Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje książki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 maja 2025

,,Noce w Rodanthe" Nicholas Sparks

 

Tytuł oryginału: Nights in Rodanthe

Mam wiele książek, które wpisują się nurt guilty pleasure ale z pewnością największym są książki Nicholasa Sparksa. Uparcie co rok, wracam do nich i czytam kolejną, wiedząc już na wstępie, jak będę reagować.

Tym razem bohaterami są Adrienne i Paul. Oboje w średnim wieku, dźwigający na swoich ramionach ciężar doświadczeń. Ona nie pogodziła się jeszcze, że mąż zostawił ją dla młodszej. On zrobił rachunek sumienia i postanowił zmienić swoje życie. Jednak zanim ruszą do przodu spotykają się na kilka dni, w trakcie huraganu w opustoszałej gospodzie tuż nad brzegiem morza. To spotkanie odciśnie na nich piętno i zmieni ich spojrzenie na świat.

Tym razem Sparks opowiada o miłości, która może zdarzyć się dokładnie wtedy gdy wydaje się, że wszystko się już skończyło. Kilka dni, parę momentów wyrwanych z życia, tak innych, że wręcz nieprawdopodobnych a jednak decydujących o wszystkim. To właśnie te kradzione chwile staną się drogowskazem i nauczą co jest najważniejsze w życiu. ,,Noce w Rodanthe" to króciutka, prosta historia, wręcz epizod. Jednak kolejny raz Sparks wycisnął z niej co się dało, serwując całą gamę emocji. Nieważne czy się chce czy nie, na koniec i tak się pociąga nosem. A pozornie nie ma tam nic oprócz tego, do czego już zostaliśmy przyzwyczajeni. Może banał, może kicz, jednak w tej historii jest coś, co porusza. A że u Sparksa nie ma co oczekiwać na prosty happy end to wiadomo, że wszystko jest możliwe. I nie zawsze prawdziwa miłość oznacza spędzenie z sobą każdej chwili aż po wieczność. 

 

p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 97,6 cm - 1,9 cm = 95,7 cm.

niedziela, 16 lutego 2025

,,Wartka śmierć" Robert Galbraith

Tytuł oryginału: The Running Grave

 Mimo, że z niecierpliwością czekałam na kolejny tom o detektywie Cormoranie Strike'u i jego asystentce i nawet zaraz po polskiej premierze, ,,Wartką śmierć" kupiłam. To jednak musiała przeleżeć rok na półce, żebym po nią sięgnęła. Z jednej strony żałuję, że tyle mi zeszło ale równocześnie się cieszę bo czas oczekiwania na ósmy tom jest zdecydowanie krótszy.

,,Wartka śmierć" to genialna historia, która oddziałuje na czytelnika na kilku poziomach. Zaczyna się kilka miesięcy po finale poprzedniego tomu. Strike i Robin personalnie są w lekko skomplikowanej sytuacji. On zdał sobie sprawę ze swoich uczuć, ona coraz bardziej angażuje się w nowy związek. Ich relacja jest nadal przyjacielsko-partnerska ale podszyta czymś nie do końca określonym. Do tego dochodzi nowa sprawa. Syn zamożnego arystokraty znalazł się pod wpływem prywatnego kościoła, który ma wszystkie cechy sekty. Gdy wszystkie środki zawodzą aby wydostać chłopaka spod ich wpływu, arystokrata zwraca się o pomoc właśnie do Strike'a. Jedynym sposobem rozpracowania kościoła wydaje się infiltracja. Na ochotnika zgłasza się Robin. Zaczyna się niebezpieczna gra, która zagraża życiu oraz mocno odbija się na psychice.

Siódmy tom cyklu stworzonego przez J.K. Rowling pod pseudonimem Roberta Galbraitha jest genialnym połączeniem sprawnej intrygi kryminalnej z dusznym, mrocznym thrillerem psychologicznym. Autorka drobiazgowo przygotowuje czytelnika na to co ma się wydarzyć. Zanurza go stopniowo w mackach sekty. Doskonale opisuje mechanizmy jakie są stosowane oraz efekty jakie może to przynieść. Wokół Robin ale i pośrednio wokół czytelnika narasta poczucie strachu, klaustrofobii, szaleństwa. Jest mnóstwo majaków, pustego bełkotu oraz niedopowiedzeń czy przemilczeń wynikających z lat prania mózgu. I właśnie pomiędzy tym trzeba dokopać się do prawdy. ,,Wartka śmierć" jest mroczniejsza, mocniejsza w warstwie psychologicznej niż poprzednie tomy. To nie tylko zwyczajna detektywistyczna robota, łączenie pozornie nic nie znaczących wątków czy śledzenie podejrzanych. Ten tom przybliża realne zagrożenie, ignorowane przez społeczeństwo, ale mogące zagrażać zarówno fizycznie jak i psychicznie.

Główny wątek jest mocny i momentami przytłaczający ale mówi też dużo w kontekście relacji Strike-Robin. To co dzieje się pomiędzy nimi jest chwilowo bardzo zagmatwane ale zdecydowanie czuć, że coś się zmienia, szczególnie, że w tle doszło do znaczących przełomów. Przyznam, że bardzo kibicuję ten relacji i jestem ciekawa jak ona się rozwinie, bo jak na razie jest więcej pytań niż odpowiedzi.

,,Wartka śmierć" jest może trochę za długa. Wątek sekty jest genialny ale także mocno obciążający, szczególnie, że został rozciągnięty na taką objętość. Jednak mimo, to całą książkę czyta się w ekspresowym tempie. A największa zasługa to wciągającej, realistycznej akcji oraz bardzo dobrze oddanych emocji postaci. Czuć każdą emocję, każdy dreszcz niepokoju. Ale też do samego końca trzyma czytelnika w napięciu i nie pozwala zbyt wcześnie odkryć odpowiedzi na pytania. Zapewniam, że będzie szokująco!

p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 158,1 cm - 6,2 cm = 151,9 cm.    

 

niedziela, 23 czerwca 2024

,,Rytuały" Dimitris Xygalatas

Tytuł oryginału: Ritual: how seemingly senseless acts make life worth living

 Zastanawialiście się kiedyś jaką rolę w naszym życiu odgrywają rytuały? Po co właściwie organizuje się chrzciny, wesela? Po co urządzamy przyjęcia z okazji urodzin? Uroczystości na zakończenie roku szkolnego? Pozornie spokojnie można by się bez tego obejść co doskonale pokazał rok pandemiowy 2020. Wszystko sprawnie działało, dzieci się rodziły, małżeństwa były zawierane, młodzież zaliczała kolejne stopnie edukacji jednak każdy miał poczucie, że jest to jakieś niepełne. Czegoś zabrakło, czegoś zostaliśmy pozbawieni. No właśnie, zabrakło rytuału, który temu powinien towarzyszyć.

Autor już na samym początku pracy poświęconej rytuałom, podkreśla, że właściwie są one bez sensu. Nie wnoszą nic nowego, nie zmieniają okoliczności i spokojnie można by się bez ich obejść ale paradoksalnie społeczeństwo (żadne) nie umie bez nich egzystować. Wcześniej przywołałam przykłady związane z moim kręgiem kulturowym czyli polsko-katolickim, jednak autor idzie znacznie dalej i pokazuje przykłady z różnych kultur zarówno z tych pierwotnych jak i rozwiniętych. I wnioski są jednoznaczne - potrzebujemy rytuałów, czyli czegoś co porządkuje nasze życie, wprowadza stałe powtarzalne elementy, określa tożsamość i przynależność do grupy. I paradoksem jest, że im bardziej skomplikowany czy wymagający rytuał tym buduje on większe poczucie zależności. Autor odwołuje się tutaj głównie do tradycji wielu krajów związaną z chodzeniem po ogniu. Ten bolesny i wymagający rytuał prowadzi do szokujących wniosków - reakcja organizmu nie jest zgodna z reakcją mózgu. Mózg czuje spokój, odprężenie podczas gdy całe ciało szaleje ze stresu. Paradoks.

