Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wzrost 2020. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wzrost 2020. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 grudnia 2020

,,Sapere Aude II. cz.1" Małgorzata Sambor-Cao

Trochę minęło od momentu, kiedy czytałam pierwszą część serii ,,Sapere Aude" więc trochę z niepokojem sięgałam po leżącą od dawna na półce książkę. I chociaż ,,Sapere Aude II" jest bezpośrednią kontynuacją to bez problemu nawet po pięciu latach (!!!) można odnaleźć się w świecie wykreowanym przez Małgorzatę Sambor-Cao.

 Główny bohater, Michael van Horn zostaje odnaleziony. Jest zmaltretowany, wycieńczony, ledwie żyje. Jego ciało to jedna wielka rana, jedno wielkie złamanie. Zaczyna się nierówna walka o przywrócenie, albo raczej utrzymanie go przy życiu. Rodzina i przyjaciele dwoją się i troją by zapewnić mu opiekę jak i bezpieczeństwo. Ich wysiłki zdają się iść na marne bo wydaje się, że doszło do najgorszego - Michael van Horn został złamany psychicznie i poddał się, nie próbując nawet walczyć o własne życie.

Generalnie powieść koncentruje się na wychodzeniu Michaela z kryzysu w jakim się znalazł. Nie jest to w tym momencie powieść sensacyjna czy thriller, to raczej mocna powieść psychologiczna, skupiająca się na walce z samym sobą i traumą jakiej doświadczono. Głównym wrogiem Michaela nie są czający się i nadal obecni przestępcy ale on sam. Po traumatycznych doświadczeniach musi znaleźć siłę i motywację by w pierwszej kolejności zawalczyć o siebie a przez to o dalsze losy azyli, które zbudował. Tworzenie planu, co zrobić z ludźmi odpowiedzialnymi za porwanie i tortury, schodzi na dal ale nie zostaje całkowicie pominięty. Najpierw musi zostać stoczony dużo ważniejszy bój.

,,Sapere Aude II cz.1" stanowi pewnego rodzaju ważne interludium przed tym co dopiero ma nadejść. Pewne jest, że akcja potrzebowała zatrzymania, uspokojenia, nabrania dystansu oraz głębszego wniknięcia w przeszłość i teraźniejszość Michaela aby móc na nowo wystartować. Jestem ciekawa co będzie dalej więc nie pozostaje mi nic innego jak sięgnąć po kolejne części. Może tym razem szybciej niż po pięciu latach ;) 

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 54,5 cm - 2,1  cm = 52,4 cm.

 

wtorek, 15 grudnia 2020

,,Żywoty diabłów polskich" Witold Bunikiewicz

 

Wydawnictwo Replika robi świetną robotę przygotowując i wydając książki, poświęcone szeroko pojętej demonologii polskiej. Odświeża wydania dzieł zajmujących się tym tematem. ,,Żywoty diabłów polskich" po raz pierwszy ukazały się przed II wojną światową, w 1930 roku, ale fakt ten nie nic nie zmienia, nadal czyta się to świetnie. Z zachwytem i zainteresowaniem wkracza się w świat ludowych podań, wiejskich bajań, których bohaterami są diabły - przebiegłe, sprytne, wiecznie knujące jak pozyskać dusze dla piekieł ale równocześnie co rusz przeganiane przez kropidło, znak krzyża czy wystrychnięte na dudka przez co sprytniejszego chłopa.

Zbiór legend i podań Witolda Bunikiewicza to nie lada gratka, dla wszystkich zainteresowanych tradycja polską. Ze swadą i lekkością przywołuje już trochę zapomniane legendy o najważniejszych polskich diabłach. Karty zbioru nie zamieszkują tylko, te najsłynniejsze jak Boruta czy Rokita, ale przewija się cały kalejdoskop diabelski: żarłoczny Fugus, uczony Merdasiński, pułkownik Rogaliński czy Niemiec Mefisto. Nie mają one łatwego żywota w Polsce. Nie tak łatwo wieść na pokuszenie polskie dusze i diabły muszą się trochę namęczyć, wymyślając kolejne podstępy i szukając sposobów na zwodzenie ludzi.

,,Żywoty diabłów polskich" to barwny, napisany z humorem i lekkością zbiór. Czyta się to wręcz jednym tchem. Opowieści wywołują śmiech ale równocześnie w tle skrywają wiele uniwersalnych prawd i idealnie pokazują niezmienialną  naturę ludzką. To idealne opowieści do czytania zarówno dla dorosłych jak i młodzieży. Z pewnością, każdy czytelnik będzie zachwycony odkrywaniem jak bogaty jest polski ,,diabelski krajobraz."

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 56,3 cm - 1,8  cm = 54,5 cm.

 

niedziela, 13 grudnia 2020

,,Król" Szczepan Twardoch

 

Warszawa 1937 roku to tak naprawdę dwa zupełnie oddzielne miasta. Jest to szanowana, elegancka, polska ale obok niej istnieje zupełnie inna: szemrana, mroczna, żydowska. Żyją obok siebie wcale o siebie nie dbając, rywalizując i zagrażając sobie. Tą żydowską rządzi Kum Kaplica, którego prawą ręką jest Jakub Szapiro.

Przyznam, że ,,Król" jest powieścią szokującą, brutalną i mroczną. Daleko tam do idealnego świata i romantycznego wyobrażenia jakie mamy czasem o latach Dwudziestolecia. Świat jaki stworzył Twardoch jest zły, zdemoralizowany, pazerny, wyzuty z patriotyzmu czy głębszych uczuć. Wszystko jest walką o przetrwanie. Silniejszy może przetrwać a dla pobitych nie ma litości. Zło przesiąkło każdego, jest namacalnym elementem istnienia. Czytanie ,,Króla" to w pewien sposób taplanie się w brudzie, zgniliźnie, odzieranie z narodowych mitów świata, który nie był idealny. Był taki sam jak obecnie: miał jasne i ciemne strony a Twardoch jest mistrzem pokazywania tego co jest pod powierzchnią. Jego bohaterowie, nawet jeśli po trochu są idealistami, to idealistami przegranymi, podporządkowanymi złu świata, takimi, w których już zatarła się granica pomiędzy tym co dobre a co złe.

Chociaż mrok, brud, zepsucie jakie pokazuje Twardoch jest fascynujące to najlepszym uczuciem jest moment gdy zamyka się książkę i czuje się ulgę. Już można otrzepać się z wulgaryzmów, przemocy, mocnej erotyki, gwałtów, zbrodni, moralnego zepsucia. Można to zostawić za sobą. Ten świat zamknąć między okładkami i odłożyć na półkę. Tak, można to zrobić.

 

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 59,4 cm - 3,1  cm = 51,3 cm.

środa, 9 grudnia 2020

,,Pierwsza osoba liczby pojedynczej" Haruki Murakami

 

Tytuł oryginału: 一人称単数

Zacznę nietypowo bo od tego, że kilka dni temu miałam urodziny. Żadne okrągłe ale i tak znaczące - trzydzieste trzecie. Chrystusowy wiek. Niedzielę wcześniej byłam na Mszy i kazanie było o śmierci, o tym, że nie ważne ile żyjemy, ważna jest jego jakość. Bo przecież Chrystus zmarł w wieku 33 lat, św. Faustyna też. No i zaczęłam się zastanawiać jakie jest moje życie. Co udało mi się osiągnąć. I wiecie co? Nasuwały mi się na myśl pozornie błahe wydarzenia, takie niby nic nie znaczące ale w pewien sposób zapadające w pamięć i w jakiś sposób kierunkujące bieg życia.

