Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 października 2024

,,Spuścizna" Nora Roberts

Tytuł oryginału: Inheritance

 Przyznam, że po książki Nory Roberts sięgam w ciemno. Mam swoje ulubione trylogie takie jak Kwartet weselny czy cykl o braciach Quinn. Więc chyba oczywistym jest, że gdy tylko dowiedziałam się, że pojawia się nowa trylogia i to jeszcze mieszcząca w sobie elementy powieści gotyckiej wiedziałam, że MUSZĘ ją przeczytać. Jednak ,,Spuścizna" to zaledwie cień tego co znam z innych powieści autorki.

Na Sonyę ostatnio wiele się zwaliło: zdrada narzeczonego, utrata pracy a na koniec dowiaduje się, że wuj, o którego istnieniu nie wiedziała, zostawił jej w spadku ogromną wiktoriańską posiadłość na wybrzeżu Maine. Jako, że w Bostonie nic już jej nie trzyma, postanawia przyjąć spadek i zamieszkać w domu po przodkach. Jakież jest jej zaskoczenie, gdy na progu wita ją przystojny prawnik Trey, który z pełną powagą informuje ją, że dom jest nawiedzony a nad jej rodziną ciąży klątwa: w każdym pokoleniu umiera jedna panna młoda. Młoda kobieta nic sobie z tego nie robi, jednak wkrótce okazuje się, że nie jest sama pomiędzy wiekowymi murami.

,,Spuścizna" jest przede wszystkim nudna i przegadana. Główny motyw byłyby ciekawy i nawet rozbudza emocje ale zostaje całkowicie przytłoczony przez miliony bzdur. Każde wydarzenie jest powtarzane i analizowane po kilka razy, dodatkowo zasypiamy czytając o kolejnym projekcie zawodowym bohaterki, właściwie każdy szczegół jej zwyczajnego życia urasta do rangi wydarzenia co tylko sprawia, że klątwa, tajemnicze zdarzenia, gotycka aura schodzą na bardzo daleki plan. To nawet nie jest romans, bo tego tu jak na lekarstwo. Popatrzyli na siebie i chwilę później mają dorosły związek. Jakby faza zauroczenia, iskrzących emocji, niepewności, romantyzmu w ogóle nie istniała. Ta powieść jest też bardzo wtórna. Podobne motywy już widziałam w innych trylogiach Roberts, żeby tylko przywołać ,,Znak siedmiu".

Jedynym plusem tej historii jest klimat. Bo co jak co, ale Roberts umie budować klimat swojskości, ciepła, zwyczajności, taki otulający i kojący. I trochę miałam wrażenie, że widać już, że Roberts nie pisze dla kobiet w wieku 25-40 lat, tylko raczej swoich równolatek czyli dojrzałych pań. Bo nawet jeśli bohaterowie są około  30tki to brak im energii, pazura, ognia. Zachowują się zdecydowanie ostrożniej, są bardziej przesyceni dziwną mistyką i ezoteryką. Roberts ma wypracowany solidny warsztat pisarski jednak brak już w nim świeżości. I dokładnie taka jest ,,Spuścizna". Bardzo poprawna a przy tym nudna. Idealnie nada się na lekturę przed snem. Ja po rozdziale zasypiałam bez problemu.

czwartek, 11 lipca 2024

,,Sława i śmierć" Nora Roberts

Tytuł oryginału: Glory in Death

 ,,Sława i śmierć" to moje dopiero drugie spotkanie z ambitną policjantką z przyszłości Eve Dallas. I tym razem porucznik Dallas ma przed sobą trudne, wymagające a przede wszystkim bardzo głośne śledztwo. Ginie nieustępliwa i ceniona prokurator a wkrótce podobną śmierć ponosi znana i popularna aktorka. Pozornie nic ich nie łączy, jednak z jakiegoś powodu zabójca to właśnie je obrał na swój cel. Eve kolejny raz znajdzie się w świetle reflektorów bo obie sprawy zelektryzują opinię publiczną i zmuszą policję do pracy na najwyższych obrotach. Także sama porucznik musi pozostać skoncentrowana, zdeterminowana oraz nieustępliwa bo pierwsza z ofiar była bliską znajomą jej przełożonego, który w pewnym momencie przestaje patrzeć obiektywnie na prowadzone śledztwo. Także Rourke, ukochany Eve, znajdzie się niepokojąco blisko obu spraw.

Zaczynam dostrzegać schemat według, którego pisane są kryminały Roberts, co nie zmienia faktu, że są niezłe. Zaskakujące, dynamiczne, przeplatają się z wątkiem romansowym ale nie są przez niego zdominowane. Autorka tak prowadzi sprawę, że właściwie dopiero pod koniec wpadamy na to kto jest sprawcą. Dzięki czemu do końca trzyma w napięciu i zapewnia odpowiednią dawkę adrenaliny. Mimo sporej ilości plusów, trzeba pamiętać, że jest to literatura rozrywkowa, mieszająca romans z kryminałem i futurystyką, która wygląda jak lata 90te. Ale to nie zmienia faktu, że Roberts jak na rzemieślnika jest celnym obserwatorem społecznym i umie uchwycić esencję problemu oraz bardzo sprawnie ją przedstawić.

Spokojnie mogę polecać serię ,,In Death" i właściwie zastanawiam się czemu sama przez tyle lat ją omijałam. To rozrywka najwyższej próby łącząca w sobie to co najlepsze z wielu gatunków. Zapewnia całą gamę emocji oraz zaskakujące zwroty akcji. Jest idealnym guilty pleasure na leniwe dni, zapewniającym zarówno akcję, romans, humor. Mnie osobiście bawi wizja świata, którą prezentuje Roberts ale na to można przymknąć oko i udawać, że się nie zauważa. Jeśli ktoś szuka lekkiej, wakacyjnej lektury to ,,Sława i śmierć" będzie jak znalazł.

wtorek, 19 marca 2024

,,Powrót do Missing" Abraham Verghese

Tytuł oryginału: Cutting for Stone

 Tylko pozornie akcja powieści zaczyna się pewnego dramatycznego popołudnia roku 1954 gdy na świat przychodzą bliźnięta Shiva i Marion. Wtedy też ich matka, hinduska zakonnica umrze a ojciec - brytyjski chirurg zniknie na wiele lat. Pozornie ten dzień otwiera nową historię, tylko że ta historia zaczęła się znacznie wcześniej i obejmuje swym zakresem o wiele więcej. ,,Powrót do Missing" to epicka opowieść o medycynie i miłości, poświęceniu i ofierze. To historia wielu osób, dla których najważniejszym punktem na mapie jest mały etiopski szpital, błędnie nazywany jako Missing.

Abraham Verghese zabiera czytelnika w porywającą, dramatyczną podróż do miejsca gdzie w pewien sposób czas się zatrzymał. Wydaje się, że życie w małym szpitalu zostało raz na zawsze zdefiniowane. Kolejne,powtarzające się zabiegi nadają mu rytm a ciągłe prośby o pieniądze skierowane do Zachodu świadczą o upływie czasu. Wszystko zmienia jedno popołudnie. Ktoś uświadamia sobie swoją słabość, ktoś umiera a ktoś inny musi podjąć rzuconą rękawicę i podjąć wyzwanie. Wtedy też nagle wokół Missing zaczyna dochodzić do głosu historia i polityka, która już wkrótce odciśnie piętno na bohaterach. Zanim jednak to nastąpi muszą dorosnąć nowo narodzone bliźnięta. Będą one świadkami ludzkich tragedii i dramatów, poznają czym jest miłość, poświęcenie ale i złośliwe kaprysy losu. Idą wspólnie przez życie zostaną brutalnie rozdzieleni przez kobietę, która nie wie czego chce od życia.

