Tytuł oryginału: Beyond the Clouds
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Dreams!
Tytuł oryginału: Beyond the Clouds
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Dreams!
,,Kropla błękitu" to drugi tom serii opowiadającej o trójce rodzeństwa, które po tragicznej śmierci rodziców próbuje prowadzić pensjonat w miasteczku Bluebell. Biznes nie idzie najlepiej, jednak młodzi ludzie się nie poddają. Ich najnowszym gościem jest popularna aktorka Mia. Pobyt w pensjonacie miał być jej miesiącem miodowym, jednak tuż przed ślubem zostawił ją narzeczony a ona sama została wplatana w skandal, który może zagrozić jej dalszej karierze. Zrozpaczona dziewczyna postanawia się ukryć przed światem, w miejscu gdzie nikt nie będzie jej szukał. Dodatkowo pensjonat jest ważnym krokiem aby dowiedzieć się czegoś o swojej rodzinie.
Lubię spokój jaki wnoszą książki Denise Hunter oraz to w jaki sposób opowiada o skomplikowanych emocjach. I dokładnie tak jest też tutaj. Autorka stworzyła poruszającą opowieść o poszukiwaniu siebie, radzeniu sobie z niesprawiedliwymi oskarżeniami oraz o tym jak trudne jest bycie odpowiedzialnym za innych, szczególnie że inni tego nie oczekują. Główni bohaterowie, Mia i Levi, są młodymi zagubionymi ludźmi, którzy nie do końca sobie zdają sprawę ze swoich uczuć. Udają być dzielni, walczą samodzielnie ze światem, jednak za maską odwagi chowają strach, delikatność i niepewność. Boją się też uczuć jakie się między nimi rodzą, szczególnie że nie są pewni czy nie jest to tylko złudzenie.
Jest coś magicznego w tej opowieści, w obserwowaniu jak dwoje zagubionych ludzi, znajduje siebie. Ta opowieść jest urocza, delikatna i ogrzewająca serducho. Czyli dokładnie to dlaczego sięgam po książki Denise Hunter i się nie rozczarowałam.
p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 33,8 cm - 3,0 cm = 30,8 cm.
Tytuł oryginału: The Goodbye Bride
Lucy budzi się na podłodze w łazience w przypadkowej knajpce. Jest w sukni ślubnej a przecież ślub z ukochanym Zakiem ma odbyć się za miesiąc. Dziewczyna jest zdezorientowana i zagubiona, nie wie czemu znajduje się w mieście oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od miejsca jej zamieszkania. Wie tylko, że kocha Zaka i tylko on może jej pomóc. Więc będzie w szoku gdy dowie się, że rzuciła ukochanego siedem miesięcy temu a obecnie miała wyjść za kogoś innego. Tylko, że ona nie umie przypomnieć sobie ostatnich miesięcy a wszystko co dzieje się wokół niej jest jej obce. Jedyną spokojną przystanią jest Zac i Summer Harbor. Jest tylko jeden problem, on jej nie wierzy a powrót do stanu sprzed miesięcy nie jest możliwy.
,,Uciekająca narzeczona" to drugi tom serii o trzech braciach mieszkających w malowniczym miasteczku Summer Harbor. Dawno temu czytałam pierwszą część, więc gdy na półce w bibliotece wypatrzyłam tę, wiedziałam, że chcę wrócić do tego cyklu i się nie rozczarowałam. Denise Hunter kolejny raz serwuje nam ciepłą, mądrą opowieść w duchu romansu chrześcijańskiego o dwojgu zagubionych, rozdartych ludzi. Amnezja jaka dopada Lucy nie jest jej największym problemem. Dużo bardziej ciążą jej przeżycia i doświadczenia ciągnące się za nią od lat, z którymi nie umie się dzielić i nie umie z nimi walczyć. Z ogromną ciekawością obserwujemy jak dziewczyna uparcie walczy o to by Zac ponownie jej zaufał ale równocześnie próbuje ona zrozumieć samą siebie i odtworzyć brakujące siedem miesięcy. Co sprawiło, że z dnia na dzień opuściła ukochanego?
,,Uciekająca narzeczona" wnosi dużo ciepła. To dobra, pozytywna opowieść. Może i momentami naiwna ale pełna uroku. Z zainteresowaniem i sympatią śledzi się perypetie pary głównych bohaterów, którzy próbują naprawić to co wydawało się już, że przepadło. To też opowieść o walce z własnym strachem, poczuciem odrzucenia i zagubieniem. Kolejny raz Denise Hunter udowadnia, że da się napisać mądrą powieść romantyczną bez popadania w banał czy moralizowania. Jest zwyczajnie, pozytywnie i kojąco, wręcz idealna opowieść na szare listopadowe wieczory.Polecam!
