Tytuł oryginału: The Only One Left
Tytuł oryginału: The Only One Left
Tytuł oryginału: House of Hunger
,,Dom pożądania" to wariacja na temat wampiryzmu, która zapowiadała się bardzo ciekawie. Bo wyobraź sobie świat podzielony pomiędzy bogatą Północ i biedne Południu. To właśnie na Południu żyje Marion, dla której ogłoszenie znalezione w gazecie może okazać się szansą na zmianę życia i wyrwania się ze slumsów. Może zostać Krwiopanną czyli osobistą towarzyszką bogatego Lorda lub Lady z Północy obdarowując ich swoją krwią. Dziewczyna początkowo waha się ale dramatyczne okoliczności zmuszają ją do podjęcia nieodwracalnej decyzji. Rusza na Północ by trafić do tytułowego Domu Pożądania, którego panią jest Baronowa Lisavet.
,,Dom pożądania" zaczął się bardzo dobrze. Było mrocznie, niepokojąco. Ukazany został zupełnie inny obraz wampiryzmu, który był krytyką społecznego hedonizmu wyższych klas społecznych, pokazywał zdegenerowani i utratę wartości moralnych. Również sam dom i jego pani od początku zdawali się skrywać jaką tajemnicę. Utarte status que musiało zburzyć przybycie nowej Krwiopanny - Marion, która tak łatwo nie chciała poddać się przyjętym regułom i zaczęła zadawać pytania oraz zauważać niepokojące rzeczy rozgrywające się wokół niej.
Chyba największym rozczarowaniem po świetnym początku i stopniowo budowanym napięciu jest finał. Stereotypowy, sztampowy, banalny i mocno spłycony. Brakło tam czegoś co byłoby przysłowiową kropką nad i. Ale i tak, że autorka ciekawie podeszła do dobrze znanego i wydaje się wyeksploatowanego tematu. Dała mu nowe życie, nowe spojrzenie i udowodniła że wampiry są wiecznie żywe, nawet pod inną postacią.
Tytuł oryginału: Middle of the Night
Co właściwie wydarzyło się w nocy 15 lipca 1994? To miał być zwyczajna piątkowa noc. Dwóch dziesięciolatków i nocowanie w namiocie na podwórku. Tylko, że rankiem jest tylko jeden z chłopców a drugi zniknął. Przez trzydzieści lat nikomu nie udało się ustalić co stało się z Billym. Prawie dokładnie trzydzieści lat później drugi z nich, Ethan, wraca do rodzinnego domu i zaczynają w okolicy dziać się dziwne rzeczy. Czy to Billy wrócił?
,,W środku nocy" to moje drugie spotkanie z Riley Sagerem i spotkanie bardzo satysfakcjonujące. Nie można powiedzieć, że ta historia to horror, nie jest też thrillerem czy kryminałem. Ona łączy w sobie wszystko i wyciąga ich esencję. Z tego powstaje opowieść, która skutecznie przykuwa uwagę. Elektryzująca gra pomiędzy światem realnym, wyobraźnią i narastającą psychozą. Akcja powieść to zamknięty krąg osób, z których każda coś ukrywa a wydarzenia z lipca 1994 przywoływane w retrospekcjach mieszają w utrwalonych pozorach oraz pokazują zupełnie inne oblicze pozornie idealnego podmiejskiego osiedla.
Sager od początku igra z czytelnikiem tworząc obraz przedmieścia, w którym zacierają się granice. Tu może zdarzyć się wszystko. Od pierwszych stron czuć, że coś czai się w mroku ale nie wiadomo czy jest to z tego czy innego świata. To też obraz przedmieść, które utknęły i zatrzymały się przed trzydziestu lat w obliczu tragedii. Tu nic się nie zmienia bo zmiana sugerowała by winę. Jest mrocznie, niepokojąco, przytłaczająco i można się pogubić. Tu cały czas krążą demony przeszłości. Tylko czy są prawdziwe?