Saga rodzinna, którą poznajemy rozgrywa się na bardzo emocjonującym tle. Etiopia w połowie XX wieku to państwo biedy, cierpienia i politycznych zawirowań. Wszystko to odciśnie piętno na bohaterach, szczególnie, że oni jako lekarze znajdą się zawsze bardzo blisko cierpienia. To także pasjonująca opowieść o medycynie i chirurgii. Wiele przypadków można znaleźć szczegółowo opisane co poszerza tło społeczne i podkreśla ogrom dramatu jaki doświadczają przede wszystkim najbiedniejsi. Przez całą powieść przewija się myśl, że oprócz technicznej sprawności chirurga ważna jest równiej wrażliwość i odpowiednie podejście. Piękną myślą spinającą powieść jest sentencja, że jedynym lekarstwem jakie podaje się przez ucho są słowa pociechy.

Mimo, że w powieści cierpienie i śmierć są stale obecne i to one zarówno otwierają jak i zamykają powieść to całość ma znacznie głębszy i pozytywny wydźwięk. To mądra, monumentalna, wielowątkowa powieść o miejscu, z istnienia którego nawet nie zdajemy sobie sprawy, o ludziach zapomnianych przez świat ale i o dobroci, wrażliwości, przebaczeniu i dorastaniu. Nieoczywista i zaskakująca jednak pokazująca co jest najważniejsze w życiu. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 126,5 cm - 5,4 cm = 121,1 cm. 

 

niedziela, 7 stycznia 2024

,,Opactwo Northanger" Jane Austen

Tytuł oryginału: Northanger Abbey

 ,,Opactwo Northanger" Jane Austen miało być moją ostatnią przeczytaną książką w 2023 roku. Jednak choroba zmieniła plany i okazało się, że z nią będę otwierać nowy rok. Czy to źle? Absolutnie nie! Jeśli by założyć, że nowy rok będzie taki jak pierwsza przeczytana książka to zdecydowanie będzie zaskakująco i nieoczywiście.

W różnych rankingach powieści Austen ta właśnie opowieść ląduje najczęściej na końcu. Nie jest zła czy gorsza niż pozostałe ale zdecydowanie odbiega od nich formą i treścią. ,,Opactwo Northanger" to parodia powieści gotyckich, romansów oraz przede wszystkim cięta satyra na społeczeństwo XVIII wieku. Autorka bawi się stylem, narracją i bohaterami. Główna bohaterka to Katarzyna Morland, która zostaje zaproszona przez zamożnych sąsiadów do spędzenia wraz z nimi czasu wypoczynku w Bath. Mają spotykać znajomych, chodzić na podwieczorki, do teatru czy na bale. Tylko nie wszystko idzie tak jak powinno. Państwo Allen nie są gwiazdami society więc początkowo głównie się nudzą i narzekają, że nie spotkali żadnych znajomych. Wszystko się zmienia gdy Katarzynie zostaje przedstawiony pan Tilney a wkrótce do Bath przybywa stara znajoma pani Allen, pani Thorpe wraz z córkami.

Cały zamysł i humor powieści opiera się na wyolbrzymieniu formy nad treścią. Narracja jest wzniosła i zapowiadająca nieoczekiwane, spektakularne wydarzenia, które ... nigdy nie nadchodzą. Jest zwyczajnie, prozaicznie i czasem nawet nudno. Ale dzięki temu lepiej widać sztuczność zachowań, zakłamanie i wyrachowanie. Austen z humorem rozprawia się z modnymi i głupimi zachowaniami, piętnuje fałsz oraz naśmiewa się z powieści gotyckich. Robi to jednak z niepowtarzalnym i niepodrabialnym urokiem. I może humor już jest trochę inny niż w XVIII wieku ale nawet współczesny czytelnik zaśmieje się nie raz obserwując skomplikowane perypetie pomiędzy bohaterami i pokiwa głową z rozczuleniem widząc jakie niestworzone teorie kreśli naiwna, młodziutka bohaterka.

,,Opactwo Northanger" to opowieść pełna uroku i lekkości. Jest zaskakująca i wymykająca się schematycznej ocenie.  Przesycona delikatnym ironicznym humorem, zaskakuje i do samego końca zadziwia. Jest nieoczywista ale w pewien sposób romantyczna i pokazująca, że nie wszystkie przeciwności losu są właściwie przeciwnościami losu. Czasem trzeba po prostu trochę czasu i trzeźwego rozumu. Polecam!

poniedziałek, 18 września 2023

,,Teksas! Lucky" Sandra Brown


Tytuł oryginału: Teksas! Lucky

Sandra Brown i seria Teksas! to jedno z moich absolutnych czytelniczych ,,guilty pleasure". Tak, seria ma wiele wad i gdy czyta się ją w 2023 to widać jak bardzo się postarzała. Ale to nie zmienia faktu, że ją lubię i lubię do niej wracać, żeby odpocząć.

Lucky Tyler jest tym, którego wszyscy znają w miasteczku. Kobiety do niego wzdychają ale żadnej nie dał się usidlić. Mężczyźni raczej nie widzą powodu aby wchodzić mu w paradę. Jednak ten wieczór w miejscowym barze na zawsze zmieni jego życie. Stanie w obronie tajemniczej piękności, pobije się z miejscowymi opryszkami a potem spędzi noc z tajemniczą kobietą. Niby sytuacja jest prosta ale dokładnie tej samej nocy ktoś podpali warsztat, który jest własnością jego rodziny. Jako że rodzina od pewnego czasu ma kłopoty finansowe to właśnie Lucky staje się głównym podejrzanym. On jednak twierdzi, że ma alibi ... tylko że tajemnicza nieznajoma znikła o świcie a on nawet nie zna jej imienia.

,,Teksas! Lucky" to pierwszy tom trylogii romansowej opowiadającej o rodzeństwie Tylerów. Na pierwszy ogień idzie średni z rodzeństwa - impulsywny i kochliwy ale bardzo honorowy i oddany Lucky. Dotychczas wszystkie napotkane kobiety mdlały i padały jak muchy przed nim, więc gdy spotyka taką, która jest wyzwaniem jedno jest pewne - będzie ciekawie, szczególnie że oprócz zabiegania o względy ukochanej musi jeszcze pokonać przeciwności, których wcale jest nie mało, opory kobiety i rozwiązać zagadkę podpalenia. Wcale nie mało jak na stosunkowo krótką historię.

