Punktem wyjścia dla książki były odkrycia archeologiczne dokonane na początku XX wieku. To właśnie wtedy na terenie dawnego miasta Ur archeolodzy odkryli przedziwny zbiór artefaktów. Tworzyły go przedmioty pochodzące z różnych epok, które z jakiegoś powodu przechowywane były wspólnie. To nasunęło skojarzenie z współczesną ideą muzeum. Tylko czy kilkanaście wieków przed naszą erą rzeczywiście gromadzono rzeczy po przodkach? I co właściwie te przedmioty mówią nam współczesnym?
,,Między dwiema rzekami" to opowieść o starożytnej Mezopotamii, kolebce cywilizacji gdzie ponad 20 wieków przed naszą erą kwitła rozwinięta cywilizacją i gdzie dochodziło do pierwszych znaczących odkryć naukowych. Nie ma tutaj suchego przedstawienia faktów. Autorka wykorzystuje kolejne przedmioty z kolekcji starożytnej księżniczki aby opowiedzieć historię społeczeństwa. Zaczyna od zwykłej cegły mułowej by potem snuć opowieść o szkolnictwie, literaturze, handlu, wojskowości, astronomii czy wreszcie o bogach i pozycji kobiet w społeczeństwach jakie zamieszkiwały tereny między Eufratem i Tygrysem. Jej opowieść jest intymna, pokazująca że to co było istotne czterdzieści wieków temu może znaleźć swoje odbicie także współcześnie. Dzięki zachowanym zarówno tabliczkom z pismem klinowym, jak i przedmiotom codziennego użytku dowiadujemy się dużo o tym jak funkcjonowało społeczeństwo, jak było zorganizowane, jak wyglądała praca. Zaskakujące jest jak wiele mały przedmiot może powiedzieć o swoim właścicielu. Jak wiele można się dowiedzieć z nudnego rejestru handlowego czy potwierdzenia urzędniczego. Bo wszystko to istniało już w starożytnej Mezopotamii.
Starożytna Mezopotamia wniknęła w życie autorki i czuć to bardzo wyraźnie. Dla niej nie jest to zamierzchła przeszłość. To coś co znajduje swoje odbicie współcześnie. Co może być wskazówką dla współczesnych. I taka też jest ta książka - barwna, tętniąca życiem, zachwycająca swoim bogactwem detali i zaskakująca tym jak wiele udało się odczytać z pozostałych śladów, na temat tych którzy żyli wiele wieków temu. Opowiada o ludziach, emocjach, o przełomach, które zmieniły świat, a które wynikały z czasem nudnej pracy (jak pismo, które powstało by wspierać urzędników a nie literaturę). Po lekturze wręcz trudno uwierzyć, że pewne zjawiska to nie wytwór współczesności. ,,Między dwiema rzekami" udowadnia, że istnieje coś takiego jak ciągłość pokoleniowa, a wiele rzeczy i zjawisk jest bardziej uniwersalne niż chcemy to przyznać.
wtorek, 25 sierpnia 2026
,,Między dwiema rzekami" Moudhy Al-Rashid
piątek, 31 lipca 2026
,,Przepis na potwora" Kathryn Harkup
O czym pomyśleliście patrząc na okładkę tej książki i tytuł? Z pewnością o czymś makabrycznym. Potem mogła pojawić się myśl, kto w ogóle coś takiego czyta. Pewnie nie wiele osób doczytało podtytuł (ja nie) i nie wpadło na to, że to nie do końca to czego się spodziewa. Bo ,,Przepis na potwora" skrywa zadziwiającą zagadkę. To nie jest sposób na zbrodnię doskonałą a fascynująca biografia zarówno autorki jak i dzieła. Tylko tutaj można dowiedzieć się jak bardzo Mary Shelley w swoim najsłynniejszym dziele wyprzedziła swoją epokę i jak ogromnej erudycji to wymagało.
,,Przepis na potwora" opowiada burzliwe dzieje Mary Shelley i jej rodziny, zaczynając od jej rodziców, poprzez męża, kończąc na wzmiance o dzieciach. Jednak najwięcej miejsca zajmuje dzieło, które ją unieśmiertelniło - powieść ,,Frankenstein". To właśnie ta powieść rozłożona jest na czynniki pierwsze aby pokazać, że kolejne wydarzenia fabularne są odzwierciedleniem tego co działo się w nauce w XVIII i XIX wieku. To fascynująca, czasem przerażająca opowieść o zachodzących zmianach, wielkich przełomach i naukowcach. ,,Frankenstein" nie jest powieścią fantasy, tam nie dzieje się magia. Tam widać naukę. Galwanizm, elektryczność, pierwsze transfuzje, rodząca się współczesna anatomia, pierwsze sekcje zwłok z ich mrocznym tłem - to i znacznie więcej znajduje swoje odbicie w powieści. Nieprawdopodobnym jest jak młodziutka Mary dobrze orientowała się w odkryciach naukowych i potrafiła jej zmieścić w jednej powieści.
