Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52/2020. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 52/2020. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 grudnia 2020

,,Lunatycy. Jak Europa poszła na wojnę w roku 1914" Christopher Clark


Tytuł oryginału: The Sleepwalkers. How Europe Went to War  in 1914

 Pewne uproszczone spojrzenie na I wojnę światową i jej przyczyny pokazuje jednoznaczny podział na Trójprzymierze i Trójporozumienie (Ententę). Ci pierwsi czyli Austro-Węgry, Niemcy i Włochy są jednoznacznie źli a ci drudzy, Wielka Brytania, Francja i Rosja określani są jako strona broniąca się. Nic bardziej mylnego.

,,Lunatycy" to monumentalne opracowania koncentrujące się na przyczynach wybuchu I wojny światowej. I chociaż zaczyna się od Serbii i Gavrilo Princapa to sięga dużo głębiej. Stara się omijać utarte poglądy i pokazuje jak bardzo skomplikowana była polityka międzynarodowa na przełomie XIX i XX wieku a szczególnie w pierwszej dekadzie XX wieku. Autor po kolei analizuje kolejne państwa należące do dwóch przeciwstawnych sojuszy, które wcale nie są tak jednolite i spójne jak chciałyby to pokazywać szkolne podręczniki. Europa początku XX wieku była kotłem, tykającą bombą w której interesy poszczególnych państw kłóciły się między sobą. Budowanie sojuszy nie miało wcale na celu budowania bloku przeciwko wrogowi, było raczej zgodne z utartym powiedzeniem , że ,,przyjaciół trzyma się blisko a wrogów jeszcze bliżej". Tak naprawdę nie można tutaj wskazać jednoznacznego agresora i prowodyra wybuchu wojny. Każde państwo miało swoje cele, które w ten sposób chciało zrealizować. Każde szukało sposoby jak wzmocnić i zabezpieczyć swoje strefy wpływów. Realnie każde było w jakiś sposób winne a dopiero po wojnie zwycięscy mogli na nowo, w ładniejszej i bielszej wersji pokazać przyczyny i wskazać kogoś jako winnego.

Praca Christophera Clarka jest niezwykła. Obfituje w mnóstwo szczegółów ale jednocześnie czyta się ją jak powieść. Zagłębiamy się w meandry polityki, krążymy wokół układów i układzików, wnikamy w formujące się spiskowe struktury. Dowiadujemy się więcej i więcej ale jednocześnie mamy poczucie, że nadal nic nie wiemy. Przyczyny wybuchu I wojny światowej to ogrom faktów, danych, depesz i not. Teraz, z perspektywy ponad 100 lat jeszcze bardziej zacierające się przez wspomnienia tych, którzy sami chcieliby się wybielić lub zrzucić winę na innych. Dlatego tym bardziej docenia się pracę Clarka, próbującego dotrzeć do źródła i obiektywnie spojrzeć na przyczyny konfliktu. Nie wskazuje on jednoznacznego winnego bo takiego tam nie ma. Jest szereg kroków, decyzji i działań, po części błędnych i impulsywnych ale sprawiających, że w sierpniu 1914 Europa zapłonęła.

środa, 30 grudnia 2020

,,Rozgrywka z sąsiadem" R.L.Mathewson


 Tytuł oryginału: Playing for Keeps

Haley i Jason od trzech lat mieszkają po sąsiedzku i raczej za sobą nie przepadają. Ona szuka spokoju, on rozrywki. Nawzajem tylko sobie działają na nerwy. Wszystko zmienia się w jednej chwili za sprawą ... pszczół. On odkrywa, że za zasłoną zahukanej okularnicy w sąsiadce można znaleźć wygadaną, dowcipną babkę, nadającą się idealnie na kumpla. Ona także odkryje, że podrywacz z sąsiedztwa jest rozsądnym, odpowiedzialnym przyjacielem. Zaczyna się przyjaźń, która jednoznacznie zmierza w zupełnie innym kierunku. Trochę zajmie jednak bohaterom uświadomienie sobie, że to co ich połączyło to zdecydowanie coś mocniejszego i dużo bardziej gorącego.

,,Rozgrywka z sąsiadem" pozytywnie mnie zaskoczyła. Oczekiwałam kolejnej głupiutkiej, skoncentrowanej tylko na seksie opowieści. Dostałam całkiem zabawnie i lekko napisaną komedię romantyczną. Chociaż od pierwszych stron dokładnie wiadomo jak potoczą się losy Haley i Jasona to przyjemnie, z uśmiechem na ustach obserwowało się kolejne ich perypetie. Oboje mają w sobie coś, co sprawia, że te postacie da się lubić i ciężko jest odłożyć książkę chociaż na moment zanim się ją ukończy. Idealna odskocznia: lekka, zabawna, romantyczna i nie pozbawiona ,,momentów". Ja potrzebowałam dokładnie czegoś takiego, żeby się zrelaksować więc z czystym sumieniem mogę polecić.

poniedziałek, 28 grudnia 2020

,,Gdzie śpiewają raki" Delia Owens

Tytuł oryginału:Where the Crawdads Sing 
 
Kya Clark już jako kilkuletnia dziewczynka dowiedziała się, że życie jest trudne i jeśli chce przetrwać nie może oczekiwać pomocy od ludzi. Porzucona najpierw przez matkę, potem rodzeństwo, zostaje sama z ojcem, który także po pewnym czasie zostawia ją na pastwę mokradeł. Dziewczynka obserwuje naturę i uczy się życia. Społeczność miasteczka traktuje ją jak dziwadło i ciekawostkę, nie próbując nawet wyciągnąć do niej pomocnej ręki. Zostają jej tylko mewy i otaczający ją świat mokradeł, który staje się jej domem, nauczycielem, schronieniem i jedynym oparciem. Świat samotności Kyi burzą dwaj mężczyźni. Jeden chce jej pomóc, drugi realizuje własne cele. Gdy ten drugi ginie w tajemniczych okolicznościach, w miasteczku zaczyna się przysłowiowe polowanie na czarownice, a jedyną podejrzaną jest Kya, Dziewczyna z Bagien.

