Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replika. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 kwietnia 2025

,,Baśnie koreańskie" William Elliot Griffis

Tytuł oryginału: Korean Fairy Tales

 Współcześnie na Koreę patrzymy przez pryzmat polityki oraz techniki. Zupełnie umyka nam fakt, że nie jest to ,,nowe" państwo. To kraj, który ma tysiące lat tradycji oraz bogatą kulturę. Może zaskoczyć, zaczarować i odsłonić swoje zupełnie inne oblicze. A chyba najprostszym krokiem by zacząć go poznawać jest sięgnięcie po ,,Baśnie koreańskie".

To zbiór prawie trzydziestu opowiadań, które sięgają prawie do początków dziejów Korei albo jeśli by używać nazwy tradycyjnej Kraju Porannego Spokoju. To historie o ważnych postaciach z koreańskiej mitologi ale także takie wyjaśniające różne zjawiska zarówno przyrodnicze jak i społeczne. W prosty i przystępny, wręcz baśniowy sposób wyjaśniają najważniejsze zależności społeczne i pokazują najważniejsze cechy jakie powinien posiadać typowy Koreańczyk. Można tutaj znaleźć dużo odwołań do motywów zwierzęcych, okraszonych zarówno humorem jak i będących alegorycznym przekazaniem pewnych uniwersalnych nauk czy przestróg. Baśnie te również sporo wyjaśniają jeśli chodzi o relacje z innymi azjatyckimi sąsiadami, szczególnie Japonią i Chinami. Z tej perspektywy to dumna Korea była dla nich nauczycielką i odgrywała rolę podobną do Grecji na kontynencie europejskim.

,,Baśnie koreańskie" to fascynująca wyprawa na Daleki Wschód. Mądre, uniwersalne opowieści są nie tylko pretekstem by poznać kulturę koreańską ale mogą być też równie czytelne i zrozumiałe dla współczesnego, europejskiego czytelnika. Zaskakującym może być uświadomienie sobie, jak niektóre motywy są silne. Przykładowo znajdziemy tu opowieść przypominającą dobrze znanego Kopciuszka czy historie mogące konkurować z bajkami ezopowymi. Jednak nawet jeśli motywy są znane to przebija przez nie orientalny klimat oraz trochę inna dynamika. Wszystko jest bardziej wyważone, mocno wyczuwalna jest kultura spokoju, szacunku oraz tradycji. Ta książka to świetny wstęp by zanurzyć się w bogatym, fascynującym koreańskim folklorze. 

p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 112,2 cm - 2,1 cm = 110,1 cm.    

 

piątek, 6 grudnia 2024

,,Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach" Henryk Biegeleisen


 ,,Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach" to kolejna z publikacji w cyklu ,,Wierzenia i Zwyczaje" od Wydawnictwa Replika, które sięga do korzeni polskich badań nad ludowością. Tym razem jest to klasyczna praca wybitnego badacza etnografii Henryka Biegeleisena poświęcona śmierci. Praca powstawała w 1930 roku i jest zbiorem wierzeń dotyczących śmierci, jednak nie odwołuje się tylko do tradycji polskich ale przywołuje przykłady z całego świata. Praca  ta jest fascynującym kompendium wiedzy o dawnych, zapomnianych wierzeniach.

Zaczyna się od symboli i znaków które uprzedzały przodków o nadchodzącej lub możliwej śmierci. Dokładnie opisuje wszystkie jej elementy oraz oznaki. Potem przywołane jest pojęcie duszy i to jak ona jest pojmowana oraz co może dziać się z nią po śmierci. Sporo miejsca poświęcone jest właśnie życiu pozagrobowemu - wierze w powroty zmarłych pod różnymi postaciami oraz jak sobie z tym radzić. To zarówno przykłady upiorów, duchów pokutujących oraz tych skazanych na wędrówkę po ziemi przez żywych, którzy nie dopełnili pewnych rytuałów. Bo świat dawnych wierzeń dotyczących śmierci pełen był określonych zachowań, znaczeń. Miał swój rytm i przebieg, którego zakłócenie mogło sprowadzić cierpienie i potępienie. Dawne obcowanie ze śmiercią nie kończyło się na cmentarzu w trakcie pogrzebu. Był to punkt kulminacyjny ale poprzedzony wieloma obrzędami, nie kończący się też w momencie umieszczenia ciała w grobie.

Gdy czytałam pracę Henryka Biegeleisena cały czas towarzyszyło mi poczucie, jak biedne są współczesne zwyczaje związane ze śmiercią. Wyrugowaliśmy wszelkie zapowiedzi śmierci jako zabobony, o duszy nie myślimy, nasi bliscy odchodzą w bezosobowo w szpitalu, pogrzeb ogranicza się do szybciej ceremonii, czasem poprzedzonej jakimś czuwaniem. Odhaczamy bezrefleksyjnie kolejne punkty równocześnie nie umiejąc sobie radzić z żałobą. Natomiast cały dawny ceremoniał, wszystkie zwyczaje, wierzenia i obrzędy przygotowywały i oswajały ze śmiercią. Nie odcinały drastycznie więzi, raczej tworzyły poczucie sprawczości wśród żyjących. Oni nadal mieli swoje zadanie wobec zmarłego, które równocześnie mogły ich uchronić przed śmiercią. Śmierć paradoksalnie nie była tabu, była obecna, była znajoma, można było sobie z nią radzić (a przynajmniej mieć takie poczucie). Była nieuchronna ale spersonifikowana.


,,Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach" to pozycja ciekawa ale równocześnie bardzo trudna. Już pierwszą przeszkodą jest archaiczny język, do którego trzeba się przyzwyczaić bo początkowo mocno utrudnia odbiór. Nie jest to też publikacja popularnonaukowa ale naukowa, co doskonale widać w konstrukcji czy obszernej bibliografii. Mimo tych trudności zachwyca ogromem zgromadzonego materiału źródłowego, bogactwem anegdot, zebranych autentycznych wierzeń i obrzędów. Jest cennym zabytkiem opisującym jak postrzegano śmierć i rytuały z nią związane jeszcze na początku XX wieku. Polecam!

czwartek, 1 lutego 2024

,,Oppenheimer" Kai Bird, Martin J. Sherwin

Tytuł oryginału: American Prometheus: The Triumph and Tragedy of J. Robert Oppenheimer

 Film ,,Oppenheimer" był hitem minionych wakacji i prawie wszędzie widziałam zapowiedzi, odniesienia czy komentarze na jego temat. Nawet miałam w planach sama też go zobaczyć ale ... no właśnie na planach się skończyło. Dlatego z ogromną ciekawością podeszłam do książki bo przyznaję, że o postaci J. Roberta Oppenheimera i jego roli w najbardziej tragicznym wynalazku dziejów, nic nie wiedziałam. Początkowo byłam lekko przerażona objętością książki - ponad 700 stron pokrytych bardzo drobnym tekstem. Gdy jednak zaczęłam czytać byłam zaskoczona jak bardzo wchłonęła mnie ta biografia.

