Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52/2018. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52/2018. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 października 2018

,,Przed zmierzchem" Nora Roberts

 Tytuł oryginału: Come Sundown

Już chyba kiedyś mówiłam, że rok bez Nory Roberts to rok stracony. Lubię jej styl, lubię to w jaki sposób buduje kreacje bohaterów i ich związki z otoczeniem. Często czytając mam wrażenie, że sama przeniosłam się do świata jej powieści i sama krzątam się w gdzieś w tle: gotując, przekomarzając się, obserwując. I chyba dlatego, że lubię autorkę i przeczytałam sporo jej powieści lepiej i wyraźniej widzę, że powoli staje się takim wężem zjadającym swój ogon. Na potęgę kopiuje swoje wcześniejsze pomysły, miesza dobrze znane wątki i zamiast nowej, lekkiej opowieści otrzymujemy trochę nużący zbitek wszystkiego.

Jedna z ostatnich jej powieści jakie się ukazały ,,Przed zmierzchem" jest opowieścią o młodej kobiecie Bodine, która odpowiada za prowadzenie rodzinnej firmy. Po latach nieobecności na jej drodze staje młodzieńcza miłość, kowboj Callen. Bohaterowie dosyć szybko dostrzegają łączącą ich nić uczucia i zaczyna rozwijać się ich związek, który bardzo szybko przeskakuje fazę zauroczenia a wręcz ekstremalnie szybko staje się dojrzałym, poważnym związkiem. Jedyną perturbacją jaka w niewielkim stopniu zakłóca sielankę jest odnalezienie zaginionej przed wielu laty ciotki Bodine, która była przetrzymana przez psychopatę. W tym samym czasie również ktoś zabija dwie młode kobiety.

Nora Roberts przedobrzyła. W standardowej długości powieści upchnęła całe może wątków, problemów i bohaterów. Spłyciła i potraktowała po łebkach to co zawsze było największym atutem jej powieści. Zmieściła całe morze bzdurnych niepotrzebnych i nic nie wnoszących dialogów, za bardzo skupiła się na detalach tła zapominając o tym co ma być kwintesencją powieści (przykład: doskonale wiemy czym zajmują się bohaterowie w sensie zawodowym, znamy ich plan dnia ale pary rodzą się od pstryknięcia palcem i totalnie niezrozumiałe jest czemu za kilka stron są już oświadczyny). Nie wspomnę już, że stworzyła trzy pary ale każdą historię zupełnie przeskoczyła, ledwie tylko sygnalizując początek i koniec. I może przeżyłabym jeszcze bardzo, bardzo słaby wątek obyczajowy gdyby chociaż kryminalno-sensacyjny był lepszy. Każdy kto choć trochę ma wyczucia od razu domyśli się co się stanie a finał jest po prostu żenująco słaby.

Jest mi smutno bo lubię Norę. Jej książki towarzyszą mi od wielu lat i zawsze sprawiały, że gubiłam przy nich poczucie czasu oraz były relaksem idealnym. Ta jest jednak totalnym niewypałem. Słaba, przegadana, nudna i bez pomysłu.

czwartek, 4 października 2018

,,Dobre dziecko" Roma Ligocka


,,Dobre dziecko" to kolejna powieść Romy Ligockiej oparta na wątkach autobiograficznych, która jednak przekracza granice pamiętnikarstwa i wspomnień by stać się uniwersalną opowieścią o dorastaniu, dojrzewaniu oraz trudnych relacjach na linii matka-córka, szczególnie gdy dodatkowo na tę linię wejdzie ktoś trzeci.

Historycznie, akcja powieści obejmuje lata 50-te. Młodziutka Roma stawia swoje pierwsze kroki jako nastolatka. Już nie jest dzieckiem , jeszcze długo nie będzie dorosła. Jednak zaczyna patrzeć na otaczający ją powojenny świat z zupełnie nowej perspektywy. Widzi starania matki, próbującej zorganizować życie oraz wypełnić luki jakie stworzyła II wojna światowa. Cały świat dziewczyny stanie na głowie gdy odkryje, że matka ma kochanka - żonatego mężczyznę.

Można by wiele mówić o tej powieści. Każdy wątek ma znaczenie i można go interpretować na wiele sposobów. Ligocka pisze przejmująco i szczerze. Mówi o bólu, nigdy nie wyzbyte traumie, miesza całą gamę uczuć, emocji, wrażeń. Jej obraz jest pełen gniewu, zachłanności, dziecięcego głupiego uporu i dorosłej bezsilności. Wszystko się zazębia, wymienia, czasem potęguje, wybucha by potem się uspokoić i na chwilę przycichnąć. Poczucie straty miesza się z młodzieńczym odkrywaniem siebie, zastanawianiem się nad obraniem własnej drogi.

Ligicka jest jedną z tych pisarek, która mówi szczerze i bez ogródek. Nie koloryzuje, nie upiększa - szuka prostych słów, dzięki którym emocje jaki chce przekazać wibrują, dzwonią, krzyczą. Są dobitne i zrozumiałe dla każdego a przez to stają się tak bardzo uniwersalne.

wtorek, 2 października 2018

,,Rzeź na Tarlabasi. Opowieść o nowej Turcji" Thomas Orchowski


 Mam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony jest to co lubię: nieszablonowe, poszukiwanie nowego, wnikliwego spojrzenia na kraj, o którym każdy wyrobił sobie powierzchowną i często błędną opinię, jest opowieść o przeszłości i teraźniejszości, jest i o ludziach i o miejscach. Ale z drugiej strony jest i chaos - takie wszystko upchnięte w jedną całość, gdzie wszystko przepycha się między sobą i próbuje grać pierwsze skrzypce.  Trzeba jednak zacząć od tego, że Thomas Orchowski wybrać na swój reportaż temat ciekawy i bardzo na czasie.