,,W środku nocy" to świetny miks gatunków, który zapewni całą gamę emocji. Tu nic nie jest prawdą ale równocześnie wszystko może nią być. Książka wbije was w fotel i na 100 stronie nie będziecie mogli doczekać się by poznać rozwiązanie. Sager nie idzie po prostej linii, on na pewno was zaskoczy w finale a po drodze kilka razy wywróci całość do góry nogami. Polecam!
Tytuł oryginału: Uranova
Narzeczona Henry'go przed trzydziestu laty zapadła się pod ziemię (dosłownie). Teraz on, w ramach terapii, jedzie do małej miejscowości gdzieś w Czechach bo podobno wykrzyczenie się dokładnie tam może mu pomóc poradzić sobie z problemami. I tak Henry wraz z obecną żoną trafia do Jachymowa a zaraz potem do hotelu Skłodowska. Kiedyś w tej mieścinie wydobywano uran. Dziś kopalnia jest już zamknięta jednak to właśnie hotel zdaje się być miejscem gdzie dochodzi do dziwnych zdarzeń. Już jego mieszkańcy są nietuzinkowi, a gdy jeszcze doda się pięciu fizyków z Heidelbergu, tajemniczego Chuchina oraz Henry'ego i jego neurotyczną żoną, zdecydowanie coś się zdarzy.
,,Uranova" to powieść, z którą mam problem. Miałam ochotę na absurdalny czeski humor i w sumie na początku trochę tego jest. Zaintrygował mnie też opis i do samego końca czekałam na jakieś wow, które nie bardzo nadeszło. Powieść opiera się na ciekawym koncepcie. Jest zderzenie trochę nauki, trochę fantastyki z absurdami życia oraz przemyconą w tle trudną historią z czasów komunizmu. Początkowo próbuje powieść udawać horror, szczególnie przez kreację kilku postaci ale szybko się to rozwiewa, bo nie do końca wykorzystany zostaje potencjał.
Bardzo długo czytałam ,,Uranovą" ale mimo wszystko miałam nadzieję na wielkie spektakularne rozwiązanie wszystkich wątków. Czy nadeszło? Cóż, w pewien sposób nadeszło i wpisało się w czeski humor. Z pewnością jest to powieść zaskakująca i nieoczywista. Trochę miszmasz wszystkiego, przez co trudno zaklasyfikować ją do jednego gatunku czy jednoznacznie ocenić. Ma momenty lepsze, ma gorsze. Zaskakuje zwrotami akcji i zupełnie nieoczekiwanymi puentami (nauka Schmitta pamiętamy!). Jest pełna sprzeczności. Z pewnością nie jest to historia dla każdego, a raczej do osób, które lubią absurd, groteskę, przerysowanie pomieszane z lekkim horrorem i powieścią science fiction. Bo dokładnie to tutaj znajdą.
W tym roku całkiem sporo czytam książek azjatyckich i za każdym razem zaskakuje mnie jak nie wiele trzeba by przekazać emocje. Nie potrzebne są wielkie czyny, spektakularne rozdrapywanie ran czy skomplikowane słowa. Wystarczy cisza, minimalizm, skupienie i wtedy wszystko widać jak na dłoni,. ,,Wszyscy zakochani nocą" to właśnie taka opowieść.
Fuyuko jest korektorką. Kiedyś pracowała w wydawnictwie ale od kilka lat temu, za namową przebojowej Hijiri, przeszła na freelancerstwo. To sprawia, że nie prawie nie wychodzi z mieszkania oraz unika kontaktu z ludźmi. Przypadek stawia na jej drodze mężczyznę. Rozpoczyna się ich nietypowa relacja, która jest mieszaniną milczenia oraz rozmów o świetle i muzyce klasycznej.
