Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2016. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2016. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 grudnia 2016

,,Absurdy i kurioza przedwojennej Polski" Remiugiusz Piotrowski


Przyzwyczailiśmy się do myślenia o okresie PRL-u jako o epoce absurdu. Czasem z przymrużeniem oka lub raczej politowaniem patrzymy na współczesność. A jak jest z okresem Międzywojnia? Patrzymy na nie przez pryzmat marszałka Piłsudskiego, gwałtownego rozwoju gospodarczego, niesamowitych artystów zapominając o tym, że wtedy też działy się rzeczy mniej lub bardziej dziwne.

Remigiusz Piotrowski przekopał się przez zachowane materiały prasowe i wybrał wszystko to co niezwykłe, kuriozalne lub absurdalne. Powstała z tego lekka, zabawna i wciągająca opowieść. Obejmuje przekrój przez niemal każdy aspekt codziennego życia. Bo i jest tam trochę o jedzeniu, piciu, polityce, sporcie, handlu, reklamie. Są i ,,istotne" porady życiowe (przy wyborze kandydata na męża mam kierować się kształtem jego głowy i ...brzucha :) ) jak i ciekawostki statystyczne. Wszystko to napisane ciekawie i pozbawione niepotrzebnego moralizowania czy nudnych historycznych przynudzań.

,,Absurdy i kurioza przedwojennej Polski" to pozycja obowiązkowa dla każdego zainteresowanego tym okresem historii. Dużo umiejętnie dobranych faktów tak aby pokazać to co było ,,najlepsze". Nie ośmiesza, nie robi czarnego PR-u ale podkreśla odmienność i specyfikę. Forma książki pozwala na dawkowanie sobie przyjemności bo można czytać ją na raty. Jedynym, choć niewielkim minusem, przynajmniej dla mnie, jest mała liczba fotografii. W wielu miejscach brakowało mi trochę odpowiedniego materiału, który ilustrowałby prezentowane fakty.

Spędziłam z tą książką kilka fantastycznych wieczorów. Bawiłam się fantastycznie, czytając do czego zdolni byli nasi dziadkowie, dlatego polecam ją wszystkim.

wtorek, 27 grudnia 2016

,,Warleggan" Winston Graham

Tytuł oryginału: Warleggan

Życie niestety nie chce się układać tak jak sobie to zaplanujemy. Nie inaczej też jest w życiu Poldarków. Czwarty tom serii jest tego najlepszym przykładem. Na kornwalijskim wybrzeżu zapanowała złowróżbna cisza. Wszystko zdaje się oczekiwać ta nieuniknione tragedie i dramaty. Mimo, że początkowo nie wiemy w co tym razem uderzy podmuch wichrów losu: czy będzie to wątła stabilność finansowa, ryzykowna działalność górnicza, delikatna nić małżeńska lub kruche czyjeś życie? , cały czas czujemy, że nie uda się zapobiec najgorszemu.

Winston Graham nie oszczędza bohaterów. Stawia ich w obliczu najcięższych dramatów i zmusza do kroków, które rujnują i niszczą wszystko dokoła. Dużo tym razem będą musieli przeżyć aby zrozumieć co jest najważniejsze i na czym powinni się koncentrować. Wyraźnie widać powolny i trudny proces dojrzewania postaci. Z każdym kolejnym tomem Demelza i Ross stają się bardziej żywi. Tak prowadzone są ich losy aby coraz bardziej wnikać w ich duszę i dostrzegać w nich to co najlepsze ale i to co najgorsze. Ross to już nie ideał, ani nie dzielny heros walczący z przeciwnościami. Nagle, przez jeden czyn, stał się człowiekiem z krwi i kości, słabym, chwiejnym, który podporządkował się emocjom i głupim zapędom. Ale i w Demelzie objawiły się pokłady zazdrości, złości, mściwości. Pokazała na co ją stać oraz, że to ona a nie Elizabeth jest godną i równą Rossowi partnerką.

,,Warleggan" nie ustępuje poziomem poprzednim tomom, wręcz przeciwnie jeszcze bardziej wciąga w kornwalijską rzeczywistość. Jak zawsze, jest to nie tylko świetna opowieść społeczno-obyczajowa ale i doskonała powieść historyczna. Tym razem dosyć mocno skupiona na Wielkiej Historii. Razem z bohaterami, z niepokojem patrzymy na Francję ogarniętą rewolucją. Te fragmenty, nadal są bardzo żywe i aktualne, szczególnie obecnie chyba możemy zrozumieć takie doniesienia i przenieść je na nasz współczesny grunt.