Czytając ,,Teksas! Lucky" w 2023 roku mamy sporo momentów kiedy popatrzymy na tę historię z politowaniem. Bo to typowe dziecko przełomu lat 80/90tych. Pełno tam stereotypów, jak facet to w typie macho, kobieta musi być idealną panią domu. Iskierki zmian, które mają nadejść pojawiają się w tle ale są nadal bardzo delikatne. Nawet sama fabuła jest tak zbudowana, że chociaż pozornie wydaje się, że to Devon ma uratować Lucky'ego ale mimo wszystko to on cały czas czuwa nad nią. Ale mimo, że Brown mocno korzysta ze schematów i uproszczeń fabularnych to jednak jej bohaterowie nie są do końca tacy jednoznaczni. Wykraczają poza margines, są bardziej świadomi i zaczynają wkraczać w nową epokę, która nadchodzi. Przełamują schematy ale nie robią tego w sposób drastyczny, raczej łagodnie pokazują, że nie da się ich tak do końca zaklasyfikować. Dzięki czemu mamy przyjemny romans, który zapada w pamięć i nawet po latach świetnie się do niego wraca.  

p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 47,1 cm - 1,5 cm = 45,6 cm.    

wtorek, 28 marca 2023

,,Powiedz pszczołom, że odszedłem" Diana Gabaldon

Tytuł oryginału: Go tell the bees that I am gone

 Na pewno każdy zna to zjawisko gdy po długiej nieobecności wraca w miejsce, które lubi lub do ludzi, którzy są mu bliscy. Z pewnością po pierwszej ekscytacji, następuje moment gdy siadamy na ławce z boku i obserwujemy co się zmieniło. Może powoli próbujemy się wpasować w rzeczywistość, która powstała gdy nas nie było. Jest to proces powolny, trochę nużący ale pełen zaskoczeń i satysfakcji. Małe zdarzenia, niewielkie zmiany, nowe zwyczaje. Wszystko próbujemy wyłapać i przyswoić. I dokładnie tak samo jest z dziewiątym tomem serii ,,Outlander".

Właściwie pierwsza część książki (tak jedna trzecia) to odnajdywanie się w nowej rzeczywistości, tak czytelnika jak i samych bohaterów. Jamie i Claire po dramatycznych wydarzeniach poprzedniego tomu zostawiają wojnę na razie za sobą i wracają do Ridge by odbudować spalony dom. Także Bree i Roger decydują się na powrót do przeszłości, bo tam czują się bezpieczniej. Teraz wszyscy na nowo próbują odbudować swój świat i swoją codzienność. Jednak wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych jeszcze się nie skończyła. Nie weszła nawet w swoją decydującą fazę. Panuje względny spokój ale jak można się spodziewać jest to zupełnie złudne wrażenie.

W tym tomie brakuje spektakularnych wydarzeń. Sporo miejsca zajmuje osiemnastowieczna codzienność. Bohaterowie się przegrupowali, zajęli swoje miejsca i próbują się dostosować. Jednak zagrożenie cały czas jest realne i wyczuwalne. I nie ważne czy chodzi o Jamiego i Claire, Bree i Rogera, lorda Johna i Williama, Fergusa i Marsali czy Ian wraz z Rachel. Każda z postaci znajdzie się w innym miejscu i pokaże inne oblicze wojny oraz jej zagrożeń. Dodatkowo gdzieś w cieniu czai się zagrożenie, które przybyło z przyszłości i wreszcie wyjawiło swój cel.

,,Powiedz pszczołom, że odszedłem" jest dużo spokojniejsze ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje. Dzieje się dużo. Pojawia się sporo nowych, interesujących postaci. Dokonują się zmiany w życiu bohaterów, jednocześnie cały czas czuć wyczekiwanie na to co dopiero ma nastąpić. Ten tom sprawia wrażenie podbudowy pod wielki finał, który ma nastąpić wraz z dziesiątym tomem. To uspokojenie, odpoczynek i przygotowanie przed tym co nieuchronnie musi się wydarzyć. Na odpowiedź na najważniejsze pytania jeszcze trzeba poczekać. Teraz natomiast mieliśmy możliwość spędzenia trochę czasu z postaciami, które stały się bliskie i tak bardzo realne. No cóż, pozostaje czekać, żeby przekonać się w jakie jeszcze intrygi wpląta Diana Gabaldon rozrastający się w zastraszającym tempie klan Fraserów. 


p.s. WYZWANIE 2023 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 127,4 cm - 5,7 cm = 121,7 cm.    

środa, 14 grudnia 2022

,,Wiara skazanych" Katarzyna Borowska


Więzienie to chyba ostatnie miejsce, które może kojarzyć się z wiarą. Przemoc, nienawiść, zło, poczucie beznadziei, kara czy w ostateczności sprawiedliwość. To zdecydowanie bardziej są pierwsze skojarzenia. Zupełnie nie bierze się pod uwagę, że w więzieniu może być też miejsce na wiarę i Boga.

,,Wiara skazanych" to druga część tryptyku Katarzyny Borowskiej. Zamysł całości odnosi się do trzech cnót boskich: wiary, nadziei i miłości. Miłości poświęcona była pierwsza część, a druga, którą właśnie miałam przyjemność przeczytać, odnosiła się do wiary. Trzecia o nadziei jest w przygotowaniu.

Autorka próbuje pokazać więzienie, skazanych i ludzi tam pracujących z zupełnie innej strony niż ta, którą znamy z utartych stereotypów. Chce je przełamać. Przybliża historie kilku osób (zarówno więźniów jak i pracowników więzienia jak i osób, które podjęły się posługi). Dla nich uwięzienie stało się okazją by się nawrócić, znaleźć Boga a nawet spróbować zmienić swoje życie. Są to historie trudne ale zarazem poruszające. Dotykają wielu bardzo delikatnych aspektów życia. Więźniowie bardzo otwarcie mówią o tym co doprowadziło ich za kraty, o wszystkich co zrobili złego. Szokujące w porównaniu z tym jest wyznanie co doprowadziło do nawrócenia. Najczęściej wcale nie było to żadne spektakularne wydarzenia. Raczej (posługując się metaforą) była to kropla tocząca skałę. Otwarcie, bez niepotrzebnego patetyzmu, bardzo prosto i zwyczajnie mówią też o tym co zmieniło się w ich życiu i dlaczego wiara jest dla nich ważna.

Chyba najbardziej zaskoczyło mnie to jakie nastawienie ma  otoczenie do osób przyznających się do wiary w Boga w więzieniu. To zaskakujące ale jest to bardzo oczywiste i akceptowane. Środowisko, które kojarzy się ze złem, przemocą czy bezprawiem przyjmuje ze zrozumieniem Boga i pozwala mu być tam gdzieś pomiędzy. Jest to szokujące i zastanawiające bo czasem na wolności nie czuć aż takiej swobody.

Wszystkie rozmowy i historie, które się z nich wyłaniają zapadają w pamięć bo bardzo odbiegają od tego co (niestety) znamy z codziennej, często powierzchownej religijności. To wywiady bardzo autentyczne i pełne żarliwości, udowadniające, że Bóg działa nawet tam gdzie człowiekowi jest trudno dotrzeć. Dlatego tym większy jest mój podziw dla ludzi, który decydują się iść do więzienia i głosić wiarę skazanym. A z takimi ludźmi także rozmawia autorka i pokazuje jak wielka siła drzemie w niepozornych osobach. Polecam!

piątek, 2 grudnia 2022

,,Niedoręczony list" Sarah Blake

Tytuł oryginału: The Postmistress

 II wojna światowa widziana z zupełnie innej perspektywy. Trzy kobiety rozdzielone oceanem i jeden list, który nigdy nie znalazł swojej adresatki. 1940. Frankie jest młodą, ambitną, amerykańską dziennikarką, której głos miliony rodaków słyszą w domach gdy opowiada o sytuacji w wojennym Londynie. To ona pokazuje im świat tak drastycznie różny od tego co znają. Iris - zostaje naczelniczką poczty w małej nadmorskiej miejscowości. To w jej ręce składa list Will - miejscowy lekarz, który po dramatycznych przeżyciach decyduje się zostawić młodą żonę i wyruszyć do Europy by nieść tam pomoc. I wreszcie Emma - żona, przyszła matka, która czeka na powrót męża. Trzy kobiety, trzy różne spojrzenia i wojna, która zmienia bieg wydarzeń.