Mimo, że jest to biografia i to jeszcze powieści to czyta się lepiej niż najlepszą powieść. Ogrom danych naukowych przedstawiony jest w taki sposób, że chce się więcej. Powstała tutaj barwna opowieść o jednym z najbardziej spektakularnych okresów rozwoju medycyny, gdy autentyczny horror przeplatał się pędem do wiedzy. Makabra była nieodłącznym towarzyszem postępu. To tylko w taki okresie mogła pojawić się idea by stworzyć opowieść o Wiktorze Frankensteinie i jego potworze. Tylko wtedy ta opowieść mogła brzmieć prawdopodobnie. A dziś podążając za ukrytymi w niej tropami jeszcze raz doświadczamy zarówno nadziei jak i lęków epoki. Polecam!
poniedziałek, 27 lipca 2026
,,Mary Miasta" Hanna S. Białys
Serię z komisarzem Bondysem uwielbiam i zawsze z niecierpliwością czekam
na kolejny tom. Lubię tego nieszablonowego policjanta i klimat
Bydgoszczy końcówki lat 90tych. Dlatego tym gorzej się czuję gdy muszę
oceniać ,,Mary Miasta", bo daleko im do poprzednich części.
,,Mary
Miasta" rozgrywają się krótko po zamknięciu poprzednich dramatycznych
spraw. Bohaterowie nadal dochodzą do siebie. Mimo, że nadal wokół
rozgrywają się dramaty i popełniane są zbrodnie to wygląda jakby nie
dotyczyły. Zamiast tego odzywa się przeszłość. Bondys dostaje tajemniczą
wiadomość, która ożywia koszmar, który powinien zostać zapomniany.
Komisarz musi opuścić swoje ukochane miasto i ruszyć w Polskę by
zmierzyć się z własną przeszłością i kimś kto nie zapomniał.
,,Mary
Miasta " bardzo mnie denerwowały brakiem wyraźnej fabuły i
niepotrzebnym powtarzaniem po raz kolejny rzeczy dobrze już znanych. Nie
wiem czy autorka chciała w ten sposób podbić dramaturgię czy uważa że
czytelnik ma której pamięć ale po którymś z kolei przypomnieniu sprawy
Serpenty czy podkreśleniu jak mroczne jest Miasto miałam ochotę wyrzucić
książkę przez okno, szczególnie że nic nie posuwa to akcji do przodu. A
co do samej akcji to nie ma jej tu za wiele. Jest dużo nic nie
wnoszących wypełniaczy jak wątek Beaty, który pojawia się na chwilkę,
sugeruje związek z główną fabułą po czym urywa się by nie wrócić.
Przeszłość
Bondysa mogłaby być ciekawa ale mam poczucie, że nie w pełni
wykorzystano ten wątek. Sprawia wrażenie jakby został ucięty w połowie.
Zresztą cała książka jest taka. Finał nie daje odpowiedzi. Zostawia z
ogromem pytań i wydaje się być ucięty tuż przed tym co powinno się
jeszcze wydarzyć.
,,Mary Miasta " są najsłabszą częścią cyklu.
Słabo poprowadzoną, przegadaną, sprawiająca wrażenie, że autorka
straciła panowanie nad wątkami i bohaterami. Zupełnie niepotrzebnie
wraca do tego co było zamiast popychać fabułę do przodu. Mam jednak
nadzieję że to tylko wypadek przy pracy i kolejny tom wróci do poziomu
pierwszych.
piątek, 3 lipca 2026
,,Piekielny drań" R.S. Grey
Tytuł oryginału: Arrogant Devil
Czuję się trochę oszukana, bo ani on piekielny ani tym bardziej drań. Ale to nie zmienia faktu, że generalnie książka jest pozytywnym zaskoczeniem.
Meredith z dnia na dzień rzuca despotycznego męża i wyrusza w jedyne miejsce na świecie, gdzie wydaje jej się, że może szukać pomocy - do siostry, z którą od lat nie utrzymywała kontaktu. Tylko siostry nie ma, a zamiast jej jest jej gburowaty szef, który w drodze wyjątku zgadza się zatrudnić Meredith jako swoją gosposię. Tylko, że dziewczyna nie ma pojęcia co ma robić a wielkie ranczo skrywa wiele pułapek.
,,Piekielny drań" to przede wszystkim lekka, zabawna opowieść o dwójce ludzi, którzy mają wobec siebie wiele uprzedzeń. Jacka wcześnie życie doświadczyło więc skutecznie zaszył się w sobie i nie dopuszcza do siebie nikogo. Jednak pod pancerzem kryje się lojalny, honorowy, odpowiedzialny i czuły facet, który tylko czekał na kogoś kto rozbije jego pancerz. I takim kimś jest Meredith, początkowo nieporadna ale zdeterminowana by udowodnić innym, ale i sobie, że da sobie radę. Spotkanie tej dwójki musi być pełne iskier, emocji, wybuchów ale i potężnej dawki wzajemnego przyciągania. Co z tego wyniknie? Nie trzeba mieć magicznej kuli by zgadnąć ale zanim dojdzie do finału będzie dużo śmiechu, wzdychania, wkurzania się i nieporozumień. Wprost idealnie by bawić się świetnie i zrelaksować.
poniedziałek, 11 maja 2026
,,Imperium bólu" Patrick Radden Keefe
Wszystko zaczyna się nad wyraz niewinnie. Na początku XX wieku trzech braci postanawia zostać lekarzami. Jeden z nich posiada też nadzwyczajny talent do marketingu i biznesu, który stanie się podwaliną przyszłego bajecznego majątku rodziny. Od początku też Sacklerowie, bo o nich mowa, nie do końca chcą przyznawać skąd pochodzi ich majątek, zamiast tego kreują się na mecenasów sztuki i hojnych filantropów. Tylko, że to co zaczęło się niewinnie stanie się wstępem do jednego z największych kryzysów społecznych z jakim muszą zmierzyć się współczesne Stany Zjednoczone.