Autor próbuje poznać i zrozumieć współczesną Turcję. Kraj leżący od zarania dziejów na styku kultur europejskiej i azjatyckiej był miejscem gdzie zawsze kipiało i kotłowało się. Miejscem, które było domem dla wielu zupełnie różnych ludzi: Lewantańczyków, Ormian, Żydów, Greków, Kurdów i przede wszystkich Turków. Mieszały się tam religie, poglądy, spojrzenia na władzę. Nic tam nie było proste i oczywiste. Orchowski próbuje nakreślić tło by pokazać co kryje się za fasadą. Mówi o rzeczach trudnych, o wyniszczających prześladowaniach na tle rasowym, o zabójstwach, porusza też problemy grup genderowskich i ludzi transseksualnych, mówi głośno o problemach kobiet oraz zagadnieniach związanych z wolnością słowa. Próbuje także nakreślić obraz albo raczej szkic związany z życiem imigrantów tureckich w Niemczech. Chce zobaczyć coś więcej niż radykalnych Turków. Nie unika też tematu polityki i zamachu stanu z nocy 15 na 16 lipca 2016 roku. Ważną i we wszystkich aspektach pojawiającą się postacią jest Prezydent Erdogan.

Z pewnością warto sięgnąć po reportaż i poprzez jego pryzmat spróbować na nowo spojrzeć na współczesną Turcję. Kraj ogromnych przemian, który w zastraszającym tempie się radykalizuje ale jest na tyle ważnym partnerem dla Europy, że nie można całkowicie zepchnąć go na margines. Wiele zjawisk społecznych i geopolitycznych można z tej perspektywy lepiej zrozumieć.

poniedziałek, 24 września 2018

,,Roznegliżowane" Iva Procházková

 Tytuł oryginału: Dívky nalehko

Inspektor Holina powraca. A razem z nim wraca praska policja, która nie próżnuje. Przed nimi dziwna, niecodzienna sprawa dotycząca zabójstwa młodej Wietnamki. Dziewczyna - na co dzień studentka prawa i opiekunka niepełnosprawnego mężczyzny zostaje znaleziona pewnego grudniowego dnia prawie naga w ogrodzie należącym do wpływowego Chińczyka. Śledczy zaczynają badać sprawę, w której co rusz pojawiają się nowe tropu, wątki, podejrzani. Każdy nowy, pojawiający się element coraz bardziej rozwija postać Anh, która jawi się jako postać o wielu twarzach. Śledztwo ciągnie się, komplikuje ale równocześnie coraz bardziej pochłania.

Autorka po raz drugi (po wcześniejszym równie świetnym ,,Mężczyźnie na dnie")udowadnia, że misterne konstruowanie i planowanie intrygi to jej fach. Z miliona pozornie mniej lub bardziej istotnym elementów powoli buduje obraz, który można rozgryźć dopiero na koniec gdy już ma się wszystkie przed sobą. Wtedy wyraźnie widać jak wszystko do siebie pasuje i z chaosu wyłania się rozwiązanie - zadziwiające, banalne ale nieoczywiste. Mimo, że wszystko zmierza do ustalonego finału, nie przeszkadza to autorce bawić się z czytelnikiem, wodzić go za nos i sprawiać, że dwoi się i troi by poznać rozwiązanie zagadki.

Ale nie tylko zagadka wpływa na pozytywny odbiór kryminału. Równie ważna jest sama atmosfera powieści i bohaterowie. Wszystko bazuje na pograniczu humoru i powagi, dzięki czemu powieść nabiera lekkości i pozwala akcji pędzić do przodu.

,,Roznegliżowane" to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy cenią sobie dobry kryminał i czeski humor. Polecam!

wtorek, 18 września 2018

,,Piekielne relikwie" Luis De La Higuera

 Tytuł oryginału: L'autopsie De Satan

Akcja powieści ,,Piekielne relikwie" rozgrywa się z maleńkim zagubionym gdzieś pośród gór francuskim miasteczku. Mieszkańców od jakiegoś czasu nęka tajemnicza bestia zabijając owce i strasząc ludzi. Pod wpływem proboszcza wspólnota postanawia wybudować nową świątynię, która miałaby stanowić ochronę i zjednać opiekę lokalnej świętej. Gdy ruszają prace w ziemi zostaje odkopane coś nieoczekiwanego i bardziej przerażającego niż grasująca bestia. W rozwiązanie zagadki z przeszłości angażują się uczeni: mistrz i jego dawny uczeń, obecnie wyznający zupełnie inne podglądy, lokalny biskup oraz wysłannik papiestwa. Zagadkowe znalezisko rozpali umysły, wzburzy serca oraz będzie zarzewiem poważnego konfliktu teologicznego.

