z opowieściami Piotra Mikołajczaka zetknęłam się niedawno czytając jego reportaż o zarobkowym pobycie w Norwegii. Gdy dostałam propozycję przeczytania wznowienia relacji z Islandii wiedziałam, że to będzie COŚ. I takie jest. Razem z Bereniką Lenard snują opowieść o Islandii, takiej jaka jest z dala od turystycznych szlaków. O Islandii pięknej, trudnej, surowej, bezlitośnie sprawdzającej ludzi. Wyspie przepełnionej samotnością, spokojem, opuszczonej. Pierwotny plan autorów zakłada, że odnajdę opuszczone domy, budynki, miejsca i spróbują opisać je w opowiadaniach. Jednak okazuje się, że historia tych miejsc jest zdecydowanie ciekawsza i dużo mówi o wyspie i jej mieszkańcach.

To właśnie z perspektywy opuszczonych miejsc widać najlepiej jak ogromne zmiany zaszły na Islandii. Kraj, który był symbolem surowego życia, któremu podołać mogą tylko najsilniejsi, w XX wieku przeszedł ogromną drogę. Odzyskał niepodległość, był bazą dla obcych wojsk, zmieniał się pod wpływem ,,przygód śledziowych". Na początku XXI wieku dotknął go kryzys finansowy oraz dosięgła klątwa ,,wymarzonej urlopowej destynacji". Dużo jak na jedną, małą wyspę. I właśnie o tym opowiadają Mikołajczak i Lenard. Pokazują prawdziwe historie - czasem trudne, bolesne, okraszone samotnością, zmaganiami z losem i warunkami środowiskowymi w jakich przyszło im żyć ale zawsze pełne jedynego w swoim rodzaju zachwytu.

Wyprawa przez Islandię za sprawą ,,Szeptów kamieni" to przeżycie inne niż dotychczasowe. To zaglądnięcie w szczelinę i odkrycie zupełnie inny świat. To możliwość dotarcia do starej przetwórni rybnej zamienionej na hotel, zerknięcia do świata polskich imigrantów zarobkowych, poznania historii wraków amerykańskich samolotów ale przede wszystkim to niezwykła możliwość zrozumienia trochę lepiej Islandczyków i docenienia piękna ich świata, który jak wszystkie inne, stał się ofiarą masowej turystyki.

,,Szepty kamieni" to bardzo osobiste spojrzenie na Islandię przeplatana obiektywnymi opowieściami, wnikające bardzo głęboko w istotę kraju. Jest tak jak ta wyspa piękne i niebezpieczne, surowe i zachwycające, zależne od nieokiełznanej przyrody ale pełne ludzkiej serdeczności i otwartości. Po skończonej lekturze trudno się dziwić autorem, że po krótkim pobycie w Polsce zdecydowali się na powrót. W takiej Islandii zrozumiałe jest, że się zakochali.

niedziela, 2 stycznia 2022

,,Sobremesa" Mikołaj Buczak


Pierwsze skojarzenia na temat Hiszpanii to oczywiście słońce, plaża, Barcelona, corrida. I poprawnie. Bo przez wiele lat poprzez takie hasła sama Hiszpania budowała swoją popularność jako celu turystycznego. Próbowała przyciągnąć turystów  uwypuklając to co z ich perspektywy jest najatrakcyjniejsze. Cel został osiągnięty ale teraz, paradoksalnie, ten kraj padł ofiarą swoich własnych działań. Bo większość osób wybierających Półwysep Iberyjski na cel swoich wakacyjnych podróży jest zaskoczone, że można tam znaleźć coś zupełnie innego. Bo Hiszpania nie jest tak jednorodna jak mogłoby się wydawać. Jest zbitkiem kultur, narodowości, języków i tradycji. I właśnie to Mikołaj Buczak próbuje wydobyć i pokazać.

,,Sobremesa" - ,,dookoła stołu" to tam w mniejszym lub większym stopniu kręci się opowieść Buczaka o Hiszpanii. Ale to nie jest tylko jedzenie i picie, chociaż zajmują ważne miejsce w tej opowieści. Przy stole przecież nie tylko biesiadujemy ale także rozmawiamy, poznajemy ludzi, ich zwyczaje, nawyki, tradycje. I właśnie taka jest ta opowieść. Niczym historie opowiadane przy stole - raz pełne śmiechu, zabarwione żartami, przesycone sympatią i luzem, innym razem poważne, odsłaniające problemy z jakimi boryka się na co dzień, lekko narzekające czy zaniepokojone. To historie różnych ludzi, pokazujących swoje codzienne nawyki, zaskakujące tradycje czy zwyczaje, odsłaniających swoją mentalność. A okazuje się, że w Hiszpanii nic nie jest takie proste i oczywiste jak mogłoby się wydawać. Bo chociaż siesta, corrida nasuwają się od razu, to jednak hiszpańska tradycja jest dużo bogatsza i dużo bardziej różnorodna. Przejawia się to w każdym aspekcie a przede wszystkim w jedzeniu, któremu poświęcone jest całkiem sporo miejsca.