Można by powiedzieć, że jest to powieść bardzo statyczna. Kilka zdań i mamy całe streszczenie. Pozornie nic się nie dzieje. Jest tylko trójka osób uwikłana w skomplikowaną, nie do końca wypowiedzianą sieć zależności. W centrum znajduje się introwertyczna, wycofana Fuyuko, która sama siebie uwięziła w wewnątrz. Została oszukana przez wszystkich już na samym początku swojej drogi życiowej a potem tylko poddała się nurtowi. Ona nie żyje, ona egzystuje gdzieś pomiędzy, sprowadzona do roli użytecznego narzędzia. Jej historia tylko z wierzchu jest spokojna i monotonna - pod powierzchnią kipi od uczuć i emocji, które szukają ujścia. Bije z niej straszliwa samotność, poszukiwanie kontaktu z drugim człowiekiem wymieszane z strachem, nie tyle przed odrzuceniem, co strachem wyjściem i pokazaniem się, strachem przed światem.
,,Wszyscy zakochani nocą" to piękna ale i bolesna proza. Precyzyjnie i dosadnie punktuje współczesny świat i rozpad więzi międzyludzkich. To także społeczna diagnoza japońskiego społeczeństwa, gdzie kobieta bez mężczyzny nie istnieje, jest pusta, zastygła w nicości, czekająca na zmiany, które nie nadchodzą. Pięknie ale i gorzko opisuje najmroczniejsze emocje, wyciąga na wierzch lęki oraz niewypowiedziane traumy, poraża kontrastem. Burzy przyjęte wyobrażenie o domu, bo mieszkanie nie jest przytulną otulającą przestrzenią, jest więzieniem, sztywną klatką, która oddziela od świata i więzi wewnątrz strachu oraz własnych traum. Chłód i spokój narracji są tylko pozorne, ona kipi, ona rezonuje, ją się czuje i dlatego nie da się przejść obojętnie. Jest porażająca w swoim minimalizmie. Polecam!
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MOVA!
Właściwie chciałam przeczytać ,,Hacjendę" od momentu gdy tylko usłyszałam o niej na jednym z profili instagramowych. Wcześniej czytałam ,,Mexican Gothic" i byłam przekonana, że to pomieszanie grozy, kobiecości oraz meksykańskiej kultury to jest właśnie to czego zawsze szukałam w literaturze. Czy znalazłam?
,,Hacjenda" to opowieść o młodej kobiecie, Beatriz, która decyduje się na szybkie małżeństwo z mężczyzną, którego właściwie nie zna, po to tylko by zapewnić sobie i (kiedyś) matce, dom. Jej ojciec został stracony w trakcie rewolucji meksykańskiej a ona musiała znosić upokorzenia w domu ciotki. Zdaje sobie sprawę, że nie pasuje do kanonu piękna obowiązującego wśród elit. Ma ciemniejszą karnację, co, oraz losy ojca, dyskwalifikuje ją jako idealną kandydatkę na żonę. Więc gdy trafia się ktoś, kto chce ją poślubić, nie zadaje zbyt wielu pytań i trafia na oddaloną hacjendę San Isidro. To miejsce od początku jawi się jako dziwne. Zamieszkuje je władcza Juana, siostra męża a sąsiedzi ledwie pobąkują o poprzedniej żonie. Szybko Beatriz przekonuje się, że w domu nie jest sama. Zaczynają ją nękać wizje i głosy a potężny dom sprawia wrażenie, że nie jest zachwycony z pojawienia się nowej pani. Bojąca się coraz bardziej o swoje życie i zdrowie Beatriz prosi o pomoc lokalnego księdza, Andreasa, który jako jedyny zdaje się wiedzieć co naprawdę dzieje się w hacjendzie San Isidro.
,,Hacjenda" mimo, że osadzona fabularnie w podobnych czasach jak ,,Mexican Gothik" ma zdecydowanie inny klimat. Mimo, że przepełniona grozą iście gotycką to raczej budzi zaciekawienie, fascynację niż strach. Czuć wyraźnie, że zupełnie inaczej położone są akcenty. Strachy, duchy i wizje są bardziej namacalne, dosłowne. Autorka nie buduje napięcia przez niedopowiedzenia. Zamiast tego jej opowieść wnika głęboko w meksykański folklor, gdzie wszystko staje się bardziej oczywiste. Duchy nie są niedopowiedzeniem, tam one naprawdę żyją i ingerują w losy żyjących. Mogą odczuwać uczucia: złość, nienawiść, niepokój i pokazują to bardzo wyraźnie. Także miejsca nabierają głębi. Dom to nie tylko mury, to przestrzeń na której odciskają się lata emocji, konfliktów, radości, niepokojów. Dom to wszystko zbiera a potem oddaje. To wszystko widziane przez pryzmat meksykańskiego czarownika staje się żywe, prawdziwe, niebezpieczne nie tylko w przenośni ale też w rzeczywistości.
