Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 lutego 2024

,,Zakupy w PRL" Wojciech Przylipiak

Ostatnie kilka lat bardzo mocno odcisnęły się na naszym zachowaniu. Zmieniły się nasze nawyki, styl pracy czy zakupów. Trudno nam sobie wyobrazić czasy kiedy nie robiło się szybkich zakupów przez internet i właściwie po każdą rzecz trzeba było iść do sklepu. Dlatego jeszcze trudniej nam, pokoleniu które dorosło już w XXI wieku, wyobrazić sobie świat zakupów i sklepów z PRLu. Niby każdy słyszał o kartach, ciągłych brakach towarów i niekończących się kolejkach, jednak jest to dla naszego pokolenia abstrakcja. Na szczęście jednak pojawiła się książka ,,Zakupy w PRL-u" która choć trochę może przybliżyć ten temat.

Reportaż Wojciecha Przylipiaka to barwna, pełna anegdot wyprawa do czasów PRL-u opowiedziana z perspektywy handlu. Opowiada nie tylko o okresie gdy wszystkiego brakowało, przywołuje słynne ,,rzuty" towarów czy kolejki ale także, a może przede wszystkim opowiada o ludziach, którzy stali po drugiej stronie lady i mierzyli się z problemami. To także historia rodzących się w Polsce różnego rodzaju sklepów w tym tych największych i najsłynniejszych będących zaczątkiem współczesnych galerii handlowyc - Domów Towarowych, GSów i innych jakie pojawiały się. To opowieść o handlu pozanstytucjonalnym, który rozwijał się na bazarach i placach handlowych, o kombinowaniu i załatwianiu rzeczy pod ladą. To także obszerna relacja o świecie widzianym zza okienek kiosku oraz o rodzącym się rynku modowym.

,,Zakupy w PRL-u" nie jest może pozycją wybitną czy przykuwającą uwagą drobiazgowością ale ma bardzo anegdotyczny, gawędziarski klimat, pełna jest prawdziwych wspomnień i licznych odwołań do kultury. Z ogromnym sentymentem i nostalgią podchodzi to tematu próbując mimo wszystko pokazać go od tej pozytywnej strony, nie zapominając, że najczęściej nie było tak różowo. Myślę, że ta publikacja ma bardziej za cel zachować wspomnienia, dać delikatnie poczuć klimat niż budować realny, udokumentowany obraz, co nie oznacza, że autor nie przeprowadził badań i nie zabrał odpowiedniej ilości materiałów źródłowych. Doskonale odrobił zadanie ale wspomnieniową narrację by jego reportaż stał się bardziej naturalny. Przyznam, że bardzo lubię takie właśnie opowieści o przeszłości bo przenoszą klimat, nie są idealnie wypieszczone a dzięki temu bardziej autentyczne, wywołują uśmiech i pokazują świat, który już przeminął. Polecam!

niedziela, 18 czerwca 2023

,,1989. Jesień narodów" Adam Burakowski, Aleksander Gubrynowicz, Paweł Ukielski

 


Należę do tego pokolenia, które urodziło się jeszcze w poprzednim ustroju a czas przemian przypadł na tak wczesne dzieciństwo, że wydarzenia takie jak zburzenie muru berlińskiego czy obrady Okrągłego Stołu to migawki z telewizji i prawdopodobnie z późniejszego okresu. Nie zmienia to jednak faktu, że w trakcie trwania mojego życia zmienił się świat, a przynajmniej Europa Środkowo-Wschodnia. Na naszych oczach został obalony komunizm a wiele krajów weszło w intensywną i mniej lub bardziej udaną fazę transformacji. Gdy chodziłam jeszcze do szkoły, perspektywa zaledwie kilkunastoletnia sprawiała, że jeszcze nikt jednoznacznie nie umiał tego ocenić. Uczyliśmy się najważniejszych dat, pobieżnie omawialiśmy kilka centralnych wydarzeń a potem już na żywo obserwowaliśmy konsekwencje takie jak , w przypadku Polski, wejście do NATO, Unii Europejskiej, otwarcie granic.

Świat się szybko zmieniał. Ale gdzie właściwie zaczęła się ta zmiana? Po ponad trzydziestu latach łatwo powiedzieć, że w 1989 upadł komunizm ale przecież nie stało się to z dnia na dzień. Zapominamy jak skomplikowany i długofalowy był to proces a rok 1989 był zaledwie kulminacją. Jednak była to kulminacja zaskakująca, ewenement na historyczną skalę. Właściwie odbyło się bez przelewania krwi. Prawie równocześnie wszystkie kraje znajdujące się w orbicie wpływów ZSRR postanowiły wyzwolić się spod jego wpływu i wejść na ścieżkę demokracji.