Myślę, że nie ma sensu tłumaczyć kim był Oppenheimer. Jeśli ktoś, tak jak ja, nie znał tej postaci, to z pewnością szybko nadrobi zaległości dzięki wikipedii albo nominowanego do Oscara filmu. Praca napisana przez K.Birda i M.J.Sherwina to zdecydowanie coś więcej niż typowa biografia. To zarazem próba nakreślenia postaci, tła osobistego oraz ogromnego, skomplikowanego kontekstu społeczno-politycznego. Z jednej strony doskonale przedstawiony jest rozwój osobowości Oppenheimera, nabieranie doświadczenia, okres nauki, zdobywanie kolejnych laurów, cała droga w kierunku niewątpliwego triumfu nauki by później przyszło gorzkie rozczarowanie, wątpliwości moralne i porażka osobista. Jego losy są niczym sinusoida, w której przeplatają się sukcesy z porażkami by finalnie kierować się ku tragedii. Ale to też monumentalne dzieło nie tylko o człowieku ale także o epoce. O szaleństwie, które ogarnęło świat wraz z wybuchem II wojny światowej. O Stanach Zjednoczonych tuż po wojnie, które drżały ze strachu przed szpiegostwem i w każdym dopatrywały się zdrady. O podsłuchach, podejrzeniach i celowym niszczeniu karier, w imię podejrzeń i pogłosek.

,,Oppenheimer. Triumf i tragedia ojca bomby atomowej" nie jest lekturą łatwą ale bardzo satysfakcjonującą. Monumentalna praca, nasycona szczegółami ale nie przytłaczająca. Przepełnione wielkimi nazwiskami, doskonale oddająca klimat okresu gdy fizyka triumfowała i dokonywały się kolejne przełomy. Czuć entuzjazm tych czasów, porywa atmosfera kolejnych odkryć i doskonale widać gdzie w tym wszystkim było miejsce Oppenheimera. Na tle lepiej uwidaczniają się jego indywidualne cechy oraz wiedza. Obserwujemy nie tylko rozwój nauki ale także przemianę osobistą, dotarcie do momentu, w którym odczuwa się moralną odpowiedzialność za dzieło, które się stworzyło, oraz wyrzuty sumienia za to co było tego efektem.  Oppenheimer przeszedł przez to wszystko dodatkowo stając się celem szalejącej polityki podejrzeń i poszukiwania komunistów. On też stał się ofiarą Zimnej Wojny. Podwójnie przegranym, przytłoczony własnym sumieniem oraz pozbawiony miejsca, które mu się słusznie należało.

Po lekturze książki lepiej rozumiem pewne elementy najnowszej historii świata. Bo to przede wszystkim fascynująca opowieść o jednostce na tle ogarniętego szaleństwem świata. To historia, która ma momenty, które mogą przytłoczyć, można zgubić się w nawale detali, nazwisk, skomplikowanych relacji ale cały czas w środku tego widać jedną postać, która nawet z kart książki powala charyzmą, której losy są bardziej zagmatwane niż w niejednej postaci, która przechodzi iście szekspirowską przemianę i wydaje się być jedyną, która widzi to co naprawdę stworzyła. To smutna, tragiczna opowieść o triumfie i porażce - i właśnie w takiej kolejności, co jest średnią motywujące. Mimo trudów, objętości i mnóstwa detali warto jednak po nią sięgnąć bo to lektura, której szybko się nie zapomni. 

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 153,2 cm - 5,2 cm = 148,0 cm.    

niedziela, 11 czerwca 2023

,,Śladami pierwotnych wierzeń" Leonard J. Pełka

 

Ta seria od wydawnictwa Replika to chyba jedna z ciekawszych publikacji jakie pokazały się w ostatnich latach na polskim rynku. Książki w niej prezentowane wbrew pozorom nie są nowościami. To przypomnienie prac badawczych, które powstawały na przestrzeni lat (pierwsze wydania niektórych to lata 50 i 60te XX wieku) a dotyczyły różnych aspektów kultury, ze szczególnym uwzględnieniem słowiańszczyzny. Już kilka publikacji mam za sobą i sięgając po tą także byłam przekonana, że głównym jej tematem jest przybliżenie religii starodawnych Słowian, szczególnie że projekt okładki dokładnie to sugeruje. Jak później się okazało w trakcie lektury, zakres tematyczny jest znacznie szerszy.

,,Śladami pierwotnych wierzeń" to kompleksowy przegląd wiedzy na temat tego jak kształtowały się kulty i religie. Autor wychodzi od najstarszych form kultu jak toteizm czy animizm po to by dojść do współczesnych religii monoteistycznych. Próbuje prześledzić cały proces jaki przeszły cywilizacje. Co mogło być przyczyną takiego stanu oraz pokazać to co najbardziej charakterystyczne dla poszczególnych kultów bądź religii. Mimo, że okładka sugeruje koncentracje na obszarze słowiańszczyzny, zakres jest znacznie szerszy. Jako przykłady autor przywołuje odniesienia do m.in ludów Nowej Zelandii, Afryki, religie Greków i Rzymian. Jest to ciekawe spojrzenie na kulty i wierzenia jako całość procesu. Pokazuje ewolucję wiedzy oraz podejście człowieka do otaczającego go świata.

Pierwsze wydanie te publikacji ukazało się w 1963 roku i są momenty kiedy da się to odczuć w trakcie lektury. Autor, naukowiec pracujący i publikujący w czasach komunizmu, między wierszami przemyca odwołanie właśnie do komunizmu i odrzucenia religii w ogóle. Jednak są to tylko drobne przykłady, które można obecnie potraktować jako dodatkową ciekawostkę historyczną. Nie zmienia ona faktu, że książka jest ciekawym, napisanym prostym, przystępnym przeglądem systemów wierzeń. Segreguje wiedzę i dostarcza wielu nowych informacji, pozwalających trochę inaczej spojrzeć na życie duchowe przodków. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 91,4 cm - 2,3 cm = 89,1 cm.    

 

niedziela, 20 listopada 2022

,,Zaświaty. Historie prawdziwe" Ed i Lorraine Warren, Cheryl A, Wicks

Tytuł oryginału: Ghost tracks

 Ludzkości od zawsze towarzyszy świat niewytłumaczalny. Wiele z tego nauka wyjaśniła, wytłumaczyła i zracjonalizowała. Została jednak przestrzeń, która wymyka się racjonalnym wyjaśnieniom. Często łączy się ze śmiercią, przeszłością i gwałtownymi, złymi wypadkami. Czy demony, duchy i zło istnieją? Wiele religii, w tym i katolicyzm, mówią jednoznacznie tak. Istnieje coś więcej niż to co możemy zmierzyć, zważyć, dotknąć. Jest uniwersum, zamieszkałe przez istoty niematerialne, także te złe.

