Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marginesy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marginesy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 maja 2025

,,James" Percival Everett

 

Tytuł oryginału: James

,,Przygody Tomka Sawyera" i ,,Przygody Hucka" to klasyka literatury dziecięcej, na której wychowały się całe pokolenia. Pełne przygód, łotrzykowskie opowieści, które rozpalały wyobraźnię i uczyły czym jest młodzieńcza brawura i jaka jest siła przyjaźni. Czy dziś jeszcze przemawiają? A może trzeba te historie trzeba opowiedzieć na nowo aby dotarły i wybrzmiały współcześnie?

Percival Everett nie bał się stawić czoła legendzie i opowiedział klasyczną opowieść z innej perspektywy. Sięga to postaci, która była w tle oryginalnej historii - niewolnika Jima, to jemu daje głos i pozwała opisywać świat swoimi słowami. To nadal jest pełna humoru, przygód łotszykowska historia ale teraz nabiera głębi i ujawnia podziały, które były pomijane. Pod warstwą lekkiej, zabawnej przygody ujawnia się mroczny świat niewolnictwa. A Jim staje się jego głosem. To już nie jest dobroduszny olbrzym towarzyszący Huckowi. Tutaj okazuje się wrażliwym, inteligentnym człowiekiem, mierzący się z brutalnością rzeczywistości. To tutaj niewolnikom odebrano wszystko łącznie z głosem i językiem, sprowadzeni do roli towaru, mimo wszystko udowadniają, że są ludźmi.

,,James" to powieść zaskakująca. Burzy schemat, rozbija klasykę w drobny mak i wyciąga na wierzch to co było przemilczane. Oddaje głos i snuje przejmującą filozoficzną opowieść o poszukiwaniu samego siebie, o swojej tożsamości oraz o drodze poświęceń by walczyć o swoich najbliższych. Tutaj nie ma miejsca na zmarnowane szanse, trzeba łapać okazje i nie oglądać się na to jakim okupione są kosztem. Ta historia mimo, że z każdą kolejną stroną coraz boleśniejsza i bardziej przejmująca, nie traci lekkiego tonu. Ten kontrast tylko mocniej podkreśla wydźwięk całości i sprawia, że nie można pozostać obojętnym.

,,James" to już nie jest powieść dla dzieci. To powieść-wyrzut sumienia, rozrachunek z przeszłością i próba przywrócenia człowieczeństwa. Mocna, dosadna ale wyrywająca się schematom i nie podporządkowująca się żadnej formie. Zaskakuje i bawi, po to by za chwilę zmusić do zatrzymania i zastanowienia. To głos, który próbowano wyrugować ale on jednak wyrwał się na wolność. Polecam!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Marginesy! 


p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 100,0 cm - 2,4 cm = 97,6 cm.

 

niedziela, 18 sierpnia 2024

,,Lekcje chemii" Bonnie Garmus

Tytuł oryginału: Lessons in Chemistry

Elizabeth Zott absolutnie wyłamuje się poza ramy świata, w którym przyszło jej żyć. Lata 50te XX wieku to czas gdy kobiety powinny być ,,kobiece" a ich jedynym zmartwieniem jest idealne zarządzanie domem. Nie dla nich praca, rozwój czy inne szaleństwa.  To mężczyzna ma być na pierwszym planie a kobieta niewidoczna w tle, ewentualnie robić za miłą ozdobę. Elizabeth nie godzi się na to. Jest utalentowaną chemiczką, które pokazuje innym kobietom, że zmiany choć trudne, są możliwe. Sama zakochała się z wzajemnością w błyskotliwym naukowcu, gwieździe, która miała w zasięgu ręki Nagrodę Nobla i gdy wydawało się, że razem są w stanie zburzyć mur (albo chociaż go nadkruszyć) to on ginie. Elizabeth zostaje sama z córeczką, traci pracę w instytucie naukowym i ... przez przypadek zostanie gwiazdą kulinarnego programu telewizyjnego. Bo jak się okazuje chemia i gotowanie mają wiele wspólnego.

