Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aneta Jadowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aneta Jadowska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 marca 2018

,,Trup na plaży i inne sekrety rodzinne" Aneta Jadowska


Ja naprawdę nie jestem jakąś skomplikowaną osobą. Prosta ze mnie dziewczyna więc lubię proste opowieści. Takie żeby się je dobrze czytało, czasem żeby zmusiły do myślenia a czasem pozwoliły się pośmiać lub wzruszyć. Poważnie, nic skomplikowanego. Po bardzo pozytywnych opiniach miałam nadzieję, że właśnie to znajdę w nowej powieści Anety Jadowskiej.

Z autorką wcześniej miałam do czynienia tylko raz ale dobrze ją wspominam. W tym przypadku niestety bardzo się rozczarowałam. ,,Trup na plaży" jest po prostu nudny. Nic, zero, null. Wszystko jest tak bardzo nudne, pozbawione jakichkolwiek emocji, czegokolwiek co motywowałoby do kontynuowania czytania. Nawet sama bohaterka, domorosła detektyw nie ma w sobie nic co pozwałaby na niej skupić uwagę. Zwyczajne, normalne życie, które zakłóca znalezienie trupa na plaży. W każdej innej powieści to byłby punkt przełomy, wyzwalający siły napędowe akcji. A tutaj jak nic się nie działo, tak nic się nie zmienia.

Żeby nie było, że nie zwróciłam uwagi. W powieści pojawia się wątek romansowy jeszcze bardziej nudny od kryminalnego. Ideał pojawia się i ... znika. W sumie nic o nim nie wiadomo, prawie nie istnieje ale jest. Miałam nadzieję, że tym wybrańcem będzie sierżant Straszewicz bo przynajmniej pojawiłyby się jakieś iskry. (btw. Straszewicz i jajko niespodzianka - chyba najlepsza scena powieści). Ja wiem, że najlepszy jest ten nudny ale litości, nie w książce!

,,Trup na plaży" może i miał potencjał ale ja go nie zauważyłam. Zasnęłam. Wniosek, jak ktoś szuka czegoś co pomoże szybciej zasnąć, powieść będzie jak znalazł.

niedziela, 14 lutego 2016

,,Szamański blues" Aneta Jadowska

Aneta Jadowska to nazwisko, które dosyć często przewija się przez polski, czytelniczy światek. Dotychczas jednak ja i ona skutecznie się rozmijałyśmy ale tylko do czasu. Potem, całkiem przypadkowo, wpadł w moje ręce ,,Szamański blues" i przepadłam z kretesem. Jako, że nie czytałam wcześniej cyklu o Dorze Wilk, nie znałam całego universum do lektury podeszłam bez żadnych oczekiwań. Miała to być kolejna lektura do autobusu. Muszę przyznać z pewnym zdziwieniem, że po raz pierwszy odkąd mieszkam w Krakowie, cieszyłam się, że to tak zakorkowane miasto a gdy już nadeszła pora wysiadania bardzo ciężko było mi zamknąć książkę i zostawić bohaterów.

Głównym bohaterem i narratorem powieści jest Witkac, świeżo upieczony szaman. Dopiero poznaje swój fach, przy okazji uparcie wzbraniając się przed pełnym wtajemniczeniem. Trudno się więc dziwić, że gdy na progu jego mieszkania staje dawna ukochana z prośbą o pomoc, zdaje sobie sprawę, że łatwo nie będzie i w którymś momencie nieźle oberwie.

Mam dziwną słabość do bohaterów, takich jak nasz Witkacy. Lubie gdy są mrukliwi, trochę nieprzystosowani, niepasujący do świata a pod płaszczykiem szorstkości, noszący ogromną empatię i głupie poczucie misji. A jeszcze, gdy w to wszystko wmieszane są zjawiska paranormalne i duża dawka świetnego humoru - to coś w sam raz dla mnie. Z pewnością będę próbować nadrobić zaległości i lepiej poznać tę szaloną ferajnę, bo zakończenie tego tomu dało przedsmak tego co dalej będzie się dziać i na pewno będzie to epickie :)