Nie da się żyć bez rytuałów. I nie ważne czy to jest coś związane z religią, kulturą, społeczeństwem czy czymś zdecydowanie mniejszym jak symboliczny kopniak od przyjaciela przed egzaminem, potarcie talizmany przed stresującą rozmową kwalifikacyjną czy ... nawet wspólna zespołowa kawa w pracy. Tak, to wszystko rytuały i mają one ogromne znaczenie. Przede wszystkim wprowadzają rutynę i spokój do naszego zagonionego świata, identyfikują jako członków określonej społeczności, nadają znaczenie i wartościują zachowania, są takim placebo dla mózgu i punktami kontrolnymi. Nie da się od nich uciec a jeśli jakieś nawet próbuje się wyrugować to na ich miejsce pojawiają się nowe (np. festiwal The Burning Man w Stanach czy zastąpienie uroczystości chrztu przez baby shower). Te pozornie bezsensowne, nieuporządkowane, czasem bezcelowe działania są podwaliną cywilizacji i wbrew pozorom od nich bardzo, bardzo dużo zależy a odebranie ich powoduje niepokój, stres i zakłóca naturalny porządek. Dlatego polecam lekturę ,,Rytuałów" bo to fascynująca praca uświadamiająca rzeczy pozornie oczywiste i w bardzo przystępny sposób je wyjaśniająca. 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 62,3 cm  - 1,9  cm = 60,4 cm. 

niedziela, 7 kwietnia 2024

,,Black Bird Academy. Zabij mrok" Stella Tack

Tytuł oryginału: Blackbird Academy. Töte die Dunkelheit

 Czy życie może być bardziej podle? Młoda nowojorska kelnerka dochodzi do siebie po rozstaniu z długoletnim chłopakiem. Współlokatorki postanawiają ją wyrwać z marazmu i namawiają na wspólny wypad do klubu. Pomysł ten mógłby skończyć się nawet dobrze, bo w klubie Leaf wpada w oko przystojniakowi, z którym decyduje się na one night stand tylko, że ... No właśnie przystojniak jest demonem, oczekującym od niej czegoś zdecydowanie innego niż szybki numerek. Jednak nic nie idzie tak jak powinno i gdy Leaf się budzi, okazuje się, że jest w lochu i w wyniku nieudanego opętania dzieli ciało z demonem. Wtedy też poznaje zupełnie nowe oblicze świata - nie jest on taki jednowymiarowy i kryje w sobie wiele tajemnic. Jedną z nich jest istnienie egzorcystów i ich Black Bird Akademy zlokalizowanej na jednej z nowojorskich wysp. Leaf nie jest już człowiekiem ale nie jest też demonem -  jest zagadką i czymś co nie wszystkim pasuje. Jej obecność w murach akademii wywołuje poruszenie i niechęć, jednak szkolenie się zaczęło i jej opiekunem zostaje Falco, w którym dziewczyna budzi wiele sprzecznych emocji.

Z pewnością, sama nigdy bym nie sięgnęła po książkę ,,Black Bird Academy. Zabij Mrok". Miałam, w swojej czytelniczej przeszłości, epizody z podobnymi książkami ale zdecydowanie nie jest to moja stylistyka. Traktuję je z przymrużeniem oka raczej jako odskocznię od tego co normalnie czytam oraz okazję do sprawdzenia co w piszczy w innych kręgach niż moje. Dlatego gdy dostałam tę do recenzji podeszłam do niej na luzie i bez oczekiwań. I to chyba zdecydowało o tym, że bawiłam się świetnie w trakcie lektury.

Powieść mocno oparta jest na schematach. Młoda, niewinna dziewczyna, która trafia nie tam gdzie powinna i musi zawalczyć o siebie. Mroczna, gotycka, tajemnicza akademia zarządzana przez ludzi sterujących światem. Świat, który nie jest taki jakby się wydawało i skrywa swoje drugie oblicze pełne monstrum i zła. Tajemniczy, niechętny, gburowaty bohater, skrywający swoje cieplejsze oblicze. Nie mówcie, że to wszystko nie brzmi znajomo. Jednak to wcale nie jest krytyka bo książka ma świetne tempo, świetne wyczucie postaci, całe pokłady ironicznego humoru oraz w całkiem niezły sposób buduje poczucie niepokoju i zagrożenia co sprawia, że czyta się to jednym tchem. Autorka wykorzystała wiele znanych i popularnych motywów w zaskakujący sposób tworząc coś świeżego i interesującego. Ani przez chwilę nie czuć nudy. Jest mrocznie, intensywnie, niebezpiecznie, emocjonująco i seksownie a zarazem wszystko podszyte jest ironią.

Nie umiem podejść to tej książki na poważnie ale to nie znaczy, że ją źle oceniam. Może po prostu mam więcej lat niż grupa docelowa ale i tak bawiłam się świetnie. Jak dla mnie jest to przykład dobrze napisanej literatury rozrywkowej, które garściami korzysta ze schematów popkulturalnych jednak w zupełnie nowy sposób. Szybka, pełna zwrotów akcja, bardzo dobrze wykreowane postacie i mroczne tło - czy trzeba czegoś więcej? Mimo, że nadal nie uważam się za fana motywu ,,dark academy" czy ,,romantasy" to chyba za jakiś czas sprawdzę co dalej z bohaterami bo czuję się zaintrygowana zakończeniem. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Jaguar


p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 113,1 cm - 3,8 cm = 109,3 cm. 

sobota, 9 marca 2024

,,I wciąż ją kocham" Nicholas Sparks

Tytuł oryginału: Dear John

 Dzisiaj sobie uświadomiłam, że Nicholas Sparks to autor, którego czytam z zaskakującą regularnością. Dokładnie jedna książka rocznie. Właściwie nie wiem, co mnie do niego ciągnie bo zazwyczaj przed rozpoczęciem lektury wiem, że będzie romantycznie, ckliwie i będę się zastanawiać, czemu ja po raz kolejny daję się na to nabrać. Szczególnie, że najczęściej spotykamy się z podobnymi motywami. A gdy jeszcze dawno, dawno temu widziałam ekranizację to jestem prawie pewna, że nic nie jest mnie w stanie zaskoczyć.

Początkowo ,,I wciąż ją kocham" to banalna historia. Właściwie pierwsze pół książki to opowieść o spotkaniu i zakochaniu się w sobie dwójki zupełnie zwyczajnych młodych ludzi. John, wrócił do domu na przepustkę, Savannah przyjechała do miasteczka aby budować domy dla ubogich. Jedna chwila, jedno małe zrządzenie losu i losy tych dwojga się przetną. I nie jest to opowieść o pokonywaniu przeciwności losu - to słodka, urocza, zwyczajna historia dwójki zakochanych. Jednak urlop dobiega końca, John wraca do jednostki a Savannah na uczelnię. I wtedy zaczyna się ta trudniejsza część historii. Związek na odległość nigdy nie jest łatwy, szczególnie że okoliczności tego też nie ułatwiają.

,,I wciąż ją kocham" to opowieść pozbawiona ładunku emocjonalnego, który znamy na przykład z ,,Pamiętnika" czy ,,Dla Ciebie wszystko". Jest bardzo zwyczajna i chyba dlatego bardzo bliska. Tutaj nie ma wielkich tragedii (chociaż przeciwności losu i dramaty są obecne) raczej kolejny raz Sparks pokazuje, że życie nie toczy się tak jakbyśmy chcieli to zaplanować w wieku dwudziestu lat. Przykład bohaterów pokazuje, że czasem wielka miłość nie wystarczy bo trzeba brać pod uwagę także innych ludzi oraz okoliczności. Trzeba wybierać i coś poświęcić, kogoś zranić. To też opowieść, że można kochać na wiele sposobów i nie zawsze nasze uczucia są najważniejsze. Ta powieść może tak nie wzrusza, nie oddziałuje na emocje ale z pewnością uspokaja, przywraca nadzieję i zapewnia zastrzyk optymizmu. To po prostu dobra, zwyczajna historia pokazująca jak nieoczywistymi drogami biegnie prawdziwa miłość.

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 129,2 cm - 2,7 cm = 126,5 cm. 