Jednak nie tylko gotycka groza dominuje w opowieści. Dużo miejsca poświęca się tutaj poszukiwaniu wolności. Beatriz wybiera małżeństwo bo tylko w nim widzi drogę do wolności i samostanowienia o sobie. Andreas wstępuje na ścieżkę kapłaństwa po to tylko by na widoku ukryć swoją prawdziwą naturę i zapewnić bezpieczeństwo innym. Wszyscy bohaterowie wiedzą, że krępują ich więzy konwenansów, czasów w których przyszło im żyć, nierówności społecznych ale i tak na swój własny sposób walczą by się wyrwać i znaleźć swoją drogę ku wolności.
,,Hacjenda" nie straszy, jeśli kogoś to interesuje ale i tak jest to pasjonująca opowieść, którą się pochłania. Jest tak wiele wątków, że każdy znajdzie coś interesującego. Autorka misternie konstruuje tło, dzięki czemu już od pierwszych stron wnikamy w gotycki klimat a potem zanurzamy się w opowieści o świecie mściwych duchów, nawiedzonych, odczuwających domów oraz ludzi targanych zakazanymi uczuciami wszystko w dusznym klimacie meksykańskiego folkloru. Ja czuje się kupiona!
p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 6,5 cm - 2,6 cm = 3,9 cm.
Ten rok, póki co uważam za bardzo dobry czytelniczo. Miałam kilka pozytywnych zaskoczeń, parę razy wbito mnie w fotel lub zmuszono do zastanowienia. Jednak dopiero ,,Morelowa księgarnia" była pierwszą książką, która przeczytałam na raz, praktycznie bez odkładania. Jeden weekend. Zaczęłam w sobotę i pewnie bym skończyła od razu gdyby nie to, że odezwał się zdrowy rozsądek i zmusił do ogarnięcia życia bo myślę, że na stwierdzenie ,,nie ma co jeść bo czytałam" można by z lekka dziwnie patrzeć. I chyba już można by nic więcej nie mówić.
Dziesięcioletni Mykchajło (zwany Miśkiem) niespodziewanie zostaje oddany pod opiekę wujostwa. Matka, chociaż niechętnie, musiała zdecydować się na ten krok aby móc podjąć pracę. Początkowo wujostwo sprawia wrażenie oschłych, surowych i zupełnie nie przygotowanych na opiekę nad dziesięcioletnim chłopcem. Na szczęście szybko znajduje grono przyjaciół: rozrabiakę Romka, panienkę z dobrego domu Irenkę i tajemniczego Fecia. Razem obserwują i uczą się świata. Ich świat to rzeczywistość przepełniona zabawą, fantazją i dziecięcymi marzeniami. Jednak co pewien czas w tą bańkę komfortu przebija się okrutna rzeczywistość. W tle przebija się twardy obraz życia na Ukrainie na początku XX wieku, gdzie panuje bieda, wyzysk, okrucieństwo oraz niesprawiedliwość. Bohaterowie stają twarzą twarz z kolejnymi bolesnymi problemami, równocześnie wszyscy chronią Miśka przed najboleśniejszą prawdę, pozwalając mu nawet wtedy pozostać dzieckiem.