Czemu o tym mówię? Bo zbiór opowiadań Haruki Murakamiego doskonale wpasował się w mój refleksyjno-urodzinowy nastrój. To trochę podsumowanie życia ale nie to patetyczne, pełne podniosłych i znaczących sukcesów, nie to oficjalne i nadające się do zapisania w oficjalnej biografii. To podsumowanie bardzo subiektywne, intymne, pełne migawek losu i pozornie zwyczajnych wydarzeń. Bo co się niezwykłego we wspomnieniu przygodnej kochanki czy dziewczyny, którą widziało się kiedyś w czasach szkolnych, co w przypadkowej rozmowie. Czasem to wszystko odpływa w mrok pamięci, ukrywa się tam by powrócić nagle wywołane. Czasem nie ma to żadnego znaczenia a czasem staje się ,,creme de la creme" - śmietanką życia.

Murakami jak nikt nadaje znaczenie tym wszystkim błahym zdarzeniom, unieśmiertelnia ludzi, wyzwala pamięć i pokazuje w czym tkwi sedno. Chyba najbardziej w tym zbiorze uderza spokojne zainteresowanie każdym drobiazgiem. Znika zabieganie tak charakterystyczne dla współczesności, przestają na chwilę być ważne praca, pieniądze, technologia - nagle w jakiś magiczny sposób pojawia się celebrowanie momentów. Jest czas na zastanowienie i refleksje a zwyczajność nabiera wartości.

Tak, ,,Pierwsza osoba liczby pojedynczej" trafiła w idealnym momencie w moje ręce. Stała się dla mnie mocnym punktem pozwalającym zdecydować jak chce wejść w kolejny etap życia. Chcę cieszyć się z momentów, obserwować je trochę ironicznie, trochę z uśmiechem, brać trochę na poważnie i odnajdywać w nich ukryte sensy. Bo chociaż wiele będzie bez znaczenia, będą do mnie wracać ,,I zdumiewająco mną wstrząsają. Podrywają w lesie opadłe liście, kładą wysokie trawy na łące, pukają do drzwi wszystkich domów, jak wiatr pod koniec jesieni."

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MUZA!
 

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 60,6 cm - 1,2  cm = 59,4 cm.

 

 

niedziela, 29 listopada 2020

,,Nieproszony gość" Charlotte Link


Tytuł oryginału: Der Fremde Gast

Powieści kryminalno-psychologiczne Charlotte Link to specyficzny rodzaj opowieści, nie dający się z niczym pomylić. Autorka uwielbia na pierwszy plan wysuwać kobiety, których historia (delikatnie mówiąc) jest skomplikowana. Przywiązane do mężczyzn, w którymś momencie muszą określić co dalej a wtedy zaczyna się dziać coś innego - mrocznego, niebezpiecznego, przerażającego. Dokładnie ten sam schemat znajdziemy także w powieści ,,Nieproszony gość".

Rebecca Brandt to trochę ponad czterdziestoletnia kobieta, której życie rozpadło się po śmierci męża. Nie widząc sensu dalszego życia jest zdecydowana popełnić samobójstwo. Los stawia na jej drodze jednak parę młodych ludzi Ingę i Mariusa. Nie wie jeszcze, że to przypadkowe spotkanie ma dużo głębsze znaczenie. I wiąże się z tajemniczym morderstwem starszej pary, które zostało popełnione w Monachium.

Charlotte Link lubi grzebać w psychice kobiet, które zapomniały już o swoich ambicjach lub życie im się zawaliło. Tworzy takie postacie, które na pierwszy rzut oka odstraszają. Zapłakane, bezradne, trochę za bardzo poddające się innym. Dokładnie takie są wszystkie postacie przewijające się przez ,,Nieproszonego gościa". Wyraźnie widać, że wszystkim brakuje tego przysłowiowego ,,kopniaka w tyłek" i on nadchodzi. Bardzo dramatyczny, niebezpieczny, straszny i zabójczy. W zupełnie nieoczekiwanym momencie i od strony, z której nikt by się tego nie spodziewał. Bo gdy już ułożymy sobie jakoś fabułę w głowie, wydaje się, że wszystkie puzzle trafiły na swoje miejsce, gdy przebrniemy przez wszystkie załamania i kryzysy to nagle cała fabuła wywraca się do góry nogami. Nic nie jest takie jak było a dzięki temu zaskoczenie jeszcze większe. I chyba nie tylko dla bohaterek ale także dla czytelnika.

,,Nieproszony gość" nie jest może szczególnie porywającym thrillerem, ma sporo męczących dłużyzn, dużo tam smutku, rezygnacji i biernego płynięcia przez życie ale finał jest całkiem zaskakujący i zmienia zupełnie obraz całości. Widać jak dokładnie każdy element pasuje do całości, jak pozornie mało znaczące epizody nabierają znaczenia a odkryta tajemnica może stać się momentem przełomowym. 

 

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 63,8 cm - 3,2  cm = 60,6 cm.

czwartek, 19 listopada 2020

,,Wyhoduj sobie wolność" Maria Hawranek, Szymon Opryszek

 
Przyznam otwarcie, że Urugwaj jest tym krajem Ameryki Południowej, z którym nie mam żadnych skojarzeń. Argentyna, Chile, Brazylia, Boliwia, Peru, Wenezuela, Kolumbia, Meksyk, o każdym z wymienionych mogę coś powiedzieć, chciałabym tam się znaleźć, chciałabym je przemierzyć. Urugwaj wciśnięty pomiędzy Argentynę i Brazylię wydaje się być przytłoczony przez bardziej znanych sąsiadów a przez to istniejący trochę w ich cieniu. A to bardzo błędne myślenie. Urugwaj to państwo zaskakujące, inne w kontekście całej Ameryki Południowej i dzięki temu jeszcze bardziej fascynujące.

Urugwaj to państwo fascynujące, pełne kontrastów i zaskakujące. Jako jedyne państwo w Ameryce Południowej zdecydowało się przyjąć uchodźców z Syrii, pomimo tego, że samo mierzy się z ogromem własnych problemów. Jest państwem oficjalnie głoszącym swoją świeckość, gdy cały kontynent raczej kojarzony jest z mocnym przywiązaniem do wiary chrześcijańskiej. Miał prezydenta, który 90% swojej pensji oddawał na cele charytatywne. Urugwaj nie uląkł się gdy potężny koncern nikotynowy wytoczył mu proces. Wręcz przeciwnie - odważnie stanął do sądowej walki o to by dać mieszkańcom prawo do życia bez nikotyny. Równocześnie, jako jedno z pierwszych państw na świecie zalegalizował marihuanę. Tak, to kraj paradoksów i zaskoczeń. Kraj, który chce się odkrywać i dowiadywać się o nim coraz więcej.