Praca naukowa ,,1989. Jesień narodów" próbuje przybliżyć specyfikę tego okresu. Pokazać całą ścieżkę, która doprowadziła do roku 1989 a potem to co działo się w kolejnych latach. Praca podzielona jest na sześć rozdziałów opowiadających kolejnych omawianym państwom: Polsce, NRD, Węgrom, Czechosłowacji, Rumunii i Bułgarii. Chyba najważniejszy, szczególnie dla Polaków, jest rozdział pierwszy podsumowujący wszystko co zdarzyło się w Polsce praktycznie od czasów II wojny światowej, oczywiście największą uwagę skupiając na końcówce komunizmu i na tym do działo się później. W sposób skondensowany można prześledzić najważniejsze kamienie milowe, które doprowadziły nie tylko do upadku komunizmu ale także ukształtowały współczesną politykę i sytuację kraju. Autorzy próbują nakreślić cały oś czasu dla roku 1989, która właściwie zdefiniowała przyszłość, wykreowała najważniejszych graczy oraz rozłożyła układ sił.

Podobnie jest w przypadku pozostałych omawianych krajów. Nie tylko omawiany jest okres Jesieni Narodów ale sięga się znacznie głębiej pokazując najważniejsze wydarzenia, głównych bohaterów oraz próbuje się podsumować całość, sprawdzając czy to co wtedy chciano zapoczątkować udało się zrealizować. Mimo, że wszystkie omawiane kraje łączy zerwanie jarzma komunizmu to ich drogi były i są zupełnie inne. Towarzyszyła im zupełnie inna dynamika oraz inne podjęły decyzje by finalnie skierować się w zupełnie inne strony. Ale jedno jest pewne był to dla nich dynamiczny okres, który zapoczątkował drogę w stronę pozostałych państw zachodnich.

Dla mnie ,,1989. Jesień Narodów" było niesamowitym kompendium wiedzy. Uporządkowało mi trochę wiedzę, pokazało przyczyny i skutki oraz uświadomiło, że był to dużo bardziej skomplikowany proces, który wcale nie zamknął się w latach 90-tych ale trwa nadal. Rok 1989 odcisnął trwałe piętno, wywrócił Europę do góry nogami oraz dał szanse, których niestety nie dało się w stu procentach wykorzystać. To była nie tylko zmiana polityczna, to także ogromna zmiana społeczna, które wyznaczyła granicę pomiędzy pokoleniami. Obecnie zaciera się świadomość jak ważne to było i dlatego tym bardziej polecam zapoznać się z tą pracą. Polecam!

wtorek, 14 lutego 2023

,,Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów" Remigiusz Ryziński

 


,,Hiacynt" to kryptonim akcji, przeprowadzonej w latach 1985-1987, a której celem byli homoseksualni mężczyźni. Trwała zaledwie kilka dni ale jej konsekwencje mogły być dużo trwalsze. Zatrzymania, kontrole, przesłuchania, przemoc wymierzona w zatrzymanych, próby pozyskania jako TW. A wszystko dlatego, że geje byli uważani za grupę kryminogenną, którą trzeba mieć pod specjalnym nadzorem. Niby gdzieś mimochodem próbowano wspominać o AIDS i ochronie przed zagrożeniem jakie ono niesie ze sobą ale nie zmienia to faktu, że głównym celem akcji była kontrola, upodlenie i stworzenie poczucia nieustannej inwigilacji. Homoseksualiści byli wrogami państwa, społeczeństwa i trzeba było ich trzymać w ryzach. Brzmi jakoś znajomo, prawda?

Remigiusz Ryziński podjął się karkołomnego zadania dotarcia do PRL-owski teczek by dokładnie poznać i przebadać szczegóły akcji ,,Hiacynt". Ale zanim o tym to tworzy tło, kontekst, świat w którym przyszło żyć gejom w PRLu. Szalety, meliny, ciemne zaułki w parku, mrok i zepsucie. Z tym się kojarzyli i właściwie tam zostali zepchnięci. Pozbawieni tożsamości, żyjący w ciągłym poczuciu zagrożenia bo zabić ,,pedała" zdarzało się zbyt często. Najczęściej mordercami okazywali się przypadkowi kochankowie, którzy wcale nie szukali czułości ale okazji do kradzieży. Świat okrutny i bezwzględny, pozbawiony oparcia we władzy bo władza też prześladuje i zastrasza. Donos, albo nawet same podejrzenie, może pozbawić pracy, rodziny, znajomych. I do tego dochodzi jeszcze zmasowana akcja systemowa, której jedynym celem jest mocniejsze dokręcenie śruby, spisanie, zebranie haków i późniejszy szantaż.