Tych, którzy dali się porwać historii Rossa Poldarka i jego rodziny nie muszę przekonywać do sięgnięcia. A resztę zachęcam do rozpoczęcia i kontynuowania przygody. Polecam gorąco!

piątek, 23 grudnia 2016

,,Znalezione nie kradzione" Stephen King

Tytuł oryginału: Finders Keepers

Jestem zagorzałym czytelnikiem, czytam wszystko jak leci. Niektórych pisarzy cenię bardziej i sięgam po nich częściej, są i tacy, których obiecałam sobie omijać szerokim łukiem. Nie trafiłam jednak jeszcze na książkę, która przewartościowałaby całe moje życie. Nie znalazłam bohatera, z którym mogłabym się całkowicie utożsamiać. Albo dla niego zabić. Co innego Morris Bellamy.

Jako nastolatek, w latach 70-tych, przeczytał trylogię o Uciekinierze, Jimmy'm Goldzie. Powieść ta była głosem jego pokolenia. Tak ściśle się z nią utożsamiał, że gdy dotarł do ostatniego tomu gdzie rebeliant zostaje wtłoczony w ramy szarego życia postanowił napaść i zabić autora za zrujnowanie życia fikcyjnemu bohaterowi. Przy okazji kradnie też notesy z niepublikowanym dalszym ciągiem, nie przeczyta ich jednak bo wkrótce trafi na ponad 30 lat do więzienia.

King to mistrz stopniowego budowania grozy. Nawet w banalnej opowieści o maniakalnym fanatyku literatury da się odczuć jego styl. Coś co z założenia miało być kryminałem, przekracza narzucone ramy i staje się hybrydą różnych gatunków. Trochę tu powieści obyczajowej, trochę thrillera, ociupina powieści sensacyjnej pojawia się i nuta horroru. To co zaczyna się leniwie i sennie nagle nabiera rumieńców. Z każdą kolejną stroną napięcie rośnie. King nie bawi się w zgadywanie, od początku wiemy kto jest dobry a kto zły. Ba, nawet zakończenie można zgadnąć ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że ta opowieść wciąga, pochłania, zajmuje czas i uparcie popycha aby jak najszybciej ją skończyć i poznać wszystkie jej sekrety.

,,Znalezione nie kradzione" to ta odsłona Stephena Kinga, którą lubię najbardziej. Podoba mi się jak bierze na warsztat pozornie błahe zdarzenie, jak w tym przypadku fascynację literaturą, i buduje świetną opowieść.

środa, 21 grudnia 2016

,,Strefa interesów" Martin Amis

Tytuł oryginału: The Zone of Interest

O tym co wydarzyło się w trakcie II wojny światowej można mówić i pisać bez końca. O ludziach, działaniach wojennych, zdarzeniach, miejscach. Można opowiadać o wzniosłych uczuciach, pierwotnych instynktach, o aktach heroizmu ale i bestialstwa. Ale w tej przestrzeni miejscem najbardziej odczłowieczonym pozostają obozy koncentracyjne.

Martin Amis umiejscowił tam banalną historię miłosną - jeden z hitlerowskich oficerów zakochuje się w żonie komendanta obozu i robi wszystko żeby się do niej zbliżyć. Budzi to zazdrość Dolla, który opętany szaleństwem pragnie zemsty.

Nawet najbardziej dokładne streszczenie fabuły nie oddaje prawdziwej treści książki. Całość tworzą trzy przeplatające się narracje: Gola Thomsena, komendanta Dolla oraz członka Sonderkommando Szmula. Z połączenia tych trzech, zupełnie różnych punktów widzenia wyłania się przerażający, pozbawiony jakichkolwiek ludzkich uczuć i wartości świat - świat krematoriów. Ludzkie życie nie ma tam najmniejszego znaczenia. Kolejne śmierci są statystykami wykonanych zadań. Niczym w fabryce mówią o zaangażowaniu i pracowitości. Każdy musi wyrzec się własnych ideałów jeśli pragnie przeżyć trochę dłużej lub tylko zdobyć trochę większą porcję żywieniową.