 

wtorek, 30 stycznia 2024

,,Wichry Camino" John Grisham

Tytuł oryginału: Camino Winds

 Po kilkuletniej przerwie wracam na wyspę Camino i do księgarni Bay Books w, najbardziej dramatycznym z możliwych, momencie. Zamiast wyczekiwanego spotkania autorskiego nad wyspę nadciąga huragan i stanie się on idealną przykrywką dla zbrodni (prawie) doskonałej. W trakcie szalejącego żywiołu ginie jeden z rezydujących na wyspie pisarzy. Coś co ma wyglądać jak wypadek budzi wątpliwość najpierw dorabiającego w księgarni studenta a następnie dobrze nam znanego Bruce'a Cable'a. Zdając sobie sprawę, że po szaleństwie jakie nawiedziło wyspę, służby będą mało skuteczne, sami zaczynają prywatne śledztwo, które poprowadzi ich w nieoczekiwanym kierunku, a tropem będzie ...oczywiście ...książka.

,,Wichry Camino" to trochę inne oblicze Johna Grishama ale paradoksalnie, mam wrażenie, że bardzo spójne, z jego całą twórczością. Właściwie można nakreślić granicę podziału i pokazać dwa zupełnie odmienne oblicza całej opowieści. Pierwsza połowa to trochę zabawa, parodia kryminału i powieści detektywistycznej. Trzech domorosłych śledczych - pisarz, księgarz i student, próbują rozwikłać zagadkę śmierci czwartego. Obok nich niespecjalnie ogarnięci policjanci i cała ferajna barwnych mieszkańców Camino, na tle żywiołu. Nie sposób się nie uśmiechnąć i nie traktować tego z przymrużeniem oka. Potem jednak zaczyna robić się poważniej i wtedy zaczyna dochodzić go głosu Grisham - celny obserwator społeczny. Po raz kolejny na tapecie znajdują się kontrowersyjne tematy społeczne, aktualne z perspektywy mieszkańca Stanów Zjednoczonych, ubrane jednak w sensacyjny i trochę przerysowany kostium. Akcja nabiera tempa, jest bardziej sensacyjna, niebezpieczna i nieoczywista. Budzi niepokój i próbuje pokazać co tkwi wewnątrz wielkiej korporacyjnej maszynerii. Czy jednostka może podjąć skuteczną walkę?

,,Wichry Camino" to nie jest thriller prawniczy jakiego spodziewalibyśmy się po Grishamie. Jest pewną kompilacją wątków i stylów ubraną w lżejszą, bardziej rozrywkową formę. Niejednoznaczni bohaterowie, nieprzewidywalne zachowania ale nadal walka z systemem i wciągająca fabuła. Grisham z ironią i sarkazmem komentuje rzeczywistość ale nadal jest bardzo celny w swoich opiniach. Niby trochę puszcza oko do czytelnika ale mimo to doskonale oddaje ważne problemy społeczne i opisuje przekręty jakich można się dopuścić by szybko zarobić kosztem najsłabszych. Ubrane w lekką rozrywkę są poważne dylematy moralne, które dają do myślenia. I chyba za to właśnie najbardziej lubię Grishama bo nie musi silić się na moralizatorstwo, może przymknąć oko a i tak będzie ciekawie. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 155,9 cm - 2,7 cm = 153,2 cm.    

 

wtorek, 12 grudnia 2023

,,Hacjenda" Isabel Cañas

 Tytuł oryginału: The Hacienda

Właściwie chciałam przeczytać ,,Hacjendę" od momentu gdy tylko usłyszałam o niej na jednym z profili instagramowych. Wcześniej czytałam ,,Mexican Gothic" i byłam przekonana, że to pomieszanie grozy, kobiecości oraz meksykańskiej kultury to jest właśnie to czego zawsze szukałam w literaturze. Czy znalazłam?

,,Hacjenda" to opowieść o młodej kobiecie, Beatriz, która decyduje się na szybkie małżeństwo z mężczyzną, którego właściwie nie zna, po to tylko by zapewnić sobie i (kiedyś) matce, dom. Jej ojciec został stracony w trakcie rewolucji meksykańskiej a ona musiała znosić upokorzenia w domu ciotki. Zdaje sobie sprawę, że nie pasuje do kanonu piękna obowiązującego wśród elit. Ma ciemniejszą karnację, co, oraz losy ojca, dyskwalifikuje ją jako idealną kandydatkę na żonę. Więc gdy trafia się ktoś, kto chce ją poślubić, nie zadaje zbyt wielu pytań i trafia na oddaloną hacjendę San Isidro. To miejsce od początku jawi się jako dziwne. Zamieszkuje je władcza Juana, siostra męża a sąsiedzi ledwie pobąkują o poprzedniej żonie. Szybko Beatriz przekonuje się, że w domu nie jest sama. Zaczynają ją nękać wizje i głosy a potężny dom sprawia wrażenie, że nie jest zachwycony z pojawienia się nowej pani. Bojąca się coraz bardziej o swoje życie i zdrowie Beatriz prosi o pomoc lokalnego księdza, Andreasa, który jako jedyny zdaje się wiedzieć co naprawdę dzieje się w hacjendzie San Isidro.

,,Hacjenda" mimo, że osadzona fabularnie w podobnych czasach jak ,,Mexican Gothik" ma zdecydowanie inny klimat. Mimo, że przepełniona grozą iście gotycką to raczej budzi zaciekawienie, fascynację niż strach. Czuć wyraźnie, że zupełnie inaczej położone są akcenty. Strachy, duchy i wizje są bardziej namacalne, dosłowne. Autorka nie buduje napięcia przez niedopowiedzenia. Zamiast tego jej opowieść wnika głęboko w meksykański folklor, gdzie wszystko staje się bardziej oczywiste. Duchy nie są niedopowiedzeniem, tam one naprawdę żyją i ingerują w losy żyjących. Mogą odczuwać uczucia: złość, nienawiść, niepokój i pokazują to bardzo wyraźnie. Także miejsca nabierają głębi. Dom to nie tylko mury, to przestrzeń na której odciskają się lata emocji, konfliktów, radości, niepokojów. Dom to wszystko zbiera a potem oddaje. To wszystko widziane przez pryzmat meksykańskiego czarownika staje się żywe, prawdziwe, niebezpieczne nie tylko w przenośni ale też w rzeczywistości.

Jednak nie tylko gotycka groza dominuje w opowieści. Dużo miejsca poświęca się tutaj poszukiwaniu wolności. Beatriz wybiera małżeństwo bo tylko w nim widzi drogę do wolności i samostanowienia o sobie. Andreas wstępuje na ścieżkę kapłaństwa po to tylko by na widoku ukryć swoją prawdziwą naturę i zapewnić bezpieczeństwo innym. Wszyscy bohaterowie wiedzą, że krępują ich więzy konwenansów, czasów w których przyszło im żyć, nierówności społecznych ale i tak na swój własny sposób walczą by się wyrwać i znaleźć swoją drogę ku wolności.

,,Hacjenda" nie straszy, jeśli kogoś to interesuje ale i tak jest to pasjonująca opowieść, którą się pochłania. Jest tak wiele wątków, że każdy znajdzie coś interesującego. Autorka misternie konstruuje tło, dzięki czemu już od pierwszych stron wnikamy w gotycki klimat a potem zanurzamy się w opowieści o świecie mściwych duchów, nawiedzonych, odczuwających domów oraz ludzi targanych zakazanymi uczuciami wszystko w dusznym klimacie meksykańskiego folkloru. Ja czuje się kupiona!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 6,5 cm - 2,6 cm = 3,9 cm.    

 

poniedziałek, 18 września 2023

,,Teksas! Lucky" Sandra Brown


Tytuł oryginału: Teksas! Lucky

Sandra Brown i seria Teksas! to jedno z moich absolutnych czytelniczych ,,guilty pleasure". Tak, seria ma wiele wad i gdy czyta się ją w 2023 to widać jak bardzo się postarzała. Ale to nie zmienia faktu, że ją lubię i lubię do niej wracać, żeby odpocząć.

Lucky Tyler jest tym, którego wszyscy znają w miasteczku. Kobiety do niego wzdychają ale żadnej nie dał się usidlić. Mężczyźni raczej nie widzą powodu aby wchodzić mu w paradę. Jednak ten wieczór w miejscowym barze na zawsze zmieni jego życie. Stanie w obronie tajemniczej piękności, pobije się z miejscowymi opryszkami a potem spędzi noc z tajemniczą kobietą. Niby sytuacja jest prosta ale dokładnie tej samej nocy ktoś podpali warsztat, który jest własnością jego rodziny. Jako że rodzina od pewnego czasu ma kłopoty finansowe to właśnie Lucky staje się głównym podejrzanym. On jednak twierdzi, że ma alibi ... tylko że tajemnicza nieznajoma znikła o świcie a on nawet nie zna jej imienia.