,,Wyhoduj sobie wolność" to zbiór wciągających reportaży. Każdy jest inny, każdy poświęcony innemu tematowi ale wszystkie łączy przebijający się temat wolności: ekonomicznej, politycznej, religijnej, światopoglądowej. Czasem jest jej więcej, czasem jest skierowana w zupełnie błędną stronę ale Urugwajczycy mają w pewien sposób jej poczucie i z niej korzystają. Chociaż niektóre z poruszanych zagadnień jest trudne, bolesne to jednak przebija z nich nadzieja, optymizm i jakiś spokój. Bo taki właśnie jest Urugwaj - spokojny w swym chaosie, może przez to mniej tam charakterystycznej latynoskiej ekspresyjności i egzotyki ale z pewnością nie jest mnie fascynujący i godny zachwytu. Polecam! 

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 66,2 cm - 2,4  cm = 63,8 cm.

,,Epoka hipokryzji" Kamil Janicki


,,Epokę hipokryzji" dostałam w 2015 gdy zmieniałam pracę. Paradoksalnie przeczytałam ją w końcu teraz gdy znowu jestem w trakcie zmian pracy. Taka życiowa klamra ale nie o to mi chodzi gdy przywołuję datę 2015. Ważne jest coś zupełnie innego. Rok później, w 2016 były pierwsze marsze kobiet przeciwko projektowi zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, preludium do tego co działo/dzieje się w naszych miastach w październiku i listopadzie 2020. Można się z tym zgadzać lub nie, można być za zaostrzeniem ustawy, można być przeciw ale najpierw trzeba przeczytać książkę Janickiego i uświadomić sobie jedną rzecz. Kurczę, mamy 2020 rok - wydaje nam się, że tematy związane z seksem i erotyką są czymś normalnym, że jesteśmy tacy postępowi, tacy nowocześni. Wiecie co, guzik prawda. Dokładnie to samo działo się sto lat temu. Dokładnie tak samo wyglądała rzeczywistość gdy rodziła się II Rzeczpospolita. Hipokryzja mieszała się z postępowymi hasłami.

Można tę książkę różnie oceniać, można się zachwycać, można oburzać, że bazuje na chwytliwym temacie i serwuje mnóstwo banałów ale mnie najbardziej uderzyło jak bardzo aktualna jest to książka. Dlatego podkreślałam ten rok 2015. Nie można zarzucić jej, że manipuluje faktami żeby dopasować się do nastrojów społecznych. Nie, ona pokazuje, że nadal mentalnie tkwimy w XX-leciu. Jak pozbyć się problemu aborcji - zakazać. Oficjalnie nie ma więc po problemie. Tak samo było w XX-leciu np. z gwałtem i zbrodniami seksualnymi - po prostu prawo ich zakazało, problem rozwiązany. Jest problem z prostytucją - zakazujemy. Prawa kobiet - a co to w ogóle? Edukacja seksualna, szok, planowano ją wprowadzić do szkół już w 1904 ale coś nie pykło i tak zostało do dziś. A najbardziej szokujące były dla mnie hasła jakimi się posługiwano. Wtedy wrogiem numer jeden był Żyd. To on zagrażał polskiej,katolickiej rodzinie bo gorszył sprzedając prezerwatywy, obrazki erotyczne. Ale wystarczy zmienić Żyda na geja i mamy dokładnie to samo. DOKŁADNIE!!! Znowu mamy wroga, można zwalić winę, wszyscy szczęśliwi. Tylko czy naprawdę o to chodzi? Czy naprawdę kwestie związane z seksualnością będą bagatelizowane, trywializowane, wyśmiewane, zamiatane pod dywan w imię hipokryzji i fałszywej moralnością. Trzeba sobie uświadomić jedno to nie XXI wiek wymyślił zdradę, seks, homoseksualizm, erotykę, masturbację, pornografię, prostytucję. To istniało zawsze. A od co najmniej 100 lat polska retoryka się nie zmieniła. Trwamy dokładnie w tym samym punkcie i to jest straszne. I właśnie dlatego trzeba sięgnąć po książkę Janickiego. Warto, chociaż z pewnością obudzi się w Was gniew, zażenowanie i wkurzenie, że nadal niczego się nie nauczyliśmy jako naród.

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 69,9 cm - 3,7  cm = 66,2 cm.

poniedziałek, 9 listopada 2020

,,Muzeum Luster" Luis Montero Manglano

Tytuł oryginału:El museo de los espejos 
 
Pamiętacie Tirso i Narodowy Korpus Poszukiwaczy, który mieścił się w Piwnicy pod Narodowym Muzeum Archeologicznym w Madrycie? No właśnie, nie tylko to muzeum w Hiszpanii skrywa sekrety. Inne, mroczniejsze i bardziej przerażające sekrety skrywa prawdopodobnie najsłynniejsze hiszpańskie muzeum, Muzeum Prado. Chcecie posłuchać opowieści? To siadajcie wygodnie, bo Luis Montero Manglano zna te najlepsze.

W Muzeum Prado w związku z rocznicą jego powstania ma zostać przeprowadzony Międzynarodowy Konkurs Kopistyczny. Zgłasza się sześcioro malarzy, pragnących wykazać się umiejętnościami i zawalczyć o główną nagrodę. Jednak tuż przed rozpoczęciem konkursu dyrektor muzeum ginie w strasznych okolicznościach. Mężczyzna zostaje zabity we własnym domu a jego ciało zostaje w dziwny sposób zainscenizowane. Wkrótce dochodzi do kolejnych zbrodni i wszystkie mają swoje odbicie w obrazach jakie można znaleźć w muzeum. Policja jest bezradna i wydaje się, że jedynymi osobami, które dostrzegają w tym ciągu zbrodni sens jest młoda malarka, uczestniczka konkursu i chłopak, którego pasją jest odczytywanie symboli. Zaczyna się wyścig z czasem by pokonać niewidzialne zło, które zaczyna czuć się coraz pewniej.

,,Muzeum Luster" to nowa powieść Luisa Montero Manglano, autora trylogii ,,Poszukiwacze", która kilka lat temu skradła mi serce. Nie dziwi więc fakt, że gdy dowiedziałam się o nowej książce, po prostu MUSIAŁAM ją mieć. Nowa historia, nowe miejsce, nowi bohaterowie ale jedno pozostaje bez zmian przygoda i wyjątkowa umiejętność mieszania faktów historycznych z fikcją literacką. To sprawia, że  powieści Manglano czyta się jednym tchem. ,,Muzeum Luster" jest mroczniejsze i bardziej przerażające niż seria ,,Poszukiwacze". Tam czuło się nieśmiertelnego ducha Indiany Jonesa i wręcz chciało się samemu przeżywać razem z Tirsem kolejne przygody, tutaj niebezpieczeństwo wręcz dyszy przez kark i wywołuje dreszcze niepokoju. Autor tak konstruuje akcje, że z jednej strony dostarcza wielu szczegółów, ukrytych w symbolach bardzo drobiazgowo interpretowanych przez Guillermo ale z drugiej strony im więcej się wie tym bardziej obraz staje się ciemniejszy i bardziej mroczny. Muzeum Prado i przechowywane tam obrazy już nie są ucztą kulturalną i artystyczną, stają się zagrożeniem a przez to lustrem, w którym odbija się rzeczywistość - brutalna, zła, mroczna rzeczywistość. Jednak, żeby poznać wszystkie odpowiedzi trzeba w nią wniknąć, zanurzyć się i tylko wtedy możliwe jest jej pokonanie.