,,Gdzie śpiewają raki" to powieść wyjątkowa. Bardzo nastrojowa, melancholijna, której rytm nadaje obserwowana natura. Wszystko tam przebiega w swoim rytmie, ma swoje przypływy i odpływy. Bohaterowie także wpasowują się w narzucone ramy. Jedni lepiej odnajdują się w świecie, gdzie panuje natura, inni próbują zakłócić ten porządek. Chyba najbardziej wyczuwalnym uczuciem, przebijającym się przez całą opowieść jest cisza samotności. Czasem jest ona przytłaczająca ale częściej otulająca, pokrzepiająca, zapewniająca spokój i przyjmująca z powrotem po wszelkich życiowych perturbacjach. Ludzkie sprawy, reguły narzucone przez społeczeństwo nie mają wstępu w ciszę bagien. Współczesność staje w opozycji do tego co dzieje się na bagnach. Wyraźnie widać ten dualistycznie przedstawiony świat. Jeden - ten współczesny jest mroczny, zły, paradoksalnie bezduszny i pozbawiony ludzkich odruchów, a ten drugi - świat natury, mokradeł, jest domem, schronieniem, bezpiecznym azylem.

Powieść Delii Owens zachwyca na wielu płaszczyznach: językowej, klimatycznej, fabularnej. Snuje się leniwie, ale jednocześnie cały czas buduje napięcie i trzyma w niepewności do ostatnich chwil. Jest piękną epopeją o samotności i dojrzewaniu, rodzących się uczuciach i starciu z bolesną rzeczywistością. To opowieść, poruszająca najbardziej skryte struny w duszy i zapadająca na długo w pamięć.

piątek, 11 grudnia 2020

,,Kryjówka" Nora Roberts

 
Tytuł oryginału: Hideaway
 
Wydawać by się mogło, że życie dziesięcioletniej Cate Sullivan jest jak sen. Kochająca rodzina, radosne dzieciństwo, obiecująca przyszłość. Baśniowy sen zostaje przerwany, gdy dziewczynka zostaje porwana a jednym z organizatorów porwania okazuje się być jej własna matka. I chociaż wszystko szybko dobrze się kończy, uraz psychiczny i trauma zostają z Cate na zawsze. Po latach, jako dorosła osoba, próbuje znaleźć swoje miejsce na świecie gdy echa przeszłości zaczynają dochodzić do głosu. Nieprzyjemne, anonimowe telefony, tajemnicze morderstwa, ktoś zdecydowanie nie chce by Cate zapomniała o tym co wydarzyło się w przeszłości.

Nora Roberts to Nora Roberts. Nie wierzę, że jeszcze na świecie istnieje czytelnik (szczególnie taki stary wyjadacz jak ja), który nigdy nie spotkał się z tym nazwiskiem. A jak już się spotkał, raz sięgnął po jedną z setek (tak, tak!) książek to następnym razem wie na co może się pisać. Ja z pewnością wiedziałam. Bo książki Roberts to trochę takie baśnie dla dorosłych pełne miłości, słodyczy, idealnego życia, wręcz perfekcyjnych mężczyzn i bohaterek, z którymi przeciętna kobieta może się identyfikować. Nawet gdy pojawia się w tle mroczny, kryminalny wątek to tylko na chwilę zasłania idealnie słoneczne niebo. Brzmi cudownie, prawda? Tylko są baśnie, z których się nie wyrasta i są takie, które w pewnym momencie zamiast uczucie przyjemności wywołują znudzenie i zniechęcenie. Ja po lekturze ,,Kryjówki" jestem gdzieś po środku. Z jednej strony nadal miło zanurzyć się w znajomą magię książek Nory Roberts ale z drugiej strony widzę powtarzające się wątki, schematy i powierzchowne budowanie postaci. W sumie nie ma tam nic zaskakującego, nic nowego ale przecież czasem dobrze jest wrócić tam gdzie byłam :)

poniedziałek, 7 grudnia 2020

,,Saturnin" Jakub Małecki

 
,,Saturnin" to powieść hipnotyzująca. Zaczyna się tak zwyczajnie, tytułowy bohater to zwyczajny trzydziestolatek, pracujący jako sprzedawca w Warszawie, podkochuje się w farmaceutce z pobliskiej apteki ale nie ma odwagi zrobić tego pierwszego kroku. Jego życie to praca i samotne wieczory. Bolesna zwyczajność pomieszana z samotnością i wyobcowaniem. Tę życiową rutynę przerywa telefon od matki, że zaginął jego ponad dziewięćdziesięcioletni dziadek. Saturnin wyrusza w podróż do domu. Nie wie jeszcze jak wiele ta wyprawa zmieni w jego życiu, jak wiele się dowie i jak wiele odkryje.

Myślę, że ,,Saturnina" można czytać i odkrywać na wielu poziomach. Pozornie prosta historia, w której zagoniona współczesność konfrontuje się z tragicznymi czasami II wojny światowej. Ale to także, a może przede wszystkim opowieść o ludziach. Trzy pokolenia Markiewiczów stają się lustrem, w którym odbijają się wszystkie obawy, lęki, błędy, czasem głupota i wstyd a czasem mądrość i spokój. I nie ważne czy patrzymy na wojenne dzieje Tadeusza, skomplikowane, nieudane małżeństwo Hanny czy samotność Saturnina. Każde z nich niesie w sobie te same problemy ale nie umie się nimi dzielić, nie umie o nich mówić przez co tylko potęguje ten cichy rodzinny dramat.

,,Saturnin" to powieść pięknie opowiedziana, z ogromną delikatnością i czułością w stosunku do wszystkich bohaterów. Narrator widzi ich błędy i porażki ale cały czas w nich wierzy, nie pastwi się nad nimi, z łagodnością pozwala trwać i zapadać się w milczenie oraz codzienną rutynę. Dzięki temu opowieść porusza, dotyka najskrytszych strun w duszy ale nie przytłacza. Ból skryty w tajemnicy wyzwala, przychodzi jako katharsis, jest uleczeniem a nie obciążeniem. Paradoksalnie daje nadzieję i wyzwala siłę nadającą życiu pęd. I chyba to jest najważniejsze przesłanie tej powieści. Polecam!

wtorek, 24 listopada 2020

,,Zła wola" Jørn Lier Horst

Tytuł oryginału: Illvilje

Coś za co szczególnie cenię sobie kryminały Horsta to, to że mocno osadzone są w rzeczywistości. To nie jest jakaś abstrakcja, odległa rzeczywistość, miasto gdzie nigdy nie zamieszkamy, środowisko, do którego nigdy nie wejdziemy. Wszystko to co dzieje się w jego powieściach jest bliskie, jest zwyczajne - zaczynając od postaci, po zdarzenia, procedury, zachowania - a przez to tak bliskie i w ten sposób najbardziej przerażające.