,,Sobremesa" to opowieść wyzwalająca tęsknotę za podróżami, spotkaniami z innymi ludźmi, odwiedzaniem nowych miejsc i próbowaniem nowych smaków. Autor stara się unikać stereotypów i banałów,  próbując pokazać jak najbardziej różnorodne oblicze Hiszpanii. Mimo, że stara się pozostać obiektywny to przebija jego zachwyt i uwielbienie dla tego kraju. Chyba dzięki temu czytelnik może chociaż przez chwilę poczuć się jak przy hiszpańskim stole, wśród przyjaciół. Polecam!

 

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:   2,9 cm - 2,0 cm = 0,9  cm.     

 ,

piątek, 24 września 2021

,,Gozo. Radosna siostra Malty" Piotr Ibrahim Kalwas


Ma ktoś może nadmiarowy urlop i najlepiej wolny bilet na Maltę? Chętnie przygarnę i ładnie podziękuję :D Serio, jak ktoś chce mnie zabrać, to dajcie mi pół godziny i jestem spakowana i gotowa by zwiedzać, podziwiać, smakować i spacerować.

Lubię reportaże o innych krajach, relacje z podróży, wszelkiego rodzaju wspomnienia z pobytów. Ale chyba jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby w trakcie lektury chcieć tak bardzo się spakować i jechać do opisywanego miejsca. Dopiero Piotrowi Ibrahimowi Kalwasowi się to udało. Już znajomym jęczałam że ja chcę jechać. Ale trudno się dziwić. Kalwas opowiada tak przekonująco o Gozo (bliźniaczej wyspie Malty). To nie jest suchy przewodnik, to nie są wskazówki czy sugestie. To cały zachwyt nad wyspą, na której przyszło mu mieszkać, przelany na karty książki. Wypełniona zwykłymi-niezwykłymi miejscami, smakami, aromatami, przepełniona niezwykłą energią. Wręcz namacalnie na się wrażenie, że spaceruje się z autorem po wyspie i podziwia znajome mu miejsca. Zresztą piękne zdjęcia też dużo robią.

,,Gozo. Radosna siostra wyspy" to wręcz wciśnięcie biletu lotniczego do ręki, bo nie wierzę, że każdy kto przeczytał nie miał takich skłonności. To gorące pragnienie by samemu na własnej skórze, własnymi zmysłami odczuć to co Kalwas tak sugestywnie przekazuje. By spróbować potraw, win, by zrobić zakupy w polecanych miejscach oraz pospacerować drogami, które wskazuje. Namiastką podróży na Gozo będą załączone przepisy, pozwalające w szarej, jesiennej Polsce poczuć przez chwilę słońce i wiatr gozytański. Jeśli chcecie choć na chwilę zapomnieć o zbliżającej się zimie, gorąco polecam! 

p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 37,0 cm - 2,4 cm = 34,6  cm.  

wtorek, 29 czerwca 2021

,,Szwajcaria. Podróż przez raj wymyślony" Agnieszka Kamińska

 

Prawie sześć lat temu zostałam wysłana na szkolenie do Zurycha. Oprócz pracy i nauki mogłam zwiedzać i poznawać kraj i ludzi. Jedno zdarzenie chyba najlepiej pokazuje różnicę w mentalności. W weekend razem z kolegą zwiedzaliśmy miasto i chcieliśmy w pewnym momencie przejść na drugą stronę ulicy. Przejście dla pieszych było jakieś dziesięć - piętnaście metrów dalej ale my chcemy skrócić sobie drogę. Zrobiliśmy krok na jezdnię i patrzymy, nadjeżdża policja. Wróciliśmy szybko na chodnik, nauczeni polskim doświadczeniem. A policja zatrzymała się przed miejscem gdzie chcieliśmy przejść i machała nam żebyśmy śmiało przechodzili.

Od tamtego momentu jeszcze przez pięć lat dane mi było pracować ze Szwajcarami. I jedno z całą pewnością mogę powiedzieć. Są specyficzni. Były momenty gdy praca z nimi była czystą przyjemnością, ale były także gdy różnice kulturowe dochodziły do głosu. Dlatego bez wahania sięgnęłam po książkę Agnieszki Kamińskiej idealnie podsumowującej Szwajcarię. Bo jest to kraj kontrastów, sprzeczności, różnorodności, która paradoksalnie go spaja. Obecni w Europie ale biorący z niej to co korzystne, a w chwilach trudnych zasłaniający się neutralnością. Przyjaźni, otwarci ale równocześnie zachowujący dystans społeczny. Bogaty kraj ale równocześnie generujący ogromne koszty. Zdyscyplinowany ale równocześnie absurdalny i wewnętrznie podzielony. Wiele by tu można wymieniać. Każdy kto chociaż przez jakiś czas miał kontakt z Szwajcarami będzie mnożył przykłady i potwierdzał jak bardzo wyjątkowym krajem jest państwo helweckie.