,,Muzeum Luster" mnie pochłonęło. Przyznam, że nie tylko wciągnęła mnie emocjonująca intryga kryminalna ale także całe tło - bogate, szczegółowe wejście w świat symboli. Opowieść o symbolach, ich interpretacji i wielowiekowym znaczeniu zajmuje wiele miejsca w powieści ale nie przytłacza. Jest naturalnym uzupełnieniem historii, wydobywa jej głębię i nadaje znaczenie pojawiającym się obrazom a także temu co dzieje się z bohaterami. Fascynuje, intryguje i sprawia, że chce się zobaczyć Muzeum Prado wraz z jego sekretami na własne oczy. ,,Muzeum Luster" to powieść, po którą koniecznie trzeba sięgnąć, listopadowe wieczory razem z nią staną się niezwykłe.

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Rebis!
 
 
p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 73,0 cm - 3,1  cm = 69,9 cm.
 

niedziela, 1 listopada 2020

,,Zbawiciel" Leszek Herman


Środek lata, Szczecin. Miasto w pełni sezonu urlopowego, turyści, wydarzenia kulturalne a w tle jak w każdym polskim mieście kolejne remonty i przebudowy. Nic nie wskazuje na to, że to lato ma być inne, aż do momenty gdy w trakcie prac remontowych zostają odkryte dziwne zabetonowane piwnice a wkrótce potem spokój miasta zakłóca zaskakujące zdarzenie, które początkowo zostaje potraktowane jako happening. Ale to dopiero początek. Tajemniczy terrorysta podpisujący się jako ,,Heiland der Welt" (Zbawiciel Świata) dopiero pokaże na co go stać a letni, wakacyjny Szczecin przestanie być aż tak atrakcyjnym miejscem do spędzenie leniwego urlopu.


Okazuje się, że ,,Zbawiciel" to już czwarty tom serii Sedinum. Przyjęłam to z zaskoczeniem bo dotychczas nie trafiłam na tę serię. Ale lepiej późno niż wcale. Bohaterami serii są dziennikarze Paulina i Piotr, którym pomaga architekt Igor. Cała trójka posiada wręcz nieprawdopodobny talent do znajdywania się w samym centrum zdarzeń oraz cechuje ich niestandardowe spojrzenie na rzeczywistość. Dzięki temu wydarzenia, które wokół nich się rozgrywają mają w sobie wiele przygody, tajemnicy i łączą się z trudną, zagadkową historią okolic Szczecina. Tak właśnie jest w przypadku sprawy Zbawiciela. Paulina i Piotr od początku patrzą na sprawę inaczej niż wszyscy dookoła. Dzięki swoim kontaktom i znajomościom zwracają uwagę na szczegóły, które są ignorowane lub marginalizowane. ,,Kopią" głębiej i próbują wiązać często dosyć zaskakujące wątki. Pakują się przez to w kłopoty ale czymże jest przygoda bez kłopotów.

,,Zbawiciel" trzyma w napięciu od pierwszych stron. Leszek Hermann buduje intrygującą, zaskakująca opowieść czerpiąc garściami z współczesnych realiów oraz faktów historycznych, dodaje to tego samograja intrygujących, żywiołowych, pełnych energii i wykraczających poza swoje granice bohaterów a dzięki temu powstaje idealna powieść sensacyjna. Bo czyż może coś lepiej się czytać, niż przepełniona zagadkami, niedopowiedzeniami książka zbudowana na mocnym fundamencie realnych historycznych tajemnic. Ale żeby nie było, że tylko główny wątek pcha fabułę do przodu. Z pewnością duże znaczenie mają też postacie drugoplanowe - przemyślane, popychające bohaterów do działania, czasem intrygujące czasem irytujące. Dzięki temu nie czuć nudy, nie ma niepotrzebnych dłużyzn w akcji bo naturalne przestoje wypełniane są delikatnym humorem.

Chyba jedyną rzeczą, do której mogę się przyczepić jest zakończenie. Pomimo, że wszystkie wątki bardzo logicznie i zgrabnie zostały zebrane w całość i zamknięte to brakuje mi takiego jednoznacznego postawienia kropki. W pewien sposób autor pozostawił interpretację zakończenia czytelnikowi. Nie podsumował powieści ale pozwolił się domyślić. Może nie jest do wielką wadą ale skoro wychowałam się na Scooby-Doo to czekałam na ten moment kiedy złoczyńca powie ,,Wszystko by się udało, gdyby nie te przebrzydłe dzieciaki". Nie znam maniery autora więc przyznam, że taki zabieg mnie zaintrygował i jestem ciekawa co będzie dalej. Ale na razie muszę jednak nadrobić pozostałe powieści bo Leszek Herman to zdecydowanie moje tegoroczne odkrycie. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MUZA!

 

 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 79,1 cm - 3,6  cm = 75,5 cm.
 
 

,,No pasa nada! Nic się nie dzieje! Kobiece oblicze Meksyku" Beata Kowalik


No pasa nada! Nic się nie dzieje! A może raczej nic się nie zmienia! Wiem, że feminizm to pojęcie kontrowersyjne. W Europie narosło koło niego wiele mitów, stereotypów. Częściej kojarzy się z szaloną kobietą, nienawidzącą mężczyzn i głoszącą wyrwane z kontekstu obraźliwe hasła a niżeli z tym czym to właściwie jest, czyli walką o prawa kobiet. W Polsce mamy to szczęście, że dużo się w tej materii zmienia i od zawsze kobiety były otaczane szacunkiem. Nie wszędzie jednak tak jest. Są regiony świata gdzie pojęcie feminizmu jest totalnie nie znane a walka o prawa kobiet to prawie jak walka z wiatrakami. Takim właśnie miejscem jest nadal współczesny Meksyk. Państwo barwne, fascynujące, pięknie położone, posiadające bogatą kulturę ale także niesamowicie niebezpieczne.

Beata Kowalik spotkała się z kilkunastoma kobietami i podjęła próbę przybliżenia ich historii. Obraz jaki się wyłania jest zatrważający. Meksyk dla kobiety to przestrzeń pełna zagrożeń, niebezpieczeństw, świat, gdzie kobieta musi być podporządkowana mężczyźnie a bunt przeciw ustalonym od wieków prawom może równać się wyrokowi śmierci. Są jednak kobiety, które decydują się na zmianę. Decydują się na rozwód, porzucają rodzinne wsie, wypowiadają walkę koncernom, prowadzą własną działalność, pomagają i uświadamiają inne kobiety. Nie są bierne. Zmieniają to co od wieków jest ustalone i co wszyscy przyjmują jako konstans.

Dopiero spojrzenie na świat z takiej perspektywy uświadamia jak wielką szczęściarą jestem, że urodziłam się w Polsce, w rodzinie, która zapewniła mi wykształcenie i poczucie bezpieczeństwa i niczego nie narzucała pozwalając szukać własnej drogi. Niby coś oczywistego ale nadal nie dla wszystkich. Nadal są dziewczynki, które sprzedaje się za mąż i to prawie za bezcen. Nadal są kobiety, które nie posiadają nic, które mąż może gwałcić i bić. Nadal są dziewczyny, które nie umieją pisać ani czytać. Tak, obraz wyłaniający się z reportażu jest pesymistyczny i malowany w ciemnych barwach ale mimo wszystko wyłania się iskra nadziei, że to może się zmienić. Bo coś powoli się zmienia. I dlatego warto o tym mówić i wspierać te kobiety, które próbują walczyć o swoje prawa. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 81,3 cm - 2,2  cm = 79,1 cm.