Ed i Lorraine Warren byli doświadczonymi demonologami i badaczami zdarzeń nadprzyrodzonych. W trakcie swojej ponad pięćdziesięcioletniej kariery spotkali się z wieloma zdarzeniami, które nie udało się inaczej wytłumaczyć, niż tylko działaniem istot nadprzyrodzonych. ,,Zaświaty. Historie prawdziwe" to swoiste podsumowanie ich pracy i zarazem ostrzeżenie. Odnoszą się do swoich najbardziej znanych spraw jak rozsławiona przez filmy sprawa domu w Amityville by pokazać, że złe duchy i demony to nie tylko wymysł przemysłu filmowego ale to realne zagrożenie. Opętania, nawiedzenia zdarzają się i mogą stać się źródłem zagrożenia i cierpienia. Warrenowie zdają sobie sprawę, że współczesność wiele z tych kwestii bagatelizuje, spycha w obszary fikcji i zupełnie wypiera ze świadomości, równocześnie stając się słabszą i bardziej podatną na ataki.

Trudno mi oceniać ,,Zaświaty" to właściwie produkt finalny, podsumowanie pewnej długoletniej kariery i próba postawienia kropki nad i. I o ile pewne aspekty i wskazówki mogę, jako osoba wierząca, przyjąć i zaakceptować to pojawiają się też wątki (jak sprawa Wielkiej Stopy), które zahaczają o absurd. Z pewnością działalność Warrenów była czymś niezwykłym i budzącym emocje u postronnych. Jednak czy wszystko rzeczywiście było dziełem istot nadprzyrodzonych? A może działała fizyka, wyobraźnia, przypadek, choroba psychiczna? Myślę, że na wiele z tych pytań nie poznamy odpowiedzi a może wystarczy sobie uświadomić, że nasza rzeczywistość jest znacznie szersza i bardziej zatłoczona niż nam się wydaje. Warto sięgnąć i samemu spróbować wyrobić sobie swoje własne zdanie.

wtorek, 5 kwietnia 2022

,,Polska demonologia ludowa" Leonard J. Pełka


 ,,Polska demonologia ludowa" to kolejna, przeczytana przeze mnie, pozycja z genialnej serii wydawnictwa Replika, przybliżającą polską kulturę ludową oraz dawne wierzenia. Dosyć podobna w zakresie poruszanego tematu do ,,Pożegnania z diabłem i czarownicą..", mimo wszystko odsłania nowe oblicze kultury ludycznej i przybliża współczesnemu czytelnikowi wierzenia, które kiedyś były codziennością.

Na wstępie wypada wspomnieć, że praca została zebrana i przygotowana przez wybitnego badacza, profesa Leonarda Pełkę. Już to może być gwarancją, że książka, po którą sięgamy nie jest zbiorem przypadkowych danych ale dziełem wieńczącym wieloletnie badania. I doskonale naukowy charakter pracy widać w całości. Każdy rozdział poprzedzony jest wyjaśnieniem naukowych, podpartym własnymi lub cudzymi badaniami, widać odniesienie do konkretnych metod badawczych oraz tego jak analizowano i zbierano dane.

Potem następuje druga, chyba zdecydowanie ciekawsza część czyli prezentacja fascynującego świata słowiańskich duchów, demonów, mar i widziadeł, które towarzyszyły ludziom na każdym kroku. Pełka próbuje je usystematyzować, skatalogować i wpisać w szczegółowe ramy tak aby łatwiej je było rozróżniać. I tak są demony odpowiedzialne za zjawiska atmosferyczne, zamieszkujące lasy, pola, jeziora i góry, są duchy domowe  zarówno pomagające jak i przeszkadzające, są widziadła odpowiedzialne za zdrowie i samopoczucie oraz ogromny świat różnorakich diabłów. To tylko kilka z wielu kategorii jakie wyodrębnił Pełka. Oprócz typowo naukowych charakterystyk znajdziemy tak przebogaty zbiór mitów, podań, historii przekazywanych z ust do ust przez pokolenia. Dzięki temu świat słowiańskich duchów i demonów znów używa, staje się bardziej namacalny i rzeczywisty.

Chyba jedynym minusem jest niewielkie przekłamanie jakie znajdziemy już na okładce. ,,Wierzenia dawnych Słowian" -  przyznajcie, że pierwsze co nasuwa się na myśl to czasy przedchrześcijańskie i próba dotarcia do tych najdawniejszych i najbardziej pierwotnych wierzeń. Cóż, nic takiego nie ma miejsca. Autor swoją uwagę koncentruje na czasach zdecydowanie bliższych i raczej na kulturze, która wykazywała pewien synkretyzm będąc mieszaniną lęku, niewiedzy, nadmiernej wyobraźni z bardzo naiwnie pojmowaną wiarą chrześcijańską. Doskonale to widać w wielu przywołanych opowieściach czy obrzędach. Nie jest to wielki minus, bo praca mimo wszystko wciąga i rozbudza ciekawość, raczej lekkie rozczarowanie bo spodziewałam się czegoś innego. Mimo, to każdemu zainteresowanemu tematem polskiej kultury ludycznej gorąco polecam! 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  113,0 cm - 3,2  cm =  109,8 cm.     

wtorek, 30 listopada 2021

,,Ofiara dla kusiciela" Aleksander R. Michalak

 

Gabor Horthy powrócił! Jeszcze silniejszy, bardziej zdeterminowany by położyć kres mrocznemu dziedzictwu sięgającemu swoimi korzeniami wiele wieków wstecz. Tym razem źródłem tajemniczych wydarzeń jest tajemniczy obraz wyklętego, holenderskiego malarza. Każdy kto ma z nim do czynienia ginie w zaskakujących okolicznościach. Dla Horthy'ego jest to jednak kolejny element pozwalający na odnalezienie demonicznego źródła a w rezultacie unicestwienie go.

,,Ofiara dla kusiciela" to przygodówka idealna. Dynamiczna, zaskakująca, przepełniona aluzjami historycznymi i kulturalnymi, pędząca jak szalona przez kraje i kontynenty, nasycona niebezpieczeństwem i demonicznymi tajemnicami. Po słabszym drugim tomie, autor wreszcie wraca na właściwe tory i daje czytelnikowi dokładnie to czego oczekujemy. Emocje, akcję, tajemnice. Oraz bohatera, który ma za zadanie ogarnąć cały ten bałagan. Początkowo główny bohater jest odsunięty w cień. Pozwala to zawiązać się akcji, nabiera ona kolorytu, zostaje umiejscowiona w odpowiednim kontekście. Nie od razu wiadomo co łączy ją z poprzednimi tomami ale gdy zaczyna się klarować i równocześnie robić coraz niebezpieczniej, do akcji wkracza Gabor. I to z impetem. Potem jest tylko szybciej, mroczniej, bardziej zabójczo. Pojawiają się kolejne poszlaki, nowe tropy, wszystko pędzi jak szalone do oczywistego finału, o którym wiadomo tak naprawdę tylko jedno - nie obejdzie się bez ofiar.