,,Strefa interesów" to trudna w odbiorze powieść. Nie tylko w warstwie fabularnej, która zmusza do odświeżenia wiedzy o tym co działo się w obozach koncentracyjnych ale przede wszystkim w warstwie psychologiczno-moralnej. Zmusza do zderzenia się z przerażającymi faktami i odkrywania na nowo ciemnych kart historii. Mistrzowsko kreśli obraz nieludzkiego, pozbawionego dobrych stron i pozytywnych bohaterów świata. Pozwala odczuć narastające w Rzeszy szaleństwo i dążenie do ,,Ostatecznego rozwiązania". Nie próbuje odpowiedzieć na pytanie ,,Dlaczego?" bo na to nie ma odpowiedzi. Zachęcam!

niedziela, 18 grudnia 2016

,,Gdy wiarołomca powraca" Sabrina Jeffries

Tytuł oryginału: When the Rogue Returns

Isa i Victor bardzo krótko mogli cieszyć się małżeńskim szczęściem. Wkrótce intryga bliskich dziewczyny doprowadza do ich rozstania. Spotykają się ponownie dziesięć lat później. Ona jest uznaną ale bardzo tajemniczą rzemieślniczką, specjalizującą się w imitacjach klejnotów. On - książęcym detektywem, badającym sprawę na zlecenie pewnej baronowej. Spotkanie po latach nie będzie łatwe, najpierw muszą wyjaśnić sobie wiele spraw i ponownie nauczyć się ufać sobie nawzajem.

Sabrina Jeffries to dla mnie jeszcze całkiem nieznane nazwisko. Szybko jednak przekonałam się, że warto je zapisać i do niego powracać. Z dużą łatwością buduje ciekawą i pełną akcji oraz romantycznych wzruszeń fabułę. Pomysł na bohaterów przypomina trochę serię Lisę Kleypas o detektywach z Bow Street ale na szczęście na tym podobieństwo się kończy. W idealnych proporcjach wymieszane są wątki sensacyjne i romansowe, delikatnie nakreślone historyczne podkreśla obraz postaci i nadaje im realności. A i każda czytelniczka, która lubi trochę adrenaliny będzie usatysfakcjonowana.

,,Gdy wiarołomca powraca" to całkiem udany romans historyczny. Przyjemnie spędza się z nim czas, idealny żeby odpocząć i się zrelaksować przy filiżance herbaty. Dodatkowy plus to fakt, że to drugi tom czterotomowej serii, mamy więc pewność, że jeszcze będziemy mogli spotkać bohaterów.

piątek, 16 grudnia 2016

,,Zaliczyć czwórkę" Janet Evanovich

 Tytuł oryginału: Four to Score

W przypadku kogoś takiego jak Stephanie Plum nie istnieje pojęcie ,,łatwej sprawy". Nasza ulubiona łowczyni nagród działa jak magnez na wszystkie skomplikowane i szalone sprawy. Nie inaczej jest i tym razem. Prościutkie zadanie doprowadzenie przed oblicze sądu Maxine Nowicki, która ,,pożyczyła" samochód swojego chłopaka nagle zmienia się w misję pełną znikających ludzi, bomb, podpaleń, trupów i odciętych palców. A miało być tak pięknie... Oczywiście Stephanii musi mieć problemy też z samochodem, włosami i ...facetem. W chaosie, który wokół niej panuje robi jednak to co mimo wszystko jej wychodzi czyli ściga niestawiających się podsądnych i dobrze jej to wychodzi.

,,Zaliczyć czwórkę" jak na razie nie odbiega poziomem od poprzednich tomów. Ferajna zwariowanych bohaterów powiększa się o transwestytę Sally'ego więc można być pewnym, że komicznych scen i całej gamy pomyłek nie zabraknie. Dodatkowo Evanovich zaserwowała nam niespodziewany progres na linii Plum-Morelli. Każdy kto kibicuje temu zestawieniu będzie zadowolony.

Jeśli szukacie lekkiej ale mega zabawnej, świetnie napisanej powieści sensacyjnej to chyba Wasz wybór nie może być inny - ,,Zaliczyć czwórkę" rządzi. Polecam!

poniedziałek, 12 grudnia 2016

,,Mężczyźni bez kobiet" Haruki Murakami

 Tytuł oryginału: Onna no Inai Otokotachi
                              (女のいない男たち)

Samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie... tak kiedyś śpiewał Rysiek Riedel. Haruki Murakami też doskonale zdaje sobie z tego sprawę i pisze o tym opowiadania. Jego bohaterami są mężczyźni, którzy na własnej skórze przekonują się co znaczy żyć bez kobiet, bez drugiej połowy, z którą można rozumieć się bez słów. Są samotni pośród ludzi, wyobcowani i pozbawieni ciepła. Ta męska samotność jest bolesna i przerażająca, pokazuje jak kruche są mury skrywające cierpienie i ból. A gdy ta tama pęknie nie pozostaje już nic co mogłoby trzymać ich przy życiu i być siłą napędową.