,,Teksas! Lucky" to pierwszy tom trylogii romansowej opowiadającej o rodzeństwie Tylerów. Na pierwszy ogień idzie średni z rodzeństwa - impulsywny i kochliwy ale bardzo honorowy i oddany Lucky. Dotychczas wszystkie napotkane kobiety mdlały i padały jak muchy przed nim, więc gdy spotyka taką, która jest wyzwaniem jedno jest pewne - będzie ciekawie, szczególnie że oprócz zabiegania o względy ukochanej musi jeszcze pokonać przeciwności, których wcale jest nie mało, opory kobiety i rozwiązać zagadkę podpalenia. Wcale nie mało jak na stosunkowo krótką historię.

Czytając ,,Teksas! Lucky" w 2023 roku mamy sporo momentów kiedy popatrzymy na tę historię z politowaniem. Bo to typowe dziecko przełomu lat 80/90tych. Pełno tam stereotypów, jak facet to w typie macho, kobieta musi być idealną panią domu. Iskierki zmian, które mają nadejść pojawiają się w tle ale są nadal bardzo delikatne. Nawet sama fabuła jest tak zbudowana, że chociaż pozornie wydaje się, że to Devon ma uratować Lucky'ego ale mimo wszystko to on cały czas czuwa nad nią. Ale mimo, że Brown mocno korzysta ze schematów i uproszczeń fabularnych to jednak jej bohaterowie nie są do końca tacy jednoznaczni. Wykraczają poza margines, są bardziej świadomi i zaczynają wkraczać w nową epokę, która nadchodzi. Przełamują schematy ale nie robią tego w sposób drastyczny, raczej łagodnie pokazują, że nie da się ich tak do końca zaklasyfikować. Dzięki czemu mamy przyjemny romans, który zapada w pamięć i nawet po latach świetnie się do niego wraca.  

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 47,1 cm - 1,5 cm = 45,6 cm.    

środa, 30 sierpnia 2023

,,Mów mi Win" Harlan Coben

Tytuł oryginału: Win

 Win, czyli Windsor Horne Lockwood III, to jedna z wielu postaci literackich, które uwielbiałam. Tajemniczy milioner, przyjaciel Myrona Bolitara, ma specyficzne poczucie humoru i pojawia się zawsze tam gdzie są kłopoty. Wiecznie w cieniu, do konca nie wiadomo czy jest dobry czy zły. Człowiek-zagadka. Harlan Coben w swoich powieściach z cyklu o skłonnym do pakowania się we wszelkie tarapaty Myronie, doskonale rozgrywał postać Wina. Budził on ciekawość i zainteresowania poprzez to czego czytelnik nie wiedział. Teraz gdy seria dobiegła do swojego naturalnego końca czas by oddać głos Winowi. Tylko czy to naprawdę dobry pomysł?

W apartamentowcu zostają znalezione zwłoki tajemniczego mężczyzny. Mimo, że mieszkał tam od wielu lat, nikt go nie znał. Zawsze wychodził w środku nocy a samo mieszkanie przemienił w swoisty magazyn zbieracza. Jest tam tam mnóstwo śmieci ale policja znajduje także dwa przedmioty, które jednoznacznie łączą się z Winem Lockwoodem i jego rodziną. Zaginęły przed laty w tragicznych, niejasnych okolicznościach. Teraz znowu się pojawiły i otwarły drzwi do sekretów, które na zawsze powinny pozostać w ukryciu. Win zaczyna drążyć aby dotrzeć do prawdy i dowiedzieć się co łączy jego rodzinę z zamachem terrorystycznym sprzed ponad 40 lat.

,,Mów mi Win" to z jednej strony cudowna niespodzianka dla fanów serii o Myronie, a przede wszystkim Wina, jak również spore rozczarowanie. Bo Win był idealny jako partner stojący w cieniu, trochę szalony psychopata, hedonista  korzystający z życia garściami, przeciwwaga dla rozsądnego i bardzo zwyczajnego Myrona. Wtedy się uzupełniali, byli tandemem skrzącym się humorem ale i partnerami zwalczającymi zło i przeciwności losu. Siła Wina tkwiła w niedopowiedzeniach, i tym co sobie wyobrażamy. Gdy to on został bohaterem pierwszoplanowym nagle opadł. Niby nadal jest sobą. Nadal jest inteligentnym, bezwzględnym, wyrachowanym facetem, który wymierza sprawiedliwość po swojemu ale brakuje tej tajemniczości i enigmatyczności. Jest zbyt dosłowny a przez to traci swoje najlepsze atuty.

Poznajmy również pełną zawirowań, tragedii i tajemnic historię jego rodziny. Pewne jest, że jak każda bogata, stara rodzina tutaj także poupychane są trupy po szafach i tylko czekają żeby wypaść. A Win jak to on, wygrzebie je, oglądnie a potem ... zakopie jeszcze głębiej przy okazji skopiąc kilka tyłków i zaliczając kilka kobiet.

,,Mów mi Win" to rozrywka na jaką od dawna czekałam. Pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji, rodzinnych sekretów, bandziorów i niebezpieczeństw. Każda postać ma swoje własne interesy, chce ugrać jak najwięcej równocześnie ukrywając własne brudy, a pośrodku tego jest on - król życia, sławny Win. Jedynie żałuję, że aby to wszystko mogło się zdarzyć to trzeba Wina wyciągnąć z cienia i postawić w centrum akcji a to zabiera mu mroczną aurę tajemniczości i niebezpieczeństwa, którymi zawsze się otaczał.  

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 54,8 cm - 3,1 cm = 51,7 cm.    

niedziela, 6 sierpnia 2023

,,Ognisty medalion" Carla Montero

 

Tytuł oryginału: El medallón de fuego

Ana  Garcia-Brest powraca! Wydawać by się mogło, że poprzednia przygoda, poszukiwanie obrazu ,,Astrologa" to była zaledwie jednorazowa akcja. Potem miała nastąpić normalność. Jednak nic nie jest takie jak powinno. Wielka miłość gdzieś się rozdrobniła, kariera nie wystartowała a i nastrój gdzieś podupadł. Jednak przeszłość nie daje tak łatwo o sobie zapomnieć. Zagadki historii czekają żeby je rozwiązać. Ana chcąc czy nie chcąc zostaje wplątana w intrygę, która stanie się śmiertelnym zagrożeniem oraz pokaże jej obraz przeszłości jakiego zupełnie się nie spodziewała. Tajemniczy Martin ponownie pojawi się w jej życiu i razem podejmą się poszukiwać ,,Ognistego medalionu" - antycznego artefaktu, który ma mieć mistyczną moc. Ich poszukiwania skoncentrują się na Berlinie w ostatnich dniach II wojny światowej gdzie los rzuci trójkę pozornie przypadkowych ludzi: młodego Hiszpana Ramona, niemieckiego naukowca Erica, sowiecką żołnierkę Katję. Ich tropem podąża ktoś jeszcze, ktoś kto jest zabójczo zdeterminowany.

,,Ognisty medalion" to kontynuacja ,,Szmaragdowej tablicy" która kilka lat temu była wydawniczym hitem. Przyznam, że wtedy ta powieść jakoś specjalnie mnie nie zachwyciła. Lubię jednak styl Carli Montero więc teraz, po kilku latach, nie wahałam się żeby powrócić do bohaterów, chociaż, nie pamiętałam zbyt dokładnie fabuły pierwszego tomu. Ale to zupełnie nie przeszkadza aby doskonale spędzić czas z ,,Ognistym medalionem". Po raz kolejnym Montero umieszcza swoją powieść na dwóch planach czasowych: współczesnym i w przeszłości a dokładnie w Berlinie podczas wiosny 1945 roku. I ten drugi plan jest zdecydowanie ciekawszy. Bardzo plastycznie przestawia chaos i niepewność tego okresu. Niemcy już upadli, Sowieci wkroczyli do miasta. Wszędzie panuje marazm, niepewność jutra, zagrożenie oraz powolne przyzwyczajanie się do nowej rzeczywistości. Żadna ze stron nie do końca wie co powinna zrobić. I to pogrążone w chaosie miasto staje się areną gdzie jedni próbują się chować a drudzy na nich polują. Szaleństwo przeplata się trwogą. I właśnie tam spotyka się trójka młodych ludzi, których losy splatają się z tajemniczym artefaktem. Mają go chronić tak jak robili to inni przed nimi. Jednak ich śladem idzie ktoś jeszcze, ktoś ogarnięty manią i zdeterminowany do wszystkiego.