Szwajcarię można uwielbiać za wiele: krajobraz, kulturę pracy, otwartość, jedzenie ale tak samo wiele można im zarzucić. Kamińska świetnie to zbiera i pokazuje ten kraj o trochę innej mniej znanej strony. Jest swojsko, domowo, prywatnie a przez to bardziej nierzeczywistym wydaje się to państwo. Bo czy ono naprawdę istnieje i funkcjonuje? Każdy kto choć trochę jest ciekawy, powinien bezwzględnie sięgnąć po ten reportaż. Jest idealny: trochę anegdot przeplatanych poważnymi zagadnieniami, rozprawia się z popularnymi mitami ale także odkrywa zupełnie nieznane i mało popularne szwajcarskie tradycje. Polecam! 

 

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 89,7 cm - 2,1 cm = 87,6  cm.

 

poniedziałek, 17 lutego 2020

,,Komu bije Big Ben" Milena Rachid Chehab


Wielka Brytania to kraj, o którym wydaje się, że wiemy dużo. Wiemy, że jest Królowa, że Brytyjczycy bywają oficjalni i trochę sztywni, wiemy, że było kiedyś Imperium, znamy specyficzny brytyjski humor. A i prawie każdy zna kogoś kto mieszka lub mieszkał w Wielkiej Brytanii i na jej temat może wiele powiedzieć. Pewnie większość opowieści zacznie się od tego jacy to Brytyjczycy (albo bardziej ,,Angole") są głupi i leniwi. Wszystko to jednak pozory, stereotypy i patrzenie powierzchowne. Nie da się tak łatwo scharakteryzować kraju, który złożony jest z kilku narodów i który jeszcze w międzyczasie zdążył wchłonąć i zasymilował wiele kultur.

Autorka reportażu ,,Komu bije Big Ben" Milena Rahid Chehab próbuje przeniknąć barierę i pokazać inny, bardziej indywidualny i personalny obraz Brytyjczyków. Na swoich rozmówców wybiera postaci charakterystyczne, wyróżniające się ale równocześnie potwierdzające powiedzenie, że ,,wyjątek potwierdza regułę". Poprzez bardzo indywidualne podejście buduje obraz skomplikowanego, miotanego wieloma problemami kraju, którego w żaden sposób nie da się wepchnąć w jednolite ramy czy schematy. Rozmowy są tak różnorodne jak i różnorodni są Brytyjczycy - jest i o kobiecie, która przerobiła kościół na pensjonat, jest rozmowa z Johnem Cleesem z Monthy Pythona, jest o walce o tożsamość narodową Walijczyków ale i próba spojrzenia na brytyjskich muzułmanów. Porusza temat Brexitu (wtedy jeszcze nadchodzącego i budzącego spore wątpliwości). Jest o wychowaniu w typowym brytyjskim internacie oraz o sytuacji obcokrajowców. Wiele tematów, wiele zagadnień. Jedne bardziej przykuwające uwagę i zmuszające do podjęcia dyskusji czy sięgnięcia po dalsze informacja, inne potraktowane z przymrużeniem oka.

,,Komu bije Big Ben" to reportaż, po który warto sięgnąć. Z pewnością uświadomi jedną rzecz - Brytyjczycy to nie jest naród, który można łatwo z charakteryzować. Oczywiście istnieje cały zbiór cech jakie określają brytyjskość ale jest to zaledwie wierzchołek całkiem potężnej góry lodowej. Im więcej się odkrywa, tym bardziej można sobie uświadomić, że jeszcze wiele pozostało. Dlatego forma jaką przyjęła autorka tworząc ten zbiór jest idealna dla początkującego odkrywcy brytyjskości. Krótkie, wręcz anegdotyczne historie i rozmowy, pozwalają zarysować temat ale nie nużą i nie przytłaczają. Przyznam, że ja lubię taką formę i głównie dlatego jestem bardzo pozytywnie nastrojona po lekturze i gorąco ją polecam.

niedziela, 3 listopada 2019

,,Laponia. Wszystkie imiona śniegu" Marta i Adam Biernat


Oczywiście, że pierwszym skojarzeniem, z pojęciem ,,Laponia" jest Święty Mikołaj i jego renifery. Wiem, to bardzo stereotypowe i zupełnie nieprawdziwe wyobrażenie. Bo chociaż Mikołaj zamieszkał w Laponii to zrobił to w latach 70-tych XX wieku jako wyrób marketingowy ale przynajmniej renifery były tam od zawsze. Laponia to nie maleńki kawałek Finlandii, Laponia to potężne terany rozciągające się pomiędzy czterema państwami skandynawskimi. To terany, które od wieków zamieszkiwały właśnie renifery i ich właściciele - Saamowie.