Dotychczas zaledwie dwa razy sięgałam po książki Denise Hunter. Sama jestem zaskoczona, że tak mało, bo te powieści są dla mnie synonimem spokojnego, mądrego opowiadania o tym co istotne i ważne. Są dla mnie balsamem, ciepłym kocem otulającym gdy na około wszystko szaleje. I może dlatego, nie chcę zbyt często po nie sięgać bo chcę to uczucie zachować na specjalne momenty i cieszyć się nim dłużej.
Powieść rozpoczyna się w dramatycznych okolicznościach. Kate jedzie w odwiedziny do rodziny chłopaka, jednak jej auto wpada w poślizg i zawisa nad przepaścią. Na szczęście dosyć szybko na ratunek przybywa miejscowy zastępca szeryfa, Cooper. Sprowadza pomoc i dotrzymuje jej towarzystwa, nie pozwalając by dopadło ją przerażenie i panika. Między bohaterami zaczyna rodzić się nić porozumienia ale szybko muszą ją zerwać bo Kate okazuje się dziewczyną ... brata Coopera. Jednak nie da się uniknąć wspólnych spotkań szczególnie gdy mieszka się w małym miasteczku.
,,Przełęcz Riverbend" chociaż z pozoru jest romansem to okazuje się dużo bogatsza w treść. To poruszająca opowieść o wybaczeniu, uczeniu się samego siebie, zrozumieniu oraz otwarciu na potrzeby drugiego człowieka. Kate przeprowadza się do Riverbend nie tylko ze względu na pracę i chłopaka. Chce także odszukać biologiczną matkę, która dawno temu porzuciła ją i brata. Dziewczyna ma przed sobą cały ogrom emocji i uczuć, które musi uporządkować i nauczyć się z nimi żyć. Jej życie naznaczone jest wieloma stratami co jest jej blokadą i nie pozwala jest podejmować odważnych decyzji. Życie Coopera też nie jest usłane różami. Wychowany w kochającej rodzinie, uważany jest za lekkoducha, który co rusz zmienia dziewczyny. Nikt nie zdaje sobie jednak sprawy, że za jego zachowanie czai się strach i niepewność. Teraz, gdy postanawia, że sprawi, że otoczenie zmieni o nim zdania zaczynają się dziać wokół niego dziwne rzeczy.
,,Przełęcz Riverbend" spokojnie można pochłonąć w jeden-dwa wieczory. To opowieść pełna ciepła, zrozumienia i mądrości. Autorka nie moralizuje, nie ocenia, nie poucza. Zamiast tego daje wsparcie, tak samo jak swoim bohaterom. Przesyła mnóstwo nadziei. Nie sprzedaje utartych banałów ale pokazuje, że nawet jeśli życie się skomplikuje to można sobie poradzić. Potrzebna jest tylko wiara i chęć oraz odrobina wsparcia życzliwych ludzi, na których trzeba się otworzyć i czasem po prostu poprosić o pomoc. To też urocza opowieść o miłości, która zaskakuje i z którą nawet jak się walczy to nie ma się najmniejszych szans. Polecam!
,,W zmowie z mordercą" to debiut Bartłomieja Kowalińskiego. Debiut
całkiem udany co muszę przyznać. Autor sprawnie konstruuje intrygę, co
rusz podrzucając nowe tropy i kilka razy udało mu się mnie zmylić i
skierować podejrzenia w zupełnie inną stronę. Bo aż do ostatnich stron
powieści trzeba czekać na rozwiązanie i wszystkie odpowiedzi. Dzięki
temu nie można się nudzić czytając powieść. Cały czas trwamy w
niepewności, gubiąc się w domysłach, czując czającą się w mroku grozę.
Dodatkowo autor sprytnie wykorzystuje tło, jakim jest Zakopane i
okolice, by jeszcze podkreślić mroczny, zagadkowy, groźny klimat
powieści. Nic tak nie jest takie jak powinno być. Zło czai się wszędzie,
skryte w mgle otaczającej szczyty gór, i tak jak w górach można zgubić
orientację jeśli zejdzie się ze szlaku tak w opowieści można łatwo
zgubić wątek jeśli utonie się w gęstwinie błędnych poszlak.
Z pewnością Kowaliński to ktoś na kogo warto zwrócić uwagę. Już debiut elektryzuje i zapewnia wiele emocji. Mam nadzieję, że z każdą kolejną powieścią będzie tylko lepiej bo jestem ogromnie ich ciekawa. Oby tak dalej bo czekam na kolejne historie rozgrywające się w górach i wykorzystujące ich mroczne, niebezpieczne piękno.