,,Niedoręczony list" to taka opowieść bez morału i bez składu. Autorka ma pomysł, całkiem niezły ale za dużo próbuje przekazać i w ten sposób wszystko staje się powierzchowne i miałkie. Jest i bombardowany Londyn, ludzie, którzy giną w bezsensowny sposób, wypędzenia i eksodus przez ogarniętą wojnę Europę, tragedie i ,,głosy cieni". I wszystkie te dramaty zestawione są z zwyczajnym, spokojnym życiem gdzieś po drugiej stronie Atlantyku. Tak myśl o zbrodniach nazistów, ich napadzie jest brana za fantazję i szaleństwo.

Lubię powieści gdzie zarysowane są silne postaci kobiece albo chociaż takie, które niosą z sobą jakich ładunek emocji. Tutaj właściwie oprócz Frankie pozostałe bohaterki są bierne, podporządkowane narzuconym z góry rolom, nie umiejące przełamać impasu, który same sobie stworzyły. Mimo,że Frankie najbardziej się wyróżnia, ona też nie jest idealna. Miota się, szuka czegoś nieuchwytnego, popełnia błędy i jest przepełniona niepewnościami. Dzięki temu można z pewną ciekawością podążać jej śladem. Na początku zupełnie nie rozumie świata, w który chce wejść. Bombardowany Londyn jest straszny ale to zaledwie namiastka okrucieństwa i tragedii, z którymi się zderzy gdy wyruszy na kontynent.

Niestety ,,Niedoręczony list" jest tylko czytadłem na wieczór. Chaotycznym, momentami niespójnym, powierzchownie traktującym wiele tematów i próbującym w najbardziej melodramatyczny sposób grać na emocjach. Ma kilka naprawdę niezłych wątków i gdyby to na nich skupiła się autorka i je pogłębiła mogłaby z tego być opowieść, która wbiła by w fotel i zapadła w pamięć. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 2,4 m - 1,8 cm = 0,6 cm.     

niedziela, 2 października 2022

,,Wywiad z władzą" Oriana Fallaci

 

Tytuł oryginału: Intervista con il potere

Są książki, wypowiedzi, zdania, wywiady, które nawet po upływie wielu lat czy dziesięcioleci nie tracą w zupełności nic na znaczeniu. Ba, to właśnie po latach ich wydźwięk nabiera na sile. Staje się znaczący, dobitniejszy. W pewien sposób tak właśnie jest z wywiadami przeprowadzonymi w latach 70tych i 80tych przez słynną włoską dziennikarkę Orianę Fallaci. Wielu z jej rozmówców już nie żyje, jej samej od 16 lat nie ma. Są jednak jej słowa a w nich jej bezwzględna dociekliwość, której jedynym celem było obnażenie prawdy i pokazanie bezwzględnych mechanizmów jakimi  kieruje się każda władza.

Chyba w kontekście ostatnich wydarzeń szokujący będzie już pierwszy wywiad z Chomeinim. Duchowy przywódca, który zapoczątkował rewolucję religijną w Iranie. To właśnie on stworzył świat, z którego irańskie kobiety obecnie próbują się wyrwać. Szokujące są słowa z jakimi ponad czterdzieści lat temu przejmował władzę. Wydaje się, że świat na wszystko się uodpornił ale nadal poraża buta, religijny fanatyzm i pogarda dla innych z jaką kiedyś w imię Allaha przejmował władzę. Dzięki temu łatwiej zrozumieć i trudniej zaakceptować to co wydarzyło się w latach 70tych w Iranie. Zaszokowana jest sama Fallaci, przytłoczona absurdem i nieumiejąca się podporządkować normą jakie siłą zostały wtłoczone.

Pozostałe wywiady są różnego kalibru. Zdecydowanie najsłabszy ten z Lechem Wałęsą. Są i takie, które przerażająco dokładnie przewidują przyszłość i równie dobrze mogłyby dotyczyć obecnego układu sił na świecie i strachu, który on wywołuje. Gdy Fallaci przeprowadzała swoje wywiady trwała nadal Zimna Wojna. Świat był podzielony pomiędzy Wschodem i Zachodem. Dziś znowu tak jest i znowu żyjemy w czasach niepokoju. Jej rozmówcy rozumieli lub kształtowali to co działo się ponad czterdzieści lat temu i z zaledwie niewielkimi korektami można ich słowa odnieść do współczesności. Do doskonale pokazuje pewne, uniwersalne i nieustannie powtarzające się schematy, w które wpada ludzkość. Jest to przerażające ale i paradoksalnie napełniające optymizmem. Przeraża - bo nie wyciągamy wniosków, nie uczymy się ale wiecznie powtarzamy te same błędy i doprowadzamy do tych samych sytuacji. Optymistyczne - bo kiedyś umieliśmy sobie z nimi poradzić, znaleźliśmy rozwiązanie lub po prostu konflikty, kryzysy wypaliły się i zgasły, dając miejsce na rozwój.

Myślę, że w obecnych, niespokojnych czasach ,,Wywiad z władzą" powinien być lekturą obowiązkową. Otwiera oczy, wyjaśnia przyczyny, szokuje. I może niektóre rzeczy się zmieniły, niektóre problemy zostały zażegnane ale jądro nadal pozostało to samo. Problemy biorą się nadal z tego samego. Świat nieustannie się kręci i niestety, nieustannie wraca do tego samego punktu. Polecam bardzo gorąco!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  29,5 m - 3,1 cm = 26,4 cm.     

 

wtorek, 9 sierpnia 2022

,,Siedem głazów przeznaczenia" Diana Gabaldon

Tytuł oryginału: Seven Stones to Stand of Fall

 Moją relację z serią ,,Obca" najlepiej podsumowuje słowo ,,to skomplikowane". Uwielbiam bohaterów, zaskakują mnie kolejne ich perypetie, doceniam bogactwo detali i benedyktyńską pracę włożoną w przygotowanie każdego tomu. Ale równocześnie dokładnie to samo działa na nerwy. Często Diana Gabaldon za bardzo koncentruje się na detalach przygaszając akcje. Często zanim jej tomy (a to najczęściej ok 1000 stron) się rozkręcą trzeba przetrwać wiele rozwleczonych i przegadanych akcji, które paradoksalnie w finale nabierają sensu.

Tak jest z powieściami i chyba po takim wstępie nie dziwi stwierdzenie, że Gabaldon nie umie pisać opowiadań. To co dla wielu pisarzy jest już powieścią u niej nazywa się opowiadaniem. Cóż, fakt, ma mniej niż 300 stron. ,,Siedem głazów przeznaczenia" to zbiór krótszych form. 7 zaskakujących opowieści, których bohaterami są postaci dobrze znane z kart głównej sagi. Sposo, bo aż 3 opowiadania koncentrują się na osobie lorda Johna, jest jedno które opowiada o Jamie'm z czasów przed rozpoczęciem serii. Bohaterami pozostałych są m.in. Hal - brat lorda Johna czy ojciec Rogera. Właściwie, żadne z opowiadań nie jest bezpośrednio powiązane z serią. Raczej są jej uzupełnieniem, zaspokojeniem ciekawości co działo się z bohaterami gdy nie widzieliśmy ich na scenie.