Carla Montero stworzyła niesamowitą opowieść gdzie historia, przygoda, tajemnica oraz porywy uczuć przeplatają się ze sobą. Nic nie jest oczywiste i nikt nie jest do końca tym za kogo się podaje. Główna bohaterka zostaje wciągnięta w intrygę zaplanowaną i poprowadzoną przez strony dużo potężniejsze i bardziej bezwzględne. Musi kluczyć,  manewrować pomiędzy nimi, nie mając pewności komu i na ile może zaufać. Zadanie nie ułatwia jej fakt, że obok niej miejsce zajmuje dwóch mężczyzn, których uczucia i motywacje nie są tak przejrzyste. To opowieść, którą czyta się jednym tchem. Więc jeśli ktoś lubi opowieści o tajemnicach z przeszłości, mrocznych cieniach sterujących teraźniejszością i bystrych bohaterkach po środku to będzie usatysfakcjonowany. Idealna powieść na urlop!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 71,8 cm - 3,6 cm = 68,2 cm.    

 

czwartek, 29 czerwca 2023

,,Na zakręcie" Nicholas Sparks

 

Tytuł oryginału: A bend in the road

Nicholas Sparks nie raz pokazał, że miłość i inne uczucia może pojawić się nieoczekiwanie i zupełnie zmienić życie człowieka. Nie ma jednej prostej drogi do szczęścia, a gdy już wydaje się, że upragniony cel został osiągnięty, nagle wychodzi na jaw coś co wywraca wszystko do góry nogami. Tym razem właśnie taką opowieść serwuje nam ,,król romantycznych opowieści".

Miles i Sarah to dwoje doświadczonych ludzi. On przed dwoma laty stracił żonę w wypadku, którego okoliczności do dziś nie udało się wyjaśnić. Ona przeszła bolesny rozwód po tym jak mąż porzucił ją z dnia na dzień po tym gdy dowiedział się, że nie może urodzić dziecka. Tych dwoje ludzi spotyka się, aby początkowo pomóc synkowi Milesa ale szybko okazuje się, że zaczyna rodzić się między nimi coś więcej. Ostrożnie podchodzą do siebie, stopniowo przełamują lody aby potem rzucić się na łeb na szyję. Tylko że w najbardziej delikatnym momencie kształtowania się ich związku wychodzi na jaw tajemnica, która może zniszczyć życie kilku osobom.

,,Na zakręcie" to bardzo typowa dla Sparksa opowieść. Delikatna historia o miłości rodzącej się po przejściach i o zwykłych ludziach, którzy muszą zmierzyć się z czymś co ich przerasta. Chyba każdy kto zna styl prozy Sparksa odnajdzie tutaj dokładnie to co dla niego charakterystyczne: zwyczajność, delikatność, wrażliwość ukrytą pod pozorną szorstkością, patrzenie na uczucia z męskiej perspektywy. Jego bohaterzy nie są nadludziami, są przeciętni dlatego każdy może się w nich odnaleźć i dlatego te historie ta bardzo mocno oddziałują. Sama przyznaję, że są moim dorocznym ,,guilty pleasure" bo mimo, że bardzo uproszczone i momentami naiwne niosą ogrom emocji. Można się spłakać, wzruszyć lub po prostu uśmiechnąć absolutnie bez żadnych wyrzutów sumienia. I dlatego warto raz na jakiś czas do nich wracać. 

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 81,9 cm - 2,7 cm = 79,2 cm.    

środa, 14 czerwca 2023

,,Wawel. Biografia" Kamil Janicki


 Wawel to niewątpliwie jedno z najbardziej znanych miejsc w Polsce. Symbol. Miejsce, obok którego nie można przejść obojętnie. Siedziba królów oraz świadek dziejów. Dzisiaj gdy wchodzimy na dziedziniec arkadowy wydaje nam się, że taki wygląd zamku był zawsze. Nic bardziej błędnego. Wawel zmieniał się, upadał, powstawał, dostosowywał się do dynamicznych czasów ale najważniejsze, zawsze trwał nad Krakowem. Zrujnowany czy w pełnej krasie był symbolem trwałości państwa.

Kamil Janicki zabiera czytelnika w fascynującą podróż przez czas aby poznać koleje jednego z najstarszych i najważniejszych obiektów w Polsce - zamku na wawelskiej skale. Zaczyna od czasów legendarnych, sięgając aż do starodawnego państwa Wiślan, przechodząc przez czasy Piastów, najwięcej miejsca poświęcając okresowi świetności za panowania ostatnich Jagiellonów aż do upadku i ruiny w XVII i XVIII wieku, kończąc na II wojnie światowej. Wawel zawsze odgrywał ważną rolę. Był symbolem władzy, siedzibą władcy, twierdzą, skarbcem. Tam mieściły się najważniejsze urzędy, decydowano o najważniejszych sprawach państwa. Ale był też domem, domem dla króla i świadkiem zmiennych kolei losu państwa polskiego. Janicki barwnie opowiada o kolejnych zmianach, rozbudowach ale i pożarach i niszczeniu, przedstawiając Wawel jako żywy, dynamiczny organizm. Mimo, że obecna forma zamku jest tworem całkiem nowym, to nadal da się odnaleźć ślady przeszłości, zarówno tej dobrej jak i złej. Widać blizny bo ranach zadanych przez kolejnych okupantów, widać braki które przypominają o grabieżach i zniszczeniach, ale jest też pomnikiem przypominającym o okresie świetności i mocy.

,,Wawel. Biografia" czyta się jak najlepszą powieść. To nie suchy przewodnik przeprowadzający czytelnika od komnaty do komnaty. To opowieść pełna dynamiki, zwrotów akcji, pełnokrwistych bohaterów, dramatyzmu i splendoru. To historia nie miejsca ale Państwa, społeczeństwa i ludzi. Pokazuje zupełnie nowe oblicze Wawelu, nadaje mu znaczenia oraz przypomina, że jest to coś zdecydowanie większego niż tylko mury. Z pewnością warto sięgnąć i przeczytać bo to książka od której trudno się oderwać. W bardzo prosty przystępny sposób przybliża wieki polskiej historii. Polecam! 

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 89,1 cm - 4,9 cm = 84,2 cm.    

niedziela, 26 lutego 2023

,,Wróć przed zmrokiem" Riley Sager

Tytuł oryginału: Home Before Dark

,,Wróć przed zmrokiem" było czytelniczym fenomenem chyba rok temu. Gdziekolwiek się obejrzałam, gdzie zaglądnęłam widziałam nazwisko Riley Sager i właśnie tę okładkę. Hipnotyzująco zielona, intrygujący tytuł i elektryzujący opis z tyłu. Chyba nie muszę mówić, że już na tym etapie byłam kupiona. Oczywiście spodziewałam się wiele, miałam nadzieję, że horror (bo tak jest ta powieść zaklasyfikowana), który wzbudzi we mnie gęsią skórkę i który łatwo nie da się zapomnieć. Cóż, jak zwykle moje oczekiwania były zbyt wysokie i się srodze przeliczyłam. ,,Wróć przed zmrokiem" ma wiele elementów horroru ale to przede wszystkim sprawnie napisany thriller, który parę razy zaskoczy ale z pewnością nie przerazi.

Maggie Holt po latach wraca do domu, który jej rodzina dawno temu opuściła w popłochu. Powodem miało być rzekome nawiedzenie. Rodzice byli o tym przekonani do tego stopnia, że nigdy już tam nie wrócili. A jedynym dokumentem z tego okresu jest książka napisana przez ojca, która stała się ogólnokrajowym bestsellerem. Dorosła już Maggie jest przekonana, że wszystko było kłamstwem. Dlatego decyduje się wrócić do domu, wyremontować go i sprzedać z zyskiem. Tylko, że dom pamięta i ma swoje sekrety, które nie powinny wyjść na światło dzienne.