,,Ofiara dla kusiciela" to dokładnie to na co liczyłam i czego oczekiwałam. Mroczna, przepełniona symboliką, nasycona historią opowieść. Tak wszystko się może zdarzyć bo po raz kolejny zło ściera się z ... no właśnie czym? Nie do końca można powiedzieć, że dobrem bo Gabor realizuje własne cele i próbuje przede wszystkim zwalczyć własnego przeciwnika. Sam też nie jest nieskazitelnym bohaterem. Jednak to on staje naprzeciw krwawym rytuałom, mrocznym dziedzictwom i organizacji, która od wieków karmi się strachem i krwią niewinnych. To on próbuje zidentyfikować ich źródła i raz na zawsze je unicestwić. I właśnie taki bohater zapewnia w powieści odpowiedni poziom adrenaliny,sprawia, że nie wieje nudą i szare, jesienne wieczory nabierają emocji. Jest dramatycznie, spektakularnie i mrocznie. Czegóż więcej trzeba by bez wyrzutów sumienia zaszyć się pod kołdrą? Zachęcam!

wtorek, 15 grudnia 2020

,,Żywoty diabłów polskich" Witold Bunikiewicz

 

Wydawnictwo Replika robi świetną robotę przygotowując i wydając książki, poświęcone szeroko pojętej demonologii polskiej. Odświeża wydania dzieł zajmujących się tym tematem. ,,Żywoty diabłów polskich" po raz pierwszy ukazały się przed II wojną światową, w 1930 roku, ale fakt ten nie nic nie zmienia, nadal czyta się to świetnie. Z zachwytem i zainteresowaniem wkracza się w świat ludowych podań, wiejskich bajań, których bohaterami są diabły - przebiegłe, sprytne, wiecznie knujące jak pozyskać dusze dla piekieł ale równocześnie co rusz przeganiane przez kropidło, znak krzyża czy wystrychnięte na dudka przez co sprytniejszego chłopa.

Zbiór legend i podań Witolda Bunikiewicza to nie lada gratka, dla wszystkich zainteresowanych tradycja polską. Ze swadą i lekkością przywołuje już trochę zapomniane legendy o najważniejszych polskich diabłach. Karty zbioru nie zamieszkują tylko, te najsłynniejsze jak Boruta czy Rokita, ale przewija się cały kalejdoskop diabelski: żarłoczny Fugus, uczony Merdasiński, pułkownik Rogaliński czy Niemiec Mefisto. Nie mają one łatwego żywota w Polsce. Nie tak łatwo wieść na pokuszenie polskie dusze i diabły muszą się trochę namęczyć, wymyślając kolejne podstępy i szukając sposobów na zwodzenie ludzi.

,,Żywoty diabłów polskich" to barwny, napisany z humorem i lekkością zbiór. Czyta się to wręcz jednym tchem. Opowieści wywołują śmiech ale równocześnie w tle skrywają wiele uniwersalnych prawd i idealnie pokazują niezmienialną  naturę ludzką. To idealne opowieści do czytania zarówno dla dorosłych jak i młodzieży. Z pewnością, każdy czytelnik będzie zachwycony odkrywaniem jak bogaty jest polski ,,diabelski krajobraz."

 p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 56,3 cm - 1,8  cm = 54,5 cm.

 

piątek, 26 czerwca 2020

,,W kręgu upiorów i wilkołaków. Demonologia słowiańska" Bohdan Baranowski


Jakiś czas temu czytałam książkę poświęconą demonologii i fascynującemu światu duchów w Japonii. Wtedy wydawało mi się niesamowitym i trochę dziwnym, że człowiek tak bardzo zapełnił otaczającą go rzeczywistość wszelkiej maści stworami. Wszystko jednak można było zwalić na karb specyfiki regionu, jego orientalizmu, egzotycznej kultury. No właśnie! Tylko co teraz? Bo nagle okazało się, że taki sam nadprzyrodzony świat istniał (istnieje?) obok nas, w Polsce, w samym centrum Europy.

Bohdan Baranowski to badacz folkloru działający w I połowie XX wieku. Można powiedzieć, że w ostatniej chwili, gdy jeszcze możliwe było dotarcie do ludzi, który żywo i szeroko mogą opowiedzieć o wierzeniach, przesądach czy legendach jakie wpływały na życie ludzi przez wiele stuleci. W XX wieku wiele z nich zostało wyrugowane przez działalność władzy socjalistycznej, postępujący proces oświatowy i ukulturalniający. Dziś z przymrużeniem oka potraktowalibyśmy każdego kto twierdziłby że spotkał diabła, boginkę czy południcę. Jeszcze sto lat temu to było powszechne i traktowane bardzo poważnie przekonanie.

Baranowski zbiera i podejmuje się próby usystematyzowania wszystkich legend, bajań, wierzeń. Z jego pracy wyłania się fantastyczny, nadprzyrodzony świat. Pola, lasy, jeziora, drogi, wioski, domy zapełniają się stworami, widziadłami, czarownicami czasem pomocnymi, czasem utrudniającymi życie. Człowiek oprócz zwyczajnej pracy i obowiązków musi także umieć sobie z nimi radzić i czasem próbować zyskać ich przychylność, czasem umieć z nimi walczyć. Wszystko to miało jeden, najważniejszy, podstawowy cel: miało wyjaśniać to co umysł ludzki nie umiał wyjaśnić - zjawiska pogodowe, niespodziewane choroby, zjawiska fizyczne, elektryczne, chemiczne. Łatwiej było przyjąć i zaakceptować coś co nagle znajdowało swoje wyjaśnienie. Smutne i tragiczne jest jednak uświadomienie sobie jak wielu ludzi ginęło lub cierpiało poprzez to myślenie: kobiety posądzone o bycie czarownicami, obcy brani za diabłów, chore, niepełnosprawne dzieci uważane za chowańców. Trudna i twarda rzeczywistość naszych przodków nabierała nowego wymiaru, zapełniając się dodatkowo magią i nadprzyrodzonymi mocami.

Z pewnością jest to praca, do której sięgnięcie gorąco zachęcam. Baranowski ciekawie i rzeczowo opowiada o wierzeniach, które kiedyś były powszechne. Prezentuje świat, wypełniony życie, magią, stworami. Świat niebezpieczny, zagrażający życiu ale fascynujący i przepełniony niesamowitym klimatem grozy. Pokazuje jak bogata jest i była nasza kultura ludowa. Nie ma co się zachwycać folklorem Japonii czy innych krajów, sami mamy swój własny barwny, fascynujący i tak samo niebezpieczny. Z pewnością warto go odkrywać. Polecam gorąco!

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 109,4 cm - 3,4 cm = 106,0 cm.

środa, 8 kwietnia 2020

,,Chodzi lisek koło drogi" Hanna Greń


,,Chodzi lisek koło drogi" to powrót do policjantów z Bielska. Nie ma chwilowo Nakiego, który w końcu dostał się do Szkoły Oficerskiej w Szczytnie. Jego miejsce zajęła ambitna i energiczna podkomisarz Mariola Konieczna. Kobieta przebojem wchodzi w męskie środowisko, początkowo zjednując sobie przyjaźń właśnie Nakańskiego i Wolfa. Szybko okazuje się, że te znajomości mogą okazać się pomocne gdy będzie musiała prowadzić dziwne i zaskakujące śledztwo w sprawie śmierci miejscowej prostytutki.