,,Lekcje chemii" to powieść fenomenalna. Błyskotliwa, inteligentna, nie pozbawiona ironicznego humoru a przy okazji pełna celnych obserwacji społecznych. Z lekkością pokazuje świat, w którym mężczyźni panowali niepodzielnie i w którym nie było miejsca dla kobiet. Z brutalną, rozbrajającą szczerością przedstawia schematy zachowań i wszelkie metody, które miały na celu deprecjonowanie roli kobiet oraz zamykania im wszystkich drzwi do rozwoju, nauki czy nawet samodzielnego podejmowania decyzji o samej sobie. Postać Elizabeth jest kroplą, która powoli ale nieustanie drąży skałę. Uparta, zdecydowana, nieustępliwa, ambitna prze do przodu, nie poddając się. Ze spokojem podważa przyjęty, absurdalny status quo. Za swoje narzędzie przyjęła jedno z podstawowych ,,kobiecych" zajęć za jakie przyjęło się uważać przygotowanie posiłków dla rodziny.

Powieść Bonnie Garmus perfekcyjnie pokazuje idee feminizmu w kontraście do lat 50tych i 60tych, które dzisiaj czasem uznaje się, za okres kiedy kobiety były najbardziej kobiece (taaa, bo nosiły ładne sukienki i siedziały w domu). To powieść o męskim szowinizmie i opresyjnym systemie, który wykluczał połowę społeczeństwa. I chyba najlepsze w tej powieści jest, że nie ma tutaj jednej linii podziału odróżniającej dobrych od złych. Są mądrzy, dojrzali, wspierający mężczyźni, którzy widzą, że panujący układ trzeba zmienić ale też są zawistne, rozgoryczone kobiety, uparcie go broniące i wręcz podkopujące pozycje innych kobiet. Prezentowany świat ma wiele odcieni, wiele wskazówek, ale najważniejsza to, że życie to nieustanna zmiana. Polecam!

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 24,4 cm - 3,6 cm = 20,8 cm

sobota, 15 kwietnia 2023

,,Siedem opadłych piór" Tanya Talaga

Tytuł oryginału: Seven Fallen Feathers. Racism, Death, and Hard Truths in a Northern City

 Myślę, że nie jestem wyjątkiem gdy mówię, że Kanada to mój kraj marzeń. Gdybym miała wybierać miejsce gdzie chciałabym żyć to nie wątpliwie byłaby w czołówce. Duża zasługa takiego a nie innego wyboru leży po stronie L.M. Montgomery, seriali i ogólnej opinii prezentującej Kanadę jako kraj spokoju, syropu klonowego, pięknych, naturalnych krajobrazów i sympatycznych, pomocnych ludzi. I może taki obraz jest częściowo prawdziwy. Jednak tylko w odniesieniu do części społeczeństwa. Kanada skrywa również drugie, mroczne, brutalne i porażające oblicze. Nie jest już taka miła, sympatyczna i pomocna jeśli chodzi o społeczności Pierwszych Narodów.

,,Siedem opadłych piór" to opowieść, która powinna stać się wyrzutem sumienia dla całego świata, a przede wszystkim Kanady. To opowieść o rasizmie, nienawiści i dyskryminacji. Tytułowe siedem opadłych piór to siedmioro nastolatków pochodzących z Pierwszych Narodów (czyli ludności pierwotnie zamieszkującej Kanadę, przed nadejściem europejskich osadników), które zginęły w tajemniczych okolicznościach po tym jak musiały się przenieść do szkół rezydencjalnych. Ich śmierć i śledztwa po nich prowadzone pokazują wszystkie braki i błędy oraz uwidaczniają jak głęboko zakorzenione w społeczeństwie są podziały. Jest świat białych i świat ,,Indian", w domyśle tych gorszych, brudnych, głupszych, którym nie warto pomagać i w nich inwestować. Ogromna przepaść leży pomiędzy tymi światami. Narody Pierwotne są wyobcowane, zepchnięte na margines, pozbawione możliwości rozwijania swoich kultur ale równocześnie nie mają też dostępu do współczesnych osiągnięć. Pozbawieni celu, szans i nadziei. To sprawia, że pomiędzy nimi rozwija się depresja, uzależnienia, które prowadzą do plag samobójstw.

Śmierć siedmiorga w Thunder Bay stała się katalizatorem do dyskusji i drogą do zauważenia problemu. Bolesna, szokująca terapia wstrząsowa. Cierń w boku. Skaza na idealnym obrazie. Jednak może okazać się szansą pozwalającą wreszcie dostrzec problem by potem móc go rozwiązać.