Opowieść o ,,Hiacyncie" przeraża i denerwuje. Przeraża bo porażający jest rozmiar biurokracji, systemowych działań wymierzony w ludzi, którzy właściwie niczemu nie są winni. Byli prześladowani, szczuci, inwigilowani, pozbawieni praw i ochrony. Denerwuje bo ta opowieść ma ogromny potencjał a wyszła chaotyczna masa, w której czytelnik gubi się w natłoku niepotrzebnych detali, nazwisk pomiędzy którymi autor skacze, faktów i zdarzeń. Trzeba dużo skupienia aby zrozumieć ciąg zdarzeń i wyciągnąć właściwe wnioski. Dopiero kalendarium na końcu wszystko porządkuje więc sugeruje zacząć od niego a potem próbować sobie układać to co działo się w trakcie właściwej akcji ,,Hiacynt".

Nie zmienia to jednak faktu, że jest to książka ważna i wyciągająca na światło dzienne bolesne epizody z historii najnowszej - moment gdy państwo obraca się przeciw swoim obywatelom, gdy podejmuje kroki skrajne. To reportaż szokujący, bolesny i (co najstraszniejsze) aktualny. Po ponad trzydziestu latach temat nadal jest aktualny i nie rozwiązany. Zaskakujące jest, że wiele teczek do których autor chciał dotrzeć nie znajduje się w archiwach IPN ale ma opis ,,TAJNE" co budzi podejrzenie, że mogą nadal być w użyciu. Straszne i szokujące. A jaka jest prawda? Dziś na pewno się tego nie dowiemy.

sobota, 21 maja 2022

,,Alkoholowe dzieje Polski. Czasy PRL-u" Jerzy Besala

 

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że alkohol w Polsce jest wszechobecny. I nawet jeśli ktoś w ogóle nie pije (jak ja), to nie znaczy, że nie widzi, nie doświadcza skutków jego działania. Jest jakiś paradoks, że za kilkadziesiąt złotych ciężko jest cokolwiek załatwić ale już dzięki butelce alkoholu wszystko się zmienia. Alkohol to też barometr kultury, osobowości ale i czasów. Fascynującym i zarazem przerażającym jest co można zobaczyć patrząc właśnie z takiej perspektywy.

Jerzy Besala przygotował i wydał serię kilku książek prezentujących dzieje  Polski właśnie z alkoholowej perspektywy. Ja, nie byłabym są, gdybym serii nie zaczęła od końca. Dla mnie na pierwszy ogień poszły czasy najbliższe, czyli okres PRL-u. Gdy po wyzwoleniu, w 1945 roku zapanowała w Polsce nowa władza, zapanowały też nowe obyczaje. Kraj znalazł się w orbicie wpływów Związku Radzieckiego a tam piło się na potęgę. Strasznym jest jak bardzo rozpowszechniło się społeczne przyzwolenia na picie w zakładach pracy, urzędach, domach. Każda okazja czy nawet brak okazji był dobrym pretekstem. Pili wszyscy politycy na wysokich szczeblach, robotnicy, urzędnicy partyjni, ludzi kultury, żołnierze.... Alkohol był narzędziem aby z jednej strony podporządkować sobie społeczeństwo ale i zapewnić stały dochód do budżetu państwa (!!). Walka z alkoholizmem była pozorna i bezcelowa.

Ale to tylko część książki, dużo ciekawsze i bardziej przerażające się spojrzenie na to jak funkcjonowało społeczeństwo. Jak wiele karier, żyć zostało zrujnowanych przez alkohol. Był (i nadal jest) on rakiem toczącym ludzkość. Jedni pili z nudy, inni aby nie odbiegać od ogółu, pito towarzysko, pito ryzykownie i bez ograniczeń. I o ile anonimowe przykłady niewiele mówią, to konkretne nazwiska i konkretne tragedie oddziałują na wyobraźnię. Zmarnowane życia, utracone zdrowie, przedwczesna śmierć, cierpienie bliskich, rozpacz dzieci. To tylko bardzo, bardzo ogólne podsumowanie, które jest bardzo stereotypowe ale skonfrontowane z konkretnymi przykładami nabiera kształtu, formy, głębi i staje się dużo bardziej wymowne.