,,Morelowa księgarnia" w pewien sposób instynktownie nasuwa skojarzenia z ,,Anią z Zielonego Wzgórza". Tutaj także sierota trafia pod opiekę pozornie zgorzkniałych starszych ludzi, który pod warstwą oschłości chowają ogromne pokłady ciepła i miłości. Dom wujostwa i ich księgarnia to dla Miśka fundament, miejsce które zrodziło najpiękniejsze wspomnienia i zapewniało ochronę przez wiele lat. To tam dorastał, rodziły się przyjaźnie i pierwsza miłość, uczył się jak wygląda prawdziwy świat. Jednak to tylko połowa historii bo potem Wielka Historia dochodzi do głosu i burzy ustalone porządki, wywracając do góry nogami wszystko. Zakończenie zaskakuje i szokuje. Wywołuję całą lawinę nieoczekiwanych emocji i nie daje spokoju. Nagle pojawiają się nowe pytania, całość nabiera zupełnie innego wydźwięku. Dobitnie podkreślone jest jak bardzo wojny jakie przetoczyły się przez Europę na początku XX wieku zniszczyły ludzi, ich historie i obraz świata jaki chcielibyśmy widzieć.
Chciałabym pamiętać tylko pierwszą część książki, która była urocza, słodka, pełna dziecięcej naiwności i rodzących się przyjaźni. Ale gdyby tylko na tym pozostało to byłaby tylko jedną z wielu książek o dzieciństwie. Dopiero finał nadaje temu sens. To dzięki gorzko-tragicznemu zakończeniu inaczej patrzymy na całość, bardziej ją doceniamy i staje się ona ważna. Dzięki temu ta historia wzrusza i zapada w pamięć. Polecam!
p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 42,2 cm - 2,6 cm = 39,6 cm.
,,Wróć przed zmrokiem" było czytelniczym fenomenem chyba rok temu. Gdziekolwiek się obejrzałam, gdzie zaglądnęłam widziałam nazwisko Riley Sager i właśnie tę okładkę. Hipnotyzująco zielona, intrygujący tytuł i elektryzujący opis z tyłu. Chyba nie muszę mówić, że już na tym etapie byłam kupiona. Oczywiście spodziewałam się wiele, miałam nadzieję, że horror (bo tak jest ta powieść zaklasyfikowana), który wzbudzi we mnie gęsią skórkę i który łatwo nie da się zapomnieć. Cóż, jak zwykle moje oczekiwania były zbyt wysokie i się srodze przeliczyłam. ,,Wróć przed zmrokiem" ma wiele elementów horroru ale to przede wszystkim sprawnie napisany thriller, który parę razy zaskoczy ale z pewnością nie przerazi.
Maggie Holt po latach wraca do domu, który jej rodzina dawno temu opuściła w popłochu. Powodem miało być rzekome nawiedzenie. Rodzice byli o tym przekonani do tego stopnia, że nigdy już tam nie wrócili. A jedynym dokumentem z tego okresu jest książka napisana przez ojca, która stała się ogólnokrajowym bestsellerem. Dorosła już Maggie jest przekonana, że wszystko było kłamstwem. Dlatego decyduje się wrócić do domu, wyremontować go i sprzedać z zyskiem. Tylko, że dom pamięta i ma swoje sekrety, które nie powinny wyjść na światło dzienne.
Gdyby rozłożyć tę powieść na kawałki to mamy tutaj całe mnóstwo dobrze znanych motywów. Rzekomo nawiedzony dom, który postanawia zbadać mocno stąpająca po ziemi racjonalistka, klątwa, która przechodzi na kolejnych właścicieli, rodzinne sekrety i dysfunkcyjne rodziny, które nie umieją wyjść z kryzysu, małe miasteczko, gdzie niby wszyscy wszystkich znają ale nie chcą dzielić się swoimi sekretami z obcymi. Mnóstwo motywów, które autor wymieszał i połączył na nowo, tworząc thriller intrygujący, stopniowo dawkujący emocje i trzymający w napięciu cały czas aż do momentu gdy zaskakuje nieoczekiwanym zwrotem akcji. To właściwie dwie historie, które się przenikają i uzupełniają, ale nie wiadomo gdzie w nich przebiega granica pomiędzy prawdą a celowym kłamstwem. Jest wiele niedopowiedzeń, błędnych tropów i złudzeń, które podsyca rozbuchana wyobraźnia.