,,Siedem opadłych piór" nie jest opowieścią łatwą ani przyjemną. To historia bólu, poniżenia, systemowego wyrzucania poza margines społeczeństwa oraz udawania, że problem nie istnieje. Wydaje się, że wiek XXI to czas gdy zacieramy granice, każdemu dajemy równe szanse, szczególnie w tzw. kulturze zachodniej. Jednak ten reportaż udowadnia, że nasze postrzeganie świata to mrzonka. Można głosić hasła równouprawnienia opatrzone gwiazdką pod którą chowają się ci o których chcemy zapomnieć, lub którzy wymagają więcej wysiłku. Kanada nie jest idealna, nie ma idealnego społeczeństwa, a naprawienie szkód których w ciągu wieków się dopuściła zajmie wiele pokoleń. Polecam!

czwartek, 13 października 2022

,,Wiosna zaginionych" Anna Kańtoch

 


,,Wiosna zaginionych" to kryminał, który od pierwszych stron przykuwa uwagę. Tajemnicze zaginięcie i śmierć grupy studentów, z których tylko jeden ocalał i nigdy nie powiedział co dokładnie stało się wtedy, w 1963 w trakcie wyprawy w Tatry. I teraz nagle po ponad pół wieku siostra jednego z zaginionych, emerytowana policjantka, właśnie jego spotyka w lokalnym sklepiku. W jej głowie zaczyna się rodzić myśl, że to jest właśnie ta okazja, na którą czekała całe życie by rozwikłać rodzinną zagadkę i wreszcie dotrzeć do prawdy. Gdy już jest zdecydowana by siłą wydobyć prawdę okazuje się, że ktoś ją ubiegł. Jej cel nie żyje. A ona przez przypadek może być jedną z podejrzanych.

W tym momencie ciężko znaleźć mi w pamięci jakikolwiek inny polski kryminał, w którym akcja byłaby tak misternie rozłożona. Tutaj nie ma momentów nudy, nie ma niepotrzebnego gadania i rozwlekania fabuły. Wszystkie akcenty, detale są perfekcyjnie rozmieszczone i dopiero finał spina je w jedną całość nadając formę, która nagle staje się oczywista. Autorka od początku do końca kontroluje to co się dzieje i co chce ujawnić czytelnikowi. Podsuwa mnóstwo tropów, które ani raz nie są zbędne ale równocześnie nie wyjawiają zbyt wiele. Dowiadujemy się coraz więcej. Obraz nabiera szczegółów ale cały czas jest poczucie, że brakuje tego ostatniego, najważniejszego elementu, który wszystko uporządkuje i nada całości sens.

Całość wciąga i elektryzuje, kipi od nagromadzonych emocji, które w przypadku każdej z postaci, sprawiają, że zachowuje się inaczej. Zaglądamy pod poszewkę ich życia i widzimy bardzo dużo, przez co budzą się podejrzenia i wątpliwości. To jednak nie wyjaśnia wszystkiego. Zagadka z przed lat, która otwiera powieść nadal pozostaje zagadką. I trzeba będzie sięgnąć po kolejne tomy trylogii by dowiedzieć się co wydarzyło się w Tatrach w 1963. Ale jeśli tak mocno i dobitnie otwiera się cała trylogia to już zacieram łapki i pędzę po kolejne tomy. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  26,4 m - 2,9 cm = 23,5 cm.     

 

niedziela, 14 sierpnia 2022

,,Mała matura" Janusz Majewski


 ,,Mała matura" to zabawna, wzruszająca, momentami przerażająca opowieść o świecie, który powoli przemijał i został na zawsze zrównany z ziemią przez kolejnych okupantów.

Ludwik rodzi się we Lwowie, gdzieś w połowie XX-lecia międzywojennego. Jako potomek lwowskiej inteligencji zajmuje stosowne mu miejsce i z ciekawością obserwuje świat, w którym przyszło mu żyć. Jego otoczenie jest pełna przedwojennej dystynkcji, fasonu, poczucia swojego miejsca na świecie. Chłopiec dorasta obserwując rodziców, wujostwo, sąsiadów i przeżywając pierwszą niewinną fascynację służącą. Wszystko to nagle rozpada się gdy wybucha II wojna światowa. Kolejni okupanci wkraczają do Lwowa i zaczynają swoje rządy. Jednak patrzenie na wojnę oczami Ludwika nadal jest niewinne. Chłopiec chroniony przez dorosłych, znacznie mniej odczuwa dramatyzm tego okresu. Wyrzuceni z własnego domu tułają się po krewnych i powinowatych ale nadal czuć, że realne zagrożenie jest odległe. Dopiero po wojnie, gdy osiedlą się w Krakowie, Ludwik na własnej skórze doświadczy barbarzyństwa i okrucieństwa nowej władzy.