Drugi tom serii ,,Śmiertelne wyliczanki" obfituje w nieoczekiwane zwroty akcji i to w nim nie raz autorka prowadzi czytelnika na manowce. Śledztwo od początku nie jest łatwe, dużo niedopowiedzeń, błędnych tropów w zeznaniach świadków oraz cała lawina niuasów, które ujawniają skomplikowane relacje międzyludzkie. Z całej gmatwaniny poszlak, wątków i tropów tylko jeden wydaje się być wyraźny i jednoznaczny - bezpośrednie nawiązanie do dziecięcej wyliczanki. Podkomisarz Konieczna z towarzyszącym jej komisarzem Sokołowskim uparcie zmierzają do celu by odkryć tożsamość ,,Liska" i nie pozwolić mu umknąć przed wymiarem sprawiedliwości.

,,Chodzi lisek koło drogi" to lektura rozrywkowa ale bardzo przyjemna. Hanna Greń dołożyła wszelkich starań by stworzyć skomplikowaną zagadkę kryminalną, która nie da się zbyt łatwo rozwiązać. Dzięki temu lektura to czysta przyjemność, okraszona kluczeniem pomiędzy umiejętnie podrzucanymi błędnymi tropami. Jak w grze planszowej, która często powraca na kartach książki, tylko ten odgadnie rozwiązanie, kto uniknie pułapek i nie da się zaskoczyć. A że nie samymi zagadkami kryminalnymi człowiek żyje to dodatkowych emocji dostarczy wątek romansowy, który rozwija się z przytupem przez całą fabułę powieści.

środa, 16 października 2019

,,Wąż z Lasu Cedrowego" Aleksander R. Michalak


,,Wąż z lasu cedrowego" to drugi tom przygód Gabora Horthy'ego, nauczyciela akademickiego zafascynowanego demonologią, którego poznaliśmy w ,,Denarze dla szczurołapa". Przyznam, że ten europejski Indiana Jones przypadł mi do gustu i z niecierpliwością czekałam na kontynuację jego przygód.

Akcja powieści skupia się wokół niezwykłego projektu, który pragnie zrealizować pewien bogaty i ekscentryczny brytyjski milioner. W Libanie chce stworzyć biblijne zoo - miejsca gdzie zbierze wszystkie zwierzęta wymienione w Biblii oraz wszelkie powiązane z nimi artefakty. Projekt ambitny ale już od pierwszych jego chwil czuć, że dzieje się tam coś więcej. Zaczynają się rozgrywać tajemnicze wydarzenia a gdy dochodzi w końcu do śmierci, pojawia się niepokojąca myśl, że miejsce i przedsięwzięcie może być przeklęte. Jedną z osób, która podejmuje się zbadania tego co dzieje się w Libanie jest poznany w pierwszym tomie Włoch Andrea i to właśnie on ściąga Gabora. Razem zmierzą się z tajemnicami jakie skrywa Biblijne Zoo.

Prawie tak mocno jak nie mogłam doczekać się kontynuacji tak teraz jestem rozczarowana. Temat był elektryzujący i od razu nasuwał mi skojarzenie z serią ,,Poszukiwacze" Luisa Montero Manglano i moim ulubionym serialem ,,Supernatural". Wydawało mi się, że to wszystko to taki ewidentny samograj - interesujące połączenie przygody, tajemnicy, historii oraz elementów wyciągniętych z tajemnych i wymarłych wierzeń, szczególnie, że autor także jest specjalistą w swojej dziedzinie oraz że bardzo dobrze wystartował w pierwszej części. No i przyznam, że tutaj także początek jest z przytupem. Tajemnicze zdarzenia, dziwne zrządzenia losu, nieoczekiwane przypadki - wydawało by się mogło, że to powolne budowanie klimatu i wstęp do przygody, która zapadnie w pamięć. Ale tak naprawdę to wszystko. Prawdziwego napięcia starcza zaledwie na pierwszą połowę a potem jest już tylko poprawnie i nudno. I nawet mogłabym zaakceptować zakończenie gdyby do niego prowadził jakiś dramatyczny zwrot akcji, coś co rozwaliłoby całą intrygę. A tutaj autor próbował zaszokować - w sumie nie wiem po co, bo jedna z najbardziej tragicznych scen tuż przed finałem, jest absolutnie niepotrzebna - ale robił to bezcelowo i miałam wrażenie, że jest to na siłę wpychane.

,,Wąż z lasu cedrowego" miał potencjał, tylko trochę się on rozmył. Główny wątek powieści szybko stracił na dramaturgii a próba wyciśnięcia czegoś więcej z powiązania z akcją znaną z pierwszej części też niespecjalnie wyszła. Nie wiem z czego to wynika, może z pośpiechu ? Mam jednak nadzieję, że kolejne części, jeśli powstaną, będą lepsze, bardziej zaskakujące i udowodnią, że to tylko wypadek przy pracy.

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

,,Przeminą smutne dni" Edyta Świętek


,,Przeminą smutne dni" zamyka cykl nowohucki Edyty Świętek. Zaczyna się rok 1995, Polska się zmienia, czasy stają się coraz bardziej niepewne. Tak samo jak niepewne są losy bohaterów. Wiolka po odejściu z zespołu discopolowego i porzuceniu przez narzeczonego próbuje pogodzić się z sytuacją życiową i przygotować do roli samotnej matki. Zakochany w niej Tomasz Lorkowski skacze z dachu, co radykalnie zmienia całe jego życie. Marek, brat Wioli, trwa w szczęśliwym związku z Renatą ale równocześnie coraz bardziej popada w nałóg narkotykowy. Gosia wikła się w dziwną relację z starszym sąsiadem babki oraz coraz bardziej chudnie czego nikt zdaje się nie zauważać. Jedynie Adrian żyje spokojnie i jest jedynym, który tylko pośrednio obrywa od fal zmian jakie następują.

Ten tom nie oszczędzi bohaterów. Los jest dla nich bezwzględny i trudne, bolesne rzeczy muszą nastąpić aby niektórzy mogli przejrzeć na oczy, zobaczyć prawdę, dostrzec to co jest obok oraz nauczyć się życia. Nestorka rodu, Julia Pawłowska powtarza, że mimo wszystko warto jest mieć nadzieję na jutro. I chyba to jest najlepsze przesłanie tej książki. Złe, tragiczne wydarzenia mogą spaść na każdego, pojawić się w każdej rodzinie, ważne jednak by umieć się podnieść i iść nadal do przodu.

Po raz kolejny Edyta Świętek udowadnia, że umie opowiadać o zwykłych ludziach na tle autentycznych wydarzeń historycznych. Tutaj świetnie czuć klimat lat dziewięćdziesiątych, zmieniającego się społeczeństwa, tło stanowią autentyczne miejsca i wydarzenia ale nie przytłaczają one biegu opowieści, wręcz przeciwnie, dopełniają ją i stanowią jej integralną część.

Mimo, że ostatni tom jest bardziej gorzki niż słodki trudno jest mi się żegnać z bohaterami. Dzięki tej serii inaczej patrzę na Nową Hutę, miejsce które przed ponad rokiem stało się moim nowym domem. Już nie widzę tylko blokowisk ale zaczynam dostrzegać historię i klimat tej dzielnicy, co chyba można uznać za sukces tej serii. Polecam gorąco!

niedziela, 5 maja 2019

,,Mam chusteczkę haftowaną" Hanna Greń


,,Mam chusteczkę haftowaną" to moje pierwsze spotkanie z opowieściami kryminalnymi Hanny Greń. Spotkanie raczej przyjemne, chociaż nie obyło się bez zawirowań.