,,Zła wola" to najnowsza odsłona działań prowadzonych przez komisarza Williama Wistinga. Tym razem w trakcie prowadzonej wizji lokalnej ucieka groźny zabójca. Wszystko wskazuje, że musiał mu pomóc ktoś z zewnątrz. Zaczyna się szeroko zakrojona akcja mająca na celu pochwycenie mordercy i zidentyfikowanie nieuchwytnego Tego Drugiego. Równocześnie w tle toczy się śledztwo przeciw samemu Wistingowi, który jest głównym podejrzanym o niedopełnienie zadań, przez co uciekł zbrodniarz.

,,Zła wola" to nie tylko świetnie rozpisany kryminał, trzymający w napięciu od pierwszych stron. To także swoiste rozmyślanie nad naturą zła i tym kiedy może zostać przekroczona ta niewidzialna granica, oddzielająca to co dozwolone od tego co niedopuszczalne. Gdzieś pomiędzy kolejnymi zaskakującymi zwrotami akcji cały czas przewija się zaskakujące założenie, że zło tkwi w człowieku i a on się mu poddaje. Przyznam, że ten sposób prowadzenie narracji niczego nie zaciemnia w fabule. Wręcz nadaje jej drugie dno, to wszystko co rozgrywa się na pierwszym planie staje się mroczniejsze, bardziej przerażające i zdecydowanie bardziej realne. To już przestaje być fikcją literacką, w jakiś sposób oddziałuje na czytelnika. Chyba tylko Horst potrafi tak wiele wyciągnąć z prostej sprawy i nadaje zupełnie nowy wymiar kryminałowi. Dlatego po raz kolejny wracam do tej serii i wrócę jeszcze na pewno w przyszłości.

niedziela, 15 listopada 2020

,,Wypowiedz jej imię" James Dawson

 
Tytuł oryginału: Say Her Name
 
Wieczór hallowenowy, grupka nastolatków w prywatnej angielskiej szkole postanawia się zabawić i sprawdzić ile prawdy jest w jednej z najbardziej mrożących krew w żyłach legend - tej o Krwawej Mary. O północy przed lustrem trzy razy wypowiadają jej imię. Początkowy żart staje się wstępem do pięciodniowego wyścigu z czasem. Krwawa Mary po upływie tego czasu naprawdę po nich przyjdzie. Trójka nastolatków, Bobby, Naya i Caine, nie poddają się tak łatwo. Są zdeterminowani by poznać prawdziwą historię Mary i dzięki temu zapewnić sobie bezpieczeństwo. Zaczynają szukać, dociekać i zadawać pytania a to co odkryją będzie zaskakujące i nie takie jak wszyscy się spodziewają.

,,Wypowiedz jej imię" to typowy horror dla nastolatków. Bazuje na popularnej miejskiej legendzie, dając jej umiejscowienie w typowej angielskiej szkole z internatem i w całkiem niezły sposób rozwijając ją. Krwawa Mary z legendy jest nie tylko straszącym upiorem, żądnym krwi ale nabiera konkretne kształty i staje się realną postacią, która w wyniku traumatycznych zdarzeń próbuje skontaktować się z żywymi oraz wywołać w nich strach i przerażenie. I nawet jeśli ten wątek jest ciekawy to jednak jest dopasowany pod nastoletniego czytelnika. Strach ma raczej wielkie oczy niż realnie przeraża czy zaskakuje. Bohaterowie to też wścibskie dzieciaki, pchające się tak nie trzeba. O ile takie książki zapewniały rozrywkę w okresie nastoletnim to teraz gdy czytałam jako osoba dorosła raczej wywoływały uśmieszek.

Zdecydowanie nie jestem targetem dla takiej literatury. Przyznaje, że powieść jest lekka, momentami zaskakująca ale raczej nie wywoła większych emocji. Przeczytać i zapomnieć.

,,Siostra Cienia" Lucinda Riley

Tytuł oryginału:The Shadow Sister 
 
Bohaterką trzeciego tomu serii o ,,Siedmiu Siostrach" jest Star, najcichsza i żyjąca wiecznie w cieniu przebojowej CeCe. Śmierć ojca i otrzymany do niego list wraz z tajemniczą figurką pantery staną się dla dziewczyny katalizatorami, zmuszającymi ją do wyjścia z cienia i wyruszenia na poszukiwanie własnej wyjątkowej drogi. Historia jest przeszłości dziwnym trafem będzie zahaczać o Beatrix Potter, słynną angielską pisarkę dla dzieci oraz o ...króla. Gdzie dokładnie skrzyżują się ich drogi to trzeba samemu odkryć.

Lucinda Riley po raz kolejny tworzy opowieść, od której trudno się oderwać. Historia Star jest dokładnie taka jak sama bohaterka, z jednej strony nieśmiała, skrywająca się w cieniu innych ale równocześnie bogata wewnętrznie, rozkwitająca w spokoju i zachwycająca gdy przyjdzie jej kolej. Tak jak w poprzednich tomach tutaj też równorzędnie prowadzone są dwie opowieści. Ta druga, prowadzona w tle wzrusza i zachwyca. Flora MacNichol, jej bohaterka, jest silną, zdeterminowaną kobietą, zdolną do wielkich poświęceń w imię miłości do najbliższych ale również czekającą aż jej własne szczęście się odnajdzie. Ta historia pomaga wydobyć na wierzch naturalną siłę Star i pozwala jej zawalczyć o to kim chce być.

Ogromne znaczenie w powieściach Riley ma miłość. Nie jest ona jednak schematyczna i ckliwa. Pojawiają się jej różne odcienie, różne natężenia ale każda odmiana jest tym co bohatera ubogaca i sprawia, że nabiera sił i pewności siebie. I nie ważne czy pojawia się nagle czy rodzi się powoli w codzienności.