,,Wróć przed zmrokiem" z pewnością nie jest horrorem i nie przerazi jeśli właśnie na to liczymy. Jest jednak niezłym połączeniem wielu gatunków i konwencji, które mogą zaskoczyć, zaintrygować i skutecznie przykuć uwagę. Właściwie od początku sporo jest jasne ale równocześnie widać jak łatwo oszukać zmysły, otoczenie i samego siebie jeśli tylko da się odpowiedni pretekst. Myślę, że każdy kto nastawi się po prostu na odgadywanie zagadek i poznawanie sekretów, kryjących się w mrokach starego domostwa będzie zadowolony bo ta powieść ma potencjał, chociaż nie do końca taki jak sugeruje wydawca.
p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 138,6 cm - 3,1 cm = 135,5 cm.
Miłość nie jedno ma imię, pragnienie nie jedno ma imię, tęsknota nie jedno ma imię, i macierzyństwo nie jedno ma imię.
Damaris mieszka w małej wioske, zagubionej gdzieś w Ameryce Południowej. Jej życie to praca i telenowele. Chociaż wyszła za mąż bardzo młodo, pomimo wszelkich podjętych starań, wypełnienia wszystkich zabobonów i przesądów nigdy nie została matką. Teraz po przekroczeniu trzydziestki jest już za stara. Jednak wygaszona tęsknota nadal w niej tkwi. Skrzętnie skrywane uczucia dochodzą do głosu gdy przygarnia suczkę. Traktuje ją jak córkę, której nigdy nie miała. Uczucia jednak ulegają zmianie gdy okazuje się, że suczka będzie miała szczenięta. Paradoksalnie kobieta zaczyna czuć zazdrość do zwierzęcia, z któremu z łatwością przychodzi to czego ona jest pozbawiona.
W ,,Suce" pulsują emocje. Zarówno te widoczne na pierwszy rzut oka jak i te skrywane głęboko, przygaszone, ukryte przed światem. Wręcz każda strona jest nimi nasiąknięta. Pojawienie się zwierzęcia, suczki, burzy świat pozorów, który wybudowała wokół siebie bohaterka. To w zwierzęciu skumulowało się to przed czym zawsze uciekała - poczucie wstydu, że nie ma dzieci, bycie inną niż wszyscy naokoło i ogrom uczuć, których wcześniej nie miała na kogo przelać. Jednak jej miłość, tak samo jak pojawiła się nagle i gwałtownie tak samo gwałtownie zmieniła się w nienawiść i zawiść. Jest to tak mocne, że doprowadza do tragedii.
Króciutka powieść. Kilkadziesiąt minut czytania a ciężar treści przytłacza. Budzi niepokój, zaburza równowagę, uwalnia emocje i kotłuje myśli. Nie, nie jest to lektura przyjemna. To opowieść, którą trzeba przetrawić, przemyśleć. Musi zaboleć. Polecam!
Już od początku ta powieść mnie zaskoczyła. Spodziewałam się horroru, thrilleru może trochę kryminału. Dostałam przejmującą, porażającą opowieść, przede wszystkim o ludziach i prawdziwych dramatach.
Mała meksykańska wioska, La Matosa. Pewnego dnia w kanale zostają znalezione rozkładające się zwłoki Wiedźmy, zdziwaczałej, wyrzuconej poza nawias społeczeństwa, kobiety. I tutaj, gdzie normalnie w każdej innej powieści zaczęłoby się policyjne śledztwo, zaczyna się opowieść. Każdy rozdział to osobne spojrzenie na tą samą sprawę. Nowy element uzupełniający układankę. Idzie zgodnie z regułami sztuki - od ogółu do szczegółu. Najpierw poznajemy zarys by potem coraz głębiej wnikać i poznawać kolejne przerażające szczegóły i zrozumieć co musiało się wydarzyć, że finalnie zabito Wiedźmę.