Prowincjonalne miasto, ze zwykłymi trochę przepracowanymi policjantami, na które spada nieoczekiwane i pozornie bez szans na rozwiązanie, zabójstwo. Przydzielony do niego aspirant Konstanty Nakański próbuje szukać jakiegoś tropu, który pozwoliłby mu choć trochę zbliżyć się do poznania prawdy. Jedynym tropem jest przesłana haftowana chusteczka z monogramem AB. Równocześnie młoda kobieta Eliza Rogowska w tragicznym wypadku traci oboje rodziców. Dziewczyna staje twarzą w twarz z sekretami, które ukrywano przed nią przez lata. Powoli musi poukładać sobie życie i okryć to co przed nią ukrywano. Losy Elizy i Kostka splatają się w pewnym momencie i to okazuje się, że mają ze sobą kilka punktów stycznych przez co nawzajem mogą sobie pomóc w odkrywaniu tajemnic.

Powieść Hanny Greń nie nazwałabym kryminałem, już bardziej opowieścią kryminalną, w której zagadka przeplata się z opowieścią obyczajową o odkrywaniu samego siebie i pokonywaniu przeszkód. Autorka dodała także delikatny wątek romansowy, który łagodzi wydźwięk całości i sprawia, że całość nie jest aż tak straszna i brutalna. A jaki jest właściwie ten główny wątek kryminalny? W moim odczuciu trochę nierówny. Początkowo zainteresował i wzbudzić ciekawość. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się więcej, jakie były motywy, co się wydarzyło, dlaczego? Autorka jednak skupiając się na realizmie pracy policjanta pozwoliła aby wszystkie emocje zostały stłumione przez szarą rzeczywistość i problem ze znalezieniem świadków i tropów. Był to moment, który ciężko było mi przetrwać ale cieszę się, że dałam radę bo chwilę później zaserwowana została niezła wolta, dzięki której wiele rzeczy zaczęło się rozjaśniać, akcja nabrała tempa i wszystkie elementy układanki zaczęły wskakiwać na swoje miejsce.

Ta powieść to z pewnością było ciekawe spotkanie i jestem przekonana, że jeszcze nie raz wrócę do rzeczywistości bielski policjantów by obserwować ich przy pracy oraz razem z nimi rozwiązywać kolejne zagadki kryminalne.

piątek, 21 grudnia 2018

,,Nie pora na łzy" Edyta Świętek


Bardzo przyjemnym zaskoczeniem była dla mnie wiadomość, że Edyta Świętek postanowiła rozpocząć nowy cykl, który powiązany jest ze ,,Spacerem Aleją Róż" - serią, która była moim pozytywnym odkryciem. Cykl ,,Nowe czasy" przenosi nas do Krakowa lat 90-tych - okresu barwnego, dynamicznego, gdzie rodziny się sukcesy i rozgrywały dramaty. Autorka nadal kontynuuje swoją przygodę z rodziną Szymczaków i Pawłowskich, skupiając się jednak na ich niewielkim wycinku jaki stanowi najmłodsze pokolenie.

Głównymi bohaterami nowej powieści stają się dzieci Karola Pawłowskiego - Marek, Adrian i Wiolka oraz rodzina Pawła Szymczaka. Młody Pawłowskim wiedzie się bardzo różnie, Adrian i Wiolka zakładają kapelę disco polo i odnoszą spektakularny sukces. Natomiast Marek po odbyciu zasadniczej służby wojskowej zderza się z nową rzeczywistością próbując znaleźć pracę pośród szalejącego bezrobocia. Najlepszym odbiciem sukcesów i porażek lat 90-tych jest Paweł Szymczak, drobny przedsiębiorca, krętacz, łapiący się wszystkich możliwych na szybki zarobek. Natomiast jego żona Andzia to schematyczna bizneswomen, przykład prywaciarza bezwzględnie wykorzystująca pracownice. W rodzinie Szymczaków odbija się rodzący kapitalizm oraz doskonale widać mentalność tych co w końcu dorwali się do pieniędzy i nie widzieli niczego poza nieustanną pogonią za zarobkiem.

Seria Edyty Świętek byłaby jednak niepełna gdyby nie pojawił się wątek romansowy. Miłość oczywiście się pojawia. Trudna, skomplikowana, trochę naiwna i ślepa. Nic nie jest takie jak powinno być. Są emocje: wybuchy namiętności, smutki i tęsknoty wybijające się z codziennej bieganiny i sprawiający, że nawet ci najbardziej racjonalni zachowują się nieracjonalnie.

Już nie mogę doczekać się kontynuacji. Wiele wątków zostało otwartych i już chciałabym dowiedzieć się jak to dalej się potoczy. Cóż pozostaje czekanie i nadzieja, że historia znajdzie swoje szczęśliwe zakończenie.

wtorek, 6 listopada 2018

,,Denar dla szczurołapa" Aleksander R. Michalak

Uwielbiam przygodówki, w których mieszają się tajemnica, historia a przygoda z każdą stroną tylko się rozpędza. ,,Denar dla szczurołapa" to właśnie taka wybuchowa mieszanka, stworzona przez debiutanta.

Aleksander R. Michalak zabiera czytelnika w niezwykłą, do reszty pochłaniającą wyprawę po współczesnej Europie w ślad za mroczną, zagrażającą wielu legendom. Jego punktem wyjścia jest doskonale wszystkim znana opowieść o szczurołapie z Hammeln. Opowieść o uprowadzeniu dzieci za zdradę rajców nabiera nowej, mrocznej i przerażającej głębi. Legenda ożywa i zaczyna zagrażać. Osobą, która postanawia odkryć co dokładnie kryje się za enigmatycznymi przekazami oraz zebrać w całość wędrujące przez wieki strzępki wiedzy jest węgierski uczony Gabor Horthy. W poszukiwaniu prawdy przemierzy Europę i Bliski Wschód by na koniec stanąć oko w oko ze Złem.

Gabor Horthy to naukowiec w typie Indiany Jonesa. Dobrze czuje się i w bibliotece i w pubie. Każda okazja jest dobra by poszerzać wiedzę oraz nie straszne mu żadne sekrety. Odważny, brawurowy, inteligentny. Ma dodatkowo mistrzowski talent do pakowania się w kłopoty by potem w wielkim stylu z nich wychodzić.