Z przyjemnością wracam do cyklu ,,Siedem sióst". Ta seria posiada wszystko co uwielbiam: pasjonującą, zaskakującą opowieść, mocno osadzoną w historii i pokazującą nowe oblicze znanych postaci, ale także mocne kobiece bohaterki, które decydują się odkrywać siebie i uczą się być dumne z tego kim są i co chcą robić w życiu. ,,Siostra cienia" koncentruje się wokół tematu rodziny, dając do zrozumienia, że można być feministką i cudowną matką rodziny oraz panią domu. To także jest powołanie i dar, pod warunkiem, że samej się dokonało tego wyboru.

niedziela, 11 października 2020

,,Witaj, nieznajomy" Lisa Kleypas


Tytuł oryginału: Hello Stranger

 Lisa Kleypas zajmuje szczególne miejsce w mojej czytelniczej świadomości. Uwielbiam jej historie: pełne humoru, uczucia oraz ludzi, przepełnionych pasją i namiętnością. To wszystko decyduje, że w ciemno mogę sięgać po jej kolejne romanse historyczne i wiem, że znajdę w nich to co najbardziej lubię.

,,Witaj nieznajomy" to czwarty tom z serii Revenels. Zazwyczaj serii Kleypas czytam po kolei, ciesząc się powolnym odkrywaniem kolejnych bohaterów i cieszeniem się razem z nimi gdy pokonują przeszkody i w końcu mogą cieszyć się szczęściem i miłością. Tym razem wpakowałam się w środek serii, jednak to w niczym nie przeszkadzało mi w obserwowaniu historii doktor Garrett (kobieta o męskim imieniu) i Ethana. Jak często bywa, wiele ich dzieli - status społeczny, pochodzenie, wykształcenie, wykonywana praca, jednak uczucie jakie ich połączyło stawia w wątpliwość wszystkie przeszkody. Zostaje tylko jedna trudność: Ethan pracuje jako szpieg i w momencie gdy buntuje się przeciw przełożonym zostaje wydany na niego wyrok śmierci. Garrett nie poddaje się jednak łatwo i postanawia zawalczyć o ukochanego i jego życie.

W ,,Witaj nieznajomy" brakowało mi trochę kontekstu i znajomości postaci drugoplanowych ale za to mogę winić tylko siebie bo nie czytam serii we właściwej kolejności. Cała reszta to typowe dla Kleypas lekkie prowadzenie akcji, budowanie skomplikowanych ale nie za bardzo problemów, epatowanie ciepłem, miłością, zaufaniem. Budowanie opowieści w której czytelnik dobrze się czuje. Jest ona tak słodka i idealna, że chyba nie da się bardziej. Nic tam nie wydaje się zbyt trudne. Bohaterowie kochają się i walczą o siebie, problemy nie pozbawiają ich humoru i oczywiście miłość musi zwyciężyć. Jeśli szukacie idealnej książki do jesiennego spędzania czasu w fotelu z herbatą to właśnie ją znaleźliście.

poniedziałek, 28 września 2020

,,Sprawdź, czy ktoś za Tobą nie stoi" Ina Nacht


 Lubię sięgać po nowych polskich autorów a szczególnie wtedy gdy akcja powieści toczy się w nieoczywistym miejscu. Przecież nie tylko Warszawa czy któreś z czołowych polskich miast może stać się areną niesamowitych, emocjonujących zdarzeń. Także Kotlina Kłodzka może skrywać swoje tajemnice i sprawić, że spojrzymy na ten region zupełnie inaczej.

I właśnie tam akcję swojego thrillera umiejscowiła Ina Nacht. ,,Sprawdź, czy ktoś za Tobą nie stoi" to thriller, który bardzo wiele obiecywał w pierwszej części. Powoli ale w bardzo niepokojący sposób budowana akcja sugeruje wiele. Ociera się o bolesne rodzinne tajemnice, zagadkowe wierzenia, zmowę milczenia, tak charakterystyczną dla małych, odciętych miejscowości, do których nagle wprowadza się ktoś obcy. Tak właśnie jest tutaj. Kaja i Sonia to para lesbijek. Już to jest czynnikiem, który sugeruje, że bohaterkom powinno być trudno przełamać lody i wejść do małej wiejskiej społeczności. Rozumiem zabieg autorki, że nie chciała tego mocno akcentować ale z pewnością mocniejsze uwypuklenie tego detalu dużo bardziej skomplikowałoby akcję i sprawiło, że całość byłaby bardziej wielowarstwowa, mocniejsza i bardziej wyrazista. Bo trochę wyrazistości brakło. Zaczyna się świetnie, od znalezienia tajemniczych kości w ogrodzie, pojawia się mroczny klimat zagrożenia, jest niebezpiecznie, trochę horrorowo, czuć nieuchwytny podmuch niewypowiedzianego, nieuchwytnego zagrożenia. I nagle to wszystko zostaje jak nożem ucięte. Zagadka szybko znajduje swoje wyjaśnienie, w sumie bez pomocy kogokolwiek. Całe świetnie budowane poczucie zagrożenia rozmywa się jak poranna mgła i zostajemy z trochę głupim wrażeniem: ,,To już?". I chociaż wiem, że nie do każdego rozwiązania trzeba iść na około, nie wszystko musi zajmować dużo czasu to jednak jest mi szkoda zmarnowanego potencjału i żałuję, że tak szybko to się skończyło.

Jedynym plusem jest pewnie skomplikowana relacja jaka powstała w tle pomiędzy policjantami Kariną i Aleksem. Sugeruje to świetną podwalinę pod mocną, bardzo głęboko wnikającą w psychikę oraz niejednoznaczną historię. Mam nadzieję, że ten wątek, jeśli zostanie dalej pociągnięty, pokaże zupełnie inne oblicze serii.