,,Mała matura" to sentymentalna opowieść o chłopięcym dorastaniu, o świecie, który był ale już dawno go nie ma.  Spojrzenie na rzeczywistość jest bardzo nostalgiczne. Nawet najbardziej dramatyczne wydarzenia paradoksalnie nie odbierają niewinności. To opowieść o pierwszych fascynacjach, przyjaźniach, marzeniach i zmianach jakie zachodzą w życiu. Mimo całego dramatycznego tła i okrucieństwa jakie się rozgrywa, nie traci optymizmu i nadziei. Jest strasznie ale nadal pozostaje przestrzeń do uśmiechu czy bycia po prostu dorastającym chłopcem. 

czwartek, 16 czerwca 2022

,,VIP Room" Jens Lapidus

Tytuł oryginału: VIP-rummet

 Teddy po ośmiu latach opuszcza więzienie, ma nadzieję, że w końcu będzie mógł zacząć normalne życie. Rzeczywistość jednak nie okazuje się tak różowa jakby chciał. Środowisko z którego się wywodzi i do którego teraz wraca nie jest przestrzenią do uczciwej pracy. Świat imigrantów zamieszkujących przedmieścia Sztokholmu wypełniony jest przemocą, wymuszeniami i różnego rodzaju nie do końca legalnymi działaniami. Nawet po ośmiu latach w celi, Teddy umie się w tym odnaleźć i ma wiele kontaktów, których jednak wolałby jednak unikać. Jednocześnie znika, prawdopodobnie zostaje porwany młody mężczyzna z jednej z najbogatszych szwedzkich rodzin. Najbliżsi nie chcą angażować policji i zlecają poszukiwania kancelarii prawniczej. Młoda prawniczka Emelie do pomocy dostaje właśnie Teddy'ego. Od pierwszych chwil nie przypadną sobie do gustu ale będą musieli współpracować aby dowiedzieć się kto stoi za porwaniem. Rzeczywistość, w którą przyjdzie im się zanurzyć jest przerażająca i sięga bardzo szeroko.

,,VIP Room" to całkiem przyzwoity kryminał. Mroczny, elektryzujący, próbujący sięgać do najmroczniejszych pokładów człowieczeństwa. Właściwie do samego końca nie wiemy jak to się skończy i co jeszcze może się wydarzyć bo bardzo sprytnie podrzucane są kolejne poszlaki, które niby uzupełniają obraz, nie dając jednak za wcześnie żadnych odpowiedzi. Świat, który wyłania się wraz z postępem akcji jest mroczny, brutalny, przepełniony przemocą i zachłannością. Trochę odstaje od niego główny bohater, który chce być czysty. Nie da się jednak raz a dobrze odciąć się od przeszłości. Ona wraca  i przypomina. A dodatkowo istnieją ludzie, dla których pewne umiejętności są bezcenne.

Duet głównych bohaterów skonstruowany jest na zasadzie kontrastów. Ona ambitna, solidna prawniczka pragnąca osiągnąć sukces, on były kryminalista, nie umiejący się podporządkować. Oczywistym jest, że musi dojść między nimi do spięć i rozgałęzienia akcji bo każde na własną rękę próbuje okryć prawdę, co tylko zagęszcza obraz i nadaje mu wielu nowych, ciemniejszych odcieni.

,,Vip room" dobrze się czyta. Przykuwa uwagę, elektryzuje i trzyma w napięciu. Nie jest może czymś co zapadnie w pamięci na latach ale to zdecydowanie pewniak na urlop czy długą podróż. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  81,2 cm - 3,6 cm = 77,6 cm.     

 

piątek, 25 października 2019

,,Żmijowisko" Wojciech Chmielarz


,,Żmijowisko" to emocjonujący i wciągający thriller. Już od pierwszych stron czuć, że w tej opowieści tkwi coś więcej, że nic nie jest takie jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać.

Ta opowieść o grupie trzydziestokilkulatków, którzy jak co roku spotykają się na wspólnych wakacjach chowa tak wiele wzajemnych uraz, niedopowiedzeń, niedokończonych historii, że staje się tykającą bombą. Mamy przeczucie, że musi tam się coś stań, coś co zburzy pozorną równowagę i wyzwoli nagromadzone emocje. Gdy więc znika z obozowiska córka jednej z par a rok później jej ojciec wraca w to samo miejsce by wznowić poszukiwania napięcie sięga zenitu.