Chyba pierwsze co się nasuwa to poczucie gniewu i beznadziei. Te dwie emocje wręcz pulsują, biją z każdej strony. Bezsilność miesza się z brutalną przemocą, biedą i poczuciem przegranego życia. To tylko potęguje gniew, że nie można nic zrobić aby zmienić swój los. Każdy ruch tylko zacieśnia pętlę, pogłębia, już i tak tragiczną sytuację. Jest źle i może być tylko gorzej. To nie jest świat jaki chce się oglądać. Jest brudny, zepsuty, przegniły od wewnątrz, jątrzy się złem, okrucieństwem. Seks to tutaj narzędzie, zapłata, forma upokorzenia czy przemocy, nie ma nic wspólnego z miłością czy chociaż przyjemnością. Autorka doskonale oddaje wszystkie emocje, uwypukla, wręcz wylewa na czytelnika. Język jej opowieści kipi, jest mroczny, emocjonalny, przesycony środowiskiem o którym opowiada. Doskonale opisuje bohaterów, którzy nurzają się po uszy w szlamie degeneracji i nawet nie szukają dróg ucieczki. Są otępiali, skoncentrowani na przeżyciu, pozbawieniu wszelki uczuć w stosunku do innych, wręcz odczłowieczeniu i sprowadzeni do podstawowych instynktów.
,,Czas huraganów" poraża. Doskonale prezentuje świat, gdzie nie ma już nadziei a jest tylko gniew i szaleństwo a człowiek został odarty z człowieczeństwa. Jest to proza mroczna, lepka, intensywna ale w nie da się od niej oderwać bo ma w sobie coś hipnotyzującego. Mówi o najgorszej stronie ludzkości, o złu na które nie ma wytłumaczenia, o ogromie cierpienia ale mimo to wciąga i zachwyca bogactwem detali i niuansów. To świat będący całkowitym przeciwieństwem tego co znany i w co wierzymy. Tu nie ma równości społecznej, równości płci, edukacji, pracy. Jest ciągła walka i zupełne wywrócenie wartości. To co niemoralne staje się nagle akceptowalne, to co złe - jest codziennością.
Chyba największą ulgę czuje się gdy wreszcie dociera się do ostatniej strony i ma się świadomość, że można odłożyć książkę na półkę. Chociaż ta opowieść nie da szybko o sobie zapomnieć. Na pewno przez jakiś czas będzie chodzić po głowie i wywoływać przemyślenia. Polecam!
p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 123,6 cm - 2,0 cm = 121,6 cm.
Cóż to była za opowieść! Mroczna, klimatyczna, niepokojąca i zaskakująca. Opowieść, od której nie sposób się oderwać i która elektryzująca od pierwszej do ostatniej strony.
Początek lat 50-tych XX wieku, Meksyk. Młoda kobieta, Noemi na życzenie ojca opuszcza stolicę by odwiedzić kuzynkę, która kilka miesięcy wcześniej wyszła za mąż za dziedzica majątku. Teraz dziewczyna wysyła niepokojący list a Noemi ma sprawdzić co dokładnie dzieje się z Cataliną. Dziewczyna trafia do zrujnowanego dworu, zapuszczonego, opuszczonego, przesyconego ciszą i stęchlizną, w którym niepodzielnie panuje tajemniczy i schorowany Howard Doyle. Noemi od pierwszych chwil czuje niepokojąca atmosferę miejsca i próbuje odkryć jakie skrywa ono tajemnice. Nie zdaje sobie sprawy, o jak mroczne i niebezpieczne sekrety się otrze. Wręcz zabójcze sekrety.
,,Mexican Gothic" to opowieść fascynująca, niepokojąca, taka którą odczuwa się całym sobą. Przepełniona nienazwaną, nieokreśloną grozą, która sączy się z każdej strony i wdziera pod skórę, infekuje i rozprzestrzenia. To powieść przesycona mocną, gęstą, osaczającą atmosferą, nasyconą nieuchwytną ale wszechobecną grozą. Grozą, nie bezpośrednią ale zbliżającą się, zacieśniającą, oplatająca, bardzo subtelnie wnikająca i oddziałująca na postacie.