 

niedziela, 11 października 2020

,,Słowik" Kristin Hannah


Tytuł oryginału: The Nightingale


II wojna światowa to bardzo popularne tło do opowieści. Jak żadne inne uwypukla to co w ludziach siedzi, pokazuje ich mocne i słabe strony, naświetle największe wady i zalety, odsłania jacy na prawdę są ludzie. Na światło dzienne wychodzą najstraszliwsze demony ale i może objawić się niespodziewany heroizm czy prawdziwe dobro. I chociaż każda opowieść jest inne, z pewnością w wielu te elementy odnajdziemy a na pewno można tego dokonać w powieści,,Słowik".

Kristin Hannah zabiera czytelnika w emocjonującą podróż do Francji ogarniętej wojenną zawieruchą. Bohaterkami są dwie siostry Vianne i Isabel, różniące się między sobą jak dzień i noc. Starsza - rozsądna, poważna, matka i żona, młodsza - pełna pasji, niecierpliwa, nadal szukająca własnej drogi. Los i historia skonfrontują je ze sobą. Każda z nich wejdzie na zupełnie inną drogę i będzie próbowała przetrwać czas wojny oraz na swój sposób walczyć o zachowanie swojego poczucia człowieczeństwa i bycia przydatnym dla społeczeństwa.

,,Słowik" to świetnie skonstruowana powieść. Na zasadzie kontrastu zestawia ze sobą dwa zupełnie różne sposoby walki z okupantem. Isabell jest aktywna, zaangażowana, pakuje się w niebezpieczeństwa i nie lęka się o swoje życie, czasem przez to sprowadzając nieświadomie zagrożenie na innych. Jej działania są bardziej spektakularne i mocniej oddziałują na innych. Vianne, przeciwnie. Wycofana, zalękniona, próbuje jedynie przetrwać i chronić bliskich. Początkowo nie do końca świadoma tego jak ogromne znaczenie ma to co robi, co traktuje jako coś zupełnie normalnego, coś co dla niej jest obowiązkiem i powinnością z stosunku do przyjaciół i znajomych. W cieniu, schowana, ale kierowana miłością i oddaniem zapewnia bezcenny dar, który można na równi postawić z działalnością siostry.

,,Słowika" czyta się jednym tchem. Powieść zachwyca wyważoną akcją, umiejętnym stopniowaniem emocji tak, że do końca czeka się na to co jeszcze może się wydarzyć. Jest opowieścią o bohaterstwie, zarówno tym szalonym jak i tym zwyczajnym, codziennym. Poprzez kontrast zastosowany pomiędzy wątkami widać doskonale, że nie ma jednej dobrej drogi, każda może być tą właściwą pod warunkiem, że chce się czynić dobro. Polecam! 

 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 84,9 cm - 3,6 cm = 81,3 cm.

sobota, 26 września 2020

,,Alienista" Caleb Carr

 

Tytuł oryginału: The Alienist


Mroczny Nowy Jork końcówki XIX wieku. Powoli zaczyna się już czuć nadchodzące zmiany światopoglądowe, naukowe, techniczne i cywilizacyjne ale stare, utarte zwyczaje nadal są bardzo silne, także w strukturach policyjno-śledczych. Zmiany wkraczają tam bardzo opornie, zamiast tego mocno trzymają się skostniałe zasady i poglądy. Rzeczywistość, w której dochodzi do brutalnych morderstw dzieci trudniących się pracą prostytutek wymusza jednak zmiany. Na scenę wchodzi zupełnie nowy typ śledczego - alienista doktor Laszlo Kreizler, którego przyszły prezydent Theodore'e Roosevelt powołuje by sięgnął po zupełnie nowe metody i odkrył zło czające się w mroku. Pomagać mu mają młoda ambitna sekretarka policyjna i trochę znudzony dziennikarz.

,,Alienista" to powieść nieoczywista. Z jednej strony świetny, mroczny, duszny i przytłaczający ilością zła kryminał. Cały czas ma się poczucie czegoś nieuchwytnego, wymykającego się ocenie ale wszechobecnego zła. Śledczy stosują bardzo nowoczesne metody dedukcji, badania psychologicznego i behawioralnego by stworzyć najpierw profil a na jego podstawie podążyć śladami grasującej bestii. Nie tylko morderca im zagraża, równie niebezpieczni są ci, którym prowadzone śledztwo utrudnia interesy oraz ci, którzy nie pochwalają i nie akceptują stosowanych metod. Śledczy cały czas lawirują tak aby unikać niebezpieczeństw ale przy ich działaniach jest to szalenie trudne a w pewnym momencie staje się wręcz niemożliwe.

Ale ,,Alienista" to nie tylko thriller to także fascynująca opowieść o mieście i czasie, który już minął. Caleb Carr ciekawie, bardzo plastycznie, chociaż w mrocznych barwach maluje obraz Nowego Jorku w czasie gdy zachodzą w nim gwałtowne zmiany. Czuć ducha zmian, postępu. Jedni zdobywają pozycje, drudzy tracą na znaczeniu. Zaczyna się szaleńczy pęd, który obecnie jednoznacznie kojarzy się z tym miastem.

Spokojnie mogę polecić ,,Alienistę" to powieść, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Miłośnik zagadek, dreszczy emocji, niepewności oraz niebezpieczeństw będzie usatysfakcjonowany aż do ostatniej strony bo w żadnym momencie akcja nic nie traci. Jest mrocznie, tajemniczo i niebezpiecznie aż do samego końca. Również te osoby, które lubią klimat retro i opowieść o miastach, ludziach i miejscach odnajdą coś dla siebie. ,,Alienista" to powieść, którą świetnie się czyta i nawet nie zauważa kiedy dociera się do finału. 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 88,4 cm - 3,5 cm = 84,9 cm.

 

niedziela, 6 września 2020

,,Książę Nocy" Elizabeth Hoyt


Tytuł oryginału: Duke of Midnight

 Po raz szósty zagłębiam się z zaułki Maiden Lane by zobaczyć wszystko to co się tam kryje. Po raz szósty mam okazję spotkać się z Duchem, tym razem tym trzecim, najbardziej zdeterminowanym i ukierunkowanym na konkretny cel. Nie tylko chce on zwalczyć zło kryjące się w cieniu, zlikwidować nielegalne destylarnie dżinu, on ma też jeden ważny i bardzo osobisty cel - chce pomścić śmierć rodziców. Pod maską Ducha kryje się bowiem Maximus, książę Wakefield, surowy, obowiązkowy, trzeźwo podchodzący do rzeczywistości. Jego cele ulegną nieoczekiwanie zmianie gdy na jego drodze stanie dama do towarzystwa kobiety, którą wybrał na przyszłą żonę. I chociaż dzieli ich wszystko: status, majątek, pochodzenie, historia rodzinna - jedno jest pewne, z uczuciem, które się pojawiło nie da się walczyć.