Wojciech Chmielarz wskrzesił iskrę napięcia, niepokoju i zagrożenia już na początku powieści, potem ją tylko skutecznie potęgował. Idealnie uchwycił całą gamę sprzecznych uczuć, emocji, niepokojów i wzajemnych niesnasek pomiędzy bohaterami, dzięki czemu po mistrzowsku stopniuje napięcie. Trzyma w niepewności aż do ostatnich stron, cały czas sprawiając, że to co się po drodze dowiadujemy nabiera nowego znaczenia  znacząco wpływa na rozwój postaci. A postaci są niejednoznaczne, wielowymiarowe, targają nimi przeróżne emocje, skrywają swoje sekrety ale jedno jest pewne - gdzieś wśród nich jest osoba, która wie co stało się z Adą.

,,Żmijowisko" zaskoczyło mnie na wielu płaszczyznach. Z pewnością nie spodziewałam się polskiego thrillera, który aż tak skutecznie wbiłby mnie w fotel i gdzie tak niecierpliwie czekałabym na rozwiązanie. Ale to nie tylko thriller, to także wielowymiarowa powieść o ludziach i ich słabościach: zazdrości, mściwości, okrucieństwie, nienawiści, skrywanych miłościach i zawiedzionych nadziejach. Przez to obraz jaki prezentuje Chmielarz jest pełny i niejednoznaczny ale i bardziej intrygujący. Dokładnie taki jakiego oczekuje się od naprawdę dobrego thrillera.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 47,6 cm - 3,6 cm = 44,0 cm.

sobota, 19 stycznia 2019

,,Ryk kamiennego lwa" Janusz Majewski


Nie czytałam powieści ,,Czarny mercedes", którego kontynuacją jest ,,Ryk kamiennego lwa". Mimo bezpośrednich nawiązań do wcześniejszych wątków dosyć łatwo odnalazłam się w lwowskiej rzeczywistości jaką prezentuje Janusz Majewski.

Komisarz Rafał Król opuszcza Warszawę i udaje się do Lwowa. Jego pierwotnym celem jest spotkanie z wcześniej poznaną kobietą. Ta jednak tajemniczo znika, a osoby, które mogłyby pomóc giną w pożarze. Król szuka kobiety, przy okazji próbując rozwiązać sprawę pożaru, równocześnie dosyć mocno angażując się w działalność tajnego Wojska Polskiego. Wnika w jego szeregi, organizuje akcje i próbuje pomagać tym, których trudna wojenna codzienność dotknęła.

,,Ryk kamiennego lwa" to świetne połączenie kryminału, z powieścią wojenną oraz opowieścią o dawnym Lwowie. Poszczególne elementy nadają klimat oraz wyróżniają powieść na tle innych kryminałów retro. Elementy kryminału nadają tempo i intrygują, powieść wojenna wnosi niepewność, grozę ale i paradoksalnie przygodę a opowieść o dawnym Lwowie przesycona jest nostalgią, wspomnieniami i duchem czasów, które niestety na zawsze odeszły i pozostały tylko we wspomnieniach. Taki właśnie podział tonacji zapewnia niezwykłą i niezapomnianą ucztę czytelniczą, pełną nieoczywistych zdarzeń, zwrotów akcji z jednej strony ale i działającą na emocje. Lwów, jako miejsce akcji to miasto niejednolite, podzielone, przepełnione skomplikowanymi relacjami i wszystko to zostało świetnie uchwycone. A sama II wojna światowa choć groźna i wszechobecna, z lwowskiej perspektywy trochę się oddala.

Powieść Majewskiego przypomina mi trochę klimat jaki znam z powieści Marcina Wrońskiego. To samo drobiazgowe budowanie klimatu a na nim dobry kryminał retro. I chociaż styl Majewskiego jest inny to trafił w moje gusta czytelnicze i z pewnością nadrobię zaległości.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 157,3 cm - 2,2 cm = 155,1 cm.

niedziela, 11 listopada 2018

,,Tatuażysta z Auschwitz" Heather Morris

 Tytuł oryginału: The Tattooist of Auschwitz

,,Tatuażysta z Auschwitz" to historia oparta na faktach autentycznych, przybliżająca pobyt Lalego Sokołowa w obozie Auschwitz-Birkenau. Jest to opowieść trudna, kontrowersyjna, budząca sprzeczne emocje, niepoddająca się jednoznacznej ocenie.