Reportaż Marty i Adama Biernatów trudno nazwać relacją z podróży. Dużo lepiej pasuje kompendium wiedzy o Laponii i Lapończykach. Właściwie nie czuć tam obecności autorów zamiast tego dostajemy zebrany i wyselekcjonowany zbiór ciekawostek, wierzeń, legend oraz relacji opisujących ten region i jego mieszkańców. Autorzy zebrali w jedną całość wszystkie najważniejsze i najbardziej charakterystyczne informacje z różnych źródeł i spakowali wszystko w jedną całość. Jest trochę o języku, tradycji, pochodzeniu Saamów. O tym jak budują więzi społeczne, czym się zajmują i zajmowali przez wieku, jest o ich podejściu do pór roku, jest sporo legend i wierzeń. I chociaż samo w sobie to wszystko jest ciekawe i odsłania zupełnie nowe oblicze tego fascynującego regionu to czegoś zabrakło mi w tej relacji. Chyba brakło mi takiego prawdziwego zachwytu i zainteresowania. Wszystko jest tak  poprawne i idealne, że brakuje tam miejsca na własne odkrycia, własne spojrzenie, brakuje trochę świeżości - w zasadzie wszystko to powtórzenie czegoś co już wcześniej ktoś powiedział, co ktoś inny zebrał.

,,Laponia. Wszystkie imiona śniegu" to interesująca książka ale skierowana do kogoś kto szuka tylko podstawowych informacji o regionie.  Nie wychodzi ona zbytnio ogólne informacje, które każdy prawdziwie ciekawy znajdzie w internecie. Jej największym plusem jest to, że zbiera wszystkie te wiadomości w jedną, spójną całość. Z pewnością warto od tej książki zacząć a potem samemu dalej kontynuować poszukiwania wiedzy o tym fascynującym regionie i zamieszkujących go plemionach. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 40,8 cm - 2,2 cm = 38,6 cm.

wtorek, 16 kwietnia 2019

,,Szczęśliwy jak łosoś" Anna Kurek



,,Szczęśliwy jak łosoś" to bardzo sympatyczny zbiorek impresji, obrazków, których bohaterami są Norwedzy. Autorka, Polka od kilku lat mieszkająca w Norwegii w ciekawy i wciągający sposób opowiada o tym co ją zachwyca, zadziwia oraz fascynuje w tym skandynawskim kraju.

Sama autorka przyznaje, że w pierwszym zamyśle miała to być książka łatwa, sympatyczna i przyjemna. Takie po troszę rozprawianie się ze stereotypami, trochę budowanie wizerunku takiego poczciwego, spokojnego Norwega, którego życia to natura i życie w imię zasad Jantego (czyli nie wyróżniaj się i bądź taki jak inni). Dodatkowo całość okrasić lekkim humorem i potraktować z przymrużeniem oka. I taka ogólnie jest wymowa książki, chociaż nie udało się w całym tekście utrzymać takiego nastawienia. Nie da się opowiadać o Norwegii, nawet będąc największym miłośnikiem tego kraju, bez poruszenia kilku ważnych tematów. Dlatego pojawia się kwestia norweskiej edukacji, alkoholu i snutu, jest i coś o ropie oraz nonszalanckim podejściu do ekologii. Nie zakłócają jednak te ,,mroczne" tematy ogólnej, bardzo optymistycznej wymowy książki.

Książkę Anny Kurek o Norwegii i Norwegach czyta się rewelacyjnie. Lekka, pozytywna, bardzo wyważona jeśli chodzi o zagadnienia tematyczne jest chyba przeniesieniem tego co autorka myśli o tym kraju. Z każdej strony wręcz bije jej fascynacja i zachwyt. Może i w tym brak obiektywizmu ale nie o obiektywizm chyba tam chodzi. Przyznaję, że opowieść bardzo ociepla wizerunek Norwegii, sprawia, że można uwierzyć, że tam po prostu żyją szczęśliwi ludzie. Szczęśliwi jak łosoś.

środa, 29 sierpnia 2018

,,Ludzie z Placu Słońca" Aleksandra Lipczak


Hiszpania dla postronnego widza i mało refleksyjnego turysty jaki się jako miejsce idealne: ciepły klimat, piękne widoki, dostęp do morza, zabytkowe budowle i sympatyczni choć trochę hałaśliwi ludzie, nie zapominając oczywiście o kultowych klubach piłkarskich. Raj na ziemi. Miejsce, o którym każdy marzy gdy za oknami robi się szaro i zimno. Autorka skutecznie udowodnia, że jest to sztuczna fasada zbudowana na potrzeby przemysłu turystycznego. Ona wnika za nią i pokazuje zupełnie oblicze kraju.