Tak, jak zawsze jest w przypadku prozy Diany Gabaldon, jest barwnie, fascynująco, przygoda goni przygodę a niespodziewane spotkania obfitują w nieoczekiwane zdarzenia. Jest momentami zabawnie, czasem przerażająco i nerwowo, pojawiają się intrygi i szczypta tajemnicy oraz niezwykłych zdarzeń. To skondensowana dawka wszystkiego co uwielbiamy. Ale to wszystko nie byłoby pewne gdyby nie bardzo precyzyjne, detaliczne nakreślenie tła historycznego i umiejscowienie zdarzeń w konkretnym miejscu i czasie. Opowiadanie Gabaldon przenoszą w czasie i dają odczuć na skórze ten wyjątkowy dreszczyk niepewności, podniecenia i ciekawości. Może nie posuwają one fabuły do przodu, nie wyjawiają żadnych sekretów ale sprawiają, że po raz kolejny ulubione postacie nabierają kolorytu, zaczynają żyć, ich przeszłość odsłania kolejny, maleńki fragment. To idealna pozycja dla wszystkich, którzy tak jak ja, czekają na dziewiąty tom. Można odświeżyć sobie klimat, przypomnieć sobie za co się lubi (lub nienawidzi) serię oraz uczciwie przyznać, że czekamy niecierpliwie aby poznać odpowiedzi na pytania, z którymi zostawił nas finał ósmego tomu. Polecam! 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  56,8 m - 4,0 cm =52,8 cm.     

niedziela, 10 kwietnia 2022

,,Maryla z Zielonego Wzgórza" Sarah McCoy

Tytuł oryginału: Marilla of Green Gables

 ,,Ania z Zielonego Wzgórza" to chyba jedna z najbardziej kultowych powieści. Miliony dziewcząt i kobiet wychowały się obserwując sympatycznego rudzielca i razem z nią wkraczając w dorosłość. Ania inspiruje, zachwyca, bawi. Jest żywiołem, który odmienia życie wielu osób, szczególnie rodzeństwa Cuthbertów, Maryli i Mateusza, w których domu zamieszkała i rozgoniła mroki samotności i szarej codzienności. I chociaż dla większości czytelników Maryla i Mateusz to starsi, wycofani, trochę zgorzkniali ludzi, którzy zdają się zupełnie nie pamiętać o tym czym była młodość i radość, to jednak tak nie jest. Pojawienie się Ani topi lód i wyzwala zapomniane pokłady szczęścia. Ale jak wyglądało ich życie, a przede wszystkim życie Maryli, zanim pojawiła się Ania? Sarah McCoy próbuje odpowiedzieć na to pytanie przenosząc czytelnika do Avonlea, na długo zanim zawitała tam Ania Shirley.

Marylę Cuthbert poznajemy jako trzynastoletnią dziewczynkę. Mieszka z rodzicami i bratem na obrzeżach Avonlea. Wychowywana w duchu surowych protestanckich zasad, zaczyna poznawać czym jest przyjaźń, radość, młodość. Obserwujemy początki przyjaźni z Małgorzatą, wtedy jeszcze White. Dwie dziewczynki są jak ogień i woda ale to tylko umacnia ich przyjaźń. Gdzieś z boku zaczyna pojawiać się także Jan Blythe, młodzieniec, który sprawi, że w młodziutkiej Maryli narodzą się zupełnie nowe uczucia i emocje. Szczęśliwe dorastanie zostanie brutalnie przerwane pewnej majowej nocy a wszystkie pragnienia i marzenia młodziutkiej dziewczyny ulegną radykalnym przewartościowaniom.

Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie czerpałam przyjemności z powrotu do Avonlea. Jednak jest to zupełnie inne miasteczko. Zamieszkałe przez inne osoby ale w jakiś sposób bliskie i znajome. Początkowo autorka dosyć mocno wzoruje się na pierwowzorze, do którego się odwołuje. Dzieciństwo Maryli i Małgorzaty to kopia tego co znamy z relacji Ania-Diana. Dziewczeńskie tajemnice, sekrety, pierwsze zauroczenia - wszystko co składa się na dorastanie. Jest uroczo, radości i nostalgicznie. Potem coraz mocniej dochodzi do głosu styl samej McCoy. Powracają tematy, które poruszała w ,,Dzieciach kartografa" - tutaj także pojawia się temat Kolei Podziemnej, echa zapowiadające wojnę secesyjną czy też zarys ogólnej sytuacji polityczno-gospodarczej, czyli tematy, które nie istnieją w prozie L.M.Montgomery. ,,Ania.." to afirmacja dorastania, ,,Maryla .." jest dużo mocniej zakorzeniona w konkretnych faktach i wydarzeniach. Chcąc, nie chcąc bohaterowie muszą opowiedzieć, po którejś ze stron. Nie mogą tutaj żyć wewnątrz swojej własnej bańki.

,,Maryla z Zielonego Wzgórza" może być niezłym prequelem cyklu, może być także czytana w zupełnym oderwaniu od prozy L.M.Montgomery. Mówi dużo o Kanadzie w połowie XIX wieku, o jej nastrojach, problemach. Kraj przestaje być sielską oazą, jaką znamy z cyklu o Ani a staje się konkretem, targanym problemami, w którym żyją ludzie z krwi i kości. Jeśli czytamy w powiązaniu z oryginalną serią to mamy okazję na nowo spojrzeć na postaci, które dotychczas stały w tle. Nabierają one wyrazu, stają się bliższe, bardziej zwyczajne i dostrzegamy, że za każdym starszym także staje jego młodzieńcza wersja z tymi samymi problemami, wątpliwościami. Popełniająca dokładnie te same błędy. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  109,8 cm - 3,3  cm =  106,5 cm.     

 

wtorek, 25 stycznia 2022

,,Tornado" Sandra Brown

 

Tytuł oryginału: Low pressure

Był taki czas, kilkanaście lat temu, gdy na zmianę zaczytywałam się powieściami Sandry Brown i Nory Roberts. I o ile do tej drugiej z sentymentu raz na jakiś czas wracam, to Brown jakoś naturalnie zniknęła z mojej listy czytelniczej.Teraz, gdy ponownie, po nią sięgnęłam, uczciwie muszę przyznać, że to całkiem niezłe guilty pleasure na weekendowe czytanie.

Bellamy zupełnie nieoczekiwanie stała się bestsellerową pisarką. Jej powieść, która napisała aby poradzić sobie z traumą, jaką było zabójstwo siostry, ląduje na szczytach list przebojów i zapewnia jej niesłychany rozgłos. Nie jest to jednak sława, której kobieta pragnie czy oczekuje. Bo oprócz rzesz fanów uaktywnia się także ktoś, komu bardzo zależy aby wydarzenia sprzed 18 lat pozostały owiane mgłą tajemnicy.

Sandra Brown buduje swoją opowieść wokół klasycznego motywu ,,damy w opałach." Jest ona - prześladowana, zastraszana ale próbująca rozwikłać tajemnicę z przeszłości więc i musi pojawić się on - klasyczny macho, trochę szorstki, bezczelny, nieoglądający się na innych ale mięknący na widok kobiety. Typowo, bohaterowie to swoje przeciwieństwa, obarczone wieloma problemami, zadawnionymi żalami, nieporozumieniami więc zanim nastąpi upragniony happy end dojdzie do kilku tarć pomiędzy nimi. Sprzeczki i nieporozumienia pomiędzy bohaterami schodzą na drugi plan w obliczu realnego zagrożenia. Bo oboje staną się celem, żądnego krwi i zdeterminowanego psychopaty.