Jerzy Besala jest bardzo dobitny w tym o czym pisze, nie bawi się w półśrodki, niedopowiedzenia. Jego opowieść jest żywa, bardzo realna i bliska bo jednak nadal walczymy z wieloma zachowaniami i dopiero stosunkowo niedawno zaczęło znikać społeczne przyzwolenie. Poraża ogrom wszechobecności alkoholu i to jak bardzo kształtował on politykę, kulturę, sztukę, relacje międzyludzkie. Był i nadal jest niszczycielską siłą, którą ostatnio, trochę próbuje się okiełznać. W czasach PRL-u było zupełnie inaczej.

Oprócz szokującej wymowy, w książce poraża też szczegółowość i ogrom pracy jaka została włożona aby dokładnie, konkretnie i rzetelnie zaprezentować historię Polski z perspektywy alkoholu. Autor zebrał potężną ilość materiału źródłowego, relacji i wspomnień z pierwszej ręki, tak że jego praca jest bardzo autentyczna i przekonująca. Bije z niej autentyzm. Dzięki temu mocniej oddziałuje na czytelnika - zarówno zaciekawiając jak i przerażając. Jest kompendium wiedzy, które pokazuje najnowszą historię Polski z dużo mniej grzecznej, dostojnej perspektywy. Odkrywa zgniliznę, brud, problemy, które inni przemilczają lub przy których odwraca się wzrok. Nie, historia Polski nie jest tylko dostojna i heroiczna - jest także zamroczona alkoholem, otumaniona i zdegenerowana i taką właśnie pokazuje Besala. Polecam!

niedziela, 17 października 2021

,,Dzień bez teleranka" Anna Mieszczanek


13 grudnia 1981. Chyba tej daty nikomu nie trzeba tłumaczyć. Wprowadzenia stanu wojennego. Ale co dokładnie to oznacza? Chyba w natłoku różnych rocznic i wydarzeń my, pokolenie urodzone już później, gubimy prawdziwy sens i znaczenie. Bo stan wojenny nie miał aż tak dramatycznego przebiegu jak np. Powstanie Warszawskie. Stan wojenny to był rozciągnięty w czasie proces, rozłożony na cały kraj, składał się z wielu mniejszych i większych wydarzeń. Na życiu jednych odbijał się mocniej, z innymi obszedł się trochę łagodniej.

Anna Mieszczanek próbuje przybliżyć cały ten okres właśnie z perspektywy jednostek. Opowiada o normalnych ludziach, na których odbiły się decyzje polityczne. Pokazuje ciąg represji, działań nakierowanych na grupy społeczne i konkretne osoby. Pokazuje ograniczenia, sankcje, obostrzenia. Trochę jest w tym porównania do zeszłorocznej wiosny, gdy nagle Polska i cały świat stanął w obliczu pandemii. Tylko, że ,,pandemia roku 1981" była wywołana decyzjami politycznymi, mającymi na celu zablokowanie działań związkowych, ograniczenie wolności jednostek i zapewnienia ciągłości reżimu politycznego.

Polska z kart reportażu Mieszczanek jest pełna strachu, niepewności, nie do końca wyrażonego zagrożenia, podzielona. Autorka dokładnie prześledziła najważniejsze wydarzenia i skupiła się na ludziach, którzy w nich brali udział. Jak oni to obierali, jak się zachowywali. Podtytuł sugeruje opowieść o codzienności i trochę tak jest ale ta codzienność jest dziwna, niepokojąca, zmuszająca do niestandardowego myślenia i podejmowania niecodziennych zachowań. Poprzez to tworzy się kalendarium z jego najważniejszymi punktami - pacyfikacją kopalni Wujek, internowaniami, zwolnieniami z pracy, roszadami politycznymi, szerzącą się propagandą, niezwykłą mobilizacją ludzi a kończące się zabójstwem księdza Popiełuszki.

,,Dzień bez teleranka" to książka, która daje do myślenia i zmienia obraz. Trochę rozmyło się nasze wyobrażenie o stanie wojennym a ta książka znowu skupia uwagę. Pokazuje całość. Nie tylko od oficjalnych punktów rozpoczęcia i zakończenia ale rozszerza perspektywę. Szuka przyczyn i skutków. Mocno zagłębia się do wnętrza i uwypukla oddziaływanie. Pozwala zrozumieć i odczuć, to co wtedy przechodzili Polacy, szczególnie, że bohaterowie reportażu to osoby, na różnych stanowiskach, w różnych sytuacjach życiowych i zawodowych.

Chyba jedynym minusem jest dla mnie styl w jakim reportaż został napisany. W zamiarze ma być lekko i gawędziarsko a jest chaotycznie i wybija z rytmu. Może taka forma lepiej by się sprawdziła w podkaście lub jako narracja dla materiału filmowego, natomiast w przypadku książki jest męcząca i łatwo można zgubić wątek oraz pogubić się wśród bohaterów. Mimo, to polecam. ,,Dzień bez teleranka" to ogrom wiedzy, faktów i doskonale przybliża ten straszny czas. 
 