,,Imperium bólu" to przerażająca powieść nonfiction. Zaczyna się bardzo delikatnie, początek to opowieść o determinacji, trochę krętactwie, trochę wykorzystywaniu pojawiających się szans, czyli można by powiedzieć, że typowa banalna historia. Tylko, że ta opowieść w pewnym momencie zmienia się w horror o bezwzględnej, żądnej pieniędzy rodzinie, która nie zawaha się przed niczym aby podnieść sprzedaż swojego produktu. Agresywny marketing, przekupywanie urzędników państwowych, manipulacyjna reklama niby to znane zachowania ale tutaj chodzi o OxyContin - lek pomagający uśmierzyć ból, który skrywa przerażającą tajemnicę. Slogan, który go reklamował mówił ,,Od niego zaczynasz i jego się trzymasz". Tak, bo OxyContinu nie da się odstawić. To silnie uzależniający opioid, który doprowadzić do uzależnienia i śmieci tysiące ludzi w Stanach.
Jeśli ktoś czytał ,,Demona Copperheada" to pamięta przytłaczającą, straszną rzeczywistość Appalachów na początku XXI wieku. ,,Imperium bólu" dodaje do tego kontekst. Bo to nie był przypadek, to nie wina ludzi tam mieszkających. To było celowe działanie rodziny Sacklerów by coraz to bardziej podnosić sprzedaż poprzez uzależnianie kolejnych osób. Gdy dodamy to tego szokującą butę, arogancję, bezczelność czy oderwanie od rzeczywistości to mamy do czynienia z przerażającym obrazem. To po prostu jest niewyobrażalne, że mogło się wydarzyć i wydarzyło się zaledwie kilkanaście lat temu.
,,Imperium bólu" to przykład doskonałej pracy reporterskiej. Widać ogrom pracy, ogrom zgromadzonego materiału, który pozwolił zbudować tło a potem porazić wyciągnięciem prawdy na światło dzienne. Mimo potężnej dawki faktów, narracja nie przytłacza, wręcz przeciwnie trzyma w napięciu niczym doskonały thriller. W thrillerze można by narzekać, że autora fantazja zaprowadziła trochę za daleko. Jednak tutaj to wszystko wydarzyło się naprawdę i co najgorsze, nikt realnie nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Szok i niedowierzanie gdy obserwuje się łatwo można manipulować ludźmi i jak łatwo przechodzi się obojętnie obok cierpienia, które samemu się wygenerowało. To reportaż, który trzeba przeczytać.
wtorek, 7 kwietnia 2026
,,Morderstwo w księgarni" Merryn Allingham
Tytuł oryginału: The Bookshop Murder
Ta seria chodziła za mną już od dłuższego czasu ale zawsze coś innego było ciekawsze, ważniejsze. Jednak gdy w końcu zaczęłam czytać ,,Morderstwo w księgarni" przepadłam. To dokładnie to na co od dłuższego czasu czekałam.
Małe angielskie miasteczko. To właśnie tam Flora Steele prowadzi odziedziczoną po ciotce księgarnię. Ruch jest niewielki, klientów jak na lekarstwo bo kraj dopiero dochodzi do siebie bo powojennych ograniczeniach. Jednak młoda kobieta się nie zraża, chociaż prowadzenie księgarni nie było nigdy na jej liście celów. Chciała podróżować i przeżywać przygody. Jednak z pewnością na tej liście nie było znalezienie zwłok w swoim sklepie. Zaskakujące znalezisko nie pomaga w handlu, policja raczej nie widzi w tym nic podejrzanego więc rezolutna panna Steele musi sama zakasać rękawy i przeprowadzić śledztwo. Pomaga jej w tym, chociaż początkowo niechętnie, pisarz kryminałów mieszkający po sąsiedzku.
,,Morderstwo w księgarni" to kryminał bardzo sielski i przyjemny. Rezolutna panienka z darem pakowania się w kłopoty oraz trochę mrukliwy pisarz, przecież to duet idealny by rozwiązać każdą sprawę i dotrzeć do jej sedna. Uroczy małomiasteczkowy klimat potęguje tylko poczucie, że sprawę trzeba szybko rozwiązać aby przywrócić idylliczny widok. Samo śledztwo jest idealnie wyważone. Podejrzewamy od początku kto może kryć się za zasłoną ale i tak z ogromnym zaciekawieniem podążamy za śladami i śledzimy tok myślenia bohaterów. Nie trzeba się wysilać, można po prostu rozsiąść się wygodnie i obserwować.
czwartek, 26 marca 2026
,,Miasto świętych i złodziei" Natalie C. Anderson
Tina ma szesnaście lat i jest kimś kogo nie ma. Żyje na ulicy, pośród przestępców by stać się złodziejką i włamywaczką idealną. Potrafi przeniknąć tam gdzie nikomu się nie udało. Teraz jednak cele jej szefów są zbieżne z jej własnymi. Wreszcie ma szansę zemścić się na kimś kogo podejrzewa o zabicie jej matki. Tylko, że włamanie, które ma się stać początkiem końca zamożnego białego przedsiębiorcy nie przebiega tak jak powinno. Zostaje nakryta przez jego syna, Michaela, który kiedyś był przyjacielem Tiny.