Hiszpania Aleksandry Lipczak to kraj targany wieloma bardzo poważnymi problemami. Zaczyna delikatnie od pokazania miasta widma, w którym nikt nie mieszka po to by za chwilę przejść problemów jakie ujawnił kryzys z 2008 roku: sztuczny boom budowlany, który wpędził miliony Hiszpanów w spiralę zadłużenia by w rezultacie doprowadzić do bankructwa, eksmisji a nawet fali samobójstw. Ten reportaż to także opowieść o nadal nie rozliczonej przeszłości dotyczącej wojny domowej z początku XX wieku oraz działalności generała Franco. Autorka pokazuje także jak bardzo w ciągu zaledwie czterdziestu lat zmieniło się spojrzenie na świat Hiszpanów, ich mentalność, jak powoli zaczynają odchodzić od kultury macho. Niby Lipczak zakreśla szeroki kontekst społeczny, buduje tło zjawisk ale mimo wszystko cały czas ma w centrum zainteresowania człowieka. Jej historie są paradoksalnie bardzo indywidualne ale i mają dużo cech uniwersalnych, które można przenieść także na polski grunt.

,,Ludzie z Placu Słońca" to reportaż, po który warto sięgnąć. Przyznam, że były historie, które bardzo mocno mnie poruszyły i miałam wrażenie, że mogą być dla nas, dla Polski przestrogą. To reportaż, który unika utartych schematów, nie powtarza dobrze znanych banałów, nie koncentruje się na tym co powierzchowne i przyjemne ale wnika głębiej, szukając zarówno powodów jak i by pokazać skutki. Przy tym nie traci lekkości stylu, nie moralizuje, nie poucza ograniczając się tylko do obserwacji i oddania głosu bohaterom. Polecam!

środa, 2 maja 2018

,,Berlin. Hipsterska stolica Europy" Jakob Hein

 Tytuł oryginału: Gebrauchanweisung für Berlin

Toż Berlin jest jak Kraków!!! Serio? Nie wierzycie mi? Już udowadniam! 
1)Krakusem nie można się stać. Albo się urodziłeś w Krakowie i tutaj wychowałeś albo nie. Co z tego, że mieszkasz tutaj milion lat, znasz każdy zakątek. Nie jesteś Krakusem! Tak samo Berlin. 
2) Nadal funkcjonuje podział na Kraków i Nową Hutę. Tydzień temu słyszałam jak gość 4 km od Rynku (odległość prawie jak na Rynku, choć już początek NH) mówił, że jedzie do Krakowa. W Berlinie podział na Wschód i Zachód to świętość. 
3)Każda dzielnica ma swój wyjątkowy charakter, że nie wspomnę o hipsterskim Kazimierz. Tak samo Berlin - autor dokładnie wyjaśnia co, gdzie i kiedy można. A w ogóle, w której części najlepiej mieszkać. 
4)Wiem, że całą Polskę denerwuje małopolskie weźże, zróbże a najbardziej chodź na pole ale w Berlinie unikają przypadków a rodzajniki losują na chybił trafił (że też tego nie wiedziałam na początku nauki niemieckiego. Nigdy bym sobie głowy nie zawracała wkuwaniem, że jest ,,ta kot" ,,to dziewczyna" ,,ten jabłko", ehhm.. tyle czasu!!!) 
5) W Krakowie normalne jest, że jesteś turystom (albo pracownikiem korpo), tak samo Berlin żyje z tego, że zwalają się tłumy żądnych wrażeń podróżników, wędrujących z przewodnikiem z jednego miejsca na drugie. 
6)Berlin ma trzy lotniska, z czego jedno nieużywane a Kraków jedno ... używane, ale to nieistotne. Ważne, że w obu miastach narzekają na wszystko i wszystko zawsze jest źle. Sami więc widzicie Kraków i Berlin są podobne.

Mam tylko nadzieję, że ktoś kiedyś gdy zdecyduje się napisać książkę o Krakowie zrobi to tak jak Jakob Hein. Zapominając o Wawelu, kościele Mariackim i Sukiennicach a pamiętając o miejscach, smakach, zapachach i ludziach. Przymknie jedno oko, potem drugie i z uśmiechem ironii nakreśli ścieżki nocnych wędrówek, dziennych powrotów, pokaże gdzie iść po pieczywo a czego unikać za wszelką cenę. Delikatnie nakreśli zalety a przez ironię wyśmieje wady. A przede wszystkim pokaże, że to wkurzające, szalone, nieustannie zmieniające miasto jest nasze i nie mamy zamiaru nikomu go oddać.

p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  97,4 cm - 1,5 cm = 95,9 cm

czwartek, 15 marca 2018

,,Skandynawski raj" Michael Booth

 Tytuł oryginału: The Almost Nearly Perfect People. Behind the Myth of the Scandinavian Utopia

Czy można za punkt wyjścia przyjąć sytuację ekonomiczno-gospodarczą i mimo to ciekawie opowiadać o jakimś państwie albo grupie państw? I to jeszcze o tych pozornie najnudniejszych, uporządkowanych, spokojnych jak kraje skandynawskie? Jeśli robi to Anglik okraszając całość szczyptą angielskiego humoru to wszystko jest możliwe.