Czuję niedosyt po zakończonej lekturze ale widzę potencjał. Mam nadzieję, że to falstart i im dalej tym będzie lepiej. Jestem ciekawa co będzie dalej i z pewnością jeszcze wrócę by sprawdzić czy moje przeczucia są słuszne.

niedziela, 27 września 2020

,,What The F." Benjamin K. Bergen

 

Tytuł oryginału: What the F. What Swearing Reveals About Our Language, Our Brains, and Ourselves


Wszyscy wiedzą, że prawie nie przeklinam. Zawsze zwracam uwagę, gdy ktoś ze znajomych przeciągnie o jedną ,,ku#$%" za daleko. Ale nawet mi, osobie unikającej przekleństw zdarzają się momenty. Ostatni, w trakcie pracy z domu w początkowej fazie lockdownu. Kolega z pracy, gdy już nie wytrzymałam i wszystko co złe wysypało się ze mnie online, podsumował, że słysząc kogoś, kto nie przeklina, jak przeklina to można się poczuć jakby psychopata gonił go z siekierą. Jest moc prawda? Bo taka jest prawda, nawet jeśli sobie tego nie uświadamiamy to wulgaryzmy mają ogromny wpływ na nasze życie, nasze emocje, zachowanie i odbieranie świata.

Benjamin K. Bergen próbuje to wszystko spójnie podsumować i stworzyć jedno wielkie kompendium wiedzy o wulgaryzmach. Zaczyna od podstaw czyli szuka źródła postrzegania pewnych słów za właściwe. Analizuje wszystko: pochodzenie słowa, jego budowę, ilość sylab, głosek. Chce w ten sposób zbudować jednolite podwaliny pod bardzo dokładną i wnikliwą analizę wulgaryzmów. Potem idzie dalej. Próbuje odkryć jak ,,brzydkie słowa" wpływają na oddech, wydzielanie potu, jak się zachowujemy gdy przeklinamy, bada czy nasz mózg posiada jakiś system blokujący wypowiadanie pewnych słów. Sięga głęboko bo spróbował nawet zidentyfikować, który obszar mózgu jest odpowiedzialny za przekleństwa. Szuka także tego kiedy i jak uczymy się przeklinać by na koniec zbadać wpływ wulgaryzmów na nasze życie i zachowanie. Stawia finalnie odważną hipotezę, że tak naprawdę wulgaryzmy to nic złego - mogą być pewnego rodzaju buforem bezpieczeństwa, pozwalającym ludziom prawie bezboleśnie odreagować. Jest tylko jedno ale. Tym ,,ale" jest fakt by nie mylić wulgaryzmów z obelgami. Obelgi i ubliżanie to coś z czym trzeba walczyć i na co nie można pozwalać.

Przyznam, że rzadko którą książkę naukową z zakresu językoznawstwa czytało mi się tak dobrze. Ilość analiz, statystyk i odniesień do innych badań może przytłaczać ale wszystko jest tylko środkiem do celu pokazującego jak skomplikowanym i niejednoznacznym zjawiskiem są przekleństwa. Chociaż próbuje się je wyrugować z codzienności, schować pod dywan lub udawać, że nie istnieją, one cały czas są i bardzo mocno oddziałują. I jeśli mamy je nadal używać róbmy to z pełną świadomością. Kiedy trafi mi się kryzys znowu będę bezkarnie sypać bluzgami i może ktoś inny wtedy będzie przerażony :)

sobota, 26 września 2020

,,Tajemnica broszki z opalu" Fergus Hume

Tytuł oryginału: The Opal Serpent 


Współczesne kryminały i thrillery przyzwyczaiły nas trochę do makabry, mnóstwa krwi, dramatycznych wydarzeń i szaleńczych zwrotów akcji. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie a coraz bardziej niesamowite zdobycze techniki pozwalają z najmniejszego okruszka pyłu wycisnąć dane sprawcy. Jesteśmy zdumieni, zaskoczeni i w sumie tego oczekujemy. Chcemy poznać sprawcę, odkryć jego motywy i liczyć, że za zbrodnię będzie kara. I to jest element, który od powstania gatunku jakim jest kryminał się nie zmienił.

,,Tajemnica broszki z opalu" to kryminał powstały na początku XX wieku. Prezentuje zupełnie inne spojrzenie, od tego do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Zaczyna się typowo - Aaron Norman, księgarz z Londynu, zostaje znaleziony martwy a jego usta zapieczętowane są broszką, którą chwilę wcześniej chciał odkupić od adoratora swojej córki. Od tego momentu zaczyna się śledztwo, które głęboko wniknie w przeszłość handlarza i odsłoni zupełnie zaskakujące fakty.

Zdecydowanym plusem powieści jest nastrój i powolne budowanie napięcia, poczucie tajemnicy i zaskoczenie. Wszystko rozgrywa się w nieśpiesznym tempie ale jest odpowiednio wyważone. Nie ma niepotrzebnych dłużyzn jednak każdy element jest na swoim miejscu, dzięki czemu do samego końca rozwiązanie pozostaje tajemnicą i pewnym zaskoczeniem. Napięcie stopniowo narasta, wydarzenia zmieniają się a każdy kolejny element, tylko rozjaśnia i nadaje sensu wydarzeniom. Autor nie sili się na niedorzeczne i skomplikowane wyjaśnienia ale i tak jego opowieść na w sobie wiele zagadek, które stopniowo znajdują swoje rozwiązanie. Zachwyca tez język, prosty, rzeczowy ale w jakiś sposób nastrojowy i sprawiający, że całość idealnie się czyta i nie chce odkładać.

Z pewnością będę wracać do Fergusa Hume'a bo zachwycił mnie i zaintrygował. Nie spodziewałam się, że na początku XX wieku, przed Agathą Christie można było tworzyć takie wciągające i hipnotyzujące perełki. Polecam!

poniedziałek, 21 września 2020

,,Polowanie na zło" Chris Carter

Tytuł oruginału: Hunting Evil
 

Z więzienia ucieka jeden z więźniów. I może nie byłoby w tym nic specjalnie sensacyjnego gdyby tym więźniem nie był Lucien Folden. Psychopata, geniusz, ogarnięty mania ,,badania" zbrodni i jej praktykowania. Za cel postawił sobie wypróbować każdy możliwy sposób zabijania i okaleczania ludzi. Jest mistrzem kamuflażu i z łatwością może zmienić się w kogo tylko zechce. Wydaje się, że ponowne schwytanie Foldena jest prawie niemożliwe. Może zrobić to tylko jedna osoba, ta na której Folden chce się zemścić, były przyjaciel a obecnie jeden z najlepszych śledczych w Los Angeles, Robert Hunter. Tylko czy Hunter da radę pokonać osobiste zahamowania by uprzedzić zbrodniarza? Przekonamy się bo jedno z najtrudniejszych i najbardziej osobistych śledztw właśnie się zaczęło.