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MUZA!
 
 
 
p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 32,1 cm - 3,2 cm = 28,9  cm.     

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

,,Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy" Katarzyna Kobylarczyk

 

Podobno Krakusem nie można się stać. Albo się urodziło Krakusem albo nie. Koniec kropka. I nie ważne ile lat mieszka się w Krakowie. Zasada jest jasna. A jak jest w przypadku Nowej Huty? Tą najmłodszą dzielnicę Krakowa, długo traktowaną jak osobne miasto budowali przyjezdni. Młodzi ludzie, którzy przyjechali z całej Polski. Jedni w poszukiwaniu pracy, przygody albo zmotywowani partyjnymi i ideologicznymi przemowami. Wrył się obraz mieszkańca Nowej Huty najpierw jako robotnika, potem zakapturzonego kibola. Ale czy to jedyne oblicze Nowej Huty? Czy naprawdę to miasto zbudowali tylko młodzi, zdeterminowani robotnicy? A co z kobietami?

Katarzyna Kobylarczyk postanawia odpowiedzieć na te pytania. Zbiera materiały i poszukuje pierwszych kobiet jakie zamieszkały w Nowej Hucie i odcisnęły trwałe piętno na jej rozwoju. To te co własnymi rękami pomagały budować kombinat, projektowały osiedla, były suwnicowymi. Budowały, opiekowały się, karmiły, próbowały wyciągnąć coś więcej z tego socjalistycznego krajobrazu. Jedno jest pewne. Wszystkie cechowała niesamowita siła, determinacja, pomysłowość. Uparte, zaradne i zdecydowane. Chyba tak najkrócej można je opisać. Potrafiły sobie radzić nie tylko w świecie zdeterminowanym przez mężczyzn ale i w świecie sterowanym centralnie. Łączyły pracę z troską o rodzinę. Walkę o zapewnienie podstawowych potrzeb z walką o wolność. Zwykłe, niezwykłe. Nowohuckie heroski.

Opowieść Katarzyny Kobylarczyk sprawia wrażenie trochę niepełnej. Jest w niej kilka portretów różnych kobiet, które zajmowały różne stanowiska. Jednak jak sama autorka przyznaje za późno zdecydowała się podjąć ten temat. Wiele osób już zabrało, wiele nie chciało rozmawiać. Przez to kobiety obraz Nowej Huty jest niepełny. Brakuje wielu szczegółów aby ta opowieść mogła nabrać kolorytu i charakteru. Sprawia wrażenie ledwo szkicu. Ciekawego, pasjonującego, wciągającego i rozbudzającego apetyt na więcej. To zaledwie wstęp do fascynujących, pełnych dramaturgii wydarzeń jakie skrywają bloki i ulice w najmłodszej krakowskiej dzielnicy. Historie kobiet czyta się szybko i niczym powieść i tylko żałuje się, że tak mało wiemy o tych, którym przyszło tworzyć najnowszą historię. Polecam!

  p.s. WYZWANIE 2021 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 59,7 cm - 2,1 cm = 57,6  cm. 

 

niedziela, 24 lutego 2019

,,Absurdy PRL-u" Piotr LIpiński, Michał Matys

 
,,Absurdy PRL-u" to zbiór reportaży Piotra Lipińskiego i Macieja Matysa przybliżający pewne aspekty z okresu ,,Epoki słusznie minionej". Tytuł zboru jest trochę mylący, sugeruje ciekawostki i zabawne, absurdalne anegdoty. Nie jest tak do końca. Bo o ile znajdziemy tam artykuł o tym dlaczego brakowało papieru toaletowego, czym był peweks oraz poświęcone Brutalowi i pani Walewskiej, to w książce znajdziemy także treści obciążone dużo większym ciężarem, np. ten poświęcony aferze mięsnej czy skupiający się na Jacku Karpińskim.

Punktem zbieżnym wszystkich tekstów jest to, że wyciągają i uwypuklają to co w PRL-u było absurdalne, nacechowane irracjonalnością, dziwne i nielogiczne. Epoka podporządkowana wizerunkowi i próbująca wszystko z wyprzedzeniem zaplanować zderzała się bardzo mocno z rzeczywistością i w najbardziej niedorzeczny sposób próbowała tuszować swoje pomyłki. To skutkowało wieloma kuriozami - niektóre budziły śmiech i zażenowanie a dzięki sprytowi udawało się je ominąć, inne były bolesne i obfitowały w ludzkie dramaty.