,,Denar dla szczurołapa" to świetna powieść. Bardzo dobrze skonstruowana, przemycająca sporo różnorakiej wiedzy oraz wykorzystująca popularną baśń by na jej kanwie stworzyć trzymającą w napięciu zagadkę. Idealnie równoważy się w powieści to co realne z tym co nierealne nie pozwalając na oderwanie się od lektury. I przede wszystkim nie widać w powieści, że została napisana przez debiutanta - styl jest lekki, wciągający. Każde przejście, wątek, zdarzenie dogłębnie przemyślane, pasujące do całości choć na wyjaśnienie niektórych trzeba czekać do końca. Ale dzięki temu cały czas czytelnik może cieszyć się zagadką i domysłami. I przede wszystkim Michalak nie stosuje zabiegów jak krótkie,poszarpane rozdziali w celu stopniowania napięcia. Akcja w jego powieści jest płynna, dynamiczna ale równocześnie emocje cały czas narastają. Ogromny plus ode mnie za to, bo nie wielu się to udaje.

Gorąco polecam a sama już czekam na kolejną cześć przygód doktora Horthy'ego.

niedziela, 27 maja 2018

,,Powiew ciepłego wiatru" Edyta Świętek


Nieubłaganie nadszedł moment, kiedy trzeba pożegnać się z sagą Edyty Świętek. Po raz ostatni zaglądamy do Nowej Huty, tym razem obserwując po raz kolejny zmagania życiowe rodzin Szymczaków i Pawłowskich, teraz na tle ostatniej dekady PRLu.

Choć wydawać by się mogło, że los już wystarczająco doświadczył bohaterów, nadal nie zapanował upragniony spokój. Jak zawsze powieść ma dwa wyraźne, główne wątki. Z jednej strony obserwujemy zmiany jakie zachodzą w polityce, sytuacji społecznej, historycznej, gospodarczej, z bliska obserwujemy wielkie i znaczące wydarzenia historyczne w których bohaterowie mają mniejszy lub większy udział. Ale to przede wszystkim bardzo dobra powieść społeczno-obyczajowa. Zmienia się układ pokoleń. Jedni się starzeją, oddając pola młodszym, z dystansu obserwując lub próbując reagować i zapobiec błędom, drudzy - szukają własnej drogi, popełniają błędy, szaleństwa, czasem płacą za to najwyższą cenę. Nie brak bolesnych rozstań, nieoczekiwanych pożegnań, trudnych decyzji - jest cała gama zachowań, tak zwyczajnych i tak ludzkich.

Zakończyłam literacki spacer aleją Róż. Dzięki temu roku jaki spędziłam z bohaterami powieści dowiedziałam się sporo o dzielnicy, w której sama od niedawna mieszkam. Trzeba autorce oddać, że stworzyła bardzo realistyczny i bliski obraz rodziny na tle wielkich oraz tych mniejszych wydarzeń z najnowszej historii Polski. Odmalowała obraz pełen niuansów środowiskowych i mentalnych tworzący klimat tego okresu. Jej bohaterowie są soczewką, w której skupia się przekrój całego społeczeństwa jakie tworzyło Nową Hutę. Są i ci waleczni ale i tchórzliwi, opozycja i współpracownicy, ci co uczciwie pracowali ale i ci co kombinowali. Są religijnie zaangażowani ale i ci wierni doktrynie partii. Pełna różnorodność. To wpływa i potęguje realizm tła.

Na koniec chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden element, chyba mało zauważany. Chcę podkreślić stylizację językową a szczególnie to z jaką łatwością Edyta Świętek wplata ją do powieści. Gwara krakowska i w szerszym znaczeniu małopolska, a szczególnie ta z okolic Limanowej to moja codzienność. Jednak czym innym jest używać jej na co dzień w rozmowie a czym innym widzieć na kartach powieści. Autorka płynnie wplata regionalizmy, dopełniając wizerunku miejsca, sprawiają, że staje się on kompletny. Dzięki temu jej bohaterowie nie mówią literacką polszczyzną, ale mówią normalnie, zwyczajnie, czasem bardziej gwarowo czasem wplatają typowe regionalne zwroty.

Trudno się rozstać z bohaterami ale wiem, że spędziłam z nimi bardzo dobrze czas. Wzruszałam się i uśmiechałam się. Poznawałam historię i cieszyłam z osobistych sukcesów. Razem z nimi przeżywałam porażki i miałam nadzieję na lepsze jutro. Jak z rodziną. I jak rodzinę ich żegnam.

poniedziałek, 19 lutego 2018

,,Szarość miejskich mgieł" Edyta Świętek



Mówi się, że najlepiej widać upływ czasu po dzieciach. Dopiero były raczkującymi brzdącami a teraz już są prawie dorosłymi. Tak samo jest z upływem czasu w rodzinie Szymczaków i Pawłowskich. Karol dopiero co był pędrakiem wychowywanym przez wszystkich a teraz sam wchodzi w dorosłość i musi na własnej skórze przekonać się jaka jest szara, peerelowska rzeczywistość. To na nim, jako najstarszym przedstawicielu nowego pokolenia, w głównej mierze koncentruje się ten tom. Chłopak w krótkim czasie wystawi na poważną próbę przyjaźń z dziecięcych lat, los z niego okrutnie zakpi gdy pierwszy raz się zakocha, będzie musiał zmierzyć się z sekretami, przed którymi próbowali chronić go rodzice i reszta rodziny.

Nie obejdzie się bez małych i większych dramatów także u pozostałych przedstawicieli rodziny. Będą jak zawsze sukcesy, radości, łzy, bolesne pożegnania ale i zapanuje względny spokój. Po raz kolejny autorka umiejętnie przeplata wydarzenia historyczne z fikcją literacką. Teraz sporo miejsca poświęca studentom i ich walce z władzą. To właśnie młodzi, gorącokrwiści zapaleńcy będą próbować zmienić świat. Na kartach książki przywołane są trudne wspomnienia: starcie studentów z robotnikami w 1968 roku, wydarzenia 1970, które doprowadziły do obalenia Gomułki ale także wiele pozornie błahych ale charakterystycznych dla tego okresu zdarzeń. Gdzieś pośród tego zła i brutalności, głupoty oraz złośliwości zawsze znalazło się miejsce na miłość, radość, rodzinę.

,,Szarość miejskich mgieł" to przedostatnie spotkanie z Szymczakami. Przyzwyczaiłam się na tyle do stylu pisarstwa Edyty Świętek, że wiele wydarzeń bardzo łatwo ze sporym wyprzedzeniem byłam w stanie przewidzieć. To jednak w żaden sposób nie odebrało mi przyjemności z lektury. Autorka po raz kolejny udowadnia, że umie opowiadać o Nowej Hucie. Pokazuje jej kolejne oblicze, tym razem z lat siedemdziesiątych. Z ogromną wrażliwością i subtelnością mówi o tej dzielnicy, pokazuje jej piękne strony tak, że nie mogę się doczekać wiosny by ruszyć na spacer w poszukiwaniu miejsc bliskich bohaterom ale też nie omija spraw trudnych i bolesnych. Umiejętnie je równoważy tworząc wciągającą opowieść.

poniedziałek, 30 października 2017

,,Drzewa szumiące nadzieją" Edyta Świętek


Trzeci tom opowieści o rodzinie Szymczaków przypada na trudny przełom lat 50-tych i 60-tych XX wieku. Pozornie wydaje się, że w rodzinie zapanował spokój. Ciężko doświadczony przez los Bronek w końcu odnalazł swoje szczęście u boku ukochanej w Bogusi a i reszta rodziny w pełni osiedliła się już w Nowej Hucie. Nawet do Julii los się uśmiecha i pozwala jej pokonać trudne wspomnienia. Jednak licho nie śpi i nie pozwala o sobie zapomnieć. Okres ten dla mieszkańców Nowej Huty to walka o możliwość budowy kościoła. Początkowe nadzieje i plany zostają zniszczone przez partyjną politykę. Wydarzenia jakie rozegrają się na osiedlu Teatralnym po raz kolejny boleśnie naznaczą rodzinę. Wystawią na ciężką próbę ich wzajemną solidarność i jedność.