Lale jako dwudziestokilkulatek trafił do obozu koncentracyjnego. Dzięki sprytowi, umiejętności lawirowania pomiędzy nazistami, więźniami i robotnikami oraz pracy obozowego tatuażysty udało mu się stworzyć dla siebie i kobiety, w której się zakochał w miarę wygodne (jak na te straszne realia) miejsce do życia. Handluje, wykorzystuje każdą szanse, zbiera łupy po zmarłych ale i próbuje pomagać, załatwia jedzenie, chroni nielicznych. Nie da się go jednoznacznie ocenić. Jest i tym złym bo współpracuje z nazistami a potem z Rosjanami, staje się wręcz sutenerem ale i tym dobrym bo chce pomagać. Nie poddaje się zwątpieniu, cały czas myśli pozytywnie i wierzy, że uda mu się wyjść z obozu, zachować życie, przezwyciężyć trudności.

Mam całe mnóstwo zastrzeżeń do książki ale cieszę się, mimo wszystko pojawiła się na rynku. Przede wszystkim pokazuje, że II wojna światowa nie była czarno biała. Żydzi, mimo, że najbardziej pokrzywdzeni nie byli aż tak nieskazitelnymi ofiarami i męczennikami. Przykład Lalego pokazuje, że i w ich przypadku instynkt samo przetrwania dochodził do głosu sprawiając, że decydowano się na działania wątpliwe moralnie. Był moment gdy kilka lat temu głośno było o działalności Polaków szabrujących mienie po zamordowanych Żydach. A opowieść Lalego dowodzi, że oni sami robili to samo - czasem w imię wyższych wartości a czasem dla swojej własnej korzyści.

Powieść niesie całą gamę przemyśleń, refleksji. Nie jest to opowieść o heroizmie raczej o sprycie i kombinatorstwie, które próbuje się usprawiedliwić. Nie można z Lalego tworzyć herosa, jest on zwyczajnym słabym, przebiegłym człowiekiem, który próbował przeżyć a w tym celu łapał się wszystkich możliwych środków. Mam nadzieję, że każdy kto ma choć podstawową wiedzę o okresie II wojny światowej będzie umiał z niej wyciągnąć właściwe wnioski. I chyba ważne jest by pokazywać w miarę obiektywnie całą gamę szarości, z których składał się tragiczny okres.

czwartek, 6 września 2018

,,Coraz głębiej" Laura Lippman

 Tytuł oryginału: Wilde Lake

,,Coraz głębiej" to nieoczywisty, zaskakujący i wciągający thriller z mocnym tłem psychologicznym.

Lu Brant po wielu latach wraca do rodzinnej miejscowości by objąć stanowisko prokurator. Jej pierwsza sprawa dotyczy zabójstwa młodej kobiety. Głównym podejrzanym staje się bezdomny mężczyzna, którego życie w niejasny sposób zahacza o wspomnienia szkolne paczki znajomych, do której należał jej starszy brat. Ta dziwna sprawa wywołuje wspomnienia i Lu zaczyna zastanawiać się jak wyglądało jej dzieciństwo, analizuje relacje między nią, ojcem i bratem oraz zaczyna inaczej patrzeć na to co działo się przed ponad trzydziestu laty.

Wątek kryminalny schodzi na drugi plan w tej powieści. Najwięcej miejsca zajmują wspomnienia, z których wyłania się skomplikowane relacje między poszczególnymi członkami rodziny. Na jaw wychodzą skrywane tajemnice, przeszłość nabiera zupełnie nowego wymiaru, głębi, każde zdarzenie analizowane z perspektywy lat ma zupełnie nowe znaczenie. Wyraźniej widać nastoletnią głupotę, buzujące hormony, rodzącą się samoświadomość ale i źle pojętą potrzebę przynależności i akceptacji, która w rezultacie musi doprowadzić do tragedii. Współczesna zbrodnia stanie się katalizatorem, który na zawsze zmieni status quo.

Powieść bazuje umiejętnie na emocjach, stopniuje napięcie i rozbudza ciekawość. Czytelnik nie coraz bardziej zapada się w labirynt niedopowiedzeń. Tylko wnikanie coraz głębiej może doprowadzić do prawdy ale czy naprawdę chce się ją odkryć?

piątek, 5 stycznia 2018

,,Barcelona - stolica Polski" Ewa Wysocka


Zaintrygował mnie tytuł, trochę prowokacyjny i tajemniczy, bo co wspólnego ma Barcelona z Polską? Dwa przeciwne krańce Europy, odmienne temperamenty, kultury, języki. Inna historia, sytuacja polityczna i inna mentalność. To wszystko prawda ale paradoksalnie Polska i Barcelona (albo szerzej Katalonia) mają wiele wspólnego. Katalończyków w Hiszpanii nazywają Polakami - początkowo pejoratywne określenie, umieli przekuć w coś zupełnie odmiennego i z dumą przyznawać się do swojej ,,drugiej ojczyzny" Polski.