,,Książę Nocy" odsłania zupełnie nowe i zaskakujące oblicze Maximusa, starszego brata znanej już lady Hero i Phoebe. Przestaje on być surowym, zasadniczym gburem a staje się człowiekiem z krwi i kości, który nagle zostaje postawiony pod murem i zmuszony do zastanowienia się co dokładnie jest dla niego ważne. Czy ma się poświęcić w imię zasad i wybrać za żonę pustą i głupiutką Penelope, posiadającą jednak odpowiednie pochodzenie i status społeczny czy jednak iść za głosem serca ku Artemis. Artemis, która jest skomplikowana, nieobliczalna, twardo walcząca o swoje, posiada szalonego brata i jest tylko ubogą krewną na utrzymaniu. Już w momencie gdy dochodzi między nimi do pierwszej wymiany zdań, wydaje się, że sprawa jest przesądzona ale oni oboje uparcie obstają przy swoich decyzjach. Dzięki temu mamy pasjonującą opowieść, od której nie sposób się oderwać.

,,Książę nocy" to wciągający romans historyczny. Chociaż wiadomo jak się skończy, nie można odmówić bohaterom energii, pasji, namiętności. Targają nimi sprzeczne emocje i muszą podejmować niełatwe decyzje. Elizabeth Hoyt nie opowiada o grzecznych, idealnych postaciach i dzięki temu wiem, że jej powieści to pewniak, z którym świetnie spędzę czas.

 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 91,3 cm - 2,9 cm = 88,4 cm.

wtorek, 1 września 2020

,,Dawno, dawno temu ... we śnie" Liz Braswell

 Tytuł oryginału: Once Upon a Dream


Chyba zawsze w każdym dorosłym tkwi jakaś cząstka dziecka i raz na jakiś czas powracamy do ulubionych opowieści z dzieciństwa. Nagle okazuje się, że mężczyźni są dzielnymi bohaterami, a kobiety skrywają w sobie księżniczkę. Co jednak gdyby ta baśń, która zachwycała nas w dzieciństwie nie potoczyła się dobrze? Co stałoby się gdyby książę pocałował Śpiącą Królewnę i zamiast ją obudzić sam zapadł w sen? A dobro wcale tak szybko i bezboleśnie nie triumfowało?

,,Dawno, dawno temu ... we śnie" to swobodna wariacja odnosząca się do disneyowskiej wersji tej dobrze znanej baśni. Powieść zaczyna się tam gdzie kończy się film. Książę zabija smoka, całuje Aurorę ale zamiast żyli długo i szczęśliwie, sam zapada w sen. I to w sennych majakach rozgrywa się cała akcja. Uwięziona w sennej krainie Aurora musi znaleźć sposób by wyrwać się spod władania Diaboliny i uratować królestwo. Nie jest to jednak takie proste. Dziewczyna musi odkryć granicę dzielącą prawdę od kłamstwa, zrozumieć własną przeszłość oraz pogodzić się z tym co się stało. Musi znaleźć sojuszników w nierównej walce i nie dać się porwać złudzeniom.

,,Dawno, dawno temu ... we śnie" to mroczna baśń, która wywraca do góry nogami klasyczną opowieść. I chociaż naiwna i stereotypowa, skrywa w sobie dużo ukrytych, zawoalowanych przesłań. Odnosi się do haseł emancypacji kobiet, feminizmu, pokazuje w pewien sposób proces dorastania dziewcząt. Jest w jakimś sensie przesłaniem, że działanie trzeba brać samej we własne ręce a nie czekać na księcia. Obdziera z romantycznej otoczki baśniowe motywy zakochania się od pierwszego wejrzenia, pokazując, że może to być tylko pusta wydmuszka, która aby mogła stać się prawdą musi zostać wypełniona także przez inne wartości.

I mimo całej nadinterpretacji, to jednak powieść to jednak trochę inna baśń - trochę zwariowana, trochę niepokojąca, mroczna, niebezpieczna ale jak to baśń sprawiająca, że cały czas wierzymy w szczęśliwe zakończenie, może trochę poobijane i inne, ale jednak szczęśliwe. 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 93,5 cm - 2,2 cm = 91,3 cm.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

,,Macbeth" Jo Nesbø


 Tytuł oryginału: Macbeth

 Opowieść o wodzu Makbecie się niby zna. Czyta się wielki szekspirowski dramat w szkole średniej, nauczyciel zwraca uwagę na ważne, uniwersalne motywy, analizuje zachowanie bohaterów. Ale czy tak naprawdę rozumiemy o czym dokładnie mówi Szekspir? Czy zdajemy sobie sprawę jak odwieczny temat porusza? Ja, po swoich doświadczeniach szkolnych, mam wrażenie, że tego wielkiego angielskiego dramatopisarza traktujemy jak pozycje do odhaczenia na liście. Szybko przez niego przeskakujemy, nie próbując podjąć dialogu z jego twórczością. A przecież jego działa miały potężny wpływ na całą zachodnią kulturę i stanowią punkt odniesienia dla wielu twórców, odwołujących się w swojej twórczości do motywów prezentowanych właśnie przez Szekspira.

W tym kontekście nie dziwi powstała w ramach Projektu Szekspir nowa, uwspółcześniona wersja Makbeta tym razem wychodząca spod pióra mistrza skandynawskich thrillerów, Jo Nesbo. Przeniósł on akcję do lat 70-tych XX wieku, do miasta sterroryzowanego przez gangi narkotykowe. Jednym z ostatnich sprawiedliwych jest komisarz Macbeth, którego los i okoliczności wystawią na potężną próbę, z której nie uda mu się wyjść zwycięsko.

Nie ma co przytaczać fabuły. Chyba większość zna opowieść o niszczycielskim pragnieniu władzy i konsekwencjach jakie za sobą ona ciągnie. Nesbo świetnie wszystko to uchwycił, sprawiając, że klasyczne postaci stają się żywe i bardzo realne. Nie są już archetypami, ale prawdziwymi osobami uwikłanymi w realne problemy, posiadające niszczycielskie pragnienia, decydującymi się na nieodwracalne kroki oraz siejącymi naokoło śmierć i zniszczenie. Nesbo sięgnął po tło sobie bliskie: świat niejednoznacznych moralnie policjantów i wszechobecnego zagrożenie ze strony gangów, i dzięki temu jego ,,Macbeth" jest bardzo szorstki, mroczny i nasycony poczuciem zła. Początkowe rozdziały wprowadzają chaos, przez natłok bohaterów i sytuacji ale im dalej tym lepiej. Akcja, chociaż bardzo sensacyjna i opowiadana w bardzo szybkim tempie, podkreśla i prezentuje dokładnie to wszystko o czym ponad 400 lat wcześniej mówił Szekspir.

Nie, ,,Macbeth" Jo Nesbo nie ma co porównywać do Szekpira. Jest współczesną namiastką ale namiastką dobrą. Daje posmak tego co stworzył mistrz ze Stratford. Przenosi go na język współczesności ale nie zastępuje. Pokazuje te same motywy ale nie jest odkrywczy czy zaskakujący. Bardziej bawi i zapewnia rozrywkę niż zmusza do refleksji. Ale jeśli ktoś po przeczytaniu tego ,,Macbetha" sięgnie po oryginał to w 100% wypełnił swoje zadanie.

 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 97,2 cm - 3,7 cm = 93,5 cm.

 

niedziela, 23 sierpnia 2020

,,Cyberpunk. Odrodzenie" Andrzej Ziemiański

 Przyszłość to nadal jedna wielka niewiadoma. Jak będzie wyglądał nasz świat? Jak zmieni się technologia? A co jeśli to co przed nami nie jest wcale nie niesie ze sobą optymizmu? Andrzej Ziemiański, pisarz, którego znam z cyklu ,,Achaja" próbuje zerknąć za zasłonę niepewności i pokazać nowy, cybernetyczny, fascynujący świat gdzie bardzo wiele jest możliwe.