To idealny chociaż idealnie oświeżony przykład klasycznej powieści gotyckiej. Opuszczony, zrujnowany dwór został przeniesiony do wilgotnej, meksykańskiej dżungli. Podsyca to już i tak gęsty i intensywny klimat, nasycając go dodatkowo meksykańskim folklorem i kobiecą intuicją. To wciąga, hipnotyzuje, porywa i elektryzuje. Emocje i napięcie narastają od pierwszej strony do niepokojącego finału. To opowieść, wbijająca w fotel i niepozwalająca się odłożyć. Polecam!
Tytuł oryginału: Перевал Дятлова, или Тайна девяти
Niedawno
czytałam artykuł, że w końcu po ponad 60 latach, w sumie dosyć
przypadkowo, udało się ustalić i racjonalnie wyjaśnić, co dokładnie
wydarzyło się 1 lutego 1959 roku i w jaki sposób zginęła grupa turystów
prowadzona przez Igora Diatłowa. Jak zawsze jest w przypadku tajemnic
rozpalających wyobraźnię i rodzących wiele teorii spiskowych, prawdziwe
wytłumaczenie jest zwyczajne, prozaiczne i pod długim okresie, w trakcie
którego budziło emocje, zwyczajnie nudne. Pewnie wiele osób się z nim
nie zgodzi i nadal na własną rękę będą szukać ,,prawdy".
Przykładem takich poszukiwań jest powieść Anny Matwiejewy. Ubrana w
płaszcz fikcji literackiej opowieść umiejętnie łączy w sobie zarówno
autentyczne, dostępne materiały źródłowe z historią poplątanego życia
uczuciowego żyjącej współcześnie pisarki. Trochę absurdalne perypetie
osobiste bohaterki stają się bardzo kontrastującym tłem dla wydarzeń,
które rozegrały się w 1959 roku w górach Uralu Północnego. Czytanie
raportów, dzienników, not, przytaczanych prawie bez zmian redaktorskich
jest wstrząsające. Tragedia jaka rozegrała się na przełęczy staje się
bliższa, bardziej rzeczywista, namacalna. To już nie jest tylko górska
anegdota, fantastyczna legenda, rodząca mnóstwo domysłów i absurdalnych
rozwiązań. To dramat dziewięciorga ludzi i ich rodzin. Wyszli wędrować
przez góry, fascynowała ich turystyka, pociągało piękno gór. Nie
spodziewali się, że właśnie tam spotka ich śmierć i to jeszcze w tak
dziwny, niejednoznaczny sposób.
Myślę, że w kontekście ostatnich doniesień naukowców i przedstawionych przez nich hipotez, mających na celu wyjaśnienie zdarzeń, większość teorii przedstawionych w książce (nawet tych, które autorka przedstawia jako te najbardziej prawdopodobne) można spokojnie włożyć między bajki. Fakt, teorie o napromieniowaniu, próbach wojskowych, szwadronach śmierci czy zaczystce wywołują emocje i są bardziej niepokojące niż to, że prawdziwą przyczyną mogą być zjawiska naturalne. Dużo łatwiej snuć teorie gdy podejrzewa się tajną działalność państwa i wszędzie wietrzy teorie spiskowe. Bardziej działają one na wyobraźnie, udowadniając, że to co nieprzewidywalne jest jednak przewidywalne i z góry zaplanowaną działalnością człowieka. Autorka wykorzystuje to doskonale. Bazuje na ograniczonym zaufaniu do państwa, korzysta z miejskich legend ale także misternie wplata prawdę w fikcję. Pozwalając sobie na dowolną interpretację zgromadzonego materiału źródłowego. Nie jest naukowce, jest powieściopisarką i ma do tego prawo. Jej zaletą jest, że przechowuje pamięć o ofiarach ale to czy robi to we właściwy sposób to już zupełnie inna kwestia. Bazując na społecznych lękach i nieufnościach, raczej tworzy emocjonujący thriller niż rzeczowe i merytoryczne przedstawienie faktów. Dzięki temu powieść czyta się ekspresowo a najbardziej prawdopodobne rozwiązanie tajemnicy później spokojnie można sobie znaleźć w Internecie.
p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 141,3 cm - 2,3 cm = 139,0 cm.