Michael Booth mieszka od kilku lat w Danii, jego żona jest Dunką. Przy okazji z ogromną ciekawością i spostrzegawczością obserwuje nie tylko Danię ale cały region. Wnikliwie  obserwuje zmiany zachodzące w całej Skandynawii. Mimo, że widzi przewagę państw północnych nad innymi to ulega iluzji perfekcjonizmu. Zdaje sobie sprawę, że to czym zachwycają się niewtajemniczeni zewnętrzni widzowie jest tylko jedną z warstw. Bo pomimo dominacji w wielu rankingach jak ranking najszczęśliwszych ludzi (Dania a od dziś chyba Finlandia), najbogatsze państwo (Norwegia), najlepszy system edukacji (Finlandia), jeden z najszybszych rozwojów gospodarczych (Szwecja), kraje te borykają się z wieloma problemami a wiele innych zasłaniają pozornym idealizmem. Booth nie tylko wytyka mroczne sekrety, robi to jednak z humorem i taktem  również szuka przyczyn oraz dogłębnie analizuje problem. Zbiera różne głosy, próbując wyciągnąć z nich to co jest najważniejsze.

,,Skandynawski raj" to ciekawe spojrzenie na organizm państwowy z perspektywy gospodarczo-ekonomicznej miejscami uzupełniony spostrzeżeniami socjologicznymi pozwalającymi lepiej zrozumieć państwa skandynawskie: ich zapatrywania na kwestie pracy, równości klasowej, stosunek do pieniądza czy bogactwa, postrzegania zadań płci, zobowiązań wobec państwa. Każdy kto myśli lub chciałby pracować lub żyć w którymś z państw skandynawskich powinien koniecznie przeczytać tę książkę. Pomoże mu odnaleźć się w środowisku i zrozumieć mentalność Skandynawów.

p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  131,0 cm - 2,4 cm = 128,6 cm

czwartek, 1 lutego 2018

,,Rekin i baran. Życie w cieniu islandzkich wulkanów" Marta i Adam Biernat


Marta Biernat bezgranicznie zakochała się w Islandii. Dotychczas spędziła tam ponad półtora roku. Każdy jej pobyt na tej tak oddalonej, mroźnej wyspie sprawia, że odkrywa tam coraz nowe, niezwykłe rzeczy i miejsca. Specyficzne położenie oraz odcięcie od kontynentu europejskiego sprawiło, że Islandia nabrała niezwykłego klimatu i wykształciła charakterystyczne tylko dla siebie modele zachowań, nie mówiąc już o niezwykłym, wręcz kosmicznym krajobrazie i specyficznych formach przyrodniczych.

,,Rekin i baran" to specyficzny przewodnik po Islandii. Pełen informacji zarówno historycznych, społecznych jak i kulinarnych oraz przyrodniczych. Autorka ciekawie opowiada o wszystkim czym ten wyspiarski kraj charakteryzuje się. Pokazuje inność i wyjątkowość, zarówno przyrody jak i ludzi. Reportaż przepełniony jest taką ilością informacji, że wręcz można poczuć klimat tego miejsca. Marta Biernat snuje opowieść zaczynając od czasów pierwszych kolonizatorów - Wikingów, przez historie z okresu polowań na czarownice, mówi o specyfice wierzeń, typowych zwyczajach, potrawach ale i współczesnych zachowaniach i tradycjach. Robi to ciekawie i w sposób wciągający. Początkowo jej styl narracji sprawia wrażenie trochę chaotycznego ale gdy się już do niego przyzwyczai można dać się porwać strumieniowi myśli i skojarzeń i razem z nią wędrować po Islandii.

Opowieść ubarwiają piękne, klimatyczne zdjęcia Adama Biernata. W pełni oddają klimat opowieści, podkreślając surowe piękno wyspy i uwypuklając to co jest tam najbardziej fascynujące. Nie sposób się od nich oderwać, kuszą oraz budzą pragnienie przekonania się na własne oczy, że te miejsca naprawdę istnieją a nie są tylko wytworem wyobraźni.

p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  152,9 cm - 2,4 cm = 150,5  cm  

piątek, 5 stycznia 2018

,,Barcelona - stolica Polski" Ewa Wysocka


Zaintrygował mnie tytuł, trochę prowokacyjny i tajemniczy, bo co wspólnego ma Barcelona z Polską? Dwa przeciwne krańce Europy, odmienne temperamenty, kultury, języki. Inna historia, sytuacja polityczna i inna mentalność. To wszystko prawda ale paradoksalnie Polska i Barcelona (albo szerzej Katalonia) mają wiele wspólnego. Katalończyków w Hiszpanii nazywają Polakami - początkowo pejoratywne określenie, umieli przekuć w coś zupełnie odmiennego i z dumą przyznawać się do swojej ,,drugiej ojczyzny" Polski.