Pierwsze chwile z powieścią były intrygujące. Moje skojarzenia szybko powędrowały w kierunku legendy o Bestii z Gevaudan. Miałam nadzieję, że autor wybierając takie podwaliny wręcz musi stworzyć pasjonującą historię, od której ciężko będzie się oderwać. I tak jest na początku - dużo tajemnic, zaskakujących znalezisk oraz mocnych punktów, które swobodnie do czasu napędzają akcję. Wszystko to jednak do czasu - w pewnym momencie całej opowieści zaczyna brakować pary a końcówka wręcz już nudzi. Niestety autor nie wykorzystał w pełni tego co na wstępie zapewniło mu ogromnego plusa - szybko wystrzelał się z zagadek (łatwo można domyślić się co dokładnie zostało znalezione), to co rzeczywiście intrygujące spycha na margines, na siłę wpycha wątki romantyczne, które są zupełnie nieprzekonywujące a jego bohaterowie są płascy i jednowymiarowi, brakuje zaskakujących zwrotów akcji oraz nieoczekiwanych rozwiązań. Wszystko jest tylko pozorne i przypomina kiepsko, na szybko przytoczoną anegdotę.

Jest to jedna z tych książek, które można przeczytać ale zupełnie uciekną z pamięci. Szkoda zmarnowanego potencjału bo zapowiadała się na taką, przy której będę paznokcie ogryzać z niecierpliwości a kartki przewracać w tempie błyskawicy. Nic takiego się niestety nie stało.

czwartek, 6 września 2018

,,Coraz głębiej" Laura Lippman

 Tytuł oryginału: Wilde Lake

,,Coraz głębiej" to nieoczywisty, zaskakujący i wciągający thriller z mocnym tłem psychologicznym.

Lu Brant po wielu latach wraca do rodzinnej miejscowości by objąć stanowisko prokurator. Jej pierwsza sprawa dotyczy zabójstwa młodej kobiety. Głównym podejrzanym staje się bezdomny mężczyzna, którego życie w niejasny sposób zahacza o wspomnienia szkolne paczki znajomych, do której należał jej starszy brat. Ta dziwna sprawa wywołuje wspomnienia i Lu zaczyna zastanawiać się jak wyglądało jej dzieciństwo, analizuje relacje między nią, ojcem i bratem oraz zaczyna inaczej patrzeć na to co działo się przed ponad trzydziestu laty.

Wątek kryminalny schodzi na drugi plan w tej powieści. Najwięcej miejsca zajmują wspomnienia, z których wyłania się skomplikowane relacje między poszczególnymi członkami rodziny. Na jaw wychodzą skrywane tajemnice, przeszłość nabiera zupełnie nowego wymiaru, głębi, każde zdarzenie analizowane z perspektywy lat ma zupełnie nowe znaczenie. Wyraźniej widać nastoletnią głupotę, buzujące hormony, rodzącą się samoświadomość ale i źle pojętą potrzebę przynależności i akceptacji, która w rezultacie musi doprowadzić do tragedii. Współczesna zbrodnia stanie się katalizatorem, który na zawsze zmieni status quo.

Powieść bazuje umiejętnie na emocjach, stopniuje napięcie i rozbudza ciekawość. Czytelnik nie coraz bardziej zapada się w labirynt niedopowiedzeń. Tylko wnikanie coraz głębiej może doprowadzić do prawdy ale czy naprawdę chce się ją odkryć?

wtorek, 4 września 2018

,,Jedna jedyna" Jørn Lier Horst

 Tytuł oryginału: Den eneste ene

Znika Kajsa Berg - znana i popularna piłkarka ręczna. Ruszają poszukiwania dziewczyny, w które zaangażowany jest także komisarza William Wisting. Wkrótce po zaginięciu wybucha pożar lasu a po nim znalezione zostają zwłoki mężczyzny. Doświadczony śledczy jakim jest Wisting przeczuwa, że sprawy mogą się łączyć. Zaczyna się mozolne, skomplikowane śledztwo, pełne mylnych tropów, ślepych uliczek i świadków, którzy jeśli nie kłamią to z pewnością nie mówią całej prawdy. Policjanci przedzierają się przez ten gąszcz półprawd i kłamstw by prześledzić ostatnie chwile dziewczyny i dzięki temu odnaleźć ją zanim będzie za późno.

Kryminały Horsta mają ten jeden najważniejszy i wyróżniający je walor, że są bardzo bliskie zwyczajnemu życiu. Nie ma w nich szokowania, bazowania za spektakularnych i mających zaskoczyć trikach, jest powolne, czasem męczące dochodzenie do rozwiązania. Autor tak jak przed policjantami, tak też i przed czytelnikiem odsłania wszystkie karty, pozwala samodzielnie łączyć fakty i budować hipotezę. Co rusz pojawiają się nowe elementy, które mogą całkowicie zburzyć budowany obraz, zmienić go ale i nadać mu szczegółowości i nadać znaczenia poszczególnym zdarzeniom.

Ja swoją hipotezę stworzyłam dosyć szybko, a już w połowie książki byłam pewna, że wiem co dokładnie się stało. Na szczęście autor zaskoczył mnie finałem. Jego rozwiązanie było bardzo spójne z całością, logicznie wynikało z całości zgromadzonych dowodów oraz doskonale dopełniało historii. Ale nie tylko kryminał jest zaletom powieści. Spokojne, normalne, zwyczajne życie Wistinga nadaje jego pracy znaczenia. Dochodzenie do prawdy w wydaniu Horsta to nie wyścig, nie gra z mordercą, nie udowadnianie kto jest lepszy ale przede wszystkim dobrze wykonana praca, taka która ma służyć wszystkim.

Polubiłam kryminały z Williamem Wistingiem i z pewnością jeszcze nie raz będę wracać do tej serii.