,,Barcelona - stolica Polski" to zbiór krótkich impresji, notatek, wrażeń poprzez które autorka chce pokazać wspólne zależności pomiędzy regionem Hiszpanii a krajem nad Wisłą. Historycznie sięga aż do XVII wieku, poprzez wojny napoleońskie i XX wiek by odnaleźć genezę. Pokazuje jak bardzo splątana jest nasza wspólna historia i w ilu miejsca mieliśmy punkty wspólne. Wysocka nie koncentruje się jednak tylko na historii ale także opowiada o ludziach mieszkających w Barcelonie, o trudnych wojennych losach, o kulturze, sporcie i religii. Wskazuje ile nas łączy, co wspólnie nas zachwyca, co jest dla nas wspólne. Jest i o jedzeniu, i o Barcie, o Janie Pawle II, Kantorze, Krystianie Lupie, Mrożku. Niesamowite jak szczera, choć powierzchowna jest wzajemna fascynacja zarówno ze strony Katalończyków jak i Polaków.

Chyba największym minusem jest fakt, że wszystkiego jest tak mało i podane jest w takiej skrótowej formie. Krótkie notatki poprzetykane zdjęciami zaostrzają apetyt i ledwie nakreślają temat. Dowiadujemy się sporo ale nie wystarczająco. Autorka skacze z tematu na temat chcą ogarną wszystko i wspomnieć o wszystkim. To jest dobrym rozwiązaniem dla czytelników nieobeznanych z tematem. Pokazuje im kierunek i zachęca do własnych poszukiwań, bo tak naprawdę to tylko zbiór ciekawostek o wzajemnych relacjach Barcelony i Polski.

środa, 30 sierpnia 2017

,,Agonia dźwięków" Jaume Cabré

 Tytuł oryginału: Fra Junoy o l'agonia dels sons

Jaume Cabre to pisarz, na temat którego widziałam i czytałam już wiele pozytywnych i pełnych zachwytu opinii. Swoją przygodę z jego prozą postanowiłam zacząć od jednej z krótszych powieści ,,Agonii dźwięków".

Chyba najlepsze w czytaniu tej powieści było to, że zupełnie nie wiedziałam czego powinnam się spodziewać. Spowodowało to, że stopniowo odkrywałam ukryte w opowieści przekazy i wątki. Pozornie prosta historia skandalu jaki wybuch w rapidańskim klasztorze nabierała różnych odcieni. Początkowo czytałam napędzana ciekawością poznania co właściwie się tam stało po to by z każdą kolejną stroną widzieć coraz bardziej uniwersalne prawdy zawarte pod prostą warstwą fabularną.

Historia zakonnika, któremu odebrano to co najbardziej kochał - muzykę i skazano na pobyt w ciszy oraz pomiędzy głupimi, skostniałymi, nieżyciowymi zasadami, porusza. Cabre tak dobiera słowa, że wręcz na własnej skórze można poczuć jego poczucie beznadziei, opuszczenia a nawet gniew, który w pewnym momencie wybucha. Czujemy się osaczeni, przytłoczeni, zgnębieni. Mamy poczucie słuszności działania zakonnika ale równocześnie zdajemy sobie sprawę, że z głupotą, dewotyzmem nie wygra się bez wyrzeczenia samego siebie. Pojawia się tragiczny paradoks: czy wyrzec się siebie i swoich przekonań by spokojnie żyć, czy pozostać wiernym sobą ale ponieść najwyższą karę.

,,Agonia dźwięków" to skomplikowana, wielowarstwowa opowieść. Jeśli, jak wielu twierdzi, jest jedną ze słabszych w dorobku Cabre, to no nie mogę się doczekać aby poznać inne.

środa, 8 lutego 2017

,,Ginekolodzy" Jürgen Thorwald

Tytuł oryginału: Die Frauenärzte

Chyba można pokusić się o tezę, że nie ma dziedziny nauki, która tak długo opierała się przed zbadaniem jak ginekologia. Obleczona w wielorakie tabu tak społeczne jak i religijne, bardzo długo ginęła w mroku zabobonów i domysłów. Skutkowało to licznymi i często bardzo dramatycznymi zgonami kobiet oraz ich dzieci. Cudem wydaje się, że ktoś był w stanie to przeżyć.