Po opisie spodziewałam się, że ,,Miasto świętych i złodziei" będzie mocną, wyrazistą opowieścią o mrocznych stronach Kenii. I trochę takie jest ale brakuje tam najważniejszej informacji, że jest to książka skierowana raczej do młodzieży i dlatego perspektywa jest mocno złagodzona. Pokazany jest bezwzględna rzeczywistość z jaką muszą mierzyć się dzieci i młodzież, odkrywane są mroczne oblicza pozostałości kolonializmu i ciemne strony przedsiębiorstw funkcjonujących w Afryce, jednak czuć, że nie jest to pełny obraz. Rzeczywistość filtrowana jest przez oczy sprytnych szesnastolatków, którzy pakują się w niebezpieczne sytuacje a potem bez większych obrażeń z nich wychodzą. To co złe i straszne dzieje się komuś innemu lub jest opowieścią opartą na niedopowiedzeniach. Ale nawet to mocne złagodzenie nie ukrywa prawdy o Afryce, jako o kontynencie gdzie akty bestialstwa są bezkarne, gdzie panuje bezprawie a na sprawiedliwość trzeba długo czekać, o ile w ogóle można.
,,Miasto świętych i złodziei" to z pewnością ciekawa książka. Pełna akcji i niebezpieczeństw. Pozornie lekka przygodówka, która chowa w tle znacznie mroczniejszą historię. I właśnie dla tego tła warto sięgnąć by zobaczyć coś więcej.
piątek, 13 marca 2026
,,Kat Gaudiego" Aro Sáinz de la Maza
,,Kat Gaudiego" zapowiadał się ciekawie. Wydawało się, że będzie to mocny thriller z ciekawym tłem. I coś w tym jest, jednak nie do końca to czego oczekiwałam. Powieść zaczyna się mocnym akcentem. Brutalna zbrodnia i policjant z poplątaną przeszłością, walczący z własnymi demonami zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Outsider stojący z boku by widzieć wszystko z szerszej perspektywy. To nie mogło się nie udać dlatego postawiłam powieści bardzo wysoko poprzeczkę. Liczyłam na emocje, rozpaloną wyobraźnię i pełną napięcia wędrówkę po Barcelonie tak innej od tej jaką znam między innymi z ,,Cienia Wiatru". Tu Barcelona i jej mistrz Gaudi są w centrum i w konsekwencji przytłaczają. Akcja dosyć szybko gubi rytm, śledztwo schodzi na dalszy plan a zamiast tego bohaterowie miotają się bez celu i sensu. Jest dużo lokalnych, architektonicznych smaczków ale nie posuwają one nic a nic fabuły do przodu. Raczej ją rozbijają i przytłaczają. Dopiero na ostatnie sto stron znów robi się ciekawie, akcja przyspiesza jak szalona, nagle wszystko trafia na swoje miejsce, trochę zbyt łatwo, ale na to mogę przymknąć oko, i zanim się obejrzymy jest już po wszystkim a czytelnik zostaje z głupią miną, że to już koniec.
,,Kat Gaudiego" ma niezłe momenty, bywa wciągający. Dużo mówi o mieście i prowadzi śladami Gaudiego od jednej zbrodni do kolejnej. Ale jest też przegadany, rozwleczony i momentami bardzo słaby. Spodziewałam się czegoś mocniejszego więc czuję spore rozczarowanie. To nawet nie jest książka, którą czyta się jednym tchem bo ilość detali przytłacza a nie wnoszą one nic do samej fabuły. Taka średniawka. Przeczytać i iść dalej.
niedziela, 1 lutego 2026
,,Pomoc domowa" Freida McFadden
Millie Calloway nie ma zbyt dużego wyboru jeśli chodzi o pracę. Niedawno opuściła więzienie a warunki wcześniejszego zwolnienia są jasne: musi pracować. Dlatego propozycja zostania gosposią w domu bogatej rodziny Winchesterów zdaje się być niczym wygrana na loterii. Wstęp jest zachwycający: dobra pensja z zakwaterowanie i urocza rodzina, która nie zadaje zbyt wielu pytań o przeszłość nowej pracownicy. Jednak szybko okazuje się, że to tylko pozory. Dom Winchesterów skrywa wiele tajemnic, ale i sama Millie ma swoje sekrety.
,,Pomoc domowa" jest thrillerem psychologicznym powoli odsłaniającym swoje tajemnice. Od początku bazuje na kontrastach: sielski, uroczy rodzinny obrazek kontra dziewczyna z mroczną przeszłością, która nie do końca jest tym za kogo się podaje. Wydaje się też, że już na początku karty zostały rozdane i role przypisane. Wiemy kto jest zagrożeniem i komu mamy współczuć. Tylko, że to pozory. Prawdziwe oblicze bohaterów jest doskonale zakamuflowane, ich cele znacząco się różnią od tego co jest widoczne z zewnątrz a prawdziwe rozstrzygnięcie będzie zaskoczeniem.
Nie powiem, żebym była jakoś specjalnie zaskoczona rozwiązaniami fabularnymi w ,,Pomocy domowej". Jest ciekawie, napięcie budowane jest stopniowo i najważniejszy twist ujawniony jest dosyć szybko Ale i tak czyta się to jednym tchem, niecierpliwie oczekując na to co jeszcze może się wydarzyć. Autorka stworzyła naprawdę dobry thriller, w którym nie ma miejsca na niepotrzebne wstawki czy dłużyzny. Wszystko jest przemyślane, może czasem trochę za bardzo przerysowane ale doskonale buduje klimat niepokoju i narastającego poczucia zagrożenia. Mimo, że cały czas pobrzmiewało mi podobieństwo do ,,Zostać panią Parrish" to i tak bawiłam się świetnie i spokojnie mogę polecać.