środa, 29 sierpnia 2018

,,Ludzie z Placu Słońca" Aleksandra Lipczak


Hiszpania dla postronnego widza i mało refleksyjnego turysty jaki się jako miejsce idealne: ciepły klimat, piękne widoki, dostęp do morza, zabytkowe budowle i sympatyczni choć trochę hałaśliwi ludzie, nie zapominając oczywiście o kultowych klubach piłkarskich. Raj na ziemi. Miejsce, o którym każdy marzy gdy za oknami robi się szaro i zimno. Autorka skutecznie udowodnia, że jest to sztuczna fasada zbudowana na potrzeby przemysłu turystycznego. Ona wnika za nią i pokazuje zupełnie oblicze kraju.

Hiszpania Aleksandry Lipczak to kraj targany wieloma bardzo poważnymi problemami. Zaczyna delikatnie od pokazania miasta widma, w którym nikt nie mieszka po to by za chwilę przejść problemów jakie ujawnił kryzys z 2008 roku: sztuczny boom budowlany, który wpędził miliony Hiszpanów w spiralę zadłużenia by w rezultacie doprowadzić do bankructwa, eksmisji a nawet fali samobójstw. Ten reportaż to także opowieść o nadal nie rozliczonej przeszłości dotyczącej wojny domowej z początku XX wieku oraz działalności generała Franco. Autorka pokazuje także jak bardzo w ciągu zaledwie czterdziestu lat zmieniło się spojrzenie na świat Hiszpanów, ich mentalność, jak powoli zaczynają odchodzić od kultury macho. Niby Lipczak zakreśla szeroki kontekst społeczny, buduje tło zjawisk ale mimo wszystko cały czas ma w centrum zainteresowania człowieka. Jej historie są paradoksalnie bardzo indywidualne ale i mają dużo cech uniwersalnych, które można przenieść także na polski grunt.

,,Ludzie z Placu Słońca" to reportaż, po który warto sięgnąć. Przyznam, że były historie, które bardzo mocno mnie poruszyły i miałam wrażenie, że mogą być dla nas, dla Polski przestrogą. To reportaż, który unika utartych schematów, nie powtarza dobrze znanych banałów, nie koncentruje się na tym co powierzchowne i przyjemne ale wnika głębiej, szukając zarówno powodów jak i by pokazać skutki. Przy tym nie traci lekkości stylu, nie moralizuje, nie poucza ograniczając się tylko do obserwacji i oddania głosu bohaterom. Polecam!

czwartek, 23 sierpnia 2018

,,Na gwiaździstych morzach" Sara Sheridan

 Tytuł oryginału: On Starlit Seas

Powieść Sary Sheridan to udane połączenie prawdy historycznej i fikcji literackiej. Bazując na życiorysie żyjącej w XIX wieku Marii Graham oraz opisie jej dokonań autorka stworzyła ciekawą i wciągającą opowieść.

Fabuła skupia się wokół podróży Marii z Brazylii do Anglii. Kobieta przypadkowo trafia na statek, którego kapitanem jest James Henderson. Mężczyzna wplątał się w dosyć mętny układ, mający na celu przewiezienie do Anglii sporej ilości ziarna kakaowca. Maria i James na statku, pod gwiaździstym niebem, zaczynają się do siebie zbliżać. Jednak spore różnice w pozycji społecznej sprawiają, że nie dane jest im się przekonać czy mieliby kiedykolwiek szansę być razem.

Jeśli pierwsza połowa książki zapowiada opowieść romantyczną o rodzącym się zainteresowaniu między dwojgiem zupełnie różnych ludzi, posiadających zupełnie inne doświadczenia, którzy przypadkiem, że mają sobie wiele do powiedzenia i rozumieją się ponad podziałami.To druga połowa ma już zdecydowanie inny wydźwięk. Nagle z powieści obyczajowej przemienia się we wciągającą powieść przygodową z lekkim wątkiem kryminalnym. Pomimo, mocnej zmiany wydźwięku powieść nadal mocno bazuje na wątkach historyczny, przybliżając nie tylko postać Marii Graham - podróżniczki i pisarki ale także cały kontekst dopiero rodzącej fascynacji kakao i czekoladą w Anglii. Jest to także powieść o tym jak mocną klatką i wielkim obciążeniem były reguły przyzwoitości w wiktoriańskiej Anglii. Każdy krok obciążony był strachem o utratę reputacji a co za tym idzie wszystkiego co się posiadało. Tak jak Maria uparcie walczy o przestrzeganie zasad tak James musi dorosnąć i odkryć w sobie dżentelmena by móc zaistnieć w cywilizowanym świecie.

,,Na gwiaździstych morzach" to powieść warta uwagi. Zapowiadała się na romans historyczny ewentualnie powieść historyczną z wątkiem romansowym a okazała się wnikliwym spojrzeniem na epokę wiktoriańską, zarówno pod kątem społecznym, obyczajowym, ekonomicznym jak i przede wszystkim mentalnym. Wywołuje także z mroków historii postać Marii Graham - kobiety, która nie wahała się podróżować i opowiadać o tym w czasach gdy dla kobiet świat był zamknięty.

czwartek, 9 sierpnia 2018

,,Nieznana terrorystka" Richard Flanagan

 Tytuł oryginału: The Unknown Terrorist

Gdy zaczynałam czytać ,,Nieznaną terrorystkę" Flanagana nie rozumiałam zachwytów na tą książką oraz tak wysokich ocen jakie zebrała. Teraz gdy sama ją skończyłam, sama dokładam swoją cegiełkę bo jest to powieść, po którą warto sięgnąć. Otwiera boleśnie oczy na wiele zjawisk zachodzących we współczesnym świecie i dobitnie uwypukla i eksponuje mechanizmy jakie rządzą naszą rzeczywistością.