,,Ginekolodzy" to książka brutalna, dosadna i przerażająca. Krew w żyłach mrozi świadomość jakich praktyk dopuszczano się na kobietach. Nie da się spokojnie czytać o wręcz rzeźnickich metodach pierwszych ginekologów. Bo autor w spokojny, merytoryczny sposób, wręcz z chirurgiczną precyzją krok po kroku prezentuje najważniejsze aspekty tej dziedziny medycyny. Czytamy więc o przyjmowaniu porodów, pierwszych cesarskich cięciach, badaniu i diagnozowaniu raka, jego operowaniu. Wszystko bardzo sucho i dokładnie co potęguje wrażenie. Budzi grozę jak stosunkowo młoda jest to nauka. Część odkryć nie było dostępnych dla naszych babek.

Juergen Thorwald napisał precyzją książkę o historii ginekologii. Naświetlił wszelkie najważniejsze aspekty i pokazał jak wiele zawdzięczamy uporowi i dociekliwości wielu osób, które decydowały się postępować na bakier przyjętych zasad. Teraz mamy pewność, że nauka, nam kobietą, gwarantuje sporą dawkę opieki i troski. Ta książka otwiera też oczy na znaczenie badań i wczesnej profilaktyki. Polecam!

środa, 16 marca 2016

,,Bodo wśród gwiazd" Anna Mieszkowska

,,Zamknij oczy,
i z melodią, która jak echo brzmi -
wróćmy do tamtych dni...
Taniego sentymentu i banalnej piosenki,
która opowie najprościej -
dzieje jednej z tysiąca miłości.
To taka miła rzecz,
Umieć cofnąć się wstecz -
myślami...
"


W księgarniach da zauważyć się wzmożoną promocję serialu ,,Bodo". Nagle wyciągnięte z kątów zostają książki poświęcone okresowi Dwudziestolecia, pojawiają się nowe tytuły a z okładek uśmiecha się jedna z największych gwiazd tego okresu - Eugeniusz Bodo. Od dawna fascynuje mnie wszystko co związane z Dwudziestoleciem więc nie ma w tym nic dziwnego, że dałam się skusić. Bez zastanowienia, w ciemno sięgnęłam po ,,Bodo wśród gwiazd" Anny Mieszkowskiej i było to trafienie w samą dziesiątkę.

Na wstępie, może trochę mylić tytuł. Nie jest to biografia Eugeniusza Bodo, choć jego historia stanowi punkt wyjścia. Jest to niezwykła opowieść o życiu artystycznym, kabaretowym, kawiarniano-teatralnym, które rozkwitło w okresie Dwudziestolecia. To dzieje ludzi, którzy je tworzyli oraz piosenek, wierszy i skeczy, z których jedne odeszły w zapomnienie a inne przetrwały w zbiorowej pamięci narodu. Historia radości, śmiechu, spontaniczności, miłości, zdrad i rozstań tak pięknie przekształcanych na tekst szlagierów nuconych w całej Polsce. Ale to także opowieść o bolesnych i tragicznych wydarzeniach jakie rozegrały się podczas II wojny światowej oraz o tułaczce i nędzy jaka dotknęła wielu artystów już po wojnie. Wiele nazwisk, które mocno błyszczały w Międzywojniu dziś odeszło w zapomnienie. Autorka umiejętnie odsłania je przed czytelnikiem dając im nowe życie i pozwalając na nowo zajaśnieć.

Anna Mieszkowska jest absolwentką wydziału Wiedzy o Teatrze. Od dawna bada dzieje twórców teatrów co na szczęście widać w tej publikacji. Jej książka nie jest tylko wydana pod wpływem chwilowej mody ale przede wszystkim stanowi owoc wieloletnich badań i spotkań. Autorce wielokrotnie udało się dotrzeć do bohaterów swoich rozdziałów lub do osób, które je znały osobiście. Przytacza wywiady, rozmowy, z których wiele sama przeprowadziła jeszcze w latach 90-tych, listy a cały materiał bogato ilustruje unikatowymi zdjęciami. Wszystko to sprawia, że zapomniani twórcy ożywają, można podążyć ich śladem, poczuć atmosferę tamtych dni, wsłuchać się w piosenki.

,,Bodo wśród gwiazd" to niewątpliwie perełka. Jasno i zwięźle opowiada o fascynującym okresie teatralno-kabaretowym, dostarczając równocześnie całe mnóstwo wiedzy i anegdot. Zarówno osoby obznajomione z Dwudziestoleciem jak i ci, którzy dopiero je odkrywają znajdą coś dla siebie. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem wiedzy, pracy oraz umiejętności docierania do bohaterów tamtych dni pani Anny, tak aby nie pozwolić im popaść w zapomnienie. Polecam gorąco!