Gdyby rozłożyć tę powieść na kawałki to mamy tutaj całe mnóstwo dobrze znanych motywów. Rzekomo nawiedzony dom, który postanawia zbadać mocno stąpająca po ziemi racjonalistka, klątwa, która przechodzi na kolejnych właścicieli, rodzinne sekrety i dysfunkcyjne rodziny, które nie umieją wyjść z kryzysu, małe miasteczko, gdzie niby wszyscy wszystkich znają ale nie chcą dzielić się swoimi sekretami z obcymi. Mnóstwo motywów, które autor wymieszał i połączył na nowo, tworząc thriller intrygujący, stopniowo dawkujący emocje i trzymający w napięciu cały czas aż do momentu gdy zaskakuje nieoczekiwanym zwrotem akcji. To właściwie dwie historie, które się przenikają i uzupełniają, ale nie wiadomo gdzie w nich przebiega granica pomiędzy prawdą a celowym kłamstwem. Jest wiele niedopowiedzeń, błędnych tropów i złudzeń, które podsyca rozbuchana wyobraźnia.

,,Wróć przed zmrokiem" z pewnością nie jest horrorem i nie przerazi jeśli właśnie na to liczymy. Jest jednak niezłym połączeniem wielu gatunków i konwencji, które mogą zaskoczyć, zaintrygować i skutecznie przykuć uwagę. Właściwie od początku sporo jest jasne ale równocześnie widać jak łatwo oszukać zmysły, otoczenie i samego siebie jeśli tylko da się odpowiedni pretekst. Myślę, że każdy kto nastawi się po prostu na odgadywanie zagadek i poznawanie sekretów, kryjących się w mrokach starego domostwa będzie zadowolony bo ta powieść ma potencjał, chociaż nie do końca taki jak sugeruje wydawca.  

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 138,6 cm - 3,1 cm = 135,5 cm.    

środa, 1 lutego 2023

,,Włoska balerina" Kristy Cambron

Tytuł oryginału: The Italian Ballerina

 Miniony rok stał pod znakiem opowieści o kobietach, które odkrywają przeszłość swojej rodziny i dzięki temu same się zmieniają, nabywając nową siłę, energię czy pewność siebie. W tym roku pierwszą książką, która kontynuuje ten trend jest ,,Włoska balerina".

Powieść rozgrywa się na dwóch planach: współcześnie oraz w trakcie II wojny światowej. W trakcie wojny do Włoch trafia młody amerykański sanitariusz. Mężczyzna zdecydował się wyruszyć na front bo jego życie prywatne to jeden wielki bałagan. Skłócony z ojcem, odtrącony przez ukochaną, nie potrafiący podjąć decyzji co do przyszłości. W trakcie jednej z kampanii na Półwyspie Apenińskim zostaje ranny co powinno stać się dla niego automatycznym biletem powrotnym do kraju. On jednak nie chce wracać tam gdzie nic na niego nie czeka. Zamiast tego uparcie dąży do powrotu do oddziału. Jeszcze nie wie, że ta szalona i w gruncie rzeczy nieodpowiedzialna decyzja zmieni życie wielu osób. Przypadkowo uratuje życie małej dziewczynki i ponownie zostanie ranny i trafi do szpitala, który jest zupełnie inny niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Tam, losy jego, jego dowódcy i małej dziewczynki przetną się z losami Julii Bradbury, wybitnej angielskiej primabaleriny, którą odkłada na bok baletki i zakłada pielęgniarki fartuch.

,,Włoska balerina" bardzo powoli odsłania swoje tajemnice, które pokazują nowe sposoby walki z nazistowskim okupantem. Wydawałoby się, że biblioteczne i księgarskie półki uginają się pod ciężarem książek poświęconych tematyce II wojny światowej. Gdy mamy już wrażenie, że powiedziano wszystko, wtedy kolejny mały okruch wychodzi na światło dzienne. Kristy Cambron zbudowała fikcyjną opowieść wokół autentycznych wydarzeń, pokazując determinację, poświęcenie i pomysłowość, tak pomocne by ratować innych. Główni bohaterowie Courth, AJ i Julia są tylko literackim odzwierciedlenie prawdziwych, teraz już anonimowych bohaterów. Ale w swojej postawie przekazują prawdę o drzemiącej w ludziach chęci pomocy, desperackiej determinacji by ratować innych oraz o szansie jaką dają niespodziewane spotkania.

Powieść wciąga i porusza ale cały czas czułam pewien niedosyt. Czegoś zabrakło aby móc powiedzieć, że jest to opowieść na zawsze zapadająca w pamięć. Jest tajemnica, która zmienia wszystko, jest niebezpieczeństwo, jest akcja i ogrom emocji. Widać dbałość o szczegóły i dążenie do zbudowania odpowiedniego tła psychologicznego. Wszystkie elementy są na swoim miejscu ale, chyba najbanalniej mówiąc, brakuje chemii. Nie mogę powiedzieć, że to źle bo powieść nie jest zła. Porusza ważny temat i daje głos, tym o których już zapomniano. Czyta się ją na jednym oddechu i czeka na finał, chociaż z pewnym niepokojem. Jednak mam wrażenie, że wszystkie uczucia, myśli i emocje, które powinny nami targać się rozmywają. Gubią się skonfrontowane z wydarzeniami współczesnymi, które są nijakie i tak bardzo zwyczajne.

Chyba mogę powiedzieć, że z ,,Włoską baleriną" poprawnie zaczęłam nowy rok. Jest dobrze ale czekam na więcej i mam nadzieję, że to więcej wkrótce nastąpi. Polecam!

 Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak!

 

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 151,2 cm - 2,9 cm = 148,3 cm.     

 

środa, 25 stycznia 2023

,,Czas łaski" John Grisham

 

Tytuł oryginału: A Time for Mercy

,,Czy znów mu się uda? Jakich magicznych słów lub zwrotów może użyć, by ocalić klienta?"

,,Czas łaski" to już trzecie spotkanie z jednym z najbardziej znanych bohaterów powieści Johna Grishama, Jackiem Brigance'm. Po raz trzeci też wracamy do Clanton, w okręgu Ford. Miasteczkiem kolejny raz wstrząśnie a w samym epicentrum znajdzie się ponownie Jack.

Jeden z zastępców szeryfa zostaje zabity we własnym domu. Nie jest to jednak napad ani porachunki gangów. Stuart Kofer ginie od kuli wystrzelonej przez szesnastoletniego syna kochanki. Zdesperowany chłopak po kolejnej awanturze, przekonany, że pobita matka nie żyje, pociąga za spust. Od tego momentu całe jego życie, życie matki i siostry ulega zmianie. Trafia do celi, oskarżony o przestępstwo, za które obowiązuje kara śmierci. Początkowo nikt nie chce podjąć się obrony chłopaka. Dopiero sędzia Noose podstępem zmusza Jacka do reprezentowania oskarżonego. Zaczyna się wyścig z czasem, dowodami i opinią publiczną by ocalić nastolatka.

,,Czas łaski" tak jak wcześniejsze powieści z Jackiem Brigancem nie jest jednoznaczny. Z jednej strony, z każdą kolejną stroną rośnie sympatia do oskarżonego, jego zachowanie wydaje się być usprawiedliwione, w świetle kolejnych ujawnianych faktów. Z drugiej strony: litera prawa mówi coś zupełnie przeciwnego. Chyba każdy spotkał się z powiedzeniem, że ,,sprawiedliwie to nie znaczy po równo". Tutaj można by to sparafrazować i powiedzieć ,,sprawiedliwie to nie znaczy według prawa". Jack jest przyparty do muru, osamotniony i jak zawsze zdesperowany by ocalić. Tym razem Clanton nie dzieli się na białych i czarnych. Tym razem Clanton stoi przeciwko Jackowi, bo ośmielił się bronić mordercę lubianego policjanta, nawet jeśli ten policjant prywatnie był potworem i oprawcą. Tło zbrodni porusza i szokuje i paradoksalnie czysto po ludzku usprawiedliwia to co się stało. Ale w świetle prawa morderstwo jest morderstwem i nie ma od niego usprawiedliwienia.