,, Polowanie na zło" to chyba moje piąte spotkanie z duetem Hunter-Garcia. Żadne z poprzednich śledztw jakie prowadzili nie było łatwe, za każdym razem trafiają na coraz większego psychopatę, któremu coraz bardziej wyrafinowane sposoby dręczenia ludzi sprawiają jeszcze większą frajdę. Większość spraw jednak tylko lekko zahacza o życie osobiste bohaterów. Tym razem jest inaczej. Śledztwo to nie tylko wyścig z czasem aby ochronić ludzi, tym razem to także dla Huntera walka z samym sobą gdy działania bardzo głęboko wchodzą w jego życie osobiste. Musi wyprzedzić działania byłego przyjaciela a także chronić innych. Każda porażkę tym razem odbiera bardzo osobiście i stara się zebrać coraz większą determinację by nie dać się pokonać złu.

Jak to jest typowe w powieściach Cartera czeka nas szalony rollercoaster emocji. Niepewność, poczucie zagrozenia, do ostatnich chwil nie wiadomo co się wydarzy i na którą stronę przeważy się szala. Jedno jest jednak pewne będzie krwawo, brutalnie, masakrycznie, szaleńczo, dramatycznie i gdy dotrzemy do końca z ulgą zamkniemy książkę, mają świadomość, że to tylko fikcja literacka.

,,Pszczelarz z Aleppo" Christy Lefreti

Tytuł oryginału: The Beekeeper of Aleppo

Przez pandemię koronawirusa temat uchodźców zszedł na odległy plan. Już nas nie elektryzuje, nie wywołuje sprzecznych emocji, nie zastanawiamy się nad nim. On dla nas już nie istnieje. Ale uchodźcy nadal są obecni. Nadal przybywają. I może największą fala minęła bo wojna w Syrii jest już w zupełnie innej fazie ale trzeba pamiętać i spróbować zrozumieć jak tragicznym było to wydarzeniem.

Powieść ,,Pszczelarz z Aleppo" to fikcja literacka, zbudowana na kanwie prawdziwych wydarzeń i realnych ludzkich losów. Nuri i Afra zostają zmuszeni przez wojnę do opuszczenia swojego zwyczajnego życia w Aleppo i wyruszenia w dramatyczną tułaczkę ku bezpiecznemu miejscu. Przeżyli śmierć syna, zetknęli się z brutalnością, bestialstwem, dotknął ich stres pourazowy, który w przypadku każdego z nich objawiał się inaczej. Ale mimo wszystko wierzą, że gdzieś może być dobrze. Bezskrzydła pszczoła staje się symbolem nadziei i wiary w nowe życie.

I chociaż ,, Pszczelarz z Aleppo" to opowieść dosyć łagodna w swej wymowie. Nie prezentuje najbardziej dramatycznych wydarzeń z jakimi mogli zetknąc się uchodźcy to i tak jest przejmująca i mocna oddziałująca na emocje. Pokazuje strach, zagubienie, nieustanne poczucie zagrozenia i niepewność jutra. Pokazuje jak zachowują się ludzie, którzy z dnia na dzień zostają pozbawieni wszystkiego. I chociaż Nuri i Afra są w pewien sposób uprzywilejowani bo mają pieniądze i cel ale i tak ich historia porusza i pokazuje że uchodźcy to nie terroryści ale po prostu skrzywdzeni ludzie, pozbawieni swojej normalności.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

,,Moja mroczna Vanesso" Kate Elizabeth Russell

Tytuł oryginału: My Dark Vanessa
 

Mroczna, szokująca, dobitna, zmieniająca sposób myślenia i patrzenia na świat. Gdy myślimy o pedofilach pierwsze skojarzenia jakie nasuwają się jest zło, brutalność, cierpienie. I choć pierwsze jest zawsze oczywiste to kolejne nie są już tak jednoznaczne.

Powieść ,,Moja mroczna Vanesso" porusza temat molestowania seksualnego dokonanego przez nauczyciela licealnego. Krok po kroku śledzimy całe to "zdarzenie" z perspektywy najpierw nastoletniej Vanessy a potem już jej samej jako dorosłej kobiety. I chociaż nie zaczyna się od brutalności, jest tam gwałt, chociaż nie ma wielkiego cierpienia fizycznego, jest ogromna krzywda psychiczna. Nie ma przymusu ale jest manipulacja i obłaskawienie. Nie ma wyzwisk czy gróźb ale są kłamstwa, niedopowiedzenia, łagodzenie faktów, wybielanie się i szukanie okazji by przerzucić winę.

Wszystko jest szokujące i przerażające gdy patrzy się na to z boku, z zewnątrz, gdy wie się do czego to prowadzi. Szokujące jest to, że wie się o tym, że gdy coś takiego się dzieje, to nikt nie reaguje. Nikt nie zwraca uwagi na sygnały. Przerażające jest to jak łatwo zmanipulować i wypaczyć rzeczywistość. Jak łatwo przekonać do siebie młodą, zagubioną osobę i sprawić, że stanie się ofiarą. Przerażające jak bardzo niszczy się jej życie.

Powieść chociaż jest tylko fikcją literacką zawiera schematy działania pedofilów, buduje ich pewien wizerunek ale przede wszystkim mówi o ich ofiarach. Osobach, które zostały pochłonięte i skrzywdzone w momencie gdy były najsłabsze. Zrujnowano ich psychikę, wypaczono spojrzenie na świat, zaszczepiono na stałe poczucie winy i sprawiono, że stały się ousiderami, nie umiejącymi radzić sobie z normalnymi relacjami. To powieść, po którą powinno się sięgnąć bo dużo wyjaśnia, otwiera oczy i niszczy idealne spojrzenie. Nie trzeba mieć wyglądu kryminalisty żeby być przestępcą i zbrodniarzem. Polecam!

środa, 19 sierpnia 2020

,,Czas białych nocy" Maria Paszyńska

 Dotychczas miałam przyjemność czytać tylko pierwszy tom serii ,,Owoce Granatu" Marii Paszyńskiej. Tamta książka mnie zaczarowała i mam zamiar kontynuować serię ale teraz wpadł mi w ręce pierwszy tom nowego cyklu.