Murakami tak prosto mówi o trudnych sprawach. Rysuje jasne i bardzo uniwersalne obrazy czytelne dla każdego. Jego zwyczajność wkradają się przemilczane problemy i sprawy, o których nie chcemy myśleć i pamiętać.

,,Mężczyźni bez kobiet" jako zbiór opowiadań jest bardzo różnorodny. Każdą z historii inaczej się odbiera i inaczej można interpretować. Różnie padają w nich akcenty, dzięki czemu łatwo można dopasować je do własnych doświadczeń i przemyśleń. To zbiór, po który można sięgać wielokrotnie i za zawsze odnaleźć coś innego. Bo tematy takie jak samotność, poczucie niezrozumienia i pustki, wyobcowanie i brak nadziei niestety nigdy nie chcą odejść w zapomnienie. Polecam!

niedziela, 11 grudnia 2016

,,Świt, który nie nadejdzie" Remigiusz Mróz


Jest lepiej, a przynajmniej w porównaniu z poprzednią czytaną przeze mnie książką Remigiusz Mroza. ,,W cieniu prawa" zapowiadała się dobrze ale na zapowiedziach i oczekiwaniach się skończyło. Tym razem też autor wziął na warsztat przeszłość - Dwudziestolecie Międzywojenne i na tym tle zbudował opowieść o byłym bokserze, który przypadkowo trafia do warszawskiego przestępczego półświatka.

,,Świt, który nie nadejdzie" to zgrabnie napisana opowieść. Jednak i w niej pojawia się kilka zgrzytów. Historia Ernesta Wilmańskiego przypomina mi trochę opowieść o pudełkach, którą mój fizyk z liceum serwował każdemu kolejnemu rocznikowi. O co chodzi? W trakcie lektury nie opuszczało mnie poczucie, że w którymkolwiek momencie bym przerwała i odłożyła książkę będzie dobrze. Fabuła sprawia wrażenie trochę na siłę dopisywanej i rozbudowywanej. Nie wiem czy to było celowe działanie czy przypadkiem tak wyszło ale efektem jest poczucie nudy.

Pomysł na bohaterów był całkiem udany - policjantka i ,,dobry" gangster. Dwa różne światy i dwa różne spojrzenia. Taki zestaw w założeniu powinien gwarantować fajerwerki i dużo akcji. I nawet sporo się dzieje, akcja pełna jest niespodziewanych zwrotów ale tracą na tym postaci. W szale wydarzeń gubi się ich charakter i zaczynają sprawiać wrażenie sztucznych, wyidealizowanych lalek, które cało wychodzą z najgorszych opresji.

Czytanie początkowo szło mi bardzo opornie ale w pewnym momencie dałam się wciągnąć. Chyba to czar mojego ulubionego Dwudziestolecia tak zadziałał. Mrozowi udało się uchwycić specyfikę tego okresu, rzetelnie zbudować tło i wpleść w to całkiem niezłą historię sensacyjną. Nie udało mu się w prawdzie uniknąć potknięć ale nie narzekam (bardziej niż zazwyczaj:) ). Przyzwoita lektura, którą można pochłonąć w jeden weekend.

piątek, 2 grudnia 2016

,,Skradziony czas" Anita Shreve

Tytuł oryginału: Resistance

Dotychczas czytałam tylko jedną książkę Anity Shreve ,,Wyznanie". Wtedy zaskoczył mnie mocny psychologiczny i obyczajowy wydźwięk powieści. Przyznaję, że czegoś podobnego spodziewałam się i tym razem, szczególnie, że autorka przeniosła fabułę do czasów II wojny światowej.

,,Skradziony czas" koncentruje się na maleńkim skrawku okupowanej Belgii, gdzie rozbija się amerykański bombowiec. Jeden z rannych żołnierzy trafia do domu Claire i Henri'ego. Tam ukrywany jest przed Niemcami. Splot wydarzeń sprawia, że Henri zostawia żonę a sam musi uciekać przed okupantem. Wtedy między młodą Belgijką a Amerykaninem rozwija się romans od początku pozbawiony przyszłości.