Grisham po raz kolejny tworzy świetny thriller prawniczy, który trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Ale równocześnie wywołuje dyskusję o amerykańskim systemie prawnym. Kto właściwie jest tam ofiarą a kto winnym? Czy wszystko musiało się wydarzyć? Jak mocno ulega się pozorom nie zauważając tego co leży poniżej? Czy wyświadczenie przysługi kumplowi nie jest usprawiedliwianiem i chronieniem kata? Tak jak zawsze w przypadku Grishama nie ma prostych odpowiedzi i prostych rad. Jest wyboista, trudna, zawiła droga, którą wygra ten, kto lepiej radzi sobie z manewrowaniem pomiędzy przepisami i znajdzie lepsze słowa do przekonania przysięgłych. Jak zawsze polecam!

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 154,8 cm - 3,6 cm = 151,2 cm.     

sobota, 31 grudnia 2022

,,Oko snajperki" Kate Quinn

Tytuł oryginału: The Diamond Eye

 ,,Oko snajperki" to kolejna porywająca książka Kate Quinn, której bohaterką jest kobieta postawiona naprzeciw straszliwym wydarzeniom i pokazująca swoją siłę i hart ducha. Tym razem jest to radziecka studentka historii, bibliotekarka Mila Pawliczenko, która w obliczu ataku III Rzeszy na Związek Radziecki na bok odkłada książki i karierę naukową, zamiast tego bierze do ręki karabin i zostaje jedną z najbardziej skutecznych snajperek. Jej sukcesy i osiągnięcia zostają wykorzystane do działań propagandowych. Razem ze specjalną delegacją zostaje wysłana na tournee do Stanów Zjednoczonych by tam zabiegać o poparcie Amerykanów i przekonać ich do otwarcia drugiego frontu w Europie.

Zaskakujące jest to, że Mila Pawliczenko jest postacią historyczną. Z pewnością żyła, z pewnością cieszyła się sławą skutecznej snajperki, która miała na koncie ponad 300 trafień. Co jednak było prawdą a co radziecką propagandą? Dziś już tego chyba nie rozstrzygniemy. Jednak na podstawie faktów historycznych postała fascynująca, napisana z rozmachem powieść o miłości i przyjaźni w trakcie najkrwawszej z wojen. Po raz kolejny Quinn wyciągnęła na pierwszy plan kobiety, pokazując ich rolę i doceniając odwagę. Mila nie jest także typową bohaterką, nie zabiega o sławę, nie dąży do zaszczytów. Swoje działania podporządkowuje obowiązkowi względem kraju, rodziny oraz towarzyszy broni. Niezwykłe jest, że nawet w obliczu krwawych starć, dramatycznych wydarzeń nadal pozostaje przede wszystkim matką, przyjaciółką czy kochanką. Bycie najskuteczniejszą snajperką nagle odchodzi w cień.

Czytając ,,Oko snajperki" miałam spory dylemat moralny. Powieść koncentruje się na okresie II wojny światowej gdy podziały polityczne były zupełnie inne niż obecnie. Świat miał innych wrogów i gdzie indziej przebiegała granica związków i układów. Jednak pewne rzeczy się nie zmieniły. Stany Zjednoczone stoją gdzieś z boku i przyglądają się wykrwawiającej się Europie. Zaatakowane kraje ruszają w trasę by zdobyć poparcie i wołać o pomoc. Czy nie dokładnie to samo obserwujemy dzisiaj? Czy nie to samo robi Ukraina zaatakowana przez Rosję? Mimo, że pewne rzeczy się zmieniły, doszło do znaczących przetasowań, to nadal są rzeczy stałe i niezmienne. I mimo, że ,,Oko snajperki" to porywająca powieść, napisana z ogromną dbałością o szczegóły, posiadająca bohaterów zapadających w pamięć to jednak kontekst może przytłoczyć. Z pewnością nie da się przejść obok niej obojętnie! Polecam!

piątek, 30 grudnia 2022

,,A song for you. Moje życie z Whitney Houston" Robin Crawford

Tytuł oryginału: A Song For You. My Life With Whitney Houston

 Muzyka Whitney Houston to moje dzieciństwo i wczesne lata nastoletnie. Tylko, że ja i moi rówieśnicy poznawaliśmy Whitney nie tylko dzięki genialnym piosenkom ale także przez pryzmat jej burzliwego związku z Bobbym Brownem. Kolejne doniesienia o awanturach, pobiciach, uzależnieniach odsuwały w cień wszystko inne. Gdzieś coraz bardziej umykała dziewczyna z promiennym uśmiechem, która w latach osiemdziesiątych zawładnęła sercami słuchaczy i osiągnęła coś o czym inni mogli tylko marzyć i która przetarła szlaki dla wielu czarnoskórych artystek.

Robin Crawford to nazwisko, którego zupełnie nie kojarzyłam w kontekście Houston. Ale przełom lat 90 i dwutysięcznych, gdy zasłuchiwałam się w jej piosenkach to chyba jeden z bardziej burzliwszych okresów. Brown i Houston pojawiali się na nagłówkach tylko w kontekście kolejnych zerwań, powrotów, awantur i narkotyków. Crawford, najstarsza i najwierniejsza przyjaciółka, zeszła na dalszy plan a plotki o ich homoseksualnej relacji, zeszły wreszcie na dalszy plan.

 Crawford chce opowiedzieć o swoim życiu ale tym prowadzonym równolegle do życia Whitney i dlatego zaczyna swoją opowieść mniej więcej w tym samym okresie gdy się poznały jako nastolatki. I praktycznie na samym początku rozwiewa wszelkie plotki, domysły i niedopowiedzenia. Tak, ona i Whitney miały romans. Były sobie bliskie nie tylko jako przyjaciółki ale także jako partnerki i kochanki. Czy to było tylko nastoletnie poszukiwanie siebie? Okres eksperymentów? Chyba nigdy nie poznamy jednoznacznej odpowiedzi bo Houston wkrótce po tym zaczęła swoją wielką drogę do świetlanej kariery i musiała wyprzeć się samej siebie.

Nie chcę tutaj streszczać czy opisywać o czym jest to opowieść. Bo właściwie to dwie równoległe historie: Robin i Whitney. Dopóki biegły razem i się przeplatały można mówić o pewnej równowadze i szczęściu. Gdy zaczęły się rozdzielać (a nastąpiło to bardzo szybko) to o ile jedna była wyboista, pełna wzlotów i upadków to jednak biegła w jakimś kierunku; to druga okazała się dramatycznym spadaniem w dół. Przejmujące i przerażające jest to jak bardzo Whitney była okradana z siebie, swoich pieniędzy, swojego czasu, energii i talentu. Pasożytowano na niej, karmiono ją narkotykami i zmuszono do rezygnacji z siebie i swoich marzeń, właściwie od samego początku jej kariery. Nie była traktowana jak osoba ale rzecz, narzędzie do produkcji pieniędzy. Jej ogromny talent został zniszczony i zmarnowany. A najstraszliwsze i wywołujące ciarki na plecach jest to, że nie znalazła się ani jedna osoba, która by próbowała to radykalnie powstrzymać. Robin próbowała ale została skutecznie odsunięta.

Crawford nie opowiada tylko o Whitney ale także o sobie i swojej drodze. To opowieść o zmianach jakie zaszły  w społeczeństwie na przestrzeni lat. To opowieść o rasizmie, poszukiwaniu samej siebie, o zmianach jakie zaszły w stosunku do osób chorych na AIDS czy homoseksualnych, o uzależnieniach. Właściwie wszystkiego tego musiała doświadczyć na swojej skórze. Po kolei traciła bliskich, przyjaciół i uczyła się co jest w życiu najważniejsze.

,,A song for you" to nie jest typowa biografia. Nie jest to także pośmiertna laurka. To książka smutna, poruszająca i dająca wiele do myślenia. Chyba inaczej teraz będę patrzeć na Whitney. Już nie będzie tylko genialną piosenkarką ale przede wszystkim strasznie skrzywdzoną kobietą. Jest to także książka o przyjaźni, która nie uzdrawia, nie zwycięża wszystkiego, nie przenosi gór. Czasem nawet największa, najszczersza przyjaźń musi się poddać i przyznać, że nie zło jest silniejsze. Pozostaje wtedy tylko smutek i garść dobrych wspomnień. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Agora SA!