,,Drzewa szumiące nadzieją" zaczynają się bardzo optymistycznymi akcentami. Można mieć poczucie, że wreszcie nadszedł koniec na pasmo plag jakie dosięgają Szymczaków. Czuć powiewy wiosny a z nią radości, miłości i rodzącego się życia. Zresztą Szymczaki w pełni to wykorzystują - rodzina się powiększa o kolejne dzieci. Większość małżeństw boryka się z swoimi problemami. Pokazane są chyba najczęstsze bolączki z jakimi związki muszą się uporać: alkoholizm, zdrada, bierność, zazdrość, problemy mieszkaniowe. I o ile większość wątków poprowadzona jest bardzo rzetelnie w możliwie jak największym stopniu oddającym realizm okresu to nie można nie zauważyć, że dwa bardzo się wyróżniają: cukierkowo-romantyczny Julii i trochę absurdalny Andrzeja.

W tym tomie znów dosyć mocno zaznacza swoją obecność historia. Nowa Huta się rozrasta, nabiera kształtów zarówno fizycznych jak i światopoglądowych. Wielu mieszkańców deklaruje swój ateizm tak jak powieściowi Leszek i Kazimiera ale wielu jest też takich, który nadal pozostają wierni wierze i Kościołowi. Uparcie upominają się o swoją świątynię. To właśnie walka o nowohucki kościół stanie się osią tej części. Wszystkie najważniejsze momenty będzie można obserwować oczami Szymczaków, którzy znajdą się w centrum zdarzeń.

,,Drzewa szumiące nadzieją" nie ustępują poprzednim tomom. Wiele wątków znajduje tutaj swój koniec ale na ich miejscu pojawiają się nowe, nie mniej skomplikowane. Pozostaje tylko czekać na kolejny tom by znaleźć w nim odpowiedzi. Polecam!

piątek, 30 czerwca 2017

,,Łąki kwtnące purpurą" Edyta Świętek


Los nadal nie oszczędza rodzeństwa Szymczaków. Do Bronka i Julki zamieszkujących prężnie rozwijającą się Nową Hutę kolejno dołączają Andrzej, Krystyna i Leszek. Najmłodsza dzielnica Krakowa staje się dla nich domem i miejscem gdzie rodzącą się i umierają ich plany i nadzieje. Każde z rodzeństwa musi mierzyć się z własnymi problemami. Bronek utknął w nieszczęśliwym małżeństwie z barmanką Haliną. Julka próbuje odnaleźć się w pracy zawodowej. Andrzej przygnieciony rozpaczą po śmierci ukochanej Agaty zaczyna szukać swojej drogi. Krystyna marzy o wyrwaniu się z marazmu kołchozowej rzeczywistości. Leszek porzuca wojskową karierę. Nawet pozostała w domu Dorota zaczyna otwierać się na ludzi i znajduje miejsce dla siebie. Ich los to pasmo trudności i kłopotów przeplatane chwilami szczęścia. Uparcie brną do przodu, nie poddają się, szukając szczęścia, miłości i przede wszystkim upragnionej normalności. O to ostatnie najtrudniej. Rzeczywistość lat 50-tych jest trudna i niepewna. Trwa prześladowanie Kościoła przez władze komunistyczne, zaczyna brakować towarów, nadal uparcie realizowane są kolejne plany wieloletnie, ludzie boją się donosów i nieustannej inwigilacji.

Drugi tom cyklu ,,Spacer Aleją Róż" w niczym nie ustępuje pierwszemu. Autorka umiejętnie snuje ciekawą opowieść o Szymczakach na tle prawdziwych zdarzeń historycznych. Równocześnie, cały czas kreśli fascynujący obraz jeszcze jednego bohatera - Nowej Huty. Łatwo sobie wyobrazić jak rosną tam mury i jak bardzo zmienia się życie jej mieszkańców. W tego połączenia wyłania się pasjonująca historia, od której trudno się oderwać. Nieustanne zawirowania w życiu bohaterów, zagmatwane relacje w jakie się wplątują skutecznie przyciągają uwagę. A finałowa volta jaką zaserwowała nam autorka sprawia, że nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Polecam!

poniedziałek, 27 lutego 2017

,,Cień burzowych chmur" Edyta Świętek


,,Cień burzowych chmur" to początek zaplanowanej na pięć części sagi rodzinnej rozgrywającej się na tle rodzącej się Nowej Huty. Rodzina Szymczaków należała do pierwszych gospodarstw w fikcyjnych Pawlicach leżących gdzieś w powiecie limanowskim. Reforma rolna lat powojennych pozbawiła ich jednak majątku i zmusiła najstarszego, Bronka do szukania szczęścia i własnego miejsca w budującym się ,,nowoczesnym mieście".

Przyznaję, że chciałam się do czegoś przyczepić. Wytknąć banalność lub dostrzec nieścisłości. Jednak jeśli nawet jakieś były, nie widziałam ich wciągnięta w nurt ciekawej i pasjonującej historii. Nie pamiętam, kiedy ostatnio bohaterowie tak szybko stali mi się bliscy. Obserwując ich zmieniające się koleje losu, następujące po sobie przeciwności i dramaty, które spokojnie i z chłopską (to wcale nie jest negatywne określenie) dumą znoszą by później podejmować kolejne wyznawania - trzymałam za nich kciuki, cicho wierząc, że gdzieś tam jest dla nich szansa. Bo przecież musi być dobro, muszą się podźwignąć i odzyskać to co stracili. Wiem, że na to wszystko jeszcze za wcześnie, to dopiero pierwszy tom i wszystko jeszcze przed nami.

Ale powieść to nie tylko świetnie napisana obyczajówka, jej ogromnym plusem jest też realnie i z dużą dbałością o szczegóły nakreślone tło historyczne. Widzimy jak pną się w górę mury Nowej Huty, jak tętni życiem Meksyk, dane nam jest poczuć co czuli wywłaszczani rolnicy. Czuje się chaos i bezprawie lat powojennych. Na nowo odkrywa się świat rodzącego się socjalizmu gdy jedni zyskiwali a drudzy tracili wszystko.

Na moją ocenę duży wpływ wpływ miał fakt, że powieść opisuje bliskie mi  strony - okolice Limanowej i Kraków. Ale nie mogę zaprzeczyć, że fabuła broni się sama. Delikatna, spójna i bogata w szczegóły stanowi genialny wstęp (do mam nadzieję) dobrej serii, na której kontynuację czekam niecierpliwie. Polecam!