Autorka cofa się w czasie do początków XX wieku. Polska jest podzielona między kraje zaborcze. Z Warszawy, jako części zaboru rosyjskiego, na studia do Petersburga przeprowadził się młody Polak, Kazimierz Stawicki. Szybko wpada w wir miasta. Na jego drodze los stawia młodą Ukrainkę, Anastazję Szewczenko. Młodzi ludzie spotkali się już kiedyś jako dzieci. Wtedy jednak ich życie wyglądało zupełnie inaczej. Anastazja uciekła z domu przed prześladowaniem ze strony macochy i starszego brata. Teraz próbuje na nowo ułożyć swoje życie. Fascynują ją rodzące się idee komunizmu. Gdy miłość rodzącą się między Kazimierzem a Anastazją zakłóca wybuch Rewolucji Październikowej nic już nie będzie takie proste jak wcześniej. Nastanie nowy, nieznany świat, w którym trudno będzie się odnaleźć.

Książki Marii Paszyńskiej mają to do siebie, że z łatwością łączą wątki obyczajowe z Wielką Historią. Tak właśnie jest i w tym przypadku. Opowieść o miłości dwojga zupełnie różnych ludzi, których los złączył ze sobą przeplata się ważnymi historycznymi datami: wybuch I wojny światowej, Rewolucja Październikowa, odzyskanie przez Polskę niepodległości. Ciekawym jest to, że patrzymy na wszystkie te wydarzenia z innej niż czysto polska perspektywy. Widzimy carską Rosję, która zaczyna zmieniać się w Rosję bolszewicką. Ta perspektywa zmienia obraz, nic nie jest całkowicie jednoznaczne. Ale jedno jest pewne - tak jak wiele musiało się wydarzyć aby Polska na dwadzieścia lat znalazła spokój tak losy Kazimierza i Anastazji nie są jeszcze przesądzone. Możemy być pewni, że przyjdzie im walczyć o swoje uczucie i jestem ciekawa jak dalej potoczą się koleje ich życia.

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

,,Niewyjaśnione" Richard McLean Smith

 

 

Tytuł oryginału:  Unexplained: Supernatural Stories for Uncertain Times

Wydawać by się mogło, że na wszystko mamy już odpowiedź albo przynajmniej logiczne wyjaśnienie. Tęcza nie jest magicznym zjawiskiem, zaćmienie słońca - karą boską, echa nie wywołują duchy. I gdy rzeczywistość wydaje się logiczna, poukładana, zgodna z regułami nauki i prawami natury nagle pojawia się coś co zaprzecza wszystkiemu co wiemy, rozumiemy, co jest dla nas jasne i klarowne. Ale czy to ,,błąd Matrixa" czy może w świecie jest coś więcej niż to co znany i pojmujemy.

Richard McLean Smith to autor popularnego podcastu. W swojej pracy wyszukuje zdarzeń dziwnych, nieszablonowych, takich, które w żaden sposób nie pasują do przyjętej wizji świata. Są to zdarzenia, w stosunku, do których na razie, przy obecnym stanie wiedzy, nie możemy znaleźć logicznego i przekonującego wyjaśnienia. Wymykają się poza nawias naszego pojmowania. I nie, Smith nie pompuje balonika strachu, grozy i wiary w paranormalne zdarzenia. Przywołuje suche fakty, obiektywne relacje i próbuje znaleźć dla nich mniej lub bardziej realne granice. Jako ateista i człowiek nie wierzący w zjawiska paranormalne patrzy na to wszystko sceptycznie z dużą dozą ciekawości ale i naukowego zainteresowania. Stara się zbierać jak najwięcej danych tak aby jego relacja prezentowała surowy obraz.

Chociaż on podchodzi do każdej kolejnej sprawy z naukową powagą nie sposób uniknąć dreszczyka emocji w trakcie lektury. Kolejne historie czy to historia chłopca, który zdawał się być reinkarnacją nazistowskiego lotnika, Anneliese Michel, dziwnego hotelu, relacje z pojawienia się ufo, chociaż pełne logicznych odniesień pokazują, że świat nie jest jednoznaczny i tak uporządkowany jak chciałoby się go widzieć. Raz na jakiś czas pojawiają się zdarzenia burzące porządek i ład. Zagadkowe, rozpalające wyobraźnię, budzące grozę i niepokój, sprawiające, że nie czujemy się tak pewnie jak dotychczas. Ale czy rzeczywiście mamy się czego obawiać? A może za kilkanaście lat znajdziemy logiczne wyjaśnienie? Jedno jest jednak pewne, rzeczywistość nie jest tak prosta jak chcielibyśmy ją postrzegać.

sobota, 8 sierpnia 2020

,,Kasiarze, doliniarze i zwykłe rzezimieszki" Iwona Kienzler

Nigdy nie ukrywałam, że uwielbiam czytać o XX-leciu Międzywojennym. Początkowo okres ten fascynował i zachwycał swoim klimatem, rozmachem, poczuciem zupełnie innego świata oraz nietuzinkowymi postaciami. Wtedy widziałam tylko pęd ku nowoczesności pomieszany z powoli odchodzącym światem kindersztuby, dumną arystokrację, zaradnych mieszczan, rodzącą się współczesność. Stopniowo jednak im więcej wiem o tym okresie, tym bardziej dostrzegam jego ciemne, trudne i złe strony. Nie wszystko było wtedy takie piękne jak na sepiowych fotografiach. Wcale wtedy nie żyli tylko dżentelmeni i damy. Praca Iwony Kienzler zbiera i prezentuje kolejne ciemne karty XX-lecia.

Autorka prześledziła wiele zachowanych doniesień prasowych z okresu II Rzeczpospolitej by wyciągnąć z nich kilka powtarzających się schematów zachowań przestępczych. Przybliża to bym fascynowali i emocjonowali się nasi dziadkowie. Mówi o szokujących zbrodniach, bezczelnych napadach, przestępcach, którzy czasami byli dżentelmenami a czasem przebiegłymi i bezwzględnymi draniami. Mówi o kasiarzach wysadzających kasy pancerne, o całym wachlarzu złodziei wszelkiego kalibru, o napadach, oszustwach i zabójstwach. Z tej perspektywy pokazuje świat trudny, niebezpieczny, pełen pułapek i chociaż tak podobny do współczesności to zupełnie inny, bardziej mroczny ale posiadający swój niepowtarzalny klimat.

