Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandra Zaprutko-Janicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandra Zaprutko-Janicka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 września 2017

,,Okupacja od kuchni" Aleksandra Zaprutko-Janicka


Niby to banał ale każdy musi jeść. I nie ważne jak straszne, tragiczne zdarzenia rozgrywają się naokoło. Na pierwszy plan zawsze wyjdzie kwestia jedzenia.

Aleksandra Zaprutko-Janicka w swoje publikacji próbuje opowiedzieć o tym jak wyglądało żywienie i kwestia pożywienia w trakcie II wojny światowej. Skoncentrowała się na klasie średnie i inteligenckiej (czyli ówczesnych odpowiednikach dzisiejszych czytelników tej książki). Pokazuje jak bardzo zmieniło się ich życie i jak wiele wysiłku oraz pomysłowości musiało kosztować panie domu przygotowanie nawet najprostszego posiłku. Sklepy nie działały, reglamentacja pożywienia była kpiną, brakowało wielu składników a ludzie musieli żyć i walczyć. Wtedy do głosu doszła polska pomysłowość. Prawie wszystko można było wykorzystać: obierki, żołędzie, brukiew. Nagle park stał się działką. I, niestety, wiele zwierząt, o których wcześniej nie pomyślano by w kategoriach posiłku, jak konie, koty, gołębie, nagle nimi się stało.

Chyba jednak największymi bohaterami tej książki są tysiące bezimiennych ochotników, który ryzykowali swoje życie wyruszając na szaber i poświęcając się by przeszmuglować jedzenie ze wsi do miasta. Fakt, że nie działali do końca z bezinteresownych pobudek wcale nie umniejsza ich odwagi.

,,Okupacja od kuchni" to kolejny ciekawy i pełen niezwykłej oraz nieoczywistej historii. Zbliża się bardzo mocno do zagadnień, które są bliskie zwykłemu Polakowi i pokazują zupełnie inne, bliższe, bardziej swojskie oblicze Wielkiej Historii. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 40,6 cm - 2,5 cm = 38,1  cm                  

niedziela, 2 kwietnia 2017

,,Piękno bez konserwantów" Aleksandra Zaprutko - Janicka


Gdy otworzymy współczesne czasopisma, włączymy telewizję czy Internet może nam się wydawać, że walka o piękno i młodość to współczesny wynalazek. Bo przecież mamy kolejne generacje kosmetyków, coraz nowocześniejsze zabiegi, posiadamy większą wiedzę i świadomość tego jak pewne czynniki czy zachowania oddziałują na nasze ciało. A gdy do tego dodamy jeszcze takie pojęcia jak ,,organiczne" czy ,,ekologiczne" lub moje ulubione ,,naturalne" jesteśmy przekonani, że to wszystko osiągnęli sami, współcześnie a przed nami pokolenia żyły w brudzie, były zaniedbane i (wybaczcie) brzydkie.

Nic bardziej mylnego. Już nasze babcie i prababcie znały wiele sposobów jak zadbać o swój wygląd i podkreślić urodę. Najważniejsze jest właśnie to, że to one robiły jak najbardziej naturalnie, nie stosując takiej ilości środków chemicznych jakie my mamy obecnie do swojej dyspozycji. Aleksandra Zaprutko-Janicka postawiła zrobić przegląd przedwojennej prasy i różnych publikacji a potem zaprezentowała nam w skondensowanej formie najważniejsze działania ówczesnych elegantek. Nakreśliła ciekawie tło historyczne i społeczne oraz podzieliła się własnymi dociekaniami w gestii ówczesnych kosmetyków oraz tego jak współcześnie można je pozyskać. Jej publikacja to świetny punkt wyjścia dla wszystkich osób, które szukają alternatywy dla chemicznych środków. Każdy rozdział, czy to poświęcony dbaniu o cerę, ręce, włosy kończy się serią prostych porad i receptur.

Ale to nie jest jednak poradnik kosmetyczny. To świetna podróż w przeszłość, pomagająca inaczej spojrzeć na okres pomiędzy wojnami. Pokazuje jaka rewolucja dokonała się w zachowaniu i postrzeganiu kobiet, jak z rewolucyjnymi zmianami musiały się zmierzyć a przy tym nie utraciły podstawowych kobiecych zachowań jak dbanie o własną urodę. Cóż, pozostaje nam tylko zazdrościć naszym prababciom zaradność i sprytu w takich ilościach w jakich one się tym odznaczały. Polecam.