Doll, to młoda tancerka erotyczna, ładna, skupiona na samej sobie, bezrefleksyjnie przechodząca przez życie. Jej jedynym celem jest zarobienie jak największej ilości pieniędzy by kupić upragnione własne mieszkanie. Oszczędzanie utrudnia jej zamiłowanie do luksusu i drogich ubrań oraz dodatków. Wygodne, uporządkowane życie kończy się gdy przypadkowo spotyka mężczyznę i spędza z nim noc. Rano on znika a ona zostaje uznana za terrorystkę. Od tego momentu staje się wrogiem publicznym Australii.

Flanagan w mistrzowski sposób pokazuje jak łatwo jest zniszczyć komuś życie, zbudować sensacyjnego niusa zupełnie z niczego, wywołać panikę w społeczeństwie oraz manipulować opinią społeczną. Niby wszyscy o tym doskonale wiemy, bo zderzamy się z plotkami, nieścisłościami i kłamstwami w mediach na co dzień ale dopiero mocna, dosadna, wręcz szokująca opowieść najlepiej daje odczuć jakie są prawdziwe tego konsekwencje. Ludzie z wybujałym ego wykorzystują przypadkowe szanse by wybić się czyimś kosztem, ślepo i po trupach dążąc do chwilowej sławy jaką daje sensacyjny i kontrowersyjny nius. Media łatwo podchwytują wszystko to co się sprzedaje i zapewnia uwagę, niesprawdzone historie lądują na pierwszych stronach gazet, stając się podwaliną dla strachu, nienawiści, zachowań rasistowskich. Potrzebny jest kozioł ofiarny - ktoś powinien być winny by przypisać mu wszelkie winy, a nie ma lepszego kozła, niż ten kto nie pasuje do wizerunku idealnego społeczeństwa.

Powieść Flanagana jest zarówno bardzo dosadna, wyciąga na wierzch wszystko to co głęboko tkwi w człowieku, momentami wulgarna ale także bardzo nastrojowa, przepełniona celnymi obserwacjami, pełna chwil na refleksje i ważnych myśli. Autor idealnie dobrał proporcje między tymi skrajnościami, sprawiając,że świetnie się to czyta. Powoli stopniuje napięcie, nie pozwalając się oderwać bo to jedna z tych książek, w której prawie od początku wiemy, że nie będzie happy endu. Zbierające się emocje muszą w końcu znaleźć swoje ujście ale nie ważne co się stanie świat pozostanie taki sam.

środa, 1 sierpnia 2018

,,Bałtyk. Historie zza parawanów" Aleksandra Arendt


,,Bałtyk. Historie zza parawanów" to wprost idealna wakacyjna, urlopowa lektura. Autorka przybliża trochę inne spojrzenie na polskie Wybrzeże. Od Wolina aż po Hel, przemierza brzeg morza by opowiedzieć niesamowite, nieoczywiste a czasem i trochę zapomniane historie.

Jak wygląda praca współczesnego latarnika? Jak to było z kościołem w Trzęsaczu? Gdzie leżały zapomniane osady? Skąd w morzu lokomotywy? I przede wszystkim co wspólnego mają skoki narciarskie i wybrzeże? Interesujące? Mnie zaintrygowało i skłoniło do przeczytania. I wcale nie żałuję. Lekka, naszpikowana ciekawostkami i niezwykłymi fotografiami książka, która bardzo przyjemnie się czyta. Może nie zaskakuje szczególnie wnikliwymi badaniami czy odkrywczymi spostrzeżeniami. Jednak zwraca uwagi na mniej znane szczegóły, daje odczuć lokalny koloryt oraz przybliża historię mniej znanych miejsc. Ogromnym plusem jest to, że autorka nie próbuje być naukowcem czy badaczem za wszelką cenę, jest dociekliwym turystą, zafascynowanym wybrzeżem Bałtyku. Zbiera legendy, wspomnienia, wzmianki by potem złożyć je w jedną całość przystępna dla wakacyjnego czytelnika.

Ja swój urlop spędzałam w górach, dzięki autorce jednak choć na chwilę przeniosłam się nad morze. Polecam.

wtorek, 31 lipca 2018

,,Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy." Swietłana Aleksijewicz


Tytuł oryginału:  Poslednije swidietieli

Są takie przypadki gdy mniej znaczy więcej. Gdy pojedynczy głos nabiera mocy. A zebrane w jedną całość pojedyncze głosy stają się krzykiem, wymownym, bolesnym, takim obok którego nie można już przejść obojętnie. Taki właśnie jest ten reportaż Aleksijewicz.

Reporterka w jednym zbiorze zawarła kilkadziesiąt głosów dzieci, teraz już dorosłych ludzi, którzy przeżyli koszmar II wojny światowej. Są to zaledwie migawki, urwane wspomnienia, cienie koszmarów jakie ci ludzie doświadczyli. Czasem bardzo wyraźne, czasem nie do końca zrozumiałe - mroczne, bolesne, odarte z wrażliwości, dobra - tym gorsze i bardziej przejmujące, że widziane oczami dziecka. Pozbawione skali przez którą dorosły próbuje złagodzić, wybielić, wymazać pewne wydarzenia.

Reportażu, mimo jego niewielkich rozmiarów fizycznych, nie da się przeczytać na raz. Ja nie byłam w stanie. Każda historia wymaga pochylenia się nad nią, zrozumienia, zapamiętania i nie pozwolenia by kiedykolwiek coś takiego się powtórzyło. Trzeba w milczeniu wysłuchać co mówią ocaleni a potem wszelkie słowa stają się zbędne.