Iwona Kienzler pisze książki popularyzujące XX-lecie i historię. Jest świetną gawędziarką, skupiającą się bardziej na tym co fascynujące i przykuwające uwagę ale dzięki temu jej prace czyta się lekko i szybko. Prosty, trochę tabloidowy styl pisania przybliża świat, który już odszedł a o którym trudno zapomnieć. Nawet o zbrodniach, tragediach i dramatach mówi w taki sposób, że nie odbiera im nostalgicznej otoczki. Ten mroczny świat nadal ma swój niepowtarzalny klimat. Z pewnością nie jest to praca naukowa. Daje jednak mocny posmak historii, zachęca do dalszych dociekań i w prostej, przejrzystej formie dostarcza wielu barwnych historii. Polecam!

wtorek, 28 lipca 2020

,,Telefonistka" Gretchen Berg


Tytuł oryginału: The Operator

,,Telefonistka" to powieść bardzo odbiegająca od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Odbiega od przeciętności formą, tematem a nawet sposobem prezentacji postaci. Przyzwyczailiśmy się do zaskakującej fabuły, wyraźnych, pełnokrwistych postaci, życiowych dramatów i zaskakujących zdarzeń zmieniających na zawsze życie wielu osób. Jeśli poruszany jest temat plotki to musi być ona szokująca, drażliwa i rujnująca na zawsze życie wielu osób. Tak jest w mocnych, zapadających w pamięć powieściach i filmach. Ale czy tak naprawdę jest w życiu? A może w prawdziwym życiu skandale i dramaty pojawiają się, by za chwilę odejść w zapomnienie i ustąpić pola czemuś innemu?

,,Telefonistka" to właśnie taka powieść. Jej osią są wydarzenia rozgrywające się w małym sennym miasteczku gdzieś w Stanach Zjednoczonych. Małomiasteczkową rutynę i spokój najpierw burzy bezczelna kradzież z lokalnego banku a potem na jej miejsce wskakuje lokalny skandal dotyczący jednej z telefonistek. Autorka idealnie prezentuje absurdy i grę pozorów jaka istnieje w miasteczku. Przekładanie własnych animozji i problemów nad sprawy ogółu. Głupota, powierzchowność, małostkowość - wszystko to króluje tutaj niepodzielnie i idealnie zostaje wyeksponowane.

Debiutancką powieść Gretchen Berg czyta się dobrze, chociaż są momenty gdy do fabuły wkrada się chaos i łatwo się zgubić. Prezentuje zupełnie inny, trochę już niezrozumiały świat, gdzie kobiety zajmowały zupełnie inne miejsce w społeczeństwie a idee feminizmu były czymś obcym. Świat w którym kobieca rzeczywistość obracała się wokół domu, rodziny i sztywno nakreślonych stosunków społecznych. Długo czekamy na poznanie plotki, która stanowi centrum a potem tak naprawdę nie wiele się już dzieje. Szybko zostaje zamieciona pod dywan ale jej echo odbija się od kolejnych bohaterek i w jakimś sposób na nie oddziałuje wywołując początkowo niewielkie zmiany. Nie ma w tej powieści wielkich zaskoczeń, trudnych decyzji, jest zwykła małomiasteczkowa rzeczywistość, która chwilowo zostaje zburzona ale potem wraca na swoje tory. Tylko czy na pewno na te same? O tym trzeba się samemu przekonać.

poniedziałek, 27 lipca 2020

,,Na moment przed świtem" Magdalena Wala


Dwie kobiety, dwie epoki i dwie historie, które nieoczekiwanie zaczęły na siebie oddziaływać.

Adriana to współczesna trzydziestolatka, uwikłana w toksyczne małżeństwo, które pozbawia ją wszelkiej chęci do życia oraz sprowadza całą jej egzystencję do bycia służącą swego męża. Przełomem w jej szarym, monotonnym życiu jest spotkanie z ponad dziewięćdziesięcioletnią Agnes. Staruszka zaczyna kobiecie opowiadać historię swojego życia w trakcie okupacji nazistowskiej w Mysłowicach oraz wspomina dawną miłość. Przejmująca i chwytająca za serce opowieść o trudach wojennych, dramatycznych wyborach oraz konsekwencjach jakie za sobą pociągają staje się dla Adriany katalizatorem i otwiera jej oczy na to jak wygląda jej życie.

Przyznaję, że na początku strasznie denerwowała mnie Adriana. Jej postawa, zachowania, stosunek do męża, brak własnego zdania i zupełne podporządkowania - przyznam, że w tych momentach miałam ochotę rzucić książkę i nie czytać dalej o kimś ktoś sam decyduje się na prowadzenie takiego właśnie życia. Interesowała mnie jednak druga, prowadzona prawie równocześnie opowieść Agnes. Prezentuje ona zupełnie inny świat. Jej relacja z czasów okupacji nie jest jednoznaczna, czarno-biała, kryje w sobie wiele niuansów, sprzeczności, zawirowań. Jest tak skomplikowana jak skomplikowany był wtedy świat a sytuacja na Śląsku szczególnie. O ile w pozostałej części Polski można przeprowadzić dosyć wyraźną linię oddzielającą Polaków od Niemców, Śląsk był mieszaniną wielonarodowościową, gdzie nie dało się dokładnie przeprowadzić tego podziału. Dopiero wojna i okupacja zmusiła do zadania sobie pytania kim się jest i jakiej narodowości.

Opowieść Agnes oddziaływała nie tylko na mnie,czytelniczkę, ale przede wszystkim na Adrianę. Zaczęło powoli wyłaniać się bardziej skomplikowane tło stojące za jej decyzjami. Nie, nie wiem dlaczego postępuje ona tak a nie inaczej, nie wiem jakie decyzje podjęła. Mam całe mnóstwo pytań i mam nadzieję, że kolejne tomy pozwolą mi lepiej zrozumieć bohaterkę, zamiast ją powierzchownie oceniać. Zachęcam bo to bardzo przyjemna lektura, chociaż z denerwującym początkiem.