Powieść ma bardzo mocno skoncentrowaną formę. Zaledwie jeden główny wątek - rodzące się uczucie między Claire i Tedem. Wyraźnie za to rysuje się tło - czasy niemieckiej okupacji, działalność ruchu oporu, represje ale przede wszystkim trudne codzienne życie. Autorka dała posmakować wszystkiego dzięki zaledwie jednemu wojennemu epizodowi. Buduje bardzo subiektywny i personalny obraz okupacji. 

Daleko tej powieści do innych książek, których akcja toczy się w czasie II wojny światowej. Za mało się danych historycznych, realiów wojennych czy opowieści o ludziach. Brakło też pogłębienia psychologicznego, które zainteresowało by fabułą. Dosyć przewidywalny przebieg akcji lekko rozczarowuje. Do końca nie doczekałam się na coś co mogłoby wyróżnić z tłumu podobnych akurat ten tytuł.

czwartek, 24 listopada 2016

,,Na ciernistej plaży" Barbara Freethy

Tytuł oryginału: On Shadow Beach

Lauren i Shane byli parą w szkole. Przeżywali swoją pierwszą miłość gdy pewnego dnia kres jej położyła tragiczna śmierć siostry dziewczyny, piętnastoletniej Abby. Chłopak staje się głównym podejrzanym o jej zabicie i mimo braku dowodów i uniewinnienia Lauren nie umie mu tego wybaczyć. Trzynaście lat później oboje wracają nad Zatokę Aniołów. Oboje chcą uporządkować swoje życia i wyjaśnić w zagadkę śmierci Abby. Nie wiedzą, że jest ktoś komu nie podoba się to co się dzieje, prawdziwemu mordercy.

,,Na ciernistej plaży" to bardzo sympatyczne połączenie powieści obyczajowej z lekkim kryminałem. W przeciwieństwie do pierwszej części cyklu mniej tutaj jest interwencji anielskich. Zdecydowany nacisk położony jest na wzajemne relacje między głównymi bohaterami. Oboje są boleśnie doświadczeni przez los, nauczyli się chować uczucia i myśli pod grubą skorupą, którą teraz muszą zburzyć by ponownie móc zaznać szczęścia. Ważnym elementem jest wybaczenie, tym którzy tak boleśnie ich skrzywdzili. Nie zabrakło oczywiście delikatnego wątku romansowego nadającego przyjemny koloryt całej fabule.

Jednak największym plusem całej powieści jest sama Zatoka Aniołów. Ponownie w tle obserwujemy znanych bohaterów takich jak Charlotte, Kara i Colin, komendant Joe ale dołączają do nich nowi, równie sympatyczni, ciepli i przepełnieni pozytywnymi emocjami. Wręcz trudno uwierzyć, że w takich sceneriach mogło dojść do zabójstwa.

Jak na razie bardzo pozytywnie odbieram cykl o Zatoce Aniołów. Idealna lektura, uprzyjemniająca jesienne i zimowe wieczory. Zachęcam.

czwartek, 10 listopada 2016

,,Stół króla Salomona" Luis Montero Manglano

 Tytuł oryginału: La mesa del rey Salomón. Los buscadores

Pragnienie aby pozornie nudna praca była przykrywką dla czegoś znacznie bardziej tajemniczego i ekscytującego towarzyszy chyba większości z nas. Sama kiedy miałam w sobie iskierkę nadziei, że studia bibliotekoznawcze to wstęp do pasjonującego odkrywania sekretów przeszłości i niezwykłych przygód. Cóż, może nie biegam niczym Indiana Jones ale dzięki powieścią takim jak ,,Stół króla Salomona" choć na chwilkę mogę przenieść się w świat pełen wyzwań.

Tirso Alfaro nie miał w życiu żadnego celu. Posłusznie przechodził kolejne stopnie edukacji i pod wpływem matki zaczął studia doktoranckie do których nie ma serca ani przekonania. Nie wiedział, że przypadek skieruje go na drogę pasjonujących zadań i wkroczy na ścieżkę Poszukiwacza zrabowanych zabytków kultury hiszpańskiej.

,,Stół króla Salomona" to sprawnie napisana powieść przygodowa. Pełna akcji, barwna i trzymająca do ostatnich stron w napięciu. Główny bohaterem to stereotypowy nieudacznik, który pewnego dnia okrywa w sobie drzemiące pokłady zdolności i rozlicznych talentów. Będzie musiał wykorzystać je w starciu z tajemniczym przeciwnikiem oraz aby zdobyć cenny artefakt. Akcja powieści może i przebiega bardzo szablonowo i sporo z wydarzeń można przewidzieć z wyprzedzeniem ale nie odbiera jej to uroku. Duża zasługa w tym bardzo szczegółowo budowanemu tłu. Autor poświęca sporo miejsca aby zbudować kontekst, dokładnie opowiada o zabytkach i ludziach. Na szczęście, ma do tego talent i potrafi zainteresować. Nie wpływa to na tempo fabuły wręcz przeciwnie zachęca do dalszej lektury i nie pozwala na oderwanie się choćby na chwilę.