środa, 18 lipca 2018

,,Otchłań. Tom I" Peter V. Brett

 Tytuł oryginału: The Core

Ostateczna rozgrywka między ludzkością a demonami jest coraz bliżej. Coraz wyraźniejsze staje się to na co od dawna przygotowywali się Arlen i Ahmann. Jednak ludzie nadal nie są gotowi: podzieleni, skłóceni, coraz bardziej koncentrujący się tylko na swoich własnych celach. Na szczęście są jednak ludzie, którzy nieustannie przypominają, że Sharum Ka już się zaczęła. Trzeba chwycić w dłonie każdy rodzaj broni i stanąć do walki.

,,Otchłań. Tom I" to powrót do najlepszych momentów sagi. Autor zaczyna domykać wszystkie wątki, ogranicza niepotrzebne dłużyzny a to co było nie do końca jasne, wreszcie nabiera znaczenia. Znów na scenę wkraczają główni bohaterowie, którzy mają jeden, jasny cel - pokonać i na zawsze unicestwić nękające ludzkość od zawsze demony. Najpierw jednak po raz kolejny muszą utemperować charaktery, schłodzić gorące głowy i jeszcze raz przypomnieć o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Polityka, intrygi, niesnaski schodzą na dalszy plan, teraz jest tylko jeden cel bo Nów się zaczął i demony przybrały na sile.

Wreszcie w tej części akcja ruszyła. Początkowo trochę ospale, ale z każdym kolejnym rozdziałem dzieje się coraz więcej. Wszystko co było przez tyle tomów przygotowywane wreszcie nabiera swojego prawdziwego znaczenia. Świat staje się jeszcze bardziej niebezpieczny ale nie czekają już bezsilni, kuląc się po kątach. Wybawiciele dali im nadzieję i pozwoli uwierzyć we własne siły. Czy jednak to wystarczy? Czy uda się wszystkich zjednoczyć? Czy demony zostaną pokonane? Ten tom zaostrza apetyt, daje do myślenia i ucina się w najciekawszym momencie. Nie pozostaje więc nic innego jak sięgnąć po kolejną, ostatnią część.

sobota, 14 lipca 2018

,,Grzeszne pragnienia" Elizabeth Hoyt

 Tytuł oryginału: Scandalous Desires
 
,,Grzeszne pragnienia" to trzeci tom serii o niesławnej dzielnicy Maiden Lane. W miejscu tym wszystko może się zdarzyć cnotliwa panna spotyka okrytego niesławą lorda a spokojnej wdowie przyjdzie zmierzyć się z piratem. Nic tam nie jest jednoznaczne, każdy skrywa swoje tajemnice, mroczna atmosfera pozwala wyjść na jaw ukrytym pragnieniom,coś co jawiło się jako złe i grzeszna nagle odsłania swoje całkowicie odmienne oblicze.

Para bohaterów, której poświęcony jest ten tom przewijała się w tle dwóch poprzednich. To spokojna Silence, która niedawno straciła męża na morzu oraz Czarujący Mickey - pirat rzeczny, który rok temu dla kaprysu zniszczył reputację Silence. Teraz ponownie krzyżują się ich drogi i okazuje się, że coś co pojawiło się przy ich poprzednim spotkaniu wcale nie znikło. Wręcz przeciwnie, nasila się i potęguje. Oboje uparcie próbują z tym walczyć ale los bywa przekorny a miłość zupełnie ślepa.

Dużo spodziewałam się po tej części. Silence i Michael wydawali mi się parą, która jak się spotka to będzie wrzeć i kipieć a i istry będą latać na wszystkie strony. Cóż, wyszło trochę blado. Ona nie jest aż tak silna i zdeterminowana jak przy pierwszym spotkaniu a i on nie jest aż tak zły i cyniczny jak można by się spodziewać. Praktycznie od początku jest różowo, cukierkowo i bajkowo. Pozostała zaledwie namiastka tego czego oczekiwałam. Ale nie narzekam, Elizabeth Hoyt to niezła pisarka, której romanse historyczne świetnie się czyta. Wnosi dużo świeżości do gatunku, umiejętnie łącząc lekką przygodę z wielką namiętnością i pasją. Nawet w okrojonej wersji czuć szalejące emocje, które targają bohaterami. Czy trzeba czegoś więcej na leniwe sobotnie popołudnie?

piątek, 6 lipca 2018

,,Bossman" Vi Keeland

 Tytuł oryginału: Bossman

,,Bossman" to bardzo pozytywne zaskoczenie. Lekko napisana, pobudzająca zmysły i wyobraźnię historia dwójki trochę przypadkowych kochanków.

Ona jest na randce w ciemno, on - też umówiony. Każde z kimś innym ale początkowo tylko po to by przerwać nudę rozpoczynają bardzo zmysłową grę. I mimo, że iskry latają, wszystko naokoło wystawione jest na pożar, nie sprowadza się to tylko do seksu, trochę czasu minie. Zaostrza to tylko jeszcze bardziej apetyt i sprawia że im dalej tym lepiej.

Bo Reese i Chase są niebanalni: dowcipni, inteligentni, z pazurem ale i posiadający swoje drugie dno, które bardzo mocno wpływa na to jacy są obecnie i jakie decyzje podejmują. Nic w ich przypadku nie jest jednoznaczne i z góry ustalone. Sprawiają wrażenie wyluzowanych, czerpiących z życia pełnymi garściami, żadnych przyjemności ale to tylko pozory. Ich prawdziwe oblicze jest dużo bardziej skomplikowane i wieloznaczne.