Powieści Sandry Brown nie są złe i ta też taka nie jest ale gdy patrzy się na nią z perspektywy innych przedstawicielek gatunku jakim jest thriller obyczajowo to ta wypada trochę groteskowo, szczególnie jeśli spojrzymy na ,,ciemną stronę". Przeciwnicy pary głównych bohaterów są przerysowani, trochę karykaturalni. Raczej budzą uśmiech niż przerażenie. Wiem, że ma to na celu wyolbrzymienie protagonistów ale sprawia to tylko, że oni też robią się bardziej naiwni i przewidywalni.

,,Tornado" nie powali na łopatki, nie rozłoży. Nawet nie specjalnie zaskoczy. To po prostu szybkie czytadło do autobusu, pociągu, na leniwe popołudnie. Krótka odskocznia od rzeczywistości, nie wymagająca zbytniego zaangażowania ale i też nie denerwująca. Jeśli ktoś dokładnie tego potrzebuje to polecam!

  p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  151,5  cm - 2,7 cm =  148,8 cm.     

 

sobota, 11 września 2021

,,Święty Wrocław" Łukasz Orbitowski


,,Święty Wrocław" to powieść specyficzna, mroczna, dziwna, trochę oderwana od rzeczywistości i paradoksalnie bardzo mocno z nią spleciona. To powieść o strachu, izolacji, o niebezpieczeństwie, które jest ale którego nie umiemy nazwać.

Pierwsza dekada XXI wieku, Wrocław. Zimny, wiosenny, spowity mgłą i deszczowy. To tam nagle na jednym z osiedli ściany bloków stają się czarne a ludzie, którzy tam wchodzą przepadają na zawsze. ,,Święty Wrocław" jednych przyzywa, innych przeraża. Miasto nie umie poradzić sobie z sytuacją a ludzie znikają.

Tej powieści nie da się odbierać jednoznacznie. Z zamierzenia ma być urban horrorem i taka jest. Przepełniona nienazwaną grozą, niebezpieczeństwem, wszechobecnym mrokiem. Ale to także, a może przede wszystkim opowieść o ludziach i mroku oraz złu czającym się wewnątrz nich. O pierwotnych lękach, pierwotnych instynktach. które pod wpływem nienormalnych okoliczności wreszcie dochodzą do głosu. To opowieść o drzemiącym w każdym z nas strachu, nienawiści oraz poczuciu wyobcowania. Orbitowski tym wszystkim przeraża nie siląc się na makabrę czy drastyczne opisy. Trochę leniwie, trochę niespiesznie i tak od niechcenia snuje swoją mroczną opowieść, która tak naprawdę może siedzieć w każdym z nas i czekać tylko na odpowiednio niesprzyjające okoliczności. 

,p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 44,8 cm - 2,1 cm = 42,7  cm. 

środa, 4 sierpnia 2021

,,Firefly Lane" Kristin Hannah

 Tytuł oryginału: Firefly Lane

Są momenty w życiu, które zapadają w pamięci na zawsze. Są ludzie, którzy zostają w życiu na zawsze. Pierwsze zauroczenia, związki, małe radości, sukcesy. Wszystko smakuje najlepiej gdy obok jest osoba, która rozumie i wspiera. Najlepszy przyjaciel.

,,Firefly Lane" to opowieść może bez spektakularnych zwrotów akcji ale mimo to wciągająca i zapadająca w pamięć. Opowieść niezwykła w swej zwyczajności. Historia trzydziestu lat przyjaźni - prawdziwej przyjaźni, której nie ominęły wzloty i upadki, sukcesy, radości ale także zazdrość, złość i nieporozumienia odcisnęły na niej swoje piętno. Mimo to trwała i najważniejszych momentach pokazała swoją siłę.

Bohaterki powieści, Tully i Kate, poznały się jako nastolatki. Chociaż były swoim przeciwieństwem to więź, która je połączyła pokazała, że ich różnice wzajemnie się uzupełniają. Ich wady stają się zaletami, braki siłą. Jedna jest motorem napędowym a druga spokojną przystanią. Razem pokonywały przeciwności, zwalczały przeszkody i chociaż w rezultacie wybrały inne drogi to zawsze znajdowały czas by być razem.

,,Firefly Lane" to dobra, wzruszająca opowieść o sile przyjaźni. O radościach i smutkach jej towarzyszących. Bardzo bliska każdemu czytelnikowi i pozwalająca się w niej odnaleźć. To nie opowieść o herosach ale o zwyczajnych ludziach, z ich problemami i troskami. O ludziach trochę pogubionych, nieporadnych, popełniających błędy ale podnoszących się i mogących zawsze odnaleźć spokój pod bezpiecznym dachem przyjaciół. Bez patosu czy przesadnej koloryzacji przedstawione jest zwyczajne życie, które i tak może skrywać w sobie magię. I uczące, że najważniejsze nie są pozycja, sława, pieniądze ale zwykłe, małe momenty i ludzie, z którymi można je dzielić.

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 75,3 cm - 3,8 cm = 71,5  cm. 

 

wtorek, 16 marca 2021

,,Paląc za sobą mosty" Tatiana Polakowa

Tytuł oryginału:  Ϲжигая за собой мосты

Żanna mieszka i studiuje we Włoszech. Niespodziewanie odwiedza ją ojciec, który zachowuje się dziwnie. Jest tajemniczy, kontaktuje się z dziwnymi ludźmi a w finale zostaje zamordowany w samym centrum Wenecji. Przed śmiercią udaje mu się jeszcze ostrzec dziewczynę, przed wrogiem, który ma czyhać na jej życie. Ten punkt jest przełomowym w życiu młodej kobiety, nagle znajdzie się w centrum wydarzeń, które w jakiś sposób łączą się z historią jej rodziny a korzeniami sięgają czasów II wojny światowej. Dziewczyna by poznać co dokładnie ojciec miał na myśli musi wrócić do Rosji i tam prześledzić nie tylko jego kroki ale także poznać zaskakującą historię swojej babki.

,,Paląc za sobą mosty" to historia, która ma potencjał ale ten potencjał nie do końca zostaje zrealizowany. Z jednej strony tajemnica, niebezpieczeństwo i skrawki historii, które rozpalają wyobraźnie i zmuszają do snucia naprawdę fascynujących przypuszczeń na temat tego co dokładnie mogło się rozegrać. Jest i sprawa kryminalna, w której trup ściele się gęsto ale podejrzanych łatwo jest odgadnąć. Tyle na plus. Na minus zdecydowanie sposób przedstawienia i prowadzenia postaci, szczególnie kobiet. Są one histeryczne, płytkie, rozhuśtane emocjonalnie i wręcz głupie, główna bohaterka ma na ich tle prezentować się jako głos rozsądku i mądrości, przebiegłości i spostrzegawczości. Trochę taka jest ale przez przybieraną postawę, są momenty kiedy staje się irytująca i przemądrzała. Przez to rodzi się w czytelniku zniecierpliwienie i zniechęcenie.