środa, 14 grudnia 2022

,,Wiara skazanych" Katarzyna Borowska


Więzienie to chyba ostatnie miejsce, które może kojarzyć się z wiarą. Przemoc, nienawiść, zło, poczucie beznadziei, kara czy w ostateczności sprawiedliwość. To zdecydowanie bardziej są pierwsze skojarzenia. Zupełnie nie bierze się pod uwagę, że w więzieniu może być też miejsce na wiarę i Boga.

,,Wiara skazanych" to druga część tryptyku Katarzyny Borowskiej. Zamysł całości odnosi się do trzech cnót boskich: wiary, nadziei i miłości. Miłości poświęcona była pierwsza część, a druga, którą właśnie miałam przyjemność przeczytać, odnosiła się do wiary. Trzecia o nadziei jest w przygotowaniu.

Autorka próbuje pokazać więzienie, skazanych i ludzi tam pracujących z zupełnie innej strony niż ta, którą znamy z utartych stereotypów. Chce je przełamać. Przybliża historie kilku osób (zarówno więźniów jak i pracowników więzienia jak i osób, które podjęły się posługi). Dla nich uwięzienie stało się okazją by się nawrócić, znaleźć Boga a nawet spróbować zmienić swoje życie. Są to historie trudne ale zarazem poruszające. Dotykają wielu bardzo delikatnych aspektów życia. Więźniowie bardzo otwarcie mówią o tym co doprowadziło ich za kraty, o wszystkich co zrobili złego. Szokujące w porównaniu z tym jest wyznanie co doprowadziło do nawrócenia. Najczęściej wcale nie było to żadne spektakularne wydarzenia. Raczej (posługując się metaforą) była to kropla tocząca skałę. Otwarcie, bez niepotrzebnego patetyzmu, bardzo prosto i zwyczajnie mówią też o tym co zmieniło się w ich życiu i dlaczego wiara jest dla nich ważna.

Chyba najbardziej zaskoczyło mnie to jakie nastawienie ma  otoczenie do osób przyznających się do wiary w Boga w więzieniu. To zaskakujące ale jest to bardzo oczywiste i akceptowane. Środowisko, które kojarzy się ze złem, przemocą czy bezprawiem przyjmuje ze zrozumieniem Boga i pozwala mu być tam gdzieś pomiędzy. Jest to szokujące i zastanawiające bo czasem na wolności nie czuć aż takiej swobody.

Wszystkie rozmowy i historie, które się z nich wyłaniają zapadają w pamięć bo bardzo odbiegają od tego co (niestety) znamy z codziennej, często powierzchownej religijności. To wywiady bardzo autentyczne i pełne żarliwości, udowadniające, że Bóg działa nawet tam gdzie człowiekowi jest trudno dotrzeć. Dlatego tym większy jest mój podziw dla ludzi, który decydują się iść do więzienia i głosić wiarę skazanym. A z takimi ludźmi także rozmawia autorka i pokazuje jak wielka siła drzemie w niepozornych osobach. Polecam!

środa, 7 grudnia 2022

,,Misery" Stephen King

Tytuł oryginału: Misery

 ,,Misery" to chyba jedna z bardziej znanych powieści Stephena Kinga. Na pewno ogromną rolę w jej rozpowszechnieniu miała ekranizacja z Kathy Bates. Ja już kilka lat zbierałam się do przeczytania i teraz, gdy w końcu mi się to udało, jestem trochę zaskoczona.

,,Misery" nie jest typowym horrorem. Straszy, przeraża, wywołuje ciarki na plecach ale robi to w bardzo specyficzny sposób. King mocno ograniczył scenę, na której rozgrywa się akcja. Jedno pomieszczenie, dwie postacie i właściwie to w nich ogniskuje się całość. To nie tylko walka na linii Annie Wilkes-Paul Sheldon, to także walka Paul Sheldon- uzależnienia. King nie próbuje straszyć korzystając po elementy z zewnątrz. Nie, on sięga mocno do wnętrza człowieka i wywleka z niego wszystko co to najgorsze i najbardziej przerażające. Demoniczna, była pielęgniarka Annie jest tylko katalizatorem, dzięki któremu w Paulu przełamuje się pewna granica i sięga on tam gdzie nigdy by nie podejrzewał. To bardzo dobrze skonstruowany thriller wyciągający na światło dzienne to co najgorsze, najmroczniejsze, najbardziej zdegenerowane.

,,Misery" jest oszczędna w środki i chyba to najbardziej działa na jej korzyść. Przeraża świadomością, że dokładnie to samo może drzemać w każdym człowieku i tylko czekać na sygnał by się uwolnić. Mówi o pierwotnym czystym złu które wcale nie jest czymś nadprzyrodzonym. To opowieść o brutalności, walce i czystej psychozie. Skontrastowana i uwypuklona dodatkowo przez powieść, którą pisze Sheldon w niewoli. Naiwny i ckliwy ,,Powrót Misery" tylko podkreśla szaleństwo i okrucieństwo rzeczywistości, w której jest pisany.

Zdecydowanie wolę Kinga w takiej wersji. Nie sili się na szokowanie formą, wystarczy, że szokuje i straszy przekazem. Powoli się rozkręca by zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Łączy sprzeczności i wyciąga na wierzch to co chciałoby się ukryć. Wywołuje ciarki na plecach, praktycznie z niczego. Jak dla mniej, jest bardzo dobrze. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 0,6 cm - 1,9 cm = 0 cm.     

piątek, 2 grudnia 2022

,,Niedoręczony list" Sarah Blake

Tytuł oryginału: The Postmistress

 II wojna światowa widziana z zupełnie innej perspektywy. Trzy kobiety rozdzielone oceanem i jeden list, który nigdy nie znalazł swojej adresatki. 1940. Frankie jest młodą, ambitną, amerykańską dziennikarką, której głos miliony rodaków słyszą w domach gdy opowiada o sytuacji w wojennym Londynie. To ona pokazuje im świat tak drastycznie różny od tego co znają. Iris - zostaje naczelniczką poczty w małej nadmorskiej miejscowości. To w jej ręce składa list Will - miejscowy lekarz, który po dramatycznych przeżyciach decyduje się zostawić młodą żonę i wyruszyć do Europy by nieść tam pomoc. I wreszcie Emma - żona, przyszła matka, która czeka na powrót męża. Trzy kobiety, trzy różne spojrzenia i wojna, która zmienia bieg wydarzeń.

,,Niedoręczony list" to taka opowieść bez morału i bez składu. Autorka ma pomysł, całkiem niezły ale za dużo próbuje przekazać i w ten sposób wszystko staje się powierzchowne i miałkie. Jest i bombardowany Londyn, ludzie, którzy giną w bezsensowny sposób, wypędzenia i eksodus przez ogarniętą wojnę Europę, tragedie i ,,głosy cieni". I wszystkie te dramaty zestawione są z zwyczajnym, spokojnym życiem gdzieś po drugiej stronie Atlantyku. Tak myśl o zbrodniach nazistów, ich napadzie jest brana za fantazję i szaleństwo.

Lubię powieści gdzie zarysowane są silne postaci kobiece albo chociaż takie, które niosą z sobą jakich ładunek emocji. Tutaj właściwie oprócz Frankie pozostałe bohaterki są bierne, podporządkowane narzuconym z góry rolom, nie umiejące przełamać impasu, który same sobie stworzyły. Mimo,że Frankie najbardziej się wyróżnia, ona też nie jest idealna. Miota się, szuka czegoś nieuchwytnego, popełnia błędy i jest przepełniona niepewnościami. Dzięki temu można z pewną ciekawością podążać jej śladem. Na początku zupełnie nie rozumie świata, w który chce wejść. Bombardowany Londyn jest straszny ale to zaledwie namiastka okrucieństwa i tragedii, z którymi się zderzy gdy wyruszy na kontynent.

Niestety ,,Niedoręczony list" jest tylko czytadłem na wieczór. Chaotycznym, momentami niespójnym, powierzchownie traktującym wiele tematów i próbującym w najbardziej melodramatyczny sposób grać na emocjach. Ma kilka naprawdę niezłych wątków i gdyby to na nich skupiła się autorka i je pogłębiła mogłaby z tego być opowieść, która wbiła by w fotel i zapadła w pamięć. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 2,4 m - 1,8 cm = 0,6 cm.