wtorek, 27 stycznia 2026
,,Schronienia" Jérôme Loubry
Młoda dziennikarka Sandrine nieoczekiwanie dowiaduje się o śmierci babci, z którą nigdy nie utrzymywała kontaktu. Aby uporządkować sprawy po zmarłej musi udać się na maleńką wyspę u wybrzeży Francji. Tam w trakcie II wojny światowej był niemiecki obóz, a po wojnie pojawiła się idea aby stworzyć ośrodek dla dzieci. Nadal też tam mieszkają pozostali pracownicy tegoż ośrodka. Po przybyciu na wyspę młodą kobietę zaskakuje panująca tam dziwna atmosfera. Mieszkańcy zdają się o czymś nie mówić, a sama wyspa skrywa wiele tajemnic. Sandrine z każdą kolejną chwilą czuje się coraz bardziej osaczona, aż w końcu musi dojść do konfrontacji. Jednak prawda leży zupełnie gdzie indziej.
,,Schronienia" już od pierwszych stron mrozi krew w żyłach i hipnotyzuje klimatem. Jest niepokojąco, mrocznie, trochę onirycznie. Zacierają się granice pomiędzy prawdą a opowieścią. Niczym w rosyjskiej matrioszce, warstwa po warstwie trzeba zagłębiać się w historię i wyłapywać niepasujące elementy aby dotrzeć do prawdy, która zaboli. Ta powieść jest misternie skonstruowana i po mistrzowsku prowadzona, utrzymując czytelnika w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Łączy w sobie to co najlepsze z horroru, thrillera i gęstej, emocjonalnej powieści psychologicznej. Tutaj nie ma opcji, żeby iść na skróty i podejrzeć zakończenie. Trzeba iść krok w krok za bohaterami by zrozumieć całość i odkryć czym są tytułowe ,,schronienia".
Koło powieści J. Loubry nie da się przejść obojętnie. Albo zachwyci swoją konstrukcją i misternie zaplanowaną fabułą, albo zniechęci. Jednak warto po nią sięgnąć i przekonać się jak głęboko da się schować prawdę i jak wiele jej wariantów można stworzyć.
środa, 7 stycznia 2026
,,Od miecza do mangi" Christoper Harding
Japonia to jeden z tych krajów, które budzą ciekawość i fascynację. Kraj kontrastów, łączący w sobie tajemniczą przeszłość i zachwycającą przyszłość. Ma w sobie coś co rozpala wyobraźnię i sprawia, że chcemy dowiedzieć się o nim więcej.
We wstępie do ,,Od miecza do mangi" pojawia się stwierdzenia, że mimo że japoński paszport jest jednym z najsilniejszych na świecie i otwiera drzwi do największej liczny państw to Japończycy rzadko korzystają z tego przywileju i zazwyczaj spędzają urlopy wewnątrz swojego kraju bo zapewnia on różnorodne krajobrazy, klimat i doświadczenia. Tylko to stwierdzenie sprawiło, że poczułam, że ta książka może być niezwykłą przygodą i pokazać wielobarwne oblicze Kraju Kwitnącej Wiśni. W pewien sposób moje oczekiwania zostały zrealizowane ale nie dokładnie w taki sposób jak się tego spodziewałam.
,,Od miecza do mangi" nie jest pracą kulturoznawczą czy socjologiczną ani nawet o popkulturze, jak sugeruje tytuł i podtytuł. To skondensowana ale nadal bardzo ciekawa podróż przez japońską historię od samego początku istnienia państwa aż po współczesność. Czytelnik dostaje zaprezentowaną w pigułce barwną, burzliwą historię o władcach, bitwach, ważnych decyzjach i zdarzeniach, które ukształtowały zarówno japoński światopogląd jak i to jak świat postrzega Japonię. To fascynująca opowieść o zmianach przy jednoczesnym zachowaniu tradycji. Tragicznych wydarzeniach, mrocznych kartach historii i transformacji, która zadecydowała o tym, że kraj obecnie znajduje się w tym miejscu, którym jest.
Praca Hardinga to świetny wstęp do poznawania Kraju Kwitnącej Wiśni. Bardzo przystępna forma, jasne tłumaczenie zjawisk i ekspresowa podróż przez wieki to ogromne atuty tej książki. Brakuje pogłębienia tematu ale to już będzie kolejny etap dla tych co złapią bakcyla i będą chcieli poznać dogłębniej Japonię. Polecam!
sobota, 3 stycznia 2026
,,Ostatnia krypta" Fernando Gamboa
Tytuł oryginału: La Última cripta
Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie bo autentycznie uwielbiam takie przygodówki. Ale bądźmy szczerzy, kto nie chciałby wyruszyć na poszukiwanie zaginionego skarbu templariuszy?
,,Ostatnia krypta" to pierwszy tom serii przygód Ulisesa Vidala. Ten trzydziestokilkulatek nigdzie nie zagrzał długo miejsca a ostatnio trudni się turystycznym nurkowaniem u wybrzeży Karaibów. I właśnie w trakcie takiego rutynowego nurkowania, na dnie dostrzega przedmiot, który skutecznie przyciąga jego uwagę. Po wydobyciu i pokazaniu przyjacielowi jego zaskoczenie może być tylko większe. Bo skąd dzwon okrętowy ozdobiony symbolami templariuszy u wybrzeży Karaibów? Ulises nie wie jeszcze, że właśnie zaczęła się dla niego przygoda, która poprowadzi go od Barcelony przez Karaiby, pustynie w Mali aż po dzikie dżungle Ameryki Południowej w poszukiwaniu czegoś co nie powinno istnieć.