Po zapowiedziach na okładce liczyłam na coś, co przykuje moją uwagę. Niby są momenty kiedy jest ciekawie i intrygująco ale zdecydowana większość to przeciętność. Średni kryminał, pozbawiony humoru (chyba, że humor ma się przejawiać w przerysowaniu postaci) a romansu tam też jak na lekarstwo. Typowe czytadło, do przeczytania i zapomnienia.

poniedziałek, 28 grudnia 2020

,,Gdzie śpiewają raki" Delia Owens

Tytuł oryginału:Where the Crawdads Sing 
 
Kya Clark już jako kilkuletnia dziewczynka dowiedziała się, że życie jest trudne i jeśli chce przetrwać nie może oczekiwać pomocy od ludzi. Porzucona najpierw przez matkę, potem rodzeństwo, zostaje sama z ojcem, który także po pewnym czasie zostawia ją na pastwę mokradeł. Dziewczynka obserwuje naturę i uczy się życia. Społeczność miasteczka traktuje ją jak dziwadło i ciekawostkę, nie próbując nawet wyciągnąć do niej pomocnej ręki. Zostają jej tylko mewy i otaczający ją świat mokradeł, który staje się jej domem, nauczycielem, schronieniem i jedynym oparciem. Świat samotności Kyi burzą dwaj mężczyźni. Jeden chce jej pomóc, drugi realizuje własne cele. Gdy ten drugi ginie w tajemniczych okolicznościach, w miasteczku zaczyna się przysłowiowe polowanie na czarownice, a jedyną podejrzaną jest Kya, Dziewczyna z Bagien.

,,Gdzie śpiewają raki" to powieść wyjątkowa. Bardzo nastrojowa, melancholijna, której rytm nadaje obserwowana natura. Wszystko tam przebiega w swoim rytmie, ma swoje przypływy i odpływy. Bohaterowie także wpasowują się w narzucone ramy. Jedni lepiej odnajdują się w świecie, gdzie panuje natura, inni próbują zakłócić ten porządek. Chyba najbardziej wyczuwalnym uczuciem, przebijającym się przez całą opowieść jest cisza samotności. Czasem jest ona przytłaczająca ale częściej otulająca, pokrzepiająca, zapewniająca spokój i przyjmująca z powrotem po wszelkich życiowych perturbacjach. Ludzkie sprawy, reguły narzucone przez społeczeństwo nie mają wstępu w ciszę bagien. Współczesność staje w opozycji do tego co dzieje się na bagnach. Wyraźnie widać ten dualistycznie przedstawiony świat. Jeden - ten współczesny jest mroczny, zły, paradoksalnie bezduszny i pozbawiony ludzkich odruchów, a ten drugi - świat natury, mokradeł, jest domem, schronieniem, bezpiecznym azylem.

Powieść Delii Owens zachwyca na wielu płaszczyznach: językowej, klimatycznej, fabularnej. Snuje się leniwie, ale jednocześnie cały czas buduje napięcie i trzyma w niepewności do ostatnich chwil. Jest piękną epopeją o samotności i dojrzewaniu, rodzących się uczuciach i starciu z bolesną rzeczywistością. To opowieść, poruszająca najbardziej skryte struny w duszy i zapadająca na długo w pamięć.

niedziela, 11 października 2020

,,Słowik" Kristin Hannah


Tytuł oryginału: The Nightingale


II wojna światowa to bardzo popularne tło do opowieści. Jak żadne inne uwypukla to co w ludziach siedzi, pokazuje ich mocne i słabe strony, naświetle największe wady i zalety, odsłania jacy na prawdę są ludzie. Na światło dzienne wychodzą najstraszliwsze demony ale i może objawić się niespodziewany heroizm czy prawdziwe dobro. I chociaż każda opowieść jest inne, z pewnością w wielu te elementy odnajdziemy a na pewno można tego dokonać w powieści,,Słowik".

Kristin Hannah zabiera czytelnika w emocjonującą podróż do Francji ogarniętej wojenną zawieruchą. Bohaterkami są dwie siostry Vianne i Isabel, różniące się między sobą jak dzień i noc. Starsza - rozsądna, poważna, matka i żona, młodsza - pełna pasji, niecierpliwa, nadal szukająca własnej drogi. Los i historia skonfrontują je ze sobą. Każda z nich wejdzie na zupełnie inną drogę i będzie próbowała przetrwać czas wojny oraz na swój sposób walczyć o zachowanie swojego poczucia człowieczeństwa i bycia przydatnym dla społeczeństwa.

,,Słowik" to świetnie skonstruowana powieść. Na zasadzie kontrastu zestawia ze sobą dwa zupełnie różne sposoby walki z okupantem. Isabell jest aktywna, zaangażowana, pakuje się w niebezpieczeństwa i nie lęka się o swoje życie, czasem przez to sprowadzając nieświadomie zagrożenie na innych. Jej działania są bardziej spektakularne i mocniej oddziałują na innych. Vianne, przeciwnie. Wycofana, zalękniona, próbuje jedynie przetrwać i chronić bliskich. Początkowo nie do końca świadoma tego jak ogromne znaczenie ma to co robi, co traktuje jako coś zupełnie normalnego, coś co dla niej jest obowiązkiem i powinnością z stosunku do przyjaciół i znajomych. W cieniu, schowana, ale kierowana miłością i oddaniem zapewnia bezcenny dar, który można na równi postawić z działalnością siostry.

,,Słowika" czyta się jednym tchem. Powieść zachwyca wyważoną akcją, umiejętnym stopniowaniem emocji tak, że do końca czeka się na to co jeszcze może się wydarzyć. Jest opowieścią o bohaterstwie, zarówno tym szalonym jak i tym zwyczajnym, codziennym. Poprzez kontrast zastosowany pomiędzy wątkami widać doskonale, że nie ma jednej dobrej drogi, każda może być tą właściwą pod warunkiem, że chce się czynić dobro. Polecam! 

 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 84,9 cm - 3,6 cm = 81,3 cm.

sobota, 18 kwietnia 2020

,,Planeta K. Pięć lat w japońskiej korporacji" Piotr Milewski

Od miliona lat (nie przesadzam) pracuje w polskim korpo. Mam też znajomych w różnych korporacjach poza granicami i wydawało mi się, że nic co korpoludzkie nie jest mi obce i nic nie jest mnie w tym systemie zadziwić. Cóż, myliłam się. Jakiekolwiek korpo europejskie w porównaniu w korporacją japońską musi i wypada słabo. Wręcz jaki się jako spokojna, prawie idealna praca. Co jest takiego wyjątkowego w japońskiej odmianie tego systemu? Najlepiej oddać głoś Piotrowi Milewskiemu, który spędził w jednej z firm - określanej jako K. pięć lat.

Od razu trzeba zaznaczyć, że ścieżka kariery Milewskiego odbiegała od typowej drogi zwykłego japońskiego pracownika. Nie musiał on startować od samego dołu, nie przeszedł przez wszystkie działy. Zaczynał jako specjalista i jedyny obcokrajowiec w firmie, która wydawała się stanowić jeden organizm pracowniczy. Życie wielu mieszkańców okolic, gdzie była zlokalizowana było jej podporządkowane i to firma decydowała jak wygląda nawet czas wolny pracowników. Generalnie sam obraz pracy i relacji firma - pracownik jest zaskakujący i radykalnie odbiegający od tego co znamy z Europy. Z pewnością już na wstępie zaskakuje długoterminowa perspektywa. Tam panuje przekonanie, że praca jest na zawsze a nie na chwilę oraz pracownik wstępujący w progi zakładu pracy automatycznie staje się klockiem budującym całość, traci swoją indywidualność, stając się takim jak inni. Wpływają na to jednakowe stroje, wyćwiczone zachowania, wręcz codzienne pranie mózgu nakierowane na to by firma mogła osiągać jak największe zyski i w ten sposób rozwijać się.