Trzeba oddać autorce, że tworząc lekka opowieść o zabarwieniu erotycznym nie sprowadziła jej tylko do warstwy zmysłowej. Dużo szerzej rozbudowała opowieść, nadając jej mocniejszy wydźwięk. Dzięki temu przyjemnie się to czytało oraz z ogromnym zainteresowaniem obserwowało potyczki bohaterów. Świetna książka na wakacje chociaż okładka to akurat nie moje klimaty.

wtorek, 3 lipca 2018

,,Obrączka diabła" Vidar Sundstøl

 Tytuł oryginału: Djevelens giftering

W moim ,,książkowym życiu" istnieje specjalna kategoria książek. Przyznam, że od tych, szczególnych nie wymagam za wiele. Ale muszą mieć jedną ważną cechę - musi mi się je dobrze czytać w komunikacji miejskiej oraz być na tyle mało wciągające , żebym bez żalu je zamykała jak dojadę do swojego przystanku. Idealnie w to wpisuje się ,, Obrączka diabla".

Intryga nie jest specjalnie skomplikowana. Były policjant wraca po ponad ćwierćwiecznej nieobecności na pogrzeb byłego partnera. Ta dosyć tajemnicza i zagadkowa śmierć nie daje spokoju. Wywołuje skojarzenia z inną sprawą z przeszłości, która nigdy nie została rozwiązana. Zaczyna się śledztwo, pełne sprzeczność, niedopowiedzeń, dziwnych religijnych odniesień oraz głęboko sięgające do wewnętrznych wierzeń małej norweskiej społeczności.

Powieść ma swoje lepsze i gorsze momenty. Z pewnością do tych pierwszych należy powoli budowany klimat, stopniowo gęstniejącą atmosfera oraz niepewność i zagadkowość budowana na kanwie wyrugowanych wierzeń. Minusem jest chaos w śledztwie oraz słabiutkie rozwiązanie oraz niejasne jego umotywowanie. W sumie w powieści trochę brakuje silnej osi, wokół wszystko mogloby się toczyć. Sporo się dzieje ale wszystko jest trochę chaotyczne i wrażenie słabo ze sobą powiązanego. Pojawiają się wątki, które znikają i nie wiedzieć dlaczego w ogóle zostały wspomniane. Jednak tak jak pisałam na początku, do autobusu czy tramwaju nie potrzebuje dzieł wybitnych, raczej takich, które łatwo i szybko czyta. A ,, Obrączka diabła" taka właśnie jest.

poniedziałek, 2 lipca 2018

,,Kamienny krąg" Jean-Christophe Grangé


Tytuł oryginału: Le concile de pierre

Książki Grange były dla mnie synonimem świetnej rozrywki. Wspomnienia z nimi związane to mocny, pełen krwi i nieoczekiwanych zwrotów akcji z zakończeniem jakiego trudno wcześniej przewidzieć. Na to się właśnie nastawiłam sięgając po ,, Kamienny krąg".

Trudno zaprzeczyć. Mamy intrygujące otwarcie. Młoda kobieta adoptuje dziecko pochodzenia azjatyckiego wokół którego prawie natychmiast zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ktoś czyha na ich życie a i samo pochodzenie chłopca okazuje się być dużo bardziej zawiłe niż początkowo się wydawało. Próbując odkryć zależności Diana krok za krokiem wplątuje się w głębsza intrygę, która sięga swoimi korzeniami daleko w przeszłość.

,, Kamienny krąg" miał potencjał. Mroczną zagadkę, nieustanne poczucie zagrożenia, następujące po sobie w szybkim tempie zwroty akcji. Jednak wszystko to zabił absurd i brak logiczności. Grange zbyt daleko poszedł w komplikowania i udziwnianiu intrygi przez co pozbawił ją ostatnich podrygów realizmu. Zamiast trzymającego w napięciu thrillera powstała ciężko strawna papka, która z każdą kolejną strona staje się coraz mniej strawna. W sumie trochę z rozbawieniem czekałam na to co on jeszcze wymyśli i jak absurdalnie spróbuję połączyć bardzo rozjechane wskazówki. Zakończenie wypadło słabo i absurdalnie. Ale chyba każdemu mogą zdarzyć się takie babole.

,,Małżeństwo do poniedziałku" Denise Hunter

Tytuł oryginału: Married 'til Monday

,,Małżeństwo do poniedziałku" to moje drugie spotkanie z Denise Hunter i jej opowieściami, które wpisują się w nurt romansów chrześcijańskich. Ale nie ma co się obawiać, wiara i Bóg są obecne ale jednak najważniejsze miejsce zajmuje opowieść o dwójce rozdartych ludzi i ich wzajemnych relacjach.

Abby i Ryan byli małżeństwem przez jakiś czas ale z powodu bolesnych wydarzeń zdecydowali się na rozstanie i rozwód. Trzy lata później Ryan nadal kocha swoją byłą żonę i postanawia o nią jeszcze raz zawalczyć. Okazja nadąża się wkrótce. Okazuje się że Abby nie powiedziała o rozwodzie swoim rodzicom, którzy teraz zapraszają ich na uroczystość 35-lecia ślubu. Abby i Ryan muszą spedzą razem w samochodzie mnóstwo czasu co pozwoli na nowo im się odkryć i zrozumieć dlaczego ich małżeństwo się skończyło.