,,Ostatnia krypta" to szalona przygoda w najlepszym stylu. Autor wykorzystuje do maksimum mit templariuszy i zabiera czytelnika w podróż pełną przygód, niebezpieczeństw, zaskakujących zwrotów akcji, nieoczekiwanych odkryć i sekretów, które od kilku setek lat pozostawały zamaskowane. Oczywiście, jest mnóstwo uproszczeń i nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności ale dokładnie za to uwielbiam ten typ literatury. Bo czy nie jest to piękne, że średnio ogarnięty poszukiwacz nagle odkrywa coś co badali specjaliści przez wieku i zupełnie przypadkowo dokonuje odkrycia, które może wywrócić do góry nogami cały świat? Nie czepiajmy się! Bawmy się! A przygody Ulisesa i jego przyjaciół na pewno nie raz dostarczą nam rozrywki i jeszcze nie raz będziemy obserwować co autor wymyśli, żeby wyciągnąć ich z kłopotów, w jakie ciekawość ich wpakowała. Będzie szalenie, emocjonująco i zaskakująco. Polecam!
piątek, 28 listopada 2025
,,The Pumpkin Spice Cafe" Laurie Gilmore
Tytuł oryginału: The Pumpkin Spice Cafe
piątek, 21 listopada 2025
,,Rzym. Miasto nad miastami" Piotr Kępiński
Rok temu byłam po raz pierwszy w Rzymie i po tej wizycie pozostały mi bardzo mieszane uczucia. Fakt, był to zorganizowany city break z przewodnikiem i w ciągów niecałych trzech dni przegoniono nas po najbardziej turystycznych miejscach. Co zapamiętałam? Chaos, ścisk i masę ludzi. Nie brzmi to zachęcająco. Jednak nawet przez pryzmat tego szaleństwa dało się dostrzec, że Rzym to miasto niezwykłe, pełne sprzeczności, bijące swoją indywidualnością oraz szczycące się sięgającą wieki historią.
Książka Piotra Kępińskiego pozwoliła mi poznać stolicę Włoch jeszcze z innej strony. Bardziej intymnej. Mieszają się tu turystyczne z zupełnie nie znanymi. Jest miejsce na wielką historię ale i na wiele ciepłych anegdot. Widać dobitniej indywidualizm i specyfikę mieszkańców stolicy, ich poczucie odrębności w stosunku do innych rejonów Włoch. Razem z autorem zanurzamy się w plątaninę rzymskich uliczek by zobaczyć to wszystko czego nie widzi się podczas city breaku. Są malownicze i pełne przekazu murale, są ogrody i wille, są małe kina i nieoczywiste galerie sztuki. Są też problemy z jakimi mierzy się miasto, które są odbiciem mentalności Włochów.
,,Rzym. Miasto nad miastami" to opowieść o mieście, podkreślająca jego wyjątkowy charakter. Czuć zachwyt autora i jego nieustanną pasję by odkrywać więcej. To nie jest typowy przewodnik turystyczny, to raczej zaproszenie by zanurzyć się głębiej, by rozglądnąć się i dostrzec szczegóły, które umykają. Czuć trochę chaos i gonitwę, tą samą jaką dostrzegłam sama w trakcie mojej wycieczki, ale to też część skomplikowanych stosunków wypełniających Rzym. Tutaj znajdzie się miejsce dla każdego: dla polskiego emigranta, banglijskich handlarzy, uchodźców z Afryki. Autor wszystko to widzi i o wszystkim opowiada z ogromnym ciepłem i ciekawością. Może ten obraz Rzymu nie nadaje się na pocztówki ale jest bardziej zachwycający, miasto nabiera wymiarów, odcieni i głębi. Staje się żywym organizmem. Ja chcę tam wrócić i po nim pospacerować ale tym razem bez pośpiechu i bez celu.
czwartek, 6 listopada 2025
,,Fatum" Stina Jackson
Liv żyje na uboczu społeczeństwa razem z nastoletnim synem i starzejącym się ojcem. Od lat są częstym tematem plotek. Nie od dziś wiadomo, że ojcem kobiety zbił fortunę kosztem sąsiadów, jednak ich styl życia znacznie odbiega od tego czego można by się spodziewać po osobie zamożnej. Cała trójka żyje uwikłana w sieć wzajemnych zależności, które zostają zerwane dopiero gdy w pobliskim lesie padnie strzał.
,,Fatum" to powieść niepokojąca. Pozornie klasyczny thriller, dążący do odpowiedzi na pytanie co wydarzyło się w majową noc. Jednak to tylko czubek góry lodowej. Krok po kroku odkrywamy skomplikowane relacje jakie łączą nie tylko rodzinę Liv ale i okolicznych mieszkańców. Mała, zamknięta, oddalona od świata wioska skrywa wiele tajemnic.
To również przejmująca opowieść o toksycznych relacja rodzinnych, z których nie da się wyrwać bez ofiar. O sieci zależności jakie zostały ludziom narzucone, a które potem co rusz odbijają się echem.
Chyba największym plusem powieści są bohaterowie - mroczni, skomplikowani, targani emocjami, przepełnieni strachem ale próbujący wyrwać się z zamkniętego kręgu w jakim się znaleźli. Wiedzą, że trzeba coś poświęcić, że trzeba się ugiąć ale czekają na swoją szansę. Czuć ich niepokój, czasem poddanie się, czasem przebudzającą się wolę walki. Są niejednoznaczni i nie da się ich łatwo zaszufladkować.