Niedaleka przyszłość. W jednym z laboratoriów znanego koncernu farmaceutycznego dochodzi do bardzo zuchwałego morderstwa. Morderczyni zabija wszystkich a potem jak gdyby nigdy nic wychodzi, rozmawia i ... znika. Jedynymi osobami, które mogą ją odnaleźć jest zakażony gorączką marsjańską były policjant i siostra bliźniaczka zabójczyni. Wyruszają na straceńczą misję do Zakazanego Miasta, gdzie niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku.

,,Cyberpunk. Odrodzenie" to szalona jazda bez trzymanki. Pościgi, strzelaniny, nieoczekiwane zwroty akcji. Wszystko zmienia się tak szybko, że nie ma czasu na zastanowienie i nudę. Niczym w rasowym thrillerze niebezpieczeństwo wyskakuje, zza prawie każdego rogu. Bohaterowie skazani są sami na siebie i nowoczesną technologię, która okazuje się być zaskakująca.

Mam mieszane uczucia co do powieści jaką zaserwował nam Ziemiański. Z jednej strony nie można odmówić jej ogromnych pokładów rozrywki, jest szaleńcza,trzymająca w napięciu, pełna niedopowiedzeń i zaskakujących rozwiązań fabularnych. Bohaterowie nie są idealni, jaką za sobą skomplikowaną przeszłość i z pewnością daleko im do kryształowych herosów. Dzięki temu wszystko jest ciekawsze, bardziej wyraziste i nie tak proste jak mogłoby się wydawać. Linia oddzielająca dobro od zła jest bardzo niewyraźna, przez co obraz nabiera nowych odcieni. I o ile warstwa kryminalno-thrillerowa jest bardzo dobra to obraz przyszłości jest dosyć wtórny. Czytając miałam przed oczami odniesienia do wielu filmów. Właściwie nie ma tam nic zaskakującego czy nowego. Ziemiański zbiera utarte motywy, fakt robi to całkiem nieźle, i tworzy z nich całkiem niezłe tło. Jego przyszłość jest wyobcowana, niebezpieczna, zmuszająca ludzi do walki o przetrwanie w granicach Zakazanego Miasta gdzie kolejne gangi walczą o władzę. Podobało mi się zakończenie, bardzo logicznie dopasowane do tego co działo się przez całą powieść ale nie zaskakujące, trochę pozbawione fajerwerków, na które czekałam.

,,Cyberpunk. Odrodzenie" to powieść, po którą warto sięgnąć. Gwarantuje rozrywkę najwyższej klasy ale tylko rozrywkę. Jeśli ktoś szuka wbijającej w fotel i zmuszającej do namysłu wizji przyszłości to się rozczaruje. Jednak na urlopowe czytanie idealna.
 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Akurat!

 

 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 100,3 cm - 3,1 cm = 97,2 cm.

sobota, 8 sierpnia 2020

,,Wyspa Camino" John Grisham

 

 Tytuł oryginału: Camino Island

 Z biblioteki uniwersytetu w Prinston zostają skradzione bezcenne rękopisy pięciu powieści F. Scotta Fitzgeralda, w tym ,,Wielki Gatsby". W krótki czasie dwóch ze złodziei udaje się ująć ale pozostali zapadają się pod ziemię wraz z dokumentami. Oprócz policji i agentów federalnych poszukiwania rękopisów także podejmuje się firma ubezpieczeniowa. Może ona w swoich działaniach omijać pewne przepisy i dzięki temu sama inicjować i podejmować pewne działania. Udaje się zlokalizować podejrzanego, pozornie nierzucającego się w oczy księgarza z zamiłowaniem do kolekcjonowania pierwszych wydań. Aby dowiedzieć się czy posiada on skradzionego Fitzgeralda rekrutują młodą pisarkę, której zadaniem stanie się zdobycie zaufania księgarza i dotarcie do prawdy.

John Grisham dał się poznać jako autor emocjonujących i trzymających w napięciu thrillerów prawniczych. W jego najgłośniejszych powieściach sala sądowa staje się areną a kruczki prawne orężem dla nieprzeciętnych umysłów. Jednak w ostatnich powieściach mam wrażenie, że odchodzi od tych schematów. Jego bohaterami stają się postaci niejednoznaczne, stojące gdzieś po środku. Ich postępowanie jest złe ale nie można ich jednoznacznie potępić. Kombinują, kręcą, oszukują a przez to stają się pociągające i fascynujące. Wiemy, że ich postępowanie jest wątpliwe moralnie ale trzymamy kciuki. I tak jest także w tym przypadku. Tu nie ma prostego podziału na dobro i zło. Nie wiadomo czy dobro zwycięży. Obserwujemy pojedynek - spokojny i zaplanowany niczym partia szachów, w którym każda ze stron myśli, że jest bardziej przebiegła. Nie ma co oczekiwać dramatycznych zwrotów akcji bo to próba cierpliwości. Wojna nerwów w świecie książek i pisarzy.

Grisham może już nie emocjonuje tak jak kiedyś ale nadal dobrze opowiada. ,,Wyspa Camino" pozornie banalna i prosta nabiera odcieni, rumieńców i zaciekawia. Nic nie jest takie jak by się mogło wydawać a zakończenie jak zawsze zaskakuje. Idealna letnia lektura.

 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 102,9 cm - 2,6 cm = 100,3 cm.

poniedziałek, 27 lipca 2020

,,Lem. Życie nie z tej ziemi" Wojciech Orliński

Wydawać by się mogło, że wszystko o wszystkich wiemy. Śledzimy publikacje, czytamy wywiady, obserwujemy działalność. Patrzymy, obserwujemy i jesteśmy pewni, że nic nas nie zaskoczy. Im ktoś popularniejszy, szerzej znany tym swobodniej dzielimy się opiniami bo tak z pewnością jest. Co jednak gdy ten ktoś niewiele mówi bezpośrednio? I co gdy to co mówi nie jest dokładnie tym co chce przekazać?

Wojciech Orliński podjął się karkołomnego zadania zbadania a potem stworzenia jednej spójnej biografii najpopularniejszego polskiego pisarza science fiction Stanisława Lema. Zadanie to jest o tyle trudne, że losy Lema kryją w sobie wiele zagadek, wiele miejsc i zdarzeń, do których sam Lem nie wracał i o których nigdy nie chciał mówić. Całe jego dzieciństwo i młodość nikną w mroku dziejów. Bolesne i traumatyczne doświadczenia związane z okresem II wojny światowej to okres, o którym bardzo mało wiadomo. Można się jedynie snuć domysły na podstawie skrawków wspomnień wplatanych jako aluzje do kolejnych powieści.