Milewski opisuje korporacyjną rzeczywistość z lekkością i humorem. Opowiada o swojej codzienności przemycając wiele danych o Japonii i Japończykach. Jego świat choć trudny, pełen wysiłku i dostosowywania się do reguł narzuconych przez firmę jest jednak pełen swoistego szaleństwa, egzotyki i ukazuje zupełnie inne oblicze korpoświata. Sama czytając wiele razy wybuchałam śmiechem by za chwilę dojść do wniosku, że moje korpo ze swoimi absurdami nie jest aż takie złe. Może informacje, które przekazuje autor są spłycone i mocno przefiltrowane przez sito jego subiektywizmu ale dają poczuć pewną namiastkę japońskiej rzeczywistości i problemów jakie targają to społeczeństwo. Polecam!

wtorek, 3 grudnia 2019

,,Kult" Łukasz Orbitowski


Był przełom XX i XXI wieku, miałam kilkanaście lat i z tego okresu pamiętam serię artykułów w czasopismach, nawet tych kolorowych, skierowanych głównie do kobiet, poświęconych Kazimierzowi Domańskiemu i wydarzeniom jakie rozgrywały się od początku lat 80-tych w Oławie. Byłam wtedy nastolatką, niespecjalnie wnikającą w szczegóły ale kwestia objawień i rozdźwięk pomiędzy Domańskim a Kościołem katolickim na wiele lat utkwiła mi w pamięci. Teraz, wiele lat później sięgnęłam po powieść Łukasza Orbitowskiego ,,Kult" luźno nawiązującą do wydarzeń jakie rozegrały się w Oławie.

,,Kult" ma formę spowiedzi. Rolę narratora przejmuje brat fikcyjnego Hanryka Hausnera, który twierdzi, że na działkach objawia mu się Matka Boska. Zbyszek Hausner jest fryzjerem, w starodawnym tego słowa znaczeniu. Uprawia fach, pozwalający na ciągłą obecność z i pomiędzy ludźmi. Dzięki temu może z bliska, wręcz namacalnie obserwować to co jego brat wywołał w tysiącach ludzi. Zbyszek, chociaż najbliżej wydarzeń, pozostaje sceptyczny ale dzięki temu jego opowieść jest bardziej rzeczowa, konkretna, momentami trochę cyniczna. Jego ciągłą troska o brata, pośrednie zaangażowanie w jego działalność,nie przysłania obrazu, z którego wyłania się obraz smutnych, szarych lat osiemdziesiątych, w które nagle wkracza coś innego, niezwykłego, coś co burzy schematy, wykracza poza ramy i daje ludziom coś ponad rządowe normy, partyjną propagandę - daje nadzieję.

,,Kult" to przede wszystkim portret ludzi. Orbitowski kontrastuje swoich bohaterów. Naprzeciw wierzącego, natchnionego Henryka stają niedowierzający brat Zbyszek, próbujący jak najwięcej ugrać pan Bolo,  podporządkowany i słaby ksiądz Romek, partyjniak Waldek, ubek Longin. Różne postawy, różne ścieżki ale pokazują wiele uniwersalnych prawd. Same objawienia schodzą na drugi plan przesłonięte przez zupełnie ludzkie zachowania. Czasem heroiczne i natchnione ale głównie małostkowe, skupione na sobie, podporządkowane egoistycznym celom. Ale to także opowieść o szarych, smutnych czasach, które zostały zakłócone przez nagły wybuch religijności burzący świat jaki chciała zbudować partia rządząca.

Orbitowski nie próbuje udowadniać tezy czy objawienia były prawdziwe czy nie. Pokazuje całe spektrum ludzkich zachowań, motywów. Osłania wnętrze człowieka, wybebesza emocje i zmusza do zastanowienia, co jest ważne, ile siły i determinacji tkwi w ludziach ale i jak łatwo ich porwać i pociągnąć za sobą. Siłą jego powieści jest właśnie człowiek i dzięki temu ta powieść staje się tak uniwersalna w swej wymowie.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 32,4 cm - 3,3 cm = 29,1 cm.,

czwartek, 5 września 2019

,,Pozłacane lata" Karin Tanabe

 Tytuł oryginału: The Gilded Years

Chyba jednym z najbardziej oczywistych truizmów będzie powiedzenie, że życie nie jest łatwe. Nie zawsze to co chcemy przychodzi łatwo a czasem by coś osiągnąć trzeba wyrzec się czegoś innego. Stu procentowa prawda, z którą każdy się zgadza. Więc czy istnieje jeszcze opowieść, która będzie idealną prezentacją tej prawdy i zaskoczy? Oczywiście, szczególnie jeśli oparta jest bardzo mocna na autentycznych wydarzeniach, które rozegrały się pod koniec XIX wieku.

Koniec XIX wieku to moment,kiedy zaczynają się rodzić współczesne ruchy społeczne. Kobiety się kształcą i chcą prawa głosu, robotnicy domagają się swoich praw, zaczynają pobrzmiewać hasła o społecznej równości. Ale jak to zawsze bywa: równość równością ale musi być ktoś gorszy. Tak właśnie jest z Murzynami. Wojna secesyjna zaczyna być wspomnieniem ale nie zmieniła zbyt wiele w mentalności ogółu. Istnieją osobne szkoły dla  czarnych i nawet najbardziej inteligentnym z nich odmawia się kształcenia na renomowanych uczelniach. Marzeniem młodej dziewczyny, Anity od zawsze była szkoła Vassar. Wyjątkowo jasna, jak na Murzynkę, karnacja pozwala jej dopuścić się oszustka i udając białą dziewczynę zaczyna naukę w Vassar. Pierwsze trzy lata mijają bezproblemowo: Anita uczy się, zdobywa szacunek wykładowców oraz sympatię koleżanek. Robi jednak wszystko by zbytnio nie wyróżniać się z tłumu. Wszystko zmienia się na czwartym roku, kiedy jej współlokatorką zostaje przebojowa i pewna siebie, bogata Lottie Taylor, która wciąga Anitę w przebojowe studenckie życie.

,,Pozłacane lata" są fabularyzowaną, autentyczną historią Anity Hemmings, Afroamerykanki, która jako pierwsza ukończyła w 1897 roku prestiżową szkołę Vassar. Autorka na tej podstawie chciała stworzyć opowieść o tym jak kosztowne są marzenia, ile trzeba poświęcić aby osiągnąć zamierzony cel oraz o próbie zachowania własnej tożsamości w świecie, który wymaga by być kimś zupełnie innym. Wiele ważnych tematów, wiele ciekawych spojrzeń i ważne głosy na temat historii dochodzenie osób czarnoskórych do pełni praw. I niestety momentami czuć, że te poważne, światopoglądowe tematy przytłaczają opowieść, traci ona dosyć mocno swój dynamizm i zamiast ciekawej historii staje się moralizatorską rozprawę. Postacie, które chwilę wcześniej były pełne życia, nagle stają się symbolami wygłaszającymi wykłady. W tych momentach trudno było mi czytać i wypadałam z rytmu, a szkoda bo sama historia Anity jest ciekawa i warta poznania.