,,Fatum" rezonuje tłumionymi emocjami, które muszą finalnie wybuchnąć i zniszczyć ustaloną rzeczywistość. Finał będzie bolesny i zaskakujący ale konieczny by móc zacząć od nowa. Polecam!
niedziela, 26 października 2025
,,Amanda Black i zaginiony amulet" Juan Gómez-Jurado,Bárbara Montes
,,Amanda Black i zaginiony amulet" to drugi tom serii o przygodach nastoletniej złodziejki, której rodzina od pokoleń ma specjalną misję do wykonania. Amanda nie jest taka jak jej rówieśnicy. Ma wyjątkowe zdolności, które przydają jej się w wykonywaniu powierzonych zadań. I chociaż dziewczynka niedawno dowiedziała się, że leży na niej ogromna odpowiedzialność, to już teraz musi sprawić aby reputacja rodziny Black nie uległa zniszczeniu. Dawno temu jej rodzina ukradła i ukryła pewien niebezpieczny przedmiot a teraz jego pierwotny właściciel żąda jego zwrotu. Tylko jest mały problem. Babka dziewczynki podarowała go swojej przyjaciółce. Jedyne co o niej wiadomo, to imię - Jane. Zaczyna się wyścig z czasem by zdobyć zaginiony przedmiot i równocześnie pilnując aby nikt nie dowiedział się, że surowe reguły rodziny Black zostały złamane.
Mimo, że już od dawna nie jestem targetem takich książek to przyznam, że sama z niecierpliwością czekałam na drugi tom przygód Amandy. Ta seria ma w sobie wszystko co nastolatki lubią. Są zagadki, spotkania z przerażającymi duchami, które szybko okazują się być przyjacielskie, dziwne stwory, niebezpieczne przejścia, tajemniczy ludzie, kryjący się w cieniu a pośrodku tego bałaganu para sprytnych nastolatków, która umie radzić sobie prawie ze wszystkim. Jest lekko, ale cały czas coś się dzieje i właściwie co stronę czeka nowy nieoczekiwany zwrot akcji. Oprócz typowo sensacyjnej części, gdzieś w tle też przemycane są problemy z jakimi zmagają się nastolatki, nawet te genialne.
,,Amanda Black i zaginiony amulet" to doskonała seria, która na pewno przypadnie niejednemu nastolatkowi do gustu. Jest genialnym odświeżeniem schematów znanych z innych powieści sensacyjno-przygodowych oraz pozwala wkroczyć w świat tajemnic i niezwykłej przygody. Polecam!
czwartek, 16 października 2025
,,Nie wpuszczaj go" Lisa Jewell
Mąż Niny zmarł w tragicznym wypadku. Jej żałobę przerywana nieoczekiwana wiadomość od Nicka Radcliffe'a. Mężczyzna podaje się za dawnego znajomego Paddy'ego i chętnie spotka się z kobietą by powspominać zmarłego. Jednorazowe spotkanie szybko przeradza się w coś na kształt związku. Bo Nickiem nie da się nie zauroczyć. Przystojny, elokwentny, bogaty, towarzyski i nieprawdopodobnie przyjacielski. Idealny. Właściwie zbyt idealny. W jego wizerunku pojawiają się ledwo widoczne rysy, które nie dają spokoju córce Niny, Ash. Dziewczyna zaczyna prywatne śledztwo by dowiedzieć się kim właściwie jest Nick Radcliffe.
,,Nie wpuszczaj go" to thriller, który od początku mnie zaskoczył. Autorka już na wstępie dużo odsłania. Szybko orientujemy się, że bohater prowadzi podwójne życie. Obserwowanie jak manewruje pomiędzy kobietami i owija się według własnych potrzeb jest fascynujące i przerażające za razem. Straszne jest jak łatwo przejrzeć potrzeby i emocje kobiet by potem z łatwością nimi manipulować. Na naszych oczach buduje się kłamstwo prawie doskonałe. Iluzja, która ma służyć okradaniu i wykorzystywaniu kobiet. Bohater jest psychopatą - bez uczuć, bez skrupułów, inteligentny i z mistrzowską precyzją budujący obraz świata, który nie istnieje. Jest skłonny do wszystkiego by osiągnąć to co sobie zaplanował. Obserwując rozrastającą się intrygę można poczuć dreszcze przerażenia na plecach. To nie tylko fikcja literacka. To może wydarzyć się wszędzie.
,,Nie wpuszczaj go" to bardzo dobrze skonstruowany thriller, który nie raz zaskoczy. Pozornie od początku wiadomo wszystko, ale równocześnie zaciera się granica pomiędzy kłamstwem a prawdą. W tej powieści bazuje się głównie na emocjach, zarówno bohaterek jak i czytelników. Polecam!
sobota, 11 października 2025
,,Rosyjska czarna magia" Natasha Helvin
Tak jak kiedyś w przypadku książki o la santa muerte, tak teraz jestem rozczarowana. Nauczona wcześniejszym przykładem, nie spodziewałam się wiele. Chciałam tylko poznać ogólny zarys i dowiedzieć się czegoś o zjawisku zwanym ,,rosyjska czarna magia". I bardzo ogólny kontekst w początkowych rozdziałach dostałam. Autorka kreśli i wyjaśnia najważniejsze pojęcia, bardzo, bardzo skrótowo opowiada o historii i panteonie bóstw. Jednak to dosyć szybko zostaje wyczerpane i następne do czego przechodzi jest część ,,magiczna". I to jest dokładnie to co jest mi bardzo odległe światopoglądowo i co mnie zdecydowanie odrzuca.