,,Barcelona - stolica Polski" to zbiór krótkich impresji, notatek, wrażeń poprzez które autorka chce pokazać wspólne zależności pomiędzy regionem Hiszpanii a krajem nad Wisłą. Historycznie sięga aż do XVII wieku, poprzez wojny napoleońskie i XX wiek by odnaleźć genezę. Pokazuje jak bardzo splątana jest nasza wspólna historia i w ilu miejsca mieliśmy punkty wspólne. Wysocka nie koncentruje się jednak tylko na historii ale także opowiada o ludziach mieszkających w Barcelonie, o trudnych wojennych losach, o kulturze, sporcie i religii. Wskazuje ile nas łączy, co wspólnie nas zachwyca, co jest dla nas wspólne. Jest i o jedzeniu, i o Barcie, o Janie Pawle II, Kantorze, Krystianie Lupie, Mrożku. Niesamowite jak szczera, choć powierzchowna jest wzajemna fascynacja zarówno ze strony Katalończyków jak i Polaków.

Chyba największym minusem jest fakt, że wszystkiego jest tak mało i podane jest w takiej skrótowej formie. Krótkie notatki poprzetykane zdjęciami zaostrzają apetyt i ledwie nakreślają temat. Dowiadujemy się sporo ale nie wystarczająco. Autorka skacze z tematu na temat chcą ogarną wszystko i wspomnieć o wszystkim. To jest dobrym rozwiązaniem dla czytelników nieobeznanych z tematem. Pokazuje im kierunek i zachęca do własnych poszukiwań, bo tak naprawdę to tylko zbiór ciekawostek o wzajemnych relacjach Barcelony i Polski.

czwartek, 13 lipca 2017

,,Podróże z owocem granatu" Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor

 Tytuł oryginału:  Traveling with Pomegranates: A Mother and Daughter Journey to the Sacred Places of Greece, Turkey, and France

Moje nastroje i odczucia w trakcie czytania tej książki przypominały sinusoidę. Miałam momenty zachwytu gdy nie mogłam się oderwać i pospiesznie przewracałam strony ale równie często były też momenty zniechęcenia, które sprawiały, że odkładałam ją na bok.

,,Podróże z owocem granatu" to zapis podróży do Grecji i Francji. Pisarka Sue Monk Kidd wraz ze swoją córką Ann Kidd Taylor dzielą się swoimi przeżyciami oraz doświadczeniami z wędrówek. Nie jest to jednak typowy dziennik, gdzie zapisuje się wrażenie z odwiedzanych miejsc i podziwia widoki. Miejsca i związane z nimi wizerunki kobiet: Demeter, Ateny, Marii, Joanny D'Arc - stają się dla autorek przyczynkiem do rozważania własnych doświadczeń, myśli, pragnień. Pomagają im zmierzyć się z różnymi aspektami kobiecości (dojrzałością ale i młodością), odkrywają przed nimi ich własne pragnienia, pomagają określić cele na przyszłość. Każda z nich wyrusza w drogę z bagażem własnych trosk, problemów, lęków. Wizerunki kobiet oraz ich rozmowy są wskazówkami, stanowią swoistą psychoanalizę.

Tak jak wielu innych czytelników, nie lubię podziału na literaturę kobiecą i ,,nie-kobiecą". Ale wyjątkowo w tym przypadku muszę stwierdzić, że jest to idealny przykład tego typu literatury. ,,Podróże..." sięgają głęboko do istoty kobiecości, drążą podstawy relacji matki i córki, obnażają sekrety przynależne tej płci. Robią to z dużą wrażliwością ale i tak były momenty, kiedy miałam już dość tej pogłębionej psychoanalizy oraz oglądania każdego problemy z wszelkich możliwych stron. Zachwyciła mnie jednak wędrówka śladami kobiet: patrzenie na świat przez ich pryzmat i odnajdywanie drogowskazów, podejmowanie wyzwań oraz odwaga do otwartego mówienia o problemach. Dzięki temu łatwiej odnaleźć się w tym bardzo kobiecym świecie.