Nie jest łatwo trafić na dobrą i wciągającą powieść przygodową z wątkami historycznymi więc z tym większą przyjemnością polecam tę.

piątek, 4 listopada 2016

,,Co Finowie mają w głowie" Wolfram Eilenberger

Tytuł oryginału: Finnen von Sinnen - Von einem, der auszog,   eine finnische Frau zu heiraten

Co robi zakochany Niemiec? Pisze książkę. A gdy jego ukochana jest na dodatek Finką? Pisze książkę o Finlandii! Tyle tytułem wprowadzenia bo ono chyba oddaje najlepiej cały kontekst książki.

Wolfram Eilenberger to niemiecki publicysta, który poślubił Finkę. Okres narzeczeństwa stał się dla niego prawdziwym wyzwaniem. Musiał zmierzyć się z totalnie odmienną kulturą i przestawić swój typowo niemiecki umysł na niesamowicie abstrakcyjny fiński sposób życia. Nie moralizuje, nie mędrkuje ale lekko i zabawnie opisuje kraj, który nagle stał mu się bliski. Chyba ta książka przede wszystkim to jemu ma pomóc uporządkować i usystematyzować to co fińskie (Jak bardzo to niemieckie!! wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać). Nie warto więc traktować jej jako przewodnika po kraju świętego Mikołaja. Jest to ciepła opowieść o miłości i tym co za nią stoi. Opowieścią o rodzinie, miejscach, ludziach trochę o języku i jedzeniu. O zachowaniach, tradycjach ale i pełna zabawnych anegdot i wpadek.

Przyznaję, że bawiłam się świetnie czytając ,,Co Finowie mają w głowie". Dane mi było zerknąć do wnętrza sauny i przez chwilę obserwować zamknięty świat fińskiej rodziny. Świat fantazyjny, magiczny i bardzo inny. Można poczuć klimat Skandynawii i troszkę zrozumieć tych nie tak odległych sąsiadów.

niedziela, 30 października 2016

,,Dziecko wspomnień" Steena Holmes

Tytuł oryginału: The Memory Child

Brian i Diana to młode małżeństwo, które nagle dowiaduje się, że spodziewają się dziecka. Mają dobrze rozwijające się kariery i oboje są w punktach, gdzie dziecko tylko coś ucina a nie dopełnia. On jednak jest zachwycony, ona - przerażona. Na jej dzieciństwo i dorosłość cień położyła śmierć matki. Diana boi się, że została obarczona dziedzicznie depresją poporodową i nie poradzi sobie z rolą matki.

Wydarzenia poznajemy z dwóch perspektyw. Raz narratorką jest Diana, opowiada o swoim życiu po narodzinach córeczki i oczekiwaniu na powrót z delegacji męża. Za chwilę jednak czas ciąży i przygotowań do rodzicielstwa widziany jest oczami Briana. Dwa spojrzenia, inny zakres czasu, ci sami ludzie, ta sama przestrzeń a jednak cały czas słychać zgrzyt. Od początku ma się poczucie, że coś nie gra, że coś jest zaburzone w obrazie. Snułam przeróżne przypuszczenia i powoli układałam strzępki informacji by dojść do prawdy. A bałam się tego co znajdę na końcu bo autorka umiejętnie stopniuje napięcie. Czuje się buzujące emocje: strach i niepewność, zaprzeczenie i nikłe promyki nadziei. Z każdą kolejną stroną narasta poczucie, że to co nadejdzie nieubłaganie coś na co nie jest się gotowym a nie można tego w nieskończoność odwlekać. Jak w klasycznym dramacie greckim musi nastąpić moment kulminacyjnym aby można było dalej żyć.

Nie da się jednoznacznie ocenić tej powieści. Porusza mocny i trudny temat ale robi to zadziwiająco delikatnie co chyba dobitniej oddziałuje na czytelnika. Zapada w pamięć i zmusza do zastanowienia nad wzajemnymi relacjami, nad tym co nas determinuje i jakie my podjęlibyśmy decyzje. Nie da się wobec ,,Dziecka wspomnień" przejść spokojnie i potraktować lekko czy powierzchownie.