Jestem osobą tolerancyjną i nie mam problemu z poznawanie innych wierzeń czy kultur. Jednak lubię patrzeć na to z boku. A tutaj czytelnik jest wciągany w coś co jest najdelikatniej mówiąc kłopotliwe. Czuć, że autorka wierzy w to co pisze i próbuje sprzedać swoją popkulturową wersję czarnej magii pomieszanej z demonologią i kultem mroku/zła/szatana (nie wiem jak to ująć) czytelnikowi. Dlatego dostajemy cały miks dziwnych zaklęć, klątw, rytuałów które nawet z punktu widzenia prawa są niewłaściwe i zahaczają o bezczeszczenie świątyń lub cmentarzy. Już nie wspomnę o podejściu do zwierząt.
Jestem totalnie, całkowicie na nie. Oprócz bardzo sekciarskiego wydźwięku, jest źle napisana książka, z której można zaledwie kilka ciekawych informacji wyciągnąć. Bardzo szybko staje się dziwnym tworem, który niby ma uczyć czarnej magii. Nie polecam, a nawet odradzam!
środa, 1 października 2025
,,Wszystko dla N" Kanae Minato
Tytuł oryginału: Nのために
,,Wszystko dla N" to kolejny kryminał azjatycki, który czytam w tym roku, w którym nie jest ważne kto zabił. Oś ciężkości przesunięta jest znacznie dalej i dopiero mozolne odkrywanie faktów, zależności, tajemnic i emocji pozwoli zrozumieć co dokładnie wydarzyło się w mieszkaniu na czterdziestym ósmym piętrze.
Suche fakty są jednoznaczne. W mieszkaniu zostaje znalezione zamordowane zamożne małżeństwo. Podejrzany przyznaje się do winy a świadkowie potwierdzają przebieg zdarzeń. Wszystko pozornie ma sens i zgadza się z wcześniejszymi wydarzeniami. No właśnie, pozornie. Bo prawda jest dużo bardziej skomplikowana. Świadkowie nie są przypadkową zbieraniną osób, coś ich łączy ze sobą, jak również z zamordowanym małżeństwem. Dopiero rozszyfrowanie sieci zależności oraz zagłębienie się w przeszłość pozwoli zrozumieć kto był zabójcą a kto ofiarą.
Podoba mi się w ,,Wszystko dla N" niespieszna, statyczna, chłodna narracja, która jednak cały czas utrzymuje czytelnika w napięciu i skupieniu. Chociaż cała opowieść mogłaby się zamknąć w jednym rozdziale to z każdym kolejnym rozbudowuje się chociaż powtarza dokładnie te same wydarzenie, tym razem z perspektywy innego z bohaterów. Powoli zbieramy informacje, powoli tworzą się portrety i powoli buduje się cały obraz, który finalnie nie jest tak prosty. Ma w sobie milion detali, mnóstwo niuansów i udowadnia, że dokonana zbrodnia nie była tylko zbrodnią w afekcie. To nie tylko opowieść o zbrodni, to także opowieść o tłumionych emocjach, które muszą znaleźć swoje ujście, o rozczarowaniach i nie przepracowanej przeszłości, która odbija się na teraźniejszości. Polecam!
poniedziałek, 29 września 2025
,,The Blue Castle" Lucy Maud Montgomery
,,Błękitny Zamek" to jedna z moich ukochanych książek. Czytałam ją wielokrotnie, chociaż zawsze w tym samym wydaniu czyli Naszej Księgarni z 1991 roku. Byłam oczarowana Joanna Stirling i chociaż już dawno temu dowiedziałam się, że w oryginale jest Valancy to jakoś nie umiałam się przełamać do innych wydań. Teraz jednak zrobiłam wyjątek bo na Legimi znalazłam wydanie w oryginale po angielsku ale w wersji do nauki czyli z zaznaczonymi i wyjaśnionymi trudniejszymi słowami. Przyznam, że to był strzał w dziesiątkę.
Wydawało mi się, że znam doskonale ,,Błękitny zamek" albo raczej ,,The Blue Castle" jednak lektura oryginału otworzyła przede mną zupełnie nowe drzwi i odkryła na nowo tę historię. I nie mam wcale na myśli nowych imion bohaterów. Chociaż to też jest zaskakujące gdy nagle Joanna staje się Valancy, Edward - Barneyem, a pani Fryderyka okazuje się mieć na imię Amelia. Nie chodzi mi też o pominięte sceny, które może mało znaczące ale dodają czegoś nieuchwytnego opowieści. Najbardziej mnie jednak zaskoczył i zachwycił język Lucy Maud Montgomery. To nie jest łatwy angielski do jakiego się przyzwyczailiśmy. To angielski bogaty, wysmakowany, pełen niuansów i głębi. Tu każde słowo jest idealnie dobrane i buduje klimat. To wszystko zapiera dech i stanowi wyzwanie. Ale dzięki temu opowieść tchnie duchem epoki, doskonale opisuje rozterki duchowe Valancy i jej zachwyt nad światem, który tak nieoczekiwanie odkryła.
,,The Blue Castle" nie jest łatwą lekturą do czytania w oryginale ale ogromnie satysfakcjonującą. Wydanie ze słówkami ułatwiło mi zadanie i pozwoliło zobaczyć jak pięknie jest to napisana książka i jak słowa mogą oddawać uczucia, emocje i zachwyty. Polecam!



