To poruszająca opowieść o zrozumieniu, wybaczeniu, dokonywaniu wyborów oraz pozwalaniu innym by też mogli sami o sobie decydować. Delikatnie i z dużym wyczuciem taktu poruszane są ważne i bolesne tematy. Pojawiają się łzy wzruszenia, wściekłości ale i bezsilności. Mimo to autorka nie zapomina, że dobra opowieść musi oprócz wywoływania całej gamy emocji, mieć też dobre zakończenie a tutaj na takie możemy liczyć.

Przyznam, że coraz bardziej podobają mi się te lekkie ale poruszające i zapadające w pamięć opowieści. Przesycone są dobrymi wartościami oraz pokazują, że z każdej rozpaczy da się wyjść o ile zaufa się Bogu oraz pozna i rozliczy się ze sobą samym.

wtorek, 12 czerwca 2018

,,Muzeum ciszy" Yōko Ogawa

Tytuł oryginału: Chinmoku Hakubutsukan

Narrator jest pracownikiem muzealnym, który podejmuje się specyficznego zadania. Ma stworzyć muzeum w maleńkiej mieścinie oderwanej od świata. Wszystko tam jest inne i mocno specyficzne, zaczynając od zleceniodawczyni, ekscentrycznej staruchy po eksponaty, które ma zaprezentować. Nie jest to zwyczajny, tradycyjny zbiór. Początkowo najbardziej przypomina śmietnik pełen nikomu niepotrzebnych rupieci. Dopiero stopniowe wkraczanie w świat tych przedmiotów uświadamia narratorowi, że kryje się tam głębsza, bardziej uniwersalna i niepowtarzalna prawda. Wszystkie rzeczy to ukradzione przez staruchę pamiątki po zmarłych, mające jak najlepiej oddawać to kim byli ich właściciele oraz zapewniać pamięć o nich.

W powieści przeplatają i przenikają się dwa główne wątki dotyczące śmierci i milczenia. Oba są tak samo wymowne. Uzupełniają się tworząc bolesną i dobitną w wydźwięku opowieść. Uświadamiamy sobie jak wiele mówią o nas przedmioty, które po nas pozostają. To one w swej ciszy dobitnie krzyczą oraz upamiętniają to kim się było. Nieodłącznie wiążą się z ciszą, która w powieści została pięknie zilustrowana przez postać mnicha - nauczyciela ciszy. Cała przestrzeń fabularna jawi się w miarę postępu akcji jak szklana kula, w której trwa nieruchomy obraz, wiecznie się powtarzający i próbujący przemówić chociaż nikt go nie słucha. Gdy już się w niego wejdzie nie można się wyrwać, trzeba się dostosować i dopasować oraz próbować wsłuchać w milczenie przedmiotów i ludzi by mogły przemówić tak aby nie pozwolić im popaść w zapomnienie.

,,Muzeum ciszy" to powieść głęboka, wielowymiarowa, odwołująca się do najgłębszych ludzkich pragnień by nie zostać całkowicie zapomnianym ale przy tym prosta w konstrukcji. Takie najbardziej lubię, gdy styl i język nie przytłacza rzeczywistego przekazu ale go podkreśla i uwypukla. Dzięki temu prostota, tak jak i milczenie jest najbardziej wymowna.

czwartek, 7 czerwca 2018

,,Zima stulecia" Grzegorz Sieczkowski


 Miałam ogromne oczekiwania co do tej książki, szczególnie, że lubię wszelkiego rodzaju zbiory anegdot i informacji o ,,Epoce słusznie minionej". Miałam nadzieję, że ,,Zima stulecia" to kolejny element układanki, która rozszerzy moją wiedzę i pozwoli poczuć klimat tamtych dni. I tak już jest, że im większe oczekiwania tym boleśniejsze jest rozczarowanie.

W zamierzeniu autora ,,Zima stulecia" to reportaż - zbiór anegdot i wspomnień z okresu 1978/1978, pamiętnego ataku zimy, który przetrwał w pamięci jaka ta najmroźniejsza, najbardziej śnieżna. Ta, która była kolejną kroplą pozwalającą obalić komunizm. Czy na prawdę taka była? Na podstawie wspomnień trudno powiedzieć - ludzkie wspomnienia są subiektywne. Sama ze swojego życia mam wiele wspomnień, które wpisywały się w ducha książki a wcale nie pochodzą z tej pamiętnej zimy (kiedy to nota bene nawet na świecie nie było). Autor też nie na podstawie zebranych wspomnień nie przekonuje. W jego opowieści jest zimno, śnieżnie, chaotycznie i ...nudno. Każda kolejna historia jest podobna do poprzedniej, dzieje się praktycznie w tym samym momencie i brakuje w niej puenty. Pociągi nie jechały, drogi zasypane, rury pękają - taaa, i może by to jeszcze przeszło. Było trudno, zima ujawniła powierzchowność działań w PRL ale chyba najbardziej denerwuje moralizatorski, wywyższający się ton, który przebija się w niektórych miejscach. Wręcz słychać ,,My to przeżyliśmy, a wasze pokolenie nie."

Zamysł reportażu był niezły ale brakło pomysłu na wykonanie. O ile początek daje nadzieje, to im dalej tym gorzej. Nudno, pełno powtórzeń, przytłaczająco i bez polotu. To trochę jak z anegdotami, które są śmieszne i zrozumiałe jak się zna kontekst - tutaj właśnie tego zabrało.