Orliński sprawnie je wychwytuje i pokazuje co mogło dziać się w życiu Lema. Jako biograf jest dociekliwy, wnikliwy, skupiony na swoim bohaterze ale i całkiem nieźle go rozumiejący. Dzięki czemu powstaje niezwykła opowieść o człowieku, który wyprzedził swoje czasy. Człowieku, który lepiej rozumiał świat technologii jaki się rodził aniżeli jego twórcy. Nie jest to jednak nudna opowieść o książkach i życiu. To biografia tętniąca życiem, pełna niewypowiedzianej trwogi lat wojennej okupacji a potem przepełniona absurdami PRL-u. To opowieść o autentycznych ludziach, pełna ich problemów, trosk, marzeń. Czyta się to wszystko z zapartym tchem a przez to zupełnie inaczej patrzy się na dzieła Mistrza Lema. Sama nie należę do jego fanów, nie przemawia do mnie futurologia ale teraz pod warstwą fantastyki mogę dostrzec coś zupełnie nowego, nowe spojrzenie, ukryte znaczenia. Ubrany w szaty nieokreślonej przyszłości współczesny świat.

,,Lem. Życie nie z tej ziemi" to pozycja obowiązkowa, nie tylko dla wszystkich fanów Lema ale przede wszystkim dla wszystkich zainteresowanych książkami, literaturą i rozwojem literatury czy historią. Nie tylko skupia się na biografii pisarza ale zakreśla znacznie szerszy kontekst, pokazuje świat, który odszedł już w przeszłość ale i dużo wyjaśnia, pozwalając zerknąć za zasłonę historii i zrozumieć jak pracował Mistrz. Orliński wykazał się ogromnym szacunkiem i z każdej strony wręcz bije zachwyt i podziw dla Stanisława Lema, nie przeszkadza jednak to mu w byciu obiektywnym i w uporczywym dążeniu do prawdy. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 106,0 cm - 3,1 cm = 102,9 cm.

piątek, 26 czerwca 2020

,,W kręgu upiorów i wilkołaków. Demonologia słowiańska" Bohdan Baranowski


Jakiś czas temu czytałam książkę poświęconą demonologii i fascynującemu światu duchów w Japonii. Wtedy wydawało mi się niesamowitym i trochę dziwnym, że człowiek tak bardzo zapełnił otaczającą go rzeczywistość wszelkiej maści stworami. Wszystko jednak można było zwalić na karb specyfiki regionu, jego orientalizmu, egzotycznej kultury. No właśnie! Tylko co teraz? Bo nagle okazało się, że taki sam nadprzyrodzony świat istniał (istnieje?) obok nas, w Polsce, w samym centrum Europy.

Bohdan Baranowski to badacz folkloru działający w I połowie XX wieku. Można powiedzieć, że w ostatniej chwili, gdy jeszcze możliwe było dotarcie do ludzi, który żywo i szeroko mogą opowiedzieć o wierzeniach, przesądach czy legendach jakie wpływały na życie ludzi przez wiele stuleci. W XX wieku wiele z nich zostało wyrugowane przez działalność władzy socjalistycznej, postępujący proces oświatowy i ukulturalniający. Dziś z przymrużeniem oka potraktowalibyśmy każdego kto twierdziłby że spotkał diabła, boginkę czy południcę. Jeszcze sto lat temu to było powszechne i traktowane bardzo poważnie przekonanie.

Baranowski zbiera i podejmuje się próby usystematyzowania wszystkich legend, bajań, wierzeń. Z jego pracy wyłania się fantastyczny, nadprzyrodzony świat. Pola, lasy, jeziora, drogi, wioski, domy zapełniają się stworami, widziadłami, czarownicami czasem pomocnymi, czasem utrudniającymi życie. Człowiek oprócz zwyczajnej pracy i obowiązków musi także umieć sobie z nimi radzić i czasem próbować zyskać ich przychylność, czasem umieć z nimi walczyć. Wszystko to miało jeden, najważniejszy, podstawowy cel: miało wyjaśniać to co umysł ludzki nie umiał wyjaśnić - zjawiska pogodowe, niespodziewane choroby, zjawiska fizyczne, elektryczne, chemiczne. Łatwiej było przyjąć i zaakceptować coś co nagle znajdowało swoje wyjaśnienie. Smutne i tragiczne jest jednak uświadomienie sobie jak wielu ludzi ginęło lub cierpiało poprzez to myślenie: kobiety posądzone o bycie czarownicami, obcy brani za diabłów, chore, niepełnosprawne dzieci uważane za chowańców. Trudna i twarda rzeczywistość naszych przodków nabierała nowego wymiaru, zapełniając się dodatkowo magią i nadprzyrodzonymi mocami.

Z pewnością jest to praca, do której sięgnięcie gorąco zachęcam. Baranowski ciekawie i rzeczowo opowiada o wierzeniach, które kiedyś były powszechne. Prezentuje świat, wypełniony życie, magią, stworami. Świat niebezpieczny, zagrażający życiu ale fascynujący i przepełniony niesamowitym klimatem grozy. Pokazuje jak bogata jest i była nasza kultura ludowa. Nie ma co się zachwycać folklorem Japonii czy innych krajów, sami mamy swój własny barwny, fascynujący i tak samo niebezpieczny. Z pewnością warto go odkrywać. Polecam gorąco!

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 109,4 cm - 3,4 cm = 106,0 cm.

czwartek, 4 czerwca 2020

,,Bliżej, niż myślisz" Ewa Przydryga


Jest coś takiego w posezonowym nadmorskim kurorcie, że nadaje się na tło dla thrillera. Ulice jeszcze przed momentem tętniące życiem nagle pustoszeją, pękające w szwach pensjonaty zamykają się na głucho, cichnie śmiech, znika gwar. Wszystko zamiera. Pojawiają się ostatni, nieliczni goście, którzy sprawiają wrażenie jakby chcieli rozpłynąć się w październikowej mgle, zniknąć w cieniu. Taka z pewnością jest kobieta, goszcząca w pensjonacie Niki Wermer. Gdy pewnego wieczoru znika, nikt nie wierzy Nice, że w ogóle istniała bo nie pozostał po niej żaden ślad w pokoju. Wermer jest jednak pewna, że doszło do tragedii dlatego sama na własną rękę zaczyna prywatne śledztwo.

Thriller psychologiczny w wykonaniu Ewy Przydrygi to dla mnie nowość ale i pozytywne zaskoczenie. Od pierwszych stron powoli ale systematycznie buduje napięcie, równolegle prowadząc dwa zupełnie różne wątki. Jeden to skomplikowana, bolesna przeszłość głównej bohaterki znacząco wpływająca na to jaka jest obecnie, jak odbiera otaczająca ją rzeczywistość oraz jak sama jest postrzegana przez innych. Jej problemy z przeszłości sprawiają, że policja nie traktuje jej jako wiarygodnego świadka i bagatelizuje to co widziała. Kobieta jednak staje do walki, walczy z własnymi demonami i próbuje rozwikłać zagmatwaną sprawę kryminalną, która w pewnym momencie zaczyna zagrażać także jej życiu. Autorka tak splata oba wątki, że w pewnym momencie stają się jednym niesamowicie intensywnym i działającym na emocje tworem. Sprawiają, że można poczuć lekki niepokój. Nastrój potęguje mroczne jesienne tło, zapełnione cieniami, w którym cały czas ma się poczucie, że ktoś jest ukryty.

,,Bliżej niż myślisz" to bardzo dobrze napisana powieść, działająca na wyobraźnie i emocje. Niepokoi, porusza ale i intryguje oraz napędza ciekawość by poznać odpowiedzi skryte w finale. Z pewnością Ewa Przydryga ląduje u mnie na liście autorek, do których będę wracać. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza!
 
 
p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 114,2 cm - 2,3 cm = 111,9 cm.