Autorzy próbują możliwie najlepiej przedstawić każdy z tematów. Nie jest to łatwe bo motywów wiele. Dają zaledwie przedsmak i wręcz w telegraficznym skrócie kreślą zaledwie ramy i wskazują kierunek. Zbiór jest trochę powierzchowny ale w końcu to nie jest literatura naukowa. Ma za zadanie zaciekawić, zainteresować, zwrócić uwagę na pewne rzeczy, ocalić od zapomnienia niektóre zjawiska. Zbiór jest różnorodny, nierównomiernie napisany, pewne teksty czyta się łatwiej, z zaciekawieniem, niektóre nużą, mimo to polecam i zachęcam.
 
p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 140,9 cm - 2,7 cm = 138,2 cm.
 

czwartek, 7 czerwca 2018

,,Zima stulecia" Grzegorz Sieczkowski


 Miałam ogromne oczekiwania co do tej książki, szczególnie, że lubię wszelkiego rodzaju zbiory anegdot i informacji o ,,Epoce słusznie minionej". Miałam nadzieję, że ,,Zima stulecia" to kolejny element układanki, która rozszerzy moją wiedzę i pozwoli poczuć klimat tamtych dni. I tak już jest, że im większe oczekiwania tym boleśniejsze jest rozczarowanie.

W zamierzeniu autora ,,Zima stulecia" to reportaż - zbiór anegdot i wspomnień z okresu 1978/1978, pamiętnego ataku zimy, który przetrwał w pamięci jaka ta najmroźniejsza, najbardziej śnieżna. Ta, która była kolejną kroplą pozwalającą obalić komunizm. Czy na prawdę taka była? Na podstawie wspomnień trudno powiedzieć - ludzkie wspomnienia są subiektywne. Sama ze swojego życia mam wiele wspomnień, które wpisywały się w ducha książki a wcale nie pochodzą z tej pamiętnej zimy (kiedy to nota bene nawet na świecie nie było). Autor też nie na podstawie zebranych wspomnień nie przekonuje. W jego opowieści jest zimno, śnieżnie, chaotycznie i ...nudno. Każda kolejna historia jest podobna do poprzedniej, dzieje się praktycznie w tym samym momencie i brakuje w niej puenty. Pociągi nie jechały, drogi zasypane, rury pękają - taaa, i może by to jeszcze przeszło. Było trudno, zima ujawniła powierzchowność działań w PRL ale chyba najbardziej denerwuje moralizatorski, wywyższający się ton, który przebija się w niektórych miejscach. Wręcz słychać ,,My to przeżyliśmy, a wasze pokolenie nie."

Zamysł reportażu był niezły ale brakło pomysłu na wykonanie. O ile początek daje nadzieje, to im dalej tym gorzej. Nudno, pełno powtórzeń, przytłaczająco i bez polotu. To trochę jak z anegdotami, które są śmieszne i zrozumiałe jak się zna kontekst - tutaj właśnie tego zabrało.

piątek, 16 lutego 2018

,,Jak w kabarecie. Obrazki z życia PRL" Andrzej Klim


Już podtytuł sugeruje jak skonstruowana jest książka. Jest to zbiór literackich obrazów, anegdot i ciekawostek o PRLu. Autor wyszedł od sytuacji kabaretów, działalności estradowej i rzeczywistości w jakiej funkcjonowali artyści. Przywołał wspomnienia Zofii Czerwińskiej, Piotra Fronczewskiego Maryli Rodowicz. Z ich opowieści wyłania się świat wprawdzie szary, pozbawiony współczesnego przepychu i wszechobecnego ,,wszystkiego" ale mimo to ciekawy, fascynujący, intrygujący i ... zmuszający do kombinowania. A kombinowano wszędzie: by zdobyć coś czego brakowało, by stworzyć coś z niczego, coś załatwić, obejść cenzurę. Cenzura w środowisku artystycznym to też ważny element książki. Autor na przykładzie kabaretów Tey i Elita pokazuje jak wyglądała walka o możliwość zaprezentowania programu kabaretowego.

Ale nie tylko o kabarecie się mówi. Andrzej Klim ciekawie opowiada też o dwóch najważniejszych eksportowych zespołach PRLu - Mazowszu i Śląsku o ich twórcach i perypetiach związanych z ich działalnością. Znalazło się też miejsce by wspomnieć o Modzie Polskiej, sporcie i motoryzacji. Książka kończy się wspomnieniem dwóch postaci, które są przykładem arystokracji peerelowskiej - Józef Cyrankiewicz i Andrzej Jaroszewicz.