Autorki ubrały w słowa rzeczy bliskie wielu kobietom, dały im do ręki kompas ale bez mapy. Tą, każdy musi znaleźć sam by odnaleźć miejsce, które pozwoli lepiej poznać samego siebie. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 79,5 cm - 1,6 cm =  77,9 cm                  

poniedziałek, 2 stycznia 2017

,,Dzieci Norwegii" Maciej Czarnecki


Norwegia to kraj, który bardzo chętnie wybierają emigranci zarobkowi. Wysokie zarobki oraz dobre zaplecze socjalne sprawiają, że wiele osób decyduje się na wyjazd z całą rodziną. Norwegia, to jednak państwo gdzie opieka społeczna i ingerencja urzędów w życie rodziny ma swoje inne, bardziej surowe i restrykcyjne oblicze. To co spędza sen z oczu wielu emigrantom, w tym i Polakom jest Barnevernet - urząd sprawujący kontrolę nad dziećmi. Jego głównym zadaniem jest pomoc dzieciom aby mogły prawidłowo się rozwijać oraz zapobiegać incydentom czy zdarzeniom, które mogłyby prowadzić do krzywdzenia najmłodszych. Tyle teoria. W praktyce, jak zawsze i ze wszystkim, wygląda to różnie. Barnevernet ma bardzo szerokie kompetencje i często jego interwencje wiążą się z odebraniem dziecka rodzinie.

Maciej Czarnecki w swoim reportażu głównie koncentruje się na działalności Barnevernetu. Próbuje odnaleźć przyczyny leżące u podstaw panicznego strachu rodziców na samą nazwę urzędu. Dogłębnie analizuje schematy działania, przyczyny oraz skutki. Podkreśla jak dużą rolę ogrywają tutaj różnice kulturowe. To co w Polsce jest dopuszczalne lub przynajmniej akceptowalne społecznie w Norwegii jest odbierane zupełnie inaczej. Odmienny jest też model rodziny i zachowań wewnątrz niej. Wszystko to sprawia, że zderzenie kultur norweskiej i polskiej nie może obejść się bez pewnych tarć. Pomimo tego, że impulsem do rozpoczęcia pracy nad reportażem było odebranie dzieci pewnej rodzinie to Czarnecki nie koncentruje się tylko na czarnej stronie Barnevernetu. Chce być obiektywny i pokazać dobre strony jak i przypadki gdy doszło do tragicznych pomyłek. Prezentuje kilkanaście różnych historii konkretnych osób, które zetknęły się z norweską opieką społeczną. Każdą inaczej się odbiera i można wysnuć z niej zupełnie odmienny obraz tego urzędu.

,,Dzieci Norwegii" to świetny reportaż. Obiektywnie i rzeczowo kreśli najważniejsze cechy i przekazuje najistotniejsze fakty. Próbuje oswoić strach przed Barnevernetem. Na pewno może stać się cennym źródłem danych kulturowych i społecznych dla osób, które zastanawiają się nad emigracją do Norwegii. Polecam!

wtorek, 18 sierpnia 2015

,,Paryże Innej Europy" Błażej Brzostek

Warszawa, Paryż i Bukareszt - pozornie trudno jest znaleźć płaszczyznę dla tych miast. Stolica Francji jawi się jako wzór i ideał, o porównaniu do którego inne metropolie mogą marzyć. Na przestrzeni wieków pojawiały się jednak głosy, które dopatrywały się Paryżu w Warszawie i Bukareszcie. Pewne elementy sprawiały, że miasta ,,Innej Europy" nabierały nobliwości, blasku i elegancji.

Błażej Brzostek w swojej pracy zebrał różne głosy i opinie i postanowił zaprezentować fascynujące i niezwykłe oblicza stolic Polski i Rumunii. Zbudował ich analizę porównawczą, daleko jednak odbiegającą od nudnej, akademickiej rozprawy. Obraz miast jaki zaprezentował nam obejmuje swoją perspektywą XIX i XX wiek. Jego metropolie żyją i funkcjonują na tle zachodzących zmian geopolitycznych. Nie straszne im reżimy i dyktatury, zjawiska atmosferyczne i zmieniające się władze. Niczym dwie kobiety, zmieniają swe oblicza - by raz kusić tajemniczością, zachwycać urodą lub wzruszać nędzą. Upadają, a potem dumnie podnoszą z ruin. Kokietują delikatnym orientalizmem, stanowiąc obszar przejścia między Europą Zachodnią a Azją.

,,Paryże Innej Europy" zabierają w podróż, z której nie chce się wracać. Pokazują zarówno inne, zewnętrzne spojrzenia na Warszawę i Bukareszt jak i przekazują relacje obywateli. Pokazuje ich podobieństwa oraz różnice. Wszystko to napisane jest w formie trochę nostalgicznej opowieści o ludziach, architekturze, polityce i zmieniających się modach, doskonale ilustrującej metamorfozę jaką musiały przejść by zaistnieć w obecnym kształcie.

p.s. WYZWANIE 2015 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 84,8 cm  - 2,7 cm =82,1 cm