,,Jak w kabarecie" to zbiór wspomnień i migawek. Wspomnień pozytywnych, budzących zainteresowanie we współczesnym czytelniku a u tych pamiętających tę epokę może budzić nostalgię. Ale pewnie to tylko wygładzone przez czas anegdoty, takie jakie miło jest przywoływać bez poczucia tego co realnie za tym stało. Autor opowiada ciekawie i wciągająco ale trochę powierzchownie, każdy z tematów aż prosi się o rozwinięcie i zaprezentowanie w szerszej perspektywie. Jako osoba, która z rzeczywistością PRLowską nie miała do czynienie z ogromnym zainteresowanie czytałam i dowiedziałam się wielu rzeczy, które teraz wymagają uzupełnienia.

sobota, 30 grudnia 2017

,,Księżyc z peweksu" Aleksandra Boćkowska


Na zajęciach z angielskiego, na które uczęszczałam, lektor stwierdził, że polskim słowem, którego nie da się wytłumaczyć cudzoziemcowi jest ,,skombinować". Bo co to znaczy? Pożyczyć? Ukraść? Wziąć? Znaleźć? Mieć? Kupić? Niby wszystko po trochu ale nie do końca. Dla Polaka oczywistym jest, że czasem coś trzeba skombinować. Nikt nie pyta dokładnie skąd i jak, ważne by było. I chociaż obecnie mniej działamy w ten sposób bo prawie wszystko jest w sklepie lub internecie, to ważne jest aby uświadomić sobie jak właściwie to wszystko się zaczęło i gdzie miało swoje początki. Razem z Aleksandrą Boćkowską trzeba się więc wybrać w podróż w czasie do czasów PRL.

Autorka reportażu skupia się na luksusie. Ale ten luksus PRL-owski jest zupełnie różny od współczesnego. Trochę szary, przykurzony, wymęczony, skombinowany. Luksus to większe (lub chociaż samodzielne) mieszkanie, pomarańcze, zegarek, mięso spod lady i nadzieja na samochód w przyszłości. Patrząc z współczesnej perspektywy, przeciętny nastolatek ma więcej ale nie o to chodzi. Ważne było oderwanie się od szarej, socjalistycznej, odgórnie sterowanej rzeczywistości by poczuć coś innego lub zachować poczucie tego co było (jak to jest w przypadku dawnego, ograbionego ziemiaństwa).

Autorka próbuje przeprowadzić czytelnika przez najważniejsze wyznaczniki luksusu. Zaczyna od nadmorskiego ,,Zegarkowa", by zawędrować do Krakowa, Piły, odsłonić luksusy działaczy politycznych, pokazać bananową młodzież Saskiej Kępy, przywileje górników czy wyjaśnić na czym polegał fenomen hoteli Kasprowy, Cracovia, Forum. To zaledwie migawki, drobne wspomnienia wygrzebane spośród wielu ale w pewien sposób określają światopogląd okresu, to jak bardzo tęskniono do inności, wyróżniania się w momencie gdy wszystko chciano zrównać.

,,Księżyc z peweksu" to interesująca pozycja dla wszystkich, którzy chcą dowiedzieć się trochę więcej o tym okresie. Młodsze pokolenie znajdzie w niej obraz tego jak było, starsze - może przywołać wspomnienia. Może styl tekstu nie jest specjalnie udany, dużo lepsza byłaby tutaj lekka gawęda, bardziej urozmaicona anegdotami niż styl naukowego referatu ale i tak można wyciągnąć z niej dużo ciekawych faktów. Polecam.

środa, 22 listopada 2017

,,Księża wobec bezpieki" ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

 
Pamiętam jaki skandal i medialną sensacje wywołała dziesięć lat temu tak książka, owoc pracy badawczej w archiwach IPN księdza Zaleskiego. Autor był oskarżany, obrażany bo wyciągnął na światło dzienne to o czym wielu chciałby zapomnieć. Głośno i bardzo rzeczowo przypomniał minioną epokę oraz pokazał, że nawet środowisko kościelne nie ustrzegło się inwigilacji ze strony SB. Wśród kapłanów praktycznie na każdym szczeblu hierarchii byli tajni współpracownicy, których zadaniem było zbieranie i przekazywanie zdobytych informacji SB. Jedni oparli się naciskom, byli tacy co udawali, tacy do myśleli, że uda im się lawirować gdzieś pomiędzy a także, co najbardziej tragiczne, tacy, którzy świadomie i w zamian za konkretne korzyści czy to pieniężne czy rzeczone czy dla pozycji, podjęli się zadania donoszenia na współ księży.

Nie chcę tutaj oceniać postaw, kolejnych przywoływanych postaci. To temat do osobistej refleksji, namysłu, oceny. Autor, także stara się unikać jednoznacznej oceny, raczej skupia się na przywołaniu obiektywnych faktów i wyciągnięciu jak najwięcej z archiwalnych dokumentów. Nie chce być katem ale kimś, kto zabiera głos by wreszcie mówić o tej trudnej prawdzie. Nad każdym przypadkiem pochyla się indywidualnie by pokazać dobre i złe strony. Znaleźć choć cień przeciwwagi do pojawiających się oskarżeń. Nie chce aby ta bolesna prawda została zamieciona pod dywan i zapomniana, wręcz przeciwnie: chce by mówić o niej głośno, pozwolić jej wybrzmieć by mogła zostać rozliczona, zrozumiana i w pełni wynagrodzona pokrzywdzonym. Nie chce aby, tak jak dotychczas iść po linii najmniejszego oporu, ale spróbować się zmierzyć z tym co trudne i bolesne.

Rzeczą, która najbardziej mnie zaskoczyła w trakcie lektury nie są nazwiska TW, bo te w ciągu ostatnich dziesięciu lat zostały wystarczająco przemaglowane a nawet doszły do nich kolejne, ale sam aparat inwigilacyjny SB. Obecnie żyjemy w czasach social mediów, gdzie nie trzeba wychodzić z domu by praktycznie wiedzieć wszystko o wszystkich. Sami upubliczniamy mnóstwo informacji o sobie i swoich bliskich. Robimy to nieświadomie i nieustannie. W okresie Polski Ludowej gromadzenie wrażliwych danych o ludziach było procesem trudnym i wymagającym zaangażowania całych grup ludzi. Tym bardziej budzi podziw ale i grozę to jak skonstruowana była siatka agenturalna obejmująca różne typu osób dostarczających informacji. Na dodatek wszystko to było skatalogowane, usystematyzowane i czekało na okazję do wykorzystania w każdym momencie a na dodatek utrzymane było w pełnej konspiracji.

,,Księża wobec bezpieki" to ważna pozycja pokazujące pewien wycinek trudnej historii PRL. Radzę jednak podejść do niej na chłodno, skupić się na faktach, spróbować je rozważyć, zrozumieć, odnieść do realiów epoki a nie doszukiwać się taniej sensacji. Nasza polska historia skrywa wiele mrocznych kart ale mam nadzieję, że będziemy umieli do nich podejść z rozsądkiem i mądrością.

środa, 1 czerwca 2016

,,Maluch.Biografia" Przemysław Semczuk


Nie trzeba być zagorzałym fanem motoryzacji żeby ten jeden samochód kojarzyć. Dziś już wyparty z naszych ulic, czasem tylko się wyłania za zakrętu ostatni niedobitek po to by w pamięci kilku pokoleń budzić wspomnienia. Bo każdy przyzna, że słyszał historie o tym ile osób się zmieściło do malucha, co w nim się przewodziło, po jakich drogach jeździło, jak się go naprawiało czy gdzie się go ... przeniosło. Historie barwne, szalone i nie do wyobrażenia w stosunku do współczesnych samochodów.

Nikt nie zaprzeczy, że maluch to samochód kultowy. Jego legenda tylko rośnie. Nie dziwi więc fakt, że doczekał się także swojej biografii. Książka Przemysława Semczuka to rzetelne kompendium wiedzy nie tylko o tym małym autku ale przede wszystkim o czasach w jakich powstawał, o realiach epoki Gierka, ale także o ludziach, którym zawdzięczamy motoryzację Polski i o miejscu w którym powstawał czyli fabryce w Bielsku-Białej. Jest to historia kompletna i bardzo szczegółowa. Świetnie kreśli dzieje Fiata 126p a początku czyli podpisania kontraktu z Włochami, poprzez rozpoczęcie produkcji, wszelkie podejmowane akcje propagandowe mające za zadanie propagowanie auta, działalność fabryki aż po smutny koniec kiedy to zjechał z taśmy ostatni ,,Happy End". Semczuk opowiada lekko i barwnie, daje czytelnikowi nie tylko suche fakty ale i mnóstwo anegdot i ciekawostek ilustrując pięknymi zdjęciami i okraszając całość popularnymi kawałami o maluchu.

Jest to kawał świetnej ,,biografii", po lekturze której, nasuwa się wniosek, że drugiego samochodu w Polsce,który by tak zapadł w serca społeczeństwa nie będzie. Ci co nie siedzieli nigdy w maluchu niech żałują. A kto go nie pchał nie wie co stracił :)

p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 83,3 cm - 2,7 cm = 80,6 cm